Racjonalista - Strona głównaDo treści
Chrzest

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
12-03-2012 14:08Mal_ (208 punktów)Chrzest
Ocena 8 na 8
Witam wszystkich!
Trafiłam na ta stronę, bo szperam w internecie w poszukiwaniu odpowiedzi lub porady...

Oboje z mężem pochodzimy z rodzin katolickich, jednak sami nie jesteśmy wierzący. Mamy za to wszystkie sakramenty (oprócz ślubu który był cywilny)
Niedawno urodziłam chłopca i od razu spotykam się z dość sporymi naciskami ze strony rodziny mojego męża.
Moja rodzina jest całkowicie obojętna w tej kwestii. Co ciekawe - najbliższa rodzina męża jest niby-wierząca, ale nie chodząca do kościoła, a to z ich strony są największe naciski - główne argumenty:
- bo wypada
- bo dziecko nie dostanie prezentów na komunie
- bo co powie babcia

Moje argumenty przeciw:
- dziecko pewnie pojdzie przez to na religię w szkole, zrobią mu pranie mózgu, szczególnie przed komunią świętą
- zostanie zapisane do kościoła i nie będzie miało możliwości się wypisać (tak to już jest że pozostanie w aktach kościelnych po wsze czasy).

Moje argumenty za:
- może z tą komunią rodzina męża ma trochę racji?
- dla świętego spokoju
- domyślam się że i tak ani ja ani mój mąż nie będziemy chodzić z dzieckiem do kościoła przed komunią, więc albo i tak do niej nie przystąpi, albo będzie miało trochę mniejsze pranie mózgu (nei wiem jak to jest z tym nakazem chodzenia do kościoła przed komunią).

Zastanawiałam się nad ceremonią dedykacji głównie po to, żeby rodzina uznała naszą odmienność w wierze.
Po takiej ceremonii nie będą się już domagać chrztu - a jeśli nie zrobimy żadnej ceremonii to będą cały czas o to wypytywać (bo nie jest powiedziane w jakim wieku trzeba dziecko ochrzcić).
Byłyby jakieś zdjęcia, dla babć i takich tam.

Poradźcie proszę - sama już nie wiem co myśleć.
Kogo nie pytam to wszyscy chrzczą dzieci "żeby miało wybór" a moim zdaniem wlasnie wtedy pozbawiamy je wyboru...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..
#46
13-03-2012 16:53
 Ocena 3 na 3
miss_Antropia (155 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi Gapa
>> Nasza katechetka robi dobre pranie mozgu.

Mając tego świadomość jak możesz posyłać na takie "pranie mózgu" własne dziecko? Zupełnie nie rozumiem...

#47
13-03-2012 17:07
 Ocena 2 na 2
miss_Antropia (155 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi Mal_

>Richard Dawkins mówił, że dzieci są łatwowierne, ponieważ muszą mieć wrodzony instynkt wierzenia w to, co mówią dorośli. Taki instynkt jest warunkiem przetrwania, ponieważ sam dobór naturalny wyeliminowałby dzieci wątpiące w słowa matki: "nie wolno podchodzić do tej przepaści"...
>Dlatego najłatwiej jest wpoić wiarę dzieciom, ponieważ nie kwestionują tego co się im tłumaczy, bezwarunkowo przyjmując to do wiadomości.

W przypadku niemowlęcia jest jeszcze gorzej(a łatwiej dla KK), bo nawet nie trzeba go w prymitywny sposób przekonywać,ani nic wpajać :> Decyzja w 100% należy do rodziców w tym momencie, a niestety zbyt często nie tyle do nich samych,co do ich otoczenia, które stosuje obrzydliwą i nieustępliwą presję.

#48
13-03-2012 18:00
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi Mal_
>Rodzinie będę odpowiadać, że będę chrzcić dziecko, kiedy samo wyrazi taką chęć.
Dla ludzi, którzy oczekują po prostu zadośćuczynienia obyczajowi i tradycji a nie jakiegoś tam "przystąpienia do Kościoła", argument dość marny.

