Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy Starowiczowi nie należy wierzyć, bo studiował na KUL-u?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
20-07-2013 23:31dajmonion (3663 punktów)Czy Starowiczowi nie należy wierzyć, bo studiował na KUL-u?
Ocena 4 na 4
Niedawno założyłem dwa wątki, w których zaprezentowałem opinię prof. Lwa-Starowicza w kwestii wpływu marihuany na seksualność oraz seksualnej przeszłości kobiet na ich obecny związek.
W pierwszym przypadku ktoś natychmiast zauważył, że profesor studiował filozofie na KUL-u. Potraktowałem to jako żart i nie komentowałem. Później jednak w dyskusji z niejakim Iwanem Denisowiczem okazało się, że ten argument jest powtarzany. Dlatego warto mu się przyjrzeć bliżej.
Tym bardziej, że błędne myślenie w tym temacie może wiele osób odciąć od cennego źródła informacji.
Otóż po pierwsze posiadanie bajkowego nawet światopoglądu o niczym jeszcze nie świadczy, jeśli dany ekspert zdaje sobie sprawę gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.
Po drugie światopogląd może inspirować do naukowych poszukiwań w takim kierunku, w którym inni by nie poszli. Samo inspirowanie nie jest złe, dopóki nie staje się próbą przeszmuglowania światopoglądu do nauki.
Po trzecie wreszcie w dyskusji nie wystarczy zauważyć, że ktoś gdzieś studiował, był w partii itd. Trzeba powołać się na faktyczne zarzuty. Czyli na przykład odwołać się do sytuacji, w której Starowicz próbował forsować swój światopogląd kosztem naukowej rzetelności. W przypadku tego akurat eksperta wiadomo powszechnie, że w bardzo wielu tematach jest odległy od katolickiej ortodoksji.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4
dajmonion (3663 punktów)Odp: Czy Starowiczowi nie należy wierzyć, bo studiował na KUL-u?
>.
>>To co Pan napisał o metodzie naukowej nie zmienia faktu, że większość ludzi nie jest w stanie brać udziału w dyskursie eksperckim.
>Czy Pan zainicjował wątek ekspercki? To należało zacząć od przedstawiania własnych kompetencji.
Bynajmniej. Ale tego de facto ode mnie zażądano. Nie jestem aż tak naiwny, aby sądzić, że poprzestano by na przeglądzie bibliografii. Prawdopodobnie zadowalająca byłaby dopiero sytuacja, w której spełniłbym wszystkie rygory konferencji naukowej.
>>Pisze się je nie po to, aby ludzie sobie je czytali jak beletrystykę.
>Piszę się je najczęściej po prostu dla kasy i spora grupa uczonych czyni to bez klasy. Moim zdaniem wpisuje się w to i prof. Starowicz.
Proszę Pana. To oczywiste, że ludzie przy okazji zarabiają na czymś takim i trudno robić im z tego wurzuty. Jeśli jednak kładzie Pan akcent na tą okurat motywację beż żadnego uzasadnienia, to to jest insynuacja.

