Racjonalista - Strona głównaDo treści
O miłości.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-12-2009 22:33Anttu of Bodom (114 punktów)O miłości.
Ocena 5 na 5
Witam,

od kilku lat regularnie zaglądam do Racjonalisty, dopiero teraz jednak zdecydowałam się zarejestrować i wspólnie z Wami poszukać odpowiedzi na dręczące mnie pytania.
Na początek o miłości, bo ostatnie wydarzenie w moim życiu skłoniły mnie do takich właśnie przemyśleń. W naszym społeczeństwie każdy musi mieć partnera, musi się zakochać. W dodatku wszyscy wokół, książki, filmy, prasa mówią nam jak ta miłość powinna wyglądać, co powinniśmy czuć i jak się zachowywać. Wiążemy się w pary z obawy przed samotnością przyjmując ogólną wizję miłości jako jedyną słuszną. Nie zastanawiamy się nad tym. Powiedziano nam co powinniśmy czuć, i jeśli tego nie czujemy, myślimy, że odbiegamy od normy, że coś jest nie tak, że to nie ta osoba, że należy szukać dalej. Każdy związek zaczyna się fascynacją, i zawsze po jakimś czasie przychodzi rutyna i przywiązanie. Czy miłość jest tylko wtedy gdy czujemy ciągłą ekscytację? Czy jeśli motylki w brzuchu zastąpione zostają poprzez przyjaźń, zrozumienie, troskę i zaufanie, to jest to koniec miłości? Słyszymy wtedy rady, by próbować coś zmienić, odkurzyć uczucie, odzyskać skrzydła i jeśli to nie pomoże, poddać się. A co jeśli to nie działa w ten sposób? Może nie należy definiować miłości, nie porównywać się z innymi ludźmi, nie gonić za ideałami tłumu? Może się oszukujemy wciąż szukając tej jedynej prawdziwej miłości? Wierzymy w miłość tak jak wierzy się w boga? Nigdy przedtem nie zastanawiałam się czym jest miłość. Wierzyłam w to, czego dowiedziałam się od innych. Wydawało mi się, że to co czuję jest właśnie tym uczuciem, gdy tak naprawdę była to zwykła chemia powoli przeradzająca się w przyjaźń i przywiązanie. Czy ktoś z Was się zastanawiał czym tak naprawdę jest miłość?

Pozdrawiam,
Anttu
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

19-12-2009 23:19
 Ocena 11 na 11
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>W naszym społeczeństwie każdy musi mieć partnera
Nie musi
> musi się zakochać.
Nie musi
>W dodatku wszyscy wokół, książki, filmy, prasa mówią nam jak ta miłość powinna wyglądać
Zapewniam, że są inni 'wszyscy', inne książki i filmy.

>Wierzymy w miłość tak jak wierzy się w boga?
UWAGA! Piszesz na www.racjonalista.pl

>Czy ktoś z Was się zastanawiał czym tak naprawdę jest miłość?
Wielokrotnie, zawsze po...
20-12-2009 12:07 
 Ocena 1 na 1
Anttu of Bodom (114 punktów)
>>W naszym społeczeństwie każdy musi mieć partnera
>Nie musi
>> musi się zakochać.
>Nie musi
>>W dodatku wszyscy wokół, książki, filmy, prasa mówią nam jak ta miłość powinna wyglądać
>Zapewniam, że są inni 'wszyscy', inne książki i filmy.

Wiem, że nie musi. Większość ludzi w społeczeństwie jest jednak albo nie wystarczająco silna, albo się nawet nad tym nie zastanawia.

>>Wierzymy w miłość tak jak wierzy się w boga?
>UWAGA! Piszesz na www.racjonalista.pl

Tu też pisałam o ogóle. Sama jestem ateistką. Wydaje mi się jednak, że miłość to taki kolejny bożek, kolejna religia, gdzie jest powiedziane jak mamy się zachowywać i co mamy czuć.
20-12-2009 15:39 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>Tu też pisałam o ogóle. Sama jestem ateistką. Wydaje mi się jednak, że miłość to taki kolejny bożek, kolejna religia, gdzie jest powiedziane jak mamy się zachowywać i co mamy czuć.

Kolejna pułapka konformizmu. Tym razem zamiast kościoła to "wszyscy". Tylko tak postaw sobie pytanie: "wszyscy" czyli kto?!

A,... motylki w brzuszki to pożądanie. Często związane z fascynacją, nie rzadko - z miłością. Jednak - nie zawsze. Zaś to o czym pytasz: "to jest to koniec miłości" to ledwie jej początek.

