Racjonalista - Strona głównaDo treści
Techniczne aspekty wykrywania niebezpiecznych planetoid

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
23-02-2013 21:32Hodża (11172 punktów)Techniczne aspekty wykrywania niebezpiecznych planetoid
Ocena 3 na 3
   Po incydencie czelabińskim toczy się dyskusja na temat, dlaczego wyspecjalizowane agencje nie wykryły tego dość dużego jednak (15-17 m średnicy) obiektu, który narobił tyle hałasu i napędził też trochę strachu. Pojawiły się różne wytłumaczenia - wspólną ich cechą jest to, że odnoszą się do obserwacji w spektrum widzialnym. Może moje pytanie zdradza niedostateczną znajomość możliwości radioastronomii, ale - czy jest możliwe odpowiednio wczesne wykrywanie (t.j. z dystansu rzędu milionów kilometrów) skałek wielkości kilkunastu - kilkudziesięciu metrów za pomocą wiązek radarowych? Oczywiście koszty takiego systemu (który by musiał opierać się na sieci radarów rozmieszczonych na orbicie, być może solarnej) byłby ogromny, ale - wydaje mi się to być technicznie wykonalne, a i koszty - wobec tego, że znaczny impakt (podobny do tego znad Podkamiennej Tunguski) może się przytrafić nad obszarami gęsto zamieszkałymi (na dobrą sprawę incydent z 15 lutego wskazuje, że ilość obiektów tej wielkości nie jest znana stąd też i wszelkie szacunkowe prawdopodobieństwa uderzeń, oparte na krótkiej historii ostatnich wieków mogą być bardzo niedoszacowane) - byłyby znikome wobec skali zniszczeń towarzyszących tego rodzaju zjawiskom.

    Zniszczenie ciała tej wielkości, co meteoroid czelabiński, na godziny przed uderzeniem, oczywiście byłoby możliwe tylko przy użyciu broni jądrowej.

   "Matka Natura" najwyraźniej żąda od ludzi, by nauczyli się działać wspólnie i zaczęli tworzyć oręż, którym się przed nią obronią
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)


Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
grzmot (741 punktów)
Moja wiedza w temacie jest bardzo ograniczona, ale wydaje mi się, że duży problem jest z energią. Żeby wykrywać coś za pomocą wiązek radarowych, trzeba wysyłać promieniowanie. Żeby wykrywać z odpowiedniej odległości (dającej margines czasowy na reakcję, przy znacznych prędkościach obiektów i ich ograniczonych rozmiarach kątowych), ilość wypromieniowywanej energii musiałaby być spora (rozpraszanie z kwadratem odległości). A musielibyśmy pokryć całą sferę - bo nie wiadomo, pod jakim kątem nadleci (chociaż poza płaszczyzną ekliptyki prawdopodobieństwo jest chyba niewielkie).
KarolG (2892 punktów)
>    Zniszczenie ciała tej wielkości, co meteoroid czelabiński, na godziny przed uderzeniem,
>oczywiście byłoby możliwe tylko przy użyciu broni jądrowej.
Może masz rację, ale nie rozumiem dlaczego to takie oczywiste.
Toż to zwykły kamlot wielkości dużego głazu narzutowego. Jakiej energii wybuchu trzeba, by takie coś rozbić na mniejsze kawałki? Chyba nie 15 kiloton pl.wikipedia.org/wiki/Little_Boy ?
Hodża (11172 punktów)
>Toż to zwykły kamlot wielkości dużego głazu narzutowego. Jakiej energii wybuchu trzeba, by takie coś rozbić na mniejsze kawałki? Chyba nie 15 kiloton pl.wikipedia.org/wiki/Little_Boy ?

Niestety, jeśli już mówimy o sytuacji "podbramkowej" - właśnie takiej, w której jest tylko kilkanaście - kilkadziesiąt godzin na reakcję, w grę wchodzi tylko bomba A. Mniejsze ładunki konwencjonalne nawet przy tak małych kamykach, zważywszy na ogromną ich energię kinetyczną względem Ziemi, nie zmieniłyby już znacząco toru ruchu, nie mówiąc już o tym, że nie istnieją obecnie konwencjonalne ładunki zdolne rozkawałkować nawet taką skałkę jak ta spod Czelabińska.

EDIT do wstępu - oczywiście rzeka na Syberii, nad którą w 1908 eksplodował meteoryt to Podkamienna Tunguzka.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-02-2013 23:51 
 Ocena 1 na 1
embe (1266 punktów)
> zważywszy na ogromną ich energię kinetyczną względem Ziemi, nie zmieniłyby już znacząco toru ruchu,
Nie trzeba zmieniać toru ruchu, wystarczy rozbić na kawałki, z którymi już poradzi sobie atmosfera. Rzecz w tym, że nawet Car Bomba nie jest w stanie rozbić asteroidy żelaznej lub kamiennej o średnicy 100m.
Rzeczywiście więc, jedyną szansa na uniknięcie kolizji przy większych kamykach to zmiana toru ruchu. Tyle, że jeśli skała ma 100m średnicy i jest kamienna, to dorzucenie wektora 1 km/s wymaga kilkuset megaton. Nie ma takich bomb; większość energii bomby zostanie wypromieniowana a nie skonwertowana na pęd; a 1 km/s to za mało, by coś zmienić w sytuacji podbramkowej.
25-02-2013 07:53 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>EDIT do wstępu - oczywiście rzeka na Syberii, nad którą w 1908 eksplodował meteoryt to Podkamienna Tunguzka.

Po rosyjsku Подкаменная Тунгуска, więc w napisaniu "Tunguska" nie ma błędu
embe (1266 punktów)
>Toż to zwykły kamlot wielkości dużego głazu narzutowego. Jakiej energii wybuchu trzeba, by takie coś rozbić na mniejsze kawałki? Chyba nie 15 kiloton pl.wikipedia.org/wiki/Little_Boy ?
Jeśli ładunek eksplodowałby wewnątrz asteroidy, to i tona trotylu by wystarczyła. Ale nawet megatona nie rozbije tego na kawałki eksplodując obok.
Pa1ryk (1539 punktów)
>Zniszczenie ciała tej wielkości, co meteoroid czelabiński, na godziny przed uderzeniem, oczywiście byłoby możliwe tylko przy użyciu broni jądrowej.