Takim typowym polskim dziadkom nie zależy aż tak bardzo, żeby się wystać w kościele, ale żeby pochwalić się wnukiem przed dalszymi pociotkami i rozpieścić go jakimś wyjątkowym prezentem.
Może warto zaproponować -na pociechę- wyprawienie hucznych i bardzo rodzinnych pierwszych urodzin malucha?

#49
13-03-2012 19:02
 Ocena 7 na 7
Miłosz Michałowski (1657 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi jkl;
>Może warto zaproponować -na pociechę- wyprawienie hucznych i bardzo rodzinnych pierwszych urodzin malucha

Też na to ostatnio wpadłem
Dzieci, co prawda, jeszcze przede mną, ale "przemyśliwałem" sobie kiedyś tę sprawę: moja dziewczyna, gdy ją spotkałem, była jeszcze wierząca. Ponadto nadal ma bardzo religijnych (nie, wierzących) dziadków.
Rozumiem, że różne są sytuacje życiowe i rodzinne, toteż raczej nie oceniam czyjegoś chrzczenia i powodów tegoż - nie ma co ukrywać, że zwykle jest to po prostu bezwarunkowy odruch rodzinno-tradycyjny, podobnie jak ze ślubem. Spośród znanych mi przypadków mam jeden mojej koleżanki niekatoliczki (deistki), która przeszła nawet bierzmowanie, aby wziąć ślub kościelny (nacisk rodziny narzeczonego, ale ona nie bez winy, bo pragnie "białej sukni i "tej" atmosfery). Argumenty, że na ślub cywilny można założyć białą suknię i stworzyć atmosferę jaką się zapragnie niby trafiają, ale nie do końca - tradycyjny fantazmat jest chyba zbyt silny. Drugi przypadek, znajoma (ateistki) i podobna sytuacja, z tym że ona nie zamierza ustępować w kwestii ślubu. Rozumiem pierwszą i zrozumiałbym drugą, gdyby "uległa". Nie "pochwalam", ale nie moje życie, nie moja decyzja.
Sam bowiem postanowiłem sobie dawno temu, że będę postępował według swoich zasad i tego się trzymam czy to w kwestiach zawodowych czy światopoglądowych. Mogą się babcie awanturować i wujkowie krzywić, jeśli Jezus jest dla nich ważniejszy od bliskich, to ich sprawa i decyzja - mogą nie przyjść na ślub, jeśli nie zechcą. A chrztu nie będzie - tylko właśnie "wystrzałowe" pierwsze urodziny
Niemniej jak mówię, każdy musi sobie sam za siebie i w sobie zdecydować. To oczywiste, choć komentować każdy może - też swoje zdanie zawsze wyrażam w takich sytuacjach. Nie żeby pouczać, ale żeby dodać "siły", argumentów, czy zwyczajnie wesprzeć na zasadzie "myślę podobnie, nie jesteś jedyna/jedyny". Lepsze to niż nic.

