 |
Prostytutka w telewizji-granice przyzwoitości Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-08-2014 22:04 | Maya.zeŚląska (8 punktów) (zablokowany) | Prostytutka w telewizji-granice przyzwoitości 0 na 4 | Pani od religii napisała: Pani o imieniu Rafalala to celebrytka i prostytutka natemat.pl(*)ac-wiedzial-kto-bedzie-gosciemTo osoba agresywna: www.youtube.com/watch?v=B8wVcjnR-ZAGdzie leży granica zapraszania tego typu ludzi do telewizji? Niedawno odmówiono wejścia do studia Panu Korwnin-Mikke. Dlaczego wpuszczono tam tranwestytę-prostytutkę? Dzieci z Klubu o Życiu które tworzymy są zszokowane. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >Dzieci z Klubu o Życiu które tworzymy są zszokowane. 1. Niech nie oglądają w telewizji programów dla dorosłych. 2. Szokowanie się realnym światem obcych dorosłych to naturalne w dzieciństwie, ale nic więcej z tego nie wynika. Świat taki jest, wiesz. Prostytutki na prawdę istniały i istnieją (w przeciwieństwie np. do większości postaci z mitologii religijnych). 3. Pomyśl co Ty byś zrobiła w podobnej sytuacji, gdy jakiś buc zacznie Cie obrażać, że "nie zamierza patrzeć na takie coś". Oblanie gbura wodą to żadna przemoc - to nieszkodliwa (nie jest przecież z cukru) reakcja obronna, która pozwoli mu (oby) oprzytomnieć, że publicznie się innych ludzi nie poniża i nie obraża, a jak mu nie pasowało, mógł spokojnie wyjść). 4. Taka jest właśnie granica, tak jak obrażający ludzi dokoła gbur J-K-M będzie dostawał coraz większe bany, tak samo będzie je teraz dostawał - słusznie - Żalek. 5. Dobra lekcja dla dzieci: nieważne, że ktoś jest inny niż my, nie można bezczelnie robić z niego "podludzia" ("to coś"); człowiek pozostaje człowiekiem i ma swoją niezbywalną godność i prawo do samoobrony przed tak skrajnym atakiem na jego podstawowe prawa człowieka (bycie transwestytą, prostytutką, gejem czy kimkolwiek innym "niemoralnym" w myśl czyjejkolwiek religii nie pozbawia tego innego godności osoby ludzkiej. 6. Żalek dobrze wiedział na przeciw kogo usiądzie i zrobił to specjalnie. Chciał zabłysnąć w tym chorym świecie, jaki skrajna prawica czyni obecnie, i dostał mocno po łapach; w sądzie - jeśli dalej będzie fikał jak tępy pies - przerżnie teraz z kretesem i oby na długo "nie wyszedł już z budy", razem z całą resztą bezczelnego chamstwa i braku szacunku do innych ludzi.
>Niedawno odmówiono wejścia do studia Panu Korwnin-Mikke. Bo p. J-K-M ma zwyczaj obrażać i poniżać (krzywdzić) innych ludzi, ergo jest - w humanistycznym społeczeństwie - złym człowiekiem. >Dlaczego wpuszczono tam tranwestytę-prostytutkę? Bo bycie tranwestytą-prostytutką nie wiąże się z krzywdzeniem innych ludzi, ergo - w humanistycznym społeczeństwie - nie jest i nie może być niczym złym.
