 |
O pieniądzach raz jeszcze Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-01-2010 21:38 | Bożydar (2279 punktów) | O pieniądzach raz jeszcze
4 na 6 | Marcus ma rację: To co nam jest dzisiaj potrzebne, to nie jest jakiś nowy system handlowy, tylko formalny zakaz "tworzenia pieniędzy" w bankach i problem z głowy...
Otworzyłem nowy wątek ponieważ na stary "Pieniądz bez długu" się nie załapałem, a mam coś istotnego do dodania.
Zgadzam z wypowiedziami Fizyka, Satyra i w dużej części Pavvela.
Nie rozumiem dlaczego Pavvel traktuje deflację, nie jako przejaw uczciwego reagowania rynku przez powrót do równowagi, która według Pavvela ma być najwyraźniej niepożądana. Jeżeli zatrudnię robotników płacąc częściowo fałszywymi pieniędzmi, a dokładnie to robi państwo promując inflację i zwalczając deflację, to będę mieć rozwój gospodarczy kosztem oszustwa, dopóki ludzie się nie zorientują. To nie jest mój problem, że ludzie dalej się najwyraźniej nie orientują i pracują przez głupotę częściowo za darmo, strajkując od czasu do czasu, aby częściowo odzyskać to, co im się planowo i bez skrupułów zabiera. Oszustwo się opłaca mimo to, bo nie wszyscy strajkują, płatność następuje i tak z opóźnieniem, a ludzie mają wrażenie odniesionego sukcesu.
Nie rozumiem też deprecjonowania parytetu i wykazywanie jego mankamentu z powodu potencjalnie zmiennej ceny złota w wyniku nowej podaży, lub jego nowych zastosowań. Kto mówi, że parytet musi być tylko w złocie, a nie może być jakimś koszykiem świadczeń z wartością 1 kWh włącznie. Parytet w energii jest dobrym rozwiązaniem, bo płatność może być z sensownych powodów odłożona w czasie. Parytet opiewałby na Energię, przy określonej prawem "mocy".
Pomysł Marcusa i nie tylko jego, też moim zdaniem jest świetny, ponieważ obchodzi się całkowicie bez parytetu.
W opisanych przez Pavvela i Satyra mechanizmach kreacji pieniądza brakuje podkreślenia jednego istotnego elementu.
Opisany system kreacji pieniądza byłby "uczciwy", gdyby po spłacie kredytu, całkowicie wirtualne pieniądze użyte dla kredytowania rozpływały się w wirtualności, pozostawiając jedynie zysk w postaci kosztów kredytu jako plus na koncie banku. Z niezrozumiałych jednak dla mnie względów i przy użyciu dziwnego mechanizmu tak się jednak nie dzieje. Wirtualne pieniądze nie przestają najwyraźniej istnieć kiedykolwiek i kredyty są zakamuflowaną metodą legalnego, ciągłego wprowadzania fałszywek na rynek, bo inaczej trudno to nazwać. Może ten argument otworzy oczy Stilgarowi i Autografce. Dlaczego zewsząd słychać wołanie i namawianie do brania kredytów i przedstawianie takiego zachowania jako zupełnie normalnego? Stwarza się wręcz u kredytobiorców wrażenie, że bank wie co robi i nie udzieli komuś kredytu jeżeli nie jest przekonany o tym że ta osoba go spłaci. Patologia goni patologię, np. firmy zmuszone do produkowania kosztów i ukrywania zysków, nie mogą inwestować z własnych środków! To są miliardy wydane na zbędne rzeczy, przy jednoczesnym zaciąganiu kredytów! Dziękuję za taki rozwój gospodarczy.
Może ktoś z was wie dokładnie, jak to się w banku formalnie dzieje i kto jest właścicielem tych nowych wykreowanych pieniędzy?
Niestosowany, uczciwszy system anihilujący wirtualnie stworzone dla kredytu środki, po jego spłacie, nazwałem uczciwym w cudzysłowie, dlatego że pojawienie się wirtualnych pieniędzy na rynku nawet przejściowo jest nieuczciwą konkurencją dla posiadaczy realnego pieniądza, przez podbijanie cen zwiększeniem popytu.
Brednie o rozwoju gospodarczym wynikającym z nieuczciwego kredytowania, wynikają z obliczania wzrostu gospodarczego w liczbach, którymi łatwo manipulować.
Nie rozumiem też jak można godzić się z kilkuprocentową inflacją, sugerując jej normalność i korzyści dla rozwoju gospodarczego. Nie wiem ile wynosi faktyczna inflacja, ale może sięgać nawet 10% w Polsce. To zwykły dodatkowy ukryty podatek.
Zachęcam do rozważenia sytuacji zaproponowanej przez Marcusa. Jak zareaguje system monetarny w przypadku ograniczenia całkowitej ilości pieniądza.
Moim zdaniem rabunek ustanie i ceny oraz płace zaczną spadać odzwierciedlając własnym spadkiem realny wzrost gospodarczy.
Zacznie opłacać się oszczędzać. Jeżeli ktoś z tego wyprowadzi niechęć do inwestycji, to zrobi kilka błędów po drodze.
Dziś słyszałem znowu obarczoną podobnym błędem wypowiedź, że tylko więcej osób na rynku pracy spowoduje możliwość wypłacania emerytur w przyszłości.
Apologetów rozwoju gospodarczego oraz tych specjalistów od dzisiejszego systemu emerytalnego zachęcam do gry w piramidy finansowe, bo dokładnie takiego zachowania i przymusowego uczestnictwa w podobnej grze się od ludzi domagają. Może ktoś w reszcie rąbnie się w łeb i zrozumie, że tylko dążenie do równowagi i stabilności jest szansą na utrzymanie pokoju politycznego i społecznego. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | stilgar (7322 punktów) |
>Opisany system kreacji pieniądza byłby "uczciwy", gdyby po spłacie kredytu, całkowicie wirtualne >pieniądze użyte dla kredytowania rozpływały się w wirtualności, pozostawiając jedynie zysk w postaci >kosztów kredytu jako plus na koncie banku. Z niezrozumiałych jednak dla mnie względów i przy użyciu >dziwnego mechanizmu tak się jednak nie dzieje. Wirtualne pieniądze nie przestają najwyraźniej >istnieć kiedykolwiek i kredyty są zakamuflowaną metodą legalnego, ciągłego wprowadzania fałszywek na >rynek, bo inaczej trudno to nazwać. Może ten argument otworzy oczy Stilgarowi i Autografce. Dlaczego >zewsząd słychać wołanie i namawianie do brania kredytów i przedstawianie takiego zachowania jako >zupełnie normalnego? Stwarza się wręcz u kredytobiorców wrażenie, że bank wie co robi i nie udzieli >komuś kredytu jeżeli nie jest przekonany o tym że ta osoba go spłaci. Patologia goni patologię, np.
Nie otworzy. Bank nie pożycza pieniędzy, których nie ma, więć aby mógł wirtualne pieniądze wyprodukować ktoś inny musi mu je przynieść. Banki nawołują do brania kredytów, bo to jest dla nich źródło zysku (duh!). Ostatnio mieliśmy okazje obserwować odwrotny mechanizm - banki z całej siły nakłaniały do zakładania lokat ( o ile oprocentowanie wzrosło...), bo potrzebowały pieniędzy, aby dać tym, co je wypłacali.
Jak ludzie nie spłacają kredytów to bank na tym traci. W USA z tego powodu banki nawet pobankrutowały. Jeśli dają kredyty komu popadnie, licząc na dużo łatwego zysku, to łatwo mogą się w ten sposób przeliczyć.
(dziękuję za tą serię negatywów, które dostałem w tamtym wątku...)
|
|
 | 4 na 4 | Bożydar (2279 punktów) | Bank nie pożycza pieniędzy, których nie ma, więć aby mógł wirtualne pieniądze wyprodukować ktoś inny musi mu je przynieść. Sorry, ale to nonsens. Bank pożycza przede wszystkim pieniądze których nia ma.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
|  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | > Bank nie pożycza pieniędzy, których nie ma, więć aby mógł wirtualne pieniądze wyprodukować ktoś inny musi mu je przynieść. >Sorry, ale to nonsens. Bank pożycza przede wszystkim pieniądze których nia ma.
Niby jak ma to robić? Pożycza te pieniądze, które dostaje od ludzi. Czytałeś tamten wątek, na pewno doszedłeś do fragmentu "bilans musi sie zgadzać".
|
|
| |  | 2 na 2 | Bożydar (2279 punktów) | Niby jak ma to robić? Pożycza te pieniądze, które dostaje od ludzi. Czytałeś tamten wątek, na pewno doszedłeś do fragmentu "bilans musi sie zgadzać".
Kręcisz się w kółko. Bilans się zgadza, ale to wirtualny bilans. Ignorujesz fakt używania wykreowanych sztucznie pieniędzy, których ilość przekracza wielokrotnie ilość tych realnych. Sugerowana przez Ciebie tendencja do ściągania pieniędzy z rynku, służy znowu potęgowaniu własnych zdolności kredytowych i z rzetelnym bilansem nie ma czegoś wspólnego.
Bank nie bankrutuje bo ma gwarancje państwowe, odpowiedzialności zero. Gwarancje państwa to nie gwarancje parytetowe, to znowu wirtualny kredyt z zabezpieczeniem w prywatnym mieniu obywateli. I tak w kółko i bez końca.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
 | 3 na 3 | Satyr (4285 punktów) |
> Bank nie pożycza pieniędzy, których nie ma, więć aby mógł wirtualne pieniądze wyprodukować ktoś inny musi mu je przynieść.Jesteś w błędzie. Sęk tkwi właśnie w tym, że banki komercyjne, żeby zacząć działalność na rynku kredytowym, muszą złożyć w depozycie NBP x pieniędzy, a NBP pozwala im wprowadzić do obrotu 33x pieniędzy. Tylko ten 1x ma pokrycie, a reszta, czyli 32x to po prostu liczby dopisane na rachunku tego banku, czyli fałszywki. Nikt ich do NBP nie przyniósł - NBP wziął je "znikąd", popularnie mówiąc: dodrukował. > Jak ludzie nie spłacają kredytów to bank na tym traci. W USA z tego powodu banki nawet pobankrutowały.W niczym nie zmienia to faktu, że cała gra odbywa się w dużej mierze na fałszywkach. Załóżmy, że bank posiada 1 mld zł, a klienci składają u niego dodatkowy 1 mld. Wówczas bank może pożyczyć 2 mld. Jeśli się okaże, że jego dłużnicy są niewypłacalni, to bank nie jest w stanie spłacić własnych wierzycieli (czyli klientów składających u niego pieniadze na procent). Wówczas bankrutuje. Chodzi po prostu o to, że ów bank pożycza więcej, niż ludzie do niego przynoszą. Może tak zrobić, bo część (praktycznie rzecz biorąc: większość) pieniędzy jakimi dysponuje pochodzi z dodruku. Z lektury Twoich postów wywnioskowałem, że sądzisz, że banki pożyczają tyle, ile wcześniej ktoś im przyniósł. To fałszywa myśl. Sęk w tym, że banki pożyczają o wiele więcej, niż otrzymują od klientów zakładających lokaty. To, co przynoszą im klienci, to tylko część tego, co bank posiada. Reszta jego stanu posiadania pochodzi z magicznego cylindra banku centralnego
|
|
|  | 3 na 3 | stilgar (7322 punktów) | > >Bank nie pożycza pieniędzy, których nie ma, więć aby mógł wirtualne pieniądze wyprodukować ktoś inny musi mu je przynieść.> Jesteś w błędzie. Sęk tkwi właśnie w tym, że banki komercyjne, żeby zacząć działalność na rynku kredytowym, muszą złożyć w depozycie NBP x pieniędzy, a NBP pozwala im wprowadzić do obrotu 33x pieniędzy. Tylko ten 1x ma pokrycie, a reszta, czyli 32x to po prostu liczby dopisane na rachunku tego banku, czyli fałszywki. Nikt ich do NBP nie przyniósł - NBP wziął je "znikąd", popularnie mówiąc: dodrukował.Nie, to ty nie rozumiesz. Ten mnożnik o którym mówisz to współczynnik kreacji pieniądza. Obejrzyj sobie animacje NBP, w tamtym wątku był chyba nawet link. Pieniądze w niej wchodzą do banku i wychodzą i w efekcie masa ludzi ma kredyty i masa ludzi ma lokaty, więc jest iluzja, że narobiło się niewiadomo ile pieniędzy, jednak są to zupełnie wirtualne pieniądze, bo ci ludzie nie mogą z nich korzystać. Bank nie może pożyczyć pieniędzy, jeśli ich nie ma i nie może ich też wypłacić z lokaty, jeśli je komuś pożyczył. Zresztą, pomyśl, tak na chłopski rozum. Czy jeśli banki produkowałby 33x więcej pieniędzy niż pobierają, to mieliśmy inflacje na poziomie kilku procent czy kilkuset? > >Jak ludzie nie spłacają kredytów to bank na tym traci. W USA z tego powodu banki nawet pobankrutowały.> W niczym nie zmienia to faktu, że cała gra odbywa się w dużej mierze na fałszywkach. Załóżmy, że bank posiada 1 mld zł, a klienci składają u niego dodatkowy 1 mld. Wówczas bank może pożyczyć 2 mld. Jeśli się okaże, że jego dłużnicy są niewypłacalni, to bank nie jest w stanie spłacić własnych wierzycieli (czyli klientów składających u niego pieniadze na procent). Wówczas bankrutuje. Chodzi po prostu o to, że ów bank pożycza więcej, niż ludzie do niego przynoszą. Może tak zrobić, bo część (praktycznie rzecz biorąc: większość) pieniędzy jakimi dysponuje pochodzi z dodruku.A kto im te pieniądze drukuje? Dzwoni kasjer do NBP i mówi " na jutro potrzebuje milion złotych!" i NBP im te pieniądze tak po prostu daje? > Z lektury Twoich postów wywnioskowałem, że sądzisz, że banki pożyczają tyle, ile wcześniej ktoś im przyniósł. To fałszywa myśl. Sęk w tym, że banki pożyczają o wiele więcej, niż otrzymują od klientów zakładających lokaty.Udowodnij, że jakiś bank pożyczył więcej, niż dostał w lokatach. > To, co przynoszą im klienci, to tylko część tego, co bank posiada. Reszta jego stanu posiadania pochodzi z magicznego cylindra banku centralnego  I NBP tak zalewa rynek pieniędzmi, jednocześnie w CUDOWNY SPOSÓB utrzymując niską inflację? WOW. Magia.
|
|
| |  | 2 na 2 | Satyr (4285 punktów) |
> Bank nie może pożyczyć pieniędzy, jeśli ich nie ma i nie może ich też wypłacić z lokaty, jeśli je komuś pożyczył.Owszem. Tyle tylko, że bank posiada więcej pieniędzy niż w nim złożono, gdyż, jak już napisałem, część z tych pieniędzy otrzymuje od NBP, który je dodrukowuje. > Zresztą, pomyśl, tak na chłopski rozum. Czy jeśli banki produkowałby 33x więcej pieniędzy niż pobierają, to mieliśmy inflacje na poziomie kilku procent czy kilkuset?Rzecz w tym, że ilość towarów i usług cały czas rośnie. To dlatego przypływ pieniądza na rynek nie powoduje dużej inflacji - dopóki system jest stabilny. Jakby się naród wkurzył i przestał pracować na np. miesiąc, to dopiero wówczas nadpodaż pieniądza byłaby widoczna. To nie jest tak, że bank może każdą otrzymaną od klienta złotówkę pomnożyć sobie przez 33  Mnożnik kreacji pieniądza wyraża stosunek pieniędzy złożonych w depozyt do NBP do pieniędzy, które bank może z tego depozytu "wykreować". > A kto im te pieniądze drukuje? Dzwoni kasjer do NBP i mówi " na jutro potrzebuje milion złotych!" i NBP im te pieniądze tak po prostu daje?Nie zrozumiałeś, o co w tym wszystkim chodzi. NBP kontroluje (przynajmniej stara się) ilość pieniądza na rynku. Bank komercyjny otrzymuje dodrukowaną forsę kiedy składa depozyt w NBP. Przydzielanie dodrukowanej kasy jest kontrolowane i nie wygląda to tak, że bank komercyjny może od razu wywalić cały "dodruk" na rynek. > Udowodnij, że jakiś bank pożyczył więcej, niż dostał w lokatach.Jezu, gdyby pożyczał tylko to, co dostał od klientów, to by się podaż pieniądza na rynku nie zmieniała. Wobec faktu, że ludzie pracują wytwarzając towary i usługi mielibyśmy nieustającą, ogromną deflację! Wnioskując z faktu, że tak nie jest, dochodzimy do stwierdzenia, że kasy na rynku musi przybywać. > I NBP tak zalewa rynek pieniędzmi, jednocześnie w CUDOWNY SPOSÓB utrzymując niską inflację? WOW. Magia.Nie zrozumiałeś istoty problemu. Ludzie cały czas produkują towary i usługi - to dlatego zwiększanie ilości pieniądza nie powoduje galopującej inflacji! Jakbyśmy wszyscy przestali pracować, to wówczas skutki drukowania byłyby widoczne. Jeśli bankowi centralnemu udaje się kontrolować skalę dodruku na poziomie gwarantującym minimalną inflację, to jest w porządku. Problem zaczyna się wraz z kryzysami. Prognozuje się, że w USA inflacja może wynieść nawet 10% w najbliższych latach. W Polsce jest to obecnie ok. 3,5%, czyli jakieś 1,5% za dużo.
|
|
| | |  | 2 na 2 | stilgar (7322 punktów) |
>Nie zrozumiałeś istoty problemu. Ludzie cały czas produkują towary i usługi - to dlatego zwiększanie ilości pieniądza nie powoduje galopującej inflacji!
Bank centralny dodrukowywuje pieniądze aby uzupełnić te, które uległy zniszczeniu i wyrównać wzrost wartośći rynku, który nastąpił z powodu stworzenia nowych towarów, ale te pieniądze nie są ani fikcyjne ani nieprawdziwe. Jak sam zauważyłeś, gdyby tego nie robił, mielibyśmy deflację.
Czy uważasz, że wzrost PKB jest na poziomie 33x ?
|
|
2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jak nadać wartość rzeczom, które właśnie produkujemy, przy założeniu, że ilość pieniędzy w obiegu odpowiada wartości już istniejących dóbr? Trzeba 'produkować' pieniądze na pokrycie nowowyprodukowanych dóbr. Jak je najrozsądniej wprowadzać do obiegu? Kredytem inwestycyjnym lub obrotowym.
Pozostaje kwestia 'wyważenia' tych kredytów, czyli rozbieżności w ocenie ryzyka i realnej wartości ryzyka. Pozdrawiam
|
|
 | | Bożydar (2279 punktów) | >Jak nadać wartość rzeczom, które właśnie produkujemy, przy założeniu, że ilość pieniędzy w obiegu odpowiada wartości już istniejących dóbr? >Trzeba 'produkować' pieniądze na pokrycie nowowyprodukowanych dóbr.
Chyba zartujesz? Wartość nadaje rynek.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
|  | 1 na 3 | pavvel (8272 punktów) |
>Chyba zartujesz? Wartość nadaje rynek.
I rynek uwzględnia tez te dodrukowane pieniądze. Gdyby ilość pieniędzy na rynku była stała, a ilość towaru się zwiększała, to mielibyśmy deflację. Wbrew Twoim oczekiwaniom nie jest to zjawisko korzystne. (pisałem o tym niżej)
Pozdrawiam
|
|
| |  | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Gdyby ilość pieniędzy na rynku była stała, a ilość towaru się zwiększała, to mielibyśmy deflację. Wbrew Twoim oczekiwaniom nie jest to zjawisko korzystne.
Dobro i zło nie są absolutne, podobnie jest z korzyściami. Uzasadnij dlaczego deflacja nie jest korzystna i zobacz do kogo cię to zaprowadzi i czyich interesów bronisz. Rozumiem, że się naczytałeś o negatywnych aspektach deflacji, ale wierzę że można tę indoktrynację przezwyciężyć.
Nawet według dziś obowiązującego prawa ta cała grupa wokół Skrzypka powinna być oskarżona o łamanie prawa. Konstytucja w Art. 227 zobowiązuje NBP do utrzymania wartości pieniądza, a nie do utrzymania kontrolowanego spadku tej wartości! Jeżeli NBP jest odpowiedzialne za wartość pieniądza tzn. że ma całkowitą kontrolę nad tą wartością.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | |  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) | >. Gdyby ilość pieniędzy na rynku była stała, a ilość towaru się zwiększała, to mielibyśmy deflację. Wbrew Twoim oczekiwaniom nie jest to zjawisko korzystne. > >Dobro i zło nie są absolutne, podobnie jest z korzyściami. Uzasadnij dlaczego deflacja nie jest korzystna i zobacz do kogo cię to zaprowadzi i czyich interesów bronisz. Rozumiem, że się naczytałeś o negatywnych aspektach deflacji, ale wierzę że można tę indoktrynację przezwyciężyć.
Rozumiem, że naczytałeś się o pozytywnych skutkach deflacji i dlatego jej tak bronisz. Pewnie najbardziej kręci Cię spadek cen w sklepach? A może bronisz czyichś interesów? Pozory tym razem mylą, a deflacja nie jest korzystna. Przemyśl sobie jakie skutki niesie. Przedstawiłem ci już to w tym wątku i nawet w poście na który odpowiadałeś napisałem, żebyś szukał niżej. A ty zamiast sprawdzić co jest niżej wycinasz tę informację i pytasz raz jeszcze dlaczego. Pomyłka to czy manipulacja? A do tego jakieś teorie spiskowe o obronie interesów snujesz. Spróbuj używać sensownych argumentów. OK?
>Nawet według dziś obowiązującego prawa ta cała grupa wokół Skrzypka powinna być oskarżona o łamanie prawa. Konstytucja w Art. 227 zobowiązuje NBP do utrzymania wartości pieniądza, a nie do utrzymania kontrolowanego spadku tej wartości!
Chodzi Ci o to zdanie: Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.
Jak sam zauważyłeś: >Jeżeli NBP jest odpowiedzialne za wartość pieniądza tzn. że ma całkowitą kontrolę nad tą wartością.
Co oznacza, że może ją zwiększać lub zmniejszać według własnej oceny. Nie zawsze mu się to udaje, bo jednak ta kontrola nie jest całkowita, a wartość pieniądza zależy od wielu czynników i nie wszystkie mogą być kontrolowane.
Nie przepadam za Skrzypkiem, ale jeżeli stawiać zarzuty, to sensowne proszę. Bo zarzut łamania artykułu 227 konstytucji jest chybiony. A jeżeli nawet ktoś próbuje go stawiać, to powinien oskarżać wszystkich prezesów NBP, bo każdy dbał o kontrolowaną inflację, a nie o jej brak.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | >Rozumiem, że naczytałeś się o pozytywnych skutkach deflacji i dlatego jej tak bronisz. Pewnie najbardziej kręci Cię spadek cen w sklepach? A może bronisz czyichś interesów? Pozory tym razem mylą, a deflacja nie jest korzystna. Przemyśl sobie jakie skutki niesie. Przemyślałem wszystko dokładnie. Najpierw przemyślałem, bo czytać to za bardzo nie wiedzalem gdzie. Teraz wiem gdzie czytać i wiem że nie jestem sam, że troche ludzi nie jest oszustami.
>Przedstawiłem ci już to w tym wątku i nawet w poście na który odpowiadałeś napisałem, żebyś szukał niżej. A ty zamiast sprawdzić co jest niżej wycinasz tę informację i pytasz raz jeszcze dlaczego. Pomyłka to czy manipulacja? A do tego jakieś teorie spiskowe o obronie interesów snujesz. Spróbuj używać sensownych argumentów. OK?
Moim zdaniem używam sensownych argumentów, natomiast twoje są już mniej sensowne. Mogłem od razu nie zauważyć twoich wyjaśnień i dlatego zapytałem, a ty posądzasz o manipulację. Nie muszę manipulować, brzydzę się tym, poza tym uważam, że mam rację. Teraz znam twoje wyjaśnienia i są dla mnie bez wartości, bo mijają się z problemem.
Co do niezasadności zarzutu z Art. 227 Konstytucji dla Rady Polityki Pieniężnej i całego NBP, to jest to kwestia interpretacji. Moim zdaniem zarzuty są zasadne, ponieważ jeżeli uznać że NBP ma prawo do całkowicie dowolnej polityki pienieżnej, tak jak to sugerujesz, to taka dowolność jest sprzeczna z wymogiem określonym w Art.227 i ja na podstawie tego artykułu wsadziłbym ich do pudła za utrzymywanie ciągłej inflacji! NBP jest odpowiedzialne za wartość pieniądza i dla mnie jest to związane z jej utrzymaniem. Pavvel chyba jesteś prawnikiem, skoro odpowiedzialność za wartość pieniądza jest dla ciebie dowolnym określaniem tej wartości? Podobnie w wyniku analogicznej manipulacji działanie na podstawie i w granicy prawa o którym mówi Art. 7 Konstytucji nie jest wymogiem stawianym urzędom i organom państwa, ale tylko oczywistym przejawem ich każdego działania.
Piszesz o NBP i jego rzekomym dążeniu do utrzymania wartości pieniądza: Nie zawsze mu się to udaje, bo jednak ta kontrola nie jest całkowita, a wartość pieniądza zależy od wielu czynników i nie wszystkie mogą być kontrolowane.
Tzn, twierdzisz że Konstytucja powierza komuś zadanie, którego nie jest w stanie z zasady wypełnić? Wymień czynniki które prowadzą do inflacyjnej zmiany cen i które nie zależą od NBP? Podkreślam, chodzi mi o inflacyjną zmianę cen, a nie wynikającą z podaży, popytu czy zmian technologicznych itp..
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | |  | 1 na 3 | pavvel (8272 punktów) |
> Pavvel chyba jesteś prawnikiem, skoro odpowiedzialność za wartość pieniądza jest dla ciebie dowolnym określaniem tej wartości? Nie jestem prawnikiem. Ale zazwyczaj nie mam problemu z rozumieniem zapisów prawnych. A wystarczy zrozumieć skutki deflacji aby wiedzieć, że całkiem słusznym jest, że bank musi dbać aby wartość pieniądza była adekwatna do sytuacji na rynku. Nie za mała, ale i nie za duża. Gdyby było inaczej przepis brzmiałby: Narodowy Bank Polski odpowiada za utrzymywanie stałej wartości polskiego pieniądza ewentualnie: Narodowy Bank Polski odpowiada za wzrost wartości polskiego pieniądza.
>Tzn, twierdzisz że Konstytucja powierza komuś zadanie, którego nie jest w stanie z zasady wypełnić? Którego może nie być w stanie wypełnić. I w przypadku niewypełnienia tego celu należy ustalić zakres winy NBP-u i wyciągać ewentualne konsekwencje.
