Sceptycznie podchodziłbym do daty 1950. Tuż po wojnie kościół cieszył się swobodą działania i zachował prawie wszystkie formy swojej przedwojennej działalności. Wszystko spieprzyło się w 1949r. i trwało do 1956. W tym okresie kościół cienko przędł a podpisał wspomniane przez Ciebie porozumienie po to by ratować choćby część przywilejów. Potem było krótkie ocieplenie stosunków i tzw. małe porozumienie nawiązujące do tego sprzed 6 lat lecz przez bezczelność i pazerność kleru (który chciał jeszcze i jeszcze), trwało tylko 2 lata i władza postanowiła (nie dopuszczając do klerykalizacji kraju) znowu przykręcić śrubę. Był jeszcze Gierek który nie wojował z kościołem, ale prawdziwe podwaliny będące bezpośrednią przygrywką do klerykalnego bajzlu co mamy obecnie położono na pocz. lat 80-tych. W tym okresie władza była już tak ugodowa i uległa, że kler zaczął pozwalać sobie nawet na wybrzydzanie.
>Chyba władza bała się po prostu zadzierać za bardzo z władzą kościelną (?)
Co śmieszne, na początku naiwnie myślano, że likwidując kapitalistyczny ustrój jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikną potrzeby religijne a to miejsce zajmie myślenie materialistyczne. Mający posłuch w społeczeństwie kościół był władzy po prostu potrzebny ze względów politycznych by przy jego pomocy wpływać na masy. Totalna wojna z kościołem była bez sensu gdyż sam katolicyzm jak i instytucja KK była za bardzo zakorzeniona w tradycji historycznej. A żeby posłużyć się kościołem jak instrumentem trzeba było z nim współpracować. A najlepiej przekształcić go w miarę możliwości na własną modłę. W tym celu próbowano z KK, który był dla władz - i słusznie! - agenturą obcego państwa zrobić coś w rodzaju kościoła państwowego zależnego od partii a niezależnego od Watykanu. Stąd ślubowanie na wierność, obsadzanie stanowisk kościelnych pod kontrolą władz, pozyskiwanie współpracowników i agentów wśród katolickiego duchowieństwa (akurat to zbyt trudne nie było). Idea fajna i nie nowa. Już w XVI wieku próbowano stworzyć polski narodowy kościół zrywający z papiestwem lecz niestety zaprzepaściło to wszystko niezdecydowanie Zygmunta Augusta.
|