 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-03-2013 23:48 | dlaczego_ja? (6 punktów) | "nawrócenie" a depresja
3 na 3 | Witajcie Umiłowani w Niewierze, właściwie niedawno odrzuciłem możliwość istnienia sił wyższych. Jest to zarazem początek mojej męki - depresji, niemocy. Nie wiem, czy na pewno powinienem łaczyć te dwie kwestie, ale wydaje mi się, że jest coś na rzeczy. Zawsze miałem tak, że jak czułem że to już koniec, że tak dalej się nie da, bo zwariuję, to waliłem zdrowaśki. I to mi pomagało. Obecnie rozumiem dlaczego to mogło pomagać. Ale ta konkluzja wcale nie daje mi poczucia spokoju "ducha" - przeciwnie.
Pytam ludzi podobnych do mnie - przegranych, bezrobotnych, narkomanów i alkoholików. Jak sobie radzicie w życiu bez boga?
Nie traktujcie mojego posta jako prowokację, bo to nie jest prowokacja. Jestem zagubiony i samotny. Po 3 detoksach i po 1,5rocznym odwyku. Mam 32 lata. Pomóżcie! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
27 na 27 | neurosurgery (2484 punktów) | Nawet jeśli to prowokacja - niech stracę to 5 minut.  > Witajcie Umiłowani w NiewierzeWitaj!  > Jak sobie radzicie w życiu bez boga? Bardzo dobrze! A dlaczego? Gdy odrzucisz koncepcję Boga, nagle okazuje się, że wszystko zależy od Ciebie! Możesz sam nadać swojemu życiu sens, jakikolwiek tylko zechcesz! Żyjesz we Wszechświecie o 400 mld galaktyk, każda z nich zawiera, średnio, 100 miliardów gwiazd, takich jak nasze Słońce. Żyjesz w zakątku zwykłej galaktyki spiralnej - do jej centrum masz 30000 lat świetlnych. Wielkość Ziemi w stosunku do wielkości obserwowalnego Wszechświata ma się tak jak wielkość wirusa do wielkości Układu Słonecznego.  Jesteś produktem 4 mld lat działania ewolucji. Każdy atom w Twoim ciele pochodzi z wybuchu gwiazd. Jesteś kosmicznym pyłem! Co więcej, budują Cię najbardziej powszechne pierwiastki w tym ogromie. Jesteś całkowicie bez znaczenia dla Kosmosu, ale to nie powinno Cię przytłaczać! Powinno być wprost przeciwnie, bo im bardziej nieważni jesteśmy, tym bardziej cenne jest nasze życie. Spójrz na swoje jak na wygraną na loterii. Wygrałeś świadomość istnienia, zaszczyt doświadczania tego cudownego miejsca. Nie istniałeś przez 13,72 mld lat - czy jest za czym tęsknić? Kosmiczna perspektywa da Ci poczucie, że każda sekunda jest cenna, że każda sekunda warta jest uśmiechu na Twojej twarzy. Za każdym razem, gdy otworzysz zaspane oczy, niech budzi Cię to uczucie niedowierzania - niedowierzania, że masz świadomość swojego istnienia. Potem spędzaj resztę swojego dnia na upewnianiu się, że to rzeczywiście nie jest sen, że naprawdę pędzisz przez ten ogrom na statku zwanym Ziemią. Czujesz się samotny? Każdy żywy organizm na tej planecie to Twój kuzyn. Spójrz nocą na gwiazdy - niech za każdym razem ten widok przypomina Ci, że tak wyglądał Twój początek. Kto mógłby przypuszczać, że najbardziej brutalna eksplozja we Wszechświecie da, za kilka miliardów lat, rację bytu Twojej osobie? Jesteś nieodłączną częścią tego świata, jesteś sposobem na który Wszechświat może zgłębiać sam siebie.  Rozmyślaj, marz, żyj tym zachwytem! Korzystaj ze swojej krótkiej kąpieli słonecznej. Nikt nie powiedział, że życie nie przysporzy Ci problemów, ale za każdym razem, gdy problemy będą zdawały się nie do zniesienia, wrzuć kosmiczną perspektywę. Nie poddawaj się, bo gdy wydasz ostatni dech ze swej piersi, znikniesz bezpowrotnie. Staraj się pozostawić po sobie jakiś piękny ślad, staraj się żyć tak, żebyś odchodząc niczego nie żałował.  Twój nick świetnie oddaje mój nastrój. Codziennie zadaję sobie to pytanie! Dlaczego ja? Dlaczego Ty? Dlaczego My? Czując ten lęk i pokorę, a jednocześnie zachwyt i podziw, chciałbym wybiec na ulicę i mówić każdemu jak niesamowite jest to, że żyje! Raz po raz uderzają mnie te wszystkie fakty i aż ciężko mi czasem w to wszystko uwierzyć... A jednak!  > Jestem zagubiony i samotny.Mam nadzieję, że już nigdy więcej.
Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
|
|
 | 4 na 4 | wafelos (517 punktów) | Po takiej wypowiedzi jak twoja, myślę że nawet jeśli to była prowokacja jakiegoś wierzącego , to właśnie go "nawróciłeś"  . Jeśli chodzi o autora posta, to fakt ma racje, są wśród nas narkomanie. Jesteśmy uzależnieni od , za przeproszeniem zaje*istości tego świata. Pozbycie się z głowy koncepcji boga, otwiera przed nami rzeczywistość. Elegancje, harmonie elementów przyrody, to niesamowite piękno kombinacji praw natury. Mój przyjaciel często przyłapuje mnie na tym że tracę kontakt z otoczeniem , ponieważ za bardzo się zamyśliłem. Potrafię spacerować i nagle w jednej chwili zatrzymać się i patrzeć 10 minut na fale na rzece spowodowane przez płynące kaczki. Rozmyślam że tak z pozoru proste zjawisko ma ukryte w sobie taką piękną kombinacje zmiany ciśnień, interferencji z innymi fali etc. Studiuje fizykę i po prostu jestem uzależniony od tego świata. Więc moja rada dla autora, bierz narkotyk , zwany życiem  .
|
|
 | | Lodowy (1486 punktów) | > Możesz sam nadać swojemu życiu sens, jakikolwiek tylko zechcesz Sporo na tym forum było o sensie życia i właściwie nie wiadomo, co to jest. Chyba, że ktoś tego bardzo potrzebuje.
|
|
8 na 8 | diogenes (42753 punktów) | >...jak czułem że to już koniec, że tak dalej się nie da, bo zwariuję, to waliłem >zdrowaśki. I to mi pomagało. >Jestem zagubiony i samotny. Pomóżcie!
Nie zmieniłeś fundamentalnego nastawienia do bycia: oczekujesz pomocy. Jak nie od boga, to od świata. Waliłeś zdrowaśki, a teraz czekasz, że podsuną ci coś innego do walenia. Wal się sam. Bądź samotny i zagubiony. To masz pod ręką. Czego więc szukasz?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 | Grey (2102 punktów) | > Jak sobie >radzicie w życiu bez boga? Tak samo, jak wcześniej - przecież i tak go nigdy nie było, nawet wtedy, kiedy wierzyliśmy. Pomagały Ci zdrowaśki, a nie Bóg. Teraz znajdź sobie jakieś inne zajęcie, które będzie absorbowało Cię na tyle, że pomoże Ci oderwać się od problemów. Jak tylko najdą Cię jakieś ponure myśli, bierz się do roboty. Nie zaszkodzi, jak będzie to coś pożytecznego
Co to znaczy, że jesteś przegrany? Przegrany będziesz dopiero, jak się poddasz. Ale nawet, jak się poddasz, zawsze możesz zmienić zdanie.