dajmonion

dajmonion (3663 punktów)Odp: Czy Starowiczowi nie należy wierzyć, bo studiował na KUL-u?
> Czy na pewno Pan przeczytał, to co w tym poście napisał, gdyż ja zauważam, iż przeczy tu Pan sam sobie.
Należałoby wskazać wyraźnie tą sprzeczność, bo może się Panu tylko wydawać, że ona istnieje.
>>Odwołując się do swojej popularnej wiedzy medycznej i tak zwanego zdrowego rozsądku?
>Ja bardzo dużo swojej filozofii życia zawdzięczam robotniczemu podwórku, na którym się wychowałem, a tam mawiano: - wyżej pasa nie podskoczysz! Z czego wynika, że można stosować tylko takie narzędzia jakie się posiada.
Te narzędzia są jednak mocno ograniczone. Szczególnie wyraźnie widać to w sytuacji zagrożenia zdrowia. Nikt nie bazuje wtedy na tym co znajdzie w sieci, tylko udaje się do odpowiedniego specjalisty. Po otrzymaniu recepty idzie do apteki, a nie do biblioteki, w celu przeglądania bibliografii.
>>Po pierwsze nie wiem co czytała liliac.
>Pan może ją zapytać? Jak zechce to odpowie.
Skoro można jej uwierzyć na słowo, to tym bardziej Starowiczowi.
>No i widzi Pan profesora Izdebskiego oceniam dosyć wysoko
Nie ma zatem podstaw, by lekarzy innych niż seksuologiczna specjalności traktować jako wiarygodne źródło informacji na ten temat. Liliac nie ma zatem legitymacji do zajmowania się zagadnieniami seksuologicznymi w sposób ekspercki. Postawiła mnie tym samym przed wymogiem, którego sama nie jest w stanie spełnić. Pan też jako bądź co bądź humanista nie może na jej rzecz świadczyć.
Z własnego doświadczenia wiem, że lekarze potrafią wykazywać się sporą ignorancją nawet w swojej działce. Otóż mój znajomy miał przytwierdzaną operacyjnie siatkówkę. Pół roku po zabiegu dowiadywał się, czy może już nosić soczewki. Pierwsza okulistka przyznała szczerze, że nie wie. Druga, że jak najbardziej tak, a trzecia, że absolutnie nie. To oczywiście nic nowego. Pewnie sporo osób potrafiło by przytoczyć tego typu anegdotki.
Niech więc lekarze skoncentrują się na tym, aby być dobrym w swojej dziedzinie, zamiast zajmować się sprawdzaniem profesorów innych specjalności.

>Rozumiem narzekania prof. Izdebskiego, ale czy napisał tam skąd więc on taki mądry?
No i co z tego, że wywiad był w Charakterach? Przypominam, że Mariusz Agnosiewicz publikował na tezeuszu.
>To o czym my tu rozmawiamy?
Sedno sporu polega na tym, że pojawiła się potrzeba sprawdzenia Starowicza. Specjalistów wysokiej klasy, którzy wypowiadają się w swojej dziedzinie zazwyczaj się nie sprawdza. Po pierwsze dlatego, że nie ma się ku temu kwalifikacji, po drugie dlatego, że życie społeczne bez pewnego poziomu zaufania byłoby niemożliwe. Postuluje się to dopiero wtedy, kiedy sprawa wydaje się kontrowersyjna.
W sprawach kontrowersyjnych często pojawiają się gwałtowne emocje, które mącą umysł. Dotyczy to zarówno tak zwanych religiantów, jak i osób, które myślac o sobie wyobrażają sobie, że są głównie intelektem.
Oto, co na ten temat napisał Marcin Rotkiewicz (POLITYKA 24.04-7.05 2013):"Generalna konkluzja publikacji Mooneya brzmi zatem następująco: konserwatywni, prawicowi wyborcy są o wiele bardziej niebezpieczni dla racjonalizmu i nauki, a więc zrównoważonego rozwoju USA i świata, niż wyborcy demokratyczni. Ci zaś przeciwnie, są bardziej otwarci na naukowe fakty. Intuicyjnie tezy te mogą wydawać się przekonujące. Republikanie są przecież religijni, co często kłóci się z przyjmowaniem werdyktów nauki, sceptycyzmem i racjonalizmem.
A jednak Mooney się myli. W ubiegłym roku dwóch innych amerykańskich autorów, Alex Berezow i Hank Campbell, opublikowało książkę 'Science Left Behind', w której pokazują drugą stronę medalu. Mianowicie jak amerykańska lewica i demokraci wspierają różne pseudonaukowe poglądy - od walki z biotechnologią w rolnictwie (czyli GMO), szczepionkami rzekomo wywołującymi autyzm, po sprzeciw wobec, jak wierzą, wyjątkowo niebezpiecznej energetyce jądrowej."
Tak więc jeżeli powodem chęci sprawdzenia Starowicza jest jego kontrowersyjność, to dyskusje, które roszczą sobie prawo do bycia naukowymi, i które jednocześnie są prowadzone przez osoby nie mające ku temu odpowiednich kompetencji należy omijać szerokim łukiem.
To oczywiście nie znaczy, że laicy nie mogą sobie podyskutować. Jeżeli ktoś cytuje wiarygodne źródło lub zdanie eksperta, to to powinno wystarczyć jako argument. Głębiej nie da się zejść na tym forum z powodów, o których wyżej pisałem. Niektórzy być może próbują to robić, ale do tego trzeba podchodzić z ogromnym dystansem, na pewno dużo większym niż do wypowiedzi Starowicza.