>Wymień czynniki które prowadzą do inflacyjnej zmiany cen i które nie zależą od NBP? >Podkreślam, chodzi mi o inflacyjną zmianę cen, a nie wynikającą z podaży, popytu czy zmian technologicznych itp..
Widzę, że nie rozumiesz słowa inflacja. Sterowane centralnie podwyżki cen urzędowych się skończyły. Inflacja to odzwierciedlenie sytuacji na rynku. Wzrost cen może być spowodowany przez większy popyt, przez mniejszą podaż, przez zmiany technologiczne lub na przykład zmiany w systemie podatkowym (wprowadzenie akcyzy na poszczególne produkty lub zmiany globalne np wzrost stawki VAT).
Może też być spowodowana przez zmianę kursu złotego względem walut obcych. Wyobraź sobie że z jakiś powodów (niekoniecznie merytorycznych) Złoty gwałtownie traci na wartości. Bank centralny może próbować temu zapobiegać, ale nasze rezerwy walutowe niewielkie w porównaniu z pieniędzmi jakimi obraca się na rynku światowym. A skutki porażki w walce NBP o kurs złotego byłyby gorsze niż nie podjęcie walki. Czasem zanim się coś zrobi, warto pomyśleć.
> Teraz wiem gdzie czytać i wiem że nie jestem sam, że trochę ludzi nie jest oszustami.
W ten sposób więcej rozmawiać nie będę. To co robisz to przykład chamstwa, oszustwa i demagogii. Nie będę się więcej ścierał aby tłumaczyć coś komuś, kto nie chce nic zrozumieć, a tylko stara się obrazić wszystkich którzy się z nim nie zgadzają.
> Nie muszę manipulować, To dlaczego to robisz? > brzydzę się tym, to jak Ty w lustro patrzysz? >poza tym uważam, że mam rację. I to Cię usprawiedliwia?
Zastanów się może czy chcesz merytorycznej dyskusji, czy chcesz tylko aby wyglądało, że masz rację? Może zamiast pisać wszystko co myślisz(szczególnie o dyskutantach), pomyślałbyś lepiej co piszesz. Zamiast obrażać wszystkich którzy są w stanie dostrzec i zrozumieć również inne argumenty spróbuj przeanalizować wszystkie za i przeciw, a nie tylko skupiać się na nazywaniu wszystkich oszustami.
Chcesz, to oszukuj się dalej - wolno ci. Tylko, że w Twoich oszukańczych występach brać już udziału nie będę. Albo zmień styl, albo dyskutuj sobie z takimi, którym Twój styl odpowiada.
Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 2 na 4 | Jazon (186 punktów) | >Uzasadnij dlaczego deflacja nie jest korzystna i zobacz do kogo cię to zaprowadzi i czyich interesów bronisz. Rozumiem, że się naczytałeś o negatywnych aspektach deflacji, ale wierzę że można tę indoktrynację przezwyciężyć.
Moim zdaniem deflacja nie jest korzystna. Pytanie, po co w ogóle są pieniądze. Pieniądze, niezależnie w jakiej istnieją formie, są po to, żebyśmy mogli wygodnie wymieniać się między sobą towarami i usługami. Pieniądz, który nie przechodzi z ręki do ręki, a ląduje w skarpecie lub materacu przestaje pełnić rolę pośrednika w wymianie, więc w zasadzie przestaje być pieniądzem.
A deflacja prowadzi właśnie do tego, że pieniądze są akumulowane, zamiast krążyć. Akumulacja pieniądza jest z punktu widzenia gospodarki zupełnie bezsensowna, bo jego wartość użytkowa jest żadna. Pieniądzem żadnego nowego dobra wytworzyć się nie da.
Natomiast pieniądz tracący na wartości "parzy w ręce", każdy chce się go jak najszybciej pozbyć, dlatego cały czas jest w obiegu, a tym samym spełnia swoją podstawową funkcję. (Oczywiście, jeśli nie traci wartości zbyt szybko)
Złoto przestało być pieniądzem właśnie dlatego, że jego wartość rośnie, a przez to zamiast być w obiegu, leży w skarbcach. ("Gorszy pieniądz wypiera lepszy")
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Opisane mechanizmy są prawdziwe, tylko ich ocena blędna.
Złoto przestało być pieniądzem właśnie dlatego, że jego wartość rośnie, a przez to zamiast być w obiegu, leży w skarbcach. >("Gorszy pieniądz wypiera lepszy"), tylko to nie leży w interesie konsumenta.
Złoto przestało być pieniądzem dlatego, że udało się ludziom wcisnąć coś gorszego, co są zmuszeni prawem akceptować.
Masz rację, tylko głosisz zwyczajnie bandyckie racje.
Pieniądze w skarpecie, czy nie wymieniane chwilowo też są pieniędzmi, bo sama potencjalna możliwość ich użycia o tym decyduje. Pieniądze w skarpecie nie są bezsensowne tak jak twierdzisz i jest to ich główne przeznaczenie, dla użycia, które zawsze jest tylko chwilowym błyskiem.
Według podobnej błędnej argumentacji, broń w magazynie i pistolet w kaburze nie mają jakiegokolwiek sensu i znaczenia, żywność w magazynie oczywiście też nie, to czyste marnotrawstwo.
Zapominasz całkowicie o akumulacyjnej roli pieniądza i swobodzie decyzyjnej jaką pieniądz powinien dawać.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | >Zapominasz całkowicie o akumulacyjnej roli pieniądza i swobodzie decyzyjnej jaką pieniądz powinien dawać.
Nie zapominam. Tylko wiem, że na są na świecie różne pieniądze. Jedne bardziej nadają się do bieżącej wymiany, a inne bardziej do akumulacji. Już Kopernik zauważył, że gdy istnieją różne pieniądze, w naturalny sposób następuje ich selekcja - w obiegu zostają te gorsze, te lepsze lądują w szkatułkach. Pieniądz emitowany przez NBP, ma służyć przede wszystkim płynności wymiany. Dlatego jest słaby. Do akumulacji są inne pieniądze, których rodzaj swobodnie wg uznania można sobie wybrać (lokaty, obligacje, złoto (?) itd.).
|
|
| | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Już Kopernik zauważył, że gdy istnieją różne pieniądze, w naturalny sposób następuje ich selekcja
Co najmniej jedna osoba zauważyła ten fakt długo przed Copernicusem, ale "przypadkowo" tylko we wschodniej Europie ten fakt się ignoruje.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
|  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Jak nadać wartość rzeczom, które właśnie produkujemy, przy założeniu, że ilość pieniędzy w obiegu odpowiada wartości już istniejących dóbr? >>Trzeba 'produkować' pieniądze na pokrycie nowowyprodukowanych dóbr. > >Chyba zartujesz? Wartość nadaje rynek. No tak. Rynek nadał wartość, a szykują się nowe dobra do wejścia na rynek! Pozdrawiam
|
|
| |  | | Bożydar (2279 punktów) | Trzeba 'produkować' pieniądze na pokrycie nowowyprodukowanych dóbr.
Chyba zartujesz? Wartość nadaje rynek.
No tak. Rynek nadał wartość, a szykują się nowe dobra do wejścia na rynek! >Pozdrawiam
Sceptymucho, zdradź mi jaką masz wiedzę o ekonomii? Skąd bierzesz te stwierdzenia? Nie wiem, czy żartujesz, czy mówisz serio.
Rozmawiałem z kilkoma osobami z wykształceniem ekonomicznym. Wydaje się, że ekonomia jest jedyną znaną mi poważną dziedziną wiedzy, w której obowiązująca dziś oficjalna doktryna to zwykły stek bzdur w znacznej swojej części.
Ludzie są tym tak przesiąknięci, że idą w zaparte powtarzając w kółko to, czego ich nauczono, mimo że czują słabe punkty i widzą brak pokrycia w faktach dla tych teorii.
Wracając do twojej sugestii, że nadawanie wartości to jakiś akt wymagający planowania i pracy, rozważ na prostym modelu co będzie jeżeli ilość pieniądzy w obiegu będzie stała i wprowadzaj tyle nowych dóbr na rynek ile chcesz. Myśl tak długo, aż dojdziesz do wniosku, że względny niedosyt pieniędzy nie spowoduje że coś nie będzie sprzedawane, jeżeli tylko sprzedający będzie gotowy obniżać cenę do momentu równowago rynkowej. Sprzedającemu będzie się opłacać sprzedawać za taką cenę jaka będzie wystarczająca do generowania zysku i podtrzymania procesu umożliwiającego sprzedaż. Przy ogólnym spadku cen, koszty oferowania towaru na rynku też maleją i cokolwiek groźnego się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Wartość oszczędności rośnie i możliwe jest sensowne inwestowanie bez kredytu. Wzrost gospodarczy jest może ujemny, ale tylko na papierze. Dziś natomiast wystarczy tylko niszczyć czyjeś mienie, żeby mieć super wyniki. To jest niebezpieczny mechanizm promujący potencjalnie marnotrawstwo i wojnę.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Drogi Bożydarze zechciej łaskawie zauważyć, że rynek nie odróżnia dobra nowowyprodukowanego od zbioru dóbr, na podstawie którego dokonał oceny wartości pieniężnej danego typu dobra. Innymi słowy nowowyprodukowana cegła w momencie wejścia na rynek jest wyceniana z taką samą wartością, jak cegły leżące w magazynie od 5 lat. Jesli teraz ja chcę sobie wybudować z cegieł dom, a nie wprowadzasz do systemu 'nowych pieniędzy' dochodzi do sytuacji kuriozalnej: - branie kredytu się nie opłaca strasznie, bo za parę lat za te same pieniądze kupię znacznie więcej towaru (co sprawia, że w ogóle opłaca się trzymać pieniądze w skarpetce i nie inwestować!!!!), więc spłacałbym wielokrotnie więcej!!
Proszę mi zatem opisac, kiedy przy założeniu stałej ilości pieniądza w obiegu oplacało by się budować dom. W jakich warunkach? Aż popyt doprowadziłby do tego, że cena cegły byłaby wciąż stała? Czy gdyby fizycznie nie dałoby się dzielić 20 osobom 15m2 kawalerki? Pozdrawiam
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) |
branie kredytu się nie opłaca strasznie, bo za parę lat za te same pieniądze kupię znacznie więcej towaru za oszczędności tak, ale to pozytywne, bo zachęca do oszczędzania. Dziś w przypadku porządnej lokaty masz ten sam efekt i uważasz to za pozytywne. Problem w tym, że dziś nie masz jakiejkolwiek gwarancji, że faktycznie tak będzie!
(deflacja sprawia, że w ogóle opłaca się trzymać pieniądze w skarpetce i nie inwestować!!!!) Tak powinno być. Inwestycja ma się opłacać tylko jeżeli daje większy zysk niż oszczędzanie. To podstawa zdrowego systemu.
Nie wiesz jaka jest cena kredytu , a mówisz że nie opłaca się wziąć kredytu?
więc spłacałbym wielokrotnie więcej
A kto zabroni bankowi pożyczać na ujemne oprocentowanie?
Zastanów się po co jest w ogóle pieniądz?
Po to żeby był środkiem wymiennym. Zasadne drżenie użytkownika o jego trwałość i powszechną akceptowalność, nie jest zaletą, ale dyskwalifikującą wadą pieniądza i zmusza użytkownika pieniądza do kombinacji.
Naprawdę dziwię się szczerze osobom, robiącym z kardynalnych wad pieniądza jego zalety, które sprowadzają się wyłącznie do przymusowej gonitwy w celu przelewania z pustego w próżne.
Droga Sceptymucho, zanim zadajesz pytanie, kiedy opłaca się wybudować dom w warunkach inflacji i deflacji, pomyśl troszkę sama.
Kredyt w jednych i drugich warunkach ma swoje koszty które zależą od oprocentowania.
W warunkach inflacji opłaca się wydać posiadane pieniądze jak najszybciej, nieważne czy potrzebujesz tego towaru czy nie, a w warunkach deflacji opłaca się użyć posiadanych pieniędzy w ostatnim momencie.
W PRL należało kupować wszystko co popadło, a dziś już tylko selektywnie, ale ciągle ma to jakiś niewielki sens.
Dla mnie odpowiedź jest jasna. Jakakolwiek inflacja, to zwykłe oszustwo, a deflacja jest powrotem do równowagi, względnie odchyleniem w korzystną dla konsumenta stronę. Ponieważ wszyscy jesteśmy konsumentami, każdy kto broni inflacyjnego oszustwa zdradza nasze interesy. Zyski z inflacji są realne tylko dla organu emitującego pieniądz, wszyscy inni tracą, bo każda zwłoka w wydawaniu pieniędzy działa na ich szkodę.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nasze niezrozumienie się jest tak wielkie, że jak dla mnie nie pozwala na dyskusje w temacie. Niektóre Twoje zdania wydają mi się niedorzeczne, a nie mam takiej perspektywy, jak Ty, by na nie patrzeć tak, by wyglądały na sensowne. Wycofuję się z dyskusji. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | >Nasze niezrozumienie się jest tak wielkie, że jak dla mnie nie pozwala na dyskusje w temacie. Niektóre Twoje zdania wydają mi się niedorzeczne, a nie mam takiej perspektywy, jak Ty, by na nie patrzeć tak, by wyglądały na sensowne. >Wycofuję się z dyskusji. >Pozdrawiam
Podaj może przykład rzekomo bezsensownego zdania. Dla mnie to co mówią moi oponenci ma sens, ale niemądry sens w moich oczach. To że oni szkodzą sobie to ich sprawa, ale oni szkodzą nie tylko sobie, ale dosłownie wszystkim promując grabież.
Jedną z najważniejszych funkcji pieniądza jest funkcja akumulacyjna. Inflacja pozbawia pieniądz tej funkcji, uniemożliwiając oszczędzanie i zmuszając do życia z kieszeni do ust i do brania kredytów, co cały ten mechanizm dodatkowo napędza.
Jeżeli lokaty byłyby skuteczną rekompensatą inflacji, to inflacja straciłaby swój główny sens.
Promowanie inflacji i rozwoju gospodarczego to tylko promowanie chaosu, nieprzejrzystości, życia na kredyt i braku odpowiedzialności.
Apologeci inflacji podpisują się pod utrzymaniem tego stanu.
Największe lata deflacji to lata rewolucji przemysłowej! To deflacja, a nie inflacja nakręca dodatkowo rozwój i nadaje sens pracy i inwestowaniu.
Wyobraź sobie tylko jedną jedyną wysepkę bez granic celnych z idealnym systemem monetarnym. Ci którzy pieprzą tu na tym forum sami tam zdeponowaliby własne oszczędności i tam nastąpiłby rozwój dzięki ich zdeponowanym środkom.
Czemu nie ma takiej wysepki? Bandyci nie lubią konkurencji i powoli, stopniowo rozprawić się chcą ze wszystkimi rajami podatkowymi.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Tu nie chodzi o inflacje deflacje funkcje akumulacyjne lub inne. Tu chodzi, byś potrafił pokazać, jak w konkretnych uwarunkowaniach ekonomicznych ma sobie poradzić człowiek! To ma pasować do konkretnych sytuacji!
Dałem Ci konkretną sytuacje- budowę domu- sytuację, która występuje zawsze. Nie poradziłeś sobie; nie napisałeś, jak w 'Twoim systemie' człowiek ma sobie radzić. Napisałeś mi coś, co nijak nie przystaje do rzeczy, o których ja pisałem (według mnie oczywiście). Z powodu tego, że nie mogę dostrzec sensownej linii łączącej pytania i odpowiedzi muszę zaprzestać dyskusji. Bojąc się, że dalsza dyskusja skończy się szukaniem, kto jest głupcem i stworzył schizoidalną rozmowę kończę.
Możemy oczywiście wymyślać formułę rozmowy, w której żaden z nas nie będzie się czuł źle, np: Rozmówca pierwszy: 1. założenia sytuacji ekonomicznej, 2. pytanie, 3. negatywne/pozytywne skutki założeń Rozmówca drugi: również w punktach jak wyżej, alternatywny pogląd na sprawę (jeśli taki ma) Rozmówca drugi: swoje punkty 1, 2, 3 dla ważnej dla niego sytuacji Wtedy rozumiałbym, co się dzieje.
W tym momencie nie rozumiem skąd Ci się biorą akapity piania w zachwycie lub narzekania.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) |
Bojąc się, że dalsza dyskusja skończy się szukaniem, kto jest głupcem i stworzył schizoidalną rozmowę kończę.
Bez obaw, ani się nie obrażam, ani nie unikam rzeczowej dyskusji, moje zdolności interpersonalne nie są może najlepsze, ale ty jesteś w tym dobry. Bardzo ładnie potrafisz pisać o tym, że się z kimś nie zgadzasz, może nawet za ładnie. Tylko głupiec obraża, się jeżeli oskarża się go o głupotę, bo każdy z nas ma skończoną i dość ograniczoną wiedzę.
Nie zrozumiałem tego czego ode mnie oczekujesz, bo dla mnie sprawa jest trywialna.
Ządasz wzorca zachowania i w pewnym sensie ci go udzieliłem. ale może nie zauważyłeś.
Dla mnie działanie w warunkach bez inflacji, albo z małą deflacją jest działaniem w warunkach normalnych. Warunki ekonomiczne panujące w tym okresie idealnie pasują do intuicji człowieka i jego poczucia zdrowego rozsądku. Właściwie bardziej zrozumiałe powinno być pytanie, co robić w warunkach nienormalnych, czyli w warunkach inflacji?
Ponieważ drapieżnik faktycznie dodaje skrzydeł, to każdy radzący sobie w warunkach inflacji, poczuje coś w rodzaju podejrzliwej ulgi, jeżeli znajdzie się w warunkach deflacji.
Deflacja daje odczuwalny zysk i komfort psychiczny. Wracając do przykładu budowy domu, to jeżeli masz cegły to ich używasz. Jeżeli ich nie masz, to zbierasz fundusze, albo bierzesz kredyt według uznania i kupujesz nie na zapas, ale wtedy gdy są ci potrzebne. W warunkach deflacji opłaca się bardziej wysiłek zrezygnowania z kredytu i oszczędzanie, ponieważ wstrzemięźliwość jest premiowana dodatkowym zyskiem.
Napisz konkretnie jakiej rady oczekujesz?
Rozumiesz to, że kredyt w warunkach zarówno inflacji jak i deflacji, może być możliwy lub nie i korzystny lub nie i że to tylko od warunków kredytowania zależy?
Wydaje mi się że nie rozumiesz co spowoduje chęć do inwestowania w przypadku deflacji, skoro masz zysk nie robiąc czegokolwiek.
Odpowiedziałem ci na to już pośrednio i zrobię to jeszcze raz. Mechanizm i zachęta do inwestowania jest taka sama, jak w przypadku inflacji, tylko okoliczności dotyczące inwestycji są normalne.
Pomyśl co skłania ludzi do inwestowania przy panującej inflacji, mimo że lokaty bankowe mają z założenia przynosić zysk z wyrównaniem inflacji?
Przecież to jest argument przeciw moim oponentom, którzy twierdzą, że inflacja zmusza do inwestycji i każe uciekać od pieniądza.
A jednocześnie ci sami moi oponenci będą musieli przyznać, że cały czas są lokaty, które przynoszą realny zysk kapitałowy po wyrównaniu inflacji. Przecież przy inflacji też powinieneś móc siedzieć na lokatach. Zeby rentierów z lokat wykurzyć robi się kuszącą giełdę, co 5 lat trzęsienie kursów walutowych, wahania i fałszowanie inflacji, podatki od oszczędności i pewnie innych kilka sztuczek o których nie wiem.
Nie odbiegam od tematu, tylko pokazuję ci dziury w tym serze szwajcarskim, chaos i niejednoznaczność tego co się w okół inflacji dzieje. Do tego dochodzą spekulacje na kursach walut i giełdzie, żeby było weselej.
Mając tego potwora na głowie z którym sobie radzisz, pytasz się mnie z widoczną troską, jak się zachować w warunkach rzetelności rynkowej?
Zasada jest prosta, masz albo dostaniesz, to sobie kupisz jak zechcesz.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jazon (186 punktów) | >Wydaje mi się że nie rozumiesz co spowoduje chęć do inwestowania w przypadku deflacji, skoro masz zysk nie robiąc czegokolwiek. >Odpowiedziałem ci na to już pośrednio i zrobię to jeszcze raz. Mechanizm i zachęta do inwestowania jest taka sama, jak w przypadku inflacji, tylko okoliczności dotyczące inwestycji są normalne. >Pomyśl co skłania ludzi do inwestowania przy panującej inflacji, mimo że lokaty bankowe mają z założenia przynosić zysk z wyrównaniem inflacji? >Przecież to jest argument przeciw moim oponentom, którzy twierdzą, że inflacja zmusza do inwestycji i każe uciekać od pieniądza. >A jednocześnie ci sami moi oponenci będą musieli przyznać, że cały czas są lokaty, które przynoszą realny zysk kapitałowy po wyrównaniu inflacji. Przecież przy inflacji też powinieneś móc siedzieć na lokatach.
Ale zakładając lokatę, pożyczam pieniądze komuś, kto ma w danej chwili lepszy pomysł na ich wydanie. Jest to swego rodzaju inwestycja. Trzymanie gotówki w materacu nic nikomu nie daje, ani mnie, ani nikomu innemu. Inflacja motywuje do tego, aby jeśli sam w danej chwili nie chcesz wydać pieniędzy, żebyś się określił kiedy jej będziesz potrzebował i na ten czas pożyczył ją komuś innemu, kto zamieni je na realne dobro.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Ale zakładając lokatę, pożyczam pieniądze komuś, kto ma w danej chwili lepszy pomysł na ich wydanie. Jest to swego rodzaju inwestycja.
Tak jest w normalnym systemie, w tym to bez znaczenia.
Trzymanie gotówki w materacu nic nikomu nie daje, ani mnie, ani nikomu innemu.
1.Błąd Daje bardzo dużo instytucji emitującej pieniądze, ponieważ odsuwa w czasie spłatę jej długu. Pieniądz to przecież z założenia dokument na okaziciela poświadczający zobowiązanie, czyli dług banku emitującego. Dlatego jest wymienny u kogokolwiek, bo każdy wierzy że bank emitujący go uhonoruje. Wiesz ile dla USA warte jest to, że po całym świecie w domach leżą stare jednodolarówki, które są całkiem zapomniane?
Dziś takie określenie, że pieniądz jest zobowiązaniem banku już nie jest prawdą, bank nie ma jakiegokolwiek zobowiązania, poza zobowiązaniem do przyjęcia płatności wyemitowanymi przez siebie pieniędzmi.
Dziś trzymając pieniądze w skarpecie płacisz dobrowolnie ukryty podatek, więc nie możesz twierdzić, że to jest bez znaczenia dla kogokolwiek. Ten podatek to prawdziwy sens inflacji, a nie napędzanie koniunktury i zniechęcanie do oszczędzania, które są efektami ubocznymi.
2. Bląd Te pieniądze są twoje i tobie mają służyć. Zapewniają ci zdolność operacyjną i większą wolność. Będąc w buszu, wyciąg z konta jest wątpliwej wartości w porównaniu z plikiem banknotów, czy monet.
Inflacja motywuje do tego, aby jeśli sam w danej chwili nie chcesz wydać pieniędzy, żebyś się określił kiedy jej będziesz potrzebował i na ten czas pożyczył ją komuś innemu, kto zamieni je na realne dobro. Tak złodziej też do tego motywuje, czy to argument żeby popierać złodziejstwo? Dlaczego do takiej motywacji nie wystarczy motywacja potencjalnym zyskiem na lokacie i potrzeba negatywnej motywacji grożącą stratą? Poza tym to kiepski argument dlatego, że banki w tym systemie nie potrzebują prawie twoich pieniędzy, mają ich do woli. Lokaty są dla pozoru i aby mieć 3% wymaganego depozytu. Czy to nie jest chore, że banki są mniej zainteresowane lokatami, niż udzielaniem kredytu? Czy ktoś słyszał, żeby wypłacalna i obdarzona zdolnością kredytową instytucja nie dostała kredytu tylko z powodu braku pieniędzy do kredytowania?
