 |
Problem wiary i wspólnego życia Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-02-2014 13:34 | rozbity (24 punktów) | Problem wiary i wspólnego życia
7 na 7 | Witajcie, trafiłem na to forum, ponieważ poszukiwałem informacji w kwestii, która niestety mnie dotknęła. Jeśli jest to odgrzewany kotlet to przepraszam i moderator pewnie wywali go do kosza. Nigdy nie myślałem, że będę pisał bądź też rozmawiał o takich kwestiach w internecie. Ale lubię słuchać innych ludzi, może ktoś wpłynie na mój punkt widzenia, otworzy oczy albo wskaże coś na co wcześniej nie zwracałem uwagi. Inaczej mówiąc - rozmowy z innymi ludzmi przynamniej dla mnie wnoszą bardzo dużo  . Meritum: Ja półateista półkatolik, ona katoliczka praktykująca. Zapytacie dlaczego jestem pół na pół - nie neguję że bóg może istnieć, czasami nawet patrząc na ogrom otaczającego nas świata i rzeczy których nie rozumiemy byłoby łatwiej wiedząc, że jest ktoś kto to kontroluje. Czasami jednak mi się to gryzie ze stroną ateisty. Nie byłem ochrzony, rodzice za co jestem im wdzięczny pozostawili mi wolny wybór, nie byłem zmuszony do wiary. Na religię chodziłem, mogłem się też z niej wypisać - w tej kwestii rodzice też nie robili problemów. Dodam, iż oboje są katolikami ale nie praktykującymi. Żyłem i żyję sobie spokojnie obok religii dopóki ona mnie nie dotyka. Nie dałbym się do niej zmusić albo zrobić coś wbrew sobie. Wiarę widzę na swój sposób, nie chcę jej interpretować tak jak ktoś mi nakaże. Też nie uważam, że katolicyzm to zło wcielone, wręcz przeciwnie. Uważam, że chociaż 10 przykazań dla człowieka nie związanego z religią mogą być atrybutem dobrej osoby o moralnym postępowaniu. Moja kobieta jak już napisałem jest wierząca i praktykująca. Religia jest dla niej ważną częścią życia. Uczęszczała na pielgrzymki, w miarę regularnie chodzi na msze do kościoła. W chwilach zwątpienia i bezsilności, wiara dodawała jej otuchy. Drodzy forumowicze, widzicie na pewno, że wybuchowa mieszanka, woda i ogień. Jesteśmy młodymi ludźmi, którzy nie mieli super różowego dzieciństwa, spotykały nas podobne problemy rodzinne i osobiste. Takie zrozumienie dało nam bardzo silną więź i uczucie. Oboje staramy się osiągnąć coś w życiu, ja studiuję i pracuję w zawodzie, moja wybranka kończy studia. O ile w większości spraw ludzkich takich jak załatwienie czegoś, pomoc sobie na wzajem, wsparcie itd. funkcjonujemy jak jeden mechanizm, tak w kwestii wiary nie. Ona chce ślubu kościelnego, chce wychować dzieci w wierze katolickiej. Mi się ten pomysł nie podoba, nie odrzucam go w ogóle, ale najzwyczajniej w świecie mi się nie podoba. Dla mnie potomek powinien mieć wolny wybór jak dorośnie i jest świadomy wyboru. Ona sobie nie wyobraża nie spędzania świąt "po katolicku", świętowania takich uroczystości jak boże narodzenie w kościele, chrzciny, św. komunia itd.. O ile rozumiem, że wiara może być dla kogoś ważna tak usłyszałem z jej strony, że dla niej to ważne i z ewentualnym dzieckiem i wiarą nie ustąpi. Powiem chamsko i pewnie ktoś mnie za to wymiesza z błotem - nie rozumiem dlaczego z chrzcinami nie można zaczekać aż ktoś jest już świadomy swoich wyborów? gdy młody człowiek ma paręnaście lat i rozumie. Nie mam na myśli tutaj odcięcia go od wiary, lecz tłumaczenia, że są różne religie i różne drogi życia. Czyżby to było łapanie kogoś póki jeszcze nie wie o co chodzi? Nie rozumiem tego. Ze ślubem podobnie, usłyszałem, że ślubu nie kościelnego może rodzina nie zaakceptować i może do niego nie dojść. Tutaj aż sam się zaśmiałem, nie świadczy to o nikim dobrze jak jest pod wpływem innych ludzi. Drodzy czytelnicy i w spół dyskutanci, szczerze powiem wam, że pierwszy raz w życiu przez te rozmowy zacząłem patrzeć na wiarę jak na zagrożenie, coś czego się boję, coś co może ze mną wygrać i mogę stracić to co kocham i na czym mi zależy. Zadając pytanie gdzie w tym wszystkim jestem ja, moje zdanie i tolerancja nie dostaję konkretnej odpowiedzi albo stwierdzenie "dla mnie tak musi być". Pytam się więc gdzie w tej całej wierze jest miłość do drugiego człowieka i posznaowanie go? Może powiecie, że ja robię problemy. To, że czuję się przez "brak wiary" jako problem to swoją drogą. Ja makceptuję i toleruję tą wiarę, nie zamierzam jej od niej odciągać. Nie toleruję religijnej znieczulicy wobec ludzi o innych poglądach. Ja nie zamierzam nikomu zabronić wiary, jeśli mój potomek byłby wychowany tak jak ja i pewnego dnia powiedział mi "ojciec, będę katolikiem bo to dla mnie ważne i czuję się z tym super" to bym mu głowy nie zmył i z uśmiechem na twarzy zaakceptował. Przepraszam, że piszę w taki roztrzepany sposób. Całość może ciężko się czyta  . Po prostu jestem załamany i tracę wiarę (  ) w ludzi. Wiem, że wiara jest indywidualną sprawą każdego z nas, ale gdzie przy tym wszystkim w połączeniu z miłością jest druga połówka? Gdzie ustępstwa? Jednostronne? Mimo, że jestem młody i moje życie nie zawsze było usłane różami to radziłem sobie z dużymi problemami. Niestety to mnie przerasta, jestem chyba w martwym punkcie z dwoma wyjściami. Nie wspominając o tym, że z katolikiem rozmawia się bardzo ciężko na temat wiary, nie są prawie w ogóle przyjąć innego punktu widzenia. Z przykrością przekonałem się o tym na przyjacielu a teraz kobiecie. Na prawdę, w sferze życia czysto ludzkiej jest idealnie, w sferze religijnej nie. Powiem kolejną nie fajną rzecz - byłoby fajnie gdyby nie było wiary, albo "innowierców'  Zawsze uważałem, że życie to sztuka kompromisów. Tutaj ich nie widzę, wybranka twierdzi, że przez ateistę czeka ją wiele wyrzeczeń chociażby "rodzinne msze w niedzielę bez partnera/ męża". Mam bardzo silne uczucia wobec niej, przywiązuję się mocno i jestem w tym szczery i oddany. Wydaje mi się, że to jest patowa sytuacja. Albo się dognę i zgodzę na coś z czym nie chcę mieć za dużo do czynienia albo rozstanie. Moja kobieta twierdzi, że mnie kocha i jeśli mam być nieszczęśliwy to powinienem od niej odejść i znaleźć sobie inną z podobnymi poglądami. To straszne, że przez wiarę odrzuca się coś co się kocha i na czym nam zależy. Za jakiekolwiek podpowiedzi albo dobre rady z góry dziękuję. Może akurat Twoja odpowiedź pozwoli mi spojrzeć na to z innej strony  serdecznie pozdrawiam, rozbity | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Astorre (1 punktów) | > Za jakiekolwiek podpowiedzi albo dobre rady z góry dziękuję. Może akurat Twoja odpowiedź pozwoli mi> spojrzeć na to z innej strony  > serdecznie pozdrawiam,> rozbityMozesz starać się dyskutować w kwestii co będzie realnie lepsze dla twojego dziecka, jednoczesnie nie atakując jej wiary. Proponuje przedstawic choćby taki filmik i isc w tym kierunku. Jezeli wybranka serca nie dostanie odpowiedniego materiału aby spojrzec z innej strony to prawdopodobnie będzie na siłe wtłaczała dziecku to w czym sama została wychowana. Nalezy przedstawic jak najwięcej pozytywnych skutków dziecka wolnego od wiary. Proponuje także zajrzeć trochę do pisma w którym to nasz stwórca nakazuje mordy, nienawisc do kobiet itd. Pomogłem? Mam nadzieję. www.youtube.com/watch?v=DUxqP-vjKL8
|
|
5 na 5 | hamp (3461 punktów) | > Żyłem i żyję sobie spokojnie obok religii dopóki ona mnie nie dotyka. Nie dałbym się do niej zmusić albo zrobić coś wbrew sobie.Słusznie. > Ona chce ślubu kościelnego, chce wychować dzieci w wierze katolickiej. Mi się ten pomysł nie podoba, nie odrzucam go w ogóle, ale najzwyczajniej w świecie mi się nie podoba.> Dla mnie potomek powinien mieć wolny wybór jak dorośnie i jest świadomy wyboru.Powinien. > O ile rozumiem, że wiara może być dla kogoś ważna tak usłyszałem z jej strony, że dla niej to ważne i z ewentualnym dzieckiem i wiarą nie ustąpi.Ale ktoś ustąpić będzie musiał, hm? > Nie mam na myśli tutaj odcięcia go od wiary, lecz tłumaczenia, że są różne religie i różne drogi życia.Słusznie! > Czyżby to było łapanie kogoś póki jeszcze nie wie o co chodzi?Tak. > Ze ślubem podobnie, usłyszałem, że ślubu nie kościelnego może rodzina nie zaakceptować i może do niego nie dojść.> Tutaj aż sam się zaśmiałem, nie świadczy to o nikim dobrze jak jest pod wpływem innych ludzi. Drodzy czytelnicy i w spół dyskutanci, szczerze powiem wam, że pierwszy raz w życiu przez te rozmowy zacząłem patrzeć na wiarę jak na zagrożenie, coś czego się boję, coś co może ze mną wygrać i mogę stracić to co kocham i na czym mi zależy.> Zadając pytanie gdzie w tym wszystkim jestem ja, moje zdanie i tolerancja nie dostaję konkretnej odpowiedzi albo stwierdzenie "dla mnie tak musi być".Jeżeli dla niej tak musi być, to jedyne co tobie pozostaje to zapytanie samego siebie, czy dla ciebie tak może być. > Niestety to mnie przerasta, jestem chyba w martwym punkcie z dwoma wyjściami. Nie wspominając o tym, że z katolikiem rozmawia się bardzo ciężko na temat wiary, nie są prawie w ogóle przyjąć innego punktu widzenia.> Z przykrością przekonałem się o tym na przyjacielu a teraz kobiecie.> Na prawdę, w sferze życia czysto ludzkiej jest idealnie, w sferze religijnej nie.Problem chyba tkwi w tym, że dla ciebie ta sfera religijna jest mało ważna w codziennym życiu, a dla niej bardzo. > Powiem kolejną nie fajną rzecz - byłoby fajnie gdyby nie było wiary (...)Tak  > Wydaje mi się, że to jest patowa sytuacja. Albo się dognę i zgodzę na coś z czym nie chcę mieć za dużo do czynienia albo rozstanie.> Moja kobieta twierdzi, że mnie kocha i jeśli mam być nieszczęśliwy to powinienem od niej odejść i znaleźć sobie inną z podobnymi poglądami. To straszne, że przez wiarę odrzuca się coś co się kocha i na czym nam zależy.Jeżeli się dogniesz to będziesz się całe życie męczyć. Odpuść sobie tę dziołchę. Człowiek się przywiązuje i czasami na siłę stara ratować to, co nie ma przyszłości. Jeżeli ona nie chce szukać kompromisu, to jej wina. Może po latach zrozumie, że popełniła błąd. Po twojej wypowiedzi widać, że jesteś roztropnym człowiekiem, twoje podejście do tych wszystkich spraw określiłbym jako zdrowe.