Zaś czy porównywać się z innymi, z filmem, książką? Nidy w życiu - bo film to film, książka to książka, a życie to.. życie. W dodatku Twoje. I Twoje decyzje o tym zadecydują jak Ty będziesz żyć. Chcesz być jak w książce - zawiń się w papier i połóż na półce. Nigdy przenigdy nie wolno pozwolić innym wybierać drogi Twojego żywota za Ciebie.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Anttu of Bodom (114 punktów)

>Kolejna pułapka konformizmu. Tym razem zamiast kościoła to "wszyscy". Tylko tak postaw sobie pytanie: "wszyscy" czyli kto?!
Racja... nie wszyscy, tylko ludzie leniwi intelektualnie, lubiący kiedy myśli się za nich. Pewnie w większości katolicy Ja nie lubię, wręcz mnie to przeraża, stąd moje pytania. Czytam odpowiedzi, analizuję, wysuwam wnioski. I przyznam, że powoli tworzy mi się mój własny obraz zagadnienia miłości.
>A,... motylki w brzuszki to pożądanie. Często związane z fascynacją, nie rzadko - z miłością. Jednak - nie zawsze. Zaś to o czym pytasz: "to jest to koniec miłości" to ledwie jej początek.
Początek najtrudniejszej części. Łatwo jest być z kimś kiedy rozum przesłaniają szalejące hormony. Trudniej, gdy euforia zastąpiona jest szarością codzienności. Wielu wtedy ogląda się na innych, tęskni za tym, co czuje się na początku. Łatwo jest zostać w związku jeśli się o tym nie myśli, nie analizuje, nie zadaje pytań. Gorzej jak zaczynamy się zastanawiać. Wielu będzie porównywać swój związek do tego propagowanego przez ogół, a tylko nieliczni będą próbować znaleźć własne odpowiedzi na pytania. A to nie jest łatwe, przynajmniej nie dla mnie. To tak jakby zburzyć dom, i teraz próbować postawić nowy, własny, cegła po cegle.
>Nigdy przenigdy nie wolno pozwolić innym wybierać drogi Twojego żywota za Ciebie.
Coś co sobie powtarzam za każdym razem, gdy do głowy przychodzi mi, że może tym razem byłoby łatwiej podążyć za tłumem i nie zadawać pytań.
Degre (752 punktów)
Czym jest miłość?
Obejrzyj Matrixa -
"To tylko słowo.Ważny jest związek i znaczenie jakie za sobą niesie"
Dla każdego będzie czymś innym - bajką,wspomnieniem,marzeniem,złudzeniem,pragnieniem...
Ty decydujesz czym będzie dla Ciebie(tak mi się wydaje )
20-12-2009 01:43 
 Ocena 10 na 10
Sylwek (15472 punktów)

>Obejrzyj Matrixa -
>"To tylko słowo.Ważny jest związek i znaczenie jakie za sobą niesie"

Och, to teraz, żeby wiedzieć, że istnieją konotacje i desygnacje oglądamy Matrixa...

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
natalia_88poz (817 punktów)
>W naszym społeczeństwie każdy musi mieć partnera, musi się zakochać.
Jak napisał J.S. nie musi, oczywiście nie musi, ale często jest to podważane przez otoczenie, wtedy niestety niektórzy się dostosowują.

>wokół, książki, filmy, prasa mówią nam jak ta miłość powinna wyglądać, co powinniśmy czuć i jak się
>zachowywać.
Jeśli ktoś w kwestii uczuć ufa książkom, filmom, szuka odpowiedzi w mediach, to chyba za daleko nie zajdzie. Media, w tak ogromnym stopniu zdominowane przez Kościół wiadomo, że będą promowały model rodziny - facet i kobieta, potem ich dzieci i męczcie się, oczywiście nie mówię, że NIE MOŻE być pary z dziećmi tylko żeby jeszcze to było świadome i pozbawione trudu u takich osób..to by było dobrze. Takie propagandy robią mętlik ludziom w głowie. Gdyby pokazać prawdziwy hedonizm, byłoby o wiele lepiej. Nie byłoby presji na łączenie się w pary, co Kościół tak lubi i wyeliminowano by kłamstwa jakie są w związkach dość powszechne, co Kościół także uwielbia. Sadyzm Kościoła katolickiego jest widoczny wszędzie, a w miłości przede wszystkim, bowiem uczucie zawsze buduje ludzi pozytywnie, a Kościół za wszelką cenę to niszczy. Gdyby ludzie zrozumieli, że lepiej mieć np: kilka partnerów/partnerek, nie wiążąc się z nimi, ale nie okłamując i nie raniąc, Kościół by padł na pysk z hukiem. Ludzie byliby szczęśliwi, bo żyliby według realnych potrzeb fizycznych i psychicznych. A teraz co się dzieje? Nie pozostawia się wyboru czy się chce żyć z jedną osobą czy też nie, a to co się nazywa w Polsce hedonizmem, to tylko brak uczuć, wyuzdanie i bzykanie wszystkiego co się rusza. I to Kościół trzyma.

>Czy jeśli motylki w brzuchu zastąpione zostają poprzez przyjaźń, zrozumienie, troskę i zaufanie, to jest to koniec miłości?
To też zostało wmówione. Dlaczego nie dostrzegasz opcji, że są motylki w brzuchu, a zarazem zrozumienie, troska, zaufanie? Przecież to nie koliduje ze sobą

>Może nie należy definiować miłości, nie porównywać się z innymi ludźmi, nie gonić za ideałami tłumu?
Oczywiście, że nie. Trzeba mieć swój rozum i wiedzieć co się czuje. Dla mnie to co nazwałaś "przywiązaniem" jest elementem składowym np: mojej miłości do mojego partnera, to dało mi bezpieczeństwo, upewnienie się, że jest mi dobrze, a pociąg fizyczny, który jest zazwyczaj od początku związku, jest podtrzymywany przecież staraniem się o atrakcyjność dla drugiej osoby cały czas, więc jak ma zniknąć? Są to różne kwestie, ale każda z nich jest budulcem całego uczucia - tak mi się wydaje.

