 |
Zawężanie problemu związków partnerskich... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-01-2013 15:41 | Irracja (4721 punktów) | Zawężanie problemu związków partnerskich...
8 na 8 | W związku z ostatnimi wydarzeniami w polskim sejmie, oraz intensywnej dyskusji na temat sensu i praw homoseksualizmu i związków partnerskich, chciałbym podjąć też inny wątek. Wątek, celowego jak się wydaje, zawężania całego problemu do jednej kwestii - homoseksualizmu wśród płci męskiej - zwężenia problemu do samych gejów. A przecież klasyczna wersja pojęcia homoseksualizmu brzmi - "Homoseksualizm (z greki ὁμόιος homoios = taki sam, równy, i z łac. sexualis = płciowy), inaczej: homoseksualność - trwałe zaangażowanie psychoemocjonalne i pociąg seksualny do tej samej płci". ( pl.wikipedia.org/wiki/Homoseksualizm). W kontekście tak rozumianego pojęcia homoseksualizmu, traci sens mówienia tylko o gejach. Homoseksualizm to też lesbijki. W kontekście tak rozumianego homoseksualizmu powinno się też przestać mówić o problemie "adopcji dzieci" przez pary homoseksualne, a zacząć mówić o społecznym przyzwoleniu na wychowywanie dzieci przez pary homoseksualne". Pary lesbijskie nie mają problemu z adopcją dzieci. Każda z nich, bardzo łatwo dzisiaj, może zajść w ciążę i urodzić dziecko. Pary lesbijskie mają problem właśnie ze "społeczną akceptacją ich prawa do wychowywania dzieci". Mają problem ze społeczną akceptacją ich dzieci. Samo prawo do adopcji dzieci przez pary homoseksualne jest tylko wyrównaniem szansy na wychowywanie dzieci również przez pary gejowskie, a nie tylko przez pary lesbijskie... Jest jeszcze inny wątek takiego "celowego zawężania homoseksualizmu" do kwestii samych gejów. To pozwala na pominięcie dyskusji nad kwestią par heteroseksualnych, które z różnych przyczyn nie chcą, lub nie mogą wziąć ślubu. A te pary też mają i wychowują dzieci, też z utęsknieniem i niecierpliwością czekają na prawne uregulowania ich sytuacji. Podejmijmy społeczną dyskusję nad całością problemu związków partnerskich i homoseksualizmu. Nie ograniczajmy tematu wyłącznie do kwestii gejów. Nie pozwólmy KRK, i jego poplecznikom narzucać sobie "jedynie słusznego wizerunku związku i małżeństwa". Na ustawę o związkach partnerskich czekają nie tylko geje. Geje to tylko część ludzi oczekujących na taką ustawę, i to wcale nie największa część... ... czy znajdą się odważni zauważyć problem "celowego zawężania kwestii związków partnerskich"? Czy są odważni wyrazić swoje zdanie, podjąć/zainicjować taką dyskusję w społeczeństwie?. Co na to inne środowiska religijne, nie tylko katolickie? Co mają do powiedzenia racjonaliści, a zwłaszcza feministki? Przecież lesbijki to kobiety - wyzwolone kobiety. Ich też dotyczą te problemy... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
19 na 19 | liliac (147340 punktów) | >Pary lesbijskie nie mają problemu z adopcją dzieci. Każda z nich, bardzo łatwo dzisiaj, może zajść w ciążę i urodzić dziecko.
Pary lesbijskie mają problem z adopcją dzieci. Jeśli biologiczna matka umrze, ta druga w świetle prawa jest obcą dla dziecka osobą i nie jej prawdopodobnie przypadnie prawo do dalszego tego dziecka wychowywania. Jej prawa - nawet jeśli od 10 lat dziecko wychowywała - będą mniejsze niż prawa nigdy niewidzianej babki.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
 | | Irracja (4721 punktów) | >>Pary lesbijskie nie mają problemu z adopcją dzieci. Każda z nich, bardzo łatwo dzisiaj, może zajść w ciążę i urodzić dziecko. >Pary lesbijskie mają problem z adopcją dzieci. Jeśli biologiczna matka umrze, ta druga w świetle prawa jest obcą dla dziecka osobą i nie jej prawdopodobnie przypadnie prawo do dalszego tego dziecka wychowywania. Jej prawa - nawet jeśli od 10 lat dziecko wychowywała - będą mniejsze niż prawa nigdy niewidzianej babki.
... owszem, nie przeczę, w tym przypadku to też problem adopcyjny. Lecz interesuje mnie bardziej rozszerzona kwestia. Nie opierajmy dyskusji na pojedynczych raczej, losowych i nieprzewidzianych z punktu widzenia młodych wiekiem ludzi, przypadków...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | 9 na 9 | liliac (147340 punktów) | >Nie opierajmy dyskusji na pojedynczych raczej, losowych i nieprzewidzianych z punktu widzenia młodych wiekiem ludzi, przypadków...
Czyli mówisz, że nie należy w dyskusji o zjawisku społecznym brać pod uwagę ewentualnych ciężkich schorzeń tudzież zgonów?
Prawodawca jest m.in. od tego, by jego "płody" uwzględniały tak ważkie wydarzenia jak wypadek, ciężka choroba czy zgon. Wydawałoby się, że racjonalista (nawet, jeśli akurat prawodawcą nie jest) również powinien w swych rozważaniach brać tego typu kwestie pod uwagę - co mi po pięknie skonstruowanym, eleganckim rozwiązaniu, jeśli po bliższym przyjrzeniu się, jest ono dziurawe niczym sito, bo "przecież nie będziemy opierać dyskusji na rzadkich i losowych przypadkach"?
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
| |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Nie opierajmy dyskusji na pojedynczych raczej, losowych i nieprzewidzianych z punktu widzenia młodych wiekiem ludzi, przypadków...> Czyli mówisz, że nie należy w dyskusji o zjawisku społecznym brać pod uwagę ewentualnych ciężkich schorzeń tudzież zgonów? ... tegom nie powiedział, lecz nawiązując do staropolskiego powiedzenia, iż "nie od razu Kraków zbudowano", pozwólmy zaistnieć realnie problemowi nie tylko w dyskusji, lecz również w życiu. Od czegoś trzeba zacząć, zastosować politykę "małych kroczków", skoro wprowadzenie ustawy, w najkorzystniejszej dla osób homoseksualnych postaci, budzi takie emocje i sprzeciw. Nie każdy ma tak giętki (to pochwała) i logiczny umysł jak pani, i część innych ludzi. Dla większości społeczeństwa pojęcie adopcji nie kojarzy się z tak drastycznymi sytuacjami, jakie wymieniasz. Dla większości społeczeństwa, a zwłaszcza ze "środowisk moherowych" problem adopcji zamyka się w jednym pytaniu - "czy w ogóle zezwolić parom homoseksualnym na wychowywanie dzieci". Do tego stopnia mają wątpliwości, że są skłonne powierzyć opiekę nad dziećmi temu z rodziców genetycznych, które nie jest homoseksualne. Proszę sobie wyobrazić przypadek, gdy bardzo młoda dziewczyna - nieświadoma jeszcze w pełni swego homoseksualizmu i pod wpływem środowiska uprawiająca sporadycznie seks z tzw. "swoim chłopcem" heteroseksualnym - zachodzi w ciążę. Nie chce się jednak, nawet pod naciskiem rodziny i społeczeństwa, wiązać na stałe z ojcem swojego dziecka, podczas gdy biologiczny ojciec chciałby takiego związku i opieki nad dzieckiem. W sytuacji partnerów heteroseksualnych, sąd przyznałby opiekę matce, co uzyskałoby poparcie społeczeństwa. Jednak w jej sytuacji opinia ludzka będzie po stronie ojca, bo on jest "normalny" a ona lesbijką. Tak samo, gdy umiera genetyczna matka i o opiekę nad dzieckiem występuje genetyczny, lecz homoseksualny ojciec. Opinia ludzka będzie przeciwna temu, preferując dziadków, wujków i ciotki, byleby byli "normalni" - czyli heteroseksualni. To też, również drastyczne i sporadyczne przykłady dotyczący problemu "społecznego przyzwolenia na wychowywanie dzieci przez ludzi/pary homoseksualne". Chcesz by społeczeństwo zrozumiało od razu problem dotyczący adopcji dziecka przez partnera homoseksualnego zmarłego genetycznego rodzica. Podczas gdy to społeczeństwo ma problem z akceptacją samego wychowywania dziecka przez genetycznego, lecz homoseksualnego rodzica. Zdajesz sobie sprawę, że połowiczne rozwiązanie to zawsze połowiczne rozwiązanie i trzeba będzie dalej "walczyć" o rozwiązanie prawne odpowiadające wszystkim sytuacjom. Ja też sobie zdaję z tego sprawę, jak i duża część racjonalnie myślących ludzi. Ale to tylko "jedna strona medalu", i jest nas (jak dotychczas) mniejszość. A trzeba przekonać większość - tę przeciwną temu prawu większość. Myślę że nawet połowiczne rozwiązanie, jeżeli chodzi o adopcję, będzie już dużym krokiem. Zwłaszcza, iż unormuje też pozostałe kwestie dotyczące "związków partnerskich", takich jak np. prawo majątkowe. To że celem jest pełna akceptacja społeczna i prawna "par homoseksualnych" to jedno, i do tego trzeba dążyć. Ale gdy uda się tylko wprowadzić część, to też powód do radości i dumy - to już krok w stronę "głównego celu". Jak to było? "Pamiętajmy, że w drodze do gwiazd najpierw są korony najwyższych drzew". A i z koron drzew, bliżej do gwiazd, niż z samej ziemi... ... pozdrawiam... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
6 na 8 | Anna Salman (16360 punktów) | To nie jest celowe zawężanie. Po prostu wypowiadają się głównie mężczyźni, a niektórzy z nich, jak jeden z posłów - "chętnie by sobie popatrzyli na lesbijki". Poza tym, o czym już pisałam w innym wątku, część homofobów to zapewne mężczyźni mający problem ze swoją orientacją (konflikt natura-kultura) i męczą się, udając hetero, a może nawet macho. Stąd zazdrość wobec osób mających odwagę żyć w zgodzie ze sobą. >... Pary lesbijskie mają problem właśnie ze "społeczną akceptacją ich prawa do wychowywania dzieci". Mają problem ze społeczną akceptacją ich dzieci. ... Też mniejszy niż geje. W naszej kulturze często kobiety (fakt, że spokrewnione) pospołu wychowywały dzieci, dlatego ludzie łatwiej to akceptują. >... kwestią par heteroseksualnych, które z różnych przyczyn nie chcą, lub nie mogą wziąć ślubu. I wyjdzie chyba mój brak tolerancji, ale w przypadku par hetero - nie chcą, niech nie biorą i żadnych dodatkowych kombinacji nie powinno być. Można pomyśleć ewentualnie o obniżeniu kosztów ślubu cywilnego, czy uproszczeniu procedury. Chcą się łatwiej rozstać? Należy naciskać na posłów, żeby uprościć procedurę rozwodową, która zresztą została kilka lat temu skomplikowana - jak widać skutek przeciwny do zamierzonego. Jeżeli zaczniemy regulować kolejne formy współżycia, to niedługo nawet przelotne romanse będą musiały mieć odrębny status prawny. Poza tym pary hetero żyjące bez ślubu często mają z tego tytułu korzyści - samotne rodzicielstwo to chyba w dalszym ciągu łatwiejszy dostęp do przedszkola i pomocy społecznej. >... czy znajdą się odważni zauważyć problem "celowego zawężania kwestii związków partnerskich"? A czy przypadkiem to nie jest problem "celowego rozszerzania związków" partnerskich na hetero. Rozumiem intencję -chcieli kościelnym wytrącić argumenty z ręki. Efekt żałosny - temat został rozmyty, homofoby i tak wszędzie widzą kopulację, a mnie drażni taka hipokryzja. Jeżeli nie można zmienić konstytucji, to związki partnerskie tylko dla osób homoseksualnych, a jeżeli będzie można zmienić - małżeństwa jedno i dwupłciowe, z pełnymi prawami (w tym do adopcji) i obowiązkami, z zastrzeżeniem, że śluby kościelne / wyznaniowe tylko w zgodzie z prawem danego kościoła / związku wyznaniowego. >Przecież lesbijki to kobiety - wyzwolone kobiety. ... Nie przesadzajmy tym wyzwoleniem - takie się urodziły. Wyzwolenie to świadome odrzucenie pewnych wzorców myślowych, a w konsekwencji społecznych. Znam parę lesbijek wysiadujących w kościele i nie wiem - modlą się, żeby im Jahwe zmienił orientację, czy tak lubią wysłuchiwać epitetów pod swoim adresem?
|
|
 | 1 na 1 | lukaszewicz (5674 punktów) |
>I wyjdzie chyba mój brak tolerancji, ale w przypadku par hetero - nie chcą, niech nie biorą i żadnych dodatkowych kombinacji nie powinno być.
Wychodzi, ale brak wyobraźni, a nie tolerancji.
Wyobrazić sobie można bowiem wiele sytuacji gdzie pary heteroseksualne nie mogą spełnić wszystkich kryteriów wymaganych przy zakładaniu związku małżeńskiego, a mimo to chcą prowadzić wspólne gospodarstwo domowe i wychowywać własne czy adoptowane dzieci.
|
|
|  | 3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Wyobrazić sobie można bowiem wiele sytuacji gdzie pary heteroseksualne nie mogą spełnić wszystkich kryteriów wymaganych przy zakładaniu związku małżeńskiego, a mimo to chcą prowadzić wspólne gospodarstwo domowe i wychowywać własne czy adoptowane dzieci.
Jakie to kryteria? Pytam z ciekawości. Rozumiem, że można nie chcieć brać ślubu. Ale co może stać na przeszkodzie, żeby go wziąć?
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| |  | 3 na 3 | lukaszewicz (5674 punktów) | > Ale co może stać na przeszkodzie, żeby go wziąć?
Np.uczciwość.
Jeżeli dopuszczam możliwość nie dochowywania "wierności małżeńskiej", to nie mogę związku małżeńskiego zawrzeć, bo jednym z obowiązków jest dochowanie tejże.
"małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Oboje są zobowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności". Kodeks rodzinny i opiekuńczy
|
|
| | |  | 2 na 2 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | To pożycie nie obliguje do współżycia seksualnego. Podobnie uczciwość małżeńska nie zostaje naruszona jeśli odbywa się to za obopólną zgodą i nie jest to podstawą do unieważnienia małżeństwa.
Nie ma żadnych prawnych przeciwności żeby zawrzeć małżeństwo i żyć np. ménage à trois, poliamorycznie, swing albo jakiekolwiek inne relacje seksualne nie unieważniają małżeństwa.
Nie rozumiem więc tego argumentu z tą uczciwością.
Gdyby uczciwość małżeńska była rozumiana jako tylko i wyłącznie wspólne współżycie to np. kochanka mogłaby wnosić o unieważnienie małżeństwa.
Więc może źle zrozumiałem i potrzebuję lepszego wytłumaczenia.
Co jeszcze może nie pozwalać dwójce osób zawrzeć małżeństwa, ale mogłyby zawrzeć związek partnerski?
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | |  | 6 na 6 | MarcinK (9189 punktów) |
>Co jeszcze może nie pozwalać dwójce osób zawrzeć małżeństwa, ale mogłyby zawrzeć związek partnerski?
1. Obowiązek alimentacyjny między małżonkami nawet po ustaniu związku małżeńskiego.
2. Koszty i poziom komplikacji ewentualnego rozwodu.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >>Co jeszcze może nie pozwalać dwójce osób zawrzeć małżeństwa, ale mogłyby zawrzeć związek partnerski?
>1. Obowiązek alimentacyjny między małżonkami nawet po ustaniu związku małżeńskiego.
O ile się dobrze orientuję wszystkie trzy projekty związków partnerskich zakładały obowiązek alimentacyjny.
Osobiście nie rozumiem w jaki sposób obowiązek alimentacyjny (jak rozumiem wobec byłego małżonka) miałby uniemożliwiać wejście w kolejny związek małżeński?
To dosyć normalne, że ludzie wchodzą w związki małżeńskie nawet jeśli są zobowiązani alimentami względem poprzednich współmałżonków.
>2. Koszty i poziom komplikacji ewentualnego rozwodu.
I w jakim stopniu to, że ewentualny rozwód jest skomplikowany nie pozwala dwójce osób zawrzeć małżeństwa?
Ja pytam w jakiej sytuacji nie można zawrzeć związku małżeńskiego, ale można zawrzeć związek partnerski w przypadku par heteroseksualnych. Nie dlaczego związek partnerski może być lepszą alternatywą związku małżeńskiego.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) |
> Osobiście nie rozumiem w jaki sposób obowiązek alimentacyjny (jak rozumiem wobec byłego małżonka) miałby uniemożliwiać wejście w kolejny związek małżeński?Nie umożliwić zawarcie kolejnego (co akurat obowiązek alimentacyjny znosi) ale stanowić pewnego rodzaju zobowiązanie, które nie dla każdego może być do zaakceptowania. Wyobraź sobie, że zwyczajnie nie wyszło i zostałeś uznany winnym rozkładu pożycia to na Tobie ciąży obowiązek alimentacyjny przez 5 lat na rzecz byłego współmałżonka nawet jeśli on nie znajduje się w niedostatku. Z tego co wiem alimentacji nie było w tych projektach - w tym wątku Jacek Głodzik zamieścił infografikę i tego akurat nie ma: www.racjonalista.pl/forum.php/s,543847#w544174> I w jakim stopniu to, że ewentualny rozwód jest skomplikowany nie pozwala dwójce osób zawrzeć małżeństwa?Czy wiesz jak wyglądają sprawy rozwodowe w Polsce? Ile kosztuje nawet nieskomplikowany rozwód za porozumieniem stron? > Ja pytam w jakiej sytuacji nie można zawrzeć związku małżeńskiego, ale można zawrzeć związek partnerski w przypadku par heteroseksualnych.Pytanie jest, jak dla mnie, nonsensowne. > Nie dlaczego związek partnerski może być lepszą alternatywą związku małżeńskiego.Zazwyczaj ludziska głosują nogami - znikąd nie wzięły sie praktycznie masowe "kociołapowe" związki.
|
|
| | | | | | |  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > >Ja pytam w jakiej sytuacji nie można zawrzeć związku małżeńskiego, ale można zawrzeć związek partnerski w przypadku par heteroseksualnych.> Pytanie jest, jak dla mnie, nonsensowne.Użytkownik lukaszewicz napisał: Cytat:Wyobrazić sobie można bowiem wiele sytuacji gdzie pary heteroseksualne nie mogą spełnić wszystkich kryteriów wymaganych przy zakładaniu związku małżeńskiego, a mimo to chcą prowadzić wspólne gospodarstwo domowe i wychowywać własne czy adoptowane dzieci. Więc nie wiem dlaczego pytanie miałoby być nonsensowne. Nie chce mi się poraz n-ty dyskutować o tym jak wyglądają sprawy rozwodowe i innych wadach małżeństwa i zaletach o związkach partnerskich bo to jest redundantne. Ja dyskutuję o tej śmiałej tezie jakie to mogą być sytuacje, kiedy dwie heteroseksualne osoby nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego, ale mogą chcieć prowadzić razem gospodarstwo domowe i zakładać rodzinę. Gwoli ścisłości wszystkie trzy projekty zakładały obowiązek alimentacyjny, różnie opisany na różnych infografikach np. tu lub tu. W dodatku wynika z tego że również wszystkie trzy projekty zakładały obowiązek wspólnego pożycia tak samo jak w małżeństwie. I na marginesie, zwykle jak uznasz pytanie w wątku za nonsensowne to tak o po prostu piszesz na inny temat?
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) |
> Ja dyskutuję o tej śmiałej tezie jakie to mogą być sytuacje, kiedy dwie heteroseksualne osoby nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego, ale mogą chcieć prowadzić razem gospodarstwo domowe i zakładać rodzinę.Np. potencjalny małżonek jest księdzem. > Gwoli ścisłości wszystkie trzy projekty zakładały obowiązek alimentacyjny, różnie opisany na różnych infografikach np. tu lub tu.Ok, mój błąd. > W dodatku wynika z tego że również wszystkie trzy projekty zakładały obowiązek wspólnego pożycia tak samo jak w małżeństwie.Dla mnie obowiązek wspólnego pożycia akurat problemem by nie był. > I na marginesie, zwykle jak uznasz pytanie w wątku za nonsensowne to tak o po prostu piszesz na inny temat?A gdzież to od tematu odbiegłem? Napisałem "nonsensowne" bo nie widzę obiektywnych przeszkód (poza nieco humorystycznymi), które nie pozwalałyby zawrzeć małżeństwa, a pozwalałyby zp. Natomiast subiektywnie tych przeszkód może być wiele - empiria wskazuje, że małżeństwa są coraz mniej popularne.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > >Ja dyskutuję o tej śmiałej tezie jakie to mogą być sytuacje, kiedy dwie heteroseksualne osoby nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego, ale mogą chcieć prowadzić razem gospodarstwo domowe i zakładać rodzinę.> Np. potencjalny małżonek jest księdzem.Tu odpada tylko ślub konkordatowy, ksiądz może wziąć ślub cywilny  Nie wątpię że takie sytuacje się zdarzały, (a nawet wiem że się zdarzały, ale nie były szeroko omawiane w mediach) jak ksiądz "zrzucił sutannę" i wziął ślub cywilny (nie zostając zwolnionym ze ślubów przez stolicę apostolską (podobno często nie dają zgody na odejścia księży). W świetle prawa cywilnego bycie księdzem nie przeszkadza w zawarciu związku małżeńskiego. > A gdzież to od tematu odbiegłem? Napisałem "nonsensowne" bo nie widzę obiektywnych przeszkód (poza nieco humorystycznymi), które nie pozwalałyby zawrzeć małżeństwa, a pozwalałyby zp. Natomiast subiektywnie tych przeszkód może być wiele - empiria wskazuje, że małżeństwa są coraz mniej popularne.Chodziło mi o tę aluzję do rozwodów. Ja jestem zwolennikiem związków partnerskich, dlatego nie chce mi się rozmawiać o wadach i zaletach rozwiązań (bo to było już poruszane wielokrotnie wcześniej). Chodzi mi o tę właśnie poruszoną kwestię, czy faktycznie może być taka sytuacja kiedy dwoje heteroseksualnych ludzi nie mogłoby zawrzeć związku małżeńskiego, a mogłoby związek partnerski. W kwestii tego kiedy osoby nie chciałyby wchodzić w związek małżeński bo jego idea nie zgadza się na utrzymywanie stosunków seksualnych z osobami poza związku, to jak dobrze właśnie rozumiem w projektach o związkach partnerskich również zawarto zapisy o obowiązku wspólnego pożycia. Widać dla wszystkich polskich ustawodawców poliamoryzm jest sprzeczny z zasadami związku czy to partnerskiego czy małżeńskiego i dla nich uczciwość musi być integralną częścią takiego związku. Widać nawet homoseksualizm jest do zaakceptowania dla jakiejś części parlamentu jeśli zachowuje wierność. Najwyraźniej posłowie są jeszcze bardziej uprzedzeni do posiadania więcej niż jednego partnera seksualnego niż do homoseksualizmu. Właściwie wcześniej o tym nie myślałem.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>1. Obowiązek alimentacyjny między małżonkami nawet po ustaniu związku małżeńskiego. >2. Koszty i poziom komplikacji ewentualnego rozwodu.
Tylko, że tu pojawia się problem. Niezależnie od propagandy, związki partnerskie to proteza małżeństw dla osób homoseksualnych - proteza oferowana tam, gdzie z różnych powodów nie ma co liczyć na prawdziwą równość (czytaj: po prostu małżeństwa). A to oznacza, że im lepsza ta proteza, tym bardziej podobna do prawdziwego małżeństwa. A im bardziej podobna, tym mniejszy sens zawierania związku partnerskiego dla hetero, którzy już mają małżeństwa.
(Przecież nawet projekt Dunina zakładał obowiązek alimentacyjny w zw. partnerskim).
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | >A im bardziej podobna, tym mniejszy sens zawierania związku partnerskiego dla hetero, którzy już mają małżeństwa.
Odnośnie protezy się zgadzam ale o co Ci tutaj chodzi? Mnie się wydaje, że związki partnerskie miałyby być propozycją dla hetero pozostających poza związkiem małżeńskim.
>(Przecież nawet projekt Dunina zakładał obowiązek alimentacyjny w zw. partnerskim).
Szczerze mówiąc zamierzałem wgłębić się w te projekty po ich odesłaniu do komisji - nieszczęśliwie "gowinoludki" pozbawiły mnie lektury.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Odnośnie protezy się zgadzam ale o co Ci tutaj chodzi? Mnie się wydaje, że związki partnerskie miałyby być propozycją dla hetero pozostających poza związkiem małżeńskim.
No chyba jednak w Polskim kontekście to przede wszystkim propozycja dla par jednopłciowych pragnących w jakikolwiek sposób być rozpoznanymi prawnie. Dla par różnopłciowych to co najwyżej wygodny luksus.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | > Dla par różnopłciowych to co najwyżej wygodny luksus.
Dla mnie to nie byłby akurat luksus ale rozsądna alternatywa. Co do jednopłciowych się zgadzam.
|
|
| | | |  | 7 na 7 | lukaszewicz (5674 punktów) | >To pożycie nie obliguje do współżycia seksualnego. Podobnie uczciwość małżeńska nie zostaje naruszona jeśli odbywa się to za obopólną zgodą i nie jest to podstawą do unieważnienia małżeństwa. >Nie ma żadnych prawnych przeciwności żeby zawrzeć małżeństwo i żyć np. ménage à trois, poliamorycznie, swing albo jakiekolwiek inne relacje seksualne nie unieważniają małżeństwa.
"W przypadku, gdy jeden małżonek upoważniony przez drugiego do zdrady małżeńskiej dopuści się jej, to zdrada taka narusza obowiązek wierności i stanowi powód rozwodu zawiniony przez małżonka, który jej się dopuścił. Obowiązek wierności nie podlega bowiem dyspozycji małżonków, którzy winni go wykonywać bez względu na pogląd drugiego małżonka na tę kwestię, albowiem zachowanie wierności małżeńskiej należy do istoty małżeństwa". Wykładnia postanowień kodeksu rodzinnego (taka mi się wygooglała)
>Nie rozumiem więc tego argumentu z tą uczciwością.
Dla niektórych uczciwość polega na tym, że nie bierze się na siebie zobowiązań których nie zamierza się dotrzymywać.
>Co jeszcze może nie pozwalać dwójce osób zawrzeć małżeństwa, ale mogłyby zawrzeć związek partnerski?
Np.Gdy z góry zakłada się, że związek zawiera się na czas określony to nie można zobowiązać się, że zrobi się wszystko aby małżeństwo było trwałe.
|
|
| | | | |  | | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >"W przypadku, gdy jeden małżonek upoważniony przez drugiego do zdrady małżeńskiej dopuści się jej, to zdrada taka narusza obowiązek wierności i stanowi powód rozwodu zawiniony przez małżonka, który jej się dopuścił. Obowiązek wierności nie podlega bowiem dyspozycji małżonków, którzy winni go wykonywać bez względu na pogląd drugiego małżonka na tę kwestię, albowiem zachowanie wierności małżeńskiej należy do istoty małżeństwa".
Więc jedyny problem tutaj to w przypadku, kiedy chcemy utrzymywać kontakty seksualne z osobą trzecią za pozwoleniem małżonka, kiedy on sam nie będzie utrzymywał kontaktów seksualnych z osobą trzecią.
Rozumiem że podobny problem może dotyczyć również osób, które chcą utrzymywać niebiseksualne kontakty seksualne z trzecią osobą, bo wtedy również zdrada dotyczy tylko od jednego z małżonków.
Czyli chodzi o to, żeby móc współżyć z osobą trzecią, nie ryzykując że małżonkowi przestanie się to podobać i wtedy sąd orzeknie o rozwodzie z naszej winy.
Nie wydaje mi się żeby to mógł być ciekawy przykład w debacie publicznej i popularny powód, dla którego ktoś nie chce zawierać związku małżeńskiego. Ogólnie poliamoryzm raczej nie spotyka się z akceptacją i wydaje mi się, że jest mało popularny, a jeszcze rzadziej, kiedy działa tylko w jedną stronę.
Rozumiem jednak że definicja małżeństwa nie sprzyja osobą, które chcą żyć w takich związkach i chcąc być szczerze same ze sobą wolałyby zawrzeć związek partnerski.
Jednak wprowadzenie związków partnerskich nie rozwiązałoby problemu tej grupy osób, ponieważ wszystkie trzy polskie projekty również zakładały obowiązek wspólnego pożycia. Przykro mi. Sprawa wyglądałaby zupełnie tak samo.
>Np.Gdy z góry zakłada się, że związek zawiera się na czas określony to nie można zobowiązać się, że zrobi się wszystko aby małżeństwo było trwałe.
Rozumiem. A w jakich przypadkach zawiera się związki na z góry określony czas?
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >".. zachowanie wierności małżeńskiej należy do istoty małżeństwa".
Podobno o małżeństwo pytano Immanuela Kanta.. - Dlaczego się Pan nie żeni? - Ponieważ żona zdradzałaby mnie. - Ależ dlaczego żona miałaby pana zdradzać?! - Ponieważ bym się ożenił.
[Ten dialog był podany jako żart (chyba nie mam dość poczucia humoru, by śmieszył).]
|
|
| | |  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) | > Jeżeli dopuszczam możliwość nie dochowywania "wierności małżeńskiej", to nie mogę związku małżeńskiego zawrzeć, bo jednym z obowiązków jest dochowanie tejże.Tak bardzo chciałbym móc jeździć na nartach ale nie mogę, bo nienawidzę śniegu
|
|
|  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >Wyobrazić sobie można bowiem wiele sytuacji gdzie pary heteroseksualne nie mogą spełnić wszystkich kryteriów wymaganych przy zakładaniu związku małżeńskiego, a mimo to chcą prowadzić wspólne gospodarstwo domowe i wychowywać własne czy adoptowane dzieci. Mnie wyobraźnia podsuwa jedno - wiek, ale to jest akurat analogiczne do innych umów cywilnoprawnych, więc powinno być i dla związków partnerskich. Wszelkie inne ograniczenia uniemożliwiające zawarcie w naszym kraju związku małżeńskiego, uniemożliwiają również zawarcie związku partnerskiego. Nie uniemożliwiają natomiast posiadania dzieci, to inna bajka. Adopcja? Wybacz, ale osoba nie posiadająca zdolności do czynności prawnych, tym bardziej nie powinna otrzymać prawa do opieki nad dziećmi.
|
|
| |  | 1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Rozumiem osobiście że związki partnerskie są bardziej życiowym rozwiązaniem na uprawomocnienie związku niż anachroniczne małżeństwo, jednak również nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której osoby heteroseksualne nie mogłyby zawrzeć związku małżeńskiego, ale mogły związek partnerski.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której osoby heteroseksualne nie mogłyby zawrzeć związku małżeńskiego, ale mogły związek partnerski.
1. Pozostawanie w innym związku małżeńskim. 2. Zbyt wysoki stopień pokrewieństwa.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >1. Pozostawanie w innym związku małżeńskim.
Akurat w Polsce wszystkie trzy projekty wykluczały możliwość zawarcia związku partnerskiego przez osoby pozostające w związku małżeńskim. Podobnie jest chyba w innych krajach.
>2. Zbyt wysoki stopień pokrewieństwa.
Np. we Francji przeszkodą do zawarcia związku partnerskiego są zbyt duże pokrewieństwo, pozostawanie związku małżeńskim i pozostawanie w innym związku partnerskim.
Nie wydaje mi się żeby polskie projekty miały tu inne założenia.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | > przeszkodą do zawarcia związku partnerskiego jest zbyt duże pokrewieństwo lub pozostawanie w innym związku.
