Nie wiem czy akurat te sprawy to element wojny informacyjnej. Mnie to bardziej wygląda na miejską legendę tworzącą się na zasadzie głuchego telefonu. Ktoś coś powie, często w formie żartu, ktoś inny powtórzy, jeszcze ktoś doda coś od siebie a jeszcze inny nie załapie, że to był żart i puści w obieg sensacyjną wiadomość. A ludzie mają to do siebie, że nie weryfikują informacji, które dostali od znajomych, nawet najbardziej absurdalnych. Bo skoro Kowalski czy Iksiński, tacy poważni ludzie coś powiedzieli, albo zamieścili na swojej stronie, bądź tylko zalajkowali, znaczy coś jest na rzeczy.
|