Racjonalista - Strona głównaDo treści
STAROOBRZĘDOWCY

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-02-2014 11:07Grzegorz K (280 punktów)
(zablokowany)
STAROOBRZĘDOWCY
Jakie ma być to forum, jakimi zasadami, standardami ma się posługiwać, jakie metody stosować by osiągnąć zamierzony cel - jest to istotne, ale dla mnie stanowi to tylko przyczynek do dyskusji: jaki w ogóle powinien być "racjonalizm", w jakim kierunku powinien podążąć, na jakie pytania odpowiadać i w końcu, jaki skutek zamierza on osiągnąć? Odpowiedź na wszystkie tego typu pytania jest złożona i niestety przekracza ona możliwości nie tylko jednego wpisu, ale nawet i kilku. Postaram się zatem przedstawić w ogólnym zarysie, niejako naszkicować to, co może kiedyś nabierze bardziej konkretnych rozmiarów. Jedno jest pewne i niepodważalne - godnie z definicją ratio – rozum powinien być: rationalis – rozumny, rozsądny.
"Łacina właśnie dlatego jest językiem martwym iż nie "szła z duchem czasu", nie dostosowywała się do otaczających zmian – tak ogólnie mówiąc." Zostawiając "kłopoty" tego języka nieco z boku nie trudno zauważyć, iż inne języki jednak woluowały. Ewoluowało też Życie jako takie, Człowiek jako istota, a wraz z nim jego zachowania, poglądy i idee, które stanowiły element akceleracji tych zmiam. Właśnie owa tendencja do zmian, czy też może bardziej zasadnie sama "zmienność" w rzeczy samej, legła u podstaw wszystkich kłopotów człowieka, których skutki choć nie od razu są dostrzegane, jednak w dalszej perspektywie stanowią przyczynę wszelkich kłopotów. Tak to już jest, że zdecydowana (ta myśląca) większość ludzi ma swoje poglądy, swój światopogląd, swoje przekonania polityczne, preferencje, zamiłowania, coś lubi bardziej a coś mniej, sympatie, antypatie Człowiek chce, ma też swoją rację - subiektywną. (Racja obiektywna to już inne zagadnienie.) Ma przekonanie, że ma słuszność w tym co robi, o czym sądzi. Ma przekonanie, że to on tak na prawdę wie, że jego prawda jest, powinna być na wierzchu. Jakąkolwiek by dziedzinę brać pod uwagę to wszystko ma swoje antagonizmy: polityczna lewicowość - prawicę, keynesizm – monetaryzm, teiści – ateiści. Inną kwestią jest kłótnia, spór, który sam w sobie jest esencją, motorem wszelkich zmian np: następujące po sobie systemy społeczno-polityczne, nowe technologie wypierające stare, teoria kopernikańska, teoria Darwina, nastepujące po sobie epoki w sztuce. Wydaje się to być trochę nielogiczne, sprzeczne samo w sobie, ale w tym właśnie rzecz by odróżnić antagonizmy "niereformowalnie-ortodoksyjnie" od tych kłótni, sporów, których wynikem jest jakaś dodatkowa wartość. By nieco jaśniej to ująć weźmy za przykład kobiete i mężczyznę - zakładają oni związek, (formalny czy nieformalny – nie to jest istone). Każde z nich jest inne, każde z nich aby ich relacje były współistotne musi wyzbyć się, zrezygnować, poświęcić część z swoich upodobań, zapatrywań, przekonań, by ten związek miał rację bytu, miał szansę na współistnienie. Może nazbyt pobieżnie to przedstawiam ale biorąc "na warsztat" – wcześniej wspomniane antagonizmy: lewica-prawica, teiści-ateiści, dopiero wtedy będą mogły one zaistnieć (nie narażając się na uwiąd i dominację konkurencji), dopiera wtedy będą mogły one zaprezentować swoje naprawdę doniosłe wartości, jeżeli zrezygnują z części swoich prerogatyw, poświęcą część swoich "uprawnień", dla drugiej strony. Dopiero współistnienie dwu antagonizmów da, może dać, ową dodatkową wartość. Odnosi się to wszystkich najistotniejszych dziedzin człowieczych działań. Może to nie jest dobry moment na przykłady ale konieczna jest własność, działalność prywatna, ale też i konieczna jest infrastuktura komunalna: komunikacja miejska, lasy, ochrona zdrowia, itp. Powtarzm: niezbedne jest wyciagnięcie wspólnego mianownika, czy też inaczej - poświęcenie, eliminacja różnic. W naszej historii wiele było przykładów dominacji jednej strony nad drugą. Różne też były przyczyny tych antagonizmów. Żydzi najpierw przegonili Filistynów, Moabitów, później sami ulegli naporowi kolejnych imperii - diaspora, niedawno wrócili eliminując Palestyńczyków, i tak w kółko. Chrześcijaństwo – Islam – wojny religijne. Konkwista, rekonkwista, rerekonkwista itd. Do niczego dobrego to nie doprowadzi.
