Racjonalista - Strona głównaDo treści
Krzywa Laffera - nowa doktryna Putina.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Świat
NapisanoAutorTytuł
12-04-2014 14:35Grzegorz K (280 punktów)
(zablokowany)
Krzywa Laffera - nowa doktryna Putina.
Poniżej zamieszczony mój tekst ma już kilkanaście lat, ale jak się okazuje jest aktualny choć w innym wymiarze - przestrzeni geopolitycznej.
1. Cytat
<<W 1974 r. trzydziestoletni Artur Laffer, wtedy zaledwie asystent na uniwersytecie w Chicago, podczas rozmowy ze starszym o 23 lata Ronaldem Reaganem, znanym aktorem i działaczem związkowym, wówczas gubernatorem stanu Kalifornia, narysował w kawiarni na serwetce wykres. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że w tym momencie narodziła się ekonomika podaży. Podważyła one obowiązujące od 40 lat reguły keynesowskiej ekonomiki popytowej i utorowała Reaganowi drogę do fotela prezydenckiego. A Stanom Zjednoczonym po latach recesyjnej zadyszki zapewniła „siedem lat tłustych”. Ekonomika popytowa opierała się na zasadzie budowania koniunktury przez powiększanie popytu wydatkami rządowymi. Państwo, aby wydawać pieniądze, musiało je najpierw uprzednio zagrabić obywatelom. Naturalną konsekwencją „zarządzania popytem” było więc wywindowanie stóp podatkowych na niebotyczny poziom. A przecież, argumentował Laffer, dochody podatkowe nie rosną w nieskończoność. Nie są także obojętne dla zachowań przedsiębiorców.

Przypuśćmy, że po raz pierwszy wprowadzamy system podatkowy i opodatkujemy wszystkie dochody stopą wynoszącą 10 proc. Ile uzyska budżet? Oczywiście równowartość 10 proc. PKB. Co stanie się, gdy podatki zwiększymy do 30 proc., 40 pro., 100 proc.? Tutaj pojawia się wiele wątpliwości i tylko jeden pewnik. W chwili, gdy podatki wynoszą 100 proc. dochodów, do budżetu nie wpłynie złamany cent. Po prostu, na świecie nie urodził się jeszcze taki dureń, który pracowałby ciężko, aby jak najwięcej zarobić i po opłaceniu podatków stwierdzić, że jego portfel zionie pustką. A zatem logiczne jest stwierdzenie, że w miarę wzrostu opodatkowania dochody zwiększają się coraz wolniej, aż dochodzą do punktu, w którym krzywa przestaje rosnąć.>>
Wprost - 41\ 2000 - Michał Zieliński

Mimo, iż artykuł Michała Zielińskiego dotyczy bezpośrednio ekonomii, to jest on tylko pretekstem, a zarazem wprowadzeniem do dalszych rozważań.

2. Cytat współczesny aktualizujący wpis:
<<Kryzys ekonomiczny, wrogość wobec imigrantów, rosnący strach przed islamizacją. Jeśli z tymi problemami nie poradzi sobie demokratyczna Europa, zrobią to za nią neonaziści. Uczynią z nich podatny grunt do własnego powrotu. Tak, nazizm może się odrodzić. >> wiadomosci(*)rocic-o-tym-sie-nie-mowi/slrbh

