Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak powinna wyglądać skuteczna akcja edukacyjno informacyjna?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
24-04-2010 21:13sztejkat (4743 punktów)Jak powinna wyglądać skuteczna akcja edukacyjno informacyjna?
Ocena 6 na 6
W wątku "Przymusowe badanie kobiet" www.racjonalista.pl/forum.php/s,322583 poruszono też między innymi kwestie edukacji, akcji edukacyjnych i temu podobnych.

Generalnie dominuje opinia - nieskuteczne. Z czym się najzupełniej zgodzę.

Dotyczy to niemalże KAŻDEJ akcji edukacyjnej prowadzonej w naszym kraju.

Pytanie jakie więc należy sobie postawić brzmi: "Jak powinna wyglądać skuteczna akcja edukacyjno informacyjna?"

Oto moje przemyślenia na ten temat.

Obecne akcje tego rodzaju opierają się prawie wyłącznie na mediach, bilbordach i innych sposobach przekazywania informacji, brutalnie mówiąc, niezamówionej. Używają więc dokładnie tego samego kanału informacji, jakiego używa reklama. A co jak co, ale filtrowania reklam tośmy się już dawno nauczyli.

Tak więc: media i bilbordy są dobre by przykuć na chwilę uwagę. I nic więcej.

Jak wiadomo wszystkim nauczycielom edukacja polega na powtarzaniu. Media teoretycznie spełniają ten wymóg. Trzeba jednak pamiętać, że jest to prawie zawsze informacja nie zamówiona. Czyli w prost - nie chciana. Dowolne powtarzanie nie sprawi, byśmy ją zapamiętali. A już w ogóle - skojarzyli z pewną powinnością. A przecież edukacja uczy zazwyczaj o powinnościach: tego nie powinno się robić, to powinno, tak lepiej, tak gorzej.

Z drugiej strony, jest też jak w popularnym dowcipie: magister musi wiedzieć wszystko, doktor wiedzieć w której to książce, docent - gdzie leży książka, a profesor: gdzie jest docent.

Czyli: informacja musi być dostępna, ale też musi być dostępna informacja GDZIE SZUKAĆ dalszych informacji.

Informacja jest dostępna wtedy, gdy znajduje się w miejscu w którym jest potrzebna. To dlatego informację o typie baterii i sposobie jej włożenia umieszcza się w urządzeniu wewnątrz pojemnika na baterię a nie wyłącznie w instrukcji obsługi.

Tu negatywny przykład z mojego podwórka:

Spółdzielnia mieszkaniowa, która zarządza osiedlem na którym mieszkam wydaje od czasu do czasu informator. Dostarcza go do domu. W tym co którymś wydaniu informatora znajdują się informacje co robić ze śmieciami nietypowymi.

Oto przykład źle prowadzonej akcji informacyjnej. Informacja o tym JAKIE odpady wyrzucać do śmietnika i GDZIE wyrzucać odpady które nie powinny tam trafić powinna znajdować się w miejscu, w którym jest potrzebna. Czyli - na śmietniku.

Po drugie: informacja musi być kompletna i rzetelna.

I tu kolejny przykład negatywny z tej samej branży: pojemniki na śmieci sortowane. Są już opisane, jednak jest to opis "literacki": Pojemnik na szkło. Wrzucać butelki, słoiki. Nie wrzucać kieliszków, szklanek, szyb, kryształów... itp, itd.

Taka informacja jest podwójnie pusta: fachowiec od szkła nie będzie na jej podstawie wiedział, jakiego szkła nie wrzucać (z jakimi domieszkami), laik i tak będzie miał kłopoty z rozpoznaniem (kufel to kieliszek czy bardziej słoik?). Nie ma też żadnej możliwości odwołania się do innych źródeł informacji.

A wystarczy przecież przywołać określone oznaczenia i zadbać, by towary były odpowiednio oznaczane. Spora część opakowań już teraz zawiera oznaczenia, które teoretycznie pozwalają na umieszczenie ich we właściwych pojemnikach na odpady.

Po trzecie wreszcie: informacja musi docierać do miejsca przeznaczenia.

To jest słabością akcji medycznych dla odmiany. Multum ulotek, informacji i plakatów znajdujących się w placówkach służby zdrowia reprezentuje akcję nieskuteczną - informacja dociera bowiem jedynie do tych, którzy JUŻ UDALI SIĘ do placówki służby zdrowia. A więc - najprawdopodobniej - są pod opieką lekarską, czyli poddają się także jakiejś tam profilaktyce.