Jakie jest antidotum? Z powyższego nie trudno wywieźć, iż tylko współistnienie, współpraca, danie szansy każdemu na rozwój, wypowiedź, samorealizację, jest szansą na przyszłość. Można by stwierdzić, iż to co proponuję to otwieranie drzwi do lasu – przecież to tak zwana trzecia droga – system społeczno-gospodarczy, pośredni między kapitalizmem a socjalizmem. Po części jest to prawda, ale owa trzecia droga dotyczy najczęściej systemu społeczno gospodarczego. Mi chodzi o ten system, ale bardziej o wszystkie inne, pozostałe dziedziny życia człowieka. Poza tym trzecia droga to tylko "najwiekszy wspólny dzielnik" – jedna droga – ścieżka, mi bardziej chodzi o "najmniejszą wspólną wielkorotność" – wiele dróg, różnorodne ścieżki.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Grzegorz K (280 punktów)
(zablokowany)
Wszyscy od Platona (po części), esseńczyków, chrześcijan, templariuszy, wolnomularzy, komunistów i innych wszelkiej maści rewolucjonistów, swoje poglądy na idealne państwo chcieli i realizowali - materializowali przeważnie za pomocą siły). Czasem im się to udawało, czasem nie, zazwyczaj ich dzieła nie były zbyt trwałe. Nie były, ponieważ prawie zawsze była jakaś pokrzywdzona strona, zawsze było niezadowolenie mniejszości, antagonistów, które w konsekwencji doprowadzało to demontażu poprzednika i ustanowienia swoich idei i praw. Dlatego jest tak ważne co powyżej wspominałem.
Jeszcze inną sprawą jest główne (uboczne okazuje się) zajęcie całkiem współczesnych "racjonalistów" - walka z chrześcijaństwem, kościołem, religią, ortodoksją religijną. Otóż chciałbym powiedzieć jedno: sądzę iż jest to już temat zamknięty, walka oczywiście trwa, będzie trwać tak długo i w taki sposób jak starowiercy trwają przy swojej wierze, mormoni przy swoich obyczajach, prawosławni przy soim czasie. No i cóż z tego - niech trwają. Z chwilą wyboru Bergoglio na papieża nie ma już tego katolicyzmu, z którym trzeba, należy walczyć. Nie ma już paliwa do "racjionalnej" walki. Pozostał już tylko "korpus tej watahy". Jak sądzę jest to początek tego procesu. To jest główna kwestia, która powinna niektórym uzmysłowić, iż ten wstrętny KK z chwilą ustąpienia ostatniego "takiego" papieża już nie istnieje, taki już nie będzie. Dokonuje transformacji - bardziej "do środka". Krucjaty, Wandea, Inkwizycja, Konkwista, zboczenia "tamtych papieży", czy pedofilia i molestowanie (w fazie rozliczania) - to wszystko już było, to nie nasz problem - jak sądzę tak uważają. Z tego powodu "racjonalizm" też powinien zmierzać bardziej ku środkowej opcji myślenia, by nie zostać ze swoim zacietrzewieniem, niczym kostucha-łacina, poza nawiasem racjonalności. Trzeba myśleć o przyszłości, o kształtowaniu nowych postaw, idei, lub korygowaniu starych - nieaktualnych. Półprawdy jednych i półprawdy drugich powina zastąpić "jedna prawda".
Przy tym wszystkim nie należy zapominać, że fundamentalizm, w każdej formie jest grożny, dlatego tak potrzebne są kotwice rozumu, rozsądku, takie jak: amerykańska Konstytucja Stanów Zjednoczonych czy francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela. Jak pokazuje historia im wiecej liberalnizmu w pogladach tym lepiej. Zawsze przecież są ci, dla których nawet niewielkie zmiany wydaję się nazbyt rewolucyjne. Tkwią w gruncie niczym betonowe filary, nie do ruszenia. Beton zawsze pozostanie betonem: komuch zostanie komuchem, nazista nazistą, fundementalista (religijny i każdy inny, pozostanie fundementalistą) i niech tak pozostanie - niech sobie tkwią niczym mormoni, czy starowiercy w swoich niszach.
Nie wiem w jakim kierunku pójdzie Racjionalista, wiem w jakim kierunku ja idę. Nic nie sprzedaję i nic nie kupuję. Jedna prośba: proszę nie wyrywać pojedyńczych zdań z całości i podpinać swoich zaprzeczeń, by też na tej podstawie dowodzić jakież to ja nielogiczności piszę. Nie jest to sposób dyskusji, na którym mi zależy.
16-02-2014 11:58 
 Ocena 15 na 15
hamp (3461 punktów)
Za cały portal się nie wypowiem, napiszę więc za siebie samego.
Następne zdanie jest największym skrótem twojej wypowiedzi, więc oceń po nim, czy dobrze ją zrozumiałem.

