Racjonalista - Strona głównaDo treści
Tragedia najbardziej narodowa.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
10-04-2010 22:14Zbysław Śmigielski (8639 punktów)Tragedia najbardziej narodowa.
Ocena 33 na 33

   Katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem rozgrywa się w dwóch wymiarach: państwowym i prywatnym. W obu jest tragedią, w obu straszną. Godną żałoby nie tylko tygodniowej.

   Jako publicysta, ten drugi wymiar, prywatny, pomijam - choć szczerze, serdecznie bliskim i zainteresowanym współczuję. Ten wymiar ludzki i zwyczajny nie zajmuje mnie jednak z przyczyn publicznych.

   Zajmuje mnie wymiar pierwszy, państwowy, czyli właśnie publiczny. Na ten temat chciałbym się choćby skrótowo wypowiedzieć.

   "Zginęła elita Polski", "Największa tragedia w historii Polski" - etc. Do tych prasowych tytułów mam bardzo poważne zastrzeżenia. Nie chodzi tu tylko o właściwą dziennikarzom na co dzień skłonność do napuszonej przesady. Tym razem wydaje im się zapewne, że cokolwiek napiszą, przesadą nie będzie. No bo jakże, wobec takiej tragedii?!

   Wobec takiej tragedii wyłazi rzecz elementarna: dziennikarzom brak słów. Brak słów właściwych. Świadczy to po prostu o słabej znajomości języka polskiego. Zwykle mało kto rzecz tę zauważa i mało komu ona przeszkadza. Ale wystarczy spokojnie porównać, jak była opisana już nawet nie tragedia Haiti, lecz zwykły przegrany mecz naszej reprezentacji. Ubóstwo językowe widać aż nazbyt wyraźnie.

   Nie będę się jednak znęcał nad dziennikarzami, tym bardziej bez ich udziału. Co prawda, nad nami to oni się znęcają znacznie bardziej, i też bez naszego udziału. Od wypadku minęła już niemal doba i czas trochę pomyśleć. Samodzielnie.

   "Zginęła elita Polski", "Największa tragedia w historii Polski" - pozostańmy przy tych dwu przykładach.

   - Przy pierwszym: nie taka znów elita, sądząc choćby po stanie państwa, do jakiego zostało przez tę elitę doprowadzone.

   - Przy drugim: każde dziecko potrafi kilka większych tragedii z historii Polski podać, i to bez szczególnego namysłu.

   Najgorzej wypadają przyczyny katastrofy. Jedną podobną sprawę mamy już za sobą, to znaczy: jedną nagłośnioną. Tyle, że bez tragicznych konsekwencji, bo tamten kapitan samolotu wolał się sprzeciwić nieodpowiedzialnemu głupcowi i wybrał życie. Ten - najwidoczniej wolał być posłusznym.

   Meldunek, złożony przez kontrolę lotów, nie pozostawia żadnych wątpliwości. Samolot cywilny nie musiał słuchać rozkazów.
.

Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

rexus (2343 punktów)
Jak głupota i ułańska fantazja łączą się w pary, to takie są tego skutki.
Myślę jednak, iż ta niepotrzebna i głupia tragedia poprawi świadomość świata o 17 września 1939r. by nie zginęli tak do końca bez sensu.
10-04-2010 22:29
 Ocena 7 na 13
Scepticus (-290 punktów)
(zablokowany)
Nie chodzi tu tylko o właściwą dziennikarzom na co dzień
>skłonność do napuszonej przesady. Tym razem wydaje im się zapewne, że cokolwiek napiszą, przesadą
>nie będzie. No bo jakże, wobec takiej tragedii?!


Od wypadku minęła już niemal
>doba i czas trochę pomyśleć. Samodzielnie.

Samodzielne myślenie jest tu u racjonalistów niewskazane, bo grozi splugawieniem pamięci ofiar.

>   "Zginęła elita Polski", "Największa tragedia w historii Polski" - pozostańmy przy tych dwu
>przykładach.
>   - Przy pierwszym: nie taka znów elita, sądząc choćby po stanie państwa, do jakiego zostało
>przez tę elitę doprowadzone.
>   - Przy drugim: każde dziecko potrafi kilka większych tragedii z historii Polski podać, i to
>bez szczególnego namysłu.
>   Najgorzej wypadają przyczyny katastrofy
>jedną nagłośnioną. Tyle, że bez tragicznych konsekwencji, bo tamten kapitan samolotu wolał się
>sprzeciwić nieodpowiedzialnemu głupcowi i wybrał życie. Ten - najwidoczniej wolał być posłusznym.



No i splugawiłeś, a wystarczyło zwyczajnie nie myśleć.
10-04-2010 22:55 
 Ocena 24 na 24
Przemysław Biegański (845 punktów)
Z pewnością jest to tragedia, pod żadnym względem nie odmawiam uznania tego co się stało tragedią.
Tragedią dla tych wszystkich ludzi martwych, dla ich rodzin, dla tych ludzi którzy musieli lecieć tym samolotem. Dla oficerów BOR, dla pilotów, dla tych którym dano wybór towarzyszenia prezydentowi lub nie uczestniczenia w tak ważnym wydarzeniu.
Żal mi tych ludzi. Szczerze.

Z drugiej strony nie żal mi tych wszystkich którzy ze względów ambicjonalnych, politycznych, z żądzy załapania się na fotkę w otoczeniu prezydenta znaleźli się w tym samolocie. Nie czarujmy się, o miejsce tam z pewnością odbył się poważny "wyścig szczurów".

Mówi się że o zmarłych nie powinno się mówić źle. Przypomina mi się śmierć, przedłużana, telewizyjna agonia Karola Wojtyły. I ogólnonarodowa histeria wywołana tamtą, przecież spodziewaną śmiercią. Teraz mamy dość podobną sytuację.
Ogólna, medialna szopka żałobna. Wszyscy pchają się przed kamery, wszyscy nagle okazują się wielkimi przyjaciółmi zmarłych, ogólnie wyjątkowo modne nagle stało się znać choć przelotnie którąś z ofiar a najlepiej Kaczyńskiego osobiście.
Śmieszne i groteskowe. Fałszywe żale, hipokryzja, napuszone przemowy trumiennym tonem wygłaszane przez tych którzy jeszcze wczoraj poza kamerą nazywaliby Lecha Kaczyńskiego i jego pisowską świtę najwulgarniejszymi słowy. Piszę to myśląc także o części użytkowników tego forum.

Ja nie ukrywam że ten prezydent nie był moim prezydentem, że uważałem go nie za prezydenta ale za rezydenta. Że wiele z ofiar traktowałem i nadal mam o nich takie zdanie za karierowiczów, ideowe chorągiewki, żałosne indywidua które dzięki poplecznictwu, sprytowi i populizmowi załapały się na najwyższe stołki w "elitach" politycznych.

Nie mam zamiaru stawiać żadnych świeczek ani uczestniczyć w tej ponoć narodowej hucpie nazwanej żałobą. Zresztą wedle samej "głównej" ofiary ja przecież do jego, prezydenta, wydumanej wizji narodu nie należę. Jestem ateistą o liberalnych poglądach. A naród polski w oczach Kaczyńskiego składał, powinien się składać przecież w 100% z katolickich skrajnych "genetycznych patriotów".

Być może w komentarzach zostanę zrugany, być może doczekam się nawet jakichś gróźb moderatorskich. Zostanę potraktowany jak Scepticus.
Szczerze - wisi mi to. Mam własne osobiste, codzienne problemy.
10-04-2010 23:32 
 Ocena 9 na 9
waldeck77 (4307 punktów)
>Nie mam zamiaru stawiać żadnych świeczek ani uczestniczyć w tej ponoć narodowej hucpie nazwanej żałobą. Zresztą wedle samej "głównej" ofiary ja przecież do jego, prezydenta, wydumanej wizji narodu nie należę. Jestem ateistą o liberalnych poglądach. A naród polski w oczach Kaczyńskiego składał, powinien się składać przecież w 100% z katolickich skrajnych "genetycznych patriotów".

Dokładnie. Przecież prezydent i jego opcja mieli jasne zdanie, kto jest "prawdziwym Polakiem". Myśmy się nijak do tej definicji nie załapywali, w związku z tym również nie mam zamiaru uczestniczyć w narodowej mocno obłudnej histerii i udawać, że będzie mi brakowało tego "kwiatu polskiego społeczeństwa".
10-04-2010 23:48 
 Ocena 4 na 4
Przemysław Biegański (845 punktów)
Heh, czytając komentarze na forach i blogach natykam się teraz też na takie teorie spiskowe że to nie wina samolotu ani pilotów ale że to zamach zorganizowany przez "ruskich". Tak jakby Kaczyński dla "ruskich" stanowił tak wielkie zagrożenie że pokusiliby się o zabijanie głowy sąsiedniego państwa... I myślę że to nie są wcale skrajne, marginalne opinie. Myślę że spora część sympatyków Kaczyńskiego, podzielających jego chorobliwą rusofobię wymyśli w trymiga jakąś teorie spiskową w której kluczową role będą odgrywać rosyjscy Żydzi z KGB

I co jeszcze mi się nasuwa - mieliśmy wymyślone "pokolenie JP2", ciekawe czy teraz pojawi się jakieś "pokolenie LK".

