 |
Koniec marzeń, powrót historii. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Świat
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-03-2014 19:33 | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Koniec marzeń, powrót historii. 0 na 2 | Siedzi sobie chłop na zagrodzie. Wstaje rano a tu pod jego progiem woda, istna powódź. No tak, co tu teraz robić? Trzeba kopać wały, ziemię do worków. Ale teraz to już cokolwiek za późno. Co dalej, ratować dobytek czy siebie i rodzinę, a może zebrać sąsiadów i wspólnie coś uradzić? A czemuż to gospodarzu wcześniej (jesienią ubiegłego roku) czegoś konkretnego nie przedsięwzioł? Teraz to prowizorka, której skutek niepewny. Taki nieco trywialny teaser ilustruje, moim zdaniem, obecną sytuację geopolityczną. Wszystko czego doświadczamy (Polska, Europa, Świat) to skutek "jesiennych" zaniedbań – czyli efekt nie dość przezornych przewidywań polityków odpowiedzialnych za porządek i ład polityczny. Początkiem (chociaż w przypadku kontinuum historii trudno uchwycić ów początek, jest to ciągły proces -walec historii) tych kłopotów upatrywałbym w tym co, według mnie słusznie, zauważył Robert Kagan w swoim raczej błyskotliwym eseju pt.: "Of Paradise and Power: America and Europe in the New World Order." - "Potęga i Raj. Ameryka i Europa w nowym porządku świata." pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Kagan Cytat: "Czas przestać udawać, że Europejczycy i Amerykanie mają wspólny pogląd na świat, a nawet, że żyją w tym samym świecie. W zasadniczej kwestii, jaką jest stosunek do siły - przekonanie o jej skuteczności, moralności i potrzebie - ich stanowiska się rozchodzą. Europa odwraca się od siły lub, ujmując rzecz nieco inaczej, wychodzi poza logikę siły i wstępuje do odrębnego świata reguł i praw, międzynarodowych negocjacji i współpracy. Wkracza do raju „końca historii”, będącego urzeczywistnieniem kantowskiego „wiecznego pokoju” - do świata, w którym panuje spokój i względny dobrobyt. Tymczasem Stany Zjednoczone nadal tkwią w historii, w anachronicznym hobbesowskim świecie, w którym nie można liczyć na międzynarodowe prawa i reguły, a prawdziwe bezpieczeństwo oraz obrona i szerzenie liberalnego porządku wymagają posiadania i stosowania zbrojnej siły. Dlatego dzisiaj w najważniejszych kwestiach strategicznych i międzynarodowych Amerykanie są z Marsa, a Europejczycy z Wenus. W niewielu sprawach się zgadzają i coraz mniej rozumieją się nawzajem. Ten stan rzeczy nie jest w cale przejściowym efektem jednych wyborów w Stanach Zjednoczonych czy jednego tragicznego zdarzenia. Przyczyny transatlantyckiego rozłamu są głębsze, rozwijają się od dłuższego czasu i zapewne będą jeszcze długo trwały. W kwestiach ustalania narodowych priorytetów, określania zagrożeń i wyzwań, kształtowania i wdrażania polityki zagranicznej i obronnej - drogi Stanów Zjednoczonych i Europy się rozeszły.” „Pacjent jest chory”, ponieważ jedna z jego współistotnych części - europejski Zachód jest „słabszy”, a „słabość” swoją maskuje międzynarodowymi normami zachowania. „Potężne” Stany Zjednoczone, próbujące odgrywać rolę „lekarza”, same stanęły - po 11 IX 2001 r. w obliczu ogólnoświatowej dżumy XXI wieku - (terroryzm), który może swoim „morowym powietrzem” zatruć nie tylko lekarza, ale i całą „globalną wioskę”. Na dodatek lekarz ten, pozbawiony swego naturalnego sojusznika (zachód), pozostał sam na „placu boju”, niczym szeryf z filmu „W samo południe”. Pacjentem jest jak wiemy - rozejście się dróg Stanów Zjednoczonych i Europy, objawami zaś - słabość Europy, którą ona sama postrzega jako swoją siłę. Jakąż więc metodę leczenia proponuje zaordynować „doktor Ameryka” choremu pacjentowi? Jest nią zwiększenie swojej „siły”. W niej to bowiem widzi jedyne lekarstwo na grożącą