Proponujesz nam otwarcie się na ludzi religijnych, zwiększenie tolerancji wobec nich, zaprzestanie zajmowania się fanatykami oraz Kościołem Katolickim.

Ludzie o poglądach innych od obecnego na tym forum "racjonalnego mainstreamu" są obecni i aktywni - banowane są jednostki, z którymi dyskutować się nie da, a są przecież i tacy, z którymi rozmawiamy, a ja darzę nawet pewną sympatią. Ludzie ci zdobyli mój szacunek pokazując swą ogromną erudycję i inteligencję. Religijność nie wyklucza racjonalizmu tak samo jak areligijność go nie implikuje. Nieraz zdarza się, że zgadzamy się na gruntach neutralnych, ale tam, gdzie nasze poglądy są różne, ani zgody, czy to poprzez znalezienie złotego środka, czy przez przekonanie drugiej strony, być nie może.

Co się tyczy KrK... Papa Franek zaczął zmieniać Kościół, uczłowieczać go nieco... Pytaniem nierozstrzygniętym pozostaje kwestia ustalenia, co jest skutkiem a co przyczyną tych zmian - chęć naprawy Kościoła czy potrzeba naprawy jego PR-u. Na szczęści jest to sprawa, która kompletnie mnie nie obchodzi, bo pozostają inne, szkodliwe, aspekty jego istnienia.
Pozostaję w swym nieracjonalnym zacietrzewieniu przeciwko instytucji kościoła i religii w ogóle, bo:
  • świeckość państwa polskiego jest fikcją
  • zmiany wprowadzane przez Franciszka dotrą do Polski za 100 lat
  • chrześcijaństwo sprzeciwia się aborcji, eutanazji i in vitro
  • wiara większość Polaków jest narzędziem władzy dla polityków
  • wiara oparta jest na nieracjonalnym, życzeniowym myśleniu
  • wiara oznacza przyjęcie dogmatów, które z kolei zamykają drogę do jakichkolwiek zmian i samodzielnego, krytycznego myślenia

16-02-2014 12:41 
 Ocena 10 na 10
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Sam lepiej bym tego nie ujął, zwłaszcza punktów:

>
  • świeckość państwa polskiego jest fikcją
  • (...)
  • (...)
  • wiara większość Polaków jest narzędziem władzy dla polityków
  • (...)
  • (...)