Ale jak? Przecież w przestrzeni kosmicznej nie ma atmosfery, która stworzyłaby falę uderzeniową, więc większość energii wybuchu (albo raczej prawie całość) przekształciłaby się w promieniowanie. Mielibyśmy radioaktywną asteroidę. No chyba, że chcemy tą bombę wwiercić jak w Armagedonie. Rozumiesz o co chodzi- żeby coś odepchnąć w prawo, coś innego musi polecieć w lewo. Trzecia zasada dynamiki.
24-02-2013 11:07 
 Ocena 2 na 2
maciejo (3492 punktów)
>>Zniszczenie ciała tej wielkości, co meteoroid czelabiński, na godziny przed uderzeniem, oczywiście byłoby możliwe tylko przy użyciu broni jądrowej.
>Ale jak? Przecież w przestrzeni kosmicznej nie ma atmosfery, która stworzyłaby falę uderzeniową, więc większość energii wybuchu (albo raczej prawie całość) przekształciłaby się w promieniowanie. Mielibyśmy radioaktywną asteroidę. No chyba, że chcemy tą bombę wwiercić jak w Armagedonie. Rozumiesz o co chodzi- żeby coś odepchnąć w prawo, coś innego musi polecieć w lewo. Trzecia zasada dynamiki.

Jakby asteroida oberwała bezpośrednio z atomówki, to żadna fala uderzeniowa potrzebna nie jest. Sama energia wybuchu spowodowałaby jej odparowanie. Tylko trafić trzeba, a to nie łatwe bo obiekt jest mały.

Co do detekcji radarowej o której mowa wyżej to zastanawiam się nad niezbędną energią. By istniały szanse na zniszczenie takiego obiektu musi być wykryty co najmniej na kilka dni przed uderzeniem. Albo by trzeba użyć ogromnych ilości energii by wiązka radarowa penetrowała dość głęboką przestrzeń albo może lepiej użyć radarów słabszych ale umieścić je dalej od ziemi.
24-02-2013 12:18 
 Ocena 3 na 3
Ratatoskr (4439 punktów)
>Jakby asteroida oberwała bezpośrednio z atomówki, to żadna fala uderzeniowa potrzebna nie jest. Sama energia wybuchu spowodowałaby jej odparowanie. Tylko trafić trzeba, a to nie łatwe bo obiekt jest mały.

To nie jest takie oczywiste:
Cytat:
Koncepcja programu Orion była częściowo oparta na wynikach testów przeprowadzanych podczas wczesnych prób bomb atomowych na poligonie Eniwetok. Podczas testów stalowe kule pokryte powłoką grafitową zawieszano 30 stóp (ok. 9 metrów) nad centrum eksplozji jądrowej. Kule znajdowano w nienaruszonym stanie z częściowo odparowaną powłoką grafitu.

pl.wikipedia.org/wiki/Program_Orion

Ludzie są czemuś zakonotowani na "wybuchanie" asteroid atomówkami, tymczasem dużo sensowniejszym rozwiązaniem byłoby doczepienie do takiej asteroidy silnika jonowego napędzanego reaktorem jądrowym, ew. jądrowy silnik pulsacyjny jak w linku powyżej.
24-02-2013 12:41 
 Ocena 4 na 4
maciejo (3492 punktów)
>>Jakby asteroida oberwała bezpośrednio z atomówki, to żadna fala uderzeniowa potrzebna nie jest. Sama energia wybuchu spowodowałaby jej odparowanie. Tylko trafić trzeba, a to nie łatwe bo obiekt jest mały.
>To nie jest takie oczywiste:
>Cytat:
Koncepcja programu Orion była częściowo oparta na wynikach testów przeprowadzanych podczas wczesnych prób bomb atomowych na poligonie Eniwetok. Podczas testów stalowe kule pokryte powłoką grafitową zawieszano 30 stóp (ok. 9 metrów) nad centrum eksplozji jądrowej. Kule znajdowano w nienaruszonym stanie z częściowo odparowaną powłoką grafitu.


Tylko to dowodzi tego, że wybuch nie może nastąpić w oddaleniu od obiektu, a dopiero po zetknięciu się z nim. Najlepiej by pocisk był skonstruowany tak jak bomby do niszczenia bunkrów - długi, bardzo twardy i wąski by się głęboko wbił, a następnie dopiero eksplodował

>pl.wikipedia.org/wiki/Program_Orion
>Ludzie są czemuś zakonotowani na "wybuchanie" asteroid atomówkami, tymczasem dużo sensowniejszym rozwiązaniem byłoby doczepienie do takiej asteroidy silnika jonowego napędzanego reaktorem jądrowym, ew. jądrowy silnik pulsacyjny jak w linku powyżej.

Pulsacyjny silnik jądrowy jest jedynie opracowany teoretycznie i nie ma gwarancji, że zadziałałby tak jak sobie tego życzymy. W przeciwieństwie do tego koncepcja rakiety balistycznej z głowicą jądrową (bądź termojądrową - nawet kilkustopniową - jak rosyjski car) jest dobrze opracowana i wielokrotnie z sukcesem testowana. Generalnie powinno się zrobić taki test na paru wybranych planetoidach by sprawdzić różne rozwiązania.
24-02-2013 14:28 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Generalnie powinno się zrobić taki test na paru wybranych planetoidach by sprawdzić różne rozwiązania.

