Racjonalista - Strona głównaDo treści
Psychologia ewolucyjna a moralna odpowiedzialność zwierząt

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-06-2015 15:48Grimar (1210 punktów)Psychologia ewolucyjna a moralna odpowiedzialność zwierząt
Ocena 1 na 1
Czołem!

Psychologia ewolucyjna już od dawna wzięła na warsztat badanie moralnych zachowań ludzkich pod kątem funkcji jakie spełniają w doborze naturalnym oraz płciowym. W ramach tego psycholodzy ewolucyjni doszukują się zachowań - które zwykliśmy określać moralnymi - również u niektórych zwierząt.

Psychologia ewolucyjna jest w tym wątku jedynie punktem wyjścia, natomiast pytanie będzie stricte filozoficzne:

Skoro obserwujemy zachowania moralne również u niektórych zwierząt, to czy możemy mówić o odpowiedzialności moralnej zwierząt? Jeśli tak, to w jakim zakresie i z jakimi zastrzeżeniami. A może możliwe są moralne zachowania bez moralnej odpowiedzialności? Jeśli tak, to w jakich warunkach?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

finerbijk (17282 punktów)
>Skoro obserwujemy zachowania moralne również u niektórych zwierząt, to czy możemy mówić o
>odpowiedzialności moralnej zwierząt?
Zwierzęta niewątpliwie wykazują zachowania moralne, zwykle pies dobrze wie, że kiedy się zsika w domu, to zrobił źle, na co wskazuje jego zachowanie.

>Jeśli tak, to w jakim zakresie i z jakimi zastrzeżeniami. A
>może możliwe są moralne zachowania bez moralnej odpowiedzialności? Jeśli tak, to w jakich warunkach?
W takim zakresie, w jakim zwierzę pozostaje pod naszą kontrolą. Należałoby tu rozgraniczyć na zwięrzęta udomowione od dzikich, ze zwierzętami udomowionymi mamy pewną niepisaną "umowę", wiedzą czego od nich oczekujemy, i wiedzą czego się mogą spodziewać od nas. Natomiast, z dzikimi to kwestia w dużym stopniu przypadku, jak te interakcje mogą przebiegać. Moralność obowiązuje tylko w stadzie, poza nim wszystko jest możliwe i dopuszczalne. Zarówno w stadzie ludzkim, jak i zwierzęcym czy mieszanym.
Grimar (1210 punktów)
>>Skoro obserwujemy zachowania moralne również u niektórych zwierząt, to czy możemy mówić o
>>odpowiedzialności moralnej zwierząt?
>Zwierzęta niewątpliwie wykazują zachowania moralne, zwykle pies dobrze wie, że kiedy się zsika w domu, to zrobił źle, na co wskazuje jego zachowanie.
>>Jeśli tak, to w jakim zakresie i z jakimi zastrzeżeniami. A
>>może możliwe są moralne zachowania bez moralnej odpowiedzialności? Jeśli tak, to w jakich warunkach?
>W takim zakresie, w jakim zwierzę pozostaje pod naszą kontrolą. Należałoby tu rozgraniczyć na zwięrzęta udomowione od dzikich, ze zwierzętami udomowionymi mamy pewną niepisaną "umowę", wiedzą czego od nich oczekujemy, i wiedzą czego się mogą spodziewać od nas. Natomiast, z dzikimi to kwestia w dużym stopniu przypadku, jak te interakcje mogą przebiegać. Moralność obowiązuje tylko w stadzie, poza nim wszystko jest możliwe i dopuszczalne. Zarówno w stadzie ludzkim, jak i zwierzęcym czy mieszanym.

To, że zwierzęta wykazują między sobą zachowania, które w relacjach międzyludzkich uznawane były od dawna za moralne, jest aksjomatem w tej dyskusji. Ale pytanie jest inne: skoro doszukujemy się zachowań moralnych wśród zwierząt, to czy istnieje MORALNA ODPOWIEDZIALNOŚĆ wśród nich?
01-06-2015 18:02 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Ale pytanie jest inne: skoro doszukujemy się zachowań moralnych wśród zwierząt, to czy istnieje MORALNA ODPOWIEDZIALNOŚĆ wśród nich?

Wydaje mi się, że pytanie jest bezprzedmiotowe z uwagi na związek zachodzący między pojęciami "odpowiedzialność" i "obowiązek" (jeśli wierzyć słownikowi j. polskiego PWN), który implikuje istnienie pewnego uświadomionego kanonu postępowań i zasad, wedle których można by dokonywać tego rodzaju ocen. Z pewnością małpą ratującą swojego współplemieńca nie kieruje "poczucie obowiązku" wynikające z jakiejkolwiek refleksji moralnej tylko zwykły instynkt. W tym sensie "obowiązek" jest tu tylko podporządkowaniem prawom natury, zatem i o żadnej odpowiedzialności innej, niż tylko owe spontaniczne emocje nie można mówić.

Nie spełniamy obowiązku podporządkowania się prawu grawitacji.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Grimar (1210 punktów)
Jest dużo prawdy w tym, co piszesz. Tak więc pytanie czy te zachowania zwierząt możemy nazywać moralnymi czy raczej "moralnymi"? A może w ogóle powinno się zrezygnować z tego predykatu w tym kontekście i potraktować te zachowania jako należące do innego porządku (jakiego?).

Szukamy w świecie zwierząt zachowań analogicznych do naszych. Oprócz takich zachowań jak np. zabijanie, znajdują się także zachowania wśród zwierząt, które - gdy występują w relacjach międzyludzkich - określamy jako moralne. Ale czy przez to te zachowania zwierząt stają się moralne?
01-06-2015 20:43 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Szukamy w świecie zwierząt zachowań analogicznych do naszych. Oprócz takich zachowań jak np. zabijanie, znajdują się także zachowania wśród zwierząt, które - gdy występują w relacjach międzyludzkich - określamy jako moralne. Ale czy przez to te zachowania zwierząt stają się moralne?

To chyba kwestia terminologii. Nie powinniśmy dokonywać upgrade'u struktury przyrody do słownika odzwierciedlającego strukturę naszych idei, szczególnie tych "moralnych". Moralność nie należy do przyrody, ale jest abstrakcją wygenerowaną przez jeden z jej najbardziej skomplikowanych wytworów, którym jest system nerwowy niektórych ludzi.