|
|
2 na 2 | Olek Mularski (3178 punktów) | > Witajcie Umiłowani w Niewierze,Witam! > właściwie niedawno odrzuciłem możliwość istnienia sił wyższych. Jest to zarazem początek mojej męki- depresji, niemocy. Nie wiem, czy na pewno powinienem łączyć te dwie kwestie, ale wydaje mi się, że jest coś na rzeczy.> Zawsze miałem tak, że jak czułem że to już koniec, że tak dalej się nie da, bo zwariuję, to waliłem zdrowaśki. I to mi pomagało. Obecnie rozumiem dlaczego to mogło pomagać. Ale ta konkluzja wcale nie daje mi poczucia spokoju "ducha" - przeciwnie.Możesz odczuwać jakąś pustkę po wierze, po tym, że nie ma żadnej wyższej istoty, która mogłaby Ci jakoś cudownie pomóc. Jednak tak na prawdę powinieneś czuć się dumny i szczęśliwy z tego, że w końcu odkryłeś prawdę o otaczającym Cię świecie, że odrzuciłeś brzemię kłamstw, które wciskano w Twój mózg przez lata, urojeniową protezę, w którą wierzyłeś, a która tak na prawdę nic nie dawała. Poza tym porzuciłeś religię- największą zmorę ludzkości, za którą zginęło więcej ludzi niż we wszystkich innych wojnach razem wziętych! Gratuluję odważnej decyzji! > Pytam ludzi podobnych do mnie - przegranych, bezrobotnych, narkomanów i alkoholików.Nie znam wszystkich, bo to praktycznie niemożliwe (jest nas za dużo), tacy jak Ty z pewnością też tu są i to pewnie nie jeden, ale znacznie więcej z nas to ludzie z wyższym wykształceniem, naukowcy, humaniści, lekarze, a przy okazji sporo jest dobrych ludzi. Dobrych, bo wolnych od uprzedzeń, które niesie ze sobą religia, nie czujących odrazy czy nienawiści do alkoholików, narkomanów i ludzi, którym w życiu się nie powiodło (co u nas w kraju jest częste, szczególnie wśród głęboko wierzących). Nie mówię, że wszyscy wierzący są źli, ale o tym, że wiara daje pole do takich uprzedzeń. Może z tych właśnie przyczyn jest to dobry adres, żeby ktoś Ci pomógł. > Jak sobie radzicie w życiu bez boga?Do kościoła nie lubiłem chodzić już jako przedszkolak, naprzemienne stanie i siedzenie w ławce i wypowiadanie ciągle tych samych formułek wydawało mi się strasznie nudne. Gdy rodzice słuchali mszy ja jako bardzo żywe i niezbyt grzeczne dziecko wolałem biegać w parku przed kościołem. Podejrzenia wobec prawdziwości wierzeń religijnych miałem już we wczesnej podstawówce, świadomym ateistą zostałem pewnie gdzieś koło 12-13 roku życia (może później, może wcześniej, dokładnie nie pamiętam, bo to dość dawno). Bierzmowanie przyjąłem po to, żeby nie wychodzić przed szereg, a poza tym co ja wtedy jako dzieciak mogłem wiedzieć, rodzice chcieli to poszedłem. Także jak to jest żyć z bogiem to nie wiem i jakoś nie tęskno mi do tego, żeby się dowiedzieć  Bez boga jestem wystarczająco szczęśliwy, a poza tym znam prawdę, co jest chyba najważniejsze. Poza tym religia nie jest dobra, a wręcz przeciwnie to najgorsza możliwa zmora ludzkości, istne pandemonium, źródło wojen i wszelkiego zła. > Nie traktujcie mojego posta jako prowokację, bo to nie jest prowokacja.> Jestem zagubiony i samotny. Po 3 detoksach i po 1,5rocznym odwyku. Mam 32 lata.> Pomóżcie!Przepraszam Cię za chłodną diagnozę, ale ta wypowiedź wygląda mi na tekst osoby mającej jakieś zaburzenia nastroju, może nawet początek depresji. Może nie jest jeszcze na tyle źle, żeby konieczny był lekarz psychiatra, ale należałoby porozmawiać z psychologiem- wybór zostawiam Tobie. Poza tym (wiem, że to truizm) należałoby zerwać z przeszłością i zacząć budować życie od nowa. Decyzja którą podjąłeś i o której piszesz również może pomóc Ci w poprawie nastroju (szczególnie, gdy zagłębisz się w lekturę tego portalu i poznasz zło, które powoduje ten umysłowy potworek jakim jest wiara. Miłej lektury.
|
|
3 na 3 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Pytam ludzi podobnych do mnie - przegranych, bezrobotnych, narkomanów i alkoholików. Jak sobie >radzicie w życiu bez boga?