>Wierzymy w miłość tak jak wierzy się w boga?
W boga ludzie wierzą, bo mają nadzieję na znalezienie bezpieczeństwa, ale to niestety nigdy nie nadejdzie. Natomiast ślepa "wiara" w miłość, to pokładanie jakichś niezrozumiałych nadziei w czymś czego nie ma (tylko w przeciwieństwie do wiary w boga może kiedyś się pojawić), na chwilę obecną i dążenie do zdobycia tego czegoś na tak zwany mus, chęć udowodnienia sobie, albo nieświadomie innym i dostosowywanie się do szkicu życia jakie nadało otoczenie (a że otoczenie w większości to katolicy, to styl życia jaki nadał Kościół katolicki). To wszystko zamiast realnego życia tu i teraz i możliwości określenia czegoś jako miłość, dopiero wtedy, kiedy się to po prostu spotka, uczucia - uczucia bezpieczeństwa, przyjaźni, ale też tego pociągu, wyzwolenia, naturalności.
Dochodzi jeszcze kwestia łączenia miłości z małżeństwem, co jest według mnie totalną porażką, papier jako udokumentowanie myśli i odczuć.. tak istotne w przekonaniu wielu ludzi, niszczące związki, no ale to też wymysł Kościółka.
W tym kraju żeby kochać nie można czytać TEGO co przedstawia ONET.PL, INTERIA.PL, WP.PL, O2.PL, TVP1, TVP2, TVP POLONIA, TVN, NAJ, DOBRE RADY, PANI DOMU, VIVA itd. To chyba każdy wie.
>Pozdrawiam,
Pozdrawiam


"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
Sylwek (15472 punktów)

>Jeśli ktoś w kwestii uczuć ufa książkom, filmom, szuka odpowiedzi w mediach, to chyba za daleko nie zajdzie. Media, w tak ogromnym stopniu zdominowane przez Kościół wiadomo, że będą promowały model rodziny - facet i kobieta, potem ich dzieci i męczcie się, oczywiście nie mówię, że NIE MOŻE być pary z dziećmi tylko żeby jeszcze to było świadome i pozbawione trudu u takich osób..to by było dobrze. Takie propagandy robią mętlik ludziom w głowie. Gdyby pokazać prawdziwy hedonizm, byłoby o wiele lepiej.

Z całym szacunkiem, ale ostatnia rzeczą która promuje popkultura jest katolicka wizja rodziny.
I obraz proponowany przez popkulturę wcale nie jest prawdziwszy -to oderwane od rzeczywistości wizje hiper-romantycznego uczucia, które normalnych ludzi zwykle opuszcza z przyczyn fizjologicznych po najdalej kilku miesiącach, a które w książkach i filmach przedstawiane jest jako stan właściwie permanentny.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
natalia_88poz (817 punktów)
>Z całym szacunkiem, ale ostatnia rzeczą która promuje popkultura jest katolicka wizja rodziny.
Heh. Nawet się zgodzę, ale nie do końca
Wydaje mi się właśnie, że popkultura pokazuje szaleństwo, słodką niewiedzę, seks z każdym napotkanym, ale to wiąże się z tym co pisałam, bo do tego dążą zazwyczaj nieświadomie ludzie wierzący, którzy są oficjalnie w związkach małżeńskich i którzy przyrzekali "wierność" drugiej osobie (popychani w tą stronę za pomocą ukrytych nauk Kościoła), tak mi się wydaje. A skoro media są w większości sterowane odgórnie przez Kościół, to wszystko się pokrywa.

Tzn. w Kościele mówi się o wierności i podburza się ludzi tak naprawdę do zdrady - chociażby prawienie o moralności, o tym jak jest ciężko w życiu i ile mamy problemów (i wcale się nie dziwię takiemu facetowi jak pójdzie na laski, skoro w domu ma sajgon tzn. gospodynię domową z 3 wrzeszczących dzieci, zapi**rza do pracy nawet w weekendy żeby ich utrzymać, zero seksu, żadnych rozrywek i nic nie ma z życia), ubóstwianie cierpienia.

A po Kościele ludzie idą się wyszaleć na dyskotekę, bo nie wytrzymują tego schematu, jaki im się proponuje (rodzina, ale nie z wyboru). I zamiast iść na dyskotekę, na której świadomie podejmuje się decyzje, gdzie przypadkowy seks mógłby być całkiem świadomy, szczery, ciekawy i nie raniący nikogo, to idą tam przeważnie osoby, które są totalnie nieświadome swoich poczynań. I tak, np: młode dziewczyny cieszą się, że się puszczają, bo dostaną drinka od kolesia w zamian.

>I obraz proponowany przez popkulturę wcale nie jest prawdziwszy -to oderwane od rzeczywistości wizje hiper-romantycznego uczucia, które normalnych ludzi zwykle opuszcza z przyczyn fizjologicznych po najdalej kilku miesiącach, a które w książkach i filmach przedstawiane jest jako stan właściwie permanentny.
To fakt, ale nie pisałam, że popkultura jest ok
Pozdrawiam i czekam na odp, bo ciekawi mnie jak to widzisz.


