Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jakie kryteria prawdy i naukowości?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
11-01-2014 12:24Epoche (-3 punktów)Jakie kryteria prawdy i naukowości?
Ocena 1 na 1
Chciałbym poznać wasze kryterium prawdy i naukowości.
Zakładam, że racjonalny człowiek nie wierzy w prawdę naukową na zasadzie autorytetu nauki.

Zatem przyjmujecie teorie naukowe za prawdziwe jeśli wiedza naukowa jest budowana w formie pozytywnego justyfikacjonizmu, krytycznego czyli popperowskiego falsyfikacjonizmu, czy moze w formie zmiękczonego dogmatyzmu, w rozumieniu Khuna czyli przez paradygmaty naukowe?

Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" czy w jakiś nieklasycznych teoriach prawdy takich jak koherencyjna czy pragmatyczna?

A może zostajecie scepyczni kierując sie probalilizmem? Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień prawdopodobności danej teorii.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Zatem przyjmujecie teorie naukowe za prawdziwe jeśli wiedza naukowa jest budowana w formie
>pozytywnego justyfikacjonizmu, krytycznego czyli popperowskiego falsyfikacjonizmu, czy moze w formie
>zmiękczonego dogmatyzmu, w rozumieniu Khuna czyli przez paradygmaty naukowe?

Wydaje mi się, że to wszystko składa się na złożony temat metody naukowej. Z teorii, które wymieniłeś nauce bliżej do teorii paradygmatów Khuna, ale uważam, że implikacje kryteriów falsyfikacji oraz weryfikacji każdy powinien znać.

>Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" czy w jakiś nieklasycznych
>teoriach prawdy takich jak koherencyjna czy pragmatyczna?

W kwestii nauki obowiązuje semantyczna kategoria prawdy. W pozostałych kwestiach jest to już subiektywne. Niektórzy ludzie w kwestiach etycznych mogą stosować nawet emotywizm jako kryterium prawdy, przy czym ja bym tego za racjonalne nie uznał (ale jak pisałem - jest to subiektywne). W estetyce kryteria prawdy też pewnie byłyby jak najbardziej dyskusyjne.

>A może zostajecie scepyczni kierując sie probalilizmem? Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień
>prawdopodobności danej teorii.

Wydaje mi się, że probabilizm w ujęciu sceptycznym to bardzo złożony temat, którego nie da się tak prosto sprowadzić do rachunku prawdopodobieństwa. To nie jest tak, że obliczyłem jakieś prawdopodobieństwo dla scenariusza A, że między ziemią, a księżycem nie ma niewidzialnego różowego jednorożca i scenariusza B, że jest i z wyników mi wyszło, że nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że między ziemią, a księżycem nie ma żadnego niewidzialnego jednorożca.

Raczej doszukiwałbym się przyczyny w doświadczeniu empirycznym, co bezpośrednio wiąże się z tematyką metody naukowej, o której wspomniałeś wcześniej.

Tak to wygląda z mojego punktu widzenia.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Chciałbym poznać wasze kryterium prawdy i naukowości.
>Zakładam, że racjonalny człowiek nie wierzy w prawdę naukową na zasadzie autorytetu nauki.

Autorytety nie istnieją. Nauka ma tą ciekawą cechę, że jako jedyna pozwala poznać prawdę i rzeczywistość. Poznać zasady ją rządzące. Dzięki nauce możemy przewidzieć jaki rezultat dadzą te zasady w przyszłości w określonym zastosowaniu. Jest weryfikowalna. Nauka po prostu działa.

>Zatem przyjmujecie teorie naukowe za prawdziwe jeśli wiedza naukowa jest budowana w formie
>pozytywnego justyfikacjonizmu, krytycznego czyli popperowskiego falsyfikacjonizmu, czy moze w formie
>zmiękczonego dogmatyzmu, w rozumieniu Khuna czyli przez paradygmaty naukowe?

Mędrcze używasz słów, których ja skromny aspirant racjonalizmu nigdy w życiu nie słyszałem.
Używając mojego prymitywnego słownictwa powiem tak: Wiedza naukowa jest budowana na podstawie obserwacji, logicznej ich analizy, stawiania hipotez na podstawie przesłanek, łączenia z poprzednio posiadaną wiedzą i weryfikowana empirycznie.

>Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" czy w jakiś nieklasycznych
>teoriach prawdy takich jak koherencyjna czy pragmatyczna?

Znowu nic nie rozumiem. Moja zgodność z rzeczywistością jest taka zwyczajna, normalna.

>A może zostajecie scepyczni kierując sie probalilizmem? Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień
>prawdopodobności danej teorii.

Są sytuacje, kiedy nie mamy pewności, a jedynie prawdopodobieństwa. Wtedy można oszacować co jest bardziej prawdopodobne. Z możliwych do zaistnienia wyników każdy może mieć pewien określony koszt, ryzyko i korzyść.
Wyprzedzanie jadąc samochodem przed wzniesieniem ma 80% szansy korzyść zyskania dwóch minut na czasie dojazdu i 5% ryzyko śmierci. Moim zdaniem to się nie opłaca.
Zagadanie do ładnej dziewczyny oznacza 90% szansy utraty pięciu minut życia i zrobienia z siebie bałwana oraz 10% szansy, że będzie fajnie. Moim zdaniem warto.
Prawdopodobieństwo istnienia boga opisanego w Biblii jest tak bliskie zeru, że dokonywanie na jego cześć cotygodniowych rytuałów i ofiar jest dla wiernych kosztem niewspółmiernie wysokim, do znikomego prawdopodobieństwa otrzymania korzyści. Z kolei dla osób duchownych ten koszt jest bardzo niski w stosunku do ogromnych korzyści, jakie otrzymują.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Chciałbym poznać wasze kryterium prawdy i naukowości.
>Zakładam, że racjonalny człowiek nie wierzy w prawdę naukową na zasadzie autorytetu nauki.
>Zatem przyjmujecie teorie naukowe za prawdziwe jeśli wiedza naukowa jest budowana w formie
>pozytywnego justyfikacjonizmu, krytycznego czyli popperowskiego falsyfikacjonizmu, czy moze w formie
>zmiękczonego dogmatyzmu, w rozumieniu Khuna czyli przez paradygmaty naukowe?
>Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" czy w jakiś nieklasycznych
>teoriach prawdy takich jak koherencyjna czy pragmatyczna?
>A może zostajecie scepyczni kierując sie probalilizmem? Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień
>prawdopodobności danej teorii.

Sposób przeprowadzenia dowodu dla teorii naukowej zależy od przedmiotu badań. Przyjęcie teorii (udowodnienie jej poprawności) odbywa się na etapie prowadzenia badań zgodnie z metodologią przedmiotu badań. Zbiór teorii prawdziwych buduje racjonalny obraz świata.

Twoje pytanie ma "drugie dno" - jakie?
diogenes (42753 punktów)
>...wasze kryterium prawdy i naukowości.

Nauka nie została nam objawiona. Jej początkiem były i są zwykłe życiowe problemy i sposoby ich rozwiązywania. Dach nad głową, wychowanie, choroba, komunikowanie się, liczenie, przemieszczanie, walka, miłość, handel, władza, błąd, itd., itp. - to tylko niektóre źródła nauki. Na przestrzeni dziejów wybrano najbardziej skuteczne i obecnie stanowią one zrąb tego, co nazywamy metodą naukową. Życie stanowi więc alfę i omegę poznania naukowego. Dość wcześnie zauważono, że tematy pozornie nie związane z życiem, mają z nim jednak dużo wspólnego: tak narodziła się teoria, obecnie uważana za jedną z najpraktyczniejszych rzeczy pod słońcem, o ile odnosi się do świata. Tu dochodzimy do fundamentalnej kwestii w nauce: jej samoograniczenia. Nauka bada to, co jest. A to, o czym mówimy, musi być w ostateczności sprowadzone do zmysłowego doświadczenia. "Nasze pojęcia, koncepcje i teorie naukowe są uznane za prawdziwe tylko wtedy, jeśli w sposób harmonijny prowadzą wstecz do świata zmysłowego." (W. James, Eseje z radykalnego empiryzmu). Świat zmysłowy nie wyklucza innego, abstrakcyjnego świata, ale pełni on jedynie funkcję operatora, narzędzia myślenia o tym, co zmysłowe. Istnienie tego, co nieempiryczne ma taki status jak znak + w dodawaniu. Racjonalizm musi więc być empiryzmem, a empiryzm - racjonalizmem. Fundamentem nauki jest więc myślenie ograniczone empirią (lub odwrotnie). Pozory myślenia wybiegające poza empiryczny świat (np. religia) nauka prędzej czy później sprowadzi na ziemię - z całym tego inwentarzem. Przedmiotem nauki jest empiryczny świat (człowiek nie stanowi tu wyjątku), a jej cele są praktyczne.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
11-01-2014 21:06
 Ocena 12 na 12
Fizyk (17637 punktów)
> Zatem przyjmujecie teorie naukowe za prawdziwe jeśli wiedza naukowa jest budowana w formie pozytywnego justyfikacjonizmu, krytycznego czyli popperowskiego falsyfikacjonizmu, czy moze w formie zmiękczonego dogmatyzmu, w rozumieniu Khuna czyli przez paradygmaty naukowe?

Żadna z tych szufladek w praktyce nie jest potrzebna.

> Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" ...

Tak. Veritas est adaequatio rei et intellectus jest całkiem dobrą definicją.

> A może zostajecie sceptyczni kierując sie probalilizmem?

Oczywiście. W praktyce nie ma prawd absolutnych a jedynie stwierdzenia mniej lub bardziej wiarygodne.

> Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień prawdopodobności danej teorii.

Krótko mówiąc, z twierdzenia Bayesa. A dłużej i w szegółach opisane to jest tu.
12-01-2014 01:10 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Veritas est adaequatio rei et intellectus jest całkiem dobrą definicją.

Ile intelektu jest w rzeczy? Ile rzeczy w intelekcie? Bez tych szczegółów ta klasyczna definicja prawdy zalatuje scholastyką. Intelekt to juz nie dusza, a rzecz to nie substancja.

>nie ma prawd absolutnych...

Klasyczna definicja prawdy (funkcjonujaca np. w metafizyce) była oparciem prawd (rzekomo) asbsolutnych.

>...a jedynie stwierdzenia mniej lub bardziej wiarygodne.

Na czym miałaby polegać "mniej lub bardziej wiarygodna adekwatność rzeczy i intelektu"?
Czy można intelekt zredukować do "stwierdzeń" (lub ich zbiorów)? Czy nic się nie zmieniło od I Wittgensteina?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
12-01-2014 10:03 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
>> Veritas est adaequatio rei et intellectus jest całkiem dobrą definicją.

> Ile intelektu jest w rzeczy? Ile rzeczy w intelekcie? Bez tych szczegółów ta klasyczna definicja prawdy zalatuje scholastyką.

Widzę, że potrzebna jest współczesna wersja: Prawda jest zgodnością konstrukcji umysłowej z rzeczywistością.

> Intelekt to juz nie dusza, a rzecz to nie substancja.

Owszem, więcej już wiemy od czasów starożytnych.

>> nie ma prawd absolutnych...
> Klasyczna definicja prawdy (funkcjonujaca np. w metafizyce) była oparciem prawd (rzekomo) asbsolutnych.

Tak było, ale okazało się, że prawda absolutna jest... nieprawdziwa.

>> ...a jedynie stwierdzenia mniej lub bardziej wiarygodne.
> Na czym miałaby polegać "mniej lub bardziej wiarygodna adekwatność rzeczy i intelektu"?

Weźmy prosty przykład: szukasz kluczy. Mogą być w szufladzie (40% szansy), w kieszeni płaszcza (30%) albo gdzie indziej (30%). Zaglądasz do szuflady i nie widzisz kluczy - szansa, że tam są spada do 5%, ale nie do zera bo pełno tam rupieci i mogły się schować. Zaglądasz do płaszcza... itd.
12-01-2014 11:33 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>> Veritas est adaequatio rei et intellectus jest całkiem dobrą definicją.
>> Ile intelektu jest w rzeczy? Ile rzeczy w intelekcie? Bez tych szczegółów ta klasyczna definicja prawdy zalatuje scholastyką.
>Widzę, że potrzebna jest współczesna wersja: Prawda jest zgodnością konstrukcji umysłowej z rzeczywistością.

Dodałbym, że tej konstrukcji umysłowej winna być wprzódy nadana intersubiektywnie dostępna forma, tj. ktoś musi ją (tę konstrukcję) wypowiedzieć (zapisać itp.).
Póki ta konstrukcja umysłowa istnieje w czyjejś głowie jedynie, rozważania o jej prawdziwości/fałszywości pozostają bezprzedmiotowe raczej.
Innymi słowy: prawda/fałsz (zgodność/niezgodność z rzeczywistością) to właściwości zdania oznajmującego.

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
12-01-2014 12:26 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Dodałbym, że tej konstrukcji umysłowej winna być wprzódy nadana intersubiektywnie dostępna forma...

Dokładnie. Próbą taką jest skaning mózgu pod kątem "czytania myśli". Sądzę, że nie ma niczego w tzw. intelekcie, czego nie byłoby w mózgu. A taka opcja otiwera możliwość obiektywizacji pojęcia intelektu i intersubiektywności jego opisu.

www.youtube.com/watch?v=qTdcABq4iQk

i inne.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
14-01-2014 14:43 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Dodałbym, że tej konstrukcji umysłowej winna być wprzódy nadana intersubiektywnie dostępna forma...
>Dokładnie. Próbą taką jest skaning mózgu pod kątem "czytania myśli". Sądzę, że nie ma niczego w tzw. intelekcie, czego nie byłoby w mózgu.

Też tak sądzę.

>A taka opcja otwiera możliwość obiektywizacji pojęcia intelektu i intersubiektywności jego opisu.

Obiektywizacja (w pewnym zakresie) możliwa była od zawsze i bez tak wyrafinowanych technologii.


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
12-01-2014 15:58 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Dodałbym, że tej konstrukcji umysłowej winna być wprzódy nadana intersubiektywnie dostępna forma, tj. ktoś musi ją (tę konstrukcję) wypowiedzieć (zapisać itp.).

Nie ma takiej potrzeby.

> Póki ta konstrukcja umysłowa istnieje w czyjejś głowie jedynie, rozważania o jej prawdziwości/fałszywości pozostają bezprzedmiotowe raczej.

Ależ nie! Pojęcie prawdopodobieństwa subiektywnego (w naszym przypadku: prawdopodobieństwa, że dana konstrukcja umysłowa jest subiektywnie prawdziwa) można nie tylko rozważać, ale też daje się ono ująć ilościowo. Ponownie polecam książkę E T Jaynesa, gdzie to jest zrobione ściśle i w szczegółach.

Dopiero w dalszym etapie można próbować te subiektywne prawdopodobieństwa uzgadniać i poszukiwać prawdopodobieństwa intersubiektywnego. Niestety, nie zawsze to się udaje, czego dowodem jest to forum.
14-01-2014 14:21 
 Ocena 2 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>> Dodałbym, że tej konstrukcji umysłowej winna być wprzódy nadana intersubiektywnie dostępna forma, tj. ktoś musi ją (tę konstrukcję) wypowiedzieć (zapisać itp.).
>Nie ma takiej potrzeby.

