Racjonalista - Strona głównaDo treści
Moralność zdrady

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
02-06-2014 18:17Jacek Przypadek (1069 punktów)Moralność zdrady
W jakich sytuacjach dopuszczalna jest zdrada małżeńska? Jeżeli dzieje się to za obopólną zgodą nie można nawet mówić o zdradzie, to oczywiste. Skupić bym się wolał na sytuacji okłamywania partnerki czy małżonki.
a) Jeżeli kobieta chce dużo rzadziej niż mężczyzna - i żadne rozmowy ani argumenty nie pomagają - mężczyzna ma moralne prawo do zdrady?
b) Jeżeli ona zapada na długotrwałą chorobę uniemożliwiającą seks - np. paraliż całego ciała, złamanie kręgosłupa - on ma prawo do zdrady?
c) Jeżeli ona nie spełnia jego oczekiwań, nie godzi się na większość jego propozycji, jedyne co akceptuje to pozycja misjonarska, i nie da rady jej przekonać - czy on ma prawo do zdrady?

Zapraszam do dyskusji. Możecie podawać własne przykłady kiedy on ma to prawo lub go nie ma.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Siodemeczka (161 punktów)
Oczekujesz od innych osób by dały Ci usprawiedliwienie do oszukiwania partnerki? Wszystko zależy od tego jak Ty się będziesz z tym czuł. Podejmujesz decyzje zgodnie z własnymi zasadami. Ja osobiście gdyby mi nie odpowiadała partnerka to bym ją zmienił. Pozdrawiam
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Co to za wycieczki ad personam. Takie argumenty są uważane za nieetyczne.
Jeśli o mnie chodzi, nie zamierzam nikogo oszukiwać. Pytam teoretycznie.
Siodemeczka (161 punktów)
>Co to za wycieczki ad personam.
Proszę mi wskazać fragment w którym atakuje ad personam.

>Jeśli o mnie chodzi, nie zamierzam nikogo oszukiwać. Pytam teoretycznie.
A ja nie zarzuciłem Panu nigdzie tego.

>Oczekujesz od innych osób by dały Ci usprawiedliwienie do oszukiwania partnerki?

Oczekujesz od innych osób by dały Ci usprawiedliwienie (prawo moralne) do oszukiwania (bo złamanie przysięgi jest oszustwem) partnerki (nie napisałem, że Pana nawet tego nie miałem na myśli)? Wszystko zależy od tego jak Ty się będziesz z tym czuł(to się tyczy każdego nie tylko Pana). Podejmujesz decyzje zgodnie z własnymi zasadami. Ja osobiście gdyby mi nie odpowiadała partnerka to bym ją zmienił. Pozdrawiam

Wyjaśniłem?
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Niech tak będzie.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wszystko zależy od tego jak Ty się będziesz z tym czuł (to się tyczy każdego nie tylko Pana)

Nie wszystko i nie każdego.
W końcu żenisz się z osobą, na której Ci zależy, prawda? Przynajniej takie jest założenie.
To co napisałeś jest bardzo egoistycznym rozwiązaniem.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
04-06-2014 18:26 
 Ocena 2 na 2
Siodemeczka (161 punktów)
>> Wszystko zależy od tego jak Ty się będziesz z tym czuł (to się tyczy każdego nie tylko Pana)
>Nie wszystko i nie każdego.
Wszystko i każdego.


>W końcu żenisz się z osobą, na której Ci zależy, prawda? Przynajmniej takie jest założenie.
Nie potrafimy przepowiadać przyszłości. W momencie kiedy zawierasz związek małżeński wydaje Ci się, że tak będziesz się czuł z nią zawsze. Wszystko może ulec zmianie. Naiwnym byłoby myślenie, iż nie jest to możliwe.

>To co napisałeś jest bardzo egoistycznym rozwiązaniem.
>Pozdrawiam

Jakby mi przestała odpowiadać partnerka bez perspektywy na żadną poprawę to związek jest skończony. Dla dobra mojego i przy okazje też jej. Co w tym dziwnego? Mam resztę życia spędzić z kimś kto mi nie odpowiada? Męcząc się samemu i zarazem też drugą osobę? Jest w ogóle jakiś sensowny argument "za"?
04-06-2014 22:32 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Wszystko i każdego.

Egoizm w czystej postaci.

> Nie potrafimy przepowiadać przyszłości. W momencie
> kiedy zawierasz związek małżeński wydaje Ci się,
> że tak będziesz się czuł z nią zawsze.

Masz rację, nie potrafimy przepowiadać, ale ja nie o tym. Chodzi mi o traktowanie z szacunkiem partnera. O rozmowę z nim, czasem trudną dla niego. O podejmowanie niełatwych decyzji w miejsce ich unikania.
Zdajesz sobie sprawę, jak może poczuć się partner dowiadując się w swoim otoczeniu ostatni, że całe lata jest zdradzany?

> Wszystko może ulec zmianie. Naiwnym byłoby myślenie, iż nie jest to możliwe.

Oczywiście wszystko może ulec zmianie, z tym że zależy, czy potrzebę zmiany przedstawimy w sposób godny człowieka cywilizowanego, czy przedstawimy się jako tchórz.

> Jakby mi przestała odpowiadać partnerka bez
> perspektywy na żadną poprawę to związek jest
> skończony. Dla dobra mojego i przy okazje też jej. Co w tym dziwnego?

Nie bardzo widzę gdzie twierdzę, że jest w tym coś dziwnego.
Absolutnie nic w tym nie jest dziwne. Tak bywa.

> Mam resztę życia spędzić z kimś kto mi nie
> odpowiada? Męcząc się samemu i zarazem też drugą osobę?

A kto Ci tak każe?

> Jest w ogóle jakiś sensowny argument "za"?

Nie ma. Skończyła się miłość, chcesz się uwolnić, druga strona chce spróbować czegoś nowego - lepiej jej na to pozwolić, inaczej może być tylko gorzej.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
05-06-2014 00:19 
 Ocena 1 na 1
Siodemeczka (161 punktów)
>> Wszystko i każdego.
>Egoizm w czystej postaci.

Co to ma wspólnego z egoizmem? --->>> Wszystko zależy od tego jak Ty się będziesz z tym czuł (to się tyczy każdego nie tylko Pana)

Jeżeli będzie pan czuł iż to jest niewłaściwe to postąpi pan tak.
W przeciwnym razie postąpi pan inaczej. Proste, więc gdzie tu egoizm? Dałem wybór, aby dotyczyło "każdego".

>Masz rację, nie potrafimy przepowiadać, ale ja nie o tym. Chodzi mi o traktowanie z szacunkiem partnera. O rozmowę z nim, czasem trudną dla niego. O podejmowanie niełatwych decyzji w miejsce ich unikania.
>Zdajesz sobie sprawę, jak może poczuć się partner dowiadując się w swoim otoczeniu ostatni, że całe lata jest zdradzany?

No ok... ale gdzie ja to wszystko napisałem. Do czego się pan konkretnie odnosi?

>Oczywiście wszystko może ulec zmianie, z tym że zależy, czy potrzebę zmiany przedstawimy w sposób godny człowieka cywilizowanego, czy przedstawimy się jako tchórz.

Tutaj nie bardzo rozumiem. Proszę mi wybaczyć.

>> Mam resztę życia spędzić z kimś kto mi nie
>> odpowiada? Męcząc się samemu i zarazem też drugą osobę?
>A kto Ci tak każe?

Nazwał pan to... egoistycznym rozwiązaniem. Co jest określeniem nacechowanym negatywnie, dlatego wytłumaczyłem intencje.
05-06-2014 07:46 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Jeżeli będzie pan czuł iż to jest niewłaściwe to postąpi pan tak.

A co, jeśli Twoja partnerka może poczuje się z tym niewłaściwie? Taki trening empatii i wychodzenia z własnego kokonu.
Ja chciałbym, aby ludzie zwracali uwagę i na siebie i na innych, Ty zdaje się tylko na siebie.

>> Zdajesz sobie sprawę, jak może poczuć się partner dowiadując się
>> w swoim otoczeniu ostatni, że całe lata jest zdradzany?
>No ok... ale gdzie ja to wszystko napisałem. Do czego się pan konkretnie odnosi?

Odnoszę się do Twojej sugestii, że to Ty jesteś w tym najważniejszy "wszystko zależy od tego jak Ty się będziesz z tym czuł".

>Tutaj nie bardzo rozumiem. Proszę mi wybaczyć.

Jest Ci wybaczone

> Nazwał pan to... egoistycznym rozwiązaniem.

Myślenie tylko o sobie, uzależnianie decyzji jedynie od własnego samopoczucia jest egoistycznym rozwiązaniem.

> Co jest określeniem nacechowanym negatywnie

Ano to się zgadza.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
05-06-2014 09:38 
 Ocena 1 na 1
Siodemeczka (161 punktów)
>>Jeżeli będzie pan czuł iż to jest niewłaściwe to postąpi pan tak.
>A co, jeśli Twoja partnerka może poczuje się z tym niewłaściwie? Taki trening empatii i wychodzenia z własnego kokonu.
>Ja chciałbym, aby ludzie zwracali uwagę i na siebie i na innych, Ty zdaje się tylko na siebie.

Ciekawe wnioski pan wyciąga. Myślę, że jeśli chodzi o inteligencje emocjonalną to jest ona u mnie dobrze rozwinięta. Wiem kiedy jest mi źle i wiem kiedy to zmienić. Nie zgadzam się na bycie fundacją charytatywną dla drugiej osoby gdy relacja nie ma sensu. Pan ma jakieś idee wyższe w imię których cierpienie jest usprawiedliwione, ja mam swoje podejście z którym żyje mi się dobrze. Także, zostawmy to tak jak jest jeśli pan i ja jesteśmy ze swoimi perspektywami szczęśliwi.