dajmonion

#48
13-08-2013 16:09
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Czy Starowiczowi nie należy wierzyć, bo studiował na KUL-u?
W odpowiedzi dajmonion
.
>Te minusy, które Pan dostał są za kulturę prowadzenia dyskusji i tylko za to.
Szkoda, że ci bardziej kulturalni z naszego forum to już zbyt z Panem rozmawiać nie chcą, ale dziękuję za uznanie. Mam tylko taką kulturę jaką wyniosłem z rodzinnego domu oraz szkół do których uczęszczałem, wraz ze wspaniałym robotniczym podwórkiem.

>Pan pozwala sobie używać takich określeń jak "pop...ć" (rozumiem, że to jakiś wulgaryzm, stąd te kropeczki)
Bardzo lubię wulgaryzmy, tak jak i alkohol. To dodaje smaku i smaczków, jest tylko kulturalny właśnie problem (nierozwiązywalny dla kmiotów) trzeba wiedzieć kiedy i ile. Kropki to najczęściej pruderyjna "maszyna" samodzielnie wrzuca, ale tu absolwent KUL-a już mnie tu poprawiał, że nie wolno pisać "pieprzenie o Szopenie" tylko o Chopinie, tak jakby tam go już nie nauczyli, iż Chopin to grał na pianinie, a tak dokładnie, mój Panie, to na grał fortepianie.
To wszystko jest kwestia smaku. Szanowny Pan uważa, że ma prawo mnie pouczać w kwestiach kultury, a ja kulturalnie to pominę aby nie przekroczyć swoich granic kultury.

>albo licznych sugestii jakoby adwersarz był kompletnym idiotą i nie mógł czegoś zrozumieć (Pytania typu: czy tu tak trudno zrozumieć?) mimo licznych Pana tłumaczeń.
To i tak będzie już bardzo duży sukces, gdy adwersarz w końcu zrozumie po drobnej szpileczce złośliwości. Zbyt często cała argumentacja spływa po nim jak woda po kaczce. Myślę, że z "kompletnym idiotą" łatwiej by było niż ze święcie wierzącym w swoje poglądy i w swoje racje.

>To mnie zawsze u Pana zastanawiało.
Bardzo mnie to cieszy. Lubię być choć przedmiotem refleksji, gdy już dawno nie mogę być przedmiotem "wzdychań".

>Z jednej strony praktykuje Pan pewną kurtuazje poprzez chociażby zwracanie się do adwersarza per Pan/Pani,
Jestem człowiekiem starej daty i gdy rozpocząłem studia starzy sławni profesorowie przez per pan się do mnie zwracali, gdyż taka jest polska tradycyjna kultura. Ja od już dziecka uczyłem się tej polskiej, a nie rosyjskiej, czy amerykańskiej i do wszystkich poza rodziną i przyjaciółmi przez pani/pan się zwracam. Uważam, że tylko ludzie małego formatu starają się na siłę fraternizować.

>z drugiej strony prowadzi Pan dyskusje w sposób dość agresywny.
Wynika to właśnie z kultury, jestem wprost uczulony na głupotę i prostactwo. Jestem demokratą, ale czy naprawdę wszędzie każdy głupek musi mieć pełną swobodę wypowiedzi?

Proszę Pana - ja lubię ludzi i szanuję każdego - nawet najprostszego człowieka, czy wprost człowieka niesprawnego intelektualnie, ale czy to przymusza mnie do szacunku dla głupoty?