Oczywiście - nikt nie ma obowiązku się własnymi konstrukcjami umysłowymi z nikim dzielić...

>>Póki ta konstrukcja umysłowa istnieje w czyjejś głowie jedynie, rozważania o jej prawdziwości/fałszywości pozostają bezprzedmiotowe raczej.

Podtrzymuję.

>Ależ nie! Pojęcie prawdopodobieństwa subiektywnego (w naszym przypadku: prawdopodobieństwa, że dana konstrukcja umysłowa jest subiektywnie prawdziwa) można nie tylko rozważać, ale też daje się ono ująć ilościowo. Ponownie polecam książkę E T Jaynesa, gdzie to jest zrobione ściśle i w szczegółach.

Aparat matematyczny książki jest dla mnie (co ze Wstydem wyznaję) zupełnie niepojęty, więc się nie ustosunkuję.
Ale niepojęta jest dla mnie i konstukcja językowa: prawdopodobieństwo, że dana konstrukcja umysłowa jest subiektywnie prawdziwa...

>Dopiero w dalszym etapie można próbować te subiektywne prawdopodobieństwa uzgadniać i poszukiwać prawdopodobieństwa intersubiektywnego. Niestety, nie zawsze to się udaje, czego dowodem jest to forum.

Żebyż tylko ono...


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
15-01-2014 06:07 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Ale niepojęta jest dla mnie i konstukcja językowa: prawdopodobieństwo, że dana konstrukcja umysłowa jest subiektywnie prawdziwa...

Hmm... językowo coś tu rzeczywiście nie gra... raczej powinno być: subiektywne prawdopodobieństwo, że dana konstrukcja umysłowa jest prawdziwa. Zgadza się teraz? Czy pytasz się jak prawdopodobieństwo może być subiektywne?
18-01-2014 21:36 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>raczej powinno być: subiektywne prawdopodobieństwo, że dana konstrukcja umysłowa jest prawdziwa. Zgadza się teraz?

Jakby lepiej, ale...

>Czy pytasz się jak prawdopodobieństwo może być subiektywne?

Tak, w sumie - tak właśnie.


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
18-01-2014 23:44 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Czy pytasz się jak prawdopodobieństwo może być subiektywne?
> Tak, w sumie - tak właśnie.

Prawdopodobieństwo to miara Twojej niewiedzy o danym zjawisku. Kot Schroedingera nie znajduje się w żadnej superpozycji stanów - jest albo żywy, albo cholernie martwy. Nie wiesz tego, więc opisujesz jego stan probabilistycznie. Jednak kot subiektywnie widzi to inaczej.

Umysł tworzy odwzorowanie rzeczywistości. Niewiedza to atrybut umysłu, nie rzeczywistości.
19-01-2014 16:00 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Prawdopodobieństwo to miara Twojej niewiedzy o danym zjawisku.

No nie.
Rzucając monetą wiem, że ilość możliwych "rozwiązań zjawiska" ogranicza się do dwóch - a to już wiedza całkiem Spora jednak.
Twoje ujęcie prawdopodobieństwa jako miary niewiedzy pozwalałoby też uprawomocniać w zasadzie dowolny bełkot. W czasach (nie tak znowu odległych) kiedy zupełnie nie wiedziano jak wyjaśnić ruch peryhelium Merkurego, można by (posługując się Twoim ujęciem) zupełnie na Poważnie zgłaszać pomysły, że przesuwają to peryhelium dla jaj Żydzi, Wisznu z Allahem, Niedobre Kosmiczne Krasnale albo i Ciupaśne Pampukle - nie byłyby te wyjaśnienia gorsze od jakichkolwiek innych.

>Kot Schroedingera nie znajduje się w żadnej superpozycji stanów - jest albo żywy, albo cholernie martwy.

Bo kot już makroskopowy jest...

>Nie wiesz tego, więc opisujesz jego stan probabilistycznie. Jednak kot subiektywnie widzi to inaczej.

Kot wie. Nawet po czysto kopenhasku biorąc - ma na tyle umysłu, żeby za obserwatora robić.

>Umysł tworzy odwzorowanie rzeczywistości. Niewiedza to atrybut umysłu, nie rzeczywistości.

To prawda.


...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
19-01-2014 17:56 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Prawdopodobieństwo to miara Twojej niewiedzy o danym zjawisku.
> No nie.
> Rzucając monetą wiem, że ilość możliwych "rozwiązań zjawiska" ogranicza się do dwóch - a to już wiedza całkiem Spora jednak.

No tak - i nie rozumiem skąd Twoje "no nie".
Rzuć dwiema monetami, ale nie patrz co wypadło.

Jeżeli poproszę Cię o oszacowanie prawdopodobieństwa, że masz dwa orły, odpowiesz 25%. Jeżeli ja podejrzę jedną monetę, to podam inne oszacowanie - 50% albo 0%, w zależności czy zobaczę orła czy nie. Tymczasem "rzeczywistość" już ustaliła wynik i ktoś, kto zobaczy obie monety, poda ostateczną odpowiedź.

Czy to znaczy, że Ty mówiąc 25% - albo ja mówiąc 50% - nie mamy racji?
Mamy rację, bo nasze oszacowania są zależne od naszego stanu niewiedzy.

> Twoje ujęcie (...) pozwalałoby też uprawomocniać w zasadzie dowolny bełkot.

W przypadku z dwiema monetami masz cztery możliwe wyniki. Jeżeli nie masz żadnej dodatkowej wiedzy, musisz je "wycenić" po równo, w sensie równomiernego obdzielenia ich masą gęstości rozkładu prawdopodobieństwa.

W Twoim przykładzie mam możliwość wygenerowania nieskończenie wielu bzdurnych hipotez na temat danego zjawiska, ale ponieważ brak mi wiedzy aby je jakoś zróżnicować - muszę gęstość rozkładu "rozwałkować" tak, żeby pokryła całą przestrzeń możliwości. Co w efekcie każe mi każdej z tych bzdur przypisać prawdopodobieństwo nieodróżnialne od 0%.

W tym kontekście nie rozumiem co miałeś na myśli używając słowa "uprawomocniać".

> (...) nie byłyby te wyjaśnienia gorsze od jakichkolwiek innych.

1) niektóre by były, bo na szczęście jest jeszcze Brzytwa
2) nie każdą narrację jestem skłonny nazywać górnolotnie "wyjaśnieniem"
20-01-2014 00:01 
 0 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>No tak - i nie rozumiem skąd Twoje "no nie".
>Rzuć dwiema monetami, ale nie patrz co wypadło.
>Jeżeli poproszę Cię o oszacowanie prawdopodobieństwa, że masz dwa orły, odpowiesz 25%. Jeżeli ja podejrzę jedną monetę, to podam inne oszacowanie - 50% albo 0%, w zależności czy zobaczę orła czy nie. Tymczasem "rzeczywistość" już ustaliła wynik i ktoś, kto zobaczy obie monety, poda ostateczną odpowiedź.
>Czy to znaczy, że Ty mówiąc 25% - albo ja mówiąc 50% - nie mamy racji?
>Mamy rację, bo nasze oszacowania są zależne od naszego stanu niewiedzy.

Idzie mi o to, że ktokolwiek oblicza prawdopodobieństwo, musi być już uprzednio wyposażony w pewną wiedzę; wiedzę dotyczącą granic własnej niewiedzy. W przykładzie z monetami - nie znając konkretnego wyniku wie jednak z jakiego spektrum ten wynik będzie.

>W Twoim przykładzie mam możliwość wygenerowania nieskończenie wielu bzdurnych hipotez na temat danego zjawiska, ale ponieważ brak mi wiedzy aby je jakoś zróżnicować - muszę gęstość rozkładu "rozwałkować" tak, żeby pokryła całą przestrzeń możliwości.

I to jest właśnie niewiedza co się zowie.

>Co w efekcie każe mi każdej z tych bzdur przypisać prawdopodobieństwo nieodróżnialne od 0%.

Dowcip na tym polega, że przy par excellence niewiedzy nie wiadomo nawet czy nieodróżnialne .

>W tym kontekście nie rozumiem co miałeś na myśli używając słowa "uprawomocniać".

W tym wypadku: likwidować możliwość rozróżnienia między rozwiązaniami sensownymi i bezsensownymi, co rozwiązaniom bezsensownym pewien pozór powagi nadaje.

>>(...) nie byłyby te wyjaśnienia gorsze od jakichkolwiek innych.
>1) niektóre by były, bo na szczęście jest jeszcze Brzytwa

Nie byłoby wiadomo wedle jakich kryteriów ją stosować.

>2) nie każdą narrację jestem skłonny nazywać górnolotnie "wyjaśnieniem"

Ja też nie - ale nie o to mi chodzi.

Podsumowując to, co już pisałem: rozumienie prawdopodobieństwa jako miary niewiedzy budzi moje zasadnicze obiekcje. Żeby móc się za szacowanie prawdopodobieństwa zabierać trzeba już mieć pewną wiedzę nt. granic własnej niewiedzy, wiedzę pozwalającą odróżniać wyniki sensowne od bezsensownych.
Przy niewiedzy pełnej jakiekolwiek obliczanie prawdopobieństwa jest zupełnie bezprzedmiotowe - skoro nie wiadomo i tego jak sens od bezsensu odróżnić.
Stąd prawdopobieństwa za żadną miarę niewiedzy uważać niepodobna.

To chyba tyle.

...którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a każdy, kto zasypia, odwraca się ku własnemu. (Heraklit)
setarkos (10757 punktów)
> Kot Schroedingera nie znajduje się w żadnej superpozycji stanów - jest albo żywy, albo cholernie martwy.
Zdaje się, że eksperyment myślowy Erwina pokazuje coś innego niż 'albo/albo'. O stanie kota wolno wnioskować dopiero po eksperymencie (a nie przed), przy czym sama detekcja nie jest dla kociego zdrowia obojętna.
A co powiedzieć o elektronach przelatujących przez dwie szczeliny - przelatują albo lewą, albo prawą?

> Umysł tworzy odwzorowanie rzeczywistości.
Powiedzmy, że tworzy model (proste odwzorowanie byłoby 'korzystaniem ze ściągi', a nie tworzeniem).
> Niewiedza to atrybut umysłu, nie rzeczywistości.
Jak to rozumieć? Dotąd sądziłem, że "rzeczywistość" tkwi w niewiedzy (bo nie tworzy własnego modelu?), a tylko umysłom atrybut wiedzy można przypisać.

P.S.
Daruj, że tak zawracam głowę. To nie z prostego czepialstwa, lecz dla lepszego zbadania tematu wątku. Twoja umiejętność jasnego formułowania myśli i (jak mniemam) niejakie zacięcie filozoficzne aż się proszą o wykorzystanie.
20-01-2014 09:55 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> sama detekcja nie jest dla kociego zdrowia obojętna

Tak, ale tej detekcji dokonuje licznik G-M, który uwalnia truciznę po wykryciu wypromieniowanej cząstki.
Kiedy Ty zaglądasz do pudełka, to już jest pozamiatane.

> A co powiedzieć o elektronach przelatujących przez dwie szczeliny - przelatują albo lewą, albo prawą?

O ile wiem, elektron interferuje sam ze sobą - czyli przelatuje jednocześnie przez obie.

> Dotąd sądziłem, że "rzeczywistość" tkwi w niewiedzy

Metaforycznie...

> (...) a tylko umysłom atrybut wiedzy można przypisać.

Powiedziałbym, że oba pojęcia - wiedza i niewiedza (wyrażane przez prawdopodobieństwo) - służą do opisu stanów umysłowych. Obiekty fizyczne, jak monety, mają atrybuty takie jak kształt, gęstość, sprężystość - ale nie mają atrybutów typu "prawdopodobieństwo wypadnięcia orła". Gdybym tworzył symulację świata, mój "silnik fizyczny" obliczający ruch monety korzystałby wyłącznie z parametrów fizycznych dla ustalenia na którą stronę upadła.

Na wszelki wypadek uprzedzam jednak, że nie podejmuję się opisania elektronu w kategoriach czysto "fizycznych", bez użycia prawdopodobieństwa. Zadowalam się probabilistycznym modelem i przyznaję niewiedzę o fizycznym mechanizmie.

> P.S.
> Daruj, że tak zawracam głowę.

Kiedyś siądę i spiszę w punktach całą moją wizję świata, co ograniczy moją aktywność na Forum do samego linkowania konkretnych punktów. Niestety, Kołakowski ukradł mi tytuł ("Moje słuszne poglądy na wszystko"), to może ja napiszę: "jedynie słuszne".

> Twoja umiejętność jasnego formułowania myśli i (jak mniemam) niejakie zacięcie filozoficzne

Niezwykle miło mi to czytać, ale muszę ostrzec że nadmierna jasność może wynikać z pomijania niuansów, których istnienia po prostu mogę nie być świadomy, lub mylnie uznawać je za nieistotne. Bzdury też można formułować prosto i z zacięciem...
12-01-2014 12:19 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Widzę, że potrzebna jest współczesna wersja: Prawda jest zgodnością konstrukcji umysłowej z rzeczywistością.

Co z refleksją, czyli sytuacją, kiedy tzw. intelekt zajmuje się sam sobą? Prawda jako zgodność konstrukcji umysłowej z konstrukcją umysłową? Jakiego rodzaju rzeczywistością jest "konstrukcja umysłowa"?

>Owszem, więcej już wiemy od czasów starożytnych.

Tak, ale jeśli chodzi o wiele spraw (np. prawdy) wciąż nabieramy starożytności i średniowiecza w usta. Czym są struktury mózgowe, które w sposób krystaliczny odpowiadaja intelektowi? A co począć w sytuacji, kiedy tzw. intelekt zostanie zredukowany w całości do pewnych struktur mózgowych? Może prawdę opisywac bedziemy w kategoriach stanów mózgu? Próby skanowania mózgu (tzw. czytanie myśli) są coraz bardziej obiecujące (John-Dylan Haynes).

> Mogą być w szufladzie (40% szansy)...

A te 40% szansy to znasz w 100% czy jakoś tak mniej?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
12-01-2014 16:40 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
>> Widzę, że potrzebna jest współczesna wersja: Prawda jest zgodnością konstrukcji umysłowej z rzeczywistością.
> Co z refleksją, czyli sytuacją, kiedy tzw. intelekt zajmuje się sam sobą?

Co to znaczy "sam sobą"? Własnym mózgiem? Nie widzę tu problemu.

> Prawda jako zgodność konstrukcji umysłowej z konstrukcją umysłową?

Nie. Zgodność konstrukcji umysłowej z procesami zachodzącymi w mózgu.

> Jakiego rodzaju rzeczywistością jest "konstrukcja umysłowa"?

Rzeczywistym modelem (pewnego wycinka) rzeczywistości.

>> Owszem, więcej już wiemy od czasów starożytnych.
> Tak, ale jeśli chodzi o wiele spraw (np. prawdy) wciąż nabieramy starożytności i średniowiecza w usta. Czym są struktury mózgowe, które w sposób krystaliczny odpowiadaja intelektowi?

Niemal na pewno aktywnością sieci neuronowych. Ale szczegóły są jeszcze słabo poznane.

> A co począć w sytuacji, kiedy tzw. intelekt zostanie zredukowany w całości do pewnych struktur mózgowych?

A co chcesz począć?

> Może prawdę opisywac bedziemy w kategoriach stanów mózgu?