Nie byłam nigdy narkomanką i alkoholiczką, myślę jednak, że w wieku 33-35 lat postrzegałam siebie i byłam jeśli nie przegraną, to w każdym razie kompletnie pozbawioną wizji swojego życia, zatem zdecyduję się jednak odpisać.
Teraz co do meritum. Pomiędzy defnitywnym wyjściem z wiary a zbudowaniem sobie przeze mnie nowych fundamentów, nowych, satysfakcjonujących mnie wartości minęło wiele lat. Przez ten czas żyłam jakby w takim zawieszeniu, w świecie pozbawionym sensu i wypełnionym chaosem, ale w końcu i to się zmieniło.
Pomimo porzucenia religii nadal wyznawałam przez lata przekonanie, że system wartości i sens mojego życia może pochodzić tylko z zewnątrz, a skoro nie istnieje Najwyższy Ustawodawca, to znaczy, że żadnego sensu i celu nie ma.
Potem, pamiętam jak w rozmowach z ludźmi, w konfrontowaniu swojej postawy z ich postawami, w lekturze książek psychologicznych, zmieniało się we mnie to podejście. Pamiętam radość, wręcz euforię, kiedy zaczęło do mnie docierać, że dorosłość polega nie tylko na tym, że nie ma się "rodzica", który za nas decyduje, ale też na tym, że samemu można decydować.
Decydować, wybierać i brać odpowiedzialność za każdy swój wybór. Decydować i budować swoje własne sensy i cele zgodne z systemem wartości, który sami w sobie budujemy. I to z jednej strony jest trudne i wymaga pewnej siły, ale z drugiej strony daje nam siłę i poczucie własnej wartości.
|
|
| mrSpock (2845 punktów) | Pomyśl o tym w ten sposób nie mam nad sobą bata to ja kontroluje, a nie mnie kontrolują Poznaj mechanizmy jak działa religia czy uzależnienia. Nie myśl o sobie, jak o przegranym raczej popatrz na to, jak na pewien etap w swoim życiu było minęło Podjąłeś decyzje? A, więc jej nie kwestionuj Twoja decyzja jest słuszna i nie ma innej opcji. Reszta została poddana praniu mózgu śpi i nie chce się obudzić. Wiara to łatwizna pójście na skróty i wygodnictwo. Ty masz odwagę, żeby wiedzieć, a nie wierzyć. Po za tym wiesz jaka to satysfakcja jak wierzącym wytykasz absurdy ich religii a oni nie mają nic do powiedzenia? Trzymaj tak dalej narkotyki i alkohol to g. Ja osobiście już nie pije i nie zażywam. Jeśli chcesz znajdź książki Allena Carra o alkoholu i Richarda Dawkinsa Bóg urojony
|
|
1 na 1 |
| Ratatoskr (4439 punktów) | >Zawsze miałem tak, że jak czułem że to już koniec, że tak dalej się nie da, bo zwariuję, to waliłem >zdrowaśki. I to mi pomagało.