Takie podeście bazuje na założeniu, że informacja powinna znajdować się tam, GDZIE ludzie jej SZUKAJĄ.

Jest to słuszne... tyle, że nie w tym przypadku.

W akcjach edukacyjnych chce się bowiem docierać przede wszystkim do tych, którzy NIE SZUKAJĄ informacji. Człowiek który widzi lekarza raz w życiu (przy porodzie) nie szuka informacji o profilaktyce medycznej. Podobnie ten, kto całe życie wywalał śmieci do lasu nie będzie szukał informacji o tym jak utylizować odpady.

Teoretycznie więc - znowu media, jako ten wielki śmietnik informacji w którym każdy niemalże od czasu do czasu musi się zanurzyć. Tu jednak znowu problem - media mogą jedynie wzbudzić chwilowe zainteresowanie. Trudno tym kanałem przekazać pełniejsze informacje przede wszystkim dlatego, że muszą one konkurować o uwagę odbiorcy z reklamą.

Tak więc moim zdaniem: nie media. W wypadku śmieci akurat - tabliczki na wjeździe do lasu. Może to głupie, ale w okolicy w której mieszkam NIGDZIE nie widziałem informacji o tym, że śmieci do lasu wywozić NIE WOLNO.

Chociaż tabliczki "nie wolno" są przykładem, także złej, negatywnej akcji informacyjnej. Spotykam się bowiem z oznaczeniem czego NIE WOLNO wrzucać do śmietnika, bez wyraźnego wskazania CO Z TYM ODPADEM ZROBIĆ. Zapisu "utylizować zgodnie z przepisami" do informacji rzetelnej i pełnej zaliczać nie mam zamiaru.

Czyli dobrą akcję informacyjną powinno cechować:
- dostępność do informacji;
- umieszczenie informacji w miejscu jej użytkowania;
- kompletność i przejrzystość informacji;
- wskazanie źródeł dodatkowej informacji;
- dostarczenie informacji do przeznaczonego odbiorcy.

Jakie są Wasze propozycje?

Pozdrawiam,
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

lontri (16088 punktów)

Twoje założenia są nadmiernie optymistyczne i, co gorsza, niepoprawnie idealistyczne.
Media to nadal potęga. Potrafią kreować rzeczywistość i w sensie wirtualnym i w sensie jak najbardziej realnym.
Product placement w ulubionym serialu gospodyń domowych albo kampania społeczna wspierana twarzami gwiazd to jest to!
Według mnie zupełnie ignorujesz emocjonalno-motywacyjny komponent kreowania postaw a przeceniasz wpływ samej informacji na podejmowanie działań. Tymczasem, jeżeli ktoś będzie miał napęd do działania, częstokroć sam dotrze do informacji, co w dobie społeczeństwa informacyjnego nie jest żadnym problemem (często wystarczy coś wygooglać).


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
sztejkat (4743 punktów)
Dokładna diagnoza - mam dość "emocjonalno-motywacyjnych komponentów kreowania postaw"!

Zauważ, w tak krótkim zdaniu znalazły się aż DWA niebezpieczne trendy:
- emocje ponad rozumem;
- zdalne kierowanie obywatelem.

Połączone razem dają kukiełkę na sznurkach.

Ale zgodzę się: "napęd" do określonych zachowań może być przydatny. Tylko, że tego nie można nazywać akcjami edukacyjnymi czy informacyjnymi a modyfikowaniem zachowań i światopoglądu społeczeństwa. Przy czym - modyfikację przeprowadza się GŁÓWNIE w oparciu o argumenty emocjonalne.

Po drugie, chyba zgodzisz się z istnieniem memu :"Reklamy kłamią".

Czy więc użycie tego samego kanału informacyjnego i tej samej metodyki nie rzutuje na odbiór rzetelności akcji informacyjnych?

I trzy: załóżmy, mam napęd do bycia "eko". I mam do wywalenia suszarkę. Czy, stojąc przed śmietnikiem, w dobie dowolnie informacyjnego społeczeństwa, mogę łatwo i szybko pozyskać rzetelną i dopasowaną do mojej sytuacji informację co z tą suszarką zrobić? Ba, dotarcie to tej informacji (nie - pogłosek, broszur - ale RZETELNEJ i PRAWDZIWEJ i AKTUALNEJ informacji podanej przez organa władzy publicznej ) nawet z kompa jest kłopotliwe.

