Racjonalista - Strona głównaDo treści
Edukacyjny absurd

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
22-03-2013 12:47dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
Edukacyjny absurd
Ocena 13 na 13
W świecie absurdu, w którym żyjemy, mamy absurdalny system edukacji, który kształci nowe pokolenia budowniczych absurdalnego świata, w którym będziemy żyć za 20 lat... chyba że coś zmienimy. Nie będę powtarzać banałów o absurdzie katechezy w szkole, to już każdy rozumie, że katecheza w szkole to deprecjacja szkoły jako instytucji. Zwrócę uwagę na inny absurd - absurd lekturowy.

Dlaczego program nauczania języka polskiego zawiera tak wiele lektur, podczas gdy inne przedmioty próbują radzić sobie bez lektur. Czy lektury polonistyczne mają wyższą wartość edukacyjną niż lektury historyczne, fizyczne lub biologiczne? Zauważyłem, że ktoś odświeżył wątek LLR, bo znów pojawiło się zapotrzebowanie na lektury, niekoniecznie z literatury pięknej. Dlaczego w szkołach nie zadaje sie uczniom lektur zawierających wiedzę (popularno)naukową, tylko samą beletrystykę (chyba że coś się zmieniło, a ja nie jestem na bieżąco)?

Moim zdaniem, beletrystykę każdy czyta we własnym zakresie, jakiś Potop czy Władca Pierścieni nie wymaga rekomendacji szkoły, Przygody Mikołajka czy Kubusia Puchatka to książki kultowe... wskazywanie przez szkołę literatury pięknej do czytania wydaje mi sie bez sensu, i tak każdy wie, że o wiele ważniejszą lekturą jest Wojna i Pokój niż Chłopi, a szkoła sugeruje głupio.

Szkoła powinna wskazywać lektury popularnonaukowe z fizyki, astronomii, biologii, geologii, psychologii, matematyki (tak, istnieją z matematyki fajne książki), historii i innych dyscyplin, które mają niearbitralne, dość obiektywne kryteria oceny wartości lektur, w przeciwieństwie do literatury pięknej, której dobór z natury jest subiektyny i dowolny, więc żadna lista lektur nie może być godna zaufania i nie ma waloru edukacyjnego... tak więc absurdem jest, że szkoła zadaje lektury z literatury pięknej, zamiast z literatury popularnonaukowej.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Nie dostrzegam żadnego absurdu. Celem "przerabiania" lektur w ramach lekcji j. polskiego jest zapoznanie ucznia z podstawową wiedzą na temat literatury polskiej.
Celem lekcji fizyki, matematyki czy biologii jest przekazanie podstaw wiedzy z tych dziedzin, a nie podstaw wiedzy o literaturze z zakresu tych nauk.

dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Nie dostrzegam żadnego absurdu. Celem "przerabiania" lektur w ramach lekcji j. polskiego jest zapoznanie ucznia z podstawową wiedzą na temat literatury polskiej.
>Celem lekcji fizyki, matematyki czy biologii jest przekazanie podstaw wiedzy z tych dziedzin, a nie podstaw wiedzy o literaturze z zakresu tych nauk.

>
Absurd jest w formie, wiedzę można czerpać z lektur i z lekcji.

doku (Tomasz Kamiński)
22-03-2013 13:39
 Ocena 10 na 10
Kowalski4 (762 punktów)
Częściowo się zgadzam, częściowo nie. Ale zacznę od uwagi na marginesie -- nie chodzi o samą liczbę lektur polonistycznych, ale o ich niedzisiejszość. Premiowana jest literatura XIX, względnie początków XX wieku. Starszym, z pewną świadomością historii, to nie robi różnicy, ale miałem już problem, jak wytłumaczyć pierwsze strony "Przygód Tomka Sawyera" dziesięciolatkowi. Nie chodzi o psychologię postaci, chodzi o realia bardziej bajkowe niż science-fiction dla ucznia szkoły podstawowej.

Wracając do tematu właściwego: nie zgadzam się, bo 'język polski' to w większości nauka kultury języka, a w skład kultury języka wchodzi literatura. I może 'literatura' byłoby lepszym określeniem niż 'język polski'.

Niektórzy dodają jeszcze jedną rzecz: wyuczenie kodów kulturowych, które są niezbędne w życiu społecznym.