|
|
 | 5 na 5 | rozbity (24 punktów) | Na wstępie dziękuję wszystkim za odpowiedzi  > Jeżeli się dogniesz to będziesz się całe życie męczyć. Odpuść sobie tę dziołchę.> Człowiek się przywiązuje i czasami na siłę stara ratować to, co nie ma przyszłości. Jeżeli ona nie chce szukać kompromisu, to jej wina.> Może po latach zrozumie, że popełniła błąd.> Po twojej wypowiedzi widać, że jesteś roztropnym człowiekiem, twoje podejście do tych wszystkich spraw określiłbym jako zdrowe.Jestem młody, raptem 25 lat. Naprawdę jest mi dobrze z tą dziewczyną pod każdym względem prócz poruszonego w tym wątku. Moim marzeniem jest stworzenie fajnej rodziny, i dawanie dobrego przykładu. Nie tylko dla siebie żyjemy, chcemy tworzyć i zostawiać po sobie ślady. Nie potrafię od tak po prostu odrzucić człowieka jakim by nie był. Do tego jest to miłość, którą każdy definiuje i czuje na swój sposób. Martwi mnie wiara. Wybranka jak mi to powiedziała "miałam nadzieję, że kiedyś uda mi się Ciebie przekonać do wiary i wstąpisz do kościoła". Niestety ale podczas dyskusji na temat religii zacząłem się jej bać (wiary) i nie rozumieć. Nie przytoczę żadnego konkretnego przykładu, lecz czasami odnosiłem wrażenie, że "człowieka, który zagraża naszej wierze należy opuścić żeby jej nie stracić". Patrzę od strony czysto ludzkiej, może mi się nie podobać jakaś osoba ale wydaje mi się, że pomimo koloru skóry, orientacji seksualnej czy religii to człowiek jest człowiekiem i kropka. Nie można tak po prostu kogoś skreślić. Rozumiem, że dla mojej ładniejszej połówki wiara jest ważna, odegrała w jej życiu istotną rolę wsparcia psychicznego w chwilach zwątpienia i chce ona tego samego dla ewentualnego dziecka. Moje pytania są tutaj niewygodne, bo pytam wprost skąd wiadomo, że ono tego chce? Odpowiedź - To jest wola rodziców i mogą mu nakazać. Świetnie, "nakazy", a druga kwestia jej wypowiedzi - "rodziców", moim nieszczęśliwym wypadku poprawna forma to "rodzica". Nie wiem jak się to skończy, będę walczył o kompromis, nie zwinę się jak obrażony albo z podkulonym ogonem. Jestem facetem, mam uczucia i się ich nie wstydzę, mam wizje i perspektywy, lecz nie chcę dać się zepchnąć tylko do roli przyjaciółki do pogadanek, kochanka i kogoś kto będzie zarabiał. Nikt nie lubi być lekceważony. Poza tym boli mnie, że jak sama twierdzi jestem w jej "szablonie" idealnym partnerem. Abstynentem, nigdy nie ćpałem, studiuję drugi fakultet techniczny, sumiennie pracuję, zdobywam doświadczenie, walczę o lepszy byt, pod względem fizycznym też dla niej jestem idealnym mężczyznom. To jest do kitu, że pomimo tych wszystkich zalet jakie widzi, być może polegnę bo nie jestem katolikiem z krwi i kości. Dziękuje Ci za odpowiedź, wezmę Twoje spostrzeżenia pod uwagę. Wydaje mi się, że szczera rozmowa jak każde inne jakie z nią przeprowadzałem jest konieczna żeby wypracować kompromis. Boję się tylko, że nie przebiję się przez religijny mur.
|
|
|  | 15 na 15 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | No cóż, typowe. To nie z tobą bierze ślub, tylko ze swoim ideałem zmontowanym w swojej głowie. I tego chce i tego oczekuje. Jesteś przedmiotem, a nie podmiotem. Nie liczy się to, co ty chcesz i czujesz, twoje potrzeby, uczucia, wartości i emocje, ale jej jedynosłuszny wizerunek. Ciebie nie ma. Jest tylko ten jej ideał. Za chwilę jeszcze strzeli ci fochem i obwini za swoje nieszczęście, bo jej żądze i popędy nie będą w pełni zaspokojone. Będzie nieszczęśliwa, bo jej idealny wizerunek, który jest dla niej podmiotem rzutuje na przedmiot-Ciebie i jej to nie działa. Przez ciebie. Może otrzeźwieje kiedyś i wyjrzy poza swoje ego, a może nie i będzie cierpieć latami albo ucieknie z kimś "lepszym". Moje doświadczenie podpowiada mi, że będzie ciężko, ale może będziesz miał szczęście. Przepraszam, że tak prosto z mostu i bez lukru, ale czasami tak mam.
|
|
| |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > Moje doświadczenie podpowiada mi, że będzie ciężko, ale może będziesz miał szczęście.> Przepraszam, że tak prosto z mostu i bez lukru, ale czasami tak mam.Toś go, kurde, pocieszył... www.racjonalista.pl/forum.php/s,604870#w605070Nie mówię, że nie masz racji, ale jednak słyszałem i czytałem (również na tym forum) deklaracje o długich, szczęśiwych małżenstwach osób o odmiennych światopoglądach. Jednocześnie ten sam światopogląd w związku zupełnie ani zrozumienia, ani szczęścia, ani długotrwałości tegoż związku nie gwarantuje. Zwłaszcza światopogląd krytyczny i niezależny wręcz sprzyja rozstaniom, że sobie pozwolę na taką być może kontrowersyjną (?) tezę.
|
|
| | |  | 1 na 1 | szarley (54906 punktów) | > Nie mówię, że nie masz racji, ale jednak słyszałem i czytałem (również na tym forum) deklaracje o długich, szczęśiwych małżenstwach osób o odmiennych światopoglądach.Tym razem Ciebie zacytuję www.racjonalista.pl/forum.php/s,604504#w604578
|
|
| | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >Nie mówię, że nie masz racji, ale jednak słyszałem i czytałem (również na tym forum) deklaracje o długich, szczęśiwych małżenstwach osób o odmiennych światopoglądach.> Tym razem Ciebie zacytuję> www.racjonalista.pl/forum.php/s,604504#w604578W tym kontekście mimo wszystko nieco tajemniczo Ci to teraz wyszło. Domyślam się wprawdzie ... ale pewności nie mam...
|
|
|  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | >Nie potrafię od tak po prostu odrzucić człowieka jakim by nie był.
Zdaje się że to ona Ciebie nie akceptuje takim jakim jesteś.
>Do tego jest to miłość, którą każdy definiuje i czuje na swój sposób.
Brak tolerancji dla Twojej odmienności, zapędy aby nakłonić Cię do udziału w obrzędach katolickich mówią że ona kocha swoją idealizację Ciebie. Przy dokładniejszym poznaniu poczuje rozczarowanie, a może poczucie zagrożenia dla swojej wiary. Jeśli Ty nie wierzysz to pewnie masz po temu przesłanki, mogłoby to podkopać jej religijność.
>Wybranka jak mi to powiedziała "miałam nadzieję, że kiedyś uda mi się Ciebie przekonać do wiary i wstąpisz do kościoła".
W jakim celu- czyżby duszpasterze byli godni zaufania, naśladowania?
>odnosiłem wrażenie, że "człowieka, który zagraża naszej wierze należy opuścić żeby jej nie stracić".
