Czytelnik Kacper Swierk prosił o założenie wątku na temat artykułu Matta Ridleya pt. "Pożegnanie mitu szlachetnego dzikusa". Oto jego uwagi przesłane w mailu:
1. "Myśliwi-ogrodnicy" to niezbyt fortunne, choć dosyć dosłowne tłumaczenie "horticulturalists-hunters". (Chodzi o kopieniaczy uprawiających poletka w anglojęzycznej literaturze określane mianem ogrodów).
2. Autor trochę dziwnie stawia sprawę. Wśród większości współczesnych, poważnych antropologów panuje zgoda co do tego, że wojny miały miejsce w tubylczej Ameryce, także przed europejską kolonizacją i, że nie są (jak onegdaj twierdzili niektórzy) "egzogennym wirusem" przyniesionym przez kolonistów (co nie znaczy, że koloniści nigdy nie byli katalizatorami wojen pomiędzy Indianami). O rdzennie amerykańskiej przemocy traktują m.in. wydane niedawno dwie zbiorówki pod redakcją Chacona.
3. Byłbym sceptyczny wobec wysoce uogólniającego stwierdzenia: "Niedawne badania potwierdziły, że w małych społecznościach śmiertelność z powodu przemocy jest bardzo częsta, zarówno dzisiaj, jak w przeszłości. Niemal jedna trzecia ludzi w tych społecznościach ginie w najazdach i walkach, a liczba zbitych jest dwukrotnie wyższa wśród mężczyzn niż wśród kobiet. Jest to znacznie wyższa stopa śmiertelności niż podczas drugiej wojny światowej, nawet w krajach, które ucierpiały najbardziej." Nie wiem niestety co to za badania, ale przypuszczam, że mogą one uogólniać i prezentować wspólnie dane różnej proweniencji i natury (np. wkluczając wojny nadzwyczajnie nasilone z powodu presji kolonialnej, boomu kauczukowego itp.), z różnych miejsc i czasów, uzyskując tym samym fałszywy wynik. U współczesnych Matsigenków np. śmiertelność z powodu przemocy jest zupełnie minimalna. W społeczeństwach zachodnich przemoc i zabójstwa są o wiele częstsza niż wśród nich. Niektóre z "małych społeczności" jak Menraq (Semangowie) z Malezji, badani przez Alberto Gomesa wydają się niemal w ogóle nie stosować przemocy zarówno wewnątrz własnej społeczności jak i w stosunkach międzyetnicznych.
4. Yanomami jak i niektóre inne ludy (np. Waorani) słyną z wojowniczości i dowartościowywania agresywnych postaw w rozlicznych kontekstach, a także z prowadzenia wojen z członkami własnej grupy etno-językowej. Cech etosu czy habitusu tych ludów nie można rzutować na wszystkie "małe społeczeństwa."
5. To, że realia życia Indian i innych "małych społeczeństw" przypominają stan "wojny wszystkich przeciwko wszystkimi" przypisywany "dzikim" przez Thomasa Hobbesa, jest bzdurą. Wiele amerykańskich grup tubylczych cechowało się wojowniczością i napadało na swych wrogów, ale była to walka pomiędzy ludami lub ugrupowaniami społeczno-politycznymi, a nie naparzanie się każdego z każdym. Grupy będące stronami w tych walkach zachowywały społeczną spójność a ich członkowie utrzymywali pomiędzy sobą harmonijne relacje.
6. Jak powiedział jeden z klasyków antropologii amazońskiej: W Amazonii przedkłada się uzyskanie jak największych korzyści z zabicia wroga, nad zabicie wielu wrogów.
|