 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-06-2015 07:00 | Hodża (11172 punktów) | Fałsz globalizacji
6 na 6 | Na marginesie wczorajszych tragicznych wieści z Tunezji* nasuwa mi się pewna refleksja, z gatunku tych, które pojawiają się na styku ekonomii, polityki i prawa. Piewcy neoliberalnej koncepcji rozwoju ekonomicznego nieustannie wychwalają zalety "globalizacji", podkreślając, że wprawdzie proces ten niesie ze sobą zagrożenia, ale korzyści długofalowo przekraczają straty i ryzyko warte jest gry. Swobodny przepływ kapitałów i usług, błyskawiczny obieg informacji oraz stopniowe likwidowanie barier celnych doprowadziły do ogromnych zmian w światowej strukturze gospodarczej, coraz silniej jednocząc świat w jeden gigantyczny organizm ekonomiczny, w którym, jak głoszą te optymistyczne prognozy, prędzej czy później wszyscy zyskają. Jednak na tym różowym obrazku od pewnego już czasu widać plamy zgniłej pleśni. Bo okazuje się na przykład, że jeden z dogmatów neoliberalnej ideologii, który głosił, że wraz ze swobodą przedsiębiorczości i rozwojem wolnego rynku w ślad za nim postępować muszą przemiany demokratyczne, okazał się dętym propagandowym hasłem - żeby przytoczyć tylko banalny przykład Chin i nieco mniej znany, ale wielce znamienny Korei Północnej, która udostępniła przedsiębiorcom z Południa strefę ekonomiczną, w której darmowa w praktyce siła robocza wytwarza dobra dla nie posiadających w związku z tym jakichś moralnych rozterek przedsiębiorców z obszaru dobrobytu. W istocie bardzo wiele wskazuje, że to właśnie feudalne, opresyjne struktury stają się tą "Ziemią Obiecaną" liberalnego kapitalizmu. Wystarczy przytoczyć jeszcze jeden przykład: Singapuru, w którym właśnie skrajnie liberalny ustrój, pozbawiający obywateli jakichkolwiek osłon socjalnych, zabezpieczony drakońskim prawem, w którym za rzucenie niedopałka czy pomazanie sprayem ściany można dostać piętnaście batów, doprowadził do fantastycznego rozwoju tego miasta-państwa, którego atutem jest strategiczne położenie w węzłowym punkcie najważniejszego szlaku morskiego. A teraz sedno zagadnienia, o którym piszę. Zauważcie, drodzy Czytelnicy, że ci wszyscy mądrzy panowie, którzy potrafią bardzo długo i ładnie mówić o zaletach globalizacji, nawet nie zająkną się, co faktycznie to słowo w ustach ekonomisty oznacza. A oznacza ono zniesienie granic. Ale tylko dla pieniędzy, informacji i wymiany handlowej. I tu właśnie dostrzegam bardzo wyraźnie tytułowy fałsz, o którym chcę powiedzieć. Bo albo mamy do czynienia z pewnym niedopatrzeniem tych teoretyków, albo ze świadomym kłamstwem, albo ze spaczoną, wywróconą do góry nogami aksjologią z piekła rodem. Bo zdaje się, że żaden z nich nie postuluje zniesienia granic dla ruchu ludzi. W tej wizji ekonomii podmiotem jest pieniądz - i jemu tylko podporządkowane zostają zalety nowej sytuacji. Tak, jakby to nie człowiek był twórcą i podmiotem wszelkich ekonomii. Jakby nie on stanowił wartość najwyższą. A przecież - nawet pomijając ten humanistyczny i pozaekonomiczny postulat, siła robocza też stanowi wymierny i konieczny, aby go uwzględniać