Ten drugi, jeśli wolno mi sobie pozwolić na emocjonalną introspekcję, brzydzi mnie najbardziej: wiarę zwykliśmy kojarzyć z niewinnością i naiwnością - n.p. wiara w Świętego Mikołaja - i tę dziecinną naiwność rozgrywa się jak kozerną kartę w politycznych kuluarach. Jak dla mnie - abominacja, uprzedmiotowienie elektoratu i poniżenie.


Fabricati Diem, Pvnc!
MedM (37 punktów)

>świeckość państwa polskiego jest fikcją

i bardzo długo się to nie zmieni, jeśli w ogóle.

Jako jeden z pierwszych krajów w Europie, ustawowo Rzeczpospolita, dawała wolność wyznania, jak widać niewiele z tego wniknęło. Polska jest chyba największą ostoją katolicyzmu w Europie.
Ponad to w preambule Konstytucji RP kilkukrotnie podkreślana jest wiara w Boga Narodu Polskiego
Także dewiza Wojska oraz Harcerstwa BÓG Honor Ojczyzna, jednoznacznie stawia na 1 miejscu wiare.
Katolicyzm jest bardzo zakorzeniony w naszej kulturze i przewija się w większości ważniejszych wydarzeń historycznych, czy tego chcemy czy nie. Tolerancja musi dotyczyć obu stron. Myślę że jak przeminie pokolenie katoli w beretach, odczujemy prawdziwą zmianę w społeczeństwie.
16-02-2014 13:01 
 Ocena 14 na 14
Sygnał (4252 punktów)
>Jeszcze inną sprawą jest główne (uboczne okazuje się) zajęcie całkiem współczesnych "racjonalistów" - walka z chrześcijaństwem, kościołem, religią, ortodoksją religijną.

Bo naturalne dla racjonalisty jest walka z ideami, które są kompletnie nieracjonalne, ograniczają jego wolność i są potencjalnie niebezpieczne.

>Otóż chciałbym powiedzieć jedno: sądzę iż jest to już temat zamknięty, walka oczywiście trwa, będzie trwać tak długo i w taki sposób jak starowiercy trwają przy swojej wierze, mormoni przy swoich obyczajach, prawosławni przy soim czasie. No i cóż z tego - niech trwają. Z chwilą wyboru Bergoglio na papieża nie ma już tego katolicyzmu, z którym trzeba, należy walczyć. Nie ma już paliwa do "racjionalnej" walki. Pozostał już tylko "korpus tej watahy". Jak sądzę jest to początek tego procesu.

A z jakiego kraju pochodzi grono racjonalistów związane z tym forum? W Polsce idee Franciszka są spychane na bok, Polscy hierarchowie i publicyście dokładają wszelkich starań, żeby papieża tłumaczyć w sposób, który utrzyma stary beton intelektualny i bezmyślne doktrynerstwo polskiego kościoła.

Dodatkowo, sceptycyzm do tego niebywale sympatycznego pana z Watykanu jest jak najbardziej uzasadniony. NIC nie wskazuje na to, że to rzeczywiście reformator, a nie sprawny PR-owiec. Od hura-optymizmu Agnosiewicza znacznie bardziej na miejscu jest zdrowy sceptycyzm Tabisza.

>To jest główna kwestia, która powinna niektórym uzmysłowić, iż ten wstrętny KK z chwilą ustąpienia ostatniego "takiego" papieża już nie istnieje, taki już nie będzie.

>Z tego powodu "racjonalizm" też powinien zmierzać bardziej ku środkowej opcji myślenia, by nie zostać ze swoim zacietrzewieniem, niczym kostucha-łacina, poza nawiasem racjonalności. Trzeba myśleć o przyszłości, o kształtowaniu nowych postaw, idei, lub korygowaniu starych - nieaktualnych. Półprawdy jednych i półprawdy drugich powina zastąpić "jedna prawda".

Ale kiedy przyklaskiwanie teistom chrześcijańskim jest wybitnie nieracjonalne. Jedno jest postulować istnienie niematerialnego boga-stwórcy, a drugie jest wnioskować o jego cechach, nie mogąc kompletnie go zbadać (z racji jego niematerialności). Tego typu podejście sprowadza się do stwierdzeń, że "coś jest, bo mi się tak wydaje", bez sprawdzenia. To fundament irracjonalizmu, a strona nazywa się trochę inaczej.