Co nie zmienia postaci rzeczy, że obserwacje przyrodnicze pozwalają na wniosek, że etyka powinna być traktowana jak nauka przyrodnicza, tj. że prawa przyrody kodują zachowania etyczne i etyka posiada obiektywne prawa, które mogą być odkrywane. Do tego i dla ich zrozumienia potrzebne jest jednak zrezygnowanie z paradygmatu dualizmu materia(ciało)-duch a ten, na co tu wskazywało paru bardziej ode mnie kompetentnych Użytkowników, w dziedzinach pokrewnych psychologii chyba nie tylko w Polsce trzyma się całkiem mocno.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Spring (1174 punktów)

>To chyba kwestia terminologii. Nie powinniśmy dokonywać upgrade'u struktury przyrody do słownika odzwierciedlającego strukturę naszych idei, szczególnie tych "moralnych".
>Moralność nie należy do przyrody, ale jest abstrakcją wygenerowaną przez jeden z jej najbardziej skomplikowanych wytworów, którym jest system nerwowy niektórych ludzi.

Również uważam, że moralność jest wytworem ludzkim. Jednak w przyrodzie istnieje zbliżona cecha - poprawność (przejawiająca się w skutkach postępowania). Systemy moralne tworzone przez ludzi jak najbardziej mogą opierać się na niej.

> Do tego i dla ich zrozumienia potrzebne jest jednak zrezygnowanie z paradygmatu dualizmu materia(ciało)-duch
Chciałbym zapytać, dlaczego?

----
Co do zwierząt, to wydaje mi się, że wymagać odpowiedzialności można tylko od kogoś, kto jest w stanie zrozumieć i ocenić własne postępowanie (zwierzęta tego nie potrafią), w innym przypadku mówimy o karze za nieposłuszeństwo bez zrozumienia istoty lub po prostu o wyizolowaniu lub usunięciu zagrażającego osobnika.
02-06-2015 09:56 
 Ocena 1 na 1
Grimar (1210 punktów)
>Co nie zmienia postaci rzeczy, że obserwacje przyrodnicze pozwalają na wniosek, że etyka powinna być traktowana jak nauka przyrodnicza, tj. że prawa przyrody kodują zachowania etyczne i etyka posiada obiektywne prawa, które mogą być odkrywane.

Kategorycznie się z tym nie zgadzam. Wyjaśnij proszę w jaki sposób nauka empiryczna miałaby odkrywać moralne normy, a nie tylko szukać analogii w zachowaniach ludzi i zwierząt i badać funkcję tych zachowań w kontekście funkcjonowania zbiorowości/stada?
Nauka może formułować twierdzenia warunkowe (np. "jeśli chcesz wyleczyć się z grypy, rób tak, a tak"), ale nie jest to samo co sformułowanie moralnej powinności.

Wydaje mi się, że pomyliłeś przyczynę z skutkiem. Podchodząc do badania zwierząt w kontekście zachowań moralnych, przynosimy już gotowy zbiór zachowań, które określamy jako moralne i dopiero wtedy zaczynamy poszukiwać tych zachowań wśród zwierząt. A nie jest tak, że dopiero badając zwierzęta odkrywamy co jest moralne, a co nie. Zwierzęta nie tylko sobie pomagają, ale także wzajemnie się zabijają (co też ma swoją funkcję adaptacyjną w stadzie), ale jednak to pomaganie uznaliśmy wśród nich za moralne. Dlaczego?

Wymień mi choć jedną normę moralną, odkrytą przez naukę empiryczną (a nie przez refleksję filozoficzną inspirowaną wynikami badań naukowych), której nie znaliśmy przed owym rzekomym odkryciem. Jestem pewny, że takiej nie wykażesz.
Hodża (11172 punktów)
>>Co nie zmienia postaci rzeczy, że obserwacje przyrodnicze pozwalają na wniosek, że etyka powinna być traktowana jak nauka przyrodnicza, tj. że prawa przyrody kodują zachowania etyczne i etyka posiada obiektywne prawa, które mogą być odkrywane.
>Kategorycznie się z tym nie zgadzam. Wyjaśnij proszę w jaki sposób nauka empiryczna miałaby odkrywać moralne normy, a nie tylko szukać analogii w zachowaniach ludzi i zwierząt i badać funkcję tych zachowań w kontekście funkcjonowania zbiorowości/stada?

Gwoli ścisłości - nauka może i powinna badać w pierwszym rzędzie, skąd biorą się normy zachowań u zwierząt i ludzi, nie tylko tych uważanych za "moralne". Jest to szersza kategoria zjawisk niż tylko te, które tradycyjnie leżą w domenie zainteresowań etyki. Otóż psychologia ewolucyjna wytycza jak się zdaje kierunki możliwych dociekań. Należałoby tu się wgłębić w obszerną literaturę tematu, poprzestanę tylko na tym, co zapamiętałem z przypadkowych lektur rozproszonych po różnych popularnych artykułach.

Otóż to wszystko, co tradycyjnie postrzegamy jako zachowania nacechowane etycznie odnosi się zasadniczo do kontekstu społecznego funkcjonowania osobnika (chociaż, rzecz jasna, istnieją też normy potępiające czyny szkodliwe zwrotnie, jak np. samobójstwo czy samookaleczanie). Tu wchodzi mało wykorzystywane instrumentarium nieco zapomnianej, czy może pomijanej nauki - analizy systemowej - w której wszelkie zbiorowiska społeczne przedstawiane być mogą jako pewne systemy o dynamice dającej się ująć w ścisłych, matematycznych formułach. I chociaż nie są one wywodzone wprost z właściwości niższego rzędu (np. chemicznych czy fizycznych) to pozwalają na domniemanie, że statystycznie rzecz ujmując, wszelkie normy etyczne są po prostu przejawem działania homeostazy układów społecznych, która polega na takiej samoregulacji, która pozwala na osiągnięcie przez ten układ stanu równowagi.

I stąd to takie proste reguły, jak choćby "zasada wzajemności" (której szczególną wersją jest "prawo talionu") wykształciły się nie za sprawą boskiego Objawienia, ale w swej istocie prostych, uniwersalnych matematycznych symetrii wynikających z braku względu praw fizyki na osobę. Postrzeganie tego w kategoriach metafizyki jest jeszcze jednym przykładem złudzeń poznawczych, z którymi ludzkość boryka się od swego zarania, a których przezwyciężanie jest najlepszym probierzem postępu wiedzy.

>Nauka może formułować twierdzenia warunkowe (np. "jeśli chcesz wyleczyć się z grypy, rób tak, a tak"), ale nie jest to samo co sformułowanie moralnej powinności.

Owszem, ale może takie powinności sugerować: jeśli nie chcesz, żeby ktoś ci wyrządził krzywdę, nie czyń krzywdy innym; jeśli oczekujesz, by inni ci pomogli, bądź sam chętny pomagać. Otóż nauka może podać uzasadnienia racjonalności takich oczekiwań, wskazując
jednocześnie na zbiór reguł, dzięki którym ludzie wzajem siebie nie będą bezrozumnymi bestiami, tylko rozumnymi ludźmi właśnie, ograniczając cierpienia, których nader często źródłem są zwierzęce instynkty i sterowana hormonalnie agresja.