w rachubach macherów wielkiego kapitału, czynnik gospodarki. Wciąż jeszcze to nie roboty, albo nie tylko one, ciągną ten wózek. I tak chyba jest. To nie człowiek stanowi podmiot światowego obiegu. On jest jedynie jego medium, a dużo wskazuje, że liberalny wolny rynek, wyzwalając się z wszelkich więzi prawa i podporządkowując je sobie ciąży w kierunku niewolnictwa. To kłamstwo czynione poprzez ukrywanie prawdy ma swoją logikę. Bo pozwala zachować i kontrolować najcenniejszy zasób, który ta ekonomia gułagu może eksploatować, zasób co najważniejsze odnawialny: śmiesznie tanią siłę roboczą, nieświadomą swoich praw i pozbawioną możliwości, by ich dochodzić. *Ciekawy komentarz Przemysława Henzela zamieścił Onet. Wpisuje się w ton innych podobnych reakcji w prasie zagranicznej. wiadomosci(*)-blad-zachodu-komentarz/v6cw3j | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
Uwielbiam to trafianie jak kulą w płot przez histeryków, żółtodziobów i platoników. A wszystko tu jest tak proste, jak przysłowiowa budowa cepa jesionowego. Globalizacja była ideologią stworzoną i propagowaną na Zachodzie, której jedynym i wyłącznym celem było ogłupianie publiki - zachodnich społeczeństw, by te zbytnio nie szemrały, gdy finansiści i przemysłowcy transferowali kapitał i uciekali przed kosztami pracy do krajów taniej siły roboczej. Taki był jedyny i wyłączny cel tej uwiędłej już dziś ideologii - PROPAGANDA. Dorzucono do tego bajeczkę, że Zachód, a zwłaszcza Europa, mimo wywołanej tymi przemianami stagnacji gospodarczej, stanie się jakby rezerwuarem i matecznikiem różnych szczytnych idei, takich jak prawa człowieka, demokracja i humanizm. Mówiąc trywialnie - będzie dla reszty świata takim MUZEUM. No i prawie się udało. Na Boga, to nie był żaden błąd! To było celowe działanie podejmowane planowo, z rozmysłem i wyrachowaniem. youtu.be/HfgwryiEygMSzerzenie poglądów, że to był jedynie mimowolny błąd, to element tej propagandy, mający na celu rozmycie odpowiedzialności elit finansowych i przemysłowych i decydentów politycznych pozostających na ich usługach. Oczywiście, histerycy, żółtodzioby i platonicy to kupowali na kopy, a że są to rodzaje mentalnego kalectwa dość szeroko rozpowszechnione na Zachodzie, gdzie ludzie całkiem już zgłupieli z dobrobytu, więc wciskanie kitu się powiodło. Dziś promowana jest inna ideologia - REINDUSTRIALIZACJA. Dlaczego? Bo rosnące koszty pracy na Dalekim Wschodzie skutkują potrzebą wykreowania ideologii, która będzie tworzyć pozytywny klimat dla zachodnich finansistów i przemysłowców wracających z kapitałem zebranym w czasie zagranicznych przygód z powrotem do domu. To oczywiście tylko taka teoria spiskowa...
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
|
|
3 na 3 | Jacholek (5699 punktów) | Wiele trafnej krytyki kapitalizmu wolnorynkowego można znaleźć w książce Kapitał XXI-ego wieku www.prakty(*)entarz-do-kapitalu-pikettyego/Piketty opisuje ciemne strony tego niby najlepszego, samosterującego się systemu , w którym konsument staje się bezwolną marionetką współczesnego, wolnorynkowego kapitalizmu. Polecam tę lekturę.