Wątpię. To tak jakby opisywać chodzenie po schodach w kategoriach skurczów włókienek mięśniowych. Pojęcia ogólniejsze, emergentne nie dezaktualizują się po poznaniu ich mechanizmów szczegółowych.

>> Mogą być w szufladzie (40% szansy)...
> A te 40% szansy to znasz w 100% czy jakoś tak mniej?

Nieco mniej. Ale gdzieś na 95% jestem pewien, że piszę prawdę.
13-01-2014 13:17 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>> Jakiego rodzaju rzeczywistością jest "konstrukcja umysłowa"?
>Rzeczywistym modelem (pewnego wycinka) rzeczywistości.

Pytanie dotyczyło rodzaju rzeczywistości. Sprecyzujmy je. Zapewne zakładasz jakieś kategorie ontologiczne. Czy umysł jest taką katergorią (w sensie kartezjańskim), czy raczej stanowi "wartość" dodaną do poziomu organizacji materii? Czy też chodzi o inne kategorie?

>Czym są struktury mózgowe, które w sposób krystaliczny odpowiadaja intelektowi?
>Niemal na pewno aktywnością sieci neuronowych. Ale szczegóły są jeszcze słabo poznane.

Zgoda. Ale kierunek badań wydaje się być właściwy. Chodzi o architekturę i funkcję mózgu. W tej chwili rozdzielczość aparatury badającej mózg jest koszmarnie niska (milimetr sześcienny mózgu to olbrzymia niewiadoma) ale podobnie było z rozdzielczością aparatów fotograficznych. Ale już można w prostych przypadkach stwierdzić, o czym człowiek myśli. Układa się nawet proste "słowniki mózgowe" - mapy lokalizacji mózgowych.



Myślę, że te badania odwrórcą teorię poznania do góry nogami.

>> Może prawdę opisywac bedziemy w kategoriach stanów mózgu?
>Wątpię. To tak jakby opisywać chodzenie po schodach w kategoriach skurczów włókienek mięśniowych.

Oczywiście w codziennym użyciu języka byłoby to komiczne. Ale (np.) film opisujemy przecież w pojedynczych klatkach na poziomie jego montażu. Widzowi (zwykły poziom) wystarczą sceny, a wyjątkowo - kadry. Biura podróży przyszłości, w którym kupimy sobie implanty podróży do Egiptu, będzie musiało mieć mapę naszych mózgów z dokładnością do neurona (lub mniej). Chodzi o poziomy dyskursu i relacje między nimi.

>Pojęcia ogólniejsze, emergentne nie dezaktualizują się po poznaniu ich mechanizmów szczegółowych.

Nie bardzo rozumiem. W jakim sensie ogólność pojęć związana jest z emergencją? Mówiąc o pojęciach (ich ogólności) mam na myśli logikę lub neurologię...

>...gdzieś na 95% jestem pewien, że piszę prawdę.
Chodzi, jak zwykle, o tę resztę, która, niestety, nie może być milczeniem.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
13-01-2014 18:49 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Pytanie dotyczyło rodzaju rzeczywistości. Sprecyzujmy je. Zapewne zakładasz jakieś kategorie ontologiczne.

Właściwie tylko jedną: monizm jest hipotezą roboczą nauk przyrodniczych i jak dotychczas - niesfalsyfikowaną hipotezą.

> Czy umysł jest taką kategorią (w sensie kartezjańskim), czy raczej stanowi "wartość" dodaną do poziomu organizacji materii?

To drugie: wygląda na to, że umysł i świadomość są zjawiskami emergentnymi.

>> Czym są struktury mózgowe, które w sposób krystaliczny odpowiadaja intelektowi?
>> Niemal na pewno aktywnością sieci neuronowych. Ale szczegóły są jeszcze słabo poznane.
> Zgoda. Ale kierunek badań wydaje się być właściwy. Chodzi o architekturę i funkcję mózgu. [...] Układa się nawet proste "słowniki mózgowe" - mapy lokalizacji mózgowych.
> Myślę, że te badania odwrócą teorię poznania do góry nogami.

Zależy którą teorię. Spodziewam się, że ta hipoteza zostanie potwierdzona.

>> Pojęcia ogólniejsze, emergentne nie dezaktualizują się po poznaniu ich mechanizmów szczegółowych.
> Nie bardzo rozumiem. W jakim sensie ogólność pojęć związana jest z emergencją?

Użyłem słowa "ogólniejsze" w sensie "bez wchodzenia w szczegóły", co zawsze zachodzi w zjawiskach emergetnych. Biorąc Twój przykład, fabuła filmu to coś ogólniejszego niż seria zdjęć.
15-01-2014 19:25 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Właściwie tylko jedną: monizm jest hipotezą roboczą nauk przyrodniczych i jak dotychczas - niesfalsyfikowaną hipotezą.

Jak miałoby wyglądać sfalsyfikowanie monizmu? W sensie - czysto hipotetycznie. Jak można by sobie wyobrazić eksperyment naukowy falsyfikujący monizm?
15-01-2014 22:29 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Jak miałoby wyglądać sfalsyfikowanie monizmu? W sensie - czysto hipotetycznie. Jak można by sobie wyobrazić eksperyment naukowy falsyfikujący monizm?

Bardzo łatwo: jakikolwiek doświadczany dowód na istnienie telepatii, jasnowidzenia, lub podobnych zjawisk paranormalnych polegających na pozafizycznym poznaniu prawdopodobnie sfalsyfikowałby monizm.
Sylwek (15472 punktów)

>Bardzo łatwo: jakikolwiek doświadczany dowód na istnienie telepatii, jasnowidzenia, lub podobnych zjawisk paranormalnych polegających na pozafizycznym poznaniu prawdopodobnie sfalsyfikowałby monizm.

Tak jak zjawisko splątania kwantowego sfalsyfikowało teorię względności?

Oh, wait... Przecież teoria względności w zasadzie jest już pewna (www.racjonalista.pl/forum.php/s,600555#w601206), nijak nie może być sfalsyfikowana przez eksperyment.
16-01-2014 10:00 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Tak jak zjawisko splątania kwantowego sfalsyfikowało teorię względności?

Nie sfalsyfikowało, o czym właśnie napisałem poniżej.
15-01-2014 19:21 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Nie. Zgodność konstrukcji umysłowej z procesami zachodzącymi w mózgu.

Czyli logika jest (najszerzej pojętą) fizyką (w sensie relacja logiczna jest procesem fizjologicznym)?
15-01-2014 22:20 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie. Zgodność konstrukcji umysłowej z procesami zachodzącymi w mózgu.
> Czyli logika jest (najszerzej pojętą) fizyką (w sensie relacja logiczna jest procesem fizjologicznym)?

Raczej logika klasyczna (dwuwartościowa) jest szególnym przypadkiem teorii prawdopodobieństwa.
15-01-2014 12:33 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>.. okazało się, że prawda absolutna jest... nieprawdziwa.
Ten wniosek trzeba też chyba zastosować do "rzeczywistości" - odabsolutyzować "ją" i pisać w cudzysłowie.
[Zastrzeżenia Arystypa nie wydają się całkiem bezpodstawne.]
Jeśli tak, to kryterium Veritas est adaequatio rei et intellectus traci swą oczywistość. Pozostawałaby zgodność z dotychczasowymi uzgodnieniami (niesprzeczność) oraz zachowanie tłumaczalności między wynikami różnych dziedzin nauk (by jedne nie stawały się nierzeczywiste z punktu widzenia innych).
[Do tego trzeba komunikatywności, na co zwraca uwagę Big.]

Wypada też rozważyć samo pojęcie adekwatności. Między czym i czym ma ona zachodzić - co z jednej, a co z drugiej strony? Pewnie między modelem naukowym, a "światem" - teorią a praktyką - hipotezą a eksperymentem (lub, jak to ujął o.Ateusz w innym wątku, "mapą" a "terenem").
W każdym razie adekwatność to porównanie różnych poziomów, z których jeden nie zawiera się w drugim (przykładowo planety nie znają wzorów Keplera a w wyrazie "pozyton" nie ma ni kszty antymaterii)). Jak w takiej odmienności między warstwą opisową (wewnętrzną?) a "rzeczywistą" (fizyczną?) rozumieć Twój postulat monizmu? Gołym okiem widać tu co najmniej dualizm (a jeśli wziąć pod uwagę wielość szkół w jednej dziedzinie i wielość dyscyplin, to nawet próba redukcji do dualizmu wydaje się zbytnim uproszczeniem).
15-01-2014 16:37 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> ... okazało się, że prawda absolutna jest... nieprawdziwa.
> Ten wniosek trzeba też chyba zastosować do "rzeczywistości" - odabsolutyzować "ją" i pisać w cudzysłowie.

Raczej nie. Co do tego, że coś istnieje, raczej nie ma wątpliwości ("Cogito ergo sum" całkiem nieźle się zaczyna). To coś nazywamy rzeczywistością i stawiamy hipotezę, że to jedyna rzeczywistość (monizm).

> Wypada też rozważyć samo pojęcie adekwatności. Między czym i czym ma ona zachodzić - co z jednej, a co z drugiej strony? Pewnie między modelem naukowym, a "światem" - teorią a praktyką - hipotezą a eksperymentem (lub, jak to ujął o.Ateusz w innym wątku, "mapą" a "terenem").

Tak właśnie.

> W każdym razie adekwatność to porównanie różnych poziomów, z których jeden nie zawiera się w drugim (przykładowo planety nie znają wzorów Keplera a w wyrazie "pozyton" nie ma ni kszty antymaterii)). Jak w takiej odmienności między warstwą opisową (wewnętrzną?) a "rzeczywistą" (fizyczną?) rozumieć Twój postulat monizmu?

Bardzo prosto. Weźmy te planety. Idziesz na plażę i na piasku rysujesz Słońce, planety i ich orbity. Masz (przybiżoną) zgodność modelu narysowanego na piasku z rzeczywistym Układem Słonecznym. Zauważ, że ten model jest również rzeczywisty (bo z piasku) i nie ma potrzeby wychodzić poza monizm.

Spodziewam się, że w tym miejscu chcesz zapytać "a co z umysłem?" Otóż zdumiewającą hipotezą jest założenie, że model umysłowy nie różni się jakościowo od tego modelu narysowanego na piasku, że
Cytat:
Ty, Twoje radości i smutki, Twoje wspomnienia i ambicje, Twoje poczucie tożsamości i wolna wola, nie są w rzeczywistości niczym innym niż sposobem, w jaki zachowuje się ogromny zbiór komórek nerwowych i związanych z nim cząsteczek.
Francis Crick, 1997

Jeśli ta hipoteza nie zostanie sfalsyfikowana (na co się raczej nie zanosi), to nauki przyrodnicze pozostaną przy monizmie: w rzeczywistości są mózgi a ich umysły to procesy w nich zachodzące.

> Gołym okiem widać tu co najmniej dualizm (a jeśli wziąć pod uwagę wielość szkół w jednej dziedzinie i wielość dyscyplin, to nawet próba redukcji do dualizmu wydaje się zbytnim uproszczeniem).

Wprowadzanie dualizmu czy pluralizmu jest zbędne - wystarczy tylko uważać aby nie mylić modelu z obiektem modelowanym (co jest nagminne, patrz paradoks kłamcy).
setarkos (10757 punktów)
> okazało się, że prawda absolutna jest... nieprawdziwa.
> coś nazywamy rzeczywistością
Trudno jednak nazwać "rzeczywistością" coś, co nie da się do końca prawdziwie określić (przy założeniu braku pełnej prawdy). O rzeczywistości de facto mógłbym mówić gdybym znał ją na wskroś, a nie znam. W sytuacji niepełnej wiedzy wypada mi za rzeczywiste uznawać fragmenty znane, zaś "całość" pozostawić w sferze zamysłu (osiągalnego chyba co najwyżej asymptotycznie).

> i stawiamy hipotezę, że to jedyna rzeczywistość (monizm).
Jeśli mowa o świecie fizycznym, o naturze zewnętrznej wobec ludzkiego jej opisu, to OK - hipoteza jednej rzeczywistości wydaje się niezłym modelem roboczym.
[Aczkolwiek (gdybym miał dzielić włos na czworo) np. w matematyce można mówić o ciągach zbieżnych do więcej niż jednej granicy, więc nie ma pewności czy postulowana rzeczywistość daje pojedynczy obraz.]

> Weźmy te planety. Idziesz na plażę i na piasku rysujesz Słońce, planety i ich orbity. Masz (przybliżoną) zgodność modelu narysowanego na piasku z rzeczywistym Układem Słonecznym.
Ładny przykład. Jeśli jestem Marsjaninem i narysuję model marsocentryczny, to porównanie z geocentrycznym Ziemianina wypadnie kiepsko. Jeśli jednak obydwa rysunki umieszczą Słońce w centrum, to modele będą zgodne i uzyska się większą prawdziwość.
[Przy okazji - czy jeszcze bardziej zgodnym z rzeczywistością będzie model związany ze środkiem masy całego układu, w którym Słońce 'kolebie się' względem Jowisza, a i w oddziaływaniu z innymi planetami po trosze 'dyga'?]

> Zauważ, że ten model jest również rzeczywisty (bo z piasku) i nie ma potrzeby wychodzić poza monizm.
Zauważam, daleko mi doprawdy do niematerialnych duchów. W rewanżu zauważ, że w pełni dokładny rysunek musiałby zwierać także na którejś z planet samego rysującego, a to prowadzi do ręki rysującej samą siebie. Dlatego wolałbym unikać mieszania warstwy opisowej z "rzeczywistą", lecz (co i Ty chyba zalecasz) traktować je oddzielnie.
16-01-2014 10:40 
 Ocena 4 na 4
Fizyk (17637 punktów)
> Trudno jednak nazwać "rzeczywistością" coś, co nie da się do końca prawdziwie określić (przy założeniu braku pełnej prawdy). O rzeczywistości de facto mógłbym mówić gdybym znał ją na wskroś, a nie znam. W sytuacji niepełnej wiedzy wypada mi za rzeczywiste uznawać fragmenty znane, zaś "całość" pozostawić w sferze zamysłu (osiągalnego chyba co najwyżej asymptotycznie).

Czyli postęp nauki nie tyle odkrywa rzeczywistość co ją kreuje? Bozony Higgsa pojawiły się we Wszechświecie dopiero parę lat temu? Nie wydaje mi się takie podejście zbyt sensowne.

> ... np. w matematyce można mówić o ciągach zbieżnych do więcej niż jednej granicy, więc nie ma pewności czy postulowana rzeczywistość daje pojedynczy obraz.

Ta niepewność jest czysto abstrakcyjna. Przejście do innej granicy wymaga zmiany sposobu osiągania zbieżności. W zastosowaniach praktycznych nie ma wątpliwości, który z tych sposobów jest poprawny.

> Przy okazji - czy jeszcze bardziej zgodnym z rzeczywistością będzie model związany ze środkiem masy całego układu, w którym Słońce 'kolebie się' względem Jowisza, a i w oddziaływaniu z innymi planetami po trosze 'dyga'?

Tak, można budować cały szereg modeli, coraz dokładniejszych i coraz bardziej skomplikowanych. Zazwyczaj to się robi przy pomocy komputerów.