Początki tych badań stanowiła chyba misja Deep Impact. Poza tym Obama coś wspominał kilka lat temu o załogowej misji na asteroidę. Aby cokolwiek móc zaplanować w związku z niszczeniem lub zmianą trajektorii lotu tych obiektów trzeba rzecz jasna dobrze poznać ich budowę (np. okazuje się, że wiele asteroid to tylko luźno ze sobą związane kupy kamieni, więc nawet trudno planować jakąś zmianę ich toru lotu, skoro brak im mechanicznej spoistości).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-02-2013 15:18 
 Ocena 3 na 3
maciejo (3492 punktów)
>Początki tych badań stanowiła chyba misja Deep Impact. Poza tym Obama coś wspominał kilka lat temu o załogowej misji na asteroidę.

Słyszałem coś o tym. Bardzo ciekawa ale też trudna misja. W przeciwieństwie do planet czy księżyców planetoidy to obiekty bardzo małe i często o dziwnych kształtach. Trudno przewidzieć ich ruch obrotowy by móc dokładnie posadzić lądownik, poza tym grawitacja tam jest pewnie symboliczna.

>Aby cokolwiek móc zaplanować w związku z niszczeniem lub zmianą trajektorii lotu tych obiektów trzeba rzecz jasna dobrze poznać ich budowę (np. okazuje się, że wiele asteroid to tylko luźno ze sobą związane kupy kamieni, więc nawet trudno planować jakąś zmianę ich toru lotu, skoro brak im mechanicznej spoistości).

W sumie tym lepiej. Łatwiej potencjalnie zniszczyć taki obiekt. Wystarczy go "pokruszyć", a fragmenty które pozostaną są niegroźne bo spalą się w atmosferze. Nie mniej najważniejsze są dokładne badania, poznanie tych obiektów.
Hodża (11172 punktów)
>Słyszałem coś o tym. Bardzo ciekawa ale też trudna misja. W przeciwieństwie do planet czy księżyców planetoidy to obiekty bardzo małe i często o dziwnych kształtach. Trudno przewidzieć ich ruch obrotowy by móc dokładnie posadzić lądownik, poza tym grawitacja tam jest pewnie symboliczna.

Motywacją Amerykanów są oczywiście względy ekonomiczne - symboliczna grawitacja planetoid sprawia, że potencjalnie mogą się stać niewyczerpanym źródłem metali, zwł. rzadkich (a kto wie, może i szlachetnych?), które bez większych wysiłków można by wysyłać na Ziemię (problemem byłoby tylko opracowanie technik "kawałkowania" planetoidy).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-02-2013 12:38 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>Ale jak? Przecież w przestrzeni kosmicznej nie ma atmosfery, która stworzyłaby falę uderzeniową, więc większość energii wybuchu (albo raczej prawie całość) przekształciłaby się w promieniowanie. Mielibyśmy radioaktywną asteroidę. No chyba, że chcemy tą bombę wwiercić jak w Armagedonie. Rozumiesz o co chodzi- żeby coś odepchnąć w prawo, coś innego musi polecieć w lewo. Trzecia zasada dynamiki.

Sensownie prawisz. W przypadku mniejszych ładunków jądrowych różnica nawet kilku metrów w punkcie detonacji może decydować o powodzeniu lub fiasku takiego działania. Najlepszym przykładem tego, jak niewielka jest w istocie zdolność do niszczenia struktur geologicznych przez eksplozje jądrowe są zdjęcia z miejsc próbnych eksplozji pierwszych ładunków, w których właściwie następowało tylko zeszkliwienie piasku na powierzchni i nie powstawał nawet krater (przy eksplozji na wysokości ok. 30 m nad ziemią). Ponadto grube stropy żelbetowe bez trudu wytrzymują eksplozje mniejszych ładunków jądrowych bezpośrednio ponad nimi. Stąd - istotnie - nawet przy tak małych skałkach i tak "silnej" broni, jej użycie może być niezmiernie trudne.

>Co do detekcji radarowej o której mowa wyżej to zastanawiam się nad niezbędną energią. By istniały szanse na zniszczenie takiego obiektu musi być wykryty co najmniej na kilka dni przed uderzeniem. Albo by trzeba użyć ogromnych ilości energii by wiązka radarowa penetrowała dość głęboką przestrzeń albo może lepiej użyć radarów słabszych ale umieścić je dalej od ziemi.

Może więc wykorzystać źródła promieniowania radiowego już istniejące, np. to pochodzące ze Słońca?

A gdyby tak - skoro tyle kasy władowano w obserwację trawersów planet pozasłonecznych warto by przemyśleć system obserwujący przejścia małych obiektów na tle tarczy słonecznej? Wydaje mi się, że kilkadziesiąt potężnych teleskopów z odpowiednimi filtrami, rozmieszczonymi na odpowiednio skonfigurowanych orbitach wokółsłonecznych i stale obserwujący tarczę słoneczną, powinno dostarczyć wielu informacji również o obiektach poniżej 100 metrów.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-02-2013 12:54 
 Ocena 2 na 2
maciejo (3492 punktów)
>Może więc wykorzystać źródła promieniowania radiowego już istniejące, np. to pochodzące ze Słońca?
>A gdyby tak - skoro tyle kasy władowano w obserwację trawersów planet pozasłonecznych warto by przemyśleć system obserwujący przejścia małych obiektów na tle tarczy słonecznej? Wydaje mi się, że kilkadziesiąt potężnych teleskopów z odpowiednimi filtrami, rozmieszczonymi na odpowiednio skonfigurowanych orbitach wokółsłonecznych i stale obserwujący tarczę słoneczną, powinno dostarczyć wielu informacji również o obiektach poniżej 100 metrów.