> Te minusy, które Pan dostał są za kulturę prowadzenia dyskusji
Ja nie muszę tu pisywać. Ja chcę tu pisywać ponieważ wiem, że sporo osób mnie czyta i ma to dla nich jakieś znaczenie, ale odwrotnie, to nie wszyscy moi czytelnicy mają dla mnie takie samo znaczenie i gdybym zaczął dostawać minusy: od osób które - moim zdaniem - mają ogromną wiedzę i kulturę, od osób które uważam za sobie intelektualnie równe i osób które szanuję to przeprosiłbym i uciekł.

Minusy od niektórych osób to wprost za plus sobie poczytuję, gdyż są dowodem, iż trafiłem w rzeczy sedno. Pan to nazywa "kulturą prowadzenia dyskusji"? Fajnie!

Miłego dnia.

@@@
.

#49
13-08-2013 16:38
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Czy Starowiczowi nie należy wierzyć, bo studiował na KUL-u?
W odpowiedzi dajmonion
.
>To co Pan napisał o metodzie naukowej nie zmienia faktu, że większość ludzi nie jest w stanie brać udziału w dyskursie eksperckim.
>>>>Czy Pan zainicjował wątek ekspercki? To należało zacząć od przedstawiania własnych kompetencji.
>Bynajmniej. Ale tego de facto ode mnie zażądano. Nie jestem aż tak naiwny, aby sądzić, że poprzestano by na przeglądzie bibliografii. Prawdopodobnie zadowalająca byłaby dopiero sytuacja, w której spełniłbym wszystkie rygory konferencji naukowej.
To może zechciałby Pan skonkretyzować - o co Panu, tu w tym wątku, tak w ogóle chodziło. Gdyż większość wypowiedzi innych Pan krytykuje, ale Pańskie zdanie z tych krytyk wyłuskać trudno.

>Pisze się je nie po to, aby ludzie sobie je czytali jak beletrystykę.
>>>>Piszę się je najczęściej po prostu dla kasy i spora grupa uczonych czyni to bez klasy. Moim zdaniem wpisuje się w to i prof. Starowicz.
>Proszę Pana. To oczywiste, że ludzie przy okazji zarabiają na czymś takim i trudno robić im z tego wurzuty. Jeśli jednak kładzie Pan akcent na tą okurat motywację beż żadnego uzasadnienia, to to jest insynuacja.
Nie, Proszę Szanownego Pana, napisałem bardzo wyraźnie: Tak, ale umiejętności potrzebne do napisania pozycji popularyzującej naukę są większe niż do napisania pozycji naukowej. I równie wyraźnie zaznaczyłem: Chyba, że to są poradnikowe śmiecie, jakich teraz wydaje się w nadmiarze. To nie jest żadna insynuacja, za każdą książkę jest kasa (im więcej egzemplarzy się sprzeda tym większa) im mniej się włoży w nią merytorycznej pracy, a więcej pierdół, tym więcej takich można bzdetów stworzyć. Jeżeli kupuję książkę uczonego, to spodziewam się w niej poważnego wywodu opartego na nauce, gdyż inaczej jest to oszustwo i to bezkarne, gdyż trudne do udowodnienia, a mała satysfakcja z wygranej.

@@@
.

#50
13-08-2013 21:43
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Czy Starowiczowi nie należy wierzyć, bo studiował na KUL-u?
W odpowiedzi dajmonion
.
Czy na pewno Pan przeczytał, to co w tym poście napisał, gdyż ja zauważam, iż przeczy tu Pan sam sobie.
>Należałoby wskazać wyraźnie tą sprzeczność, bo może się Panu tylko wydawać, że ona istnieje.
No właśnie, gdy napiszę, że inteligentny człowiek sam to zauważy to Pan poczuje się obrażony, a przecież sam Pan udowadnia - za profesorem Izdebskim, że seksuologiem to prawie każdy zostać może. Chyba to będzie taka kolejność prof. Kozakiewicz prof. Starowicz i prof. Izdebski. Pisze Pan iż nie wie jakie książki czytała pani Liliac, a odbiera Pan jej prawo do wypowiadania się o naukowym dorobku innych. Mnie podstaw jak poznaje się naukowe dzieło, to uczono chyba na I roku studiów, nie mówiąc już o precyzyjnych wymagania promotora przy pisaniu własnej pracy. Czytam tu prawie wszystko co ona pisze i nie mam najmniejszych podstaw aby ją posądzać, że wie w tych sprawach mniej niż ja, a ja jednak trochę wiem. Na przykład czytałem i Kozakiewicza i Imielińskiego i Godlewskiego i Starowicza i Izdebskiego, a także wielką Wisłocką. Nie sądzę aby ona nie czytała podobnych lektur, a nawet, jak zauważyłem, śledzi naukową prasę i chyba literaturę anglojęzyczną.