Jeśli ktoś nie wierzy to ma po temu przesłanki, a to może spowodować rewizję przekonań u wierzącego, sprawia że trudniej wierzyć.
>może mi się nie podobać jakaś osoba ale wydaje mi się, że pomimo koloru skóry, orientacji seksualnej czy religii to człowiek jest człowiekiem i kropka. Nie można tak po prostu kogoś skreślić.
Odmieńcowi należy się tolerancja, szacunek dla człowieka ale dla miłości potrzeba czegoś więcej. Aby kogoś pokochać potrzeba upodobania w drugim człowieku.
>wiara jest ważna, odegrała w jej życiu istotną rolę wsparcia psychicznego w chwilach zwątpienia i chce ona tego samego dla ewentualnego dziecka.
Wsparcia psychicznego dla dziecka powinni udzielać rodzice, przypisanie tego zadania Bogu, to próba przerzucenia odpowiedzialności.
>To jest wola rodziców i mogą mu nakazać.
Niektórzy posuwają się w nakazach daleko, np. narzucają dziecku wybór zawodu. Jest to brak poszanowania indywidualności dziecka, przedmiotowe traktowanie. "Wzorowe" dziecko ma dowartościowywać rodziców.
>Nie wiem jak się to skończy, będę walczył o kompromis,
Do osiągnięcia kompromisu potrzeba woli obu stron, jeżeli ona nie będzie się sztywno trzymać swego, to będzie możliwy.
>walczę o lepszy byt,
Fortuna na pstrym koniu jeździ, do dobrego samopoczucia potrzeba także zadowalającej relacji międzyludzkiej.
>być może polegnę
Jeżeli doznasz porażki, to wyciągnij wnioski. W przyszłości staraj się najpierw poznać kobietę, jej wizję partnerstwa, rodziny, a dopiero się przywiązuj.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
|  | 8 na 8 | Kuba K. (3909 punktów) | >Jestem młody, raptem 25 lat. Naprawdę jest mi dobrze z tą dziewczyną pod każdym względem prócz poruszonego w tym wątku. (...) Martwi mnie wiara.
Mam niejasne wrażenie, że ciut fałszywie postrzegasz problem. To nie wiara, jako taka jest tu problemem, tylko kwestia w jaki podchodzi do niej Twoja dziewczyna. A podchodzi w taki sposób, że ja brałbym nogi za pas, póki jeszcze można. To, co opisujesz świadczy raczej o dość skrajnym podejściu Twojej panny do kwestii związanych z wiarą katolicką, więc łudzenie się mglistą perspektywą zawarcia jakiegoś zgniłego kompromisu wydaje mi się nierealne. Obawiam się raczej, że grozi Ci scenariusz oparty na schemacie "daj diabłu palec". Najpierw dla świętego spokoju zgodzisz się na ślub, później "dla towarzystwa" będziesz uczęszczał do kościoła, ochrzcisz dzieci (a pewnie najpierw i sam siebie) itd, itp. A skończy się to tak, że będziesz miał pewne opory przed spojrzeniem się w lustro. W mojej opinii nie warto brnąć w hipokryzję - lepiej postawić sprawę jasno, choćby na ostrzu noża. Nie jest to łatwe, ale w dłuższej perspektywie lepiej rokuje. Mam nadzieję, że nie poczułeś się dotknięty moimi dość brutalnymi "dobrymi radami", ale doświadczenie życiowe podpowiada mi, że pakowanie się w opisany przez Ciebie układ przypomina wkładanie głowy w pętlę - uciekaj póki możesz!
|
|
|  | 1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | >Jestem facetem, mam uczucia i się ich nie wstydzę, mam wizje i perspektywy, lecz nie chcę dać się zepchnąć tylko do roli przyjaciółki do pogadanek, kochanka i kogoś kto będzie zarabiał. Nikt nie lubi być lekceważony.
Ale my faceci zwykle tym właśnie jesteśmy. Po co z tym walczyć. Walcz lepiej o systematyczny czas wolny na wyjścia z kumplami do końca swoich dni. I byś miał prawo podczas takich wyjść do pełnej wolności, bez żadnego nawet kobiecego marzenia o obowiązku opowiadania komukolwiek jak i z kim spędzasz swój wolny czas. A to jak atrakcyjnie go spędzasz i jakie stawiasz sobie granice, aby zależało tylko i wyłącznie od ciebie. To się liczy w związku: prawo do fragmentów swojej wolności, a nie religia. I naucz się młody człowieku ignorować "babskie gadanie", bo w życiu się wykończysz od tego, a efekty będą żadne.
|
|
4 na 4 | sable (465 punktów) | Miłość to tylko chemia mózgu Cała ta Jedyna Wielka Prawdziwa Miłość to po prostu dopamina.
Dopamina to mały boży neuroprzekaźnik, lepiej znany pod nazwą romantycznej miłości. A także noradrenalina, znana jako zauroczenie. To naturalne środki pobudzające. Gdy się zakochujesz, substancje te, wraz z ich kuzynami, zaczynają taniec na rurze wokół neuronów twego mózgu. Skaczą wokół układu limbicznego, skupiając uwagę, wywołując pożądanie, obsesyjne myśli, żądzę popełniania niemoralnych aktów z twoim ukochanym podczas czekania na zmianę świateł w centrum miasta, i tym podobne.
W bocznych częściach mózgu są dwa obiekty, zwane jądrami ogoniastymi. Zajmują się ruchami ciała oraz układem nagrody - systemem naszego umysłu odpowiedzialnym za ogólne pobudzenie, odczuwanie przyjemności i motywację do zdobywania nagród
Na serotoninę, kolejny neuroprzekaźnik mózgu, związany z obsesją, depresją i gonitwą myśli, mocno wpływają - na poziomie molekularnym - romans i wzbierająca dopamina. Osoby, które właśnie się zakochały oraz osoby z zaburzeniami obsesyjno- kompulsywnymi wykazują równie obniżony poziom płytkowego transportera 5-HT. Innymi słowy, dopamina wydaje się tłumić działanie serotoniny, co z kolei wyzwala obsesyjno-kompulsywny sposób myślenia.
Do akcji wkracza oksytocyna i inne substancje w twoim mózgu, aby zbudować więź z kochankiem, tworząc łagodniejszy i bardziej zrównoważony związek. Dopamina opuszcza scenę romansu, wkracza na nią jądro półleżące, kora wyspy i boczna kora oczodołowo- czołowa. Te obszary rozświetlają się w mózgach porzuconych kochanków, gdy patrzą na zdjęcia byłych ukochanych. Są związane z podejmowaniem dużego ryzyka, uzależnieniem, bólem fizycznym i zaburzeniami obsesyjno- kompulsywnymi. Dlatego - teoretyzują naukowcy - ludzie obsesyjnie myślą o utraconej miłości i w skrajnych przypadkach posuwają się do prześladowania, samobójstwa czy zabójstwa.
|
|
| Yksiński (179 punktów) | Z katechizmu KK: "1250 Dzieci, rodząc się z upadłą i skażoną grzechem pierworodnym naturą, również potrzebują nowego narodzenia w chrzcie 36 , aby zostały wyzwolone z mocy ciemności i przeniesione do Królestwa wolności dzieci Bożych 37 , do którego są powołani wszyscy ludzie. Czysta darmowość łaski zbawienia jest szczególnie widoczna przy chrzcie dzieci. Gdyby Kościół i rodzice nie dopuszczali dziecka do chrztu zaraz po urodzeniu, pozbawialiby je bezcennej łaski stania się dzieckiem Bożym 38 . 1251 Rodzice chrześcijańscy powinni uznać, że taka praktyka odpowiada także ich roli opiekunów życia, powierzonej im przez Boga 39".
Krótko mówiąc odpuszczając sobie chrzest dziecka Twoja druga połówka de facto odwróciłaby się od swojej dotychczasowej wiary i przekonań. Zdaje się, że postawiłaby się wtedy w pozycji, jaką mają osoby wierzące, a żyjące w tzw. niesakramentalnych związkach. Do kościoła sobie by nadal przyjść mogła, pomodlić też, ale komunia i ważna spowiedź odpadają. Jeśli więc jest osobą, jak piszesz głęboko wierzącą, to jakikolwiek kompromis tu odpada. Reszta wydaje mi się, że byłaby między Wami do dogadania, jeśli Wam zależy na związku. Ale ustąpić musielibyście i to sporo oboje. Pytanie tylko czy jesteście na to gotowi. Bo z tego co napisałeś wynika, że rozbieżności jest sporo. Dlatego raczej powinniście poważnie i dość szczegółowo omówić między sobą, czego oczekujecie od siebie w przyszłości i na podstawie tego zdecydować, czy taka wspólna przyszłość jest między Wami w ogóle możliwa.
|
|
 | 1 na 1 | rozbity (24 punktów) | >Krótko mówiąc odpuszczając sobie chrzest dziecka Twoja druga połówka de facto odwróciłaby się od swojej dotychczasowej wiary i przekonań. Zdaje się, że postawiłaby się wtedy w pozycji, jaką mają osoby wierzące, a żyjące w tzw. niesakramentalnych związkach. Do kościoła sobie by nadal przyjść mogła, pomodlić też, ale komunia i ważna spowiedź odpadają. Jeśli więc jest osobą, jak piszesz głęboko wierzącą, to jakikolwiek kompromis tu odpada. >Reszta wydaje mi się, że byłaby między Wami do dogadania, jeśli Wam zależy na związku. Ale ustąpić musielibyście i to sporo oboje. Pytanie tylko czy jesteście na to gotowi. Bo z tego co napisałeś wynika, że rozbieżności jest sporo. Dlatego raczej powinniście poważnie i dość szczegółowo omówić między sobą, czego oczekujecie od siebie w przyszłości i na podstawie tego zdecydować, czy taka wspólna przyszłość jest między Wami w ogóle możliwa.