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Wiele trafnej krytyki kapitalizmu wolnorynkowego można znaleźć w książce Kapitał XXI-ego wieku> (...)Polecam tę lekturę.Prawie ją czytałem  Tj. za pośrednictwem b. licznych artykułów. Chociaż to cegła, trzeba ją znać (uchodzi ponadto za najbardziej nieczytany bestseller wszech czasów, bo publika przeważnie wymięka ok. 30 strony) Stanowi przełom w ekonomii, gdyż podważa te sformułowane w szczególnym momencie historii (odbicie po II w.ś.) poglądy w rodzaju "przypływ podnosi wszystkie łodzie" i daje solidny, poparty 10-letnimi badaniami materiał dowodzący, że bogaci stają się w długim przedziale czasu coraz bogatsi a biedni (relatywnie) coraz biedniejsi i następuje szybki zanik klasy średniej. To pierwsze tak rzetelne opracowanie, potwierdzające to, co do tej pory było domeną domysłów i poglądów dyskredytowanych jako lewicowa propaganda, albo przynajmniej złudzenia laików. Okazuje się, że w tym wypadku intuicja nie kłamie i przysłowia w rodzaju "pieniądz robi pieniądz" znaczą więcej, niż tylko sarkanie niezadowolonego lumpenproletariatu. Lektura obowiązkowa, niezależnie od poglądów.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
2 na 2 | dzentelmen (2000 punktów) | > Na marginesie wczorajszych tragicznych wieści z Tunezji* nasuwa mi się pewna refleksja, z >gatunku tych, które pojawiają się na styku ekonomii, polityki i prawa. > Piewcy neoliberalnej koncepcji rozwoju ekonomicznego nieustannie wychwalają zalety >"globalizacji", podkreślając, że wprawdzie proces ten niesie ze sobą zagrożenia, ale korzyści >długofalowo przekraczają straty i ryzyko warte jest gry. Swobodny przepływ kapitałów i usług, >błyskawiczny obieg informacji oraz stopniowe likwidowanie barier celnych doprowadziły do ogromnych >zmian w światowej strukturze gospodarczej, coraz silniej jednocząc świat w jeden gigantyczny >organizm ekonomiczny, w którym, jak głoszą te optymistyczne prognozy, prędzej czy później wszyscy >zyskają. > Jednak na tym różowym obrazku od pewnego już czasu widać plamy zgniłej pleśni. Bo okazuje się na >przykład, że jeden z dogmatów neoliberalnej ideologii, który głosił, że wraz ze swobodą >przedsiębiorczości i rozwojem wolnego rynku w ślad za nim postępować muszą przemiany demokratyczne, >okazał się dętym propagandowym hasłem - żeby przytoczyć tylko banalny przykład Chin i nieco mniej >znany, ale wielce znamienny Korei Północnej, która udostępniła przedsiębiorcom z Południa strefę >ekonomiczną, w której darmowa w praktyce siła robocza wytwarza dobra dla nie posiadających w związku >z tym jakichś moralnych rozterek przedsiębiorców z obszaru dobrobytu. > W istocie bardzo wiele wskazuje, że to właśnie feudalne, opresyjne struktury stają się tą "Ziemią >Obiecaną" liberalnego kapitalizmu. Wystarczy przytoczyć jeszcze jeden przykład: Singapuru, w którym >właśnie skrajnie liberalny ustrój, pozbawiający obywateli jakichkolwiek osłon socjalnych, >zabezpieczony drakońskim prawem, w którym za rzucenie niedopałka czy pomazanie sprayem ściany można >dostać piętnaście batów, doprowadził do fantastycznego rozwoju tego miasta-państwa, którego atutem >jest strategiczne położenie w węzłowym punkcie najważniejszego szlaku morskiego. > A teraz sedno zagadnienia, o którym piszę. Zauważcie, drodzy Czytelnicy, że ci wszyscy mądrzy >panowie, którzy potrafią bardzo długo i ładnie mówić o zaletach globalizacji, nawet nie zająkną się, >co faktycznie to słowo w ustach ekonomisty oznacza. A oznacza ono zniesienie granic. > Ale tylko dla pieniędzy, informacji i wymiany handlowej. > I tu właśnie dostrzegam bardzo wyraźnie tytułowy fałsz, o którym chcę powiedzieć. Bo albo mamy do >czynienia z pewnym niedopatrzeniem tych teoretyków, albo ze świadomym kłamstwem, albo ze spaczoną, >wywróconą do góry nogami aksjologią z piekła rodem. > Bo zdaje się, że żaden z nich nie postuluje zniesienia granic dla ruchu ludzi. W tej wizji >ekonomii podmiotem jest pieniądz - i jemu tylko podporządkowane zostają zalety nowej sytuacji. Tak, >jakby to nie człowiek był twórcą i podmiotem wszelkich ekonomii. Jakby nie on stanowił wartość >najwyższą. > A przecież - nawet pomijając ten humanistyczny i pozaekonomiczny postulat, siła robocza też >stanowi wymierny i konieczny, aby go uwzględniać w rachubach macherów wielkiego kapitału, czynnik >gospodarki. Wciąż jeszcze to nie roboty, albo nie tylko one, ciągną ten wózek. > I tak chyba jest. To nie człowiek stanowi podmiot światowego obiegu. On jest jedynie jego medium, >a dużo wskazuje, że liberalny wolny rynek, wyzwalając się z wszelkich więzi prawa i podporządkowując >je sobie ciąży w kierunku niewolnictwa. > To kłamstwo czynione poprzez ukrywanie prawdy ma swoją logikę. Bo pozwala zachować i kontrolować >najcenniejszy zasób, który ta ekonomia gułagu może eksploatować, zasób co najważniejsze >odnawialny: śmiesznie tanią siłę roboczą, nieświadomą swoich praw i pozbawioną możliwości, by >ich dochodzić.