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | > >Trzymanie gotówki w materacu nic nikomu nie daje, ani mnie, ani nikomu innemu. > 1.Błąd> Daje bardzo dużo instytucji emitującej pieniądze, ponieważ odsuwa w czasie spłatę jej długu.Zaraz zaraz. Pogubiłem się w twoim wywodzie. 1. Twierdzisz, że akumulacja pieniędzy jest pozytywna, że to podstawowa funkcja pieniądza 2. Uważasz, że bank centralny jest złodziejem. 3. I na koniec stwierdzasz, że akumulacja gotówki w materacu jest pozytywna, nie dla jego posiadacza, tylko dla emitenta, czyli banku centralnego, czyli złodzieja. Aha, czyli bank centralny utrzymując inflację, zniechęca ludzi do alokowania wyemitowanych przez niego banknotów i w ten sposób działa na swoją niekorzyść. No to ma sens. Tylko co to za złodziej, który działa na swoją niekorzyść. > Pieniądz to przecież z założenia dokument na okaziciela poświadczający zobowiązanie, czyli dług banku emitującego. Dlatego jest wymienny u kogokolwiek, bo każdy wierzy że bank emitujący go uhonoruje.No co ty. Nikt nie wierzy, że jakikolwiek bank emitujący uhonoruje swoje banknoty. Bo niby jak miałby to zrobić. Co ci może dać w zamian. Bank centralny to nie magazyn. Tak samo w czasach "złotego pieniądza" (do którego chyba chciałbyś wrócić), prawdziwymi emitentami pieniądza były kopalnie złota. (Banki centralne, niecentralne były tylko jego depozytami). Czy jakakolwiek kopalnia przyjęłaby z powrotem swoje złoto? To też były pieniądze bez pokrycia. Nie ma tu różnicy. > Wiesz ile dla USA warte jest to, że po całym świecie w domach leżą stare jednodolarówki, które są całkiem zapomniane?Wiem, że są to ogromne kwoty. Czy to jest dla ciebie pozytywne, czy negatywne zjawisko? > Dziś trzymając pieniądze w skarpecie płacisz dobrowolnie ukryty podatek, więc nie możesz twierdzić, że to jest bez znaczenia dla kogokolwiek.No płacę, ale godzę się z tym, bo to śmieszne pieniądze. Przeciętnie w gotówce i na koncie ROR trzymam ok. 1500 zł. Przy 3% inflacji tracę rocznie 45 zł. To jest wielkość rzędu promila moich dochodów. I kilka promili wartości innych podatków jakie płacę państwu. > Ten podatek to prawdziwy sens inflacji, a nie napędzanie koniunktury i zniechęcanie do oszczędzania, które są efektami ubocznymi.Nikt nie mówi, że inflacja ma zniechęcać do oszczędzania, tylko że ma zniechęcać do lokowania tych oszczędności w gotówce. > 2. Bląd> Te pieniądze są twoje i tobie mają służyć. Zapewniają ci zdolność operacyjną i większą wolność.Przykładasz zbyt nabożną cześć pieniądzu, gotówce. Dla mnie to jest tylko narzędzie szybkiej wymiany dóbr realnych. Inflacja na poziomie kilku procent, mnie ani ziębi, ani grzeje. Byle była utrzymywana pod kontrolą, stabilna, przewidywalna. > Będąc w buszu, wyciąg z konta jest wątpliwej wartości w porównaniu z plikiem banknotów, czy monet.I co z tego? Dla niektórych ludzi żyjących w buszu nawet banknoty i monety mają znikomą wartość. > Inflacja motywuje do tego, aby jeśli sam w danej chwili nie chcesz wydać pieniędzy, żebyś się określił kiedy jej będziesz potrzebował i na ten czas pożyczył ją komuś innemu, kto zamieni je na realne dobro.> Tak złodziej też do tego motywuje, czy to argument żeby popierać złodziejstwo?> Dlaczego do takiej motywacji nie wystarczy motywacja potencjalnym zyskiem na lokacie i potrzeba negatywnej motywacji grożącą stratą?Sam sobie odpowiedz na to pytanie. Przecież to ty jesteś zwolennikiem trzymania gotówki w skarpecie. > Poza tym to kiepski argument dlatego, że banki w tym systemie nie potrzebują prawie twoich pieniędzy, mają ich do woli. Lokaty są dla pozoru i aby mieć 3% wymaganego depozytu.To bzdura. Nieporozumienie. Chyba już doszliśmy w poprzednim wątku do tego. Jeśli tak twierdzisz, to czemu nie założysz banku i nie zaczniesz produkować w ten sposób pieniędzy? > Czy to nie jest chore, że banki są mniej zainteresowane lokatami, niż udzielaniem kredytu?Jak obserwuje reklamy produktów bankowych w TV, to reklam lokat i kredytów jest mniej więcej po równo. Są okresy, kiedy jednych jest więcej, ale w innym okresach jest na odwrót. Całkiem możliwe, że się mylę. To moje subiektywne odczucie. Ale nawet jeśli masz rację, to nie wiem czy świadczy to o chorobie. Mógłbym zadać analogiczne pytanie. Dlaczego firma handlowa, która kupuje tanio i sprzedaje drogo, reklamuje się na rynku, że ma coś do sprzedania, a nie że z chęcią coś kupi? Odpowiedź jest prosta. Rynek jest sterowany popytem. Jak firma nie znajdzie odbiorców dla swoich produktów, to nie ma sensu żeby je kupowała u hurtownika. Czy to nie jest chore? Czy nie lepiej by było, żeby to klient pisał ogłoszenia "kupię cukier", "kupię parówki", "kupię papier toaletowy"? Tak samo jest z rynkiem finansowym. Nie ma sensu żeby system bankowy zbierał od ludzi pieniądze, jeśli nie ma ich komu pożyczyć. Dlatego banki urządzają przede wszystkim łowy marketingowe po stronie kredytowej. Po udzieleniu kredytu lokaty o tej samej wartości pojawią się w systemie bankowym same. No chyba, że jakiś idiota zapragnie trzymać pieniądze z kredytu w skarpecie  . Zapewne w warunkach deflacji, przy niedoborze pieniądza na rynku sytuacja byłaby odwrotna i banki walczyłyby bardziej o pozyskanie depozytów. Ale czy niedobór pieniędzy, nie spowodowałby zatorów płatniczych? > Czy ktoś słyszał, żeby wypłacalna i obdarzona zdolnością kredytową instytucja nie dostała kredytu tylko z powodu braku pieniędzy do kredytowania?Tak. W ostatnim kryzysie taka sytuacja miała miejsce. Firmy masowo traciły płynność, bo banki przestały kredytować. A przestały kredytować, bo nie miały pieniędzy. Część ludzi zabrała z nich swoje pieniądze, a rynek międzybankowy zastygł z powodu wzajemnej utraty zaufania.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) |
Nikt nie wierzy, że jakikolwiek bank emitujący uhonoruje swoje banknoty. Bo niby jak miałby to zrobić. Co ci może dać w zamian.
Jak to nie. Dokonujesz płatności. Bank honoruje banknot. Zrób sobie sam banknot i spróbuj nim płacić to poczujesz różnicę.
Dawniej mogłeś żądać parytetu złota, teraz tylko uznaniowej wartości. Możesz dostać inne banknoty za twój, dokonać przelewu, kupić inną walutę. To jest honorowanie aktualnej wartości banknotu i każdy wierzy, że jego banknoty będa honorowane i dlatego mają one wartość. Jednym dekretem można oczywiście tej wartości pozbawić.
Tylko co to za złodziej, który działa na swoją niekorzyść
Sprzeczności pojawiają się ponieważ nie jest tak jak myśli pavvel, że inflacja ma być bo coś nakręca.
Głównym celem i źródłem dochodu banku jest pożyczanie stworzonego przez siebie pieniądza na procent. W tym celu musi pozyskać niezbędne lokaty, ale to pikuś, bo to tylko jedna dziesiąta, albo jedna trzydziesta danych kredytów zależnie od systemu.
Dlatego mówię, że bankowi nie zależy specjalnie na lokatach w tym systemie podczas gdy w normalnej uczciwej bankowości są podstawą.
Bank pożycza bez własnego ryzyka, bo pieniądze które pożycza nie są dla banku realnymi środkami skoro sam je stworzył. Odpowiedzialności nie ma, no bo skoro urzędas wszystko sprawdził, to co mu można zarzucić.
Do lokat namawia się aby mieć te kilka procent wymaganego depozytu, z tradycji historycznej i aby ściemnić ludziom co się naprawdę samemu robi. Ponieważ kredyt jednego banku staje, się w innym banku jego depozytem, spirala kredytow nakręca się i jakiekolwiek realne pieniądze z pokryciem w towarach i usługach nie są już bankom potrzebne.
Inflacja pojawia się jako niechciany produkt uboczny tego działania i jest miernikiem dla kontynuowania lub przyhamowania drenażu rynku, czyli okradania ludzi przez puszczanie wykreowanych pieniędzy na rynek.
Cały przyrost gospodarczy plus inflacja ląduje w kieszeniach bankowców o ile się zorientowałem.
Srednio zorientowanym, studentom itp. wciska się że inflacja kreuje rozwój, a deflacja jest szkodliwa i bezwzględne cyferki to chętnie potwierdzają.
Osobiście to dziwię się tylko jednemu, że to wszystko nie pierdyknie tak jak na to zasługuje.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | >Nikt nie wierzy, że jakikolwiek bank emitujący uhonoruje swoje banknoty. Bo niby jak miałby to zrobić. Co ci może dać w zamian. >Jak to nie. Dokonujesz płatności. Bank honoruje banknot. Zrób sobie sam banknot i spróbuj nim płacić to poczujesz różnicę. >Dawniej mogłeś żądać parytetu złota, teraz tylko uznaniowej wartości. Możesz dostać inne banknoty za twój, dokonać przelewu, kupić inną walutę. To jest honorowanie aktualnej wartości banknotu i każdy wierzy, że jego banknoty będa honorowane i dlatego mają one wartość. Jednym dekretem można oczywiście tej wartości pozbawić.
Chodziło mi o to, że banknoty mają wartość, bo wszyscy użytkownicy tych banknotów uznają ich wartość (wiem, takie małe masło maślane). Ale jednocześnie wszyscy użytkownicy wiedzą, że bank centralny nie jest w stanie spłacić tego długu. Nie jest w stanie bo nic ciekawego nie ma, co mógłby dać w zamian. Wszyscy o tym wiedzą, ale im to nie przeszkadza, bo używają tego pieniądza do wymiany. Tylko ty traktujesz banknoty jako coś rzeczywiście wartościowego.
> Tylko co to za złodziej, który działa na swoją niekorzyść >Sprzeczności pojawiają się ponieważ nie jest tak jak myśli pavvel, że inflacja ma być bo coś nakręca.
Wytłumacz mi tą sprzeczność.
>Głównym celem i źródłem dochodu banku jest pożyczanie stworzonego przez siebie pieniądza na procent. W tym celu musi pozyskać niezbędne lokaty, ale to pikuś, bo to tylko jedna dziesiąta, albo jedna trzydziesta danych kredytów zależnie od systemu.
Bzdura. Jeśli bank komercyjny chce dać komuś kredyt, musi wcześniej pożyczyć te pieniądze na rynku detalicznym (lokaty) lub na rynku międzybankowym.
Tylko bank centralny może drukować i dopisywać w kwoty w księgowości z kapelusza.
Nie rozumiesz, że znienawidzona przez ciebie kreacja pieniądza, to nie jest wyczarowywanie bogactwa z niczego? To tylko tworzenie czasowe nośnika wymiany handlowej. Nie rozumiesz, że każda pożyczka ma swoje dwie równe strony? Z jednej strony jest pożyczką, a z drugiej strony lokatą.
>Dlatego mówię, że bankowi nie zależy specjalnie na lokatach w tym systemie podczas gdy w normalnej uczciwej bankowości są podstawą.
Bankowi zależy na kredytach, tak samo jak handlowcowi bardziej zależy na sprzedaży. Czy handlowca uważasz z tego powodu za nieuczciwego? Czy w handlu chodzi o to, żeby pośredniczyć w wymianie dóbr, czy żeby magazynować te dobra?
>Bank pożycza bez własnego ryzyka, bo pieniądze które pożycza nie są dla banku realnymi środkami skoro sam je stworzył.
Wszystkie pieniądze nie są realnymi środkami. Nie ma się co na to oburzać.
>Do lokat namawia się aby mieć te kilka procent wymaganego depozytu, z tradycji historycznej i aby ściemnić ludziom co się naprawdę samemu robi. Ponieważ kredyt jednego banku staje, się w innym banku jego depozytem, spirala kredytow nakręca się i jakiekolwiek realne pieniądze z pokryciem w towarach i usługach nie są już bankom potrzebne.
To właśnie kredyty wykreowane przez banki komercyjne mają pełne pokrycie w towarach i usługach. To co ty uważasz za realne pieniądze, czyli banknoty NBP, dla mnie jest całkowicie wirtualnym pieniądzem, wyczarowanym z kapelusza (przepraszam, z drukarki)
>Inflacja pojawia się jako niechciany produkt uboczny tego działania i jest miernikiem dla kontynuowania lub przyhamowania drenażu rynku, czyli okradania ludzi przez puszczanie wykreowanych pieniędzy na rynek. >Cały przyrost gospodarczy plus inflacja ląduje w kieszeniach bankowców o ile się zorientowałem.
Przesadzasz. Czemu nie zostaniesz bankowcem? Wbrew pozorom to wcale nie jest takie trudne. Jak już zostaniesz, to pokażesz mi z jaką łatwością kreujesz bogactwo z niczego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Bzdura. Jeśli bank komercyjny chce dać komuś kredyt, musi wcześniej pożyczyć te pieniądze na rynku detalicznym (lokaty) lub na rynku międzybankowym. Tylko bank centralny może drukować i dopisywać w kwoty w księgowości z kapelusza.
Ha, ha, ha. Jeżeli tak jest to informacje jakie mam na temat rezerwy cząstkowej są nieprawdziwe. Na razie sądzę , że twoje informacje są nieprawdziwe. Może zaczniesz się drapać wreszcie jak je zweryfikujesz, sam też wierzyć nie chciałem.
Nie rozumiesz, że znienawidzona przez ciebie kreacja pieniądza, to nie jest wyczarowywanie bogactwa z niczego? To tylko tworzenie czasowe nośnika wymiany handlowej. Nie rozumiesz, że każda pożyczka ma swoje dwie równe strony? Z jednej strony jest pożyczką, a z drugiej strony lokatą
Tylko tworzenie czasowe nośnika wymiany handlowej. Dobre, to właśnie jest ten przekręt, bo ten czasowy nośnik drenuje rynek. Zauważ że bank, kreując pieniądz przywłaszcza sobie rynek.
No ale skoro nie wierzysz, że zwykły bank ma prawo kreować czasowy nośnik wymiany handlowej to po co rozmawiamy?
Jakby lokaty miały istotną rolę w systemie kredytowania, to nie byłoby oszustwa.
Bank wcale nie musi stawać się właścicielem sumy kredytu po jego spłacie co niektórzy insynuują. Wystarczy tylko samo puszczanie kredytów od kredytu, by przywłaszczyć sobie całkowicie rynek. To są lata. Koszty kredytu, których już właścicielem staje się w znacznym stopniu bank, to wartości porównywalne z kredytem. One też już pochodzą z kredytu kogoś innego w tym zapętlonym systemie, bo ten spłacający kredyt zbiera wszystkie pieniądze jakie mu w łapy wpadną, a większość z nich w obiegu pochodzi z kredytu jakiegoś. Rozumiesz?
Bank Centralny pilnuje tylko tego, żeby ta kura znosząca jaja nie zdechła, pilnuje inflacji na poziomie kilku procent, bo wtedy ludzie wierzą dalej, że wszystko jest ok. A jak się interpretuje Konstytucję w ten sposób, że jak ktoś "odpowiada za wartość" tzn., że ją ustala, to ci ludzie są bezkarni i działają zgodnie z prawem.
Inflacja nie kosztuje 3,5%, tak jak myślisz, tylko jest ze trzy-cztery razy droższa, bo jest stronniczo liczona oraz pomija fakt, że pieniądz przynosiłby zysk na skutek deflacji z powodu wzrostu gospodarczego.
Nie przywiązuję wagi do wartości samego banknotu, dla mnie to zaświadczenie o zobowiązaniu banku do honorowania aktualnej umownej wartości tego banknotu.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >Ha, ha, ha. Jeżeli tak jest to informacje jakie mam na temat rezerwy cząstkowej są nieprawdziwe. Na razie sądzę , że twoje informacje są nieprawdziwe.Może zaczniesz się drapać wreszcie jak je zweryfikujesz, sam też wierzyć nie chciałem.
Masz dobre informacje o rezerwie cząstkowej, ale nie potrafisz ich poprawnie zinterpretować.
Pokaż mi to konkretnie jak działają banki. Załóżmy, że dostajesz w spadku 100 mln zł w gotówce, na początek. Zakładasz bank. Obowiązkowa rezerwa ustalona przez NBP wynosi 1/30. Przedstaw swój biznesplan. Konkretnie, krok po kroku. Cel: 3 mld żywej gotówki w skarbcu i żadnych zobowiązań.
>Tylko tworzenie czasowe nośnika wymiany handlowej. Dobre, to właśnie jest ten przekręt, bo ten czasowy nośnik drenuje rynek.
Nie ma w tym żadnego przekrętu. Nośnik drenuje rynek? Jaki rynek i z czego?
>Zauważ że bank, kreując pieniądz przywłaszcza sobie rynek.
W jaki sposób sobie przywłaszcza? Co bank zyskuje dając komuś kredyt, poza różnicą między odsetkami kredytu udzielonego, a odsetkami kredytu, który sam wziął.
(Tak, tak wiem. Złe banki często specjalnie dają nieświadomym głupcom kredyt, żeby przejąć potem po niskiej cenie nieruchomości, które dali oni pod zastaw. To jest patologia i oszustwo. Ale my tu mówimy teraz o normalnej działalności bankowej.)
>No ale skoro nie wierzysz, że zwykły bank ma prawo kreować czasowy nośnik wymiany handlowej to po co rozmawiamy?
Pewnie, że wierzę. Tylko ty mylisz nośnik wymiany, z bogactwem.
>Jakby lokaty miały istotną rolę w systemie kredytowania, to nie byłoby oszustwa. >Bank wcale nie musi stawać się właścicielem sumy kredytu po jego spłacie co niektórzy insynuują. Wystarczy tylko samo puszczanie kredytów od kredytu, by przywłaszczyć sobie całkowicie rynek. To są lata. Koszty kredytu, których już właścicielem staje się w znacznym stopniu bank, to wartości porównywalne z kredytem. One też już pochodzą z kredytu kogoś innego w tym zapętlonym systemie, bo ten spłacający kredyt zbiera wszystkie pieniądze jakie mu w łapy wpadną, a większość z nich w obiegu pochodzi z kredytu jakiegoś. Rozumiesz?
Rozumiem. Każde pieniądze to czyiś dług. Tak było zawsze, z każdego rodzaju pieniądzem. System jest zapętlony, bo gospodarka jest zapętlona. Póki krążą towary, pieniądze, czyli długi, krążyć będą w przeciwną stronę. Krążeniem towarów zajmują się min. handlowcy, zarabiając na różnicy cen towarów kupionych i sprzedanych. I analogicznie, krążeniem pieniędzy zajmują się min. banki, zarabiające na różnicy w cenie długów (=odsetek) kupowanych i sprzedawanych. Nie widzę w tym żadnej magii, kreowania czegoś realnego z kapelusza, ani żadnego oszustwa.
Oszukane są tylko bilety banków centralnych.
>Bank Centralny pilnuje tylko tego, żeby ta kura znosząca jaja nie zdechła, pilnuje inflacji na poziomie kilku procent, bo wtedy ludzie wierzą dalej, że wszystko jest ok. A jak się interpretuje Konstytucję w ten sposób, że jak ktoś "odpowiada za wartość" tzn., że ją ustala, to ci ludzie są bezkarni i działają zgodnie z prawem. >Inflacja nie kosztuje 3,5%, tak jak myślisz, tylko jest ze trzy-cztery razy droższa, bo jest stronniczo liczona oraz pomija fakt, że pieniądz przynosiłby zysk na skutek deflacji z powodu wzrostu gospodarczego.
Ciekaw jestem, co ty robisz z zarobionymi pieniędzmi?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Masz dobre informacje o rezerwie cząstkowej, ale nie potrafisz ich poprawnie zinterpretować. Pokaż mi to konkretnie jak działają banki. Załóżmy, że dostajesz w spadku 100 mln zł w gotówce, na początek. Zakładasz bank. Obowiązkowa rezerwa ustalona przez NBP wynosi 1/30. Przedstaw swój biznesplan. Konkretnie, krok po kroku. Cel: 3 mld żywej gotówki w skarbcu i żadnych zobowiązań. Tylko ty mylisz nośnik wymiany, z bogactwem.
Sensownie piszesz, co do jednej rzeczy wydaje mi się nie możemy się porozumieć. Nie czujesz najwyraźniej znaczenia faktu wprowadzania pieniędzy bez pokrycia na rynek.
Zaproponuję taki model. Jesteś "uczciwym" fałszerzem i chcesz zrobić dokładnie to co robi bank. Masz idealnie podrobione pieniądze. 1mln. Twoje zadanie to rzucić na rynek, pożyczać ludziom na procent, zarobić następny milion i ten jeden milion zniszczyć.
Teraz masz "uczciwie" zarobiony milion w rozumieniu bankowców.
Bank robi dokładnie to samo. Rynek reaguje tak samo na prawdziwe jak i na fałszywe pieniądze, dlatego między innymi trzymanie pieniądza w skarpecie ma wpływ na spadek cen, a pracowanie pieniądza na lokacie już nie takie. Dlatego trzymając pieniądze w skarpecie zyskujesz dodatkowo na deflacji i trzymanie pieniądza w skarpecie z tego punktu widzenia miałoby dodatkowy sens.
Jeżeli przyjrzysz się zaproponowanemu modelowi to zobaczysz podobieństwa. Masz te same możliwości co bank bo oferujesz kredyt który ciebie jako fałszerza nie kosztuje. Nakład pracy podobny, ty musisz produkować fałszywki, a bank musi znaleźć 3% depozytu. Chyba 30 000 PLN nietrudno ściągnąć na lokatę, tym bardziej że jak ktoś bierze kredyt to często jakaś jego część na lokacie ląduje, albo ten co wziął kredyt kupuje coś i ta suma ląduje w banku.
Teraz mając zdolność kredytowania za frico, szukasz kredytobiorców. Masz realny koszt kredytu 10%, po 10 latach masz milion z procentów i to jest twój zysk.
Teraz pytanie kto dał ten kredyt? Ani ty jako fałszerz ani bank jako kredytodawca tylko ludzie którzy mają w kieszeni pieniądze te prawdziwe i fałszywe, bo kosztem wartości nabywczej ich pieniędzy to funkcjonuje. Kto wziął zysk? Ty, względnie bank, a nie posiadacze pieniędzy którzy realnie zapłacili.
Proste jasne klarowne.
Muszę dalej tłumaczyć? To tylko pozornie nie szkodzi czasowe wprowadzanie pieniądza, bo tych sum jest mnóstwo, a każda z nich szkodzi. Rynek reaguje na każdą sumę. Stosunek między depozytami a kredytami jest taki, że bank ma po jakimś czasie gdzieś depozyty.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | > Masz dobre informacje o rezerwie cząstkowej, ale nie potrafisz ich poprawnie zinterpretować. >Pokaż mi to konkretnie jak działają banki. Załóżmy, że dostajesz w spadku 100 mln zł w gotówce, na początek. Zakładasz bank. Obowiązkowa rezerwa ustalona przez NBP wynosi 1/30. >Przedstaw swój biznesplan. Konkretnie, krok po kroku. Cel: 3 mld żywej gotówki w skarbcu i żadnych zobowiązań. >Tylko ty mylisz nośnik wymiany, z bogactwem. >
Nalegam jednak, żebyś zabawił się w ten biznesplan. Może wtedy zrozumiesz o co chodzi. Dodatkowe założenie, którego było brak - stopa procentowa NBP = 6%
>Sensownie piszesz, co do jednej rzeczy wydaje mi się nie możemy się porozumieć. Nie możemy się porozumieć, bo cały czas tkwisz w błędnych przekonaniach: 1. że banki komercyjne akcją kredytową wprowadzają pieniądz bez pokrycia 2. że banki komercyjne tworzą fałszywe pieniądze 2. że bank może dać 30x więcej kredytów niż przyjąć lokat 3. (to wynika bezpośrednio z 2.) że zysk banków komercyjnych jest równy mniej więcej ściągniętym odsetkom od udzielonych kredytów
Nie mam siły ci już tłumaczyć, że dlaczego to są błędne przekonania. Już wielokrotnie to pisałem, ja i inni forumowicze.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nie daję rady. Piszesz mnóstwo słów, a odpowiedź na moje pytanie to: weźmie kredyt. Nie chce mi się rozwijać tematu zdolności kredytowej i w ogóle funkcjonowania banków przy deflacji (nie dają kredytów właściwie). Olewasz mnie i dalej piszesz ładne ekonomiczne słowa, które według mnie w Twoich ustach nie przystają do rzeczywistości a pomijasz opis życia statystycznego Kowalskiego i Nowaka.
Moja cierpliwość do rozmowy w tym temacie wyczerpała się.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) |
Moja cierpliwość do rozmowy w tym temacie wyczerpała się.
Moja powoli też się kończy. Czy ja mam na to wpływ czy bank da ci kredyt czy nie, czy Kowalski ma zdolność kredytową czy nie. Nie jesteś dzieckiem nie trzeba cię za rękę prowadzić. Bank daje ci kredyt jak mu się to opłaca, bierzesz kredyt jak myślisz że ci się to opłaca. Nie olewam cię, tylko nie chce ci się chyba myśleć. Bank nie da kredytu przy deflacji dlatego, że dziś deflacja to wypadek przy pracy, czyli przy robieniu klienta w konia. W normalnych warunkach to dla kredytu jest bez znaczenia, czy jest deflacja czy inflacja. Prze deflacji możesz teoretycznie mieć ujemną stopę procentową, co dzisiejszym ekonomistom przez mózg nie przechodzi, ale to też będzie generować realny zysk dla banku. Aby rachunek ekonomiczny był prawidłowy, powinno się go prowadzić w wyimaginowanej walucie nie podlegającej w ogóle wahaniom inflacyjnym. Ponieważ się tego nie robi, to inflacja generuje rozwój, a deflacja recesję.
W takiej wyimaginowanej walucie powinno się też szczególnie obliczać wszystkie fundusze emerytalne i obsługiwać lokaty.
No ale przecież nie po to się samemu generuje inflację, żeby niweczyć zysk płynący szerokim strumieniem z powodu okradania ludzi używających pieniądze.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Ty nie rozumiesz. Celem nie są słowo, celem są ludzie. jak nie potrafisz powiedzieć dokładnie, jak będą żyć ludzie 'na Twoich założeniach', to cała debata jest gówno warta. I nie chodzi mi byś pisał: będą żyć dobrze, banki sobie poradzą itp, bo to gołosłowność i populizm. W moich oczach w tym temacie jesteś gołoslowny, bo unikasz przejścia do sedna. Piszesz całe strony tekstu w wątku, gdy treści z nich starcza na jedno zdanie. Taka dyskusja prowadzi donikąd.
Uzasadnieniem moich tez o opisywaniu życia 'na założeniach ekonomicznych' dla statystycznego Nowaka, jest sedno ekonomii i nauk ekonomicznych, które są statystycznym ujęciem i tak powinny być traktowane.
Pozdrawiam
Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | jak nie potrafisz powiedzieć dokładnie, jak będą żyć ludzie 'na Twoich założeniach', to cała debata jest gówno warta
O nie, tu się nie zgodzimy. Ja nawet nie próbuję dokonywać symulacji i nie jest to dla mnie ważne, jeżeli metody którymi się posługuję są ok i jeżeli cel który zamierzam osiągnąć jest wręcz niezbędny dla przywrócenia uczciwości.
Nia mam zamiaru się zastanawiać co będzie jeść złodziej i bandyta, ani ten kogo złodziej i bandyta karmi, żeby na niego głosował. Tego typu rozważania które proponujesz, mają sens tylko w przypadku jakichś inwestycji czy reform, a nie dla przywracania podstawowej normalności, sprawiedliwości i uczciwości.
Sam sobie rób symulacje, mnie to nie jest potrzebne w tym wypadku.
Co będzie jak się przestanie kraść? Koniec świata.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| setarkos (10757 punktów) | > .. zakaz "tworzenia pieniędzy" w bankach i problem z głowy...
Może nie tyle zakaz, co utrzymywanie ilości pieniądza na stałym i jawnym poziomie..
> .. płacąc częściowo fałszywymi pieniędzmi, a dokładnie to robi państwo >promując inflację i zwalczając deflację
Może nie tyle fałszywymi, ile pustymi przechodzącymi łatwo w ujemne ..
> .. ludzie dalej się najwyraźniej nie orientują i pracują przez głupotę >częściowo za darmo
Trudno jednak ocenić czy lepsze mądre nicnierobienie czy głupia praca ..
>Nie rozumiem też deprecjonowania parytetu i wykazywanie jego mankamentu z powodu potencjalnie >zmiennej ceny złota w wyniku nowej podaży, lub jego nowych zastosowań.
Złoto z pewnością stanieje, bo wydobycie trwa a korozja słabo się go ima ..