Świetna lekcja dla dzieci, jakie wartości mają znaczenie w tym życiu na tym świecie. Niezależnie od tego, co oczekujecie na tamtym świecie po śmierci, my tu teraz na tej ziemi i w tym życiu chcemy żyć wszsyscy razem pokojowo i zgodnie i rozwijac nasze społeczeństwa. Do tego potrzebujemy humanizmu i szacunku dla wszystkich, jaki każdy jest, póki się wzajemnie nie krzywdzimy. W tym Wasze niektóre religijne zasady nie pomagają, dlatego je z premedytacją co najmniej częściowo odrzucamy. I nie macie podstaw by z tym walczyć, bo my tu na prawdę nie potrzebujemy waszych wojen religijnych z nieszkodzącymi innym osobami, tylko dlatego, że Wam Wasz Bóg coś nakazał, dla Waszego indywidualnego zbawienia, nie w tym życiu i nie na tym świecie.
|
|
 | 2 na 2 | Cesarz (222 punktów) | W jednym się zgodzę - nazywanie drugiego człowieka "tym czymś" (w dodatku publicznie) jest dla niego poniżające i powinno być powszechnie potępiane. Nawet jeśli ktoś na własne życzenie wygląda dziwacznie i karykaturalnie (bo taki ma kaprys), to nie przestaje wcale być człowiekiem. Nadal jest osobą, jest kimś, a nie "czymś". >Bo p. J-K-M ma zwyczaj obrażać i poniżać (krzywdzić) innych ludzi, ergo jest - w humanistycznym społeczeństwie - złym człowiekiem. Wiesz, może i się zgadzam, ale jedna rzecz mnie w tej kwestii drażni - to tzw. "humanistyczne społeczeństwo" bardzo wybiórczo stosuje sankcje wobec osób wypowiadających się obraźliwie. W żadnej telewizji pokroju TVN, Polsat, czy TVP, nie mieliśmy chyba nigdy do czynienia z bojkotem Palikota, Niesiołowskiego bądź Urbana - a wiadomo, jacy są to ludzie. Każdy z nich swój medialny wizerunek wytrwale budował na chamstwie, szyderstwach i pluciu jadem. Dlaczego ich nigdy nikt nie bojkotował? Czy naprawdę pod względem kultury osobistej i ogłady jest jakaś przepaść między Korwin-Mikkem, a Palikotem? Ja nie dostrzegam jakichś wielkich różnic, oczywiście poza światopoglądowymi. I to właśnie w różnicach na tym polu widzę przyczynę bojkotu Korwina - Korwin jest skrajnie prawicowy, natomiast Palikot skrajnie lewicowy. To drugie jest bardziej poprawne politycznie. >6. Żalek dobrze wiedział na przeciw kogo usiądzie i zrobił to specjalnie. Chciał zabłysnąć w tym chorym świecie, jaki skrajna prawica czyni obecnie, i dostał mocno po łapach; Ciągle nie rozumiem, co poseł Żalek ma z tym wszystkim wspólnego. On akurat dyskutował z Rafalalą w miarę kulturalnie. W miarę, bo pogarda od niego oczywiście biła, ale przynajmniej nie powiedział wprost nic uwłaczającego godności swego rozmówcy. Za to Zawisza rzeczywiście grubo przesadził i udowodnił światu, że jest przede wszystkim chamem, i to, co gorsza, wielce dumnym ze swojego chamstwa i eksponującym to chamstwo w telewizji. >Bo bycie tranwestytą-prostytutką nie wiąże się z krzywdzeniem innych ludzi, ergo - w humanistycznym społeczeństwie - nie jest i nie może być niczym złym. Ano właśnie, to jest spore uproszczenie. O ile od biedy można przyjąć, że transwestytyzm rzeczywiście nikogo nie krzywdzi, to z prostytucją nie jest już tak kolorowo. Prostytutki przecież mają świadomość, że bardzo często uczestniczą w niszczeniu stałych związków, małżeństw, w zdradach itp. Owszem, prostytutka może przyjąć postawę pt. "nie interesuje mnie życie prywatne moich klientów", czyli cynicznego umywania rąk, ale tak