"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
Sylwek (15472 punktów)
Myślę, że sfery na które kościół faktycznie ma negatywny wpływ to stosunek do aborcji, eutanazji i homoseksualizmu.

I zasadniczo ma wpływ tylko dlatego, że ludzi lubią poddawać się umoralniającym wpływom o ile nie wymaga to od nich tak naprawdę niczego.

Bardzo łatwo potępić kobietę która poddała się aborcji, albo posłać pedała do piekła, kiedy się samemu nie jest w niechcianej ciąży lub gdy samemu się nie jest homoseksualnym.

Jakoś nie widzę by większość społeczeństwa podążała za wskazaniami czarnosukiennych mędrców w takich kwestiach jak rozwody czy antykoncepcja.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
natalia_88poz (817 punktów)
>Myślę, że sfery na które kościół faktycznie ma negatywny wpływ to stosunek do aborcji, eutanazji i homoseksualizmu.
Oficjalnie tak. Nieoficjalnie i w dodatku z większym nasileniem, mają wpływ na to, co robi społeczeństwo na co dzień, to jest dla nich najistotniejsze, bo najbardziej skuteczne, gdy to zagarną.

>I zasadniczo ma wpływ tylko dlatego, że ludzi lubią poddawać się umoralniającym wpływom o ile nie wymaga to od nich tak naprawdę niczego.
Tak ludzie lubią robić z siebie potulnych.

>Bardzo łatwo potępić kobietę która poddała się aborcji, albo posłać pedała do piekła, kiedy się samemu nie jest w niechcianej ciąży lub gdy samemu się nie jest homoseksualnym.
Ale ja nic do tego nie mam, nie rozumiem dlaczego napisałeś coś takiego. Sama jestem w jednej sytuacji..

>Jakoś nie widzę by większość społeczeństwa podążała za wskazaniami czarnosukiennych mędrców w takich kwestiach jak rozwody czy antykoncepcja.
Hmm.. ja dostrzegam coś takiego na ogromną skalę, może dlatego, że dużo przeszłam i dużo widziałam, bo mieszkałam swego czasu z katolickimi fanatykami do potęgi n-tej.

No ale nie zauważyłeś nigdy żeby tak się działo? Antykoncepcja, to się zgodzę. A o małżeństwo, to cały czas chodzi mi o coś innego. Księża zyskują już jak ktoś weźmie ten ślub kościelny, potem nakazują produkcję dzieci (w katolickich rodzinach zazwyczaj jest ponad dwójka), i poprzez tworzenie pseudowartości jak dom, rodzina, dzieci, praca (w ich rozumieniu oczywiście) <<bo>>, doprowadzają do sytuacji, że takie małżeństwo chodzi potulnie co niedzielę do Kościoła, nie ma czasu na rozwój, samorealizację, rozrywkę, szczerą rozmowę, żarty, jest tylko narzucony schemat np: _PRACA_DZIECI_ŻONA_KŁÓTNIA_ZNUDZENIE_SEN_ i tak w kółko. I to są rzeczy nieuniknione, które swoje źródło mają w akcie ślubu, przyrzekania wierności.

Ważna kwestia odnośnie wierności, tzn. duchowieństwo oficjalnie wymusza deklarację tej wierności względem partnera przed ołtarzem. Takie osoby deklarując się, czują się w coś uwikłane. Czy nie można być wiernym bez deklaracji? Zupełnie niepotrzebnie, ale co cieszy księży. Zadeklarowali, więc teraz wycofać się nie mogą, poza tym rozwód kościelny jest utrudniany. I takie osoby bardzo często czuja się kontrolowane, co sprzyja zdradom, ku którym okazje stwarza się na takich dyskotekach. (Ostatnio w Łodzi chyba była "katolicka dyskoteka" z księżmi i pełno młodzieży się zebrało. Czyż nie jest to adekwatne do tego co robi kościół, widzieć "suczki" z krzyżami zwisającymi między piersiami, które się puszczają?).

Obejrzyj popularne teledyski, gdzie mówi się o HEDONIZMIE, zupełnie pomylone z tym co się na tych teledyskach przedstawia, tzn. wszędzie porozbierane dziewczyny, które w 90% teledysków mają krzyże jako wisiorki, albo krzyże są gdzieś powciskane na ścianach. Najczęściej jednak jest to komplet w postaci: wyuzdana laleczka + krzyżyk między cyckami świadczący o jej niewinności...


"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
Sylwek (15472 punktów)
Wydaje mi się, że nie do końca zrozumiałaś moja wypowiedź, więc ujmę to teraz w jednym zdaniu: sądzę, ze ludzie słuchają kościoła, kościelnej nauki tylko o tyle o ile NIE DOTYCZY ONA ich życia.

Wtedy mogą (czasami) przytakiwać "autorytetom" w kwestiach (pseudo)moralnych.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
natalia_88poz (817 punktów)
>Wydaje mi się, że nie do końca zrozumiałaś moja wypowiedź, więc ujmę to teraz w jednym zdaniu: sądzę, ze ludzie słuchają kościoła, kościelnej nauki tylko o tyle o ile NIE DOTYCZY ONA ich życia.