Może coś działającego tak jak radar pasywny? Zakładając, że promieniowanie wypełnia dosyć jednolicie przestrzeń (coś jak koncepcja eteru jako ośrodka rozchodzenia się fal) można by obserwować "zacienienie" wynikające z przechodzenia planetoidy przez "eter". Jako, że asteroidy nie świecą i światło słabo odbijają, to trzeba by główny nacisk położyć na obserwacje w spektrum fal radiowych, rentgenowskich itp.
25-02-2013 00:07 
 Ocena 2 na 2
embe (1266 punktów)
> Sama energia wybuchu spowodowałaby jej odparowanie.
Nie sądzę. Do odparowania kuli żelaza o masie 10'000 ton potrzeba ok. 15 gigaton przy założeniu 100% skuteczności w przekazywaniu energii. Największa bomba w historii ludzkości miała 50 megaton..
maciejo (3492 punktów)
>> Sama energia wybuchu spowodowałaby jej odparowanie.
>Nie sądzę. Do odparowania kuli żelaza o masie 10'000 ton potrzeba ok. 15 gigaton przy założeniu 100% skuteczności w przekazywaniu energii. Największa bomba w historii ludzkości miała 50 megaton..

Całe szczęście planetoidy są bardzo niejednorodne. Bomba może więc je pokruszyć na wiele kawałków, które albo spalą się w atmosferze albo wywołają o wiele mniejsze szkody niż pojedyncza duża asteroida. W zasadzie wobec konieczności uzyskania tak dużej energii kluczową sprawą staje się odpowiednio wczesne wykrycie zagrożenia, tak by można w razie konieczności wysłać więcej niż jedną bombkę ewentualnie innymi środkami zmienić trajektorię lotu planetoidy.
26-02-2013 20:27 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Całe szczęście planetoidy są bardzo niejednorodne. Bomba może więc je pokruszyć na wiele kawałków, które albo spalą się w atmosferze albo wywołają o wiele mniejsze szkody niż pojedyncza duża asteroida.

Właśnie pokruszenie np. kilometrowej asteroidy na kilkadziesiąt mniejszych mogłoby rozszerzyć zasięg katastrofy. Pewnie już lepiej byłoby zostawić ją w spokoju i zatopić się z zachwytem w kontemplacji Absolutu. W przypadku dużych ciał kluczowe jest odpowiednio wczesne wykrywanie, a następnie powolne "spychanie" z kursu. Stąd cały czas ma sens tworzenie coraz potężniejszych komputerów, dających miarodajne wyniki nawet na setki lat symulacji ruchu ciał w Układzie Słonecznym. Jeśli chodzi o moce obliczeniowe, wobec tysięcy oddziałujących na siebie obiektów w naszym Układzie, nigdy ich nie będzie za mało.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>czy jest możliwe odpowiednio wczesne wykrywanie (t.j. z dystansu rzędu
>milionów kilometrów) skałek wielkości kilkunastu - kilkudziesięciu metrów za pomocą wiązek
>radarowych?
>koszty - wobec tego, że znaczny impakt (podobny do tego znad Podkamiennej Tunguski)
>może się przytrafić nad obszarami gęsto zamieszkałymi (...) - byłyby znikome wobec skali zniszczeń towarzyszących tego rodzaju zjawiskom.
>"Matka Natura" najwyraźniej żąda od ludzi, by nauczyli się działać wspólnie i zaczęli tworzyć
>oręż, którym się przed nią obronią

Ja tam zastanawiam się nad tym, na ile wykonalne może być naprowadzanie takich kilkudziesięciometrowych skał nad terytorium nieprzyjaciela .


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

>Ja tam zastanawiam się nad tym, na ile wykonalne może być naprowadzanie takich kilkudziesięciometrowych skał nad terytorium nieprzyjaciela .

Chodzi naturalnie o Kitajców?

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
27-02-2013 21:33 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Ja tam zastanawiam się nad tym, na ile wykonalne może być naprowadzanie takich kilkudziesięciometrowych skał nad terytorium nieprzyjaciela .
>Chodzi naturalnie o Kitajców?

Odpowiednią technologię pierwsi pewnie opanują Amerykanie, Chiny za to - z racji gęstości zaludnienia - wyjątkowo dobrze nadają się na ewentualny cel.


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
24-02-2013 12:57 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Ja tam zastanawiam się nad tym, na ile wykonalne może być naprowadzanie takich kilkudziesięciometrowych skał nad terytorium nieprzyjaciela .

Na razie nie jest wykonalne. Jakiekolwiek dostatecznie precyzyjne manipulowanie torem ruchu takich skałek jest bardzo trudne, praktycznie niemożliwe, bez dokładnej znajomości ich masy (można ją tylko z grubsza szacować) no i z tego powodu, że przeważnie wykazują ruch rotacyjny. Dochodzą do tego nierównomierności rozmieszczenia masy, toteż z pewnością wykorzystanie tego jako broń, całe szczęście, jest i pozostanie na zawsze w obszarze fantastyki.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-02-2013 13:00 
 Ocena 1 na 1
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)
>toteż z pewnością wykorzystanie tego jako broń, całe szczęście, jest i pozostanie na zawsze w obszarze fantastyki.

Na Oko Najwyższej Istoty, więcej racjonalistycznego optymizmu! Skoro człowiek był w stanie rozbić atom tylko po to, żeby wymordować setki tysięcy innych ludzi, to dlaczego nie miałby być zdolny, by w tym samym celu wykorzystać asteroidy?
Pomysł big_zyda jest bardzo dobry. Ludzkość potrzebuje dziś jasno wytyczonych celów, wokół których można by zmobilizować odpowiednie siły i środki.

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
27-02-2013 21:31 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Na razie nie jest wykonalne.

Na razie zapewne nie - ale od czego Postęp .

>Jakiekolwiek dostatecznie precyzyjne manipulowanie torem ruchu takich skałek jest bardzo trudne, praktycznie niemożliwe, bez dokładnej znajomości ich masy (można ją tylko z grubsza szacować)

Masę można obliczyć bardzo dokładnie, jeśli umieścić w bezpośrednim pobliżu statek i obserwować wzajemne oddziaływania grawitacyjne.

>no i z tego powodu, że przeważnie wykazują ruch rotacyjny.

I to jest do policzenia i uwzględnienia.

>Dochodzą do tego nierównomierności rozmieszczenia masy,

Jw.

>toteż z pewnością wykorzystanie tego jako broń, całe szczęście, jest i pozostanie na zawsze w obszarze fantastyki.