>>> Zdajesz sobie sprawę, jak może poczuć się partner dowiadując się
>>> w swoim otoczeniu ostatni, że całe lata jest zdradzany?
>>No ok... ale gdzie ja to wszystko napisałem. Do czego się pan konkretnie odnosi?
>Odnoszę się do Twojej sugestii, że to Ty jesteś w tym najważniejszy "wszystko zależy od tego jak Ty się będziesz z tym czuł".
Po pierwsze w tym zdaniu nie ma takiej informacji.
Po drugie w tym zdaniu nie mówię nikomu jak powinien postrzegać sytuacje, tylko niech zrobi zgodnie z tym co czuje. Pan będzie się źle czuł raniąc drugą osobę to pan postąpi inaczej, ktoś inny inaczej. To zdanie przedstawia wolną rękę w podejmowaniu decyzji nie obciążając nikogo zbędnym moralizowaniem czy ocenianiem jego postawy.
@edit - składnia

>> Nazwał pan to... egoistycznym rozwiązaniem.
>Myślenie tylko o sobie, uzależnianie decyzji jedynie od własnego samopoczucia jest egoistycznym rozwiązaniem.

W sumie zapoznałem się z definicją słowa egoizm i zgadzam się z tym poglądem. Nie przestaje mnie dziwić jednak fakt, iż ktoś mając inne doświadczenia, przekonania niż ja, będący inaczej wychowany, nie znający emocji które mną kierują oraz nie mający pełnego obrazu sytuacji chce mnie pouczać co dla mnie dobre. Ten zarzut o egoizm wymyślili chyba ludzie którzy pałają się manipulacją. Bo założmy, że ktoś robi coś według własnego "ja" i Ty nie masz na to wpływu. Zamiast to zaakceptować to kierujesz się własnym interesem bo Tobie to nie pasuje, źle się z tym czujesz (egoizm). Zatem określasz go mianem egoisty sądząc, że się od niego różnisz (hipokryzja).

>> Co jest określeniem nacechowanym negatywnie
>Ano to się zgadza.

To na pewno nie popycha w żaden sposób dyskusji. Zarzucanie komuś, że jest normalny i bycie przekonanym, iż jest to wytknięcie jakiegoś błędu.

>Pozdrawiam
Ja również.
05-06-2014 10:56 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Także, zostawmy to tak jak jest jeśli pan i ja jesteśmy ze swoimi perspektywami szczęśliwi.

Dokładnie tak.

> w tym zdaniu nie mówię nikomu jak powinien postrzegać sytuacje, tylko niech
> zrobi zgodnie z tym co czuje. Pan będzie się źle czuł raniąc drugą osobę
> to pan postąpi inaczej, ktoś inny inaczej. To zdanie przedstawia wolną rękę
> w podejmowaniu decyzji nie obciążając nikogo zbędnym moralizowaniem
> czy ocenianiem jego postawy.

Nie chodzi o moralizowanie, czy ocenianie czyjejś postawy. Chodzi o elementarną uczciwość t.j odwagę cywilną wyjścia do drugiego.
Dojrzałeś w środku do rozmowy czy decyzji - więc mówisz, a nie tchórzysz.
Stawianie partnera przed ważnymi informacjami i planami, ujawnianie mu ich jest okazywaniem szacunku. Tak ja to rozumiem.

> Nie przestaje mnie dziwić jednak fakt, iż ktoś mając inne doświadczenia, przekonania
> niż ja, będący inaczej wychowany, nie znający emocji które mną kierują oraz nie
> mający pełnego obrazu sytuacji chce mnie pouczać co dla mnie dobre.

Nie zrozum mnie źle. Nie chcę Cię pouczać. Zamiast "Ty" czy "ty" podmiotem mógłby być ktoś inny. Rozmawiamy o pewnym modelu i ogólnych zasadach, które moim zdaniem się sprawdzają, ograniczając do mnimum frustrację i trwonienie energii życiowej.
My osobiscie, czyji ja i p. Siódemeczka się nie znamy. Tylko rozmawiamy na tym forum

> założmy, że ktoś robi coś według własnego "ja" i Ty nie masz na to wpływu.

Tak.

> Zamiast to zaakceptować to kierujesz się własnym interesem bo
> Tobie to nie pasuje, źle się z tym czujesz (egoizm). Zatem określasz
> go mianem egoisty sądząc, że się od niego różnisz (hipokryzja).

Owszem, każdy z nas jest w jakiejś części egoistą i to jest dobre.
Ale wg mnie w Twoim opisie relacja nigdy wcześniej nie stanowiła tak naprawdę partnerstwa.
Partnerzy dbają nawzajem o drugiego, zależy im na losie partnera. Są na siebie wrażliwi, okazują to w działaniach.
Akceptuję w partnerze jego egoizm, ale liczę też na przekaczanie go w ważnych dla nas i dla mnie sprawach. Liczę na jego konstruktywne działanie.
On tak samo może liczyć na mnie.

> Zarzucanie komuś, że jest normalny i bycie przekonanym, iż jest to wytknięcie jakiegoś błędu.

Nic Ci nie chcę narzucać. Wyrażam swoje zdanie. Jeśli poczułeś, że Ci coś narzucam to przepraszam.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Episode_2 (3284 punktów)
>To co napisałeś jest bardzo egoistycznym rozwiązaniem.
A jakie widzisz rozwiązanie w przypadku, kiedy rozmowy nie skutkują porozumieniem?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> jakie widzisz rozwiązanie w przypadku, kiedy rozmowy
> nie skutkują porozumieniem?

Nie zawsze można dojść w rozmowie do porozumienia. Ale próbować trzeba, przydałoby się również przeprowadzać ją w odpowiednim czasie.
Suma sumarum przeważnie zawsze można odejść i tak się czasem robi, nawet bez porozumienia.
Najgorzej jest z ludźmi-bluszczami. Z tymi pojawia się dodatkowa konieczność odejścia, na porozumienie wtedy próżno liczyć.
Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
02-06-2014 21:44 
 Ocena 3 na 3
romaro (25211 punktów)
>Jeśli o mnie chodzi, nie zamierzam nikogo oszukiwać. Pytam teoretycznie.
Masz z sobą jakiś problem, bo pytasz o zdradę małżeńską i punktujesz tylko kobiety jako te które są winne zdrady. Ona to, ona tamto, a co z "nim"?
W chrześcijaństwie najbardziej spektakularna zdrada, to ta Maryśki. Zdrada z bogiem w tym przypadku jest usprawiedliwiona i akceptowana. Nawet rogacz Józef przez to stał się świętym. Tfu.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Problem to masz ty, i to bardzo wyraźny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wpycha wszędzie gdzie się da tematów religijnych (nawet moja babcia). Zastanawiam się czy przy wigilijnej kolacji też jesteś taki militant atheist.

Dlaczego punktuję wyłącznie kobiety, och, to proste. W imię zwięzłości tekstu oraz dlatego, że nie ma to znaczenia z punktu widzenia omawianego problemu. Zresztą zawsze ktoś może oburzyć się, dlaczego podaję przykłady par hetero a nie ma słowa o lesbijkach. I tak w nieskończoność.
02-06-2014 22:39 
 Ocena 4 na 4
romaro (25211 punktów)
>Problem to masz ty, i to bardzo wyraźny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wpycha wszędzie gdzie się da tematów religijnych (nawet moja babcia). Zastanawiam się czy przy wigilijnej kolacji też jesteś taki militant atheist.
Też
>Dlaczego punktuję wyłącznie kobiety, och, to proste.
Tak proste jak jeden z twoich punktów.
>c) Jeżeli ona nie spełnia jego oczekiwań, nie godzi się na większość jego propozycji, jedyne co akceptuje to pozycja misjonarska, i nie da rady jej przekonać - czy on ma prawo do zdrady?
Prosty, żeby nie powiedzieć prostacki sposób podejścia do seksu. Wiele już na ten temat napisano, więc nie będę wyłuszczał. Jeżeli chłop jest niedouczoną niedorajdą, albo chamem, to raczej współczuję kobietom i nie dziwię się ich zachowaniu. Jeszcze jak do tego słyszę, że niektórzy faceci się nie myją...
Seks nie zaczyna się w wyrze. Niejeden, gdyby przeczytał "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus", nie musiałby kombinować na boku. Dlatego uważam, że punkt "c" mógł napisać ktoś kto kompletnie nie zna kobiet. Do pozostałych się nie odnoszę, bo nie pamiętam.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Życie to nie książka. Może się zdarzyć, że kobieta przestanie odczuwać pociąg seksualny do męża, może się też zdarzyć że przestanie lubić seks. Lew Starowicz mówi o takich sytuacjach, w których nic się nie da zrobić żeby ją namówić.
02-06-2014 23:13 
 Ocena 5 na 5
romaro (25211 punktów)
> Lew Starowicz mówi o takich sytuacjach, w których nic się nie da zrobić żeby ją namówić.
Więc można postąpić tak jak Starowicz postąpił - rozwieść się o ile jest to problem dla jednego z partnerów, a Starowicz jest dla niego autorytetem.
Starowicz twierdzi, że nic się nie da zrobić żeby ją namówić. A powiedział czy tak było od początku trwania tych związków?