>Podchodząc do badania zwierząt w kontekście zachowań moralnych, przynosimy już gotowy zbiór zachowań, które określamy jako moralne i dopiero wtedy zaczynamy poszukiwać tych zachowań wśród zwierząt. A nie jest tak, że dopiero badając zwierzęta odkrywamy co jest moralne, a co nie.

Tak i właśnie napisałem, że nie powinniśmy używać języka "wysokiego poziomu" do opisywania mechaniki świata, której daleką pochodną jest coś, co subiektywnie postrzegamy jako "dobro". "Moralne" rozumiem jako ekwiwalent pojęcia "dobre": czyli takie, które pozwala żyć, przeżyć i tego nie żałować.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-06-2015 16:38 
 Ocena 2 na 2
Grimar (1210 punktów)
>Gwoli ścisłości - nauka może i powinna badać w pierwszym rzędzie, skąd biorą się normy zachowań u zwierząt i ludzi, nie tylko tych uważanych za "moralne". Jest to szersza kategoria zjawisk niż tylko te, które tradycyjnie leżą w domenie zainteresowań etyki. Otóż psychologia ewolucyjna wytycza jak się zdaje kierunki możliwych dociekań. Należałoby tu się wgłębić w obszerną literaturę tematu, poprzestanę tylko na tym, co zapamiętałem z przypadkowych lektur rozproszonych po różnych popularnych artykułach.

Tak, zgoda. Znam zagadnienia psychologii ewolucyjnej, wiem czego ona dotyka. Czym innym jest wykazanie jak w drodze ewolucyjnej wykształciły się zachowania uznawane przez nas za moralne i jakie funkcje spełniają w zbiorowiskach, a czym innym jest "odkrycie" norm moralnych, formułowanie moralnych powinności. Innymi słowy: z faktu, że ludzie zachowują się w sposób X, nie wynika, że zachowywanie się w sposób X jest moralne. Błąd naturalistyczny się kłania.

Tak jak napisałeś, psychologia ewolucyjna wyznacza pewne kierunki dociekań. W kontekście etyki stanowi wyzwanie dla dociekać filozoficznych, które operują inną aparaturą niż nauka empiryczna.

>I stąd to takie proste reguły, jak choćby "zasada wzajemności" (której szczególną wersją jest "prawo talionu") wykształciły się nie za sprawą boskiego Objawienia

To prawda, każde nasze zachowanie ma naturalistyczny rodowód. Latającego Potwora Spagetti nie ma co do tej dyskusji mieszkać.

>>Nauka może formułować twierdzenia warunkowe (np. "jeśli chcesz wyleczyć się z grypy, rób tak, a tak"), ale nie jest to samo co sformułowanie moralnej powinności.
>Owszem, ale może takie powinności sugerować: jeśli nie chcesz, żeby ktoś ci wyrządził krzywdę, nie czyń krzywdy innym; jeśli oczekujesz, by inni ci pomogli, bądź sam chętny pomagać. Otóż nauka może podać uzasadnienia racjonalności takich oczekiwań

Nauka może dać praktyczne wskazówki co do środków niezbędnych aby uzyskać określony cel. Nie wskazuje jednak swoimi narzędziami, który z tych celów jest moralny. Nauka zajmuje się moralnością w sposób opisowy, a nie normatywny.

>"Moralne" rozumiem jako ekwiwalent pojęcia "dobre": czyli takie, które pozwala żyć, przeżyć i tego nie żałować.

Wychodzi na to, że utożsamiasz pojęcie moralnego dobra z pożytecznością dla danego organizmu (lub jakiejś puli genetycznej). Proszę pamiętać, że korzystny dla danej puli genetycznej okazywał się także nepotyzm, eksterminacje innych grup w celu zdobycia dóbr naturalnych i terenów łowieckich, czy też rozprzestrzenianie puli genowej poprzez gwałty na kobietach z innego plemienia/wioski/grupy etnicznej. Przy dobrych wiatrach można praktycznie każde nasze sposoby zachowania, "ewolucyjne nawyki", uznać jako adaptacyjne, z tego tylko tytułu, że przeszły przez sito selekcji (a więc okazały się przydatne do przeżycia). Nie muszę dodawać, że są wśród nich zachowania uchodzące za niemoralne.

Ponawiam pytanie:
jaką nieznaną wcześniej moralną normę odkryła nauka empiryczna swoimi metodami?
02-06-2015 22:33 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Czym innym jest wykazanie jak w drodze ewolucyjnej wykształciły się zachowania uznawane przez nas za moralne i jakie funkcje spełniają w zbiorowiskach, a czym innym jest "odkrycie" norm moralnych, formułowanie moralnych powinności. Innymi słowy: z faktu, że ludzie zachowują się w sposób X, nie wynika, że zachowywanie się w sposób X jest moralne. Błąd naturalistyczny się kłania.

Nie podchodzę do tego w taki sposób: nauka moim zdaniem jest władna podać przekonywające objaśnienie tego, czym - w perspektywie naturalnych procesów samoregulacji populacji - jest sam "instynkt moralny". W momencie, w którym uznamy tę kompetencję nauki, zbyteczne staje się owo rozróżnienie na to, co jest, i to, co zdaniem niektórych powinno być. Mówiąc krótko - możemy (jako ludzie pokładający ufność w metodzie naukowej) wskazać funkcję moralności, co prowadzi nieuchronnie do podania jej naturalistycznej definicji.

>Nauka może dać praktyczne wskazówki co do środków niezbędnych aby uzyskać określony cel. Nie wskazuje jednak swoimi narzędziami, który z tych celów jest moralny. Nauka zajmuje się moralnością w sposób opisowy, a nie normatywny.

Owszem, ale jeśli przyjmiemy, iż domyślnym normatywem każdego żywego organizmu zapisanym w jego genetycznym oprogramowaniu jest pragnienie życia i to życia możliwie w danych warunkach "dobrego" (tj. takiego, w którym najważniejsze potrzeby są zaspokojone), widzimy, że możemy sobie pozwolić na rezygnację z odwoływania się do dziedziny pozwalającej na tworzenie norm. Myślę ponadto, że poprzestanie na tym dość redukcjonistycznym, biologicznym poziomie może doprowadzić do zaskakujących wniosków, dotyczących tych norm etycznych, których zwykle nie wiąże się wprost z naszym instynktem zachowania życia.