PS. Ilekroć bywam na czyichś chrztach czy pogrzebach, tylekroć jestem, nie tyle może zbulwersowany, co zaskoczony. Ostatnio zdarzył się niestety pogrzeb ojca mojego dobrego przyjaciela. Ojciec był wierzący, toteż pogrzeb katolicki. Zapewne jako jeden z nielicznych na tyle się nudzę w czasie mszy, że słucham tego, co powiada mądry pasterz. I zawsze szczęka mi opada. Msza w intencji zmarłego zaczyna się od tego, byśmy prosili Boga o wybaczenie grzechów zmarłego, który, wiadomo, grzeszył, bo to człowiek, a nie Jezus. Dalej sporo było o grzechu, ale i o sprawiedliwości i przeciwstawianiu się tzw. poprawności politycznej, sporo było pustosłowia, czczej gadaniny (zmarły był profesorem i msza odbywała się w kościele "akademickim" - co dla księdza było znacząco "symboliczne"...(?) i powtarzania się). Najwięcej jednak było, co nie powinno dziwić, o Jezusie. I tak się zastanawiam, czemu ludzie chcą/godzą się, żeby, żegnając bliskich, słuchać o Jezusie i zmarłym w proporcjach 90 do 10%? Pomijam fakt "standaryzacji" tego typu uroczystości, ale czy rodzina nie chciałaby powspominać tego, co w zmarłym było najlepsze, jego dokonań, zalet i nawet jakichś wad. Ale jakoś bardziej "personalnie", czule, a nie tak: nagrzeszył, pomódlmy się, Jezus powiedział, zmarły był..., a Jezus powiedział...
Wytrzymałem aż pół godziny tego bełkotu - głównie dlatego, że ksiądz zacytował Heidegerra, ale jakoś nigdzie za tą myślą nie podążył...
Dlatego we wszelkich rozmowach w kwestii chrzczenia dziecka, ślubu, pogrzebu będę zawsze twardo obstawiał przy swoim, a "morał" z powyższej historii będzie moim ostatecznym argumentem - chcę żeby ślub był dla mojej dziewczyny i dla mnie, nie dla matki boskiej, Jezusa i JPII, chcę aby spotkać się z bliskimi i świętować narodziny mojego dziecka - nie narodziny i śmierć mitycznej postaci sprzed 2 tysięcy lat. Wreszcie, chcę żeby na moim pogrzebie znajomi spotkali się u mnie w domu, w restauracji, w pubie czy gdziekolwiek zechcą i spędzili (w miarę) mile ten czas, wspominając nasze wspólne chwile, lepsze i gorsze. Nie muszą prosić niewidzialnej istoty, aby wybaczyła mi przewiny, którymi ją rzekomo uraziłem...

#50
13-03-2012 21:27
 Ocena 4 na 4
Grzegorz (5685 punktów)Odp: Chrzest
>- bo dziecko nie dostanie prezentów na komunie
Wrzucaj do skarbonki w każdą niedzielę kiedy nie idziesz z dzieckiem do kościoła 5 PLN i na komunię kupisz mu co najmniej porównywalne prezenty Wychodzisz na plus, i to nawet nie wliczając kosztów dodatkowych związanych z przynależnością do klubu (chrzest, kolędy, ubrania komunijne, kwiatki, itd.). Korzyści psychicznych płynących z braku prania mózgu (dla dziecka) i lepszego samopoczucia (Twojego, bo pewnie głupio byś się czuła robiąc taki chrzest wbrew sobie) też nie wliczam do rachunku bo to całkiem inna kategoria.

#51
14-03-2012 10:06
 Ocena 4 na 4
Mal_ (208 punktów)Odp: Chrzest
>Spośród znanych mi przypadków mam jeden mojej koleżanki niekatoliczki (deistki), która przeszła nawet bierzmowanie, aby wziąć ślub kościelny (nacisk rodziny narzeczonego, ale ona nie bez winy, bo pragnie "białej sukni i "tej" atmosfery).

>Nie żeby pouczać, ale żeby dodać "siły", argumentów, czy zwyczajnie wesprzeć na zasadzie "myślę podobnie, nie jesteś jedyna/jedyny". Lepsze to niż nic.

>Dlatego we wszelkich rozmowach w kwestii chrzczenia dziecka, ślubu, pogrzebu będę zawsze twardo obstawiał przy swoim, a "morał" z powyższej historii będzie moim ostatecznym argumentem - chcę żeby ślub był dla mojej dziewczyny i dla mnie, nie dla matki boskiej, Jezusa i JPII...

