Racjonalista - Strona głównaDo treści
A może jednak w Berlinie?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
20-02-2015 23:22Hodża (11172 punktów)A może jednak w Berlinie?
Ocena 1 na 1
   Ostatnie wydarzenia na Ukrainie, ale i nad Kornwalią, nad którą swoje kolejne rendez-vous mieli piloci RAF-u i Federacji Rosyjskiej, wraz z nasilającymi się obawami o możliwe rozszerzenie rosyjskiej agresji na republiki nadbałtyckie sprawiają, że cały świat z niepokojem obserwuje kolejne posunięcia Kremla i bacznie śledzi wszystkie wypowiedzi jego gospodarza. Dyskomfort temu towarzyszący jest tym większy, że od pewnego czasu pojawiają się sygnały, dawkowane opinii publicznej w łagodnej formie ciekawostki i w opakowaniu naukowo brzmiących terminów (jak np. "syndrom Aspergera"), że państwem dysponującym największym na świecie arsenałem jądrowym kieruje wariatuńcio. Pewnego ciężaru gatunkowego tym domniemaniom przydaje ton wypowiedzi pani kanclerz Merkel, która po każdej rozmowie z rosyjskim liderem sprawia wrażenie kobiety, która właśnie dowiedziała się, że jej mąż zdradza ją z najgorszą wsiową lafiryndą.

   W tej medialnej atmosferze, nasyconej niebezpiecznymi emocjami niczym oparami benzyny, pojawiają się jednak politycy, którzy nie bacząc na okoliczności zaczynają bawić się zapałkami słów. Po dziwnych historycznych odkryciach ministra Schetyny przyszły kolejne nowości, tym razem mające postać konstruktywnej opozycji względem moskiewskich obchodów 70-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej, podważające konieczność ich lokalizacji akurat w Moskwie, skoro Związek Radziecki nie był jedyną stroną biorącą udział w tym zbrojnym konflikcie; poza nim, jak wiadomo, w wojnie tej walczyła również Wielka Brytania (tu propozycja - Londyn), Francja (odpowiednio - Paryż) no i, rzecz jasna, Niemcy.

   Opcja, zaproponowana przez prezydenta, aby światowe uroczystości rocznicowe przenieść na Westerplatte nie wytrzymuje starcia z kandydaturą Berlina gdyż, jakkolwiek słusznie prezydent zauważył, że na Westerplatte wojna się zaczęła, to, po pierwsze, nie zaczęła się tam dla Związku Radzieckiego, a po drugie i najważniejsze, właśnie że się zaczęła, a nie skończyła, a skończyła się w Berlinie. Westerplatte w kontekście tej rocznicy może być przez niektórych odbierane jako bezczelna próba odwrócenia strzałki czasu, według której biegnie tor dziejów Europy.

   Ale pomysł, by takie obchody miały miejsce w Berlinie właśnie, ma pewien głęboki, podparty historią sens. Jedynym jego mankamentem wydaje się być to, że do tego rozwiązania najmniej przekonani są sami Niemcy, którzy chyba woleliby tę imprezę przeżywać w pewnym oddaleniu od swojej stolicy i do uczestnictwa w niej oddelegować jedynie znikomy procent społeczeństwa.

   Można podejrzewać zatem, że pomysł ten nieopatrznie sformułowany przez naszego prezydenta i puszczony na falach eteru w świat zaczął żyć własnym życiem i, niestety, zwrócił uwagę gospodarza Kremla, który, chociaż tego jeszcze głośno nie mówi, wespół ze swoimi współpracownikami przemyśliwa go bardzo poważnie. Nie bez znaczenia jest przy tym fakt, że Władimir Władimirowicz zna Niemcy bardzo dobrze, a językiem niemieckim posługuje się biegle, zarówno w mowie, jak i piśmie, na tyle biegle, by móc się porozumiewać bez tłumaczy, nawet przysięgłych.

   Co zrozumiałe, raczej trudno oczekiwać, by już w tym roku cały program rocznicowych uroczystości udało się przenieść pod Bramę Brandenburską, gdyż wymagałoby to wielu przygotowań i wcześniejszych ustaleń, na które nie ma teraz czasu, ale już w przyszłym roku mogłoby to być możliwe, zaś defilada Armii Czerwonej na Alei Karola Marksa z pewnością przyciągnie tłumy Berlińczyków, którzy będą radośnie witać swoich wyzwolicieli i gorąco wiwatować na cześć władz partyjnych i państwowych Niemieckiej Republiki Demokratycznej i bratniego Związku Radzieckiego.


-Schau mal, da fliegt ein Düsenjet! Warum kann der so schnell fliegen und ich nicht?
-Du könntest auch so schnell fliegen, wenn dein Arsch brennt.



-Und Morgen die ganze Welt!

www.youtube.com/watch?v=Yicr_iZGMvs
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Proponuję Waszyngton. Bez pomocy Stanów Zjednoczonych Ameryki nawet ZSRR nie wygrałby tej wojny. I nie chodzi tylko o pomoc w ramach Lend-Lease Act, która była ogromna, ale również o otwarcie dwóch frontów - we Włoszech i we Francji, co nie byłoby możliwe bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. W dodatku - a trzeba o tym pamiętać - Stany Zjednoczone wzięły na siebie niemal cały ciężar wojny z Japonią na Pacyfiku... ZSRR walczył więc na jednym froncie, na którym bez alianckiej pomocy ledwo dawał sobie radę, a Stany Zjednoczone walczyły na trzech frontach, a bez ich udziału wojna na pewno trwałaby wiele lat dłużej. Nie wiadomo też, jak by się skończyła . To by tłumaczyło dlaczego Amerykanie nie nadymają się tak jak Rosjanie przy okazji każdej rocznicy zakończenia II wojny światowej - oni nie muszą skrywać za propagandą żadnych wstydliwych kompleksów. Amerykanie po prostu wiedzą, że tak naprawdę to oni i tylko oni wygrali tę wojnę.

en.wikiped(*)ease#US_deliveries_to_the_USSR

Jak widać na obrazku, nawet słynne radzieckie katiusze były montowane na amerykańskich podwoziach:
en.wikiped(*)File:Katjuscha_1938_Moscow.jpg

Oczywiście, do tego celu wykorzystywano też "szczytowe osiągnięcia" radzieckiej motoryzacji:
en.wikiped(*)apun_Mountain_Sevastopol_4.jpg

Widać różnicę? He he he...