Eee, tam - defetyzm siejesz i tyle. Rzecz może się okazać całkiem prosta - może wystarczyć samo rozmieszczenie w różnych miejscach na dobrze dobranej asteroidzie kilku silników odrzutowych i włączanie/wyłączanie ich w odpowiednich momentach. Oczywiście, będzie to wielkiej precyzji wymagać, ale skoro udało się - bez możliwości działania w czasie rzeczywistym - Curiosity jak trzeba posadzić...
Ducha nie gaś!


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
Hodża (11172 punktów)
>Masę można obliczyć bardzo dokładnie, jeśli umieścić w bezpośrednim pobliżu statek i obserwować wzajemne oddziaływania grawitacyjne.

Rzeczywiście, nie pomyślałem o tym, a to zmienia postać rzeczy

>Eee, tam - defetyzm siejesz i tyle. Rzecz może się okazać całkiem prosta - może wystarczyć samo rozmieszczenie w różnych miejscach na dobrze dobranej asteroidzie kilku silników odrzutowych i włączanie/wyłączanie ich w odpowiednich momentach. Oczywiście, będzie to wielkiej precyzji wymagać

Poniekąd wszystkie te aspekty, o których piszesz, są zapewne rozważane, na razie tylko teoretycznie, w kontekście możliwej eksploatacji przypuszczalnie ogromnych zasobów metali obecnych na niektórych planetoidach. Z całą pewnością jedną z rozważanych opcji jest właśnie nakierowywanie "kęsów" skalnych odłupanych z asteroidy na Ziemię - podejrzewam, że żadne "transportowce" nie są tu raczej brane pod uwagę (może by tak było, gdyby technologia wydobycia produkowała kruszywo, które trzeba by jakoś zapakować - trudno mi tu się wypowiedzieć, przypuszczam, że i dla speców z NASA to cały czas pieśń odległej przyszłości, jako że nadal bardzo mało wiadomo o geologii tych ciał).

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
01-03-2013 11:34 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Poniekąd wszystkie te aspekty, o których piszesz, są zapewne rozważane, na razie tylko teoretycznie, w kontekście możliwej eksploatacji przypuszczalnie ogromnych zasobów metali obecnych na niektórych planetoidach. Z całą pewnością jedną z rozważanych opcji jest właśnie nakierowywanie "kęsów" skalnych odłupanych z asteroidy na Ziemię - podejrzewam, że żadne "transportowce" nie są tu raczej brane pod uwagę

Chyba lepiej - kiedy przemysłowa eksploatacja zasobów planetoid będzie już możliwa - hutnictwo na Księżyc przenieść. Tam można całe fragmenty planetoid dostarczać znacznie bezpieczniej i - ze względu na brak atmosfery - ze znacznie mniejszymi stratami.


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
Hodża (11172 punktów)
>Chyba lepiej - kiedy przemysłowa eksploatacja zasobów planetoid będzie już możliwa - hutnictwo na Księżyc przenieść. Tam można całe fragmenty planetoid dostarczać znacznie bezpieczniej i - ze względu na brak atmosfery - ze znacznie mniejszymi stratami.

Hahaha. Kiedy uda im się przełamać blokady aktywistów Green Peace, w co wątpię.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Selanos (12869 punktów)
Kamienie z nieba to kara boska. Tylko długie czuwania modlitewne wraz z ofiarą pieniężną na Jasnej Górze, zapisanie się do jedynej słusznej partyi i wpłata niemałej kwoty na rzecz jedynego słusznego radyja może nas przed tymi kamykami uchronić.

Tak nieco bardziej poważnie: po co się martwić? Jak taki porządny kamyk wreszcie spadnie na teren gęsto zabudowany najlepiej w USA, narobi szkód na biliony dolarów i zabije ze sto tysięcy ludzi, to wtedy okaże się, że system wykrywania i niszczenia kosmicznych kamyków jest do zrobienia w kilka lat, mamy potrzebną technologię a pieniądze nie grają roli.

Chociaż z drugiej strony, dlaczego mielibyśmy przejmować się tymi kamykami? Przecież one spadają niezmiernie rzadko. Taki system wykrywania i niszczenia kamyków zdążyłby się zestarzeć i zepsuć zanim wykryłby coś bardziej groźnego.
24-02-2013 12:53 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Kamienie z nieba to kara boska. Tylko długie czuwania modlitewne wraz z ofiarą pieniężną na Jasnej Górze, zapisanie się do jedynej słusznej partyi i wpłata niemałej kwoty na rzecz jedynego słusznego radyja może nas przed tymi kamykami uchronić.

Takie zdarzenia, jak to pod Czelabińskiem, zupełnie poważnie rzecz ujmując, wzmagają uczucia religijne, ukazując ludziom znikomość ich siły wobec potęg natury (nie zapominajmy o tym, że pierwotnymi źródłami religii są właśnie lęki przed chaosem natury). Rosja, jedno z najpotężniejszych państw świata, okazała się bezradna wobec groźby jak niemowlę w kołysce - a przecież potęga tego państwa w sensie czysto ludzkim jest faktem. Nawiasem mówiąc, Rosjanie w całym tym zdarzeniu mieli sporo szczęścia, gdyż gdyby ten sam obiekt eksplodował kilka kilometrów niżej, mogłoby być wiele ofiar samej tylko fali uderzeniowej (która powoduje zniszczenia narządów wewnętrznych).

>Tak nieco bardziej poważnie: po co się martwić?

>Chociaż z drugiej strony, dlaczego mielibyśmy przejmować się tymi kamykami? Przecież one spadają niezmiernie rzadko. Taki system wykrywania i niszczenia kamyków zdążyłby się zestarzeć i zepsuć zanim wykryłby coś bardziej groźnego.