Tu sobie pozwolę zacytować pewien komentarz z pewnego blogu. "Ręce mi opadły" ->

Cytat:
>>A tak swoją drogą nie wierzę w to, żeby tak doświadczony pilot (podobno najlepszy)nie wiedział co robi. Jego mogły zawieść urządzenia, które nie wiadomo jak i dlaczego wskazywać mogły pozytywne zakończenie lądowania. Nikogo nie oskarżam, ale zastanówmy się - to dziwnie wygląda i ja wierzę, że to nie była wina pilota. Ktoś kto doskonale znał te maszyny mógł zmanipulować urządzenia samolotu???
Szczerze mi się wydaje ze tow wszystko sprawka ruskich... nie mówią nam prawdy i nie przyznają sią do mordu na Generałach w Katyniu już ponad od 70 lat. i śmiesza mnie teorie ze to wina pilota on nie mógł nic więcej zrobić... a samolot był modernizowany jak powiedział Kwaśniewski (przez ruskich) może tak bardzo przeszkadzał im nasz prezydent ze postanowili go usunać?<<

10-04-2010 23:39 
 Ocena 6 na 6
Rutkiewicz (1290 punktów)
Nikt nie nakazuje nagle zmieniać poglądów politycznych, społecznych, gospodarczych, etc. Chodzi o to, żeby powstrzymać się od sarkania. Uznać, że w tę, czy inną stronę, znaczna część ludzi w tym samolocie próbowała coś jednak robić. Zwłaszcza, że znaczną część z nich stanowili działacze społeczni. To fakt, że żadną elitą nie byli, w porównaniu z tymi, którzy zginęli 14km dalej i 70 lat wstecz, ale też jaką elitę mogą wydać powszechne wybory. Byli odzwierciedleniem Narodu, który teraz ich opłakuje, bo jak może rodzic nie opłakiwać uschłego owocu własnych lędźwi? Mnie też jest żal ich straty, bo faktycznie zginęły tam mrówki polskiego Sejmu, ludzie którzy należeli do tych najintensywniej pracujących. Ale nawet nie zgadzając się z tym, zginęli przedstawiciele Narodu, wybrani w demokratycznych wyborach, polegli w służbie temu Narodowi, rozbijając się rządowym samolotem, lecąc po to, aby uczcić pamięć ofiar intelektualnej czystki, dokonanej przez Związek Radziecki. Jeśli nie będziemy w to wierzyć, to nigdy nie będziemy mieć elit politycznych godnych zaufania. Rzucanie się na zdrowy odruch społeczeństwa do emocjonalnego zjednoczenia się w obliczu tragedii, która oprócz wymiaru ludzkiego i politycznego, ma również wymiar zagrożenia dla Racji Stanu jest nie na miejscu i tejże Racji Stanu się sprzeciwia. Można być anarchistą, ale nie można być demokratą, krytykując takie postawy. Jasne, że media chcą na tym zarobić, ale można wykorzystać to, co dają dobrego a wyrzucić resztę i wymaga to śladowych ilości inteligencji.
10-04-2010 23:51 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... nie można być demokratą, krytykując takie postawy.

   Pokornie proszę, by mi nie ubliżać od demokratów.
.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>>... nie można być demokratą, krytykując takie postawy.
>   Pokornie proszę, by mi nie ubliżać od demokratów.

Republikaninem też nie za bardzo, a monarchistą już wybitnie nie. Wszak idzie o głowy państwa. Także przewina pogłębia się na każdym stopniu, a ja podałem tylko punkt początkowy toczenia się wgłąb. Tak bym się bronił, gdybym był bezczelny.. przepraszam, już nie będę.

Pozdrawiam
11-04-2010 00:01 
 Ocena 8 na 8
Przemysław Biegański (845 punktów)
Rzucanie się na zdrowy odruch społeczeństwa do emocjonalnego zjednoczenia się w obliczu tragedii, która oprócz wymiaru ludzkiego i politycznego, ma również wymiar zagrożenia dla Racji Stanu jest nie na miejscu i tejże Racji Stanu się sprzeciwia.

Nie odmawiam ludziom wyrażania swoich uczuć ale też nie zamierzam nie nazywać tego co teraz się dzieje, ze swojego punktu widzenia, społeczną, masową histerią, nakręcaną przez media. Nie krytykuję postaw zwykłych ludzi "z ulicy" tylko nazywam je tak jak je odbieram. Zwłaszcza po doświadczeniach ze śmiercią Wojtyły.
Krytykuję hipokryzję gadających głów, polityków, celebrytów i dziennikarzy.
I nie jestem anarchista
Co do inteligencji to sprawa względna - zapewne dla niektórych jestem kompletnym idiotą wyrażając swoje zdanie, ośmielając się w TAKIEJ CHWILI wyrazić krytykę.
11-04-2010 00:48 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>Rzucanie się na zdrowy odruch społeczeństwa do emocjonalnego zjednoczenia się w obliczu tragedii, która oprócz wymiaru ludzkiego i politycznego, ma również wymiar zagrożenia dla Racji Stanu jest nie na miejscu i tejże Racji Stanu się sprzeciwia.
>Nie odmawiam ludziom wyrażania swoich uczuć ale też nie zamierzam nie nazywać tego co teraz się dzieje, ze swojego punktu widzenia, społeczną, masową histerią, nakręcaną przez media. Nie krytykuję postaw zwykłych ludzi "z ulicy" tylko nazywam je tak jak je odbieram. Zwłaszcza po doświadczeniach ze śmiercią Wojtyły.
>Krytykuję hipokryzję gadających głów, polityków, celebrytów i dziennikarzy.
>I nie jestem anarchista
>Co do inteligencji to sprawa względna - zapewne dla niektórych jestem kompletnym idiotą wyrażając swoje zdanie, ośmielając się w TAKIEJ CHWILI wyrazić krytykę.

Może cię to pocieszy, że jest nas- takich "idiotów" więcej. Mnie pociesza, bowiem czuję się wśród tej powszechnej żałoby (Heh, a jutro z tej okazji Dzień Bez Supermarketów) cokolwiek egzotycznie
Przemysław Biegański (845 punktów)
Nie przypominam sobie abym kogokolwiek nazywał idiotą.

Poza tym że w ironiczny sposób odpowiadałem na fragment o inteligencji i tu precyzując użyłem tego słowa w stosunku do siebie.
11-04-2010 01:21 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Nie przypominam sobie abym kogokolwiek nazywał idiotą.
>Poza tym że w ironiczny sposób odpowiadałem na fragment o inteligencji i tu precyzując użyłem tego słowa w stosunku do siebie.
>

Ekhm. Nie do końca rozumiem problem- podczepiłam się pod ironiczne określenie, używając go także względem siebie. Tym bardziej się z nim zsolidaryzowałam, że przez "koleżankę" zostałam dziś z okazji mego braku żałobnego nastroju uraczona podobnym określeniem.
11-04-2010 01:27 
 Ocena 2 na 2
Przemysław Biegański (845 punktów)
>>Nie przypominam sobie abym kogokolwiek nazywał idiotą.
>>Poza tym że w ironiczny sposób odpowiadałem na fragment o inteligencji i tu precyzując użyłem tego słowa w stosunku do siebie.
>>
>Ekhm. Nie do końca rozumiem problem- podczepiłam się pod ironiczne określenie, używając go także względem siebie. Tym bardziej się z nim zsolidaryzowałam, że przez "koleżankę" zostałam dziś z okazji mego braku żałobnego nastroju uraczona podobnym określeniem.

Auć! Chyba całkiem opacznie zrozumiałem Twoją wypowiedź... To znaczy zrozumiałem że ty nie zrozumiałaś co miałem na myśli i sądzisz że nazywam m.in. Ciebie tak niepochlebnie.

Koniec bo zamotam jeszcze bardziej
Przepraszam!
Pozdrawiam!
11-04-2010 01:32 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>Ekhm. Nie do końca rozumiem problem- podczepiłam się pod ironiczne określenie, używając go także względem siebie. Tym bardziej się z nim zsolidaryzowałam, że przez "koleżankę" zostałam dziś z okazji mego braku żałobnego nastroju uraczona podobnym określeniem.
>Auć! Chyba całkiem opacznie zrozumiałem Twoją wypowiedź... To znaczy zrozumiałem że ty nie zrozumiałaś co miałem na myśli i sądzisz że nazywam m.in. Ciebie tak niepochlebnie.
>Koniec bo zamotam jeszcze bardziej
>Przepraszam!
>Pozdrawiam!

OK, OK. Pora późna
11-04-2010 00:56 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Co do inteligencji to sprawa względna - zapewne dla niektórych jestem kompletnym idiotą wyrażając swoje zdanie, ośmielając się w TAKIEJ CHWILI wyrazić krytykę.

Nie atakowałem Pańskiej inteligencji. Chodziło mi raczej ogólnie o to, że nie trzeba dużo, żeby odróżnić to, co media wnoszą pozytywnego - jakby mimochodem - od lodów, które starają się kręcić przy okazji. Chciałem w ten sposób zwrócić uwagę, że jeśli media porywają tłumy w ten swój wir emocjonalny, to nie dlatego, iż ludzie są zbyt mało inteligentni, ale raczej zbyt leniwi i polegający przez to na emocjach i społecznych instynktach (chyba sobie nie pomagam ). Ale z drugiej strony, jeśli poddać własne instynkty i emocje kontroli, to niektóre z nich można dopuszczać do głosu, a część jest wręcz niezbędna dla funkcjonowania społeczeństwa.

>Zwłaszcza po doświadczeniach ze śmiercią Wojtyły.

Myślę, że porównywanie tych dwóch wydarzeń jest zbyt pochopne. Poza tym, w wielu wypadkach uwielbienie dla Papieża było jeszcze za jego życia mocno histeryczne. Tak po prostu oddziałują postaci autorytarne na tłum. Szczęściem pozostaje fakt, że Wojtyła zdawał się kierować swoich zombie we właściwym kierunku. Ale też jest w tym element w postaci czynnika zbiorowości. Ludzie normalnie myślący i pewnie tacy, którzy potrafiliby się zachować bardzo powściągliwie w kontakcie sam-na-sam z Papieżem, w obliczu zebranego tłumu okazywali się niestabilni emocjonalnie, piszcząc jak na koncercie Piaska.

>społeczną, masową histerią, nakręcaną przez media.

Wyciąłem i zmanipulowałem Pana, bo teraz odkręcę kierunek argumentacji zestawiając to z Wojtyłą Mówiłem, że porównywanie tych rzeczy jest pochopne -> Właśnie nie ma teraz histerii, która była obecna przy odejściu Papieża. Ludzie są spokojni, smutni, ale spokojni. Nikt nie stoi zapłakany na deszczu. Ludzie po prostu czują - to moja hipoteza - że stało się coś, co mocno zmieni życie, przynajmniej polityczne, w Polsce i dlatego zatrzymują się, wyrwani z codzienności, organizując się w formę, która najbardziej im pasuje "na oko" do sytuacji, czyli w formę żałoby. Nie ma śladu paniki, ani histerii, poza paroma oddanymi wielbicielami Kaczyńskich. Politycy też zachowują się spokojnie.