A opowieści o potędze i niezłomności sowieckiego przemysłu zbrojeniowego można między bajki włożyć - ZSRR dostał od Amerykanów tysiące pojazdów - od motocyklów po czołgi, a nawet samoloty (a wraz z nimi nastąpił transfer technologii), nie licząc milionów ton żywności. Prawda jest taka, że po czerwcu 1941 ZSRR pozostawał w dużej mierze na amerykańskim garnuszku. Pomoc do ZSRR płynęła też szerokim strumieniem od innych aliantów.


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
21-02-2015 22:15 
 Ocena 1 na 1
Arminius (25555 punktów)Nad Kornwalią nie było wydarzeń
"Ostatnie wydarzenia na Ukrainie, ale i nad Kornwalią, nad którą swoje kolejne rendez-vous mieli piloci RAF-u i Federacji Rosyjskiej...",

Ma Pan tendencję do kreowania medialnych faktów. Kiedyś napisał Pan o zabytku zburzonym przez ISIS, który jednak nie został zburzony. Teraz pisze Pan o lotniczym incydencie tak, jakby rozegrał się on nad terytorium Wielkiej Brytanii ("nad Kornwalią") podczas gdy rosyjskie samoloty wojskowe nie wtargnęły w przestrzeń powietrzną Wielkiej Brytanii. Proszę - uciekając się do pańskich sformułowań - nie igrać "słownymi zapałkami" bo jeszcze co wybuchnie. Powyzsze sprostowanie nie zmienia faktu, iż Rosja zachowuje się niezwykle konfrontacyjnie. Jednakże dla uzyskiwania rzeczywistego obrazu sytuacji należy pisać zgodnie z prawdą.

"Two UK Royal Air Force jets intercepted a pair of Russian aircraft flying near British airspace this week, the British Defence Ministry said Thursday, marking the latest in what NATO has said is an increase in Russian military flights near alliance members' territory.
The British Typhoon jets intercepted the Russian aircraft Wednesday over international waters near Cornwall, in southwestern England, a ministry representative said Thursday".

edition.cn(*)k-russia-aircraft-intercepted/
Hodża (11172 punktów)Odp: Nad Kornwalią nie było wydarzeń
>"Ostatnie wydarzenia na Ukrainie, ale i nad Kornwalią, nad którą swoje kolejne rendez-vous mieli piloci RAF-u i Federacji Rosyjskiej...",
>Ma Pan tendencję do kreowania medialnych faktów.

Jeśli o to konkretnie chodzi, to Guardian przytacza zeznania świadków, którzy twierdzą, że dwa rosyjskie bombowce znajdowały się przez krótki czas nad lądem stałym, naruszając przestrzeń powietrzną GB. Można przypuszczać, że rząd JKM nie chce tego faktu za bardzo nagłaśniać, słusznie uważając, że Putin szuka okazji do zaczepki, a Brytyjczycy nie mają ochoty na żadne fajerwerki słowne. Ale premier wyraźnie dał do zrozumienia, że to było coś więcej, niż do tej pory (Rosjanie pojawiali się w bezp. bliskości wybrzeży brytyjskich w ciągu ostatniego roku 40 razy).

www.thegua(*)d-cornwall-uk-airspace-witness
23-02-2015 13:19 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)Odp: A może jednak w Berlinie?
>A opowieści o potędze i niezłomności sowieckiego przemysłu zbrojeniowego można między bajki włożyć - ZSRR dostał od Amerykanów tysiące pojazdów - od motocyklów po czołgi, a nawet samoloty (a wraz z nimi nastąpił transfer technologii), nie licząc milionów ton żywności. Prawda jest taka, że po czerwcu 1941 ZSRR pozostawał w dużej mierze na amerykańskim garnuszku. Pomoc do ZSRR płynęła też szerokim strumieniem od innych aliantów.
Panie Olderyk! Niezupełnie podzielam Pana spostrzeżenia.
Rosjanie byli praktyczniejsi. Samochody ZIS miały wielką przewagę nad popularnymi amerykańskimi "sztudebakami". Jaką? Kabiny drewniane łatwe do naprawy w razie zniszczenia w warunkach polowych a co ciekawe nie stawały się celem szkodliwego "zatarcia" silnika. W warunkach polowych gdzie jeździ się po bezdrożach rosyjskich, na niskich biegach i często wysokich obrotach, silnik był narażony na zatarcie. Studeback nadawał się tylko wtedy do remontu kapitalnego co było trudne w warunkach polowych. W wypadku ZIS-a należało go wtedy wyłączyć i poczekać aż wystygnie. Po pół godzinie mógł jechać dalej. Poza tym potrafił jeździć na niewiarygodnych mieszankach paliwowych. Co do czołgów to też mam zastrzeżenia. czy armia czerwona jeździła na Schermanach? Czy na T-34, uznanych po czasie jako najlepsze czołgi II w.ś. Jego konstrukcja i waga uwzględniała bezdroża rosyjskie nie tak jak Tygrysy czy Pantery niemieckie. Metoda była taka, że na grząskim terenie kazano przejść żołnierzom. Gdy nie tonęli, to kilkudziesięciotonowy czołg na pewno przejechał, bo dostosowano odpowiedniej szerokości gąsienice rozkładające odpowiednio ciężar pojazdu na grunt. A wiele czołgów niemieckich po prostu grzęzło w błocie. I była to rodzima rosyjska konstrukcja i produkcja. A słynne pepesze, przejęte przez wojsko polskie jako "peemy" z innymi tylko magazynkami, to broń amerykańska? Czy słynne katiusze, zwane przez Niemców "organami Stalina", to broń amerykańska? O ile ,można mieć zastarzenia co do precyzji celowania, to miały niesamowity wpływ psychologiczny, bo nie wiadomo było gdzie to cholerstwo upadnie i wybuchnie i porażała masą pocisków. Katiusze były wykorzystywane raczej jako wsparcie/uzupełnienie artylerii klasycznej. To właśnie Rosjanie jako pierwsi użyli napędu rakietowego do pocisków w warunkach polowych. Czy samoloty Ławoczkina i Iliuszyna to amerykańskie technologie? Może zrzynano silniki ale to tylko na krótko. Otwarcie drugiego frontu było niejako przymusem politycznym a nie samorzutną pomocą. Rosjanie zaczęli uzyskiwać sukcesy i widmo klęski Niemiec było coraz wyraźniejsze. Nie wiadomo było tylko gdzie się zatrzymają. TRZEBA było więc się włączyć w wir wojny. A z Japończykami obowiązywał pakt o nieagresji, co było wielkim celem i sukcesem dyplomacji rosyjskiej. Stalin był pewien, że z tyłu nie będzie mu nikt zagrażał. Poza tym Amerykanie wygrali na tej wojnie tylko bardzo duże obroty i zbijali kapitał. Na terenie US nie było działań wojennych niszczących przemysł. Produkcja więc "jeepów" i "studebaków" znacząco wzrosła.
A tak na marginesie. Stalin byłych dowódców rosyjskich skazanych na śmierć lub emigrację wewnętrzną, musiał, choć z niesmakiem, przeprosić i przywrócić ich do "łask". Pierwszym krokiem było np. powierzyć Żukowowi obronę otoczonego Leningradu. Tak, że ten szeroki strumień nie był taki duży jak się nim zachwycasz. Przede wszystkim jedynym portem był zdolny przyjmować i obsłużyć statki z pomocą nawet zimą, był Murmańsk. Statki w konwojach, po drodze, były narażone na ataki niemieckich łodzi podwodnych. Przez Morze Arktyczne nie przesyłano konwojów bo po prostu zamiast łodzi podwodnych robiłyby swoje góry lodowe. No to na tyle. Pozdrawiam.
>
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski

