 |
sentyment Polaków za czasami PRL-u Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-05-2014 14:06 | boguslav (197 punktów) | sentyment Polaków za czasami PRL-u
7 na 7 | Ostatnio w pracy przyszedł do mnie kierownik (lat 61, były kierownik PGR-u)i oznajmił, że znalazł w sieci artykuł o sentymencie Polaków do czasów PRL-u, z którego wynikało iż aż 44% rodaków tęskni za tamtymi czasami! I znów, nie po raz pierwszy zresztą, rozpoczął się jego monolog o tym, jak to było kiedyś lepiej. Że wszyscy mieli pracę, służba zdrowia była na lepszym poziomie i nie było do niej kolejek, ludzie byli życzliwsi, spożycie mięsa było większe niż dzisiaj (tak w sejmie powiedział Lepper), więcej się budowało, był większy egalitaryzm, itp. Ja w odpowiedzi, że skoro było takie spożycie i ilości mięsa to po cholerę, pewnego razu, całą noc z matką i masą innych ludzi siedziałem pod kocem czekając na ranną dostawę konserw i kiełbasy? Służba zdrowia PRL? Parę razy leżałem w szpitalu dziecięcy w Białymstoku na początku lat 80 i za każdym razem, po powrocie, matka musiała mnie odwszawiać! A jak jednemu dziecku rodzice przynieśli butelkę "Ptysia" to inne z zazdrością przekazywały sobie te informacje...Ludzie życzliwsi? Moim zdaniem na ulicy było więcej chamstwa i brutalności. W knajpach lali się stale, wybijali szyby, dewastowali pomieszczenia. To chyba wtedy Polak Polakowi wilkiem...Równość? Jaka równość? Podział dóbr był uzależniony od tego, czy ktoś miał w rodzinie jakiegoś Towarzysza, lub np. dostawcę z GS-u. Prawdę mówiąc nie wiem co było lepsze w PRL-u? Może tylko mniejsze znaczenie kościoła i nie finansowanie go przez państwo. Ale może coś więcej? Może się mylę? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | nm123 (423 punktów) | Te 44% pewnie nie jest wcale przesadzone. Sam PRL-u nie pamiętam, więc może i to była kraina mlekiem i miodem płynąca, ale to raczej znaczy, że było dość biednie ( niczego nie ujmując owym produktom). Jednak faktycznie dużo ludzi wspomina "stare dobre czasy". Z moim obserwacji wynika tak: ci którzy mieli w rodzinie "towarzysza" mieli lepiej niż inni. Czy znaczy to, że mieli dobrze tego nie wiem, ale lepiej niż sąsiad (to już coś). Kolejną grupa która coś zyskała , to grupa "mało ambitnych". Dostali oni pracę(zarobki nie ważne, pracować pracowali więc emeryturę teraz mają), blok z odpadków, bimber zrobili w domu... CO więcej chcieć? Następna grupa byłą młodsza więc darzy PRL sentymentem. Nie wiem co ma młodość wspólnego z radochą, chyba że się jest synem np Gatesa, ale to już moja opinia o młodości. No i pewnie byli też hardcorowcy, którzy mile wspominają np łapanie pcheł w szpitalach etc ;D
44% uzbiera się jak nic, może i nawet 45. Zresztą sondażowych 10% to i pewnie zwolenników Hitlera, Stalina i rozpalania stosów spokojnie by dało się odnaleźć.
|
|
 | 4 na 4 | AdamC (94 punktów) | Spotkalem sie kiedys z prostym wyjasnieniem "starych, dobrych czasow", co nie znaczy, ze prawdziwym. Ludzie generalnie, byc moze szczegolnie w Polsce, narzekaja. Na wszystko co dzieje sie teraz - teraz jest nam zle. Musza to do czegos porownac. Nie moga, z oczywistych powodow, porownywac do przyszlosci, wiec porownuja do przeszlosci - kiedys bylo lepiej. Do tego dochodzi prosty fakt, ze kiedys bylismy mlodsi, wiec bylo nam lepiej (tym starszym, a to oni wspominaja w ten sposob).
|
|
4 na 4 Jan Własnowolny (377 punktów) (zablokowany) | Prawdę mówiąc nie wiem co było lepsze w PRL-u?
*******************************
W tamtym - sovieckim socjalizmie - prawie wszystko było własnością wspólną, czyli niczyją. Najlepiej mieli towarzysze (mierni, ale wierni) totalnie zindoktrynowani dialektyką Marksistowsko - Leninowską.
Komuniści, którzy wykazywali się wielką lojalnością wobec ZSRR.
To byli tacy baronowie, hrabiowie i książęta komuny. Tylko bez arystokratycznych tytułów, salonowej edukacji i rodowych majątków. Mieszkania kwaterunkowo - służbowe z przydziału, funkcje i stopnie za utrwalanie tzw. władzy ludowej, czasami bon na auto Warszawa, lub Łada za szczególne zasługi dla reżimu.
W "dyktaturze proletariatu" miasto st. Warszawa było miastem zamkniętym.
Tysiącom Polaków komuna łamała życie za niepodporządkowanie się ideologii narzuconej z Kremla, zmuszała do wyjazdu z Ojczyzny, a wielu oddało życie tylko za marzenia o wolnej Polsce.