Wreszcie cztery: product placement itp zmierzają do skłonienia odbiorcy by szybko zrobił sobie dobrze na sposób korzystny dla producenta. Akcja edukacyjna zwykle ma za zadanie skłonienie do podjęcia działań lub powstrzymania się od działań, których pozytywny skutek jest nikły bądź bardzo odległy w czasie. Przykład: mogę nie wywalać śmieci do lasu. Pozytywny skutek (czysty las) będzie jednak osiągnięty dopiero wtedy, gdy w ciągu roku NIKT nie wywali śmieci.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
25-04-2010 14:31 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Chodzi mi przede wszystkim o to, że jeżeli akcja ma być skuteczna, powinna ludzi nie tyle informować, co zachęcać i mobilozować. Dlatego musi bazować na przekazie emocjonalnym
Zanim zganisz mnie ponownie zajrzyj na przykład na stronę projektu saferinternet. Chodzi mi zwłaszcza o projekt Sieciaki.pl.
Projekt jest skonstruowany właśnie tak, by kreować postawy, opierając się oczywiście na rzetelnej wiedzy. Bazuje on na kilku motywatorach:
1)Motywatory dla animatorów, czyli najczęściej nauczycieli i wychowawców, którzy a. mogą bez szczególnych problemów podłączyć się pod medialną akcję o zasięgu krajowym (prestiż), b. otrzymują bezpłatne pakiety edukacyjne, w tym scenariusze zajęć, filmy, spoty, c. otrzymują zaświadczenia, które przydają się do awansu zawodowego, potwierdzające na przykład osobiste zaangażowanie nauczyciela itp.
2)Motywatory dla placówek - w tym przypadku szkół - które włączając się w akcję mogą zaistnieć i wyróżnić się na tle innych placówek udziałem w programie, biorą udział w konkursach o nagrody rzeczowe, np. sprzęt audio-video.
3)Motywatory dla uczniów: filmiki, gry, quizy, konkursy, plakaty, a dla młodszych nawet kolorowanki.
Obejrzyj sobie filmiki Sieciaki i zobacz, jak naładowane są przekazem emocjonalnym (w oparciu o rozwijanie tożsamości z bohaterami pozytywnymi), oczywiście w dobrej wierze.
Informacja jest oczywiście ważna, ale tylko wtedy gdy ma dla ludzi osobiste znaczenie, to znaczy zaistnieje w kontekście osobistych celów i wartości osoby, zacznie pełnić jakąś funkcję w jej codziennym życiu.
Ludzie najszybciej uczą się tego, co jest im potrzebne, co jest dla nich w jakiś sposób ważne, istotne, doniosłe.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
sztejkat (4743 punktów)
Zgadzam się w zupełności - mobilizacja i zachęcanie może odwoływać się do emocji, a już na pewno - staje się wówczas skuteczniejsze.

Odnoszę jednak wrażenie, że mówimy o DWU RÓŻNYCH SPRAWACH. Z jednej strony - o akcjach edukacyjnych i informacyjnych, z drugiej o akcjach mających na celu kreowanie określonych postaw i zachowań.

Może myślę niewłaściwie rozdzielając je. Poniekąd po staremu uważam edukację za pokazywanie wachlarzu możliwości i pozostawienie wyboru uczniowi. Przyznam też, że może nieco po staremu, odczuwam niemalże fizyczną niechęć do "bycia kreowanym".

>(...)Informacja jest oczywiście ważna, ale tylko wtedy gdy ma dla ludzi osobiste znaczenie, to znaczy zaistnieje w kontekście osobistych celów i wartości osoby, zacznie pełnić jakąś funkcję w jej codziennym życiu.(....)

Tu mnie masz. Typowa luka klasycznego podejścia do edukacji. Z drugiej jednak strony.... czy w tym świetle kreowanie postaw to nie mówienie ludziom co jest dla nich osobiście ważne? Czy na pewno podoba Ci się takie podejście?

Sieciaki obejrzę jednak kiedy indziej - dziś przyjmę, biorąc pod uwagę dobrą reputację, Twoje opinie za słuszne.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Adamiak (36436 punktów)
> - dostępność...
> - umieszczenie...
> - kompletność i przejrzystość...
> - wskazanie źródeł dodatkowej informacji;
> - dostarczenie...
>Jakie są Wasze propozycje?