Dzięki wielkie za wsparcie
W takim razie ja odwdzięczę się tym samym jeśli chodzi o śluby (pewnie wszyscy to już wiecie, ale może ktoś się przekona )
Jest to wyłącznie mit, że śluby cywilne nie mają całej otoczki "sukni z welonem" itp. Suknia to jedno - można kupić jaką się chce (zwykle właśnie typową białą z welonem), ale wielu ludzi wyobraża sobie ślub cywilny jako urzędowe złożenie podpisu w jakiejś brudnej sali urzędu.
Oczywiście jeśli ktoś sobie tego życzy - można brać ślub w urzędzie, ale w większych miastach za dodatkową opłatą (na pewno mnieszej niż "co łaska" ) jest możliwość udzielenia ślubu w innych lokalizacjach - zwykle są to piękne dworki. Znam tylko przykład Krakowa: tam sluby organizowane są w Dworku Białoprądnickim oraz Willi Decjusza. Są to piękne lokalizacje, piękne wnętrza i klimat - dużo lepszy niż w kościele. Do tego dają możliwość wynajęcia kogoś, kto będzie przygrywał na jakimś instrumencie - skrzypcach czy fortepianie. Również sama przysięga jest o wiele ładniejsza - nie ma że "dopóki śmierć nas nie rozłączy" albo co gorsza "tak mi dopomoz najswietsza maryjo... wszyscy swieci i wszystkie swietosci..." jest: "... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było trwałe, zgodne i szczęśliwe". Każdy sam osądzi, ale mi o wiele bardziej podoba się taka przysięga.
Potem jest uroczyste nałożenie sobie obrączek przy dźwiękach myzyki (o ile taką się zamówi) i przejście do drugiej sali na składanie życzeń. Cała ceremonia trwa około pół godziny.

Mal_ (208 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi Grzegorz
>>- bo dziecko nie dostanie prezentów na komunie
>Wrzucaj do skarbonki w każdą niedzielę kiedy nie idziesz z dzieckiem do kościoła 5 PLN i na komunię kupisz mu co najmniej porównywalne prezenty

Myślę że coś takiego zorganizuję, tylko zastanawiam się jak to ma się odbyć - po prostu zrobić imprezę i dać nagle masę prezentów? Akurat urodziny wypadają całkiem kiedy indziej...
A może żeby się w miare pokryło z prezentami innych dzieci - dostanie je na Wielkanoc? Czy lepiej dzień dziecka?

Może za daleko w przyszłość wybiegam, ale lubię planować, a poza tym korzystam z tego, że jest temat "na tapecie"

#53
14-03-2012 11:12
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi Mal_
>Myślę że coś takiego zorganizuję, tylko zastanawiam się jak to ma się odbyć - po prostu zrobić imprezę i dać nagle masę prezentów?

Masz chłopca, tradycyjnie urządź mu postrzyżyny, datę i cały obrządek ustal sama. Nie zapomnij o przygotowaniu dziecka tak by czuło że nadchodzi jakiś ważny dzień.

Uriel_ (360 punktów)Odp: Chrzest
Witam,
>główne argumenty: >- bo wypada
>- bo dziecko nie dostanie prezentów na komunie
>- bo co powie babcia

Te argumenty są sensowne. Dziecko spotka się w życiu z patologią i jej owocami w postaci rówieśników z rodzin katolickich więc powinno być zabezpieczone chrztem by nie odczuwało czegoś więcej poza mało uciążliwym dyskomfortem. Dotyczy to również kontaktu z osobami dorosłymi typu katoliccy rodzice czy babcie.
Narażanie dziecka na sytuacje konfliktowe z ostracyzmem łącznie bez jego zgody wydaje się być nieodpowiedzialnym.

>Moje argumenty przeciw:
>- dziecko pewnie pojdzie przez to na religię w szkole, zrobią mu pranie mózgu, szczególnie przed
>komunią świętą

Zakładając brak osób odpowiedzialnych w jego otoczeniu mających wpływ na jego wychowanie.
Jeżeli zostanie osierocone brak chrztu może nie mieć istotnego wpływu na ryzyko popadnięcia w religijną paranoję.