Wynagrodzenie za pracę stanowiły bilety NBP - Na Bieżące Potrzeby. Widniał na nich napis że " bilety NBP są prawnym środkiem płatniczym w PRL". Nie miały żadnej wartości poza granicami kraju. W sklepach dewizowych o nazwie "PEWEX", płaciło się dolarami, lub bonami dolarowymi. Tylko tam jako luksus dostępne było np. piwo w puszkach i coca - cola. Ludzie musieli nocami stać w kolejkach, aby zdążyć wybrać z kartki 70 dekagramów mięsa z kością, kilo cukru, czy nawet pół litra wódki. Alkohol i papierosy były lepszym środkiem płatniczym, niż oficjalne bilety NBP.
"Naród, który zapomina o własnej historii, jest niewart istnienia" ----------------------------------- Jerzy Waldorff
|
|
9 na 13 | Piękny Lolo (2082 punktów) | Ja wtedy byłam dzieckiem, ale doskonale pamiętam jak z obawy przed milicją komunistyczną przekradałyśmy się z mamą piwnicami na podwórze od tyłów sklepu i mama błagała ekspedientkę, aby sprzedała nam choć tylko czerstwy chleb i pomimo grożących ekspedientce komunistycznych represji za taki czyn, to sprzedała nam chleb, dobra kobieta to była. Od frontu mogli do sklepu wchodzić i robić zakupy tylko komuniści. Tak samo było ze szkołą, tylko dzieci komunistów mogły chodzić do szkoły, ja uczyłam się na tajnych kompletach w piwnicy starej kamienicy. W takich warunkach nie dziwota, że byłam dzieckiem chorowitym i często chorowałam, mama leczyła mnie rumiankiem zbieranym o świcie, aby skryć się przed represjami milicji, która rumianek zabierała, przychodnie były tylko dla komunistów, a jak jakie dziecko potrącił radiowóz milicyjny i trzeba było je zabrać do szpitala, to komunistyczni lekarze sypali dziecku na głowę wszy, aby zdechło na tyfus.
|
|
 | 1 na 3 Jan Własnowolny (377 punktów) (zablokowany) | Ja wtedy byłam dzieckiem, ale .... zdechło na tyfus. ***************** ŹLE żarło --- pewnie ? ************ Ale nic straconego Mamy za to POlszewików
|
|
 | 4 na 4 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >komunistyczni lekarze sypali dziecku na głowę wszy, aby zdechło na tyfus.
Gierek wszystko to zmienił i Polska awansowała do pierwszej 10-tki najwyżej rozwiniętych krajów świata. Mielibyśmy raj, gdyby nie Solidarność, która za amerykańskie pieniądze wykupiła wszystko ze sklepów, rozwaliła gospodarkę i wprowadziła kartki.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | Jan Własnowolny (377 punktów) (zablokowany) | Mielibyśmy raj, gdyby nie Solidarność
*****************************
"O take Polske my walczyli ?"
Od Lenina do Stalina Ze Stalinem do Berlina Towarzysze władza ludu Prowadzili lud do CUDU
Miało być Polaków życie Wieczność całą w dobrobycie Bo od Socjalizmu przecie Nic lepszego na tym świecie
Ten dyktat radziecki Namiestnik sowiecki Pilnie z Partią wykonywał Wojsku z Wroną rozkazywał:
Stoczniowców,Górników Zastrzelić jak dzików Zamiast tyrać i bidować Odważyli się strajkować
To wrogowie bolszewizmu Przeciwnicy komunizmu Przez nich tylko puste półki I Solidarności spółki
ZOMO rozkaz wykonało Dzikusów rozstrzelało Dzicz internowało NIE POSKUTKOWAŁO
Aż tu nagle mówi lud Że nad WISŁĄ DRUGI CUD Norymbergi uniknęli Towarzyszy nie zamknęli
Nobla nie chciał lecz zasłużył Komunistom się przysłużył Uwłaszczenia targ dobili Potem już tylko śpiewali pili
Więc wiwat zdrowie Wasze ŁUGI - BUGI Niech żyje w gardło nasze CUD DRUGI Wspólnie z towarzyszami Już nie dla jaj Budujmy nad Wisłą Ludowy RAJ
CUD to przecież nasza praca Zbrodniarz aniołem powraca Komuniści są bez kaca Lenin w trumnie się przewraca
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Lenin w trumnie się przewraca
Lenin już się przewrócił dawno temu - gdy Stalin ogłosił, że nie będzie budowania komunizmu, bo socjalizm jest dostatecznie dobrym ustrojem, a komunizm zbyt trudno jest budować. Zawsze mnie zresztą dziwiło, że Stalin nie przemianował wtedy KPZR na SPZR - przecież oficjalnie ZSRR odrzucił wtedy komunizm... ale nazwę partii zachował, jakby na złość Leninowi, żeby ten musiał się w grobie przewrócić. Stalinowcy wymordowali wtedy wszystkich komunistów - opisuje to obszernie Sołżenicym w Archipelagu Gułag.