Nigdy nie jest za późno, by wprowadzać do swojego życia miłość. Miłość często gaśnie tylko dlatego, że ludzie dają to, czego sami oczekują.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>W jakich sytuacjach dopuszczalna jest zdrada małżeńska?
W żadnych. Nie ma według mnie niczego co usprawiedliwiałoby zdradę. Problemy można próbować rozwiązywać, jeśli to nie pomaga to cóż, rozwody po coś są.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
A co zrobić, kiedy kobieta ulega wypadkowi i do końca życia jest sparaliżowana? Zostawić ją?
02-06-2014 18:41 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>A co zrobić, kiedy kobieta ulega wypadkowi i do końca życia jest sparaliżowana? Zostawić ją?
Szukasz wytłumaczenia? Czy może liczysz na to, że napiszę tak zostawić, aby następnie spytać się w czym to lepsze od zdrady?
Jak rozumiem dotrzymanie przysięgi małżeńskiej w grę nie wchodzi? Nikt nie powiedział, że małżeństwo jest łatwe.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
A więc uważasz, że w takim wypadku trzeba wytrwać w wierności. Oki.
02-06-2014 18:45 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>A więc uważasz, że w takim wypadku trzeba wytrwać w wierności. Oki.
Uważam, że w takim przypadku należy postąpić zgodnie ze swoim sumieniem, ale później nie skomleć i bełkotać o tym jak było źle i jakież to straszne okoliczności jakoby zdradę usprawiedliwiły.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
04-06-2014 21:19 
 Ocena 3 na 3
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>A co zrobić, kiedy kobieta ulega wypadkowi i do końca życia jest sparaliżowana? Zostawić ją?

Jeśli bierzesz ślub i później się dziwisz, że w życiu różnie bywa i nie można pukać to zostaw.

Przynajmniej sąd zarządzi na rzecz biednej eks-małżonki alimenty na rehabilitację do końca życia, trochę to odciąży ZUS, a ona się nie będzie musieć dodatkowo męczyć z małżonkiem, który za fundament związku wybrał chuć.

Poza tym jak bardzo by musiała być sparaliżowana kobieta, żeby nie mogła uprawiać seksu? Hej, ludzie niepełnosprawni też uprawiają seks!

Oczywiście są bardzo poważne choroby i dolegliwości, które całkowicie wykluczają wszelką aktywność seksualną, ale z reguły ludzie mają moralne opory przed opuszczeniem takich partnerów.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
04-06-2014 11:59 
 Ocena 3 na 3
baszarteg (2319 punktów)
>W żadnych. Nie ma według mnie niczego co usprawiedliwiałoby zdradę. Problemy można próbować >rozwiązywać, jeśli to nie pomaga to cóż, rozwody po coś są.

Dokładnie ,inna sprawa że wiązanie się z osobą o diametralnie odmiennym temperamencie jest według mnie pomysłem poronionym już u samego swego korzenia...khymm tak jakoś sama wyszła mnie ta metafora Żyjemy w XXI wieku aby dojść do określonych wniosków co do braku kompatybilności nie porzeba lat szarpania ,ślubów etc.
Heremis (587 punktów)
Zdrada jest złem i wyszukiwanie wszelkich wytłumaczeń jest żałosne. Dojrzały człowiek potrafi zdobyć się na uczciwą rozmowę i jeśli nie ma innego wyjścia rozstać się. Jedną z podstaw związku powinna być rozmowa. Zdaje się, że często tego brakuje, stąd zdrady. Poza tym jeśli są w małżeństwie, to wypadałoby aby znali się w sprawach potrzeb seksualnych.
Mnie zdradzała dziewczyna, dowiedziałem się dopiero po fakcie. Najwidoczniej brakowało jej seksu, co ciekawe nic w tym temacie mi nie mówiła, niby wszystko było w porządku. Sam nigdy nie posunąłem się do zdrady. Ostatni związek z racji rozbieżnych potrzeb, a w zasadzie braku potrzeb u mnie, zakończyłem. Łatwo nie było, ale i jej i mi wyszło to na dobre, każdy żyje w zgodzie z sobą.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
02-06-2014 21:44 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Często jest tak, że kobieta nie sygnalizuje tego problemu uważając, że mężczyzna powinien sam się zabrać do roboty, a skoro tego nie robi to nie jest męski. To zachowanie głupie, jednak możliwe w przypadku przez ciebie opisanym.

A co do "znania się"... potrzeby ulegają zmianom. Jutro może mi się zachcieć czegoś, o czym nie miałem pojęcia. I jak mam wymagać od kogoś kto ze mną jest, że będzie wszystko wiedział. Bywa też i tak (obstawiam, że jest tak prawie zawsze) że po okresie intensywnego, częstego współżycia następuje okres wypalenia i jeżeli kobieta staje się niechętna, mężczyzna nie cierpi ponieważ jemu seks z nią też się znudził. Utrzymują więc kontakty od czasu do czasu, żeby wszystko było pod kontrolą. To pokazuje, że potrzeby nie są niczym stałym i przewidywalnym, chociaż w pewnych wypadkach jest i tak.
02-06-2014 22:01 
 Ocena 4 na 4
romaro (25211 punktów)
>Jutro może mi się zachcieć czegoś, o czym nie miałem pojęcia.
To o czym już, albo jeszcze nie masz pojęcia, to o życiu. Zwykle, to egoiści mają jakieś zachcianki.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Buahahahah, ciekawe co o życiu może wiedzieć nolif, który na widok kobiety dostaje drgawek i ucieka gdzie pieprz rośnie A zachcianki ma każdy z nas, o ile jeszcze żyje. Są ludzie bez życia, np. ojcowie którzy wszystko poświęcają swoim dzieciom, samemu nie robiąc nic egoistycznego i fajnego.
03-06-2014 06:29 
 Ocena 2 na 2
Heremis (587 punktów)
> A zachcianki ma każdy z nas, o ile jeszcze żyje. Są ludzie bez życia, np. ojcowie którzy wszystko poświęcają swoim dzieciom, samemu nie robiąc nic egoistycznego i fajnego.
Zachcianki są różne, ale jeśli jest się w związku są pewne ograniczenia względem partnera. Jeśli dla kogoś seks jest ważniejszy od człowieka, to niech żyje jako singiel i skacze z kwiatka na kwiatek.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
03-06-2014 08:08 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Zgadzam się.
03-06-2014 06:24 
 Ocena 1 na 1
Heremis (587 punktów)
>Często jest tak, że kobieta nie sygnalizuje tego problemu uważając, że mężczyzna powinien sam się zabrać do roboty, a skoro tego nie robi to nie jest męski. To zachowanie głupie, jednak możliwe w przypadku przez ciebie opisanym.
Akurat w tym przypadku byłem okłamywany, ona kochała mnie tylko chwilowo. Nie miała odwagi powiedzieć, że sytuacja się zmieniła. Dopiero po zdradach powiedziała, że nie kochała. Była ze mną, ponieważ nie potrafiła znaleźć powodu do rozstania. Dopiero zdrady ją "oświeciły".
>A co do "znania się"... potrzeby ulegają zmianom. Jutro może mi się zachcieć czegoś, o czym nie miałem pojęcia. I jak mam wymagać od kogoś kto ze mną jest, że będzie wszystko wiedział. Bywa też i tak (obstawiam, że jest tak prawie zawsze) że po okresie intensywnego, częstego współżycia następuje okres wypalenia i jeżeli kobieta staje się niechętna, mężczyzna nie cierpi ponieważ jemu seks z nią też się znudził. Utrzymują więc kontakty od czasu do czasu, żeby wszystko było pod kontrolą. To pokazuje, że potrzeby nie są niczym stałym i przewidywalnym, chociaż w pewnych wypadkach jest i tak.

Nie zmienia to faktu, że podstawą powinna być rozmowa o swoich potrzebach z obu stron. W przypadku problemów oprócz rozmów, polecałbym wizyty u seksuologa oraz nieco kreatywności. Naprawdę są możliwości, a posunięcie się do zdrady świadczy o tym, że jedna albo obie strony nie dojrzały do związku.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
03-06-2014 07:52
 Ocena 19 na 19
Meretseger (61860 punktów)
>W jakich sytuacjach dopuszczalna jest zdrada małżeńska?
W żadnych. Jeżeli para przyrzeka sobie coś - obojętnie, w kościele, USC czy na łonie natury, to tylko partner może zwolnić tego drugiego z danego słowa. Małżeństwo jest związkiem monogamicznym, o ile oboje partnerzy zgodnie nie zdecydują inaczej. Jeśli się umówią, że mogą skakać w bok, to nie ma zdrady. Okłamywanie to powód do wystawienia walizek za drzwi. A idiotyczne wymówki w sprawach seksu są śmiechu warte.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Dlaczego zaraz idiotycznie? Nie wrzucałbym do jednego worka wszystkich wymówek. Ale faktem jest, że często ludziom nie starczy odwagi by powiedzieć: zdradzam ją i wszędzie głoszę że jestem skrzywdzonym misiem a tak naprawdę postępuję nieetycznie.
03-06-2014 08:23 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>Dlaczego zaraz idiotycznie? Nie wrzucałbym do jednego worka wszystkich wymówek.
Wszystkie wymówki są idiotyczne. Takie jest moje zdanie. Szukanie pokrętnych usprawiedliwień w stylu "a u was biją Murzynów" jest szczytem głupoty. Naturalnie, moim zdaniem.
Jak coś w związku się psuje (zdaniem jednej ze stron), to trzeba siąść z tą drugą osobą i sprawę przegadać, a nie wykręcać kota ogonem "to jej wina, bo nie chce od tyłu" czy coś w tym guście. Bardzo złym guście, dodam.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> W żadnych. Jeżeli para przyrzeka sobie coś - obojętnie, w kościele, USC czy
> na łonie natury, to tylko partner może zwolnić tego drugiego z danego słowa

Ogólnie się z Tobą zgadzam.
Znam jednak bezpośrednio lub pośrednio przypadki, kiedy zasada którą podajesz wyżej nie za bardzo działa.

Para przyrzeka, czy przysięga sobie na początku, że chce być razem. Później jedno chce z obiektywnych powodów odejść (w grę wchodzi np. agresja słowna, zanik więzi emocjonalnej), a drugie kurczowo się go trzyma i nie chce słyszeć o rozstaniu. Co wtedy?

A propos zdrady: mam znajomego, który nie miał odwagi przez długie lata odejść, a zdradzał. Nie jest to oczywiście dobre rozwiązanie. Ba, kiepskie, ale wydaje mi sie, że dla niego jedynie dostępne. Przykro na to czasem patrzeć, jakie są tego dalsze konsekwencje.