>Kto mówi, że parytet musi być tylko w złocie, a nie może być jakimś koszykiem świadczeń z wartością >1 kWh włącznie. Parytet w energii jest dobrym rozwiązaniem,
Tak. Podobnie twardą walutą może być średnia płaca krajowa ..
> .. Wirtualne pieniądze nie przestają najwyraźniej >istnieć kiedykolwiek i kredyty są zakamuflowaną metodą legalnego, ciągłego wprowadzania fałszywek na >rynek, bo inaczej trudno to nazwać.
Cóż.. to już element interesu bankowców, polegający (jak i inne biznesy) na minimalizowaniu pracy własnej kosztem cudzej - trudno tu oczekiwać logiki ..
> .. kto jest właścicielem tych nowych wykreowanych pieniędzy?
Tego się zapewne nie dowiemy, bo nasz wspaniały liberalny ustrój zapewnia anonimowość głównym 'inwestorom'. Wiemy za to kto jest dłużnikiem, bo nasz wspaniały socjalny ustrój wszystkich solidarnie obciąża długiem (publicznym).
> .. Jak zareaguje system monetarny w przypadku ograniczenia całkowitej ilości pieniądza.
Piękna to wizja - "istnieje tyle a tyle złotych" - zbyt piękna i za mało populistyczna. Pozostaniemy zapewne długo jeszcze w rynkowym 'pieniądzu doraźnym' ..
> ..przymusowego uczestnictwa w podobnej grze się od ludzi domagają. >Może ktoś wreszcie rąbnie się w łeb i zrozumie, że tylko dążenie do równowagi i stabilności jest szansą na utrzymanie pokoju politycznego i społecznego.
Za ostatni akapit 'złota czcionka'. Cała wypowiedź warta Pańskiego imienia szanowny autorze (bez krzty ironii z mej strony)
|
|
 | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Dziękuję za wyrazy uznania, mimo że nei mogę się zgodzić z kilkoma pana stwierdzeniami.
Złoto z pewnością stanieje, bo wydobycie trwa a korozja słabo się go ima ..
Nie, z różnych powodów.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
|  | | Bożydar (2279 punktów) | Złoto z pewnością stanieje, bo wydobycie trwa a korozja słabo się go ima .. Ktoś, kto upiera się przy tym stwierdzeniu ignoruje dostępność złota, jego zastosowanie, właściwości, przesłanki historyczne i prognozy możliwości technologicznych. Złoto to nie diamenty i o wiele trudniej jej zrobić. Jakoś nakład pracy i energii na wydobywanie złota gwarantuje dość dobrze cenę złota, a rynek pozytywnie weryfikuje tę wartość. No ale to z pewnością się, według autora wypowiedzi zmieni, mimo że nie zmienia się od tysięcy lat.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| pavvel (8272 punktów) |
>Nie rozumiem dlaczego Pavvel traktuje deflację, nie jako przejaw uczciwego reagowania rynku przez >powrót do równowagi, która według Pavvela ma być najwyraźniej niepożądana.
Już wyjaśniam. W przypadku przegrzania rynku krótkotrwała deflacja może być skutecznym lekarstwem przywracającym równowagę. Zauważ jednak, że deflacja, to wzrost wartości pieniądza. Za tę samą kwotę możesz kupić więcej niż wcześniej. Co to oznacza? A to, ze niespecjalnie opłaca się inwestować. Przy inflacji nie opłaca się trzymać gotówki, bo jest ona coraz mniej warta. Przy deflacji nie opłaca się wydawać pieniędzy, bo jutro będę mógł za nie kupić więcej niż dziś, więc po co się śpieszyć. Jeżeli prowadzisz firmę i zrobisz kalkulację opłacalności dla cen bieżących, to przy inflacji zarobisz więcej. Przy deflacji Twój przychód ze sprzedaży jest mniejszy niż oczekiwany, a więc nie tylko zarobisz mniej, ale w skrajnych przypadkach może Ci nie wystarczyć na pokrycie kosztów poniesionych wcześniej. Tak więc deflacja wydawać się może dobra z poziomu konsumenta. Z punktu widzenia producenta lub inwestora przestaje byc czymś fajnym.
> Dlaczego zewsząd słychać wołanie i namawianie do brania kredytów i przedstawianie takiego zachowania jako zupełnie normalnego? Dlatego, że biorąc kredyt wydajesz te pieniądze przyczyniając się do wzrostu gospodarczego. Do póki większość biorących spłaca kredyty nie ma w tym nic złego. Ty ( na kredyt) dajesz zarobić komuś. Ktoś (zapewne też na kredyt) daje zarobić Tobie. Problem pojawia się gdy kredyty udzielane są bez ograniczeń i uwzględnienia rzeczywistej zdolności kredytowej. Gdy poziom złych kredytów jest zbyt duży sypie się cały system, co właśnie było przyczyną światowego kryzysu.
>firmy zmuszone do produkowania kosztów i ukrywania zysków, nie mogą inwestować z własnych środków!
Ależ jak najbardziej mogą. Przecież inwestycje to koszty, a skoro poniesiono koszty, to zmniejszył się zysk i mniejszy podatek trzeba odprowadzić. Problem jest w tym, że większość firm funkcjonuje na granicy płynności finansowej, więc rzadko kiedy ma możliwość inwestowania za własne środki. Często kredyty sa jedyna szansą na inwestycje.
>Moim zdaniem rabunek ustanie i ceny oraz płace zaczną spadać odzwierciedlając własnym spadkiem realny wzrost gospodarczy.
Patrz co pisałem o deflacji.
P.S. Nie bardzo chce mi się jeszcze raz czytać cały poprzedni wątek, a nie wszystko pamiętam. Może podlinkowałbyś wypowiedzi do pomysłów marcusa, które tak zachwalasz?
P.S.2. >Może ktoś w reszcie rąbnie się w łeb i zrozumie. Może bez rąbania po głowach porozmawiamy? Wystarczą dobre argumenty.
P.S.3 Jeżeli po imieniu, to Paweł. Jeżeli używasz mojego nicka, to wolałbym pavvel - zapisałem go małą literą zaczynając i tak prosiłbym go używać.
Pozdrawiam
|
|
 | 3 na 5 | Autografka (10638 punktów) |
> Tak więc deflacja wydawać się może dobra z poziomu konsumenta.Póki nie zamkną firmy, w której pracuje, a której rentowność będzie spadać. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
|  | 1 na 3 | pavvel (8272 punktów) | Nawet wtedy deflacja może się korzystna wydawać. Przecież konsument nie musi mieć żadnej wiedzy ekonomicznej i może po prostu nie widzieć związku między tymi faktami. A spadek cen tym bardziej będzie mu się korzystny wydawał. No przecież za wszystko będzie płacił mniej, wiec tylko się cieszyć
|
|
|  | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | deflacja wydawać się może dobra z poziomu konsumenta. >Póki nie zamkną firmy, w której pracuje, a której rentowność będzie spadać.  No i dajesz świadectwo błędnej indoktrynacji. Nie liczy się dla obliczania rentowności realna wartość nabywcza, a tylko liczby oderwane od rzeczywistości. Sprzedając za mniej niż się kupiło, można być tak samo rentownym, mimo że to się w głowie nie mieści komuś, kto skończył oszukaną ekonomię. Dla skupienia się na wartości realnej pieniądza potrzeba tylko wyrzucić z głowy te nawarstwienia przez lata błędnych informacji. To inflacja i pozorny wzrost są zagrożeniem dla twojej firmy, a nie deflacja i realny wzrost. Chyba że pracujesz w firmie przelewającej z pustego w próżne, bo takie na zlecenia banków też pracują. Na deflacji zyskuje nie tylko konsument, ale prawie wszyscy pracujący uczciwie poza NBP i systemem oczywiście. Każdy pieniądz na rynku jest w sumie długiem NBP, który teoretycznie powinien coś dać temu, kto ten pieniądz mu w zębach przyniesie. Przez inflację NBP zmniejsza ciągle ten dług w nieskończoność. To diabelsko sprytny i oszukańczy mechanizm. Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) |
>Sprzedając za mniej niż się kupiło, można być tak samo rentownym, mimo że to się w głowie nie mieści komuś, kto skończył oszukaną ekonomię.
No to oświeć mnie jak to zrobić, żeby drożej kupić, taniej sprzedać i wyjść na swoje?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| |  | -2 na 2 | Bożydar (2279 punktów) | Tak jak się spodziewałem, beton jest opornym tworzywem. Zbieram minusy, mimo że nie widzę możliwości braku mojej racji w tym wypadku. Twierdzę, że przy wystarczającej ciągłej deflacji, cały czas firma może sprzedawać taniej niż kupiła i redukować płace pracownikom, a wszyscy będę cały czas bardziej zadowoleni niż w przypadku mnożenia wirtualnego zysku na papierze, tak jak to może być w przypadku inflacji. Jeżeli ktoś tego przykładu nie rozumie, to nie rozumie podstaw ekonomii i niewiele na to poradzę. Wiem, że jest dużo do zrobienia na tym polu, aby rozjaśnić ludziom w głowach. Nie ma się czemu dziwić, skoro od dziesięcioleci uczy się ludzi bezwzględnego wartościowania ilości zer.
Opornym proponuję wyobrażenie stosowania wszelkich płatności wyłącznie złotem, co wprowadza model z ograniczoną ilością pieniądza opartego na parytecie.
Znam średniowieczne problemy z kruszcem, ale to były problemy z fałszerstwem monet, a nie z ilością kruszcu, która może być prawie dowolna dla prawidłowego funkcjonowania takiego systemu. Powolny wzrost ilości złota na rynku to wręcz idealne rozwiązanie. Ma jedną wadę: jest uczciwe.
Co do efektywności i produktywności, to najbardziej produktywne jest zapędzenie ludzi siłą do pracy za darmo. Jednak z tego zrezygnowano, mimo że to takie produktywne i zyskowne? A czemu pośrednie i podobne co do istoty rozwiązanie, posługujące się inflacyjnym oszustwem ma być stawiane za pożądany wzór?
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Autografka (10638 punktów) | >Tak jak się spodziewałem, beton jest opornym tworzywem. Zbieram minusy, mimo że nie widzę możliwości braku mojej racji w tym wypadku.
Nie potrafisz dyskutować bez obrażania innych?
>Twierdzę, że przy wystarczającej ciągłej deflacji, cały czas firma może sprzedawać taniej niż kupiła i redukować płace pracownikom, a wszyscy będę cały czas bardziej zadowoleni niż w przypadku mnożenia wirtualnego zysku na papierze, tak jak to może być w przypadku inflacji.
Niby tak, ale co z inwestycjami o długim terminie zwrotu? Jeżeli firma poniesie spore nakłady po dużo wyższych cenach, niż będzie mogła później sprzedawać, to trudno będzie o zwrot tych nakładów. Czy w takim razie będzie się opłacało inwestować i czy w takim systemie będzie możliwy stały wzrost produkcji? A jeśli tak, to co go będzie stymulowało?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | |  | -1 na 3 | Bożydar (2279 punktów) | Staram się nie obrażać. Napisałem beton, bo powtarzacie w kółko to samo. Jestem daleki od braku zrozumienia dla was. Wiem jakie spustoszenie wywołuje indoktrynacja, wiem jakie opinie wyrażają studenci ekonomii. Nie mogę oczekiwać, że ktoś przyzwyczajony do ekonometrii i do wskaźników, łatwo przyzna, że są bez wartości. Przepraszam za beton, ale to tak dobrze oddaje nastawienie niektórych. Zacząłem zbierać minusy tylko za to, że nie potrafię przekonać, tak jakby nastawienie słuchającego było tu bez znaczenia.
Tajemnica błędu tkwi w tym, że każda liczba jest bezwzględna, natomiast wartość towaru wyrażona w pieniądzach już bezwzględna nie jest, bo zmienia się wartość pieniądza.
Wyjaśniam jak to możliwe, że sprzedaż z pozorną stratą może być opłacalna.
Wracam do mojego przykładu:
Masz jakiś cykl produkcyjny.
Kupujesz materiał za 100, robocizna z kosztami utrzymania firmy to drugie 100.
Sprzedajesz wyprodukowany towar za 250, masz zysk 50( myślisz że 50). Podatki i inne sprawy pomijam bo w modelu nie są potrzebne.
Przy inflacji na rynku, następny cykl produkcyjny może wygladać tak, że twój zysk zostanie zmniejszony, bo za ten sam materiał zapłacisz już 120, ludzie dopomną się o 120 bo im sie koszty życia zwiększyły i realnym zyskiem na teraz jest 10, (ktore teraz sa warte realnie około 8 dawnych pieniędzy). Towar będziesz sprzedawać więc za 300. Tak jest dziś. Można podać przykład w którym zakład poniesie stratę, mimo że bilans będzie dodatni.
W sytuacji deflacji nie sprzedasz wyprodukowanego towaru za 250, bo go nie kupią, ale za 200, wydaje się, że zysku nie ma, ale z powodu deflacji kupisz materiał za 70 i ludzie też zgodzą się pracować za 70, bo przecież musisz obniżać koszty produkcji aby mieć zysk. Zysk pojawi się znowu. 70 i 70 to 140, masz 60 zysku, które w następnym cyklu jest warte ok.70 starych jednostek monetarnych. Ludzie też będą zadowoleni, bo zarabiając coraz mniej, coraz więcej, albo tyle samo mogą kupić, natomiast wszystkie ich oszczędności wyraźnie zyskują, a nie tracą na wartości.
Opłacalnie można produkować zarówno przy inflacji, jak i deflacji. Dlatego inflacja uderza przede wszystkim w konsumenta, który musi wystrajkować podwyżkę. Każde działanie przy inflacji podwyższa koszty z powodu czasu jaki trwa produkcja i wymiana handlowa, a przy deflacji odwrotnie. Przypisywanie inflacji pozytywnych aspektów dla przedsiębiorstw i konsumentów to przelewanie z pustego w próżne. efekty są wyłącznie negatywne. Pozytywne efekty inflacji to jedynie mobilizacja w celu zmniejszania szkód w myśl zasady: drapieżnik doda ci skrzydeł.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | OK, rozumiem. Ale nie odpowiedziałeś na moje pytania. Co z długoterminowymi inwestycjami i wzrostem gospodarczym?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | |  | -2 na 2 | Bożydar (2279 punktów) | Co z długoterminowymi inwestycjami i wzrostem gospodarczym?
Nie rozumiem problemu. To inflacja utrudnia długoterminowe planowanie, prowadzi do zmiennych stóp procentowych, czyli do umów na warunkach zmiennych i nieokreślonych.
Wzrost gospodarczy jest bez takiego znaczenia w sumie, jakie mu się przypisuje. Definicja współczesnego wzrostu gospodarczego jest błędna i tworzy więcej paradoksów niż wyjaśnień i wiedzą o tym nawet zwolennicy współczesnej ekonomii i coraz częściej się do tego przyznają.
Wskaźniki wzrostu i liczenie tego jest bezsensownym kamuflowaniem obecnego stanu i często odwróceniem uwagi.
Minister gospodarki chodzący z gwoździem i rysujący samochody na ulicy, produkuje wzrost gospodarczy.
Ten cały sposób myślenia o ekonomii jest autentycznie chory i wzrost gospodarczy jest ucieleśnieniem chorego podejścia.
Przerażające jest, że tyle skutecznego wysiłku włożono we wlewanie ludziom trucizny do głowy, że powtarzają teraz za rzekomymi autorytetami slogany służące realizacji pozbawiania ludzi owoców ich własnej pracy, względnie służące nakłonieniu do pracy bez wynagrodzenia.
Czy to dziwne? Dla mnie nie, bo mam do czynienia z aparatem- spadkobiercą niewolnictwa i jego kuzyna feudalizmu, tylko z krótkimi epizodami ograniczonej wolnorynkowości w historii.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 3 | Autografka (10638 punktów) |
> Nie rozumiem problemu. To inflacja utrudnia długoterminowe planowanie, prowadzi do zmiennych stóp procentowych, czyli do umów na warunkach zmiennych i nieokreślonych.Co z tego, że utrudnia? Nikt nie powiedział, że ma być łatwo. W warunkach deflacji, skłonność do inwestowania spadnie. > Wzrost gospodarczy jest bez takiego znaczenia w sumie, jakie mu się przypisuje.Naprawdę? Zauważ, że ten wzrost, przekłada się na poziom ogólnego rozwoju świata, na postęp technologiczny, na badania naukowe. Mamy spowolnić? System inflacyjny nie jest doskonały, ale czy nie sądzisz, że jest to cena, którą płacimy za rozwój? > Wskaźniki wzrostu i liczenie tego jest bezsensownym kamuflowaniem obecnego stanu i często odwróceniem uwagi.Uważasz, że produkujemy coraz mniej? > Minister gospodarki chodzący z gwoździem i rysujący samochody na ulicy, produkuje wzrost gospodarczy.Też, ale to nielegalne. > Ten cały sposób myślenia o ekonomii jest autentycznie chory i wzrost gospodarczy jest ucieleśnieniem chorego podejścia."Myślenia o ekonomii". Ekonomia nie jest sama dla siebie. Służy czemuś większemu. Właśnie temu dążeniu do rozwoju i postępu. To czy ktoś uważa dane myślenie za chore, czy też nie, zależy od tego, jaki cel uzna za ważny. > Przerażające jest, że tyle skutecznego wysiłku włożono we wlewanie ludziom trucizny do głowy, że powtarzają teraz za rzekomymi autorytetami slogany służące realizacji pozbawiania ludzi owoców ich własnej pracy, względnie służące nakłonieniu do pracy bez wynagrodzenia.A nie powinnam kaca mieć po tych toksynach?  Mam wrażenie, że ważne jest dla Ciebie tylko tu i teraz. A po Tobie, choćby potop. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | |  | -2 na 2 | Bożydar (2279 punktów) | Co z tego, że utrudnia? Nikt nie powiedział, że ma być łatwo. W warunkach deflacji, skłonność do inwestowania spadnie.
Co ty nie powiesz. Po co prosto, jak można skomplikowanie. Ja nie inwestuję, zrezygnowałem z działalności gospodarczej, z powodu inflacji, braku istnienia rzetelnego środka płatniczego, ochrony własności, oraz bandyckiego systemu podatkowego. Skłonność do inwestowania wynika z chęci osiągnięcia zysku. Zysk jest umniejszany przez inflację. To nie moja wina że łyknęłaś kłamstwo. To nonsens, że inflacja skłania do inwestowania. Taki sam jak ten minister z gwoździem rysujący samochody i podnoszący wskaźniki ekonomiczne. Zauważ, że ten wzrost, przekłada się na poziom ogólnego rozwoju świata, na postęp technologiczny, na badania naukowe. Mamy spowolnić? System inflacyjny nie jest doskonały, ale czy nie sądzisz, że jest to cena, którą płacimy za rozwój?
Przecież to znowu nonsens. Inflacja jest wynalazkiem nowym, powoduje ją pieniądz bez pokrycia. Czy jak płaciło się złotem to nie było rozwoju? A może fałszerzom pieniędzy dać medal zamiast wsadzić do mamra? Przecież fałszerz robi to samo co bank tylko lepiej, bo akumuluje kapitał i inwestuje go sensownie, a bank niekoniecznie. Minister gospodarki chodzący z gwoździem i rysujący samochody na ulicy, produkuje wzrost gospodarczy. Też, ale to nielegalne.
A inflacja to jest legalna twoim zdaniem? Jest przedstawiana jako żywioł, który się pojawia nie wiadomo skąd. Nie walczy się z nią, bo NBP nie jest rzekomo za nią odpowiedzialny. Zasługą NBP jest to, że jest mała, tak się to fryzuje. Sam słyszałem jak ekonomiści bzdury na jej temat opowiadają. Oficjalna przyczyna inflacji dla "eksperta" to np. brak możliwości redukowania kosztów w przedsiębiorstwach. Moim zdaniem to inflacja jest przestępstwem i pojawia się w wyniku łamania przez NBP Art. 227 Konstytucji i jej ocena jest dla mnie jasna. Mam wrażenie, że ważne jest dla Ciebie tylko tu i teraz. A po Tobie, choćby potop.  W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie, ja chcę przywrócenie równowagi, zasadnego krachu na małą skalę teraz, a system robi wszystko, żeby odsunąć nieuniknioną katastrofę rozdymając ją do niebotycznych rozmiarów. Wszystko w oparciu o zasadę: za duże żeby paść. To przestępcze państwo powinno już dawno temu zbankrutować, bo na to zasługuje. Tylko z popiołu tego systemu mogłoby się narodzić coś uczciwego. Przecież tu czegokolwiek nie wolno, co nie przynosi zysku temu potworowi, który was obrabowuje. Chcesz żeby celem życia twoich dzieci było finansowanie deficytu budżetowego, który komukolwiek normalnie myślącemu potrzebny w ogóle nie jest i żeby pracując przez generacje nie można było się dopracować czegokolwiek. Studentom mówi się o kobiecie, która oddając wdowi grosz do banku na procent po 2000 lat miałaby kolosalne pieniądze. Ten przykład ma się tak do prawdy, jak cała ekonomia do rzeczywistości. Nie trzeba dużej wyobraźni, ani wiedzy aby ocenić, że nie po 2000, ale już średnio po 30 latach dostaje się od banku ucho z pętelką za swój wkład, a czasem to w ogóle nie trzeba czekać i wystarczy jeden dekret.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Ekonomia nie jest sama dla siebie. Służy czemuś większemu. Właśnie temu dążeniu do rozwoju i postępu.
Typowe podejście polityki ekonomicznej, która naciąga i tworzy obraz ekonomii na własne życzenie i użytek. Fizyka, Chemia są po to żeby tłumaczyć prawa obowiązujące w świecie a nie po to, żeby służyć zastosowaniu tych praw. Podobnie ekonomia. Wykorzystywanie nauki to jej zastosowanie, ale to już nie jest ta nauka. Zarządzanie jest np. wykorzystywaniem ekonomii, Czy prawa rynku mają czemuś innemu służyć, poza ich zrozumieniem?
To czy ktoś uważa dane myślenie za chore, czy też nie, zależy od tego, jaki cel uzna za ważny.
Ważnym celem było umniejszanie intelektualnych możliwości Zydów, wobec tego teoria Einsteina nie mogła być prawdziwa i z uporem maniaka próbowano ją obalić. Była przejawem chorego myślenia, ze względu na cel jaki uznano za ważny.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 4 | Autografka (10638 punktów) |
>Typowe podejście polityki ekonomicznej, która naciąga i tworzy obraz ekonomii na własne życzenie i użytek. Fizyka, Chemia są po to żeby tłumaczyć prawa obowiązujące w świecie a nie po to, żeby służyć zastosowaniu tych praw.
No oczywiście, że nie. Ani fizyka, ani chemia, żadnych praktycznych zastosowań nie mają. Żaden chemik nie zajmuje się opracowaniem nowego tworzywa, rozpuszczalnika, skądże znowu! Czemuż miałby się taką przyziemną rzeczą zajmować. Nigdy! Ci, których znam, to pewnie fałszywi chemicy są. Na bum cyk cyk. I chyba teraz na nich gdzieś doniosę, skoro ich zdemaskowałeś.
>Podobnie ekonomia. Wykorzystywanie nauki to jej zastosowanie, ale to już nie jest ta nauka. >Zarządzanie jest np. wykorzystywaniem ekonomii, >Czy prawa rynku mają czemuś innemu służyć, poza ich zrozumieniem?
Ja wiem? Może ich wykorzystaniu? Nie?
>To czy ktoś uważa dane myślenie za chore, czy też nie, zależy od tego, jaki cel uzna za ważny.[/color] >Ważnym celem było umniejszanie intelektualnych możliwości Zydów, wobec tego teoria Einsteina nie mogła być prawdziwa i z uporem maniaka próbowano ją obalić. Była przejawem chorego myślenia, ze względu na cel jaki uznano za ważny.
A ty co chcesz obalić?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | No oczywiście, że nie. Ani fizyka, ani chemia, żadnych praktycznych zastosowań nie mają.
Mają, ale zastosowanie chemii, to już nie jest chemia tylko jej zastosowanie. Niestety łatwo pomylić jedno z drugim, bo czasem jedno z drugiego wynika. Natomiast podejście jakie sama prezentujesz, że nauka to jej zastosowanie, jest całkowicie błędne i bardzo szkodliwe. Rozwój nauki na skutek zastosowania może mieć miejsce, relacje są skomplikowane. Nieporozumienie bierze się stąd, że w wielu wypadkach tylko naukowcy naukę stosują co się później dla niektórych utożsamia.
Ktoś rozwijający chemię, czy ekonomię jest chemikiem czy ekonomistą, ale ten stosujący chemię, czy ekonomię już niekoniecznie.
Skutki twojego podejścia są negatywne, na co historia wskazuje.
Od stosowania nauki nie stajesz się automatycznie specjalistą. Wiem, że są sytuacje graniczne, ale tylko jasne oddzielenie działalności twórczej od stosowania jest spójne i sensowne.
Praca doktorska z ekonomii na temat marketingu z branży piwowarskiej czy innej nie powinna mieć w ogóle miejsca. To pośmiewisko, a nie nauka.
Powtarzam, czasem się problemy pokrywają, ale jak się generalnie zapomina o rozgraniczeniu, to nauka staje się sługą dla realizacji konkretnego celu!
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Czy w takim razie będzie się opłacało inwestować i czy w takim systemie będzie możliwy stały wzrost produkcji? A jeśli tak, to co go będzie stymulowało? Pomyśl, kiedyś wszystko funkcjonowało oficjalnie w oparciu o parytet. Komplementarne do parytetu było istniejące zawsze oszustwo.
Czy sugerujesz, że jedynie oszustwo było stymulatorem inwestycji długoterminowych i stałego wzrostu produkcji, skoro odmawiasz uczciwym mechanizmom takiego stymulującego wpływu?
W czasach rewolucji przemysłowej, pierwszy raz na dużą skalę doszło do deflacji, na skutek masowego zwiększenia podaży towarów. Zjawisko deflacji w jakimkolwiek stopniu nie zahamowało, ani nie spowolniło rewolucyjnych przemysłowych zmian.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
 | | Bożydar (2279 punktów) | Minusy które daję, kiedykolwiek nie są skierowane przeciw osobom, ale przeciw poglądom. Uważam, że popełniacie błędy wskazując na nieopłacalność inwestowania przy deflacji. Podobnie można przekonująco argumentować, że opłaca się skutecznie kraść. Brak inwestycji przy jej nieopłacalności jest absolutnie korzystny, a wymuszenie inwestycji rekwizycją, to dzisiejszy bandytyzm państwa i tego ciągle nie rozumiecie!