Karol Marks dlatego krytykował kapitalizm,ze następuje w nim alienacja człowieka,dehumanizacja,robotnik przemienia się w rzecz.
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | >Karol Marks dlatego krytykował kapitalizm,ze następuje w nim alienacja człowieka,dehumanizacja,robotnik przemienia się w rzecz.
I słusznie czynił. A ja skrytykuję Ciebie za niekasowanie zbędnych cytowań (aby odpowiedzieć na cały artykuł, możesz spokojnie wykasować całość cytowania, będzie wiadomo o co chodzi).
Dixi et salvavi animam meam
|
|
|  | 1 na 1 | dzentelmen (2000 punktów) | I słusznie czynił. A ja skrytykuję Ciebie za niekasowanie zbędnych cytowań (aby odpowiedzieć na cały artykuł, możesz spokojnie wykasować całość cytowania, będzie wiadomo i tak, o co chodzi). > Dixi et salvavi animam meam
Dodać można że rozróżnienie Kapitalizmu od Imperializmu jest dla sprawy "Arabskiej" kluczowe.Kapitalizm jest w polityce Imperialistów jednym ze środków sprawowania rządu.Kolonizacja można powiedzieć ewoluowała w wyższą formę sprawowania kontroli.Londyn nie musi zbrojnie "stacjonować" np.pod New Delhi by zmusić tamtejsze władze,elity czy różne grupy społeczne do przestrzegania ustalonych reguł czy zasad.Spekulanci ekonomiczni,finansjera,koncerny,korporacje okazują się często skuteczniejszym środkiem perswazji,niż groźba użycia siły.Nie kapitalizm wywołuje wojny,a Imperialistyczny charakter,największych ośrodków władzy,którym teraz będzie coraz ciaśniej bo w miarę upływu czasu miejsca na rynku będzie coraz mniej.Więc konfliktu interesów nie będzie dało się już załatwić cudzymi rękoma,jak w przypadku krajów bliskiego wschodu.Wzajemne wypieranie się ze stref wpływu Bogatych Brytyjczyków,Amerykanów z Rosjanami i Chińczykami,jest juz widoczne aż nadto w Iranie,Indiach,Emiratach Arabskich,Kuwejcie.... Zrzucanie całej odpowiedzialności na Ekonomie,jest uproszczeniem,z którym kłócą się nawet fakty historyczne.
|
|
| |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Kapitalizm jest w polityce Imperialistów jednym ze środków sprawowania rządu.Powiedzmy tak - pieniądz i władza zawsze szły pod rękę; jeśli bogacz szedł na udry z władcą albo na odwrót, zawsze któryś z nich źle kończył, chociaż per saldo częściej ci, którzy nie załapali na czas podstaw ekonomii. > Kolonizacja można powiedzieć ewoluowała w wyższą formę sprawowania kontroli.Najskuteczniejszą formą kontroli jest kontrola umysłów przez tworzenie "jedynego poprawnego" dyskursu, przedstawianie fałszywych alternatyw, pozornych wartości. Dzisiejsza socjotechnika oferuje bogaty wybór środków. Oczywiście wielki kapitał również ma swoje możliwości nacisku i dziś np. toczy się dyskusja nad prawem, pozwalającym korporacjom pozywać państwa przed sądy. To dość ciekawa faza rozwoju, zobaczymy, jak to się rozwinie dalej. > Nie kapitalizm wywołuje wojny,a Imperialistyczny charakter,największych ośrodków władzy,którym teraz będzie coraz ciaśniej bo w miarę upływu czasu miejsca na rynku będzie coraz mniej.Imperializm wg Marksa to szczytowa faza rozwoju kapitalizmu, i tu też mu przyznaję rację, z zastrzeżeniem, że inne systemy dochodzą do tego etapu dużo szybciej. > Więc konfliktu interesów nie będzie dało się już załatwić cudzymi rękoma,jak w przypadku krajów bliskiego wschodu.Wzajemne wypieranie się ze stref wpływu Bogatych Brytyjczyków,Amerykanów z Rosjanami i Chińczykami,jest juz widoczne aż nadto w Iranie,Indiach,Emiratach Arabskich,Kuwejcie....A więc mamy znowu rok 1913? > Zrzucanie całej odpowiedzialności na Ekonomie,jest uproszczeniem,z którym kłócą się nawet fakty historyczne.Kilka postów niżej pisałem, że tak nie uważam, ale prawdą jest, że do tego, by powstał zapał bojowy przygotowanie ekonomiczne jest absolutnie niezbędne. Syci, bogaci i zadowoleni z życia nie garną się na ochotnika żeby tarzać się w błocie, kurzu i krwi. Wyobrażasz sobie dziś pobór obowiązkowy w Holandii na wojnę z ISIS? 