>

Ich bin besser als mein Ruf
Arminius (25555 punktów)A może jednak na Westerplatte?
"W tej medialnej atmosferze, nasyconej niebezpiecznymi emocjami niczym oparami benzyny, pojawiają się jednak politycy, którzy nie bacząc na okoliczności zaczynają bawić się zapałkami słów. Po dziwnych historycznych odkryciach ministra Schetyny przyszły kolejne nowości, tym razem mające postać konstruktywnej opozycji względem moskiewskich obchodów 70-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej, podważające konieczność ich lokalizacji akurat w Moskwie..."

Bez względu na to jakim syndromem dotknięty jest Putin - jedno jest pewne. Jest on z krwi i kości "kagiebistą", a więc człowiekiem, którego najwiekszym orężem jest kłamstwo we wszystkich jego odcieniach. Na bieżąco możemy się im przyglądać przy okazji kryzysu na Ukrainie. Dlatego też nie rozdzierajmy szat jeżeli ktoś Putinowi zechce odpowiedzieć pięknym za nadobne, w skromnym zresztą bardzo - w porównaniu z jego orwellowskim rozmachem przeinaczania znaczenia słów - wymiarze. Wśród żołnierzy I Frontu Ukraińskiego rzeczywiście było bardzo dużo Ukraińców - czego nie można powiedzieć o innych ukraińskiehc frontach. Więc tak bardzo Schetyna znów nie odbiegał od prawdy. A nawet gdyby, to Polacy powinni pamiętać o megakłamstwie sowieckim, dywersji antykatyńskiej pot tytułem "Chatyń". Tą wieś na Białorusi Niemcy spacyfikowali w czasie II wojny. Sowieci - mając na uwadze podobieństwo jej nazwy do Katynia - na ogromną skalę rozpropagowali ów fakt. Pojawiły się ksiązki, film Klimowa, gigantyczne mauzoleum, wycieczki zachodnie sprowadzane na koszt Sowietów w to miejsce. Nawet Gerald Ford, późniejszy Prezydent USA, dał się nabrać. Przez długi czas myślał, iż zbrodnia katyńska, to zbrodnia chatyńska. Tacy to byli kagiebiści. Więc teraz jak im trochę w pięty poszło, nie szkodzi. Niech wiedzą jak smakuje towar, który zwykli hurtowo wciskać innym. I w takiej "dywersji" Schetyny nie ma nic niebezpiecznego. Pana ostrzeżenia o zabawie "zapałkami słów" trącą operetkową histerią. Bo jakiż wybuch może nam grozić? Sądzi Pan, iż Putin zrzuci bombę atomową na Schetynę? Mentalność kagiebisty jest wcale prosta. Czuj erespekt przed zaaplikowaną siłą. Każdy przejaw strachu, niepewności, niezdecydowania odbiera jako sukces, skłaniający do następnego ofensywnego ruchu.

Co do pomysłu z Westerplatte - jest on bardzo dobry pod warunkiem, iż zaskoczy. Jeżeli nawet tylo część przywódców zjawi się nad Bałtykiem a nie w Moskwie to już będzie sukces. 9 maja to dla Rosjan i Putina to megafetysz, mit założycielski powojennego ZSRR i Rosji. Takie utrącenie znaczenia Moskwy bardzo mocno ich zaboli. I nie bójmy się tego, niech ich boli, bo sobie na to zasłużyli. Agresją na Ukrainę, oderwaniem Krymu, obecną wojną z tym państwem. I - przede wszsytkim - nierozliczeniem się ze stalinizmem i jego konsekwencjami. Westerpaltte świetnie nadaje się na majowe uroczystości. Właśnie dlatego, iż tu się II wojna zaczęła. Dopuszczalny to schemat, iż uroczystości wieńczące jakieś zdarzenia mają miejsce tam gdzie ono się zaczęło - nie ma w tym nic niestosownego. Po drugie - i najważniejsze - Polska była ofiarą II wojny. Wojny wszczętej przez Niemcy i ZSRR, którego spadkobiercą jest obecna Rosja.ZSRR tak samo jak Niemcy jest za ten konflikt odpowiedzialny i do tej pory ciągle tego faktu nie uznał, nie rozliczył się z niego, nie przeprosił, nie wypłacił odszkodowań. Wszyscy wiedzą czym był pakt Ribbentrop - Mołotow. W kontekście tych faktów odbywanie wielkiej defilady w Moskwie każdego 9 maja - to megaoszustwo, megakłamstwo, orwellowska celebra odwracania znaczenia pojęć. Jeżeli się z tym uda skończyć albo przynajmniej ograniczyć tę hucpę - tylko temu przyklasnąć.

Na końcu uwaga do autora wątku. Jeżeli dokona Pan cenzurowania moich wypowiedzi - tak jak to miało miejsce w poprzednim pańskim wątku dotyczącym ochrony zabytków - zmuszony będę prowadzić równolegle do pańskiego wątek o identycznej treści. Nie chcę tego robić, bo to absurd. Ale jeżeli Pan się na to zdecyduje - nie będzie innego wyjścia.
21-02-2015 21:27 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)Odp: A może jednak na Westerplatte?
>Na końcu uwaga do autora wątku. Jeżeli dokona Pan cenzurowania moich wypowiedzi - tak jak to miało miejsce w poprzednim pańskim wątku dotyczącym ochrony zabytków - zmuszony będę prowadzić równolegle do pańskiego wątek o identycznej treści. Nie chcę tego robić, bo to absurd. Ale jeżeli Pan się na to zdecyduje - nie będzie innego wyjścia.

