 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-04-2010 14:42 | sztejkat (4743 punktów) | Kwestia honoru
16 na 16 | Tak sobie pracuję i pracuję i pracuję... Po trosze dla pieniędzy, po trosze dla satysfakcji.
Za każdym razem, gdy coś skopię, odbieram to jako osobistą porażkę. Kwestią bowiem honoru jest robienie tego co robię zawsze dobrze.
Nasuwa mi się więc na myśl pytanie o honor w dzisiejszym biznesie.
Podobnie jak archetypiczny rzemieślnik tworzę i jestem dumny z tego co tworzę - z tego, że moje wytwory są przydatne i dość niezawodne. Jednak widzę wyraźnie, że nie jest to podejście ekonomicznie uzasadnione. Z punktu widzenia średnio-terminowej ekonomii najlepszym podejściem jest bowiem utrzymywanie najniższej akceptowalnej jakości przy najwyższej akceptowalnej cenie.
Nie będę ukrywał - nie podoba mi się to. Presja konkurencji powoduje eskalację środków. Zwykło się, w klasycznej ekonomii mówić, że konkurencja zwiększa jakość. Spójrzcie jednak na półki w sklepach. Czy na prawdę jakość rośnie? Czy to, co kupujemy dziś jest trwalsze i bardziej niezawodne niż to, co kupiono lat temu dziesięć?
Spora część nowych urządzeń nie działa prawidłowo, nie posiada sensownych instrukcji obsługi i większość parametrów jest nie specyfikowana. Trafiają na rynek w zasadzie przed-prototypy. Ba, zwykle z trudem przeżywają okres gwarancji. Są jednak tanie. Tak tanie, że reklamacja nie opłaca się.
Wydaje się więc, że presja rynku działa w drugą stronę: taniej i gorzej. Kto tańszy, wygrywa. Trzeba więc balansować z produktem na granicy używalności: tylko tyle działający, że klient kupi i tak tani, że zamiast reklamować, kupi następny. Powstają dwie nisze finansowo maksymalnie korzystne - strefa zera jakości i niskich cen oraz strefa mirażu jakości, luksusu i wysokich cen. Kto chce maksymalizować zysk, musi zmierzać ku jednej z nich.
I tu wracam do kwestii honoru.
Czym jest honor dla biznesmena? Czym jest honor dla producenta? Czy można jeszcze mówić w tych zawodach o dumie, wiedzy, tradycji? Czy produkt ma w umyśle biznesmena związek z dumą, czy też jest to przede wszystkim zysk?
Chciałbym, by znowu można być dumnym ze swoich produktów, utrzymać się na rynku i nie wychodzić przy tym na naiwnego idiotę.
Kwestia honoru jest ściśle związana z kwestią własności. Honor może mieć ktoś. Pytanie, czy honor może mieć firma? Nie sądzę. Kwestia dumy i odpowiedzialności to kwestia osobista, osobowa. Honor firmy jest nierozerwalnie, moim zdaniem, związany z honorem jej właściciela.
Ilu właścicieli ma giełdowa spółka akcyjna? Stu? Tysiąc? Na ile spekulant giełdowy poczuwa się do własności firmy, do odpowiedzialności za nią?
Nadal to jednak właściciele decydują o linii działania - a w zasadzie działający pod ich gusta zarząd. Jakie jednak gusta ma dziesięć tysięcy akcjonariuszy? Odpowiedź jest prosta - wzrost kursu akcji jest jedynym co ich interesuje. Istotnym jest kupić własność i sprzedać. Co się z nią stanie, jakie działania za tym stoją - jest zupełnie nie istotnym. Zważcie - dziś akcjonariusz bierze udział jedynie w podziale zysku, nie dzieląc odpowiedzialności (upadek SA nie pociąga dochodzenia z majątku spekulantów akcjami spółki - długu nie dzieli się proporcjonalnie do posiadanej własności).
Czy w takiej sytuacji można mówić o honorze? Czy w takiej sytuacji można mówić o zaufaniu do firmy, do marki?
Szkoda wielka że weszliśmy w kapitalizm akurat w tym momencie, gdy nie tyle chyli się on ku upadkowi, co już właśnie potknął się i leci na pysk.
Honor==Właściciel. Kapitalizm==Właściciel.
Nie ma właściciela, nie ma honoru. I nie ma kapitalizmu.