> W rewanżu zauważ, że w pełni dokładny rysunek musiałby zwierać także na którejś z planet samego rysującego, a to prowadzi do ręki rysującej samą siebie. Dlatego wolałbym unikać mieszania warstwy opisowej z "rzeczywistą", lecz (co i Ty chyba zalecasz) traktować je oddzielnie.

Tak, dobrze zauważyłeś. Z tego powodu modele muszą być uproszczeniem rzeczywistości lub modelować tylko jej pewien zakres. Co więcej, to uproszczenie jest zazwyczaj pożądane. Na przykład, nie ma sensu używać skomplikowanej symulacji Układu Słonecznego, jeżeli tylko chcemy się dowiedzieć, czy teraz jest dzień w Tokio.
setarkos (10757 punktów)
>>> W sytuacji niepełnej wiedzy wypada mi za rzeczywiste uznawać fragmenty znane, zaś "całość" pozostawić w sferze zamysłu
>Czyli postęp nauki nie tyle odkrywa rzeczywistość co ją kreuje?
Wolne żarty . Odkrywa rzeczywiste fragmenty, tyle że pojęcie "całej rzeczywistości" stosuje 'na wyrost'.
[Aczkolwiek kreatywnej roli nauki w praktyce trudno zaprzeczyć - np. lasery pewnie nie zaistniałyby bez fizyków.]

>>> zgodnym z rzeczywistością będzie model związany ze środkiem masy całego układu, w którym Słońce 'kolebie się' względem Jowisza, a i w oddziaływaniu z innymi planetami po trosze 'dyga'?
>Tak, można budować cały szereg modeli, coraz dokładniejszych i coraz bardziej skomplikowanych.
Zatem nie ma modelu, by tak rzec, najrzeczywistszego?

> nie ma sensu używać skomplikowanej symulacji Układu Słonecznego, jeżeli tylko chcemy się dowiedzieć, czy teraz jest dzień w Tokio.
Jasne. Trzeba się zgodzić na lokalność prawd naukowych - ograniczony zakres ich stosowalności.
16-01-2014 15:55 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Zatem nie ma modelu, by tak rzec, najrzeczywistszego?

Raczej nie, choć pomyślne wysyłanie sond międzyplanetarnych, czy nawet skuteczne poruszanie się w ruchu ulicznym mówią nam, że modele jakie mamy są bliskie rzeczywistości.
15-01-2014 19:18 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Weźmy prosty przykład: szukasz kluczy. Mogą być w szufladzie (40% szansy), w kieszeni płaszcza (30%) albo gdzie indziej (30%). Zaglądasz do szuflady i nie widzisz kluczy - szansa, że tam są spada do 5%, ale nie do zera bo pełno tam rupieci i mogły się schować. Zaglądasz do płaszcza... itd.

I my naprawdę możemy w ten sposób oszacować prawdopodobieństwo, że mechanika kwantowa jest prawdziwa, albo teoria względności, albo ewolucja darwinowska? Zrobił to ktoś? Można gdzieś znaleźć te wartości?
15-01-2014 22:15 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Weźmy prosty przykład: szukasz kluczy. Mogą być w szufladzie (40% szansy), w kieszeni płaszcza (30%) albo gdzie indziej (30%). Zaglądasz do szuflady i nie widzisz kluczy - szansa, że tam są spada do 5%, ale nie do zera bo pełno tam rupieci i mogły się schować. Zaglądasz do płaszcza... itd.
> I my naprawdę możemy w ten sposób oszacować prawdopodobieństwo, że mechanika kwantowa jest prawdziwa, albo teoria względności, albo ewolucja darwinowska? Zrobił to ktoś? Można gdzieś znaleźć te wartości?

W zasadzie można to oszacować, choć te trzy teorie były tyle razy sprawdzane, że wątpię aby ktoś się pofatygował aby policzyć jak mało prawdopodobieństwo ich prawdziwości obecnie różni się od 1. Ale dla mniej pewnych tez, np. to, że Jezus Chrystus był postacią historyczną, zostało to zrobione.
Sylwek (15472 punktów)

>W zasadzie można to oszacować, choć te trzy teorie były tyle razy sprawdzane, że wątpię aby ktoś się pofatygował aby policzyć jak mało prawdopodobieństwo ich prawdziwości obecnie różni się od 1.

A więc mamy dwie teorie (mechanikę kwantową i teorię względności) o prawdopodobieństwie bliskim 1, mimo, że próba ich połączenia prowadzi do wniosku, że obie są, ściśle rzecz biorąc - fałszywe?

Zaiste intrygujące. Jak to wyjaśnić?
16-01-2014 09:56 
 Ocena 8 na 8
Fizyk (17637 punktów)
> A więc mamy dwie teorie (mechanikę kwantową i teorię względności) o prawdopodobieństwie bliskim 1, mimo, że próba ich połączenia prowadzi do wniosku, że obie są, ściśle rzecz biorąc - fałszywe?

Nie, nie są fałszywe, są przybliżone: mechanika kwantowa jest bardzo dobrym przybliżeniem rzeczywistości, gdy prędkości cząstek są dużo mniejsze od prędkości światła, natomiast teoria względności jest świetnym przybliżeniem sytuacji gdy stała Plancka jest zaniedbywalnie mała.

> Zaiste intrygujące. Jak to wyjaśnić?

Bardzo prosto. Każda teoria opisuje tylko pewien aspekt rzeczywistości i zazwyczaj ma ograniczony zakres stosowalności. Zbudowanie teorii dokładnie opisującej wszystkie aspekty rzeczywistości nie jest możliwe, bo taka teoria musiałaby być co najmniej tak skomplikowana jak świat rzeczywisty, a więc nie mogłaby być w nim zawarta. (Nawiasem mówiąc, z tego samego powodu upada hipoteza Wszechwiedzącego.)
Sylwek (15472 punktów)

>Nie, nie są fałszywe, są przybliżone: mechanika kwantowa jest bardzo dobrym przybliżeniem rzeczywistości, gdy prędkości cząstek są dużo mniejsze od prędkości światła, natomiast teoria względności jest świetnym przybliżeniem sytuacji gdy stała Plancka jest zaniedbywalnie mała.

No ale jeśli są przybliżone, to nie ma odpowiedniości rzeczy i intelektu, więc tak czy siak słaba ta teoria prawdy.

>Bardzo prosto. Każda teoria opisuje tylko pewien aspekt rzeczywistości i zazwyczaj ma ograniczony zakres stosowalności. Zbudowanie teorii dokładnie opisującej wszystkie aspekty rzeczywistości nie jest możliwe, bo taka teoria musiałaby być co najmniej tak skomplikowana jak świat rzeczywisty, a więc nie mogłaby być w nim zawarta. (Nawiasem mówiąc, z tego samego powodu upada hipoteza Wszechwiedzącego.)

Zaraz zaraz, teorie, przynajmniej fizyczne, to nie mapy. Zakładając, że redukcjonizm jest słuszny, to prawa fizyczne wcale nie są tak skomplikowane jak tworzona przez nie rzeczywistość. Teoria opisująca fizykę nie musi być skomplikowana jak wszechświat.
16-01-2014 15:40 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
>> Nie, nie są fałszywe, są przybliżone: mechanika kwantowa jest bardzo dobrym przybliżeniem rzeczywistości, gdy prędkości cząstek są dużo mniejsze od prędkości światła, natomiast teoria względności jest świetnym przybliżeniem sytuacji gdy stała Plancka jest zaniedbywalnie mała.
> No ale jeśli są przybliżone, to nie ma odpowiedniości rzeczy i intelektu, ...

Jest odpowiedniość, ale przybliżona.

> ... więc tak czy siak słaba ta teoria prawdy.

Nie ma silniejszej, jeśli nie zadowala Cię czysta fantazja.

>> Każda teoria opisuje tylko pewien aspekt rzeczywistości i zazwyczaj ma ograniczony zakres stosowalności. Zbudowanie teorii dokładnie opisującej wszystkie aspekty rzeczywistości nie jest możliwe, bo taka teoria musiałaby być co najmniej tak skomplikowana jak świat rzeczywisty, a więc nie mogłaby być w nim zawarta. (Nawiasem mówiąc, z tego samego powodu upada hipoteza Wszechwiedzącego.)

> Zaraz zaraz, teorie, przynajmniej fizyczne, to nie mapy. Zakładając, że redukcjonizm jest słuszny, to prawa fizyczne wcale nie są tak skomplikowane jak tworzona przez nie rzeczywistość. Teoria opisująca fizykę nie musi być skomplikowana jak wszechświat.

Ale taka teoria opisuje tylko pewien aspekt Wszechświata, pewne regularności w nim występujące. Od praw fizyki zapisanych w postaci równań matematycznych do symulacji rzeczywistości (a więc pełnej o niej wiedzy) droga jeszcze daleka.

Na przykład, w zasadzie znamy już podstawowe prawo rządzące materią ożywioną: jest to zależne od czasu równanie Schroedingera. Ale nawet dla najmniejszej cząsteczki białka potrafimy to równanie rozwiązać tylko w sposób przybliżony. W dodatku to rozwiązywanie, nawet z użyciem superkomputera, jest wiele rzędów wolniejsze niż rzeczywite reakcje chemiczne tego białka.

Pełna wiedza o Wszechświecie wymagałaby umieszczenia tej wiedzy w innym, zewnętrznym, dużo bardziej skomplikowanym świecie, a więc ten pierwszy nie byłby już wszech-światem.
Sylwek (15472 punktów)

>Jest odpowiedniość, ale przybliżona.

Sądzę, że byłoby trudno nadać temu sensowną formę w ramach korespondencyjnej teorii prawdy. Da się w pragmatycznej koncepcji prawdy, która tu przez ciebie jest w istocie postulowana.

>Nie ma silniejszej, jeśli nie zadowala Cię czysta fantazja.

Ja wiem, że filozofia jest niedochodowa, ale właśnie jeśli idzie o takie rzeczy, to filozofowie wymyślili kilka rzeczy na obejście tu wskazanych problemów. Na przykład przywołaną wyżej pragmatyczną koncepcję prawdy.

>Ale taka teoria opisuje tylko pewien aspekt Wszechświata, pewne regularności w nim występujące. Od praw fizyki zapisanych w postaci równań matematycznych do symulacji rzeczywistości (a więc pełnej o niej wiedzy) droga jeszcze daleka.

Ale ja nie chcę pełnej symulacji, tylko prawdziwego opisu mechanizmów, który ewentualnie mógłby posłużyć do tworzenia w pełni adekwatnej symulacji, To dwa różne porządki i z faktu, że nie da się w obrębie fizycznego wszechświata zasymulować owego wszechświata nie wynika w żaden sposób, że nie da się określić uniwersalnych praw nim rządzących (o ile istnieją).

Chyba, że przyjmie się jakąś "nieredukowalną złożoność".
12-01-2014 12:00 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>> Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" ...
>Tak. Veritas est adaequatio rei et intellectus jest całkiem dobrą definicją.

NAPRAWDĘ? Ty Fizyku z taką definicją PRAWDY wyjeżdżasz? Z klasyczną teorią prawdy, która jest podatna na wiele paradoksów jak np. paradoks kłamcy?

Co z semantyczną teorią prawdy?

Czyli wszystko co Tarski napisał to śmiecie, tak? Praktycznie cały rozwój logiki i epistemologii w XX w. był zupełnie niepotrzebny. Fizykom wystarcza Arystotelesowska klasyczna teoria prawdy. Zgodność myśli z rzeczywistością. Ech...

>> Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień prawdopodobności danej teorii.

>Krótko mówiąc, z twierdzenia Bayesa. A dłużej i w szegółach opisane to jest tu.

Uprzejmie proszę mógłbyś w takim razie wrzucić tutaj zgodnie z tym jakieś obliczenia dla następujących teorii:
- nie istnieje żaden monoteistyczny Bóg
- nie istnieje żaden politeistyczny Bóg
- nie istnieje żaden Bóg
- istnieje Latający Potwór Spaghetti


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
12-01-2014 12:14 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Co z semantyczną teorią prawdy?

Semantyczna teoria prawdy utożsamia prawdę z semantyką, zapominając że język jest tylko nieudolnym i opóźnionym w stosunku choćby do poznania narzędziem komunikacji.
Niektórzy w to wierzą i najpierw niedoskonale definiują jakieś pojęcie, a później używają tej definicji jako dowodu. Np. "moment powstania życia", "człowiek", "niebyt".
12-01-2014 13:01 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Semantyczna teoria prawdy utożsamia prawdę z semantyką

Skąd takie twierdzenie? W największym skrócie semantyczna teoria prawdy ogranicza się do:

p wtedy i tylko wtedy, kiedy q
p <=> q

Najważniejsze stwierdzenie tutaj, to że zdania nie mogą same świadczyć o swojej prawdziwości, co eliminuje mnóstwo paradoksów. Według tej teorii zdanie "to zdanie jest prawdziwe" jest niepoprawne i nie możemy określić jego wartości logicznej.

Zgodnie z klasyczną teorią prawdy, czyli zgodności z rzeczywistością, zdanie "to zdanie jest fałszywe" przyprawia o ból głowy i nie da się określić jego wartości logicznej. W semantycznej teorii prawdy zdania są tym czym są - semantyką.

>Niektórzy w to wierzą i najpierw niedoskonale definiują jakieś pojęcie, a później używają tej definicji jako dowodu. Np. "moment powstania życia", "człowiek", "niebyt".

Ale to akurat mówisz o złym wnioskowaniu, co nie ma związku z samą teorią.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
15-01-2014 19:29 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>>Co z semantyczną teorią prawdy?
>Semantyczna teoria prawdy utożsamia prawdę z semantyką

Dzięki czemu nie próbuje traktować serio magii, w którym językowa rzeczywistość w magiczny sposób "odpowiada" materialnej rzeczywistości, mimo, że zarówno struktura jak i "tworzywo" opisu nijak się ma do struktury i "tworzywa" opisywanego.
12-01-2014 17:08 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
>>> Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" ...
>> Tak. Veritas est adaequatio rei et intellectus jest całkiem dobrą definicją.
> NAPRAWDĘ? Ty Fizyku z taką definicją PRAWDY wyjeżdżasz?

Trudno zaprzeczyć.

> Z klasyczną teorią prawdy, która jest podatna na wiele paradoksów jak np. paradoks kłamcy?

Sformułuj ten paradoks w konkretnym przypadku a podam Ci jego rozwiązanie. (W fizyce jest taka zasada, że wszystkie paradoksy są pozorne - że wyrażają one tylko nieadekwatność konstrukcji umysłowej do sytucji rzeczywistej.)

> Co z semantyczną teorią prawdy?

A co ma być?

> Czyli wszystko co Tarski napisał to śmiecie, tak?

Może coś z tego przydaje się matematykom lub filozofom.

> Praktycznie cały rozwój logiki i epistemologii w XX w. był zupełnie niepotrzebny. Fizykom wystarcza Arystotelesowska klasyczna teoria prawdy.

No tak jest.