Inną sprawą jest model współżycia z osobami wierzącymi w jednym społeczeństwie. Nikt nie mówi o masowych rzeziach, mordach na teistach, a jedynie nie dawanie ich prawnych przywilejów. Ja nie mam nic do teistów, bo w myśl humanizmu, człowiek jest najważniejszy, ale ich idee to wybitne debilizmy.

>Przy tym wszystkim nie należy zapominać, że fundamentalizm, w każdej formie jest grożny, dlatego tak potrzebne są kotwice rozumu, rozsądku, takie jak: amerykańska Konstytucja Stanów Zjednoczonych czy francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela. Jak pokazuje historia im wiecej liberalnizmu w pogladach tym lepiej. Zawsze przecież są ci, dla których nawet niewielkie zmiany wydaję się nazbyt rewolucyjne. Tkwią w gruncie niczym betonowe filary, nie do ruszenia. Beton zawsze pozostanie betonem: komuch zostanie komuchem, nazista nazistą, fundementalista (religijny i każdy inny, pozostanie fundementalistą) i niech tak pozostanie - niech sobie tkwią niczym mormoni, czy starowiercy w swoich niszach.

Myli się Pan fundamentalnie. Otóż mainstream światopoglądowy tutaj postuluje zdroworozsądkowe podejście do wszystkiego. Za każdym razem, gdy ma przychodzić jakaś zmiana, warto się zastanowić, czy ta zmiana jest sensowna i logiczna. Nie ma najmniejszych podstaw do uznania za intelektualnie równego światopoglądu teistycznego (a przynajmniej teistycznego w myśl głównych religii na świecie), gdyż zwyczajnie intelektualnie równym nie jest. I nie ma tu żadnych odgórnych deklaracji, jedynie sucha logika.

>Nie wiem w jakim kierunku pójdzie Racjionalista, wiem w jakim kierunku ja idę. Nic nie sprzedaję i nic nie kupuję. Jedna prośba: proszę nie wyrywać pojedyńczych zdań z całości i podpinać swoich zaprzeczeń, by też na tej podstawie dowodzić jakież to ja nielogiczności piszę. Nie jest to sposób dyskusji, na którym mi zależy.

Ale kiedy każda z Pańskich wypowiedzi skupia się na innym aspekcie, toteż w ten sposób łatwiej odpowiadać co ludzie na tym forum wielokrotnie czynili.

A teraz co do całości:

Atakowanie ludzi za ich poglądy jest bez sensu. Atakowanie POGLĄDÓW jest najlepszym, co można dla poglądów zrobić. W momencie, jeżeli mamy sobie człowieka, który dyskutować nie potrafi, powtarza n-krotnie te same fideizmy, albo posuwa się do ad personam, wtedy taka osoba powinna być z dyskusji wykluczona. Inną sprawą jest to, od kiedy jest ad personam.

Racjonalista nigdy nie był monolitem w każdej kwestii. Ludzie mają tu różnorodne poglądy dotyczące ekonomii, polityki, filozofii, ale jedna rzecz tych ludzi łączy: używanie logiki, argumentacji i racjonalnego wywodu, podając dowody na wszelkie twierdzenia, które wypowiadają. Jeśli i tego się pozbędziemy, to może i liczba użytkowników wzrośnie, ale jakim kosztem ?
16-02-2014 13:20 
 Ocena 3 na 3
DEMONICON (4893 punktów)
>Półprawdy jednych i półprawdy drugich powina zastąpić "jedna prawda".

W jaki sposób i jaka to może być prawda wg ciebie? Z punktu widzenia memetycznego nie musi to być prawdą, mogą być obie jednocześnie, neutralne sobie, wrogie, może być żadna z nich, może jakaś wypadkowa. Na dzień dzisiejszy jest to niezbyt możliwe do określenia. Pewnikiem jest to, że zmiany zachodzą, a efektów ich nie przewidzimy, bo jeden mały nietypowy mem może się wpakować i zdziwionko mamy. Obserwujemy teraźniejszość, staramy się ją nazwać i dodatkowo główkujemy nad sąsiedztwami tego dryfującego punktu.