Rosjanie mieli szczęście, że Stalin powstrzymał naród przed budowaniem komunizmu i wbrew swoim podłym intencjom wybrał mniejsze zło... ale to już ocena czysto subiektywna: Co by było, gdyby Stalin kontynuował dzieło Lenina i powtórzył wyczyn jezuitów z Ameryki Pd.? Czy mielibyśmy "Misję" w stylu Pol Pota, czy coś mniej koszmarnego?
Ja tam Leninowi nie współczuję, nawet jeśli chciał tylko powtórzyć sukces jezuitów - niech się przewraca.
A ciemniakom trzeba stale przypominać: komunizm jest ideologią czysto chrześcijańską, wprost z samego serca idei jezusowych: rozdać majątek, zlikwidować własność, zlikwidować pieniądze, produkować na rzecz wspólnoty. Ustrój ten udało się jezuitom zbudować w Ameryce Pd i był stabilną, trwałą konstrukcją - przez ponad 100 lat opierał się agresji światowych mocarstw. Hiszpania i Portugalia musiały zawszeć sojusz (w Ameryce!, w której zawsze się biły), aby pokonać państwa jezuickie.
Możemy sobie bezpiecznie spekulować, co by było, gdyby jezuici wtedy pokonali Papiestwo. Co by było, gdyby Lenin żył dłużej niż Stalin? Jakoś to słowo "bezpiecznie" wcale mnie, racjonalistę, nie uspokaja. To wyobrażenie alternatywnego komunistycznego świata wywołuje ciarki grozy na moich plecach, jakbym się bał, że to nadchodzi.
Na szczęście, będąc racjonalistą, wiem, że aternatywne historie są niemożliwe. Holendrzy i tak pokonaliby Imperium Zła i jak nie oni, to po nich Anglicy nieuchronnie pokonaliby dzikich jezuickich komunistów... żaden przeskok w alternatywną rzeczywistość nam nie zaszkodzi (ale ciarka wciąż jakoś nie chce zejść z grzbietu).
Jeśli nie zapomnimy źródeł zła, Lenin w Niebie będzie zgrzytał zębami z wściekłości.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
 | -2 na 2 | mariawol (215 punktów) | > Ja wtedy byłam dzieckiem, ale doskonale pamiętam jak z obawy przed milicją komunistyczną przekradałyśmy się z mamą piwnicami na podwórze od tyłów sklepu i mama błagała ekspedientkę, aby sprzedała nam choć tylko czerstwy chleb i pomimo grożących ekspedientce komunistycznych represji za taki czyn, to sprzedała nam chleb, dobra kobieta to była. Od frontu mogli do sklepu wchodzić i robić zakupy tylko komuniści. Tak samo było ze szkołą, tylko dzieci komunistów mogły chodzić do szkoły, ja uczyłam się na tajnych kompletach w piwnicy starej kamienicy. W takich warunkach nie dziwota, że byłam dzieckiem chorowitym i często chorowałam, mama leczyła mnie rumiankiem zbieranym o świcie, aby skryć się przed represjami milicji, która rumianek zabierała, przychodnie były tylko dla komunistów, a jak jakie dziecko potrącił radiowóz milicyjny i trzeba było je zabrać do szpitala, to komunistyczni lekarze sypali dziecku na głowę wszy, aby zdechło na tyfus.
Świetny żart. Taki obraz minionego ustroju chcieliby wpoić polakom, rządzący nami od kilkudziesięciu lat politycy prawicy.
|
|
2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > co było lepsze w >PRL-u? Może tylko mniejsze znaczenie kościoła i nie finansowanie go przez państwo. Ale może coś >więcej? Może się mylę?
Partyjni brali śluby kościelne, żeby udawać odważnych i niezależnych. Ateiści mieli tak samo źle jak dzisiaj.
Kilka rzeczy było jednak lepszych:
- Więcej matematryki i fizyki w szkole. - Niektóre firmy produkowały trwałe towary wysokiej jakości. - Usługi były tańsze, np. magiel, fryzjer. - Pysznie pachnące paierosy z przemytu z USA - w Warszawie w kawiarni Zielona Gęś był największy wybór - warto było dać 35 zł mimo, że zarabiało się 2 000. - Nie sypali soli. Polowaliśmy na samochody na skrzyżowaniach. Było ślisko, więc mocno zwalniały na zakrętach i można było zaczepić z tyłu sanki i fajnie się przejechać. Zimą miasto było piękne. - Wszędzie były boiska do gra w gałę - teraz 80% zabudowali. - Pociągi jeździły lepiej i było ich więcej
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Ale może coś więcej? Może się mylę? Było zupełnie inaczej. Nie mam akurat na myśli kartek, octów, wiecznych braków i kolejek. Ludzie, obyczajowość była całkiem inna. Pamiętam rozmowy, kiedy bywalcy Zachodu, nie tylko zachwycali się niebywałym zjawiskiem, że banany leżą sobie po prostu na straganie i nikt ich nie wykupuje, ale również dziwowali, jakie to ludziska zachodnie sknerowate i nieczułe, bo wyciągają papierosa i palą sami nie kwapiąc się do częstowania innych. Albo, żeby się odwiedzać, to muszą najpierw się umówić. A jak już się odwiedzą, to na stole potrafią leżeć tylko krakersy, a nie bigosy, galarty, wóda i czym chata bogata. Szybko staliśmy się tacy sami, i całe szczęście. Kto nie żył za komuny, ten nie zrozumie tych klimatów.