Właśnie o to mi chodzi, że do końca tak nie jest. Bo słuchają, ale nieświadomie. I są to ważne kwestie.
Kościół ma w swoich szeregach tez bystrych ludzi, którzy niestety wykorzystują to przeciwko społeczeństwu i na każdym możliwym kroku mówią ludziom co mają robić, jakimiś półsłówkami, albo prowokując. Dam przykład pewnej znajomej osoby: będąc w więzieniu jak przychodził do tej osoby ksiądz mówił jej "nie wolno gwałcić ", ta osoba nie rozumiała po co ksiądz to jemu mówi skoro on nie gwałci innych facetów w więzieniu, agresja tak narastała w nim, że zaczął to robić. O taka formę perfidności mi chodziło, jak zgrabnie księża potrafią manipulować i zachęcać do różnych rzeczy zgrywając wybawicieli.

"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
20-12-2009 00:58
 Ocena 18 na 18
Michał Żelazny (1528 punktów)
Miłość, miłość... Gdzie ja słyszałem to słowo? A, już wiem. Wszędzie. To się nudne robi powoli. Nie miłość. Gadanie o niej. W historii ludzkości napisano o niej wszystko co tylko można było napisać. Dlatego strzępienie języka jest bezcelowe. Ale, że podobno nie wszystko musi mieć jakiś cel, do tego jest środek nocy a ja tęsknię, to dorzucę swoją cegiełkę.

Osobiście odróżniam kochanie od zakochania. To dwa różne stany, dwie zupełnie różne sprawy. To drugie może przyjść na człowieka nagle i także nagle odejść. Kochanie też się kończy. Tak słyszałem, nie miałem okazji zweryfikować (i mam ogromną nadzieję, że nie będę miał takiej okazji). Tylko, że kochanie wygląda inaczej. Kochanie to nie tylko romantyczne spacery, czułe słówka, buziaki i kartki na walentynki. Mam w dupie takie uczucie. Dziś wyśle kartkę mi, jutro innemu. To, co pokazuje telewizja i kino, to zakochanie. Bo w takich mediach nie pokazuje się prawdy. Prawda słabo się sprzedaje, a wytwórnie muszą jednak zarabiać. (Dobra, prawda sprzedaje się dobrze, o ile jest tragiczna, groźna i widowiskowa. Ta zwykła, szara i nudna sprzedaje się gorzej.) Prawdziwe kochanie, to bycie ze sobą nie dlatego, że nie można żyć bez siebie, tylko dlatego, że chce się żyć razem. I nie potrzeba do tego wcale ślubu czy innych papierków. Bo to jest związek z wyboru, nie z porywu serca. Przez 10, 20 czy 40 lat. Widzieć tą samą osobę dzień w dzień i nie być znudzonym. Albo czasem być, ale nadal się cieszyć na jej widok. Być przy sobie jak jest źle, widzieć tą drugą osobę chorą, brudną czy rozczochraną. Prowadzić do łazienki, jeśli sama nie może chodzić, czytać, jeśli sama nie może czytać. Prawdziwe kochanie, to nie są wielkie emocje i romantyczne uniesienia. To rutyna i szarość codziennego dnia. Miłość jest wtedy, gdy po kilkunastu latach związku, nadal się tęskni do tej drugiej osoby gdy wychodzi rano do pracy, i gdy się cieszy, że już poszła, bo miało się jej dość, ale wieczorem cholernie cieszy, że wróciła bezpiecznie do domu. Albo wtedy, gdy ma się do niej 300km i do głowy nawet nie przychodzi myśl o tym, że byłoby lżej, gdyby jej nie było. Kochanie nie pozwala człowiekowi powiedzieć złego słowa na tą drugą osobę, pomimo, że samemu się czasem bluzga, bo się właśnie pokłóciło sromotnie. Kochanie to tolerancja dla przekonań tej drugiej osoby, zrozumienie, że nie potrzebuje pójść do kościoła bo nie wierzy, albo że idzie do kościoła bo czuje taką potrzebę. Albo, że gdy trzeba wyjechać na miesiąc, to się wychodzi z domu jak po chleb i po miesiącu wraca, jakby tej rozłąki nigdy nie było. To jest kochanie w oczach bardzo młodego, dwudziestoletniego (pochwalę się - za dwa tygodnie 21-o letniego) faceta. Bardzo naiwne, tak sądzę. Ale ja też mam marzenia. A jak rano to przeczytam, to umrę ze wstydu.
20-12-2009 01:13 
 Ocena 4 na 4
plodzien (7378 punktów)
> To jest kochanie w oczach bardzo młodego, dwudziestoletniego (pochwalę się - za dwa tygodnie 21-o letniego) faceta. Bardzo naiwne, tak sądzę. Ale ja też mam marzenia. A jak rano to przeczytam, to umrę ze wstydu. >
>
Nie umieraj. Bardzo mi się to podobało.
ps.
Ale z tą miłością po 20 i 40 latach - to przesadziłeś.
20-12-2009 06:22 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Ale z tą miłością po 20 i 40 latach - to przesadziłeś.

Nie przesadził.
20-12-2009 11:14 
 Ocena 1 na 1
Michał Żelazny (1528 punktów)
>Nie przesadził.

Jak pożyję jeszcze jakieś 40 lat, to się przekonam i Wam powiem czy przesadziłem, czy nie
20-12-2009 10:06 
 Ocena 6 na 6
lukaszewicz (5674 punktów)
> Kochanie też się kończy.