Dzięki za cytat. To mi też sporo tłumaczy, ja tego nie znam i teraz się dowiaduję. Winna też tutaj niewiedza. Jeśli tak katolikom wpojono do głowy to tak dla nich jest. Mi się to osobiście średnio podoba, ale to są moje odczucia. Największym w cudzysłowie "problemem" jest tutaj pewnego rodzaju już totalne zaślepienie na inne poglądy i tutaj zdania nie zmienię. Jak ona to określiła dla niej to "naturalne", dla mnie już nie i miała brutalne zderzenie z rzeczywistością. Biciem piany nie zmienię takich zasad, najzwyczajniej mogę stwierdzić, iż nauki KK nie liczą się z innymi aniżeli ich własnymi poglądami. Jak już mówiłem, ja jestem w stanie to tolerować i zaakceptować. Jeśli kiedyś mój dzieciak miałby być lepszym człowiekiem dzięki wierze to wchodzę w to. Jedynie nie zniosę lekceważenia i braku tolerancji do moich przekonań i prób zmienienia mnie. Jestem zdania, że jeśli zmieniamy się na siłę pod presją i nie jest to nasz racjonalny wybór to niszczymy siebie. Tak jak napisałeś, płaci się pewną cenę za takie ustępstwa. Pytanie jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, lecz to już indywidualna kwestia każdego człowieka. Mi to nie szkodzi, chociaż wydaje mi się, że ponoszę tutaj największą "ofiarę" rezygnując ze swoich idei.
|
|
|  | | panTeista (6808 punktów) | >najzwyczajniej mogę stwierdzić, iż nauki KK nie liczą się z innymi aniżeli ich własnymi poglądami.
Przywódcy religijni mają to do siebie, chcą narzucać wiarę by czerpać z tego korzyści osobiste.
>Jestem zdania, że jeśli zmieniamy się na siłę pod presją i nie jest to nasz racjonalny wybór to niszczymy siebie.
Raczej to wywierający presję niszczy naszą indywidualność.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
2 na 2 | SzanownyPan27 (226 punktów) | Widzisz. Twoja sytuacja jest podobna do mojej. Jestem w rodzinie jedynym przedstawicielem popierającym teorię ewolucji. Ty zaś jesteś, jak sam siebie nazwałeś "półateistą" - tutaj powinieneś troszeczkę poczytać na temat ateizmu lub innych rozwiązań czy popierasz teistyczny ewolucjonizm, progresywny kreacjonizm, czy jesteś bardziej za ewolucją czy samym kreacjonizmem (choć moim zdaniem tworzenie wszelkich tego typu kategorii ) zostało sprytnie zaplanowane przez chrześcijan, tak a by nie do końca podpisać się pod ewolucją.
Ja nie określam siebie mianem ateisty, tylko i wyłącznie dlatego że nie przypominam sobie podpisania jakiegoś dokumentu. Nie lubię kiedy ktoś nazywa mnie ateistą, nie przypominam sobie też podjęcia decyzji przynależności do czegoś lub kogoś, grupy posiadają tendencję do zmian i ciągłych modyfikacji - te niekoniecznie jako zwolennik teorii ewolucji muszę akceptować .Przede wszystkim określ kim jesteś,stwórz własną definicję życia.
Moja kobieta chciałaby wziąć ślub kościelny, powiedziałem że mógłbym to dla niej zrobić ale musi zapamiętać jedno, moja przysięga małżeńska dotyczy mnie i jej. W wypadku mojej kobiety przysięga dotyczy jej, boga, mnie - jest on traktowany niczym pośrednik. Prościej mówiąc słowa wypowiadane wobec "urojonego Boga" guzik mnie obchodzą.
Co do kwestii wypadów kościelnych, moja kobieta próbowała różnych sposobów wabienia mnie do kościoła. Chodziłem tam i ani razu nie otworzyłem buzi. Wtedy powiedziałem wprost, jeżeli przeczytasz wszystkie książki, które przeczytałem ja i porozmawiasz ze mną rzeczowo o ewolucji wspólnie znajdziemy rozwiązanie. Nie chciała - z czystego lenistwa. Wytłumaczyłem mimo wszystko na czym polegają różnice między nami. Doszliśmy do porozumienia "Ty nie zmuszasz mnie do czytania książek, ja nie zmuszam ciebie do chodzenia na mszę". Od tamtej pory żyjemy w zgodzie. Zaszła jednak pewna zmiana, ona bardzo często zagląda mi przez ramię kiedy piszę o ewolucji. Piszę dla relaksu, to moje hobby.
|
|
2 na 2 | farmer (22440 punktów) |
>Moja kobieta twierdzi, że mnie kocha i jeśli mam być nieszczęśliwy to powinienem od niej odejść i >znaleźć sobie inną z podobnymi poglądami.
W zasadzie to już masz po zamiatane. Tu brak równowagi. Ktoś tu kogoś "ma".
Pozostaje Ci powiedzieć "sprawdzam". Ale do tego to lepiej mieć dobry grunt.
|
|
2 na 2 | plodzien (7378 punktów) |
> Za jakiekolwiek podpowiedzi albo dobre rady z góry dziękuję. Może akurat Twoja odpowiedź pozwoli mi spojrzeć na to z innej strony  Twierdzisz, że bardzo ją kochasz i tylko z powodu głupiego przywiązania do jakiejś wiary chcesz ją opuścić ? Zrób to i znajdź sobie inną; może mądrzejszą i bardziej nudną? Moja praktyczna rada jest taka: jeśli oboje obdarzacie się gorącym uczuciem; jeśli dziewczyna ma zupełnie niekatolickie podejście do seksu - to bierz ją z dobrodziejstwem (?) inwentarza a sprawy same się ułożą. A jeśli się nie ułożą to ona się rozwiedzie (tzw. często występujące u katolików branie z nauk co przydatne a odrzucanie kul u nogi) albo ty się rozwiedziesz. Ale pięknych wspomnień nawet w piekle ci nie odbiorą. PS. O wychowanie dzieci się nie martw. Można delikatnie, cierpliwie i powoli acz skutecznie panaboga dyskredytować w oczach dziecka do tego stopnia, że stara ani sie spostrzeże, gdy sama łazić zacznie do kościoła. Zapewniam.
|
|
6 na 6 | panTeista (6808 punktów) | Witam > nie uważam, że katolicyzm to zło wcielone,Za jego (katolicyzmu) sprawą masz problem w ważnej kwestii zawierania małżeństwa i wychowywania potomstwa. > Religia jest dla niej ważną częścią życia.> Uczęszczała na pielgrzymki, w miarę regularnie chodzi na msze do kościoła.To może jako jedyną formę planowania liczby dzieci uważa tylko kalendarzyk dni niepłodnych. > Ona chce ślubu kościelnego, chce wychować dzieci w wierze katolickiej.Może chce tego bardziej niż udanego małżeństwa i kochającej się rodziny. > Dla mnie potomek powinien mieć wolny wybór jak dorośnie i jest świadomy wyboru.Twoja wybranka nie tylko chce wybierać za dziecko ale co gorsza chce wpływać na Ciebie abyś praktykował (chodził z nią do kościoła). > O ile rozumiem, że wiara może być dla kogoś ważna tak usłyszałem z jej strony, że dla niej to ważne i z ewentualnym dzieckiem i wiarą nie ustąpi.Dla wspólnoty wyznaniowej niektórzy opuszczają rodzinę, tak bezwzględnie działają przewodnicy religijni. > nie rozumiem dlaczego z chrzcinami nie można zaczekać aż ktoś jest już świadomy swoich wyborów?(...)> Czyżby to było łapanie kogoś póki jeszcze nie wie o co chodzi?Tak, właśnie o to chodzi, małe dziecko wierzy rodzicom i księdzu. Wiara staje się częścią tożsamości, a od swojej tożsamości odchodzi się niechętnie. > Ze ślubem podobnie, usłyszałem, że ślubu nie kościelnego może rodzina nie zaakceptować i może do niego nie dojść.O tym czy będzie ślub cywilny czy kościelny decydujesz Ty i Twoja partnerka, wątpię aby rodzina postawiona przed faktem dokonanym zerwała kontakty. > nie świadczy to o nikim dobrze jak jest pod wpływem innych ludzi.Inni ludzie wpływają na nas ale nie powinni nam narzucać religii czy wyboru zawodu. > zacząłem patrzeć na wiarę jak na zagrożenie, coś czego się boję, coś co może ze mną wygraćPrzewodnicy religijni działają bezpardonowo, dążą do wpływu na swoich wyznawców i są rzeczywistym zagrożeniem dla wolności. > Zadając pytanie gdzie w tym wszystkim jestem ja, moje zdanie i tolerancja> nie dostaję konkretnej odpowiedzi albo stwierdzenie "dla mnie tak musi być".Rzeczywiście wygląda na to że jesteś dla niej zbyt mało ważny aby pójść z Tobą na kompromis. > Pytam się więc gdzie w tej całej wierze jest miłość do drugiego człowieka i posznaowanie go?Szacunek dla odmienności, miłość chrześcijan to tylko deklaracje. > jeśli mój potomek byłby wychowany tak jak ja i pewnego dnia> powiedział mi "ojciec, będę katolikiem bo to dla mnie ważne i czuję się z tym super" to bym mu głowy nie zmył i z uśmiechem na twarzy zaakceptował.I to byłoby nieinwazyjne wychowanie, poszanowanie dla indywidualności. Na tym polega miłość, nie na urabianiu dziecka według własnej woli. > Po prostu jestem załamany i tracę wiarę ( ) w ludzi.Nie przenoś braku tolerancji u katolików na wszystkich ludzi. > Wiem, że wiara jest indywidualną sprawą każdego z nas, ale gdzie przy tym wszystkim w połączeniu z miłością jest druga połówka? Gdzie> ustępstwa? Jednostronne?Po prostu zdarzyło Ci się przywiązać do osoby która nie akceptuje Ciebie jakim jesteś, chce Cię zmienić. Nie wszyscy ludzie tak postępują. > z katolikiem rozmawia się bardzo ciężko na temat wiary, nie są prawie w ogóle przyjąć innego punktu widzenia.Mogą nie przyjmować naszych (agnostyków, ateistów) poglądów, ważne żeby nie dążyli do narzucania swoich. > wybranka twierdzi, że przez ateistę czeka ją wiele wyrzeczeń chociażby "rodzinne msze w niedzielę bez partnera/ męża".Jest to jakaś niedogodność ale wszystkiego mieć nie można. > Mam bardzo silne uczucia wobec niej, przywiązuję się mocno i jestem w tym szczery i oddany.Pojawia się pytanie czy z jej strony jest odwzajemnione, chyba ważniejsza jest dla niej tradycja obrzędów (chrzciny, komunia, ślub) i wiara niż TY. > Albo się dognę i zgodzę na coś z czym nie chcę mieć za dużo do> czynienia albo rozstanie.To brzmi jak szantaż emocjonalny. > Moja kobieta twierdzi, że mnie kocha i jeśli mam być nieszczęśliwy to powinienem od niej odejśćJeśli odejdziesz będziesz nieszczęśliwy przez jakiś czas, jeśli będziesz jednostronnie szedł na ustępstwa, będziesz czuł się upokarzany przez cały czas pozostawania w związku. > i znaleźć sobie inną z podobnymi poglądami.Nie musi mieć Twoich poglądów, ważne aby akceptowała Cię jakim jesteś. > To straszne, że przez wiarę odrzuca się coś co się kocha i> na czym nam zależy.Takie są skutki indoktrynacji religijnej. Pozdrawiam