Jeśli nie będzie tu żenujących porównań do małp, które są nie do przyjęcia, kiedy mówimy o narodach - nie ma problemu. Jestem z reguły bardzo tolerancyjny, a wypowiedzi wycinam tylko wyjątkowo, dla porządku, nie z zemsty.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Waszyngton i tylko Waszyngton.


"Science in The Apotheosis of Washington" by Architect of the Capitol - Architect of the Capitol information webpage [1]. Licensed under Public Domain via Wikimedia Commons - commons.wi(*)e_Apotheosis_of_Washington.jpg

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
Hodża (11172 punktów)
>Waszyngton i tylko Waszyngton.

Waszyngton został przedstawiony na kopule kapitolińskiej jako Bóg zasiadający na niebiańskim tronie; pod nim znajduje się tęcza, symbol zaczerpnięty z Biblii oznaczający przymierze między Niebem a Ziemią. W sensie czysto teologicznym może to służyć za jaskrawy przykład bałwochwalstwa i stworzenia nowego, alternatywnego kultu, ale bardziej interesujące jest to, że wykorzystanie sztuki i architektury, stanowiącej powielenie rzymskich wzorców, do kształtowania świadomości patriotycznej obywateli oparte zostało tu ewidentnie na znajomości socjotechnicznej potęgi symboliki religijnej i wykorzystaniu instrumentarium takiego oddziaływania, dostarczanego przez kulty judeochrześcijańskie i tradycje sztuki sakralnej.

Pikanterii tej inżynierii społecznej dodaje fakt, że twórcą fresku jest malarz włoski Constantino Brumidi, który wcześniej przez trzy lata pracował w Watykanie. A znamienne też to, że pomimo wielkiego wkładu w amerykańską kulturę narodową ów artysta został pochowany w nieoznakowanym grobie, który zlokalizowano dopiero niedawno.


In God we trust


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>In God we trust

Tak tak, ale również...



"Brumidi, Constantino - Apotheosis of Washington, detail E Pluribus Unum - 1865" by Constantino Brumidi - www.flickr(*)10528@N04/2194916491/sizes/o/. Licensed under Public Domain via Wikimedia Commons - commons.wi(*)ail_E_Pluribus_Unum_-_1865.jpg

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
22-02-2015 10:18 
 Ocena 3 na 3
Wenancjusz (16441 punktów)
>Więc tak bardzo Schetyna znów nie odbiegał od prawdy.

Ale odbiegł o poprawności politycznej swych wypowiedzi, co raczej niezbyt dobrze świadczy o jego poprawnym wyważeniu publicznych opinii.

>A nawet gdyby, to Polacy powinni pamiętać o megakłamstwie sowieckim, dywersji antykatyńskiej pot tytułem "Chatyń". Tą wieś na Białorusi Niemcy spacyfikowali w czasie II wojny. Sowieci - mając na uwadze podobieństwo jej nazwy do Katynia - na ogromną skalę rozpropagowali ów fakt.

Polska oficjalnie dowiedziała się o tym z ust ówczesnego rzecznika rządu Jerzego Urbana, największego, najlepszego libertyna i sarkastycznego szydercy.

>Tacy to byli kagiebiści. Więc teraz jak im trochę w pięty poszło, nie szkodzi. Niech wiedzą jak smakuje towar, który zwykli hurtowo wciskać innym.

A szkodzi mimo Twoich Arminusie sugestii. Twojego tłumaczenia nikt nie słucha poza forumowiczami, co nie oznacza, że Europa widzi to nie tak jakbyś chciał.

>I w takiej "dywersji" Schetyny nie ma nic niebezpiecznego.

No właśnie. Dlatego też w sprawach Ukrainy Polska jest odstawiona na tor zapasowy i praktycznie już pomijana.

>Pana ostrzeżenia o zabawie "zapałkami słów" trącą operetkową histerią.

Czyżby? Ja się z tym nie zgadzam.

>Bo jakiż wybuch może nam grozić? Sądzi Pan, iż Putin zrzuci bombę atomową na Schetynę? Mentalność kagiebisty jest wcale prosta. Czuj erespekt przed zaaplikowaną siłą. Każdy przejaw strachu, niepewności, niezdecydowania odbiera jako sukces, skłaniający do następnego ofensywnego ruchu.

No to daleko jest do wybuchu?

>Co do pomysłu z Westerplatte - jest on bardzo dobry pod warunkiem, iż zaskoczy.

Niezupełnie, co potwierdzam wypowiedzią Hodży jak i moim komentarzem. Na czym to zaskoczenie może polegać? Kogo może zaskoczyć? Putina?

>Jeżeli nawet tylo część przywódców zjawi się nad Bałtykiem a nie w Moskwie to już będzie sukces. 9 maja to dla Rosjan i Putina to megafetysz, mit założycielski powojennego ZSRR i Rosji. Takie utrącenie znaczenia Moskwy bardzo mocno ich zaboli.
>I nie bójmy się tego, niech ich boli, bo sobie na to zasłużyli.

Ponieśli największe straty oraz największy ciężar prowadzenia wojny. Zaczęło się od obrony Moskwy, Stalingradu, największej chyba bitwy tej wojny, a później Kursk, największej bitwy pancernej tej wojny i zwycięstwo Anglików pod El Alamein to było nic w porównaniu do sukcesów Rosjan. Czyż nie buduje to poczucia dumy, misyjnej ważności u Rosjan? Co więc cieszysz się, że ich to zaboli?

>Westerplatte świetnie nadaje się na majowe uroczystości. Właśnie dlatego, iż tu się II wojna zaczęła.

Właśnie dlatego nie. Jak sam stwierdzasz, to był początek a nie koniec wojny. A my tu o czym mówimy? O początku wojny? Czy ostatecznym zwycięskim zakończeniu wojny?

>Dopuszczalny to schemat, iż uroczystości wieńczące jakieś zdarzenia mają miejsce tam gdzie ono się zaczęło - nie ma w tym nic niestosownego.

Przewrotna filozofia. Stara kageboska szkoła.

>Po drugie - i najważniejsze - Polska była ofiarą II wojny.

Nie tylko Polska. Podkreślam, że Związek Sowiecki poniósł o wiele większe straty w zabitych ludności cywilnej jak Polska. Także zerknij może do materiałów historycznych, była Jugosławia i Grecja.

>Jeżeli się z tym uda skończyć albo przynajmniej ograniczyć tę hucpę - tylko temu przyklasnąć.

Ileż tu emocji i jadu!