>>"Moralne" rozumiem jako ekwiwalent pojęcia "dobre": czyli takie, które pozwala żyć, przeżyć i tego nie żałować.
>Wychodzi na to, że utożsamiasz pojęcie moralnego dobra z pożytecznością dla danego organizmu (lub jakiejś puli genetycznej).

Poniekąd taką właśnie rolę pełnią wszystkie powszechnie uznawane normy etyczne - jeśli znasz jakieś, które nie wpisują się w ten szablon, proszę o przykłady

>Proszę pamiętać, że korzystny dla danej puli genetycznej okazywał się także nepotyzm,

Nie zawsze i nie na długą metę. Można by tu poszukać przykładów dowodzących, że nepotyzm, prowadząc do powstawania izolowanych sub-populacji (np. arystokracji) prowadzi w końcu do degeneracji w wyniku chowu wsobnego. Oczywiście to, co jest dobre na krótką metę, nie zawsze jest takim w perspektywie długoterminowej.

>eksterminacje innych grup w celu zdobycia dóbr naturalnych i terenów łowieckich,

Człowiek dokonał eksterminacji niezliczonych gatunków zwierząt i roślin - ten fakt dość rzadko podlega refleksji etycznej. Natomiast takie same działania wobec innych grup ludzkich prędzej czy później prowadzą do kontrakcji, a więc - globalny bilans może okazać się bardzo niekorzystny dla puli genetycznej morderców.

>czy też rozprzestrzenianie puli genowej poprzez gwałty na kobietach z innego plemienia/wioski/grupy etnicznej.

Cóż, to wszystko, o czym tu piszesz, to przecież cały czas materiał, na którym ludzie budowali swoje moralne intuicje. Jeśli piszesz konkretnie o przemocy wobec kobiet, zważ, że pewne cechy dziedziczne, wśród których mogą być również takie, jak poziom agresji, zdolność do hamowania popędów, skłonność do dominacji, będą się kumulować w społecznościach w ciągu kilku pokoleń: agresywne samce gwałcące samice i niszczące swoich konkurentów doprowadzą do destabilizacji populacji w wyniku przesycenia jej osobnikami agresywnymi.

"Upuszczanie złej krwi", ów eufemizm stosowany w mafii włoskiej na określenie wojen rodzin, posiada swoje uzasadnienie.

>Ponawiam pytanie:
>jaką nieznaną wcześniej moralną normę odkryła nauka empiryczna swoimi metodami?

Nie wiem - może naukowcy nie kwapią się, by wykopać kapłanów z ich wygodnych krzeseł.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
03-06-2015 08:32 
 Ocena 1 na 1
Grimar (1210 punktów)

>nauka moim zdaniem jest władna podać przekonywające objaśnienie tego, czym - w perspektywie naturalnych procesów samoregulacji populacji - jest sam "instynkt moralny". W momencie, w którym uznamy tę kompetencję nauki, zbyteczne staje się owo rozróżnienie na to, co jest, i to, co zdaniem niektórych powinno być.

Z tym odkrywaniem "obiektywny praw moralnych" jest taki problem, że w różnych wiekach i różnych kulturach te same zachowania raz były uznawane za moralne, raz nie. Jeszcze nie dawno sprzeciwianie się woli rodziców w kontekście zamążpójścia uznawane było za niemoralne, a obecnie to raczej zmuszanie dziecka do małżeństwa za takie uchodzi. Można powiedzieć, że jako gatunek mamy pewną pulę zachowań, które nauka odkrywa i analizuje w różnych kontekstach, ale na pytanie, które z tych zachowań są moralne, a które nie, nauka już nie udziela odpowiedzi, ponieważ w pewnym stopniu ocena zachowań moralnych zależy od kultury.
Choć oczywiście istnieje pewny elementarny zbiór zachowań, który każda kultura uważa za niemoralne. Jednak jest on na tak ogólnym poziomie, że żadnych problemów etycznych - bez uszczegółowienia treści przez dana kulturę - nie jest w stanie sam z siebie rozwiązać. Stąd odkrycie elementarnej "moralnej intuicji" nic nam nie powie o tym co powinniśmy czynić w konfrontacji z konkretnym problemem natury moralnej.

Chyba nie do końca rozumiesz jakimi kuriozalnymi wnioskami grozi popełnianie błędu naturalistycznego. Dopuszcza on takie rozumowanie: Ponieważ nie tylko pomaganie, lecz także kłamanie, konfabulowanie, ranienie innych istot leży w naszej naturze (czy jakbyś chciał ktoś powiedzieć alternatywnie: przyczyniło się do naszego przetrwania), to znaczy, że konfabulowanie, kłamanie i ranienie jest także dobre (w sensie moralnym). Pamiętanie o błędzie naturalistycznym chroni przed takim rozumowaniem.

Pamiętajmy, że mówimy o etyce, a więc przez dobro rozumiemy dobro moralne, a nie "dobro praktyczne" rozumiane jako korzyść. Inne ma znaczenie słowo "dobro" w zdaniu "należy być dobrym człowiekiem", a w zdaniu "zdrowa dieta to dobry pomysł" lub "rozwój kory nowej okazał się dobry dla naszego gatunku". Nieporozumienie między nami wynika między innymi z tego, że popełniasz błąd ekwiwokacji: mieszasz te dwa znaczenia.

>Owszem, ale jeśli przyjmiemy, iż domyślnym normatywem każdego żywego organizmu zapisanym w jego genetycznym oprogramowaniu jest pragnienie życia i to życia możliwie w danych warunkach "dobrego" (tj. takiego, w którym najważniejsze potrzeby są zaspokojone), widzimy, że możemy sobie pozwolić na rezygnację z odwoływania się do dziedziny pozwalającej na tworzenie norm.

J.W.

>>Wychodzi na to, że utożsamiasz pojęcie moralnego dobra z pożytecznością dla danego organizmu (lub jakiejś puli genetycznej).
>Poniekąd taką właśnie rolę pełnią wszystkie powszechnie uznawane normy etyczne - jeśli znasz jakieś, które nie wpisują się w ten szablon, proszę o przykłady

To, że zachowania moralne pełnia pozytywną funkcję w filogenezie nie oznacza, że wszystkie zachowanie przyczyniające się do dobrostanu puli genetycznej są automatycznie moralne. Z tego, że wszystkie psy są ssakami nie wynika, że wszystkie ssaki są psami.

>>Ponawiam pytanie:
>>jaką nieznaną wcześniej moralną normę odkryła nauka empiryczna swoimi metodami?
>Nie wiem - może naukowcy nie kwapią się, by wykopać kapłanów z ich wygodnych krzeseł.