Społeczeństwo zachowuje się, powiedziałbym, po obywatelsku, z uwagi na Rację Stanu, a nie osobiste sympatie. Oczywiście jest w tym element, który można określić mianem hipokryzji, skoro Prezydenta chwalą przeciwnicy polityczni. Ale ja bym powiedział, więcej takiej hipokryzji, bo taka postawa jest szlachetna, tylko za rzadko się zdarza - zawsze w sytuacjach tragicznych, od czego warto ją oderwać i rozszerzyć. Ale samą w sobie oceniam ją za pozytywną, bo może sprawić, że Polacy przestaną toczyć spory personalne, zamiast rzeczowych.

Ale jednak przede wszystkim, dostrzegam w dzisiejszej postawie hołd złożony Urzędnikom, Ministrom Państwa Polskiego, formom życia społecznego, przypadkowo (w sensie ich substancji) związanym z tymi, a nie innymi osobami. No i jest też zwykły ludzki żal ludzkiego życia, ale tego chyba nie ma sensu komentować, bo w tym zgodzimy się wszyscy.

Pozdrawiam
11-04-2010 01:24 
 Ocena 3 na 3
Przemysław Biegański (845 punktów)
>Społeczeństwo zachowuje się, powiedziałbym, po obywatelsku, z uwagi na Rację Stanu, a nie osobiste sympatie. Oczywiście jest w tym element, który można określić mianem hipokryzji, skoro Prezydenta chwalą przeciwnicy polityczni. Ale ja bym powiedział, więcej takiej hipokryzji, bo taka postawa jest szlachetna, tylko za rzadko się zdarza - zawsze w sytuacjach tragicznych, od czego warto ją oderwać i rozszerzyć. Ale samą w sobie oceniam ją za pozytywną, bo może sprawić, że Polacy przestaną toczyć spory personalne, zamiast rzeczowych.
>Ale jednak przede wszystkim, dostrzegam w dzisiejszej postawie hołd złożony Urzędnikom, Ministrom Państwa Polskiego, formom życia społecznego, przypadkowo (w sensie ich substancji) związanym z tymi, a nie innymi osobami. No i jest też zwykły ludzki żal ludzkiego życia, ale tego chyba nie ma sensu komentować, bo w tym zgodzimy się wszyscy.
>Pozdrawiam

Przyznaję rację i uznaję Pańskie argumenty.
Poniosło mnie, zapewne dlatego że samego Lecha Kaczyńskiego jak i kilka osób z jego otoczenia jak i zaplecza politycznego nie traktowałem wedle piastowanych przez nich w państwie (i tu zapomniałem o przypomnianej przez Pana Racji Stanu) stanowisk ale personalnie.

Powtarzam - przyznaję Panu rację po spojrzeniu właśnie poprzez pryzmat naszego państwa. Zapominając o nazwiskach uznaję to co się stało za rzeczywiście największą polską katastrofę państwową od kilkudziesięciu lat.

I pozdrawiam.
10-04-2010 22:54
 Ocena 10 na 10
waldeck77 (4307 punktów)
>   "Zginęła elita Polski", "Największa tragedia w historii Polski" - pozostańmy przy tych dwu
>przykładach.
>   - Przy pierwszym: nie taka znów elita, sądząc choćby po stanie państwa, do jakiego zostało
>przez tę elitę doprowadzone.
>   - Przy drugim: każde dziecko potrafi kilka większych tragedii z historii Polski podać, i to
>bez szczególnego namysłu.

Jeszcze "Kwiat polskiego życia społecznego i kulturalnego", którego nie da się łatwo zastąpić.
Czy jeszcze wczoraj ktokolwiek określałby tak tych ludzi?
10-04-2010 23:24 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> "Kwiat polskiego życia społecznego i kulturalnego"

Różne są kwiatki...
10-04-2010 23:00
 Ocena-10 na 18
PiotrB (2937 punktów)
Zacząłeś rozsądnie, ale później, przynajmniej moim zdaniem, przegiąłeś.

> Od wypadku minęła już niemal doba i czas trochę pomyśleć. Samodzielnie.

Na jakiej podstawie wiążesz wypadek z brakiem samodzielnego myślenia?

>nie taka znów elita, sądząc choćby po stanie państwa, do jakiego zostało przez tę elitę doprowadzone.

Państwo liczy sobie 20 lat. Do jakiego stanu (i z jakiego stanu) zostało ono doprowadzone, że kwestionujesz zasługi polityków, aktorów, działaczy społecznych oraz żołnierzy obecnych w samolocie?

> każde dziecko potrafi kilka większych tragedii z historii Polski podać, i to bez szczególnego namysłu.

Porównywanko to sposób na samodzielne myślenie? Że co, że w historii Polski i świata działy się straszniejsze rzeczy, więc nie ma co się emocjonować? No proszę, humanizm na racjonaliście zatacza coraz szersze kręgi! Dawno nie czytałem takich głupot, serio. Zerknij waść na statut tego portalu, ile tam jest napisane o miłości do człowieka... a temu zebrało się na porównywanie. No nie mogę, serio, co za palant.
10-04-2010 23:18 
 Ocena 8 na 10
Scepticus (-290 punktów)
(zablokowany)
serio, co za palant.

Za palanta masz minusa. Spójrz w lustro dobrze ci zrobi.
10-04-2010 23:23 
 Ocena 2 na 2
waldeck77 (4307 punktów)
>Państwo liczy sobie 20 lat. Do jakiego stanu (i z jakiego stanu) zostało ono doprowadzone, że kwestionujesz zasługi polityków, aktorów, działaczy społecznych oraz żołnierzy obecnych w samolocie?

A do takiego, że ludzie nie mają perspektyw na normalne życie, że brak jest pracy, że przez 20 lat panuje koszmarne bezrobocie, że ceny mieszkań są kosmiczne, do takiego, że milion młodych ludzi wyjechał za granice do nędznych prac nie widząc dla siebie miejsca w kraju, do takiego że służba zdrowia jest w katastrofalnym stanie, że ludzie miesiącami czekają na leczenie ratujące życie, a rodzice ciężko chorych dzieci muszą żebrać w publicznych zbiórkach o pieniądze na leczenie tych dzieci, że doprowadzono do niebywałej klerykalizacji państwa i długo by tak jeszcze można wyliczać.

>Porównywanko to sposób na samodzielne myślenie? Że co, że w historii Polski i świata działy się straszniejsze rzeczy, >więc nie ma co się emocjonować? No proszę, humanizm na racjonaliście zatacza coraz szersze kręgi! Dawno nie >czytałem takich głupot, serio. Zerknij waść na statut tego portalu, ile tam jest napisane o miłości do człowieka... a >temu zebrało się na porównywanie. No nie mogę, serio, co za palant.

Jeśli twierdzisz, że dawno nie czytałeś takich głupot, to sięgnij do swoich wcześniejszych wynurzeń na forum.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>A do takiego, że ludzie nie mają perspektyw na normalne życie, że brak jest pracy, że przez 20 lat panuje koszmarne bezrobocie, że ceny mieszkań są kosmiczne, do takiego, że milion młodych ludzi wyjechał za granice do nędznych prac nie widząc dla siebie miejsca w kraju, do takiego że służba zdrowia jest w katastrofalnym stanie, że ludzie miesiącami czekają na leczenie ratujące życie, a rodzice ciężko chorych dzieci muszą żebrać w publicznych zbiórkach o pieniądze na leczenie tych dzieci, że doprowadzono do niebywałej klerykalizacji państwa i długo by tak jeszcze można wyliczać.

Ludzie mają słabe kręgosłupy, to fakt, ale to jeszcze nie świadczy o stanie państwa. A klerykalizacji i to państwa, to w ogóle nie widzę w tym kontekście (nie mówiąc o rzeczywistości). Patrząc szerzej: jak w Polsce może być dobrze, skoro nikt nie utożsamia się z tym krajem, ale każdy z jego swoją prywatną wizją? Zaczęło się od Michnika, i chyba jeszcze długo długo się nie skończy. Pieklenie się jest ultra hipokryzją, jeśli nie chce się Polski doprowadzić do dobrego stanu, tj. pozwolić każdemu czerpać ze wspólnego dobra (co oczywiście wymaga elastyczności tego ostatniego), tylko nagiąć wspólne dobro do własnych dziecięcych marzeń. A o tym świadczy wstawianie tematu Kościoła do spraw wagi państwowej. Ludzie mają prawo do sklerykalizowania państwa, jeśli tego chcą. Na tym polega demokracja. (Jeśli myślał Pan o republice, opacznie używając słowa demokracja, to łączę się z Panem, co do kwestii zasadnicznej w zgodzie. Ale mimo wszystko, w zielonej republice żyć bym nie chciał - i chyba większość Polaków też nie).

Pozdrawiam
Głąbiński (3538 punktów)
>... nikt nie utożsamia się z tym krajem, ale każdy z jego swoją prywatną wizją? Zaczęło się od Michnika, i chyba jeszcze długo długo się nie skończy.
Co masz na myśli? Domyślam się, że przez "utożsamianie się" rozumiesz poczucie własnej odpowiedzialności za państwo, które rzeczywiście źle się przedstawia (nikła frekwencja wyborcza, patologia partii, do których akces zgłaszają tylko nieliczni, a ci, którzy są członkami, ograniczają się do bezmyślnego, biernego kibicowania swojemu "wodzowi"). Ale co ma do tego Michnik?!
>Pieklenie się jest ultra hipokryzją, jeśli nie chce się Polski doprowadzić do dobrego stanu, tj. pozwolić każdemu czerpać ze wspólnego dobra (co oczywiście wymaga elastyczności tego ostatniego), tylko nagiąć wspólne dobro do własnych dziecięcych marzeń.
???
>... Ludzie mają prawo do sklerykalizowania państwa, jeśli tego chcą.
Jeżeli ludzie chcą sklerykalizowania państwa, winni to przeprowadzić świadomie i jawnie, zmieniając konstytucję. Jednak klerykałowie dobrze wiedzą, że mało kto taką zmianę poprze. Podobnie: dlaczego prymas nie chce się zgodzić na to, by o stosowaniu wskazań kościelnych w prawie cywilnym decydowało referendum? Po prostu wie, że społeczeństwo zapytane wprost, bez kamuflowania sprawy, odrzuci przepisy prawne postulowane przez episkopat. Klerykalizacja Polski jest możliwa jedynie przez działania ukryte za zasłoną rozbudzanych emocji. Temu - jak sądzę - służy tzw. polityka historyczna, rozbudzanie uprzedzeń przez manipulowanie tragicznymi wydarzeniami z przeszłości. Oderwane od rzeczywistych potrzeb zarządzanie krajem jest możliwe tylko w społeczeństwie, któremu wmówiono, że nie chłodne, racjonalne traktowanie zjawisk społecznych, lecz rozpamiętywanie i ciągłe osądzanie krzywd, efektowne medialnie "afery" oraz bezkrytyczny kult bohaterszczyzny i cierpiennictwa są miarą kompetencji rządzących.