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| rozbity (24 punktów) | Witajcie, mamy nowy dzień, mam nadzieję, że dla każdego będzie owocny  Prześledziłem wasze wpisy i daje to wszystko do myślenia. "Zakomunikowałem" mojej drugiej połówce, że musimy poważnie przy kawie czy herbacie pogadać na ten temat. Oboje się zgodziliśmy, że wszystkie inne aspekty życia codziennego dobrze nam wspólnie wychodzą i trzeba ten temat rozgrzebać. Ona ma poważne obawy na jakie ustępstwa się zgodzi - zobaczymy. Powiedziałem jej wprost, iż nie tylko ona ale i ja wyrzekam się pewnego "stylu" życia. Sieknęło mnie jak stwierdziła, że "Ty nie masz "ideałów" życiowych (w sensie religijnych)". Już poddenerwowany warknąłem, że je mam i są czy jej się to podoba czy nie antyreligijne z powodu kościoła, bo nie podoba mi się w nim wiele rzeczy. Zadeklarowałem jej, że ja wymagam tej rozmowy żeby mieć zdrową sytuację. Nie mam pojęcia co z tego będzie, po prostu trzeba porozmawiać  . Jedna albo więcej osób powyżej odniosła/ły się do "odrzucania kul u nogi (niewygodnych nauk KK)", seksu czy ogólnie troski  . Więc tak: - ona nie wierzy ślepo w to co KK głosi i wiele rzeczy odrzuca i krytykuje, co jako osoba niezwiązana z KK jestem jako tako w stanie zauważyć i potwierdzić, że rzeczywiście tak jest - seks... temat dość delikatny, ale prosto z mostu: łóżko trzeba z powrotem ustawiać na swoje miejsce  - kwestia troski i dbania, nie mam tutaj większych zastrzeżeń. Oczywiście mógłby mi ktoś powiedzieć, że przez różowe okulary i "zaślepienie" uczuciem nie widzę tej otoczki od zgnilizny. W moim odczuciu jest dobrze. Rano (chociaż nie zawsze) pomimo, że może spać to wstaje, robi mi kawę i śniadanie, pakuje torbę i rzeczy jakie mogę potrzebować do pracy. Załatwia dla mnie rzeczy o które poproszę (albo i nie proszę to sama oferuje pomoc), kupuje rzeczy jakie mógłbym potrzebować a ich nie mam, porządkuje moje dokumenty i tym podobne rzeczy. Proste czynności i gesty, a swoje robią, na pewno każdemu jest przyjemnie w takich chwilach  . Troska też jest i ją czuję, jest jak typowa kobieta - troskliwa, prawi morale o zdrowiu, marudzi o różne rzeczy, które facet uznałby za błahostki  , rzadko się obraża o byle bzdurę. Według mojej wizji kobiety, jaką wyniosłem z domu, jest taka jaka powinna być kobieta. P.S. Dzięki za zainteresowanie. Dobrze się czyta Wasze odpowiedzi, wydaje mi się, że każdy z tego wynosi jakąś naukę i kształtuje swoje poglądy  . Cieszę się, że w zalewie 'internetowego jadu i chamstwa' trafiłem na to forum i takich użytkowników, z którymi można rzeczowo pogadać
|
|
 | | panTeista (6808 punktów) | Witam, > na pewno każdemu jest przyjemnie w takich chwilach .Do wygody człowiek się przyzwyczaja, obyś nie uzależnił się.  Pozdrawiam
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
 | 4 na 4 | sable (465 punktów) | > - kwestia troski i dbania, nie mam tutaj większych zastrzeżeń. W moim odczuciu jest dobrze. Rano (chociaż nie zawsze) pomimo, że może spać to wstaje, robi mi kawę i śniadanie, pakuje torbę i rzeczy jakie mogę potrzebować do pracy. Załatwia dla mnie rzeczy o które poproszę (albo i nie proszę to sama oferuje pomoc), kupuje rzeczy jakie mógłbym potrzebować a ich nie mam, porządkuje moje dokumenty i tym podobne rzeczy. Proste czynności i gesty, a swoje robią, na pewno każdemu jest przyjemnie w takich chwilach .W procesie ewolucji mózgu człowieka nastąpiła kiedyś podmiana słowna: miłość=potrzeba, ze wszystkimi kosekwencjami tej podmiany. Aby lepiej to zrozumieć , wystarczy posłużyć się przykładem określenia przez ludzi czegoś, czego się bardzo potrzebuje, słowem - kocham. Słyszymy: kocham jeść, tzn. potrzebuję co chwilę coś zjeść, lub: kocham cyrk, kino, czytać książki, tzn. czuję potrzebę rozrywki. To samo dotyczy ludzi. Mówią - kocham tą osobę, a w podświadomości chodzi o gwarancję zaspokojenia potrzeb partnera. W przypadku mężczyzny jest to przede wszystkim seks, a później gotowe śniadanko przed pójściem do pracy, obiad i kupienie czegoś, co jest mu potrzebne, jednak nie ma czasu na robienie zakupów, bo generalnie zakupy to domena kobiet. Czyli jeszcze jedna miłość, gdyż kobiety mówią - kocham zakupy. W przypadku kobiet, zapałanie miłością do mężczyzny to nic innego tylko zapewnienie sobie i potomstwu potrzeby bezpieczeństwa na dalsze życie. Na tej podmianie sprytnie "jedzie" już od ponad 2000 lat chrześcijaństwo, dlatego trwa tak długo. KrK i Watykan zawsze bardzo silnie akcentowali rzekomą miłość stwórcy do gatunku ludzkiego, gdyż w momencie poznania tej sprytnej podmiany słownej, instytucja KrK rozpadła by się w mgnieniu oka, a zawiedzeni takim obrotem sprawy wierni odeszli by z KrK. Mitologiczni bogowie np. rodem z Grecji lub Rzymu nigdy nie wspominali o ich miłości do ludzi, dlatego te formy kultu upadły.
|
|
1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Możesz na to spojrzeć tak: 1. Wiara jest elementem ściśle związanym z osobowością Twojej żony. O ile jednak nie manifestuje się jakoś ZBYT często w życiu codziennym - a jedynie od święta - przy okazji rytuałów religijnych (np. tylko w niedzielę rano i tylko w kościele), to możesz jej to hobby odpuścić. Ty zapewne też lubisz różne rzeczy, do których ona ma podejście indyferntne ( piłka nożna?). Jeśli jesteście w stanie zaakceptować że macie tu inaczej i NIE KŁÓCIĆ SIĘ o to i na pewno się wzajemnie akceptować, to dobrze wróży na przyszłość. Dzieci są osobnymi istotami i jest naturalne, że nawet jeśli będą ciągane po różnych rytualnych ceremoniach, to niezależnie od tego mają w dzisiejszym świecie duże szanse, by rozwinąć niezależne myślenie, o co możesz też dbać ze swej strony. Np. żona nie może Ci zabronić, abyś przedstawiał im swój sceptyczny światopogląd. ALBO TAK:2. Ciągle wracacie do tematu i ciągle Was on denerwuje. Nawet, gdy o nim nie rozmawiacie, to wisi on w powietrzu i w sumie czujecie się z tym coraz gorzej. W wychowaniu dzieci zamiast z tolerancją przedstawiać swe punkty widzenia każdy będzie ciągnął w swoją stronę próbując poniżyć i ośmieszyć światopogląd partnera. ---------------------------------------------------------------------------------------------------------- Musisz pogadać szczerze z żoną (być może nie raz) i jednocześnie WYCZUĆ (również u siebie), który wariant ma tu miejsce. Jeśli ona jest gotowa zaakceptować sceptyka, to Twoja kolej, byś zdecydował, czy jesteś w stanie zaakceptować osobę deklraującą wiarę. Pytania co ta "wiara" oznacza. Jeśli sprowadza się w sumie (jedynie) do wizyt w kościele, świąt i opowiadania czasami żydowsko-chrześcijańskich bajek, a w życiu codziennym nie ma przesadzonego przesycenia religijnością, to np. opowiedz dzieciom parę innych bajek z innych kultur... I na koniec: odróżnij fundamentalną wiarę (całkowite oddanie idei) od osobistej religijności (przeżywanie tajemniczości wzmocnionej atmosferką kościoła i rytuałami), a jedno i drugie od rodzinnego przyzwyczajenia. Niech miarą bedzie codzienność i zdolność akceptacji, a nie stosunkowo rzadkie rytuały. Wszystko zależy od zdolności akceptacji. I jeszcze polecam: www.racjonalista.pl/forum.php/s,537296
|
|
3 na 3 | Wenancjusz (16441 punktów) |
>Powiem chamsko i pewnie ktoś mnie za to wymiesza z błotem - nie rozumiem dlaczego z chrzcinami nie >można zaczekać aż ktoś jest już świadomy swoich wyborów? gdy młody człowiek ma paręnaście lat i >rozumie.