Tak myślałem. Nie kwapią się, ponieważ problemami etyki normatywnej nauka empiryczna się nie zajmuje. Nie wiadomo w ogóle jak by to miała robić. Jest to domena filozofii i chyba nie trzeba dodawać - w końcu dyskutujemy obaj w dziale "filozofia" - że nie tylko filozofii religijnej.
gostyx (347 punktów)
>>Nie wiem - może naukowcy nie kwapią się, by wykopać kapłanów z ich wygodnych krzeseł.
>Nie kwapią się, ponieważ problemami etyki normatywnej nauka empiryczna się nie zajmuje. Nie wiadomo w ogóle jak by to miała robić. Jest to domena filozofii [...].

Skoro już przy tym jesteśmy (zaznaczam przy okazji, że zgadzam się z Tobą w całej pełni, przynajmniej z Twoimi dotychczasowymi wypowiedziami), to może zadam pytanie - na jakiej podstawie mielibyśmy określać, czy zwierzęta są zdolne do moralnej odpowiedzialności? Gdzie byłaby wspólna płaszczyzna?

Filozoficzny namysł? Nie wydaje mi się - ludzkie procesy myślowe są o wiele bardziej abstrakcyjne niż zwierzęce.

Czy może po prostu "moralna odpowiedzialność" to nasz typowo ludzki wynalazek, zrodzony na skutek zdolności do bardziej abstrakcyjnego myślenia i zwierząt to nie obejmuje? Podobnie jak osoby niedorozwiniętej umysłowo (tak, wiem, że to brzydko zabrzmi, ale to po prostu przykład - nie uważam ludzi niedorozwiniętych za jakiś "gatunek zwierząt niżej stojących") nie skazuje się za przekroczenie norm (kradzież itp) z których istnienia nie zdaje sobie ona nawet sprawy.

Ale z drugiej strony, skoro ludzie są częścią natury, to nasza moralność też jest "naturalna" - a więc (przynajmniej jakiś jej wycinek) mogłaby zostać zastosowana do znajdywania tej wspólnej płaszczyzny?

A może po prostu zwierzęta (przynajmniej te wyższe - szympansy, goryle, delfiny, wieloryby itd) wykształciły pojęcie moralności, swojej specyficznej, której my nie rozumiemy? I czy kiedykolwiek będziemy w stanie zrozumieć?

Co o tym sadzisz?

True breakthroughs are the outcome of serendipity and are (by definition) unforeseen.
It is misguided to place too much faith in the funding of strategic, highly networked, business-like, results-driven research.
Axel D. Becke
Grimar (1210 punktów)

>Co o tym sadzisz?

Nie mam jakieś definitywnego i wyrobionego zdania w tej materii, ale wydaje mi się, że o moralności zwierząt możemy mówić tylko w cudzysłowiu, że są to zachowania raczej quasi-moralnem, jakieś takie pierwotne, podstawowe formy będące jeszcze wciąż na tzn. krótkiej smyczy ewolucyjnej, które dają nam wiedzę o pochodzeniu niektórych naszych moralnych przekonań.

Ale nie upieram się przy tym twierdzeniu.
Hodża (11172 punktów)
>>nauka moim zdaniem jest władna podać przekonywające objaśnienie tego, czym - w perspektywie naturalnych procesów samoregulacji populacji - jest sam "instynkt moralny". W momencie, w którym uznamy tę kompetencję nauki, zbyteczne staje się owo rozróżnienie na to, co jest, i to, co zdaniem niektórych powinno być.
>Z tym odkrywaniem "obiektywny praw moralnych" jest taki problem, że w różnych wiekach i różnych kulturach te same zachowania raz były uznawane za moralne, raz nie.

Wiem o tym, ale poziom rozważań, który tu przyjmuję jako platformę porozumienia, jest wyższy, niż konkretne zapisy różnych etycznych kodeksów.

>Choć oczywiście istnieje pewny elementarny zbiór zachowań, który każda kultura uważa za niemoralne. Jednak jest on na tak ogólnym poziomie, że żadnych problemów etycznych - bez uszczegółowienia treści przez dana kulturę - nie jest w stanie sam z siebie rozwiązać.

I właśnie dotknąłeś zagadnienia, które aż się prosi o dogłębne rozważenie przez naukę. Bo właśnie ten, jak to nazwałeś "elementarny zbiór zachowań" zadziwiająco łatwo popada w sprzeczności z tymi "uszczegółowieniami treści". Wystarczy przypomnieć: moralność rasy panów, moralność socjalistyczną, moralność czekisty. Nie chcę już kopać leżącego, czyli religii.

>Stąd odkrycie elementarnej "moralnej intuicji" nic nam nie powie o tym co powinniśmy czynić w konfrontacji z konkretnym problemem natury moralnej.

Od czegoś trzeba zacząć.

>Chyba nie do końca rozumiesz jakimi kuriozalnymi wnioskami grozi popełnianie błędu naturalistycznego.

A właśnie. Dotąd byłem raczej spokojny o to, że - wiedząc, na czym błąd ów polega - nie grozi mi niebezpieczeństwo jego popełnienia Ale Twój post zasiał we mnie ziarno wątpliwości, toteż pośpieszyłem po poradę do niezastąpionej Wiki. Cóż - z tego, co tam wyczytałem - wynika, że bliższy mógłbyś być prawdy, zarzucając mi błąd moralistyczny.

Ale i to nie jest prawdą.

Po pierwsze i najważniejsze: nawet mi w głowie nie postało, by uznawać wszystko, co "naturalne" za "dobre". Zabijanie, zwodzenie, gwałty, to wszystko, podobnie jak
naturalne regulatory populacji w postaci wojen, zaraz i katastrof naturalnych są jak najbardziej naturalne i z całą pewnością w żaden rozsądny sposób nie mogą być uważane za "dobre".

Po drugie zaś - to samo zastrzeżenie jednak nie działa w drugą stronę. To, co "dobre" nie musi być nienaturalne. I tu jest piesek zakopany. Otóż ja uważam, że wszystko to, co dobre, jest naturalne, chociaż nie na odwrót. Bo tak na dobrą sprawę, jeśli przyjąć konsekwentnie naturalistyczno-materialistyczny pogląd na świat (jakkolwiek nie nazywam siebie materialistą, gdyż uważam, że to, co było tradycyjnie wyodrębniane jako "duchowy pierwiastek świata" stanowi jeden z atrybutów materii, ale w praktyce mój pogląd jest bardzo bliski materializmowi) to wszelkie dążenia, poszukiwania ludzkie, włączając w to tworzenie czy badanie systemów aksjologicznych, wynikać musi z tych samych mechanizmów obecnych w toku ewolucji, które doprowadziły do wyłonienia się samoświadomych bytów z całym bagażem ich relacji wzajemnych i względem świata.