wszystkim: i lekarzowi i innym „pacjentom”- dżumę ze strony „bandyckich krajów”. Jedynym ratunkiem przed tym zagrożeniem jest tylko „ucieczka do przodu”- czyli zwiększenie, tyle ile tylko jest to możliwe, własnego potencjału militarnego - (wydatki na zbrojenia). Ale nie może to być wysiłek tylko jednej strony (części). Wysiłek ten musi podjąć także i Europa, w swoim, i w swego (niedawnego) sojusznika, interesie. Niestety ze strony „Zachodu”, napotykają „szeryfa” tylko „pomruki” niechęci i niezgody. Esej Kagana kończy się „dramatycznym” apelem o opamiętanie się tego symbolicznego pacjenta, by nie trwał w swoim uporze i nie odrzucał „lekarstwa”- (ręki wyciągniętej na zgodę) - „Stany Zjednoczone i Europa mają pewien zbiór zachodnich przekonań.[...] odrobina wzajemnego zrozumienia może przynieść wiele wspólnych korzyści [...] Amerykanie mogą pomóc”. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
-1 na 1 Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Nie jest to wbrew pozorom przejaw megalomanii, ale "krzyk rozpaczy", jaki wydać może tylko człowiek widzący jak jego "towarzysz niedoli", podcina gałąź, na której obaj siedzą i w żaden sposób nie może temu zapobiec. Stany Zjednoczone nie mają wyboru, muszą podjąć rozpaczliwą decyzję: czy stać się "Hiper-mocarstwem", by stać na straży światowego pokoju, nawet za cenę powszechnego potępienia, czy też, godząc się z, hipotetyczną ale jednak, groźbą nowego Monachium albo Perl Harbor, pójść w stronę multilateralnych powiązań i korzystać z pośrednictwa "dyplomacji" ONZ, lub też skorzystać z "nęcącej"alternatywy, jaką jest - "izolacjonizm". W następnym swoim eseju: "The Return of History and the End of Dreams." - "Koniec marzeń, powrót historii" Kagan wyciąga kolejny, doprecyzowujący, wniosek z poprzednich twierdzeń. Cytat: "Zrodzone przez koniec zimnej wojny nadzieje na nowy pokojowy ład polityczny legły w gruzach w zderzeniu z twardą rzeczywistością: wielkie potęgi po raz kolejny pogrążają się we współzawodnictwie o wpływy. Międzynarodowa rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi, Rosją, Chinami, Europą, Japonią, Indiami i Iranem rodzi nowe zagrożenia wybuchów konfliktów lokalnych. Komunizm upadł, ale antagonizm między zachodnią demokracją a wschodnimi autokracjami Rosji i Chin pozostał. Fundamentaliści islamscy toczą ciągłą wojnę z Zachodem. Robert Kagan w mistrzowski sposób definiuje najważniejszą kwestię, przed którą stają kraje demokracji liberalnych - stawia przed nimi pytanie, czy chcą kształtować historię, czy wolą, żeby ktoś zrobił to za nie." www.rebis.(*)ks/book.html?co=print&id=K3870Oba eseje są już nieco "stareńkie", jednakowoż nawiązując do owego gospodarza na zagrodzie, doskonale ilustrują, moim zdaniem, merituum zagadnienia. Obecna sytuacja i ta zupełnie niebawem nieunikniona, to skutek tych zaniedbań o jakich wspomina Kagan. Z postawioną diagnozą Roberta Kagana, mówiącej o tym, że "pacjent jest chory", zgadzam się w całej rozciągłości, ale już z przyczynami tej choroby już mniej, a wręcz nie do przyjęcia jest lekarstwo, jakie "lekarz - szeryf świata" chce zaordynować. Moim zdaniem, przyczyn choroby pacjenta nie należy szukać w "sferze" "infekcji", ale raczej w "sferze" pewnej "skazy genetycznej", którą autor tego eseju dostrzegł, lecz zupełnie nie wziął jej pod uwagę - a to właśnie ta choroba, zwana "atawizmem", jest przyczyną "rozdźwięków" w świecie Zachodu. Tutaj bardziej potrzebny jest lekarz "genetyk", lub może bardziej poprawnie - lekarz "geriatra", niż lekarz "immunolog". Na koniec pytanie: jakiż los czeka nieszczęsnego gospodarza? Odpowiedź. Zależy o kim mowa. W zaistniałej sytuacji, moim zdaniem, im dalej na wschód i na zachód od naszego (polskiego - i środkowo-wschodniego) tym skutki powodzi będą gorsze.