Rozprawa z cudzoziemcami - to hasło programów wyborczych współczesnych i przedwojennych narodowych socjalistów. W jednym i w drugim przypadku, tą przysłowiową benzyną dolewaną do ognia, która powoduje iż ten ogień zamiast maleć, w dwójnasób wzrasta jest histeryczny i chorobliwy wręcz ksenofobizm - czyli niechęć i wrogość do cudzoziemców. Historia „przedwojenna” i ta zupełnie nieodległa, egzemplifikuje nam co rusz jakie skutki spowodować może „piorunująca mieszanka” dwóch, lub więcej, narodów na jednym terenie, czy też w państwie. Trzeba być wyjątkowo odpornym na wiedzę by nie zauważyć, iż każda próba ponowienia tego „eksperymentu” może skończyć się tylko „ogniem”. I na taki właśnie „eksperyment” porywają się współcześni „piromani”, których sztandary przyozdobione są hasłami o wolność, równość i braterstwo ludów w Wspólnej Europie.
Cele, jakie stawia sobie Unia, dotyczą przede wszystkim życia gospodarczego państw wspólnoty, ale także państw z nimi współpracujących. Oprócz tego: zapewnienie bezpieczeństwa oraz wolność i sprawiedliwość. Cele i wartości piękne, ale równie piękny jest „ogień” jaki spowodować może ta „radosna twórczość” euroentuzjastów. Jak uczy historia ogień ten nie wybucha nagle, jest poprzedzony wieloma latami, wiekami wzajemnych nieporozumień, krzywd, lub też wynika z nierównego dostępu do dóbr należnych danej (każdej) grupie narodowej.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Grzegorz K (280 punktów)
(zablokowany)
Wracając do Laffera, to jeśli na na linii poziomej, zamiast stopy podatkowej, umieścić procentowy udział jakiejkolwiek mniejszości narodowej w jakimkolwiek społeczeństwie, to okaże się, ze wytrzymałość ksenofobiczna także ma swój punkt krytyczny, który skutkować może pojawieniem się na arenie politycznej jakiegoś szaleńca z "pochodnią" w reku. Powie ktoś, że we współczesnej naukowo - technicznej i głęboko oświeceniowo - humanistycznej rzeczywistości, jest to w ogóle niemożliwe. Niemożliwe?
Żeby zrozumieć swoje błędy, trzeba je najpierw zrobić. Trzeba naprawdę wiele "samozaparcia", by po raz kolejny sprawdzać prawdziwość tej nauki. Czy kliniczny wręcz przykład Kosowa nie jest dość wyrazistym przykładem, by zamiast benzyny wziąść trochę oleju do głowy i nalać go sobie do głowy? M. Zieliński swój artykuł zatytułował "Pułapka Laffera". Nic dodać, nic ująć. Pułapkę wytrzymałości ksenofobicznej Ojcowie Założyciele Unii Europejskiej nie przygotowali dla siebie, tylko dla przyszłych pokoleń. Problem ten, którego oni teraz nie zauważają, za dwadzieścia, sto lat, zauważą nasi następcy, i co wtedy? Te "pomniki", jakie szykują sobie ci wspaniali myśliciele, w przyszłości pokryją się patyną zapomnienia, jeżeli w ogóle nie zostaną powalone tak jak "pomniki" innych geniuszy, którzy swoimi "ognistymi ideami" podpalili cały europejski i światowy dom.

Załóżmy taką sytuację, iż w regionie jakiegokolwiek państwa "cudzoziemcy"- czyli obywatele Europy, którzy mają prawo mieszkać, głosować gdziekolwiek chcą, i zgodnie z krzywą Laffera, dotychczasowa mniejszość z 10 proc., 30 proc. dojdzie do 51 proc., to czyż nie mają prawa i któż im zabroni, by ten region nazywać, zorganizować, inkorporować, w taki sposób, jaki oni i tylko oni będą chcieli. Czy ten region, państwo, będzie jeszcze regionem "tubylców", czy też już "cudzoziemców"? Bardzo przepraszam, zapomniałem, że w Unii Europejskiej coś tak anachronicznego jak państwo traci rację bytu, będzie tylko jedno państwo - Europa.

