Polecam obszerny materiał Moniki Karbowskiej, współuczestniczącej swego czasu także w polskim ruchu laickim: "Lewica w Europie Wschodniej - wojna o model rozwojowy". Parę fragmentów: Cytat:Wszędzie, gdzie byłyśmy - obszar byłej Jugosławii, Bułgaria, Rumunia i Południowa Ukraina - witano nas tym serdeczniej, gdy ludzie dowiadywali się, że jesteśmy z Polski. Nawet w Serbii, co chyba wynikało z nieznajomości faktu, iż Polska uznała niepodległość Kosowa (...)
Niewiele albo zgoła nic nie pisano o masowych strajkach i okupacjach uczelni w Chorwacji i Serbii w 2011 r. przeciwko prywatyzacji uczelni, które przerodziły się w silny ruch Oburzonych. Nic nie pisano o Forum Bałkańskim, które odbyło się w ramach "Subversive Festival" w Zagrzebiu w 2012, 2013 i w tym roku. Forum skupia w tej chwili liczących się młodych działaczy i działaczki z byłej Jugosławii, Bułgarii i Rumunii. Działacze/czki z byłej Jugosławii pracują w tej chwili nad koncepcją nowej Federacji Bałkańskiej jako frontu walki przeciwko kapitalizmowi i nowej politycznej koncepcji wyjścia z podwójnego impasu - bycia obszarem peryferyjnym i kolonią Unii Europejskiej, z jednej strony, oraz rozdrobnionymi i zwaśnionymi nacjonalistycznymi państewkami, z drugiej. Uczestnicy Forum analizują także zadłużenie i politykę gospodarczą Unii Europejskiej jako narzędzie kolonizacji Europy wschodniej przez Zachód (...)
Nie udało mi się zainteresować polskiej lewicy masowymi, milionowymi wręcz ruchami społecznymi, które pojawiły się w Bułgarii w 2013 roku, występując przeciwko mafijnej elicie, korupcji, prywatyzacjom i fałszowaniu wyborów. Ze zdziwieniem obserwowałam u niektórych nawet pewne dziwne poczucie wyższości nad Bułgarami - tak jakbyśmy byli w Polsce jakimś lepszym rodzajem Europejczyków - bardziej "zachodnim", więc wyższym.. Masowe ruchy społeczne w Bośni w lutym, marcu i kwietniu tego roku były katalizatorami walk lewicowych; udało się tam to, co nie udało się w 2011 roku: połączenie sił lewicowej inteligencji ze strajkami robotników. Bo to klasa robotnicza prywatyzowanych od lat zakładów zbuntowała się w Tuzli 5 lutego, ale młodzi działacze organizacji Lijevi w tym mieście wpadli na pomysł organizowania "Plenów" czyli zgromadzeń publicznych moderowanych przez lewicowych wykładowców i wykładowczynie lokalnego uniwersytetu. Dzięki Plenom obywatele mogli zabrać głos po 25 latach narzuconego im milczenia, wypuścić emocje i sformułować zadania. Ciekawe jest ze najważniejszym zadaniem było nie tylko zastopowanie prywatyzacji zakładów, ale także ponowna ich nacjonalizacja (rozumiana jako powrót do typowo jugosłowiańskiej formy własności, czyli własności rad robotniczych)
Związek zawodowy Solidarnost żąda zaprzestania prywatyzacji i wznowienia produkcji. Ma on także plany na dalszy rozwój zakładu. Robotnicy nie potrzebują wiec "inwestorów", ale wsparcia publicznych pieniędzy oraz przekazania im zakładu w zarząd robotniczy
Za późno natomiast jest dla innego zakładu chemicznego - Piolchemu - który niegdyś posiadał 7 fabryk. Wykupiony za bezcen przez polska firmę z Malborka, Organikę, został przez polskiego inwestora ogołocony i zamknięty. Organika została skazana przez bośniacki sąd na zapłacenie 1,5 miliona euro zaległych pensji i składek, po czym zniknęła z Bośni niczym firma-krzak. Ponadto w czasie protestów robotnicy Piolchemu domagali się, by polska ambasada w Sarajewie zainteresowała się długiem Organiki wobec bośniackich pracowników. Niestety polscy dyplomaci nawet nie przyjęli bośniackiej delegacji. www.lewica(*)ej-wojna-o-model-rozwojowy.pdf |