> Beton zawsze pozostanie betonem: komuch zostanie komuchem, nazista nazistą, fundementalista (religijny i każdy inny, pozostanie fundementalistą) i niech tak pozostanie - niech sobie tkwią niczym mormoni, czy starowiercy w swoich niszach.

Skąd ta pewność? Agnostyk pozostanie zawsze agnostykiem? Nie może rzucić się w ateizm? Stanowisko interpretacji rzeczywistości u każdego jest zmienne, aczkolwiek w różnym stopniu. Beton izolowany, izolujący się ma mniejsze szanse na zmienność.

Pozdrawiam
16-02-2014 14:28 
 Ocena 8 na 8
diogenes (42753 punktów)
>Z chwilą wyboru Bergoglio na papieża nie ma już tego katolicyzmu, z którym trzeba, należy walczyć.

Kościół to nie papież. Wprawdzie Watykan i jego macki to monarchia (prawie) absolutna(dogmat nieomylności), ale proboszcz na zagrodzie poza zdrowaśką w intencji papieża może robić, co chce. Racjonalizm nie wyczerpuje się w ateizmie. Irracjonalizmów jest mnóstwo: polityczny, religijny, obyczajowy, itd. Ma też różny zasięg: makro, mezo i mikro. O jakiej skali mówimy w przypadku Franciszka? Czy kościół przestał być mniej katolicki (powszechny)? Czy - np. w Polsce - odczepi się od ingerencji w sprawy wszystkich obywateli? Czy zrezygnuje z nauczania religii (= indoktrynacji) w szkołach? Czy wyjmie wreszcie łapę z publicznej kasy? Czy przestanie podglądać i osądzać sumienia ludzi, którzy sobie tego nie życzą?

>Beton zawsze pozostanie betonem: komuch zostanie komuchem, nazista nazistą, fundementalista (religijny i każdy inny, pozostanie fundementalistą) i niech tak pozostanie - niech sobie tkwią niczym mormoni, czy starowiercy w swoich niszach.

Beton to zła metafora. Faszyzm, katolicyzm, islam, komunizm, tzw. demokracja amerykańska, itd. nie rezygnują z ekspansji, imperialnych ciągot, nawracania innych, narzucania swojej wizji świata, cywilizacyjnego monizmu. W dobie globalnej dygitalizacji nie musi się to odbywać w militarny sposób (powszechna inwigilacja), ale ta opcja zawsze jest realna. W tym sensie bardziej odpowidałaby mi metafora raka, lawy lub mazi.

>Nie wiem w jakim kierunku pójdzie Racjionalista, wiem w jakim kierunku ja idę. Nic nie sprzedaję i nic nie kupuję.

Od jakiegoś rodzaju wymiany nikt się nie wywinie.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
16-02-2014 20:01 
 Ocena 7 na 7
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Pomimo braku stosowania podstawowych zasad typografii w odniesieniu do tekstu, udało mi się przez niego przebrnąć. Odniesienie się do całości (co postuluje autor), uważam za niezasadne.

> Jeszcze inną sprawą jest główne (uboczne okazuje się) zajęcie całkiem współczesnych "racjonalistów" - walka z chrześcijaństwem, kościołem, religią, ortodoksją religijną. Otóż chciałbym powiedzieć jedno: sądzę iż jest to już temat zamknięty, walka oczywiście trwa, będzie trwać tak długo i w taki sposób jak starowiercy trwają przy swojej wierze, mormoni przy swoich obyczajach, prawosławni przy soim czasie. No i cóż z tego - niech trwają. Z chwilą wyboru Bergoglio na papieża nie ma już tego katolicyzmu, z którym trzeba, należy walczyć.

Powtórzę to, co już wielokrotnie deklarowałem: Kościół wraz z jego wiarą i zasadami jest mi całkowicie obojętny, jego członkowie mogą być moimi partnerami w dyskusjach, interesach, życiu towarzyskim. Pod jednym warunkiem: nie będą mnie nawracać, a już absolutnie nie będą zmuszać mnie - prawnie, czy pozaprawnie - do przestrzegania ICH dogmatów, czy regulaminów! A także nie będą bez mojej woli drenować mojej kieszeni!