Załóżmy, zgodnie z prawem dyfuzji (samodzielne wyrównywanie się stężenia na skutek bezładnego ruchu cieplnego cząstek materii), że społeczeństwa w Państwie Europa będą doskonale wymieszane. Spowoduje to, "to" na co liczą ci "wynalazcy"- zupełny zanik konfliktów - zupełny Eden. Jednakże pragnienie to, mimo iż ma wspaniałe intencje, to z góry skazane jest na niepowodzenie. "Niestety" społeczeństwa to nie gaz lub ciecz, każde ma swój bagaż doświadczeń, historię, wizję przyszłości. Jedne są bardziej kreatywne (ogólnie rzecz ujmując), inne mniej. Jeśli nie da się udowodnić, że tak nie jest, to zgodnie z logiką oraz wszelkimi prawami natury, należy przyjąć, że tak jak w początkach Wszechświata, w różnych, więcej lub mniej przypadkowych miejscach, powstaną tu i ówdzie jakieś "niejednorodności". I będzie to pierwszy i nieodwracalny krok ku - nacjonalizmom. Myślę, że nawet do tego "cudownego" stanu dyfuzji nie dojdzie, ponieważ już znacznie wcześniej dojdzie do takich "niesnasek", że "Kosowo" przy nich to "Baśń z tysiąca i jednej nocy". Czynnikiem, który spowodować może akcelerację tych niekorzystnych tendencji może być także, a nawet więcej - będzie, różnica we wzroście demograficznym różnych populacji. Jak wiadomo, różnice te były główną przyczyną bośniackiej i kosowskiej tragedii. Mam nadzieję, że ten demograficzny casus będzie - memento mori - ostrzeżeniem dla Ojców Założycieli Paneuropy.
Reasumując: można z tych wszystkich wniosków pośrednich wyartykułować jeden podstawowy wniosek, iż Europa to nie Stany Zjednoczone. Inne były przyczyny i cele powstania Unii dwunastu stanów, i inne są cele państw europejskich - a nie państwa Europa. Jeśli Europa miałaby być jednym państwem to z pewnością stałoby się to znacznie wcześniej (a okazji ku temu było wiele). Dla kogo kwadrat jest okrągły, tego nie przekonają żadne, nawet najbardziej racjonalne argumenty. Jeśli dla przysłowiowego ucznia jedna lekcja - Holokaust była niewystarczająca, będzie musiał ją powtórzyć. W tym miejscu zachodzi pytanie, czy jest jakaś alternatywa dla Europy, czy możliwa jest jakakolwiek integracja, która nie spowodowałaby groźby "pożaru"? Czy przy zachowaniu maksimum różnorodności, możliwe jest minimum jedności? Otóż jeżeli do tego "cudownego" pomysłu nie będziemy dolewać benzyny - realnej groźby ksenofobii, to Wspólna Europa, a tym samym Wspólny Świat jest możliwy. To, co postponował paradoks Kanta - czyli utworzenie światowego rządu, i który miałby pełnię władzy, stałby się "najstraszliwszym despotyzmem"- w wersji Ojców Założycieli Wspólnej Europy, niestety ale może się tylko potwierdzić.
12-04-2014 18:42 
 Ocena 3 na 3
Appenzeller (3118 punktów)
>Wracając do Laffera
No to wróćmy. Zrozumiałem z Twojego wywodu, że pewien geniusz, Laffer, dostrzegł fatalne luki w keynesowskim pojmowaniu świata, i zdradziwszy je Reaganowi, uratował nas. To samo genialne rozumowanie można też zastosować do społecznej rzeczywistości świata, a szczególnie Europy.
Zważywszy, że drugorzędny aktor Reagan, pospołu z niespełnioną na gruncie chemii Thatcher, ogłupieni dodatkowo przez Friedmana i jego chicagowskich "naukawców", rozmontowując keynesowską ekonomikę zgotowali nam dzisiejszy świat rządów banków i korporacji, permanentnego kryzysu, gigantycznego rozwarstwienia ekonomicznego, geniusz Laffera rysuje mi się raczej dwuznacznie. Zastosowanie jego modelu do rzeczywistości społecznej Europy widzi mi się zatem dość wątpliwe. Może zresztą bierze się to stąd, że i ekonomia, i socjologia to jednak sztuki, a z nauką sensu stricto mają w zasadzie wspólną tytulaturę, toteż istnieją tam "doktorzy" i "profesorowie". Jednak w odróżnieniu od np. elektroniki głównym narzędziem eksperymentalnym jest tam kawa, służąca do wróżenia z fusów. Pewnie dlatego Laffer spotkał Reagana w kawiarni.
Niemniej Twoje zaniepokojenie przyszłością Europy podzielam. Jednak nie samo istnienie różnic jest groźne. W takim Kosowie mocno przecież mieszała tzw. społeczność międzynarodowa (eufemizm na Pentagon + Dep. Stanu USA), pod fałszywymi pretekstami. To ta sama "społeczność" miała wielki wkład w wyhodowanie muzułmańskich ekstremizmów w Afganistanie i paru innych miejscach.
Mam też pytanie do Ciebie: skąd w tytule ten Putin? To ksywa Laffera?