Kochanie się nie kończy.Trzeba tylko partnerki zmieniać w odpowiednim czasie.

Łukaszewicz.
20-12-2009 12:23 
 Ocena 2 na 2
Anttu of Bodom (114 punktów)

>Prawdziwe kochanie, to bycie ze sobą nie dlatego, że nie można żyć bez siebie, tylko dlatego, że chce się żyć razem. Prawdziwe kochanie, to nie są wielkie emocje i romantyczne uniesienia. To rutyna i szarość codziennego dnia.
I ja się pod tym podpisuję
Misjonarz (wiem, wiem..) Bogusław Nowak napisał kiedyś "ja nie jestem w stanie w pełni uszczęśliwić ciebie, ani ty nie jesteś w stanie w pełni uszczęśliwić mnie". Nie powinniśmy być razem oczekując, że nasze życie dzięki temu będzie od razu lepsze, szczęśliwsze. Na pewno będzie nam łatwiej, gdy mamy na kogo liczyć, gdy ktoś nas wpiera i troszczy się o nas. Ale w momencie, w którym zaczynamy myśleć, że nie możemy żyć bez drugiej osoby, to już nie jest miłość. To jest samozagłada. Najtrudniej jednak kochać kogoś kiedy się go nie potrzebuje.

>To jest kochanie w oczach bardzo młodego, dwudziestoletniego (pochwalę się - za dwa tygodnie 21-o letniego) faceta. Bardzo naiwne, tak sądzę. Ale ja też mam marzenia. A jak rano to przeczytam, to umrę ze wstydu.
Najlepszego życzę! I przyznam, że jestem zaskoczona Twoją dojrzałością
Michał Żelazny (1528 punktów)
>Najlepszego życzę! I przyznam, że jestem zaskoczona Twoją dojrzałością

Jakoś tak szybciej dorosłem. Przyznam, że dość często tego żałuję. Dzieciństwo to świetna sprawa.
Kurczewski (2471 punktów)
>Czy ktoś z Was się zastanawiał czym tak naprawdę jest miłość?

Dość powszechnie występującym zespołem zachowań mających na celu proste zachowanie gatunku, obudowanym grubą na kilometry i mniej lub bardziej przesłaniającą prawdę o dość prozaicznej istocie tego zjawiska otoczką kulturową.


erka.ovh.org/
20-12-2009 21:22 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Dość powszechnie występującym zespołem zachowań mających na celu proste zachowanie gatunku, obudowanym grubą na kilometry i mniej lub bardziej przesłaniającą prawdę o dość prozaicznej istocie tego zjawiska otoczką kulturową.

No, moja miłość do mojego chłopaka prostą drogą zmierza do przedłużenia gatunku.

dnoterlikowskiego.blogspot.com/
Scorp (5381 punktów)

>Czy ktoś z Was się zastanawiał czym tak naprawdę jest miłość?

Jak widać z odpowiedzi, wielu się zastanawiało, ja też.

Wydaje się, że to ogólne pojęcie w istocie obejmuje dynamiczny konglomerat dwóch głównych komponentów, które są sublimatami potrzeb albo instynktów całkowicie pierwotnych. Jednym z nich jest seksualizm, popęd rozrodczy, tego nie trzeba tłumaczyć. Drugim, który tworzy tę uznawaną za piękniejszą stronę miłości, jest potrzeba afiliacji. W naszym gatunku homo zapewnia ona zarówno przeżycie noworodka jak i przetrwanie w grupie czy stadzie, co bez instynktu afiliacji nie byłoby możliwe.

Dynamika uczucia miłości, która w naszej psychice powoduje różne i zmienne efekty (motylki, przywiązanie, erotyzm, czułość), jej zmiany z wiekiem i sytuacją osoby, wynika z mieszania się i nieustannych zmian siły oddziaływania poszczególnych składników. Głównie dlatego najczęściej nie wiemy czym jest miłość.
-
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Czy ktoś z Was się zastanawiał czym tak naprawdę jest miłość?

Na użytek mówienia o miłości, najchętniej proponuję pojęcie "bratnia dusza". Bratnia dusza, to ktoś, kogo mogę jeszcze nawet nie znać, ale już ją rozpoznaję w towarzystwie. Gdy ktoś powie coś głupiego, albo wypowiedź skojarzy mi się z czymś śmiesznym, ale niestosownym, wtedy odruchowo szukam wzrokiem kogoś, kto odebrał wypowiedź tak samo. Zdarza się czasem, że w licznym towarzystwie tylko jedna osoba, poza mną, zareaguje w ten sposób - spotykamy się wzrokiem i uśmiechamy się do siebie dyskretnie. Jeżeli dodać do tego jeszcze kilka mniej istotnych czynników, jak np. różnica płci, odpowiedni wiek, jakieś minimum urody... wtedy pojawić się może miłość od pierwszego wejrzenia.