Póki to się nie stanie, póki rozdzielność Państwa i Kościoła nie stanie się niekwestionowanym faktem, dopóty walka z kościołem i religią musi być obowiązkiem racjonalisty.
16-02-2014 21:17 
 Ocena 3 na 3
panTeista (6808 punktów)
>Jeszcze inną sprawą jest główne (uboczne okazuje się) zajęcie całkiem współczesnych "racjonalistów" - walka z chrześcijaństwem, kościołem, religią, ortodoksją religijną. Otóż chciałbym powiedzieć jedno: sądzę iż jest to już temat zamknięty, walka oczywiście trwa, będzie trwać tak długo i w taki sposób jak starowiercy trwają przy swojej wierze, mormoni przy swoich obyczajach, prawosławni przy soim czasie. No i cóż z tego - niech trwają. Z chwilą wyboru Bergoglio na papieża nie ma już tego katolicyzmu, z którym trzeba, należy walczyć. Nie ma już paliwa do "racjionalnej" walki. Pozostał już tylko "korpus tej watahy". Jak sądzę jest to początek tego procesu. To jest główna kwestia, która powinna niektórym uzmysłowić, iż ten wstrętny KK z chwilą ustąpienia ostatniego "takiego" papieża już nie istnieje, taki już nie będzie. Dokonuje transformacji - bardziej "do środka". Krucjaty, Wandea, Inkwizycja, Konkwista, zboczenia "tamtych papieży", czy pedofilia i molestowanie (w fazie rozliczania) - to wszystko już było, to nie nasz problem - jak sądzę tak uważają. Z tego powodu "racjonalizm" też powinien zmierzać bardziej ku środkowej opcji myślenia, by nie zostać ze swoim zacietrzewieniem, niczym kostucha-łacina, poza nawiasem racjonalności. Trzeba myśleć o przyszłości, o kształtowaniu nowych postaw, idei, lub korygowaniu starych - nieaktualnych. Półprawdy jednych i półprawdy drugich powina zastąpić "jedna prawda".

Walka z kościołem nie ma na celu jego likwidacji ale faktyczne oddzielenie Kościoła od państwa. Wybór Bergoglio na papieża nie zmienił w Polsce ważnej kwestii- krzywdzenia ateistów poprzez wyciąganie od nich pieniędzy na Kościół. Dopóki kler jest finansowany z budżetu dopóty trzeba walczyć. Środkowa opcja myślenia jest taka aby KK odwoływał się do sumienia, a nie żądał ustaw obowiązujących niewierzących. Jaka jest ta "jedna prawda"? Bóg trochę istnieje, a trochę nie istnieje?

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
DEMONICON (4893 punktów)
>Żydzi najpierw przegonili Filistynów, Moabitów, później sami ulegli naporowi kolejnych imperii - diaspora,
>niedawno wrócili eliminując Palestyńczyków, i tak w kółko.

Z tym "eliminowaniem" Palestyńczyków to znacząco inaczej było. Pana Andrzeja można tutaj poczytać i nie jest to propaganda proizraelska, nie jest to propaganda.
Choć w tym temacie nie jestem ekspertem, ale pewnej linii wskazywania oprawców-ofiar bym bronił.

Pozdrawiam
rysiek (4593 punktów)
>"Łacina właśnie dlatego jest językiem martwym iż nie "szła z duchem czasu", nie dostosowywała się do otaczających zmian - tak ogólnie mówiąc."
Może łacina jest językiem "martwym", właśnie dlatego że "ewoluowała", "szła z duchem czasu" i "dostosowywała się do otaczających zmian"?
MedM (37 punktów)
>>"Łacina właśnie dlatego jest językiem martwym iż nie "szła z duchem czasu", nie dostosowywała się do otaczających zmian - tak ogólnie mówiąc."
>Może łacina jest językiem "martwym", właśnie dlatego że "ewoluowała", "szła z duchem czasu" i "dostosowywała się do otaczających zmian"?
>
łacina jest martwa, bo nie jest jezykiem narodowym żadnego kraju ( poza Watykanem ? ) Wraz z upadkiem Imperium Rzymskiego ludzie mówili ojczystym jezykiem, a nie łaciną
rysiek (4593 punktów)
>łacina jest martwa, bo nie jest jezykiem narodowym żadnego kraju ( poza Watykanem ? )
Zatem jest "martwa", czy nie jest? Jest językiem urzędowym Watykanu, nie "narodowym". Mimo to "martwość" łaciny wcale nie jest taka oczywista.