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
|  | 1 na 3 | pavvel (8272 punktów) | >Minusy które daję, kiedykolwiek nie są skierowane przeciw osobom, ale przeciw poglądom. Uważam, że popełniacie błędy wskazując na nieopłacalność inwestowania przy deflacji. Podobnie można przekonująco argumentować, że opłaca się skutecznie kraść. >Brak inwestycji przy jej nieopłacalności jest absolutnie korzystny, a wymuszenie inwestycji rekwizycją, to dzisiejszy bandytyzm państwa i tego ciągle nie rozumiecie! > Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
Minusy, które dostałeś ode mnie nie są za błędy, bo uważam, że każdy ma prawo się mylić. Minusy ode mnie dostałeś za styl wypowiedzi sugerujący, że jeżeli ktoś ma inne zdanie niż ty to albo jest głupi i nic nie rozumie albo bierze udział w jakimś spisku i broni czyichś interesów.
Zaczniesz używać argumentów zamiast demagogii, to nawet jak się z Tobą nie zgodzę minusował nie będę.
|
|
| |  | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Zaczniesz używać argumentów zamiast demagogii, to nawet jak się z Tobą nie zgodzę minusował nie będę.
Nie używam demagogii, ciebie też o to nie posądzam. Zarzucam ci tylko błędy logiczne i niekonsekwencję.
To nie jest tak że uważam, że ja wszystkie rozumy pozjadałem. Widzę spójność i sens tego co mówi Satyr i niespójność twoich twierdzeń oraz twierdzeń Stilgara. Widzę też ruiny i występność oficjalnej doktryny ekonomicznej.
Zasygnalizowałem czego nie wiem.
1. Nie wiem jak się to robi oficjalnie, że wirtualne pieniądze nie znikają po spłaceniu kredytu.
2. Nie wiem czy wszystkie pieniądze wykreowane w ten sposób pozostają w obiegu.
3. Nie wiem czyją są własnością oficjalnie.
4. Nie wiem czy NBP drukuje oprócz tego pieniądze i na jakiej podstawie określa ich liczbę?
5. Podobnie jak Stilgar intuicyjnie(więc może błędnie) zauważyłem, że inflacja powinna być wyższa niż kilka procent gdyby faktycznie wszystkie wykreowane pieniądze trafiały do obiegu, ale to łatwo sprawdzić znając wysokość udzielonych kredytów, oraz ilość pieniędzy w obiegu. Wolałbym, żeby Satyr miał rację, bo to uprościłoby cały ten system i wyeliminowałoby teorie spiskowe, które stają się prawie niezbędne przy bardziej skomplikowanych modelach.
6. Wreszcie nie rozumiem jak inteligentni ludzi dają sobie wciskać i przyswajają ten oficjalny kit i są gotowi wbrew własnym interesom do upadłego bronić pieniądza bez pokrycia, interwencjonizmu, kredytów oraz inflacji.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
>1. Nie wiem jak się to robi oficjalnie, że wirtualne pieniądze nie znikają po spłaceniu kredytu. Ale one znikają. na krótko, bo bank znowu je komuś pożycza i znowu są w obiegu.
>2. Nie wiem czy wszystkie pieniądze wykreowane w ten sposób pozostają w obiegu. Możesz wziąć kredyt i trzymać go w domu pod skarpetami. Te pieniądze nie będą w obiegu i nie będą przyczyniać się do dalszej kreacji
>3. Nie wiem czyją są własnością oficjalnie.
Nie bardzo rozumiem pytanie. Pieniądze które masz w kieszeni są najprawdopodobniej Twoje. Pieniądze na Twoim koncie w banku również są Twoje, ale bank ma prawo nimi obracać i robi to.
>4. Nie wiem czy NBP drukuje oprócz tego pieniądze i na jakiej podstawie określa ich liczbę? Nie pamiętam teraz dokładnie, ale wydaje mi się że działalność samego NBP-u - w tym i pensja prezesa - finansowane są z dodruku pieniędzy. W tym sensie Narodowy Bank Polski nie generowałby żadnych kosztów.
>5. Podobnie jak Stilgar intuicyjnie(więc może błędnie) zauważyłem, że inflacja powinna być wyższa niż kilka procent gdyby faktycznie wszystkie wykreowane pieniądze trafiały do obiegu,
Inflacja byłaby wyższa, gdyby do obiegu trafiały tylko nowe pieniądze. Ale przecież te pieniądze nakręcają rynek. Producent widząc, że jest zapotrzebowanie podnosi produkcję. Na ryknu jest więcej pieniędzy, ale i więcej produktów które za nie możesz kupić
> Wolałbym, żeby Satyr miał rację, bo to uprościłoby cały ten system i wyeliminowałoby teorie spiskowe, które stają się prawie niezbędne przy bardziej skomplikowanych modelach.
Teoria spiskowe zawsze będą. A mógłbyś zacytować lub podlinkować wypowiedź Satyra do której się odnosisz?
>6. Wreszcie nie rozumiem jak inteligentni ludzi dają sobie wciskać i przyswajają ten oficjalny kit i są gotowi wbrew własnym interesom do upadłego bronić pieniądza bez pokrycia, interwencjonizmu, kredytów oraz inflacji.
Po co ta demagogia? Gdzie ktoś broni interwencjonizmu? Gdzie ktoś broni pieniędzy bez pokrycia? Dlaczego nie powiesz uczciwie, że bronię niewielkiej inflacji. Nie widzisz różnicy między 2% a 15% lub 50%? Nie rozumiem, dlaczego ktoś zamiast zapoznać się ze wszystkimi argumentami zamyka się w kółku wzajemnej adoracji i wyszukuje tekstów mówiących tylko to, co on chce usłyszeć. Ale do póki tacy ludzie istnieją, teorie spiskowe będą się rodzić i kwitnąć. Zawsze znajdą swoich zwolenników.
|
|
| | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Gdzie ktoś broni pieniędzy bez pokrycia? Dlaczego nie powiesz uczciwie, że bronię niewielkiej inflacji. Nie widzisz różnicy między 2% a 15% lub 50%?
Różnica jest pozornie jak między małą grabieżą a dużą. Paradoksalnie ta mała grabież jest gorsza bo nie budzi sprzeciwu i trwa.
Mówię uczciwie pavvel, że bronisz kolosalnego przekrętu. Policz o jaką kwotę chodzi w skali kraju przy 3,5%?
Policz uczciwie i podaj tę kwotę.
Przyznaj się też uczciwie, że bronisz zasady emitowania pieniędzy bez pokrycia w tych ograniczonych ilościach.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | Ty i uczciwość? Ja ci mówię uczciwie, że jesteś fanatykiem. Że jak ci się coś ubzdura to bronisz tego niczym babcie moherowe bronią Tadeusza R. Rozumiem, że są ludzie, którzy nie mieli styczności z ekonomią. Rozumien, że na pewne sprawy można mieć różne poglądy. Tylko że to co ty wypisujesz, to jest jeden wielki stek bzdur nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.
Poczytaj sobie Davida Begga, albo chociaż jakiś podręcznik licealny. Opanuj podstawy, to może sam zauważysz jakie bzdury wygadujesz.
Dzisiaj ani ja, ani chyba nikt inny nie jesteśmy w stanie do ciebie dotrzeć. Bo ty nie chcesz niczego zrozumieć. Ty już masz swoją wizję świata i przyszedłeś ją tu nam ogłosić. A każdy kto się z tobą nie zgadza zostaje nazwany oszustem i posądzony o najgorsze zamiary.
Nie chcesz tego zrozumieć? To żyj w swoim wyimaginowanym świecie i baw się dobrze.
|
|
| | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Rozumiem, że są ludzie, którzy nie mieli styczności z ekonomią. Rozumien, że na pewne sprawy można mieć różne poglądy. Tylko że to co ty wypisujesz, to jest jeden wielki stek bzdur nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.
To co piszesz dotyczy ciebie z jednym zastrzeżeniem. To co piszesz ma dużo wspólnego z rzeczywistością, bo ona jest oszukańcza
Poczytaj sobie Davida Begga, albo chociaż jakiś podręcznik licealny. Opanuj podstawy, to może sam zauważysz jakie bzdury wygadujesz.
Podrecznik licealny to w kwestii ekonomii w wiekszości bzdury. Przecież ktoś musi ludzi urabiać, znikąd nie biorą się wychwalacze oszukańczej polityki ekonomicznej.
Dzisiaj ani ja, ani chyba nikt inny nie jesteśmy w stanie do ciebie dotrzeć. Bo ty nie chcesz niczego zrozumieć. Ty już masz swoją wizję świata i przyszedłeś ją tu nam ogłosić.
Pieprzysz, Satyr mówi bardzo podobie jak ja, podejrzewam że Fizyk też się z tobą nie zgodzi.
Poza tym, to ja przyłapałem ciebie na manipulacji wynikami a nie ty mnie. A każdy kto się z tobą nie zgadza zostaje nazwany oszustem i posądzony o najgorsze zamiary.
Ja ciebie posądzam tylko o głupotę w tej kwestii, a nie o najgorsze zamiary, a od oszustów to mi pan panie pavvel zaczął wymyślać pierwszy, poczytaj sobie co wypisywałeś, do tego samemu manipulując i oszukując.
Wypowiadam się tylko stanowczo jeżeli mam podstawy twierdzić że mam rację. Jak mi ktoś głupoty opowiada na temat dobrodziejstw inflacji i słabego pieniądza i sam staje się wodą na młyn propagatorów tych oszukańczych idei, to pozostaje tylko ripostować. Ludzie tacy jak ty zdradzają nieświadomie wspólny interes społeczny. Przy tym masz głowę na karku, powinieneś myśleć, a nie powtarzać steki bzdur, zarzucając innym że robią to samo. Nie masz najwyraźniej pojęcia kim jest fanatyk, ale wygodnie jest oskarżać o fanatyzm jak nie ma się argumentów.
To co ja mówię to nie jest wymyślona przeze mnie ekonomia, tylko ugruntowana, sprawdzona, rzetelna, prawdziwa i spójna w sobie ekonomia, która została przez tych szubrawców spod ciemnej gwiazdy zepchnięta na margines i skazana na niebycie. Literatura jest ogromna, uznana i ignorowana. Jeśli chcesz to podam ci tytuły, ale wątpię żeby ciebie to interesowało, bo masz głowę zamknięta na argumenty, co udowodniłeś.
Obejrzyj sobie jeszcze raz własny rachunek zysków w podanym przez ciebie przykładzie, jaki kit próbowałeć wciskać. Tu nie ma mowy o pomyłce. I ty mówisz o uczciwości?
Jesteś hipokrytą, sam poleciałbyś pierwszy do banku, który byłby prowadzony i działał zgodnie z zasadami równowagi finansowej, a nie zgodnie z zasadami nadmuchanego kredytu w pieniądzach bez pokrycia.
Każdy kredyt który jest na rynku w takich wykreowanych pieniądzach uderza w ciebie, w siłę nabywczą twoich pieniędzy, a ty temu przyklaskujesz. Nie jesteś w stanie zrozumieć, trudno , ale nie wypowiadaj się za forum, nie używaj liczby mnogiej pisząc we własnym imieniu i nie obrażaj z powodu braku argumentów.
David Begg jest bezwartościowy, to ideologia socjalizmu i interwencjonizmu, wzorowana na pracach Kaynes. Podoba się władzom i to jest tajemnica jego popularności w szkołach wyższych. Poczytaj coś co ma ręce i nogi, poznaj drugą stronę medalu, mam na myśli prace Ludwiga von Misesa i Rothbarda " Tajniki bankowości". Nie wymyśliłem tu czegokolwiek nowego. Twoja wściekłość wynika tylko ze stanu zmanipulowania twojego umysłu i nie jesteś sam, jest cała armia ogłupionych ludzi, którzy cię poprą. Ekonomia Kaynesa to rodzaj religii, odwołuje się do podobnych argumentów i dlatego tak wygląda rozmowa między nami.
Pozdrawiam
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) |
> To co piszesz dotyczy ciebie z jednym zastrzeżeniem. To co piszesz ma dużo wspólnego z rzeczywistością, bo ona jest oszukańczaWiesz co? Przestaję stawiać ci minusy nawet za chamstwo. Gdy zacząłeś udowadniać swoje racje od zasugerowania, że tylko ci co się z tobą zgadzają nie są oszustami, Bożydar:Teraz wiem gdzie czytać i wiem że nie jestem sam, że troche ludzi nie jest oszustami. z czego wynika, ze wszyscy inni nimi są - myślałem, że to tylko taki chwyt erystyczny. Teraz obawiam się, że ty naprawdę w to wierzysz. Musi ci być z tym naprawdę ciężko. > Poczytaj sobie Davida Begga, albo chociaż jakiś podręcznik licealny.Opanuj podstawy, to może sam zauważysz jakie bzdury wygadujesz.> Podrecznik licealny to w kwestii ekonomii w wiekszości bzdury. Przecież ktoś musi ludzi urabiać, znikąd nie biorą się wychwalacze oszukańczej polityki ekonomicznej.Cały świat umówił się przeciwko tobie? Mogę ci tylko współczuć. > Dzisiaj ani ja, ani chyba nikt inny nie jesteśmy w stanie do ciebie dotrzeć.> Bo ty nie chcesz niczego zrozumieć. Ty już masz swoją wizję świata i przyszedłeś ją tu nam ogłosić.[/color]> Pieprzysz, Satyr mówi bardzo podobie jak ja, podejrzewam że Fizyk też się z tobą nie zgodzi.Zanim się na kogoś powołasz, upewnij się, że cię poprze, bo jestem dziwnie przekonany, że nie w ogóle nie znajdziesz tu zbyt wielu popleczników, a już na szczególnie nie wśród osób, które wymieniłeś. > Poza tym, to ja przyłapałem ciebie na manipulacji wynikami a nie ty mnie.Gdybym miał pewność, że masz świadomość co mówisz, to bym się roześmiał. Ale jestem coraz bardziej przekonany, że w te swoje urojenia wierzysz. > Ja ciebie posądzam tylko o głupotę w tej kwestii, a nie o najgorsze zamiary, a od oszustów to mi pan panie pavvel zaczął wymyślać pierwszy, poczytaj sobie co wypisywałeś, do tego samemu manipulując i oszukując.No tak. Widzę, że wracasz do tego samego stylu w którym pedofilii broniłeś. Ja wiem, żeś zaślepiony i nie kontrolujesz tego co piszesz, ale powtórzę ci jeszcze raz Twój kawałek: Bożydar:Teraz wiem gdzie czytać i wiem że nie jestem sam, że troche ludzi nie jest oszustami. > Wypowiadam się tylko stanowczo jeżeli mam podstawy twierdzić że mam rację.Wypowiadasz się po chamsku obrażając wszystkich oponentów za każdym razem gdy wydaje ci się że masz rację. Problem w tym, że tobie zawsze wydaje się że masz rację. > Jak mi ktoś głupoty opowiada na temat dobrodziejstw inflacji i słabego pieniądza i sam staje się wodą na młyn propagatorów tych oszukańczych idei, to pozostaje tylko ripostować.Jakby mi ktoś takie głupoty opowiadał to bym go po prostu wyśmiał. Albo poprosił o argumenty, których oczywiście by ten ktoś by nie miał. Zanim skompromitujesz się zupełnie próbując uparcie twierdzić, że ja takie coś mówiłem, powiem ci raz jeszcze, że kompletnie nic nie zrozumiałeś z tego co pisałem. Zbyt duża inflacja ma swoje minusy, ale przecież nie o nich akurat rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy o szkodliwości deflacji. Podałem ci przykład do analizy, ale ponieważ był sprzeczny z twoją wiarą, to go odrzuciłeś. Ale ja podrzucę ci go raz jeszcze. Wyobraź sobie, że cały świat uwierzył równie mocno i że na całym świecie mamy dziesięcioprocentową deflację. Jeżeli poza deflacją inne czynniki gospodarki światowej są w stanie równowagi kursy walut będą stałe. No bo niby co miałoby je zmieniać? I teraz w tym twoim idealnym systemie mamy tego mojego przedsiębiorcę który towar zamiast sprzedawać za 120 000 musi sprzedać za 108 000. I co z jego zyskiem w euro? A może wolisz w dolarach? Tylko, że oni też ciebie posłuchali i u nich tez 10% deflacji jest. A zatem kurs się nie zmienił. Masz jakieś pomysły jak z tego wybrnąć? Oto wielka tajemnica wiary.Objawisz nam tę tajemnicę? Tylko dobrze sobie to objawienie przemyśl, bo mam przykład jeszcze jeden. Ponosisz koszty 100 000 spodziewając się że sprzedasz towar za 108 000 Za ile go sprzedasz, przy 10% deflacji? Ile zarobisz? Zysk możesz podać w Euro, ale pamiętaj, że cały świat skorzystał z twojego błogosławieństwa i wszędzie deflacja podobna, a walutami już sie nie spekuluje, więc kurs uczciwie jest stały. > Ludzie tacy jak ty zdradzają nieświadomie wspólny interes społeczny.Czyli co? Jestem oszustem i nieświadomym zdrajcą? Tylko dlaczego nieświadomym? Nazwałeś mnie i wszystkich myślących inaczej oszustami. Nie można nieświadomie oszukiwać, więc zdrajcą w twoim mniemaniu mogę być też jak najbardziej świadomym. > wygodnie jest oskarżać o fanatyzm jak nie ma się argumentów.Myślę, że czytelnicy tego wątku doskonale widzą kto jakich argumentów używa. > To co ja mówię to nie jest wymyślona przeze mnie ekonomia, tylko ugruntowana, sprawdzona, rzetelna, prawdziwa i spójna w sobie ekonomia,Amen. > która została przez tych szubrawców spod ciemnej gwiazdy zepchnięta na margines i skazana na niebycie.Znowu cały świat spiskuje przeciw tobie i twojej religii? Przepraszam, nie religii tylko ekonomii. > Literatura jest ogromna, uznana i ignorowana.A wiesz ile jest książek o ufo, bioenergoterapii, feng shui i tym podobnych? > Jeśli chcesz to podam ci tytuły, ale wątpię żeby ciebie to interesowało, bo masz głowę zamknięta na argumenty, co udowodniłeś.A używałeś jakichkolwiek argumentów? W którym wątku? Na którym forum? > Obejrzyj sobie jeszcze raz własny rachunek zysków w podanym przez ciebie przykładzie, jaki kit próbowałeć wciskać. Tu nie ma mowy o pomyłce. I ty mówisz o uczciwości?A tak konkretniej? Która cyferka była nieuczciwa? > Jesteś hipokrytą,Znowu do lustra mówisz? Naprawdę współczuję.
|
|
| | | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | zacząłeś udowadniać swoje racje od zasugerowania, że tylko ci co się z tobą zgadzają nie są oszustami
Nie zacząłem od tego dowodu. Zacząłeś być agresywny manipulować i obrażać. Ta sprawa dotyczy gigantycznego oszustwa, bo posyłanie na rynek wykreowanych pieniędzy w moim rozumieniu oszustwem jest. To nie bank udziela kredytu, tylko posiadacze pieniądza finansują ten prezent, który zyski przynosi bankowi.
Oszukiwać można świadomie i nieświadomie, podobnie jak zdradzać, bo kto zdradzałby świadomie własne interesy?
Własna moralność ma kolosalną rolę dla oceny tego opisanego procederu banku, podobnie jak dla oceny niektórych innych działań państwa, które za tym stoją.
Oszustwem jest wprowadzanie w błąd, lub wykorzystywanie niewiedzy. Moim zdaniem również aprobata niewiedzy i niepełnej znajomości okoliczności.
Przy założeniu, że opisany proceder kreacji pieniądza ma faktycznie miejsce, (dowodów bezpośrednich nie mam), to nie znajduję innego określenia dla tego procederu i dla osób usprawiedliwiających takie działanie. Dla mnie to jest działanie oszukańcze.
Nie podzielam też machiavellicznego stanowiska Autografki, dla której cel działania jest ważniejszy od zastosowanej metody, co aż za dobitnie w ostatniej wypowiedzi podkreśliła. ("Nasz spór dotyczy spojrzenia na cel, a nie na środki.")
Łączy was w gruncie rzeczy jedno, oboje nie respektujecie bezwzględnie prawa do własności i prawa do wolnego rynku. Dla mnie obie postawy sprowadzają się nieuchronnie w którymś punkcie do oszustwa i do promowania bandytyzmu. Nie mam też i nie mogę mieć wspólnego języka z ludźmi, którzy nie uznają tych podstawowych dla mnie praw.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) | > zacząłeś udowadniać swoje racje od zasugerowania, że tylko ci co się z tobą zgadzają nie są oszustami> Nie zacząłem od tego dowodu.A więc to: > Bożydar:Teraz wiem gdzie czytać i wiem że nie jestem sam, że troche ludzi nie jest oszustami. to nie tylko sugestia? To jest w Twoim mniemaniu dowód, że każdy kto się z tobą nie zgadza jest oszustem. Oj Bożydar, naprawdę się o ciebie martwię. > Zacząłeś być agresywny manipulować i obrażać.Sprawdź sobie słowa i daty. Kto, kogo i w jaki sposób obrażał. > Ta sprawa dotyczy gigantycznego oszustwa, bo posyłanie na rynek wykreowanych pieniędzy w moim rozumieniu oszustwem jest.Tak skoro coś się tobie wydaje oszustwem, to z pewnością musi nim być. Gratuluję logiki. > Własna moralność ma kolosalną rolę dla oceny tego opisanego procederu banku, podobnie jak dla oceny niektórych innych działań państwa, które za tym stoją.Jaka moralność taka ocena. > Nie podzielam też machiavellicznego stanowiska Autografki,Gdy rozmawiasz ze mną proszę o odnoszenie się do moich wypowiedzi i nie mieszanie do tego innych osób. OK? > Łączy was w gruncie rzeczy jedno, oboje nie respektujecie bezwzględnie prawa do własności i prawa do wolnego rynku.Dziwne wnioski każe ci twoja religia wyciągać > Dla mnie obie postawy sprowadzają się nieuchronnie w którymś punkcie do oszustwa i do promowania bandytyzmu. Nie mam też i nie mogę mieć wspólnego języka z ludźmi, którzy nie uznają tych podstawowych dla mnie praw.Chodzi ci o to, że nie możesz znaleźć wspólnego języka z ludźmi, którzy nie uznają podstawowych dla ciebie praw do oszustwa i promowania bandytyzmu? Hmmm... Uspokuj się. Przemyśl wszystko raz jeszcze. Przeczytaj i postaraj się zrozumieć to co naprawdę napisałem. Jeżeli do czegoś dojdziesz, wtedy napisz. OK?
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | pavvel (8272 punktów) | > David Begg jest bezwartościowy, to ideologia socjalizmu i interwencjonizmu, wzorowana na pracach Kaynes.A miałeś go chociaż w rękach? Bo jak na razie to widzę, że ty podstawowych pojęć ekonomicznych nie rozumiesz. Wyjaśnię ci coś. Inflacja i deflacja, to nie są narzędzia do zarządzania gospodarką. To nie jest tak, że jakiś pan prezes NBP, czy innego banku centralnego wciska guzik i jest tak jak on chce. Nie ma tak dobrze. Inflacja i deflacja to słowa opisujące zmianę cen na rynku. Inflacja wzrost cen. Występuje gdy na rynku jest nadwyżka pieniądza nad towarem. Deflacja to spadek cen. Występuje gdy na rynku jest nadwyżka towaru nad pieniądzem. Bank centralny może próbować wpływać na inflację, ale nie ustala tego arbitralnie. Chciałbyś żeby ceny nie rosły? Czyli co? Wprowadzisz ceny urzędowe? Bo jak inaczej chcesz zmusić przedsiębiorcę, żeby nie podnosił ceny? Możesz go zmusić sankcją, albo może go zmusić do tego rynek. Jak na rynku będzie zbyt mało pieniędzy przedsiębiorca będzie miał dwa wyjścia: obniżyć cenę, lub zmniejszyć produkcję. Przemyśl to sobie, czy naprawdę uważasz za korzystną sytuację, gdy ludzie mają za mało pieniędzy. > Podoba się władzom i to jest tajemnica jego popularności w szkołach wyższychNo ciekawe dlaczego twoja religia władzom się nie podoba? Może władze nie lubią jak w kraju jest dobrze? Wolą dać ci zysk na obligacjach 7% zamiast 2%. Cholerka, jakie to dziwne władze. I to na całym świecie. A nie, przepraszam. Prezydent Wenezueli nie bierze w tym udziału. Może pojedziesz i zatrudnisz się jako jego doradca? Razem na pewno osiągniecie sukces. > Poczytaj coś co ma ręce i nogi, poznaj drugą stronę medalu, mam na myśli prace Ludwiga von Misesa i Rothbarda " Tajniki bankowości".> Nie wymyśliłem tu czegokolwiek nowego.Przepraszam wasza świątobliwość, ale "Nie wymyśliłem tu niczego nowego" byłoby chyba poprawniej. A może znowu oszukuję i bez sensu gadam. Proszę mnie oświecić. > Twoja wściekłość wynika tylko ze stanu zmanipulowania twojego umysłu i  > nie jesteś sam, jest cała armia ogłupionych ludzi, którzy cię poprą.No i znowu wracasz do swojej normy. Znowu obrażasz wszystkich, którzy zamiast poprzeć twoją religię ośmielą się stwierdzić, że to jednak ja mam rację. Szkoda mi cię. > Ekonomia Kaynesa to rodzaj religii, odwołuje się do podobnych argumentów i dlatego tak wygląda rozmowa między nami.Już chyba zaczyna cię rozumieć. Twoja religia jest religią sprzeciwu wobec Kaynesa.Coś jak katolicyzm i protestantyzm. Tak? Tylko gdybyś poczytał Begga, to byś wiedział, że keynesizm to nie jedyna szkoła ekonomiczna możliwa do wyobrażenia. A gdybyś czytał ze zrozumieniem to co ja piszę, to może zauważyłbyś, że bliżej mi do Miltona Friedmanna (choć nie ze wszystkim się z nim zgadzam). A jak nie potrafisz tego zauważyć, to wystarczyło zapytać. > PozdrawiamZdrowia życzę. P.S. Jeżeli masz te "Tajniki" w wersji elektronicznej, to chętnie poczytam. Przypuszczam, że może to być coś ciekawego. Choć zdziwię się mocno, jeżeli to co tam jest napisane będzie zgodne z twoimi pomysłami. Będzie zapewne tak, jak podczas dyskusji z forumowiczem, który twierdził że Teoria Względności jest poprawna i tylko trzeba z niej wyrzucić postulat o stałej prędkości światła i wynikający z tego wniosek o braku uprzywilejowanego układu odniesienia. Chętnie przekonam się co z tego co piszesz rzeczywiście przeczytałeś w tej książce, a co jest twoją swobodną interpretacją. Bardzo swobodną.
|
|
|  | | Autografka (10638 punktów) |
>Brak inwestycji przy jej nieopłacalności jest absolutnie korzystny,
Korzystny dla kogo i na jak długo? Zastanów się nad tym, o czym piszesz. Uważasz, że ludzie są zindoktrynowani, a oni może po prostu nie chcą trwać w stagnacji. Najwyraźniej, większość ludzi stawia na szybki postęp. I jest gotowa za to zapłacić.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| |  | | Bożydar (2279 punktów) | Najwyraźniej, większość ludzi stawia na szybki postęp. I jest gotowa za to zapłacić.