>- zostanie zapisane do kościoła i nie będzie miało możliwości się wypisać (tak to już jest że
>pozostanie w aktach kościelnych po wsze czasy).

W sumie sam mam taką sytuację i to, że ktoś w tej wysoce kontrowersyjnej instytucji ma moje dane osobowe nie jest wystarczającym argumentem do przystąpienia ku apostazji.

>Moje argumenty za:>- dla świętego spokoju

Tak dokładnie w myśl hasła o mądrzejszym, który ustępuje głupszemu tam gdzie walka nie ma sensu.
Proces, który przebiega w naszym społeczeństwie warto wspierać z ukrycia a otwarta walka to strata energii, którą dziecko powinno umieć wykorzystać do twórczych celów i budowania własnego dobrobytu by nie stać się częścią warholstwa gotowego strajkować nawet podczas EURO 2012.

>- domyślam się że i tak ani ja ani mój mąż nie będziemy chodzić z dzieckiem do kościoła przed
>komunią, więc albo i tak do niej nie przystąpi, albo będzie miało trochę mniejsze pranie mózgu (nei
>wiem jak to jest z tym nakazem chodzenia do kościoła przed komunią).

O ile chrzest jest formą szczepionki przed toksycznością kontaktu dziecka z zewnętrznym środowiskiem katolickim, to zapobieżenie szkodliwości okresowego uczestnictwa we mszy świętej wymaga od rodziców zaangażowania w wychowanie potomka. Nie ma lepszej prewencji od prezentacji dziecku własnego światopoglądu o ile ten jest "zdroworozsądkowy". Zaletą tych poprawnych konstrukcji jest to, że dziecko przejąwszy je zostaje z automatu niemal wyzwolone z ryzyka odniesienia szkód w kontakcie z treściami katolickimi, do których warto by wypracowało litościwy stosunek w miejscu często pojawiąjącego się tu agresywnego u osób uzdolnionych do krytycznej oceny zjawisk.

>Zastanawiałam się nad ceremonią dedykacji głównie po to, żeby rodzina uznała naszą odmienność w
>wierze.

Nie wiem w co wierzycie ale osoba o "zdroworozsądkowym" światopoglądzie raczej obawia się autoprezentacji wyznaniowej, w której wpisane jest oskarżenie innowierców o brak zdrowego rozsądku - wszak to ona go posiada o czym świadczy prezentowany przez nią światopogląd. Rodzina nie tyle nie uzna waszej odmienności w wierze co poczuje się rozsierdzona faktem, że jesteście ludźmi wykształoconymi, przy których ich prostactwo wychodzi samo ilekroć próbują oni prowadzić z Wami rozmowę o wartościach jakie Wy przekażecie dziecku i ich odmienności a często rozbieżności z wersją katolicką. Tak więc uznać to możecie Wy co najwyżej, że tamci są katolikami i wyciągnąć z tego faktu właściwe wnioski.

>Kogo nie pytam to wszyscy chrzczą dzieci "żeby miało wybór" a moim zdaniem wlasnie wtedy pozbawiamy je wyboru...

Nie rozumiem tego zdania bo brzmi ono jak Twoja (Wasza) wstępna rezygnacja z opieki nad dzieckiem jako konsekwencja polania dziecka wodą przez księdza.

Pozdrawiam

#55
14-03-2012 16:39
 Ocena 7 na 7
Kugo (267 punktów)Odp: Chrzest
Naprawdę ciężko człowiekowi zindoktrynowanemu przemówić, że nie chcemy ochrzcić naszego dziecka.