Stach M. G.
10-04-2010 23:27 
 Ocena 3 na 3
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
>Zacząłeś rozsądnie, ale później, przynajmniej moim zdaniem, przegiąłeś.
>... No nie mogę, serio, co za palant.

   Dziękuję serdecznie za wyrazy uznania.
.
10-04-2010 23:46
 Ocena 14 na 14
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Dodam jeszcze dwie myśli do tych samodzielnych.

   1. Pilot, który odmówił Kaczyńskiemu lądowania w trudnych warunkach - kto wie, jakie skutki poniósł. O tym prasa nie doniosła. Być może, ten znad Smoleńska miał owe skutki w pamięci. Albo mu wprost nimi zagrożono - kto wie?
   Lądować w Mińsku albo Moskwie? Wykluczone! Tam (w Katyniu) wyborcy czekają.

   2. Nieszczęsny rosyjski kontroler zapewne także miał zapowiedziane, by traktować polskiego prezydenta nadzwyczaj ostrożnie. Bo gdyby spowodował jakiś incydent...

   Nie mam pojęcia, kto podjął decyzję o podejściu do lądowania, ale nie sądzę, by to był kapitan samolotu. Do tej eskadry nie biorą durniów. Mądry i doświadczony, ale też przestraszony - mógł się przytrafić.

   A głupcy zawsze myślą, że są nieśmiertelni.
.
11-04-2010 00:14 
 Ocena 5 na 5
Rutkiewicz (1290 punktów)
Powiem tak. Zbrodnia zdarzyła się podczas układania planu lotu. Okęcie to strefa GMT+1, Smoleńsk GMT+2. To oznacza, że podczas startu, w Smoleńsku dochodziła godzina 9. Mgła podnosi się koło 5, 6, a czasem nawet 4. Czyli, w czasie planowania (liczę koło 7, planowanie lotu z uwzględnieniem pogody, odbywa się zwykle już w kokpicie*), doskonale wiedziano o tym, że będzie mgła i to paskudna. Także samo podjęcie decyzji o locie do Smoleńska było nierozsądne (a nie mówię już o planowaniu pogody, które wszędzie na świecie jest zestandaryzowane w lotnictwie, a przewidywania, w perspektywie dwóch dni, bliskie niezawodności). Całkiem przyzwoite lotnisko jest też w miejscowości Briańsk. Nie sprawdzałem raportów pogodowych z tamtej okolicy, ale lotnisko jest w takiej samej odległości od Smoleńska, co Mińsk (a tu dochodzi kontrola graniczna), a do Katynia jest nawet bliżej.

*Oczywiście piloci wchodzą do kokpitu odpowiednio wcześnie - nie robią tego na ostatnią chwilę. Ale prawda jest też taka, że nie wiem dokładnie jak wygląda to poza lotnictwem cywilnym, być może wojsko ma inne procedury.
G.K. (1679 punktów)
>   Dodam jeszcze dwie myśli do tych samodzielnych.
>   1. Pilot, który odmówił Kaczyńskiemu lądowania w trudnych warunkach - kto wie, jakie skutki poniósł. O tym prasa nie doniosła. Być może, ten znad Smoleńska miał owe skutki w pamięci. Albo mu wprost nimi zagrożono - kto wie?


Tamten pilot nie odmówił lądowania, tylko nie zgodził się na zmianę trasy. Nie spotkają go za to żadne konsekwencje, prokuratura wojskowa odmówiła wszczęcia śledztwa: wyborcza.p(*)__ktory_odmowil_ladowania.html


Każdy bóg umiera wraz ze śmiercią jego ostatniego wyznawcy.
11-04-2010 15:27 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Tamten pilot nie odmówił lądowania, tylko nie zgodził się na zmianę trasy (...) >...prokuratura wojskowa odmówiła wszczęcia śledztwa.

   Tyle to wiemy wszyscy.

> Nie spotkają go za to żadne konsekwencje...

   Co do tego, to już nie mamy wiedzy. W każdym razie pan prezydent konsekwencje obiecał.

   Na przykład, chciałbym wiedzieć, czy ten pilot wciąż jeszcze wchodzi w skład eskadry rządowej, czy też lata na "antkach" w Pcimiu?
.
G.K. (1679 punktów)
>> Nie spotkają go za to żadne konsekwencje...
>   Co do tego, to już nie mamy wiedzy. W każdym razie pan prezydent konsekwencje obiecał.
>   Na przykład, chciałbym wiedzieć, czy ten pilot wciąż jeszcze wchodzi w skład eskadry rządowej, czy też lata na "antkach" w Pcimiu?

Obiecanki pana prezydenta nijak się mają do jego możliwości. Mimo, że jest "zwierzchnikiem sił zbrojnych", to realną władzę sprawuje tam MON, a wątpię aby ktokolwiek z MON chciał ukarać pilota, który sprzeciwił się prezydentowi (zwłaszcza, że racja była po stronie pilota).


Każdy bóg umiera wraz ze śmiercią jego ostatniego wyznawcy.
11-04-2010 17:40 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   To jest kwestia wiary, nie wiedzy.
.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>   To jest kwestia wiary, nie wiedzy.

Owszem, ale czy nie wydaje Ci się, że wpadasz w pewną postać paranoi? Ja w sumie też nie wiem, czy nie trzymasz w piwnicy trzech trupów, ale nie lecę na Policję. Rozumiem, że inna jest skala prawdopodobieństwa, ale jeśli nie będziemy się powstrzymywać w życiu publicznym od rzucania podejrzeń na zasadzie "wiadomo", to ono się nigdy nie poprawi. Należy pamiętać, że nastolatek staje się zdemoralizowany, jeśli wszyscy mu tę demoralizację wmawiają, dostosowując się do ich opinii - z żalu i niechęci. Poza tym, przyzwoitość wymaga, żeby zakładać dobre i szczere intencje, dopóki się da.

Pozdrawiam
11-04-2010 17:59 
 Ocena 3 na 3
kapitan AS (298 punktów)
>   Co do tego, to już nie mamy wiedzy. W każdym razie pan prezydent konsekwencje obiecał.
>   Na przykład, chciałbym wiedzieć, czy ten pilot wciąż jeszcze wchodzi w skład eskadry rządowej, czy też lata na "antkach" w Pcimiu?

"Później kpt. Pietruczuk został odznaczony srebrnym medalem za zasługi dla obronności kraju przez szefa MON Bogdana Klicha za "przestrzeganie procedur i poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo czterech prezydentów na pokładzie" (oprócz Lecha Kaczyńskiego w samolocie byli prezydenci Estonii, Litwy i Łotwy). Zgodnie z procedurami ostateczne decyzje o starcie i lądowaniu podejmuje bowiem zawsze kapitan."

wyborcza.p(*)ni_lot_tupolewa_numer_101.html

Na czym teraz lata nie wiem ale dostał medal za tamten incydent. A medal chyba nie jest karą.
11-04-2010 17:22 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)

> Każdy bóg umiera wraz ze śmiercią jego ostatniego wyznawcy.

Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Najgorzej wypadają przyczyny katastrofy. Jedną podobną sprawę mamy już za sobą, to znaczy: jedną nagłośnioną. Tyle, że bez tragicznych konsekwencji, bo tamten kapitan samolotu wolał się sprzeciwić nieodpowiedzialnemu głupcowi i wybrał życie. Ten - najwidoczniej wolał być posłusznym.
>Meldunek, złożony przez kontrolę lotów, nie pozostawia żadnych wątpliwości. Samolot cywilny nie musiał słuchać rozkazów.

Prostując sprawę samolotu: samoloty Tu-154 o nr rej. PSP101 i PSP102, to maszyny wojskowe. Za to lotnisko w Smoleńsku, dokładnie Smoleńsk-Siewiernyj jest byłym lotniskiem wojskowym, obecnie cywilnym lotniskiem "zapasowym" dla Smoleńska (na co wyraźnie wskazuje kod ICAO* UUBS). Samolot wojskowy, podchodząc do lotniska cywilnego, jest obowiązany przestrzegać procedur lotnictwa cywilnego, w tym bezwzględnie dawać posłuch poleceniom kontroli przestrzeni powietrznej, zwłaszcza w obrębie strefy około lotniskowej.

*Samo posiadanie przez to lotnisko kodu ICAO (Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego) i IATA (Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Lotniczych) jest tego wystarczającym dowodem.

Piszę o tym, bo w całej sieci (poza portalami lotniczymi - i oczywiście przy okazji każdej katastrofy lotniczej) panuje całkowita anarchia informacyjna (choć nie są to trudne rzeczy) i - bez tego bym nie śmiał - odniosłem wrażenie, że pomyliłeś cywilny samolot-lotnisko wojskowe z faktycznym stanem rzeczy. (Jeśli moje wrażenie było błędne, to przepraszam. Choć praca nie poszłaby na marne).

>każde dziecko potrafi kilka większych tragedii z historii Polski podać, i to bez szczególnego namysłu.

Nie zgadzam się. W historii Polski powojennej większej tragedii nie było*. W całej historii Polskiej, nie było większej tragedii, która nie byłaby zawinioną przez agresora.

*To zależy oczywiście, co nazwiemy tragedią i w jakim aspekcie. Pod pewnymi względami na pewno większą tragedią była agresja na Czechosłowację, w aspekcie ludzkim katastrofa nad Kabatami (Lot LO5055). Ale w wymiarze polityczno-społecznym i państwowym nie znajduję takiego wydarzenia.