Jeśli istniejące projekty nie proponują nic nowego dla dwojga osób różnej płci, to nie widać perspektyw dla takich projektów.
[Swoje przykłady odnoszę - ośmielony Twoją sugestią w rozmowie z p. Łukaszewiczem - do wyobrażanych (niekoniecznie już spisanych) zasad związków partnerskich.]
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Jeśli istniejące projekty nie proponują nic nowego dla dwojga osób różnej płci, to nie widać perspektyw dla takich projektów.
Przecież te projekty nigdy nie służyły osobom heteroseksualnym. To w ogóle jest straszliwa hipokryzja "nie tylko geje skorzystają". No pewno, skorzystają jeszcze lesbijki.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Przecież te projekty nigdy nie służyły osobom heteroseksualnym. I w tym może tkwi ich ułomność - gdyby proponowały więcej niż klasyczne małżeństwa, to te ostatnie straciłyby na znaczeniu.
> To w ogóle jest straszliwa hipokryzja "nie tylko geje skorzystają". No pewno, skorzystają jeszcze lesbijki. Nie rozumiem - chyba chodzi o to, by ludzie mogli legalizować swoją przyjaźń bez wtrącania się księdza czy urzędnika do alkowy.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Nie rozumiem - chyba chodzi o to, by ludzie mogli legalizować swoją przyjaźń bez wtrącania się księdza czy urzędnika do alkowy.
To są po prostu dwie różne rzeczy: wprowadzanie NOWYCH form legalnych związków międzyludzkich, a zmniejszanie dyskryminacji wykluczonej grupy przez tworzenie protez niedostępnego dla nich małżeństwa. Ja wiem, że to jest właściwie zawsze mieszane, ale to jednak są trochę inne rzeczy.
|
|
| | |  | | Irracja (4721 punktów) | >Rozumiem osobiście że związki partnerskie są bardziej życiowym rozwiązaniem na uprawomocnienie związku niż anachroniczne małżeństwo, jednak również nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której osoby heteroseksualne nie mogłyby zawrzeć związku małżeńskiego, ale mogły związek partnerski.
... nie chce mi się, więc nie będę wymyślał przeszkód w w zawarciu małżeństwa, czy też w wymyślaniu przyczyn dla których ktoś chciałby zawrzeć związek partnerski, zamiast małżeństwa. Ale popatrzmy choćby na dane z Francji. Według oficjalnych danych, w latach 2005-2006 prawie jedna piata zawartych tam związków to związki partnerskie. Przy czym aż 90% to związki partnerskie heteroseksualne. Jednak taką ustawą w Polsce może być zainteresowanych dużo więcej osób, niż wynikałoby z zainteresowania wśród gejów...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Przy czym aż 90% to związki partnerskie heteroseksualne. Jednak taką ustawą w Polsce może być zainteresowanych dużo więcej osób, niż wynikałoby z zainteresowania wśród gejów...
To w najlepszym razie świadczy o nieadekwatności prawnej konstrukcji małżeństwa do wymagań i oczekiwań współczesnych ludzi. Ale nie zmienia faktu, że to zawsze LGB są największymi beneficjentami, bo to oni nie mają innych możliwości zawarcia małżeństwa.
|
|
| |  | | lukaszewicz (5674 punktów) | > Wszelkie inne ograniczenia uniemożliwiające zawarcie w naszym kraju związku małżeńskiego, uniemożliwiają również zawarcie związku partnerskiego.
To będziemy mogli stwierdzić dopiero jak kryteria uniemożliwiają zawarcie związku partnerskiego powstaną.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >Wyobrazić sobie można bowiem wiele sytuacji gdzie pary heteroseksualne nie mogą spełnić wszystkich kryteriów wymaganych przy zakładaniu związku małżeńskiego, a mimo to chcą prowadzić wspólne gospodarstwo domowe i wychowywać własne czy adoptowane dzieci.
>To będziemy mogli stwierdzić dopiero jak kryteria uniemożliwiają zawarcie związku partnerskiego powstaną.
Pomówmy o tych wyobrażeniach.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | 1 na 1 Xion (501 punktów) (zablokowany) | > A czy przypadkiem to nie jest problem "celowego rozszerzania związków" partnerskich na hetero.Nie tylko nie jest, ale i nie powinien być. W krajach które wprowadziły to rozwiązanie prawne odsetek par heteroseksualnych z niego korzystających jest bliski szacowaniom odsetka osób hetero w społeczeństwie w ogóle. We Francji na przykład jest to 94% ( en.wikiped(*)Pacte_civil_de_solidaritĂŠ).
|
|
 | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > To nie jest celowe zawężanie. Po prostu wypowiadają się głównie mężczyźni, a niektórzy z nich, jak jeden z posłów - "chętnie by sobie popatrzyli na lesbijki". Poza tym, o czym już pisałam w innym wątku, część homofobów to zapewne mężczyźni mający problem ze swoją orientacją (konflikt natura-kultura) i męczą się, udając hetero, a może nawet macho. Stąd zazdrość wobec osób mających odwagę żyć w zgodzie ze sobą. ... co mnie najbardziej zastanawia przy różnych dyskusjach i demonstracjach związanych z tym tematem. Otóż nie można powiedzieć, że kobiety nie biorą w tym udziału, ale tylko męska część wyraźnie afiszuje swoja przynależność seksualną. Kobiety przeważnie występują jako te co popierają prawa homoseksualne, jednak sporadyczne są przypadki by otwarcie to robiły jako lesbijki, czy choćby feministki. Czyżby strach przed okazaniem swojej orientacji seksualnej (lesbijki), czy społecznej (feministki)? A może w dużo mniejszym stopniu wyzwoliły się z "mentalności religijnej"? Otwarte poparcie społeczności lesbijskiej i feministycznej pozwoliłoby spostrzec większej ilości społeczeństwa, że "ustawa o związkach partnerskich" to nie tylko "widzimisię gejów"... > >... Pary lesbijskie mają problem właśnie ze "społeczną akceptacją ich prawa do wychowywania dzieci". Mają problem ze społeczną akceptacją ich dzieci. ...> Też mniejszy niż geje. W naszej kulturze często kobiety (fakt, że spokrewnione) pospołu wychowywały dzieci, dlatego ludzie łatwiej to akceptują... ... ooo, własnie o tym mówię. Skoro łatwiej społeczeństwo to akceptuje, to i łatwiej poprą "ustawę". Skoro to dotyczy nie tylko gejów? A brak oficjalnego, silnego i wyraźnego poparcia tej ustawy przez środowiska lesbijek i feministek... > >... kwestią par heteroseksualnych, które z różnych przyczyn nie chcą, lub nie mogą wziąć ślubu.> I wyjdzie chyba mój brak tolerancji, ale w przypadku par hetero - nie chcą, niech nie biorą i żadnych dodatkowych kombinacji nie powinno być. ... raczej brak zrozumienia, że mentalność ludzka i jego związki są bardzo różne. > >Przecież lesbijki to kobiety - wyzwolone kobiety. ...> Nie przesadzajmy tym wyzwoleniem - takie się urodziły. Wyzwolenie to świadome odrzucenie pewnych wzorców myślowych, a w konsekwencji społecznych. Znam parę lesbijek wysiadujących w kościele i nie wiem - modlą się, żeby im Jahwe zmienił orientację, czy tak lubią wysłuchiwać epitetów pod swoim adresem? ... nooo, skoro odrzuciły "jedynie słuszny wizerunek związku", nawet jeżeli nie odrzuciły całkowicie religii - to chyba można je nazwać "wyzwolonymi"? Gdyby nie były wyzwolone, gdyby nie odrzuciły "jedynie słuszny wizerunek związku" - to dziś byłyby nieszczęśliwymi żonami w związku heteroseksualnym. Wyzwolenie to nie tylko przejście na przeciwnie skrajny biegun poglądów. Wyzwolenie ma więcej, dużo więcej "barw"... ... miłego dnia, życzę... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | > ... co mnie najbardziej zastanawia przy różnych dyskusjach i demonstracjach związanych z tym tematem. Otóż nie można powiedzieć, że kobiety nie biorą w tym udziału, ale tylko męska część wyraźnie afiszuje swoja przynależność seksualną.
Ale właściwie na podstawie czego tak piszesz?
>Kobiety przeważnie występują jako te co popierają prawa homoseksualne, jednak sporadyczne są przypadki by otwarcie to robiły jako lesbijki, czy choćby feministki. Czyżby strach przed okazaniem swojej orientacji seksualnej (lesbijki), czy społecznej (feministki)? A może w dużo mniejszym stopniu wyzwoliły się z "mentalności religijnej"? Otwarte poparcie społeczności lesbijskiej i feministycznej pozwoliłoby spostrzec większej ilości społeczeństwa, że "ustawa o związkach partnerskich" to nie tylko "widzimisię gejów"...
Jakieś dziwne stereotypy...
|
|
|  | | Anna Salman (16360 punktów) | > ... Kobiety przeważnie występują jako te co popierają prawa homoseksualne, jednak sporadyczne są przypadki by otwarcie to robiły jako lesbijki, czy choćby feministki.Feminizm to idea równouprawnienia kobiet. Akurat w przypadku osób homoseksualnych to równouprawnienie jest  , tylko inaczej się objawia - mężczyzna raczej dostanie "po ryju", kobieta padnie ofiarą gwałtu zbiorowego. To tylko sarkazm, naprawdę mnie to nie śmieszy.  Mniejszy liczebnie udział lesbijek może wynikać z ich mniejszej - procentowo liczby w społeczeństwie. Poza tym są to czasem samotne matki, czyli osoby mniej dyspozycyjne. A może się boją, bo kobiety są w ogóle bardziej narażone na agresję? > ... Skoro łatwiej społeczeństwo to akceptuje, to i łatwiej poprą "ustawę". Skoro to dotyczy nie tylko gejów? A brak oficjalnego, silnego i wyraźnego poparcia tej ustawy przez środowiska lesbijek i feministek...Dziecko, jak mowa o wynagrodzeniach / możliwościach awansu, to nie widzę, żeby panowie gromadnie pikietowali sejm, a jak trzeba ugrać sprawę związków partnerskich, to za mamusiną spódnicą?! I nie chodzi mi tu o gejów (lubię ich - dość irracjonalnie, bo żadnego nie znam osobiście), ale o tych wszystkich hetero co to chcą tych związków dla siebie (po co?), a jakoś nie demonstrowali. Cudzymi rękami chcą załatwić swoją sprawę, ale marznąć w środku zimy to nie. Tylko na forach się wypłakują. Jeśli sprawa będzie dotyczyła tylko osób homoseksualnych (jak powinna), to stanę w pierwszym rzędzie demonstracji z jakimś transparentem (wszystko jedno jakim, nawet na temat Smoleńska). > ... raczej brak zrozumienia, że mentalność ludzka i jego związki są bardzo różne.Nie wiem, jakie to związki mogą wchodzić w rachubę. On i pięć żon? Ona, jej pies i małżeństwo z naprzeciwka? > ... nooo, skoro odrzuciły "jedynie słuszny wizerunek związku", nawet jeżeli nie odrzuciły całkowicie religii - to chyba można je nazwać "wyzwolonymi"? ...Te schematy myślowe mają źródło w religii, więc się z niczego nie wyzwoliły, tylko - jak w supermarkecie - wybierają, co im się akurat podoba, bez żadnej refleksji. > Wyzwolenie ma więcej, dużo więcej "barw"...Wiem, sama się wyzwalam z imperatywu poprawności politycznej.
|
|
ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Dla mnie sprawa jest bardzo prosta: 1. Małżeństwo - związek cywilno-prawny zawierany przez pary heteroseksualne. 2. Związek partnerski - związek cywilno-prawny par homoseksualnych. Obie formy, oprócz nazwy, niczym się nie różnią, dają takie same prawa, narzucają takie same obowiązki.
Potrzebne jest jedno, jedyne, założenie: wszyscy jesteśmy, równymi sobie, ludźmi.
|
|
 | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > Obie formy, oprócz nazwy, niczym się nie różnią, dają takie same prawa, narzucają takie same obowiązki.
Nie tak do końca. Jak sobie wyobrażasz instytucję domniemania ojcostwa w przypadku pary homoseksualnej? Jeśli chodzi o prawa rodzicielskie to należy przecież domniemywać że dziecko wychowujące się w związku homoseksualnym, ma gdzieś poza tym związkiem drugiego rodzica. Kto ma mieć większe prawa do tego dziecka? Partner mamy/taty czy jednak biologiczny rodzic którego sąd potraktował gorzej. (W Polsce najczęściej ojciec) Podobne komplikacje mogą występować w przypadku par heteroseksualnych, ale tu są naturalną konsekwencją takiego związku. Oczywiście prokreacja nie musi leżeć w polu zainteresowania takiej pary. Tylko że tradycyjnie, biologicznie i ewolucyjnie, prokreacja jest podstawowym celem małżeństwa czy związku. Po to chyba wykształciła się kulturowa tradycja małżeństwa aby ułatwić stworzenie i utrzymanie rodziny. Państwo tworząc politykę prorodzinną wspiera małżeństwa, bo one przynajmniej perspektywicznie mogą mieć dzieci. Dlaczego państwo ma wspierać pary które i tak nie bardzo mogą mieć dzieci. Nawet jeśli będą mieć to już na starcie te dzieci będą miały rozbite rodziny bo jeden rodzic będzie gdzieś daleko...
Nie zrozumcie mnie źle nie jestem żadnym homofobem i jestem zwolennikiem związków partnerskich a nawet małżeństw dla gejów i lesbijek. Chcę tylko powiedzieć że z przyczyn praktycznych związek homoseksualny i heteroseksualny to nie jest to samo. A przecież nadchodzi niż demograficzny i trzeba będzie jakoś z nim walczyć. Jak państwo ma wspierać młode pary aby jednak decydowały się na dzieci skoro: "Obie formy, oprócz nazwy, niczym się nie różnią".
|
|
|  | 2 na 2 | mayolina (2278 punktów) | > Tylko że tradycyjnie, biologicznie i ewolucyjnie, prokreacja jest podstawowym celem małżeństwa czy związku.w przypadku homo sapiens prokreacja wymaga plemnika, komórki jajowej oraz stosunku płciowego (lub interwencji lekarza). Zaświadczenie z urzędu stanu cywilnego oraz wspólny adres nie jest wymagany
|
|
| |  | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > w przypadku homo sapiens prokreacja wymaga plemnika, komórki jajowej oraz stosunku płciowego (lub interwencji lekarza). Zaświadczenie z urzędu stanu cywilnego oraz wspólny adres nie jest wymagany Nie pisałem czym jest prokreacja, bo to chyba każdy wie, tylko czym jest małżeństwo.Pewnie że prokreacja nie ogranicza się tylko do małżeństwa. Ale celem małżeństwa jako instytucji jest poczęcie i wychowanie dzieci. Małżeństwo to jest instytucja która się wytworzyła w toku naszej biologiczno kulturowej ewolucji, po to aby jak to pięknie ujął pan Brzostowski: "Małżeństwo ma odgrywać pewną rolę, dawać poczucie bezpieczeństwa partnerom i dzieciom, ma tworzyć wspólnotę - rodzinę, są też ulgi: podatkowe, inne ułatwienia. A po co to? A po to aby łatwiej wychować dzieci, dać bezpieczeństwo ..."
|
|
| | |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | > Małżeństwo to jest instytucja która się wytworzyła w toku naszej biologiczno kulturowej ewolucjiKulturowej, OK. Ale to "biologicznej", to cię teraz bardzo proszę - udowodnij.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny"
|
|
| | | |  | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > >Małżeństwo to jest instytucja która się wytworzyła w toku naszej biologiczno kulturowej ewolucji> Kulturowej, OK. Ale to "biologicznej", to cię teraz bardzo proszę - udowodnij.Skoro tak ładnie prosisz  1. Ludzkie dziecko w sensie biologicznym rodzi się bardzo niesamodzielne i rozwija się do pełnej samodzielności bardzo długo. 2. Kobieta jest z natury słabsza fizycznie. Trudno było by jej sprostać samodzielnemu wychowywaniu dziecka i zdobywaniu tak dużych ilości pożywienia. Nawet dziś w dobie pomocy społecznej etc. matki samotnie wychowujące dzieci mają bardzo trudne życie. 3. W naszym gatunku miłość i przywiązanie u osób niespokrewnionych to są cechy fizyczne które wyewoluowały w jakimś konkretnym celu. Stworzenie związku w którym kobieta/kobiety i mężczyzna/mężczyźni tworzą rodzinę i razem wychowują potomstwo wydaje się być najlepszym wytłumaczeniem. Masz lepsze? Podkreślam że to wcale nie znaczy, że należy komukolwiek zabraniać małżeństwa czy utrudniać cokolwiek co nie krzywdzi innych. We wpisach powyżej chciałem po prostu zaznaczyć swoje zdanie że małżeństwo to nie to samo co związek homoseksualny.Choćby w kwestii domniemania ojcostwa która jest kluczowa w małżeństwie. Jeśli komuś zależy by tak nazywać swój związek to nie jest to dla mnie jakiś straszny problem. Tak jak bym nie protestował gdyby jacyś ateiści zaczęli organizować ateistyczne msze w kościołach. To tylko nazwy których znaczenie ewoluuje razem z naszym językiem. Tak długo jak się nie krzywdzi innych to nic nikomu do tego co ktoś robi i jak żyje.
|
|
| | | | |  | 10 na 10 | liliac (147340 punktów) | > >>Małżeństwo to jest instytucja która się wytworzyła w toku naszej biologiczno kulturowej ewolucji> >Kulturowej, OK. Ale to "biologicznej", to cię teraz bardzo proszę - udowodnij.> Skoro tak ładnie prosisz  Skoro tak ładnie, to wypadałoby się nieco bardziej postarać. > 1. Ludzkie dziecko w sensie biologicznym rodzi się bardzo niesamodzielne i rozwija się do pełnej samodzielności bardzo długo.Super. Gdzie związek z małżeństwem w jakimkolwiek sensie? > 2. Kobieta jest z natury słabsza fizycznie. Trudno było by jej sprostać samodzielnemu wychowywaniu dziecka i zdobywaniu tak dużych ilości pożywienia. Nawet dziś w dobie pomocy społecznej etc. matki samotnie wychowujące dzieci mają bardzo trudne życie.Jak wyżej. Gdzie związek z małżeństwem. Ten problem rozwiązuje dowolna postać wspólnoty obejmującej dowolną ilość i skład płciowy uczestników. > 3. W naszym gatunku miłość i przywiązanie u osób niespokrewnionych to są cechy fizyczne które wyewoluowały w jakimś konkretnym celu.Pozwól, że ci przerwę. Miłość i przywiązanie definiujesz jako cechy fizyczne? Intrygujące. > Stworzenie związku w którym kobieta/kobiety i mężczyzna/mężczyźni tworzą rodzinę i razem wychowują potomstwo wydaje się być najlepszym wytłumaczeniem. Masz lepsze?Ależ oczywiście. W tym wątku właśnie mówimy o rodzinach w których odpowiednio kobiety albo mężczyźni razem wychowują potomstwo. Oczywiście, jak już wcześniej wspomniałam dopuszczam również inne konfiguracje ilościowe. Tylko co to ma wspólnego z małżeństwem? > Podkreślam że to wcale nie znaczy, że należy komukolwiek zabraniać małżeństwaPrzez cały czas de facto to właśnie sugerujesz. Tylko starasz się, by brzmiało to w miarę kulturalnie. "Oczywiście nie mówię, żeby zaraz zabraniać, ale..."  > We wpisach powyżej chciałem po prostu zaznaczyć swoje zdanie że małżeństwo to nie to samo co związek homoseksualny.Bo przez cały czas zafiksowujesz się na funkcji prokreacyjnej małżeństwa. Zupełnie jak posłanka Pawłowicz. > Choćby w kwestii domniemania ojcostwa która jest kluczowa w małżeństwie.Jakże często niesłusznie... > To tylko nazwy których znaczenie ewoluuje razem z naszym językiem. Tak długo jak się nie krzywdzi innych to nic nikomu do tego co ktoś robi i jak żyje.To czego właściwie dotyczą twoje wywody? Bo wydawało mi się, że m.in. właśnie tego...
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny"
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > >1. Ludzkie dziecko w sensie biologicznym rodzi się bardzo niesamodzielne i rozwija się do pełnej samodzielności bardzo długo.> Super. Gdzie związek z małżeństwem w jakimkolwiek sensie?> >Ktoś się musi tym dzieckiem opiekować. Sama kobieta nie bardzo jest zdolna ani spłodzić ani wychować takie dziecko. Do tego był potrzebny związek który dziś nazywamy małżeństwem.> >2. Kobieta jest z natury słabsza fizycznie. Trudno było by jej sprostać samodzielnemu wychowywaniu dziecka i zdobywaniu tak dużych ilości pożywienia. Nawet dziś w dobie pomocy społecznej etc. matki samotnie wychowujące dzieci mają bardzo trudne życie.> Jak wyżej. Gdzie związek z małżeństwem. Ten problem rozwiązuje dowolna postać wspólnoty obejmującej dowolną ilość i skład płciowy uczestników.Skład płciowy i ilościowy musi być różny od mm kk bo zwyczajnie nie dało by się spłodzić potomstwa. > >3. W naszym gatunku miłość i przywiązanie u osób niespokrewnionych to są cechy fizyczne które wyewoluowały w jakimś konkretnym celu.> Pozwól, że ci przerwę. Miłość i przywiązanie definiujesz jako cechy fizyczne? Intrygujące.A jakie może nadprzyrodzone? To jest część naszej ewolucji sterowana przez jak najbardziej fizyczne zmiany w naszych mózgach. No chyba że wierzysz w ich nadprzyrodzone pochodzenie... > >Stworzenie związku w którym kobieta/kobiety i mężczyzna/mężczyźni tworzą rodzinę i razem wychowują potomstwo wydaje się być najlepszym wytłumaczeniem. Masz lepsze?> Ależ oczywiście. W tym wątku właśnie mówimy o rodzinach w których odpowiednio kobiety albo mężczyźni razem wychowują potomstwo. Oczywiście, jak już wcześniej wspomniałam dopuszczam również inne konfiguracje ilościowe.> Tylko co to ma wspólnego z małżeństwem?Jak kobiety albo mężczyźni miały by sobie zrobić to potomstwo do wspólnego wychowywania? Chyba na drutach. In vitro to raczej nowy wynalazek. W toku ewolucji naszego gatunku raczej takich wynalazków nie było. A wspólne z małżeństwem jest to że wszystkie te konfiguracje powstały w toku naszej ewolucji po to by spłodzić i wychować potomstwo. Związki jednopłciowe zwyczajnie miały by problemy z płodzeniem. Wiesz dobrze że odnosiłem się tu do ewolucji naszego gatunku bo sama prosiłaś aby ci wytłumaczyć moje poglądy na ten temat. Więc daruj sobie proszę teksty że dziś albo w wyjątkowych sytuacjach można.... to nie ma nic do rzeczy w temacie ewolucji. > >Podkreślam że to wcale nie znaczy, że należy komukolwiek zabraniać małżeństwa> Przez cały czas de facto to właśnie sugerujesz. Tylko starasz się, by brzmiało to w miarę kulturalnie.Sugeruje że związek homo i małżeństwo tak jak jest dzisiaj rozumiane to nie to samo. Nigdzie nie sugerowałem żeby komukolwiek czegokolwiek zabraniać. Wkręcasz coś sobie. Szukasz wrogów twojej orientacji tam gdzie ich nie ma. > "Oczywiście nie mówię, żeby zaraz zabraniać, ale..."  A kogo tutaj cytujesz z ciekawości bo ja nie przypominam sobie bym coś takiego napisał? Cytaty się podpisuje.  > >We wpisach powyżej chciałem po prostu zaznaczyć swoje zdanie że małżeństwo to nie to samo co związek homoseksualny.> Bo przez cały czas zafiksowujesz się na funkcji prokreacyjnej małżeństwa. Zupełnie jak posłanka Pawłowicz.To nie ja się tu zafiksowałem. Małżeństwo ma różne funkcje i prokreacja (z wychowaniem włącznie) jest jedną z podstawowych. Związek który z natury jest niezdolny do pełnienia tej funkcji, nie do końca pasuje do definicji słowa małżeństwo. Oczywiście można zmienić tą definicję. Każdy kto nie uważa że mężczyzna i kobieta z dziećmi to takie samo małżeństwo/rodzina jak bezdzietny związek dwóch panów zaraz jest porównywany do posłanek Pisu gratuluje obiektywizmu. > >Choćby w kwestii domniemania ojcostwa która jest kluczowa w małżeństwie.> Jakże często niesłusznie...Dlatego to się nazywa domniemanie... Na ile słuszne będzie domniemanie że żona jest ojcem dziecka drugiej żony? > >To tylko nazwy których znaczenie ewoluuje razem z naszym językiem. Tak długo jak się nie krzywdzi innych to nic nikomu do tego co ktoś robi i jak żyje.> To czego właściwie dotyczą twoje wywody? Bo wydawało mi się, że m.in. właśnie tego...Dobrze napisane "wydawało mi się"
|
|
| | | | | | |  | 9 na 9 | liliac (147340 punktów) | > >Jak wyżej. Gdzie związek z małżeństwem. Ten problem rozwiązuje dowolna postać wspólnoty obejmującej dowolną ilość i skład płciowy uczestników.> Skład płciowy i ilościowy musi być różny od mm kk bo zwyczajnie nie dało by się spłodzić potomstwa.Z bliżej nieokreślonych powodów upierasz się przy bezpośrednim wiązaniu zestawu osób które dziecko spłodziły z zestawem osób, które je wychowują. Nie widzę żadnych powodów, by przyjąć twoje założenia tylko dlatego, że pasują ci do koncepcji. > >Pozwól, że ci przerwę. Miłość i przywiązanie definiujesz jako cechy fizyczne? Intrygujące.> A jakie może nadprzyrodzone?Daruj sobie. To dość żałosna próba sarkazmu. Nauka nie ma nic przeciwko wydzielaniu w opisie H. sapiens cech psychicznych, wcale nie negując ich biochemicznych/biofizycznych podstaw. Gdybyś bardziej dbał o formę, w której przedstawiasz swoje przemyślenia, nie byłoby takich wpadek. > To jest część naszej ewolucji sterowana przez jak najbardziej fizyczne zmiany w naszych mózgach. No chyba że wierzysz w ich nadprzyrodzone pochodzenie...Nie bądź śmieszny. Mam raczej solidne podstawy, by podejrzewać, że o wszelkich aspektach biochemii/fizjologii człowieka mam nieco większe pojęcie od ciebie, zatem takie uwagi wyglądają nawet nie zabawnie, ale po prostu smutno i żałośnie. Naprawdę - próby "przysrywania" każdemu rozmówcy, który nie wykazuje zachwytu twoimi jakże głębokimi przemyśleniami rzekomymi tendencjami religijno-nadprzyrodzonymi to słaba sztuczka retoryczna. > >>Stworzenie związku w którym kobieta/kobiety i mężczyzna/mężczyźni tworzą rodzinę i razem wychowują potomstwo wydaje się być najlepszym wytłumaczeniem. Masz lepsze?> >Ależ oczywiście. W tym wątku właśnie mówimy o rodzinach w których odpowiednio kobiety albo mężczyźni razem wychowują potomstwo. Oczywiście, jak już wcześniej wspomniałam dopuszczam również inne konfiguracje ilościowe.> >Tylko co to ma wspólnego z małżeństwem?> Jak kobiety albo mężczyźni miały by sobie zrobić to potomstwo do wspólnego wychowywania?Chociażby przygodnie, że tak powiem. Łatwe szczególnie w przypadku kobiet. Albo w większej grupie uprawiającej wspólny seks (pisałam już o "stadzie"). Przy czym przypominam ponownie - zadeklarowałeś się udowodnić ewolucyjne pochodzenie instytucji małżeństwa, nie ewolucyjne pochodzenie związków heteroseksualnych: Cytat:Małżeństwo to jest instytucja która się wytworzyła w toku naszej biologiczno kulturowej ewolucji > Chyba na drutach.Słabe. Ale nie krępuj się. Próbuj dalej. Może za którymś razem zabrzmisz błyskotliwie. > In vitro to raczej nowy wynalazek.Powtarzasz się. I to dość bezmyślnie. > A wspólne z małżeństwem jest to że wszystkie te konfiguracje powstały w toku naszej ewolucji po to by spłodzić i wychować potomstwo.Yhm. Ale do tego cechy charakterystyczne dla definiowanego współcześnie w "naszej" kulturze małżeństwa potrzebne nie są. Monogamia, wierność czy "że cię nie opuszczę aż do śmierci" nijak w naszej ewolucji biologicznej elementem stałym nie są. > Wiesz dobrze że odnosiłem się tu do ewolucji naszego gatunku bo sama prosiłaś aby ci wytłumaczyć moje poglądy na ten temat.Nie. Prosiłam, byś merytorycznie uzasadnił pomysł ewolucji biologicznej tego, co obecnie rozumiane jest jako małżeństwo. Rozmawiaj z dyskutantami, nie ze swoimi projekcjami. > to nie ma nic do rzeczy w temacie ewolucjiTwoje stwierdzenia również niewiele mają wspólnego z rzekomą biologiczną ewolucją instytucji małżeństwa. > Sugeruje że związek homo i małżeństwo tak jak jest dzisiaj rozumiane to nie to samo.Primo - tłumaczysz nam tu - przypominam - nie kwestię związków homo versus hetero, a kwestię rzekomej ewolucji biologicznej pewnego konstruktu kulturowego. Secundo - co to właściwie znaczy "małżeństwo tak jak jest dzisiaj rozumiane" - tak jak ty rozumiesz? Tak jak pan Głódź rozumie? Tak jak rozumie posłanka Pawłowicz? Tak jak rozumie je prawo polskie (ani słowa o prokreacji)? A może tak jak planują to rozumieć Francuzi albo już rozumie spora część Europy? Wydajesz się nadawać jakieś magiczne znaczenie słowu "małżeństwo". Spójrz na nie jak na zwyczajną formę umowy cywilno-prawnej ułatwiającej wspólne funkcjonowanie prawne osobom, które postanowiły prowadzić życie i gospodarstwo domowe wspólnie. > Nigdzie nie sugerowałem żeby komukolwiek czegokolwiek zabraniać. Wkręcasz coś sobie. Szukasz wrogów twojej orientacji tam gdzie ich nie ma.LOL Zaczynasz być coraz bardziej z jednej strony - zabawny, z drugiej - żałosny  Każdy, kto się z tobą nie zgadza w kwestiach związków homoseksualnych musi nie dość, że posługiwać się nadprzyrodzoną wizją człowieka, ale też - niechybnie - samemu być orientacji homoseksualnej?  Jak bardzo cię zawiodę, gdy stwierdzę, że jestem hetero?  Toniesz w stereotypach, drogi rozmówco. To mało racjonalne. > >"Oczywiście nie mówię, żeby zaraz zabraniać, ale..."  > A kogo tutaj cytujesz z ciekawości bo ja nie przypominam sobie bym coś takiego napisał? Cytaty się podpisuje.Streszczam niejakiego Sobieskiego20. Po punktacji sądząc, moja opinia w tej kwestii nie jest odosobniona  > To nie ja się tu zafiksowałem. Małżeństwo ma różne funkcje i prokreacja (z wychowaniem włącznie) jest jedną z podstawowych.Małżeństwo ma dokładnie takie funkcje, jakie użytkownicy tej formy umowy życzą sobie wykorzystywać w granicach obowiązującego prawa. Gdyby podstawową miała być prokreacja, należałoby ograniczyć dostęp do małżeństwa osoby obciążone ograniczeniami płodności - chociażby pod względem wieku. > Związek który z natury jest niezdolny do pełnienia tej funkcji, nie do końca pasuje do definicji słowa małżeństwo.To zupełnie jak każdy związek z kobietą po menopauzie. Czy np. z kobietą bez macicy. Przy czym akurat tylko, jeśli mówimy o bezpośredniej prokreacji. Do wychowania dzieci zdolny jest związek tak osób z ograniczoną płodnością, jak i związki osób homoseksualnych. > Oczywiście można zmienić tą definicję. Każdy kto nie uważa że mężczyzna i kobieta z dziećmi to takie samo małżeństwo/rodzina jak bezdzietny związek dwóch panów zaraz jest porównywany do posłanek Pisu gratuluje obiektywizmu.Masz jakieś kłopoty z konstrukcją zdań. Oraz z konstrukcją pojęć. Czy teraz sugerujesz, że rodzina jest tożsama z małżeństwem? Do pani z PIS-u zostałeś porównany z powodu sposobu argumentacji - tak jeśli chodzi o treść tejże, jak o jej pewną formalno-logiczną nieporadność. > Dlatego to się nazywa domniemanie... Na ile słuszne będzie domniemanie że żona jest ojcem dziecka drugiej żony?Nie rozumiem dlaczego deklarujesz to nieszczęsne domniemanie ojcostwa jako element kluczowy małżeństwa. Ten argument już tu podawałeś - dostałeś nań - zdaje się - jakieś odpowiedzi. Recykling uprawiasz? W przypadku dzieci adopcyjnych pary heteroseksualnej małżeństwo nijak się nie będzie miało do domniemania ojcostwa. W przypadku znanej/podejrzewanej historii zdrady małżeńskiej takoż. W przypadku świadomego przyzwolenia na seks pozamałżeński (co - i owszem - także się zdarza, nie tylko w przypadku par homoseksualnych) również. Funta kłaków nie jest warte to twoje domniemanie - to tylko drobiazg prawny. Jeśli się martwisz, cóż, badania genetyczne są coraz tańsze.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
| | | | | | | |  | -2 na 2 Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > >Oczywiście można zmienić tą definicję. Każdy kto nie uważa że mężczyzna i kobieta z dziećmi to takie samo małżeństwo/rodzina jak bezdzietny związek dwóch panów zaraz jest porównywany do posłanek Pisu gratuluje obiektywizmu.> Czy teraz sugerujesz, że rodzina jest tożsama z małżeństwem?rodzina Cytat:1. «małżonkowie i ich dzieci; ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem» 2. zob. ród w zn. 2. 3. «grupa przedmiotów lub zjawisk tego samego rodzaju» 4. «jednostka w systematyce roślin i zwierząt niższa od rzędu, obejmująca najbliżej ze sobą spokrewnione rodzaje» Słownik PWN Nie twierdzę że jest tożsama bo obejmuje również dzieci. Zwyczajnie są to pojęcia blisko ze sobą związane i w moim rozumieniu jedno wynika z drugiego. > Nie rozumiem dlaczego deklarujesz to nieszczęsne domniemanie ojcostwa jako element kluczowy małżeństwa. Ten argument już tu podawałeś - dostałeś nań - zdaje się - jakieś odpowiedzi. Recykling uprawiasz?Żadnej odpowiedzi obalającej ten argument nie dostałem. Ten argument obala twoje twierdzenie że o prokreacji nie ma mowy w żadnym prawie dotyczącym małżeństw. Bo przecież to domniemanie bezpośrednio dotyczy prokreacji. > W przypadku dzieci adopcyjnych pary heteroseksualnej małżeństwo nijak się nie będzie miało do domniemania ojcostwa.Adopcja to osobny temat nie ma sensu tego mieszać. > W przypadku znanej/podejrzewanej historii zdrady małżeńskiej takoż. W przypadku świadomego przyzwolenia na seks pozamałżeński (co - i owszem - także się zdarza, nie tylko w przypadku par homoseksualnych) również.> Funta kłaków nie jest warte to twoje domniemanie - to tylko drobiazg prawny. Jeśli się martwisz, cóż, badania genetyczne są coraz tańsze.W tych przypadkach prawo przewiduje możliwość podważenia owego domniemania. To nie jest żaden "drobiazg prawny" tylko jedna z podstawowych cech małżeństwa. Cecha ta prowadzi do absurdalnych skutków w małżeństwie jednopłciowym. Oczywiście ktoś kto nie ma dzieci nie docenia wagi tego "drobiazgu". A twoje sugestie o badaniach genetycznych to daruj sobie. Myślałem że stać cię na więcej. Kończę tą dyskusję bo tu nie ma sensu dzielić włosa na czworo. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 7 na 9 | liliac (147340 punktów) | > >>Oczywiście można zmienić tą definicję. Każdy kto nie uważa że mężczyzna i kobieta z dziećmi to takie samo małżeństwo/rodzina jak bezdzietny związek dwóch panów zaraz jest porównywany do posłanek Pisu gratuluje obiektywizmu.> > Czy teraz sugerujesz, że rodzina jest tożsama z małżeństwem?> rodzina> Cytat:1. «małżonkowie i ich dzieci; ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem» >2. zob. ród w zn. 2. (...) > Nie twierdzę że jest tożsama bo obejmuje również dzieci.Czyli owszem - ograniczasz pojęcie rodziny do związku małżeńskiego ewentualnie z dziećmi. Ciekawa forma ślepoty. Zauważyłam już, że twoje źródła wiedzy o świecie to słownik PWN, Wikipedia i własne widzimisię (nie mylić z refleksją własną), ale przemiany współczesnej rodziny to już chyba nawet Wikipedia dostrzegła. Chyba nawet polska Wikipedia  Otóż już nawet według niej definicja rodziny "z małżeństwa" do definicja rodem z Katechizmu Kościoła Katolickiego  A dalej nawet polska Wikipedia stwierdza: Cytat:Rodzinę również stanowi samotny rodzic z wychowywanym własnym lub adoptowanym potomstwem stanowiący rodzinę niepełną jak i dwie osoby tworzące związek małżeński lub inny w tym także nieformalny konkubinat. Sam fakt zamieszkania razem może klasyfikować pewną grupę ludzi jako rodzinę. Masz fascynująco dziewiętnastowieczny umysł, ale - jak już pisałam - bądź łaskaw nie przedstawiać nam swoich prywatnych przekonań czy uproszczonych do kilku wyrazów definicji słownikowych jako prawd objawionych. > Zwyczajnie są to pojęcia blisko ze sobą związane i w moim rozumieniu jedno wynika z drugiego.Ach, twoje rozumienie... No tak...  > >Nie rozumiem dlaczego deklarujesz to nieszczęsne domniemanie ojcostwa jako element kluczowy małżeństwa. Ten argument już tu podawałeś - dostałeś nań - zdaje się - jakieś odpowiedzi. Recykling uprawiasz?> Żadnej odpowiedzi obalającej ten argument nie dostałem.Jaki argument? To że ty prywatnie uważasz domniemanie ojcostwa jako podstawowy element "małżeństwa" nie jest żadnym argumentem - jest twoją prywatną opinią. Ja ci tylko wyjaśniam ile to domniemanie jest warte. > Ten argument obala twoje twierdzenie że o prokreacji nie ma mowy w żadnym prawie dotyczącym małżeństw. Bo przecież to domniemanie bezpośrednio dotyczy prokreacji.Naucz się czytać, potem wróć na forum. Nie ma mowy o prokreacji w żadne definicji prawnej małżeństwa. > >W przypadku dzieci adopcyjnych pary heteroseksualnej małżeństwo nijak się nie będzie miało do domniemania ojcostwa.> Adopcja to osobny temat nie ma sensu tego mieszać.Bo ty tak mówisz? > A twoje sugestie o badaniach genetycznych to daruj sobie. Myślałem że stać cię na więcej.Ciebie na razie nie stać nawet na przeczytanie tekstu rozmówcy ze zrozumieniem  > Kończę tą dyskusję bo tu nie ma sensu dzielić włosa na czworo.> Pozdrawiam
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
|  | 8 na 8 | liliac (147340 punktów) | >Tylko że tradycyjnie, biologicznie i ewolucyjnie, prokreacja jest podstawowym celem małżeństwa czy związku.