|
|
 | 1 na 1 | Matix (5786 punktów) | W sąsiednim wątku większość wini tę samą komunę za mentalność złodzieja Polaka. Prawda jest taka, że kuźwa uogólniacie. Jestem Polakiem i nie jestem do k*** złodziejem, ani żaden z moich znajomych więc chyba widzicie ich w swoim otoczeniu. Cóż współczuję w takim razie towarzystwa.
|
|
|  | | finerbijk (17282 punktów) | >W sąsiednim wątku większość wini tę samą komunę za mentalność złodzieja Polaka. Prawda jest taka, że kuźwa uogólniacie. A gdzie tu piszę o złodziejstwie? Piszę jak się zmieniły obyczaje.
|
|
 | 2 na 4 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Kto nie żył za komuny, ten nie zrozumie tych klimatów.
Np. codzienne, alkoholowe pandemonium, kiedy panowie wracali z zakładów, w których zaczynało się pracę od kilku szybkich. Nawet sprzedaż wódy od 13-tej niczego tu nie zmieniła. Wracali trzymając się murów, płotów, latarni, przyglądając się przyrodzie z bliska na trawnikach albo słuchając płyt chodnikowych. Czasami zaliczali najdroższy hotel w mieście za pomocą smutnych panów. I te dionizyjskie kulminacje podczas 8 marca, 1 maja, 22 lipca i co popularniejszych imienin. Piękna rzeźnia była. Tu ktoś rzyga, tam ktoś sika, czasami w spodnie, a tam ktoś z rozwalonym łbem. To był codzienny, popołudniowo - wieczorny krajobraz.
|
|
|  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Tu ktoś rzyga, tam ktoś sika, czasami w spodnie, a tam ktoś z rozwalonym łbem. To był codzienny, popołudniowo - wieczorny krajobraz. Codzienny krajobraz był. Na pewno dzisiaj szału nie ma, jest więcej różnych wyrafinowanych dragów, ale jednak wydaje mi się, że jest mniej tych słuchających płyt chodnikowych. Mniej tych "autobusów arabów". Chyba mimo wszystko, jakoś normalnieje.
|
|
|  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Kto nie żył za komuny, ten nie zrozumie tych klimatów. >Np. codzienne, alkoholowe pandemonium, kiedy panowie wracali z zakładów, w których zaczynało się pracę od kilku szybkich. Nawet sprzedaż wódy od 13-tej niczego tu nie zmieniła. Wracali trzymając się murów, płotów, latarni, przyglądając się przyrodzie z bliska na trawnikach albo słuchając płyt chodnikowych. Czasami zaliczali najdroższy hotel w mieście za pomocą smutnych panów. I te dionizyjskie kulminacje podczas 8 marca, 1 maja, 22 lipca i co popularniejszych imienin. Piękna rzeźnia była. Tu ktoś rzyga, tam ktoś sika, czasami w spodnie, a tam ktoś z rozwalonym łbem. To był codzienny, popołudniowo - wieczorny krajobraz. > Widać nie żyłeś w tamtych czasach. Teraz też tak jest i przykłady Twoje nie mają przełożenia. Piszesz jakby to było zjawisko masowe. Wtedy też się z roboty wylatywało za stan upojenia. Piszesz jakbyś miał, trzeźwo wracając do domu z roboty, trudności z przejściem chodnikiem bo taka była rozwalanka. Dramatyzujesz histerycznie. Stonuj troszkę, nie podniecaj się.
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
6 na 6 | diogenes (42753 punktów) | >I znów, nie po raz pierwszy zresztą, rozpoczął się jego monolog o tym, jak to było >kiedyś lepiej. Że wszyscy mieli pracę, służba zdrowia była na lepszym poziomie...
Tego rodzaju wyznania więcej mówią o mechanizmach ludzkiej pamięci, niż o tym, do czego się ona odnosi. Trudno byłoby tylko w oparciu o takie wspomnienia zrekonstruować historię, dlatego trzeba odwoływac się do innych źródeł. W pewnym wieku (ok. 60) ludzie zaczynają wracać w przeszłość, zaczynają ją inaczej oceniać. Skany funkcjonowania mózgu u ludzi 60+ pokazują wzmożoną aktywność podczas wspomnień z okresu dzieciństwa, młodości, wczesnej fazy dojrzałości (H.Markowitsch). Dla wielu jest to okazja do rozliczenia się z przeszłością: G. Grass "przypomniał" sobie i wszsytkim dobrowolne wstąpienie do Hitlerjugend. Weźmy pod uwagę, że okres, do którego wracamy, to okres wielu mocnych pod emocjonalnym względem inicjacji: pierwsza miłość, praca, dzieci, dom, itd. Później następuje czas rutyny: kto by pamiętał 1250 pocałunek żony ?