>Wraz z upadkiem Imperium Rzymskiego ludzie mówili ojczystym jezykiem, a nie łaciną
A te ojczyste języki to np. włoski, francuski, hiszpański, rumuński, portugalski, retoromański itd.
16-02-2014 21:11 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Zatem jest "martwa", czy nie jest? Jest językiem urzędowym Watykanu, nie "narodowym". Mimo to "martwość" łaciny wcale nie jest taka oczywista.
Na wpół żywa bo przecież i w medycynie i w prawie używana. Ale rozwijać się już chyba zanadto nie rozwija.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
MedM (37 punktów)

>Na wpół żywa bo przecież i w medycynie i w prawie używana. Ale rozwijać się już chyba zanadto nie rozwija.

nie wiem jak na prawie, ale w medycynie już się odchodzi od łaciny, nie jest ona przedmiotem obowiązkowym na medycynie, hobbistycznie można podjąć fakultet z łaciny.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>nie wiem jak na prawie, ale w medycynie już się odchodzi od łaciny, nie jest ona przedmiotem obowiązkowym na medycynie, hobbistycznie można podjąć fakultet z łaciny.
Tym niemniej jest używana, ba zdarza się nawet zaobserwować jej stosowanie w formie sentencji, niestety nieraz w myśl powiedzenia - Quidquid Latine dictum sit, altum videtur . Istotnie jednak jest językiem raczej martwym niż żywym.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
17-02-2014 16:48 
 Ocena 1 na 1
rysiek (4593 punktów)
>Na wpół żywa bo przecież i w medycynie i w prawie używana. Ale rozwijać się już chyba zanadto nie rozwija.
Zgoda, ale... jak np. napisano w wiki:
Wbrew powszechnej opinii j. łaciński nie jest językiem stricte martwym lub wymarłym (mimo że nie ma żadnej grupy etnicznej, dla której byłby językiem ojczystym, tzw. L1, ani też nie działają w nim prawa głosowe, które zmieniałyby jego strukturę fonetyczną, a co za tym idzie fleksyjną i syntaktyczną), ale w oparciu o kryteria klasyfikacji języków naturalnych (a dokładniej o kryterium funkcjonalności języka) winien być nazywany językiem wegetującym, ponieważ jego znajomość w pewnym środowisku nigdy nie wygasła, jest językiem urzędowym Państwa Watykańskiego, liturgii Kościoła rzymskokatolickiego i obrządku ambrozjańskiego (czy też mozarabskiego) oraz nieustannie poszerza zakres słownictwa na potrzeby codziennego użytku jego użytkowników i dokumentów wydawanych przez Stolicę Apostolską.
[...]
W Europie obserwuje się zwiększone zainteresowanie łaciną. Podejmowane są nawet próby wypromowania jej jako języka żywego. W Finlandii radio nadaje krótkie audycje w tym języku. (...)
romaro (25211 punktów)
> Z chwilą wyboru Bergoglio na papieża nie ma już tego katolicyzmu,
PRZEPRASZAM, JAKIE ZMIANY WPROWADZIŁ FRANCISZEK W KATECHIZMIE?
> z którym trzeba, należy walczyć.
"Katolicyzm" to dogmaty, katechizm, czy uważasz, że my z tym walczymy?
Skoro jednak poruszyłeś "Katolicyzm" - On się nie zmienił, bo Franciszek nie ogłosił jeszcze żadnego nowego dogmatu. Franciszek nawet nie wypowiedział się znacząco Ex cathedra, czyli w sposób nieomylny w sprawach wiary.
Krk od momentu obrania Bergoglio na papieża nie zmienił się. W Polsce nawet jeszcze większy przypuścił atak "ewangelizacyjny".

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365