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
Grzegorz K (280 punktów)
(zablokowany)
Żartujesz czy poważnie pytasz?
To celowo użyte przeze mnie wnioskowanie przez analogię, swoiste - modus ponendo ponens.
Ulderico (19376 punktów)
(zablokowany)

Wszystko sprowadza się do tego, czy zaproponowany przez Ciebie model, czyli koncepcja Leffera, znajduje zastosowanie w przypadku innych problemów niż unikanie nadmiernego opodatkowania. Z pewnością jest to ciekawy problem, ale wymaga empirycznego udowodnienia.
Trudno jednak zaprzeczyć, że koncepcja Laffera zwraca uwagę na to, że każdy pożądany przez władzę element systemu społecznego (politycznego, gospodarczego) może posiadać jakąś niepożądaną ciemną stronę - cień, koszt, obciążenie czy też efekt zewnętrzny. Tę ciemną stronę rzeczywistości władza najczęściej zakłamuje jakąś fantazją, czyli po prostu ideologią, jakąś "wolnością" albo "solidarnością" przez wielkie "G". Jednak większość zwykłych ludzi ma te błyskotki w "głębokim poważaniu" (przez wielkie "D") i głosuje nogami. I to jest rzeczywistość.

"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
13-04-2014 14:33 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz K (280 punktów)
(zablokowany)
To o czym piszesz jest istotnym wnioskiem. Praktycznie każdy system polityczny, ideologiczny, czy cokolwiek innego np. ludzkie zachowania, psychika, ma swoją "ciemną stronę" - nawet wszechświat. A propos, ateiści także tylko w 99,99% są niewierzący.
Nazizm nie narodził się jak BB z "niczego"- poniżej przykład związany z tematem. Także obecna sytuacja geopolityczna ma swoją ciemną stronę.

Cytat.
<<Oddzielone zarówno od Niemiec, jak i od Węgier ziemie austriackiej połowy cesarstwa uformowały się w terytorium o kształcie rożka; rozciągnęło się ono od Dalmacji na wybrzeżu Adriatyku przez dziedziczne ziemie Habsburgów: Krainę, Karyntię, Styrię, Austrię, Czechy i Morawy, aż do wschodnich prowincji Galicji i Bukowiny. Na cokolwiek niespójną kompozycję geograficzną tego terytorium nakładał się fakt osiedlenia się w jego granicach dziesięciu różnych narodowości. Narodowość w Austrii była określana preferowanym językiem osób wchodzących w jej skład. Większość Niemców - około dziesięciu milionów w 1910 roku - mieszkało w zachodnich prowincjach państwa i stanowiło około trzydziestu pięciu procent z dwudziestu ośmiu milionów jego mieszkańców. Poza Niemcami Austrię zamieszkiwało sześć milionów czterysta tysięcy Czechów (dwadzieścia trzy procent całej populacji), pięć milionów Polaków (osiemnaście procent), trzy i pół miliona Ukraińców (trzynaście procent), milion dwieście tysięcy Słoweńców (pięć procent), siedemset osiemdziesiąt tysięcy Serbo - Chorwatów (trzy procent), siedemset siedemdziesiąt tysięcy Włochów (trzy procent), dwieście siedemdziesiąt pięć tysięcy Rumunów (jeden procent).