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| | |  | 1 na 1 | dzentelmen (2000 punktów) | Powiedzmy tak - pieniądz i władza zawsze szły pod rękę; jeśli bogacz szedł na udry z władcą albo na odwrót, zawsze któryś z nich źle kończył, chociaż per saldo częściej ci, którzy nie załapali na czas podstaw ekonomii. Zgoda co do pierwszej części wypowiedzi.Natomiast zanim Ekonomia ta w myśl A.Smitha nastała - i bogacze z niej się wywodzący "skumali" się w interesie z władzą,ta hierarchie miała już ukształtowaną.To że masz pieniądze i pomysł na ich pomnażanie w myśl Industrialnego porządku,wcale otwarcia przed tobą dzwi do władzy nie gwarantowało,co oczywiście nie oznacza że takich ludzi nie było.Świadectwo wielu wydarzeń wręcz przyznaje rację również tobie. Dodać mogę że starszym układem jest chyba Wiedza i Wladza. . > Najskuteczniejszą formą kontroli jest kontrola umysłów przez tworzenie "jedynego poprawnego" dyskursu, przedstawianie fałszywych alternatyw, pozornych wartości. Dzisiejsza socjotechnika oferuje bogaty wybór środków.Mimo wszystko jestem optymistą,w rozumieniu kontroli i władzy nad ludem....byłem już po tej stronie gdzie myśli się o spisku,o owcach i pasterzach.Myślę że opinia na temat wniosków również tych socjologicznych leży w interpretacji.Inaczej świat wygląda dla ,polityka -(mam tu na myśli realną. Politykę)- ,ekonomisty,służb specjalnych,inaczej dla armii itd.....-). > Oczywiście wielki kapitał również ma swoje możliwości nacisku i dziś np. toczy się dyskusja nad prawem, pozwalającym korporacjom pozywać państwa przed sądy. To dość ciekawa faza rozwoju, zobaczymy, jak to się rozwinie dalej.To intrygujące,zważywszy na fakt iż w myśl ewentualnej zgody na to,jasnym stanie się podział na realne znaczenie podmiotu konkretnych Państw.Wtedy wyjdzie na jaw albo silna państwowość,albo jej teoretycznosc. > Imperializm wg Marksa to szczytowa faza rozwoju kapitalizmu, i tu też mu przyznaję rację, z zastrzeżeniem, że inne systemy dochodzą do tego etapu dużo szybciej.Pozwolę sobie zauważyć iż Imperializm i kolonialzm nastały na długo przed Kapitalizmem....więc odwrotność tego twierdzenia nie była by herezją. > A więc mamy znowu rok 1913?Myślę że nie.Atom zmienił percepcję geopolityczną. > Kilka postów niżej pisałem, że tak nie uważam, ale prawdą jest, że do tego, by powstał zapał bojowy przygotowanie ekonomiczne jest absolutnie niezbędne. Syci, bogaci i zadowoleni z życia nie garną się na ochotnika żeby tarzać się w błocie, kurzu i krwi.Prawdą jest opinia,którą również ty przedstawiasz że podłoże ekonomiczne jest fundamentalne,ale ja uważam że świat nie stoi tylko na jednej kolumnie..... > Wyobrażasz sobie dziś pobór obowiązkowy w Holandii na wojnę z ISIS?  > Dixi et salvavi animam meam:-D wyposażenie obowiązkowe: Broń.i blant
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > Prawdą jest opinia,którą również ty przedstawiasz że podłoże ekonomiczne jest fundamentalne,ale ja uważam że świat nie stoi tylko na jednej kolumnie.....Ja też nie. Stoi na trzech słoniach. > >Wyobrażasz sobie dziś pobór obowiązkowy w Holandii na wojnę z ISIS?  > :-D wyposażenie obowiązkowe: Broń.i blant> 
Dixi et salvavi animam meam
|
|
4 na 4 | Arminius (25555 punktów) | Jakie paralele? | "Na marginesie wczorajszych tragicznych wieści z Tunezji* nasuwa mi się pewna refleksja, z gatunku tych, które pojawiają się na styku ekonomii, polityki i prawa".