Tradycyjnie to wszyscy w tym kraju siedzimy w kościółku w każdą niedzielę, a biologicznie i ewolucyjnie małżeństwo w najmniejszym nawet stopniu nie jest do prokreacji potrzebne - śmiem nawet twierdzić, że dużo lepiej mogłaby się sprawdzić na tym polu jakaś jednostka bardziej "zbiorowa", coś w rodzaju stada - komórka dwuosobowa wydaje się mniej praktyczna.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
| |  | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | >>Tylko że tradycyjnie, biologicznie i ewolucyjnie, prokreacja jest podstawowym celem małżeństwa czy związku. >Tradycyjnie to wszyscy w tym kraju siedzimy w kościółku w każdą niedzielę. Ja jako ateista nie upieram się by ateiści swoje spotkania odbywali w kościołach i nazywali mszami nawiązując tym samym do, jak to ładnie nazwałaś tradycji. Analogicznie po co homoseksualiści upierają się by nazwa ich związków nawiązywała do tradycji? Skoro nie akceptują tej tradycji. >a biologicznie i ewolucyjnie małżeństwo w najmniejszym nawet stopniu nie jest do prokreacji potrzebne.
Jak sobie wyobrażasz samotną kobietę lub dwie kobiety wychowującą dziecko gdzieś w dziczy? Dlaczego ktoś inny ma je chronić? Takie rozwiązanie nie przyjęło się nigdzie z prostej przyczyny. Biologicznie taka forma wychowywania dzieci ma mniejsze szanse przetrwania, nie wspominając o trudnościach związanych z zajściem w ciąże. W naszej ewolucyjnej historii, in vitro to raczej nowy wynalazek, no chyba że ktoś wieży w niepokalane poczęcie...
>śmiem nawet twierdzić, że dużo lepiej mogłaby się sprawdzić na tym polu jakaś jednostka bardziej "zbiorowa", coś w rodzaju stada - komórka dwuosobowa wydaje się mniej praktyczna.
W pełni się zgadzam, istnieją przecież małżeństwa grupowe, poliginia i poliandria. Ale to wciąż jest małżeństwo w którym kobieta/kobiety i mężczyzna/mężczyźni związują się ze sobą na długi okres czasu by wspólnie spłodzić i wychować dzieci. Pary homoseksualne wciąż do tej definicji nie do końca pasują... Co nie znaczy że należy im utrudniać osiągnięcie szczęścia które nikomu w niczym nie powinno przeszkadzać.
To że technicznie można mieć dziecko (porwać je, sprowokować przypadkowy sex, zostać zgwałconym etc) nie dowodzi niczego w kwestii czy prokreacja jest celem czy cechą małżeństwa.
|
|
| | |  | 6 na 6 | liliac (147340 punktów) | >>Tradycyjnie to wszyscy w tym kraju siedzimy w kościółku w każdą niedzielę. >Ja jako ateista nie upieram się by ateiści swoje spotkania odbywali w kościołach i nazywali mszami nawiązując tym samym do, jak to ładnie nazwałaś tradycji. Analogicznie po co homoseksualiści upierają się by nazwa ich związków nawiązywała do tradycji? Skoro nie akceptują tej tradycji.
Po pierwsze - ostentacyjne postępowanie wbrew tradycji w niczym nie jest de facto "lepsze" aniżeli to, co odbierasz jako upieranie się przy rzekomym pod tradycję podczepianiu.
Po drugie - stosujesz, co już kilkakrotnie w tym wątku pokazałeś dość zawężoną definicję małżeństwa - nie jest ona uniwersalna, nie ma więc powodów, by zakładać, że słowo "małżeństwo" będzie zawierać dokładnie te same znaczenia w mojej czy np. Sylwka opinii, co twoje czy biskupa X. Np. w żadnej znanej mi definicji małżeństwa kwestie prokreacyjne się nie pojawiają. Znaczenia zresztą też ewoluują, w części Europy słowo "małżeństwo" dotyczy już także homoseksualistów.
Po trzecie - o ile mi wiadomo, bój toczy się nie tyle o nazwę "małżeństwo", ile o uprawnienia z tą konkretną formą związku aktualnie powiązane.
>>a biologicznie i ewolucyjnie małżeństwo w najmniejszym nawet stopniu nie jest do prokreacji potrzebne. >Jak sobie wyobrażasz samotną kobietę lub dwie kobiety wychowującą dziecko gdzieś w dziczy?
Bez większych problemów. Mała porada na przyszłość - nie warto w dyskusji odwoływać się do wyobraźni rozmówców. Mogą mieć bogatszą niż twoja.
>Takie rozwiązanie nie przyjęło się nigdzie z prostej przyczyny.
Ale jakie rozwiązanie? Spróbuj pisać bardziej koherentnie. Dwie kobiety wychowujące dziecko w dziczy? Czy chodzi ci o coś szerszego - np. systemy matriarchalne?
>Biologicznie taka forma wychowywania dzieci ma mniejsze szanse przetrwania, nie wspominając o trudnościach związanych z zajściem w ciąże.
Jako żywo - nikt mi znany - nawet z najgłębszej prawicy - nie twierdził jeszcze w mojej obecności, że do zajścia w ciążę potrzebne jest małżeństwo...
>W naszej ewolucyjnej historii, in vitro to raczej nowy wynalazek, no chyba że ktoś wieży w niepokalane poczęcie...
Wieży, powiadasz? Wieża na F5. Szach.
>>śmiem nawet twierdzić, że dużo lepiej mogłaby się sprawdzić na tym polu jakaś jednostka bardziej "zbiorowa", coś w rodzaju stada - komórka dwuosobowa wydaje się mniej praktyczna. >W pełni się zgadzam, istnieją przecież małżeństwa grupowe, poliginia i poliandria. Ale to wciąż jest małżeństwo w którym kobieta/kobiety i mężczyzna/mężczyźni związują się ze sobą na długi okres czasu by wspólnie spłodzić i wychować dzieci. Pary homoseksualne wciąż do tej definicji nie do końca pasują...
Trochę się chyba zakręciłeś. Na początku odwołujesz się do "tradycji". Z kontekstu wynoszę, że chrześcijańsko-europejskiej. Teraz piszesz o związkach żadną miarą w rzeczonej się niemieszczących, zatem na miano tego, co przywoływana przez ciebie tradycja "małżeństwem" nazywa niezasługujących.
Może po prostu zaakceptuj logiczny przecież wniosek, że małżeństwo jako twór kulturowy oznacza to, co w danym czasie i miejscu określa prawodawca. Przy odrobinie wyobraźni może nazwać tak związek kaktusów amplifikowanych.
>To że technicznie można mieć dziecko (porwać je, sprowokować przypadkowy sex, zostać zgwałconym etc) nie dowodzi niczego w kwestii czy prokreacja jest celem czy cechą małżeństwa.
Ale to twoja definicja małżeństwa. Nawiasem nie ma ona nic wspólnego ani z polskim, ani jakiegokolwiek innego europejskiego kraju prawem.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
| | | |  | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > Po pierwsze - ostentacyjne postępowanie wbrew tradycji w niczym nie jest de facto "lepsze" aniżeli to, co odbierasz jako upieranie się przy rzekomym pod tradycję podczepianiu.> Po drugie - stosujesz, co już kilkakrotnie w tym wątku pokazałeś dość zawężoną definicję małżeństwa. Cytat: słownik PWN: małżeństwo 1. «związek kobiety i mężczyzny usankcjonowany prawnie» 2. «para małżeńska: mąż i żona»
Twierdzisz że ja zawężam definicje. Być może na naszych oczach się tworzy nowa definicja a ja po prostu nie jestem do końca pewien czy związek homoseksualny w pełni pasuje do mojego rozumienia tego słowa. " Być może w największym stopniu małżeństwo jest związane z prokreacją, opieką nad dziećmi, ich wychowaniem i socjalizacją oraz regulacją stopnia pokrewieństwa" wiki. Sądząc po Wikipedii nie tylko ja mam takie wątpliwości. W tej mojej "wąskiej" definicji małżeństwa funkcja prokreacyjna po prostu jest ważna. Co z tego będzie zobaczymy za kilka lat bo nie wieżę że sytuacja zostanie tak jak jest na dłużej. > Po trzecie - o ile mi wiadomo, bój toczy się nie tyle o nazwę "małżeństwo", ile o uprawnienia z tą konkretną formą związku aktualnie powiązane.Zgadzam się w stu procentach. Powiem więcej ja tu nie jestem drugą stroną w tym sporze. Ja tylko skomentowałem wypowiedź że związek partnerski homo niczym nie różni się od małżeństwa. Szybko zostałem uszeregowany pomiędzy biskupami a posłanką Pawłowicz. I to miejsce wcale mi nie odpowiada. > >>a biologicznie i ewolucyjnie małżeństwo w najmniejszym nawet stopniu nie jest do prokreacji potrzebne.> >Jak sobie wyobrażasz samotną kobietę lub dwie kobiety wychowującą dziecko gdzieś w dziczy?> Bez większych problemów.> Mała porada na przyszłość - nie warto w dyskusji odwoływać się do wyobraźni rozmówców. Mogą mieć bogatszą niż twoja.Rzeczywiście masz bogatą wyobraźnie. W mojej wyobraźni samotna kobieta czy kobiety mają dużo mniejsze szanse na biologiczne przetrwanie i przekazanie swoich genów. Wydaje mi się że małżeństwo w jakiej kolwiek konfiguracji poza mm kk istotnie zwiększa ewolucyjną szanse na przekazanie swoich genów dalej. To się zwyczajnie tyczy twojej konkretnej wypowiedzi na temat ewolucji i nie wyciągaj z tego proszę zbyt daleko idących wniosków dotyczących dnia dzisiejszego. > >Takie rozwiązanie nie przyjęło się nigdzie z prostej przyczyny.> Ale jakie rozwiązanie? Spróbuj pisać bardziej koherentnie. Dwie kobiety wychowujące dziecko w dziczy? Czy chodzi ci o coś szerszego - np. systemy matriarchalne?Chodzi mi o płodzenie i wychowywanie dziecka w innym układzie niż w małżeństwie (w moim "wąskim" i staroświeckim rozumieniu wszystkie formy mk mmkk mkk kmm etc z wyłączeniem mm i kk) Pisząc o ewolucji chciałem wytłumaczyć swój pogląd na ewolucje instytucji małżeństwa. Po prostu małżeństwa wielopłciowe miały większe szanse na przekazanie swoich genów. To ty napisałaś "biologicznie i ewolucyjnie małżeństwo w najmniejszym nawet stopniu nie jest do prokreacji potrzebne". Małżeństwo w moim rozumieniu istotnie zwiększa szanse udanej prokreacji i przekazania swoich genów. > >Biologicznie taka forma wychowywania dzieci ma mniejsze szanse przetrwania, nie wspominając o trudnościach związanych z zajściem w ciąże.> Jako żywo - nikt mi znany - nawet z najgłębszej prawicy - nie twierdził jeszcze w mojej obecności, że do zajścia w ciążę potrzebne jest małżeństwo...Znowu coś ci się wydaje. Nigdzie tego nie napisałem. Ciągnęłaś mnie za język o ewolucję więc ci odpowiedziałem a ty wyciągasz coś z kontekstu i imputujesz mi dziwne wnioski. W sensie ewolucyjnym to co napisałem jest jak najbardziej logiczne. > Trochę się chyba zakręciłeś. Na początku odwołujesz się do "tradycji". Z kontekstu wynoszę, że chrześcijańsko-europejskiej.Teraz piszesz o związkach żadną miarą w rzeczonej się niemieszczących, zatem na miano tego, co przywoływana przez ciebie tradycja "małżeństwem" nazywa niezasługujących.Tradycyjna i kulturowa ewolucja małżeństwa jest o wiele starsza i szersza niż chrześcijańsko-europejska. Pisałem też o ewolucji więc można było się domyślić że chodzi mi o szerszy kontekst a nie zaraz wyciągać daleko idące wnioski. > Może po prostu zaakceptuj logiczny przecież wniosek, że małżeństwo jako twór kulturowy oznacza to, co w danym czasie i miejscu określa prawodawca. Przy odrobinie wyobraźni może nazwać tak związek kaktusów amplifikowanych.A czy wtedy związek tych kaktusów nazywanych tak samo jak inne małżeństwa wciąż będzie dla ciebie takim samym związkiem? > >To że technicznie można mieć dziecko (porwać je, sprowokować przypadkowy sex, zostać zgwałconym etc) nie dowodzi niczego w kwestii czy prokreacja jest celem czy cechą małżeństwa.> Ale to twoja definicja małżeństwa. Nawiasem nie ma ona nic wspólnego ani z polskim, ani jakiegokolwiek innego europejskiego kraju prawem.O ile mi wiadomo, kwestie dotyczące prokreacji w małżeństwie jak np. domniemania ojcostwa istnieją w każdym prawodawstwie. Ja twierdzę że prokreacja jest ważną cechą małżeństwa a ty że jest możliwa bez małżeństwa. Twój argument w żaden sposób nie podważa mojego. To tak jak bym powiedział że kolor czerwony jest ważną cechą czerwonego kwadratu a ty na to że inne rzeczy również są czerwone. I co z tego? Nie ma sensu dzielić słowa na czworo bo coraz dalej odchodzimy od tematu. Poniżej podaje w skrócie moje "wąskie" poglądy na temat związków partnerskich. Tak, osoby homoseksualne powinny mieć prawo do zawierania związków które dawały by im prawa podobne do praw małżeństw. Można to by nawet nazywać małżeństwem. Tak czy inaczej będzie to się z przyczyn praktycznych (prokreacja) musiało różnic nieznacznie od tego co dziś jest rozumiane przez prawo jako małżeństwo. Trzeba na przykład usunąć to domniemanie ojcostwa bo to byłby absurd. A to jest i zawsze będzie ważna cecha małżeństwa wielopłciowego. Pozdrawiam i kończę tą dyskusję
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > Twierdzisz że ja zawężam definicje. Być może na naszych oczach się tworzy nowa definicja a ja po prostu nie jestem do końca pewien czy związek homoseksualny w pełni pasuje do mojego rozumienia tego słowa.A może po prostu wciąż nie zdołałeś dostrzec, że ta nowa definicja już się zadomowiła na rozlicznych terenach cywilizowanych? Jakoś nie przemawia do mnie słownik PWN jako wyznacznik norm społecznych  > " Być może w największym stopniu małżeństwo jest związane z prokreacją, opieką nad dziećmi, ich wychowaniem i socjalizacją oraz regulacją stopnia pokrewieństwa" wiki. Sądząc po Wikipedii nie tylko ja mam takie wątpliwości.Ty nie deklarujesz wątpliwości - ty stwierdzasz coś tonem autorytatywnym. Jeszcze jakieś fajne źródła? Może mniej lokalnie nacechowane? Skoro już postanowiłeś jako poważny przyczynek do dyskusji o zagadnieniach kulturowo-społeczno-prawnych użytkować Wikipedię, to może przynajmniej nie polskojęzyczną skrzywioną znacząco w kierunku konserwatywnym? Już ta anglojęzyczna pisze: Cytat: Marriage (also called matrimony or wedlock) is a social union or legal contract between people called spouses that establishes rights and obligations between the spouses, between the spouses and their children, and between the spouses and their in-laws. The definition of marriage varies according to different cultures, but it is principally an institution in which interpersonal relationships, usually intimate and sexual, are acknowledged.
> W tej mojej "wąskiej" definicji małżeństwa funkcja prokreacyjna po prostu jest ważna.Ja tam się nie wtrącam w twoje prywatne decyzje życiowe - żeń się w celach prokreacyjnych. Bądź tylko łaskaw uzmysłowić sobie, że nie wszystkich to twoje zawężenie dotyczy. > Co z tego będzie zobaczymy za kilka lat bo nie wieżę że sytuacja zostanie tak jak jest na dłużej.Rozumiem, że aluzji do wieży nie złapałeś  Czuję się w obowiązku przypomnieć, że poprawna pisownia jest na tym forum wymogiem regulaminowym. > >Po trzecie - o ile mi wiadomo, bój toczy się nie tyle o nazwę "małżeństwo", ile o uprawnienia z tą konkretną formą związku aktualnie powiązane.> Zgadzam się w stu procentach. Powiem więcej ja tu nie jestem drugą stroną w tym sporze. Ja tylko skomentowałem wypowiedź że związek partnerski homo niczym nie różni się od małżeństwa.Bo i zasadniczo się nie różni. > zostałem uszeregowany pomiędzy biskupami a posłanką Pawłowicz. I to miejsce wcale mi nie odpowiada.Jak mi przykro. Zapewne przestaniesz być w tym miejscu sytuowany, gdy tylko przestaniesz swoje konserwatywne tezy ogłaszać jako "oczywistą oczywistość". > Wydaje mi się że małżeństwo w jakiejkolwiek konfiguracji poza mm kk istotnie zwiększa ewolucyjną szanse na przekazanie swoich genów dalej.Jeśli ktoś ci wielokrotnie przypomina o istotności precyzji wypowiedzi, to może warto się zastanowić nad jego uwagami. Małżeństwo jako takie nic nie zwiększa. Może coś ewentualnie potencjalnie zwiększać tymczasowy związek heteroseksualny. Jego rozumienie jako konkretnego konstruktu określanego dzisiaj jako małżeństwo nie ma nic do rzeczy. Jeśli uważasz, że ma - udowodnij to. Ale odnosząc się do konkretnych desygnatów "małżeństwa". A najbardziej - patrząc logicznie - prawdopodobnie nie zwiększa żaden związek dwuosobowy, a stado. > Chodzi mi o płodzenie i wychowywanie dziecka w innym układzie niż w małżeństwie (w moim "wąskim" i staroświeckim rozumieniu wszystkie formy mk mmkk mkk kmm etc z wyłączeniem mm i kk)To może opowiedz nam coś o "małżeństwach" na wczesnych etapach ewolucji człowieka... Ciągle mam wrażenie mówienia do ściany  > Pisząc o ewolucji chciałem wytłumaczyć swój pogląd na ewolucje instytucji małżeństwa. Po prostu małżeństwa wielopłciowe miały większe szanse na przekazanie swoich genów. To ty napisałaś "biologicznie i ewolucyjnie małżeństwo w najmniejszym nawet stopniu nie jest do prokreacji potrzebne".Nic nie dopisałam. To ty mówiłeś o małżeństwie jako efekcie biologii. Twoje sformułowanie, ty się z niego tłumacz. Trzeba było rzecz pierwej przemyśleć i pisać nie o małżeństwach, a o związkach heteroseksualnych o rozmaitej trwałości. > >>Biologicznie taka forma wychowywania dzieci ma mniejsze szanse przetrwania, nie wspominając o trudnościach związanych z zajściem w ciąże.> >Jako żywo - nikt mi znany - nawet z najgłębszej prawicy - nie twierdził jeszcze w mojej obecności, że do zajścia w ciążę potrzebne jest małżeństwo...> Znowu coś ci się wydaje. Nigdzie tego nie napisałem. Ciągnęłaś mnie za język o ewolucję więc ci odpowiedziałem a ty wyciągasz coś z kontekstu i imputujesz mi dziwne wnioski.Nie wyciągam nic z kontekstu. To wynika z twoich odpowiedzi: Cytat:-biologicznie i ewolucyjnie małżeństwo w najmniejszym nawet stopniu nie jest do prokreacji potrzebne. -Jak sobie wyobrażasz samotną kobietę lub dwie kobiety wychowującą dziecko gdzieś w dziczy? (...)Biologicznie taka forma wychowywania dzieci ma mniejsze szanse przetrwania, nie wspominając o trudnościach związanych z zajściem w ciąże. W naszej ewolucyjnej historii, in vitro to raczej nowy wynalazek -Jako żywo - nikt mi znany - nawet z najgłębszej prawicy - nie twierdził jeszcze w mojej obecności, że do zajścia w ciążę potrzebne jest małżeństwo... Do zajścia w ciążę nie jest niezbędne ani małżeństwo, ani nawet dłuższy niż trwający kwadrans związek z mężczyzną. Po prostu próbujesz być dowcipny i ci nie wychodzi. Może po prostu pośród prób zabłyśnięcia gubisz treść. > >Na początku odwołujesz się do "tradycji". Z kontekstu wynoszę, że chrześcijańsko-europejskiej.Teraz piszesz o związkach żadną miarą w rzeczonej się niemieszczących, zatem na miano tego, co przywoływana przez ciebie tradycja "małżeństwem" nazywa niezasługujących.> Tradycyjna i kulturowa ewolucja małżeństwa jest o wiele starsza i szersza niż chrześcijańsko-europejska.Ja to wiem, ty ewidentnie nie, skoro przytaczasz śmieszniutkie definicje słownika PWN. Aktualnie w coraz liczniejszych krajach w definicji małżeństwa para homoseksualna swobodnie się mieści. I to ty ewidentnie masz z tym jakiś problem. > >Może po prostu zaakceptuj logiczny przecież wniosek, że małżeństwo jako twór kulturowy oznacza to, co w danym czasie i miejscu określa prawodawca. Przy odrobinie wyobraźni może nazwać tak związek kaktusów amplifikowanych.> A czy wtedy związek tych kaktusów nazywanych tak samo jak inne małżeństwa wciąż będzie dla ciebie takim samym związkiem?Czym jest małżeństwo ustanawia prawodawca. Póki co, w definicji prokreacji nie ma. > >>technicznie można mieć dziecko (...) nie dowodzi niczego w kwestii czy prokreacja jest celem czy cechą małżeństwa.> >Ale to twoja definicja małżeństwa. Nawiasem nie ma ona nic wspólnego ani z polskim, ani jakiegokolwiek innego europejskiego kraju prawem.> O ile mi wiadomo, kwestie dotyczące prokreacji w małżeństwie jak np. domniemania ojcostwa istnieją w każdym prawodawstwie.W definicji małżeństwa? > Ja twierdzę że prokreacja jest ważną cechą małżeństwa a ty że jest możliwa bez małżeństwa.Powiem więcej - małżeństwo jest możliwe też bez prokreacji  > Twój argument w żaden sposób nie podważa mojego.Toteż powtarzam - nie przeszkadza mi, że w twoim potencjalnym małżeństwie prokreacja będzie istotnym elementem. Ale przestań sugerować, że winna być elementem podstawowym małżeństw innych. > To tak jak bym powiedział że kolor czerwony jest ważną cechą czerwonego kwadratu a ty na to że inne rzeczy również są czerwone.Nie. To jakbyś twierdził, że skoro czerwień jest istotnym elementem czerwonego kwadratu, wszystkie kwadraty winny być czerwone. A jeśli są żółte, to de facto nie są kwadratami.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
|  | 4 na 4 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Nie istnieją przepisy, kodeksy, ustawy, e.t.c. które przewidywałyby i regulowały wszystkie możliwe przypadki i problemy. Zawsze pozostają indywidualne sprawy, które regulują sądy, zgodnie z prawem i społeczna sprawiedliwością. A ocena z punktu widzenia "przydatności prokreacyjnej"? Ilość par hetero, które z różnych przyczyn nie maja potomstwa, jest znacznie większa, niż ilość par homo, które nie mogą spłodzić dziecka. A kler? A co powiesz na taki, hipotetyczny przykład: alkoholik i chora na aids kobieta, płodza w pijanym widzie czwórkę potomstwa, których potem nie maja mozliwości wychowywać, w tym samym czasie, gej, znakomity lekarz, ratuje życie setkom dzieci... Kto się lepiej przysłużył "dzietności" społeczeństwa? A twoje dywagacje, to inna wersja powiedzenia: "Ja tam nie mam nic przeciwko Murzynom, ale asfalt powinien leżeć na ulicy!"
|
|
| |  | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | >A co powiesz na taki, hipotetyczny przykład: alkoholik i chora na aids kobieta, płodza w pijanym widzie czwórkę potomstwa, których potem nie maja mozliwości wychowywać, w tym samym czasie, gej, znakomity lekarz, ratuje życie setkom dzieci... Kto się lepiej przysłużył "dzietności" społeczeństwa?
Takie przykłady można by mnożyć i wymyślać też odwrotne, to do niczego nie prowadzi, chyba że masz jakąś statystykę.