>elita

"Elita" ma dwa, zasadniczo poprawne, znaczenia. I Ty i ja chcielibyśmy, żeby wszyscy aspirowali do tego "rdzennego", ale chyba nic z tego - proszę, wybacz rym, do tego podły. Nie będę tu tłumaczył o jakie znaczenia chodzi, bo dobrze to wszyscy wiemy. Konkluzja jest taka, że ci dziennikarze właściwie mają prawo tak mówić, zwłaszcza, że dodają, iż chodzi o elity polityczne. Nomen omen, ostatnio przeczytałem w "Polityce" (która, tu zrobię anty-reklamę, moim zdaniem schodzi ostatnio, w sposób brawurowy, na psy): "(..) nie mają powodów do narzekań, bo polska kadra zarządzająca należy do finansowej arystokracji (..)" Powiem, że zdębiałem.

Pozdrawiam
11-04-2010 00:37 
 Ocena 3 na 3
Przemysław Biegański (845 punktów)
Plus za fachowe wyjaśnianie kwestii lotniczych.

Ze swojej strony jednak chcę zauważyć że poza procedurami, sprawami technicznymi w tym przypadku musiały zaważyć kwestie presji politycznej i psychicznej na pilotów i planujących lot. Wystarczyło że Lech Kaczyński i jego otoczenie uparło się że ma być tak bo tak. Prezydent jest przecież także szefem, choćby teoretycznie, szefem sił zbrojnych, to ma swoją wagę. A pan Kaczyński do najłatwiejszych osób we współpracy nie należał, vide przypadek kapitana Pietruczuka z lotu do Tibilisi albo nocna eskapada po gruzińskich bezdrożach w samochodzie znacznie wyprzedzającym polskich borowców.
11-04-2010 00:42 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Prostując sprawę samolotu: wiem, że należał do eskadry wojskowej, lecz o bardzo specyficznym reżimie, zważywszy, iż obsługiwał w znaczącej mierze cywilów i w tej samej mierze od cywilów był zależnym. Prezydent, jako zwierzchnik sił zbrojnych nie staje się przez to oficerem, ani nawet żołnierzem. Tym bardziej prezydencki sztab, działający w jego imieniu.

   Status lotniska Smoleńsk - Siewiernyj jest tu bez znaczenia, ze względu jednak na rangę prezydenta. Uwagi i ostrzeżenia, jakie zapewne otrzymał kontroler z tego właśnie powodu mogły i chyba odegrały swoją rolę.
   Z powyższych powodów "bezwzględny posłuch" poleceniom lub zaleceniom kontrolera nie wchodził w rachubę.

>>każde dziecko potrafi kilka większych tragedii z historii Polski podać, i to bez szczególnego namysłu.
>Nie zgadzam się. W historii Polski powojennej większej tragedii nie było*.
>*To zależy oczywiście, co nazwiemy tragedią i w jakim aspekcie.

   Jasne. Dziennikarze nie piszą, że chodzi o historię powojenną, nie piszą też o aspekcie.

   Co do "elity", to bardzo przepraszam, ale w moich uszach zawsze i wyłącznie brzmi w "rdzennym" znaczeniu.

   Również pozdrawiam.
.
11-04-2010 01:25 
 Ocena 5 na 5
Rutkiewicz (1290 punktów)
>   Status lotniska Smoleńsk - Siewiernyj jest tu bez znaczenia, ze względu jednak na rangę prezydenta. Uwagi i ostrzeżenia, jakie zapewne otrzymał kontroler z tego właśnie powodu mogły i chyba odegrały swoją rolę.

Ma to o tyle znaczenie, że Wojsko Polskie może być pociągnięte do odpowiedzialności finansowej przed międzynarodowymi organizacjami za złamanie procedur, jeśli się okaże, że piloci nie zastosowali się do poleceń wieży. Natomiast, gdyby lotnisko było wojskowe, znajdowałoby się pod kuratelą państwa i wojskowej organizacji przestrzeni powietrznej. I co ma kontrola naziemna - odpowiedzialna za pas startowy i drogi kołowania - zrobić, gdy pilot nie słucha kontrolera z kontroli lotów? Przecież nie zabarykadują pasa startowego. A kontroler też nie pracował dla Putina. Ma to znaczenie dlatego, że raczej odsuwa podejrzenia z obsługi lotniska.

>   Z powyższych powodów "bezwzględny posłuch" poleceniom lub zaleceniom kontrolera nie wchodził w rachubę.

Trudno spekulować, chciałbym najpierw przeczytać zapis rozmów z kabiny. Ale trudno mi sobie wyobrazić pilota (ja znam raczej pilotów cywilnych, być może są z innej gliny), który naraża siebie i 96 pasażerów na niebezpieczeństwo w imię posady, albo koniunktury politycznej. Po wodowaniu Airbusa na rzece Hudson, kapitan maszyny w jednym z wywiadów, zapytany o czym pomyślał jako pierwszym, kiedy zrozumiał powagę sytuacji, powiedział, że o tym, iż ma prawie 200 pasażerów, których musi bezpiecznie sprowadzić na ziemię. Może to i trochę teatralne, ale z mojego doświadczenia wynika, że piloci naprawdę dźwigają na swoich barkach ogromną odpowiedzialność, dźwigają realnie zwyczajnie ją przyjmując, i jest ona w znacznym stopniu przyczyną stresu związanego z tym zawodem.

* * *

I tak łącząc jedno z drugim okazuje się, że spekulować się nie da, bo oba przypuszczenia się wykluczają, bo skoro ani pilot, ani wieża nie zawinili, to kto. Zostaje pogoda. I wydaje się, czego będę się trzymać, że błędem było po prostu lecenie do Smoleńska, zamiast do Moskwy z przesiadką.
11-04-2010 02:00 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>I tak łącząc jedno z drugim okazuje się, że spekulować się nie da, bo oba przypuszczenia się wykluczają, bo skoro ani pilot, ani wieża nie zawinili, to kto.

   No właśnie, kto? Kto personalnie?

>Zostaje pogoda.

   Nie zostaje, była przecież znana i wiadoma.

>I wydaje się, czego będę się trzymać, że błędem było po prostu lecenie do Smoleńska, zamiast do Moskwy z przesiadką.

   To clou całej sprawy: kto personalnie dopuścił, żeby zawiniła pogoda, jeśli istniała możliwość uniknięcia tego?
.
11-04-2010 08:25 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
   Proszę o pobłażliwość z tytułu hurtowej odpowiedzi.

    Rutkiewicz
>>I wydaje się, czego będę się trzymać, że błędem było po prostu lecenie do Smoleńska, zamiast do Moskwy z przesiadką.

   Z zainteresowaniem przeczytałem Twoje fachowe wpisy, lecz z nich jakoś mi wychodzi, że winny katastrofie był błąd. I to błąd był sprawcą wypadku od chwili planowania trasy lotu w kokpicie, przed startem. Przez pilotów.

   Zestawiając profesjonalną wiedzę z winnym błędem, oraz domyślając się kto trzymał stery w samolocie, przy całej swej indolencji lotniczej odnoszę wrażenie, iż nie bardzo chciałbyś winnego znać, czemu się zbytnio- z odrobiną szacunku nawet- nie dziwię.

   Bo też uważam, a może wolę myśleć, że winni byli wszyscy po drodze, a nie bezpośredni sprawca wypadku.

    Zbysław Śmigielski
>   To clou całej sprawy: kto personalnie dopuścił, żeby zawiniła pogoda, jeśli istniała możliwość uniknięcia tego?

   Jakoś od wczoraj plącze mi się po głowie myśl, że sprawcą wypadku był pilot, choć trudno tu mówić o jego winie, a raczej o konsekwencji splotu bardzo wielu czynników, które popełnienie tego błędu u niego sprokurowały.

   Łatwiej mi przypisać winę ludziom, których niezbyt lubię czy lubiłem.

   Tak więc winnych po drodze było wielu, ale ostatecznie błędną decyzję podjął pilot - nie przypuszczam, by ktoś mu stery z rąk wyrywał.
11-04-2010 11:12 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>   Jakoś od wczoraj plącze mi się po głowie myśl, że sprawcą wypadku był pilot, choć trudno tu mówić o jego winie, a raczej o konsekwencji splotu bardzo wielu czynników, które popełnienie tego błędu u niego sprokurowały.
>   Łatwiej mi przypisać winę ludziom, których niezbyt lubię czy lubiłem.
>   Tak więc winnych po drodze było wielu, ale ostatecznie błędną decyzję podjął pilot - nie przypuszczam, by ktoś mu stery z rąk wyrywał.

   Sądzę, że Adamiak nawet nie zdaje sobie sprawy, jak blisko jest bezwzględnej prawdy, dotyczącej oceny przyczyn wypadku. Istnieją bowiem twarde analogie pomiędzy wypadkami lotniczymi i morskimi. Rzecz w tym, iż te drugie rozpatrywane są przez specjalne składy sądowe, zwane Izbami Morskimi, podczas gdy pierwsze - często rozpatruje przysłowiowy "byle kto".

   W Izbach Morskich przyjęta jest prosta zasada: winien jest zawsze kapitan. Gdy Izba stwierdzi, że bezpośrednio zawinił I oficer, winien jest kapitan, ponieważ mu zaufał. Gdy Izba stwierdzi, że zawiniła pogoda, winien jest kapitan, ponieważ nie podjął odpowiednich działań. Gdy Izba stwierdzi, że kapitan uległ żądaniom np prezydenta... winien jest zawsze kapitan.

   Na szczęście lub nieszczęście, Izb Lotniczych nie ma.

   Jestem kapitanem jachtowym, kiedyś nosiłem nawet tytuł "żeglugi wielkiej". Prócz tego byłem pilotem, co prawda amatorem na silnikach tłokowych. Ani jedno, ani drugie nie czyni ze mnie eksperta, choć co nieco przybliża sprawę. A sprawa, w świetle tego, co wiemy, aż tak skomplikowaną się nie wydaje.
.
11-04-2010 12:12 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>   Sądzę, że Adamiak nawet nie zdaje sobie sprawy, jak blisko jest bezwzględnej prawdy, dotyczącej oceny przyczyn wypadku.

   Sądzę, że nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, że coś napisałem...

>   Jestem kapitanem jachtowym, kiedyś nosiłem nawet tytuł "żeglugi wielkiej".