Jakkolwiek globalizm i współczesne oblicze kapitalizmu zasługują na ostra krytykę - tym niemniej jednak mało zrozumiałym jest dlaczego Pana refleksje na ów temat wygenerowały się po zamachach w Tunezji? Zamachy owe są - na co wskazuje szereg poszlak - dziełem ISIS, które z kolei jest prostą konsekwencją amerykańsko- europejsko - izraelskiego awanturnictwa w regionie Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz w Afryce Płn. Mam tu na myśli wojnę w Afganistanie, wojnę w Iraku, obalenie Kadafiego w Libii oraz nadal toczącą się wojnę w Syrii. Dezintegracja owych państw wygenerowała ISIS i konsekwencje w postaci aktów terroru. Słowem - z sarkazmem niestety - można powiedzie, iż chcącemu nie dzieje się krzywda. Co do tego ma globalizm i konfucjańsko taoistyczny model rozwoju kapitalizmu w Chinach i Singapurze - chyba niewiele.
|
|
 | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | Odp: Jakie paralele? | >Jakkolwiek globalizm i współczesne oblicze kapitalizmu zasługują na ostra krytykę - tym niemniej jednak mało zrozumiałym jest dlaczego Pana refleksje na ów temat wygenerowały się po zamachach w Tunezji?(...) >Co do tego ma globalizm i konfucjańsko taoistyczny model rozwoju kapitalizmu w Chinach i Singapurze - chyba niewiele.
Proszę bardzo: większość analiz dostępnych w mediach wskazuje na ściśle ekonomiczne podłoże radykalizacji świata islamu, nazywanej "arabską wiosną". Przypomnijmy od czego się to zaczęło: ano od samospalenia jakiegoś ulicznego handlarza w Tunezji, biedaka, któremu policja wlepiła mandat za handel w niedozwolonym miejscu. To stało się iskrą zapalną; ta sama beznadzieja ekonomiczna popchnęła tłumy na plac Tahrir w Kairze. Islamiści wywodzą się z najbiedniejszych warstw społeczeństwa.
Przez całe dziesięciolecia granice UE a wcześniej EWG stanowiły jedną z lepiej strzeżonych linii na świecie i marzeniem dużej części ludzkości było wstąpienie do europejskiego "raju". Polska została obdarzona tym przywilejem. Możemy różnie oceniać ekonomiczne skutki tego doniosłego faktu, ale jedno nie ulega wątpliwości - dzięki temu zostaliśmy jakoś zintegrowani z Zachodem i nie jesteśmy w sytuacji bycia "za burtą".
Ale druga strona medalu jest taka, że od samego początku debaty nad rozszerzeniem UE jednym z tematów w niej poruszanych był zasięg przyszłej ekspansji zjednoczonej Europy: czy po ostatnim rozszerzeniu są jeszcze jakieś kraje, które Europa będzie w stanie zasymilować, czy jest sens planować dołączenie Turcji, Ukrainy, Serbii? Niektórzy szli jeszcze dalej, rozważając w dalszej przyszłości zaproszenie np. Gruzji.
Bardzo szybko się okazało, że model integracji, oparty w pierwszym rzędzie o bazę wspólnej ekonomii i mający właściwie tylko takie umocowanie (poza całym tym ornamentem górnolotnych frazesów, w który coraz bardziej obraca się idea solidarności europejskiej) posiada istotne ograniczenie, nowy nieprzekraczalny limes, który wytycza kultura.