|
|
 | 2 na 2 Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) |
Kagan uprawia niepoważne zaklinanie rzeczywistości. Wystarczy spojrzeć na listę krajów, które w skali świata najwięcej wydają na zbrojenia, żeby zauważyć, że w pierwszej dziesiątce znajduje się kilka krajów z samej Europy (Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy). W pierwszej piętnastce jest jeszcze Japonia, Australia czy Kanada. UE jako całość pod względem wydatków na zbrojenia jest druga, za Stanami Zjednoczonymi, i o kilka długości przed Rosją, Chinami czy Indiami. W dodatku w EU mamy dwa mocarstwa atomowe. Francja wydaje na zbrojenia więcej pieniędzy niż Indie. Nie opowiadajmy więc bajek o słabości Europy. Są to łzawe historyjki pisane na zamówienie amerykańskiego establishmentu, ale niewiele mają wspólnego poważnymi analizami.
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
|  | -1 na 1 Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Poniżej kilka cytatów w wielu, świadczących o sile wojsk europejskich. Jednakże nie o tej potencjalnej sile mowa, a o rozbieżnych interesach politycznych w ramach - nawet samej Unii. Jak bardzo jest ona efektywna pokazała np.w Kosowie. Niestety, interesy poszczególnych państw daleko bardziej są istotne niż siła poszczególnych armii na papierze, np. w stosunku do "niepoczytalnego niedźwiedzia" - zwartego i gotowego. Interes polityczny brytyjczyków nie jest zbieżny z niemieckim, itp. Tragedii syryjskiej kto jest winien? Stany Zjednoczone? Rosja? A może owe rozbieżne interesy europejskie. Rosjanie doskonale wpisali się w zachodnioeuropejskie resentymenty. 1. "Przedstawiona tutaj wizja jest z pewnością odważna i kontrowersyjna. Nie należy mieć złudzeń, że zyskałaby szybkie poparcie wszystkich państw Unii. Można założyć, że z inicjatywą powołania takiej ponadnarodowej siły zbrojnej mogłaby wyjść jedynie grupa członków Unii. Mogliby oni utworzyć Armię poprzez wynegocjowanie odrębnego traktatu, który byłby otwarty dla pozostałych państw unijnych pod określonymi warunkami (m.in. zobowiązania do wnoszenia składek na pokrycie kosztów utrzymywania Armii). W takim przypadku dla powodzenia całego projektu kluczowe byłoby właśnie uzyskanie jak najszerszego członkostwa państw unijnych. W przeciwnym razie Armia postrzegana byłaby jako siła wojskowa nie reprezentująca Unii Europejskiej, a tylko grupę jej członków. To z kolei mogłoby prowadzić do niemożności jej wykorzystania w sytuacjach kryzysowych." www.euract(*)pejska--jak-da-unii-si-wojskow2. "NYT" o europejskich wojskach w Libii:"Armie nieprzygotowane do starć nawet ze słabym wrogiem" wiadomosci(*)&order=najstarsze&pId=140587623. Czy Francja spełni wreszcie marzenia Rosji o rozbiciu NATO? Na monolicie najsilniejszego sojuszu wojskowego pojawiły się groźne rysy. Turcja, najważniejszy członek NATO na granicy Europy i Bliskiego Wschodu, z irytacją przyjęła francuskie plany stworzenia niezależnych od sojuszu europejskich sił zbrojnych. Od lat bezskutecznie pukająca do drzwi Unii Europejskiej Ankara nie ma wpływu na powstające struktury wojskowe. www.wprost.pl/ar/8912/Euroarmia/undefined/?pg=04. Niemcy o Syrii: "Nie forsujemy ścieżki wojskowego rozwiązania" swiat.news(*)o-rozwiazania-,107830,1,1.html
|
|
| |  | 1 na 1 Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) | > Poniżej kilka cytatów w wielu, świadczących o sile wojsk europejskich. Jednakże nie o tej potencjalnej sile mowa, a o rozbieżnych interesach politycznych w ramach - nawet samej Unii.Patrzenie na Stany Zjednoczone Ameryki Północnej jako na polityczny monolit, przeciwstawiany "rozlazłej" Unii Europejskiej jest dość nieuczciwym postawieniem sprawy. Wystarczy spojrzeć na to, co się w USA dzieje z reformą ubezpieczeń zdrowotnych, by zrozumieć, że tej kraj jest pod wieloma względami równie silnie podzielony, jak UE. > Jak bardzo jest ona efektywna pokazała