   ... bo jestem zwykłym dekarzem, a taki nawet nie wie, co to znaczy "napisać", że o słowie "kapitan" nie wspomnę.
11-04-2010 12:52 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Daj sobie spokój, Adamiak, z ambicją. Tym razem raczej cię poparłem, natomiast przypuszczenie, że niewiele wiesz o Izbach Morskich nie jest chyba nieuzasadnione?
.
11-04-2010 13:17 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>   Daj sobie spokój, Adamiak, z ambicją.

   Nie jestem pewien, czy to samo rozumiem w słowie "ambicja".

>Tym razem raczej cię poparłem...

   Tak samo raczej ci dziękuję.
11-04-2010 20:48 
 Ocena 3 na 3
Rutkiewicz (1290 punktów)
>Rzecz w tym, iż te drugie rozpatrywane są przez specjalne składy sądowe, zwane Izbami Morskimi, podczas gdy pierwsze - często rozpatruje przysłowiowy "byle kto".

Z tym się zgodzić nie mogę. Nie chcę tu wywoływać sporu ideologicznego i klasowego między marynarzami a pilotami (zwłaszcza, że tych ostatnich mógłbym tylko reprezentować), ale wydaje mi się, że jednak nie jest to byle kto. Rosja jest przypadkiem szczególnym, ponieważ w niej wszystko jest państwowe, nawet prywatna własność - co było widać przy okazji ostatniego kryzysu, na przykładzie Putina ustalającego ceny w prywatnym sklepie (można zaryzykować stwierdzenie, że właściciele prywatni są w Rosji tylko depozytariuszami własności publicznej.. i zastanowić się, czy to nie lepsze od kapitalizmu). Natomiast wszędzie, na zachód, indziej, zajmują się tym państwowe komisje lotnicze, oraz komisje powoływane przez stowarzyszenia przewoźników i ciała regulujące prawa przestrzeni powietrznej. Także nie jest tak źle.

Oczywiste jest, że wszystko, co może się stać z samolotem, właściwie każde wykroczenie poza procedury (które przecież nie przewidują rozbicia samolotu), jest z góry uznawane przez rozsądek za błąd pilota, skoro ma on pełną i absolutną władzę nad maszyną (w granicach możliwości komunikacji z nią, oczywiście), pasażerami i załogą. Ale z drugiej strony możliwe są sytuacje, które zdarzą się poza jego kontrolą, czy nawet świadomością, a więc i odpowiedzialnością.

Bezwzględnie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że jeżeli lądowali na skutek nacisków, to winien tragedii jest pilot, który nie powinien im ulec. To już zresztą pisałem, odpowiedzialność pilota jest zbyt wielka, żeby mógł ulegać sugestiom ze strony lotniczych ignorantów, którzy nie mają choćby elementarnego pojęcia o tym, czym jest w istocie lądowanie, czy przyziemienie, ile potrzeba miejsca, żeby samolot zatrzymać, ile odległości, żeby skorygować kurs naprowadzający na środek pasa - zwłaszcza tak wielkim, ciężkim i stabilnym (czyli słabo manewrującym) samolotem. Dlatego, nauczeni dwukrotnie już doświadczeniem powinniśmy w pierwszej kolejności uniemożliwić kontakt vipów z pilotem, tak jak to jest w zwykłych maszynach rejsowych z pasażerami (nota bene, vipy po prostu są pasażerami).

Pozdrawiam

PS. Dodam jeszcze, być może złośliwie, że komisje ds. wypadków lotniczych więcej uwagi przywiązują do sprzętu, ponieważ zwyczajnie mają do niego lepszy dostęp. Bo mimo, że w tysiącach kawałków, to jednak na powierzchni ziemi. Poza tym, wydaje mi się (podkreślam, wydaje), że kapitana samolotu może jednak zawieść więcej elementów maszyny, niż kapitana statku.
11-04-2010 18:43 
 Ocena 2 na 2
Przemysław Biegański (845 punktów)
wiadomosci(*)e_MON_dla_pilota_afrontem.html

To można powiedzieć stary, odgrzewany kotlet ale rzuca światło na prawdopodobną presję psychiczna wywieraną na pilotach.
placownik (17853 punktów)

>   Wobec takiej tragedii wyłazi rzecz elementarna: dziennikarzom brak słów. Brak słów właściwych.

   Kto wie, czy nie ważniejsze jest to, co wyłazi z mediów. Konieczność nieprzerwanego pisania, gadania. Nawet wtedy, kiedy najstosowniejsze wydaje się milczenie. Milczenie, sprzyjające refleksji nad śmiercią, której przecież nie da się zagadać.

   Nie dziw, że tego nie dostrzegłeś, skoro sam tej konieczności tak ochoczo uległeś.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
11-04-2010 02:05 
 Ocena 3 na 3
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Wiesz, placowniku, czasami dziwaczysz.
.
Kurczewski (2471 punktów)
>Przy drugim: każde dziecko potrafi kilka większych tragedii z historii Polski podać, i to bez szczególnego namysłu.

Serio ? Jakkolwiek negatywnie nie oceniałbym skuteczności ich działań, mamy do czynienia z najwyższymi urzędnikami państwowymi i generalicją. Ja nie pamiętam w ciągu ostatnich stu lat żadnego wydarzenia w którym za jednym zamachem zginęłoby tyle osób ze szczytów władzy. Ani Hitler ani Stalin nie byli w stanie dokonać czegoś takiego. Niszczyli naród w sposób przerażający, ale struktury państwa pozostawały- mimo otwartej wojny- nienaruszone. Jedynym porównywalnym wydarzeniem byłaby śmierć hetmanów w czasie powstania kozackiego a i wówczas skala wydarzenia była mniejsza. W czasie II wojny zdarzały się większe tragedie narodowe ale jeśli chodzi o państwo jako instytucję- nie przypominam sobie. Skoro tak napisałeś a nie jesteś dzieckiem- podaj proszę przykład podobnego wydarzenia tego typu.

erka.ovh.org/
11-04-2010 03:02 
 Ocena 5 na 5
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Tytuł brzmiał: "Największa tragedia w historii Polski". W tekście brak wyjaśnienia, że "chodzi o państwo jako instytucję". Czyli a rebours: jakkolwiek pozytywnie bym oceniał owych najwyższych urzędników państwowych, ich śmierć nie jest dla Polski ciosem aż nieporównywalnym. Fakt, iż była to śmierć zbiorowa, nie kwalifikuje jej znaczenia ponad np klęskę pod Żółtymi Wodami lub Powstanie Warszawskie.

   Jako nie-dziecko sądzę, iż rekord bezmyślności popełniony przy tej okazji wręcz by mi pachniał karą boską, gdybym w Boga wierzył.

   Żaden kraj na świecie, pod żadnym pozorem, nigdy nie pozwolił sobie zapakować do jednego samolotu tak licznych przedstawicieli "elity" i zaryzykować pewności, że nic im się stać nie może.
.
Kurczewski (2471 punktów)
W tekście brak wyjaśnienia, że "chodzi o państwo jako instytucję".

Brak również uściślenia że tak nie jest, więc zwrot jest uprawniony.

> Jako nie-dziecko sądzę, iż rekord bezmyślności popełniony przy tej okazji wręcz by mi pachniał karą boską, gdybym w Boga wierzył. Żaden kraj na świecie, pod żadnym pozorem, nigdy nie pozwolił sobie zapakować do jednego samolotu tak licznych przedstawicieli "elity" i zaryzykować pewności, że nic im się stać nie może.

Tu się zgadzam w 100%

erka.ovh.org/
11-04-2010 10:53 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>   Żaden kraj na świecie, pod żadnym pozorem, nigdy nie pozwolił sobie zapakować do jednego samolotu tak licznych przedstawicieli "elity" i zaryzykować pewności, że nic im się stać nie może.

I to też była zbrodnia. Bo poza faktem, że flota vipowska jest dobra, kiedy jest dobra, co zdarza się rzadko, istnieją jeszcze takie możliwości jak ataki i zamachy. A w Rosji, było ostatnio kilka zamachów i wszystko wskazuje na to, że ich sprawcami są albo ultra nacjonaliści albo KGB, czy jak ono się tam teraz nazywa. W pierwszym przypadku, raczej należałoby zabezpieczyć polską delegację lecącą do Katynia (!).
11-04-2010 03:57 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
> Ja nie pamiętam w ciągu ostatnich stu lat żadnego wydarzenia w którym za jednym zamachem zginęłoby tyle osób ze szczytów władzy.

A niby jak to mieli zrobić, kiedy szczyty władzy zwiały z Polski?

>Ani Hitler ani Stalin nie byli w stanie dokonać czegoś takiego.

Oni bli bardziej pragmatyczni od woli boskiej. Wykańczali inteligencje.

Nie rozpaczaj, naród jaki jest taki jest, bez władzy tez sie obejdzie albo nowa sobie wybierze,
Wladze, jako takie narodu sobie nie wybieraja. I zazwyczaj za bardzo sie narodem nie przejmują, wdzięcznie mu rozkazujac
spieprzaj dziadu.
11-04-2010 04:06 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
>A niby jak to mieli zrobić, kiedy szczyty władzy zwiały z Polski?

Nieważne z jakiego powodu- nie zrobili. Takiego wydarzenia nie było- to pokazuję.

>Oni bli bardziej pragmatyczni od woli boskiej. Wykańczali inteligencje.

Bardziej pragmatyczni od ... czego ? Tego zwrotu się u koleżanki nie spodziewałem .

>Nie rozpaczaj, naród jaki jest taki jest, bez władzy tez sie obejdzie albo nowa sobie wybierze,

Ani mi w głowie rozpacz. Tak wydarzenie, państwo jako instytucja jak i naród nie obchodzą mnie na tyle żebym mógł popadać z ich powodu w rozpacz. Chodzi mi wyłącznie o kwestię ustalenia faktu, bez zwracania uwagi na zabarwienie emocjonalne. Moim zdaniem dzisiejsze wydarzenie nie ma precedensu w historii polskiej państwowości i jako takie, z punktu widzenia państwa, jest wyjątkowe a co za tym idzie można je nazwać tragedią narodową czy państwową. Kwestia tego czy owa tragedia kogoś dotyka czy nie, czy chce ją uznać za własną czy nie to już temat na szerszą dyskusję na temat przyjmowanych przez nas światopoglądów.

erka.ovh.org/
11-04-2010 08:21 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)

>Nieważne z jakiego powodu- nie zrobili. Takiego wydarzenia nie było- to pokazuję.