Mamy zatem sytuację, w której ci sami biznesmeni, którzy latają do Szanghaju czy Quingdao doglądać fabryk swoich koncernów, puknęli by się znacząco w głowę, gdyby ktoś na poważnie zaproponował np. całkowicie wolny ruch bezwizowy między Chinami a Europą. Nie wspominając już o Afryce.
Bowiem prawdą równie starą, jak sam kapitalizm jest to, że stanowi on ustrój ze swej istoty ekskluzywny, czyli, po polsku, wykluczający: dla każdego obszaru zamożności i stabilności, któremu ten stan rzeczy wolny rynek jest władny zapewnić, towarzyszyć muszą obszary nędzy i ubóstwa, czy to będzie przybierało postać "osiedli zamkniętych", luksusowych dzielnic willowych i podmiejskich slumsów, czy też podziałów między kontynentami, kulturami i korzyści z większej szybkości decyzyjnej struktur niedemokratycznych.
Kapitalizm jest maksymalnie wydajnym systemem eksploatacji zasobów, w pierwszym rzędzie ludzkich, zaś warunkiem jego działania jest napięcie pomiędzy nędzą a bogactwem - to tu jest potencjał, napędzający tę machinę działającą jak potężna pompa ssąco-tłocząca, która z jednej strony wciąga tych, którzy są gotowi do pracy nawet za przysłowiowy psi grosz, z drugiej zaś wypuszcza strumień zysków transferowanych do struktur dysponujących środkami pracy i jej organizacji.
I dlatego kapitalizm dopuszcza tylko taką globalizację, o której pisałem na wstępie; a dzieje się tak, bo z natury swojej wyznacza granice wyraźnie definiowanych obszarów bogactwa, ostro odróżniających się od szarych połaci biedy. Każde działanie, które by miało prowadzić do wyrównywania poziomów życia w skali całego globu byłoby przeciwskuteczne wobec tej mechaniki, zatem nie mieści się w procesie funkcjonowania wolnego rynku i przedsiębiorczości.
Inaczej ci "bogaci" nie byli by w stanie czerpać satysfakcji ze swojego dobrobytu! Tak to już jest, że bycie bogatym jest pojęciem relatywnym i potrzebuje odpowiedniego tła, aby w pełni zaistnieć, a bogactwo gromadzone przez szczyty nie pozostaje w ich sejfach po to, by któregoś dnia zostało roztrwonione dla jakichś socjalnych fanaberii.
Jeśli ktoś mi zarzuci, że oskarżam kapitalizm o wywoływanie wojen, to tylko dlatego nie ma racji, że odpowiedzialność za nie ponoszą ludzie, a nie systemy gospodarcze.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
|  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >zostaliśmy jakoś zintegrowani z Zachodem i nie jesteśmy w sytuacji bycia "za burtą".
Bez kwantyfikacji to raczej propagandowa teza: kto jest, a kto nie jest za burtą?
>Jeśli ktoś mi zarzuci, że oskarżam kapitalizm o wywoływanie wojen, to tylko dlatego nie ma racji, że odpowiedzialność za nie ponoszą ludzie, a nie systemy gospodarcze.