>>> Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień prawdopodobności danej teorii.
>> Krótko mówiąc, z twierdzenia Bayesa. A dłużej i w szegółach opisane to jest tu.
> Uprzejmie proszę mógłbyś w takim razie wrzucić tutaj zgodnie z tym jakieś obliczenia dla następujących teorii:
>- nie istnieje żaden monoteistyczny Bóg
>- nie istnieje żaden politeistyczny Bóg
>- nie istnieje żaden Bóg
>- istnieje Latający Potwór Spaghetti

Musiałbyś zdefiniować jakiegoś boga na tyle, aby dało się testować jego zgodność z rzeczywistością. Bez tego powyższe zdania nie niosą żadnej informacji.
12-01-2014 18:11 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>> Praktycznie cały rozwój logiki i epistemologii w XX w. był zupełnie niepotrzebny. Fizykom wystarcza Arystotelesowska klasyczna teoria prawdy.
>No tak jest.

No tak, fizyka teoretyczna to nie fizyka.

>>>> Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień prawdopodobności danej teorii.
>>> Krótko mówiąc, z twierdzenia Bayesa. A dłużej i w szegółach opisane to jest tu.
>> Uprzejmie proszę mógłbyś w takim razie wrzucić tutaj zgodnie z tym jakieś obliczenia dla następujących teorii:
>>- nie istnieje żaden monoteistyczny Bóg
>>- nie istnieje żaden politeistyczny Bóg
>>- nie istnieje żaden Bóg
>>- istnieje Latający Potwór Spaghetti
>Musiałbyś zdefiniować jakiegoś boga na tyle, aby dało się testować jego zgodność z rzeczywistością. Bez tego powyższe zdania nie niosą żadnej informacji.

Na ile pojęcie "monoteistyczny Bóg" jest niezdefiniowane? Na ile jest nierzeczywiste? Encyklopedie mogą Ci wymienić nawet przykłady religii monoteistycznych z nazwami Bóstw.

Jak nie Bóg to niech będzie tachion. Czy tachion jest niezgodny z rzeczywistością? Jakie jest prawdopodobieństwo istnienia tachionu?

>> Z klasyczną teorią prawdy, która jest podatna na wiele paradoksów jak np. paradoks kłamcy?

>Sformułuj ten paradoks w konkretnym przypadku a podam Ci jego rozwiązanie. (W fizyce jest taka zasada, że wszystkie paradoksy są pozorne - że wyrażają one tylko nieadekwatność konstrukcji umysłowej do sytucji rzeczywistej.)

No, paradoks jest taki:

"To zdanie jest fałszywe."

Więc jak z tym zdaniem? Jest prawdziwe czy fałszywe? Jest zgodne z rzeczywistością, czy nie?

>> Co z semantyczną teorią prawdy?
>A co ma być?

Wydaje mi się, że nieświadomie się nią posługujesz.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
12-01-2014 19:26 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Na ile pojęcie "monoteistyczny Bóg" jest niezdefiniowane? Na ile jest nierzeczywiste? Encyklopedie mogą Ci wymienić nawet przykłady religii monoteistycznych z nazwami Bóstw.

Nazwy są tu na nic. Kontakt z rzeczywistością jest potrzebny.

> Jak nie Bóg to niech będzie tachion. Czy tachion jest niezgodny z rzeczywistością? Jakie jest prawdopodobieństwo istnienia tachionu?

Nie wiem, nie znam teorii tachionu. Podejrzewam, że brak jej kontaktu z rzeczywistością.

>> Sformułuj ten paradoks w konkretnym przypadku a podam Ci jego rozwiązanie. (W fizyce jest taka zasada, że wszystkie paradoksy są pozorne - że wyrażają one tylko nieadekwatność konstrukcji umysłowej do sytucji rzeczywistej.)
> No, paradoks jest taki:
> "To zdanie jest fałszywe."
> Więc jak z tym zdaniem? Jest prawdziwe czy fałszywe? Jest zgodne z rzeczywistością, czy nie?

To zdanie nie ma kontaktu z rzeczywistością, bo mówi tylko o sobie samym, więc o prawdzie w klasycznym jest znaczeniu nie ma co tu nawet gdybać. Ponawiam pytanie o konkretny przypadek.

>>> Co z semantyczną teorią prawdy?
>> A co ma być?
> Wydaje mi się, że nieświadomie się nią posługujesz.

Niewykluczone. Ale trudy szufladkowania pozostawiam Tobie.
12-01-2014 20:48 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>> Na ile pojęcie "monoteistyczny Bóg" jest niezdefiniowane? Na ile jest nierzeczywiste? Encyklopedie mogą Ci wymienić nawet przykłady religii monoteistycznych z nazwami Bóstw.
>Nazwy są tu na nic. Kontakt z rzeczywistością jest potrzebny.

A na jakiej podstawie określasz co ma kontakt z rzeczywistością, a co nie? Jaki to ma związek z twierdzeniem Bayesa? Napisałeś:

>> Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień prawdopodobności danej teorii.
>Krótko mówiąc, z twierdzenia Bayesa. A dłużej i w szegółach opisane to jest tu.

>> Jak nie Bóg to niech będzie tachion. Czy tachion jest niezgodny z rzeczywistością? Jakie jest prawdopodobieństwo istnienia tachionu?
>Nie wiem, nie znam teorii tachionu. Podejrzewam, że brak jej kontaktu z rzeczywistością.

Wszystkiemu czego nie znasz zarzucasz brak kontaktu z rzeczywistością?

Jeśli masz taką ubogą wiedzę na temat tachionów to zapytaj jakiegoś z prawdziwego zdarzenia fizyka i proszę policz mi jakie jest prawdopodobieństwo istnienia jakiegoś tachionu.

Nie wspomniałeś nic o tym, że można z tego liczyć tylko twierdzenia, które mają kontakt z rzeczywistością (i czym się ten kontakt objawia), dlatego po prostu pytam, czy to co napisałeś ma jakiś sens.

>>> Sformułuj ten paradoks w konkretnym przypadku a podam Ci jego rozwiązanie. (W fizyce jest taka zasada, że wszystkie paradoksy są pozorne - że wyrażają one tylko nieadekwatność konstrukcji umysłowej do sytucji rzeczywistej.)
>> No, paradoks jest taki:
>> "To zdanie jest fałszywe."
>> Więc jak z tym zdaniem? Jest prawdziwe czy fałszywe? Jest zgodne z rzeczywistością, czy nie?
>To zdanie nie ma kontaktu z rzeczywistością, bo mówi tylko o sobie samym, więc o prawdzie w klasycznym jest znaczeniu nie ma co tu nawet gdybać. Ponawiam pytanie o konkretny przypadek.

Ale z definicji prawdy, którą przytoczyłeś to nie wynika. Co za okropny brak konsekwencji. Przypadek był jak najbardziej konkretny:

Czy zdanie "To zdanie jest fałszywe" jest prawdziwe, czy nie.? Czy jest zgodne z rzeczywistością, czy nie?

Dlaczego autoreferencja miałaby to zdanie wykluczyć jako zdanie logiczne? Gdzie to jest niezgodne z rzeczywistością? Zdanie "To zdanie zawiera słowo <<to>>" też według Ciebie nie jest zdaniem logicznym bo się samo do siebie odnosi?

>>>> Co z semantyczną teorią prawdy?
>>> A co ma być?
>> Wydaje mi się, że nieświadomie się nią posługujesz.
>Niewykluczone. Ale trudy szufladkowania pozostawiam Tobie.

W jaki sposób to jest szufladkowanie? Używasz tego terminu w kontekście każdego przeprowadzonego przyporządkowania? Np. szufladkujesz marki samochodów albo płeć ludzi, których widzisz na ulicy?

Zastanawia mnie dlaczego, mimo że nie interesuje Cię kategoryzowanie kryterium prawdy, którym się posługujesz, jednoznacznie je określasz w wątku i negujesz wszelkie inne kryteria (nawet jeśli są bliższe temu co piszesz), nie podając żadnych argumentów, a jedynie próbując reductio ad absurdum. Trolowanie?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
12-01-2014 22:05 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Czy zdanie "To zdanie jest fałszywe" jest prawdziwe, czy nie?
> Czy jest zgodne z rzeczywistością, czy nie?

Zdania nie są obiektami należącymi do rzeczywistości badanej przez fizykę.
Twoje zdanie mówi o zdaniu, nie o rzeczywistości, więc nie przysługuje mu atrybut "zgodności z rzeczywistością", a pytanie o niego jest błędem kategorialnym.
12-01-2014 22:26 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Zdania nie są obiektami należącymi do rzeczywistości badanej przez fizykę.

Nauka to nie tylko fizyka.

Ponieważ zasady dynamiki newtona też są zdaniami to znaczy, że są one nierzeczywiste.

Ale z twierdzenia Bayesa możemy policzyć jak bardzo prawdopodobne są te teorie.

To wszystko trzyma się kupy.

>Twoje zdanie mówi o zdaniu, nie o rzeczywistości, więc nie przysługuje mu atrybut "zgodności z rzeczywistością", a pytanie o niego jest błędem kategorialnym.

Błąd kategorialny, jeśli uznamy, że przedmiotem, o którym orzekają zdania mogą być tylko obiekty fizyczne. To wcześniej nigdy nie padło w tym wątku. Tak samo Fizyk nie pisał, że rzeczywistość ogranicza się tylko do "obiektów" fizycznych? Substancji fizycznej?

Czy skalarne wielkości należą do rzeczywistości badanej przez fizykę? Dlaczego? I dlaczego mamy się zawężać tylko do fizyki?

Rozmawiamy o prawdzie, o tutaj to było:

>> Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" ...
>Tak. Veritas est adaequatio rei et intellectus jest całkiem dobrą definicją.

Czyli prawda to tylko to, co jest zagadnieniem fizyki?

I od kiedy zdania nie są rzeczywiste, a ponadto od kiedy mamy tyle rzeczywistości (fizyczną, nie-fizyczną)? Nie wspominając już o tym, że rzeczywistość jest terminem stricte filozoficznym.

W pewnym stopniu jest to zabawne jak zawzięci obrońcy nauki i ujmujący logice i filozofii, bronią starożytnej koncepcji prawdy, która się kupy nie trzyma. Jaka rzeczywistość? Jaka zgodność? Wykręcanie się z paradoksu kłamcy błędem kategorialnym?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
13-01-2014 00:03 
 Ocena 6 na 8
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> od kiedy mamy tyle rzeczywistości (fizyczną, nie-fizyczną)?
> Nie wspominając już o tym, że rzeczywistość jest terminem stricte filozoficznym.

Mamy świat "zewnętrzny" obiektów fizycznych i "wewnętrzny" obiektów umysłowych.
Mieszanie tych dwóch (ontologicznie odrębnych) światów i nazywanie obu "rzeczywistością" jest przyczyną licznych ślepych zaułków filozofii i źródłem bzdetów pokroju "dowodu" ontologicznego.

Dlatego każdy adept filozofii powinien mieć obligatoryjnie zajęcia z programowania obiektowego, żeby sobie wyrobić nawyk porządku w myśleniu.

> I od kiedy zdania nie są rzeczywiste

Od kiedy istnieją umysły? My żyjemy w rzeczywistości fizycznej, a zdania w umysłowej.

> Ponieważ zasady dynamiki newtona też są zdaniami to znaczy, że są one nierzeczywiste.

Zdania, jako obiekty umysłowe, są nierzeczywiste (niefizyczne).
Natomiast treścią zdań mogą być obiekty rzeczywiste, fizyczne (np. dynamika Newtona) lub obiekty nierzeczywiste, umysłowe (np. inne zdania).

> Czyli prawda to tylko to, co jest zagadnieniem fizyki?

Prawda to jest atrybut przysługujący zdaniom logicznym.
Natomiast Autor wątku pytał o teorie naukowe, a dla tych możemy się wypowiadać jedynie w kategoriach zgodności z rzeczywistością.

> Jaka rzeczywistość? Jaka zgodność?

Rzeczywistość fizyczna, a zgodność rozumiana jako statystycznie istotna zdolność teorii do predykcji (pochodzących z rzeczywistości) wyników eksperymentu.
13-01-2014 00:35 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Mamy świat "zewnętrzny" obiektów fizycznych i "wewnętrzny" obiektów umysłowych.

Ciekawa ontologia.

>Mieszanie tych dwóch (ontologicznie odrębnych) światów i nazywanie obu "rzeczywistością" jest przyczyną licznych ślepych zaułków filozofii i źródłem bzdetów pokroju "dowodu" ontologicznego.

Oczywiście że tak! Ale obawiam się, że nie jest to żaden argument za klasyczną teorią prawdy, wręcz przeciwnie. Różne dziedziny nauki mają różną dziedzinę zainteresowania. Język to też zupełnie inna bajka w tym wszystkim. Stąd właśnie i z teorii typów, o której też wspomniałeś, twierdzenia o niezupełności itd., wiemy że klasyczna teoria prawdy jest kulawa. Semantyczna teoria prawdy nie mami rzeczywistością, zdaje sobie sprawę z niezupełności języka.

>Dlatego każdy adept filozofii powinien mieć obligatoryjnie zajęcia z programowania obiektowego, żeby sobie wyrobić nawyk porządku w myśleniu.

Wszystkie by objazdowo robił Martin Fowler?

Serio, ile jest osób, które naprawdę rozumieją OOP?

Adepci filozofii to programowanie obiektowe przerabiają na jaskini Platona i pewnie by nie jedną rzecz lepiej zaprojektowali od absolwentów informatyki.

>> I od kiedy zdania nie są rzeczywiste
>Od kiedy istnieją umysły? My żyjemy w rzeczywistości fizycznej, a zdania w umysłowej.

Ok, ale dalej to wszystko jest rzeczywiste?

>> Ponieważ zasady dynamiki newtona też są zdaniami to znaczy, że są one nierzeczywiste.
>Zdania, jako obiekty umysłowe, są nierzeczywiste (niefizyczne).

Jeśli są niefizyczne to jak one do mnie dotarły? Skąd wiemy o czym rozmawiamy? Jakąś fizyczną formę też muszą mieć.

>Natomiast treścią zdań mogą być obiekty rzeczywiste, fizyczne (np. dynamika Newtona) lub obiekty nierzeczywiste, umysłowe (np. inne zdania).

Ale ta "nierzeczywistość" ogranicza się tylko do "nie fizyczności". Nierzeczywiste to jest zdanie, które się składa z nieskończonej liczby znaków.

>> Czyli prawda to tylko to, co jest zagadnieniem fizyki?
>Prawda to jest atrybut przysługujący zdaniom logicznym.

Teraz to już jest atrybut?

Zgoda, że o prawdzie/fałszu możemy rozstrzygać tylko w przypadku zdań logicznych. Ale w przypadku klasycznej teorii prawdy wszystkie zdania oznajmujące były uznawane za logiczne. Nie uznawanie za logicznych zdań, które znajdują się w obrębie tego samego systemu to produkt myśli XX w., tzw. semantycznej teorii prawdy. O to cały ten ambaras.

To nie jest takie proste, że wystarczy stwierdzić, że zdanie prawdziwe to takie zgodne z rzeczywistością.

>Natomiast Autor wątku pytał o teorie naukowe, a dla tych możemy się wypowiadać jedynie w kategoriach zgodności z rzeczywistością.

Łoł. Ja nigdy bystrzakiem z fizyki nie byłem, ale wydaje mi się, że o teoriach fizycznych to najwięcej się zawsze mówiło PRZED doświadczeniem empirycznym. O ile pamiętam wykład z fizyki to z tą teorią, że światło to fala, to wszyscy PRZED doświadczeniem mieli najwięcej do powiedzenia. W dodatku sobie wymyślili eksperyment, który miał to udowodnić.