Dlatego też jeśli oczekuję od nauki, by "wyjaśniła" moralność, to znaczy, że uważam, iż nauka jest w stanie podać funkcje (bo niejedna była), które instynkt moralny
tudzież to, co z niego wyrosło, pełniło. Rzecz w tym, że nauka może w ostatecznym rachunku - by użyć ewangelicznej metafory - "oddzielić ziarno od plew" i wykazując naturalność pewnych zachowań i genetycznych predyspozycji "moralnych" jako mechanizmu chroniącego populację jak i poszczególne osobniki przed wyginięciem dokonać racjonalnego uzasadnienia tego "elementarnego zbioru zachowań" w kontekście tego, że - o ile chcemy przeżyć, tak jako jednostki, jak i jako gatunek (w praktyce - nasze dzieci) - powinniśmy postępować tak a tak.

Myślę, że nauka nie musi tu tworzyć normy, o której wspomniałem w ostatnich słowach poprzedniego zdania; w końcu przecież sama istnieje w założeniu, że jest "użyteczna". Bo jeśli nauka ma istnieć tylko jako piaskownica dla ciekawych świata, oderwanych zupełnie od rzeczywistości miłośników "czystej wiedzy", to wszystkie te instytuty, zatrudniające tych mieszkańców wież z kości słoniowej powinny natychmiastowo stracić wszystkie publiczne subwencje.

>Pamiętajmy, że mówimy o etyce, a więc przez dobro rozumiemy dobro moralne, a nie "dobro praktyczne" rozumiane jako korzyść.

Jakiekolwiek dobro oznacza jakąś czyjąś korzyść. Czy znasz z jakiejś np. religii przykłady "dobrych uczynków", które by nie skutkowały czyjąś konkretną korzyścią?

Natomiast zgadzam się, że religie pojęcie "dobra" kształtują w zupełnie dowolny sposób, wiążąc z nim również czyny nie posiadające jakiegokolwiek materialnego skutku (np. modlitwę).

>Nieporozumienie między nami wynika między innymi z tego, że popełniasz błąd ekwiwokacji: mieszasz te dwa znaczenia.

Wyjaśniłem powyżej.

>To, że zachowania moralne pełnia pozytywną funkcję w filogenezie nie oznacza, że wszystkie zachowanie przyczyniające się do dobrostanu puli genetycznej są automatycznie moralne.

Myślę, że "korzyść puli" nie jest jedynym bądź ostatecznym czynnikiem rozstrzygającym w omawianej przez nas kwestii. Ewolucja to przecież kwestia bezrozumnego mechanizmu
replikacyjnego: sam z siebie nie ma żadnych celów ani moralnych uzasadnień. Wszelako nasza świadomość, będąca jednym z produktów tego procesu jest jedynym podmiotem tematu
"etyka": stąd nie wszystkie normy "dobre" prokreacyjnie muszą, czy wręcz mogą być zgodne z tymi, których by wymagało istnienie czującej świadomości. Nie mówimy o moralności w świecie bakterii na przykład.

I dlatego też nie można mówić o "moralności zwierząt" a jedynie o "zachowaniach moralnych" z domyślnym cudzysłowem - nie ma sensu wprowadzać języka naszych abstrakcji do opisu obiektów, które tychże rozważań nie są podmiotami.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Grimar (1210 punktów)

>>Chyba nie do końca rozumiesz jakimi kuriozalnymi wnioskami grozi popełnianie błędu naturalistycznego.
> Cóż - z tego, co tam wyczytałem - wynika, że bliższy mógłbyś być prawdy, zarzucając mi błąd moralistyczny.

Nie, jednak błąd naturalistyczny. Błąd polegający na przekonaniu, że to co naturalne jest z automatu dobre. Oczywiście z znaczeniu moralnym. Starożytni popełniali ten błąd mówiąc, że człowiek z natury dąży do szczęścia, a więc dążenie do szczęścia jest dobre. Niektórzy - powtarzam: niektórzy - biolodzy popełniają ten błąd mówiąc, że człowiek z natury pomaga innym, a więc pomaganie jest dobre. Krytykując ten błąd nie twierdzę, że pomaganie innym nie jest moralne, ale raczej, że podany sposób argumentacji jest wadliwy i prowadzić może do kuriozów, które wymieniłem w postach wyżej.

>Ale i to nie jest prawdą.
>Po pierwsze i najważniejsze: nawet mi w głowie nie postało, by uznawać wszystko, co "naturalne" za "dobre".

To być może pomyliłem się ze swoją diagnozą. Jednakże uważam takie przekonanie za logiczną konsekwencję pomieszania etyki opisowej z normatywną.

>Po drugie zaś - to samo zastrzeżenie jednak nie działa w drugą stronę. To, co "dobre" nie musi być nienaturalne.

Nigdy czegoś takiego nie twierdziłem. Wręcz odwrotnie: pisałem wyraźnie, że nasze zachowania moralne mają naturalistyczny rodowód.

>tudzież to, co z niego wyrosło, pełniło. Rzecz w tym, że nauka może w ostatecznym rachunku - by użyć ewangelicznej metafory - "oddzielić ziarno od plew" i wykazując naturalność pewnych zachowań i genetycznych predyspozycji "moralnych" jako mechanizmu chroniącego populację jak i poszczególne osobniki przed wyginięciem dokonać racjonalnego uzasadnienia tego "elementarnego zbioru zachowań" w kontekście tego, że - o ile chcemy przeżyć, tak jako jednostki, jak i jako gatunek (w praktyce - nasze dzieci) - powinniśmy postępować tak a tak.

Już było o tym pisane. Nauka może nam pomóc w pokazaniu, że jak powinniśmy postępować, żeby jako gatunek przeżyć. Np. może wykazać, że postępowanie w sposób X może zwielokrotnić emisję szkodliwych gazów cieplarnianych. Jednakże nauka - korzystając ze swoich empirycznych metod - nie zajmuje się wykazaniem, że przeżycie gatunku jest wartością samą w sobie. To raczej za wprawieniem nauki w ruch stoją konkretne wartości, które na gruncie nauki są już nieudawadnialne.

>>Pamiętajmy, że mówimy o etyce, a więc przez dobro rozumiemy dobro moralne, a nie "dobro praktyczne" rozumiane jako korzyść.
>Jakiekolwiek dobro oznacza jakąś czyjąś korzyść.

No ale przecież - w domyśle - mówione było o wymiernej korzyści dla tego, co dobrze czyni, a nie dla tego, któremu się robi dobrze.