Ich bin besser als mein Ruf
22-02-2015 11:26 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>Więc tak bardzo Schetyna znów nie odbiegał od prawdy.
>Ale odbiegł o poprawności politycznej swych wypowiedzi, co raczej niezbyt dobrze świadczy o jego poprawnym wyważeniu publicznych opinii.

Schetyna powiedział prawdę, bo większość (nieco ponad połowa) w oddziałach, które były w rejonie Oświęcimia stanowili Ukraińcy. Problemem jest kontekst wypowiedzi i sposób jej sformułowania, co dostarczyło paliwa do propagandowej akcji Rosjan. Minister spraw zagranicznych kraju o takim położeniu, jak nasze, powinien teoretycznie być mistrzem dyplomacji stanowiącym ponadczasowy wzór dla wszystkich pozostałych dyplomatów świata. Tymczasem obraz sytuacji jest taki, że nasza klasa polityczna do marginalizacji Polski w obszarze gospodarczym dorzuca tę w dziedzinie polityki, a przez trwający lata korowód sejmowych prymitywów niszczy standardy współżycia społecznego, przykładając się, co już najgorsze, do degradacji Polski w wymiarze kulturowym.

>zwycięstwo Anglików pod El Alamein to było nic w porównaniu do sukcesów Rosjan.

To nie było "nic". Też stanowiło ważny składnik w obrazie całości. Poza tym cierpienia każdego rannego czy ginącego żołnierza stanowią jakość odrębną, i nie da się tego zsumować i porównywać. Ale prawdą jest, że tych cierpień Rosjanie zaznali najwięcej, nie tylko od Niemców, ale i od swoich trepów. Dlatego należy się im nasz szacunek i pamięć.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
22-02-2015 12:22 
 Ocena 3 na 3
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
> Dlatego należy się im nasz szacunek i pamięć.

Oczywiście, ale trzeba widzieć sprawy w odpowiednich proporcjach, a przedstawia się to tak, jakby Rosjanie* pokonali III Rzeszę w pojedynkę i bez niczyjej pomocy. To są oczywiste brednie. Rosjanie są tu nadal ofiarami stalinowskiej propagandy, która porażki Stalina musiała zakłamywać totalnym odchyleniem w drugą stronę - opiewaniem Stalina jako wielkiego wyzwoliciela i nieledwie zbawcy ludzkości, jedynego pogromcy III Rzeszy i Hitlera.

youtu.be/TgzrI1okwrQ

Ta stalinowska propaganda na wiele lat zrobiła ludziom wodę z mózgu. A przecież w rzeczywistości sprawy wyglądały zupełnie, ale to zupełnie inaczej. Wkład ZSRR w pokonanie III Rzeszy miał pewne znaczenie, ale decydujące było włączenie się do wojny Stanów Zjednoczonych.

*O tym, że ZSRR był państwem wielonarodowym, oczywiście przy takich okazjach nie wspomina się.


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
22-02-2015 14:42 
 Ocena 1 na 5
Arminius (25555 punktów)polityka grubej pałki
Rosja dokonała agresji na niepodległe państwo. Oderwała od niego fragment terytorium i inkorporowała go do swojego. I nadal w chwili obecnej prowadzi z tym państwem wojnę, brutalnie i cynicznie posługując się kłamstwem i prowokacją. To chyba oczywiste, nie? Kto temu zaprzeczy? W takim razie organizowanie w Rosji międzynarodowych parad z okazji 9 maja jest szczytem hipokryzji. Bo w tej chwili to Rosja zachowuje się tak, jak Niemcy hitlerowskie w 1938 - 39 roku. Wielokrotnie już porównywano to co się dzieje na Ukrainie z konferencją monachijską. ZSRR - którego dziedzicem ogłosiła się Rosja - było takim samym agresorem jak Niemcy i tak samo odpowiada za wybuch II wojny światowej. W chwili obecnej - rzecz jasna - nie można go wogóle porównać do Niemiec, bo ZSRR/Rosja nie przeprosiła za bandycki pakt Ribbentrop - Mołotow, nie wypłaciły odszkodowań, nie dokonały destalinizacji swoich instytucji i mentalności swoich obywateli. To, że później doszło do wojny między Niemcami i ZSRR jest ich wewnętrzną sprawą. Z punktu widzenia takich krajow jak Polska ( i wielu innych) nie ma to żadnego znaczenia.
Zarzucanie Schetynie iż jest politycznie niepoprawny - w obliczu putinowksiego cynizmu - jest kabotyństwem. Co jeszcze Rosja/Putin mają zrobić, żeby wreszcie dotarło do wszelkiej maści rusofili i podszytych tchórzem liberalnych psudointelektualistów, iż w przypadku obecnej Rosji językiem, która ona rozumie jest język odartej z wszelkich eufemizmów siły. Siły militarnej, politycznej ( np, storpedowanie hucpy moskiewskiej w dniu 9 maja) czy wreszcie - najważniejsze - ekonomicznej.

W praktyce powinno to oznaczać sprzedaż/dostarczenie gratis broni także ofensywnej Ukrainie, rozmieszczenie na Litwie, Łotwie i Estoni znaczących sił Nato, przygotowanie tóżnorakich opcji na wypadek rewolty cześci Rosjan w krajach nadbałtyckich (Rosjanie en mass popieraja Putina i należy zakładać, iż w krajach nadbałtyckich jest sporo jego sympatyków), w tym także masowego ich internowania i deportacji do Rosji, wielopłasczyznową blokadę ekonomiczną Rosji, z ucieknięciem się do naostrzejszych sankcji, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb i sytuacji przeciętnego Rosjanina w celu wygenerowania niepokojów społecznych w tym kraju, aktywowanie karty muzułmańskiej ( w Rosji jest liczna mniejszośc muzułmańska) dla osiągnięcia celu jak w punkcie poprzednim.

Pan zapewne znów powie, iż jest w tych propozycjach ogrom jadu? Z całą pewnością. Jednakże jeżeli ktoś chce RZECZYWIŚCIE przejąć z rąk Putina kontrolę nad sytuacją tego typu działania są bardzo potrzebne i tylko tego typu działania przyniosą konkretny skutek. Putin zaczął pierwszy, poza tym Pan zapewne wie, iz "chcącemu nie dzieje się krzywda" a będąc wychowanym w kulturze chrześcijańskiej zna Pan biblijna maksymę o tym, iż kto sieje wiatry musi się liczyć z tym, iż zbierac będzie burze.

