>
Czy kultura dąży dziś do zrobienia z kobiety rzeczy?Nie, wprost przeciwnie - od niedawna kultura właśnie coraz wyraźniej uznaje podmiotowy status kobiet i sprzyja ich emancypacji.
Przez tysiąclecia jednak kobieta
rzeczą była, stanowiąc
towar, którym wymieniały się grupy mężczyzn jako znakiem więzi kooperacyjnych i/lub sojuszniczych. Społeczeństwa ludzi i szympansów
Pan troglodytes oparte są (ogólnie biorąc) na zasadzie tożsamości grup męskich - tj. samiec przez całe życie pozostaje w grupie, w której przyszedł na świat, samica zaś tę grupę zmienia i jako dorosła należy do grupy innej niż ta, w której się urodziła. Do dziś objawia się to choćby tym, że kobieta
zmienia nazwisko na nazwisko męża przy wychodzeniu za mąż, a do ołtarza, gdzie następuje uroczyste przekazanie
towaru innej grupie, prowadzi ją dotychczasowy jego dysponent tj. ojciec.
Długo by zresztą można całą obrzędowość małżeńską pod tym katem analizować, podobnie jak fakt zupełnie odmiennej "moralności" seksualnej dla różnych płci przeznaczonej.
Po cóż jednak sięgać po instrumentarium antropologiczne, gdy symbole uprzedmiotowienia kobiety leżą na wierzchu w każdym niemal zdaniu, jakie po polsku się wypowiada.
Nie wzięło się znikąd, iż w liczbie mnogiej (mnogiej - bo bycie mężczyzną lub kobietą oznacza zawsze przynależność do większej, ponadjednostkowej kategorii) istnieją rodzaje
męskoosobowy i
niemęskoosobowy, przez co mówimy:
ci mężczyźni,
ci chłopcy,
ci strażacy, ale:
te kobiety,
te drzewa,
te krzesła. Łatwo też zauważyć, że powiedzenie np. "
te chłopy" z automatu nadaje wypowiedzi koloryt poufale komicznego lekceważenia.
Mężczyźni mówiąc o swych ponadjednostkowych działaniach użyją formy "ludzkiej":
zrobiliśmy, kobiety zaś "rzeczowej":
zrobiłyśmy (gdyby zwierzęta czy krzesła mog
ły mówić, też mówi
łyby
zrobiłyśmy) - uderzające jednak, że gdy do grupy nawet tysiąca kobiet dodamy choćby jednego mężczyznę, zobowiążemy je już tym samym do posługiwania się męską (czyli "ludzką") formą
zrobiliśmy - w drugą stronę to tak nie działa. Mężczyzna w grupie bowiem fundamentalnie zmienia jej status, honorowo całą "uczłowieczając".
Na wołowej skórze nie spisa
łby człowiek (automatycznie rodzaj męski - hłe, hłe) wszystkich przykładów uprzedmiotowienia kobiety, jakimi "nasza" kultura nabita jest od piwnic po dach - to, co wyżej, to tylko mikroskopijna próbka.
Pomyśleć, że taka jkl;
się dziwuje, po co to taka dziedzina nauki, jak
gender studies...

.