Tak sobie jeszcze myślę, że jeśli chodzi o taki psychoterapeutyczny efekt zdrowasiek, to możesz stosować jakąkolwiek inną technikę relaksacyjną i też będzie działać. Poczytaj o technikach medytacyjnych, o treningu autogennym Schultza, pójdź na spacer, zajmij się czymś mechanicznym. Był taki czas, dawno temu, że jak miałam "większe jazdy", to odpalałam sobie jakąś muzykę i np. program do ćwiczenia bezwzrokowego pisania na klawiaturze numerycznej i przez kwadrans bezmyślnie przepisywałam z ekranu kolumny cyfr, ale po tym kwadransie było lepiej. Trening autogenny itp. techniki też jest użyteczny. Po kwadransie leżenia z zamkniętymi oczami i skupiania się na swoim oddechu zdarzało mi się, że zrzucałam z siebie napięcie, które męczyło mnie wcześniej przez kilka dni.
Ale to wszystko są takie metody "na teraz". A tak "na stałe" pomaga, jak znajdziesz sobie cele życiowe i zaczniesz do nich dążyć. Rzeczy które uważasz za ważne i warte zabiegów, to cię zmobilizuje i dowartościuje.
|
|
| Michal Jafron (95 punktów) |
>Pomóżcie!
Wątpię żeby ktoś Ci tu pomógł w jakikolwiek realny sposób wypisując swoje subiektywne spostrzeżenia.
Ty znasz siebie najlepiej, więc pomóż sobie sam...
|
|
5 na 5 | doppelganger (3218 punktów) | Gratuluję. Właśnie świadomie zdałeś sobie sprawę z pasożyta który Cię męczył przez te wszystkie lata. I świadomie się go pozbywasz. To musi boleć, ale w końcu poczujesz się o wiele lepiej bo będziesz całkowicie zdrowy. Musisz tylko przetrwać szok pooperacyjny. Cytat:Wg teorii symbiontów/memów oczywistym jest, że religie nie są przekazywane genetycznie. Mogą okazać się za to rodzajem kulturowych memów, które są w stanie prosperować dzięki przenoszeniu się z jednego nosiciela na drugiego. Mogą one być mutualistami (poprawiają kondycje człowieka, a nawet umożliwiają mu życie, tak jak bakterie w naszym układzie pokarmowym) albo komensalami (ani dobre ani złe, nieszkodliwie nam towarzyszą). Ale mogą one być również pasożytami, szkodliwymi replikatorami bez których byłoby nam lepiej (przynajmniej jeśli chodzi o nasze interesy genetyczne) lecz których trudno nam się pozbyć, gdyż rozwinęły one wielką umiejętność przeciwdziałania naszej samoobronie i rozprzestrzeniania się.
Można przypuszczać że te pasożyty kulturowe, podobnie jak te mikrobiologiczne, wykorzystują wszelkie istniejące już systemy które mogą im się przydać (np. kichanie służy przede wszystkim oczyszczaniu nosa z drażniących je obcych ciał, ale gdy jest wywołane przez zarazek to głównym beneficjentem jest ów zarazek - a nie osoba kichająca - który znajduje w ten sposób nowych nosicieli). Rozprzestrzenianie się memów odbywa się na podobnej zasadzie - np. dzięki nieodpartej chęci przekazywania innym ludziom wierzeń, opowieści i swoistych informacji utrwalanych przez kulturę i tradycję, co zwiększa zakres, procent i gorliwość przyszłych nosicieli.