Nie jest to, oczywiście jedyny sposób rodzenia się miłości, niemniej jednak sądzę, że prawdziwa miłość wymaga czegoś w rodzaju braterstwa dusz. Nietzsche napisał w którejś ze swoich książek, że prawdziwa miłość nie jest możliwa między ludźmi wychowanymi w różnych językach, ponieważ każdy język ma swoje specyficznie ukształtowane, jak dzisiaj byśmy to powiedzieli, desygnaty i gestalty, które nawet w najwierniejszym tłumaczeniu nie pokrywają się. Dlatego dobre wzajemne zrozumienie nie jest możliwe. Sam nie posunąłbym się do aż tak mocnego stwierdzenia, ale ogólnie idea ta w jakimś stopniu oddaje możliwe trudności, na jakie może napotkać rodząca się miłość. Moim zdaniem miłość powinna być czymś więcej niż saksualnym zauroczeniem i chęcią posiadania dzieci - powinna być także pełnym wzajemnym zrozumieniem, opartym na szczerości i zaufaniu.

doku
stilgar (7322 punktów)
>Witam,
>od kilku lat regularnie zaglądam do Racjonalisty, dopiero teraz jednak zdecydowałam się
>zarejestrować i wspólnie z Wami poszukać odpowiedzi na dręczące mnie pytania.
>Na początek o miłości, bo ostatnie wydarzenie w moim życiu skłoniły mnie do takich właśnie
>przemyśleń. W naszym społeczeństwie każdy musi mieć partnera, musi się zakochać. W dodatku wszyscy
>wokół, książki, filmy, prasa mówią nam jak ta miłość powinna wyglądać, co powinniśmy czuć i jak się
>zachowywać. Wiążemy się w pary z obawy przed samotnością przyjmując ogólną wizję miłości jako jedyną
>słuszną. Nie zastanawiamy się nad tym. Powiedziano nam co powinniśmy czuć, i jeśli tego nie czujemy,

Nikt nic nie musi. Im wcześniej to sobi uświadomisz, tym mniej życia zmarnujesz próbując się dostosować do innych. Nie musisz mieć dziewczyny/chłopaka/żony/męża. Nie musisz mieć dzieci. Nie musisz być katolikiem. NIC NIE MUSISZ. Pomyśl o tym co lubisz, co sprawia ci przyjemność i to rób, bez oglądania sie na innych.

Życie bez żony/męża i dzieci jest lepsze - nie tracisz czasu na bzdury, nikt ci nie truje, nie narzuca własnych przekonań, nie przeszkadza, nie wydaje twoich pieniędzy A miłość? Szybko minie i zostanie co najwyżej przyzwyczajenie.

Nie ma sensu dostosowywać się do innych - i tak tego nikt nie doceni, bo nikogo to nie obchodzi, więc i ciebie inni nie powinni obchodzić. To samo sie tyczy moich rad Możesz je spokojnie olać, bo co ja mogę wiedzieć o twoim życiu?
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Miłość od zauroczenia różni się tym, że jest decyzją świadomą. Kobiecie, z którą jestem powiedziałem słowo "kocham Cię' dopiero po pół roku od pierwszego pocałunku. Nie dla tego, że nie czułem do niej tzw. mięty. Cały myk polega na tym, że te słowa niosą ze sobą pewne konsekwencje, takie jak odpowiedzialność, troska, opiekuńczość, poświęcenie, kompromis, akceptacja, zapewnienie bezpieczeństwa materialnego i emocjonalnego. Kiedy mija chemia i nadal jesteś w stanie przyznać przed samym sobą, z czystym sumieniem, że jesteś gotów na wprowadzenie powyższych aspektów relacji międzyludzkich do waszego związku, to jest miłość.

Mogę zaryzykować stwierdzenie, że miłość nie jest uczuciem. Jest świadomym wyborem osoby, z którą chcesz być.

Irytuje mnie fakt, iż w dzisiejszych czasach hasła takie jak "miłość", "Kocham Cię", itp. nie niosą ze sobą wymienionych przeze mnie wartości. Są pustymi sloganami o ogromnym ładunku emocjonalnym, przez co tak bardzo popularnymi. Ludzie nie liczą się z konsekwencjami wypowiedzenia tych słów.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
natalia_88poz (817 punktów)
Rewelacja, to co napisałeś

"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Mam taką fobię... To nie jest ironia??

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
natalia_88poz (817 punktów)
>Mam taką fobię... To nie jest ironia??
Chyba nigdy za sobą nie przepadaliśmy (tak mi się wydaje), ale to było szczere co napisałam. Bardzo mi przypadło do gustu, a raczej ująłeś znakomicie, to co się pokrywa z moim rozumowaniem, a czego nie ujęłam do końca w mojej wypowiedzi.
Pozdr.


"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
lukaszewicz (5674 punktów)
Dałaś mi plusa więc jeszcze dopowiem, że jak się robi rano swojej kobiecie kawę i widząc siwiejące włosy na poduszce myśli, "chciałbym się z tobą zestarzeć", to też jest miłość.
Która z kolei nie ma znaczenia.Wszystkie są dozgonne.

Łukaszewicz.
20-12-2009 23:00 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Lubili, nie lubili, ważne, że człowiek inteligentny jest w stanie spojrzeć ponad emocjami.