Z cudzej kieszeni, bo większość to gołodupy. Sądzę jednak że nie taki jest tego mechanizm. Większość jest bezwolna, niezorientowana i niezainteresowana. Widziałaś taki prosty filmik dla niezorientowanych? Pavvelowi też zrozumienie treści tego filmu by się przydało, bo on myśli że inflacja to żywioł, na którą Bank Centralny może tylko delikatnie wpływać i alternatywą jest tylko urzędowa regulacja cen. Ręce opadają. www.youtube.com/watch?v=Ue_lzEIVhnEZasada jest w Polsce podobna. Co treść filmu ma wspólnego z uczciwością i szybkim rozwojem? Każdy uczciwy człowiek, który chce zapracować, zaoszczędzići zainwestować, ma na starcie już noż w plecach z powodu nieuczciwej konkurencji. Kredyt znikąd pojawiający się na rynku w formie realnych pieniędzy, jest nieuczciwy w stosunku do posiadających, a rozwój o którym wspominasz jest oszukańczy. Zapędź ludzi do pracy za darmo, będziesz mieć rozwój na tych samych zasadach, tylko ludzie się szybciej zorientują. Powiem więcej, każdy kto zna ten system, nie ma oporów moralnych i aprobuje go nie jest dla mnie jakimkolwiek partnerem i nie może ode mnie oczekiwać grama szacunku. Pieniądz ma zerową zdolność do wykonywania pracy. Ludzie, którzy ubolewają nad tym że pieniądz musi pracować nie rozumieją mechanizmu działania pieniądza. To nie pieniądz pracuje, a ludzie. Użycie dla kredytowania czyjegoś zapracowanego pieniądza, to użycie efektów ich zakumulowanej pracy, natomiast użycie wykreowanego pieniądza, to okradanie tych ludzi z owoców ich pracy, ponieważ rynek reaguje na taki pieniądz tak samo jak na wprowadzane fałszywe pieniądze. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to ma poważny problem z IQ.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | |  | 1 na 3 | Autografka (10638 punktów) |
>Z cudzej kieszeni, bo większość to gołodupy. >Kredyt znikąd pojawiający się na rynku w formie realnych pieniędzy, jest nieuczciwy w stosunku do posiadających, a >rozwój o którym wspominasz jest oszukańczy.
I tu leży pies pogrzebany wiesz? Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że inflacja to nic przyjemnego. Też jej przecież doświadczam. Tylko, że Twój pomysł zakłada bogacenie się tylko tych, którzy już coś mają. I dlatego powtórzę raz jeszcze. Nasz spór dotyczy spojrzenia na cel, a nie na środki. Rozwój jest wynikiem wzrostu gospodarczego, a ten przy deflacji będzie wolny i wolniej będzie rósł poziom życia. Pamiętasz bajkę o złotej kaczce?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | że inflacja to nic przyjemnego. Też jej przecież doświadczam. Tylko, że Twój pomysł zakłada bogacenie się tylko tych, którzy już coś mają.
Socjalistom brakuje elementarnej rzetelnej uczciwości, dlatego chcą zmusić masy do działalności charytatywnej, co sprowadza się do deprawowania ludzi, którzy instynktownie takiemu bezsensowi się przeciwstawiają. Dlatego socjalizm istnieje tylko pod przymusem, a gołodupy które są zawsze w większości za nim głosują.
To nie jest mój pomysł, co opisuję tylko pomysł banku i państwa i nie służy on, ani rozwojowi, ani gołodupom, tylko bankom, które korumpują najwyraźniej ustawodawców.
Nasz spór dotyczy spojrzenia na cel, a nie na środki. Możliwe, uważasz w takim razie że terror, albo oszustwo usprawiedliwia zapędzenie ludzi do pracy aby produkowali twój wzrost gospodarczy.
Rozwój jest wynikiem wzrostu gospodarczego, a ten przy deflacji będzie wolny i wolniej będzie rósł poziom życia.
Jest dokładnie odwrotnie jeżeli chodzi o realny wzrost gospodarczy, ale ciebie interesują pozory. Poza tym po co komu wzrost poziomu życia, jeżeli ten jest bardzo wysoki? Twój model w ogóle tego nie zakłada, że tak może być. W Polsce poziom życia wcale nie musi się specjalnie zwiększać. Główne bolączki to wyegzekwowanie tego co powino być a czego nie ma, tak jak np, działającej służby zdrowia. A co za tym stoi że tego nie ma? Wyłącznie bezprawie i oszukańcza ekonomia.
Pamiętasz bajkę o złotej kaczce?Nie pamiętam.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
> Socjalistom brakuje elementarnej rzetelnej uczciwości, dlatego chcą zmusić masy do działalności charytatywnej, co sprowadza się do deprawowania ludzi, którzy instynktownie takiemu bezsensowi się przeciwstawiają. Dlatego socjalizm istnieje tylko pod przymusem, a gołodupy które są zawsze w większości za nim głosują.Oczywiście. Każdy, kto nie myśli tak jak Bożydar, jest socjalistą.  > Nasz spór dotyczy spojrzenia na cel, a nie na środki. > Możliwe, uważasz w takim razie że terror, albo oszustwo usprawiedliwia zapędzenie ludzi do pracy aby produkowali twój wzrost gospodarczy.Mój wzrost gospodarczy? Daruj sobie tę demagogię, bo na mnie nie robi wrażenia. > Poza tym po co komu wzrost poziomu życia, jeżeli ten jest bardzo wysoki? Twój model w ogóle tego nie zakłada, że tak może być.Bo tak nie jest. Naprawdę uważasz, że wszyscy ludzie na Świecie żyją godnie? > W Polsce poziom życia wcale nie musi się specjalnie zwiększać. Główne bolączki to wyegzekwowanie tego co powino być a czego nie ma, tak jak np, działającej służby zdrowia. A co za tym stoi że tego nie ma? Wyłącznie bezprawie i oszukańcza ekonomia.Tak. Bożydarowi nie musi się zwiększać, więc po co miałby komuś innemu? > Pamiętasz bajkę o złotej kaczce?Nie pamiętam.Szkoda. Bo Twoja metoda dochodzenia do bogactwa, to właśnie metoda złotej kaczki.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Oczywiście. Każdy, kto nie myśli tak jak Bożydar, jest socjalistą.  Nie, ale każdy kto wyraźnie troszczy się aby uniemożliwić zarabianie tym, którzy już coś mają, może być zasadnie o socjalistyczne zapędy podejrzewany. Mój wzrost gospodarczy? Daruj sobie tę demagogię, bo na mnie nie robi wrażenia.Gdzie tu demagogia? Pokaż. Ja nie potrzebuję wzrostu, mnie on przeszkadza. Naprawdę uważasz, że wszyscy ludzie na Świecie żyją godnie?Oczywiście że nie i widzę że nie robi się czegokolwiek aby to zmienić, natomiast robi sie dużo aby wszyscy żyli podobnie. Teraz pytanie, kto tu rządzi? Tacy jak pavvel i ty Autografko, czy tacy jak ja? Kto z nas dmie w tę trąbę poparcia dla stanu obecnego? Poczekaj na krach systemu bankowego, twoim ulubionym gołodupom to wprawdzie nie zaszkodzi, ale też będzie wesoło. Bożydarowi nie musi się zwiększać, więc po co miałby komuś innemu? Twoja metoda dochodzenia do bogactwa, to właśnie metoda złotej kaczkiTwoja metoda dochodzenia do bogactwa jest mniej subtelna: "Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś" i można wtedy rozkoszować się w pełni urokami ubóstwa.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
 | 1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Jeżeli prowadzisz firmę i zrobisz kalkulację opłacalności dla cen bieżących, to przy inflacji zarobisz więcej.
Zrób referendum wśród przedsiębiorców, okaże się w cudowny sposób, że będą woleli mniejszy realny zysk, niż wielki zysk na papierze.
Twoje twierdzenie jest całkowicie błędne, bo opiera się na bezwzględności liczb ignorując względność realnej wartości użytkowej towaru wyrażonej w tych samych liczbach, z powodu zmiany wartości pieniądza, co prowadzi nieuchronnie do innych liczb. Dlatego podawanie zysku i wskaźników w liczbach jest blędne od samego poczatku bez uwzględnienia inflacji. Odjęcie inflacji post factum też jest blędem, bo musiałoby następować w trakcie trwania procesu produkcji. Czas działa na korzyść NBP przy inflacji, nawet jeżeli wyrównanie następuje później.
Wszyscy jesteśmy konsumentami, a inflacja uderza przede wszystkim w konsumenta. Utrudnia nam kalkulację, planowanie, stwarza pozory, godzi w poczucie sensu działania i w poczczucie bezpieczeństwa.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
|  | 2 na 2 | pavvel (8272 punktów) | Przedstawię ci prosty przykład. Model na którym będziesz mógł sobie policzyć, przeanalizować.
Załóżmy, że miałeś 100 000. Waluta nieważna, bo to tylko model. Zainwestowałeś te pieniądze w produkcję. Policzyłeś, (po cenach z chwili inwestycji) że Twój przychód ze sprzedaży wyniesie 120 000. Rentowność zakładam zatem całkiem przyzwoitą.
Teraz policz zysk. Trzy razy. Ile zarobisz, gdy ceny będą stałe? Ile zarobisz, przy inflacji 10%? Ile zarobisz przy deflacji 10%? Policz zysk nominalny i realny czyli w odniesieniu do nowych cen.
Mógłbym zrobić to za Ciebie ale mam nadzieję, że samodzielne zmierzenie się z tym pozwoli Ci to lepiej zrozumieć.
Powodzenia
|
|
| |  | | Bożydar (2279 punktów) | >Przedstawię ci prosty przykład. >Model na którym będziesz mógł sobie policzyć, przeanalizować. >Załóżmy, że miałeś 100 000. Waluta nieważna, bo to tylko model. >Zainwestowałeś te pieniądze w produkcję. >Policzyłeś, (po cenach z chwili inwestycji) że Twój przychód ze sprzedaży wyniesie 120 000. Rentowność zakładam zatem całkiem przyzwoitą. >Teraz policz zysk. Trzy razy. >Ile zarobisz, gdy ceny będą stałe? >Ile zarobisz, przy inflacji 10%? >Ile zarobisz przy deflacji 10%? >Policz zysk nominalny i realny czyli w odniesieniu do nowych cen. >Mógłbym zrobić to za Ciebie ale mam nadzieję, że samodzielne zmierzenie się z tym pozwoli Ci to lepiej zrozumieć. >Powodzenia >
Chcesz, to oszukuj się dalej - wolno ci. Tylko, że w Twoich oszukańczych występach brać już udziału nie będę. Albo zmień styl, albo dyskutuj sobie z takimi, którym Twój styl odpowiada.
Szkoda, że sam nie policzyłeś, byłoby co wytykać.
Sam oszukujesz, używam już twojego słownictwa i zaraz ci to na podanym przez ciebie przykładzie wykażę.
Pomijam już idiotyzm i paradoks logiczny wynikający z twojego przykładu, ponieważ jeżeli udałoby się wykazać, że 10% inflacji jest korzystne dla przedsiębiorcy, to 100% inflacji musiałoby być jeszcze bardziej korzystne dla niego, a 1000% w skali roku to dopiero byłby interes.
Przykład który podałeś jest pułapką sprowadzającą wartość towaru do jego ceny. Pisałem już o tym, że liczby są bezwzględne, a wartość towaru wyrażona liczbami pieniędzy już nie, bo wartość pieniądza się zmienia w nieuczciwym systemie. Pierwszym błędem metodologicznym jaki zauważyłem jest nieuwzględnienie czasu sprzedaży, ale pomińmy ten aspekt. Załóżmy, że operacja trwa rok i że towar jest sprzedawany w ostatnim dniu roku, bo to ułatwi rachunki.
Poważniejszym błędem jest ignorowanie realnej wartości wyprodukowanego towaru. Przychodzi ci to łatwo bo to trudno policzyć. Nie ma wręcz w czym tego liczyć, skoro podstawą jest pieniądz o zmiennej wartości. Aby to policzyć trzeba wprowadzić inny niezależny punkt odniesienia, który zawsze na każdym rynku istnieje.
W tym twoim modelu najłatwiej posłużyć się porządnym źródłem towaru za granicą.
Za te 100 000 kupujesz towar za granicą. Ten towar jest sprzedawany w walucie nie podlegającej inflacji np. w złocie, po kursie chwilowym 1 do 1.
Czy takie założenie zniekształca twój model? Oczywiście że nie, ono tylko obnaża jego błąd przez konfrontację z uczciwym systemem monetarnym.
Policzmy sobie wtedy zyski przy inflacji i deflacji. W kraju pozorne zyski będa większe przy inflacji, ale przy ponownym inwestowaniu zarobionych środków i kupowaniu następnej partii towaru za granicą, okaże się że realny zysk jest niezmieniony.
Czas operacji 1 rok, towar sprzedawany w ostatnim dniu roku
Planujesz 100 000 przyniesie 120 000
1. bez inflacji masz 20 000 realnego zysku
2. z inflacją 10% nasz 132 000 przychodu i 32 000 zysku w kraju, ale po przeliczeniu na obcą walutę to znowu 20 000 zysku w obcej walucie bo kurs się zmienił o 10%.
3. z deflacją 10% masz 108 000 przychodu i 8 000 zysku, ale po przeliczeniu na obcą walutę to znowu 120 000 i 20 000 zysku.
Z tego przykładu wynika, że w idealnym przypadku inflacja jest bez znaczenia dla przedsiębiorcy. W rzeczywistości jest gorzej, bo inflacja podkopuje zaufanie do pieniądza, a pieniądz bez zaufania będzie wymieniany poniżej własnej wartości i wtedy okaże się że zysk będzie większy w przypadku deflacji.
Inflacja opłaca się państwu na rynku wewnętrznym bo okrada obywateli z siły nabywczej ich pieniędzy, ale w kontaktach międzynarodowych jest już wypunktowywana zmiennymi kursami walut.
I co udowodnił ten twój przykład? Kto z nas ma skłonności do manipulacji?
A może policzymy nie wartość zysku przedsiębiorcy który skutecznie broni się przed inflacją, ale wartość oszczędności Kowalskiego po roku jego przymusowego obcowania z bankiem nadzorowanym przez ojczyznę?
Twoja korzystna dla NBP interpretacja Art. 227 Konstytucji jest dla mnie zaskakująca i porażająca. "NBP odpowiada za wartość pieniądza", to dla ciebie to samo co "NBP ustala wartość pieniądza". Dla mnie to manipulacja sensem artykułu. A jak rozumiesz Art. 7 Konstytucji? Też dosłownie?
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | |  | 2 na 4 | pavvel (8272 punktów) | Oszustwo i demagogia, to jedyne Twoje metody. Powiedziałem Ci, że w tym stylu nie będę z Tobą rozmawiał. Pisz sobie jakie bzdury tylko chcesz. Ode mnie może liczyć co najwyżej na ocenę.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Jazon (186 punktów) | >Z tego przykładu wynika, że w idealnym przypadku inflacja jest bez znaczenia dla przedsiębiorcy.
Tu się całkowicie z tobą zgadzam.
> W rzeczywistości jest gorzej, bo inflacja podkopuje zaufanie do pieniądza, a pieniądz bez zaufania będzie wymieniany poniżej własnej wartości i wtedy okaże się że zysk będzie większy w przypadku deflacji.
Jakieś zapętlenie w tym stwierdzeniu widzę. Inflacja powoduje inflację.
Inflacja sama w sobie nie podkopuje zaufania. Zaufanie może podkopać dopiera groźba jej zwiększenia. Jeśli inflacja jest utrzymywana na stabilnym i przewidywalnym poziomie, wszystko jest ok.
>Inflacja opłaca się państwu na rynku wewnętrznym bo okrada obywateli z siły nabywczej ich pieniędzy, ale w kontaktach międzynarodowych jest już wypunktowywana zmiennymi kursami walut.
Tylko, który rozsądny obywatel trzyma pieniądze. Normalnie po otrzymaniu pensji, każdy w ciągu najwyżej miesiąca wydaje te pieniądze na konsumpcje, a jeśli ma nadwyżki, to albo inwestuje we własną działalność gospodarczą, albo pożycza te pieniądze komuś innemu, kto ma pomysł na ich rozsądne wydanie i kto da mu gwarancję zwrotu kwoty co najmniej o takiej samej wartości jak ta pożyczona, czyli nominalnie większej o inflacje. Inflacja okrada obywateli minimalnie. Za to motywuje ich do tego, żeby się jak najszybciej pozbyć pieniędzy. I o to właśnie chodzi. Pieniądze mają krążyć. Pieniądze są do tego, żeby pośredniczyć w wymianie dóbr rzeczywistych, a nie żeby same były tym dobrem zbieranym nie wiadomo po co w skarpetach.
Ale przyznam ci trochę racji. Nasz system jest złodziejski, ale nie z powodu samej inflacji, ale dlatego, że oprócz inflacji wprowadzono źle skonstruowany podatek od zysków kapitałowych. Źle skonstruowany, bo liczony od zysków nominalnych, a nie rzeczywistych.
|
|
| | | |  | 2 na 4 | pavvel (8272 punktów) | >>Z tego przykładu wynika, że w idealnym przypadku inflacja jest bez znaczenia dla przedsiębiorcy. >Tu się całkowicie z tobą zgadzam.
Zgadzałoby się, gdyby nasz Dar od Boga miał rację.
Najpierw zauważmy, że firma działająca w kraju dochody osiąga w kraju i ważny jest jej dochód i zysk w złotówkach a nie w dolarach czy funtach. Po drugie gdyby inflacja albo deflacja były wszędzie podobne to nie miałyby żadnego wpływu na kursy walut, co za tym idzie na wysokość przychodów wyrażoną w obcej walucie.
Potencjalne zyski musimy odnieść do sytuacji wewnętrznej.
Ceny stałe - zysk 20 000
Inflacja 10% - zysk nominalny: 32 000 zysk realny 32 000 : 110% = 29 090(czyli siła nabywcza w odniesieniu do stanu bez inflacji)
Deflacja 10% - zysk nominalny 8 000 zysk realny 8000 : 90% = 8 889
Nawet gdyby uwzględnić życzenie Bożydara wyrażenia tego w innych walutach i nawet gdyby te inne waluty zachowywały się dokładnie tak jak sobie tego Bożydar życzy, to i tak jego tezy kupy sie nie trzymają.
Ale żeby nie być gołosłownym: przyjmijmy: kurs euro 4.00zł przy deflacji: 3.60zł przy inflacji: 4.40zł
Zysk w euro: normalnie: 20 000 : 4 = 5 000 euro przy inflacji: 32 000 : 4.4 = 7 272 euro przy deflacji: 8 000 : 3.6 = 2 222 euro
>Inflacja sama w sobie nie podkopuje zaufania. Zaufanie może podkopać dopiera groźba jej zwiększenia. Jeśli inflacja jest utrzymywana na stabilnym i przewidywalnym poziomie, wszystko jest ok.
Pod warunkiem gdy ten poziom nie jest zbyt wysoki. Ale generalnie masz rację.
>Inflacja okrada obywateli minimalnie. I to tylko tych którzy kasę w gotówce lub na koncie ROR trzymają. Bo już najprostsza lokata zazwyczaj oprocentowana jest wyżej niż poziom inflacji.
>Za to motywuje ich do tego, żeby się jak najszybciej pozbyć pieniędzy. I o to właśnie chodzi. Pieniądze mają krążyć. Pieniądze są do tego, żeby pośredniczyć w wymianie dóbr rzeczywistych, a nie żeby same były tym dobrem zbieranym nie wiadomo po co w skarpetach.
W zasadzie masz rację, ale czasem warto mieć oszczędności. Tylko jeśli nawet to nie w skarpecie, a w banku. Tam też będą pracowały.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Jazon (186 punktów) | >>Inflacja okrada obywateli minimalnie. >I to tylko tych którzy kasę w gotówce lub na koncie ROR trzymają. >Bo już najprostsza lokata zazwyczaj oprocentowana jest wyżej niż poziom inflacji.
Dokładnie o to mi chodzi. Inflacja jest powiedzmy 3%, ale zżera ona tylko to co trzymamy w gotówce lub na ROR. To są naprawdę śmieszne pieniądze.
>>Za to motywuje ich do tego, żeby się jak najszybciej pozbyć pieniędzy. I o to właśnie chodzi. Pieniądze mają krążyć. Pieniądze są do tego, żeby pośredniczyć w wymianie dóbr rzeczywistych, a nie żeby same były tym dobrem zbieranym nie wiadomo po co w skarpetach. >W zasadzie masz rację, ale czasem warto mieć oszczędności. Tylko jeśli nawet to nie w skarpecie, a w banku. Tam też będą pracowały.
W pełni się z tobą zgadzam. Oszczędności trzeba mieć. Ale skarpeta to zły pomysł. A wrzucenie pieniędzy na lokatę bankową, ... to nic innego jak pozbycie się tych słabych, poddanych inflacji pieniędzy (ale za to bardzo płynnych), na rzecz lepszego pieniądza jakim jest dług banku wobec ciebie na określonych warunkach (lepszego bo nie dotkniętego inflacją, ale jednocześnie gorszego, bo trudnego w wymianie).
|
|
| | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Inflacja jest powiedzmy 3%, ale zżera ona tylko to co trzymamy w gotówce lub na ROR. To są na prawdę śmieszne pieniądze.
Chciałbym mieć te śmieszne pieniądze!
Koszty inflacji, to bezsensowne inwestycje, bezsensowne operacje finansowe, strata czasu, deprawacja ludzi, brak oszczędności, środków inwestycyjnych i poczucia bezpieczeństwa.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Obrzydliwa, żałosna manipulacja te twoje rachunki.
Ciebie interesuje tylko zysk, ale liczysz go celowo źle i oszukańczo.
Zysk to mniej więcej różnica między, środkami inwestycyjnymi, a przychodem. W przypadku inflacji i deflacji, sama wartość środków inwestycyjnych się zmienia, co trzeba w rachunkach uwzględnić.
Jeżeli jest się oszustem, to zwiększona inflacja produkuje zwiększony zysk. Jeżeli oszuści mieliby rację, to wystarczyłoby tylko nakręcić inflację w nieskończoność i mieć nieskończony zysk za darmo.
Słowo beton, jakiego użyłem wcześniej, wydaje się teraz dla mnie dość wyważonym słowem na określenie tych machinacji, jakich broni pavvel.
Nawet gdyby uwzględnić życzenie Bożydara wyrażenia tego w innych walutach i nawet gdyby te inne waluty zachowywały się dokładnie tak jak sobie tego Bożydar życzy, to i tak jego tezy kupy sie nie trzymają.
Zwyczajnie manipulujesz i mówisz nieprawdę. Twoje interpretacje są wspaniałe.
Zysk w euro według pavvela: normalnie: 20 000 : 4 = 5 000 euro przy inflacji: 32 000 : 4.4 = 7 272 euro przy deflacji: 8 000 : 3.6 = 2 222 euro
Zysk w Euro według Bożydara: Srodki inwestycyjne 100 000 : 4 = 25 000 EUR
normalnie: 120 000 : 4 = 30 000 EUR, zysk: 30 000- 25 000 = 5000 EUR
przy inflacji przychod: 132 000 : 4.4 = 30 000 EUR, zysk: 30 000- 25 000 = 5000 EUR
przy deflacji przychod: 108 000 : 3.6 = 30 000 EUR, zysk: 30 000- 25 000 = 5000 EUR
Najpierw zauważmy, że firma działająca w kraju dochody osiąga w kraju i ważny jest jej dochód i zysk w złotówkach a nie w dolarach czy funtach.
Każdy importer cię zlinczuje. Czuję kolejną falę obrzydzenia, po tym argumencie. Tak już było w PRL, że zarabiałeś 20 dolarów, z selektywną i nieporównywalną siłą nabywczą w porównaniu z wolnym rynkiem zachodu.
Po drugie gdyby inflacja albo deflacja były wszędzie podobne to nie miałyby żadnego wpływu na kursy walut, co za tym idzie na wysokość przychodów wyrażoną w obcej walucie. Jasne że tak i do tego się dąży, aby nie było gdzie uciekać z pieniędzmi i żeby je trzeba było wydać przymusowo. Mając walutę nie podlegającą inflacji w którą można uciec, inflacja traci część swojego sensu dla emitującego pieniądze oszusta, bo nie zmusza do pozbywania się pieniędzy.
Potencjalne zyski musimy odnieść do sytuacji wewnętrznej. Pozostaje tylko szyderczy śmiech, jako komentarz. Sam sobie pętle i jarzmo na szyję zakładasz.
Inwestycja ma tylko sens, jeżeli jest robiona dobrowolnie. Inwestycja pod bandyckim batem podatkowym, albo inflacyjnym, to tylko nakręcanie marnotrawstwa i przekrętactwa.
Rozwój gospodarczy w sensie dzisiejszej ekonomii jest całkowicie pozbawioną sensu wartością, a zbudowana w okół niego teoria wzorem zakłamania.
Każdy z was wołałby żyć w stabilnej sytuacji bez jakiegokolwiek wzrostu gospodarczego niż w jakimś Afganistanie, o ogromnych możliwościach wzrostu, czy w Chinach z szalejącym wzrostem.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Najpierw zauważmy, że firma działająca w kraju dochody osiąga w kraju i ważny jest jej dochód i zysk w złotówkach a nie w dolarach czy funtach.
Najpierw zauważmy, że istotą problemu jest uczciwy rachunek. Uczciwy rachunek daje ten sam porównywalny wynik, jeżeli uwzględni się wszystkie okoliczności, niezależnie czy liczy się w dolarach czy złotówkach. Twoje rachunki pavvel pozostawiają wiele do życzenia, co wykazałem, a oficjalne rachunki służące do obliczania wskaźników wzrostu gospodarczego, są dokładnie tyle warte co twoje z tego podanego przez ciebie przykładu. Papier jest cierpliwy, a ludzie wydają się wierzyć, że wykazany na papierze zysk może być realnie, ekonomicznie dużo gorszy, niż wykazana strata. Nie ma sytuacji idealnych, dlatego w przypadku deflacji zysk jest realnie większy niż w przypadku inflacji, bo pieniądz jest więcej wart i czas działa na korzyść posiadacza pieniądza.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Satyr (4285 punktów) |
>Inflacja okrada obywateli minimalnie. W Polsce wynosi ona obecnie ok. 3,5%. Uważam, że to całkiem spora sumka, która topnieje z oszczędności. Nieco wyżej użytkownik pavvel stwierdza, że przecież i tak większość rachunków jest oprocentowana wyżej niż poziom inflacji. Zwróćmy jednak uwagę, że gdyby nie inflacja, to byłyby oprocentowane jeszcze lepiej. Odsetki to cena, jaką bank płaci mi za to, że pożyczam mu swoje pieniądze, żeby nimi obracał. Jeśli inflacja dotyka odsetek, to wygląda to tak, jakby państwo kradło moje zyski. To, że rachunki są oprocentowane wyżej niż poziom inflacji nie zmienia faktu, że gdyby nie ona, to byłyby jeszcze lepiej oprocentowane!