Pozdrawiam,
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | Tak napisałeś, że trudno cokolwiek dodać - a zgadzam się z każdym prawie słowem. Prawie każdą zawartą przez Ciebie myśl sam wcześniej wielokrotnie obróciłem w głowie - jako właściciel mojej firmy.
Róbmy swoje! Jak śpiewał Młynarski. Niezależnie od zalewającej nas tandety, róbmy swoje najlepiej jak potrafimy. Dla honoru. I dla zysku.
Tak, dla zysku. Moi klienci wracają do nas i zostawiają kolejne zlecenia i pieniądze, nie do końca czasem rozumiejąc dlaczego. Ale my wiemy: ludzie wyczuwają, nieświadomie, pasję z jaką chcemy zrobić wszystko lepiej. Wyczuwają, że ich zlecenia są wykonywane staranniej niż u konkurencji, a właściciel osobiście zaangażowany jest w jakość produktu. Doceniają, że obsługa jest miła nie ze względu na regulamin firmowy, ale dlatego, że lubimy swoją pracę.
Nasi konkurenci są dla nas wielkim skarbem i najlepszą reklamą - dzięki nim mamy czym się wyróżnić pozytywnie.
Rzeczywiście, honor firmy istnieje chyba tylko jako honor prawdziwych ludzi: właścicieli albo pracowników. Korporacje mają zwykle tylko wizerunek publiczny traktowany jak wartość giełdowa.
CYMBAŁ BRZMIĄCY.
|
|
4 na 4 | -jad- (18783 punktów) | >Spójrzcie jednak na półki w sklepach. >Czy na prawdę jakość rośnie? Czy to, co kupujemy dziś jest trwalsze i bardziej >niezawodne niż to, co kupiono lat temu dziesięć?
Solidność straciła na popularności. Konsumenci wybierają tańsze produkty, bo droższe rzadko kojarzą się już z solidnością a często z naciąganiem klienta (nie bez powodu zresztą). Ludzie lubią kupować, chcą cieszyć się z nowej pralki a nie z tego, że stara działa bez zarzutu od piętnastu lat. Zresztą technika idzie do przodu i taka nowa tandetna pralka zużywa dużo mniej wody niż ta solidna stara. A nowy telewizor może żre więcej prądu ale jest Full HD. Nie musi wytrzymać wieków, bo po HD będzie coś nowego, lepszego. Jak ma się to do honoru producenta, pojęcia nie mam.
Kilkakrotnie słyszałem opinie, że różne sprzęty celowo są konstruowane w ten sposób, by niedługo po okresie gwarancyjnym się zepsuć. Jakiś istotny dla prawidłowego działania urządzenia element wykonuje się tak, by długo nie wytrzymał i zespala się go w taki "nierozerwalny" sposób z innymi elementami, że naprawa staje się nieopłacalna. Cena naprawy jest równa lub niewiele mniejsza od ceny nowego urządzenia. Że znów dziadowskiego, to niemal pewne. Nie wiem czy to prawda czy nie ale nie jest to chyba całkiem bezsensowne. Producenci zapewniają sobie w ten sposób ciągły zbyt. Słabym punktem tej spiskowej teorii jest to, że celowość takiego działania wymagałaby koalicji wszystkich lub prawie wszystkich wytwórców w danym sektorze. Trochę inny sposób zarobkowania, według tych opinii zapewniają sobie producenci samochodów. Ci zarabiają głównie na bardzo drogim serwisie, który właściciele nowych aut muszą nader często odwiedzać. Z ust do ust są przekazywane różne historie świadczące o tym jak otwarcie jesteśmy nabijani w butelkę. Nowiutkie auta unieruchomione w jednej chwili. Wymiana pasków filtrów czy olejów, która figuruje w książce i została słono opłacona choć nigdy się nie odbyła Z drugiej strony, w internecie można znaleźć wiele entuzjastycznych opinii na temat starych mercedesów, volkswagenów czy audików, które według autorów przeżyją auta produkowane dzisiaj. Pożyjemy zobaczymy. Z czego, by to wszystko nie wynikało, to o honorze producentów nie świadczy najlepiej, choć zysków raczej mu nie ujmuje.
Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
|
|
 | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) |
>Kilkakrotnie słyszałem opinie, że różne sprzęty celowo są konstruowane w ten sposób, by niedługo po okresie gwarancyjnym się zepsuć.(...)