np. w Kosowie.Kosowo, o ile wiem, nie jest członkiem UE. > Niestety, interesy poszczególnych państw daleko bardziej są istotne niż siła poszczególnych armii na papierze, np. w stosunku do "niepoczytalnego niedźwiedzia" - zwartego i gotowego.Niedźwiedź stoi zwarty i gotowy, i tak się napiął, że mu rura pękła w metrze i jeden facet się utopił. Biorąc sprawę serio - na atak psychopaty nie można być zupełnie przygotowanym, a to z tego prostego powodu, że nigdy tak do końca nie wiadomo, co zrobi i kiedy zaatakuje. > Interes polityczny Brytyjczyków nie jest zbieżny z niemieckim, itp.No i nie jest. A Demokraci naparzają się z Republikanami. I co z tego? > Tragedii syryjskiej kto jest winien? Stany Zjednoczone? Rosja? A może owe rozbieżne interesy europejskie.Sądzę, że za to, co się dzieje w Syrii, odpowiada przede wszystkim syryjski rząd. Syria nie jest członkiem UE. Poza tym nazywanie tego, co się dzieje w Syrii tragedią to gruba przesada. Zwykła wojna domowa o lokalnym zasięgu. Pod pewnymi względami nawet pożyteczna. > Rosjanie doskonale wpisali się w zachodnioeuropejskie resentymenty.W jakim znaczeniu używasz słowa "resentyment", bo nie jest to dla mnie jasne. > 1. "Przedstawiona tutaj wizja jest z pewnością odważna i kontrowersyjna. Nie należy mieć złudzeń, że zyskałaby szybkie poparcie wszystkich państw Unii...Nie mylmy opinii na temat rzeczywistości z samą rzeczywistością. Zauważ ponadto, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego, jak "armia gotowa na konfrontację z silnym wrogiem". Czy jest nią armia USA? Jeśli tak, to kto był tym silnym wrogiem dla USA - Irak, Afganistan, Libia? 
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
| | |  | 1 na 1 Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | >Sądzę, że za to, co się dzieje w Syrii, odpowiada przede wszystkim syryjski rząd. Syria nie jest członkiem UE. Poza tym nazywanie tego, co się dzieje w Syrii tragedią to gruba przesada. Zwykła wojna domowa o lokalnym zasięgu. Pod pewnymi względami nawet pożyteczna.
Dziekuję za dalszą rozmowę.
|
|
| | | |  | Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) |
>Dziękuję za dalszą rozmowę.
Ależ proszę! Chce tylko zauważyć, że to nie ja nadałem temu wątkowi demaskatorski tytuł: Koniec marzeń, powrót historii. Widocznie Sz. Autorowi wątku trudniej się rozstać z pewnymi marzeniami, niż jest gotowy to przyznać sam przed sobą.
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
| | | | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | Na dodatek jesteś nachalny.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) | >Na dodatek jesteś nachalny.
I na dodatek jest to cecha, którą w sobie lubię najbardziej.
PS. Proponuję zmianę tytułu wątku na "Koniec marzeń, powrót mitów i propagandy".
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
 | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | > Na koniec pytanie: jakiż los czeka nieszczęsnego gospodarza? Odpowiedź. Zależy o kim mowa. W zaistniałej sytuacji, moim zdaniem, im dalej na wschód i na zachód od naszego (polskiego - i środkowo-wschodniego) tym skutki powodzi będą gorsze."Piętnastoletnia licealistka z Konstancji wyjechała cichcem do Syrii na świętą wojną z niewiernymi. (...) W Federalnym Urzędzie Ochrony Konstytucji (BfV), czyli w niemieckim kontrwywiadzie z niepokojem obserwuje się wzmożony napływ niemieckich islamistów do rejonów walk na Bliskim Wschodzie. - Od wybuchu wojny domowej w Syrii wyjechało do niej około 300 niemieckich dżihadystów, Około 40 procent z nich stanowią ludzie. którzy nie przekroczyli 25 roku życia, a mniej więcej tuzin z nich w chwili wyjazdu stanowili niepełnoletni, mówi szef BfV Hans-Georg Maaßen." wiadomosci(*)ystka-i-jej-swieta-wojna/zvrgjKiedy "niemieccy" i inni zachodnioeuropejscy licealiści przestaną wyjeżdżać do Syrii, a zajmą się swoją nową ojczyzną, to dopiero będzie kłopot.