Co do zaś majowej hucpy moskiewskiej. Zaproszono podobno na nią Kim Dzong Ila. Jeżeli tak, to robi się z tej imprezy hucpa do kwadratu. Chciałby Pan Panie Wenancjusz stać na trybunie kremlowskiej ramię w ramię z takim indywiduum jak ten koreański Stalin?
22-02-2015 15:29 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)Odp: polityka grubej pałki
>aktywowanie karty muzułmańskiej ( w Rosji jest liczna mniejszośc muzułmańska)

Za to minus. O ile z pozostałymi postulatami można się w części zgodzić, z częścią polemizować (pełna izolacja ekonomiczna Rosji to de facto to samo co blokada morska, a to już jest casus belli), to "aktywowanie karty muzułmańskiej", znając uwarunkowania rosyjskiego Zakaukazia, brzmi jak nawoływanie do wspierania terroryzmu.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
22-02-2015 15:42 
 0 na 4
Arminius (25555 punktów)terroryzm państwowy Putina
Więc proszę tego minusa wstawić. Co do zarzutu wspierania tego rodzaju terroryzmu - brzmi to dosyć komicznie na tle skali terroryzmu państwowego, uprawianego przez Putina. Oczywiście, iż byłoby jak najbardziej wskazane aby na terytorium Rosji zaczęły się dziać takie rzeczy jakie Rosjanie co dzień generują na terytorium Ukrainy zabijając tysiące ludzi. W czym problem? O to właśnie chodzi, przy czym nie miałem na myśli tylko Kaukazu. Znacznie większe możliwości w tym zakresie są na terytorium Baszkirii i Tatarstanu. Pana żachnięcie się na samą myśl wspierania terroryzmu przeciw Putinowi jak papierek lakmusowy pokazuje te cechy ludzi z zachodnioeuropejskiego kręgu kulturowego - którymi cyniczny i bezwględny Putin tak łatwo manipuluje. Chyba Pan nie sądzi, iż moralna ocena terroryzmu u Putina przypomina pańską?

Co do blokady morskiej. Nie chodziło mi o blokadę morską. W chwili obecnej są inne instrumenty, z zakresu - na przykład - manipulacji i spekulacji wirtualnym pieniądzem - którymi rozkłada się państwo na łopatki. Trzeba tylko bardzo chcieć.
Wenancjusz (16441 punktów)Odp: A może jednak w Berlinie?
>   Ostatnie wydarzenia na Ukrainie, ale i nad Kornwalią, nad którą swoje kolejne rendez-vous mieli
>piloci RAF-u i Federacji Rosyjskiej, wraz z nasilającymi się obawami o możliwe rozszerzenie
>rosyjskiej agresji na republiki nadbałtyckie sprawiają, że cały świat z niepokojem obserwuje kolejne

>   W tej medialnej atmosferze, nasyconej niebezpiecznymi emocjami niczym oparami benzyny, pojawiają
>się jednak politycy, którzy nie bacząc na okoliczności zaczynają bawić się zapałkami słów. Po
>dziwnych historycznych odkryciach ministra Schetyny przyszły kolejne nowości, tym razem mające
>postać konstruktywnej opozycji względem moskiewskich obchodów 70-tej rocznicy zakończenia II wojny
>światowej, podważające konieczność ich lokalizacji akurat w Moskwie, skoro Związek Radziecki nie był
>jedyną stroną biorącą udział w tym zbrojnym konflikcie; poza nim, jak wiadomo, w wojnie tej walczyła
>również Wielka Brytania (tu propozycja - Londyn), Francja (odpowiednio - Paryż) no i, rzecz jasna,
>Niemcy.
>   Opcja, zaproponowana przez prezydenta, aby światowe uroczystości rocznicowe przenieść na
>Westerplatte nie wytrzymuje starcia z kandydaturą Berlina gdyż, jakkolwiek słusznie prezydent
>zauważył, że na Westerplatte wojna się zaczęła, to, po pierwsze, nie zaczęła się tam dla Związku
>Radzieckiego, a po drugie i najważniejsze, właśnie że się zaczęła, a nie skończyła, a skończyła się
>w Berlinie. Westerplatte w kontekście tej rocznicy może być przez niektórych odbierane jako
>bezczelna próba odwrócenia strzałki czasu, według której biegnie tor dziejów Europy.
I w tym jest cała istota sprawy. Rosjanie okupili zwycięstwo niesamowitymi stratami w "sile żywej", co wg nich, upoważnia do świętowania dnia podpisania kapitulacji w Moskwie. To jednak, co nie w smak niektórym nowym historykom, Rosjanie gonili Niemców ( co dyskretnie, kanałami dyplomatycznymi, koalicjanci dawali znak niezadowolenia bo Rosjanie mogli samodzielnie zająć Berlin, tak szybko się posuwali) i to na nich spoczywa chwała zwycięzcy. Polacy byli tylko nikłą asystą, bo na więcej nie pozwolił Stalin. Byli raczej jako narzędzie propagandy, co nie umniejsza niezwykłej ofiarności i woli walki. Polski nie wyzwoliła żadna AK czy ZWZ ani Anders, mimo szczerych chęci historyków. A że później "zapomnieli" wycofać swoich wojsk na co przystał zachód, to było tylko przypieczętowanie prawa do zdobyczy wojennych dla uznania zwycięzcy. Austria po wojnie była pod okupacją wojsk sowieckich do 1955 roku. Naciski o wycofanie wojsk ze strony zachodniej były jednak w tym przypadku zdecydowane, bo Austria nie była brana pod uwagę w jałtańskim porozumieniu o przyszłym, powojennym podziale strefy wpływów. Wycofali swoje wojska, ale tylko do Czechosłowacji. Akt bezwarunkowej kapitulacji podpisywał kto jak nie marszałek Żukow jako reprezentant koalicji antyhitlerowskiej. W uznaniu czego? Rosjanie więc (dzięki też i propagandzie) czują się zlekceważeni. A pomysł Westerplatte jest nieszczęśliwy i tylko może mieć wpływ na i tak coraz gorsze stosunki z Rosją.
>   Ale pomysł, by takie obchody miały miejsce w Berlinie właśnie, ma pewien głęboki, podparty
>historią sens. Jedynym jego mankamentem wydaje się być to, że do tego rozwiązania najmniej
>przekonani są sami Niemcy, którzy chyba woleliby tę imprezę przeżywać w pewnym oddaleniu od swojej
>stolicy i do uczestnictwa w niej oddelegować jedynie znikomy procent społeczeństwa.
>   Można podejrzewać zatem, że pomysł ten nieopatrznie sformułowany przez naszego prezydenta i
>puszczony na falach eteru w świat zaczął żyć własnym życiem i, niestety, zwrócił uwagę gospodarza
>Kremla, który, chociaż tego jeszcze głośno nie mówi, wespół ze swoimi współpracownikami przemyśliwa
>go bardzo poważnie. Nie bez znaczenia jest przy tym fakt, że Władimir Władimirowicz zna Niemcy
>bardzo dobrze, a językiem niemieckim posługuje się biegle, zarówno w mowie, jak i piśmie, na tyle
>biegle, by móc się porozumiewać bez tłumaczy, nawet przysięgłych.
>   Co zrozumiałe, raczej trudno oczekiwać, by już w tym roku cały program rocznicowych uroczystości
>udało się przenieść pod Bramę Brandenburską, gdyż wymagałoby to wielu przygotowań i wcześniejszych
>ustaleń, na które nie ma teraz czasu, ale już w przyszłym roku mogłoby to być możliwe, zaś defilada
>Armii Czerwonej na Alei Karola Marksa z pewnością przyciągnie tłumy Berlińczyków, którzy będą
>radośnie witać swoich wyzwolicieli i gorąco wiwatować na cześć władz partyjnych i państwowych
>Niemieckiej Republiki Demokratycznej i bratniego Związku Radzieckiego.
Rzeczywiście jest problem. Świętowanie zwycięstwa kojarzy się automatycznie w takim przypadku z nowym zniewoleniem części Niemiec. Zostawmy więc to co się stało po wojnie. Mówimy o świętowaniu zwycięstwa nad hitleryzmem. Jeśli Moskwa zaczyna nagle nie pasować, to jedynym miejscem widzę Berlin, a już nie na pewno Westerplatte.