Gdy patrzymy na religię z tej właśnie perspektywy, problem kto/co miałby na tym skorzystać się diametralnie zmienia. Teraz to już nie nasz interes (jako reprodukujących się Homo Sapiens Sapiens) ale interes samej religii (jako pasożyta) jest tym czemu religia sprzyja. Być może prosperuje ona częściowo jako mutualista, przynosząc niektórym osobnikom jakieś korzyści (zwiększenie wspólnoty w grupie społecznej, jakiś rodzaj religijnej autosugestii podczas modlitwy chorego itp, nie wiem sam, więcej mi do głowy nie przychodzi) ale moim zdaniem rozwija się głównie jako pasożyt, przynosząc swoim nosicielom dotkliwe cierpienia, które pogarszają ich stan ogólny czyniąc ich zbyt słabymi aby mogli ją zwalczać. Pasożyty tak właśnie działają: cichaczem, ukradkowo, nie rzucają się w oczy i nie niepokoją nosicieli bardziej niż to jest absolutnie konieczne. Jeżeli jednak religie są kulturowo wychowanymi pasożytami, należy oczekiwać że ukształtowały się tak podstępnie by ukrywać swoja prawdziwą naturę przed nosicielami, ponieważ taka adaptacja sprzyja ich dalszemu rozprzestrzenianiu się. - post źródłowy. Zobacz sam, jak podstępnie ukształtowany jest ten wirus. Istnieje też nieźle udokumentowana hipoteza, że religia jest produktem ubocznym rozwiniętego ludzkiego umysłu. Etolog Robert Hinde ( Why Gods Persist), antropolog Pascal Boyer ( Religion Explained) i Scott Atran ( In Gods We Trust) zupełnie niezależnie od siebie opisali już religię jako produkt uboczny naturalnych dyspozycji psychicznych człowieka. Wg psychologa Paula Blooma, religia jest skutkiem ubocznym instynktownego dualizmu z którym człowiek się rodzi oraz dziecięcej teleologii. (Deborah Kelemann, Are children "intuitive theists"?) Oto jeszcze krótka pogadanka na prostych przykładach. Głowa do góry, jak już odetchniesz to będzie tylko lepiej. W końcu widzisz świat taki jakim jest 
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej." - A. Einstein
|
|
meercat (934 punktów) (zablokowany) | Może odpowiem tak: ja jestem osobą wierzącą, tylko nie uznaje żadnej religii. Nie uznaje religii jako takiej, jako nurtu społecznego wymagającego liturgii, udziału osób trzecich, miejsc kultu, proroków itd. I uważam, że jestem przez to bardziej osamotniona niż ateista.
|
|
 | | Irracja (4721 punktów) | > Może odpowiem tak: ja jestem osobą wierzącą, tylko nie uznaje żadnej religii. Nie uznaje religii jako takiej, jako nurtu społecznego wymagającego liturgii, udziału osób trzecich, miejsc kultu, proroków itd. I uważam, że jestem przez to bardziej osamotniona niż ateista. ... wcale nie taka osamotniona. Każdy z nas wierzy. Tylko nie wszyscy w to samo, i nie tak samo... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
1 na 1 | oportunista (1711 punktów) | Powiem krótko, źle trafiłeś. Tylko ludzie o silnym ego i wysokiej samoocenie, potrafią krytycznie oceniać rzeczywistość i zachować równowagę psychiczną odrzucając ogólnie przyjmowany system wartości. Odrzucając gotowe wzorce i schematy, potrafią powstałą pustkę zapełnić własnym systemem wartości. Nie jest to takie proste, wręcz niemożliwe w przypadku słabego psychicznie człowieka, takiego szukającego wsparcia. Wróć do zdrowasiek, jeśli to pomaga i wyłącz krytyczne myślenie, stań na nogi zanim zabierzesz się za egzystencjalizm.
|
|
 | 1 na 1 meercat (934 punktów) (zablokowany) |
>Odrzucając gotowe wzorce i schematy, potrafią powstałą pustkę zapełnić własnym >systemem wartości. Nie jest to takie proste, wręcz niemożliwe w przypadku >słabego psychicznie człowieka, takiego szukającego wsparcia.
Nie szafowałabym tutaj określeniem "słaby"/ "silny" biorąc za kryterium system wartości czy psychikę. Odwołam się kolejny raz do Programu 12 Kroków, którego przedmiotem jest, jak wiecie, wiele uzależnień: narkomania, seksoholizm, alkoholizm, kompulsywne jedzenie, hazard itd. Otóż uzależnienie jest jednym z czynników, które występuje niezależnie od siły, wykształcenia, poziomu intelektualnego. Uzależnienie jest dla mnie najlepszym dowodem, ze nie wszystko jestem w stanie kontrolować, mimo intelektualnej potęgi czy siły woli lub charakteru. Ale z drugiej strony pretenduje do kontrolowania wszystkiego. Wiele osób uzależnionych, jeśli nie zdecydowana większość, deklaruje się jako osoby niewierzące lub odrzucające możliwość kontaktu z Bogiem. Jednak zachowania osób uzależnionych, w tym przekonanie o własnej sile, pokazują, że te osoby siebie za Boga uważają - mam tu na myśli wiarę we własne nieograniczone możliwości sprawcze.