|
|
|  | 1 na 1 | cmos (1664 punktów) | > Kiedy "niemieccy" i inni zachodnioeuropejscy licealiści przestaną wyjeżdżać do Syrii, a zajmą się swoją nową ojczyzną, to dopiero będzie kłopot.Wydaje mi się, że nie bardzo rozumiesz o co chodzi. Ci licealiści nie wpadają sami na pomysł wyjechania i postrzelania sobie. Odbywa się to tak, że przed szkołą staje sobie grupa werbunkowa (zazwyczaj Salafiści), która wciąga obiecująco wyglądających młodych ludzi w rozmowę. No i co któryś daje się złapać i po dłuższym praniu mózgu, w imię typowego dla tego wieku idealizmu jedzie na wojnę. Jedzie, bo wierzy w obraz świata którym mu wciśnięto, a nie ma jak go zweryfikować. Zresztą ci sami Salafiści stoją na głównych ulicach handlowych i reklamują darmowy Koran - też żeby wciągnąć w rozmowę i wyłapać kandydatów na żołnierzy. Oczywiście nie mówią tego wprost, najpierw jest o wierze i pomocy ludziom (kiedyś kilka minut słuchałem takiej rozmowy). A teraz spróbuj temu samemu nastolatkowi wcisnąć wykręcony obraz świata który widzi na codzień - to o wiele trudniejsze. Nie mówię, że nikt się nie da na to złapać, ale o wiele, wiele mniej niż na "pomoc braciom w wierze" w Syrii.
|
|
| |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | W jednym zdaniu trudno zawrzeć całość problematyki, bardziej chodziło mi o zwrócenie uwagi na ten złowieszczy "kłopot". W jaki sposób i jakimi metodami posługują się promotorzy owego zjawiska - to temat rzeka. Notabene, ci licealiści mają rodziców, którzy zapewne mają jakiś określony wpływ na ich decyzje, a także, dzieci tych europejsko-salafijskich także mają, będą, mieć dzieci, więc zjawisko będzie raczej narastać.
|
|
| | |  | 1 na 1 | cmos (1664 punktów) | > Notabene, ci licealiści mają rodziców, którzy zapewne mają jakiś określony wpływ na ich decyzje, a także, dzieci tych europejsko-salafijskich także mają, będą, mieć dzieci, więc zjawisko będzie raczej narastać.Właśnie szczerze wątpię w to narastanie. Te 300 osób z osiemdziesięciomilionowego kraju w kilka lat to efekt naprawdę zmasowanej akcji werbunkowej, w którą zaangażowane jest o wiele więcej niż 300 osób. W samym Frankfurcie na Zeilu widziałem jak stało ich naraz sześciu (dzień był powszedni około południa), a gdzie inne miejsca, chociażby szkoły które trzeba obstawić w tym samym czasie, a gdzie inne miasta? Efekt tej akcji jest po prostu mikry, nie wyciągną wiele więcej. Młodzież muzułmańska też się w szybkim tempie sekularyzuje, w porównaniu z pokoleniem ich rodziców oczywiście, i tego nie da się tu zatrzymać. Oczywiście, parę osób którym odbije w drugą stronę na pewno się znajdzie, ale to właśnie moim zdaniem świadczy o narastającej sekularyzacji. Popatrz dla porównania na Polskę - takich hardkorowych katolików jacy ostatnio wypłynęli nie pamiętam z czasów komunistycznych. To jest reakcja marginesu, a nie mainstream. A jeszcze co do Syrii, to sam widziałem na Römerze (frankfurckim rynku starego miasta) dużą (dobre kilkaset osób) demonstrację zwolenników Assada ( TUTAJ parę zdjęć, przeciwników można się dopatrzyć w głębi na zdjęciu z policjantami) i świeckości Syrii i małą, góra kilkunastoosobową grupkę przeciwników, którym policja nie pozwalała wejść na plac. To naprawdę jest margines, nie strasz tutaj wyimaginowanymi zagrożeniami.