>Za to motywuje ich do tego, żeby się jak najszybciej pozbyć pieniędzy. I o to właśnie chodzi. Pieniądze mają krążyć. Fatalne w skutkach rozumowanie. Jeśli przeciętny Kowalski nie jest w stanie zaoszczędzić (np. do spółki z kumplami) sumy odpowiedniej do rozkręcenia swojej działalności gospodarczej, to na rynku zostają tylko te podmioty, którym już udało się na rynku "okopać". Są to generalnie molochy, takie jak General Motors itp. Rynek staje się domeną gigantów i nikt nowy nie może nań wejść. Następnie obserwujemy spadek konkurencji, wymuszanie dotacji państwowych (no bo "jesteśmy jednymi z niewielu pracodawców!" - a są jednymi z niewielu, bo zwykły człowiek nie jest w stanie oszczędzać) i całą resztę negatywnych skutków oligarchii.
Jak dodać do tego fakt, że inflacja jest powodowana głównie kredytami dla owych molochów (bo przeciętny Kowalski dużego kredytu nie dostanie), to mamy ładne zamknięte koło, gdzie większość obywateli robi za lud pańszczyźniany, a sfera dużych pieniędzy jest zagarnięta przez finansjerę i korporacje, które prywatne są już prawie tylko ze względu na prawną formę własności (ostatni przykład prosto z Polski: Opel dostał od Tuska 2 mld złotych, które to rząd uprzednio ukradł drobnym przedsiębiorcom i innym podatnikom. Cóż to za prywatna firma, na której budżet obywatele są zmuszani łożyć?).
Istnieją też etyczne wątpliwości co do inflacji: przecież ludzie na swoje pieniądze zapracowali, dlaczego ktoś ma prawo ich - jak to ująłeś - "motywować" do wydawania owych środków? Sami niech zadecydują - jeśli spotkają towar lub usługę, która zaspokaja jakieś ich potrzeby, to kupią. Inflacja skłania do bezsensownego wyrzucania pieniędzy żeby tylko się ich pozbyć. To nieetyczne zmuszać ludzi do czegoś takiego.
Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 3 na 5 | pavvel (8272 punktów) |
>Nieco poniżej użytkownik pavvel stwierdza, że przecież i tak większość rachunków jest oprocentowana wyżej niż poziom inflacji. Zwróćmy jednak uwagę, że gdyby nie inflacja, to byłyby oprocentowane jeszcze lepiej.
Powyżej i nie byłyby. Zauważ, że kiedyś zarówno inflacja jak i stopy procentowe w bankach były wyższe. Niższa inflacja, to również niższe stopy procentowe.
> Odsetki to cena, jaką bank płaci mi za to, że pożyczam mu swoje pieniądze, żeby nimi obracał.
Zgadza się.
>Jeśli inflacja dotyka odsetek, to wygląda to tak, jakby państwo kradło moje zyski.
Demagogia.
> To, że rachunki są oprocentowane wyżej niż poziom inflacji nie zmienia faktu, że gdyby nie ona, to byłyby jeszcze lepiej oprocentowane!
Nie.
>Fatalne w skutkach rozumowanie. Jeśli przeciętny Kowalski nie jest w stanie zaoszczędzić (np. do spółki z kumplami) sumy odpowiedniej do rozkręcenia swojej działalności gospodarczej, to na rynku zostają tylko te podmioty, którym już udało się na rynku "okopać".
Jeżeli nie jest wstanie zaoszczędzi, to może wziąć kredyt. Ale prawdą jest, że rynek globalny zdominowany jest przez megakorporacje. Tylko co ma do tego inflacja?
>Są to generalnie molochy, takie jak General Motors itp. Rynek staje się domeną gigantów i nikt nowy nie może nań wejść. Następnie obserwujemy spadek konkurencji, wymuszanie dotacji państwowych (no bo "jesteśmy jednymi z niewielu pracodawców!" - a są jednymi z niewielu, bo zwykły człowiek nie jest w stanie oszczędzać) i całą resztę negatywnych skutków oligarchii.
Tylko jaki to ma związek z inflacją i/lub deflacją?
>Jak dodać do tego fakt, że inflacja jest powodowana głównie kredytami dla owych molochów (bo przeciętny Kowalski dużego kredytu nie dostanie), Nie sam kredyt powoduje inflację, a nadwyżka popytu nad podażą. Kredyty brane przez duże firmy przeznaczane są najczęściej na inwestycje, a zatem przyczyniają się do wzrostu podaży. Inflację powodują kredyty konsumpcyjne. Te niby nieduże, z których korzystają jednak miliony Kowalskich. W skali kraju to naprawdę robi dużą różnicę. Zwłaszcza jeżeli za wzrostem popytu nie idzie większa podaż.
>Istnieją też etyczne wątpliwości co do inflacji: przecież ludzie na swoje pieniądze zapracowali, dlaczego ktoś ma prawo ich - jak to ująłeś - "motywować" do wydawania owych środków?
Przecież nie muszą ich wydawać. Lokaty bankowe i inne formy inwestowania nie są zakazane. Nawet można te pieniądze trzymać w skarpecie. Tu jednak ryzykuje się spadek ich wartości.
>Sami niech zadecydują - jeśli spotkają towar lub usługę, która zaspokaja jakieś ich potrzeby, to kupią. Inflacja skłania do bezsensownego wyrzucania pieniędzy żeby tylko się ich pozbyć. To nieetyczne zmuszać ludzi do czegoś takiego.
Ależ tu nie ma żadnego przymusu. Motywowanie to nie przymus.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | > >Nieco poniżej użytkownik pavvel stwierdza, że przecież i tak większość rachunków jest oprocentowana wyżej niż poziom inflacji. Zwróćmy jednak uwagę, że gdyby nie inflacja, to byłyby oprocentowane jeszcze lepiej.> Powyżej i nie byłyby.> Zauważ, że kiedyś zarówno inflacja jak i stopy procentowe w bankach były wyższe.> Niższa inflacja, to również niższe stopy procentowe.A przy deflacji nawet ujemne stopy procentowe są możliwe. Patrz Japonia, lata 90-te. money.cnn.com/1998/11/06/economy/japan_bank/
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Satyr (4285 punktów) | >Demagogia. To nie jest demagogia. Stwierdzam fakt. Inflacja odbiera te 2-4% z odsetek.
>> To, że rachunki są oprocentowane wyżej niż poziom inflacji nie zmienia faktu, że gdyby nie ona, to byłyby jeszcze lepiej oprocentowane! >Nie.
Tak. Wynika to wprost z praw podaży i popytu. Jeśli przy inflacji mamy pewną równowagę podaży i popytu na lokaty, to po jej usunięciu ktoś zyska - albo ja, albo bank. Jeśli zysk z usunięcia inflacji pozostanie w banku, to zwiększy się podaż lokat, bo inne banki też będą chciały zgarnąć trochę tortu (to naturalne: skoro opłacało im się wypłacać odsetki przy inflacji, to tym bardziej więcej będzie dla nich do zarobienia po jej usunięciu. To niewątpliwie zwiększy podaż lokat). Skoro wzrośnie podaż lokat - to jest jasne, że oprocentowanie będzie wzrastać aż do momentu osiągnięcia nowej równowagi podaży i popytu (poinflacyjnej). Patrząc realistycznie, to po usunięciu kosztów jakie stanowi inflacja zwiększy się zarówno podaż jak i popyt na lokaty, więc można powiedzieć, że klienci podzielą się z bankami pieniędzmi, które zostaną do uzyskania po usunięciu inflacji. To nie żadna magia, te sprawy w trywialny sposób wynikają z praw podaży i popytu.
Na marginesie - jak ja argumentuję, to jest demagogia, a jak Ty walniesz po prostu "nie", to to nie jest demagogia?
>Jeżeli nie jest wstanie zaoszczędzi, to może wziąć kredyt. Ale prawdą jest, że rynek globalny zdominowany jest przez megakorporacje. Tylko co ma do tego inflacja? Po pierwsze - przeciętny podatnik nie jest w stanie dostać kredytu tak dużego, żeby wejść na rynek. Po drugie - nie jest w stanie dlatego, że ma mniejszą zdolność spłaty, a ma mniejszą dlatego, że nie jest dofinansowywany przez państwo (w przeciwieństwie do korporacji). Jak się to ma do inflacji? Otóż, w inflacji trudniej zaoszczędzić.
>Przecież nie muszą ich wydawać. Lokaty bankowe i inne formy inwestowania nie są zakazane. Jak już napisałem, w warunkach inflacyjnych są mniej korzystne. Po gigantycznym dodruku forsy w USA prognozuje się, że inflacja może tam przekroczyć 10% w ciągu kolejnych lat. Spekuluje się nawet o upadku waluty. Jak sobie wyobrażasz oszczędzanie przy takiej inflacji? Ludzie będą kupować byle co, żeby się tylko pozbyć takiej trefnej forsy.
>Ależ tu nie ma żadnego przymusu. >Motywowanie to nie przymus. Motywować to możesz, jak oferujesz konsumentowi produkt do kupienia, a nie jak mu podbierasz pieniądze i mówisz: "wydaj to lepiej teraz, bo za jakiś czas wyciągnę z twojej kieszeni ostatni świstek". To taka "motywacja", jaką bandyta stosuje przykładając nóż do szyi. Niby możesz odmówić, ale kto jest na tyle głupi żeby to zrobić?.
|
|
| | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >Tak. Wynika to wprost z praw podaży i popytu. Jeśli przy inflacji mamy pewną równowagę podaży i popytu na lokaty, to po jej usunięciu ktoś zyska - albo ja, albo bank. Jeśli zysk z usunięcia inflacji pozostanie w banku, to zwiększy się podaż lokat, bo inne banki też będą chciały zgarnąć trochę tortu (to naturalne: skoro opłacało im się wypłacać odsetki przy inflacji, to tym bardziej więcej będzie dla nich do zarobienia po jej usunięciu.
Przecież lokaty są kosztem dla banku, nie zyskiem.
> Skoro wzrośnie podaż lokat - to jest jasne, że oprocentowanie będzie wzrastać aż do momentu osiągnięcia nowej równowagi podaży i popytu (poinflacyjnej). >Patrząc realistycznie, to po usunięciu kosztów jakie stanowi inflacja zwiększy się zarówno podaż jak i popyt na lokaty, więc można powiedzieć, że klienci podzielą się z bankami pieniędzmi, które zostaną do uzyskania po usunięciu inflacji. >To nie żadna magia, te sprawy w trywialny sposób wynikają z praw podaży i popytu.
Wszystko piękne jest w twoim wywodzie, tylko jedna rzecz mi nie pasuje. Taki mechanizm ustalania się ceny występuje np. po usunięciu pośrednika w handlu między konsumentem i producentem. Wtedy faktycznie cena ustala się gdzieś pomiędzy. Dotychczasowa marża pośrednika jest dzielona pomiędzy konsumenta i producenta. Wszyscy, oprócz pośrednika, są zadowoleni.
Tylko, że mechanizm ten nijak się ma do inflacji. Inflacja to nie marża. W przypadku lokat/pożyczek gotówka nie występuje (Ewentualnie przez krótką chwilę na początku i na końcu. Bank po otrzymaniu wpłaty w gotówce jak najszybciej się jej pozbywa). Nie ma gotówki, więc inflacja nic nikomu nie może zabrać. Obie strony transakcji (klient i bank) wiedzą, że jest inflacja, wiedzą jaka jest teraz i jakie są prognozy i cele, są świadomi, że "nominały erodują" i do tego dostosowują umowę między sobą. Podkreślam jeszcze raz. Nikt nikomu w okresie lokaty nie odbiera zysków. NBP nic nie zarabia poprzez inflację na lokatach udzielonych przez banki komercyjne. A więc likwidacja inflacji nie spowoduje, że bank i klient będą się miały czym dzielić jakimiś ekstra zyskami.
Wydaje mi się, że w relacji klient-bank komercyjny, inflacja jest zupełnie neutralna. Jeśli w warunkach 3% inflacji oprocentowanie lokaty wynosi 5%, to przy zerowej inflacji oprocentowanie będzie wynosić 2%. (Zdaję sobie sprawę, że to bardzo duże uproszczenie. Nie uwzględniam w nich wpływu inflacji lub jej braku na makroekonomię i na decyzje banku centralnego odnośnie stóp procentowych, a to one głównie kształtują stopy procentowe w bankach komercyjnych)
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | > >Demagogia.> To nie jest demagogia. Stwierdzam fakt. Inflacja odbiera te 2-4% z odsetek.Inflacja nic ci nie odbiera. Przy inflacji 10% lokaty oprocentowane były w okolicach 13-16% przy inflacji 5% lokaty oprocentowane były około 7-10% przy inflacji 3% za lokatę dostaniesz około 4-6% Większa inflacja to i więcej bank musi ci zapłacić żeby zachęcić cię do ulokowania pieniędzy. I tak to się dziwnie składa, że przeważnie im więcej odbiera tym więcej Ci zostaje. > >> To, że rachunki są oprocentowane wyżej niż poziom inflacji nie zmienia faktu, że gdyby nie ona, to byłyby jeszcze lepiej oprocentowane!> >Nie.> Tak. Wynika to wprost z praw podaży i popytu. Jeśli przy inflacji mamy pewną równowagę podaży i popytu na lokaty, to po jej usunięciu ktoś zyska - albo ja, albo bank.Oprocentowanie lokaty jest dla banku kosztem uzyskania pieniędzy, którymi może obracać. Bank jest świadomy, że w oprocentowaniu lokaty musi zwrócić Ci straty spowodowane inflacją no i musi dać Ci zarobić, bo inaczej nie przyniesiesz mu tych pieniędzy. Im mniejsza inflacja tym mniejsze oprocentowanie lokaty - tak to działa. > Jeśli zysk z usunięcia inflacji pozostanie w banku, to zwiększy się podaż lokat, bo inne banki też będą chciały zgarnąć trochę tortuCo rozumiesz jako podaż lokat? Bo ja mam wrażenie, że mówisz o popycie na lokaty. Istotnie, gdyby różnica między odsetkami a inflacją wzrosła, to chętnych do ulokowania pieniędzy mogłoby przybyć. Tylko, że bank zazwyczaj potrzebuje tylko tyle pieniędzy, ile zamierza udzielić kredytów. Jeżeli utrzyma zbyt duże odsetki lokat, będzie musiał utrzymać zbyt duże odsetki kredytów. A jeżeli kredyt będzie oprocentowany dużo ponad inflację to spadnie na niego popyt i tym samym bankowi nie będzie opłacało się przyjmowanie lokat. Z czymś takim mamy akurat teraz do czynienia. Z powodu kryzysu gwałtownie zmalała liczba udzielanych kredytów i bardzo szybko odbiło się to na oprocentowaniu lokat. Bo po co bank ma Ci płacić za pieniądze, których nie potrzebuje? > (to naturalne: skoro opłacało im się wypłacać odsetki przy inflacji, to tym bardziej więcej będzie dla nich do zarobienia po jej usunięciu. To niewątpliwie zwiększy podaż lokat). Skoro wzrośnie podaż lokat - to jest jasne, że oprocentowanie będzie wzrastać aż do momentu osiągnięcia nowej równowagi podaży i popytu (poinflacyjnej).  > Patrząc realistycznie, to po usunięciu kosztów jakie stanowi inflacja zwiększy się zarówno podaż jak i popyt na lokaty, więc można powiedzieć, że klienci podzielą się z bankami pieniędzmi, które zostaną do uzyskania po usunięciu inflacji.Przeanalizuj to co napisałem wyżej i przemyśl sobie wszystko raz jeszcze. I jeżeli masz jakieś wątpliwości proszę wyrażaj je trochę składniej. > To nie żadna magia, te sprawy w trywialny sposób wynikają z praw podaży i popytu.Mam wrażenie że nadużywasz słów podaż i popyt gubiąc nieco ich sens. > Na marginesie - jak ja argumentuję, to jest demagogia, a jak Ty walniesz po prostu "nie", to to nie jest demagogia?Nie. Proste "nie", to nie jest demagogia. Wyraziłem tylko swoje zdanie nie podając argumentów. A nie argumentowałem, bo trochę mi się śpieszyło. Teraz czas mam więc wyjaśniłem to swoje "nie" obszerniej. Argument o tym, że inflacja kradnie Twój zysk z lokaty nazwałem demagogią, bo wydawało mi się, że w tym temacie rozmawiają ludzie rozumiejący ekonomię choć trochę i nie wydawało mi się możliwe, że naprawdę tak myślisz. > >Jeżeli nie jest wstanie zaoszczędzi, to może wziąć kredyt. Ale prawdą jest, że rynek globalny zdominowany jest przez megakorporacje. Tylko co ma do tego inflacja?> Po pierwsze - przeciętny podatnik nie jest w stanie dostać kredytu tak dużego, żeby wejść na rynek.Jest w stanie. Jeżeli masz nieobciążoną hipotekę domu, do bank bardzo chętnie udzieli ci kredytu. > Po drugie - nie jest w stanie dlatego, że ma mniejszą zdolność spłaty, a ma mniejszą dlatego, że nie jest dofinansowywany przez państwo (w przeciwieństwie do korporacji).A dotacje unijne? A pomoc dla bezrobotnych otwierających działalność gospodarczą? > Jak się to ma do inflacji? Otóż, w inflacji trudniej zaoszczędzić.Nie prawda. przy inflacji pieniądze w skarpecie tracą szybciej na wartości. Pieniądze na lokacie oprocentowane są zawsze trochę powyżej inflacji. > >Przecież nie muszą ich wydawać. Lokaty bankowe i inne formy inwestowania nie są zakazane.> Jak już napisałem, w warunkach inflacyjnych są mniej korzystne.Powtarzasz znowu swój błędny argument Zazwyczaj są nawet bardziej korzystne. > Po gigantycznym dodruku forsy w USA prognozuje się, że inflacja może tam przekroczyć 10% w ciągu kolejnych lat. Spekuluje się nawet o upadku waluty. Jak sobie wyobrażasz oszczędzanie przy takiej inflacji? Ludzie będą kupować byle co, żeby się tylko pozbyć takiej trefnej forsy.Widzisz, chyba nie do końca mnie zrozumiałeś. Ja nie twierdzę, że inflacja jest czymś dobrym i im wyższa tym lepiej. Ja tylko wskazuję na błędy w Waszych argumentach. Inflacja, a szczególnie zbyd duża i niekontrolowana inflacja ma sporo minusów, ale nie obwiniajmy ją za całe zło tego świata. Dziesięcioprocentowa inflacja nie jest czymś dobrym, ale doprowadzenie do dziesięcioprocentowej deflacji byłoby czymś dużo gorszym.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | pavvel (8272 punktów) | >>Motywowanie to nie przymus. >Motywować to możesz, jak oferujesz konsumentowi produkt do kupienia, a nie jak mu podbierasz pieniądze i mówisz: "wydaj to lepiej teraz, bo za jakiś czas wyciągnę z twojej kieszeni ostatni świstek". Obrazowe ale nie mające nic wspólnego z prawdą. Bo chyba nie będziesz nadal twierdził, że pieniądze na lokacie tracą wartość?
Tak, to jest pozytywna cecha inflacji - motywuje Cię do tego żeby nie trzymać pieniędzy w skarpecie. Zrób z nich użytek, albo zanieś do banku, który je komuś pożyczy, aby tamten zrobił z nich użytek. To na prawdę ma sens. Pomyśl - wydając pieniądze dajesz komuś zarobić. Tamten ma więcej pieniędzy, a więc też więcej wyda i da zarobić jeszcze innemu. A ten ktoś inny mając pieniądze być może przyjdzie do Ciebie i u Ciebie coś zamówi dając zarobić Tobie. I tak to się kręci.
> To taka "motywacja", jaką bandyta stosuje przykładając nóż do szyi. Niby możesz odmówić, ale kto jest na tyle głupi żeby to zrobić?.
To też nie jest demagogia?
Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Satyr jak to jest, że mówimy o oczywistych rzeczach, które są w interesie wszystkich i otacza nas ciągle morze ignorancji i niezrozumienia. Przecież to tylko pochlastać się można. A ten problem naprawdę jest trywialny i jednoznaczny. A co z problemami, które są skomplikowane i naprawdę są je w stanie pojąć tylko nieliczni?
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) | > Satyr jak to jest, że mówimy o oczywistych rzeczach, które są w interesie wszystkich i otacza nas ciągle morze ignorancji i niezrozumienia. Przecież to tylko pochlastać się można. A ten problem naprawdę jest trywialny i jednoznaczny. A co z problemami, które są skomplikowane i naprawdę są je w stanie pojąć tylko nieliczni?Wazeliny nie potrzebujesz?
|
|
| | | | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Wazeliny nie potrzebujesz?  Ty mówisz coś o demagogii, manipulacji podczas gdy wypowiadasz się nie na temat wyłącznie w celu zdyskredytowania osoby?
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | | | |  | | pavvel (8272 punktów) | > >  > Ty mówisz coś o demagogii, manipulacji podczas gdy wypowiadasz się nie na temat wyłącznie w celu zdyskredytowania osoby?Osoba dyskredytuje się sama. Ja tylko to zauważyłem i skomentowałem. Ale może czegoś nie zrozumiałem. Jeśli to był kawałek wartościowej dyskusji na temat, to jestem skłonny przeprosić. Tylko wyjaśnij mi na jaki temat tak rzeczowo i słodko dyskutowałeś, że taki odruch u mnie wzbudziłeś?
|
|
| salek (4701 punktów) | > Marcus ma rację: To co nam jest dzisiaj potrzebne, to nie jest jakiś nowy system handlowy, tylko formalny zakaz "tworzenia pieniędzy" w bankach i problem z głowy... Technicznie proste jak budowa cepa - trzeba podnieść stopę rezerwy obowiązkowej do 100%. Rozumiesz dlaczego, nie? Skutki sam sobie wyimaginuj.. tylko potem spróbuj wymyśleć mechanizm, nie dopuszczający do kreowania pieniądza według tego mechanizmu przez samych obywateli.
> Zgadzam z wypowiedziami Fizyka, Satyra i w dużej części Pavvela. W kwestii istnienia pieniędzy, których nie było? Cóż, mylisz się, podobnie jak fizyk, Satyr i w pewnej części pavvel...
Metoda wykazania że banki pożyczają czego nie mają jest banalnie prosta. Aż dziw bierze, że i fizyk, i pavvel sami na to nie wpadli... wystarczyło przecież tylko na tym ładnym szkicu mechanizmu kreowania pieniądza, co to go pavvel zamieścił, zaznaczyć kwadracik na czerwono i podpisać, że jest to wypłacona gotówka, której przed wypłatą w systemie nie było. I już - pozostanie tylko rozmówcom położyć uszy po sobie... Może sam spróbuj wskazać tę nieistniejącą gotówkę?
>Nie rozumiem dlaczego Pavvel traktuje deflację, nie jako przejaw uczciwego reagowania rynku przez powrót do równowagi, która według Pavvela ma być najwyraźniej niepożądana. Mechanizm deflacyjnego powrotu do równowagi jest reakcją niezdrową dla rynku. Coś jak leczenie grypy cholerą. Gospodarka na czas występowania deflacji po prostu trupieszeje - zjada czas, bo ludzie w czasach deflacji będą unikać zakupów (a więc również inwestycji), bo to się zwyczajnie nie opłaca. Wystarczy umieć skalkulować ryzyko.
>Opisany system kreacji pieniądza byłby "uczciwy", gdyby po spłacie kredytu, całkowicie wirtualne pieniądze użyte dla kredytowania rozpływały się w wirtualności, pozostawiając jedynie zysk w postaci kosztów kredytu jako plus na koncie banku. I tak jest. Wystarczy zdać sobie sprawę, że w edukacyjnym filmiku NBP na rozdaniu kredytów rzecz się nie skończy - ludzie zaczną kredyty spłacać (tego fragmentu nie ma na filmie) i masa pieniądza bezgotówkowego w rynku będzie się zmniejszać.
>Z niezrozumiałych jednak dla mnie względów i przy użyciu dziwnego mechanizmu tak się jednak nie dzieje. Rzeczywiście - dla kogoś pomijającego wiele istotnych czynników (np. to, że bank gotówkę uzyskaną ze spłaty kredytu może wykorzystać do udzielenia kolejnego kredytu, albo i to, że wzrost masy wykreowanego pieniądza przy nie wzrastającej ilości gotówki oznacza po prostu wzrost ilości dóbr w rynku) może wydawać się, że tak się nie dzieje. Może ten argument - argument z Twej niewiedzy - otworzy Ci oczy?
>Może ktoś z was wie dokładnie, jak to się w banku formalnie dzieje i kto jest właścicielem tych nowych wykreowanych pieniędzy? Dziwne pytanie, dowodzące jedynie Twej ignorancji. Dziwaczność wynika przede wszystkim z milczącego (i fałszywego niestety) założenia, że istnieje jakaś gotówka, która pojawia się znikąd. W poprzednim wątku jasno - i stilgar, i ja - tłumaczyliśmy mechanizm przepływu gotówki w banku, a więc to co się dzieje z gotówką po drodze od wpłacenia jej w okienku do wypłacenia jej kredytobiorcy. Kto jest właścicielem i gotówki, i praw do zapisów bankowych w każdym kolejnym kroku jest jasne - i na wspominanym filmie z NBP, i na szkicach umieszczanych przez pavvela. Próbujesz znaleźć drukarnię, gdzie wydrukowano gotówkę, co to bank ją pożyczył, mimo że jej nie miał? Powodzenia. Jak coś znajdziesz daj znać, i to najlepiej od razu dla prokuratury. Ucieszą się chłopaki.
>Może ktoś w reszcie rąbnie się w łeb [..] Może tak spróbuj sam? Istnieje szansa, że przestaniesz wtedy wygadywać głupoty, albo i nawet wybijesz sobie ze łba głupotę kardynalną o pieniądzach co to ich nie było..
|
|
 | | rexus (2343 punktów) | NBP dodrukowuje pieniądze o współczynnik wzrostu PKB, więc robi coś z niczego. Podobnie systemy lewarowania, dzięki którym USA potroiło podaż pieniądza w ciągu ostatnich 10lat.
|
|
 | | Bożydar (2279 punktów) | Może ktoś wreszcie rąbnie się w łeb [..] Może tak spróbuj jednak sam zacząć się walić? Istnieje szansa, że przestaniesz wtedy wygadywać głupoty. Na razie widzę, że nie rozumiesz zasady kredytowania przy rezerwie cząstkowej i nie dziwię się temu specjalnie.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
|  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >Może ktoś wreszcie rąbnie się w łeb [..] >Może tak spróbuj jednak sam zacząć się walić? Istnieje szansa, że przestaniesz wtedy wygadywać głupoty. >Na razie widzę, że nie rozumiesz zasady kredytowania przy rezerwie cząstkowej i nie dziwię się temu specjalnie.