Pamięć ludzka zatacza koło. Pamiętam pewną rozgwieżdzoną noc na Mazurach: gwiazdy były prawie na wyciągnięcie ręki. Tworzyły coś w rodzaju gigantycznego kryształu. Już nigdy więcej nie miałem takiego przeżycia. Gdybym myślał jak Twój kierownik, to do jego bzdur dorzuciłbym i swoją, że za komuny piękniejsze były nawet gwiazdy.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | Jan Rylew (3965 punktów) | To co piszesz diogenesie jest w zasadzie zgodne z tym co mawia mój przyjaciel: "W PRL było lepiej, bo nasze żony były młodsze." Ale tłumaczenie naszych pozytywnych reminiscencji tylko tym, że byliśmy znacznie młodsi, z odpowiednim do tego wieku poziomem hormonów, też nie jest wyjaśnieniem zupełnym. Dzisiaj młodzi ludzie krytykujący PRL również mają odpowiedni do wieku poziom hormonów i myślą, że ich bieda nie dopadnie. W PRL mieliśmy także swoje korzyści w porównaniu do dzisiejszego systemu patrząc obiektywnie. Naturalnie z perspektywy kolejki po mięso trudno jest o obiektywność.
|
|
|  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >tłumaczenie naszych pozytywnych reminiscencji tylko tym, że byliśmy znacznie młodsi, z odpowiednim do tego wieku poziomem hormonów, też nie jest wyjaśnieniem zupełnym.
Tego rodzaju wyjaśnienie nie ma pretensji do zupełności. Zwraca uwagę na jeden z wielu aspektów problemu. Niektórzy podkreślają też ewolucyjną funkcję powrotu w przeszłość: ludzie dorośli dzielą się z młodszym pokoleniem swym doświadczeniem. Nic dziwnego, że Grecy czy Rzymianie dojrzałość człowieka lokowali w późniejszych latach (akme, senat). W niektórych domach opieki nad ludźmi starszymi w Holandii wykorzystuje się ten mentalny powrót organizując małe izby pamięci, w których staruszkowie opisują młodzieży swoją przeszłość (źródła nie pamietam). Będąc w muzem socrealizmu w Kozłówce pokolenie PRL może doświadczyć swojej młodości: są to specyficzne wrażenia, swoistego rodzaju archeologia biografii.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >Tego rodzaju wyjaśnienie nie ma pretensji do zupełności. Zwraca uwagę na jeden z wielu aspektów problemu. Niektórzy podkreślają też ewolucyjną funkcję powrotu w przeszłość: ludzie dorośli dzielą się z młodszym pokoleniem swym doświadczeniem. Doskonale to rozumiem, sam piszę jeszcze wspomnienia dla swoich dzieci i wnuków, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to będzie subiektywny przekaz, chociaż staram się o obiektywizm. Tak jest z wszystkimi innymi opisami. Każdy ma inną hierarchię wartości i opisuje pod tym kątem. Dla jednego ważne jest, że w sklepie mięsnym najczęściej była tylko kaszanka, albo gołe haki, a dla innego to, że społeczeństwo pomogło mu zdobyć wykształcenie i pozycję o której jego ojciec czy dziadek nie śmiał marzyć. Co do Güntera Grassa, on nawet wyznał, że zgłosił się dobrowolnie do wojska i w wieku 17 lat znalazł się w Waffen-SS ("Beim Häuten der Zwiebel"), ale to raczej nie był jakiś przypadek nagłego odzyskania pamięci. W tym wypadku także oceny tegoż są bardzo różne i nie zawsze oceniający potrafią oceniać w kontekście tamtych chwil. Museum w Kozłówce jest na pewno ciekawe, ale także wymaga pogłębionej refleksji co chyba nie zawsze ma miejsce. Mnie się zdaje, że PRL ocenia się dzisiaj na ogół zbyt negatywnie na co składa się działanie różnych interesów.
|
|
2 na 2 | Scarabaeus (2198 punktów) | Pamięć ludzka jest najmniej wiarygodnym źródłem. Znalazłem na stronie nortus.pinger.pl/m/2568777 takie statystyki: ..."Benzyna Dziś etylina jest nie tylko dużo bardziej dostępna, ale i dużo tańsza. W 2008 r. za przeciętne wynagrodzenie można było kupić ponad 800 litrów E95. W roku 1989 pensja starczała na 172 litry E94. Jaka była cena i na ile mogłeś sobie pozwolić miesięcznie: 1970 r. - 6,50 zł, 344 l 1989 r. - 1 200 zł, 172 l 1991 r. - 5 098 zł, 347 l 2008 r. - 3,66 zł, 804 l Jest tam jeszcze sporo innych zestawień. Może wielu to zdziwi ale drogi były wtedy bardziej niebezpieczne niż dziś. Można dyskutować co do liczb, sposobu porównania, trzeba oczywiście pamiętać o rozwoju technologicznym, który nastąpił niezależnie od ustroju w Polsce. Obronienie jednak tezy że kiedyś było lepiej jest zadaniem karkołomnym.