naprawdę bierze udział w brzydkiej sprawie i przykłada do tego rękę. Oczywiście możesz powiedzieć, że płatny udział w zdradzie to też nic złego. Znam te argumenty. "Skoro mężczyzna chodzi na prostytutki, to znaczy, że w jego małżeństwie tak czy inaczej jest źle, a zatem prędzej czy później i tak by się posypało." Taka tania demagogia. "Nowocześni", "postępowi" ludzie lubią tego typu uproszczenia i generalne spłycanie więzi międzyludzkich. Bo skoro coś się dzieje w związku/małżeństwie nie tak, to znaczy, że nie warto już o to walczyć, nie warto się męczyć - lepiej pójść sobie do innego związku, aby znów przeżywać te początkowe uniesienia i żeby znowu było fajnie. Taka prostytutka, udzielając swoich usług żonatemu mężczyźnie, przyspiesza więc tylko to, co i tak powinno się zdarzyć, czyli rozpad związku. To bardzo przykre, że ludzie tak teraz rozumują. Więzi międzyludzkie, zwłaszcza związki "miłosne", są wobec tego coraz mniej trwałe. A wy pewnie znowu zapytacie, co w tym złego. I tak wkoło Macieju. To w tym złego, że człowiek jest w tym świecie coraz bardziej samotny. Moi rodzice nie są i nigdy nie byli idealnym małżeństwem. Ale jako ich syn cieszę się, że mogłem te dwadzieścia lat swojego życia spędzić, mieszkając z jedną matką i jednym ojcem, w jednym mieszkaniu. Uważam, że to zdecydowanie lepiej, niż gdyby ojciec chodził na prostytutki, a potem małżeństwo moich rodziców się rozpadło i jeździłbym do taty na weekendy, za to do mnie i mamy wprowadziłby się jakiś "wujek". Sądzę, że taka hipotetyczna sytuacja byłaby mniej zdrowa dla psychiki dziecka, czyli mnie. Zresztą, nawet teraz - gdy ich odwiedzam, to cieszę się, że widzę ich obojga w jednym miejscu i jednym czasie. Ale dla co poniektórych tutaj pewnie jest to myślenie głupie, staroświeckie i w ogóle jest to wstecznictwo. Dzieci powinny nauczyć się akceptować częste zmiany tatusiów, albo nawet życie pod opieką wieloosobowego zespołu rodzicielskiego. Bo niby czemu nie? Co w tym złego? Problem polega po prostu na tym, że tzw. "postępowcy" mają łatwość odrzucania pewnych zasad moralnych, których sami z jakichś powodów nie rozumieją. "Nie rozumiem - czyli głupie to i niepotrzebne". Jest to działanie bardzo pochopne - nie doceniamy wagi doświadczenia pokoleń. Może po prostu taki, a nie inny model rodziny się zwyczajnie sprawdza? Może jest w jakiś sposób korzystny? Ale nie, lepiej eksperymentować, znieść wszystkie bariery, "przestarzałe zasady" i stworzyć nowe, światłe społeczeństwo.
|
|
|  | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >>6. Żalek dobrze wiedział na przeciw kogo usiądzie i zrobił to specjalnie. Chciał zabłysnąć w tym chorym świecie, jaki skrajna prawica czyni obecnie, i dostał mocno po łapach; >Ciągle nie rozumiem, co poseł Żalek ma z tym wszystkim wspólnego. On akurat dyskutował z Rafalalą w miarę kulturalnie. W miarę, bo pogarda od niego oczywiście biła, ale przynajmniej nie powiedział wprost nic uwłaczającego godności swego rozmówcy. Za to Zawisza rzeczywiście grubo przesadził i udowodnił światu, że jest przede wszystkim chamem, i to, co gorsza, wielce dumnym ze swojego chamstwa i eksponującym to chamstwo w telewizji. Przepraszam, ja nie kojarzę dobrze nazwisk polityków, zwłaszcza prawicowych. Chodziło mi o tego buca oblanego wodą. Bardzo możliwe, że chodzi o Zawiszę.