>A ocena z punktu widzenia "przydatności prokreacyjnej"? Ilość par hetero, które z różnych przyczyn nie maja potomstwa, jest znacznie większa, niż ilość par homo, które nie mogą spłodzić dziecka. Ja nie oceniam niczyjej przydatności prokreacyjnej. Proszę mi tu nic nie imputować. Dywagacje te dotyczą tego czy małżeństwo to jest to samo co homoseksualny związek partnerski. Prokreacja jest podstawową cechą małżeństwa, choć występuje nie tylko w małżeństwie i nie ma to nic do rzeczy.
>A twoje dywagacje, to inna wersja powiedzenia: "Ja tam nie mam nic przeciwko Murzynom, ale asfalt powinien leżeć na ulicy!"
I rozumiem że skoro nie mam nic przeciwko murzynom, to wszyscy murzyni i każdy z osobna, jak również wszystkie ich pomysły i poglądy muszą być poza jaką kol wiek krytyką czy choćby dyskusją?
|
|
|  | 6 na 6 | Sylwek (15472 punktów) |
>Nie zrozumcie mnie źle nie jestem żadnym homofobem i jestem zwolennikiem związków partnerskich a nawet małżeństw dla gejów i lesbijek. Chcę tylko powiedzieć że z przyczyn praktycznych związek homoseksualny i heteroseksualny to nie jest to samo. A przecież nadchodzi niż demograficzny i trzeba będzie jakoś z nim walczyć. Jak państwo ma wspierać młode pary aby jednak decydowały się na dzieci skoro: "Obie formy, oprócz nazwy, niczym się nie różnią".
Tylko, że nie. Nigdy nigdzie, poza frazesami, w konstrukcji prawnej małżeństwa dzieci i dzietność nie grają roli.
Oczywiście, można sobie wyobrazić sytuację, w której małżeństwo jako instytucja służy rodzeniu i wychowaniu dzieci. Wtedy jednak musiałby to pociągnąć szereg określonych konsekwencji: powinno być nielegalne w przypadku osób niepłodnych, powinno być nielegalne dla kobiet po menopauzie, powinno ulegać rozwiązaniu po jakimś ustawowo określonym czasie o ile małżonkowie nie doczekają się dzieci. Itp, itd...
Oczywiście pomysł takich regulacji zostałby okrzyknięty nieludzkim, totalitarnym zamachem na wolność. Co dobrze obrazuje jak z dupy wzięty jest argument o "szczególnej roli małżeństwa" jako związku nakierowanego na rodzenie i wychowanie dzieci.
|
|
| |  | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | >Tylko, że nie. Nigdy nigdzie, poza frazesami, w konstrukcji prawnej małżeństwa dzieci i dzietność nie grają roli. Domniemanie ojcostwa to nie jest frazes tylko poważna sprawa która prowadzi do obowiązku alimentacyjnego itp. I kiedy jedna lesbijka zajdzie w ciążę to żona ma z automatu zostać uznana za ojca?
|
|
| | |  | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | >Domniemanie ojcostwa to nie jest frazes tylko poważna sprawa która prowadzi do obowiązku alimentacyjnego itp. I kiedy jedna lesbijka zajdzie w ciążę to żona ma z automatu zostać uznana za ojca?
Niekoniecznie. Choć, gdyby ojciec był niepłodny, to chyba sytuacja byłaby podobna.
Tak czy inaczej: czy PRAWO do zawierania małżeństw jest w jakikolwiek sposób uzależnione od posiadania dzieci? Możliwości posiadania dzieci? Nie.
ten "argument" jest podnoszony tylko w przypadku par jednopłciowych, nikt od par różnopłciowych żadnych dzieci, ani nawet zdolności (potencjalnej) do rodzenia dzieci nie wymaga.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | >>Tylko, że nie. Nigdy nigdzie, poza frazesami, w konstrukcji prawnej małżeństwa dzieci i dzietność nie grają roli. >Domniemanie ojcostwa to nie jest frazes tylko poważna sprawa która prowadzi do obowiązku alimentacyjnego itp. I kiedy jedna lesbijka zajdzie w ciążę to żona ma z automatu zostać uznana za ojca?
Czemu biologiczni rodzice mają mieć przywileje przed prawdziwymi rodzicami?
Rodzic to nie jest osoba, która Cię spłodziła, ale osoba, która Cię wychowała. Niektórzy mają jednego rodzica, inni mają np. czworo (po rozwodzie) i co w tym złego? Różne są sytuacje w życiu.
Cóż to za cudowne myślenie, kiedy do bycia ojcem ma większe prawo ten kto zapłodnił, a nie ten kto wychował. Sprawy rozwodowe to inna sytuacja i ogólnie nie rozumiem jak to jest, że dzisiaj ktoś może chcieć być Twoim rodzicem, a później może mu się odwidzieć i w drugą stronę. Jak to jest że ktoś tylko dlatego, że Cię spłodził albo urodził i zostawił, może uniemożliwiać adopcję (a są takie przypadki).
Moim zdaniem jest coś nie tak w myśleniu tutaj i przede wszystkim zapomina się o dzieciach. Jeśli lesbijka chce mieć dziecko i je wychowywać to cudownie, że rodzi się dziecko, które będzie kochane i chciane. W dodatku takie związki nie mają szans na wpadkę, więc w zdecydowanej większości przypadków nie pojawi się w złym momencie.
No i gdzie tu jest problem?
Wkład biologicznych rodziców to co najwyżej jakaś choroba genetyczna albo atrakcyjny wygląd. To ci prawdziwi rodzice odwalają prawdziwą robotę wychowując dziecko.
A czego lesbijka nie nauczy dziecka, czego ojciec by nie nauczył? Sikać na stojąco?
A te całe procedury adopcyjne, które przypominają adoptowanie psa albo kota, to aż się smutno robi. Jak ja bym miał wybierać między nie mieniem rodziców, a mieniem dwóch tatusiów, to wolałbym mieć dwóch ojców.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | Irracja (4721 punktów) | > Dla mnie sprawa jest bardzo prosta:> 1. Małżeństwo - związek cywilno-prawny zawierany przez pary heteroseksualne.> 2. Związek partnerski - związek cywilno-prawny par homoseksualnych.> Obie formy, oprócz nazwy, niczym się nie różnią, dają takie same prawa, narzucają takie same obowiązki.> Potrzebne jest jedno, jedyne, założenie: wszyscy jesteśmy, równymi sobie, ludźmi. ... wszystko jest "OK". Tylko co np. z konkubinatami? Albo z ludźmi którzy nie chcą być razem, nie chcą formalnego małżeństwa, lecz chcieliby zalegalizować jakiś związek ze względu na wspólne dziecko? Nie wszystkie pary rozstają się w "atmosferze totalnej wojny". Łatwiej wtedy wychowywać wspólnie dziecko, łatwiej podejmować wspólne decyzje gdy nie trzeba wszystkiego legalizować w sądzie... ... mentalność ludzka jest nieraz bardzo "szalona", a więc i związki między nimi czasami do "szalonych należą...  Chyba nie chcesz ograniczać ludzi, wtłaczając ich w związki określone wyłącznie przez wizję KRK, czy innej religii...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Odpowiedziałem, j.w.: Nie da się skodyfikować wszystkiego, przewidzieć i ustalić jedynie słuszne rozwiązania dla problemów, które mogą (choc nie muszą) się pojawić. Jasne, oprócz podanych sytuacji "1" i "2" istnieje pkt.3: Inne przypadki związków miedzyludzkich (w tym "nieprzewidywalne"), ale byłem przekonany, że to oczywista oczywistość...  A wizje religijne stosunków międzyludzkich pozostawiam pomiędzy zabobonami i innymi wykwitami ludzkiej głupoty i psychopatologii.
|
|
 | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Potrzebne jest jedno, jedyne, założenie: wszyscy jesteśmy, równymi sobie, ludźmi.
No gdyby to założenie było wiążące, to istniałoby po prostu małżeństwo. Bo zobacz:
Małżeństwo: związek dla Polaków
Zw. partnerski: takie samo tylko dla nie-Polaków.
Trochę rasistowskie, co nie?
|
|
-1 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | Szczerze napiszę, że jak dla mnie, to ja nie rozumiem, po co mają być związki partnerskie dla hetero. Dla homoseksualistów to kapuję, ale dla hetero, za cholerę pojąć nie mogę:
1. Żyj, śpij z kim chcesz. 2. Jak chcesz się z kimś związać bardziej, ślub cywilny to chyba żadna sprawa? 3. Przed ślubem można intercyzę. 4. Znudziło się? Droga wolna ... 5. Aha problemiki? Dzieci, majątek do podziału ... 6. A co w tym jest dziwnego? Małżeństwo ma odgrywać pewną rolę, dawać poczucie bezpieczeństwa partnerom i dzieciom, ma tworzyć wspólnotę - rodzinę, są też ulgi: podatkowe, inne ułatwienia. A po co to? A po to aby łatwiej wychować dzieci, dać bezpieczeństwo ... 7. Ale przymusu żadnego nie ma ... 8. Znam te argumenty: bo w szpitalu się nic nie dowiem ... (chyba wystarczy w portfelu oświadczenie nosić...), że majątek/dziedziczenie (a kto zabrania testament u notariusza spisać?), bo trudno się rozstać ... (małżeństwo to też obowiązki: dzieci, rodzina..., trzeba być odpowiedzialnym, dlatego sądy próbują najpierw pogodzić, a jak byście chcieli). 9. Ale przymusu nie ma. 10. Można sobie żyć bez ślubu, mieć dzieci, majątek dzielić i ustalić jak się chce (testamenty i prawo). 11. Rozumiem, że życie bez ślubu niesie pewne dolegliwości (wspomniane wyżej), ale też szereg korzyści: łatwość rozstania ... 12. Dolegliwości o których pisałem można łatwo znieść poprzez zmianę kilku zapisów w istniejących ustawach/kodeksach bez potrzeby wymyślania czegoś co się nazywa związkiem partnerskim, wg mnie wyłącznie po to aby łatwiej przełknięto związki dla homo.
13. A dla homo taka ustawa jest potrzebna, głównie po to, aby zwiększyć akceptację społeczną, bo prawnie też wiele rzeczy można załatwić zmieniajac inne ustawy. Jednak taka ustawa dla par homo, spowoduje jakby "podniesienie" statusu homoseksualistów w społeczeństwie, a ich związki jakby legalne w świetle prawa, co wg mnie spowoduje jeszcze większą akceptację dla tych par w społeczeństwie.
Ja uważam, że właśnie ten problem dotyczy głównie par homo i tu nie trzeba niczego zawężać, tak po prostu jest. Natomiast faktem jest, że mówi się głównie o gejach i to jest pewne zawężanie, bo też w wielu kwestiach same problemy lesbijek i gejów są nieco inne (choćby adopcja).
Osobiście jestem jak dotychczas, generalnie przeciwnikiem adopcji dzieci przez pary homo. Nie znam na ten temat badań odpowiadających na kluczowe pytania dotyczące różnych cech i zachowań takich dzieci i później jako dorosłych. Chciałbym po prostu wiedzieć, czy dzieci wychowane przez pary homo, funkcjonują później w społeczeństwie nie gorzej niż dzieci wychowane przez pary hetero uwzględniając szereg różnych parametrów, np: edukacja, sukces życiowy, rodzinny, ...
|
|
 | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >Szczerze napiszę, że jak dla mnie, to ja nie rozumiem, po co mają być związki partnerskie dla hetero. Dla homoseksualistów to kapuję, ale dla hetero, za cholerę pojąć nie mogę: ... bo kojarzysz związki hetero wyłącznie z miłością/seksem. A relacje międzyludzkie są dużo bardziej powikłane, wręcz szalone czasami. O konkubinacie chyba nie muszę pisać, wiadomo problem z rozwodem - a dzieci też się w takich związkach rodzą, i wspólne mieszkanie nieraz mają. Poza tym istnieją ludzie którzy chcą zakładać związki, ale mają np. fobię przed "małżeństwem". Są ludzie którzy chcieliby taki związek zarejestrować ze względu na dziecko, lecz chcą zachować "wolność osobistą" w sferze erotycznej i innej. Choć może to wydawać się dziwne (dla ojej znajomej to forma zboczenia psychicznego), to są ludzie którzy chcieliby w ten sposób zalegalizować prawa do wspólnego majątku. Mentalność ludzka jest tak "szalona" że mnie chyba nic już nie zdziwi, w tej kwestii. No i nie mam zamiaru dociekać powodów takich decyzji, choć mnie samemu wydaje się czasami dziwna chęć zawarcia "związku partnerskiego" zamiast ślubu. Mam dość wtrącania się innych w moje osobiste sprawy, i tak samo nie chcę się wtrącać do innych. Przynajmniej tak długo, jak długo taki związek nie wiąże się to z drastycznym łamaniem praw innych ludzi... ... dobrym przykładem na to, że istnieje szereg związków które nie podlegają pod pojęcie "małżeństwa, jest Francja. Prawo o "zarejestrowanych związkach partnerskich" we Francji (związek nazywany PACS) stosuje się dla osób różnej płci, które nie życzą sobie zawierania związków małżeńskich. 90% umów partnerskich zawartych we Francji w 2006 roku dotyczyło par heteroseksualnych[1]. PACS-y stanowiły 17,7% wszystkich rodzajów legalnych związków zawieranych we Francji w 2005 roku (reszta to małżeństwa)... ... inna sprawa, że cała ta sytuacja wiąże się również z tym kto ma decydować jak powinien wyglądać tzw. "normalny związek". Czy ma o tym decydować KRK, czy inna religia? Czy może sam zainteresowany człowiek...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | > ... bo kojarzysz związki hetero wyłącznie z miłością/seksem. Dlaczego tak sądzisz? Przecież pisałem o problemach majątkowych, informacyjnych, dzieciach, itd ... Dostrzegam też wiele innych aspektów związków hetero poza miłością i seksem.
>O konkubinacie chyba nie muszę pisać, wiadomo problem z rozwodem - a dzieci też się w takich związkach rodzą, i wspólne mieszkanie nieraz mają.
Zgadza się, ale przecież można to rozwiązać na kilka sposobów: ślub, testament, umowa ...
>Poza tym istnieją ludzie którzy chcą zakładać związki, ale mają np. fobię przed "małżeństwem". Fobie to chyba rodzaj choroby lub zaburzenia, nie widzę sensu aby dostosowywać prawo do czyichś fobii.
>Są ludzie którzy chcieliby taki związek zarejestrować ze względu na dziecko, lecz chcą zachować "wolność osobistą" w sferze erotycznej i innej.
A od kiedy to małżeństwo hamuje wolność osobistą? Tak samo małżeństwo, jak i inny związek opiera się na "umowie" dwóch partnerów. Małżeństwo dodatkowo wspiera państwo, ale jak wezmą ślub i się dogadają, że w piątki mogą uprawiać seks z innym partnerem, to nic nikomu do tego. Nikt ich za to nie ukaże, nie wsadzi do więzienia... Mogą robić co chcą. Nie trzeba do tego żadnej nowej formuły prawnej.
>Choć może to wydawać się dziwne (dla ojej znajomej to forma zboczenia psychicznego), to są ludzie którzy chcieliby w ten sposób zalegalizować prawa do wspólnego majątku. Mentalność ludzka jest tak "szalona" że mnie chyba nic już nie zdziwi, w tej kwestii.
Ludzie mają różne zboczenia. Sprawy majątkowe można załatwić w inny sposób, po co do tego związek partnerski? Jestem przeciwnikiem dopasowywania prawa do różnych szalonych mentalności.
>No i nie mam zamiaru dociekać powodów takich decyzji, choć mnie samemu wydaje się czasami dziwna chęć zawarcia "związku partnerskiego" zamiast ślubu. Mam dość wtrącania się innych w moje osobiste sprawy, i tak samo nie chcę się wtrącać do innych. Przynajmniej tak długo, jak długo taki związek nie wiąże się to z drastycznym łamaniem praw innych ludzi...
Ja też nie mam zamiaru dociekać za bardzo, kto jak chce żyć. Ale uważam, że nie trzeba tworzyć bytów ponad miarę. Może się okazać, że za kilka lat łysi cykliści zażądają wydawania odrębnych kart rowerowych tylko dla łysych. Bo będą tak chcieli (zboczenie, albo mentalność). Wiem, przejaskrawiam, ale wszystkie albo prawie wszystkie problemy podnoszone przez zwolenników związków partnerskich można rozwiązać w inny sposób, bez większych problemów. > ... dobrym przykładem na to, że istnieje szereg związków które nie podlegają pod pojęcie "małżeństwa, jest Francja. Prawo o "zarejestrowanych związkach partnerskich" we Francji (związek nazywany PACS) stosuje się dla osób różnej płci, które nie życzą sobie zawierania związków małżeńskich. 90% umów partnerskich zawartych we Francji w 2006 roku dotyczyło par heteroseksualnych[1]. PACS-y stanowiły 17,7% wszystkich rodzajów legalnych związków zawieranych we Francji w 2005 roku (reszta to małżeństwa)... Dobrze, istnieją tam takie związki. To, jak dla mnie za słaby argument za ich wprowadzeniem. > ... inna sprawa, że cała ta sytuacja wiąże się również z tym kto ma decydować jak powinien wyglądać tzw. "normalny związek". Czy ma o tym decydować KRK, czy inna religia? Czy może sam zainteresowany człowiek...
I to jest wg mnie główna przyczyna chęci wprowadzenia związków partnerskich dla hetero. Małżeństwo kojarzy się z religią, KrK. To fakt... Ale każdy kojarzy jak kojarzy. Nikt nie zabrania, zwłaszcza KK aby ateista wziął ślub cywilny i żył jak chciał. I tak istnieją w percepcji społeczeństwa dwa rodzaje ślubów: kościelne i cywilne, a teraz mamy jeszcze dołożyć kolejne? Po co? Dla dobrego samopoczucia? Dla mnie to zwyczajna przesada. Tzw "normalność" jest tylko odzwierciedleniem opinii większości. Dzisiaj ok. 1/3 małżeństw się rozwodzi, i jest to normalne, większość osób zdradza swoich partnerów i to też jest już normalne, coraz więcej par małżeńskich żyje w wolności seksualnej i innej i to też zaczyna być normalne, itd ...
A to że KrK ma określony pogląd na małżeństwo, to nie powód aby tworzyć nowy byt. Ja rozumiem ten dyskomfort, gdy niektórzy ateiści bierą ślub cywilny i stają się żoną lub mężem i kojarzy to im się z sakramentami w kościele, księdzem, tymi wszystkimi naukami o małżeństwie, rolą kobiety i mężczyzny itd... I pewnie rzygać im się chce. Byłoby bardziej nowocześnie być "partnerem" po prostu.
Tyle tylko, że w mojej opinii, to co komu się kojarzy i z czym, to zbyt słaby argument aby zmieniać prawo i tworzyć jakieś nowe byty, zwłaszcza gdy faktycznie poważnych argumentów prawie nie ma.
|
|
 | 2 na 2 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | > Chciałbym po prostu wiedzieć, czy dzieci wychowane przez pary homo, funkcjonują później w społeczeństwie nie gorzej niż dzieci wychowane przez pary hetero uwzględniając szereg różnych parametrów, np: edukacja, sukces życiowy, rodzinny, ... >
Ponieważ nie dysponuję konkretnymi danymi w tej sprawie, proponuję eksperyment myślowy: Gdyby istniały jakiekolwiek dowody, że dzieci wychowywane przez pary homo są w jakikolwiek sposób upośledzone względem "normalnych" dzieci, kręgi kościelne i inne, extrakonserwatywne, wynosiłyby to pod niebiosa przy każdej okazji... Brak takich "objawień" świadczy o tym, że jedynym argumentem sa obawy: "Kto wie, co się stanie, jakie okropności mogą się pojawić, gdy ....."- i tu mozna wstawić, co komu w duszy gra - np. adopcja dzieci przez pary homo. Nie tak dawno, w tym miejscu mogłyby się znaleść prawa wyborcze dla kobiet ...
|
|
|  | 1 na 1 |
| |  | ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Dzięki za link, przejrzałem, interesujące - ale - IMO - nic nierozstrzygające....
|
|
| | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >Dzięki za link, przejrzałem, interesujące - ale - IMO - nic nierozstrzygające....
Nie ma też dowodów, że dzieci wychowywane przez ateistów normalnie funkcjonują w głównie, przyznajcie, religijnym społeczeństwie. Trzeba rozważyć prawo ateistów do adopcji.
|
|
| | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Dzięki za link, przejrzałem, interesujące - ale - IMO - nic nierozstrzygające.... >Nie ma też dowodów, że dzieci wychowywane przez ateistów normalnie funkcjonują w głównie, przyznajcie, religijnym społeczeństwie. Trzeba rozważyć prawo ateistów do adopcji.
W tych sprawach znaczenie ma stan aktualny. Jest jakoś, to "jakoś" nie "krzyczy", a zatem dalej jest jakoś. Inaczej mówiąc, gdyby się okazało, że dzieci ateistów są jakieś dziwne, wtedy zaczął by się jakiś proces zmian. W przypadku par homo, to one chcą zmiany i trzeba jakoś przekonać społeczeństwo do tych zmian i sprawdzić, czy zmiana będzie OK. Stąd ta potrzeba sprawdzenia.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Stąd ta potrzeba sprawdzenia.
Niechże pan odróżnia potrzebę od pretekstu.
Nowość i "zmiany" to jedynie pretekst do uzasadniania skandalicznych sposóbów postępowania, które, gdyby były wymierzone w inne grupy, od razu okrzyknięte by były ordynarnym zamachem na wolność i równość.
Świadczą one jednak tylko o podłości i małej wyobraźni. 50 lat temu w zachodnich społecznościach jawny ateista spotkałby się być może z podobnym oporem przy adopcji jak dzisiaj lesbijka. Zaś w XIX wieku uznawano czasami za stosowne "ratowanie" dzieci przez żydostwem przez odbieranie ich rodzicom i wychowywanie w "normalnych"rodzinach.
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Niechże pan odróżnia potrzebę od pretekstu. >Nowość i "zmiany" to jedynie pretekst do uzasadniania skandalicznych sposóbów postępowania, które, gdyby były wymierzone w inne grupy, od razu okrzyknięte by były ordynarnym zamachem na wolność i równość. >Świadczą one jednak tylko o podłości i małej wyobraźni. 50 lat temu w zachodnich społecznościach jawny ateista spotkałby się być może z podobnym oporem przy adopcji jak dzisiaj lesbijka. Zaś w XIX wieku uznawano czasami za stosowne "ratowanie" dzieci przez żydostwem przez odbieranie ich rodzicom i wychowywanie w "normalnych"rodzinach.
Ja dostrzegam taką potrzebę. Dostrzegałbym ją również gdyby single lub księża chcieli adoptować dzieci.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Ja dostrzegam taką potrzebę. Dostrzegałbym ją również gdyby single lub księża chcieli adoptować dzieci.
Single (w tym homoseksualni) od zawsze mogą adoptować dzieci.
Jak ci tłumaczyłem w innej odpowiedzi: to czysta homofobia cię motywuje, żadne tam argumenty za "pełną rodziną, mamą i tatą", które nigdy poważnie nie były brane przy rozpatrywaniu prawa do adopcji.
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | > > Chciałbym po prostu wiedzieć, czy dzieci wychowane przez pary homo, funkcjonują później w społeczeństwie nie gorzej niż dzieci wychowane przez pary hetero uwzględniając szereg różnych parametrów, np: edukacja, sukces życiowy, rodzinny, ... >>Ponieważ nie dysponuję konkretnymi danymi w tej sprawie, proponuję eksperyment myślowy: Gdyby istniały jakiekolwiek dowody, że dzieci wychowywane przez pary homo są w jakikolwiek sposób upośledzone względem "normalnych" dzieci, kręgi kościelne i inne, extrakonserwatywne, wynosiłyby to pod niebiosa przy każdej okazji... >Brak takich "objawień" świadczy o tym, że jedynym argumentem sa obawy: "Kto wie, co się stanie, jakie okropności mogą się pojawić, gdy ....."- i tu mozna wstawić, co komu w duszy gra - np. adopcja dzieci przez pary homo. Nie tak dawno, w tym miejscu mogłyby się znaleść prawa wyborcze dla kobiet ...
Eksperyment myślowy jest OK, ale nadal to słaby argument. Może trochę uprawdopodabnia pogląd, że jednak z dziećmi wychowanymi w rodzinach homo, jest wszystko tak samo OK jak w rodzinach hetero. Dla mnie to jednak za słabe, aby zaakceptować te adopcje. I nie chodzi tutaj o żadne "upośledzenie", ale o to jak uwzględniając różne parametry, dzieci te potem funkcjonują w dorosłym życiu. Można bowiem, wykonując eksperyment myślowy wyobrazić sobie, że mogą mieć problem z szeroko pojętą seksualnością, postrzeganiem płci, itd (większość dzieci wychowywanych przez pary homo to będą dzieci hetero), z drugiej strony dzieci takie w dorosłym życiu wydaje się iż powinny być bardziej tolerancyjne, itd... Są zatem prawdopodobne plusy i minusy, na wielu płaszczyznach. Ale jak jest faktycznie? Ja potrzebuję rzetelnej analizy, wskazanie zalet i wad takiego rozwiązania dla wielu grup społecznych i wtedy mogę wyrobić sobie opinię. Jak dotychczas nie wpadły mi w ręcę takie opracowania, dlatego jestem na etapie rozpoznawania.
Jeśli okaże się, że nie ma istotnej przewagi zalet i wad, to nie będę widział problemu z adopcją dzieci przez pary homo.
|
|
| |  | 5 na 5 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | My dobrze wiemy, bo na ten temat istnieją opracowania, statystyki, analizy, jak funkcjonuja dzieci z rodzin patologicznych, alkoholicznych, pełnych przemocy; jak funkcjonują dzieci tam, gdzie biznes i pogoń za pieniądzem stawia je na którymś z kolei miejscu w hierarchii wartości; jak funkcjonują dzieci z biduli i domów poprawczych; jak funkcjonują dzieci z naprawdę biednych rodzin na zapadłej prowincji. Jak funkcjonują dzieci z niepełnych, rozbitych rodzin. I ta cała konkretna wiedza okazuje się mało istotna w porównaniu z wyobrażeniem "co też może się stać, gdy para homo adoptuje dziecko!"
|
|
| | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >My dobrze wiemy, bo na ten temat istnieją opracowania, statystyki, analizy, jak funkcjonuja dzieci z rodzin patologicznych, alkoholicznych, pełnych przemocy; jak funkcjonują dzieci tam, gdzie biznes i pogoń za pieniądzem stawia je na którymś z kolei miejscu w hierarchii wartości; jak funkcjonują dzieci z biduli i domów poprawczych; jak funkcjonują dzieci z naprawdę biednych rodzin na zapadłej prowincji. Jak funkcjonują dzieci z niepełnych, rozbitych rodzin. I ta cała konkretna wiedza okazuje się mało istotna w porównaniu z wyobrażeniem "co też może się stać, gdy para homo adoptuje dziecko!" Nie kapuję zupełnie o co Ci chodzi. Co wiedza na temat różnych patologii ma wspólnego z akceptacją adopcji przez pary homoseksualne? Możesz to wyjaśnić.
|
|
| | | |  | 2 na 2 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Chodzi mi o to, że ci, co się przejmuja hipotetycznymi krzywdami, które jakoby mają czekać dzieci adoptowane przez pary homo, zupełnie nie zauważaja konkretnych cierpień, jakich doznaja dzieci w rodzinach patologicznych - choć są to związki hetero. Dla mnie to są szczyty hipokryzji. Ta wypowiedź nie jest skierowana do Ciebie, jest to mój ogólny pogląd na dyskutowana sprawę.
|
|
| | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Chodzi mi o to, że ci, co się przejmuja hipotetycznymi krzywdami, które jakoby mają czekać dzieci adoptowane przez pary homo, zupełnie nie zauważaja konkretnych cierpień, jakich doznaja dzieci w rodzinach patologicznych - choć są to związki hetero. Dla mnie to są szczyty hipokryzji. >Ta wypowiedź nie jest skierowana do Ciebie, jest to mój ogólny pogląd na dyskutowana sprawę.
OK, rozumiem, bo myślałem przez chwilę, że chodzi Ci o to, aby te dzieci od tych patologii uwalniać i że pewnie byłoby im lepiej w rodzinach homo.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >Chodzi mi o to, że ci, co się przejmuja hipotetycznymi krzywdami, które jakoby mają czekać dzieci adoptowane przez pary homo, zupełnie nie zauważaja konkretnych cierpień, jakich doznaja dzieci w rodzinach patologicznych - choć są to związki hetero. Dla mnie to są szczyty hipokryzji.
W całym tym bałaganie tradycyjnie nikt "zainteresowanych" o zdanie nie pyta. Nie wiem jak to jest w przypadku starszych dzieci ale podejrzewam że w adopcji głównie rozchodzi się tu o małe dzieci. A jak powszechnie wiadomo dzieci i ryby głosu nie mają.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > W całym tym bałaganie tradycyjnie nikt "zainteresowanych" o zdanie nie pyta. Nie wiem jak to jest w przypadku starszych dzieci ale podejrzewam że w adopcji głównie rozchodzi się tu o małe dzieci.A ktoś pyta czy chcą na matkę tę rudą piegowatą, która przeszła pomyślnie procedurę adopcyjną?
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny"
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | >A ktoś pyta czy chcą na matkę tę rudą piegowatą, która przeszła pomyślnie procedurę adopcyjną?
Nie wiem ale należałoby.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | >>A ktoś pyta czy chcą na matkę tę rudą piegowatą, która przeszła pomyślnie procedurę adopcyjną? >Nie wiem ale należałoby. Może należałoby też pytać nie tylko o matki adopcyjne, ale i biologiczne, bo może dzieciak nie chciałby tej rudej za biologiczną matkę i wolałby urodzić się komu innemu...
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | >Może należałoby też pytać nie tylko o matki adopcyjne, ale i biologiczne, bo może dzieciak nie chciałby tej rudej za biologiczną matkę i wolałby urodzić się komu innemu...
To prawda. Wiesz, przez całe moje życie zupełnie nieistotne dla mnie było czy moja mama obiektywnie rzecz biorąc jest atrakcyjna czy obciachowa i sądzę, że musiałbym mieć bardzo poważny powód, żeby nad tym się zastanawiać i pod tym kątem ją oceniać.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | > >A ktoś pyta czy chcą na matkę tę rudą piegowatą, która przeszła pomyślnie procedurę adopcyjną?> Nie wiem ale należałoby.W przypadku starszych dzieci? Owszem, to dość logiczne oczekiwanie. Jednak w przypadku tych młodszych (o które, jak sądzę, głównie chodziło przedmówcy) to zazwyczaj niemożliwe.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny"
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) | >W przypadku starszych dzieci? Owszem, to dość logiczne oczekiwanie. >Jednak w przypadku tych młodszych (o które, jak sądzę, głównie chodziło przedmówcy) to zazwyczaj niemożliwe.
Jeśli niemożliwe, to oczywiście bez sensu ale jeśli możliwe, to uważam, że zdanie dziecka powinno być bardzo ważne jeśli nie nawet decydujące. Alicja mówiła kiedyś, że życie dziecka w bidulu jest ciężkie i myślę sobie, że jeśli dziecko woli jednak bidul niż tę rudą piegowatą, to musi być z nią coś bardzo nie tak. Coś czego może nie definiują normy prawne lub coś czego nie można jej z góry zarzucić i udowodnić ale z czym jednak dziecko nie czuje się dobrze i bezpiecznie. Jestem za tym by zaufać intuicji dziecka w tym przypadku jakkolwiek głupie może się to wydawać.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | >>W całym tym bałaganie tradycyjnie nikt "zainteresowanych" o zdanie nie pyta. Nie wiem jak to jest w przypadku starszych dzieci ale podejrzewam że w adopcji głównie rozchodzi się tu o małe dzieci. >A ktoś pyta czy chcą na matkę tę rudą piegowatą, która przeszła pomyślnie procedurę adopcyjną?