Myślę, że jego żona również z pewnych względów nie chciała odejść.

Pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-06-2014 12:33 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Para przyrzeka, czy przysięga sobie na początku, że chce być razem. Później jedno chce z obiektywnych powodów odejść (w grę wchodzi np. agresja słowna, zanik więzi emocjonalnej), a drugie kurczowo się go trzyma i nie chce słyszeć o rozstaniu. Co wtedy?
Wtedy decyduje sąd. Po rozpatrzeniu sprawy, rozważeniu argumentów stron rozwiązuje małżeństwo lub nie. Jak we wszystkich aspektach życia - jak się strony nie potrafią porozumieć, sąd rozstrzyga.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
W takich wypadkach facetowi może być bardzo przykro ranić drugą osobę. Jeżeli uważa ją za niesamodzielną, odczuwa wobec niej bardzo silną empatię, nie może odejść rozwiązując sprawę sądownie.
04-06-2014 11:29 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>W takich wypadkach facetowi może być bardzo przykro ranić drugą osobę.
Ale zdradzać może? Nie rani wtedy?
Jacek Przypadek (1069 punktów)
To zależy czy ona się dowie.
05-06-2014 12:16 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>To zależy czy ona się dowie.
No pięknie. Jak się nie dowie, to znaczy, że wszystko w porządku?
06-06-2014 13:46 
 Ocena 1 na 1
Christos (2696 punktów)
>Jak się nie dowie, to znaczy, że wszystko w porządku?

W myśl zasady - czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Nie potępiałbym w czambuł wzajemnego przyprawiania sobie rogów bo może mieć to pozytywny wpływ na sypialniany klimat znudzonych sobą par. Odświeżenie pożycia i wniesienie odrobiny fantazji do rutyny wymaga czasami empirycznych doświadczeń. Rzecz dotyczy bardzo intymnej sfery życia i wspólny mianownik w tej materii dla wszystkich ludzi jest trudny do wyznaczenia.


No gods, no masters...I am who I am.
06-06-2014 14:07 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>No pięknie. Jak się nie dowie, to znaczy, że wszystko w porządku?
>
Jak widać są zwolennicy i takiego poglądu. Nie dziwi mnie to jednak, obłuda w polskim społeczeństwie to raczej żadna nowość.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
06-06-2014 14:54 
 Ocena-1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Nie powiedziałem, że to w porządku. Powiedziałem tylko że kiedy ona nie wie, nie ma mowy o tym, że jest raniona. Jeżeli jestem obgadywany za plecami przez pseudo przyjaciół też nie jestem zraniony.
06-06-2014 15:01 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nie powiedziałem, że to w porządku. Powiedziałem tylko że kiedy ona nie wie, nie ma mowy o tym, że jest raniona.
Może i tak, ale czyn nie jest przez to mniej naganny.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Myślę nawet, że jest bardziej naganny bo napędzany tchórzostwem.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Myślę nawet, że jest bardziej naganny bo napędzany tchórzostwem.
Nieszczególnie. Ilu niby zdradzających zakłada, że zostaną przyłapani? Zdrada niejako z definicji jest ukrywana przed partnerem.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
07-06-2014 16:52 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Kłamstwo ma krótkie nogi, Jacku, zawsze prędzej czy później na jaw wyjdzie. Bardziej jest przykro, gdy na jaw wychodzi paruletnie oszustwo, niż pojedynczy skok w bok z wczoraj.
07-06-2014 21:31 
 Ocena 2 na 2
Episode_2 (3284 punktów)
>Kłamstwo ma krótkie nogi, Jacku, zawsze prędzej czy później na jaw wyjdzie.
Skąd ta pewność?
Wierzysz w sprawiedliwość, czy tylko straszysz ludzi?
09-06-2014 09:47 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>>Kłamstwo ma krótkie nogi, Jacku, zawsze prędzej czy później na jaw wyjdzie.
>Skąd ta pewność?
Z autopsji
Episode_2 (3284 punktów)
>>>Kłamstwo ma krótkie nogi, Jacku, zawsze prędzej czy później na jaw wyjdzie.
>>Skąd ta pewność?
>Z autopsji
Znaczy, nie umiesz kłamać?
09-06-2014 17:48 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>>>>Kłamstwo ma krótkie nogi, Jacku, zawsze prędzej czy później na jaw wyjdzie.
>>>Skąd ta pewność?
>>Z autopsji
>Znaczy, nie umiesz kłamać?
Bardzo śmieszne.
Jeśli musisz wiedzieć, mnie okłamywano. Na szczęście krótko
09-06-2014 23:55 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Jeśli musisz wiedzieć,
E tam muszę. Zaniedbałem puścić oczko
Dobrze, że się nie dałaś okłamywać.
08-06-2014 00:16 
 Ocena 3 na 3
qerfy (677 punktów)
>Nie powiedziałem, że to w porządku. Powiedziałem tylko że kiedy ona nie wie, nie ma mowy o tym, że jest raniona. Jeżeli jestem obgadywany za plecami przez pseudo przyjaciół też nie jestem zraniony.

Bez urazy, ale to kompletna bzdura. To tak jak z zabójstwem, jeśli ofiara nie żyje to także nic o tym nie wie, więc nie jest raniona? Gdy człowiek nie wie, traci więcej niż gdyby wiedział, ponieważ odbiera mu się swobodę decydowania o swoim życiu.
08-06-2014 15:39 
 Ocena 1 na 1
Episode_2 (3284 punktów)
>Gdy człowiek nie wie, traci więcej niż gdyby wiedział, ponieważ odbiera mu się swobodę decydowania o swoim życiu.
Też tak myślę, ale zauważyłem że niektórzy tego nie rozumieją.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Faktycznie, pomyliłem się. W tym wypadku przyznaję ci rację.
mm34 (237 punktów)
Mam troche doswiadczen w tej materii bylem juz i po jednej i po drugiej stronie barykady. Obie role byle dla mnie trudne ale duzo trudniej bylo kiedy to ja bylem zdradzany (bezsilnosc). Wszystko zalezy od jednoski oraz jakie ma "oprogramowanie" na ta ewntualnosc. Ciezko to tez racjonalizowac poniewaz z tego co wiem za uczucia odpowiada stara gadzia czesc mozgu. Jesli moge cos radzic to trzymac sie od zdrad z daleka (oczywiscie jednym bedzie latwiej drugim trudniej).
Matix (5786 punktów)
"Nie rób drugiemu co tobie nie miłe." To raz, a dwa to "lepiej zapobiegać niż leczyć".
03-06-2014 12:12 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>"Nie rób drugiemu co tobie nie miłe." To raz, a dwa to "lepiej zapobiegać niż leczyć".

Oczywiście, bardzo prosta i piękna reguła. Z tym że - jak mawia mój kolega, który zdradzał - życie jest bogatsze.
Najlepiej oczywiście byłoby wyłączyć sobie wszystkie uczucia i emocje, tudzież zablokować zdolnosć ich wpływania na własne działania.

Pstryk!

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-06-2014 12:24 
 Ocena 5 na 5
Matix (5786 punktów)
Nie rozumiem czego jeszcze nie rozumiesz w tym temacie? Zdrada jest niemoralna. Jeśli ktoś jest w związku i ma ochotę zdradzić to niech po prostu najpierw zerwie ten związek jak człowiek z honorem, a nie oszukuje i tkwi w nim jak pieprzony łgarz, tchórz i ciota. Nikt nie zmusza do trwania w związku.
03-06-2014 12:46 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nikt nie zmusza do trwania w związku.

Może nikt nie zmusza, ale coś jednak zmusza.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
03-06-2014 15:50 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Nikt nie zmusza do trwania w związku.
To nie jest takie biało-czarne. Kiedy się rozwiodłem parę lat temu to dopiero mi się oczy otwarły ile kobiet po 40-stce zdradza swoich mężów. I im się nie dziwię, skoro same jeszcze w pełni sił a mężowi się te sprawy znudziły, albo żona znudziła.
Rozwieść się nie chcą lub nie mogą, a bo to dzieci jeszcze niesamodzielne, albo majątki i interesy, albo one same niesamodzielne, bo nie pracowały od lat, itd.
Dlatego mają żyć w celibacie i frustracji przez pół życia? Moralizować jest łatwo, ale każdy coś z życia chce mieć i zdrowa osoba swoje potrzeby ma.
04-06-2014 22:21 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dlatego mają żyć w celibacie i frustracji
> przez pół życia?

Bo słowo dane zobowiązuje do odpowiedzialności?

> Moralizować jest łatwo, ale
> każdy coś z życia chce mieć i zdrowa osoba swoje potrzeby ma.

Iść na skróty przez wiotki mostek nad lodowato zimnym strumieniem łatwo, przy okazji można się w uciesze pohuśtać.

A dzieci wychować na samodzielne, albo uświadomić im że c'est la vie trudno, majątki i interesy podzielić i samej dojrzeć jeszcze trudniej.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
04-06-2014 22:36 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>Bo słowo dane zobowiązuje do odpowiedzialności?
Słowo. Że kogoś kochasz to kurna kochaj.

>A dzieci wychować na samodzielne, albo uświadomić im że c'est la vie trudno, majątki i interesy podzielić i samej dojrzeć jeszcze trudniej.
Masz naście lat i niewiele wiesz o życiu, dowiesz się spoko.
04-06-2014 22:48 
 Ocena 4 na 4
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Bo słowo dane zobowiązuje do odpowiedzialności?
> Słowo. Że kogoś kochasz to kurna kochaj.

Są rzeczy, które możesz zrobić. I są takie, które się po prostu dzieją.
Sztuka to zrozumienie co najwłaściwiej w takim przypadku możesz zrobić.

>Masz naście lat i niewiele wiesz o życiu, dowiesz się spoko.