Slusznie, takiego wydarzenia nie było.
Zreszta cala prezydentura to ewenement, sprowadziła sobie i to pewnie za ciężkie pieniądze caussa beli na teren Polski, pomijając juz drobiazgi w stylu klękania przed byle biskupem i meldowania sie bez zaproszenia u obcych panów. Z hołdem i prośba o wskazówki. Zaraz po wybraniu.

Wysylanie wojów na podbój i uznawanie nielegalnych tworów państwowych to juz nic nieznaczące szczegóły.

Moze faktycznie bozia jest i sie wkurwiła?
11-04-2010 10:57 
 Ocena 1 na 1
Rutkiewicz (1290 punktów)
>uznawanie nielegalnych tworów państwowych

Kiedy i jakich, bo mówiąc szczerze nie pamiętam. Jeśli chodzi o Republikę Kosowa, to uznał ją Minister Spraw Zagranicznych. Już nie wspominając faktu, że Prezydent RP nie ma prerogatyw pozwalających mu na oficjalne uznanie, bądź nie uznanie suwerenności tworów państwowych.
apud (4399 punktów)
>>uznawanie nielegalnych tworów państwowych
>Kiedy i jakich, bo mówiąc szczerze nie pamiętam. Jeśli chodzi o Republikę Kosowa, to uznał ją Minister Spraw Zagranicznych. Już nie wspominając faktu, że Prezydent RP nie ma prerogatyw pozwalających mu na oficjalne uznanie, bądź nie uznanie suwerenności tworów państwowych.

Moze byc,
chociaż to państwo jako instytucja prawna uznaje a jego "głowa" jest prezydent...
w każdym razie nie protestował, chociaż potrafił ministrowi spraw zagranicznych list nowo mianowanych ambasadorów nie zatwierdzać. Chyba na złość.
Rutkiewicz (1290 punktów)
>w każdym razie nie protestował, chociaż potrafił ministrowi spraw zagranicznych list nowo mianowanych ambasadorów nie zatwierdzać.

Nie protestował, bo nie ma prerogatyw, natomiast ambasadorów prezydent "zatwierdza" lub "mianuje", nie pamiętam dokładnie, co raczej nie oznacza mechanicznego złożenia podpisu. Czego nie mówić o Prezydencie, to nie próbował rozciągać Konstytucji, po prostu najczęściej szedł za własną interpretacją - w obliczu sporów 50/50 wśród konstytucjonalistów, nie wygląda to na zdradę stanu.

Rzecz, która uderza mnie od wczoraj, to fakt, że wszyscy Polacy chcieliśmy, żeby politycy przestali bawić się kosmetykami i środkami manipulacji przekazu, a wzięli do faktycznych treści troski o Państwo i społeczeństwo. Chcieliśmy, bo nie jesteśmy głupi. Ale w całym tym cyrku, prawie nikt nie zauważył, że styl uprawiania przez Prezydenta polityki jest nieciekawy, nieatrakcyjny i nudny, ponieważ skupia się na treści, a nie na formie uprawiania. To odkrycie nie sprawia, że zmieniłem poglądy na Prezydenckie, ale wstyd mi za to, że nie potrafiłem uszanować tego, czego przecież sam chciałem i wymagałem od innych, poddając się nagonce na "przywary" Prezydenta.
12-04-2010 11:23 
 Ocena 1 na 1
apud (4399 punktów)
Czego nie mówić o Prezydencie, to nie próbował rozciągać Konstytucji, po prostu najczęściej szedł za własną interpretacją - w obliczu sporów 50/50 wśród konstytucjonalistów, nie wygląda to na zdradę stanu.
>Rzecz, która uderza mnie od wczoraj, to fakt, że wszyscy Polacy chcieliśmy, żeby politycy przestali bawić się kosmetykami i środkami manipulacji przekazu, a wzięli do faktycznych treści troski o Państwo i społeczeństwo.

Nie dziw sie, ale dawno temu w czasach kombatanckich, poznałam min. ww.
I kilku dziś znaczących i zapomnianych.

Kiedy zrobili sie wielcy, mnie osobiście zadziwiało to ze nic a nic sie nie zmienili.

Albo mnie otoczenie zmieniło. To jest do dyskusji.

Pokrzykiwania chłopka roztropka lub rozbraja ca beztroska w gadaniu bzdur, zapodawana przez media. Niekoniecznie ku uciesze gawiedzi.

W Końcu wszystko można interpretować, zdania z kontekstu wyrywać, ale fakty to rzecz uparta.
Prezydent powinien itd. dbać o Polskę.
Dbał, ale po swojemu co mu wolno zgodnie z konstytucja.
Po mojemu nie, bo w końcu sentyment do byłej ojczyzny i młodości tam spędzonej mam.

Symbole zobowiązują, ale nie do klęczenia.
Walka polityczna na argumenty, nie na teczki.
Podskakiwanie mocniejszym licząc, ze ktoś z rozpędu go poprze.
Antyunijne koalicje, wojny z Rosja i Czechami.
Dobrosasiedzkie stosunki w przedpokoju w Białym Domu. Z 10 sekretarzem od spławiania natrętów.
Pamietasz ta rurę, co przez Polskę miała rozejść zabierając jej wolność i niepodległość? Oba Bliźniaki pyskowały.

Dlatego nie plącze i nie mam szacunku dla denata. Gdybym chciała byc złośliwa, to bym go oskarżyła o zamordowanie tych 96 Dworaków, bo juz nawet tu gadają,ze lubił rozkazywać pilotom.

PS
Konstytucja polska jest do dupy, bo dopuszcza dwuwładze. A dwa Polaki to trzy partie polityczne i cztery wykluczające sie poglady polityczne.
PSS
jak na moj gust byl za bardzo "polski"!!!
15-04-2010 21:34 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>... Ani Hitler ani Stalin nie byli w stanie dokonać czegoś takiego.
Mowa jest o rozmiarach tragedii, która spotkała Polskę. Z cytowanego zdania wynika, że katastrofa sprzed kilku dni bardziej zaszkodziła naszemu krajowi niż działalność każdego z wymienionych panów z osobna.


Stach M. G.
Kurczewski (2471 punktów)
>>... Ani Hitler ani Stalin nie byli w stanie dokonać czegoś takiego.
>Mowa jest o rozmiarach tragedii, która spotkała Polskę. Z cytowanego zdania wynika, że katastrofa sprzed kilku dni bardziej zaszkodziła naszemu krajowi niż działalność każdego z wymienionych panów z osobna.
>
Stach M. G.


Mowa jest o wyjątkowości tego wydarzenia. Jakkolwiek działalność wielu z osób które zginęły oceniam negatywnie, prostym faktem jest że żaden z wymienionych zbrodniarzy nie dał rady usunąć głowy państwa polskiego wraz z czołówką generalicji. Czy owa głowa państwa była pusta czy nie- nie wnikam.


erka.ovh.org/
11-04-2010 16:40
 Ocena 11 na 11
Smith (10069 punktów)
>   Katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem rozgrywa się w dwóch wymiarach: państwowym i prywatnym.
W wymiarze państwowym. Żałoba w skutek żałoby po ludobójstwie, które miało miejsce 70 lat temu. Wtedy świat nie przejął się tym w ogóle, bo upublicznienie Zbrodni Katyńskiej groziło rozpadem koalicji antyfaszystowskiej. Obecnie też nikt się tym bardzo nie przejmuje, bo co się stało odstać się już nie może i przepraszam z ust Putina nie sprawi wzrostu eksportu do Rosji oraz spadku cen gazu i ropy.
Pamięć pomordowanych w Katyniu, jak i ofiar Powstania Warszawskiego była skrzętnie wykorzystywana przez tragicznie zeszłego prezydenta do realizowania jego pomysłu tożsamości Polaka, opartej na Bóg, Honor, Ojczyzna. Próbował z Katynia i Powstania Warszawskiego zrobić symbole jednoczące ponownie obywateli w państwo narodowe. Państwo, które ma być świętością uprawniającą władzę do działań przede wszystkim na rzecz świętości tej abstrakcji, zamiast dobra obywatela.
Tak bardzo koncentrował się na przeszłości, że pozwalał sobie ignorować teraźniejszość i wymachiwać słowną szabelką Putinowi przed nosem, robiąc z siebie pożal się boże bohatera, bo każdy wie, że rannego tygrysa nie ciągnie się za wąsy, a Rosja pomimo wszystko, to wciąż mocarstwo i przede wszystkim gigantyczny rynek zbytu i dostawca surowców energetycznych.
Prywatnie:
Katastrofa. Tragedia bo 96 ofiar śmiertelnych. To mniej więcej tyle ile osób ginie na katastrofalnych, polskich drogach każdego tygodnia, ale to już nie tragedia tylko statystyka. W dodatku nieubłagana za sprawą przedstawicieli elit rozdzierających szaty w skutek braku przepraszam w miejsce pracy nad poprawą infrastruktury.
Wiedzieli doskonale jakie są warunki pogodowe, kiedy decydowali się na opóźniony start. Tak bardzo dbali o pamięć, że sami przeszli do jej wymiaru.
Przykro mi ale to ich problem nie mój i nie dam się w to wkręcić.
Liss (2003 punktów)

>, które miało miejsce 70 lat temu. Wtedy świat nie przejął się tym w ogóle, bo upublicznienie Zbrodni Katyńskiej groziło rozpadem koalicji antyfaszystowskiej.
Bardzo to wątpliwe .
11-04-2010 19:47 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>, które miało miejsce 70 lat temu. Wtedy świat nie przejął się tym w ogóle, bo upublicznienie Zbrodni Katyńskiej groziło rozpadem koalicji antyfaszystowskiej.
>Bardzo to wątpliwe .
Co tak bardzo wątpliwe, zechcesz napisać może?
Liss (2003 punktów)

>>Bardzo to wątpliwe .
>Co tak bardzo wątpliwe, zechcesz napisać może?
Rozpad koalicji lub wycofanie się ZSRR z wojny ,to drugie niemożliwe .
12-04-2010 19:28 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>Rozpad koalicji
To dlaczego niby sprawa Katynia pojawiła się dopiero 6 lat po wojnie i zarzut dokonania tej zbrodni postawiono Niemcom podczas Procesu Norymberskiego?
>lub wycofanie się ZSRR z wojny ,to drugie niemożliwe .
Tak samo jak złamanie paktu Ribbentrop-Mołotow było niemożliwe.
Liss (2003 punktów)
>>Rozpad koalicji
>To dlaczego niby sprawa Katynia pojawiła się dopiero 6 lat po wojnie
Sprawa Katynia jest obecna od kwietnia 1943 roku
> i zarzut dokonania tej zbrodni postawiono Niemcom podczas Procesu Norymberskiego?
Ponieważ sędzią był ZSRR który utrzymywał że to zbrodnia faszystów.