Otóż to. W takim razie ludzie starający się o adopcje powinni adoptować na zasadzie pierwsze z brzegu. Nie ważne chłopiec czy dziewczynka, brzydkie czy ładne, mądre czy głupie.
|
|
| |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) |
>Ja potrzebuję rzetelnej analizy, wskazanie zalet i wad takiego rozwiązania dla wielu grup społecznych i wtedy mogę wyrobić sobie opinię. Jak dotychczas nie wpadły mi w ręcę takie opracowania, dlatego jestem na etapie rozpoznawania.
Potrzebujesz rzetelnej analizy by dojść do wniosku, czy aby na pewno można skończyć dyskryminować ludzi.
A nie powinno być na odwrót?
|
|
| | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Ja potrzebuję rzetelnej analizy, wskazanie zalet i wad takiego rozwiązania dla wielu grup społecznych i wtedy mogę wyrobić sobie opinię. Jak dotychczas nie wpadły mi w ręcę takie opracowania, dlatego jestem na etapie rozpoznawania. >Potrzebujesz rzetelnej analizy by dojść do wniosku, czy aby na pewno można skończyć dyskryminować ludzi. >A nie powinno być na odwrót?
To nie takie proste. Adopcja jest po to, aby dać dzieciom lepsze warunki życia i rodzicom zaspokojenie ich rodzicielskich potrzeb, rozwiązując przy okazji problemy społeczne. Jednak przede wszystkim liczy się dobro dzieci. Seksualizm jest cechą danego człowieka, tak jak i inne cechy. Jeden jest prosty, drugi garbaty, trzeci ma szczerbate zęby, czwarty jest gejem, piąty hetero, szósty jest inwalidą, siódmy pracuje, ósmy jest po zawale, dziewiąty po odsiadce, dziesiąty nie ma pracy, jedenasty ...
Nie każdy może adoptować dzieci, musi spełniać określone wymagania - to też w pewnym sensie można nazwać dyskryminacją, ale rozumiem, że w przypadku homoseksualistów jest problem inny - bo oni nawet nie mogą się starać i wygląda na to, że są dyskryminowani. Gdyby jednak popatrzeć z perspektywy dobra dziecka ...
1. Faktem jest, że adopcja w Polsce dotyczy tylko małżeństw, jest to kulturowo uwarunkowane i tak mamy "w spadku". Adopcja w Polsce jest trudna, wymagania dość duże... Teoretycznie wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie aby pary homo adoptowały dzieci, zwłaszcza gdy zestawimy sobie patologie które dzieją się w różnych tradycyjnych rodzinach, z dobrze ubraną i kulturalną parą gejów, to aż się prosi aby Ci fajni ludzie mieli prawo adoptować dzieci. I tak to się wydaje, ale ...
2. Faktem jest, że długość związków par homoseksualnych jest krótsza od małżeństw. Niesie to w porównaniu z hetero większe ryzyko problemów dla tych adoptowanych dzieci: dzieci się przyzwyczajają, potrzebują bezpieczeństwa.
3. Faktem jest, że przez wiele lat i jeszcze dzisiaj ryzyko zachorowania na różne choroby, w tym zaburzenia psychiczne, zarażenie HIV, jest bardziej prawdopodobne wśród par homo, zwłaszcza mężczyzn.
4. Faktem jest, że pary homoseksualne, są dyskryminowane w społeczeństwie. Jak będzie postrzegane dziecko dwóch gejów w swojej szkole? Ja wiem, że to jest dramat, bo istniejąca dyskryminacja może rodzić kolejną. Nie mniej jednak dzieci nie są od tego, aby odgórnie likwidować dyskryminację. Na to trzeba czasu, aby społeczeństwo się z tym oswoiło.
5. Faktem jest, że naturalnie do wychowania dzieci (można powiedzieć ewolucyjnie) przygotowane są pary hetero, dzieci bowiem potrzebują i ojca i matki, to te różne płcie przekazują im inne zachowania i postawy.
Istnieje zatem kilka powodów (pewnie są jeszcze inne), które homoseksualistów jako grupę, stawiają w sytuacji trudniejszej jako potencjalnych rodziców, stąd dopuszczenie ich do adopcji, wymaga wyjaśnienia różnych zagrożeń dla dzieci. To nie ma nic wspólnego z dyskryminacją (mogę mówić tylko za siebie oczywiście), to zwykła ostrożność, w sytuacji gdy są argumenty aby być ostrożnym.
Dotychczasowe różne badania na ten temat są poważnie ograniczone, dlatego trudno o wyrobienie sobie jednoznacznej opinii, chociaż mimo wielu braków większość badań wskazuje, generalnie na brak różnic pomiędzy dziećmi wychowanymi w rodzinach homo i hetero. Mnie jednak to nie przekonuje na tyle, aby jednoznacznie stwierdzić jak być powinno.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >To nie takie proste.
To właśnie dokładnie tak proste.
>Adopcja jest po to, aby dać dzieciom lepsze warunki życia i rodzicom zaspokojenie ich rodzicielskich potrzeb, rozwiązując przy okazji problemy społeczne. Jednak przede wszystkim liczy się dobro dzieci.
W takim razie należy rozważyć każda grupę, co do której można mieć podejrzenia, że wychowywanemu przez jej członków dziecku może coś grozić (statystycznie).
Na przykład Żydzi czy ateiści. Rozumiemy ich prawa i chęć posiadania dzieci, ale jest jak jest i dzieci adoptowane przez takich ludzi narażane są na szykany. Dobro dzieci przede wszystkim, zakazać, lub udowodnić, że jednak te szykany nie są tak groźne.
>Nie każdy może adoptować dzieci, musi spełniać określone wymagania - to też w pewnym sensie można nazwać dyskryminacją, ale rozumiem, że w przypadku homoseksualistów jest problem inny - bo oni nawet nie mogą się starać i wygląda na to, że są dyskryminowani. Gdyby jednak popatrzeć z perspektywy dobra dziecka ...
Trafiłeś w sedno. Adopcja dzieci to nie rozdawnictwo. Rodzice są starannie badani pod kątem kompetencji. Gdy z góry skreślasz całą grupę ludzi ze względu na cechę nie związaną z rodzicielskimi kompetencjami, to uprawiasz zwykłą dyskryminację, a nie dbasz o dobro dzieci. Jak w przykładzie wyżej, to tak jakby zabronić adopcji Żydom czy ateistom i tłumaczyć jakimiś tam wątpliwościami.
>2. Faktem jest, że długość związków par homoseksualnych jest krótsza od małżeństw. Niesie to w porównaniu z hetero większe ryzyko problemów dla tych adoptowanych dzieci: dzieci się przyzwyczajają, potrzebują bezpieczeństwa.
Chyba na głowę upadłeś! Co, każdego związku jest krótsza? Chyba nie. Jest krótsza, ponieważ związki homo są poddane permanentnej prześladowczej presji. gdyby ateiści nie mieli prawnej możliwości zawierania małżeństw, a ich związki byłby "jałową perwersją", zaś najnormalniejsze okazywanie uczuć uznawane za "obnoszenie się", nagle odkrylibyśmy, że "związki ateistyczne są krótsze od małżeństw". To jakieś pomieszanie przyczyn ze skutkami.
>3. Faktem jest, że przez wiele lat i jeszcze dzisiaj ryzyko zachorowania na różne choroby, w tym zaburzenia psychiczne, zarażenie HIV, jest bardziej prawdopodobne wśród par homo, zwłaszcza mężczyzn.]
Ok, ja się wyłączam, to odpierdolona homofobia, która dla mnie jest równoznaczna z "żydy do gazu". Nie jest bardziej prawdopodobna "wśród par homo", tylko u ludzi o określonych zachowaniach seksualnych. Mozna być hetero i wykazywać dokładnie te same zachowania. A większa częstotliwość niektórych w populacji "homo" to, tak się składa, efekt dyskryminacji, jedną z jej form jest traktowanie LGBT jak podludzi i zabranianie im rodzicielstwa.
Ogólnie, dałeś argument na poziomie nazistowskiej eugeniki wymierzonej w Żydów.
>4. Faktem jest, że pary homoseksualne, są dyskryminowane w społeczeństwie. Jak będzie postrzegane dziecko dwóch gejów w swojej szkole? Ja wiem, że to jest dramat, bo istniejąca dyskryminacja może rodzić kolejną. Nie mniej jednak dzieci nie są od tego, aby odgórnie likwidować dyskryminację. Na to trzeba czasu, aby społeczeństwo się z tym oswoiło.
To byłby argument, gdyby nie wolno było adoptować dzieci ateistom i Żydom, ale jakoś obie te dyskryminowane grupy mogą swobodnie eksperymentować na dzieciach i adoptować je celem odgórnej likwidacji dyskryminacji, mimo, że "dobro dzieci" wymagałoby odmawiania takim parom prawa do adopcji.
>5. Faktem jest, że naturalnie do wychowania dzieci (można powiedzieć ewolucyjnie) przygotowane są pary hetero, dzieci bowiem potrzebują i ojca i matki, to te różne płcie przekazują im inne zachowania i postawy. >Istnieje zatem kilka powodów (pewnie są jeszcze inne), które homoseksualistów jako grupę, stawiają w sytuacji trudniejszej jako potencjalnych rodziców, stąd dopuszczenie ich do adopcji, wymaga wyjaśnienia różnych zagrożeń dla dzieci.
To już jest zwyczajnie nienaukowa bzdura wyssana z brudnego homofobicznego palucha.
>Dotychczasowe różne badania na ten temat są poważnie ograniczone, dlatego trudno o wyrobienie sobie jednoznacznej opinii, chociaż mimo wielu braków większość badań wskazuje, generalnie na brak różnic pomiędzy dziećmi wychowanymi w rodzinach homo i hetero.
Uhmm, nie. Dość dobre metodologicznie badania, wykazują, że lesbijki są statystycznie lepszymi rodzicami od par hetero, które są lepsze od par gejowskich. To tyle, gdy chcemy się trzymać faktów.
>Mnie jednak to nie przekonuje na tyle, aby jednoznacznie stwierdzić jak być powinno.
Bo jesteś homofobem.
|
|
| | | | |  | -2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > W takim razie należy rozważyć każda grupę, co do której można mieć podejrzenia, że wychowywanemu przez jej członków dziecku może coś grozić (statystycznie).Tak, należy rozważyć każdą "nową" grupę której zamierza się umożliwić adopcję. Tak, należy rozważyć ograniczenie adopcji każdej grupie (aktualnie posiadającej taką możliwość), jeśli badania wykażą podstawy do tego. > Na przykład Żydzi czy ateiści...Żydzi i ateiści (jak rozumiem w Polsce, bo chyba nie w Izraelu) mogą adoptować dzieci. Nie słyszałem nic o tym, aby dzieci wychowywane przez te grupy były na coś narażone. Ewentualne szykany ze względu na ateizm czy pochodzenie, są takie same dla własnych, jak i adoptowanych dzieci. Poza tym nie słyszałem nigdzie aby szykany z tych powodów były jakieś poważne. > Trafiłeś w sedno. Adopcja dzieci to nie rozdawnictwo. Rodzice są starannie badani pod kątem kompetencji. Gdy z góry skreślasz całą grupę ludzi ze względu na cechę nie związaną z rodzicielskimi kompetencjami, to uprawiasz zwykłą dyskryminację, a nie dbasz o dobro dzieci. Jak w przykładzie wyżej, to tak jakby zabronić adopcji Żydom czy ateistom i tłumaczyć jakimiś tam wątpliwościami.A co powiesz np o kryminalistach? Przecież są też kryminaliści, którzy swoje odsiedzieli i też nie można skreślać całej grupy, prawda? A ludzie karani za coś mają wiele ograniczeń w życiu publicznym. A przecież niejeden z nich byłby genialnym tatą adopcyjnym, urzędnikiem, posłem. Przepraszam za drastyczny przykład, ale chciałem pokazać, że cała grupa jest w pewien sposób "podejrzana", tak jak homoseksualiści niosą statystyczne większe zagrożenia dla dzieci o których pisałem. Nie rozpatrujemy tego indywidualnie, ale jako całą grupę (ludzi o określonych cechach). > >2. Faktem jest, że długość związków par homoseksualnych jest krótsza od małżeństw.> Chyba na głowę upadłeś! Co, każdego związku jest krótsza? Chyba nie. Jest krótsza, ponieważ związki homo są poddane permanentnej prześladowczej presji. gdyby ateiści nie mieli prawnej możliwości zawierania małżeństw, a ich związki byłby "jałową perwersją", zaś najnormalniejsze okazywanie uczuć uznawane za "obnoszenie się", nagle odkrylibyśmy, że "związki ateistyczne są krótsze od małżeństw". To jakieś pomieszanie przyczyn ze skutkami.Statystycznie związki homo są krótsze. A zatem dzieci adoptowane mają większą szansę przezywać tragedie rodzinne. > >3. Faktem jest, że przez wiele lat ...> Ok, ja się wyłączam, to odpierdolona homofobia, która dla mnie jest równoznaczna z "żydy do gazu". Nie jest bardziej prawdopodobna "wśród par homo", tylko u ludzi o określonych zachowaniach seksualnych. Mozna być hetero i wykazywać dokładnie te same zachowania. A większa częstotliwość niektórych w populacji "homo" to, tak się składa, efekt dyskryminacji, jedną z jej form jest traktowanie LGBT jak podludzi i zabranianie im rodzicielstwa.> Ogólnie, dałeś argument na poziomie nazistowskiej eugeniki wymierzonej w Żydów.Wydawało mi się do tej pory, że ryzyko zachorowań na niektóre choroby, w tym AIDS, występuje częściej u homoseksualistów niż u hetero, oczywiście nie dlatego, że są homo, tylko dlatego, że zachowują się w taki a nie inny sposób. Wikipedia podaje, że: "W USA męscy homoseksualiści odpowiadają za około 50% zakażeń HIV ogółem i 67% wśród mężczyzn[133], przy czym w latach 2002-2007 wartość ta wynosiła 55%[134], następnie spadła do 47% i ponownie wzrosła do 51%". To co piszę, to fakty, a nie homofobia. > >4. Faktem jest, że pary homoseksualne, są dyskryminowane w społeczeństwie...> To byłby argument, gdyby nie wolno było adoptować dzieci ateistom i Żydom, ale jakoś obie te dyskryminowane grupy mogą swobodnie eksperymentować na dzieciach i adoptować je celem odgórnej likwidacji dyskryminacji, mimo, że "dobro dzieci" wymagałoby odmawiania takim parom prawa do adopcji.Inna jest sytuacja tych, którzy już mogą, a inna tych którzy chcą móc. Nie rozumiesz tego? To tak jak z lekami: nikt nie testuje urzędowo już używanych leków i są na rynku dopóki ktoś nie odkryje jakiś problemów. Ale żeby nowy lek wprowadzić musisz zrobić badania - czyli upewnić się na tyle, na ile można. Masz tutaj sytuację zastaną, a w przypadku homoseksualistów dopiero chcesz zmiany. To są inne sytuacje. A co by było gdyby księża chcieli adoptować dzieci? Wg Ciebie mogą? Przecież wykluczanie całej grupy to dyskryminacja! Nie widziałbyś zagrożeń w adopcji dzieci przez księży? Przecież na pewno niejeden ksiądz wychowałby dziecko lepiej niż ulica. > To już jest zwyczajnie nienaukowa bzdura wyssana z brudnego homofobicznego palucha.Ale co? > >Dotychczasowe różne badania na ten temat są poważnie ograniczone, dlatego trudno o wyrobienie sobie jednoznacznej opinii, chociaż mimo wielu braków większość badań wskazuje, generalnie na brak różnic pomiędzy dziećmi wychowanymi w rodzinach homo i hetero.> Uhmm, nie. Dość dobre metodologicznie badania, wykazują, że lesbijki są statystycznie lepszymi rodzicami od par hetero, które są lepsze od par gejowskich. To tyle, gdy chcemy się trzymać faktów.W wikipedii są zupełnie inne informacje. pl.wikipedia.org/wiki/Rodzicielstwo_LGBT> >Mnie jednak to nie przekonuje na tyle, aby jednoznacznie stwierdzić jak być powinno.> Bo jesteś homofobem.Nie prawda, jestem zwyczajnie ostrożny. Wychowanie dzieci przez pary homo niesie dla tych dzieci różne zagrożenia, które nie występują w parach hetero. Czy to może nieść istotne skutki, tego nie wiem, to wymaga sprawdzenia. Uważam, że nie można eksperymentować na dzieciach. Byłbym tak samo ostrożny, gdyby to single lub księża chcieli adoptować dzieci.
|
|
| | | | | |  | 6 na 6 | Sylwek (15472 punktów) |
> Statystycznie związki homo są krótsze. A zatem dzieci adoptowane mają większą szansę przezywać tragedie rodzinne.Zaś związki czarnych i białych europejczyków zarabiają mniej niż Azjatów - to w USA. Statystyka to wyjątkowo słaba wersja rasizmu i innych szowinizmów. > To co piszę, to fakty, a nie homofobia.Zasadniczo w metodologii odróżnia się korelację od związku przyczynowego. W wielu przypadkach jest to po prostu błąd metodologiczny, gdy mowa o ludziach, ci którzy nieodrózniaja tych pojęć kończą na rozprzestrzenianiu rasistowskich, seksistowskich czy homofobicznych właśnie stereotypów. Statystyki pokazują też na przykład, że kobiety zajmują się zwykle domem i są "słabe" z matematyki... Ktoś, kto jest debilem, może oczywiście powiedzieć, że nie jest seksistą, a to, że twierdzi, iż kobiety nadają się do domu i do garów to fakty. Ja nie dyskutuję z homofobami. Takie jak ta rozmowy na tym forum odbyły się wielokrotnie. Nie obchodzi mnie już prawdę mówiąc jakie jest twoje wewnętrzne przekonanie o słuszności, ale nie potrafisz odpowiedzieć nawet na najprostszy argument: dlaczego można "narażać" dzieci ateistów, a nie gejów? Dla ciebie wystarczająca odpowiedzią jest "bo ateistów się tradycyjnie naraża". To znaczy, że w ogóle cię nie obchodzi "dobro dzieci". To zasadniczo powoduje całkowity rozpad logiki twojej argumentacji. EOT. > Inna jest sytuacja tych, którzy już mogą, a inna tych którzy chcą móc. Nie rozumiesz tego?nie, z punktu widzenia etyki jest to dokładnie taka sam sytuacja. Ja ci mówię, że niesprawiedliwe się prześladuje LGBT, a ty mi, że to tradycja, więc ok. No co to jest jak nie homofobia? > To tak jak z lekami: nikt nie testuje urzędowo już używanych leków i są na rynku dopóki ktoś nie odkryje jakiś problemów.Leki to nie ludzie. No ale to tylko potwierdza, że geje i lesbijki to dla ciebie przedmioty, których losem i dobrostanem można dysponować jak losem i dobrostanem rzeczy. Dość homofobiczne, nie sądzisz? Czy twój argument byłby tak samo dobry stosowany w XIX wieku przez zwolenników niewolnictwa? Niewolnicy sa jak nieprzebadane leki, dawanie im wolności to wprowadzanie czegoś nowego na "rynek", trzeba najpierw przetestować. To ohydne podejście, rzygać mi się chce. Może tak mówić tylko uprzywilejowany społecznie biały właściciel niewolników/nazista/homofob. > Ale żeby nowy lek wprowadzić musisz zrobić badania - czyli upewnić się na tyle, na ile można. Masz tutaj sytuację zastaną, a w przypadku homoseksualistów dopiero chcesz zmiany. To są inne sytuacje. A co by było gdyby księża chcieli adoptować dzieci? Wg Ciebie mogą?Oczywiście, że mogą. JUŻ TERAZ. Znaczy, nie wiem jak na to patrzy prawo kanoniczne, może po adopcji muszą zrezygnować ze stanu kapłańskiego, ale stan kapłański jako taki przecie nie stanowi zastrzeżenia. > Przecież wykluczanie całej grupy to dyskryminacja! Nie widziałbyś zagrożeń w adopcji dzieci przez księży? Przecież na pewno niejeden ksiądz wychowałby dziecko lepiej niż ulica.Prawdę mówiąc nie widziałbym zagrożenia w adopcji przez "księży". Bo jakie? Zakładam, że mogliby oni dostosować swoje "życie zawodowe" do wymogów rodzicielstwa, ale to przecież normalne oczekiwanie wobec każdego rodzica adopcyjnego. > >Uhmm, nie. Dość dobre metodologicznie badania, wykazują, że lesbijki są statystycznie lepszymi rodzicami od par hetero, które są lepsze od par gejowskich. To tyle, gdy chcemy się trzymać faktów.> W wikipedii są zupełnie inne informacje.> pl.wikipedia.org/wiki/Rodzicielstwo_LGBTBuahahaha. W Fakcie opinie są jeszcze bardziej negatywne. Ale srsly, skoro już wiki, to czemu chociaż nie eng, tylko kurwinoidalna wikipedia z Bolandy? > Nie prawda, jestem zwyczajnie ostrożny.Przeciwnicy zniesienia segregacji rasowej i zakazu małżeństw między-rasowych też tylko chcieli być ostrożni. > Wychowanie dzieci przez pary homo niesie dla tych dzieci różne zagrożeniaW pokracznych umysłach Pawłowiczopodobnych kreatur. > Uważam, że nie można eksperymentować na dzieciach.Skończ z tym, twoja pełna akceptacja dla wystawiania dzieci na "zagrożenia", o ile jest to już "tradycją" pokazuje, że w ogóle dobro dzieci cię nie obchodzi. > Byłbym tak samo ostrożny, gdyby to single lub księża chcieli adoptować dzieci.Przecież single od zawsze mogą adoptować dzieci! Nie sądzisz chyba, że cała ta oderwana gadka o "mama i tata" ma cokolwiek wspólnego z rzeczowym argumentem. To tanie odwracanie uwagi od pogardliwej nienawiści do LGBT, która jest JEDYNYM rzeczywistym źródłem sprzeciwu wobec adopcji przez pary jednopłciowe. Żaden gej i lesbijka, o ile sytuacja egzystencjalna mu pozwala, nie będzie miał już teraz problemów z adopcją dzieci o ile zrobi to jako singiel. Homofobia wyziera ci z butów niczym słoma, jest nie tylko bezzasadna, ale obrzydliwie zadowolona z własnej ignorancji nieznajomości podstawowych faktów.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Statystycznie związki homo są krótsze. A zatem dzieci adoptowane mają większą szansę przezywać tragedie rodzinne. >Zaś związki czarnych i białych europejczyków zarabiają mniej niż Azjatów - to w USA. Statystyka to wyjątkowo słaba wersja rasizmu i innych szowinizmów. Dla mnie dane statystyczne to źródło informacji, a nie wersja rasizmu. >Zasadniczo w metodologii odróżnia się korelację od związku przyczynowego. W wielu przypadkach jest to po prostu błąd metodologiczny, gdy mowa o ludziach, ci którzy nieodrózniaja tych pojęć kończą na rozprzestrzenianiu rasistowskich, seksistowskich czy homofobicznych właśnie stereotypów. Faktem jest, że HIV występuje u homoseksualistów częściej niż u heteroseksualistów, dlatego, że częściej zachowują się w taki a nie inny sposób, bo to że są homo skłania do takich zachowań. Z tego wprost wynika, że prawdopodobieństwo zakażania HIV jest wyższe wśród homo niż hetero.
Od kiedy fakty naukowe są rozprzestrzenianiem homofobicznych stereotypów?
>Statystyki pokazują też na przykład, że kobiety zajmują się zwykle domem i są "słabe" z matematyki... Ktoś, kto jest debilem, może oczywiście powiedzieć, że nie jest seksistą, a to, że twierdzi, iż kobiety nadają się do domu i do garów to fakty. Jeśli prawdziwe są Twoje informacje o tym, że kobiety są "słabe" z matematyki, to można jedynie stwierdzić, że statystycznie są "słabsze" i tyle. Skoro są takie wyniki badań to tylko debil, nawet jeśli mówi, że debilem nie jest, może twierdzić, że kobiety są tak samo zdolne z matematyki. >Ja nie dyskutuję z homofobami. Takie jak ta rozmowy na tym forum odbyły się wielokrotnie. Nie obchodzi mnie już prawdę mówiąc jakie jest twoje wewnętrzne przekonanie o słuszności, ale nie potrafisz odpowiedzieć nawet na najprostszy argument: dlaczego można "narażać" dzieci ateistów, a nie gejów? Dla ciebie wystarczająca odpowiedzią jest "bo ateistów się tradycyjnie naraża". To znaczy, że w ogóle cię nie obchodzi "dobro dzieci". To zasadniczo powoduje całkowity rozpad logiki twojej argumentacji. EOT. Niczego nie zrozumiałeś. Masz jakiś stan aktualny (punkt zero): ateiści/żydzi/cykliści mogą adoptować dzieci. Stan ten istnieje od np 50 lat powiedzmy. Nie ma w stanie aktualnym żadnych informacji o tym, aby dzieciom adoptowanym przez ateistów/żydów/cyklistów działa się jakakolwiek krzywda ponad jakieś tam statystyczne średnie. Pojawia się pomysł, aby prawo do adopcji przyznać homoseksualistom/księżom/pedofilom/kryminalistom-mordercom po odsiadce.
Co zrobić? Otóż ja zrobię tak: sprawdzę aktualny stan wiedzy i wszystkie zagrożenia, jakie mogą się z tym wiązać dla DZIECI. Kryminalistów i pedofilów bym odrzucił bo wg mnie zbyt duże ryzyko. Krzyczeli by że mordercofob i pedofob jestem, trudno.
W przypadku homoseksualistów, księży brakowałoby mi pewności, czy wychowane przez te grupy dzieci STATYSTYCZNIE, nie odbiegałyby od normy. I jako człek ostrożny, nie pozwoliłbym im adoptować dzieci, dopóki bym się nie przekonał jakimiś wiarygodnymi badaniami. Także jestem taki homofob, księżofob.
Nie chodzi tutaj o tradycję, tylko o wiedzę kapujesz? W stanie aktualnym masz wiedzę, WIEDZĘ. Przykład z lekami miał Ci coś bardziej wyjaśnić, ale wybrałeś z niego tylko "gówno" do argumentacji, w dodatku "gówno" którego tam nie było....rzygać się chce.
>>A co by było gdyby księża chcieli adoptować dzieci? Wg Ciebie mogą? >Oczywiście, że mogą. JUŻ TERAZ. Znaczy, nie wiem jak na to patrzy prawo kanoniczne, może po adopcji muszą zrezygnować ze stanu kapłańskiego, ale stan kapłański jako taki przecie nie stanowi zastrzeżenia. Tak samo jak bycie homoseksualistą, nie stanowi przeszkody w adopcji, musisz tylko się ożenić i udawać zadowolonego heteryka. >Prawdę mówiąc nie widziałbym zagrożenia w adopcji przez "księży". Bo jakie? Zakładam, że mogliby oni dostosować swoje "życie zawodowe" do wymogów rodzicielstwa, ale to przecież normalne oczekiwanie wobec każdego rodzica adopcyjnego. A ja widzę, ich skłonności pedofilskie, które statystycznie są istotne. >Buahahaha. W Fakcie opinie są jeszcze bardziej negatywne. Ale srsly, skoro już wiki, to czemu chociaż nie eng, tylko kurwinoidalna wikipedia z Bolandy? Aha. Było by miło gdybyś podał link to bardziej wiarygodnych źródeł zamiast wyśmiewać Wiki. >>Nie prawda, jestem zwyczajnie ostrożny. >Przeciwnicy zniesienia segregacji rasowej i zakazu małżeństw między-rasowych też tylko chcieli być ostrożni. To nic nie znaczy. To że ktoś nazywał ostrożnością coś po to aby usprawiedliwiać niecne czyny lub zaniechania nie oznacza że wszyscy inni też tak robią. >>Wychowanie dzieci przez pary homo niesie dla tych dzieci różne zagrożenia >W pokracznych umysłach Pawłowiczopodobnych kreatur. Swoje wątpliwości wyraziłem, a to że one Cię trochę denerwują, to nie moja rzecz. A to ile razy będziesz próbował mnie obrazić świadczy o Tobie. >>Byłbym tak samo ostrożny, gdyby to single lub księża chcieli adoptować dzieci. >Przecież single od zawsze mogą adoptować dzieci! Nie sądzisz chyba, że cała ta oderwana gadka o "mama i tata" ma cokolwiek wspólnego z rzeczowym argumentem. To tanie odwracanie uwagi od pogardliwej nienawiści do LGBT, która jest JEDYNYM rzeczywistym źródłem sprzeciwu wobec adopcji przez pary jednopłciowe. Żaden gej i lesbijka, o ile sytuacja egzystencjalna mu pozwala, nie będzie miał już teraz problemów z adopcją dzieci o ile zrobi to jako singiel. Tak masz rację single mogą adoptować dzieci, tyle że to znacznie trudniejsze dla nich.
Wg mnie chorobliwe jest twierdzenie, że 93% polskiego społeczeństwa (tylko 7% akceptuje adopcję dla homo) to ziejący do gejów pogardliwą nienawiścią ludzie. Taka opinia (jak Twoja) przypomina mi ziejące nienawiścią do ateistów babcie z Radia Maryja, a ja oceniam ich stan jako "podejrzany" klinicznie. >Homofobia wyziera ci z butów niczym słoma, jest nie tylko bezzasadna, ale obrzydliwie zadowolona z własnej ignorancji nieznajomości podstawowych faktów. Patrz wypowiedź powyżej.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >to że są homo skłania do takich zachowań.
No, tylko, że nie, powie ci to każdy podręcznik seksuologii. Jesteś homofobem i niczego nie rozumiesz.
mały przykład: w PRL-u znaczący odsetek (być może nawet większość) gejów korzystała z "pikiet" to jest publicznych miejsc schadzek i przypadkowego seksu. Dziś praktycznie nikt. Nagle im się zmieniła biologia, homo przestało ich do tego skłaniać? A może raczej zmieniła się kulturowa otoczka i pozwoliła gejom prowadzić normalniejsze życie?
Orientacja jako taka nie wpływa na choroby, tym bardziej zakaźne. Ale owszem, społeczny kontekst może wywoływać pewne zachowania, które pośrednio mogą wpływać na zachorowalność.
Tylko, nie każdy gej ma taki sam społeczny kontekst i posługiwanie się taką statystyką jako prawdą o "każdym" geju jest zwykłą homofobią.
Statystyka jest nieubłagana - czarni młodzi mężczyźni zostają przestępcami wielokrotnie częściej niż biali. Wyobraź jednak teraz sobie, że na przykład jakaś szkoła ogłasza, że nie przyjmuje czarnych nastolatków bo to przestępcy? Jak byłaby traktowana? Jak siedlisko zawszonych rasistów.
Tak samo zawszonym homofobem jest ktoś, kto mówi, że geje "mają HIV", albo ich związki "krótko trwają".
>Od kiedy fakty naukowe są rozprzestrzenianiem homofobicznych stereotypów?
Faktem naukowym była też niższa inteligencja ludów niearyjskich.
>Jeśli prawdziwe są Twoje informacje o tym, że kobiety są "słabe" z matematyki, to można jedynie stwierdzić, że statystycznie są "słabsze" i tyle. Skoro są takie wyniki badań to tylko debil, nawet jeśli mówi, że debilem nie jest, może twierdzić, że kobiety są tak samo zdolne z matematyki.
Aha, pogrążasz się.
>Nie chodzi tutaj o tradycję, tylko o wiedzę kapujesz? W stanie aktualnym masz wiedzę, WIEDZĘ.
No mam wiedzę, wiedza jest taka, że dzieci ateistów i Żydów są prześladowane. Cynicznie mógłbym rzecz, iż prześladowanie dzieci ateistów w szkołach to jakieś 50% antyklerykalnego emo na forach typu "Racjonalista".
>Tak samo jak bycie homoseksualistą, nie stanowi przeszkody w adopcji, musisz tylko się ożenić i udawać zadowolonego heteryka.