Sam przecież zadałeś pytanie: >Może ktoś z was wie dokładnie, jak to się w banku formalnie dzieje i kto jest właścicielem tych nowych wykreowanych pieniędzy?
Aaa, teraz rozumiem, to było pytanie retoryczne. Niestety nikt oprócz ciebie nie zna odpowiedzi na to pytanie. To może naświetlisz nam, jak to się dzieje w tych bankach. Jak oni te pieniądze tam kreują? Drukarką? Jestem strasznie ciekaw.
|
|
| |  | | Bożydar (2279 punktów) | Może ktoś z was wie dokładnie, jak to się w banku formalnie dzieje i kto jest właścicielem tych nowych wykreowanych pieniędzy? >Aaa, teraz rozumiem, to było pytanie retoryczne. >Niestety nikt oprócz ciebie nie zna odpowiedzi na to pytanie.
Manipulujesz, sensem wypowiedzi. Zadałem pytanie jak to się dzieje w księgowości bankowej, bo sądziłem,że bank staje się właścicielem całego kredytu po jego spłacie, co wydawało mi się dość dziwne do przepchnięcia.
Teraz wiem, że nie ma takiej potrzeby, że kredyt wykreowany może zniknąć po jego spłacie i tak nie wpłynie to na zmianę tego oszukańczego sytemu, bo kredyty kiedykolwiek się nie kończą, są permanentne i ilość ich się zwiększa. Bankowi wystarczy tylko zysk z udzielenia kredytu. Oczywiście do końca nie wiem czy to prawda. Nie wiem też na 100% czy to prawda, że bank komercyjny zwyczajnie kreuje pieniądze, tak jak opisałem, ale nie mam powodu nie wierzyć tym którzy tak twierdzą, bo obserwacja rynku i zachowania banków to potwierdza. Na uczelniach nawet uczą, że bank komercyjny kreuje pieniądz, natomiast przy tłumaczeniu już chachmęcą.
Napisz lepiej wszystko istotne co wiesz, zamiast robić chaos.
Dla mnie ekonomia, podobnie jak prawo jest wiedzą śmietnikową, nie wartą tym aby się nią zajmować. Jestem zmuszony się tylko tym zajmować bo zostaję pozbawiony praw i chcę wiedzieć w którym miejscu to się dzieje.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | > Napisz lepiej wszystko istotne co wiesz, zamiast robić chaos.Nie chce mi się już. Wszystko co miałem napisania na ten temat napisałem w tym wątku i w poprzednim (Pieniądze bez długu - www.racjonalista.pl/forum.php/s,276007#w278333). Jak jesteś ciekaw to poczytaj. Powtarzanie tego po raz kolejny nie ma już sensu. I tak mi zarzucisz, że piszę głupoty i nic nie rozumiem, tak jak 2 posty powyżej salekowi. Pisałem w tym wątku, bo mnie zainteresował temat inflacji. Sam dotychczas nie byłem pewien jaki jest jej sens i czy przypadkiem nie jest to czyste złodziejstwo. Dziękuję za zainicjowanie wątku. Wypowiedzi innych rozmówców, jak i potrzeba sformułowania swoich własnych, dała mi dużo do myślenia. Pewne rzeczy mi się wyklarowały, chociaż dalej czuję niedosyt wiedzy. Ale ten wątek się wyczerpał. Nic więcej się z tego wątku nie dowiem. Żadne nowe argumenty nie padają, pytania w kółko te same. Przekonywać cie nie zamierzam, bo i tak to nic nie da. I tak wiesz swoje. Widzę, że nie wiele z tego rozumiesz, ale wcale nie próbujesz zrozumieć. Ja, mieszkaniec "morza ignorancji", nie jestem godzien zakłócać twojego stanu samouwielbienia.
|
|
| | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | Przekonywać cie nie zamierzam, bo i tak to nic nie da. I tak wiesz swoje. Widzę, że nie wiele z tego rozumiesz, ale wcale nie próbujesz zrozumieć. Ja, mieszkaniec "morza ignorancji", nie jestem godzien zakłócać twojego stanu samouwielbienia.
Twoje słowa same się komentują. Przyjemnego taplania się w morzu.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
 | | pavvel (8272 punktów) | > wystarczyło przecież tylko na tym ładnym szkicu mechanizmu kreowania pieniądza, co to go pavvel zamieścił, zaznaczyć kwadracik na czerwono i podpisać, że jest to wypłacona gotówka, której przed wypłatą w systemie nie było.
Wypłacając gotówkę rzeczywiście przerywasz proces kreowania pieniądza. Tylko po co Ci jest gotówka? Jak długo ją zamierzasz trzymać w domu? Przecież robiąc zakupy wrzucasz ją znowu do systemu i znowu służy kreowaniu pieniądza. A jak płacisz przelewem albo kartą, to już w ogóle nie ma problemu. Pieniądze zmieniają właściciela, ale cały czas są w systemie.
|
|
|  | | salek (4701 punktów) | >Wypłacając gotówkę rzeczywiście przerywasz proces kreowania pieniądza. Nie. Wypłacanie pieniądza z kredytów i późniejsze tworzenie lokat to sedno mechanizmu kreowania pieniądza. Proces kreowania pieniądza przerwałbym umieszczając wypłaconą gotówkę w materacu (właściwie - tylko zamroziłbym tę gotówkę, bez likwidacji jej kreacyjnego potencjału - przerwanie mogłoby nastąpić chyba dopiero za jej fizyczną likwidacją).
>A jak płacisz przelewem albo kartą, to już w ogóle nie ma problemu. No tak - nie ma problemu, bo płatność wypłaconą z lokaty gotówką, przelewem czy kartą (ale tylko debetową) nie ma nic wspólnego z mechanizmem kreowania pieniądza. To - jak pisałem w poprzednim wątku - tylko neutralne dla systemu przesunięcie środków między kontami (w wypadku gotówki - obarczone jedynie ryzykiem zamrożenia jej w gospodarce).
|
|
1 na 3 | Gołębiewski (850 punktów) | Nie można wchodzić w głębszą analizę gdy nie rozumie się podstaw. Pieniądz jest towarem, specyficznym towarem, którego używamy żeby handlować innymi towarami. Producent pieniądza to NBP i inne banki w charakterze pośredników czytaj dystrybutorów. My ludzie zgłaszamy popyt na pieniądz, (nie chcemy się wymieniać krowa za Windows, tylko używamy pośrednika czyli pieniądza) Pieniądz jest dostarczany na rynek. Przykładowa sytuacja Ilość towaru (pieniądza) cena towaru (pieniądza) jeżeli producent dostarczyłby ilość pieniądza E, to cena pieniądza spadłaby do p2, zaszłaby wtedy inflacja, wartość pieniądza by spadła. (przykładowy najprostszy wykres podaży i popytu) www.nbpnew(*)infografiki_slownik4/rynek.jpgMy ludzie coraz więcej wytwarzamy towarów, dlatego zgłaszamy większy popyt na pieniądz, czytaj cała czerwona krzywa przesuwa się w prawo. Producenci rozumieją to i stale zwiększają podaż, czytaj cała niebieska krzywa przesuwa się w prawo. Stabilna inflacja 2,5% odpowiada cenie p1 i odpowiedniej ilości dla tej ceny. Jest to stan równowagi rynku, którego utrzymanie się jest celem NBP. To w jaki sposób powstaje pieniądz nie ma znaczenia dla jego wartości, o wartości pieniądza decyduje przede wszystkim jego ilość oraz zaufanie dla danej waluty.
|
|
 | | Bożydar (2279 punktów) | Nie można wchodzić w głębszą analizę gdy nie rozumie się podstaw.Czasem się jednak okazuje, że nawet specjalista nie rozumie podstaw. Czasem dyskusja pomaga wszystkim zainteresowanym w ich zrozumieniu. Pieniądz jest towarem, specyficznym towarem, którego używamy żeby handlować innymi towarami. Producent pieniądza to NBP i inne banki w charakterze pośredników czytaj dystrybutorów.
Można się z tym w przybliżeniu zgodzić, tak mniej więcej jest. Przy czym ten producent pieniądza korzysta z nieuczciwych przywilejów jakie daje mu monopol. My ludzie zgłaszamy popyt na pieniądz, (nie chcemy się wymieniać krowa za Windows, tylko używamy pośrednika czyli pieniądza)
Tu zaczyna się niedomówienie. Popyt na pieniądz jest z zasady nieograniczony, ponieważ ludzkie potrzeby są nieskończone. Do tego dochodzi jeszcze naiwne wyobrażenie powiązania danej ilości pieniądza z aktualną ich wartością nabywczą. >jeżeli producent dostarczyłby ilość pieniądza E, to cena pieniądza spadłaby do p2, zaszłaby wtedy inflacja, wartość pieniądza by spadła. >(przykładowy najprostszy wykres podaży i popytu) >www.nbpnew(*)infografiki_slownik4/rynek.jpgTen wywód sprowadza się do podstawowego faktu, że przy jakiejkolwiek podaży pieniądza na rynku ustala się jakaś równowaga My ludzie coraz więcej wytwarzamy towarów, dlatego zgłaszamy większy popyt na pieniądz, czytaj cała czerwona krzywa przesuwa się w prawo.Nonsens, nie wydajemy więcej tylko dlatego, że więcej wytwarzamy. Producenci rozumieją to i stale zwiększają podaż, czytaj cała niebieska krzywa przesuwa się w prawo.
Producenci zwiększają podaż żeby zarobić więcej do granicy opłacalności a nie dlatego, że więcej wydajemy. Stabilna inflacja 2,5% odpowiada cenie p1 i odpowiedniej ilości dla tej ceny. >Jest to stan równowagi rynku, którego utrzymanie się jest celem NBP.Nie zgadzam się z Twoimi poglądami. Rynek ze stabilną inflacją nie jest stabilnym rynkiem w uczciwym sensie tego słowa. Konstytucja nie mówi jakoś o odpowiedzialności NBP za stabilność rynku, tylko za wartość pieniądza. Przedstawianie stabilnej inflacji jako prawnego celu działania NBP jest demagogiczne. Ten cel jest całkowicie bezprawny, ponieważ jego realizacja związana jest z poszkodowaniem konsumentów, którzy na określoną wartość pieniądza zapracowali i są okradani częściowo z tej wartości. To w jaki sposób powstaje pieniądz nie ma znaczenia dla jego wartości, o wartości pieniądza decyduje przede wszystkim jego ilość oraz zaufanie dla danej waluty. Ilość, dokładnie. Tu się zgadzam się z autorem wypowiedzi. Natomiast trudno mówić o zaufaniu do waluty, gdy istnieje przymus jej stosowania. Nie licząc skrajnego przypadku totalnego braku zaufania, w którym pewnie doszłoby do "nielegalnej rewolucji", czyli nielegalnego używania innych walut - współcześnie mamy przymus używania danej waluty i nie mamy możliwości wyrażenia naszego zmniejszającego się braku zaufania. Zwracam uwagę na enigmatyczne określenie: wprowadzanie pieniądza na rynek. W rzetelny sposób to pieniądz może znaleźć się na rynku tylko jako czyjeś zobowiązanie. Dawniej w czasach parytetu było to zobowiązanie emitującego banku do konkretnego ilościowego świadczenia. Dziś wszystko jest względne, a zabezpieczenie pieniądza tkwi w cudzej własności i cudzej pracy, co już jest nieuczciwe bo umożliwia bankom posługiwanie się cudzą własnością bez własnego ryzyka. Przy realnym wzroście gospodarczym i rosnącej proporcjonalnie podaży pieniądza w wyniku jego emisji, średnia inflacja również byłaby zerowa! Obecny stan stałej inflacji jest wyłącznie wynikiem oszukańczej polityki monetarnej banku i oszukańczej doktryny, która twierdzi, że inflacja napędza wzrost gospodarczy. Obecna doktryna ekonomiczna ma za cel utrzymanie wskaźników wzrostu , a nie interes i dobrobyt ludzi.
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
|  | 1 na 1 | Gołębiewski (850 punktów) | > Można się z tym w przybliżeniu zgodzić, tak mniej więcej jest. Przy czym ten producent pieniądza korzysta z nieuczciwych przywilejów jakie daje mu monopol.Każdy monopolista ma siłę rynkową, nic się na to nie poradzi. > Tu zaczyna się niedomówienie. Popyt na pieniądz jest z zasady nieograniczony, ponieważ ludzkie potrzeby są nieskończone.Popyt: relacja pomiędzy ceną dobra (towary i usługi), a ilością (liczbą sztuk) jaką konsumenci chcą i mogą nabyć . Popyt na pieniądz nie jest nieograniczony, pieniądz jest towarem służącym do wymieniania się innymi towarami, jakbyśmy go mieli za dużo to że tak powiem zaczęlibyśmy się nim podcierać > Ten wywód sprowadza się do podstawowego faktu, że przy jakiejkolwiek podaży pieniądza na rynku ustala się jakaś równowagadokładnie > Nonsens, nie wydajemy więcej tylko dlatego, że więcej wytwarzamy.pewne uproszczenie z mojej strony oczywiście chodzi o dobra wytworzone i sprzedane. > Nie zgadzam się z Twoimi poglądami. Rynek ze stabilną inflacją nie jest stabilnym rynkiem w uczciwym sensie tego słowa.Nie rozumiem o co panu tutaj chodzi. Uczciwy sens stabilności? > Konstytucja nie mówi jakoś o odpowiedzialności NBP za stabilność rynku, tylko za wartość pieniądza.> Przedstawianie stabilnej inflacji jako prawnego celu działania NBP jest demagogiczne. Ten cel jest całkowicie bezprawny, ponieważ jego realizacja związana jest z poszkodowaniem konsumentów, którzy na określoną wartość pieniądza zapracowali i są okradani częściowo z tej wartości.Rynek służy do tego żeby obydwie strony odnosiły korzyści z tytułu wymiany. Rynki nie są w stanie poprawnie funkcjonować bez stabilnej waluty. pl.wikipedia.org/wiki/Hiperinflacja gdy występuje owo zjawisko handel za pomocą pieniądza przestaje mieć sens. Gdy cel inflacyjny jest spełniony żadna ze stron wymiany nie boi się że jutro cena nagle wzrośnie spadnie o miliard % Nie rozumiem w jakim sensie są poszkodowani konsumenci? Każdy wie, że zachodzi inflacja czyli ceny rosną z roku na rok, jak ktoś trzyma pieniądze w skarpecie to traci bo zamraża kapitał, jak ktoś trzyma pieniążki w banku to nie traci bo odsetki rekompensują inflacje, razem z godnym wynagrodzeniem za użyczenie bankowi kapitału. Inflacja powoduje, że ludzie nie są skorzy wycofywać pieniądze z obiegu, co jest szkodliwe dla systemu finansowego. Jeżeli ktoś jednak zakochał się w Jagielle to musi płacić mniej więcej 2.5zł rocznie za to, że on pozostanie u niego w skarbonce. > Ilość, dokładnie. Tu się zgadzam się z autorem wypowiedzi. Natomiast trudno mówić o zaufaniu do waluty, gdy istnieje przymus jej stosowania. Nie licząc skrajnego przypadku totalnego braku zaufania, w którym pewnie doszłoby do "nielegalnej rewolucji", czyli nielegalnego używania innych walut - współcześnie mamy przymus używania danej waluty i nie mamy możliwości wyrażenia naszego zmniejszającego się braku zaufania.Gdy zmniejsza się zaufanie do waluty, to ludzie stopniowo wymieniają ją na inne rzeczy np. inna waluta, złoto, nieruchomości i inne aktywa > Obecny stan stałej inflacji jest wyłącznie wynikiem oszukańczej polityki monetarnej banku i oszukańczej doktryny, która twierdzi, że inflacja napędza wzrost gospodarczy. Obecna doktryna ekonomiczna ma za cel utrzymanie wskaźników wzrostu , a nie interes i dobrobyt ludzi.> Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.Narzekanie, tak jak wyżej inflacja zwiększa obrót pieniądza w gospodarce, na stabilnym poziomie 2,5% +-1% jest zjawiskiem pozytywnym z pkt widzenia wzrostu gospodarczego.
|
|
| |  | | Bożydar (2279 punktów) | Popyt na pieniądz jest z zasady nieograniczony, ponieważ ludzkie potrzeby są nieskończone. Popyt: relacja pomiędzy ceną dobra (towary i usługi), a ilością (liczbą sztuk) jaką konsumenci chcą i mogą nabyć .
Same nieporozumienia. Zobacz definicję popytu wedlug Keynesa. Tu chachmęcić można na maksa i to się robi we wiadomym celu. Mówiąc o popycie na pieniądz w twoim sensie, traktujesz pieniądz jak towar, a towar ma przede wszystkim wartość użytkową, a wartość akumulacyjna czy spekulacyjna, to wyjątek.
Popyt na pieniądz nie jest nieograniczony, pieniądz jest towarem służącym do wymieniania się innymi towarami, jakbyśmy go mieli za dużo to że tak powiem zaczęlibyśmy się nim podcierać To nie jest prawda, bo można tak mówić tylko w przypadku braku równowagi ekonomicznej na rynku. Jeżeli ty, albo nawet jakaś grupa społeczna ma po 10 000 000 000 PLN co jest stanowczo "za dużo", to przez ten sam fakt pieniądz nie straciłby na wartości. Powiem więcej sam fakt posiadania pieniądza nie działa obciążająco na rynek bo dopiero wymiana pieniędzy na towar jakiś ruch powoduje. Czyli teoretycznie każdy mógłby mieć po 10 000 000 000 na lokacie, a przy uczciwej polityce NBP panowałaby deflacja. Wartość pieniądza jest określana głównie przez ilość pieniądza użytego w danym momencie do wymiany,a nie przez całkowitą ilość pieniądza.
Oszustwo, kradzież i fałszerstwo są istotną, realną, nieodłączną, a nie wyimaginowaną częścią rynku. Jak się ma "twoja" definicja popytu na pieniądz, do popytu na pieniądz u fałszerza pieniędzy?
Nie rozumiem o co panu tutaj chodzi. Uczciwy sens stabilności?
Uczciwy pokój, to nie jest Pax Romana. Uczciwa stabilność, to nie jest stabilność wymuszona siłą. Obecnie "stabilność ekonomiczna" jest wymuszona dozowanym rabunkiem w postaci podatków i nacisku inflacyjnego. Wyobraź sobie , że powstaje wolna strefa rynku w obwodzie Kaliningradzkim. Zadnych granic, celnych albo politycznych. Kaliningrad ma walutę z parytetem w metalach szlachetnych i energii. Jak sądzisz ile czasu zająłby gospodarkom okolicznych państw całkowity upadek, jeżeli by się nie zreformowały ?(Pożądaną przez obecny system reakcją byłoby zamknięcie granic) Z czego by ten upadek wynikał? Uważasz, że odwoływanie się do patriotyzmu ludzi , albo do potrzeby ochrony pozornego wzrostu gospodarczego coś by dało? A może uważasz, że ludzie działają na własną ekonomiczną szkodę kupując coś taniej niż mogą? A może uważasz, że ludzie działają na własną szkodę nie wykazując chęci do inwestycji i trzeba ich utratą mienia do takich inwestycji zmusić?
A jak to się ma do słynnej zasady wypierania gorszego pieniądza przez lepszy?
Osobiście to mam szerszą wersję tej zasady.
Zasada Bożydara brzmi "Każda wartość materialna czy duchowa, zostaje przez kogoś przywłaszczona, jeżeli właściciel nie realizuje z jakichkolwiek względów swoich właścicielskich praw."
Niekorzystna wymiana handlowa np. konia na kurę, jest szczególnym wariantem braku realizacji praw właścicielskich np. z powodu wprowadzenia właściciela konia w błąd.
Prawo Greshama, będące szczególnym wariantem mojej ogólniejszej zasady działa tylko, jeżeli można ukraść, albo oszukać, a oszustwo i kradzież są skłonnościami genetycznymi człowieka w określonych warunkach. Dlatego przy wymuszonej prawem uczciwości, tylko od jakości stosowanego prawa zależy, czy zasada wypierania lepszego pieniądza gorszym, będzie zauważalna i czy ten proces w ogóle zachodzi.
Rynek służy do tego żeby obydwie strony odnosiły korzyści z tytułu wymiany. Rynki nie są w stanie poprawnie funkcjonować bez stabilnej waluty. Dokładnie tak, tylko brakuje ci konsekwencji we wnioskowaniu.
Gdy występuje inflacja, handel za pomocą pieniądza przestaje stopniowo mieć sens. Tak samo jak handel stopniowo przestaje mieć sens, jeżeli bracia celników, rabusie przydrożni podnoszą opłaty za przejazd.
Gdy cel inflacyjny jest spełniony żadna ze stron wymiany nie boi się że jutro cena nagle wzrośnie spadnie o miliard % >Nie rozumiem w jakim sensie są poszkodowani konsumenci? Każdy wie, że zachodzi inflacja czyli ceny rosną z roku na rok, jak ktoś trzyma pieniądze w skarpecie to traci bo zamraża kapitał, jak ktoś trzyma pieniążki w banku to nie traci bo odsetki rekompensują inflacje, razem z godnym wynagrodzeniem za użyczenie bankowi kapitału.
Ha ha ha. Podobnie można argumentować, że jest wszystko w porządku bo zysk z handlu przewyższa opłaty dla rabusiów przydrożnych, a każdy wie że oni są. Konsumenci są ewidentnie poszkodowani, skoro w przypadku pojawienia się innej uczciwszej możliwości rzuciliby się wszyscy na nią.
Jak ktoś trzyma pieniążki w banku, to ryzykuje prawie tak samo jakby grał na giełdzie, bo jutro się może okazać, że jego pieniądze są bez wartości. Zysk jaki przynosi lokata, jest dochodem za realne ryzyko. Do tego ten zysk jest wątpliwy, ponieważ inflacja jest zafałszowywana, a zysk opodatkowany nie po odjęciu inflacji ale bez jej uwzględnienia.
Tylko ktoś bardzo naiwny może twierdzić, że inflacja jest dlatego że jest korzystna ekonomicznie i korzystne ekonomicznie jest wymuszone obracanie pieniędzmi. Jeżeli 1% inflacji byłby korzystny, to 50% musiałoby być jeszcze bardziej korzystne i jest ewidentnie jeszcze bardziej korzystne, tylko dla kogo!
Inflacja jest wyłącznie dlatego, że jest ukrytym ogromnym źródłem dochodu dla państwa!
Gdy zmniejsza się zaufanie do waluty, to ludzie stopniowo wymieniają ją na inne rzeczy np. inna waluta, złoto, nieruchomości i inne aktywa
Dlatego utrudniono handel złotem, a od nieruchomości trzeba płacić podatki, które mogą cię z dnia na dzień pozbawić własności, jeżeli zechce tego rozporządzenie. W Polsce nie podlegamy Konstytucji i ustawom, ale głównie rozporządzeniom, bo tak sprytnie to urządzono. Spróbuj handlować złotem, zobaczysz jak cię udupią i to nie rynek to zrobi, ale prawodawca.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Bożydar (2279 punktów) | Na stabilnym poziomie 2,5% +-1% jest zjawiskiem pozytywnym z pkt widzenia wzrostu gospodarczego. > Tylko że wzrost gospodarczy nie jest zjawiskiem pozytywnym i z realnym rozwojem gospodarczym mam zero wspólnego
Nie oczekuję, łatwej zmiany poglądów czytelników, ponieważ kłamstwo powtarzane przez lata przynosi owoce w postaci ugruntowanych przekonań.
Pozdrawiam
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Gołębiewski (850 punktów) | >Tylko że wzrost gospodarczy nie jest zjawiskiem pozytywnym i z realnym rozwojem gospodarczym mam zero wspólnego Wzrost gospodarczy jest mierzalny i należy do sfery realnej. Realny rozwój gospodarczy - czyli niby co, że wzrost gospodarczy nie jest realny, czy że niby nie rozwija gospodarki? >Nie oczekuję, łatwej zmiany poglądów czytelników, ponieważ kłamstwo powtarzane przez lata przynosi owoce w postaci ugruntowanych przekonań. no cóż jak dla mnie pieniądz nadal jest towarem, a jak wiadomo nie ma nic za darmo i także za pieniądz trzeba płacić
>Pozdrawiam ja również, ale mam wrażenie, że odkrył pan teorie spiskową.
|
|
| | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | mam wrażenie, że odkrył pan teorie spiskową. Tego rodzaju argumenty wysuwane są najczęściej w celu zdyskredytowania nielubianej teorii z powodu jej nieprawdopodobności.
Spiski też się zdarzają i to niestety częściej niż się myśli.
Tutaj chodzi o władzę, pieniądze i wyzysk, spisek jest jak najbardziej na miejscu.
Ciekaw jestem czy wolałby Pan obracać przy wymianie realnymi wartościami,np złotem czy wystarczą Panu pieniądze bez jakiegokolwiek prawnego pokrycia?
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Gołębiewski (850 punktów) | >Spiski też się zdarzają i to niestety częściej niż się myśli. nie wiem jak często się myśli;P
>Tutaj chodzi o władzę, pieniądze i wyzysk, spisek jest jak najbardziej na miejscu. Owszem, ale spisku nie ma. >Ciekaw jestem czy wolałby Pan obracać przy wymianie realnymi wartościami, np złotem czy wystarczą Panu pieniądze bez jakiegokolwiek prawnego pokrycia?
zaiste bardzo praktyczne było by noszenie sztabek złota w kieszeni, czy innego żelastwa.
Obecny system działa i ma się dobrze mimo obecnej fazy cyklu koniunkturalnego.
Dla mnie złoto samo w sobie nie przedstawia żadnej wartości, nie jestem hutnikiem ani jubilerem, nie miałbym co z nim zrobić, co prawda rynek wysoko ceni ten kruszec.
|
|
| | | | |  | | Bożydar (2279 punktów) | czyli niby co, że wzrost gospodarczy nie jest realny, czy że niby nie rozwija gospodarki?
Dokładnie tak, wzrost gospodarczy nie jest wartością przekładającą się na rozwój. Ani inflacja, ani marnotrawstwo albo sabotaż nie spowodują rozwoju gospodarczego, natomiast spowodują odczuwalny wzrost gospodarczy.
Masz jakieś złudzenia, że wymuszona sytuacją inwestycja, będzie lepsza od tej zaplanowanej i że wrogie lub przyjazne nastawienie inwestora do rynku jest bez znaczenia?
Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|