Liczba ludności i stosunek narodowości w poszczególnych prowincjach państwa pokazują w bardziej dramatyczny sposób złożoność relacji etnicznych: w poszczególnych prowincjach różnie kształtowała się relatywna przewaga określonych ludów; w granicach niektórych prowincji Niemcy stanowili wyraźną większość, w innych byli pozostawieni wobec przewagi jednej narodowości, a w innych stanowili jedną z wielu grup etnicznych. [...]
W latach 1860 - 1900 populacja miejska powiększyła się niemal trzykrotnie, co stało się przyczyną dotkliwego braku mieszkań. W 1900 roku nie mniej niż czterdzieści trzy procent ludności wiedeńczyków zamieszkiwało kwatery o dwóch pomieszczeniach lub mniejsze, a coraz powszechniejsze stawało się zjawisko bezdomności i ubóstwa. Równolegle do procesu przeludnienia i tworzenia się slumsów przebiegała wielka emigracja ludności żydowskiej z Galicji. W 1857 roku w mieście mieszkało tylko około sześć tysięcy Żydów, a do 1910 roku liczba ta zwiększyła się do stu siedemdziesięciu pięciu tysięcy; stanowiło to ponad osiem procent wszystkich mieszkańców miasta, a w niektórych dzielnicach ludność żydowska stanowiła jedną piątą ogólnej liczby mieszkańców. Owi Żydzi ze wschodu nosili tradycyjne stroje i wiedli skromne życie ubogich handlarzy lub domokrążców. Niemcy o poglądach volksistowskich zapewne postrzegali ten przypływ ludności jako istotne zagrożenie dla etnicznego charakteru miasta. Za przykład takiej reakcji może służyć pierwsze spotkanie Hitlera z Żydami w centrum miasta. [...]

Hitler pisał o swych uczuciach względem ludzi nie-germańskiego pochodzenia zamieszkujących współczesny Wiedeń następującymi słowy: "Rasowy konglomerat cesarskiej stolicy wydał mi się czymś obrzydliwym, ta cała mieszanka Czechów, Polaków, Węgrów, Ukraińców, Serbów, Chorwatów była odrażająca [...] miasto wydawało się samym wcieleniem rasowej infamii".
To tragiczny paradoks, że barwna rozmaitość ludów w cesarstwie habsburskim, bezpośredni spadek po dynastycznej, ponadnarodowej przeszłości, stała się pożywką dla kiełkujących ludobójczych doktryn rasistowskich w nowej epoce nacjonalizmu i społecznej przemiany.>>

Nicholas Goodrick- Clarke, Okultystyczne źródła nazizmu.
13-04-2014 16:36 
 Ocena 1 na 1
Ulderico (19376 punktów)
(zablokowany)

Ta ciemna strona jest zawsze taka sama - elity polityczne realizują swoje chore i oderwane od życia fantazje, przerzucając nieustannie koszty na inne grupy społeczne, najczęściej przeciętnych obywateli, którym kiedyś kończy się cierpliwość. Oczywiście, względny dobrobyt do pewnego czasu odracza to, co nieuniknione, aż pewne zjawiska osiągają monstrualne rozmiary, a wtedy wystarczy najmniejsze tąpnięcie, i lawina rusza.
Po jakimś czasie wszystko zaczyna się od początku...

PS.
Tak zupełnie przypadkowo natknąłem się dziś na ten tekst:
Wojna z islamizacją szkół w W. Brytanii
Czytaj więcej na fakty.inte(*)ium=paste&utm_campaign=firefox


"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
Grzegorz K (280 punktów)
(zablokowany)
>Mam też pytanie do Ciebie: skąd w tytule ten Putin? To ksywa Laffera?

www.rp.pl/galeria/40,1,1101759.html
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> opodatkujemy wszystkie dochody stopą
>wynoszącą 10 proc. Ile uzyska budżet? Oczywiście równowartość 10 proc. PKB. Co stanie się, gdy
>podatki zwiększymy do 30 proc., 40 pro., 100 proc.? Tutaj pojawia się wiele wątpliwości i tylko
>jeden pewnik. W chwili, gdy podatki wynoszą 100 proc. dochodów, do budżetu nie wpłynie złamany cent.

Ponieważ dla stopy 0 proc. też nie wpłynie złamany, więc mamy matematyczną pewność, że istnieje maksimum tej funkcji. Co z tego wynika? Jedno na pewno - jeśli stopa jest wyższa niż jej wartość, dla której funkcja osiąga maksimum, to mamy totalny absurd: głupich obywateli i głupich władców. Czy coś takiego jest możliwe? Czy ktoś już kiedyś wyliczył dla jakiegoś kraju, jakie jest to maksimum i dla jakiej stopy? A może każdy kraj wie w przybliżeniu, jaka jest ta liczba, której przekroczyć nie wolno?

A czy ktoś zna wzór na wartość optymalną stopy, czyli wartość dla której inna funckja osiąga maksimum? Jaka to funkcja?

doku (Tomasz Kamiński)

Wróć do listy wątków działu Świat
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365