Aby zrozumieć motywy jakimi taki człowiek kieruje się, trzeba wejść w jego położenie.
Człowiek wierzący, katolik, jest przekonany, iż brak chrztu jest bezpośrednią drogą do piekła, w którym nieochrzczony człowiek będzie przeżywał wieczne katusze.
Przy tak przedstawionej wizji rzeczywistości, matka/ojciec skazująca/y dziecko na tak dramatyczny los jest wręcz potworem!
Cóż za rodzic z człowieka, który skazuje własne dziecko na taki los!

Opisana przez Panią sytuacja jest odmienna o tyle, że chrzest jest wymuszany nie poprzez dogmat religijny a przez tradycję i presję środowiska.
Co do tradycji (prezentów komunijnych) możecie państwo w czasie, gdy inne dzieci będą miały komunie, również urządzić swojemu dziecku jakieś przyjęcie i podarować prezenty.

Nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, żeby dzieci nie uczęszczające na religię były przez to w jakiś sposób szykanowane. Proszę mi uwierzyć, że dokuczanie kolegów ze względu na kształt nosa lub ucha jest znacznie powszechniejsze niż to z płaszczyzny religijnej.

Byłem ochrzczony, miałem komunię i nic ponad to. W inne czary mary jak bierzmowanie nie dałem się wciągnąć i nigdy nie spotkałem się z jakimkolwiek niemiłym incydentem ze strony kolegów.

Co do wytłumaczenia dziecku problemu śmierci, ważne jest to, by go nie okłamywać. Musimy pamiętać, że my jako rodzice jesteśmy dla naszych dzieci w okresie dzieciństwa największym autorytetem. Nie pozwólmy więc, aby dziecko straciło do nas zaufanie.

Najważniejszym argumentem jest to, że śmierć dla nas nie istnieje. Dopóki żyjemy - śmierć nas nie dotyczy, gdy umieramy - jest nam już wtedy wszystko jedno.

Poza tym jesteśmy tylko kolejnym wcieleniem naszego rodzica i tak jak nasz rodzic żyje w nas, tak my będziemy trwać w naszych dzieciach. A co się dzieje z takim starym, zużytym pokoleniem (rodzicem)? Rodzic po prostu zasypia.
Wydaje mi się, że taka argumentacja najlepiej tłumaczy dziecku istotę śmierci, w sposób nie wywołujący panicznego strachu przed nicością i poza tym jest w 100% zgodny z rzeczywistością.

Proszę, niech Pani nie pozwoli na pranie mózgu własnemu dziecku. Sam pamiętam koszmary związane z wizją piekła i nikomu ich nie polecam.

>Kogo nie pytam to wszyscy chrzczą dzieci "żeby miało wybór" a moim zdaniem wlasnie wtedy pozbawiamy je wyboru...
I ma pani rację.

Pozdrawiam i trzymam za Panią kciuki

#56
14-03-2012 17:27
 Ocena 2 na 2
Hexe (7 punktów)Odp: Chrzest
Ja też zostałam ochrzczona, ale powód był wybitnie prozaiczny. Miałam 8 lat i wszystkie dzieci w mojej klasie przygotowywały się do pierwszej komunii a ja bardzo chciałam mieć taką śliczną, długą, szeroką białą suknię jak księżniczka. Dawno to było, za "głębokiego" PRL-u, więc szaleństwo kościelne jeszcze nie panowało. A ponieważ moja mama i babcia miały obie, bardzo "lekkie" pojeście do religii, to stwierdziły, że jak chcę, to nie ma sprawy. Skoro chrzest mus być dla białęj sukienki, to będzie. Po pierwszej komunii nawet jeszcze przez rok chodziłam na lekcje religii (salka parafialna, nie szkoła), a potem mi się znudziło, bo akurat zajęcia regilii pokrywały się z lekcjami tańca. Bez najmniejszego żalu zrezygonowałam z religii, a potem już było "z górki". Jako jedyna w ogólniaku oficjalnie deklarowałam się jako niewierząca, nie chodziłam do kościoła i wdawałam się w dyskusje światopoglądowe z koleżankami jeżdżącymi na "oazy". Dyskryminacji nie doświadczyłam. Teraz trzymam się jak najdalej od kościoła - chyba, że trafi się jakiś piękny do zwiedzania

#57
14-03-2012 18:40
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi Mal_
>Jeśli pójdzie do szkoły i okaże się że jakimś cudem wszyscy oprócz niego idą do komunii, że ono też chce, że brak tego obrządku bardzo skrzywdzi moje dziecko, bo zostanie wykluczone z grupy i tak dalej i tak dalej...

