Nie doznaję próżni, nie widzę pustki. Doznaję najpierw samego siebie, do swojego istnienia odnoszę rzeczy, które mnie otaczają. Jestem obserwatorem przekształceń,przemieszczeń i oddziaływań, jednocześnie sam im podlegam. Gdybym jakimś zrządzeniem losu pozbawiony został zmysłów, pozostał by czas i jego upływ. Myśli, wspomnienia lub miraże wspomnień pojawiały by się i znikały, do momentu aż rozpadła by się moja świadoma osobowość. Podobno pustka próżni nie jest statyczna, kipi w niej od cząstek które samoistnie powstają i zanikają (a to dla zachowania jakichś zasad) dowodem jest świecenie czarnych dziur.
Co się zaś tyczy punktu. Z wspomnianej na początku definicji punktu wynika że punkt ma wymiary równe 0. Nie coś dążącego do 0 ale właśnie 0. Im bardziej doszukujemy się się punktu tym bardziej nie można go znaleźć. Łatwo zatem przyjąć że niczego niema bo przestrzeń składa się z niczego. Tak jednak nie jest. Konstytuujemy odcinek, koło, kulę albo odcinek, powierzchnię, objętość, nie badamy relacji między nimi a punktami. Co się może dziać kiedy kiedy przesunę odcinek? Zostaje po nim dziura - miejsce którego punkty zostały usunięte? Twory te istnieją niezależnie od punktów w przestrzeni i też określają przestrzeń. To bardzo przyjemna cecha, bo w zależności jaki problem jest badany, użyjemy punktu, elementarnego odcinka, powierzchni albo objętości.
|