Nie. Wystarczy być zadowolonym, dostatecznie bogatym singlem.
>A ja widzę, ich skłonności pedofilskie, które statystycznie są istotne.
O ja p*****lę. Jak bardzo uważam, że kościołowi należy się wpierdol za INSTYTUCJONALNE krycie pedofilii, to księża jako grupa są rzadziej pedofilami niż na przykład nauczyciele.
>Aha. Było by miło gdybyś podał link to bardziej wiarygodnych źródeł zamiast wyśmiewać Wiki.
Wiki nie jest źródłem, jest co najwyżej (w Polsce prawicowo skrzywionym) agregatem "źródeł".
>To nic nie znaczy. To że ktoś nazywał ostrożnością coś po to aby usprawiedliwiać niecne czyny lub zaniechania nie oznacza że wszyscy inni też tak robią.
No ale znaczy, gdy robią to samo.
>Tak masz rację single mogą adoptować dzieci, tyle że to znacznie trudniejsze dla nich.
No, związane jest to z tym, że dwojgu ludziom zazwyczaj łatwiej zapewnić odpowiednie warunki (choćby materialne) niż jednemu. Ale wiesz, gdy gadamy o potrzebie mamy i taty to w przypadku singli sytuacja jest jednoznaczna: nie są mamą i tatą. Ale jednak single mogą adoptować, a lesbijki nie. Znaczy, też mogą - jako single.
>Wg mnie chorobliwe jest twierdzenie, że 93% polskiego społeczeństwa (tylko 7% akceptuje adopcję dla homo) to ziejący do gejów pogardliwą nienawiścią ludzie.
To społeczeństwo jeszcze nie tak dawno paliło ludzi w stodołach, włącznie z małymi dziećmi. Polacy są współodpowiedzialni za zagładę Żydów, ale do dzisiaj wolą obwiniać ofiary niż wziąć odpowiedzialność za czyny swoje i swoich przodków.
Trzeba być szokująco naiwnym lub podłym, by przypisywać temu narodowi en masse jakiekolwiek wyższe standardy moralne.
>Taka opinia (jak Twoja) przypomina mi ziejące nienawiścią do ateistów babcie z Radia Maryja, a ja oceniam ich stan jako "podejrzany" klinicznie.
Przecież ty ziejesz nienawiścią do lesbijek i gejów i jest ci z tym dobrze...
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Człowieku o czym Ty bredzisz? Przecież oczywiste jest, że sama orientacja seksualna nie wpływa na zachorowalność. Wpływają na nią zachowania. Tyle tylko, że bycie homoseksualistą, z różnych powodów wymusza takie a nie inne zachowania (Twój przykład z "pikietami"). Jest oczywiste, że w sytuacji gdy zmieniają się standardy, zmieniają się zachowania. Nie wszystkie oczywiście, bo seks analny jest obarczony większym ryzykiem, a to trudno zmienić. Ale tutaj przychodzą z pomocą standardy, wykształcenie, higiena. I jest oczywiste, że np geje byli kiedyś grupą bardziej narażoną na ryzyko niż dziś. > Tylko, nie każdy gej ma taki sam społeczny kontekst i posługiwanie się taką statystyką jako prawdą o "każdym" geju jest zwykłą homofobią.A czy ja pisałem gdzieś o każdym geju? Cały czas tłukę Ci do głowy pojęcie: statystycznie, statystycznie, statystycznie ... Sam piszesz o statystyce, nawet ją krytykujesz, a teraz wyjeżdzasz z tekstem, że niby ja piszę tutaj o "każdym" geju? Zlituj się, cały czas piszę o grupie statystycznie. Jest oczywiste, ze nie dotyczy to każdego geja oddzielnie. To takie rzrczy trzeba jeszcze wyjaśniać? > Statystyka jest nieubłagana - czarni młodzi mężczyźni zostają przestępcami wielokrotnie częściej niż biali. Wyobraź jednak teraz sobie, że na przykład jakaś szkoła ogłasza, że nie przyjmuje czarnych nastolatków bo to przestępcy? Jak byłaby traktowana? Jak siedlisko zawszonych rasistów.Pewnie tak, ale co do ma do rzeczy? > Tak samo zawszonym homofobem jest ktoś, kto mówi, że geje "mają HIV", albo ich związki "krótko trwają".Ja nie mówię, że geje mają HIV, i nie mówie że ich związki krótko trwają. Ale mówię: że wśród gejów jest więcej statystycznie nosicieli HIV i ich związki trwają statystycznie krócej. > >Od kiedy fakty naukowe są rozprzestrzenianiem homofobicznych stereotypów?> Faktem naukowym była też niższa inteligencja ludów niearyjskich.Sprowadzanie do absurdu faktów, nie odbiera im nic z ich realności (za Wiki). "Ludzie, 70% nosicieli wirusa HIV w naszym kraju to homo- i biseksualiści. Nie możemy zaprzeczyć, że AIDS to choroba gejów. Musimy to przyznać i stawić temu czoła. " - Działacz gejowski i lider organizacji The National Gay and Lesbian Task Force Matt Foreman[136] www.lifesi(*)archive//ldn/2008/feb/08021402> >Nie chodzi tutaj o tradycję, tylko o wiedzę kapujesz? W stanie aktualnym masz wiedzę, WIEDZĘ.> No mam wiedzę, wiedza jest taka, że dzieci ateistów i Żydów są prześladowane. Cynicznie mógłbym rzecz, iż prześladowanie dzieci ateistów w szkołach to jakieś 50% antyklerykalnego emo na forach typu "Racjonalista".Masz na poparcie tej tezy jakieś opracowania, poza Twoim wydaje się, na podstawie analizy forum internetowego? > >A ja widzę, ich skłonności pedofilskie, które statystycznie są istotne.> O ja p*****lę. Jak bardzo uważam, że kościołowi należy się wpierdol za INSTYTUCJONALNE krycie pedofilii, to księża jako grupa są rzadziej pedofilami niż na przykład nauczyciele.A to procentowo, czy w wartościach bezwględnych? Bo jeśli w bezwzględnych, to nie zapominaj o Chińczykach. > >Aha. Było by miło gdybyś podał link to bardziej wiarygodnych źródeł zamiast wyśmiewać Wiki.> Wiki nie jest źródłem, jest co najwyżej (w Polsce prawicowo skrzywionym) agregatem "źródeł".Aha. > >To nic nie znaczy. To że ktoś nazywał ostrożnością coś po to aby usprawiedliwiać niecne czyny lub zaniechania nie oznacza że wszyscy inni też tak robią.> No ale znaczy, gdy robią to samo.Tak wtedy, znaczy, ale my rozmawiamy ze sobą i bierzemy odpowiedzialnosć za swoje słowa, a nie wydumanych innych. > >Wg mnie chorobliwe jest twierdzenie, że 93% polskiego społeczeństwa (tylko 7% akceptuje adopcję dla homo) to ziejący do gejów pogardliwą nienawiścią ludzie.> To społeczeństwo jeszcze nie tak dawno paliło ludzi w stodołach, włącznie z małymi dziećmi. Polacy są współodpowiedzialni za zagładę Żydów, ale do dzisiaj wolą obwiniać ofiary niż wziąć odpowiedzialność za czyny swoje i swoich przodków.Tak Polacy są współodpowiedzialni za zagłade Żydów  . A ile byś im dał (tym Polakom) tak na oko tej odpowiedzialności? 50%? > Trzeba być szokująco naiwnym lub podłym, by przypisywać temu narodowi en masse jakiekolwiek wyższe standardy moralne.Wiem, wiem same qwy i złodzieje, mordercy Żydów, homofoby i w ogóle ... Stan kliniczny się pogarsza. > >Taka opinia (jak Twoja) przypomina mi ziejące nienawiścią do ateistów babcie z Radia Maryja, a ja oceniam ich stan jako "podejrzany" klinicznie.> Przecież ty ziejesz nienawiścią do lesbijek i gejów i jest ci z tym dobrze...Tak, tak, a świstak siedzi i zawije je w te sreberka...
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
>A czy ja pisałem gdzieś o każdym geju?
Cały czas. cały czas piszesz o zakazie dla wszystkich gejów, nie niektórych, ani nawet nie większości (zahivionej?) tylko zakazie dla wszystkich gejów.
Sam nie wiesz co piszesz?
BTW. Załóżmy, że 99% zakażeń HIV to geje. Ile to jest w liczbach bezwzględnych? Ile to jest procent populacji gejów? Czy ta przytłaczająca większość, która HIV nie ma, ma być karana przez światłych, niehomofobicznych brzostowskich, bo statystyka nic to, że bezmyślna?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>A czy ja pisałem gdzieś o każdym geju? >Cały czas. cały czas piszesz o zakazie dla wszystkich gejów, nie niektórych, ani nawet nie większości (zahivionej?) tylko zakazie dla wszystkich gejów.
A to całkiem co innego. Jest oczywiste, że piszę nie o każdym geju z osobna, bo to byłby absurd. Wiem też (bez badań) że część gejów byłaby świetnymi rodzicami (bo kilku znam). Nie zmienia to jednak mojej opinii na temat tego, że jeśli z określoną grupą ludzi wiąże się jakieś zagrożenie, to trzeba to zagrożenie zdiagnozować, określić (lub wykluczyć), za nim narazi się na nie inne osoby, w tym szczególnie dzieci.
I do cholery jasnej! Nie nazywaj mnie homofobem, bo dla mnie nie ma znaczenia czy tą grupą są geje, cykliści, czy księża. Potrafisz pojąć, że mogę mieć szerszy pogląd na takie sprawy? Przypominasz mi mojego znajomego - z pochodzenia Żyda, wrażliwca na punkcie swojego pochodzenia. Nie raz, w akademiku rozmawialiśmy nocami o historii Polski, Europy, stosunkach polsko - żydowskich. Gdy wyrażałem opinie nieprzychylne Niemcom, było OK, nieprzychylne Polakom, Rosjanom - było OK, ale gdy coś złego mówiłem o Żydach, stawałem się antysemitą.
>BTW. Załóżmy, że 99% zakażeń HIV to geje. Ile to jest w liczbach bezwzględnych? Ile to jest procent populacji gejów? Czy ta przytłaczająca większość, która HIV nie ma, ma być karana przez światłych, niehomofobicznych brzostowskich, bo statystyka nic to, że bezmyślna?
Sam jeden fakt, że geje są częściej nosicielami HIV nie jest jedynym powodem mojego pogladu co do adopcji. Dlatego nie sprowadzaj całości zagadnienia tylko do tej jednej przyczyny.
Ale gdyby nawet, to ja nikogo nie chcę karać. Chcę wiedzieć, jakie jest ryzyko. Jak będę wiedział jakie jest ryzyko, to wówczas będę mógł je ograniczyć (np zakaz adopcji przez zarażonych), jak będę wiedział po ilu latach związku homo, ma on przynajmniej takie same szanse przetrwać jak związek hetero, to wprowadzę zakaz adopcji przez pary homo z niskim stażem w związku, itd ... A jeśli nie będę wiedział nic, to nie zrobię nic aby uchronić dzieci przed ewentualnymi konsekwencjami.
Taka to widzisz homofobia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Potrafisz pojąć, że mogę mieć szerszy pogląd na takie sprawy?
Ale o czym ty mówisz? takich jak ty są na pęczki, z "szerszym oglądem" w całości skupiającym się na perwersjach pederastów i zagrożeniach jakie stanowią dla dzieci.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Potrafisz pojąć, że mogę mieć szerszy pogląd na takie sprawy? >Ale o czym ty mówisz? takich jak ty są na pęczki, z "szerszym oglądem" w całości skupiającym się na perwersjach pederastów i zagrożeniach jakie stanowią dla dzieci. Trudno się z Tobą rozmawia, bo to rozmowa jak z moherową babcią. Babcia się zorientowała, że masz poglądy niezgodne z babcinymi w ważnej dla babci sprawie. I koniec, niezależnie co byś dalej powiedział, i tak jesteś zboczeniec i antychryst.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Gdy rozmawiam z rasistami czy antysemitami też jestem takim moherem. Poguglaj forum, łatwo sprawdzisz.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Mateusz Kożuch (2120 punktów) | > Faktem jest, że HIV występuje u homoseksualistów częściej niż u heteroseksualistów, dlatego, że częściej zachowują się w taki a nie inny sposób, bo to że są homo skłania do takich zachowań. Z tego wprost wynika, że prawdopodobieństwo zakażania HIV jest wyższe wśród homo niż hetero.A co z tego wynika? Czy osoba z HIV jest gorsza i ma mieć mniej przywilejów niż ta bez wirusa? Dlaczego takiej osobie miałoby się odmawiać prawa adopcji? Czy Ty wiesz co w dzisiejszych czasach znaczy "żyć z HIV"? > Wg mnie chorobliwe jest twierdzenie, że 93% polskiego społeczeństwa (tylko 7% akceptuje adopcję dla homo) to ziejący do gejów pogardliwą nienawiścią ludzie. Taka opinia (jak Twoja) przypomina mi ziejące nienawiścią do ateistów babcie z Radia Maryja, a ja oceniam ich stan jako "podejrzany" klinicznie.Jak dla mnie to jakoś dziwnie się to pokrywa z odsetkiem osób określających się jako wierzący. Dla odmiany warto spojrzeć jak się sytuacja ma w bardziej cywilizowanych krajach: en.wikipedia.org/wiki/LGBT_adoptionCytat: A 2006 poll by the Pew Research Center found a close divide on gay adoption among the United States public, while a 2007 poll by CNN and Opinion Research Corp. said 57% of respondents felt gays should have the right to adopt and 40% said they should not. [15] In the United Kingdom in 2007, 64% of people said they thought gay couples should be allowed to adopt and 32% said they should not. 55% of respondents thought that male couples should be able to adopt and 59% of people thought that lesbian couples should be able to adopt. [16] In Brazil, a 2010 poll asked, "Do you support or oppose allowing gay couples to adopt children?" The poll found that 51% opposed adoption by same-sex couples and 39% supported it. [17] An opinion poll conducted in late 2006 at the request of the European Commission indicated that Polish public opinion was generally opposed to both same-sex marriage and to adoption by gay couples. The Eurobarometer 66 [18] poll found that 74% of Poles were opposed to same-sex marriage and 89% opposed adoption by same-sex couples.
Headbangers www.youtube.com/watch?v=W0ISLSGF7sQ
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Faktem jest, że HIV występuje u homoseksualistów częściej niż u heteroseksualistów, dlatego, że częściej zachowują się w taki a nie inny sposób, bo to że są homo skłania do takich zachowań. Z tego wprost wynika, że prawdopodobieństwo zakażania HIV jest wyższe wśród homo niż hetero. >A co z tego wynika? Czy osoba z HIV jest gorsza i ma mieć mniej przywilejów niż ta bez wirusa? Dlaczego takiej osobie miałoby się odmawiać prawa adopcji? Czy Ty wiesz co w dzisiejszych czasach znaczy "żyć z HIV"? Nie jest to gorsza osoba, tylko ze względu na swoją chorobę i ryzyko zarażenia powinna być bardziej na cenzurowanym. Albo inaczej: gdybyś miał dziecko (może masz nie wiem) wolałbyś zostawić je opiekunce z HIVem, chorobą wrzodową, pryszczycą czy może z osobą zdrową? Uważasz, że to głupie pytanie?
Jak widzisz w przypadku homo, ja nie rozstrzygam, ale pytam, bo te problemy wydają mi się istotne.
>>Wg mnie chorobliwe jest twierdzenie, że 93% polskiego społeczeństwa (tylko 7% akceptuje adopcję dla homo) to ziejący do gejów pogardliwą nienawiścią ludzie. Taka opinia (jak Twoja) przypomina mi ziejące nienawiścią do ateistów babcie z Radia Maryja, a ja oceniam ich stan jako "podejrzany" klinicznie. >Jak dla mnie to jakoś dziwnie się to pokrywa z odsetkiem osób określających się jako wierzący. Może i tak być. >Dla odmiany warto spojrzeć jak się sytuacja ma w bardziej cywilizowanych krajach:
To cenna informacja, ale nie należy się ślepo tym zachłystywać. Pamiętaj, że bardziej cywilizowane kraje były źródłem wielu problemów (np nazizm). Dlatego warto się innym krajom przyglądać, ale mając własne argumenty w kieszeni.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Mateusz Kożuch (2120 punktów) | > Nie jest to gorsza osoba, tylko ze względu na swoją chorobę i ryzyko zarażenia powinna być bardziej na cenzurowanym. Albo inaczej: gdybyś miał dziecko (może masz nie wiem) wolałbyś zostawić je opiekunce z HIVem, chorobą wrzodową, pryszczycą czy może z osobą zdrową? Uważasz, że to głupie pytanie?Oczywiście, że tak. Zostawiłbym z osobą, która (jeżeli mówimy o opiekunce) wykazałaby się najlepszymi referencjami i z największym doświadczeniem. Albo z taką, którą moje dzieci by polubiły. Na pewno nie wypytywałbym czy mają HIV, chorobę wrzodową czy raka. PS Pryszczyca? No tutaj to już po bandzie pojechałeś: Cytat: Jako choroba odzwierzęca jest spotykana rzadko a samo zarażenie się jest trudne. Do chwili obecnej opisano kilkaset przypadków pryszczycy u ludzi, ale na podstawie objawów klinicznych i wyników badañ laboratoryjnych udowodniono niewiele ponad 40 zachorowań [3] . Przyczyną zachorowań jest bezpośredni kontakt z chorym zwierzęciem (np. weterynarz) lub najczęściej poprzez spożywanie surowego mleka. pl.wikipedia.org/wiki/Pryszczyca> Jak widzisz w przypadku homo, ja nie rozstrzygam, ale pytam, bo te problemy wydają mi się istotne.A mi nie. > Może i tak być.I nie dziwi Cię to? > To cenna informacja, ale nie należy się ślepo tym zachłystywać. Pamiętaj, że bardziej cywilizowane kraje były źródłem wielu problemów (np nazizm). Dlatego warto się innym krajom przyglądać, ale mając własne argumenty w kieszeni.Żyję w takim od kilku lat, i ani myślę do Polski wracać.
Headbangers www.youtube.com/watch?v=W0ISLSGF7sQ
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Oczywiście, że tak. Zostawiłbym z osobą, która (jeżeli mówimy o opiekunce) wykazałaby się najlepszymi referencjami i z największym doświadczeniem. Albo z taką, którą moje dzieci by polubiły. Na pewno nie wypytywałbym czy mają HIV, chorobę wrzodową czy raka. Nie chodzi o to czy byś wypytywał, tylko gdybyś wiedział, że ma HIV.
>Pryszczyca? No tutaj to już po bandzie pojechałeś: Choroba jak choroba, a że rzadko występuje, jakie to ma znaczenie dla omawianego przykładu. >>Jak widzisz w przypadku homo, ja nie rozstrzygam, ale pytam, bo te problemy wydają mi się istotne. >A mi nie. A mi tak, stąd różnica zdań. >>Może i tak być. >I nie dziwi Cię to? Nie, raczej to oczywiste. >>To cenna informacja, ale nie należy się ślepo tym zachłystywać. Pamiętaj, że bardziej cywilizowane kraje były źródłem wielu problemów (np nazizm). Dlatego warto się innym krajom przyglądać, ale mając własne argumenty w kieszeni. >Żyję w takim od kilku lat, i ani myślę do Polski wracać. A ja żyję w Polsce od ponad 30 lat, bywałem tu i tam, ale jakoś na stałe ani myślę wyjeżdzać.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>A ja żyję w Polsce od ponad 30 lat, bywałem tu i tam, ale jakoś na stałe ani myślę wyjeżdzać.
No Polska to dość przyjazny kraj dla rasistowskich, seksistowskich, homofobicznych czy antysemickich kołtunów, więc trudno ci się dziwić...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>A ja żyję w Polsce od ponad 30 lat, bywałem tu i tam, ale jakoś na stałe ani myślę wyjeżdzać. >No Polska to dość przyjazny kraj dla rasistowskich, seksistowskich, homofobicznych czy antysemickich kołtunów, więc trudno ci się dziwić... Mam po prostu tutaj rodzinę i dobrą pracę...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Mam po prostu tutaj rodzinę i dobrą pracę...
gdybyś był gejem, groziłoby ci odebranie rodziny jak i pracy z racji twojego gejostwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Mam po prostu tutaj rodzinę i dobrą pracę... >gdybyś był gejem, groziłoby ci odebranie rodziny jak i pracy z racji twojego gejostwa. Pewnie w przypadku części zawodów i firm tak mogłoby być. Odebranie rodziny to nie bardzo rozumiem. Cóż, dyskryminacja gejów w Polsce istnieje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Pewnie w przypadku części zawodów i firm tak mogłoby być. Odebranie rodziny to nie bardzo rozumiem. Cóż, dyskryminacja gejów w Polsce istnieje.
W przeciwieństwie do urojeń homofobów, brak homoadopcji to nie "ochrona" dzieci przed gejami, tylko przede wszystkim rozbijanie już istniejących rodzin z rodzicami jednej płci.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Pewnie w przypadku części zawodów i firm tak mogłoby być. Odebranie rodziny to nie bardzo rozumiem. Cóż, dyskryminacja gejów w Polsce istnieje. >W przeciwieństwie do urojeń homofobów, brak homoadopcji to nie "ochrona" dzieci przed gejami, tylko przede wszystkim rozbijanie już istniejących rodzin z rodzicami jednej płci. A jak brak homoadopcji powoduje rozbijanie rodzin?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) |
>A jak brak homoadopcji powoduje rozbijanie rodzin?
A tak, że fakt, iż jeden z rodziców jest "obcy" dla dziecka ani nie sprzyja trwałości tejże rodziny, ani dobru dziecka, które może utracić wszelki kontakt z niebiologicznym rodzicem w przypadku rozstania, wreszcie, ponieważ na wypadek śmierci biologicznego rodzica, dziecko wędruje do obcych ludzi zamiast zostać z pozostałym z rodziców z którym się wychowywało.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>A jak brak homoadopcji powoduje rozbijanie rodzin? >A tak, że fakt, iż jeden z rodziców jest "obcy" dla dziecka ani nie sprzyja trwałości tejże rodziny, ani dobru dziecka, które może utracić wszelki kontakt z niebiologicznym rodzicem w przypadku rozstania, wreszcie, ponieważ na wypadek śmierci biologicznego rodzica, dziecko wędruje do obcych ludzi zamiast zostać z pozostałym z rodziców z którym się wychowywało. Tutaj masz rację, częściowo, ponieważ fakt bycia "obcym" nie zmienia faktycznych relacji między ludźmi. A przecież w przypadku śmierci biologicznego rodzica, drugi niebiologiczny może adoptować dziecko. Ale rozumiem, to jest argument.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Mateusz Kożuch (2120 punktów) | > A co powiesz np o kryminalistach? Przecież są też kryminaliści, którzy swoje odsiedzieli i też nie można skreślać całej grupy, prawda?Kryminaliści to ludzie skazani prawomocnymi wyrokami. Częścią tych wyroków jest ograniczenie praw obywatelskich. No ale jak się popełniało przestępstwo to trzeba było się liczyć z konsekwencjami. To był świadomy wybór i każdy skazany znał konsekwencje swoich czynów. Nie możemy tu mówić o przypadku. Przypadkiem (albo i nie) mogło być złapanie a nie popełnienie czynu. PS Mówi Ci to osoba, która z prawem miała problemy. > Przepraszam za drastyczny przykład,Nie, nie drastyczny. Całkowicie nietrafiony. > Statystycznie związki homo są krótsze. A zatem dzieci adoptowane mają większą szansę przezywać tragedie rodzinne.Fajnie by było, jakbyś się podparł badaniami te twierdzenie dowodzącymi. Inaczej to taki bajdurzenie. > Wydawało mi się do tej pory, że ryzyko zachorowań na niektóre choroby, w tym AIDS, występuje częściej u homoseksualistów niż u hetero, oczywiście nie dlatego, że są homo, tylko dlatego, że zachowują się w taki a nie inny sposób. Wikipedia podajeA źródło, z którego wikipedia czerpie podaje: Cytat: New HIV infections among women are primarily attributed to heterosexual contact (84% in 2010) www.cdc.gov/hiv/resources/Factsheets/us.htmCzyli zakazać adopcji dla heteroseksualnych kobiet, gdyż wśród nich jest największe ryzyko zachorowania na tę chorobę. > To co piszę, to fakty, a nie homofobia.Fakty należy umieć analizować a nie klepać bezmyślnie. > Nie prawda, jestem zwyczajnie ostrożny. Wychowanie dzieci przez pary homo niesie dla tych dzieci różne zagrożenia, które nie występują w parach hetero.Jakie? Wymień choć jedno i udowodnij! > Czy to może nieść istotne skutki, tego nie wiem, to wymaga sprawdzenia.To po co takie słowa jak powyżej? > Uważam, że nie można eksperymentować na dzieciach.A może by te dzieci tak zapytać? Są ich tysiące. > Byłbym tak samo ostrożny, gdyby to single lub księża chcieli adoptować dzieci.Adopcja wśród singli jest czymś normalnym w normalnych krajach. Księżom Ratzinger nie pozwala. Gdyby pozwalał, to pozwalałby również na bezstresowe bzykanko, a to (prawdopodobnie) nie powodowałoby późniejszych zaburzeń seksualnych a więc nie byłoby problemu z adopcją.
Headbangers www.youtube.com/watch?v=W0ISLSGF7sQ
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > Cytat: New HIV infections among women are primarily >attributed to heterosexual contact (84% in 2010) > www.cdc.gov/hiv/resources/Factsheets/us.htm> Czyli zakazać adopcji dla heteroseksualnych kobiet, gdyż wśród nich jest największe ryzyko zachorowania na tę chorobę.Gorzej, rzekłabym. Twój link wyraźnie podpowiada, że trzymając się przesłanek proponowanych przez przedmówcę, winniśmy wyłączyć z procedur adopcyjnych czarnoskórych. Hmmm... Brzmi kontrowersyjnie. Ciekawe dlaczego w przypadku homoseksualistów może być stosowane i za kontrowersyjne uważane nie jest 
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny")
|
|
| | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Gorzej, rzekłabym. Twój link wyraźnie podpowiada, że trzymając się przesłanek proponowanych przez przedmówcę, winniśmy wyłączyć z procedur adopcyjnych czarnoskórych. Hmmm... Brzmi kontrowersyjnie. Ciekawe dlaczego w przypadku homoseksualistów może być stosowane i za kontrowersyjne uważane nie jest  Nie można tak zupełnie bezrefleksyjnie pisać takich rzeczy. Wymieniłem wcześniej w dyskusji kilka przyczyn, z powodu których uważam, że adopcja przez homoseksualistów niesie szereg zagrożeń. Przyczynami były: 1. Długość związków par homoseksualnych 2. Ryzyko zachorowania na choroby (np HIV) 3. Dyskryminacja homoseksualizmu w społeczeństwie. 4. Naturalne przygotowanie do rodzicielstwa par hetero, a nie homo. Wszystkie te wątpliwości są dla mnie ważne i jestem gotów o nich rozmawiać. Nie jest zatem tak, że tylko jeden z tych powodów ma kluczowe znaczenie, tak jak sugerujesz. Ale idąc Twoim tropem... Gdyby okazało się (teoretycznie), że wśród adopcyjnych czarnoskórych par, np dziesięciokrotnie częściej niż wśród białych par zarażają oni swoje adopcyjne dzieci HIV i wiedziałabyś, że w kolejce do adopcji czekają tysiące białych par, to mając władzę co byś zrobiła? Czy dla poprawności politycznej pozwoliłabyś te dzieci zarazić... Czy może wbrew poprawności zakazałabyś adopcji parom czarnym? Wiem, wiem napiszesz, że pewnie można inaczej, że kontrola, itd ... To wszystko prawda, ale statystyka będzie nieubłagana, a w życiu nie da się zrobić wszystkiego doskonale. A łatwiej jest nie dopuścić, niż potem zabraniać. A tutaj mamy w związkach homo: relatywnie krótsze związki (rozpad więzi rodzinnych, tragedie dzieci - często po raz kolejny). Tak, tak pary hetero też się rozchodzą, ale statystyka. W związku z tym chciałbym się dowiedzieć, jaki % par homo które adoptowały dzieci, rozpadnie się, po jakim czasie, jaki to może mieć wpływ na dzieci, itd... i wszystko w relacji do par hetero. Takie zadaję sobie pytania i szukam na nie odpowiedzi. Dopóki jej nie znajdę nie mogę być zwolennikiem adopcji dzieci przez pary homo. Wg mnie moja postawa jest racjonalna, a nie homofobiczna. homoseksualne. A jak wp
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Ale idąc Twoim tropem... Gdyby okazało się (teoretycznie), że wśród adopcyjnych czarnoskórych par, np dziesięciokrotnie częściej niż wśród białych par zarażają oni swoje adopcyjne dzieci HIV
Nie bardzo rozumiem jak, czarna, gejowska, biała, adopcyjna, czy naturalna para rodzicielska miałaby zarazić swoje dzieci HIV?
O czym ty bełkoczesz szaleńcze?
>Czy może wbrew poprawności zakazałabyś adopcji parom czarnym?
>Wiem, wiem napiszesz, że pewnie można inaczej, że kontrola, itd ... To wszystko prawda, ale statystyka będzie nieubłagana, a w życiu nie da się zrobić wszystkiego doskonale.
No, dobrze wiedzieć, że rasizm zawsze idzie w parze z homofobią.
>A tutaj mamy w związkach homo: relatywnie krótsze związki (rozpad więzi rodzinnych, tragedie dzieci - często po raz kolejny). Tak, tak pary hetero też się rozchodzą, ale statystyka.
No ale chuj ze statystyką, skoro związki są weryfikowane. Po prostu jesteś homofobem i zamiast przyznać się do swojego zepsucia i degeneracji, próbujesz szukać psudoargumentów...
>Wg mnie moja postawa jest racjonalna, a nie homofobiczna.
A według nazistów ich plan eksterminacji innych nacji był racjonalny a nie rasistowski.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Ale idąc Twoim tropem... Gdyby okazało się (teoretycznie), że wśród adopcyjnych czarnoskórych par, np dziesięciokrotnie częściej niż wśród białych par zarażają oni swoje adopcyjne dzieci HIV >Nie bardzo rozumiem To trudno... skup się. >>Czy może wbrew poprawności zakazałabyś adopcji parom czarnym? >>Wiem, wiem napiszesz, że pewnie można inaczej, że kontrola, itd ... To wszystko prawda, ale statystyka będzie nieubłagana, a w życiu nie da się zrobić wszystkiego doskonale. >No, dobrze wiedzieć, że rasizm zawsze idzie w parze z homofobią. W swojej szaleńczej wrażliwości na punkcie gejostwa, już zupełnie nie łapiesz podstawowych rzeczy. >>A tutaj mamy w związkach homo: relatywnie krótsze związki (rozpad więzi rodzinnych, tragedie dzieci - często po raz kolejny). Tak, tak pary hetero też się rozchodzą, ale statystyka. >No ale chuj ze statystyką, skoro związki są weryfikowane. Po prostu jesteś homofobem i zamiast przyznać się do swojego zepsucia i degeneracji, próbujesz szukać psudoargumentów...
Nic nie rozumie biedak, trzeba bardziej stanowczo.
Wyobraź sobie taką sytuację:
Badania wykazują, że 10% pedofilów, po odbyciu leczenia, staje się "normalnymi", a 90% wraca do przestępczego procederu.
Pedofile żądają aby ich dopuścić do adopcji dzieci.
Ja jestem przeciw, a Ty? Ty powinieneś być wg własnej logiki za, bo przecież:
"...chuj ze statystyką, skoro związki są weryfikowane"
A ja po prostu jestem pedofobem i zamiast przyznać się do swojego zepsucia i degeneracji, próbuje szukać psudoargumentów...