>Ano właśnie, to jest spore uproszczenie. O ile od biedy można przyjąć, że transwestytyzm rzeczywiście nikogo nie krzywdzi, to z prostytucją nie jest już tak kolorowo. Prostytutki przecież mają świadomość, że bardzo często uczestniczą w niszczeniu stałych związków, małżeństw, w zdradach itp. Owszem, prostytutka może przyjąć postawę pt. "nie interesuje mnie życie prywatne moich klientów", czyli cynicznego umywania rąk, ale tak naprawdę bierze udział w brzydkiej sprawie i przykłada do tego rękę. No tu już pojechałeś. A ja jestem też za to odpowiedzialny, bo nie wysadzam pustych po godzinach pracy burdeli w powietrze. Tak - podstawą wspólnego życia ludzi jest to, że nie wtrącają się nie proszeni w cudze prywatne sprawy; prostytutka ma do tego pełne prawo i nie jest to żaden cynizm. Zresztą - tak na marginesie - nie zostało ustalone, czy akurat dana omawiana w danym przypadku prostytutka nie ma zasady, iż nie obsługuje żonatych; tylko kto i po co będzie jej o swoim prywatnym życiu opowiadał...?.
A jeśli chodzi o trwałość związków masz całkiem wyidealizowane myślenie o przeszłości świata, której w ogóle nie znasz. Nie było takiej rzeczywistości, a jeśli już wynikała ona nie z nie akceptacji istnienia burdeli i dziwek, bo one były, tylko z brakiem praw kobiet - status formalnie żony de facto pół-niewolnicy zapewniał "trwałość małżeństw". Wystarczającym dowodem na to jest, iż większość pozwów rozwodowych składają kobiety. Obarczanie prostytutek winą za to, że chodzą do nich żonaci mężczyźni z udanych związków, które przez to się rozlecą (co zresztą jest marginesem, fetyszyzowanym przez religijnych oszołomów) to czysta mizoginia. Przy okazji masz spaczony obraz rozwodów, krzywdzących dzieci (to też mniejszość). W większości przypadków raczej jednak kobieta z dziećmi odchodzi o takiego faceta, jakiego nie uważałbyś za cudownego tatusia*. Większym moim zdaniem problemem jest obecnie to, że wciąż jednak wiele kobiet tego nie robi i jej dzieci i ona sama, trwa w patologicznym małżeństwie pełnym przemocy.
* choć akurat znane mi osobiście przypadki rozwodów, to obopólne decyzje o nieciągnięciu dalej związku dwojga ludzi, którzy przestali się wzajemnie aż tak bardzo kochać i dogadywać, zeby życ razem; dzieci w takim przypadku po prostu ponoszą niewielkie negatywne konsekwencje posiadania niejako dwóch domów; udane związki patchworkowe natomiast moim skromnym zdaniem są nierzadko dobrą lekcją życia społecznego, gdzie trzeba się dogadywać z różnymi ludźmi, którzy nie mają "rodzinnego obowiązku" robienia wszystkiego dla innych nawet kosztem siebie. Trudno tak ostatecznie ustalić kto "lepsze wychowanie" do przyszłego życia otrzyma: czy dziecko samotnej matki, z patchworkowego związku, z pełnej rodziny ale np. nieunikającej przemocy, czy rozpieszczony jedynak. Nie te kwestie wydają się mieć wpływ kluczowy, co nie znaczy, że nie mają żadnego.
|
|
| |  | | Cesarz (222 punktów) | >No tu już pojechałeś. A ja jestem też za to odpowiedzialny, bo nie wysadzam pustych po godzinach pracy burdeli w powietrze. No jednak bardzo kiepska analogia, bo prawdopodobnie nie uczestniczysz czynnie w tym biznesie. Ja nie tropię bandytów, ale to nie znaczy, że jestem współodpowiedzialny za ich przestępstwa. Za to przeciętna prostytutka zwyczajnie, fizycznie uczestniczy w zdradach, w niszczeniu stałych związków i generalnie robi to świadomie. Z pewnością zdaje sobie sprawę, że duży odsetek odwiedzających ją klientów, to żonaci faceci szukający odskoczni od nudnego pożycia małżeńskiego.