Hohoho, Panie Profesorze całe 4 lata starszy

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
04-06-2014 22:57 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Podoba mi się Głodzik, dobrego
Episode_2 (3284 punktów)
>Z tym że - jak mawia mój kolega, który zdradzał - życie jest bogatsze.
No tak. Jak się ma kochankę, to życie jest dużo bogatsze.
05-06-2014 07:49 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>No tak. Jak się ma kochankę, to życie jest dużo bogatsze.

Z drugiej strony Darski zdaje się powiedział (za kimś) że można próbować wszystkich kobiet tego świata, ale można też znaleźć wszystkie kobiety tego świata w jednej.
Bądź tu mądry i pisz wiersze..

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
05-06-2014 07:56 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>Z drugiej strony Darski zdaje się powiedział (za kimś) że można próbować wszystkich kobiet tego świata, ale można też znaleźć wszystkie kobiety tego świata w jednej.
>Bądź tu mądry i pisz wiersze..

Jacku... bo kobiety to sama poezja
05-06-2014 08:15 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Jacku... bo kobiety to sama poezja
Ho, ho... To aż tak źle?
Dobra, żartuję Ale jeśli o mnie chodzi, to uważam się za prawie samą prozę życia
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dobra, żartuję Ale jeśli o mnie chodzi, to uważam się za prawie samą prozę życia

Ja tak co do Ciebie Meret nie uważam, 'prawie' czyni różnicę

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Episode_2 (3284 punktów)
>>>jak mawia mój kolega, który zdradzał - życie jest bogatsze.
>Z drugiej strony Darski zdaje się powiedział (za kimś) że można próbować wszystkich kobiet tego świata, ale można też znaleźć wszystkie kobiety tego świata w jednej.
>Bądź tu mądry i pisz wiersze..
E, coś Ty.
Do pisania wierszy własne zdanie nie jest potrzebne.
05-06-2014 08:17 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>No tak. Jak się ma kochankę, to życie jest dużo bogatsze.
Coś mi się zdaje, że wprost przeciwnie
A jak do tego dojdą alimenty, koszty rozwodu, podział majątku, to może być całkiem przeciwnie
06-06-2014 15:01 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
No właśnie, ja też uważam, że kochanka wcale tak życia nie ubarwia. To pokazuje film "Fatalne zauroczenie". Człowiek okłamuje swoją żonę, dzieci, wymyśla niestworzone historie, staje się coraz bardziej uwikłany i nawet kiedy czuje, że postępuje źle, trudno mu zerwać. Co gorsza, jak kochanka zacznie faceta szantażować.
06-06-2014 20:44 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>No właśnie, ja też uważam, że kochanka wcale tak życia nie ubarwia.

Ubarwia ubarwia.
Niedawno kochankia pewnego ktosia wyjawiła mi, że przypuszcza iż jej chłopiec nie chce się do niej wprowadzić, bo miałby przymus znalezienia sobie kolejnej kochanki (żona zmarła kilka lat temu).

Można postawić przypuszczenie, że tylko nieudacznicy pozwalają sobie na rozwój wypadków z kochanką. Bo wtedy z ubarwiania nici i oprócz niewątpliwych kłopotów osobistych zakazany owoc już nie smakuje.
pozdrowienia


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Jacek Przypadek (1069 punktów)
A co to za tajemniczy "rozwój wypadków"? Szantaż z jej strony? Nikt nie może się przed tym ustrzec, jeżeli postępuje niemoralnie.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A co to za tajemniczy "rozwój wypadków"? Szantaż z jej strony?

Nie. Rozwój wypadków, który mam na myśli to zwykła intuicyjna kolej rzeczy, teoretycznie powinna zaistnieć: zanik uczuć i szacunku względem żony i związanie się na dłużej z kochanką -> rozwód -> kontynuacja relacji z kochanką -> ujawnienie się przed dziećmi -> zamieszkanie razem -> ślub, lub po prostu wspólne życie jak mąż z żoną.

> Nikt nie może się przed tym ustrzec, jeżeli postępuje niemoralnie.

Okazuje się, że też nie. W życiu bywa różnie: jeśli przyjaciółka delikwenta kocha miłością, którą ten bardziej ceni niż miłość żony, to ona może nie mieć serca go szantażować ani zbytnio naciskać z obawy o utratę swojej miłości.
Taki związek ma szansę na bycie stabilnym.

Tylko katolicy twierdzą, że to się zawsze zemści, bo tak im pasuje do ich nauki moralnej.

Podobnie katolicy twierdzą względem dzieci z nieprawego łoża. Kolega z pracy był kilkanaście lat temu na kursie przedmałżeńskim. Był tam z przyszłą żoną, z którą "wpadł". Czyli babka była w ciąży.
Na kursie dowiedzieli się m.in. że dzieci z nieprawego łoża mogą nawet umrzeć.
Wyjątkowo perfidna rzecz. Nie jestem pewien, że gdybym był na jego miejscu to zostawiłbym ta tej siostrze zakonnej suchą nitkę. C'est la vie.
Pozdrowienia

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> jak do tego dojdą alimenty, koszty rozwodu,
> podział majątku, to może być całkiem przeciwnie

Sztuka w tym, aby nie doszły
www.racjonalista.pl/forum.php/s,621863#w622602


Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
finerbijk (17282 punktów)
Nie powinno się zdradzać, ale czasem się może zdarzyć, ja w tym nie widzę wielkiej tragedii. Nie mam jakiegoś nabożnego stosunku do seksu. Są ważniejsze rzeczy. Jakby mnie zdradziła partnerka, to oczywiście bym się wkurzył, ale to nie jest dla mnie kwestia być albo nie być, może dlatego, że nie jestem szczególnie zazdrosny.
Jeżeli zdrada staje się regułą, to oczywiście lepiej pomyśleć o rozwiązaniu takiego związku, ale każdy przypadek jest inny i nie można sztywno wyrokować.
Przesadnym idealizmem można skomplikować niepotrzebnie życie sobie i innym.
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Generalnie zdrada małżeńska jest niedopuszczalna. Przy czym za zdradę rozumiem przekroczenie ustalonych w małżeństwie zasad. Seksualna monogamia nie musi być obligatoryjnym elementem związku, ale jeżeli jest, to należy jej przestrzegać.
Stąd: w przypadku 2 doradzałbym negocjację zasad (są szanse, że się uda) a w przypadkach 1 i 3 rozstanie.

Generalnie jestem zdania, że o ile nie zachodzą duże przeszkody obiektywne (skrajne niedopasowanie anatomii, skrajna różnica temperamentów) to kochająca się para znajdzie sposób na osiągnięcie wzajemnej satysfakcji w łóżku - o ile rzeczywiście tego chce.
setarkos (10757 punktów)
> Jeżeli dzieje się to za obopólną zgodą nie można nawet mówić o zdradzie, to oczywiste.
Tak.
> Skupić bym się wolał na sytuacji okłamywania partnerki czy małżonki.
Lub, domyślnie (na zasadzie wzajemności), partnera czy męża..
Moim zdaniem to się kłóci z pojęciem związku. Jeśli umówili się na wierność (obiecali ją sobie), to powinni umów dotrzymywać albo je odwołać (zwolnić drugą stronę). Okłamywanie podważa podstawę związku - umowę właśnie.
Żadne szczególne przypadki tego nie zmienią - albo ktoś dotrzymuje umów, albo robi z gęby cholewę.

[Co prawda ludowa wieść niesie, że "z księdzem nie grzech" - ale to już "siła wyższa".]
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Zgadzam się.
paganus (731 punktów)
>W jakich sytuacjach dopuszczalna jest zdrada małżeńska?

W takich samych, w jakich dopuszczalna jest podłość i nieuczciwość.

Ja swoje poglądy mam, ale teraz czasy takie, że na wszelki wypadek się z nimi nie zgadzam.
Degre (752 punktów)
ojej!
Jacy wszyscy prawi, doskonali i honorowi!
Nikomu nigdy nie zdarzyło się "pomylić" ? Popełnić błędu, bez planowania?
Zawsze jesteśmy doskonali, wspaniali, racjonalni i szczerzy? Każdy popełnia błędy, a co gorsza, na zdradę jesteśmy zaprogramowani
www.eioba.pl/a/43hy/kilka-cech-natury-ludzkiej
Nie mówię, że można, powinno się itp. Mówię, że ludzie popełniają błędy.
04-06-2014 17:25 
 Ocena 5 na 5
paganus (731 punktów)
>Nikomu nigdy nie zdarzyło się "pomylić" ? Popełnić błędu, bez planowania?
>Zawsze jesteśmy doskonali, wspaniali, racjonalni i szczerzy? Każdy popełnia błędy, a co gorsza, na zdradę jesteśmy zaprogramowani
>www.eioba.pl/a/43hy/kilka-cech-natury-ludzkiej
>Nie mówię, że można, powinno się itp. Mówię, że ludzie popełniają błędy.

Chyba nie rozumiesz znaczenia słowa "zdrada". To nie jest pomyłka, błąd czy co tam sobie jeszcze dopowiesz.
Nie zdradza się przez pomyłkę. Zdrada to świadome złamanie zasad i obietnic, wykorzystując przy tym zaufanie partnera.
Pokus, na które jesteśmy "zaprogramowani" jest wiele (np. nadmierne jedzenie, kradzież, itp), ale po to mamy rozum, aby się temu "zaprogramowaniu" przeciwstawiać.