|
|
| | | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | "Argument" iż zwolenników Assada jest więcej i są bardziej aktywni niż kilkunstoosobowa zaledwie grupka przeciwników jest doprawdy powalający. Więc miłościwie sprawujący władzę Assad (już od kilkudziesięciu lat - partia Baas) ma rację, a jego zwolennicy legimityzują jego strategię zaprowadzania porządku publicznego w Syrii? OK. Na tej zasadzie zwolennicy Putina wczoraj na Krymie, dzisiaj w Charkowie, jutro w Kijowie też legimityzują obecność Federacji na tych terenach? No bo przecież jest ich więcej i są bardziej aktywni? Jeśli chodzi o margines to ponad 136 tys. ofiar wojny domowej to niezły margines. Ja nie straszę, a jeżeli już to Deutsche welle. Cytat <<To nie jest tak odosobnione stwierdzenie, jak próbowano potem przekonywać. Badanie przeprowadzone przez WZB, Berliński Ośrodek Nauk Społecznych, stwierdza, że fundamentalizm jest szeroko rozpowszechniony wśród europejskich muzułmanów. Dwie trzecie z nich uważa, że prawa religijne są ważniejsze od prawa krajowego. Trzy czwarte wierzy, że istnieje tylko jedna właściwa interpretacja Koranu. W porównaniu do tego, jedynie 13% chrześcijan utrzymuje takie poglądy odnośnie prawa i 20% odnośnie interpretacji Biblii. Około 60% muzułmanów odrzuca homoseksualistów jako przyjaciół, prawie połowa nie ufa Żydom. Istnieją jednak pewne różnice. Bardziej negatywnie do niemuzułmańskich grup nastawieni są sunnicy imigranci z Turcji, niż Alawici czy imigranci z Maroka. Badania przeprowadzono na próbie 9000 osób w Niemczech, Francji, Belgii, Holandii, Austrii i Szwecji. Autorzy raportu uważają, że zakres rozpowszechnienia islamskiego fundamentalizmu i związanych z nim homofobii, antysemityzmu oraz okcydentofobii, powinien poważnie zaniepokoić zachodnich polityków.>> www.eurois(*)-w-europie-to-fundamentalisci/Polska już kiedyś graniczyła z islamem i to właśnie tak pogardzany katolicyzm może być dla nas ratunkiem.
|
|
| | | | |  | | cmos (1664 punktów) | >"Argument" iż zwolenników Assada jest więcej i są bardziej aktywni niż kilkunstoosobowa zaledwie grupka przeciwników jest doprawdy powalający.
Chyba zbyt skrótowo się wyraziłem. Tak dokładnie to oni nie byli za Assadem jako takim, tylko za bronionym przez niego państwem świeckim. Nic na to nie poradzę, że ludzie którzy chcą po prostu normalnie żyć zawsze dostaną bęcki od obu stron.
>To nie jest tak odosobnione stwierdzenie, jak próbowano potem przekonywać. Badanie przeprowadzone przez WZB, Berliński Ośrodek Nauk Społecznych, stwierdza, że fundamentalizm jest szeroko rozpowszechniony wśród europejskich muzułmanów. Dwie trzecie z nich uważa, że prawa religijne są ważniejsze od prawa krajowego. Trzy czwarte wierzy, że istnieje tylko jedna właściwa interpretacja Koranu.
Pytanie, jak reprezentatywne jest to badanie. Jak rozumiem pytano imigrantów, wyznawców islamu - a teraz idź do kościoła polskiego w Niemczech i zadaj analogiczne pytania. Jak znam te środowiska to wyniki będą podobne.
|
|
| | | | | |  | Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | A to nie o to mi chodziło, a to badania są niereprezentatywne, a to środowiska (jakieś - jakie?) jakieś, a to to, a to tamto, i tak w kółko. Chłopie, oprzyj się na konkretach. Wysyłasz mnie do kościoła polskiego w Niemczech? I to ma być argument. Po co mydlisz oczy kościołem polskim? Assadowi chodzi o państwo świeckie? Tobie też o to chodzi?
|
|
Grzegorz K (280 punktów) (zablokowany) | <<Sekretarz generalny NATO wezwał europejskich członków paktu do zwiększenia wydatków na obronność. W wywiadzie dla niedzielnego wydania gazety "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Anders Fogh Rasmussen powiedział, że wydarzenia na Ukrainie muszą być sygnałem alarmowym dla Europy. Rasmussen zaapelował do europejskich krajów NATO, aby odwróciły trend ciągłego zmniejszania wydatków na obronność. Jak podkreślił, w ostatnich latach niektóre kraje Europy zredukowały swe budżety obronne o 40 procent, podczas gdy Rosja zwiększyła wydatki na ten cel o jedną trzecią. Rasmussen dodał, że aneksja Krymu była punktem zwrotnym w europejskiej historii, a Rosja zachowuje się obecnie bardziej jak przeciwnik, niż jak partner.>> wiadomosci(*)1,wiadomosc.html?ticaid=112aa6A czemuż to gospodarzu wcześniej (jesienią ubiegłego roku) czegoś konkretnego nie przedsięwzioł? Teraz to prowizorka, której skutek niepewny.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|