O implikacjach istnienia tachionu też można sobie porozmawiać całkiem logicznie i nikt tego nie kwestionuje jako nieprawdy. Mimo że raczej takiego dziwu nie uraczymy.

>> Jaka rzeczywistość? Jaka zgodność?
>Rzeczywistość fizyczna, a zgodność rozumiana jako statystycznie istotna zdolność teorii do predykcji (pochodzących z rzeczywistości) wyników eksperymentu.

To jak jest z tym tachionem? Jaki eksperyment tu można zrobić, żeby te 0% zmierzyć?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
13-01-2014 01:40 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Zdania, jako obiekty umysłowe, są nierzeczywiste (niefizyczne).
> Jeśli są niefizyczne to jak one do mnie dotarły?

Dotarły do Ciebie na nośniku fizycznym.

> Ale ta "nierzeczywistość" ogranicza się tylko do "nie fizyczności".
> Nierzeczywiste to jest zdanie, które się składa z nieskończonej liczby znaków.

Ja bym powiedział "niemożliwe", rezerwując słowo "rzeczywiste" do opisu świata fizycznego.

> o teoriach fizycznych to najwięcej się zawsze mówiło PRZED doświadczeniem empirycznym

Przed doświadczeniem można się wypowiadać np. o zgodności modelu z ogółem dotychczasowej wiedzy naukowej (i tu np. tachiony dostają minusa), co może być prognostykiem dla jego ewentualnej zgodności z rzeczywistością.

> W dodatku sobie wymyślili eksperyment, który miał to udowodnić.

Przed eksperymentem gdybamy sobie czy jest zgodność, a po nim - już wiemy.

> O implikacjach istnienia tachionu też można sobie porozmawiać całkiem logicznie i nikt tego nie kwestionuje jako nieprawdy.

No cóż, podobnie możesz sobie pogdybać o implikacjach istnienia Boga. Jeżeli tylko będziesz uważał, żeby nie dojść do sprzeczności, to istotnie - nikt tego nie zakwestionuje jako logicznej nieprawdy.

Ale dopóki nie zrobisz eksperymentu, nie będzie to miało przełożenia na "zgodność z rzeczywistością".

> To jak jest z tym tachionem? Jaki eksperyment tu można zrobić

Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat. Nie ma w nauce takiej reguły, która nakazuje mi tracić czas na weryfikację każdej hipotezy. Szczególnie zaś takiej, która już na wstępie kwestionuje ograniczenie prędkości światła. To byłaby patologia i zabicie nauki przez trolling - jako że hipotezy generuje się dużo szybciej niż weryfikuje.

Zdrowy porządek jest taki - najpierw Ty robisz eksperyment, z którego (jakoby) wynika istnienie tachionu, a wtedy wielu chętnych natychmiast rzuci się weryfikować jego poprawność.
15-01-2014 20:44 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>>> Zdania, jako obiekty umysłowe, są nierzeczywiste (niefizyczne).
>> Jeśli są niefizyczne to jak one do mnie dotarły?
>Dotarły do Ciebie na nośniku fizycznym.

Mam też mnóstwo zdań np. na karcie SD. Mogę też sobie wyświetlić mnóstwo zdań, których nie znam.

Pytanie czym jest zdanie po "zdekodowaniu"? Takie, które rozumiem i określam jego wartość logiczną. Np. 3 zasada dynamiki Newtona. Bo jak ustaliliśmy jest nierzeczywista. Grunt, żeby treść tego nierzeczywistego zdania była zgodna z rzeczywistością.

>> Ale ta "nierzeczywistość" ogranicza się tylko do "nie fizyczności".
>> Nierzeczywiste to jest zdanie, które się składa z nieskończonej liczby znaków.
>Ja bym powiedział "niemożliwe", rezerwując słowo "rzeczywiste" do opisu świata fizycznego.

Jeśli ja uważam, że zdanie jest rzeczywiste, a Ty uważasz, że jest nierzeczywiste to jak teraz określimy zgodność naszych poglądów z rzeczywistością? Słownik? A definicji słownikowej?

>> o teoriach fizycznych to najwięcej się zawsze mówiło PRZED doświadczeniem empirycznym
>Przed doświadczeniem można się wypowiadać np. o zgodności modelu z ogółem dotychczasowej wiedzy naukowej (i tu np. tachiony dostają minusa), co może być prognostykiem dla jego ewentualnej zgodności z rzeczywistością.

Ale zgodność z ogółem dotychczasowej wiedzy naukowej to jest konsensualna teoria prawdy.

To jak jest z tą zgodnością z rzeczywistością? Dopóki Galileusz nie przeprowadził eksperymentu ze swobodnym spadkiem ciał to w różnych doświadczeniach można było dowodzić, że model, iż to co cięższe spada szybsze jest zgodny z rzeczywistością. Później po doświadczeniu nagle kryterium zgodności z rzeczywistością się zmieniło.

Więc co się zmieniło? Rzeczywistość, czy kryterium? Co się zmieniło po udowodnieniu, że światło jest falą - rzeczywistość, czy kryterium?

Czy którykolwiek z tych z tych modeli istniał fizycznie? I czy te modele nie zależały też od innych modeli wyrażonych w innych zdaniach? Czy to nie jest tak, że na początku próbowano stworzyć model, a dopiero później dowieść słuszności tego modelu?

Jak sam zauważyłeś "o zgodności modelu z ogółem dotychczasowej wiedzy naukowej".

To jaka jest tutaj podstawa. Wiedza naukowa opiera się na jakimś empirycznym doświadczeniu. Jakie więc jest podstawowe empiryczne doświadczenie takiej wiedzy, z której wywodzą się wszystkie następne i z którym pozostają zgodne?

Spróbuję uściślić o co pytam. Skąd wiemy, że wiedza naukowa, którą posiadamy jest zgodna z rzeczywistością? Widziałeś kiedyś gaz doskonały?

Czy gaz doskonały jest zgodny z rzeczywistością? Model gazu doskonałego jest oczywiście bardzo praktyczny, ale to już pragmatystyczna koncepcja prawdy. Zgodność z teorią naukową jako uprzednio przyjętymi teoriami naukowymi to jak już zauważyłem - konsensualna teoria prawdy.

Ale skąd zgodność gazu doskonałego z rzeczywistością?!

>> W dodatku sobie wymyślili eksperyment, który miał to udowodnić.
>Przed eksperymentem gdybamy sobie czy jest zgodność, a po nim - już wiemy.

Skąd wiemy, że eksperyment się udał? Jakie kryterium o tym rozstrzyga?

>> O implikacjach istnienia tachionu też można sobie porozmawiać całkiem logicznie i nikt tego nie kwestionuje jako nieprawdy.
>No cóż, podobnie możesz sobie pogdybać o implikacjach istnienia Boga. Jeżeli tylko będziesz uważał, żeby nie dojść do sprzeczności, to istotnie - nikt tego nie zakwestionuje jako logicznej nieprawdy.

Ale jednak będzie to niezgodne z rzeczywistością.

Czyli nauka ma swoją własną logikę?

>Ale dopóki nie zrobisz eksperymentu, nie będzie to miało przełożenia na "zgodność z rzeczywistością".

>> To jak jest z tym tachionem? Jaki eksperyment tu można zrobić
>Ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat. Nie ma w nauce takiej reguły, która nakazuje mi tracić czas na weryfikację każdej hipotezy. Szczególnie zaś takiej, która już na wstępie kwestionuje ograniczenie prędkości światła. To byłaby patologia i zabicie nauki przez trolling - jako że hipotezy generuje się dużo szybciej niż weryfikuje.

Ale ja Ci nie każę. Ty twierdzisz, że twierdzenia naukowe są weryfikowalne empirycznie. Że tak dochodzimy do tego co jest zgodne z rzeczywistością.

W przypadku spadku swobodnego w miarę prosto przeprowadzić eksperyment, ale jak doszliśmy do tego (nawet nie wnikając w pochodne) wzoru na drogę w ruchu jednostajnie przyspieszonym? Czyli czegoś zupełnie abstrakcyjnego...

W jaki sposób teraz badamy zgodność tej teorii z rzeczywistością?

Mierząc czas zrzucania piłeczek różnej masy z różnych wysokości? To się sprowadza do matematyki i porównywania liczb.

To co w końcu jest rzeczywiste - rzeczywistość, czy abstrakcyjny model? Przypomnijmy, że rzeczywistość jest całkiem stała, a model jak sam zauważyłeś troszkę zależy od ujęcia i obecnej wiedzy naukowej.

Jak tak bardzo lubujesz się w informatycznych porównaniach to mamy tu do czynienia z pewnym testem jednostkowym. Ostatecznie wszystko ogranicza się do matematycznych porównań.

Czy naprawdę zgodność z rzeczywistością badają gimnazjaliści na fizyce, kiedy spuszczają piłeczki po równi pochyłej? Czy może jednak w końcu zgodzimy się co do tego, że metoda naukowa to rzecz dużo bardziej skomplikowana.

>Zdrowy porządek jest taki - najpierw Ty robisz eksperyment, z którego (jakoby) wynika istnienie tachionu, a wtedy wielu chętnych natychmiast rzuci się weryfikować jego poprawność.

Odwracanie kota ogonem. Fizyk stwierdził, że możemy to oszacować Bayesa, więc to ja czekam tutaj na dowód jego twierdzenia. Cały czas w tym wątku. Odżegnaliście się od istnienia Bogów monoteistycznych bo słabo zdefiniowani, więc ja podaję wam ściśle ujęty fizycznie tachion.

Jakie jest prawdopodobieństwo istnienia tachionu?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
16-01-2014 10:52 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Pytanie czym jest zdanie po "zdekodowaniu"?

Konstrukcją złożoną z wyrazów (abstrakcji), wyrażającą relacje pomiedzy tymi abstrakcjami.

> Takie, które rozumiem i określam jego wartość logiczną. Np. 3 zasada dynamiki Newtona.

Określanie wartości logicznej zdania to dziedzina logiki, odrębna od empirii. Zakładasz sobie arbitralnie, że prawdą jest iż "ludzie są śmiertelni" oraz że "Sokrates jest człowiekiem" - i korzystając ze ścisłych reguł wnioskowania wyprowadzasz koniecznie prawdziwy wniosek, że "Sokrates jest śmiertelny".

Natomiast zasad dynamiki nie rozpatrujesz (tylko) na gruncie logiki (poza wstępną weryfikacją czy nie prowadzą do sprzeczności), w tym przypadku istotniejszy jest test zgodności z rzeczywistością (mierzonej skutecznością predykcji).

Inne "światy", inne narzędzia.

> Jeśli ja uważam, że zdanie jest rzeczywiste, a Ty uważasz, że jest nierzeczywiste to jak teraz określimy zgodność naszych poglądów z rzeczywistością?

Rezerwuję słowo "rzeczywiste" jako atrybut obiektów fizycznych (dostępnych poznaniu zmysłowemu), ponieważ uważam że rozciąganie go na abstrakcje prowadzi do nieporozumień, których łatwo uniknąć wprowadzając porządek w terminologii.

Zdania są obiektami abstrakcyjnymi, których treść odności się (lub nie) do świata fizycznego.
Jeżeli się odnosi, to możemy badać ich zgodność z rzeczywistością.

> Ale zgodność z ogółem dotychczasowej wiedzy naukowej to jest konsensualna teoria prawdy.

Konsekwentnie odmawiam używania słowa "prawda" w odniesieniu do empirii.
Zgodność z ogółem wiedzy nie determinuje zgodności z rzeczywistością, to tylko heurystyczny prognostyk.

> Galileusz (...) po doświadczeniu nagle kryterium zgodności z rzeczywistością się zmieniło.
> Więc co się zmieniło? Rzeczywistość, czy kryterium?

Kryterium zgodności z rzeczywistością jest niezmienne i wyrażone ściśle w terminach dopasowania predykcji do wyników doświadczenia. Zmienia się "ogół wiedzy" (szczególnie mocno gdy nauka jest w powijakach), dlatego zgodność z "ogółem wiedzy" jest heurystyką, a z rzeczywistością faktem.

> Czy którykolwiek z tych z tych modeli istniał fizycznie?

Modele są zbudowane ze zdań i wzorów matematycznych. Powyższe pytanie jest klasycznym przykładem pomylenia mapy i terytorium, dowodzącym że moje rozróżnienie jest potrzebne.

> Jakie więc jest podstawowe empiryczne doświadczenie takiej wiedzy, z której wywodzą się wszystkie następne i z którym pozostają zgodne?

Nie ma takiego fundamentu. Każdy model zgodny z rzeczywistością jest cegiełką, nie ma znaczenia od której zaczniesz. A zgodne muszą być wszystkie ze sobą, jeżeli masz niezgodność to tam pracujesz intensywniej, żeby ją usunąć.

> Skąd wiemy, że wiedza naukowa, którą posiadamy jest zgodna z rzeczywistością?

Model daje predykcję, doświadczenie daje wynik. Jeżeli predykcja trafiła w wynik, to sprawdzasz statystycznie, czy trafiłeś tylko przypadkiem, czy może istotnie posiadasz "moc predykcyjną". Masz "moc", masz zgodność. Dokładasz cegiełkę do gmachu wiedzy.

> Model gazu doskonałego jest oczywiście bardzo praktyczny, ale to już pragmatystyczna koncepcja prawdy.

Powtórzę lekko już znudzony, że nie ma "prawdy" w nauce, są tylko modele (mniej lub bardziej) zgodne z rzeczywistością. Lepszy model wyprze gorszy i jeżeli nazywałeś ten gorszy "prawdą" to masz problem komunikacyjny, bo tradycyjne rozumienie tego terminu nie przewiduje zmiany wartości logicznej zdania.

> Odżegnaliście się od istnienia Bogów monoteistycznych bo słabo zdefiniowani, więc ja podaję wam ściśle ujęty fizycznie tachion.

Słabe zdefiniowanie nie jest głównym problemem z bogami. Kluczowy jest fakt, że dodanie bogów do jakiegokolwiek modelu nie polepsza jego mocy predykcyjnej. Co uruchamia Brzytwę Ockhama. Ten sam zarzut dotyczy tachionów.

> Jakie jest prawdopodobieństwo istnienia tachionu?

Oszacowane przez laika nie na wiele Ci się zda. Widzę wątłą argumentację za, silną przeciw, i brak dowodów empirycznych. Jeżeli miałbym aproksymować moją subiektywną ocenę tego prawdopodobieństwa stosunkiem stawki do wypłaty w hipotetycznym zakładzie, który byłbym skłonny przyjąć - to raczej nie oddaliłbym się istotnie od zera.

Porównaj to z Bozonem Higgsa, którego istnienie było postulowane przez Model Standardowy - i warte zaangażowania olbrzymich nakładów dla przeprowadzenia decydującego eksperymentu.
15-01-2014 19:33 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Zdania nie są obiektami należącymi do rzeczywistości badanej przez fizykę.

No jak to nie. Fizyk niemal explicite stwierdził:

1) Prawda to zgodność umysłu z rzeczywistością
2) Umysł to mózg
3) Prawda ro zgodność stanu mózgu ze stanem rzeczywistości.

I nagle zdanie wypowiedziane przez ciało, w którym pomyślał je fizyczny mózg nie jest częścią fizycznej rzeczywistości?