   Wdrożyć.
   W przeciwnym wypadku ludzkość zginie z nudów.

Komputer rozwiązuje 100% problemów, których nie miałeś przed jego kupnem. Murphy(?)
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Wiedza dotycząca zdrowia, czyli konieczność badań okresowych, żywienia , higieny powinna być w programie szkolnym, razem z uświadomieniem, z wiedzą o antykoncepcji.
Podana w ten sposób wiedza trafi też do rodziców. Przypominanie w ogłoszeniach, wezwaniach trafi wtedy do odbiorców.

Natomiast, zachowania ludności dotyczące np.segregacji śmieci muszą mieć wymiar ekonomiczny. Jeżeli segregacja, spowoduje łatwe do wyliczenia oszczędności i będzie niekłopotliwa ludzie będą segregować. Należy to odpowiednio zorganizować.

Reklamy, ulotki trafią wtedy do odbiorców.

Akcje informacyjne powinna prowadzić też telewizja publiczna przemycając informację w popularnych serialach, teleturniejach itp.
25-04-2010 09:58 
 Ocena 5 na 5
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Wiedza dotycząca zdrowia, czyli konieczność badań okresowych, żywienia , higieny powinna być w programie szkolnym, razem z uświadomieniem, z wiedzą o antykoncepcji.
>Podana w ten sposób wiedza trafi też do rodziców. Przypominanie w ogłoszeniach, wezwaniach trafi wtedy do odbiorców.

Na to naprawdę bym nie liczył. Ludzie odpowiedzialni za podejmowanie decyzji musieliby w końcu zdać sobie sprawę z konieczności przeprowadzenia prawdziwej rewolucji metodologicznej. Informatyzacja społeczeństwa przyszła nagle i niespodziewanie. Problem polega na tym, że dzieci i młodzież (ta młodsza młodzież) posiadają teraz potężne narzędzia umożliwiające dostęp do informacji. Niestety w Internecie pomiędzy wiarygodnymi danymi znajduje się mnóstwo śmieci, a bez odpowiedniego aparatu myślowego trudno oddzielić jedne od drugich.
Dla wielu przedstawicieli starszego pokolenia (nauczyciele, autorzy programów szkolnych) Internet stanowi ciekawostkę, nic więcej. Sami nauczają swoich uczniów tak, jak kiedyś nauczano ich.
Tyle tylko, że dzisiaj wbijanie do głowy tysięcy formułek, definicji i dat niewiele da, jeśli nie nauczymy młodzieży logicznego myślenia. W dzisiejszym zinformatyzowanym świecie znajomość metody naukowej jest potrzebna nie tylko naukowcom.

A na rzetelną edukację odnośnie antykoncepcji w szkołach nie ma co liczyć tak długo, jak udział w podejmowaniu decyzji będzie miała Konferencja Episkopatu Polski (na szczeblu centralnym) oraz proboszcz (na szczeblu lokalnym). Dziwnym zrządzeniem losu zarówno w gimnazjum jak i liceum do którego chodziłem nauczanie wychowania do życia w rodzinie powierzono tej nauczycielce, która była najsilniej związana z lokalną parafią i cechowała się największą dewocją. Antykoncepcji nie poświęcono zbyt dużo czasu, a jeśli już, to było to sianie dezinformacji. Dużo czasu za to zmarnowano na katolicką propagandę o "życiu w czystości".
Znajomi z innych szkół potwierdzili podobną sytuację u siebie.

>Akcje informacyjne powinna prowadzić też telewizja publiczna przemycając informację w popularnych serialach, teleturniejach itp.

Jak na razie telewizja publiczna (podobnie jak telewizje komercyjne) często prowadzi akcję dezinformacyjną. Niestety miałem okazję się o tym przekonać, gdyż mieszkam pod jednym dachem z osobami oglądającymi telenowele i siłą rzeczy jakiś fragment czasem rzuci mi się w oczy. Już pisałem o pewnej produkcji TVN, w której oś fabuły została zbudowana wokół lekarskiej pomyłki, w wyniku której młoda dziewczyna została poddana zapłodnieniu in vitro zamiast cytologii. Przed laty w produkcji TVP zauważyłem inny wątek - bohaterka cierpiąca na raka decyduje się iść do bioenergoterapeutki. Po zakończonym "zabiegu" ze wzruszeniem opowiada o tym, jak to czuła "dobrą energię" wypełniającą jej ciało.
Nie wiem jak teraz, ale jeszcze kilka lat temu inna stacja telewizyjna emitowała cykliczny program, w którym pewien jegomość machał rękami i wytrzeszczał oczy przed kamerą. Wmawiał przy tym widzom, iż jest to dobre dla ich zdrowia.