|
|
| maniek1 (3407 punktów) | Z mojego skromnego punktu widzenia jest wiele aspektów, których porównywać jest niezwykle trudno. Kiedyś za komuny jak byłem dzieckiem, co roku jeździłem na kolonie (mój brat też) i oprócz tego z rodzicami na wczasy (żadne z nich nigdy nie należało do PZPR)jakoś były na to pieniądze, a zakłady pracy niemal w całości pokrywały koszty tych wakacyjnych pobytów. Obecnie jak sam nie zarobię na całość rodzinnych wakacji, to nie pojedziemy nigdzie (wprawdzie od 15 lat jeszcze się tak nie zdarzyło - może dlatego, że coroczny wypoczynek za granicą jest zawsze priorytetem). Za komuny pierwsza miesięczna wypłata (zarazem ostatnia, z powodu porzucenia tej pracy)starczyła mi na zakup dekatyzowanych jeansów, obecnie za jeden dzień pracy w Polsce mogę kupić 3 pary. Takich przykładów na lepiej-gorzej można mnożyć, ale mój wniosek nasuwa się jeden - za komuny aby coś w życiu osiągnąć trzeba było nieźle "kombinować", dziś jest łatwiej, choć podobnie, za to w jednym i drugim przypadku polskie Państwo zawsze rzucało kłody pod nogi i nigdy nie pomagało szarym przedsiębiorcom.
|
|
 | Jan Własnowolny (377 punktów) (zablokowany) | za komuny aby coś w życiu osiągnąć trzeba było nieźle "kombinować"
******************************
OBYWATELE dzielili się na porządnych - członków KW i sekretarzy KC PZPR oraz pozostałych - kombinatorów.
Celem porządnych były "stołeczki i stołki" osiągane za pomocą dyktatury, a do dyspozycji mieli obroże kodeksów, smycze paragrafów, policyjne pałki i Temidę.
Celem proletariuszy gminnych natomiast było minimum socjalne, aby mieć ciepło i co jeść, czyli kombinowanie jak przeżyć od wypłaty do wypłaty.
Celem cwańszego ludu z miasta - bo klasy średniej wtedy nie było - maksimum materialne, polegające na tym, by nie zostać kombinatorem, tylko porządnym obywatelem, bo porządny to miał porządną willę, porządny samochód -(SYRENKĘ! A co ?) i..... lewy dochód.
*******************
|
|
3 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >Podział dóbr był uzależniony od tego, czy ktoś miał w rodzinie jakiegoś Towarzysza, lub np. dostawcę z GS-u. Przydałoby się porównać te spostrzeżenia z obecnymi zasadami, czy dziś jest wszystko jedno kogo mamy w rodzinie?
|
|
4 na 4 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Ostatnio w pracy przyszedł do mnie kierownik (lat 61, były kierownik PGR-u)i oznajmił, że znalazł w> sieci artykuł o sentymencie Polaków do czasów PRL-u, z którego wynikało iż aż 44% rodaków tęskni za> tamtymi czasami! I znów, nie po raz pierwszy zresztą, rozpoczął się jego monolog o tym, jak to było> kiedyś lepiej.Szkoda, że nie nagrałeś tej rozmowy, pewnie była ciekawa. W PRL był kiedyś w radio taki cykl zabawnych rozmów pt "Malinowski i kierownik" - boki zrywać. Ty tego możesz nie pamiętać, pewnie byłeś wtedy jeszcze malutki, albo Cię jeszcze nie było. Przyznaj się, przytakiwałeś Panu Kierownikowi  ? Bo różnica między tamtym kierownikiem w PRL, a tym obecnym jest taka, że tamten "mógł Ci skoczyć", a przy tym musisz sam skakać żeby nie wylecieć z roboty  . Może te 44% to pamięta ?
|
|
 | | boguslav (197 punktów) | > Szkoda, że nie nagrałeś tej rozmowy, pewnie była ciekawa. W PRL był kiedyś w radio taki cykl zabawnych rozmów pt "Malinowski i kierownik" - boki zrywać. Ty tego możesz nie pamiętać, pewnie byłeś wtedy jeszcze malutki, albo Cię jeszcze nie było.> Przyznaj się, przytakiwałeś Panu Kierownikowi ? Bo różnica między tamtym kierownikiem w PRL, a tym obecnym jest taka, że tamten "mógł Ci skoczyć", a przy tym musisz sam skakać żeby nie wylecieć z roboty  Masz rację, gdy po raz enty próbuje mnie przekonać do PRL-u, zazwyczaj lekko kiwam głową patrząc się w monitor kompa i myśląc: "Znów to samo zaczął pieprzyć". Nie wiem jak on odbiera ten gest, ale chyba myśli, że trochę się z nim zgadzam. Czasami jednak nie wytrzymuję i coś dorzucam od siebie, w stylu: - Skoro było tak dobrze to dlaczego parę razy musiałem kupować za duże buty (które na dodatek nie bardzo mi się podobały) i wpychać w nie papier żeby "pasowały"? On w odpowiedzi wyjeżdża z tematem, że nie przypomina sobie żeby były takie problemy oraz, że On i Jego dzieci zawsze miały dobre buty i... gadam głupoty. Wtedy myślę sobie: "Tak, Ty i Twoje dzieci miały, bo byłeś kierownikiem PGR-u i dużo znajomości, a dodatkowo członek ZSL-u" Najczęściej na tym rozmowa kończy się bo gdy ją kontynuuję facet