Ach, zapomniałbym, Fizyk stwierdził też, że monizm to naukowa hipoteza - niesfalsyfikowana...
15-01-2014 21:25 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Umysł to mózg

Umysł to nie mózg, tylko funkcja mózgu.
Zdania są złożone z wyrazów, które są abstrakcjami, podobnie jak np. liczby.
Nie badasz ich narzędziami nauk empirycznych.

> I nagle zdanie wypowiedziane przez ciało, w którym pomyślał je fizyczny mózg nie jest częścią fizycznej rzeczywistości?

"Zdanie wypowiedziane" to fala dźwiękowa, fizyczna.
Treść zdania to abstrakcja, niefizyczna.
15-01-2014 21:36 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Treść zdania to abstrakcja, niefizyczna.

Ale mnie tego nie pisz tylko moniście Fizykowi.

Ale skoro to abstrakcja, to przyznasz, że zarzut Arystypa wobec klasycznej definicji prawdy (ten o paradoksie kłamcy) jest słuszny? No bo co to za definicja prawdy, która dotycząc abstrakcyjnych bytów, prowadzi do paradoksalnych konsekwencji?
16-01-2014 11:43 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Treść zdania to abstrakcja, niefizyczna.
> Ale mnie tego nie pisz tylko moniście Fizykowi.

Dla jasności - moje rozróżnienie "świata empirii" od "świata abstrakcji" jest wyłącznie techniczne i służy jedynie nie mieszaniu narzędzi opisu obiektów należących do tych domen. Natomiast ontologicznie "świat abstrakcji" jest w pełni podrzędny wobec "świata empirii", nie istnieje bez niego - i zapewne da się go kiedyś zredukować do terminów fizyki. Tak więc w ścisłym sensie oczywiście ja też jestem monistą, tyle że mam więcej przegródek w skrzynce z narzędziami.

> Ale skoro to abstrakcja, to przyznasz, że zarzut Arystypa wobec klasycznej definicji prawdy (ten o paradoksie kłamcy) jest słuszny?

Na gruncie logiki żadna "definicja prawdy" nie jest potrzebna, bo tę przyjmujemy sobie dla przesłanek arbitralnie (nie wydaje mi się, żeby ktoś weryfikował czy naprawdę Sokrates jest człowiekiem). Paradoks kłamcy nie ma więc problemu z definicjami prawdy, tylko ze szczególnym przypadkiem autoreferencji zezwalającej na odnoszenie się treści zdania do własnej prawdziwości. Wystarczy wyłączyć takie zdania z dziedziny logiki - podobnie jak wyłączamy zdania niepoprawne syntaktycznie - i "paradoks" znika.

Natomiast na gruncie empirii mówienie o "prawdzie" wprowadza tylko niepotrzebny zamęt. Nauce wystarcza kryterium "zgodności z rzeczywistością" i nie ma potrzeby nazywania tego "definicją prawdy" - nawet jeżeli historycznie tak się to określało.
16-01-2014 17:38 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Natomiast ontologicznie "świat abstrakcji" jest w pełni podrzędny wobec "świata empirii", nie istnieje bez niego - i zapewne da się go kiedyś zredukować do terminów fizyki. Tak więc w ścisłym sensie oczywiście ja też jestem monistą, tyle że mam więcej przegródek w skrzynce z narzędziami.

To bardzo wygodne, ale ja chyba nie rozumiem. Skoro "da się zredukować" to świat jest tylko fizyczny i debatowanie o prawdzie, szczególnie w kontekstach logiki, jest bezcelowe, bo mówimy o jakiś niematerialnych zmyśleniach, których nie ma.

>Na gruncie logiki żadna "definicja prawdy" nie jest potrzebna, bo tę przyjmujemy sobie dla przesłanek arbitralnie (nie wydaje mi się, żeby ktoś weryfikował czy naprawdę Sokrates jest człowiekiem).

Wydaje mi się, że sporo XX logiki zrodziło się z rozważań nad prawdą właśnie, ale przyznaję - jestem laikiem, więc może i prawda w logice jest bez znaczenia.

>Paradoks kłamcy nie ma więc problemu z definicjami prawdy, tylko ze szczególnym przypadkiem autoreferencji zezwalającej na odnoszenie się treści zdania do własnej prawdziwości. Wystarczy wyłączyć takie zdania z dziedziny logiki - podobnie jak wyłączamy zdania niepoprawne syntaktycznie - i "paradoks" znika.

Wątpię. "Problem autoreferencji" jak go ładnie nazywasz próbował, w ramach języka naturalnego i bez uciekania się do semantycznej koncepcji prawdy obejść Kripke a i tak później wskazywano, że jego metoda prowadzi do paradoksów wskazanych przez Tarskiego (en.wikiped(*)uth#Kripke.27s_theory_of_truth).

>Natomiast na gruncie empirii mówienie o "prawdzie" wprowadza tylko niepotrzebny zamęt. Nauce wystarcza kryterium "zgodności z rzeczywistością" i nie ma potrzeby nazywania tego "definicją prawdy" - nawet jeżeli historycznie tak się to określało.

A nazywajmy se to jak chcemy, Wciąż pozostaje kwestia czy ta "zgodność" jest korespondencyjna, czy może tylko koherencyjna czy pragmatyczna etc...

EDIT: jeszcze dodam po przeczytaniu twojej wymiany zdań z Arystypem. Jeśli dla ciebie prawda nie ma sensu poza logiką, to pojawia się problem: czym w ogóle jest testowanie teorii? Bo wydawało mi się, że jest porównywaniem zdań opisujących "fakty" z predykcjami teorii i w tym działaniu kluczowa jest właśnie logika jako określająca zasady transmisji prawdy i fałszu w zdaniach.

Ale skoro w nauce nie ma "prawdy", to co się właściwie dzieje w trakcie weryfikacji, oraz czym jest zespół reguł to opisujących (no nie logiką, bo wtedy byśmy mówili o "prawdzie")?
17-01-2014 01:58 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> debatowanie o prawdzie, szczególnie w kontekstach logiki, jest bezcelowe, bo mówimy o jakiś niematerialnych zmyśleniach, których nie ma.

Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że debatowanie o arytmetyce jest bezcelowe, bo liczba 4 to niematerialne zmyślenie. I logika i arytmetyka mają swoje reguły, które stosują się i w "świecie abstrakcji", i w "świecie fizycznym". Trzeba tylko pamiętać, że te reguły w świecie abstrakcji są ścisłe, a w świecie fizycznym przybliżone. W świecie abstrakcji 2+2=4, a z prawdziwych przesłanek płyną prawdziwe wnioski. W świecie fizycznym mamy błędy pomiaru i stopnie uprawdopodobnienia teorii.

>> Na gruncie logiki żadna "definicja prawdy" nie jest potrzebna, bo tę przyjmujemy sobie dla przesłanek arbitralnie
> Wydaje mi się, że sporo XX logiki zrodziło się z rozważań nad prawdą właśnie, ale przyznaję - jestem laikiem, więc może i prawda w logice jest bez znaczenia.

Też jestem laikiem, ale mam wrażenie że większość tych rozważań wynikała z prób dopasowania pojęcia "prawdy" do opisu świata fizycznego. W samej logice bez znaczenia jest "definicja prawdy" (to po prostu jedna z dwu wartości, które przypisujesz zdaniom) - ważne są tylko reguły które ją zachowują w procesie wnioskowania.

> "Problem autoreferencji" (...) prowadzi do paradoksów

To jest problem języka, bez odpowiednika w naukach przyrodniczych. Matematyka też ma swoje paradoksy, które jednak fizykom snu z powiek nie spędzają. Najwyraźniej nasz świat abstrakcji pozwala na większą swobodę niż świat fizyczny.

>> Nauce wystarcza kryterium "zgodności z rzeczywistością"
> pozostaje kwestia czy ta "zgodność" jest korespondencyjna, czy może tylko koherencyjna czy pragmatyczna etc...

A statystyczna może być?

> czym w ogóle jest testowanie teorii? Bo wydawało mi się, że jest porównywaniem zdań opisujących "fakty" z predykcjami teorii i w tym działaniu kluczowa jest właśnie logika...

Kluczowa jest statystyka.

> ...jako określająca zasady transmisji prawdy i fałszu w zdaniach.

Te zasady przydają się do wyciągania wniosków z teorii, z tym że (jak już pisałem) przy opisie świata fizycznego nie transmitują one jakiejś abstrakcyjnej "prawdy", tylko statystycznie wyliczony dla danej teorii stopień uprawdopodobnienia.
15-01-2014 23:38 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>> Umysł to mózg
>Umysł to nie mózg, tylko funkcja mózgu.
>Zdania są złożone z wyrazów, które są abstrakcjami, podobnie jak np. liczby.
>Nie badasz ich narzędziami nauk empirycznych.

Teorie fizyczne, które nazywasz modelami, są wyrażone za pomocą tych abstrakcyjnych bytów.

W dodatku te teorie wzajemnie od siebie zależą. W matematyce twierdzenia opierają się na jakichś lematach, które wywodzą się z aksjomatów. Matematyka polega na logice klasycznej. Czy komplementarne teorie naukowe też mogą polegać na tej samej klasycznej logice?

Tak jak Ci podałem powyżej eksperyment naukowy koniec końców ogranicza się do porównania jakichś abstrakcyjnych wyników uzyskanych na podstawie empirycznego eksperymentu.

Czy naprawdę w ten sposób poznajemy rzeczywistość? Czy tylko stwierdzamy poprawność pewnej teorii?

>"Zdanie wypowiedziane" to fala dźwiękowa, fizyczna.
>Treść zdania to abstrakcja, niefizyczna.

Ale ta abstrakcja jest opisem rzeczywistości. Jak rzeczywista jest rzeczywistość opisana za pomocą nielogicznych abstrakcji? Jak ją możemy poznać w ten sposób?

Na czym w takim razie opierają się teorie naukowe?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
16-01-2014 11:11 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Czy komplementarne teorie naukowe też mogą polegać na tej samej klasycznej logice?

Z tym rozróżnieniem, że proces wnioskowania w logice klasycznej zachowuje prawdę zdań, a w nauce - stopień zgodności z rzeczywistością.

> eksperyment naukowy koniec końców ogranicza się do porównania jakichś abstrakcyjnych wyników uzyskanych na podstawie empirycznego eksperymentu

Wyniki eksperymentu nie są abstrakcyjne, to pomiary rzeczywistych (fizycznych) wartości.
Wyrażasz je w terminach abstrakcyjnych, ale inaczej się nie da. Ważne żeby utrzymać korelację opisu z empirią.

> Czy naprawdę w ten sposób poznajemy rzeczywistość? Czy tylko stwierdzamy poprawność pewnej teorii?

To jest przecież to samo. Zbiór poprawnych teorii stanowi ogół wiedzy o rzeczywistości.

> Jak rzeczywista jest rzeczywistość opisana za pomocą nielogicznych abstrakcji?

Model skonstruowany z pogwałceniem zasad logiki nie da skutecznej predykcji (ex falso/contradictione quodlibet), zatem nie możesz go zasadnie nazywać opisem rzeczywistości.

> Na czym w takim razie opierają się teorie naukowe?

Na skutecznej predykcji.
16-01-2014 17:44 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)

>Wyniki eksperymentu nie są abstrakcyjne, to pomiary rzeczywistych (fizycznych) wartości.

Eee, a teorie włożone w "pomiar" w postaci urządzeń pomiarowych gdzieś ci się nie zapodziały? To co ty teraz postulujesz to jakaś chimera, nagie "fakty" niezależne od teorii ubrane w nową nazwę - "pomiarów rzeczywistych wartości".

>To jest przecież to samo. Zbiór poprawnych teorii stanowi ogół wiedzy o rzeczywistości.

A niepoprawnych? Ja wiem, Fizyk już nam powiedział, że teorie są w przybliżeniu poprawne, ale gdzie w takim razie leży granica? W którym momencie przybliżenie jest tak wielkie, że teoria przestaje być poprawna? Przestaje też wtedy być wiedzą?
17-01-2014 01:00 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Wyniki eksperymentu nie są abstrakcyjne, to pomiary rzeczywistych (fizycznych) wartości.
> Eee, a teorie włożone w "pomiar" w postaci urządzeń pomiarowych gdzieś ci się nie zapodziały?

Może wyraziłem się nieprecyzyjnie, ale też nie do końca rozumiem zarzut.
Jeżeli poproszę Forumowiczów o zmierzenie dłuższego boku kartki A4, to spodziewam się dostać wyniki rozrzucone gaussowsko wokół "nagiego faktu" o rzeczywistej wielkości. Popełniam jakiś błąd?

>> To jest przecież to samo. Zbiór poprawnych teorii stanowi ogół wiedzy o rzeczywistości.
> A niepoprawnych? (...) W którym momencie przybliżenie jest tak wielkie, że teoria przestaje być poprawna? Przestaje też wtedy być wiedzą?

Przez poprawną teorię rozumiem taką, która umożliwia predykcję statystycznie skuteczniejszą niż zgadywanie. Jeżeli potrafisz przewidzieć przyszłe stany danego zjawiska, to znaczy że masz o nim jakąś wiedzę. Bez wiedzy możesz tylko zgadywać.

Zbiór teorii niepoprawnych też się przydaje - żeby nie tracić czasu na powtarzanie cudzych błędów - no ale to jednak wiedza "niższej kategorii", jako że dobre teorie to rzadkie diamenty, a złych jest legion. I żeby znaleźć te dobre, samo odsiewanie złych nie wystarczy.
setarkos (10757 punktów)
Jeśli wolno wtrącić (o ile trafnie odczytuję zastrzeżenia Sylwka)..
>Jeżeli poproszę Forumowiczów o zmierzenie dłuższego boku kartki A4, to spodziewam się dostać wyniki rozrzucone gaussowsko wokół "nagiego faktu" o rzeczywistej wielkości.
Wielkość formatu A4 została zadekretowana jako rzeczywista, natomiast tego, co się dzieje w naturze nikt nie ustalił (wg bezbożników, do których się zaliczam), więc pomiar nie ma wokół czego oscylować.

>Przez poprawną teorię rozumiem taką, która umożliwia predykcję statystycznie skuteczniejszą niż zgadywanie. Jeżeli potrafisz przewidzieć przyszłe stany danego zjawiska, to znaczy że masz o nim jakąś wiedzę.
Jak najbardziej. Nawet dosłownie: dobra wiedza przewiduje zjawiska i to się w jej kontekście ujawnia, co można jawnie pokazać jako korelację - z drugiej strony to, co niejawne lub przez brak zgodności tworzy
>Zbiór teorii niepoprawnych
nie zasługuje na miano rzeczywistego, dopóki się tego nie zweryfikuje.
17-01-2014 16:37 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Wielkość formatu A4 została zadekretowana jako rzeczywista

A4 to może niefortunny przykład, ale że wątpliwośc dotyczyła bardziej narzędzi pomiarowych - więc każdy może tu użyć własnego oka i linijki. Plus fakt, że każdy ma kartkę z innej fabryki, stosującej swoje miarki. A wyniki zbieżne.

> natomiast tego, co się dzieje w naturze nikt nie ustalił (...), więc pomiar nie ma wokół czego oscylować.