>Tak - podstawą wspólnego życia ludzi jest to, że nie wtrącają się nie proszeni w cudze prywatne sprawy; prostytutka ma do tego pełne prawo i nie jest to żaden cynizm. To samo można powiedzieć o dilerze heroiny. To tylko moja praca, jestem dilerem i nie obchodzi mnie, w jakim celu klienci kupują ode mnie heroinę. Może prowadzą nad nią badania naukowe? Kto wie? Tak, jest to postawa cyniczna. Takie wmawianie sobie, że "ja o niczym nie wiem i mnie to nie interesuje". Prostytutka doskonale wie, że przychodzą do niej żonaci mężczyźni, i nawet jeśli nie pyta klientów o ich prywatny status, to musi wiedzieć, że statystycznie co któryś jej klient jest żonaty lub w stałym związku i ukrywa swoje kontakty z prostytutkami przed "drugą połówką".
>Zresztą - tak na marginesie - nie zostało ustalone, czy akurat dana omawiana w danym przypadku prostytutka nie ma zasady, iż nie obsługuje żonatych Nie wiem, czy są prostytutki, które mają taką szlachetną zasadę. Pewnie jakieś są, ale jaki to odsetek? Nie przypuszczam, by taka postawa się opłacała w tym biznesie.
>A jeśli chodzi o trwałość związków masz całkiem wyidealizowane myślenie o przeszłości świata, której w ogóle nie znasz. Nie było takiej rzeczywistości, a jeśli już wynikała ona nie z nie akceptacji istnienia burdeli i dziwek, bo one były, tylko z brakiem praw kobiet - status formalnie żony de facto pół-niewolnicy zapewniał "trwałość małżeństw". Czy ja zaprezentowałem gdzieś "wyidealizowane myślenie o przeszłości świata"? Doskonale zdaję sobie sprawę, że dziewiętnastowieczny model rodziny miał ogromne wady i absolutnie nie pochwalam przemocy domowej, zniewolenia kobiet itp. Zwróciłem uwagę wyłącznie na aspekt "trwałości związków" - dawniej były one oczywiście trwalsze, przynajmniej w Polsce. I nie trzeba sięgać aż do XIX w., bo ten XIX w. to wiadomo, że to młot na konserwatystów. Wystarczy spojrzeć jakieś 30 lat wstecz i porównać pierwsze lepsze statystyki. Nie sądzę, by te 30 lat temu panowały takie archaiczne relacje w rodzinie, że żona to tylko lękająca się gniewu męża niewolnica. Oczywiście takie sytuacje w rodzinach zdarzają się po dziś dzień, lecz obecnie wszyscy zgodnie nazywamy to patologią.
>Wystarczającym dowodem na to jest, iż większość pozwów rozwodowych składają kobiety. No jasne, że kobiety częściej składają pozwy, bo jeśli ktoś w parze małżeńskiej ma być w jakiś sposób prześladowany przez tego drugiego, to niestety wiadomo, na kogo prędzej padnie. Kobieta jest słabsza, często mniej pewna siebie życiowo, więc to prędzej mąż będzie stosował represje wobec żony, niż na odwrót. Ale jest obecnie cała masa rozwodów na zasadzie obustronnego porozumienia. Że dwoje ludzi dochodzi do wniosku, że już nie warto dłużej tego ciągnąć, odechciało im się i koniec. Uważam, że to przykra tendencja, bo pokazuje spłycenie najgłębszych więzi międzyludzkich.