zaczyna się denerwować i wzrasta mu ciśnienie (taki choleryk i z tego powodu mu przytakuję, a nie z obawy o pracę). Robi się nieprzyjemnie więc zmieniam temat (np. coś o pracy, która go najmniej obchodzi i dlatego wraca do swojego gabinetu). W ogóle moja praca (administracja państwowa) to istny skansen. Połowa w wieku przedemerytalnym (całe życie w biurach), pamiętający "stare, dobre czasy" i posiadające nawyki z tamtego okresu. Np. petent wchodzi do pokoju z jakąś sprawą, dwie panie urzędniczki prowadzą rozmowę, on mówi dzień dobry, otrzymuje odpowiedź i... koniec. Nie ma czegoś takiego jak np.: - Słucham, w czym Panu pomóc? Panie dalej prowadzą rozmowę! Aż w końcu klient przeprasza i sam zaczyna temat... Jak wyżej wspomniałem kierownik mnie nie zwolni (tym bardziej, że nie on mnie przyjął) gdyż oprócz powyższych spięć nasze relacje układają się raczej wzorowo (wpływ na to ma również fakt, że wykonuję bardzo dużo rzeczy będących w zakresie jego obowiązków). Mam wrażenie, że mnie lubi i gdy się nudzi przychodzi do mojego pokoju i wiele opowiada o latach przeszłych z uporem maniaka starając się mnie przekonać, że jednak było lepiej... Pracy raczej nigdy nie miał zbyt wymagającej (teraz zajmuje się głównie stawianiem pieczątki imiennej, bez wczytywania się w przedkładany dokument), ale przyznać Mu trzeba jedno - ustawił się. Najlepszą rzeczą jaką zrobił w życiu było ukończenie studiów rolniczych. Po powrocie ze studiów od razu otrzymał kierownicze stanowisko w POM-ie w mieście liczącym 20 tyś. mieszkańców gdzie inżynierów i magistrów można było policzyć na palcach jednej ręki. I tak się zaczęło...
boguslav
|
|
|  | 4 na 4 | Frank Holman (5897 punktów) | Jak widać młody urzędas nie jest w stanie zrozumieć starego urzędasa, że w poprzednim systemie było lepiej. Młody urzędas np. nie ogarnia, jak bardzo mu się poszczęściło, że po studiach został urzędasem; dla niego to naturalne. A jakby np. jak wielka ilość młodych po studiach został na lodzie na zawsze. A na koniec musiał spieprzać za pracą na drugi koniec świata, czy by wtedy zrozumiał czym się różni państwo, które tak kocha swoich obywateli, nawet tych którzy go nie kochają, aby na siłę wymusić miłość wzajemną i każdym się chce opiekować, nawet tymi, którzy tego wcale nie chcą, od państwa, w którym jest wszystko jedno, czy młody człowiek jakąkolwiek przyszłość miał będzie, czy też równie dobrze, po otrzymaniu dyplomu, może iść skoczyć z mostu.... A tak na poważnie: jak można porównywać łącznie ponad 20 lat tzw. "teraz" (tzn. kiedy dokładnie?) do ponad 50 lat tzw. "kiedyś" (tzn. kiedy dokładnie?).
|
|
| |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
>A tak na poważnie: jak można porównywać łącznie ponad 20 lat tzw. "teraz" (tzn. kiedy dokładnie?) do ponad 50 lat tzw. "kiedyś" (tzn. kiedy dokładnie?). Bardzo trafne spostrzeżenie. Wrzucanie do jednego wora lat 50., 70. i 80. jest bez sensu, podobnie jak porównywanie roku 1994 i 2014.
|
|
|  | | Jan Rylew (3965 punktów) | > Masz rację, gdy po raz enty próbuje mnie przekonać do PRL-u, zazwyczaj lekko kiwam głową patrząc się w monitor kompa i myśląc: "Znów to samo zaczął pieprzyć". Nie wiem jak on odbiera ten gest, ale chyba myśli, że trochę się z nim zgadzam.Jego profil, który tutaj przybliżyłeś, pasuje trochę do mojego, albo któregoś z moich przyjaciół. My w zasadzie nie tęsknimy do realnego socjalizmu z jego szarą rzeczywistością codzienną, dzisiaj mamy dużo lepiej i wcale nie dlatego, że "należeliśmy" do jakiejś grupy. Mnie też skacze ciśnienie jak w rozmowie o tamtych czasach ktoś bliski mi mówi: "Wy (ja z żoną i dziećmi) wtedy mieliście lepiej, bo ty należałeś do partii". Ręce mi po prostu opadają i robi mi się niedobrze, tracę swoją wiarę w człowieka, bo nie mogę sobie uzmysłowić jak ktoś kogo szanuję może na podstawie tanich stereotypów, oceniać mnie tak niesprawiedliwie. Nawet do Polski nie chce mi się wracać. > Czasami jednak nie wytrzymuję i coś dorzucam od siebie, w stylu: - Skoro było tak dobrze to dlaczego parę razy musiałem kupować za duże buty (które na dodatek nie bardzo mi się podobały) i wpychać w nie papier żeby "pasowały"? On w odpowiedzi wyjeżdża z tematem, że nie przypomina sobie żeby były takie problemy oraz, że On i Jego dzieci zawsze miały dobre buty i... gadam głupoty.Znam to ze swoich rozmów, to dość typowe. Wynika to chyba z tego, że ludzie mają inne