Jeśli Twoja wybranka tak mocno wierzy i zna religię, to zapytaj ją ile lat miał Jezus gdy brał chrzest w rzece Jordan z rąk Jana Chrzciciela. Czy Jezus był nieświadomym niemowlęciem czy też już dojrzałym mężczyzną?
>Czyżby to było łapanie kogoś póki jeszcze nie wie o co chodzi? Nie rozumiem tego.
Właśnie. Mnie też tak ochrzcono i podejrzewam, że Kościół na tym robi sobie statystykę. Napisałem do parafii w której mnie chrzcono wypluwając argumenty wyłuszczone powyżej. napisałem, że chrztu nie uznaję, bo go nie pamiętam jak i wiele innych zdarzeń z okresu niemowlęctwa. Nie czuję chrztu i nie jestem lepszy od innych. Bo gdyby mi nie przekazano informacji to bym nawet nie wiedział. Z punktu widzenia prawa (nie nieobowiązującego kanonicznego) taki wpis jest nieważny, bo wykorzystał osobę nieświadomą i niezdolną do czynności prawnych. Miast odpowiedzi cisza grobowa. Napisałem drugi list żądając kategorycznie odpowiedzi informując, że sprawa jest niezakończona i będę ją drążył do końca. Czekam.
>Tutaj aż sam się zaśmiałem, nie świadczy to o nikim dobrze jak jest pod wpływem innych ludzi. Drodzy >czytelnicy i w spół dyskutanci, szczerze powiem wam, że pierwszy raz w życiu przez te rozmowy >zacząłem patrzeć na wiarę jak na zagrożenie, coś czego się boję, coś co może ze mną wygrać i mogę >stracić to co kocham i na czym mi zależy.
To jest jedna z groźnych cech tej religii. Strach przed opinią katolickich współbratymców i przed księdzem, który może palnąć to z ambony i wszyscy będą Ciebie omijać i spluwać pod nogi (tak, tacy są katolicy jak nie mają argumentów).
>Zadając pytanie gdzie w tym wszystkim jestem ja, moje zdanie i tolerancja nie dostaję konkretnej >odpowiedzi albo stwierdzenie "dla mnie tak musi być". >Pytam się więc gdzie w tej całej wierze jest miłość do drugiego człowieka i posznaowanie go?
W tej wierze nie ma czegoś takiego. Nawet ukochana osoba potrafi w imię nierozsądnych zwyczajów i wierzeń zdeptać Twoją osobowość. Miałem taką obłudną żonę. Od 19 lat jestem rozwiedziony i nie zadaję się z żadną kobietą na dłużej niż trzeba. Kobiety szczególnie są podatne na wariacje religijne.
>Ja makceptuję i toleruję tą wiarę, nie zamierzam jej od niej odciągać. Nie toleruję religijnej >znieczulicy wobec ludzi o innych poglądach.
Katolicy mają zasklepione umysły przez stałą indoktrynację, pozbawieni są własnej woli, żyją z kompleksem winy i szczególnie kierują swą uwage tylko na to co mówi ksiądz. A ksiądz też nie akceptuje niewiernych lub innowierców.
>Niestety to mnie przerasta, jestem chyba w martwym punkcie z dwoma wyjściami. Nie wspominając o tym, >że z katolikiem rozmawia się bardzo ciężko na temat wiary, nie są prawie w ogóle przyjąć innego >punktu widzenia.
Niestety to są nieuniknione koszty wypaczania religijnego.
>Z przykrością przekonałem się o tym na przyjacielu a teraz kobiecie. >Na prawdę, w sferze życia czysto ludzkiej jest idealnie, w sferze religijnej nie.
Jak napisałem powyżej.
>Zawsze uważałem, że życie to sztuka kompromisów. Tutaj ich nie widzę, wybranka twierdzi, że przez ateistę >czeka ją wiele wyrzeczeń chociażby "rodzinne msze w niedzielę bez partnera/ męża".
Spokojnie. To nie boli.
>Mam bardzo silne uczucia wobec niej, przywiązuję się mocno i jestem w tym szczery i oddany. Wydaje >mi się, że to jest patowa sytuacja. Albo się dognę i zgodzę na coś z czym nie chcę mieć za dużo do >czynienia albo rozstanie.
Ja się dogiąłem w imię spokoju w rodzinie (miałbym siostrzeńca-księdza lecz zrezygnował ze święceń kapłańskich) i domu. A figa. To wystarczyło by było jeszcze gorzej. Spokój odzyskałem dopiero po rozwodzie.
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | > Moja kobieta twierdzi, że mnie kocha i jeśli mam być nieszczęśliwy to powinienem od niej odejść i znaleźć sobie inną z podobnymi poglądami. To straszne Cytat:"Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam. Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam. Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok, bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd; ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..."
Autor: Andrzej Mogielnicki Rok powstania: 1982 I tyle. Cytat:Miłość. - To tylko słowo. Ważny jest związek, który ono określa. Matrix 3 by Wachowscy 2003r. Kobiety używają tych samych słów co my, ale wiążą z nimi zupełnie inne implikacje. Ergo mają co innego zupełnie na myśli. Jeśli zacytowane słowa są cytatem, to w naszym męskim rozumieniu ona Cię w ogóle nie kocha. Po kobiecemu jej się tak tylko wydaje i z jej kobiecego punktu widzenia jest w pełni przekonana o swoich racjach: związek z Tobą przyniesie koszty, których ona nie ma ochoty ponosić. Ona ocenia "miłość" przez pryzmat "wiary" ("wiara" jest oczywiście tysiąckroć ważniejsza od "miłości"; utracić miłość przykre ale może się zdarzyć, utracić "wiarę"? NIGDY; utracić "wiarę" przez "miłość"; grzech śmiertelny i piekło wieczne, niemożliwe, NIGDY dobrowolnie się nie stanie żadne poświęcenie "wiary" dla "miłości"); jesteś dla niej darem od boga, dzięki któremu dostała możliwość umocnienia swojej wiary, poprzez nawrócenie agnostyka. W momencie kiedy dotrze do niej, że tak nie jest, już ciebie nie będzie w jej życiu. CO więcej - znam kobiety - powie z cały przekonaniem, że TO TY FACET JĄ OSZUKAŁEŚ. Pomnij me słowa.