>Obarczanie prostytutek winą za to, że chodzą do nich żonaci mężczyźni z udanych związków, które przez to się rozlecą (co zresztą jest marginesem, fetyszyzowanym przez religijnych oszołomów) to czysta mizoginia. Ależ jaka mizoginia? Uważam, że mimo wszystko bardziej winny jest zdradzający mężczyzna, niż prostytutka, która bierze udział w tej zdradzie. Czy teraz zdiagnozujesz u mnie mizandrię? A fakt jest faktem, że związki/małżeństwa rozpadają się czasem przez zdradę właśnie. I bywa to zdrada z prostytutką. Pomimo że mamy światły XXI w. i pozbywamy się stopniowo takich "głupich uprzedzeń", to większość mężczyzn i większość kobiet nie lubi być zdradzana przez stałego partnera. I gdy coś wykryją, dochodzi nieraz do rozwodu.
>Przy okazji masz spaczony obraz rozwodów, krzywdzących dzieci (to też mniejszość). W większości przypadków raczej jednak kobieta z dziećmi odchodzi o takiego faceta, jakiego nie uważałbyś za cudownego tatusia*. Nie mam pewności, czy jest to "większość przypadków" w dzisiejszych czasach. Sądzę, że obecnie jest masa rozwodów wynikających z "wypalenia" związku lub z zupełnie normalnych, niepatologicznych nieporozumień, kłótni. A w takiej sytuacji rozwód jest dla dzieci oczywiście krzywdzący, bo dziecko kocha mamę, kocha tatę i boli je, że tata z mamą się nie lubią i że tata mieszka gdzie indziej.
>Większym moim zdaniem problemem jest obecnie to, że wciąż jednak wiele kobiet tego nie robi i jej dzieci i ona sama, trwa w patologicznym małżeństwie pełnym przemocy. Jezu, oczywiście, że przemoc i tego typu patologie, to całkowicie uzasadniony powód rozwodu. Ale zdawało mi się, że nie rozmawiamy o takich przypadkach, bo sprawa jest w takiej sytuacji przecież oczywista.
>choć akurat znane mi osobiście przypadki rozwodów, to obopólne decyzje o nieciągnięciu dalej związku dwojga ludzi, którzy przestali się wzajemnie aż tak bardzo kochać i dogadywać, zeby życ razem; dzieci w takim przypadku po prostu ponoszą niewielkie negatywne konsekwencje posiadania niejako dwóch domów; udane związki patchworkowe natomiast moim skromnym zdaniem są nierzadko dobrą lekcją życia społecznego To może od razu zacznijmy wychowywać dzieci w komunach? To będzie dopiero lekcja życia społecznego, od małego. Niech dziecko należy do komuny, a nie tam kilku osób. Obawiam się, iż to, że stwierdzasz "niewielkie negatywne konsekwencje" w sytuacji dzieci rozwiedzionych rodziców, może wynikać ze zwykłego braku empatii i bagatelizowania problemu.
|
|
| | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | Z większością tez nie zamierzam polemizować. I tak nie przekonasz mnie, że prostytucja jest za cokolwiek odpowiedzialna. Wolność na tym polega, że każdy z niej korzystając odpowiada sam osobiście za swoje własne czyny. Moim zdaniem - jako osoby absolutnie kwestionującej monogamię mężczyzn jako stan naturalny (jest to moim zdaniem sztuczny nienaturalny twór religijno-kulturowy z czasów sprzed skutecznych środków antykoncepcyjnych) wizyta mężczyzny u prostytutki (czy jakikolwiek inny przygodny kontakt seksualny) to nie jest żaden powód do rozwodu, o ile nie ma negatywnego wpływu na uczucie tego mężczyzny do swojej żony (a mogę zasadnie antycypować, że w przeważającej części przypadków nie ma takiego wpływu), ale wiem, że spora część kobiet sądzi inaczej (a na pewno byłaby skłonna wykorzystać to jako pretekst, bo wiadomo, że jako argument łyknie to na pewno konserwatywna sędzina). Niestety fakty są jednak bezwzględne - rosnąca wolność kobiet skutkuje m.in. tym, iż dowolnie mogą określać i zmieniać swoje warunki dalszego bycia z mężczyzną i nie widzę żadnej możliwości, aby w wolnym społeczeństwie to zmieniać, poza edukacją, aby przekonywać młodzież, by nie była tak pryncypialna, tylko bardziej wzajemnie elastyczna wobec swoich partnerów, bo tylko tak w społeczeństwie wolnych ludzi można zbudować trwały związek; w przeciwnym razie tych partnerów trzeba będzie zmieniać często, bo prędzej czy później pojawią się zawsze jakieś bardziej lub mniej drobne wpadki. Rzeczywistość uważam trzeba akceptować jaką jest i się dostosowywać. Konserwatyzm i próba przywracania starych porządków nigdzie i nigdy się na dłuższą metę nie udała. Dla mnie to głupota.