>Tak samo jak złamanie paktu Ribbentrop-Mołotow było niemożliwe.
>
Myśle że to złe porównanie .
W kwietniu 1943 roku ZSRR nie miał najmniejszych powodów aby zaprzestać działań zbrojnych przeciw III Rzeszy,
byłoby to głupie, ponieważ Niemcy były przegrane a jedyną kwestią było kiedy i ile kto zagarnie dla siebie.
Z drugiej strony - zarówno Adolf jak i jego zamachowcy chcieli pokoju ale tylko z aliantami zachodnimi.
Dlaczego alianci zachodni tuszowali sprawę ?
Myśle że po prostu nie chcieli komplikować sobie życia .
13-04-2010 14:46 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>>>Rozpad koalicji
>>To dlaczego niby sprawa Katynia pojawiła się dopiero 6 lat po wojnie
>Sprawa Katynia jest obecna od kwietnia 1943 roku
Szczególnie w Teheranie była obecna.
>> i zarzut dokonania tej zbrodni postawiono Niemcom podczas Procesu Norymberskiego?
>Ponieważ sędzią był ZSRR który utrzymywał że to zbrodnia faszystów.
Bzdura. Przewodniczącym trybunału był lord Geofrey Lawrence z Wielkiej Brytanii. Członkami trybunału byli: sir N. Birket (Wielka Brytania), F. Biddle i J.J. Parker (USA), prof. D. de Vabres i R. Falco z Francji, gen. I.F. Nikitczenko i płk A.F. Wołczkow z ZSRR. Głównymi oskarżycielami byli: Robert H. Jackson ze Stanów Zjednoczonych, sir Hartley Shawcross z Wielkiej Brytanii, generał Roman Rudenko z ZSRR i Auguste Champetier de Ribes z Francji.
>>Tak samo jak złamanie paktu Ribbentrop-Mołotow było niemożliwe.
>Myśle że to złe porównanie .
>W kwietniu 1943 roku ZSRR nie miał najmniejszych powodów aby zaprzestać działań zbrojnych przeciw III Rzeszy, byłoby to głupie, ponieważ Niemcy były przegrane a jedyną kwestią było kiedy i ile kto zagarnie dla siebie.
W 1943 Niemcy nie były przegrane, około 260 dywizji państw Osi znajdowało się na froncie wschodnim i do 23 sierpnia były w ofensywie.
>Z drugiej strony - zarówno Adolf jak i jego zamachowcy chcieli pokoju ale tylko z aliantami zachodnimi.
Tak jak sojuszu z ZSRR do 1941r.
>Dlaczego alianci zachodni tuszowali sprawę ?
>Myślę że po prostu nie chcieli komplikować sobie życia .
Myślę, że to nie kwestia komplikować, tylko najzwyczajniej, bez frontu wschodniego alianci nie poradziliby sobie a sprawa Polski jako sojusznika była bardzo niewygodna ze względu na pakty: z 1921 r. potwierdzony w marcu 1939 z Francją, jak i ten o wzajemnej pomocy z 25 sierpnia 1939 roku z Wielką Brytanią oraz fakt, że Polska była oficjalnie w stanie wojny z sojusznikiem aliantów czyli ZSRR. Jak wyobrażasz sobie jeszcze sprawę Katyńską na dokładkę do tego?
Opinia publiczna i np. gen. Patton: "Problem w zrozumieniu Rosjanina jest taki, że nie bierzemy pod uwagę faktu że on nie jest Europejczykiem ale Azjatą i dlatego myśli przebiegle. My nie możemy zrozumieć Rosjanina bardziej niż Chińczyka czy Japończyka, i od kiedy mam z nimi do czynienia nie miałem żadnego szczególnego pożądania zrozumienia ich poza obliczeniami jak dużo ołowiu lub stali trzeba zużyć, aby ich zabić. W dodatku, poza cechami charakterystycznymi dla Azjatów, Rosjanie nie mają szacunku dla ludzkiego życia i są sukinsynami, barbarzyńcami i pijakami."

"Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją."
G. Patton

Liss (2003 punktów)
Wiem jaki był skład w Norymberdze .
ZSRR i Niemcy byli podejrzani o Katyń , sędzią było ZSRR jako mocarstwo które pokonało III Rzesze .
Dlaczego ta sprawa była tak tuszowana ,być może dzięki sprawnym radzieckim agentom ,którzy(w pięciu) jednocześnie byli doradcami schorowanego prezydenta USA,które nastepnie naciskało ( a miało czym) na UK w sprawie stosunków z ZSRR .
>W 1943 Niemcy nie były przegrane, około 260 dywizji państw Osi znajdowało się na froncie wschodnim i do 23 sierpnia były w ofensywie.
Były ,ponieważ przegrali bitwę pod Stalingradem ,wycofali się z Kaukazu ,przegrali w Afryce a Sowieci mieli wg różnych szacunków od 6-ciu do 10-ciu razy więcej we wszystkim ,najważniejsze III Rzesza miała na wyczerpaniu
wszelkie zasoby ,zwłaszcza że od 1943 roku byli zmuszeni powoływać do armii młodzież (z tym że tylko do Waffen SS,Wehrmacht niemiał prawa powoływać nastolatków)

>Tak jak sojuszu z ZSRR do 1941r.
Nie mam wątpliwości że sojusz ten był tylko wybiegiem dla obu stron ,a wojna była nieunikniona .
Dodatkowo projekt podboju Europy wschodniej cieszył się od przynajmniej 40 lat w Niemczech wielkim poparciem
wśród elit.

>. Jak wyobrażasz sobie jeszcze sprawę Katyńską na dokładkę do tego?
Ależ ona miała swoje miejsce ,ZSRR zerwało stosunki z RP .
Nawet gdyby ZSRR zerwał stosunki dyplomatyczne z Zachodem (z punktu widzenia naszych interesów to bardzo świetnie)
to wojna nadal trwałaby na obu frontach a
pokój pomiędzy III Rzeszą a ZSRR był niemożliwy,ponieważ nieopłacalny dla obu stron.
14-04-2010 15:47 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>Wiem jaki był skład w Norymberdze .
To dobrze.
>ZSRR i Niemcy byli podejrzani o Katyń , sędzią było ZSRR jako mocarstwo które pokonało III Rzesze .
>Dlaczego ta sprawa była tak tuszowana ,być może ...
Może być, też dlatego, że ludzie tacy jak Patton chcieli zrobić porządek do końca.
>Były ,ponieważ przegrali bitwę pod Stalingradem ,wycofali się z Kaukazu ,przegrali w Afryce a Sowieci mieli wg różnych szacunków od 6-ciu do 10-ciu razy więcej we wszystkim ,najważniejsze III Rzesza miała na wyczerpaniu, wszelkie zasoby ,zwłaszcza że od 1943 roku byli zmuszeni powoływać do armii młodzież (z tym że tylko do Waffen SS,Wehrmacht niemiał prawa powoływać nastolatków)
Stalingrad to przede wszystkim: rosyjska zima, rozkaz Stalina nr 227: "Ani kroku wstecz!", utworzenie specjalnego Frontu Stalingradzkiego i rzucenie tam wszelkich rezerw jak np. kadry i słuchaczy dziewiętnastu szkół wojskowych, m.in. Żytomierskiej, Winnickiej, Groźnieńskiej, Krasnodarskiej Karabinów Maszynowych, Czelabińskiej, Omskiej, Kazańskiej Pancernej, 2 Akademie Piechoty z Ordżonikidze, itd.
Rosjanie od początku wojny mieli miażdżącą przewagę liczebną i w niczym im to nie pomogło.
>>Tak jak sojuszu z ZSRR do 1941r.
>Nie mam wątpliwości że sojusz ten był tylko wybiegiem dla obu stron ,a wojna była nieunikniona .
>Dodatkowo projekt podboju Europy wschodniej cieszył się od przynajmniej 40 lat w Niemczech wielkim poparciem wśród elit.
Sojusz podpisały obie strony, nie zapominaj.
Churchill wpadł na pomysł sojuszu ze Stalinem i napisał do niego a w nim: "Proponuję Związkowi Radzieckiemu sprzęt wojskowy i wsparcie, które miałoby zapobiec zajęciu całego ZSRR przez Hitlera. Byłoby to wsparcie ogromne, pozwalające na ogromną ofensywę, która wyparłaby Niemców z ZSRR. Jednakże - tylko z ZSRR."
Stalin odrzucił propozycję ale zmienił zdanie kiedy musiał uciekać w głąb kraju i 01.07.1941 ZSRR zawarł porozumienie z Anglią przeciw Niemcom. Ale np. też: "Po wojnie badacze ustalili, że lot Hessa do Anglii poprzedzały tajne rozmowy brytyjsko-niemieckie w Szwajcarii i Portugalii, prowadzone przez prof. Karla Haushofera, jednego z najbliższych przyjaciół Rudolfa Hessa."
>Ależ ona miała swoje miejsce ,ZSRR zerwało stosunki z RP.
Ale opinia publiczna nie była poinformowana o powodach zerwania. W lipcu zaś, nieoczekiwanie zmienił się premier i nawet był w Moskwie w 1944r.
>Nawet gdyby ZSRR zerwał stosunki dyplomatyczne z Zachodem (z punktu widzenia naszych interesów to bardzo świetnie) to wojna nadal trwałaby na obu frontach a pokój pomiędzy III Rzeszą a ZSRR był niemożliwy,ponieważ nieopłacalny dla obu stron.
Hitler i Stalin zrobiliby wszystko by tylko utrzymać się przy władzy a elastyczność Stalina jest bezdyskusyjna.

Polityka nie jest nauką ścisłą.
Otto von Bismarck.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

Usilnie proszę szanownych panów o przerwanie dyskusji nie na temat.
.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365