Ich bin besser als mein Ruf
22-02-2015 12:08 
 Ocena 3 na 3
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Błagam, łaski, zlituj się! To że radzieckich żołnierzy tyle zginęło na froncie, to nie jest żaden tytuł do chwały, tylko świadczy o tym, jak nędznie wyposażona i jak słabo dowodzona była ta armia. To, że Stalin przed wojną trochę za głęboko wyczyścił korpus oficerski, to nie jest żaden czarny PR, ale znane fakty. Zapóźnienie technologiczne ZSRR to też żaden sekret. To, że ZSRR dostał olbrzymią pomoc od Stanów Zjednoczonych Ameryki a także od Wielkiej Brytanii, dzięki której był w ogóle w stanie prowadzić tę wojnę, to też nie jest żadna tajemnica, podobnie jak to, że do zakończenia wojny w Europie ZSRR nie był w stanie prowadzić na Dalekim Wschodzie jakiejkolwiek wojny z Japonią.

Rocznica zakończenia II wojny światowej powinna być świętowana w Waszyngtonie, bo to Stany Zjednoczone wygrały tę wojnę. Warto tylko przypomnieć, że dla Amerykanów II wojna światowa zakończyła się 15 sierpnia 1945, gdy cesarz Hirohito ogłosił kapitulację Japonii.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
22-02-2015 20:10 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
> Rocznica zakończenia II wojny światowej powinna być świętowana w Waszyngtonie, bo to Stany Zjednoczone wygrały tę wojnę.

Nie ma co rozpatrywać tematu na poziomie państw. Ofiara życia każdego żołnierza jest jednakowo ważna, czy to był Amerykanin, Rosjanin, Polak, Żyd, Brytyjczyk, Francuz czy przedstawiciel którejkolwiek z kilkunastu innych nacji walczących po stronie koalicji antyhitlerowskiej. A co do miejsca, to rzeczywiście, Berlin wybija się tu na najdogodniejszą lokalizację, chociaż ta pamięć jest dla Niemców wciąż przykra.

Dlatego może warto im przypomnieć słowa T. S. Eliota:

Wer vor seiner Vergangenheit flieht, verliert immer das Rennen.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Nie ma co rozpatrywać tematu na poziomie państw.

Ależ wprost przeciwnie. Największy wkład w pokonanie państw Osi miały przecież Stany Zjednoczone.

>Ofiara życia każdego żołnierza jest jednakowo ważna, czy to był Amerykanin, Rosjanin, Polak, Żyd, Brytyjczyk, Francuz czy przedstawiciel którejkolwiek z kilkunastu innych nacji walczących po stronie koalicji antyhitlerowskiej.

Jest to w pewnym sensie prawda, ale żołnierz lepiej wyćwiczony, lepiej wyposażony, dobrze dowodzony i korzystający z szerokiego wsparcia towarzyszy broni z innych formacji - równie dobrze wyszkolonych, wyposażonych i dobrze dowodzonych, ma jednak znacznie wyższą wartość bojową niż ten niewyszkolony, niewyposażony i fatalnie dowodzony. Prawda jest taka, że nawet wojska brytyjskie, najbardziej wartościowe spośród wojsk państw alianckich, nie mogły się pod tym względem równać z wojskami Stanów Zjednoczonych. Prawdą jest też, że gen Eisenhower był najwybitniejszym dowódcą tej wojny po stronie aliantów, choć na tę jego wybitność pracowało całe doskonałe zaplecze - technologiczne i organizacyjne, jakie zapewniał mu jego kraj, czyli Stany Zjednoczone Ameryki.

>A co do miejsca, to rzeczywiście, Berlin wybija się tu na najdogodniejszą lokalizację, chociaż ta pamięć jest dla Niemców wciąż przykra.

A moim zdaniem - tylko Waszyngton!

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
Hodża (11172 punktów)
>Jest to w pewnym sensie prawda, ale żołnierz lepiej wyćwiczony, lepiej wyposażony, dobrze dowodzony i korzystający z szerokiego wsparcia towarzyszy broni z innych formacji - równie dobrze wyszkolonych, wyposażonych i dobrze dowodzonych, ma jednak znacznie wyższą wartość bojową niż ten niewyszkolony, niewyposażony i fatalnie dowodzony. Prawda jest taka, że nawet wojska brytyjskie, najbardziej wartościowe spośród wojsk państw alianckich, nie mogły się pod tym względem równać z wojskami Stanów Zjednoczonych.

Yea.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Yea.

Yeah!

commons.wi(*)_military_officials,_1945.JPEG

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
23-02-2015 09:32 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>Yea.
>Yeah!
>commons.wi(*)_military_officials,_1945.JPEG

Tora! Tora! Tora!

Czyli parę godzin i nie ma Pearl Harbor

Według planów Westerplatte miało bronić się przez sześć godzin, a w rzeczywistości broniło się aż 7 dni
23-02-2015 15:00 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Według planów Westerplatte miało bronić się przez sześć godzin, a w rzeczywistości broniło się aż 7 dni.