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
20-12-2009 22:13 
 Ocena 1 na 1
Anttu of Bodom (114 punktów)
Bardzo ciekawe stwierdzenie, że:
>miłość nie jest uczuciem. Jest świadomym wyborem osoby, z którą chcesz być.
Bo w sumie pociąg fizyczny możemy czuć do każdej atrakcyjnej dla nas osoby, rozmawiać może nam się dobrze również w wieloma osobami, ale zdecydować się żyć z kimś to jest ciężki wybór. Więc jak już stwierdzimy, że świetnie się z kimś rozumiemy, że komuś ufamy, troszczymy się o kogoś, nie chcemy aby ta osoba zniknęła z naszego życia i generalnie jest nam dobrze, w dodatku ta druga osoba czuje to samo, to może rzeczywiście jest to miłość? Brzmi to dość prozaicznie, bo przyzwyczajeni jesteśmy do opisów miłości w stylu: "nie wyobrażam sobie życia bez niej/niego", "tylko z nim/nią jestem szczęśliwa/-y", "moje życie bez niej/niego nie miałoby sensu". Jak dla mnie takie stwierdzenia to dowód na brak własnego "ja", egoizm i niedorozwój emocjonalny. Jasne, że wiążemy się w pary, bo nam łatwiej i przyjemniej iść przez życie, ale nie powinno uzależniać się swojego życia od drugiej osoby. A przede wszystkim nie powinno się oczekiwać od swojego partnera, że będzie nas pchał do przodu albo ciągnął za sobą, i że dzięki niemu się spełnimy, rozwiniemy, i wogóle staniemy się kimś lepszym i nasze życie będzie szczęśliwsze. Co innego samemu się starać stać lepszą osobą (nawet jeśli robimy to dla partnera) a co innego oczekiwać od kogoś, że za nas to zrobi. Niestety, wiele osób popada po jakimś czasie w stan wegetacji. Jest im dobrze, wygodnie, przestają więc pracować nas sobą i nad związkiem. Dobrze jest się uzupełniać, wspierać, zachęcać, ale zawsze powinno się przede wszystkim polegać na sobie. W przeciwnym razie można się po kilkudziesięciu latach obudzić z ręką w nocniku, obwiniając partnera, za swoje niepowodzenia, za niespełnione marzenia, za nieudane życie.
Heh, poniosło mnie w tej odpowiedzi
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Kiedy próbuję ludziom wytłumaczyć moją ideę idealnego związku posługuję się prostym przykładem (zboczenie zawodowe ):
Wyobraź sobie obwicie zastawiony stół. Przy stole ludzie siedzą naprzeciwko siebie. Wszystko jest ok, z małym wyjątkiem, sztućce są tak długie, że nie można nimi dosięgnąć do ust (dłuższe od ramienia), bo jest warunek, że aby zjeść, trzeba trzymać za koniec sztućca. Ludzie będą siedzieć głodni, póki czegoś nie zrozumieją. Aby być szczęśliwym na takiej uczcie, trzeba zapomnieć o sobie. Jeśli każdy zacznie karmić swoim widelcem osobę naprzeciwko, każdy będzie najedzony Tak samo jest z idealnym związkiem. Jeśli zapomnisz o swoich potrzebach i skupisz się tylko na potrzebach drugiej osoby, a owa druga osoba postąpi tak samo względem Ciebie... No cóż. Alegoria do stołu jest chyba jasna

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Michał Żelazny (1528 punktów)
Kobiecie z którą teraz jestem powiedziałem "kocham Cię" po 3-letniej znajomości, z czego połowę tego czasu się przyjaźniliśmy. Znaliśmy się jak łyse konie i w pewnym momencie kapnęliśmy się, że to jest to, czego oboje szukaliśmy. Gdy to sobie powiedzieliśmy, byliśmy już na studiach. Ja w Warszawie, ona w Krakowie. Oboje wiedzieliśmy na co się piszemy i wybraliśmy to świadomie i z pełną odpowiedzialnością. Teraz to uczucie jest jeszcze mocniejsze, a sytuacja sprawia, że musimy sobie ufać w stu procentach, bo inaczej wszystko by się rozleciało.

Pozdrawiam.
20-12-2009 23:07 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
No widzisz. Ja jestem z Wrocławia a moja wybrana z Tych. Znam tę sytuację o której piszesz. Dziś mieszkamy razem we Wrocku. Ona tu studiuje ja pracuję w tygodniu, a co parę weekendów prowadzę szkolenia. Miłość między nami najbardziej odczuwam, gdy mogę położyć się obok niej, zasnąć i obudzić się z nią w ramionach. Kiedy otwieram oczy, widzę jak Ona jeszcze śpi i cieszy mnie ten widok, bo wiem, że jej sen jest dobrych, bo czuje się bezpiecznie w moich ramionach. To uczucie naprawdę daje mega kopa do życia. Kopa, którego każdemu życzę.

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Michał Żelazny (1528 punktów)
Ja znam to uczucie doskonale i też wiem jakiego to kopa daje. Tylko, że Ty ten podły okres rozłąki masz już za sobą, a przede mną jeszcze 2 lata. Tylko, że to też coś nam daje. I sporo uczy.
21-12-2009 00:23 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Teraz to uczucie jest jeszcze mocniejsze, a sytuacja sprawia, że musimy sobie ufać w stu procentach, bo inaczej wszystko by się rozleciało.

   Kilka razy czytałem to zdanie i dość długo zastanawiałem, czy się spytać, ale jednak: co (i ew. komu) chciałeś w tym zdaniu przekazać?

   Pozdrawiam.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365