|
|
 | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
> Kobiety używają tych samych słów co my, ale wiążą z nimi zupełnie inne implikacje. Ergo mają co innego zupełnie na myśli.Naprawdę? No popatrz, w życiu bym się domyśliła. Myślałam, że język polski jest wystarczająco precyzyjny. > Po kobiecemu jej się tak tylko wydaje i z jej kobiecego punktu widzenia jest w pełni przekonana o swoich racjachMasz chyba jakieś złe doświadczenia z kobietą. Co Ci zrobiła? > znam kobietyAkurat
|
|
3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Przeczytałem Twój list. Wzbudził on góry sympatii do Ciebie  , do Twojego stylu życia i rozumienia świata. Jesteś bardzo tolerancyjną osobą i to jest fajne - ja mam w zasadzie podobne poglądy na te sprawy. > gdzie w tym wszystkim jestem ja, moje zdanie i tolerancja nie dostaję konkretnej> odpowiedzi albo stwierdzenie "dla mnie tak musi być"No właśnie, gdzie? Dobre pytanie. Chyba Cię nie pocieszę, uważam że to w tej sytuacji nie ma sensu. Nie widzę dobrego rozwiązania. Twoja dziewczyna mówi do Ciebie mniej-wiecej: Twoja młodosć, Twoja energia, Twoje ciało, Twoje uczucia - tak. Twój światopogląd nie. Ja bym się w tym położeniu cholernie źle czuł. > czeka ją wiele wyrzeczeń chociażby "rodzinne msze w niedzielę bez partnera/ męża".No właśnie. Czy stać ją choć na niewielkie wyrzeczenia dla Ciebie? Warto to sprawdzić. Miałem kiedyś partnerkę, która bardzo mało chciała zmienić swój świat dla mnie. Właściwie nic nie chciała zmieniać. Jak się okazało po pewnym czasie chodzenia - to nie miało sensu. Teraz nie żałuję. Bycie z nią wymaga od Ciebie wyrzeczeń, ale czy ona jest w stanie dać w tej walucie też coś od siebie? Myślę że to nieodzowne i źle wróży na przyszłosć, jeśłi ktoś okopuje się na swoim przyczułku. Spotkać się trzeba zazwyczaj gdzieś w pół drogi i ponieść obopólne koszty. Inaczej jedna ze stron ma świadomosć, że poswięca zbyt wiele i ta świadomosc może ciążyć. > Albo się dognę i zgodzę na coś z czym nie chcę mieć za dużo do> czynienia albo rozstanie.Tyle, że dalsze życie ze przygiętym karkiem non stop jest takie sobie. W imię czego chcesz tak zrobić? Co jest tego warte? > Moja kobieta twierdzi, że mnie kocha i jeśli mam być nieszczęśliwy to powinienem od niej odejść i> znaleźć sobie inną z podobnymi poglądami.Tutaj całkowicie podzielam jej zdanie. Myślę nawet, że ona daje Ci coś tym stwierdzeniem do zrozumienia. > To straszne, że przez wiarę odrzuca się coś co się kocha i> na czym nam zależy.Niestety tak to jest. Sam teraz widzisz, czym jest niezachwiana wiara i co robi z ludzi i ich uczuć. Pozdrawianm serdecznie i trzymam kciuki za mądrą decyję, za którą pójdą działania - czy ona będzie podobna do mojego punktu widzenia, czy inna.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
1 na 3 | Barbiel (1106 punktów) | Witaj! Widzę, że przeważają w tym wątku głosy pesymizmu, więc się wtrącę się dla równowagi. Otóż uważam, że bardzo dobrze dobraliście się z partnerką, jesteście wręcz idealną parą. Rzadko tak jest, żeby nie było problemów i różnic. Miłość też nie trafia się na codzień. Piszesz, że ona od Ciebie oczekuje poświęcenia, ale nie wiemy jak to wygląda z drugiej strony. Może to ona się dla Ciebie poświęca - wstaje rano, chociaz nie musi, robi kawę a w zamian oczekuje, żebyś z nią poszedł do kościoła? Takie wzajemnie dotrzymywanie sobie towarzystwa. A Ty nic  Nie mówię tu, że to akurat ona ma rację. Chodzi o to, że jeśli macie różne oczekiwania, to będą one źródłem nieporozumień. Dobrze byłoby ustalić, co jest dla kogo ważne, z czego można zrezygnować a z czego nie. Żeby nikt nie czuł sie pokrzywdzony, że daje więcej, a dostaje mniej. Mam dwie koleżanki, jedna ateistka, druga buddystka, które chodzą z mężami do kościoła, mówią "bo to jest dla niego ważne, a dla mnie bez znaczenia." Znowu - nie mówię, że tak ma być, ja bym np. nie był taki uczynny, tylko że niektórzy tak myślą. Może Twoja dziewczyna też. Dlatego trzeba rozmawiać, żeby to wyjaśnić. Jeśli chodzi wychowanie dziecka - jeśli będziez mieć dobry kontakt z dzieckiem, ono samo będzie do Ciebie przychodzić i zadawać pytania o wszystko, jak to dziecko. Będziesz mógł mu wtedy na bieżąco przekazywać swoją wizję świata. Twoja partnerka w zasadzie nic nie będzie mogła zrobić, bo przecież "wiara katolicka i nauka nie są sprzeczne" więc nie będzie miała argumentów przeciw np. teorii ewolucji. Podwójna wizja świata może dziecku trochę namieszać w głowie, ale za to wyrobi elastyczność myślenia i kreatywność. Ja też długo miałem podwójną wizję świata. Jeśli chodzi o chrzest - nie wiem, czy to jest tak ważne, żeby z tego powodu zrywać związek. Może spróbujcie rzucać monetą? Nie powinieneś mieć problemu z przekonaniem jej do tego, bo przecież jeśli Bóg chce, żeby dziecko było ochrzczone, to pokieruje odpowiednio monetą. Powodzenia.
|
|
 | 3 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | > Może spróbujcie rzucać monetą?> Nie powinieneś mieć problemu z przekonaniem jej do tego, bo przecież jeśli Bóg chce, żeby dziecko było ochrzczone, to pokieruje odpowiednio monetą.Aż tak, to nikt swojemu bogu nie wierzy! Świetny sprawdzian wiary! Każdy ateista powinien "swojego" religianta czasem przetestować, by choć częściowo wyzbył się zamulającej mu umysł obłudy...
|
|
|  | | rozbity (24 punktów) | > >Może spróbujcie rzucać monetą?> >Nie powinieneś mieć problemu z przekonaniem jej do tego, bo przecież jeśli Bóg chce, żeby dziecko było ochrzczone, to pokieruje odpowiednio monetą.> Aż tak, to nikt swojemu bogu nie wierzy!> Świetny sprawdzian wiary! Każdy ateista powinien "swojego" religianta czasem przetestować, by choć częściowo wyzbył się zamulającej mu umysł obłudy...  Trochę mnie tutaj nie było - taka praca  Wypaliłem tekst z monetą, tylko popcornu mi brakowało do tej miny  (może było to trochę wredne, ale taka mała "zabawa" w złośliwości  ). Mam wrażenie, że chyli się to ku końcowi. Może być cholernie duży ból po stracie kogoś bliskiego, ale w razie "W" będzie trzeba to jakoś przełknąć
|
|
| |  | 3 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >Może być cholernie duży ból po stracie kogoś bliskiego Ateiści wypowiadający się w tym wątku działali w dobrej wierze.
|
|
| | |  | daddy (2737 punktów) (zablokowany) | > >Może być cholernie duży ból po stracie kogoś bliskiego> Ateiści wypowiadający się w tym wątku działali w dobrej wierze.Ty trollu  Doskonałe
|
|
| |  | 2 na 2 | niestadny (2492 punktów) |
> Może być cholernie duży ból po stracie kogoś bliskiego, ale w razie "W" będzie trzeba to jakoś przełknąć  Człowieku, nie słuchaj żadnych "dobrych rad" bo z dobrymi radami jest jak z dobrymi chęciami(piekło jest nimi wybrukowane). Poza tym na forum o charakterze ideologicznym trudno spodziewać się obiektywnego osądu/oglądu sytuacji. Każda ideologia ma to do siebie, że wyznający ją patrzą przez jej pryzmat. Ideologie są skazą na ludzkim umyśle. Słuchaj siebie i rób swoje. Własnego rozumu nie masz czy co?  Według mnie najważniejsze jest uczucie. Wiesz co to jest miłość? Jeśli się kochacie wszystko będzie dobrze. Biorąc ślub katolicki katolikiem się przecież nie staniesz(?)- a dla Twojej wybranki jest to kwestia kluczowa. W czym więc problem? Podobnie rzecz ma się z chrztem. Nasze dorosłe już dzieci były chrzczone a jedno i drugie wytwór ludzkiej wyobraźni o nazwie "Bóg" zupełnie nie zajmuje. Jedyny "problem" według mnie to wychowanie dzieci. "Problem", ponieważ ze swoistą dychotomią mamy do czynienia nie od dzisiaj. W szkołach na biologii dzieci uczone są o ewolucji a na fizyce o Big Bangu. Z kolei na religii i w domu dzieci katolików usłyszą o "Stworzycielu nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych". Nie ma się więc czym przejmować choć pewne rzeczy warto ustalić zawczasu. Głowa do góry. 
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | Jest kilkanaście możliwości, w tym dwie skrajne. Ja Ci przedstawię taką umiarkowaną. Zgadzasz się na jednostronny ślub kościelny (jest to możliwe), a przedtem bierzecie cywilny. Ewentualne dziecko pozwalasz ochrzcić i posyłasz na religię, tolerujesz jego chodzenie z matką do kościoła. W zamian podsuwasz dziecku książki, które poszerzają jego horyzonty, rozbudzasz zainteresowanie nauką, informujesz o innych religiach (katolicyzm nie jest wszak jedyny, a skoro są inne, to skąd wiadomo, która jest "prawdziwa"? I który bóg jest "prawdziwy"?) i zabraniasz np. słuchania Radia Maryja. Nie dajesz się wciągnąć w domowe modły (ksiądz przychodzi po kolędzie? Przepraszasz, ale nie uczestniczysz itp.) ani w bywanie w kościele. I czekasz, co będzie. Szukaj z dziewczyną porozumienia na wszelkich możliwych płaszczyznach, unikając religijnej. I to jej musisz powiedzieć od razu na wstępie, że akceptujesz fakt, że ona jest wierząca i nie będziesz przeszkadzał, ale ona musi (MUSI!) zaakceptować też Twoją niewiarę i to, że - może po cichu i metodami nieinwazyjnymi, ale jednak będziecie rywalizować o dzieci. I żadnego jojczenia, zwłaszcza przy dziecku, że "pójdziesz do piekła". Po prostu nie ma rozmowy na ten temat. To sobie musicie bardzo dokładnie ustalić. Także to, że w rywalizacji o dziecko nie posłużycie się nieetyczną bronią (Ona: "Tatuś jest zły, bo nie wierzy w Boga, dlatego pójdzie do piekła", Ty: "Mama jest głupia, bo wierzy w bajki"). Oboje (to bardzo ważne!) mówicie dziecku, że mama ma takie poglądy, a tata inne i że to jest normalne, a ono sobie wybierze, co będzie chciało, jak dorośnie. Powodzenia, cokolwiek zdecydujesz.
|
|
 | 3 na 3 | szarley (54906 punktów) | > Jest kilkanaście możliwości, w tym dwie skrajne.> Ja Ci przedstawię taką umiarkowaną.(...)> Powodzenia, cokolwiek zdecydujesz.Znam małżeństwa, które wg Twojego planu przeżyły razem całe życie. Nawet prawie 70 lat  Duży uśmiech za mądrość
|
|
1 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >Moja kobieta twierdzi, że mnie kocha i jeśli mam być nieszczęśliwy to powinienem od niej odejść i znaleźć sobie inną z podobnymi poglądami. Ma rację, miłość jako namiętność trwa ponoć ok. 4 lat, a do tego z upływem lat słabnie, zaś wiarę ludzie deklarują zwykle przez całe życie, a z czasem religijność się często nasila. To wróży, że z każdym rokiem będziecie sobie bardziej obcy.