Dodałbym jeszcze jedną rzecz -- znam rodziny, gdzie lektura jest jedynym kontaktem z książką. Jest to więc także kwestia poznania samej formy -- powieści, poematu, dramatu.

Zgadzam się jednak z drugą częścią -- przydatnością lektur 'popularnonaukowych', czy historycznych. Przy okazji nie tak dawnej dyskusji o Polakach, którzy nie czytają, zacytowano opinie kilku "nieczytających" (bardzo z siebie zadowolonych). Rzucało się w oczy jedno: pojmowanie lektury wyłącznie w kategoriach literatury pięknej i rozrywki, którą może dać. "Nieczytającym" nie przyszło do głowy, że mogą wykorzystać wiedzę z książek dla, na przykład, rozwoju zawodowego, albo... ukończenia studiów. Można zgadywać, że jedyne ich lektury, to były lektury szkolne...

PS.
Warto zauważyć, że nauczyciele, których spotkałem w ramach własnej edukacji, chwalili i polecali książki ze swoich dziedzin. Nawet jeśli nie były one lekturami.
23-03-2013 16:20 
 Ocena 4 na 4
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Częściowo się zgadzam, częściowo nie. Ale zacznę od uwagi na marginesie -- nie chodzi o samą liczbę lektur polonistycznych, ale o ich niedzisiejszość.

O - to, to! Jest tyle fantastycznych, współczesnych, polskich autorów: na przykład Sapkowski. W wieku szkolnym chłonąłem sagę o Wiedźminie jak gąbka i to za jej inspiracją sięgnąłem do mitologii arturiańskiej, sagi o pierścieniu Nibelungów, Edgara Poego, czy braci Grimm w oryginale. Bez przesady mogę powiedzieć, że jedyną szkolną lekturą, która skłoniła mnie do refleksji, zgłębienia pokrewnych źródeł i dała jakąkolwiek przyjemność czytania było "Jądro ciemności".

>Starszym, z pewną świadomością historii, to nie robi różnicy, ale miałem już problem, jak wytłumaczyć pierwsze strony "Przygód Tomka Sawyera" dziesięciolatkowi.

Ponuro i śmiesznie zaczyna się robić dopiero od gimnazjum: no bo w jaki sposób wytłumaczyć młodemu człowiekowi dlaczego musi czytać Sienkiewicza? Rozdęte objętościowo, cukierkowo-patriotyczne, historycznie wypaczone tomiszcza? Wiedzą o języku nijak to usprawiedliwić, Sienkiewiczowski język nie odstaje wielce od obowiązującego dziś języka literackiego.

>Niektórzy dodają jeszcze jedną rzecz: wyuczenie kodów kulturowych, które są niezbędne w życiu społecznym.

Średnio do mnie ten argument przemawia - obawiam się, iż obecnie bardziej wykluczony społecznie zostanie ktoś, kto nie zrozumie znaczenia kryjącego się za "LOL" niż "kończ waść, wstydu oszczędź".

>Dodałbym jeszcze jedną rzecz -- znam rodziny, gdzie lektura jest jedynym kontaktem z książką. Jest to więc także kwestia poznania samej formy -- powieści, poematu, dramatu.

Więc do diaska, nie odstraszajmy hipotetycznych czytelników "Dziadami" i "Lalką"! Skoro musi być Mickiewicz, niech będą lżejsze utwory, nawet te złośliwe i wulgarne limeryki. Niechże nastolatek zobaczy w "wieszczu" człowieka z krwi i kości a nie spiżowy, omszały monument! Niech przeczyta "Wiedźmina", jakiś ambitniejszy komiks może ("Maus" na przykład).
Ale nie! Faktycznie, wpychajmy im do gardła "Granicę" i "Gloria victis" a potem lament, że młody człowiek uważa książki za "nudne, tępe, niezrozumiałe, głupie" a poziom czytelnictwa w kraju dorównuje temu z Togo.


Fabricati Diem, Pvnc!
02-04-2013 15:05 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> obecnie bardziej wykluczony społecznie zostanie ktoś, kto nie zrozumie znaczenia kryjącego się za "LOL" niż "kończ waść, wstydu oszczędź".

Nie wiem, co to jest LOL? Raz kiedyś ktoś mi powiedział, ale zapomniałem

doku (Tomasz Kamiński)
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Szkoła powinna wskazywać lektury popularnonaukowe z fizyki, astronomii, biologii, geologii,
>psychologii, matematyki (...), historii i innych dyscyplin (...).