>To może od razu zacznijmy wychowywać dzieci w komunach? To będzie dopiero lekcja życia społecznego, od małego. Niech dziecko należy do komuny, a nie tam kilku osób. Obowiązek przedszkolny (powoli wprowadzany), a następnie szkolny (ściśle wprowadzony) to zmiękczona wersja tego właśnie. Po co zaprzeczać rzeczywistości. A tak na poważnie - to daj spokój z takimi argumentami, przecież ja nie postulowałem niczego takiego, jak komunalne wychowywanie dzieci od maleńkości. Miłość rodzicielska w praktyce jest absolutnie niezbędna. Nie staram się tego podważać. Ale przecież pisałem o różnych modelach, które też muszą zapewnić i zapewniają wychowanie, gdy tak się życie ułoży. To prędzej skutkiem Twoich konserwatywnych poglądów, byłoby obowiązkowe dokładnie samotnym matkom ojców (zastępczych). W moich rozważaniach jest przede wszystkim akceptacja skutków wolności, której nikt nie da sobie ograniczyć. Nawet delegalizacja rozwodów nie poprawi sytuacji, poza sytuacją materialną nie da się zmusić ludzi, żeby razem żyli faktycznie. Znów powrócą co najwyżej procesy sądowe o bigamię.
|
|
|  | | Burnham (1149 punktów) | >Bo skoro coś się dzieje w związku/małżeństwie nie tak, to znaczy, że nie warto już o to walczyć, nie warto się męczyć - lepiej pójść sobie do innego związku, aby znów przeżywać te początkowe uniesienia i żeby znowu było fajnie.
No to jest właśnie iluzja rozpowszechniana przez lewactwo (lewica jeszcze była mądra, ale obecnie nie występuje albo jest mocno zmarginalizowana - przykładowo Erich Fromm i tzw. szkoła frankfurcka - mam tutaj na myśli głównie przestrzeń medialną). Fakt, że ktoś się rozstanie wcale nie oznacza, że kłótnie się skończą. Wręcz przeciwnie bo te kłótnie zwyczajnie przeniosą się na salę sądową z jeszcze bardziej opłakanymi skutkami. Rodzice wydają pieniądze na adwokatów zamiast na dzieci, a instytucje państwowe też swoje zarobią. Bez sensu zupełnie bo jedyne co się zmienia to miejsce kłótni, a w domu pozostaje pustka.
>To bardzo przykre, że ludzie tak teraz rozumują.
Nie można w ten sposób generalizować. Określone kręgi, gdzie od dawien dawna wszyscy się ze wszystkimi kłócili i rozwodzili rzecz jasna będą tak myśleć. Natomiast normalny człowiek myśli normalnie. Bardzo wiele zależy od tego w jakim środowisku człowiek dojrzewa.
>"postępowcy" mają łatwość odrzucania pewnych zasad moralnych, których sami z jakichś powodów nie rozumieją.
Bo to jest trend, który zaczął się wraz z nadejściem postmodernizmu i nasilił z nadejściem rewolucji seksualnej w USA. Nagle się okazało, że fundamentalne ustalone pojęcia zaczęły być kwestionowane. Zakwestionowano nawet samo pojęcie normalności. Istnieją pewne kręgi, piąta kolumna ideologiczna, którym zależy na tym aby społeczeństwo kroczyło drogą pewnej ideologii.