Jest to pokłosie dawnej praktyki projektowania na "remont generalny" - konstruując urządzenie w którym z definicji zużywają się komponenty dążono do tego, by wszystkie mniej więcej w tym samym czasie osiągnęły krytyczny poziom zużycia. Dzięki temu wykonywało się jeden remont generalny zamiast wielu drobny a częstych napraw.
Zdobytą w ten sposób wiedzę dziś wykorzystuje się by projektować produkt optymalny pod względem ekonomicznym - czyli najtańszy akceptowalny.
Pozdrawiam, Tomasz Sztejka.
Tomasz Sztejka
|
|
|  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | >Zdobytą w ten sposób wiedzę dziś wykorzystuje się by projektować produkt optymalny pod względem ekonomicznym - czyli najtańszy akceptowalny.
Tłumaczy to szybkie zużywanie się elementu, nie tłumaczy natomiast, czemu jego wymiana jest nieopłacalna.
>Pozdrawiam,
Ja również.
Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
|
|
| |  | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | >(...)Tłumaczy to szybkie zużywanie się elementu, nie tłumaczy natomiast, czemu jego wymiana jest nieopłacalna. (...)
Wydaje mi się, że to już nie ma wielkiego związku z projektem produktu czy też celową polityką firmy a raczej z logistyką i specyfiką produkcji masowej.
Przede wszystkim produkt jest jeden - części kilkadziesiąt. Dostarczanie ich do punktów serwisowych kosztuje. Wytwarzanie ich poza głównym procesem produkcyjnym także, tym bardziej, że z założenia nie wszystkie egzemplarze produktu ulegają uszkodzeniu, a więc produkcja części zamiennych jest mniejsza niż całego wyrobu. W efekcie - droższa licząc per sztuka. Inny jest także proces odbioru i kontroli jakości. Wreszcie ciągle zmieniany asortyment wyrobów (a to już marketing) prowadzi do gigantycznej ilości potencjalnych części zamiennych. Biorąc pod uwagę systematycznie skracany czas życia rynkowego modelu i nadal istotnie dłuższy czas eksploatacji należy teoretycznie utrzymywać bardzo szeroką produkcję części zamiennych - jednak w niewielkich ilość. Tak więc przede wszystkim odbija się w cenie części zamiennych niższy wolumen produkcji.
Oczywiście konstrukcja pod produkcję masową też ma tu wpływ. Zazwyczaj najdroższym elementem cyklu produkcyjnego w masówce jest montaż i kontrola jakości. Stąd ucieka się od śrubek, złączek i innych, demontowalnych elementów. Przechodzi się na połączenia klejone, wciskane i temu podobne - szybsze w montażu ale praktycznie nie demontowalne.
Jeśli weźmie się więc pod uwagę tą specyfikę produkcji masowej wówczas widać, że optymalizacja ekonomiczna wytwarzania wyrobu prowadzi do czegoś co jest nienaprawialne. A często i też koszmarne w demontażu i utylizacji na drodze innej niż mielenie na drobne.
Elementami "honoru" producenta w masówce są jednak rzeczywiście: szacunek do klienta wyrażony gotowością serwisowania wyrobu w rozsądnych kosztach oraz dostarczanie wyrobu dopracowanego i sprawdzonego. Niestety, jak sam zauważyłeś z serwisem jest kiepsko. I - niestety - jest to ekonomicznie uzasadnione interesem producenta. Drugim aspektem tego, o czym wspominasz, jest też związany z redukcją kosztów proces ograniczania kontroli jakości tak projektu jak i wyrobu w produkcji. Przerzuca to proces testowania na klienta.
Moim zdaniem zachowania skrajnie nieuczciwe to właśnie przerzucanie części pracy związanej z procesem produkcji i utylizacji na odbiorcę końcowego.
Dostarczenie produktu nie przepuszczonego przez rzetelny proces odbioru oznacza bowiem, że to odbiorca musi dokonać kontroli zakupionego wyrobu. Nie ma on jednak ani odpowiedniej aparatury, ani doświadczenia. W efekcie proces ten jest dla odbiorcy istotnie bardziej kosztowny i istotnie mniej skuteczny niż gdyby był przeprowadzony u producenta. Producent czerpie tu jednak podwójny, krótko-terminowy zysk: raz, oszczędza na procesie kontroli, a dwa - wyroby które nie przeszłyby tego procesu są sprzedawane i nie zawsze reklamowane przez klienta. Stąd znacznie większy uzysk przy niższym koszcie. Jest to jednak polityka krótko terminowa - patrz Hewlet Packard - marka niegdyś sławna z jakości dziś zeszła zdecydowanie na psy.