A przecież w tym polskim gronie to tylko profesjonalnym seksuologiem był profesor Imieliński i poważne przestudiowanie jego dorobku dawało jeszcze kilkanaście lat temu ogromną wiedzę, bez której i dziś się trudno obyć.

>Szczególnie wyraźnie widać to w sytuacji zagrożenia zdrowia.
Tak, jak jakiś idiota włoży sobie nakrętkę na małego, to nawet widać jak puchnie w oczach.

>Po otrzymaniu recepty idzie do apteki,
Jaką receptę wypisze tu Panu wybitny polski seksuolog Izdebski? A pani Liliac jakąś tam wypisać może. Chociaż tu to chirug-mechanik, chirurg-ślusarz jest potrzebnym.

>a nie do biblioteki, w celu przeglądania bibliografii.
Z nakrętką to już rzeczywiście nie czas na bibliografię, ale na poradniki też nie. Choć wcześniej to bym poradził aby tak głupio się nie zabawiać.

>Po pierwsze nie wiem co czytała liliac.
>>>>Pan może ją zapytać? Jak zechce to odpowie.
>Skoro można jej uwierzyć na słowo, to tym bardziej Starowiczowi.
Ale ja nikomu nie wierzę na słowo, a tym bardziej takiej fajnej dziewczynie, ja po prostu czytam co ona tu pisze i czasem sprawdzam. Ona ma naprawdę ogromną wiedzę i umiejętność jej przekazania. Na pewno jest to ścisła czołówka kompetentnych dyskutantów naszego forum.

>>>>No i widzi Pan profesora Izdebskiego oceniam dosyć wysoko
>Nie ma zatem podstaw, by lekarzy innych niż seksuologiczna specjalności traktować jako wiarygodne źródło informacji na ten temat.
Tyle tylko, że prof. Izdebski nie jest lekarzem (jeszcze Pan tego nie zauważył), a jak wynika z jego wypowiedzi w seksuologii jest samoukiem (co w moim odczuciu wcale nie umniejsza jego merytorycznego poziomu) Natomiast w uproszczeniu, to jest to facet, który parę książek przeczytał (i parę napisał).

>Liliac nie ma zatem legitymacji do zajmowania się zagadnieniami seksuologicznymi w sposób ekspercki.
A gdzie prowadzi swoją seksuologiczną praktykę?

>Postawiła mnie tym samym przed wymogiem, którego sama nie jest w stanie spełnić.
To już sprawa pomiędzy Wami, kto czego nie jest w stanie.

>Pan też jako bądź co bądź humanista nie może na jej rzecz świadczyć.
Proszę Szanownego Pana, ja już niewiele mogę, ale za to bardzo dobrze wiem co jeszcze mogę i mogę to nawet pod przysięgą stwierdzić, że jest to bardzo mądra dziewczyna i niewielu panów intelektualnie sięga jej do pięt.

>Niech więc lekarze skoncentrują się na tym, aby być dobrym w swojej dziedzinie, zamiast zajmować się sprawdzaniem profesorów innych specjalności.
Wskazówka godna komuny. Robotnicy do łopat, pisarze do piór, a ja jednak z tych, którzy nawołują bądź lepszy od mistrza i dumnych gdy uczniowie go przerastają. Wiem też, że w życiu się często zdarzało, iż student był lepszy od profesora.