wartości, także charaktery. Ja także pamiętam gdy w pierwszych latach po wojnie codziennie prawie jadało się zacierki na mleku, a w niedzielę koninę. Było wiele niedostatków w sklepach, ale pamiętam także, że były tanie książki i mama miała ich dość dużo, a ja mogłem zacząć swoje czytelnictwo już w wieku 10lat. Cieszyłem się, że mogę budować modele latające w istniejące modelarni, poznawać swoje miasto, wieś gdzie mieszkali dziadkowie, jeżdzić na kolonie letnie, a później z rodzicami na wczasy. Dla mnie jedzenie czy ubranie nie miało dużego znaczenia, pewnie dlatego nie zapamiętałem wielu szczegółów braków pewnych rzeczy. Podejrzewam, że to samo jest z Twoim kierownikiem. > Wtedy myślę sobie: "Tak, Ty i Twoje dzieci miały, bo byłeś kierownikiem PGR-u i dużo znajomości, a dodatkowo członek ZSL-u"To właśnie jest ten błąd oceniania ludzi według stereotypów panujących wśród ludu. Moje dzieci nie mogły korzystać z przedszkola gdy żona po kilku latach wychowywania dzieci chciała wrócić do pracy zawodowej, bo średnia zarobków na głowę w naszej rodzinie była za wysoka. Dzisiaj żona z tego powodu otrzymuje śmieszną emeryturę, a moja też nie jest wysoka z powodu "urawniłowki", ale tak samo jak i wtedy nie narzekamy, bo niczego nam nie brakuje. Jeśli nawet to tylko żona na to, że nie może sobie w sklepie kupić takich rzeczy, które by jej się podobały, bo albo chińska tandeta, albo rzeczy dla młodych osób nie mówiąc już o butach, bo tutaj możliwości wyboru uważa za opłakane. Najpiękniejsze rzeczy podobno były w "Modzie Polskiej" i innych zakładach z okresu PRL. To zresztą jest zdanie wielu naszych znajomych w Polsce. > Najczęściej na tym rozmowa kończy się bo gdy ją kontynuuję facet zaczyna się denerwować i wzrasta mu ciśnienie (taki choleryk i z tego powodu mu przytakuję, a nie z obawy o pracę).Może zamiast mówić jak było źle zapytaj go czy by chciał wrócić do tamtych czasów. Bo ja bynajmniej nie tęsknię do realnego socjalizmu według moskiewskiego wzorca z tamtych czasów. Potem było coraz lepiej i była nadzieja, ale ludzie postanowili inaczej. Teraz mają co chcieli, ale i tak prawie cały rachunek za ich głupotę i zaniedbanie zapłacą ich dzieci i następne pokolenia. > W ogóle moja praca (administracja państwowa) to istny skansen. Połowa w wieku przedemerytalnym (całe życie w biurach), pamiętający "stare, dobre czasy" i posiadające nawyki z tamtego okresu. Np. petent wchodzi do pokoju z jakąś sprawą, dwie panie urzędniczki prowadzą rozmowę, on mówi dzień dobry, otrzymuje odpowiedź i... koniec. Nie ma czegoś takiego jak np.: - Słucham, w czym Panu pomóc? Panie dalej prowadzą rozmowę! Aż w końcu klient przeprasza i sam zaczyna temat...Podobnie było w PRL, tylko PC nie było. > Mam wrażenie, że mnie lubi i gdy się nudzi przychodzi do mojego pokoju i wiele opowiada o latach przeszłych z uporem maniaka starając się mnie przekonać, że jednak było lepiej...Myślę, że go trochę nie rozumiesz, pewne rzeczy były lepsze inne gorsze, może warto tak postawić sprawę i potem zastanowić się wspólnie czy przeważają rzeczy dobre czy złe na korzyść PRL lub nie. Porównania takie są jednak dość nieprawdziwe, bo trudno jest uwzględnić wszystkie uwarunkowania, stan wyjściowy, postęp technologiczny i inne. > Pracy raczej nigdy nie miał zbyt wymagającej (teraz zajmuje się głównie stawianiem pieczątki imiennej, bez wczytywania się w przedkładany dokument), ale przyznać Mu trzeba jedno - ustawił się.Podejrzewam, że oceniasz go zbyt surowo, może ma zaufanie do podwładnych, a wszystkich spraw i tak nie jest w stanie objąć. Są różne typy kierowników. A co do ustawienia to zdolniejsi i sprytniejsi robią to lepiej niż bierni, niekumaci, a w dodatku jeszcze bez poparcia. Ale rozumiem, że chcesz powiedzieć, że jemu było łatwiej, bo on należał...  . To już taka niesprawiedliwość dziejowa, w kapitaliźmie szczególnie wyraźna. Ponałem pewnego szefa, który ma firmę w Niemczech, a mieszka głównie w Hiszpanii w willi nad morzem, zaś firmą kieruje pełnomocnik. "Ustawił się."  > Najlepszą rzeczą jaką zrobił w życiu było ukończenie studiów rolniczych. Po powrocie ze studiów od razu otrzymał kierownicze stanowisko w POM-ie w mieście liczącym 20 tyś. mieszkańców gdzie inżynierów i magistrów można było policzyć na palcach jednej ręki. I tak się zaczęło...Chyba nie piszesz o jednym z moich kolegów...  ?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|