Są dwa znaczenia pojęcia "dobre": to filozoficzne (związane z moralnością), oraz to ujęcie potoczne, które nazwałem roboczo dobrem "użytecznym", "praktycznym" (może to feralne, mylące nazwy), występujące np. w zdaniu "dobrze jest być milionerem". Choć na ogół dobrze jest być milionerem, to nie oznacza to na mocy logiki, że bycie milionerem jest moralne (nie oznacza również oczywiście, że jest niemoralne). Myślę, że ten przykład dobrze ilustruje różnicę między tymi dwoma odmiennymi znaczeniami pojęcia "dobra". Utożsamianie tych dwóch znaczeń robi straszy bałagan i prowadzi do co najmniej dziwnych wniosków.

> Ewolucja to przecież kwestia bezrozumnego mechanizmu
>replikacyjnego: sam z siebie nie ma żadnych celów ani moralnych uzasadnień.

Tu dochodzimy do sedna. Nauka bada z powodzeniem ten mechanizm, ale nie może znaleźć w nim samym jakiś moralnych norm, z tego powodu, że - jak sam przyznałeś przed chwilą - mechanizm ten "sam z siebie nie ma żadnych celów ani moralnych uzasadnień". Może znaleźć w nim pewne powszechne zachowania, które już przed przystąpieniem do badania uznaliśmy a priori za moralne. Nauka NIE ODKRYWA ich jako moralnych, ona zaczyna je badać już z WCZEŚNIEJSZYM, bynajmniej nie naukowym przekonaniem, że są za moralne uznawane.
Spring (1174 punktów)
Ponieważ nie zgadzam się z niektórymi twierdzeniami, pozwolę sobie skomentować:

> Błąd polegający na przekonaniu, że to co naturalne jest z automatu dobre. Oczywiście z znaczeniu moralnym. Starożytni popełniali ten błąd mówiąc, że człowiek z natury dąży do szczęścia, a więc dążenie do szczęścia jest dobre. Niektórzy - powtarzam: niektórzy - biolodzy popełniają ten błąd mówiąc, że człowiek z natury pomaga innym, a więc pomaganie jest dobre. Krytykując ten błąd nie twierdzę, że pomaganie innym nie jest moralne, ale raczej, że podany sposób argumentacji jest wadliwy i prowadzić może do kuriozów, które wymieniłem w postach wyżej.

Ocena subiektywna dobra (jednostki lub społeczności) jest o wiele węższa od oceny według kryteriów dobra uniwersalnego, zgodnie z porzekadłem: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ostatecznie dążenie do szczęścia, jak i pomoganie innym jest dobre, o ile się rozumie, do jakiego szczęścia sie daży i jaką pomoc oferuje się.

>Jednakże nauka - korzystając ze swoich empirycznych metod - nie zajmuje się wykazaniem, że przeżycie gatunku jest wartością samą w sobie. To raczej za wprawieniem nauki w ruch stoją konkretne wartości, które na gruncie nauki są już nieudawadnialne.

Nauka, która stroni się od oceny moralnej, traci na użyteczności. Paradoksalnie i tak nie uda się całkowicie uniknąć oceny, gdyż taka jest natura człowieka, by ostatecznie nadać wartość temu, co odkrywa.

> Są dwa znaczenia pojęcia "dobre": to filozoficzne (związane z moralnością), oraz to ujęcie potoczne, które nazwałem roboczo dobrem "użytecznym",
Przymiotnik dobry ma też trzecie znaczenie: "zaawansowany", np. dobry złodziej.

>> Ewolucja to przecież kwestia bezrozumnego mechanizmu replikacyjnego: sam z siebie nie ma żadnych celów ani moralnych uzasadnień.
> Tu dochodzimy do sedna.
Uważam, że jest to wniosek nieprawdziwy.

> Nauka bada z powodzeniem ten mechanizm, ale nie może znaleźć w nim samym jakiś moralnych norm, z tego powodu, że - jak sam przyznałeś przed chwilą - mechanizm ten "sam z siebie nie ma żadnych celów ani moralnych uzasadnień".

Tym gorzej dla nauki, która staje się w ten sposób narzędziem ułomnym.
Grimar (1210 punktów)
>Ostatecznie dążenie do szczęścia, jak i pomoganie innym jest dobre, o ile się rozumie, do jakiego szczęścia sie daży i jaką pomoc oferuje się.

Nie rozważam warunków brzegowych czyniących z dążenia do szczęścia zachowania moralnego. Jedynie krytykuję pewien omawiany tu sposób argumentacji. Co zresztą już wcześniej zaznaczyłem.

>Nauka, która stroni się od oceny moralnej, traci na użyteczności. Paradoksalnie i tak nie uda się całkowicie uniknąć oceny, gdyż taka jest natura człowieka, by ostatecznie nadać wartość temu, co odkrywa.

Tak. Z tym, że to nie nauka dokonuje moralnej oceny, a raczej stojący za nią naukowcy. Ich refleksja ma wtedy wartość filozoficzną, a nie naukową.
Spring (1174 punktów)
> Nie rozważam warunków brzegowych czyniących z dążenia do szczęścia zachowania moralnego. Jedynie krytykuję pewien omawiany tu sposób argumentacji. Co zresztą już wcześniej zaznaczyłem.
Krytyka ta bazuje na założeniu, że nie istnieje moralność uniwersalna.

> Z tym, że to nie nauka dokonuje moralnej oceny, a raczej stojący za nią naukowcy. Ich refleksja ma wtedy wartość filozoficzną, a nie naukową.
Rozumiem więc, że nauka powinna być wolna od wszelkich kwestii moralnych. Problemy moralne pozostawiamy filozofom, których jednak wnioski mają charekter wyłącznie indywidualnych opinii.
Grimar (1210 punktów)
>> Nie rozważam warunków brzegowych czyniących z dążenia do szczęścia zachowania moralnego. Jedynie krytykuję pewien omawiany tu sposób argumentacji. Co zresztą już wcześniej zaznaczyłem.
>Krytyka ta bazuje na założeniu, że nie istnieje moralność uniwersalna.

Wykazanie błędu naturalistycznego nie zakłada z automatu nieistnienia uniwersalnej etyki. Powiada tylko, że z faktu, że jakieś zachowanie jest naturalne nie wynika, że musi być na mocy tego koniecznie moralne.