Ja swoje poglądy mam, ale teraz czasy takie, że na wszelki wypadek się z nimi nie zgadzam.
04-06-2014 18:48 
 Ocena 7 na 7
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nikomu nigdy nie zdarzyło się "pomylić" ? Popełnić błędu, bez planowania?
Pomylić to się można wpisując hasło w krzyżówce, zdrada to jednak więcej niż błąd.
>Zawsze jesteśmy doskonali, wspaniali, racjonalni i szczerzy?
Reductio ad absurdum. Nie o wspaniałość czy doskonałość tu chodzi a o dotrzymywanie słowa i niekrzywdzenie partnera.
>Nie mówię, że można, powinno się itp. Mówię, że ludzie popełniają błędy.
Błędem to mogą być lakierki do dresów nie zdrada.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
06-06-2014 17:44 
 Ocena 1 na 1
baszarteg (2319 punktów)
>Pomylić to się można wpisując hasło w krzyżówce...
>Błędem to mogą być lakierki do dresów nie zdrada.

Żeby tak tylko nasze błahostki i drobne błędy eliminowały istnienie błędów poważnych.Ale post zabawny , fajny (może się podobać ,znaczy się )

Wolałbym pewnie wybaczyć zdradę osobie którą kocham ,kochałem ,niż żyć z osobą którą gardzę ...pewnie więc są gorszę rzeczy od zdrady ( w sumie kilka postów poniżej chyba to udowodniłem )
06-06-2014 18:00 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Żeby tak tylko nasze błahostki i drobne błędy eliminowały istnienie błędów poważnych.Ale post zabawny , fajny (może się podobać ,znaczy się )
Za błąd uznałbym raczej coś co szkodzi tylko osobie ów błąd popełniającej. Jeśli sprawa dotyczy innych to prędzej nazwałbym to krzywdą.
>Wolałbym pewnie wybaczyć zdradę osobie którą kocham ,kochałem ,niż żyć z osobą którą gardzę ...
Jak kto uważa, mi tam nic do cudzego życia. Nie wiem jednak czy sam bym wybaczył.
>pewnie więc są gorszę rzeczy od zdrady ( w sumie kilka postów poniżej chyba to udowodniłem )
Myślę, że są. Nawet całkiem sporo takich gorszych rzeczy można sobie wyobrazić.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
baszarteg (2319 punktów)
> Nie wiem jednak czy sam bym wybaczył.

Jeden reaguje tak drugi siak ,ważna wydaje mnie się w tym przypadku prawda i uczciwość, to co z nią się zrobi a więc wybaczy ,nie wybaczy czy też przepraszam za określenie oleje sprawę ,zależy już od człowieka i wszystkich zmiennych z nim związanych.

Poza tym wybaczenie nie musi chyba wiązać się z dalszym byciem/życiem z osobą która nas zdradziła.
qerfy (677 punktów)
>Zapraszam do dyskusji. Możecie podawać własne przykłady kiedy on ma to prawo lub go nie ma.

Gdyby zdrada nie była ogólnie dopuszczalna to byłby na to paragraf, tymczasem nie ma. To chyba coś mówi o społeczeństwie. Godzi się ono na podwójną moralność. Z jednej strony głośno potępiamy zdradę, a z drugiej... już mi się nawet nie chce przytaczać statystyk.
baszarteg (2319 punktów)

>Gdyby zdrada nie była ogólnie dopuszczalna to byłby na to paragraf, tymczasem nie ma. To chyba coś mówi o społeczeństwie. Godzi się ono na podwójną moralność. Z jednej strony głośno potępiamy zdradę, a z drugiej...

Wiele to mówi o społeczeństwie ,są społeczeństwa które się nie godzą na podwójną moralność ....w praktyce wygląda to tak albo dość podobnie...



podoba się to panu ? myśli pan że to "zdrada" jest najgorszą rzeczą która może przytrafić się społeczeństwu ? albo "podwójna moralność" ?

Po obejrzeniu takiego widowiska osobiście(gdyby mnie ktoś zmusił),pewnie pokochałbym wręcz naszą społeczną "podwójną moralność" za jej dobrodziejstwa.
qerfy (677 punktów)
>Po obejrzeniu takiego widowiska osobiście(gdyby mnie ktoś zmusił),pewnie pokochałbym wręcz naszą społeczną "podwójną moralność" za jej dobrodziejstwa.

Nie mi oceniać inne kultury. Wiem tylko, że na problem należy spojrzeć racjonalnie. O ile zdrada mężczyzny nigdy nie wiązała się dla kobiet z poważnymi konsekwencjami, o tyle zdrada kobiety często sprowadzała mężczyznę na ewolucyjną ślepą ścieżką, co było czynem praktycznie rzecz biorąc, porównywalnym do zbrodni, ponieważ, tak samo jak śmierć, eliminowało geny nieszczęśnika z populacji. Ponadto zdradzany mężczyzna tracił reputację w lokalnej społeczności, a raz utracona reputacja zwykle jest nie do odbudowania. Toteż i niektóre kultury surowo karały i wciąż karzą tego typu występki. Nawet dziś zabójstwa honorowe są przyczyną śmierci około 5000 kobiet rocznie pl.wikipedia.org/wiki/Zabójstwo_honorowe

Na szczęście my żyjemy w innym świecie i chyba większej części społeczeństwa to odpowiada.
baszarteg (2319 punktów)

>Na szczęście my żyjemy w innym świecie i chyba większej części społeczeństwa to odpowiada.

Tak więc odpowiada panu podwójna moralność w materii "zdrady" ? i jest pan kontent iż nie ma z tego powodu "paragrafów" ? Ja kontent jestem z tego powodu .
qerfy (677 punktów)
>>Na szczęście my żyjemy w innym świecie i chyba większej części społeczeństwa to odpowiada.
>Tak więc odpowiada panu podwójna moralność w materii "zdrady" ? i jest pan kontent iż nie ma z tego powodu "paragrafów" ? Ja kontent jestem z tego powodu .

Myślę, że każdy powinien sam zadbać o to, by nie obudzić się kiedyś z ręką w nocniku.
baszarteg (2319 punktów)

>Myślę, że każdy powinien sam zadbać o to, by nie obudzić się kiedyś z ręką w nocniku.

I tylko szkoda że forum nie posiada opcji "kliknij i sprawdź co autor mógł mieć na myśli"

Czyżby chodziło o to aby niewiernego partnera przywołać do porządku "paragrafami" ? albo groźbą kamienowania ? w celu oddalenia od siebie metaforycznej groźby nurzania kończyn górnych w nocniku tzn. "eliminacji własnych genów z populacji "
tudzież w trosce o "swoją reputacje " ? A tak, na takie strachy warto nawet okazać indolencje co do oceny "innych kultur"

A może to Yves Goulais jest dla pana wzorem człowieka który próbował zadbać o swój honorek ? Toż to nawet w naszej swojskiej kulturze można znaleźć ludków dla których ów pan okazał się tzw. "facetem z jajami"
qerfy (677 punktów)
Lepiej już nie snuj dzikich skojarzeń
To co napisałem znaczy tyle ile znaczy. Chyba że ... ktoś nadpisze to swoją treścią. Ale to już jego problem, nie mój. Ja tylko uważam, że lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Jest wiele czynników, które silnie korelują ze skłonnością do zdrady. Tyle w temacie.
06-06-2014 19:04 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nie mi oceniać inne kultury.
Rozumiem, polityczna poprawność takie tam sprawy. Ale co musi zrobić morderca aby nazwać go mordercą? Jeśli w Iranie dochodzi do zabójstw honorowych to wedle mnie trzeba powiedzieć, że ich sprawcy to banda prymitywów nadającą się co najwyżej do roboty w kamieniołomach, nie umywać ręce mówiąc "nie mi oceniać inne kultury".

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
qerfy (677 punktów)
>>Nie mi oceniać inne kultury.
>Rozumiem, polityczna poprawność takie tam sprawy. Ale co musi zrobić morderca aby nazwać go mordercą? Jeśli w Iranie dochodzi do zabójstw honorowych to wedle mnie trzeba powiedzieć, że ich sprawcy to banda prymitywów nadającą się co najwyżej do roboty w kamieniołomach, nie umywać ręce mówiąc "nie mi oceniać inne kultury".
>
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.


Należy najpierw zrozumieć, a potem oceniać. Właśnie kiedy użyłeś zwrotu "banda prymitywów" to umyłeś ręce, bo niejako zamknąłeś temat, pozostawiając nas w punkcie wyjścia. Gdyby policyjny śledczy chciał w ten sposób prowadzić sprawy, to nigdy nie ujął by żadnego przestępcy. Samo oburzenie jest naturalną reakcją, kiedy stykamy się z czymś co nie współgra z naszym wyobrażeniem świata, więc twoja uwaga jest jak najbardziej na miejscu.
06-06-2014 22:18 
 Ocena 3 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Należy najpierw zrozumieć, a potem oceniać.
Co tu do rozumienia? Zbydlęcenie? Honorek oszołomów skłonnych kamienować kobiety za bycie ofiarą gwałtu?
>Właśnie kiedy użyłeś zwrotu "banda prymitywów" to umyłeś ręce, bo niejako zamknąłeś temat, pozostawiając nas w punkcie wyjścia.
Nie. Kiedy użyłem zwrotu "banda prymitywów" to i tak dość łagodnie określiłem zgraję dzikusów gotowych zabijać za ujmę na ichnim honorku.
>Gdyby policyjny śledczy chciał w ten sposób prowadzić sprawy, to nigdy nie ujął by żadnego przestępcy.
Niby dlaczego?
>Samo oburzenie jest naturalną reakcją, kiedy stykamy się z czymś co nie współgra z naszym wyobrażeniem świata, więc twoja uwaga jest jak najbardziej na miejscu.
Tu nie chodzi o współgranie z wyobrażeniem świata a o unikanie piętnowania zbydlęconych morderców bo to inna kultura. Co z tego, że inna kultura? Alboż to zabijane kobiety są mniej martwe?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
qerfy (677 punktów)
Potępiam wszelkie formy barbarzyństwa. Jako racjonaliści powinniśmy jednak wnikać głębiej w przyczyny, a nie tylko rzucać truizmami.
06-06-2014 23:43 
 Ocena 1 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Potępiam wszelkie formy barbarzyństwa. Jako racjonaliści powinniśmy jednak wnikać głębiej w przyczyny, a nie tylko rzucać truizmami.
Jakoś nie czuje się obowiązany do wnikania w przyczyny zbydlęcenia. Wolę też rzucać truizmami niż pisać, że Cytat:
Nie mi oceniać inne kultury.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
07-06-2014 00:06 
 Ocena 1 na 1
qerfy (677 punktów)
>>Potępiam wszelkie formy barbarzyństwa. Jako racjonaliści powinniśmy jednak wnikać głębiej w przyczyny, a nie tylko rzucać truizmami.
>Jakoś nie czuje się obowiązany do wnikania w przyczyny zbydlęcenia. Wolę też rzucać truizmami niż pisać, że Cytat:
Nie mi oceniać inne kultury.