Właśnie jest o co się martwić. Może bowiem być tak, że wyskoczy nagle "szybka piłka", która nie będzie tylko problemem regionalnym, ale na wiele lat spowoduje zmiany klimatyczne i załamanie się rozwoju cywilizacyjnego. Problem tak naprawdę leży właśnie w psychologii: małe prawdopodobieństwo takiego zdarzenia i brak lojalności wobec następnych pokoleń może być zwiastunem szybkiej zagłady, prawdziwej i naturalnej apokalipsy, której rozum jest jeszcze w stanie zapobiec.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-02-2013 13:48 
 Ocena 2 na 2
nm123 (423 punktów)
Tja niestety ten biedny kawałek metalu został wykorzystany, by szerzyć pogląd o słabości człowieka i siły boga -_- Chyba we wszystkich wyznaniach o tym trąbili, iż to sami bogowie się odzywają...
Co do Rosjan to mieli w ogóle szczęście, że palnął im na obszarze słabo zaludnionym, a nie np nad Moskwą. Inna sprawa, że powierzchnia Ziemi jest pokryta w 70%wodą,a na lądzie też nie wszędzie żyją ludzie. Takimi więc odłamkami nie musimy aż tak bardzo się przejmować, bo są znikome szanse na wielkie zniszczenia. Natomiast małe tsunami jeszcze nikomu nie zaszkodziło ;p.
24-02-2013 15:41 
 Ocena-1 na 1
Selanos (12869 punktów)
>Właśnie jest o co się martwić. Może bowiem być tak, że wyskoczy nagle "szybka piłka", która nie będzie tylko problemem regionalnym, ale na wiele lat spowoduje zmiany klimatyczne i załamanie się rozwoju cywilizacyjnego.

Jak patrzę na to w którym kierunku przebiega ten rozwój cywilizacyjny, to mam problemy ze zdobyciem się na odrobinę żalu na myśl o utracie tego "rozwoju".

>Problem tak naprawdę leży właśnie w psychologii: małe prawdopodobieństwo takiego zdarzenia i brak lojalności wobec następnych pokoleń może być zwiastunem szybkiej zagłady, prawdziwej i naturalnej apokalipsy, której rozum jest jeszcze w stanie zapobiec.

To strasznie nieopłacalny interes. Okazałoby się, że całą planetę chroniłyby USA, Rosja, Japonia, ewentualnie Chiny i UE, chociaż ci ostatni nie mogą się pochwalić wielkimi sukcesami w podbojach kosmosu. W podbojach czegokolwiek...
DyktaFon (9281 punktów)

>To strasznie nieopłacalny interes. Okazałoby się, że całą planetę chroniłyby USA, Rosja, Japonia, ewentualnie Chiny i UE, chociaż ci ostatni nie mogą się pochwalić wielkimi sukcesami w podbojach kosmosu. W podbojach czegokolwiek...
>
Coś mi tu nie gra. A kto rozdaje miliardy euro tak sobie, dla własnego kaprysu? Rosja, USA czy Japonia? Największa potęga rozdaje! Co by swoją potęgę pokazać.
24-02-2013 16:19 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Jak patrzę na to w którym kierunku przebiega ten rozwój cywilizacyjny, to mam problemy ze zdobyciem się na odrobinę żalu na myśl o utracie tego "rozwoju".

Rozwój cywilizacyjny nie jest niczym, co by wybiegało poza prawa natury i odbywało się w jakiejś jakościowo odrębnej "przestrzeni kulturowej" - dlatego też długofalowo stanowi wynik adaptacji gatunku ludzkiego do warunków środowiska. Adaptacja do warunków środowiska kosmicznego będzie wymagała głębokiej przemiany świadomości i kultury, oczywiście w ślad za tym też ekonomii i polityki; albo też nie nastąpi i natura wyeliminuje kolejny "nieudany produkt", i tyle.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Fizyk (17637 punktów)
> czy jest możliwe odpowiednio wczesne wykrywanie (t.j. z dystansu rzędu milionów kilometrów) skałek wielkości kilkunastu - kilkudziesięciu metrów za pomocą wiązek radarowych?

Radar jest niepraktyczny z dwóch powodów. Po pierwsze, wymaga emitowania dużej mocy mikrofal we wszystkich kierunkach, a po drugie, znacznie dłuższe niż widzialne fale radaru nie pozwalają na dostatecznie precyzyjne wyznaczenie trajektorii planetoidy.

Teleskopy w zakresie widzialnym są wystarczająco czułe. Problem polega na ciągłym przeglądaniu całego nieba, aby spośród milionów punkcików zidentifikować te niebezpieczne. Komputerowa automatyzacja jest tu niezbędna. Obecnie znamy 90% planetoid o średnicy powyżej 1 km i mogących niebezpiecznie zbliżyć się do Ziemi. Do 2028 roku NASA planuje jest rozszerzenie tego katalogu na planetoidy powyżej 140 m średnicy. en.wikiped(*)act_avoidance#Ongoing_projects

> Zniszczenie ciała tej wielkości, co meteoroid czelabiński, na godziny przed uderzeniem, oczywiście byłoby możliwe tylko przy użyciu broni jądrowej.

Meteoroidy wielkości czelabińskiego, poniżej 35 m średnicy, rozpadają się w atmosferze i nie warto się nimi przejmować. Planetoidy od 1 km średnicy wzwyż traktowane są poważnie, bo stanowią zagrożenie dla całej ludzkości. Pomiędzy tymi rozmiarami można planować jakąś akcję rakietową, ale nie trzeba - w końcu przed planetoidą rozmiaru tunguskiej można dać drapaka.

Broń jądrowa to tylko jedna z wielu opcji. Jeżeli zderzenie przewidzimy na kilka lat wcześniej, to trajektorię planetoidy wystarczy lekko tylko odchylić. Tu jest lista pomysłów: news.disco(*)asteroid-deflection-130130.htm
MarcinK (9189 punktów)
>Tu jest lista pomysłów: news.disco(*)asteroid-deflection-130130.htm

Te wszystkie pomysły są realne? "Malowanie" może faktycznie zmienić trajektorię?
24-02-2013 15:15 
 Ocena 11 na 11
Fizyk (17637 punktów)
> "Malowanie" może faktycznie zmienić trajektorię?