Podobnie utylizacja - wyrób nienaprawialny oraz nierozbieralny sprawia, że do kosztów zakupu nowego egzemplarza dochodzi niebagatelny nieraz koszt utylizacji starego wyrobu. Szczególnie w świetle tak zwanych "pro-ekologicznych" przepisów. Eleganckim przykładem są żarówki energo-oszczędne. Żarówkę żarową można było z czystym sumieniem wywalić do przysłowiowego piachu - proste metale, szkło i odrobina ołowiu w stopce. Żarówkę energooszczędną trzeba rozebrać podczas utylizacji. Przy czym, ze względu na koszty wytwarzania żarówka jest wykonywana jako nierozbieralna.
Tak na marginesie - pisząc ten post pozwoliłem sobie rozebrać przepaloną żarówkę energooszczędną. Składa się ona mniej więcej z: - bańki z luminoforem i gazem; - dwuczęściowego korpusu z odpornego na temperatury tworzywa sztucznego; - stalowej stopki z cynowo-ołowiowym stykiem i szklaną zalewą; - płytki drukowanej z tekstolitu (miedź, żywice, włókna); - kondensatora elektrolitycznego aluminiowego dużej pojemności (aluminium, miedź, tworzywa, chemia, razem 3cm3); - dwu tranzystorów, tyrystorów lub innych podobnych elementów mocy (miedź, krzem, tworzywa sztuczne odporne na wysoką temperaturę); - sześciu kondensatorów ceramicznych (miedź, tworzywa sztuczne, ceramika); - ośmiu rezystorów (miedź, ceramika, tlenki metali, tworzywa sztuczne); - dwu dławików (ferryty, miedź, tworzywa); - transformatora (ferryty, miedź, tworzywa); - sześciu diod (miedź, krzem, tworzywa sztuczne odporne na wysoką temperaturę); - termistora PTC (miedź, ceramika, tlenki metali, tworzywa sztuczne); - około 10cm przewodów (cyna, miedź, tworzywa sztuczne); - lutowia, około 1cm3(cyna lub cyna i ołów).
Naprawa - oczywiście nie możliwa.
Prawidłowa utylizacja takiego wyrobu (w sensie - jak największe ponowne wprowadzenie do obrotu także poprzez odzyskanie sprawnych podzespołów) jest na granicy ludzkich możliwości - a już w sensie ekonomicznym - karkołomna. Kosztami tak materialnymi jak i prawnymi (mandaty, regulacje prawne, struktury utylizacji, monitoring utylizacji, konieczność dostawy do puntów odbioru, transport) obciąża się bezpośrednio lub pośrednio odbiorcę.
No, ale to nie koniecznie na temat.
Podsumuję więc: nie honorowe zachowania ze strony producentów to moim zdaniem:
- nienaprawialne produkty; - redukcja kontroli jakości i przerzucenie jej na odbiorcę; - przerzucenie na odbiorcę, w tym - państwo - kosztów obsługi utylizacji produktów; - ciągłe zmiany modeli przed osiągnięciem przezeń tak zwanego stanu dojrzałego, czyli bez dążenia do poprawy jakości przez co "nowe" nie znaczy już "lepsze";
Wszystko - uzasadnione ekonomicznym kryterium krótkoterminowego wzrostu zysku po stronie dostawcy.
Pozdrawiam
Tomasz Sztejka
|
|
3 na 3 | catseye (1381 punktów) | >Czy w takiej sytuacji można mówić o honorze? Czy w takiej sytuacji można mówić o zaufaniu do firmy, >do marki? >Szkoda wielka że weszliśmy w kapitalizm akurat w tym momencie, gdy nie tyle chyli się on ku >upadkowi, co już właśnie potknął się i leci na pysk. >Honor==Właściciel. Kapitalizm==Właściciel. >Nie ma właściciela, nie ma honoru. I nie ma kapitalizmu. Bardzo ważny problem, o którym trzeba przypominać. Jestem jednak pesymistą, jeśli chodzi o możliwość jego rozwiązania w absurdalnych i całkowicie irracjonalnych warunkach narzuconych przez cywilizację, której motorem jest konsumpcja, a sensem istnienia nieustający wzrost gospodarczy.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|