Klasyczny przykład z natury to wyznaczanie prędkości światła - możesz to robić na wiele sposobów, a wyniki zbieżne, i to jeszcze jak. No to chyba mają do czego zbiegać?
18-01-2014 17:54 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> Klasyczny przykład z natury to wyznaczanie prędkości światła - możesz to robić na wiele sposobów, a wyniki zbieżne, i to jeszcze jak. No to chyba mają do czego zbiegać?
OK. Powiedzmy, że zasadnie przyjmuje się prędkość światła w próżni (pomijając "rzeczywistość" próżni) za stałą dla każdego obserwatora.
Zadałbym tylko pytanie, będące próbą podsumowania moich wątpliwości:
Czy kryterium zgodności konstrukcji umysłowej z rzeczywistością można poprawić na zgodność konstrukcji umysłowej z mierzalną rzeczywistością? Czy obydwa kryteria różnią się istotnie czy nieistotnie?
19-01-2014 00:13 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Czy kryterium zgodności konstrukcji umysłowej z rzeczywistością można poprawić na zgodność konstrukcji umysłowej z mierzalną rzeczywistością?

Interesuje mnie praktyczna wiedza o świecie, którą zamierzam wykorzystać do predykcji przyszłych jego stanów, w racjonalnym procesie decyzyjnym.

Aby uznać jakiś model za "wiedzę", muszę mieć statystycznie potwierdzoną zgodność predykcji z wynikami eksperymentu. Co da się przeprowadzić wyłącznie dla rzeczywistości mierzalnej.

Jeżeli natomiast mówimy o rzeczywistości która nie jest choćby pośrednio mierzalna (bo np. znajduje się poza naszym stożkiem światła), to z konieczności musimy zadowolić się co najwyżej niesprzecznością z dotychczasowym stanem wiedzy o rzeczywistości mierzalnej. Którą, z braku lepszych pomysłów, możemy sobie ekstrapolować poza zasięg narzędzi pomiarowych.

Nie zdobędę o tym obszarze statystycznie potwierdzalnej wiedzy - ale nie jest to dla mnie problem, bo skoro nie mam do czegoś dostępu (choćby nawet pośredniego), to znaczy że to coś nie oddziałuje na mnie kauzalnie, zatem nie muszę tego uwzględniać przy podejmowaniu żadnej decyzji.
16-01-2014 11:52 
 Ocena 7 na 7
Fizyk (17637 punktów)
> Teorie fizyczne, które nazywasz modelami, są wyrażone za pomocą tych abstrakcyjnych bytów.

Zgadza się. (Choć podejrzewam, że słowo "byt" rozumiemy odmiennie, ale mniejsza o to.)

> W dodatku te teorie wzajemnie od siebie zależą. W matematyce twierdzenia opierają się na jakichś lematach, które wywodzą się z aksjomatów. Matematyka polega na logice klasycznej. Czy komplementarne teorie naukowe też mogą polegać na tej samej klasycznej logice?

Nie muszą. Logika klasyczna jest jedną z wielu konstrukcji umysłowych i jak każda z nich podlega weryfikacji przez konfrontację z rzeczywistością. Nie można z góry wykluczyć możliwości, że w pewnych okolicznościach logika klasyczna okaże się nieadekwatna.

> Tak jak Ci podałem powyżej eksperyment naukowy koniec końców ogranicza się do porównania jakichś abstrakcyjnych wyników uzyskanych na podstawie empirycznego eksperymentu.

Tak jest. Choć zauważ, że w tym porównaniu używamy abstrakcji dobrze ugruntowanej do testowania abstrakcji mało pewnej. Na przykład, testem Ogólnej Teorii Względności (OTW) było sfotografowanie położenia gwiazd w pobliżu zaćmionego Słońca. To prawda, że w końcowej fazie test ten sprowadził się do porównania abstrakcyjnych liczb będących pomiarami położenia gwiazd na kliszy fotograficznej z abstrakcyjnymi liczbami uzyskanymi z OTW. Ale metody uzyskiwania tych liczb - zarówno zaczynając od teleskopu czekającego na zaćmienie jak i zaczynając od konkretnego równania matematycznego - były dobrze ugruntowaną, praktycznie pewną wiedzą. A więc koniec końców, test ten sprowadził się do testowania najmniej pewnego ogniwa tym łańcuchu abstrakcji, czyli OTW.

> Czy naprawdę w ten sposób poznajemy rzeczywistość?

Tak właśnie poznajemy rzeczywistość.

> Czy tylko stwierdzamy poprawność pewnej teorii?

Rzeczywistość poznajemy przez testowanie poprawności teorii.

> Ale ta abstrakcja jest opisem rzeczywistości. Jak rzeczywista jest rzeczywistość opisana za pomocą nielogicznych abstrakcji?

Nielogiczna abstrakcja to szwankująca abstrakcja. Aby ją naprawić można próbować ulepszyć logikę (Tarski i inni) albo po prostu ograniczyć jej dziedzinę stosowalności (np. wykluczyć zdania mówiące o sobie samych).

> Na czym w takim razie opierają się teorie naukowe?

W zasadzie na niczym - mogą nawet być generowane zupełnie przypadkowo, czego przykładem jest ewolucja naturalna, która wyprodukowała wiele teorii wbudowanych w nasze mózgi zaczynając od przypadkowych mutacji. Nie generowanie teorii jest istotne, lecz testowanie jej prawdziwości w konfrontacji z rzeczywistością.
16-01-2014 17:46 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>W zasadzie na niczym - mogą nawet być generowane zupełnie przypadkowo, czego przykładem jest ewolucja naturalna, która wyprodukowała wiele teorii wbudowanych w nasze mózgi zaczynając od przypadkowych mutacji. Nie generowanie teorii jest istotne, lecz testowanie jej prawdziwości w konfrontacji z rzeczywistością.

To w sumie zdumiewające, bo co do tego zdania podpisałbym się w 100% i zastanawiam się na ile nasza dyskusja wynika z rzeczywistych różnic, na ile z innego ujęcia lub nawet innego nazywania rzeczy.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Czyli wszystko co Tarski napisał to śmiecie, tak?

Trzeba dodać Godla i współczesną teorię modeli, wykładaną w ramach teorii mnogości - to tzw. podstawy matematyki, które definiują pojęcie prawdy w sposób ścisły, a więc każda konkurencyjna definicja prawda musi być gorsza od definicji z teorii modeli.

doku (Tomasz Kamiński)
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Chciałbym poznać wasze kryterium prawdy i naukowości.

Nie ma łatwiejszego pytania i prostszej odpowiedzi: fizyka.

>Zakładam, że racjonalny człowiek nie wierzy w prawdę naukową na zasadzie autorytetu nauki.

Nie bójmy się wypowiadać prosto i bez ogródek. Jest autorytet fizyki i cała reszta nauk bazuje na tym autorytecie.

Nie znaczy to oczywiście, że fizyka jest niezmiennym dogmatem. Fizyka jest autorytetem właśnie dlatego, że cały czas się zmienia i się bada, i wciąż od nowa się weryfikuje, i cały czas jest podważana i krytykowana ze wszystkich stron. Do kanonu fizyki należy zdanie typu: "jeśli wynik tej obserwacji będzie taki, to cały gmach fizyki trzeba będzie przebudować od podstaw".

I dlatego fizycy są autorytetami dla wszystkich innych naukowców. Można by wręcz sformułować to w formie negatywnej, jako demaskujący papierek lakmusowy - kto nie szanuje fizyków, nie może uchodzić za naukowca

doku (Tomasz Kamiński)
17-01-2014 20:08 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
Szacunek, autorytet, dobrze, że ktoś nie bał się wreszcie nazwać fundamentów krytycznej nauki.
pielgrzym (264 punktów)
(zablokowany)
>Chciałbym poznać wasze kryterium prawdy i naukowości.

Jakiej prawdy, jakiej naukowości? trzeba się zastanowić ile jedno ma z drugim wspólnego, tym bardziej że prawda zależy od punktu widzenia, a z naukowością jak jest każdy widzi! - przykład eksperci smoleńscy ( panie profesorze, słucham panie profesorze itd. )

>Zakładam, że racjonalny człowiek nie wierzy w prawdę naukową na zasadzie autorytetu nauki.

nauka nie może być autorytetem, powinna służyć do obalania autorytetów pseudo moralnych

>Zatem przyjmujecie teorie naukowe za prawdziwe jeśli wiedza naukowa jest budowana w formie
>pozytywnego justyfikacjonizmu, krytycznego czyli popperowskiego falsyfikacjonizmu, czy moze w formie
>zmiękczonego dogmatyzmu, w rozumieniu Khuna czyli przez paradygmaty naukowe?
>Prawdę odnajdujecie w klasycznej koncepcji "zgodnosci z rzeczywistoscią" czy w jakiś nieklasycznych
>teoriach prawdy takich jak koherencyjna czy pragmatyczna?
>A może zostajecie scepyczni kierując sie probalilizmem? Wówczas pytanie, jak wyznaczacie stopień
>prawdopodobności danej teorii.

Prawda jest tak względna, że nie można jej klasyfikować, bezwzględne są fakty ale niestety nie w tym kraju.

Adam30 (-47 punktów)
Czy coś jest prawdą możemy określić tylko jeżeli znamy rzeczywistość jeżeli jej nie znamy nie da się określić ani czy to prawda ani czy to kłamstwo.

Nauka to poszukiwanie prawd o świecie i powinna być weryfikowalna czyli jak ktoś zrobi doświadczenie z jakimś skutkiem to ten skutek powinien być taki sam jeśli ktoś inny zrobi takie samo doświadczenie lub też obserwując coś różni ludzie powinni dochodzić do tych samych wniosków. Z ubolewaniem stwierdzam, że rzeczy mają się całkiem inaczej, otóż ogromna większość przyjmuje za prawdziwe teorie których nie da się zweryfikować np. wielkie kabuuum jako początek wszechświata, lub też celowo przyjmują teorie za prawdziwe nie dlatego, że mają na nie dowody lecz dlatego, że ich zdaniem powinno tak być. Tak oto dochodzimy do wniosku, że jednostki tylko są naukowcami a reszta to zwykli powielacze np. tysiące lat myślano, że ziemia jest płaska nie dlatego, że jest ale dlatego, że ich zdaniem tak powinno być. W dzisiejszych czasach ten sam schemat jest powielany i to w zatrważającej ilości teorii. Naukowiec który przyjmuje jakieś teorie za pewniki i nie szuka nowych a szuka jedynie potwierdzenia starych to już nie naukowiec ale raczej kolo od propagandy.
01-02-2014 19:21 
 Ocena 4 na 4
MarcinK (9189 punktów)

>Nauka to poszukiwanie prawd o świecie i powinna być weryfikowalna czyli jak ktoś zrobi doświadczenie z jakimś skutkiem to ten skutek powinien być taki sam jeśli ktoś inny zrobi takie samo doświadczenie lub też obserwując coś różni ludzie powinni dochodzić do tych samych wniosków.

Tak właśnie jest.

> Z ubolewaniem stwierdzam, że rzeczy mają się całkiem inaczej

Na jakiej podstawie?

>np. wielkie kabuuum jako początek wszechświata

Dość sporo jednak już wiemy:
pl.wikiped(*)falowe_promieniowanie_tła

> Naukowiec który przyjmuje jakieś teorie za pewniki

Raczej przyjmuje, dopóki nie znajdzie lepszych, że te obecne najlepiej modelują rzeczywistość.

>i nie szuka nowych a szuka jedynie potwierdzenia starych to już nie naukowiec ale raczej kolo od propagandy.

Jak to ma się do Twego twierdzenia, że nauka (...) powinna być weryfikowalna?
02-02-2014 00:29 
 Ocena 3 na 3
Frank Holman (5897 punktów)
>Jak to ma się do Twego twierdzenia, że nauka (...) powinna być weryfikowalna?
Nasz nowy czytelnik za dużo się naoglądał tłumaczonych amerykańskich wyrobów lobbystów pseudointeligentnego projektu o tzw. potrzebie demokracji w świecie nauki, czyli finansowania w każdym pokoleniu na nowo dowolnych bzdur, tak aby w tym czasie lobbyści mogli wspierać religię w na tym dostatecznym stopniu, aby nigdy nie zanikła wśród tzw. inteligencji, co obecnie się po prostu dzieje. A cały ten lobbing za pieniądze oszustów i przestępców podatkowych.
02-02-2014 10:14 
 Ocena 7 na 7
MarcinK (9189 punktów)

>Nasz nowy czytelnik za dużo się naoglądał tłumaczonych amerykańskich wyrobów lobbystów pseudointeligentnego projektu o tzw. potrzebie demokracji w świecie nauki,

Poniekąd jest dość zabawny. Podręcznikowy "menckensista":

Cytat:
Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.

Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
02-02-2014 14:59 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52266 punktów)
.
>Nauka to poszukiwanie prawd o świecie i powinna być weryfikowalna czyli jak ktoś zrobi doświadczenie z jakimś skutkiem to ten skutek powinien być taki sam jeśli ktoś inny zrobi takie samo doświadczenie lub też obserwując coś różni ludzie powinni dochodzić do tych samych wniosków.
Plus minus zgoda.

>Z ubolewaniem stwierdzam, że rzeczy mają się całkiem inaczej,
A ja z ubolewaniem stwierdzam, że rzeczy mają się całkiem inaczej,
Popieprzyć głupoty to sobie każdy może, tyle że z tego nic nie wynika.

>otóż ogromna większość przyjmuje za prawdziwe teorie których nie da się zweryfikować np. wielkie kabuuum jako początek wszechświata,
Nie wiem, co prawda, czym jest "wielkie kabuuum", ale tzw. 'wielki wybuch' jest weryfikowalny. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,577720#w577791
www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,573743#w577076

>lub też celowo przyjmują teorie za prawdziwe nie dlatego, że mają na nie dowody lecz dlatego, że ich zdaniem powinno tak być.
Takie podejście dotyczy tylko różnej maści fideistów, a racjonalizm takiego podejścia nie akceptuje.

>Tak oto dochodzimy do wniosku, że jednostki tylko są naukowcami a reszta to zwykli powielacze np. tysiące lat myślano, że ziemia jest płaska nie dlatego, że jest ale dlatego, że ich zdaniem tak powinno być.
Tak, 10% ludzi jest bardzo mądrych i 10% bardzo głupich. w 80% mieści się całe spektrum normalności, ale jest gorzej, gdyż 90% całości, to ludzie opierający swoje poglądy na wierze w przeróżne "bałwany", może to być "płaska ziemia", a może to być "Jezus ukochany". Tylko dziesięć (no może piętnaście) procent to różni heretycy, z czego 2-3 antyfideiści-ateiści.

>W dzisiejszych czasach ten sam schemat jest powielany i to w zatrważającej ilości teorii.
W nauce, gdy stawia się tezy, to trzeba przedstawić jakieś dowody na ich obronę, a Pan bzdury bez merytorycznego pokrycia opowiada i zarzuca nierzetelność nauce.

>Naukowiec który przyjmuje jakieś teorie za pewniki i nie szuka nowych a szuka jedynie potwierdzenia starych to już nie naukowiec ale raczej kolo od propagandy.
Dla racjonalistów autorytetem nie są konkretni uczeni, a nauka jako całość. Poczytaj Pan trochę, trochę Pan się poucz zanim zacznie Pan innych pouczać i nauczać, gdyż tak to tylko Pan się tu ośmiesza.
To forum dla inteligencji, a nie katecheza dla podstawówek.

Miłego dnia.

@@@
.
>

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365