Tak, choć niewiele. Malowanie planetoidy na biało lub czarno zmienia efekt Jarkowskiego polegający na powstawaniu siły odrzutu wskutek emisji promieniowania cieplnego. Efekt ten zmierzono dla planetoidy o średnicy 1 km: jej położenie zmieniło się o 15 km w ciągu 12 lat. Dla mniejszych planetoid i większych kontrastów malowanki, należy spodziewać się większego efektu.

Efekt odrzutu promieniowania cieplnego okazał się też być wytłumaczeniem anomalnego przyspieszenia sond Pionier 10 i 11. en.wikiped(*)lanation:_thermal_recoil_force
embe (1266 punktów)
>Efekt odrzutu promieniowania cieplnego okazał się też być wytłumaczeniem anomalnego przyspieszenia sond Pionier 10 i 11. en.wikiped(*)lanation:_thermal_recoil_force
Proszę, proszę, to wreszcie się wyjaśniło zboczenie Pionierów!
25-02-2013 11:01 
 Ocena 1 na 1
embe (1266 punktów)
>Te wszystkie pomysły są realne? "Malowanie" może faktycznie zmienić trajektorię?
Teoretycznie tak. Praktycznie efekt będzie mniejszy od oczekiwań. Efekt Jarkowskiego zadziała słabo, bo asteroidy się obracają, ale zwiększenie albedo wraz z zasadą zachowania pędu może zmienić trajektorię.
24-02-2013 15:55 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Meteoroidy wielkości czelabińskiego, poniżej 35 m średnicy, rozpadają się w atmosferze i nie warto się nimi przejmować.

Czy zawsze? I czy mamy pewność, że za każdym razem meteoroid eksploduje na wysokości kilkunastu, a nie kilku kilometrów? Co by było, gdyby ten czelabiński eksplodował nisko nad ziemią - a to by się mogło wydarzyć, gdyby jego prędkość była mniejsza... Poza tym, meteoryt tunguski miał ok. 50 m średnicy, a więc jest jednak o co kruszyć kopie.

>Planetoidy od 1 km średnicy wzwyż traktowane są poważnie, bo stanowią zagrożenie dla całej ludzkości. Pomiędzy tymi rozmiarami można planować jakąś akcję rakietową, ale nie trzeba - w końcu przed planetoidą rozmiaru tunguskiej można dać drapaka.

Załóżmy, że meteoryt średnicy 10-20 metrów zbliża się kursem kolizyjnym i jest obawa, że wejdzie w atmosferę nad Nowym Jorkiem czy w pobliżu. Obawiam się, że brak akcji prewencyjnej w postaci kontrataku spowodowałby, że pozostałby wybór tylko między możliwością złą i gorszą. Albo należałoby zdać się na los i oczekiwać, że zniszczenia będą znikome, albo ogłosić ewakuację (co w sytuacji późnego wykrycia zagrożenia mogłoby spowodować więcej szkód niż sam meteoryt).

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-02-2013 17:08 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
>> Meteoroidy wielkości czelabińskiego, poniżej 35 m średnicy, rozpadają się w atmosferze i nie warto się nimi przejmować.

> Czy zawsze?

Nie, nie zawsze. Jest w tym sporo loterii, bo zniszczenia zależą od szeregu czynników: nie tylko od średnicy planetoidy, ale też od gęstości i struktury materiału, prędkości i kąta zderzenia, itp. Tu jest strona z kalkulatorem, gdzie to można sobie szybko zasymulować.

Główna loteria jednak polega na tym, w jakiej odległości znajdziesz się od miejsca uderzenia. Meteoroidy rozmiaru czelabińskiego uderzają w Ziemię średnio co 10 lat - zazwyczaj z daleka od skupisk ludności. Szanse na uderzenie w pobliżu miasta są stosunkowo niewielkie.

> Załóżmy, że meteoryt średnicy 10-20 metrów zbliża się kursem kolizyjnym i jest obawa, że wejdzie w atmosferę nad Nowym Jorkiem czy w pobliżu. Obawiam się, że brak akcji prewencyjnej w postaci kontrataku spowodowałby, że pozostałby wybór tylko między możliwością złą i gorszą.

Symulator mówi, że fragmenty spadną na ziemię, ale w odległości 1 km nie będzie już zagrożenia.

> Albo należałoby zdać się na los i oczekiwać, że zniszczenia będą znikome, albo ogłosić ewakuację (co w sytuacji późnego wykrycia zagrożenia mogłoby spowodować więcej szkód niż sam meteoryt).

Najprościej jest schronić się w piwnicy.
Hodża (11172 punktów)
>Symulator mówi, że fragmenty spadną na ziemię, ale w odległości 1 km nie będzie już zagrożenia.

Wydaje mi się, że obliczenia tego kalkulatora dla fali uderzeniowej nie odpowiadają temu, co można obejrzeć na filmach z Czelabińska. Bowiem stwierdza on, że

Cytat:
The air blast will arrive approximately 1.25 minutes after impact.
Peak Overpressure: 61.8 Pa = 0.000618 bars = 0.00877 psi
Max wind velocity: 0.146 m/s = 0.326 mph
Sound Intensity: 36 dB (Easily Heard)


Wątpliwość moją budzi głośność i ciśnienie - ten grzmot nad Czelabińskiem chyba jednak był głośniejszy niż 36 dB. No i spowodował zburzenie dachu fabryki.

Może się za bardzo wymądrzam, ale wydaje mi się, że wyzwolenie energii w tym przypadku było dużo bardziej skoncentrowane w czasie niż to przedstawia ten kalkulator. W odległości 1 kilometra od eksplozji meteorytu czelabińskiego raczej nikt by tego nie przeżył; natomiast to, co spadło na Ziemię nie spowodowało żadnego zagrożenia nie tylko w odległości kilometra od miejsca upadku, ale również dziesięciu metrów.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
24-02-2013 21:08 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Wydaje mi się, że obliczenia tego kalkulatora dla fali uderzeniowej nie odpowiadają temu, co można obejrzeć na filmach z Czelabińska.