Pomysłowi wiele zarzucić się nie da: faktycznie można by proponować w szkole "lektury przedmiotu", jako źródła pomocnicze, acz uważam, że polska edukacja ma akurat poważniejsze problemy.

Podręczniki.
Niechże ktoś zrobi w końcu porządek z tym zamtuzem! Bajzel, że strach, co roku nowe, co roku inne, co roku niekompatybilne. Miserere! A jakość merytoryczna taka, że strach... Pomijając już kwestię okrojonego, kalekiego programu. Polska szkoła nie za bardzo wie quo sama vadis i koniec końców, kręci się jak - za przeproszeniem - gówno w przerębli.


Fabricati Diem, Pvnc!
Irracja (4721 punktów)
>... tak więc absurdem jest, że szkoła zadaje lektury z literatury pięknej, zamiast z literatury popularnonaukowej...

    ... przy obecnym systemie kształcenia w zakresie języka polskiego, to absurdem jest zadawanie jakichkolwiek lektur. W szkołach młodszych to nauka "ortografii i gramatyki j. polskiego", w szkołach starszych to typowa historia literatury polskiej - na pewno przedmiot ten nie uczy rozumnego czytania, tym bardziej nie uczy logicznego odbioru czytanych tekstów. Gdyby uczyć tylko w sposób stosowany w "szkolnictwie polskim" to Schliemann nigdy by nie odkrył Troi, nigdy by nie było tzw. "doktorów kościoła", nigdy by nie było wielu innych uczonych (ani teologów, ani ateistów) - zwłaszcza tych którzy bazują na tekstach starożytnych, czy innych.

    ...takie zestawy literatury nadobowiązkowej powinny być przy każdym przedmiocie. Jako rozszerzające tematykę obowiązkową. Jako pozycje mające zachęcać do samodzielnego myślenia i szukania...

    ... nauka języka polskiego (od pewnego poziomu) powinna się opierać na analizie logicznej (nie tylko) krótkich tekstów - wierszy i nowel - co pozwoliłoby uczniom nauczyć się jak rozumieć teksty, co autor chciał powiedzieć i przekazać przy użyciu konkretnych form i wypowiedzi literackich. Może wtedy nie powstawałyby takie artykuły i zarzuty jak np. ten - radtrap.wo(*)-nogi-polskiego-spoleczenstwa/
    ... może nikt nie bulwersowałby się na temat takich wypowiedzi jak ta - wyborcza.p(*)848561,Geniusz_szuka_boga.html
W końcu, jeżeli szukamy wytłumaczenia jak powstał wszechświat, to też (przy okazji) szukamy boga - a w zasadzie tego czy on naprawdę istniał/istnieje, czy też nie. Owszem, wypowiedź Stephena Hawkinga jest tutaj prześmiewcza i kpiąca - ale jest też logiczna i poprawna. Trzeba tylko poprawnie zrozumieć formę wypowiedzi, by się o tym przekonać...

    ... tyle że poprawne rozumienie tekstów nie jest na rękę KRK, politykom i wszystkim innym demagogom. Nie można wtedy wciskać durnoty ludziom, skoro potrafią zanalizować tekst i wyciągnąć prawidłowe wnioski...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
filip34 (64 punktów)
W pełni zgadzam się z autorem, ale widzę tylko JEDNO wyjście z tej chorej sytuacji - LIKWIDACJA MINISTERSTWA EDUKACJI.

Niestety, nie da się wszystkim dogodzić zarówno w wyborze lektur szkolnych, katechezy czy też ilości historii czy matematyki. Tylko i wyłącznie różnorodność, dobrowolność i wolność wyboru może jakoś wpłynąć na poprawę zarówno edukacji jak i czytelnictwa w Polsce.

Wybaczcie Państwo, ale dla mnie system centralnie zarządzający edukacją się nie sprawdził, a przynajmniej nie sprawdza się w XXI wieku, gdzie nie mamy problemu z analfabetyzmem (jako takim, proszę nie mówić o nieumiejętności czytania ze zrozumieniem, bo nie o tym mowa) i państwo jako instytucja nie musi się tym zajmować, a nawet nie powinno.

Dzięki rozdzieleniu Państwa od edukacji nie będzie problemu z narzucaniem światopoglądu. Rodzice pragnący wychowywać dzieci z dala od np. "homopropagandy" będą mogły posyłać dzieci od odpowiedniej szkoły. Rodzice nie zgadzający się na katechezę poślą do innej szkoły. I tak dalej.