To wtedy?

>- wtedy się zastanowię nad zorganizowaniem chrztu dziecku w wieku szkolnym. Jak się zapłaci - wszystko da radę

Acha. Wtedy wbrew własnym przekonaniom poddasz się presji i zagrasz w cudzą grę?
Nim do tego dojdzie pozwól, że Tobie przypomnę, iż najczęściej to my sami nasza postawą dajemy przyzwolenie na naciski. Owszem może się zdarzyć, że twoje dziecko zostanie w szkole nagabywane niewybrednie przez nadgorliwego księdza, zdarzają się takie przypadki. Dzieci mojej znajomej tego doświadczyły. Co wtedy zrobisz? Schowasz głowę jak struś w piasek i dla w moim przekonaniu fałszywie pojętego dobra dziecka dasz się sterroryzować?
Moja znajoma jest osobą dosyć zdecydowaną i konsekwentna, poza tym nie daje sobie wchodzić na głowę. Stąd jej reakcja na straszenie dzieci i próbę podburzania przeciwko nim reszty dziatwy była natychmiastowa. Skarga do wychowawcy klasy i dyrektora szkoły. Skarga uwieńczona sukcesem, bo wbrew powtarzanym nieraz przez niektórych antyklerykałów sensacyjkom i snuciu przygnębiających wizji o beznadziei walki o swoje, z moich obserwacji wynika coś zupełnie innego.
Naturalnie, że kler z akolitami lubi próbować sił, a nuż się ktoś da, jednak bardzo często zdecydowana kontra uspakaja gorliwca.
Poza tym to ja nie przypominam sobie, aby mój syn, który odmówił przystąpienia do bierzmowania, a potem przestał zupełnie uczęszczać na religię doznawał jakiś nieprzyjemności ze strony rówieśników. Wręcz przeciwnie zazdroszczono mu niejednokrotnie. Najbardziej wkurzony był jego kolega, nie znoszący Krk serdecznie, ale do chwili pełnoletności muszący uczęszczać na katechezę, bo ojciec sobie tego życzył.

Wracając do chrztu. Ja obecnie bardzo żałuję, iż 20 lat temu brakowało mi dzisiejszej wiedzy i doświadczenia, więc chrzest mojego syna wydawał mi się decyzją słuszną. No ale mi się wtedy jeszcze też wydawało, że jestem wierząca, choć miałam już całkiem sporą listę "ale". Pamiętam nawet mój tok myślenia (kretyński), że przecież chrzest nie oznacza zniewolenia i i tak sam kiedyś wybierze. O święte zidiocenie, o błogosławiona głupoto. W praktyce chrzest oznacza zapis jednostki do instytucji, która bardzo niechętnie chce sobie odebrać prawo do niej. A dziecko zmuszone kiedyś przez nasze nierozważne kroki do podjęcia procedury apostazji może okazać nam w rezultacie swoje niezadowolenie za skomplikowanie mu życia.
Tak więc na dobrą sprawę dopóki Twoje potomstwo nie dorośnie na tyle, by samemu o sobie zdecydować Twoja troska i chęć zaoszczędzenia mu niedogodności może okazać się wbrew Twym intencjom właśnie owych niedogodności przyczynkiem.