>>>>Rozumiem narzekania prof. Izdebskiego, ale czy napisał tam skąd więc on taki mądry?
Nie rozumie Pan? Przecież wyżej zacytowałem Wikipedię:
Absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze. Na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego uzyskiwał stopnie doktora (w 1993 na podstawie pracy Zmiany w obyczajowości seksualnej młodzieży a problemy wychowania seksualnego) i doktora habilitowanego (w 2001 w oparciu o rozprawę zatytułowaną Wiedza, przekonania HIV/AIDS w społeczeństwie polskim. Zachowania seksualne). www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,577959#w580281
Naprawdę nic Pan nie zrozumiał? Izdebski jest takim samym humanistą jak Bogusławski i jego wiedza seksuologiczna wynika z samouctwa, czyli krytycznego czytania mądrych książek.

>No i co z tego, że wywiad był w Charakterach? Przypominam, że Mariusz Agnosiewicz publikował na tezeuszu.
(Dopiero od Pana się dowiaduję, iż jakiś "Tezeusz" istnieje, ale gdyby chcieli opublikować tam mój artykuł też chyba bym nie odmówił. Odmówiłbym tylko niewielu bardzo ekstremalnym periodykom.)

Zupełnie prawie nic z tego! Przecież napisałem wyraźnie "takiego pisemka jak 'Charaktery' nie czytam. Szkoda mi czasu na bzdury." "Prawie", to dlatego, że nie mogłem tej wypowiedzi przeczytać. Tezeusza też nie czytam. Mój artykuł o szatanie - nawet bez pytania o zgodę - przedrukowała jedna ze stron satanistycznych. Nie, nie protestowałem, a nawet jestem trochę dumnym z tego, choć do wszelkich religii, łącznie z satanizmem jest mi niezmiernie daleko.

Naprawdę staram się być komunikatywnym.

CDN

@@@
.

#51
13-08-2013 21:44
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Czy Starowiczowi nie należy wierzyć, bo studiował na KUL-u?
W odpowiedzi dajmonion

>>>> To o czym my tu rozmawiamy?
>Sedno sporu polega na tym, że pojawiła się potrzeba sprawdzenia Starowicza.
Ja takiej potrzeby nie mam. Moje potrzeby seksualne są już skromne, a seksualne problemy to już dawno sobie porozwiązywałem.

>Specjalistów wysokiej klasy, którzy wypowiadają się w swojej dziedzinie zazwyczaj się nie sprawdza.
Kto Panu takich bredni naopowiadał, niech Pan w takie bzdury nie wierzy. Teologia pomimo nazwy żadną nauką nie jest. Tam rzeczywiście najważniejszym jest autorytet, natomiast podstawą całej nauki jest krytycyzm. W nauce sprawdza się nawet specjalistów najwyższej klasy o uznanym dorobku i autorytecie.

>Po pierwsze dlatego, że nie ma się ku temu kwalifikacji,
Tu liczą się fakty i argumenty, a nie formalne kwalifikacje. Pamiętam, jak zastanawiałem się jeszcze w szkole średniej jak można tak wielką głupotę łączyć z naukowymi tytułami. Dalsze życie tylko potwierdziło, iż zdarza się to nadzwyczaj często. Nigdy nie miałem szacunku dla autorytetu, ze względu na jego autorytet. Głupek nawet gdy jest ks. abp prof. zw. dr hab. dalej głupkiem pozostaje. Żadne tytuły w zmniejszaniu głupoty nie pomagają, a raczej ją wprost powiększają.

> po drugie dlatego, że życie społeczne bez pewnego poziomu zaufania byłoby niemożliwe.
Nie wiem co znaczy "pewien poziom zaufania"? Tak gdy kupuję jajka u tej samej gospodyni wierzę, że są świeże. Natomiast, gdy mam możliwość weryfikacji czyichkolwiek twierdzeń, to je weryfikuję.

>Postuluje się to dopiero wtedy, kiedy sprawa wydaje się kontrowersyjna.
Co to znaczy "kontrowersyjna". Gdy żona przyłapana i flagranti stwierdza: Jak możesz mówić, że mnie kochasz - jak wierzysz swoim oczom zamiast mnie wierzyć! Ot i kontrowersja!

>W sprawach kontrowersyjnych często pojawiają się gwałtowne emocje, które mącą umysł. Dotyczy to zarówno tak zwanych religiantów, jak i osób, które myślac o sobie wyobrażają sobie, że są głównie intelektem.
Poziom emocji zależny jest od charakteru i wiary w słuszność własnych przekonań.