Jakbyś poczytał "A Modern Utopia" H.G. Wellsa, książki napisanej bodajże w 1905 roku, to byś zobaczył, że to co "postępowcy" dzisiaj półgębkiem proponują (w bardziej prostackiej formie aniżeli Wells) on proponował jako model pod przyszły rozwój społeczeństw. To jest stara i zakurzona ideologia z którą można się spotkać w książkach z przełomu XIX i XX wieku. Nie ma już w niej nic postępowego. Można u nich zauważyć pewną matrycę myślenia. Stworzyli swojego rodzaju prostacką dialektykę wedle, której w określonym momencie historii pojawia się uciśniona grupa o której interesy trzeba walczyć i jeżeli ktoś temu oponuje to jest tyranem i katem (czy tam faszystą i narodowcem jak to dzisiaj wykrzykują). Z robotnikami im nie wyszło bo ci po pewnym czasie sami zaczęli stawiać się kapitalistami no więc musieli poszukać gdzie indziej. Zajrzeli do burdelu i zakrzyknęli Eureka ! Wszystko to co płynie rynsztokiem (jakieś kurewki w stylu Rafaflala fifarara czy jak mu tam) oni łowią, przedstawiają jako symbol klasy uciśnionej i walczą o interesy owych uciśnionych. Nauczyli się tej dialektyki od Marksa (z tym, że nie dorównują inteligencją ani ogładą staruszkowi do pięt).
Z intelektualnego punktu widzenia jest to grupa starych, zgrzybiałych i obleśnych staruchów, która non stop wypowiada te same komunały od ponad stu lat.
|
|
| |  | 1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | Tych bredni nie da się nawet skomentować; poprzestałem na zapodaniu minusa i nie będę tego ukrywał. To, że prawdziwa wolność będzie skutkować "zakwestionowaniem pojęcia normalności", wykreowanego przez poprzednie elity, to jest oczywiste jak słońce, ubolewanie nad tym jest wyrazem jakieś chyba schizofrenii.
|
|
|  | 1 na 1 | Burnham (1149 punktów) | "In short, Utopia will hold that sound childbearing and rearing is a service done, not to a particular man, but to the whole community, and all its legal arrangements for motherhood will be based on that conception."
"The trend of our reasoning has brought us to the conclusion that the Utopian State will feel justified in intervening between men and women on two accounts, first on account of paternity, and secondly on account of the clash of freedoms that may otherwise arise."
Into the modern Utopia there must have entered the mental tendencies and origins that give our own world the polygamy of the Zulus and of Utah, the polyandry of Tibet, the latitudes of experiment permitted in the United States, and the divorceless wedlock of Comte. The tendency of all synthetic processes in matters of law and custom is to reduce and simplify the compulsory canon, to admit alternatives and freedoms
To jest garść cytatów z książki Wellsa, a tego jest o wiele więcej. To są pomysły spisane na początku XX wieku, a pamiętam, że Wells jeszcze należał to stowarzyszenia Fabianów (tak to się bodajże nazywało to ugrupowanie), które już zanim do niego wstąpił miało podobne koncepcje. Wellsa można równie dobrze uznać za agenta wpływu, a nie jedynie literata.
Ci tzw. postępowcy to tak naprawdę konserwatyści, choć jeszcze ponad sto lat temu uchodzili za lewicę. No jeżeli ktoś non stop powtarza te same komunały po 100 latach czasu to nie może być więcej uważany za postępowca ?
|
|
| |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | >Ci tzw. postępowcy to tak naprawdę konserwatyści, choć jeszcze ponad sto lat temu uchodzili za lewicę. No jeżeli ktoś non stop powtarza te same komunały po 100 latach czasu to nie może być więcej uważany za postępowca ?
Jeśli te komunały wciąż nie są powszechną normą, to owszem, może być postępowcem. Długi staż to, zdaje się, objaw wierność idei.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|