Po co, skoro i tak na jedno wyszło?

>Czyli parę godzin i nie ma Pearl Harbor

Różnie o tym gadają.

youtu.be/s75W5t5aaws

Oczywiście, to dość kontrowersyjna teza, że rząd Stanów Zjednoczonych specjalnie dopuścił do japońskiego ataku na Pearl Harbor, by wciągnąć swój kraj do wojny. Wymagałoby to dalekosiężnego, strategicznego myślenia. Czy w rządzie Stanów Zjednoczonych Ameryki były wówczas osoby do tego zdolne? He he he...
www.pagran(*)lam/presidents/froosevelt.html

Ale to tylko plotki. He he he...
en.wikiped(*)nited_States_(reverse).svg


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
23-02-2015 15:19 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>Według planów Westerplatte miało bronić się przez sześć godzin, a w rzeczywistości broniło się aż 7 dni.
>Po co, skoro i tak na jedno wyszło?

No tak. Mogli się poddać. Wojna skończyła się w 45. Dziwne. Ja bym poczekał te 5-6 lat....gdzieś

Szkoda że sojusznicy nas olali. Może by warto było czekać?
A jak olali pokazał niedawno dokument "Ciemności skryją ziemię"

>>Czyli parę godzin i nie ma Pearl Harbor
>Różnie o tym gadają.

Sztuka jest sztuka.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Sztuka jest sztuka.

Roosevelt był z pewnością wielkim sztukmistrzem, ale nawet jeśli, to działał w dobrej wierze - musiał ratować całą zachodnią cywilizację. Wobec takiej stawki nie mógł się uchylić.


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
23-02-2015 15:25Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Oczywiście, to dość kontrowersyjna teza, że rząd Stanów Zjednoczonych specjalnie dopuścił do japońskiego ataku na Pearl Harbor, by wciągnąć swój kraj do wojny. Wymagałoby to dalekosiężnego, strategicznego myślenia. Czy w rządzie Stanów Zjednoczonych Ameryki były wówczas osoby do tego zdolne? He he he...


"Zabawne" słyszałem to ostatnio. Ale nie podejmuję się analizy tego zagadnienia.

To takie WTC tamtych czasów.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>To takie WTC tamtych czasów.

Oj tam, od razu WTC.

en.wikipedia.org/wiki/RMS_Lusitania#Conspiracies


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
23-02-2015 15:42 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>To takie WTC tamtych czasów.
>Oj tam, od razu WTC.
>en.wikipedia.org/wiki/RMS_Lusitania#Conspiracies

Oj tam. Nie dziwię się w każdym prawie filmie są porywani jako pierwsi przez obcych
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Oj tam. Nie dziwię się w każdym prawie filmie są porywani jako pierwsi przez obcych

Obcy są wśród nas, ale starają się nie wyróżniać. Można ich jednak rozpoznać po pewnych znakach. Ale to teorie spiskowe. Kto by tam brał to na poważnie?
gwmemorial.org/


"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
23-02-2015 16:18 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>>Oj tam. Nie dziwię się w każdym prawie filmie są porywani jako pierwsi przez obcych
>Obcy są wśród nas, ale starają się nie wyróżniać. Można ich jednak rozpoznać po pewnych znakach. Ale to teorie spiskowe. Kto by tam brał to na poważnie?
>gwmemorial.org/

E tam. Taki znak masz na nodze powyżej kostki mniej więcej 1/3 od kostki do kolana.
Na lewej albo na prawej.
Ja mam.
uprowadzenia.cba.pl/

To efekt uprowadzenia przez UFOnautów
Fakt, że każda osoba na Ziemi jest systematycznie uprowadzana do UFO, uświadamia nam iż technicznie wysoko zaawansowane, chociaż moralnie podupadłe, cywilizacje kosmiczne prowadzą na naszej planecie rabunek na iście kosmiczną skalę, jaki niestety umykał dotychczas uwadze ludzi. Ponadto ujawnia on, że na przekór prowadzenia tej eksploatacji przez około 40 000 lat (patrz podrozdział V3), jak dotychczas te pasożytnicze cywilizacje odnoszą pełny sukces w całkowitym ukrywaniu faktu i rozmiarów tej eksploatacji, oraz we wmanipulowywaniu ziemskiej opinii publicznej nakazu niezwracania uwagi na jej objawy.

No dobra...z blogu Prof. dr inż. Jan Pająka.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Fakt, że każda osoba na Ziemi jest systematycznie uprowadzana do UFO, uświadamia nam iż technicznie wysoko zaawansowane, chociaż moralnie podupadłe, cywilizacje kosmiczne prowadzą na naszej planecie rabunek na iście kosmiczną skalę, jaki niestety umykał dotychczas uwadze ludzi.

Oj tam, od razu upadłe! Po prostu wyzbyte pewnych szkodliwych przesądów i emocjonalnych ograniczeń.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
farmer (22440 punktów)
>>Fakt, że każda osoba na Ziemi jest systematycznie uprowadzana do UFO, uświadamia nam iż technicznie wysoko zaawansowane, chociaż moralnie podupadłe, cywilizacje kosmiczne prowadzą na naszej planecie rabunek na iście kosmiczną skalę, jaki niestety umykał dotychczas uwadze ludzi.
>Oj tam, od razu upadłe! Po prostu wyzbyte pewnych szkodliwych przesądów i emocjonalnych ograniczeń.

Proponuje zrobić koniec bo szkoda tego wątku na te pierdoły. Ja kończę.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Proponuje zrobić koniec bo szkoda tego wątku na te pierdoły. Ja kończę.

Jasne.
Stary chwyt. Ja się na to nie nabiorę.
A 70. rocznicę zakończenia WW2 świętujmy oczywiście w Waszyngtonie, bo niby gdzie?

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
farmer (22440 punktów)
>>Proponuje zrobić koniec bo szkoda tego wątku na te pierdoły. Ja kończę.
>Jasne.
>Stary chwyt. Ja się na to nie nabiorę.
>A 70. rocznicę zakończenia WW2 świętujmy oczywiście w Waszyngtonie, bo niby gdzie?

W Rzeszowie.

Polsce się to należy jak psu buda.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>W Rzeszowie.
Niech ma!

>Polsce się to należy jak psu buda.
Niech!

Aby jednak, by - jak mawiają - i wilk był syty, i owca cała, można po wstępnym świętowaniu w Rzeszowie polecieć na główne obchody do Waszyngtonu. Rzeszów ma podobno świetne połączenia lotnicze ze Stanami.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365