>Oto, co na ten temat napisał Marcin Rotkiewicz (POLITYKA 24.04-7.05 2013)
Nie chcę tu wchodzić w nowy temat. Niech Pan założy nowy wątek.

>Tak więc jeżeli powodem chęci sprawdzenia Starowicza jest jego kontrowersyjność,
Naprawdę, nie śledzę plotek i nie specjalnie spotkałem się z jego kontrowersyjnością.
Nie wiem co on powiedział o kwestii wpływu marihuany na seksualność oraz seksualnej przeszłości kobiet na ich obecny związek. Mam w biblioteczce parę jego lepszych i gorszych książek, które kiedyś tam czytałem i parę razy oglądałem go w telewizorni jak robił tam za gwiazdę. Raczej wtedy uważałem, że pieprzy pseudonaukowe pla-pla, niż że jest kontrowersyjny. Może Pan poda jakiś przykład jego kontrowersyjności?

>to dyskusje, które roszczą sobie prawo do bycia naukowymi, i które jednocześnie są prowadzone przez osoby nie mające ku temu odpowiednich kompetencji
A kto te kompetencje przydziela Pan, czy sam prof. dr hab. Zbigniew Lew-Starowicz

>należy omijać szerokim łukiem.
A Pan - bez żadnych kompetencji - tu te dyskusje inspiruje.
Po co?

>To oczywiście nie znaczy, że laicy nie mogą sobie podyskutować.
Łaskawie Szanowny Pan pozwala, tyle tylko, że tu nikt naszych "papierków" nie sprawdza i może się Panu trafić dyskutant bez podstawówki, który wyśmieje i profesora.
Skandal - dlatego noże lepiej dyskutować na bardziej odpowiedzialnych forach, gdzie wiadomo, że jeżeli nie ma szacunku dla autorytetów, to przynajmniej laik.

>Jeżeli ktoś cytuje wiarygodne źródło lub zdanie eksperta, to to powinno wystarczyć jako argument.
Jak dla mnie gucio-prawda! Kto tu weryfikuje tą wiarygodność źródeł? Kto tu przyznaje tytuł eksperta? Cholera, a ja mam w głębokim poważaniu i "wiarygodne źródła" i "ekspertów". Dla mnie liczą się tylko argumenty podające się weryfikacji.

>Głębiej nie da się zejść na tym forum z powodów, o których wyżej pisałem.
Pisał Pan tu bardzo wiele rzeczy.
Muszę powiedzieć, że ja dzięki naszemu forum bardzo wiele się uczę i dlatego, że zdarzają się tu bardzo mądre, głęboko przemyślane teksty, a także dlatego, że wiele z nich jest inspirujących do rozszerzenia swojej wiedzy, a nawet do douczenia się czegoś nowego. Na przykład - medyczne wypowiedzi Liliac, czy fizyczne Fizyka - schodzą tu na maksymalną głębokość, do której jestem w stanie sięgnąć. Oczywiście jest jeszcze tu wiele (kilkadziesiąt) osób, których wypowiedzi są oparte na wielkiej wiedzy i głęboko przemyślane. Chyba warto tu dodać, że niektórzy (np. i ja) nawet gdy ironizują czy wprost kpią, to piszą poważnie.

>Niektórzy być może próbują to robić, ale do tego trzeba podchodzić z ogromnym dystansem, na pewno dużo większym niż do wypowiedzi Starowicza.
Nikt dla mnie - nawet sam Starowicz - nie jest żadnym autorytetem i jestem pewien, że wśród tego co opublikował znajdę rzeczy bardzo mądre, jak i bardzo głupie.

(Nie, nie uważam np. "Naszego Papieża" za głupka, ale wcale nie widzę przeszkód, aby wyśmiać jakieś tam niemądre jego stwierdzenia!)
Z innych szkół myślenia - Szanowny Panie - jesteśmy i kultury dyskusji też nas gdzie indziej uczono.

Pozdrawiam.

@@@
.

1 2 3 4

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365