|
|
| dlaczego_ja? (6 punktów) | Dziękuję za słowa otuchy. Tak naprawdę, temat popełniłem po pijaku i nieco chyba wyolbrzymiłem wpływ zmiany światopoglądu na kondycję psychiczną. Myślę, że w rzeczywistości przyczyną jest moje nieróbstwo - bezrobocie. Powiem więcej - będąc "wierzącym", człowiek jest rozdarty wewnętrznie. Bo z jednej strony ktoś mu kazał wierzyć, a z drugiej strony ciężko wierzyć w garbate aniołki. To się chyba nazywa dysonans poznawczy? Natomiast odrzucając kłamstwo i godząc się z rzeczywistością można zyskać pewien komfort psychiczny. Ale Wy chyba już o tym pisaliście. Tak czy siak, uważam że wygodniej jest żyć osobie wierzącej, ale prawdziwie wierzącej.
|
|
1 na 1 | Wilberforce (5 punktów) | To prawda. Religia pomaga, daje nadzieje, pozwala zrobić coś ze zbytecznym czasem. Ale mam dobre wieści! Jeśli wybrałeś ateizm - nie znaczy to że nie możesz być osobą religijną. Religia to zbiór obrzędów i technik poprawiających samopoczucie. Nie ma wiele wspólnego z istnieniem (lub nie) Boga. Możesz więc śmiało wrócić do kościoła, albo uprawiać jogę, zostać Buddystą, wkręcić się w jakiś sport, hobby. Możesz też poszukać innej (oprócz antyklerykalizmu i ludzkiej religijności) drogi. Mam nadzieję że będziesz szukał i znajdziesz coś co okaże się w Twoim życiu prawdziwe - i będzie w nim działać. Pozdrawiam Cię serdecznie!
|
|
| FuHau (35 punktów) | Zdrowaśki to nic innego niż rodzaj katolickiej mantry zapożyczonej z buddyzmu podobnie jak różaniec (w Indiach-sznur modlitewny). Tego rodzaju "modlitwy" mają dawać ludziom pełen relaks i stan zadumy. Wiem coś o tym bo sam praktykuje różne typu techniki medytacyjne, które na prawdę po ciężkim dniu wprawiają mnie w harmonię i równowagę z naturą. Polecam metodę zen, czerpiącą siłę z ciszy. Co do twojego załamania, zapewne może to być spowodowane nagłą zmianą stanu rzeczy, nowym patrzeniem na świat lub nową perspektywą patrzenia na życie. Sam tak miałem. Wątpienie narodziło się podczas silnego załamania psychicznego. lecz to po jakimś czasie mija. A jeśli kiedykolwiek chciałbyś wrócić na katolicyzm, wiedz że jak mnie pamięć nie myli Chrystus powiedział, że nie należy powtarzać oklepanych modlitw 
|
|
 | | Irracja (4721 punktów) | > > A jeśli kiedykolwiek chciałbyś wrócić na katolicyzm, wiedz że jak mnie pamięć nie myli Chrystus powiedział, że nie należy powtarzać oklepanych modlitw  ... raczej by nie "klepać" modlitw byle gdzie, byle na pokaz - oraz byle jak, byle by klepać jak najwięcej. Co do "oklepanych" to sam namawiał do jednej... (Ew. Mateusza 6:5-9)  ... pozdrawiam...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | | FuHau (35 punktów) |
> ... raczej by nie "klepać" modlitw byle gdzie, byle na pokaz - oraz byle jak, byle by klepać jak najwięcej. Co do "oklepanych" to sam namawiał do jednej... (Ew. Mateusza 6:5-9)  > ... pozdrawiam...Być może  Chyba mój bład
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|