Telewizja (szczególnie publiczna) powinna być narzędziem wspomagającym edukację społeczeństwa. Tymczasem nagminne jest szczerzenie zabobonów. Wszyscy pamiętamy żenujący film "Egzorcyzmy Aneliese Michelle" w którym przekonywano widzów, iż demony istnieją naprawdę, mogą opętać człowieka i doprowadzić do jego śmierci...
TVP sukcesywnie zabijała "Telewizję Edukacyjną", czego ostatni akt miał miejsce kilka miesięcy temu, gdy zdjęto z anteny "Laboratorium" Wiktora Niedzickiego.
25-04-2010 13:44 
 Ocena 1 na 1
kogut59 (3090 punktów)

>Telewizja (szczególnie publiczna) powinna być narzędziem wspomagającym edukację społeczeństwa. Tymczasem nagminne jest szczerzenie zabobonów.
Czasem z ciekawości patrze na TV Polonia chcąc uzupełnić moje informacje o Polsce i tak tzw. "Wiadomosci" sa patriotyczno-katolickim magazynem wieczornym dla starych ciot
Jednym słowem tragedia narodowa ta prawdziwa tragedia a nie Smoleńsk
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>Na to naprawdę bym nie liczył. Ludzie odpowiedzialni za podejmowanie decyzji musieliby w końcu zdać sobie sprawę z konieczności przeprowadzenia prawdziwej rewolucji metodologicznej. (...)

Przyjmijmy, że kwestię szkolnictwa, jakkolwiek ważnym by nie było, pozostawimy w spokoju. Skoncentrujmy się może na akcjach skierowanych do szerszej grupy społeczeństwa, także tych, którzy ze szkolnictwem styku już nie mają.

>Jak na razie telewizja publiczna (podobnie jak telewizje komercyjne) często prowadzi akcję dezinformacyjną. (....)

Przy czym dotyczy to nie tylko informacji, nazwijmy to naukowych, ale każdych. To moim zdaniem specyfika ekonomiczna mediów. Dezinformacja lub informacja bezwartościowa, opinia, ocena, emocje, poglądy itp. są ISTOTNIE TAŃSZE niż wiedza, sprawozdanie, bilans, wyliczenie, program polityczny.

Co więcej, "dezinformację" można wyprodukować w dowolnej chwili i w dowolnym kolorze - wedle potrzeby. Można jej nadać kształt wywołujący w odbiorcach pożądane emocje. Z tych emocji, przy pomocy mechanizmów podobnych do Web2.0 (user content) można tworzyć dalsze dezinformacje.

Zarabia się na obrocie treścią. Nie jest istotne jaką.

Dlatego z wielką ostrożnością podchodziłbym do wykorzystania mediów do celów edukacji. A już szczególnie - poza programami dedykowanymi.

Tak na marginesie, oglądam od czasu do czasu "Dziką Polskę" (TVPolonia). I zauważam w tym programie jeden bardzo istotny i bardzo POZYTYWNY element. Autorom udaje się bowiem przedstawić prezentowaną wiedzę jako FRAGMENT większej całości. Widz wie więc, że to co mu przekazano na temat prezentowanych organizmów to tylko UŁAMKI wiedzy o nich zebranej. Podkreślam to, bo większość programów popularno-naukowych nadaje przekazywanej informacji ułudę PRAWDY PEŁNEJ i kompletnej. Co w świecie nauki NIGDY nie jest prawdą.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
25-04-2010 13:34 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>Akcje informacyjne powinna prowadzić też telewizja publiczna przemycając informację w popularnych serialach, teleturniejach itp.

Boli mnie takie podejście. Co może być SKUTKIEM przemycania informacji? Moim zdaniem chmura przekonań nie popartych żadnymi źródłami (tak ma być bo tak się robi). Jeśli patrzeć na takie akcje przez pryzmat osiągnięcia społeczeństwa, które robi to co mu się akcją nakazało, jest to jak najbardziej słuszne.

