>Śmiać się czy płakać?[/color]
No właśnie.....
Piłam sobie kiedyś kurturarnie, jak to mówią, wódkę ze znajomymi w knajpie. Mając już jakieś 7 promili we krwi przytomnie zauważyłam, że nie mam torebki. Zrobiło się zamieszanie, bo zaczęłam płakać, martwiąc się, co oczywiste, najbardziej o kosmetyczkę i jej zawartość. Ryczałam coraz mocniej, bo akurat dwa dni wcześniej kupiłam nowy puder od Diora, i bezpowrotna strata czegoś takiego nie mieściła mi się w głowie. Przeszukaliśmy całą knajpę na czworaka, co w tym stanie nie sprawiało nam najmniejszych trudności, i nic. Torebkę moją wcięło.
Nagle ktoś zapytał: Ty, a miałaś tam dowód i klucze z mieszkania? Yhy, odpowiedziałam. Co było dalej, czyli jak w tym stanie włamywaliśmy się do mojej chałupy opowiem kiedy indziej. Faktem jest, że włamując się zrobiliśmy jeszcze jedną flaszkę.
Ale ja nie o tym chciałam.
Po dwóch dniach, jak doszłam do siebie, postanowiłam pójść na policję, i zgłosić kradzież dowodu osobistego. Udałam się zatem do komendy dzielnicowej, weszłam, stanęłam grzecznie przy okienku i czekałam, bo pan był zajęty ostrzeniem ołówka. Po chwili podniósł głowę i zapytał:
- Słucham? - Dzień dobry, ukradziono mi torebkę, a z nią dowód. Chciałam to zgłosić. - Dowód proszę. .......................
Śmiać się czy płakać?
|