>
The only good is knowledge and the only evil is ignorance.


Każdy ma wolną wolę, więc może woleć co chce
07-06-2014 09:19 
 Ocena 1 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Każdy ma wolną wolę, więc może woleć co chce
I dlatego wolę potępianie morderców, choćby rzucając przy tym truizmami.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
kinia zajac (12 punktów)

To naprawdę przykre że ludzie przykładają większą uwagę do tego z kim partner sypia, czy też nie sypia, niż do wzajemnego szacunku, i wspólnych pasji. Wydaje mi się że człowiek pewny siebie nie powinien mieć problemu z tym że jego partner/partnerka raz na jakiś czas pójdzie z kimś obcym do łóżka. Taka zazdrość, i gloryfikacja wierności wynika chyba z kompleksów.
19-06-2014 12:19 
 Ocena 3 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>To naprawdę przykre że ludzie przykładają większą uwagę do tego z kim partner sypia, czy też nie sypia, niż do wzajemnego szacunku, i wspólnych pasji.
Co w tym takiego przykrego? Alboż to nie umawiali się owi ludzie, że zdradzać się nie będą?
>Wydaje mi się że człowiek pewny siebie nie powinien mieć problemu z tym że jego partner/partnerka raz na jakiś czas pójdzie z kimś obcym do łóżka.
Dlaczego miałby nie mieć z tym problemu? Czyżby okłamywanie partnera/ki nie było niczym złym?
>Taka zazdrość, i gloryfikacja wierności wynika chyba z kompleksów.
Z czego więc wynika niewierność?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
elektryk (27 punktów)
>>To naprawdę przykre że ludzie przykładają większą uwagę do tego z kim partner sypia, czy też nie sypia, niż do wzajemnego szacunku, i wspólnych pasji.
>Co w tym takiego przykrego? Alboż to nie umawiali się owi ludzie, że zdradzać się nie będą?
Kini chyba raczej chodziło o to, że bardziej potępiamy fakt sypiania partnera z kimś innym, niż chociażby brak okazywania szacunku przez partnera. A związek to przede wszystkim okazywanie sobie szacunku, przywiązanie, wspólnota, zaufanie itd. Zdrada może przejawiać się w wielu działaniach, nie koniecznie związanych z samym seksem. Mąż, który poświęca wiele czasu jakiejś przyjaciółce, z którą nie sypia, ale dla której jest w stanie zrobić dużo więcej niż dla swojej partnerki, dopuszcza się jakieś zdrady. Pokazuje, że jest ktoś ważniejszy, wartościowszy, któremu bardziej ufa. Dziwnym trafem takie sytuację są akceptowane i postrzegane jako niezdradzanie.
Wg mnie co innego zdrada a co innego zdradzanie. Incydentalna zdrada pod wpływem zauroczenia nie jest czymś co można pochwalać, ale jeśli już zaistniała a osoba zdradzająca uświadomi swój błąd, zakończy całą sprawę, odbuduje zaufanie partnera, to takie zdarzenie może podziałać scalająco na związek. A świadome i perfidne zdradzanie, to jest nie tylko niszczenie związku ale i siebie samego, kłamiemy nie tylko partnerowi ale i sobie samym. Jak po czymś takim odbudować zaufanie?
19-06-2014 14:22 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Kini chyba raczej chodziło o to, że bardziej potępiamy fakt sypiania partnera z kimś innym, niż chociażby brak okazywania szacunku przez partnera.
Jak dla mnie sypianie z kimś innym będąc w związku jest właśnie okazywaniem braku szacunku. Dość dobitnym rzekłbym.
>A związek to przede wszystkim okazywanie sobie szacunku, przywiązanie, wspólnota, zaufanie itd.
Podejrzewam, że zaufanie może zostać cokolwiek nadwerężone zdradą, tak samo jak przywiązanie czy szacunek.
>Zdrada może przejawiać się w wielu działaniach, nie koniecznie związanych z samym seksem. Mąż, który poświęca wiele czasu jakiejś przyjaciółce, z którą nie sypia, ale dla której jest w stanie zrobić dużo więcej niż dla swojej partnerki, dopuszcza się jakieś zdrady. Pokazuje, że jest ktoś ważniejszy, wartościowszy, któremu bardziej ufa. Dziwnym trafem takie sytuację są akceptowane i postrzegane jako niezdradzanie.
Zależy jak zdradę definiować. Dla mnie nie jest to chwalebne działanie, akceptować też nie mam zamiaru.
>Wg mnie co innego zdrada a co innego zdradzanie. Incydentalna zdrada pod wpływem zauroczenia nie jest czymś co można pochwalać, ale jeśli już zaistniała a osoba zdradzająca uświadomi swój błąd, zakończy całą sprawę, odbuduje zaufanie partnera, to takie zdarzenie może podziałać scalająco na związek.
Może, a może podziałać rozwalająco, że tak powiem. Incydentalna zdrada to też zdrada i jakieś zauroczenia czy co tam jeszcze nie są według mnie żadnym wytłumaczeniem. To zaś, że zdradzający/a uświadomi sobie błąd nic nie znaczy póki parnter/ka nie jest w stanie wybaczyć.
>A świadome i perfidne zdradzanie, to jest nie tylko niszczenie związku ale i siebie samego, kłamiemy nie tylko partnerowi ale i sobie samym. Jak po czymś takim odbudować zaufanie?
Nieświadome i nieperfidne zdradzanie to również niszczenie związku. Jak dla mnie nie ma żadnego wytłumaczenia zdrady, jest ona czymś godnym potępienia. Czy okazjonalna, czy powtarzająca się nagminnie nie ma większego znaczenia.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
elektryk (27 punktów)
Denisowiczu, kawa na ławę, nigdzie nie napisałem, że zdrada jest moralna. Jest niemoralna i tyle. Dlaczego jednak sprowadzamy zdradę tylko do seksu. Nic innego autora tego wątku nie interesuje, oprócz tego jak z czystym sumieniem zrobić skok w bok. Redukujemy związek do kółka rozkosznej gimnastyki, a zaufanie do umowy, że partner nie założy kółka z kimś innym. A więc szacunek dla partnera wynika jedynie z jego wyłączności seksualnej. Jedną z przyczyn pchających ludzi do zdrad jest właśnie traktowanie ich wyłącznie jako przedmiotu do seksu.
>Może, a może podziałać rozwalająco, że tak powiem. Incydentalna zdrada to też zdrada i jakieś zauroczenia czy co tam jeszcze nie są według mnie żadnym wytłumaczeniem. To zaś, że zdradzający/a uświadomi sobie błąd nic nie znaczy póki parnter/ka nie jest w stanie wybaczyć.
Związek jest tak silny jak jego najsłabsze ogniwo, a o tym można się dowiedzieć w trakcie takich kryzysów. A zauroczenie jest właśnie wytłumaczeniem, ale nie usprawiedliwieniem. Taka zdrada narusza związek i jest niemoralna, ale daje jeszcze jakieś szanse na jego uratowanie. W życiu ludzie nie zawsze robią to co powinni i trzeba postawić sobie granice i rozdzielić co można wybaczyć a co jest ponad nasze siły.
A sprawa wybaczenia przez partnera jest kluczowa, aby odzyskać zaufanie, choć są różne szkoły. Dla KK wybaczenie leży po stronie siły wyższej, a partner jest trzymany w nieświadomości. Czy to jest moralne?
>>Nieświadome i nieperfidne zdradzanie to również niszczenie związku. Jak dla mnie nie ma żadnego wytłumaczenia zdrady, jest ona czymś godnym potępienia. Czy okazjonalna, czy powtarzająca się nagminnie nie ma większego znaczenia.
Może jakieś przykłady? Nie wiem jak ma wyglądać realnie nieświadome i nieperfidne zdradzanie. Pisząc o świadomym i perfidnym zdradzaniu miałem na myśli zdradę zaplanowaną, nieprzypadkową, zdradzanie z chęcią wyrządzania krzywdy partnerowi. Po czymś takim bardzo trudno zaufać. W rozdziale między zdradą a zdradzaniem nie ma różnic moralnych, obie są niemoralne. Ale ta druga wg mnie kompletnie nie daje szans na uratowanie związku. Tematem tego wątku jest właśnie taka zdrada, zaplanowana, w pełni świadoma, która jeszcze próbuje znaleźć usprawiedliwienie.
Nie lepiej zakończyć związek?
19-06-2014 17:46 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Denisowiczu, kawa na ławę, nigdzie nie napisałem, że zdrada jest moralna. Jest niemoralna i tyle.
I tyle w tym temacie, więcej pisać nie trzeba.
>Dlaczego jednak sprowadzamy zdradę tylko do seksu.
Dlaczego nie? Albo bo od tego się dyskusja zaczęła.
>A więc szacunek dla partnera wynika jedynie z jego wyłączności seksualnej.
Nie. Ale seks z innym bynajmniej nie jest sposobem na okazanie szacunku czy wzmocnienie związku. Jeśli partnerzy na związek otwarty się nie umówili to w zdradzie nic dobrego nie widzę.
>Jedną z przyczyn pchających ludzi do zdrad jest właśnie traktowanie ich wyłącznie jako przedmiotu do seksu.
Może i jest ale ilu partnerów tak się traktuje?
>Związek jest tak silny jak jego najsłabsze ogniwo, a o tym można się dowiedzieć w trakcie takich kryzysów. A zauroczenie jest właśnie wytłumaczeniem, ale nie usprawiedliwieniem. Taka zdrada narusza związek i jest niemoralna, ale daje jeszcze jakieś szanse na jego uratowanie. W życiu ludzie nie zawsze robią to co powinni i trzeba postawić sobie granice i rozdzielić co można wybaczyć a co jest ponad nasze siły.
Niechże więc kto sobie układa granice jak się komu podoba. Jak dla mnie to każda zdrada narusza związek, jest przejawem braku szacunku i wiarołomstwem. Wiarołomstwa zaś nijak nie trawię.
>A sprawa wybaczenia przez partnera jest kluczowa, aby odzyskać zaufanie, choć są różne szkoły. Dla KK wybaczenie leży po stronie siły wyższej, a partner jest trzymany w nieświadomości. Czy to jest moralne?
Nie odwracajmy kota ogonem. To osoba zdradzona może wybaczyć lub nie wedle woli i tyle w temacie.
>Może jakieś przykłady? Nie wiem jak ma wyglądać realnie nieświadome i nieperfidne zdradzanie.
To tylko ozdóbka retoryczna.
>Pisząc o świadomym i perfidnym zdradzaniu miałem na myśli zdradę zaplanowaną, nieprzypadkową, zdradzanie z chęcią wyrządzania krzywdy partnerowi. Po czymś takim bardzo trudno zaufać.
A po przypadkowej i niezaplanowanej to niby łatwo?
>Nie lepiej zakończyć związek?
Za grosz mnie nie obchodzi kto i jak postąpi, ani mi w głowie pisać co i kiedy lepiej zrobić, każdy decyduje za siebie. Jak dla mnie każda zdrada dyskwalifikuje daną osobę jako partnera.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
19-06-2014 20:14 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>To naprawdę przykre że ludzie przykładają większą uwagę do tego z kim partner sypia, czy też nie sypia, niż do wzajemnego szacunku
A czy sypianie z innymi nie dowodzi braku szacunku? Dla mnie tak właśnie jest. Pasje pasjami, ale uczciwość to podstawa. Jak się ktoś ze mną wiąże, to wie, czego oczekuję, bo tego nie ukrywam. Jeśli sypia z kimś innym, to znaczy, że moje oczekiwania ma w d***. A tam, gdzie moje oczekiwania, tam i ja. Ktoś tu uważa, że posiadanie mojej osoby w Arschu jest wyrazem szacunku?
sztejkat (4743 punktów)
Tak na prawdę to rzecz zależy od tego, na co się umawiano. Czy zdrada to sex, czy zdrada to kłamstwo? Co jest ważne w związku, na ile jest to kwestia emocji, miłości, szczerości a na ile kwestia zabawy we wsadzanko-wyjmowanko.

