W prawie polskim, gdy komuś zostaną postawione zarzuty popełnienia przestępstwa, to skraca mu się nazwisko do inicjału, a oczy w środkach masowego przekazu zasłania czarnym paskiem, względnie zamazuje się twarz czyniąc ją niewyraźną. Czy w dzisiejszych czasach, w dobie internetu, portali społecznościowych, poczty elektronicznej i smartfonów z dostępem do internetu ma jakichkolwiek sens ten przepis?
Największą absurdalność ten przepis ukazuje, gdy mamy do czynienia z oskarżeniem przedstawicieli rodzin ludzi słynnych np. syna Doroty Zawadzkiej Pawła Z. Nieco trudniej sytuacja przedstawiała się w głośnej sprawie ostrzału afgańskiej wioski. W mediach wystąpił ojciec Olgierda C. Oczywiście nazwisko ojca podano normalnie. Inny przykład z przeszłości: sprawa Andrzeja Samsona. 26.6.2004 Samson został zatrzymany, a już nazajutrz powstał artykuł w Wikipedii gdzie każdy, kto nie znał jego nazwiska mógł je poznać. Dociekliwsi mogli je jednak już pewno poznać i na inne sposoby.
Weźmy jednak przykład bardziej współczesny. Morderstwo w Rakowiskach z nocy pomiędzy 12.12.14. a 13.12.14. Morderczyni zasłynęła jako poetka i zawodniczka sportowa. Jej nazwisko figuruje choćby w składzie klubu do którego uczęszczała. Z mordercą było trochę trudniej, ale podano, ze jego matka była z zawodu nauczycielką w Białej Podlaskiej. Wystarczyło zatem przejrzeć strony główne szkół w ww. mieście. Oczywiście nekrolog był podany, i oto za jednym zamachem mamy nazwiska ofiar i jednego ze sprawców. Potem znając nazwisko sprawcy rozpoznajemy go na Facebooku, gdzie stoi sobie na plaży. Jego oczu nic nie przesłania.
Moi drodzy, czy warto więc cenzurować nazwiska i twarze ludzi z zarzutami? |