Jeśli jednak chcemy by edukacja na prawdę edukowała, czyli wytwarzała wiedzę i myślenie, wówczas przemycanie informacji jest moim zdaniem niepoprawną drogą.

Zaś co do szkoły - no cóż. Pośredni lub bezpośredni kontakt ze szkolnictwem ma jakieś 30% społeczeństwa. Zgodzę się, że szkoła jest najlepszym miejscem do prowadzenia edukacji. Przyjmuję jednak założenie, że tzw. "akcja edukacyjna" powinna docierać do większej i bardziej różnorodnej grupy odbiorców.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
25-04-2010 14:19 
 Ocena 3 na 3
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Pooglądaj sobie seriale amerykańskie. Ja telewizję oglądam niezmiernie rzadko i nie znając treści serialu zwracam właśnie na to uwagę.
Telewizyjne seriale amerykańskie uczą bardzo często łopatologicznie : zasad higieny, tolerancji ze względu na rasę, płeć,orientację seksualną, ochronę środowiska itd.
Oczywiście nie wszystko na raz ale w prawie każdym odcinku coś się znajdzie.
Wydaje mi się , że duża część społeczeństwa nie ma ochoty na wysłuchiwanie porad lekarzy, specjalistów itp. tym bardziej, że mówią nudno i językiem niezrozumiałym.
(Ostatni którzy potrafili przekazywać wiedzę byli redaktorzy "Sondy" od tego czasu nawet audycje podróżnicze wieją nudą.)
Seriale ogląda się bezmyślnie i jeżeli lubiany bohater segreguje śmieci to widzowie jeżeli mają taką możliwość będą to robić.
W naszych serialach to znajdziesz jedynie ukrytą reklamę jakiś produktów.
25-04-2010 21:13 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Nachalność amerykańskiej propagandy bywa iście powalająca.

Rozumiem skuteczność tego rodzaju manipulacji. Jednak nadal pozostaje to manipulacją - kreacją zachowań "na małpę".

Owszem, z dwojga złego lepiej jest mieć małpy robiące to co trzeba niż robiące to co nie trzeba.

Rodzi to jednak we mnie pewien niepokój - skoro przyjmuje się, że jesteśmy aż tak bardzo podatni na wpływy by przyjmować pewne zachowania i poglądy bezrefleksyjnie to skąd pewność JAKIE poglądy to będą?

Jeśli, jak słusznie zresztą z punktu widzenia skuteczności, uważasz za pozytywne wykorzystanie tego rodzaju wpływu do kreowania zachowań, nazwijmy to "pozytywnych" to skąd gwarancje, że tak rozbudowana ścieżka wpływów nie zostanie użyta do innych celów? Wreszcie co będzie gdy nasi następcy, KREOWANI w swoich zachowaniach, przejmą pałeczkę? Czy, będąc wytworem KREACJI ZACHOWAŃ będą wystarczająco zdolni by sięgnąć po motywacje rozumowe?

Stąd właśnie mój opór przeciwko przemycaniu i kreowaniu, nawet pozytywnych, trendów myślenia przy pomocy metod manipulacji społeczeństwem. Jeśli kreować trend to tylko:"myśl samodzielnie".

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
25-04-2010 21:40 
 Ocena 1 na 1
(Alicja)Duda (25557 punktów)

>Jeśli, jak słusznie zresztą z punktu widzenia skuteczności, uważasz za pozytywne wykorzystanie tego rodzaju wpływu do kreowania zachowań, nazwijmy to "pozytywnych" to skąd gwarancje, że tak rozbudowana ścieżka wpływów nie zostanie użyta do innych celów? Wreszcie co będzie gdy nasi następcy, KREOWANI w swoich zachowaniach, przejmą pałeczkę? Czy, będąc wytworem KREACJI ZACHOWAŃ będą wystarczająco zdolni by sięgnąć po motywacje rozumowe?
Nie ma żadnej gwarancji. Wręcz mam pewność , że media publiczne działają w kierunku ogłupienia społeczeństwa.
Zdaje się , że na straży miała stać Krajowa Rada Radiofonii ale zajmuje się polityką i stołkami.
Sposób jest skuteczny, ale u nas nic nie może być normalne.
Pani minister od oświaty wpadła na pomysł by promować matematykę przy pomocy spotów reklamowych (Z błędami zresztą).
A seriale radzą leczyć się u znachorów i korzystać z wróżek.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365