Przepraszam wszystkich homoseksualistów za ten radykalny przykład, ale chciałem tylko dotrzeć do Sylwka z moim sposobem myślenia, może się udało.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Nie bardzo rozumiem, za co przepraszasz, skoro cała twoja "argumentacja" od początku sprowadza się do "gej zagraża dziecku". To naprawdę niedaleko od gej=pedofil, więc się nie hamuj.
Ad rem: pedofile już mogą adoptować dzieci i to robią. Pedofilia to jednak trochę inna rzecz niż homoseksualizm. Seksualność gejów i lesbijek nie przecina się w istotny sposób z wychowaniem dzieci, a w każdym razie nie bardziej istotnie niż seksualność heteryków.
Tymczasem, co do pedofilów... jakby to ująć, niezależnie od twoich zaprzeczeń zaczynam rozumieć czemu bredzisz ciągle o zarażaniu dzieci HIV-em od rodziców.
BTW: czy rodziców z HIV-em należy pozbawiać praw rodzicielskich?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Nie bardzo rozumiem, za co przepraszasz, skoro cała twoja "argumentacja" od początku sprowadza się do "gej zagraża dziecku". To naprawdę niedaleko od gej=pedofil, więc się nie hamuj. Nie pieprz głupot, nic takiego nie piszę. Masz jakieś fobie człowieku. >Ad rem: pedofile już mogą adoptować dzieci i to robią. Pedofilia to jednak trochę inna rzecz niż homoseksualizm. Seksualność gejów i lesbijek nie przecina się w istotny sposób z wychowaniem dzieci, a w każdym razie nie bardziej istotnie niż seksualność heteryków. Pedofile mogą adoptować dzieci? Możesz to rozwinąć?
Tak pedofila to zupełnie inna rzecz niż homoseksualizm. To był przykład taki wiesz? Ten co Ci podałem. Możesz odpowiedzieć na pytanie postawione przeze mnie w tym przykładzie teoretycznym? Jak na nie odpowiesz, wówczas zrozumiesz, mam nadzieję moją argumentację. >Tymczasem, co do pedofilów... jakby to ująć, niezależnie od twoich zaprzeczeń zaczynam rozumieć czemu bredzisz ciągle o zarażaniu dzieci HIV-em od rodziców.
Ja nie bredzę, wymieniłem to jako jedno z kilku zagrożeń.
Odpowiesz na pytanie?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Pedofile mogą adoptować dzieci? Możesz to rozwinąć?
Para homo- czy heteroseksualna czyni ze swojej orientacji element publicznej tożsamości. Pedofil swoje zaburzenia raczej kryje przed otoczeniem, więc jak mniemam pedofile zainteresowani chęcią adopcji nie mają z tego tytułu szczególnych problemów. Co zresztą się wielokrotnie potwierdzało.
Twoje "analogie", które, broń boże, niczego nie sugerują, są ogólnie wielopiętrowo chybione.
>Tak pedofila to zupełnie inna rzecz niż homoseksualizm. To był przykład taki wiesz? Ten co Ci podałem. Możesz odpowiedzieć na pytanie postawione przeze mnie w tym przykładzie teoretycznym? Jak na nie odpowiesz, wówczas zrozumiesz, mam nadzieję moją argumentację.
Ale tu nie ma analogii. Analogia to jest między zakazem adopcji dla mniejszości rasowych lub światopoglądowych na podstawie jakiś tam oderwanych statystyk, a nie między pedofilami.
Jesteś kretynem, że nie widzisz jak głupio sam się podstawiasz?
>Ja nie bredzę, wymieniłem to jako jedno z kilku zagrożeń.
No stwierdziłeś, że geje nie tylko są zahivieni ale też, są pedofilami, HIV się drogą kropelkową nie przenosi.
Zgiń przepadnij, zazwyczaj takie chwasty szybko znikają z tego forum.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Masz prostą sytuację:
Badania wykazują, że 10% pedofilów, po odbyciu leczenia, staje się "normalnymi", a 90% wraca do przestępczego procederu.
Pedofile żądają aby ich dopuścić do adopcji dzieci.
Ja jestem przeciw, a Ty?
Założę się, że nie odpowiesz na to pytanie, bo ono obnaży Twoją hipokryzję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Założę się, że nie odpowiesz na to pytanie, bo ono obnaży Twoją hipokryzję.
Nie, to pytanie (jak zwykle) obnaża twoją indolencję, bo ani nie odróżniasz skłonności pedofilskich od aktów, anie nie potrafisz konstruować realistycznych analogii.
Jeśli dla ciebie urojone obiekcje wobec homorodzicielstwa oparte o parareligijne zabobony są tym samym co realne ryzyko gwałtu, to znaczy, że tobie należałoby odebrać dzieci, jeśli już je posiadasz.
Jeszcze łopatologicznie: taką analogię TAK samo można skonstruować wobec ateistów, czy Żydów, albo Romów, albo Afroamerykanów (w USA), albo, en masse wobec heteryków, gdyby ich porównywać z lesbijkami. Teraz ja się pytam: czy zabronisz heterykom, lub dowolnej innej arbitralnie wyróżnionej grupie, adopcji, bo chciałbyś jej też zabronić pedofilom?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Założę się, że nie odpowiesz na to pytanie, bo ono obnaży Twoją hipokryzję. >Nie, to pytanie (jak zwykle) obnaża twoją indolencję, bo ani nie odróżniasz skłonności pedofilskich od aktów, anie nie potrafisz konstruować realistycznych analogii. Bo nie chcesz odpowiedzieć, aby nie ujawnić swojej hipokryzji. >Jeśli dla ciebie urojone obiekcje wobec homorodzicielstwa oparte o parareligijne zabobony są tym samym co realne ryzyko gwałtu, to znaczy, że tobie należałoby odebrać dzieci, jeśli już je posiadasz. Dalej nic nie rozumiesz, tak jesteś zacietrzewiony, że umyka Ci zupełnie o co chodzi w tym przykładzie. Tutaj nie chodzi o analogię pomiędzy pedofilią i homoseksualizmem, tylko chodzi o analogię w sposobie argumentacji. >Jeszcze łopatologicznie: taką analogię TAK samo można skonstruować wobec ateistów, czy Żydów, albo Romów, albo Afroamerykanów (w USA), albo, en masse wobec heteryków, gdyby ich porównywać z lesbijkami. Teraz ja się pytam: czy zabronisz heterykom, lub dowolnej innej arbitralnie wyróżnionej grupie, adopcji, bo chciałbyś jej też zabronić pedofilom? Oczywiście, że nie zabronię, ale zastosuję ten sam sposób myślenia.
A Ty jak odpowiesz na postawione przez siebie pytanie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Bo nie chcesz odpowiedzieć, aby nie ujawnić swojej hipokryzji.
jakiej hipokryzji? Że pedofilia jest dobrą przesłanką by odebrać prawa rodzicielskie, a ty próbujesz to pokracznie przyrównywać do rozważań, czy każdy gej się nie nadaje na rodziców, bo niektórzy mają HIV, a inni są wyśmiewani przez sąsiadów?
CZY JESTEŚ TAK GŁUPI?
>Dalej nic nie rozumiesz, tak jesteś zacietrzewiony, że umyka Ci zupełnie o co chodzi w tym przykładzie. Tutaj nie chodzi o analogię pomiędzy pedofilią i homoseksualizmem, tylko chodzi o analogię w sposobie argumentacji.
??? Przeczytaj sam siebie raz jeszcze i napisz co naprawdę chciałeś napisać: geje są jak pedofile. Wtedy pogadamy.
>A Ty jak odpowiesz na postawione przez siebie pytanie?
Tak, ponieważ nie ma nalogii między byciem Żydem a byciem pedofilem, czy byciem gejem a byciem pedofilem, ocena rodzicielskich kompetencji pedofilów nie ma nic do rzeczy.
Nader niskich kompetencji, w moim mniemaniu - skoro tak bardzo cię to interesuje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>A Ty jak odpowiesz na postawione przez siebie pytanie? >Tak, ponieważ nie ma nalogii między byciem Żydem a byciem pedofilem, czy byciem gejem a byciem pedofilem, ocena rodzicielskich kompetencji pedofilów nie ma nic do rzeczy.
Czyli z tego wynika, że dopuszczasz adopcję przez pedofilów, bo dopuszczasz ją także przez heteryków, homo, itd ... ignorując przy tym zagrożenie chyba dość oczywiste dla tych dzieci.
Widać zatem wyraźnie, że chodzi Ci głównie o Twoje prawa i bycie konsekwentnym w rozumowaniu, a nie o dobro dzieci. A ja stawiam jako pierwsze dobro dzieci, bo po to jest głownie adopcja. I tu przebiega faktyczna linia podziału naszych poglądów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
>Czyli z tego wynika, że dopuszczasz adopcję przez pedofilów
No już nie próbuj. Wyraźnie napisałem, że pedofilia bezpośrednio i jawnie przecina się, w sposób negatywny, z interesami dziecka. Pedofil, ex definitio, a nie zgodnie z rzeczywistymi czy urojonymi statystykami, nie może być dobrym rodzicem ("terapie" pedofilii" to akurat sa tak skuteczne jak "terapie" hetero- czy homo-seksualizmu).
Zauważyłem wszelako, że w realu pedofil, który zechce, może nei meić problemów z adopcją, poniewż pedofilia jest, wiesz, UKRYWANA.
>Widać zatem wyraźnie, że chodzi Ci głównie o Twoje prawa i bycie konsekwentnym w rozumowaniu, a nie o dobro dzieci.
Oczywiście, że chodzi mi o moje prawa, tak jak Żydom niezgadzającym się na odbieranie im dzieci w celu ochrony ich przed "zażydzeniem" też chodziło o "ich prawa".
Jesteś wstrętny.
>A ja stawiam jako pierwsze dobro dzieci, bo po to jest głownie adopcja. I tu przebiega faktyczna linia podziału naszych poglądów.
Bzdura. Homoadopcja byłaby przede wszystkim dla już istniejących rodzin, więc w tej chwili jak widać działaś dokładnie przeciwnie do interesu "dzieci". Jesteś wstrętny do potęgi. Jesteś jak najgorsi rasiści, jesteś homofobem i niczym więcej. Jak mówiłem, mieliśmy tu takich na pęczki, żaden z twoich "argumentów" nie jest nowy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Czyli z tego wynika, że dopuszczasz adopcję przez pedofilów >No już nie próbuj. Wyraźnie napisałem, że pedofilia bezpośrednio i jawnie przecina się, w sposób negatywny, z interesami dziecka. Pedofil, ex definitio, a nie zgodnie z rzeczywistymi czy urojonymi statystykami, nie może być dobrym rodzicem ("terapie" pedofilii" to akurat sa tak skuteczne jak "terapie" hetero- czy homo-seksualizmu). Kto ma tutaj problemy z logiką? Sam się w kozi róg zapędziłeś i teraz nie wiadomo jak wybrnąć, co? Sam zadałeś pytanie:
"Teraz ja się pytam: czy zabronisz heterykom, lub dowolnej innej arbitralnie wyróżnionej grupie, adopcji, bo chciałbyś jej też zabronić pedofilom?"
Twoja odpowiedź brzmiała:
"Tak, ponieważ nie ma nalogii między byciem Żydem a byciem pedofilem, czy byciem gejem a byciem pedofilem, ocena rodzicielskich kompetencji pedofilów nie ma nic do rzeczy."
Jest chyba oczywiste zatem, że skoro jesteś za adopcją przez pary homo, to musisz być też za adopcją przez pedofilów. W innym wypadku SAM SOBIE PRZECZYSZ. Chyba, że źle się wyraziłeś, to chętnie przeczytam Twoją odpowiedź.
>>Widać zatem wyraźnie, że chodzi Ci głównie o Twoje prawa i bycie konsekwentnym w rozumowaniu, a nie o dobro dzieci. >Oczywiście, że chodzi mi o moje prawa, tak jak Żydom niezgadzającym się na odbieranie im dzieci w celu ochrony ich przed "zażydzeniem" też chodziło o "ich prawa". A co to ma do rzeczy? >Jesteś wstrętny. I mam gile w nosie. Adopcja jest głównie dla dzieci, i ich dobro powinno być głównie rozpatrywane. Widać wyraźnie, że Ciebie to nie obchodzi, interesuje Cię tylko chorobliwie prawo do adopcji, bo tak, bo każdy człowiek powinien takie mieć, w swoim zapędzie nawet pedofilom na to pozwalasz, tylko po to aby wykazać to właśnie prawo, bez zwracania uwagi na zagrożenia. >>A ja stawiam jako pierwsze dobro dzieci, bo po to jest głownie adopcja. I tu przebiega faktyczna linia podziału naszych poglądów. >Bzdura. Homoadopcja byłaby przede wszystkim dla już istniejących rodzin, więc w tej chwili jak widać działaś dokładnie przeciwnie do interesu "dzieci". A w takich szczególnych przypadkach to możesz mieć rację. Bo skoro dzieci takie już żyją w rodzinach homo, to prawdopodobnie homoadopcja zwiąże bardziej związek i dzieci te nie stracą rodziny. To jest jakiś argument, nad którym można rozmawiać. Nie jest on oczywiście taki prosty jak Tobie się wydaje, ale jest jakiś punkt zaczepienia do dyskusji.
>Jesteś wstrętny do potęgi. Jesteś jak najgorsi rasiści, jesteś homofobem i niczym więcej. I mam wrzody na dupie.
>Jak mówiłem, mieliśmy tu takich na pęczki, żaden z twoich "argumentów" nie jest nowy. Nie musi być nowy, byle by był mocny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Nie odróżniasz "grupy wyróżnionej arbitralnie", od "grupy wyróżnionej na podstawie cech relewantnych".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Nie odróżniasz "grupy wyróżnionej arbitralnie", od "grupy wyróżnionej na podstawie cech relewantnych". Oj, zapędziłeś się w tym rozumowaniu, i teraz próbujesz jakoś wyjść z twarzą, lecz nic Ci to nie da. Napisałeś to co napisałeś, nie chcesz się od tego odciąć, i jesteś w ciemnej d...pie ze swoją argumentacją.
Mam powtórzyć to pytanie zadane przez Ciebie:
"Teraz ja się pytam: czy zabronisz heterykom, lub dowolnej innej arbitralnie wyróżnionej grupie, adopcji, bo chciałbyś jej też zabronić pedofilom?"
Odpowiedziałeś TAK. Pedofilów wyróżniłeś arbitralnie czy na podstawie cech relewantnych?
Odpowiedz, dowiemy się wówczas, kto czego nie odróżnia, albo co się komu miesza.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | Już kilka razy ci napisałem, że:
-"pedofile" to nie jest grupa jak geje, nie są identyfikowani przez elementem publicznej tożsamości. Nie można "zakazać pedofilom" adopcji, nie poprzez zdefiniowanie ich jako jakąś grupę ludzi o określonej tożsamości. Tymczasem "nie dla homoadopcji" to ściśle określona dyskryminacja na podstawie cech nierelewantnych skierowana wobec grupy o określonej tożsamości. To porównywalne do "nie dla ateoadopcji". Istnieje wiele "wątpliwości" nad dobrem adopcji przez ateistów, ale nie traktujesz ich poważnie. Tak samo niepoważne są twoje wątpliwości wobec "homoadopcji".
-osoby o skłonnościach peofilskich powinny odpadać w procesie wersyfikacji adopcyjnej, gdyż pociąg seksualny do dzieci jest cechą relewantną gdy rozpatrywać rodzicielskie kompetencje.
Czego jeszcze nie rozumiesz? Jesteś analfabetą czy co, że nie potrafisz odróżnić analogii od przypadkowego zestawienia?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Już kilka razy ci napisałem, że: >-"pedofile" to nie jest grupa jak geje, nie są identyfikowani przez elementem publicznej tożsamości. Nie można "zakazać pedofilom" adopcji, nie poprzez zdefiniowanie ich jako jakąś grupę ludzi o określonej tożsamości. Tymczasem "nie dla homoadopcji" to ściśle określona dyskryminacja na podstawie cech nierelewantnych skierowana wobec grupy o określonej tożsamości. To porównywalne do "nie dla ateoadopcji". Istnieje wiele "wątpliwości" nad dobrem adopcji przez ateistów, ale nie traktujesz ich poważnie. Tak samo niepoważne są twoje wątpliwości wobec "homoadopcji". >-osoby o skłonnościach peofilskich powinny odpadać w procesie wersyfikacji adopcyjnej, gdyż pociąg seksualny do dzieci jest cechą relewantną gdy rozpatrywać rodzicielskie kompetencje. >Czego jeszcze nie rozumiesz? Jesteś analfabetą czy co, że nie potrafisz odróżnić analogii od przypadkowego zestawienia? O kurdę, człowieku. Jeszcze raz powtórzę, bo Ty sam wprowadzasz zamęt, a potem zarzucasz komuś analfabetyzm. Zadałeś pytanie:
"Teraz ja się pytam: czy zabronisz heterykom, lub dowolnej innej arbitralnie wyróżnionej grupie, adopcji, bo chciałbyś jej też zabronić pedofilom?"
Zadałeś pytanie w którym użyłeś zwrotu "zabronić pedofilom". A chwilę później piszesz, że nie można zabronić pedofilom. Sam użyłeś terminu "pedofil" w dwóch znaczeniach, albo przynajmniej można tak to było odebrać.
Tyle tylko, że nie ma to większego znaczenia w tej dyskusji, dlatego że jak to pięknie piszesz w grupie o określonej tożsamości, mogą występować takie cechy, które powodują, że nie warto jej rozpatrywać jako uczestnika określonego procesu ze względu na zbyt duże ryzyko/koszty czy inne czynniki. Jeśli to ma być Twój argument za adopcją przez pary homo to jest dość słaby. Nie ma bowiem znaczenia, czy dana grupa posiada określoną tożsamość czy też nie, a znaczenie mają cechy tej grupy i ryzyko w danym przypadku.
Wyjaśnię na przykładzie.
Taką grupą posiadającą tożsamość są np gimnazjaliści. Gimnazjaliści, są pozbawieni możliwości posiadania prawa jazdy. I nie ma tutaj znaczenia, czy są gdzieś wymienieni, jako grupa, czy nie. Oczywiście zakrzykniesz zaraz, przecież nie chodzi o to że są gimnazjalistami, tylko o ich wiek (inną cechę). I to prawda.
Tak samo, mi osobiście nie chodzi o to, żeby zabraniać homoseksualistom adopcji, tylko dlatego, że są homoseksualistami, tylko rozważać to ze względu na ich określone cechy. I w tym rozumowaniu nie ma znaczenia fakt, że część homoseksualistów byłoby świetnymi rodzicami, tak jak nie ma znaczenia przy gimnazjalistach, że część z nich byłaby świetnymi kierowcami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > wytłumacz mi jeszcze raz, czytelnie, o co chodzi z tym argumentem o HIV?Tłumaczę. 1. HIV - to tylko jedno z zagrożeń, które występują u par homo (gejów) częściej niż u hetero (statystycznie, procentowo). Na początek przejrzyj sobie termin "homoseksualizm" na Wikipedii. 2. Jeśli zatem pary homo są częściej zarażone HIVem lub częściej zapadają na zaburzenia psychiczne (patrz Wikipedia), to z tego wynika, że dzieci adoptowane przez takie pary są bardziej narażone na zakażenie HIV i bardziej narażone na konsekwencje różnych zaburzeń psychicznych, które te osoby dorosłe mogą mieć. 3. A zatem jest pytanie: Czy zagrożenia z tym związane są istotnie większe niż w przypadku par hetero, czy nie? Na pewno są większe, skoro same zjawiska niepożądane występują częściej, ale czy są istotnie większe? Ja tego dzisiaj nie wiem. 4. Gdyby okazało się, że są większe, ale nieistotnie (akceptowalnie uwzględniając zjawiska pozytywne, które niesie adopcja), to nie mam nic przeciwko i moje obawy wyrzucam do kosza. 5. Jeśli jednak okazałyby się istotne, to można wówczas np zakazać adopcji przez osoby chore/zakażone lub wprowadzić inne rozsądne ograniczenia. Jestem zwyczajnie ostrożny i mam w nosie poprawność polityczną. Że co, ktoś może umrzeć na Aids? W takim razie nie powinni adopotować palacze (większe prawdopodobieństwo zachorowania na raka płuc) i jak do tej pory rak płuc jest częściej spotykaną chorobą niż Aids. Idąc tokiem twojego rozumowania, a raczej tego co z twojego rozumowania pojęłam, to idealnymi rodzicami są lesbijki europejskie: niskie prawdopodobieństwo zachorowania na Aids, statystyczna kobieta żyje dłużej niż statystyczny mężczyzna. Ten różowy obraz psuje nieco rak piersi i rak szyjki macicy...więc może w ogóle wstrzymajmy się z adopcją do czasu, gdy będziemy mogli zdiagnozować wszelkie zagrożenia. > A potem jeszcze zabierzemy ludziom kluczyki od samochodów, bo tyle osób ginie na drogach A czy nie uważasz, że dyskryminacją jest to, że prawo jazdy można mieć od 18 lat? Przecież 17 - latkowie są dyskryminowani prawda? Czemu nie można dać prawka 17-latkom? Niektórzy mogą krzyczeć SIEDEMNASTOLATKOFOBIA! No dlaczego nie mają prawka? Albo dlaczego dzieciobójcy po odsiadce nie mogą adoptować dzieci? Dlaczego? Czy to jest DZIECIOBÓJCOFOBIA? No nie, wszyscy wiemy dlaczego: bo sądzimy że ryzyko wypadków i kolejnych zabójstw jest wysokie. Dlaczego zatem samo już tylko pytanie/wątpliwość o zagrożenia w przypadku adopcji homo wywołuje aż takie emocje. Dla mnie to klasyczna analiza, której celem jest podjęcie decyzji. Napiszę więcej. Ja chciałbym aby wszelkie wątpliwości były rozwiane i aby pary homo mogły adoptować dzieci.Bo jeśli nie ma ryzyk lub są nieistotne, to dlaczego nie? Nie jestem przecież homofobem, chociaż nie wszyscy są w stanie pojąć mój sposób myślenia.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | mayolina (2278 punktów) | tu cię muszę sprostować: hetero (a więc i kobiety i mężczyźni hetero) stanowią 25% zakażonych HIV (mówimy tu o nowych diagnozach, w roku 2010), dodatkowo 27% żyje z HIV od roku 2007, wygląda więc, że znaczący spadek zachorowań. Kobiety są głównie zarażane HIV przez partnerów (84%). Center for Disease Control nie podaje czy są jakieś przypadki zakażenia HIV przez transfuzje krwi, ale wnioskuję że liczba jest statystycznie nieistotna. (podaję za tym samym źródłem, czyli www.cdc.gov/hiv/resources/Factsheets/us.htmco nie zmienia faktu, że zgadzam się z tym co piszesz.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Cytat: There were a total of 2,478 HIV diagnoses in Central Europe in 2010. Of these diagnoses, 17% were in individuals aged 15 to 24 years old and 19% were female. Of those infections where the transmission route was known:
29% were exposed through male-to-male sexual contact; 24% were acquired through heterosexual contact; 4% were due to injecting drug use; and for 41% transmission route was unknown.
ŹródłoStatystki w Europie wyglądają inaczej (i to jeszcze zależnie od regionu). Istotny jest fakt że lesbijki praktycznie nie mają szans na zakażenie się podczas stosunku.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >Statystycznie związki homo są krótsze. A zatem dzieci adoptowane mają większą szansę przezywać tragedie rodzinne.> Fajnie by było, jakbyś się podparł badaniami te twierdzenie dowodzącymi. Inaczej to taki bajdurzenie.To że związki homo są krótsze to fakt, wygooglaj sobie. > >Wydawało mi się do tej pory, że ryzyko zachorowań na niektóre choroby, w tym AIDS, występuje częściej u homoseksualistów niż u hetero, oczywiście nie dlatego, że są homo, tylko dlatego, że zachowują się w taki a nie inny sposób. Wikipedia podaje> A źródło, z którego wikipedia czerpie podaje:> Cytat: New HIV infections among women are primarily >attributed to heterosexual contact (84% in 2010) > www.cdc.gov/hiv/resources/Factsheets/us.htmW wiki jest sporo info i odsłanie do źródeł, wynika z nich niezbicie, że pary homo są bardziej narażone na zarażenia HIV. To fakty ogólnie znane. > Czyli zakazać adopcji dla heteroseksualnych kobiet, gdyż wśród nich jest największe ryzyko zachorowania na tę chorobę.To bzdura, pisałeś o umiejętności analizy. A podajesz bezwzględne liczby? > >To co piszę, to fakty, a nie homofobia.> Fakty należy umieć analizować a nie klepać bezmyślnie.A co tutaj analizować? Faktem jest że homoseksualiści są nosicielami HIV wielokrotnie częściej niż hetero. Z czego wynika większe ryzyko zakażenia dzieci tym wirusem. To chyba oczywiste. A dla mnie jest to przynajmniej jeden z powodów aby zastanawiac się nad kwestią dopuszczenia adopcji. > >Nie prawda, jestem zwyczajnie ostrożny. Wychowanie dzieci przez pary homo niesie dla tych dzieci różne zagrożenia, które nie występują w parach hetero.> Jakie? Wymień choć jedno i udowodnij!Wymieniłem je w punktach, gdzieś w poście powyżej. > >Czy to może nieść istotne skutki, tego nie wiem, to wymaga sprawdzenia.> To po co takie słowa jak powyżej?Czym innym jest zagrożenie, a czym innym skutki jakie mogą te zagrożenia wywołać. > >Uważam, że nie można eksperymentować na dzieciach.> A może by te dzieci tak zapytać? Są ich tysiące.Zapytaj 2 - latka czy chce iść z bidula do rodziny homo, zapytaj ...
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > W wiki jest sporo info i odsłanie do źródeł, wynika z nich niezbicie, że pary homo są bardziej narażone na zarażenia HIV. To fakty ogólnie znane.Bynajmniej. To jakieś idiotyczne wnioski. Nawet na stronie, którą linkujesz cdc.gov masz jasno napisane, że prawdopodobieństwo zakażenia się HIV w wyniku lesbijskiego stosunku jest bardzo niskie. Jedynie homoseksualni mężczyźni są bardziej narażeni na zakażenie HIV, niż pary heteroseksualne. Wniosek, że "pary homo są bardziej narażone na zarażenia HIV" jest wzięty z kosmosu. > Faktem jest że homoseksualiści są nosicielami HIV wielokrotnie częściej niż hetero.Homoseksualni mężczyźni. Kolejnym faktem jest że mężczyźni są nosicielami HIV wielokrotnie częściej niż kobiety. Co z tego wynika? Że mężczyźni to gorsi rodzice? > Zapytaj 2 - latka czy chce iść z bidula do rodziny homo, zapytaj ...Dla dwulatka nie ma to różnicy. Jeśli dziecko nie chciałoby mieć oboje rodziców tej samej płci to pewnie byłoby to spowodowane brakiem akceptacji i wyśmiewaniem się z homo niż jego potrzebą zastąpienia bidula domem. Najczęściej powtarzany argument to że inne dzieci będą się śmiać, że ktoś ma dwóch tatusiów albo dwie mamusie. Dzieci się śmieją bo dorośli się śmieją. Jak ktoś ma dwie mamusie i dwóch tatusiów to jest okej, bo przecież pary hetero mogą się rozwodzić 
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Wniosek, że "pary homo są bardziej narażone na zarażenia HIV" jest wzięty z kosmosu.Pary homo obejmują kobiety i mężczyzn, ja nie rozróżniałem na kobiety i mężczyzn. Skoro w wiki piszą, że: W USA męscy homoseksualiści odpowiadają za około 50% zakażeń HIV ogółem i 67% wśród mężczyzn[133], przy czym w latach 2002-2007 wartość ta wynosiła 55%[134], następnie spadła do 47% i ponownie wzrosła do 51%[135]. To nie trzeba być matematykiem, aby dostrzec, że to pary homo (razem wzięte) mają głównie z tym problem. A to że kobiety dużo mniejszy, to fakt. > Dla dwulatka nie ma to różnicy. Jeśli dziecko nie chciałoby mieć oboje rodziców tej samej płci to pewnie byłoby to spowodowane brakiem akceptacji i wyśmiewaniem się z homo niż jego potrzebą zastąpienia bidula domem.Możliwe. Tyle tylko że to chyba społeczeństwo powinno ustalać jakieś ramy i ogólne zasady, bo dzieci nie dostrzegają zagrożeń. Mały 10-latek i pedoifla wybierze na tatusia. Rolą państwa jest go chronić. > Najczęściej powtarzany argument to że inne dzieci będą się śmiać, że ktoś ma dwóch tatusiów albo dwie mamusie. Dzieci się śmieją bo dorośli się śmieją. Jak ktoś ma dwie mamusie i dwóch tatusiów to jest okej, bo przecież pary hetero mogą się rozwodzić  Ten argument może być bardzo ważny.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
>To nie trzeba być matematykiem, aby dostrzec, że to pary homo (razem wzięte) mają głównie z tym problem. A to że kobiety dużo mniejszy, to fakt.
Nie "dużo mniejszy". Zgodnie z twoją logiką należy preferować pary lesbijskie nad hetero, bo hetero mogą łatwiej zahiwić dziecko.
Jest tyle lesbijek, czy naprawdę musimy eksperymentować i narażać dziecko na skutki wychowania przez statystycznie częściej zahivionych heteryków?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>To nie trzeba być matematykiem, aby dostrzec, że to pary homo (razem wzięte) mają głównie z tym problem. A to że kobiety dużo mniejszy, to fakt. >Nie "dużo mniejszy". Zgodnie z twoją logiką należy preferować pary lesbijskie nad hetero, bo hetero mogą łatwiej zahiwić dziecko. Jeśli ten powód i szereg innych, razem, w analizie zagregowanej, wskazywałby, że istotnie lepsze są lesbijki to tak. >Jest tyle lesbijek, czy naprawdę musimy eksperymentować i narażać dziecko na skutki wychowania przez statystycznie częściej zahivionych heteryków?
Zagrożenie HIV to tylko jeden z argumentów.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> Zagrożenie HIV to tylko jeden z argumentów.Dzieci wychowywane przez lesbijki są lepiej przystosowane społecznie. Pod wieloma względami: www.pediatricsdigest.mobi/content/126/1/28.shortno dobranoc, i bez odbioru. może kiedyś się wyleczysz z homofobii, kto wie...