Jeżeli przyjmiemy założenie klasycznego, monogamicznego związku opartego na kulturze chrześcijańskiej to we wszystkich trzech wypadkach odpowiedź brzmi NIE.

Generalnie wszystko o czym piszesz to przypadek związku między partnerami, którzy oszołomieni zakochaniem nigdy nie ustali co dla każdego z nich jest ważne. Czyli związku, który tak czy siak szansy na przetrwanie nie ma.

Obraz mężczyzny, który przedstawiasz jest.... załamujący. Oto w punkcie a) jawi się osobnik niezdolny do kontroli popędu, któremu w głowie nawet nie stanie dlaczego kobieta nie ma ochoty na seks. "Argumenty nie pomagają" - boże mój jedyny! A facetowi "argumenty pomagają"? Na seks składa się zainteresowanie, pożądanie, intymność i podniecenie. Seks to nie dziedzina umysłu, choć jego użycie może wiele zdziałać, ale dziedzina serca i ciała. Tu się nie przekonuje, tu się "pobudza".

Mężczyzna z punktu b) jawi się osobą nieodpowiedzialną, traktującą swoją partnerkę jak wkładkę do śpiwora. W tym wypadku jednak pole do seksu poza-małżeńskiego może się otworzyć, ale za zgodą partnerki, która, o ile związek był jednak oparty na miłości, będzie zapewne odczuwać dyskomfort związany z brakiem możliwości intymnego obcowania z ukochanym. To jednak wielce smutna i depresyjna możliwość. Jest przecież wiele form miłości fizycznej i wiele możliwości dostępnych w zasadzie dla każdego kto utrzymuje jakikolwiek kontakt ze światem.

Facet z punktu c) to jeszcze głupsza wersja a) - to nie rozum partnerki trzeba przekonać a jej ciało. Nie brać, a dawać. Nie ciągnąć czy pchać, a delikatnie sugerować. Cierpliwość, skierowanie na potrzeby partnerki, drobne kroczki, ciepło - pozwolą by podążyła za głosem przyjemności nie skrępowana "tym co przystoi". Przede wszystkim jednak pełna gotowość do powiedzenia sobie stop jeżeli mimo wszystko nie sprawia jej to satysfakcji.

Kluczem jest zatem ustalenie co buduje związek emocjonalny, co buduje intymność i co wreszcie dla każdej ze stron jest zdradą. Osobiście miałbym gdzieś z kim p*rzy się moja małżonka pod warunkiem, że to tylko ze mną będzie związana emocjonalnie.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
baszarteg (2319 punktów)
>Osobiście miałbym gdzieś z kim p*rzy się moja małżonka pod warunkiem, że to tylko ze mną >będzie związana emocjonalnie.

To już chyba wyższa szkoła jazdy ,odwiesić sobie osobno ciało ,emocje ,seks na kołku i korzystać z każdego wedle uznania, no bo co ma przeca wkładanie pani X do gorącego emocjonalnie i pełnego miłości związku z panią Y ...
"Niech będzie pochwalona różnorodność bycia." z jednej strony... ale jeśli chodzi o mnie i owe "najważniejsze związania emocjonalne" to dziękuje postoje ... innymi słowy osobiście nie miałbym gdzieś z kim p*rzy się moja małżonka pod żadnym warunkiem .
sztejkat (4743 punktów)
Jak widać jasne powiedzenie sobie wzajem co jest dla kogo ważne jest kluczowe dla dobra związku. Dobra komunikacja kluczem do braku przykrych niespodzianek.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
baszarteg (2319 punktów)
>Dobra komunikacja kluczem do braku przykrych niespodzianek.

Wyobraziłem sobie nawet taki dialog pary "pogłębionej emocjonalnie "

"-Cześć Suzi ,spóźnię się dziś na obiad skarbie gdyż właśnie kopuluje ze znajomą z pracy
- Nie ma sprawy Dżordż ,przyda ci się trochę ruchu ,zaczęły Ci się robić boczki...
-Ohh Suzi nasza więź emocjonalna jest bezdenna ale wiesz że nie zastąpi mnie prawdziwych aerobów "

Nie wierze oczywiście w żadne "wyższe szkoły jazdy"w tej materii , mam kilka innych określeń na tego typu zachowania i ich motywy ale cóż ...dyplomatycznie stwierdzę ,"wolnoć Tomku w swoim domku ".
kinia zajac (12 punktów)

Nie byłoby problemów gdyby ludzie nie składali naiwnych obietnic w młodym wieku przed ołtarzem nie znając dobrze działania psychiki człowieka. Chyba nie ma takiej osoby której podobałby się tylko jeden człowiek, więc po co udawać że jest inaczej? Po co gniewać się na partnera/partnerkę za oglądanie się na ulicy za innymi skoro to naturalne? Po co te łzy po tym jak partner/partnerka przespał/a się z innym/inną? Czy naprawdę to czy ktoś komuś wsadził czy nie jest ważniejsze od uczucia?
Nie żebym kogoś zdradzała, ale gdy kogoś kocham nie znika mi naturalny pociąg do innych samców.
20-06-2014 13:36 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
>Nie byłoby problemów gdyby ludzie nie składali naiwnych obietnic w młodym wieku przed ołtarzem nie znając dobrze działania psychiki człowieka. Chyba nie ma takiej osoby której podobałby się tylko jeden człowiek, więc po co udawać że jest inaczej? Po co gniewać się na partnera/partnerkę za oglądanie się na ulicy za innymi skoro to naturalne? Po co te łzy po tym jak partner/partnerka przespał/a się z innym/inną? Czy naprawdę to czy ktoś komuś wsadził czy nie jest ważniejsze od uczucia?
>Nie żebym kogoś zdradzała, ale gdy kogoś kocham nie znika mi naturalny pociąg do innych samców.
>
Rozbawiłaś lepszą połowę mojego małżeństwa (mnie też)
20-06-2014 13:48 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Nie byłoby problemów gdyby ludzie nie składali naiwnych obietnic w młodym wieku przed ołtarzem nie znając dobrze działania psychiki człowieka.
Tu się po części zgadzam. Zbyt wczesny ślub to nic mądrego.
>Chyba nie ma takiej osoby której podobałby się tylko jeden człowiek, więc po co udawać że jest inaczej?
Kto udaje, że jest inaczej? Racz też zauważyć, iż podobanie to jedno a zdrada to drugie.
>Po co gniewać się na partnera/partnerkę za oglądanie się na ulicy za innymi skoro to naturalne?
Kto się gniewa? Ponownie oglądanie się za innymi osobami to nie zdrada.
>Po co te łzy po tym jak partner/partnerka przespał/a się z innym/inną?
Ciekawe, nieprawdaż?
>Czy naprawdę to czy ktoś komuś wsadził czy nie jest ważniejsze od uczucia?
Czy to, że partner sypia z kimś innym nie świadczy o słabości jego uczucia jak i braku szacunku? Nie jest to może wiarołomstwem?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365