Zresztą wydaje mi się, że troska o dzieci nakazywałaby trzymanie ich z daleka od nauk szerzących niejednokrotnie nie tylko obskurantyzm, ale i zdarza się zwyczajne podłości (przypominam, iż póki co urzędnicy np. MEN, czy kuratoriów nie mają wpływu na program nauczania katechezy). Stosunkowo niedawno na internetowym forum (nie tym)zalogował chłopak z prośbą o pomoc w napisaniu skargi do dyrekcji na katechetkę-zakonnicę, która na lekcjach religii gorliwie wpierała dziatwie, że homoseksualiści to osoby chore psychicznie, które należy poddawać leczeniu, a brat skarżącego został przez nią niewybrednie zrugany, gdy śmiał zaoponować łaskawej mateczce od aniołów.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.

#58
14-03-2012 22:31
 Ocena 2 na 2
Gapa (597 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi miss_Antropia
>>> Nasza katechetka robi dobre pranie mózgu.
>Mając tego świadomość jak możesz posyłać na takie "pranie mózgu" własne dziecko? Zupełnie nie rozumiem...

Trochę z przekory, a drugie trochę, bo logistyka w szkole nawala. Podstawówka jest oddalona świetlicy 3km. A bitwę o moje prawa zaczynam od przyszłego roku szkolnego.
Plusem jest to, ze syn zadaje dużo ciekawych pytań na które musze znajdować odpowiedzi. Słucha jednym uchem, co się dzieje na lekcjach, bo mam ustalone z katechetka, ze mój syn tylko siedzi i maluje rysunki, nie jest odpytywany z niczego.

#59
15-03-2012 14:36
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi Mal_
>Dzięki za odpowiedz
>Nie masz pojęcia jak dobrze usłyszeć głos zdrowego rozsądku - naprawde tego mi było trzeba!

Jak byłaś przekonana do takiego rozwiązania to po co się było pytać ???
Co do wyboru to się nie łudź ktoś z rodziny za Twoimi plecami ochrzci to dziecko, bo każdy nawet wodą może ochrzcić. Co do nagabywań rodziny to potraktuj je jako szkoleniowe, bo żyjąc w społeczeństwie katolickim zawsze ktoś będzie nagabywał o te sprawy.
Moim zdaniem nie powinnaś chrzcić bo to byłaby totalna lipa.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn

Konowal (6291 punktów)Odp: Chrzest
W odpowiedzi Mal_
>>>Nie mówiąc już o straszeniu piekłem i wiecznymi cierpieniami:D
>>Wczoraj moja 10-letnia siostrzenica powiedziała mi: "Ciociu, a ty nie wierzysz w boga, prawda? To pójdziesz do piekła!". Biedne dziecko.
>>Jednak to piekło można dość łatwo wyplenić z głowy rozsądnym tłumaczeniem, ale jest coś gorszego - co osłabia charakter, unieszczęśliwia, robi z człowieka niewolnika i ofiarę - poczucie winy. To główny rys w profilu katolika. Wszystko co robi dla siebie - powoduje poczucie winy, każda przyjemność od razu łączy się ze strachem, że to niewłaściwe, każde obserwowane w otoczeniu nieszczęście nie prowadzi do pożytecznego odruchu pomocy, tylko do bezproduktywnego umartwiania się. Symbolem tej religii nie jest miłość ani wybaczenie, tylko wina.
>>Nie róbmy tego dzieciom.
>Sama już po zastanowieniu wymyśliłam jak wytłumaczyć dziecku co się stanie z nim, albo z dziadkiem po śmierci.
>Obawiam się że odpowiedź, że przestają istnieć może być zbyt przerażająca dla dziecka.
>Można powiedzieć że zmarli żyją w tych ludziach, którzy o nich pamiętają i w swoich potomkach.
>Myślicie, że to dobre wytłumaczenie?
Oburzałaś się że inni kłamią o piekle twojemu dziecku, a sama chcesz go oszukiwać hahaha dobre.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn

1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365