Może ministerstwa sprawdzają się w innych dziedzinach życia człowieka, ot chociażby ministerstwo obrony, ale co do edukacji to mnie nie przekonacie.

Pozdrawiam!
05-05-2013 21:10 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>W pełni zgadzam się z autorem, ale widzę tylko JEDNO wyjście z tej chorej sytuacji - LIKWIDACJA MINISTERSTWA EDUKACJI.
>Niestety, nie da się wszystkim dogodzić zarówno w wyborze lektur szkolnych, katechezy czy też ilości historii czy matematyki. Tylko i wyłącznie różnorodność, dobrowolność i wolność wyboru może jakoś wpłynąć na poprawę zarówno edukacji jak i czytelnictwa w Polsce.
Nie chodzi o to aby dogodzić wszystkim. Katecheza może się odbywać poza szkołą, na życzenie rodziców, a od pewnego wieku dziecka. W szkole jako miejscu neutralnym światopoglądowo nie ma na nią miejsca. I o ile różnorodność lekturom by nie zaszkodziła, to brak jakiegokolwiek nadzoru szkodliwy mógłby być jak najbardziej.
>Wybaczcie Państwo, ale dla mnie system centralnie zarządzający edukacją się nie sprawdził, a przynajmniej nie sprawdza się w XXI wieku, gdzie nie mamy problemu z analfabetyzmem (jako takim, proszę nie mówić o nieumiejętności czytania ze zrozumieniem, bo nie o tym mowa) i państwo jako instytucja nie musi się tym zajmować, a nawet nie powinno.
Gdyby wróciły szkoły prywatne, przy jednoczesnym zniesieniu obowiązku szkolnego, kto wie czy analfabetyzm by nie wrócił. Jak wtedy wyglądała by edukacja dzieci pijaków czy narkomanów, czy chociażby ubogich?
>Dzięki rozdzieleniu Państwa od edukacji nie będzie problemu z narzucaniem światopoglądu. Rodzice pragnący wychowywać dzieci z dala od np. "homopropagandy" będą mogły posyłać dzieci od odpowiedniej szkoły. Rodzice nie zgadzający się na katechezę poślą do innej szkoły. I tak dalej.
Dalej będzie problem z narzucaniem światopoglądu, tylko że narzucającymi będą rodzice i prywatne szkoły. Kto miałby je kontrolować? Nietrudno też sobie wyobrazić szkoły funkcjonujące pod dyktando religijnych fundamentalistów, co raczej nie wyszłoby na dobre.
>Może ministerstwa sprawdzają się w innych dziedzinach życia człowieka, ot chociażby ministerstwo obrony, ale co do edukacji to mnie nie przekonacie.
Edukacja jest zbyt ważna aby zostawić ją tylko i wyłącznie w rękach rodziców. Nie mam nic przeciwko istnieniu szkół prywatnych, ale nie widzę potrzeby likwidacji szkół państwowych. To co widzę to potrzeba reform.
filip34 (64 punktów)
Spodziewałem się takiej odpowiedzi, że jednak Państwo i urzędnik wie lepiej od rodzica. To jednak nie wątek o wyższości państwowej edukacji nad prywatną, dlatego nie będę tutaj prowadził dalej dyskusji.

Jednak jedna odpowiedź na temat finansowania - bony edukacyjne. Czyli także i ubodzy mogliby się kształcić i taki "bon" byłby wystarczający, aby dziecko uczyło się w przeciętnej szkole.
05-05-2013 21:27 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Spodziewałem się takiej odpowiedzi, że jednak Państwo i urzędnik wie lepiej od rodzica.
W pewnych sprawach i owszem. Nie pokładałbym wielkiego zaufania w rodzicach będących patologią. Starczyłby zresztą zwykły kaprys - moje dziecko nie będzie się uczyć bo nie.
>Jednak jedna odpowiedź na temat finansowania - bony edukacyjne. Czyli także i ubodzy mogliby się kształcić i taki "bon" byłby wystarczający, aby dziecko uczyło się w przeciętnej szkole.
Ciekawe jaki poziom miałaby taka przeciętna szkoła, będą zapewne prywatną a ponadto nauczającą jedynie biedne dzieci? Angażowanie dobrych nauczycieli zapewne nie byłoby specjalnie opłacalne.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365