>> Z tym, że to nie nauka dokonuje moralnej oceny, a raczej stojący za nią naukowcy. Ich refleksja ma wtedy wartość filozoficzną, a nie naukową.
>Rozumiem więc, że nauka powinna być wolna od wszelkich kwestii moralnych. Problemy moralne pozostawiamy filozofom, których jednak wnioski mają charekter wyłącznie indywidualnych opinii.
>

Działania naukowców oraz kierunki działania nauki nie powinny być wolne od refleksji etycznej. Z tym, że tej refleksji nie dokonuje nauka swymi metodami, bo nie wiadomo jak miałby by to robić. Może co najwyżej rozwijać etykę opisową, to tak. Nie chodzi o to, że tymi problemami mają się zajmować jacyś profesjonalni filozofowie, lecz o to, że naukowcy rozważający jakiś moralny problem wynikający z postępu nauki, wychodzą niejako ze sztywnych butów naukowej metodologii i sami zaczynają filozofować.
Spring (1174 punktów)

>Wykazanie błędu naturalistycznego nie zakłada z automatu nieistnienia uniwersalnej etyki. Powiada tylko, że z faktu, że jakieś zachowanie jest naturalne nie wynika, że musi być na mocy tego koniecznie moralne.
Z tym się zgadzam, to dość oczywiste.

>Działania naukowców oraz kierunki działania nauki nie powinny być wolne od refleksji etycznej. Z tym, że tej refleksji nie dokonuje nauka swymi metodami, bo nie wiadomo jak miałby by to robić. Może co najwyżej rozwijać etykę opisową, to tak. Nie chodzi o to, że tymi problemami mają się zajmować jacyś profesjonalni filozofowie, lecz o to, że naukowcy rozważający jakiś moralny problem wynikający z postępu nauki, wychodzą niejako ze sztywnych butów naukowej metodologii i sami zaczynają filozofować.

Problem formułowania zasad etycznych jest w tym wypadku drugorzędny. Chodzi mi przede wszystkim o podstawowe założenie: ślepy przypadek kontra inteligentny system. O ile rzeczywiście egzystujemy w pierwszym świecie, formułowanie uniwersalnej etyki może być zbędne, co najwyżej umownej. Jeżeli to drugi przypadek, to jesteśmy zależni od systemu (nawet przy wysokim stopniu swobody). I w takim przypadku nauka nie ma wyboru, powinna badać tę zależność.
Hodża (11172 punktów)
>Nie, jednak błąd naturalistyczny. Błąd polegający na przekonaniu, że to co naturalne jest z automatu dobre.

Podkreśliłem wyraźnie, że tak nie uważam - podejrzewam, że nie przeczytałeś uważnie mojej odpowiedzi.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Hodża (11172 punktów)
>>>Ponawiam pytanie: >>jaką nieznaną wcześniej moralną normę odkryła nauka empiryczna swoimi metodami?
>>Nie wiem - może naukowcy nie kwapią się, by wykopać kapłanów z ich wygodnych krzeseł.
>Tak myślałem. Nie kwapią się, ponieważ problemami etyki normatywnej nauka empiryczna się nie zajmuje. Nie wiadomo w ogóle jak by to miała robić. Jest to domena filozofii

I bardzo niedobrze. Nauka nie może zrezygnować z moralnej odpowiedzialności za swoje osiągnięcia i działania swoich luminarzy, koniec, kropka. Jeśli jest inaczej, to apeluję, aby Senat UJ uchwalił wmurowanie tablicy upamiętniającej wizytę na tej uczelni Wernera Heisenberga.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Grimar (1210 punktów)
>>>>Ponawiam pytanie: >>jaką nieznaną wcześniej moralną normę odkryła nauka empiryczna swoimi metodami?
>>>Nie wiem - może naukowcy nie kwapią się, by wykopać kapłanów z ich wygodnych krzeseł.
>>Tak myślałem. Nie kwapią się, ponieważ problemami etyki normatywnej nauka empiryczna się nie zajmuje. Nie wiadomo w ogóle jak by to miała robić. Jest to domena filozofii
>I bardzo niedobrze. Nauka nie może zrezygnować z moralnej odpowiedzialności za swoje osiągnięcia i działania swoich luminarzy, koniec, kropka.

Owszem nie może, ponieważ nauka nie funkcjonuje w aksjologicznej próżni, jej efekty mogą nieść nie tylko powszechne lekarstwa, ale także masową śmierć. W tym sensie świat naukowy powinien również cechować się refleksją etyczną. Jednak to, że świat naukowy taką refleksję uprawia, nie oznacza automatycznie, że refleksja ta dokonywana jest na drodze naukowej metodologii.
oportunista (1711 punktów)
Wątek zakrawa na jakieś kuriozum. Oto ktoś się dopatrzył analogii w zachowaniach ludzkich i innych stworzeń i zaczyna coś bredzić o moralności wśród zwierząt. Jakby tego było mało na dokładkę, musi wrzutkę zrobić o odpowiedzialności z tym związanej. Tak do końca nie wiemy jak to jest z tą naszą, ludzką moralnością, ale co tam, czepmy się zwierząt. Zobacz, wystarczy pojechać do innego kraju, wcale nie trzeba zaraz do Chin czy Indii, wystarczy całkiem niedaleko a już czujemy się zagubieni, Nie ma już dzisiaj specjalnych barier językowych, angielski stał się uniwersalną platformą komunikacji. Mimo to nie potrafimy się odnaleźć mentalnie i kulturowo w obcym miejscu. Tymczasem Ty tu wyjeżdżasz z moralną odpowiedzialnością zwierząt, a cóż my do cholery wiemy o życiu seksualnym mrówek!
spellbinder (8577 punktów)
>Skoro obserwujemy zachowania moralne również u niektórych zwierząt, to czy możemy mówić o
>odpowiedzialności moralnej zwierząt? Jeśli tak, to w jakim zakresie i z jakimi zastrzeżeniami. A
>może możliwe są moralne zachowania bez moralnej odpowiedzialności? Jeśli tak, to w jakich warunkach?

A jak to jest z moralnością ludzi?

Weźmy takiego złodzieja "zawodowego". On doskonale wie, co robi, ale jednocześnie w ogóle nie wie, nie jest w stanie pojąć dlaczego nie powinien tego robić. Jakże więc mówić w tym wypadku o odpowiedzialności, kiedy on nie rozumie znaczenia tego, co robi i nie wie dlaczego nie powinien tak robić?
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>Psychologia ewolucyjna już od dawna wzięła na warsztat badanie moralnych zachowań ludzkich pod kątem
>funkcji jakie spełniają w doborze naturalnym oraz płciowym. W ramach tego psycholodzy ewolucyjni
>doszukują się zachowań - które zwykliśmy określać moralnymi - również u niektórych zwierząt.
>[...]

Temat jest bardzo ciekawy. Aby jednak nie przepisywać wszystkiego z jednego miejsca w drugie zamieszczam linki do dyskusji jaka toczy się na innym forum.

Moralność jest wytworem świata przyrodniczego?

zamieszczam ciekawsze fragmenty wypowiedzi w tym temacie:

wypowiedź 1,
wypowiedź 2 ,
wypowiedź 3 ,
wypowiedź 4 ,
wypowiedź 5 ,

pozdrawiam
.
.
.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365