Nie odpowiada, bo pytałeś się o Nowy York, więc podałem przykład przeciętnych parametrów a nie tych z uderzenia koło Czelabińska.

> W odległości 1 kilometra od eksplozji meteorytu czelabińskiego raczej nikt by tego nie przeżył; natomiast to, co spadło na Ziemię nie spowodowało żadnego zagrożenia nie tylko w odległości kilometra od miejsca upadku, ale również dziesięciu metrów.

Ten 1 km to odległość od miejsca upadku odłamków. Zarówno koło Czelabińska jak i w symulacji meteoroid rozpadł się dużo wyżej.

> wydaje mi się, że wyzwolenie energii w tym przypadku było dużo bardziej skoncentrowane w czasie niż to przedstawia ten kalkulator

Może był większą, ale luźniejszą kupą kamieni. Spróbuj trochę więcej pobawić się tym kalkulatorem.
25-02-2013 00:45 
 Ocena 3 na 3
embe (1266 punktów)
>Wydaje mi się, że obliczenia tego kalkulatora dla fali uderzeniowej nie odpowiadają temu, co można obejrzeć na filmach z Czelabińska.
Zupełnie nie odpowiadają. 15 lutego od razu próbowałem zrobić takie symulacje (15 metrów średnicy, żelazny, prędkość 15-30km/s , różne kąty wejścia). W żaden sposób nie zgadzało mi się ciśnienie akustyczne w odległości 3 minut dźwięku od epicentrum.
Swoją drogą, to epicentrum głównego wybuchu zgodnie z wyznaczoną trajektorią powinno mieć miejsce w pobliżu (30 km nad) miejscowością Miasskoye. Jeśli w Czelabińsku poleciały szyby, to w Miasskoye zniszczenia powinny być zdecydowanie większe, bo było dwa razy bliżej. Ale brak doniesień na ten temat..
25-02-2013 03:58 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Wydaje mi się, że obliczenia tego kalkulatora dla fali uderzeniowej nie odpowiadają temu, co można obejrzeć na filmach z Czelabińska.

> Zupełnie nie odpowiadają. 15 lutego od razu próbowałem zrobić takie symulacje (15 metrów średnicy, żelazny, prędkość 15-30km/s , różne kąty wejścia). W żaden sposób nie zgadzało mi się ciśnienie akustyczne w odległości 3 minut dźwięku od epicentrum.

Faktycznie fala uderzeniowa wychodzi za słaba. Chyba ten symulator ma na celu opisywanie zderzeń z większymi planetoidami, takimi co mogą nawet zmienić oś obrotu Ziemi i jej orbitę wokół Słońca.
Matix (5786 punktów)
Jest już od jakiegoś czasu w trakcie inna, wydajniejsza, tańsza i znacznie bardziej racjonalna inicjatywa. Prowadzi ją fundacja non profit B612. Polega na sprycie. Dlaczego wykryliśmy takie mrowie obiektów w głównym pasie asteroid między Marsem, a Jowiszem? www.youtube.com/watch?v=xJsUDcSc6hE - dlatego, że patrzymy na pas od wewnątrz US. Eureka! Trzeba wysłać czuły teleskop z detektorem w podczerwieni i szerokim polem widzenia w okolice Wenus, żeby patrzył na nasze okolice od wewnątrz i voila! Niech sobie tam posiedzi jak najdłużej i mamy niezłą mapę za jedyne 500 mln. USD.

www.kosmonauta.net/forum/index.php?topic=1019.0

www.polski(*)-teleskop-powstrzyma-asteroide

Może w końcu po ostatnich wydarzeniach ktoś się nimi zainteresuje.
Hodża (11172 punktów)
>Eureka! Trzeba wysłać czuły teleskop z detektorem w podczerwieni i szerokim polem widzenia w okolice Wenus, żeby patrzył na nasze okolice od wewnątrz i voila! Niech sobie tam posiedzi jak najdłużej i mamy niezłą mapę za jedyne 500 mln. USD.

Kapitalne.

>Może w końcu po ostatnich wydarzeniach ktoś się nimi zainteresuje.

Oby.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
embe (1266 punktów)
> Zniszczenie ciała tej wielkości, co meteoroid czelabiński, na godziny przed uderzeniem, oczywiście byłoby możliwe tylko przy użyciu broni jądrowej.
Nie sądzę, by broń jądrowa rozbiła to na kawałki. Zresztą po co, skoro asteroidy do kilkudziesięciu metrów średnicy i tak rozpadną się w atmosferze. A większym, ponad 100 metrowym, i tak nic nie możemy zrobić..
Matix (5786 punktów)
Temat widać ostatnio na czasie, mamy kolejne powiązane z nim wydarzenie, bliski przelot komety obok Marsa. astropolis(*)ng-uderzy-w-marsa/#entry485256
27-02-2013 14:37 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Temat widać ostatnio na czasie, mamy kolejne powiązane z nim wydarzenie

Gdyby ta skałka czelabińska spadła gdzieś nad oceanem, nikt by się tym nie przejął. Ale okazuje się, że takie skałki uderzają w Ziemię dość często - raz na kilkanaście lat średnio. Jest jednak jeszcze coś: zakładamy, że te zdarzenia wykazują się pewną "regularnością" - tymczasem zjawiska chaotyczne właśnie mają to do siebie,że potrafią tworzyć "fale zagęszczenia" i może się zdarzyć, że w ciągu kilku lat pojawi się kilka meteorytów wielkości tego tunguskiego na przykład. Kiedy mowa o kompleksowym systemie ochrony i monitorowania przed zagrożeniem kosmicznym, nie można sobie odpuścić obiektów tej wielkości, gdyż ich jest dużo więcej niż asteroid większych rozmiarów, zatem można się obawiać, że co jakiś czas możemy stanąć wobec zagrożenia mniejszego, ale dużo częstszego (i trudniej wykrywalnego).

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365