Ale może dajcie sobie np. rok na dyskusje światopoglądowe, w których spróbujecie się przerobić, Ty ją na ateistkę a ona Ciebie na katolika. Ja obstawiam, że za pół roku jej ciasnota umysłowa tak Ci obrzydnie, że już nie będziesz miał dzisiejszych wątpliwości.
|
|
5 na 5 | hunbin (2274 punktów) |
> Ale lubię słuchać innych ludzi, może ktoś wpłynie na mój punkt widzenia, otworzy oczy albo wskaże> coś na co wcześniej nie zwracałem uwagi.Dostrzegam tu pewną sprzeczność. > Ja półateista półkatolik, ona katoliczka praktykująca.Pół katolik i katoliczka praktykująca czyli wasze potomstwo ma być w 3/4 katolikami ? > nie neguję że bóg może istnieć, czasami nawet patrząc na ogrom otaczającego nas świata i rzeczy których> nie rozumiemy byłoby łatwiej wiedząc, że jest ktoś kto to kontroluje. Czasami jednakTo raczej nazywa się agnostycyzm i z katolicyzmem nie ma nic wspólnego. > gryzie ze stroną ateisty. Nie byłem ochrzony, rodzice za co jestem im wdzięczny pozostawili mi wolny> wybór, nie byłem zmuszony do wiary.Chrzest nie ma tu nic do rzeczy, założę się że większość uczestników tego forum miała tę nieprzyjemność... Ateistą czynią cię poglądy. > Też nie uważam, że katolicyzm to zło wcielone, wręcz przeciwnie.> Uważam, że chociaż 10 przykazań dla człowieka nie związanego z religią mogą być atrybutem dobrej> osoby o moralnym postępowaniu.Lektura naszego forum może cię wyprowadzić z tego błędu. > Jesteśmy młodymi ludźmi,Już niedługo. > Takie zrozumienie dało nam bardzo silną więź i uczucie.> funkcjonujemy jak jeden mechanizm, tak w kwestii wiary nie.Po pierwsze odniosłem wrażenie, że nie rozumiesz sam siebie, od tego bym zaczynał. Pytania o kosmologię i kosmognię wszechświata na pewno sobie stawiałeś, przypomnij sobie odpowiedzi, zastanów się jak wygląda twój świat. > Dla mnie potomek powinien mieć wolny wybór jak dorośnie i jest świadomy wyboru.1.Jak już chcecie się mnożyć to skup się na procesie nie wyniku. 2.Co w przypadkach skrajnych: a) np zasuwasz po 16h na dobę, kto wychowa dziecko? b) choroba dziecka itp. c) potomek się buntuje przeciw księdzu zboczeńcowi... d) jaką masz gwarancję czy jej bardziej nie odbije ? > Ona sobie nie wyobraża nie spędzania świąt "po katolicku",Co to oznacza dla ciebie? > dla niej to ważne> i z ewentualnym dzieckiem i wiarą nie ustąpi.Co jeżeli nie będziecie mogli mieć dzieci ? Czyją wiarą jej, dzieci czy twoją? > nie rozumiem dlaczego z chrzcinami nie> można zaczekać aż ktoś jest już świadomy swoich wyborów?Nie na tym forum, przynajmniej nie za to. > Czyżby to było łapanie kogoś póki jeszcze nie wie o co chodzi?Tak > Ze ślubem podobnie, usłyszałem, że ślubu nie kościelnego może rodzina nie zaakceptować i może do> niego nie dojść.Po pierwsze możesz być osobą towarzyszącą, zresztą to wy macie to akceptować... > stracić to co kocham i na czym mi zależy.Możesz też wygrać coś nowego, coś czego jeszcze nie znasz... > Zadając pytanie gdzie w tym wszystkim jestem ja, moje zdanie i tolerancja nie dostaję konkretnej> odpowiedzi albo stwierdzenie "dla mnie tak musi być".O i to jest chyba w twoim przypadku najważniejsze gdzie w tym wszystkim jesteś TY i gdzie będziesz za lat x... Tak z katolikiem nie da się rozmawiać, czego dowodzą liczne wycieczki krajoznawcze uczestników naszego forum na fronda.pl, zawsze potem słychać płacze, że tubylcy ich obrzucili kamieniami... > Gdzie> ustępstwa? Jednostronne?Każdy związek ich wymaga, sądzę że dziś rzadko ludzie są do nich zdolni > Z przykrością przekonałem się o tym na przyjacielu a teraz kobiecie.Dramatyzujesz. > czeka ją wiele wyrzeczeń chociażby "rodzinne msze w niedzielę bez partnera/ męża".Dobre, mistrzostwo świata, powiem jedynie ja bym wiał jak najdalej. > Moja kobieta twierdzi, że mnie kocha i jeśli mam być nieszczęśliwy to powinienem od niej odejść i> znaleźć sobie inną z podobnymi poglądami. To straszne, że przez wiarę odrzuca się coś co się kocha i> na czym nam zależy.Widzę, że obydwoje macie tendencję do Dramatyzowania! Po pierwsze zastanów się nad tym czego TY TY TY chcesz. Następnie jak w tym wyglądacie razem. Po tym co napisałeś odpowiedź wydaje się prosta. Mały film może ułatwi Ci podjęcie decyzji. Tim Minchin - If I Didn't Have You www.youtube.com/watch?v=eZovFa77trM
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
 | 3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | >> Ja półateista półkatolik, ona katoliczka praktykująca. > Pół katolik i katoliczka praktykująca czyli wasze potomstwo ma być w 3/4 katolikami ?
Gdyby to siedziało w genach, to ona miałaby allele "KK", a on "Kk" (niekatolicy mieliby "kk"). Wtedy dziecko miałoby po 50% szans na pełny i pół- katolicyzm. Oraz, niestety, 0% na niekatolicyzm.
|
|
|  | | hunbin (2274 punktów) |
>Wtedy dziecko miałoby po 50% szans na pełny i pół- katolicyzm. Oraz, niestety, 0% na niekatolicyzm.
Hehe masz rację, zwracałem jedynie autorowi uwagę na absurd określenia pół- katolik. W sumie wiele przypadków które znam potwierdzałoby genetyczną dziedziczność religii na całe szczęście nie wszystkie.
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
1 na 3 | Piękny Lolo (2082 punktów) | Nie ma to jak wejść na forum, żeby poradzić się jak żyć ze swoją kobietą. I usery już spieszą z licznymi poradami, a ten uzupełnia szczegóły. I bardzo szybko dostałeś odpowiedź konkretną, na którą całkowicie zasługujesz : "Odpuść sobie tę dziołchę" - hamp. Posłuchaj głosu usera. I pozwalaj dalej, żeby z niej takie hampy łacha darły. Żenada.
|
|
 | 2 na 2 | Barbiel (1106 punktów) | >Nie ma to jak wejść na forum, żeby poradzić się jak żyć ze swoją kobietą. A kogo się ma poradzić, jak sam nie wie, co robić?
|
|
 | 1 na 1 | hamp (3461 punktów) | A to porady polegają tylko na radzeniu, jak żyć dalej razem? Gdybym widział możliwość naprawienia jego sytuacji, to bym napisał co innego. Jeżeli uważasz inaczej, nie zgadzasz się ze mną - podziel się swoimi radami - autor wątku z pewnością to doceni
|
|
 | 2 na 2 | rozbity (24 punktów) | > Nie ma to jak wejść na forum, żeby poradzić się jak żyć ze swoją kobietą.> I usery już spieszą z licznymi poradami, a ten uzupełnia szczegóły.> I bardzo szybko dostałeś odpowiedź konkretną, na którą całkowicie zasługujesz : "Odpuść sobie tę dziołchę" - hamp.> Posłuchaj głosu usera.> I pozwalaj dalej, żeby z niej takie hampy łacha darły.> Żenada.> Mnie interesują podobne przypadki, które tutaj liczne osoby opisały. Nikt nie podejmie mojej decyzji, z tego prostego względu, że jest moja. Może strzeliłem parę gaf, lecz całokształt wydaje mi się, że jest zrozumiały  . A dlaczego na forum? Rozmowy z ludźmi poszerzają nasze poglądy i spojrzenie na różnorakie sprawy a nie uważam, żeby rozmowa z kimś na poziomie przez www była gorszej kategorii niż w 4 oczy
|
|
2 na 2 | rozbity (24 punktów) | Poza tym chyba powoli mi te "różowe okularki" spadają z oczu i zaczynam troszkę więcej dostrzegać. Chociażby wypalenie tekstu przez nią owej treści "jestem taka a nie inna i już parę razy mówiłam jak możesz to zmienić" - jak to chyba każdy się teraz domyśla  P.S. Gdzieś na górze strony padły słowa, że ten temat jest żałosny sam w sobie, aby radzić się na forum jak żyć ze swoim partnerem/ką. Dla mnie to są pełnowartościowe dyskusje, a dodatkowo nakreślają pewien problem na który na dobrą sprawę może natrafić każdy człowiek. Mam nadzieję, że każdy z czytających wyniesie z tego jakieś trafne spostrzeżenia i "naukę"  . pozdrawiam, rozbity
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|