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > >Wniosek, że "pary homo są bardziej narażone na zarażenia HIV" jest wzięty z kosmosu.> Pary homo obejmują kobiety i mężczyzn, ja nie rozróżniałem na kobiety i mężczyzn. Skoro w wiki piszą, że:Ale to bardzo istotne rozróżnienie. Bo jeśli przynależność do grupy o odpowiednim stopniu zagrożenia HIV miałaby być jakimś argumentem, czy kryterium za lub przeciw adopcji dzieci to wynikałoby z tego, że najgorszymi rodzicami byliby geje, a najlepszymi byłyby lesbijki. Ze statystyk jasno wynika, że gdyby kobiety pozostawały tylko w związkach homoseksualnych i ludzkość rozmnażałaby się przez in vitro to problem HIV w ogóle by kobiet nie dotyczył. > >Dla dwulatka nie ma to różnicy. Jeśli dziecko nie chciałoby mieć oboje rodziców tej samej płci to pewnie byłoby to spowodowane brakiem akceptacji i wyśmiewaniem się z homo niż jego potrzebą zastąpienia bidula domem.> Możliwe. Tyle tylko że to chyba społeczeństwo powinno ustalać jakieś ramy i ogólne zasady, bo dzieci nie dostrzegają zagrożeń. Mały 10-latek i pedoifla wybierze na tatusia. Rolą państwa jest go chronić.Sugerujesz że homoseksualiści będą wykorzystywać dzieci tak samo jak pedofile? Na jakiej podstawie? Normalny 10-latek, który chodzi do szkoły w normalnym państwie wie, że jeśli obca osoba dotyka go w intymnych miejscach to musi to zgłosić i wie w dodatku komu ma to zgłosić. Na tym polega ochrona dzieci przez państwo w największym stopniu - na edukacji. Bo jakie zagrożenia czyhają na dzieciach ze strony homoseksualnych opiekunów? To że w ich związku brakuje penisa albo waginy tak się odbije na psychice dziecka? Czy może wierzysz w to, że homoseksualiści będą chcieli przekabacić dziecko na swoje? > >Najczęściej powtarzany argument to że inne dzieci będą się śmiać, że ktoś ma dwóch tatusiów albo dwie mamusie. Dzieci się śmieją bo dorośli się śmieją. Jak ktoś ma dwie mamusie i dwóch tatusiów to jest okej, bo przecież pary hetero mogą się rozwodzić  > Ten argument może być bardzo ważny.Oczywiście. To bardzo istotny argument. Jak gdzieś nie lubią murzynów to niech murzyni tam nie mieszkają. Jako ateista doskonale wiem jak to jest usłyszeć "niech ateiści sobie żyją po cichu u siebie w domu, a publicznie udają, że nie istnieją". Na tej samej zasadzie to referuje do wszystkich mniejszości. Nie tylko seksualnych ale też światopoglądowych czy etnicznych. To jest sposób myślenia, że mniejszość ma się dostosować do większości, a jak zachowujesz się inaczej to Twój problem. Dla mnie to jest pogwałcenie elementarnego prawa człowieka do własnego światopoglądu i indywidualności. Demokracja nie polega na tym, że większość mówi innym jak mają żyć. Nietolerancyjność to problem społeczeństwa, a nie osób wobec których się ta nietolerancja przejawia. Twoje myślenie bardzo mi przypomina odbieranie ochrzczonych dzieci żydom, żeby je oddać katolickim rodzicom. Wtedy też wierzono w to, że się te dzieci chroni. Tak samo jak w Polsce potrafią odebrać lesbijce biologiczne dziecko żeby je ochronić. Ciekawe czy jak ja kiedyś zostanę ojcem to mi zabiorą dziecko żeby je ochronić przed ateistycznymi poglądami tatusia... Przykro się robi jak się czyta takie rzeczy na racjonalistycznym forum.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Twoje myślenie bardzo mi przypomina odbieranie ochrzczonych dzieci żydom, żeby je oddać katolickim rodzicom. Wtedy też wierzono w to, że się te dzieci chroni.
Przywoływałem już ten przykład, nasz rozmówca jednak wciąż głęboko wierzy, że jest lepszy od pospolitych rasistów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Ale to bardzo istotne rozróżnienie. >Bo jeśli przynależność do grupy o odpowiednim stopniu zagrożenia HIV miałaby być jakimś argumentem, czy kryterium za lub przeciw adopcji dzieci to wynikałoby z tego, że najgorszymi rodzicami byliby geje, a najlepszymi byłyby lesbijki. Wg mnie jest argumentem, ale nie jedynym. A ocena kto jest lepszymi rodzicami może być tylko dokonana na podstawie szerokiej gamy parametrów, a nie jednego. >Ze statystyk jasno wynika, że gdyby kobiety pozostawały tylko w związkach homoseksualnych i ludzkość rozmnażałaby się przez in vitro to problem HIV w ogóle by kobiet nie dotyczył. Pewnie tak by było. >Sugerujesz że homoseksualiści będą wykorzystywać dzieci tak samo jak pedofile? Na jakiej podstawie? Nic takiego nie sugeruję. Wskazuję, że dziecko nie potrafi samo dokonać oceny co dla niego dobre, i może nawet wybrać na tatusia pedofila, dlatego nie może decydować samo, czy pary homo mogą je adoptować, bo nie wie jakie są różnice potem w życiu w rodzinach homo, w porównaniu do hetero. dlatego nie może decydowac samo tak jak Ty wcześniej sugerowałeś. >Bo jakie zagrożenia czyhają na dzieciach ze strony homoseksualnych opiekunów? To że w ich związku brakuje penisa albo waginy tak się odbije na psychice dziecka? Czy może wierzysz w to, że homoseksualiści będą chcieli przekabacić dziecko na swoje? Podałem kilka argumentów na początku, ale mogę raz jeszcze:
2. Faktem jest, że długość związków par homoseksualnych jest krótsza od małżeństw. Niesie to w porównaniu z hetero większe ryzyko problemów dla tych adoptowanych dzieci: dzieci się przyzwyczajają, potrzebują bezpieczeństwa.
3. Faktem jest, że przez wiele lat i jeszcze dzisiaj ryzyko zachorowania na różne choroby, w tym zaburzenia psychiczne, zarażenie HIV, jest bardziej prawdopodobne wśród par homo, zwłaszcza mężczyzn.
4. Faktem jest, że pary homoseksualne, są dyskryminowane w społeczeństwie. Jak będzie postrzegane dziecko dwóch gejów w swojej szkole? Ja wiem, że to jest dramat, bo istniejąca dyskryminacja może rodzić kolejną. Nie mniej jednak dzieci nie są od tego, aby odgórnie likwidować dyskryminację. Na to trzeba czasu, aby społeczeństwo się z tym oswoiło.
5. Faktem jest, że naturalnie do wychowania dzieci (można powiedzieć ewolucyjnie) przygotowane są pary hetero, dzieci bowiem potrzebują i ojca i matki, to te różne płcie przekazują im inne zachowania i postawy.
Istnieje zatem kilka powodów (pewnie są jeszcze inne), które homoseksualistów jako grupę, stawiają w sytuacji trudniejszej jako potencjalnych rodziców, stąd dopuszczenie ich do adopcji, wymaga wyjaśnienia różnych zagrożeń dla dzieci. To nie ma nic wspólnego z dyskryminacją (mogę mówić tylko za siebie oczywiście), to zwykła ostrożność, w sytuacji gdy są argumenty aby być ostrożnym.
>Oczywiście. To bardzo istotny argument. Jak gdzieś nie lubią murzynów to niech murzyni tam nie mieszkają. To istotny problem, ale dzieci w mojej opinii nie są od tego aby za ich pomocą toczyć walki światopoglądowe.
>To jest sposób myślenia, że mniejszość ma się dostosować do większości, a jak zachowujesz się inaczej to Twój problem. >Dla mnie to jest pogwałcenie elementarnego prawa człowieka do własnego światopoglądu i indywidualności. Demokracja nie polega na tym, że większość mówi innym jak mają żyć. Nietolerancyjność to problem społeczeństwa, a nie osób wobec których się ta nietolerancja przejawia. Nic mnie nie interesuje w aspekcie adopcji przez pary homo, poza dobrem dzieci. >Twoje myślenie bardzo mi przypomina odbieranie ochrzczonych dzieci żydom, żeby je oddać katolickim rodzicom. Wtedy też wierzono w to, że się te dzieci chroni. To w co kiedyś wierzono mało mnie interesuje. Ale obchodzą mnie problemy wyrażone wyżej w punkatch 2-5.
>Przykro się robi jak się czyta takie rzeczy na racjonalistycznym forum.
Jakie rzeczy? Że dostrzegam problemy i zadaję pytania? To faktycznie straszne...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) |
>Jakie rzeczy? Że dostrzegam problemy i zadaję pytania? To faktycznie straszne...
Ale weź się ogarnij. Nie "zadajesz pytań", tylko zrównujesz gejów z pedofilami. Jesteś obrzydliwym degeneratem, kolejnym, który straszy "dobrem maluczkich".
To zabawne jak obruszyłeś się, że zwróciłem ci uwagę, iż Polacy brali współudział w Zagładzie. Nie wiem czy pamiętasz, robiliśmy to nawet dłużej od Niemców, bo już po wojnie. Co rozpętało pogrom kielecki? Histeria wokół żydów "mordujących dzieci" na macę. Możesz sobie wmawiać, że troszczysz się o maluczkich, ale po prostu w najbardziej ohydny sposób żerujesz na najniższych instynktach.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Obruszyłem się, ponieważ stwierdzenie że Polacy brali współudział w zagładzie Żydów jest manipulacją. Jeśli zna się historię Europy i liczby oraz zaangażowanie różnych grup z różnych narodów w kolaborację z Niemcami to się by głupot nie pisało.
A jeśli już lubisz takie generalizacje, to pamiętaj, że Polacy są także największymi wybawicielami Żydów.
Jedno i drugie jest tak samo głupie, a pierwsze może wyjść z ust tylko osoby uprzedzonej: polonofoba.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Obruszyłem się, ponieważ stwierdzenie że Polacy brali współudział w zagładzie Żydów jest manipulacją.
Dokładnie tego rodzaju co "związki gejów są nietrwałe". Jest statystyką.
Nie ulega wątpliwości, że Polacy są w awangardzie narodów mordujących Żydów. Prawie każdy żyd, który się ukrywał i był wydany Niemcom był wydany przez Polaków. Polak, który ukrywał Żydów musiał bać się sąsiadów. Polacy uwielbiali wykorzystywać sytuację i rabować majątek zabitych Żydów. To wszystko są oczywiste FAKTY.
Jeśli zna się historię Europy i liczby oraz zaangażowanie różnych grup z różnych narodów w kolaborację z Niemcami to się by głupot nie pisało.
>A jeśli już lubisz takie generalizacje, to pamiętaj, że Polacy są także największymi wybawicielami Żydów. >Jedno i drugie jest tak samo głupie, a pierwsze może wyjść z ust tylko osoby uprzedzonej: polonofoba.
Masz rację, generalizowanie ze statystyki, szczególnie w oderwaniu od związków przyczynowych, to fobia. Dlatego jesteś homofobem.
PS: nie, to nie Polacy uratowali prawie całą populację "swoich" Żydów solidarnie współpracując celem ich ewakuacji. Chyba nie znasz historii Europy, ale się mądrzysz, jak zwykle - od rzeczy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Obruszyłem się, ponieważ stwierdzenie że Polacy brali współudział w zagładzie Żydów jest manipulacją. >Dokładnie tego rodzaju co "związki gejów są nietrwałe". Jest statystyką. Właśnie nie. Krótki czas trwania związków np gejowskich wynika ze statystyki, a to że rzekomo Polacy brali współudział w zagładzie Żydów, nie jest statystyką. Podaj jakieś liczby to się przekonasz: ilu Żydów wydali Polacy, a ilu ich zginęło w czasie wojny, wtedy zobaczysz obraz polskiego współudziału w Zagładzie Żydów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | LOL, ty serio?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >LOL, ty serio? Tak, podaj liczby, to się dowiesz.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | grzmot (741 punktów) | > 2. Faktem jest, że długość związków par homoseksualnych jest krótsza od małżeństw.Średnia długość, mediana, jakie odchyłki, z jakiej populacji, źródła? Czy to "prawo natury" odnosi się do całej ludzkości? > 3. Faktem jest, że przez wiele lat i jeszcze dzisiaj ryzyko zachorowania na różne choroby, w tym zaburzenia psychiczne, zarażenie HIV, jest bardziej prawdopodobne wśród par homo, zwłaszcza mężczyzn.W stałych związkach, wśród zdrowych par homoseksualnych, zwłaszcza mężczyzn, HIV częściej pojawia się spontanicznie z powietrza, czy może są inne przyczyny? Zaburzenia psychiczne, źródła? > 4. Faktem jest, że pary homoseksualne, są dyskryminowane w społeczeństwie. Jak będzie postrzegane dziecko dwóch gejów w swojej szkole? Ja wiem, że to jest dramat, bo istniejąca dyskryminacja może rodzić kolejną. Nie mniej jednak dzieci nie są od tego, aby odgórnie likwidować dyskryminację. Na to trzeba czasu, aby społeczeństwo się z tym oswoiło.I dlatego pewnie należy zamiatać problem pod dywan, bo jak społeczeństwo nie wie, to się szybciej oswoi  . Co do "wykorzystania" dzieci - model rozprzestrzeniania się religii pokazuje, że to skuteczne. > 5. Faktem jest, że naturalnie do wychowania dzieci (można powiedzieć ewolucyjnie) przygotowane są pary hetero, dzieci bowiem potrzebują i ojca i matki, to te różne płcie przekazują im inne zachowania i postawy.Faktem jest, że argument o "naturalności" jest kompletnie nielogiczny w praktycznie każdej dziedzinie. "Faktem jest", że konserwy, transport, szczepionki, elektryczność i internet nie są naturalne - hurra, wracajmy do jaskiń. Podział na naturalne i sztuczne jest tak samo obiektywny jak na ładne i brzydkie (właściwie ten drugi ma poważniejsze podłoże - ewolucyjne, patrz A. Damasio). Faktem jest, że długoterminowych skutków nie znamy, a społeczeństwa cały czas ewoluują. To, że napiszesz "faktem jest", nie oznacza, że to prawda. Bez konkretów to po prostu próba manipulacji, analogiczna do "wszyscy wiedzą, że". > Istnieje zatem kilka powodów (pewnie są jeszcze inne), które homoseksualistów jako grupę, stawiają w sytuacji trudniejszej jako potencjalnych rodziców, stąd dopuszczenie ich do adopcji, wymaga wyjaśnienia różnych zagrożeń dla dzieci. To nie ma nic wspólnego z dyskryminacją (mogę mówić tylko za siebie oczywiście), to zwykła ostrożność, w sytuacji gdy są argumenty aby być ostrożnym.A, pewnie są "jeszcze inne powody przeciw", wszyscy to wiedzą. To nie uprzedzenie, to zwykła ostrożność. A może są też jakieś powody za, o których wiedzą niektórzy?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >3. Faktem jest, że przez wiele lat i jeszcze dzisiaj ryzyko zachorowania na różne choroby, w tym zaburzenia psychiczne, zarażenie HIV, jest bardziej prawdopodobne wśród par homo, zwłaszcza mężczyzn.> W stałych związkach, wśród zdrowych par homoseksualnych, zwłaszcza mężczyzn, HIV częściej pojawia się spontanicznie z powietrza, czy może są inne przyczyny? Zaburzenia psychiczne, źródła?W badaniach w Nowej Zelandii zebrano dane na temat wachlarza zaburzeń wśród młodych homoseksualistów, lesbijek i biseksualistów. U osób o orientacji homoseksualnej i biseksualnej w 21 roku życia stwierdzono czterokrotnie wyższe ryzyko wystąpienia depresji lub zaburzeń zachowania, pięciokrotnie wyższe ryzyko uzależnienia od nikotyny, dwukrotnie wyższe ryzyko nadużywania innej substancji lub wystąpienia innego nałogu oraz sześciokrotnie wyższe prawdopodobieństwo podjęcia próby samobójczej. (Fergusson D.M. i inni. "Is sexual orientation related to mental health problems and suicidality in young people?" ["Czy orientacja seksualna jest powiązana z problemami zdrowia psychicznego i myślami samobójczymi u młodych ludzi?"]. Arch Gen Psychiatry. 1999; 56:876-80.) W badaniach nad zdrowiem psychicznym przeprowadzonych ostatnio w USA, stwierdzono, iż w porównaniu z populacją ogólną, osoby o orientacji homoseksualnej i biseksualnej, trzy razy częściej chorują na depresję a ryzyko wystąpienia u nich napadów lęku jest aż pięciokrotnie wyższa. Trzykrotnie częściej oceniali oni swoje zdrowie psychiczne jako zaledwie ?w porządku? lub ?kiepskie? i doświadczali silnego cierpienia psychicznego. U kobiet o orientacji homoseksualnej i biseksualnej stwierdzono czterokrotnie większe ryzyko wystąpienia zaburzeń lękowych. U obu tych grup wystąpiło trzykrotne większe prawdopodobieństwo konieczności podjęcia leczenia w placówkach zdrowia psychicznego. (Cochran S. i inni. "Prevalence of mental disorders, psychological distress, and mental health sevices use among lesbian, gay, and bisexual adults in the United States" ["Rozpowszechnienie zaburzeń psychicznych, psychicznego cierpienia oraz korzystanie z usług w zakresie zdrowia psychicznego wśród dorosłych lesbijek, gejów i biseksualistów w Stanach Zjednoczonych"]. J Consult Clin Psychol. 2003; 71:53-61.) Mówi się, że wysokie wskaźniki chorób psychicznych wśród osób o orientacji homoseksualnej są rezultatem "homofobii". Jednakże nawet w Holandii, która jest o wiele bardziej tolerancyjna wobec związków partnerskich tej samej płci i która ostatnio zalegalizowała "małżeństwa homoseksualne", stwierdza się wysoki wskaźnik chorób psychicznych, w tym depresji, dwubiegunowych zaburzeń afektu (depresyjno-maniakalnych), agorafobii, zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych i narkomanii. (Sandfort T.G. i inni. "Same-sex sexual behavior and psychiatric disorders: findings from the Netherlands Mental Health Survey and Incidence Study /NEMESIS/" ["Zachowania seksualne w obrębie tej samej płci a zaburzenia psychiatryczne: wyniki opublikowane przez Ośrodek Badań Zdrowia Psychicznego i Zachorowań Psychiatrycznych w Holandii /NEMESIS/]. Arch Gen Psychiatry. 2001; 58:85-91.) Według badań z Vancouver, wiek życia przewidywany dla 20 - letnich mężczyzn o orientacji homoseksualnej i biseksualnej w 20 roku życia był krótszy o 8 do 20 lat od przewidywanego wieku życia ogółu mężczyzn. Ocenia się, że gdyby ten rozkład śmiertelności miał się utrzymać, to prawie połowa mężczyzn będących homoseksualistami, którzy mają teraz 20 lat, nie dożyje 65 roku życia. (Hogg R.S. i inni. "Modelling the impact of HIV disease on mortality in gay and bisexual men" ["Model wpływu zachorowań na HIV na śmiertelność wśród mężczyzn o orientacji homoseksualnej i biseksualnej"]. International Journal of Epidemiology. 1997; 26:657-61.) > I dlatego pewnie należy zamiatać problem pod dywan, bo jak społeczeństwo nie wie, to się szybciej oswoi . Co do "wykorzystania" dzieci - model rozprzestrzeniania się religii pokazuje, że to skuteczne.Nie należy zamiatać po dywan, ale też nie rozwiązywać przy pomocy eksperymentów z dziećmi. > Faktem jest, że argument o "naturalności" jest kompletnie nielogiczny w praktycznie każdej dziedzinie.A mi się zawsze wydawało, że proces wychowawczy dziecka najlepiej się udaje gdy jest mama i tata. > To, że napiszesz "faktem jest", nie oznacza, że to prawda. Bez konkretów to po prostu próba manipulacji, analogiczna do "wszyscy wiedzą, że".Pewne rzeczy są powszechnie znane, zatem nie zawsze jest sens ich udowadniania, ale chętnie zmienię zdanie, jeśli odpowiednie dane ujawinią się w dyskusji. > >Istnieje zatem kilka powodów (pewnie są jeszcze inne), które homoseksualistów jako grupę, stawiają w sytuacji trudniejszej jako potencjalnych rodziców, stąd dopuszczenie ich do adopcji, wymaga wyjaśnienia różnych zagrożeń dla dzieci. To nie ma nic wspólnego z dyskryminacją (mogę mówić tylko za siebie oczywiście), to zwykła ostrożność, w sytuacji gdy są argumenty aby być ostrożnym.> A, pewnie są "jeszcze inne powody przeciw", wszyscy to wiedzą. To nie uprzedzenie, to zwykła ostrożność. A może są też jakieś powody za, o których wiedzą niektórzy?Zawsze są jeszcze jakieś inne powody, zapewne, nie jestem mądralą, który określił zakmięty katalog problemów. Oczywiście, że są powody za, chyba nie oczekujesz abym je wymieniał wydaje się, że są oczywiste.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>2. Faktem jest, że długość związków par homoseksualnych jest krótsza od małżeństw. >Średnia długość, mediana, jakie odchyłki, z jakiej populacji, źródła? Czy to "prawo natury" odnosi się do całej ludzkości? Badania nad mężczyznami o orientacji homoseksualnej wykazują, że ponad 75% homoseksualistów uprawiało seks z ponad 100 różnymi mężczyznami w ciągu życia: około 15% spośród nich miało 100-249 partnerów seksualnych, 17% - 250-499, 15% - 500-999, a 28% przyznało, że miało ponad 1000 partnerów seksualnych w ciągu życia. (Bell A.P., Weinberg M.S. Homosexualities. New York 1978.) Obraz promiskuityzmu lesbijek przedstawia się mniej ekstremalnie, ale jego wskaźnik jest wyższy aniżeli u kobiet heteroseksualnych. Wiele lesbijek uprawia także seks z mężczyznami. (Fethers K i inni, "Sexually transmitted infections and risk behaviours in women who have sex with women" ["Infekcje przenoszone drogą płciową a zachowania obarczone ryzykiem u kobiet uprawiających seks z kobietami"]. Sexually Transmitted Infections 2000; 76:345-9.) O wiele wyższy wskaźnik promiskuityzmu obserwuje się u "oddanych sobie" homoseksualistów będących w związku niż w małżeństwach heteroseksualnych. W Holandii męskie związki homoseksualne trwają średnio 1,5 roku, a homoseksualiści mają średnio ośmiu partnerów na rok poza związkami rzekomego "wzajemnego oddania". (Xiridou M. i inni. "The contribution of steady and casual partnerships to the incidence of HIV infection among homosexual men in Amsterdam", ["Zależność rozmiarów zakażenia HIV od trwałych i przypadkowych związków partnerskich wśród mężczyzn homoseksualnych w Amsterdamie"]. AIDS. 2003; 17:1029-38.) Homoseksualiści uprawiają seks z kimś innym niż ich pierwotny partner w 66% związków w pierwszym roku jego trwania wskaźnik ten wzrasta do 90% w związkach trwających dłużej niż pięć lat. (Harry J. Gay couples, [Pary gejowskie]. New York. 1984.) Według badania internetowego, w którym wzięło udział prawie 8 000 homoseksualistów, 71% związków tej samej płci trwało mniej niż 8 lat. Jedynie 9% wszystkich związków tej samej płci trwało dłużej niż 16 lat. (2003-2004 Gay and Lesbian Consumer Online Census [Internetowy Spis Konsumentów będących Gejami i Lesbijkami na lata 2003-2004]; www.glcensus,org.) Wysokie wskaźniki promiskuityzmu nie są niczym dziwnym: autorzy będący homoseksualistami twierdzą, że "wyzwolenie gejów zostało oparte (...) na seksualnym braterstwie promiskuityzmu". (Rotello G. Sexual ecology [Ekologia seksualna]. New York 1998.)
Badania nie są pierwszej świeżości, ale są i pokazują wspomniane problemy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Jeden, jedyny raz w życiu spotkałem się ze słowem promiskuityzm w Sadze o wiedźminie.
Teraz widzę po raz drugi w życiu, że ktoś go użył.
Jestem pod wrażeniem.
Dalej nie rozumiem jednak jak to się ma wszystko do adopcji dzieci. Rozwiązłość seksualna, nietrwałość związku i choroby to rzeczy brane pod uwagę przy adopcji.
Ogólnie przed parą chcącą dokonać adopcji stawiane są niemałe wymagania. Jeśli powyższe statystyki w jakimś stopniu przekładają się na dzisiejsze czasy, to po prostu większość z tych par nie będzie miała możliwości dokonania aborcji.
Co innego z parami, które zdecydują się na dzieci w mniej konwencjonalny sposób... to może być problem.
Podejrzewam, że osoby które mają depresję i myśli samobójcze nie mają zamiaru dokonywać aborcji. Podobnie osoby rozwiązłe seksualnie nie chcą się wiązać i wychowywać dzieci.
Zakładanie rodziny wiąże się ze stabilizacją i od tego jest cała procedura adopcyjna, żeby stwierdzić, czy rodzice się nadają, czy nie.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Jeden, jedyny raz w życiu spotkałem się ze słowem promiskuityzm w Sadze o wiedźminie. >Teraz widzę po raz drugi w życiu, że ktoś go użył. >Jestem pod wrażeniem. W Wikipedii jest. >Dalej nie rozumiem jednak jak to się ma wszystko do adopcji dzieci. Rozwiązłość seksualna, nietrwałość związku i choroby to rzeczy brane pod uwagę przy adopcji. Zgadza się. Problem który podejmuję dotyczy kwestii, czy w związku z tym, że homoseksualizm wiąże się z takimi problemami (które występują częściej u nich niż i hetero) ryzyko dopuszczenia całej grupy do adopcji nie jest zbyt duże.
To tak, jak z prawem jazdy: można je mieć od 18 roku życia, mimo że egzamin może zdać niejeden 17-latek. Dostęp do prawa jazdy jest zatem ograniczony dla wszystkich ludzi poniżej 18 roku życia, mimo że niejeden z nich jeździ lepiej od tych co to prawo mają. Dlaczego jest ten dostęp ograniczony, a dlatego, że ktoś, na podstawie jakiś kryteriów tak stwierdził.
>Podejrzewam, że osoby które mają depresję i myśli samobójcze nie mają zamiaru dokonywać aborcji. Podobnie osoby rozwiązłe seksualnie nie chcą się wiązać i wychowywać dzieci. Nie wiadomo, kto jakie może mieć plany i zamiary. Z pewnością depresje czy inne zaburzenia, także rozwiązłość seksualna nie są cechami, które wpływają pozytywnie (geenralnie) na wychowywanie dzieci. >Zakładanie rodziny wiąże się ze stabilizacją i od tego jest cała procedura adopcyjna, żeby stwierdzić, czy rodzice się nadają, czy nie. Zgadza się, ale jeśli jest tak, że z określoną grupą ludzi wiąże się statystycznie zbyt duże ryzyko, to rozważanie zakazu dla całej grupy nie jest pozbawione sensu (patrz przykład z prawem jazdy).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Nie rozumiem tego przykładu z prawem jazdy.
Kryterium pełnoletności zostało przyjęte i zależy tylko od wieku. To jest najmniej dyskryminująca cecha, jeśli chodzi przyznawanie praw.
Ubezpieczalnie inaczej traktują kierowców poniżej 24 roku życia, ponieważ znajdują się w podwyższonej grupie ryzyka. Ale nie zabrania się kierować pojazdami poniżej 24 roku życia. Dla młodych kierowców ogranicza się ilość punktów itp.
W innych krajach nowych kierowców dotyczą po prostu inne ograniczenia.
Podobnie wygląda procedura adopcyjna, kiedy najpierw sprawdza się predyspozycje przyszłych rodziców, a następnie intensywnie kontroluje podczas pierwszych miesięcy opieki.
Nawet psa schroniska teraz nie dają zaadoptować w ciemno.
Jak dotąd wszystkie tragedie dotyczące rodzin zastępczych o jakich jest głośno to wina niedopatrzeń urzędów, które za te adopcje odpowiadały.
W Polsce prawo jazdy nie jest zakazane ponieważ osoby poniżej osiemnastego roku życia są grupą podwyższonego ryzyka, ale ponieważ nie są pełnoletnie. To zupełnie inne kryterium niż dyskryminowanie grupy ludzi ze względu na jakieś abstrakcyjne cechy, które nijak się mają do wychowywania dzieci.
W niektórych zakątkach świata można prowadzić i wieku 16 lat. I nic złego się tam nie dzieje. W Polsce mamy też więcej wypadków samochodowych, niż np. w Niemczech, więc może niech nasi zachodni sąsiedzi zabronią nam prowadzić u siebie pojazdów? Skoro jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka?
To jest przykład takiego samego rozumowania. Z tym że ja akurat mówię o konkretnie statystyce dotyczącej prowadzenia pojazdów. Ty zaś mówisz o badaniach dotyczących chorób i rozwiązłości seksualnej. Skup się raczej na badaniach, które mówią o tym jakimi rodzicami są homoseksualiści. Te badania są nad wyraz pozytywne i przemawiają na ich korzyść.
Jest to oczywiście logiczne. Para homoseksualna starająca się o adopcję jest pewna swojej decyzji i stawia się przed nią szereg wymagań. Para hetero wystarczy chwila nieuwagi i problem, bo ani kasy nie ma, ani rodziny, bo nikt o dziecku wcześniej nie myślał i po prostu się zdarzyło.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Nie rozumiem tego przykładu z prawem jazdy.Chodzi o sposób myślenia. Przyjęte jest powszechnie, że określone grupy ludzi (w całości) są pozbawione określonych praw, ponieważ ktoś uznał (Sejm, naród, minister..., eksperci ...), często na podstawie wyników badań, analiz, że określone cechy danej grupy ludzi są nieodpowiednie aby posiadali oni te określone prawa. I nie jest to żadna ...cośtamFOBIA, tylko rzecz normalna. A skoro jest to normalne, to nie ma żadnych etycznych, moralnych, cywilizacyjnych, naukowych czy prawnych przeszkód aby dowolnej grupie ludzie zabronić czegoś, o ile są ku temu POWODY. Dlatego też w tej dyskusji użyłem przykładu z prawem jazdy, aby obalić argument, że nie można (nie powinno się) jakiejś grupie ograniczać praw, bo można i to się robi. Ale muszą być ku temu powody, dlatego też przedstawiłem kilka zagrożeń, które dostrzegam w przypadku adopcji przez pary homo. Liczyłem raczej na to, że trochę wkładając przysłowiowy kij w mrowisko wywołam dyskusję, w miarę merytoryczną. Dyskusja natomiast skupiła się niestety na 2 grupach argumentów: I. Że jestem homofob, debil, rasista, nazista ... (z tym trudno się dyskutuje, dlatego staram się nie reagować). II. Że całej jakiejś tam grupie to nie można ograniczyć praw, bo to dyskryminacja. Wydaje mi się, że jednak można (przykład z prawem jazdy). czasami przeplatana elementami merytorycznymi. > To jest przykład takiego samego rozumowania. Z tym że ja akurat mówię o konkretnie statystyce dotyczącej prowadzenia pojazdów. Ty zaś mówisz o badaniach dotyczących chorób i rozwiązłości seksualnej. Skup się raczej na badaniach, które mówią o tym jakimi rodzicami są homoseksualiści. Te badania są nad wyraz pozytywne i przemawiają na ich korzyść.> Jest to oczywiście logiczne. Para homoseksualna starająca się o adopcję jest pewna swojej decyzji i stawia się przed nią szereg wymagań. Para hetero wystarczy chwila nieuwagi i problem, bo ani kasy nie ma, ani rodziny, bo nikt o dziecku wcześniej nie myślał i po prostu się zdarzyło.To co napisałeś, jest jak najbardziej argumentem za adopcją przez pary homo i jest to wg mnie dość mocny argument, bo wydaje się to logiczne. Nie myślałem wcześniej o tej sprawie w taki sposób - patrzyłem raczej na adopcję przez pary homo w relacji do adopcji przez pary hetero. Czytałem o tym, jakimi rodzicami są homoseksualiści, jakie potem cechy mają dzieci. Sporo informacji znajduje się pod hasłem "Rodzicielstwo LGBT" w Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Rodzicielstwo_LGBTZ przeczytanych informacji wynika, że sprawa, jest niejednoznaczna, większość badań jest słaba metodologicznie, są stronnicze, spora część badań wskazuje na braki różnic w wychowaniu, wyniki niektórych badań są mocno niekorzystne dla kwestii adopcji dzieci przez pary homo. Dlatego też nie jest to takie proste, jak się wydaje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
> Czytałem o tym, jakimi rodzicami są homoseksualiści, jakie potem cechy mają dzieci. Sporo informacji znajduje się pod hasłem "Rodzicielstwo LGBT" w Wikipedii:> pl.wikipedia.org/wiki/Rodzicielstwo_LGBT> Z przeczytanych informacji wynika, że sprawa, jest niejednoznaczna, większość badań jest słaba metodologicznie, są stronnicze, spora część badań wskazuje na braki różnic w wychowaniu, wyniki niektórych badań są mocno niekorzystne dla kwestii adopcji dzieci przez pary homo.> Dlatego też nie jest to takie proste, jak się wydaje.Gdybyś zerknął do wiki angielskiej, nota bene znacznie lepiej uźródłowionej, zauważyłbyś, że sprawa przedstawia się zgoła odmiennie. co to znaczy i z czego wynika sam se wymyśl.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|