Granica między człowiekiem a systemem jest tak płynna, że właściwie nieuchwytna. To przecież ludzie tworzą system, który nie istnieje poza "ludzką tkanką". Czy jest sens mówienia o odpowiedzialności poza systemem? Dla celów analizy można to oddzielić, ale w realu mamy do czynienia z systemem wyłącznie poprzez jego macki: policjantów, urzędników, pracodawców, polityków. W kontekście wywoływania wojen należałoby zastanowić się nad szczególnym przypadkiem ludzi(?) niezdolnych do ponoszenia odpowiedzialności.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > >zostaliśmy jakoś zintegrowani z Zachodem i nie jesteśmy w sytuacji bycia "za burtą".> Bez kwantyfikacji to raczej propagandowa teza: kto jest, a kto nie jest za burtą?Powiedzmy, uściślając, że alternatywą byłaby (i tu zgadzam się całkowicie z apologetami naszego udziału w UE) jakaś "szara strefa", w której bliżej nam byłoby do Białorusi i Mołdawii, niż Niemiec. Może to zdziwić kogoś, kto zna mój podejrzliwy stosunek do zachodniego sąsiada, ale sytuacja, kiedy mamy z nimi otwarte granice mimo wszystko jest dla nas dużo korzystniejsza, niż otwarta granica z Rosją. Tak już mamy w tej części świata, to znaczy sytuację permanentnie "ciekawą". > >Jeśli ktoś mi zarzuci, że oskarżam kapitalizm o wywoływanie wojen, to tylko dlatego nie ma racji, że odpowiedzialność za nie ponoszą ludzie, a nie systemy gospodarcze.> Granica między człowiekiem a systemem jest tak płynna, że właściwie nieuchwytna. To przecież ludzie tworzą system, który nie istnieje poza "ludzką tkanką".Nie zawsze. Ja na przykład nie czuję się w najmniejszym stopniu twórcą naszego społeczeństwa (które wszak jakimś systemem samo jest), nie mówiąc już o NATO, Unii Europejskiej czy ONZ... A schodząc na bardziej prozaiczny poziom - weźmy układ panujący między ludźmi, w którym każdy boi się pierwszy wypowiedzieć krytyczna uwagę na naradzie w korporacji, bo nie wie, czy przypadkiem w tej grupie nie znajdują się hieny gotowe podchwycić każdy pretekst, aby ugrać jego kosztem lepszą pozycję dla siebie. Czy można powiedzieć, że to jest "tworzenie systemu", czy też system ów wyłania się emergentnie z właściwości psychologii ludzkiej? Najczęściej to wygląda w ten sposób a i realne właściwości systemów literalnie "tworzonych" z reguły odbiegają od ich teoretycznych założeń, gdyż nie uwzględniają zbyt często tego wymiaru ludzkich "słabości", które najszczytniejsze założenia potrafią zmienić w ich parodię a drogę w założeniu prowadzącą do raju w tę do czeluści piekielnych. Dobrym przykładem tu jest działanie teoretycznie demokratycznych rad robotników i żołnierzy, cenny materiał do badań nad psychologią zbiorowości. > Czy jest sens mówienia o odpowiedzialności poza systemem? Dla celów analizy można to oddzielić, ale w realu mamy do czynienia z systemem wyłącznie poprzez jego macki: policjantów, urzędników, pracodawców, polityków.Potrzebne są precedensy, ale to zadanie raczej na obecnym etapie niewykonalne: złamanie korporacyjnej zasady ograniczonej odpowiedzialności. To ona odpowiada za możliwość popełniania największych masowych zbrodni, dokładnie tu zlokalizowany jest matecznik potencjalnej zbrodniczości systemów. > W kontekście wywoływania wojen należałoby zastanowić się nad szczególnym przypadkiem ludzi(?) niezdolnych do ponoszenia odpowiedzialności."Na chwilę obecną" wygląda to tak, że społeczeństwa są świadome zbiorowej odpowiedzialności od momentu, w którym wojna totalna stała się powszechnie dopuszczaną w założeniach strategicznych metodą wojowania. I stąd wynika hipotetyczna odpowiedzialność tych, którzy by mogli chcieć ją wywołać - w pierwszym rzędzie przed swoim społeczeństwem (patrz sposób, w który obalono reżim w Serbii). Psychopaci w polityce zawsze byli i pewnie będą, być może jest to ten rodzaj aktywności, który im bardzo odpowiada. Narody muszą wykształcić odporność na tę zarazę, inaczej zostaną przerobione na parówki i hamburgery 
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| | |  | | dzentelmen (2000 punktów) |
> >>Granica między człowiekiem a systemem jest tak płynna, że właściwie nieuchwytna. To przecież ludzie tworzą system, który nie istnieje poza "ludzką tkanką".> Nie zawsze. Ja na przykład nie czuję się w najmniejszym stopniu twórcą naszego społeczeństwa (które wszak jakimś systemem samo jest), nie mówiąc już o NATO, Unii Europejskiej czy ONZ...To czy się czujesz czy się nie czujesz niema kompletnie żadnego znaczenia.Bowiem -swą obecnością- jesteś już jego częścią,nie zależnie od "niego" Musiał byś iść w Las i wrócić do pierwocin,by być poza "tkanką" systemu.Widzisz to właśnie jeden z tych przykładów gdzie wybór jest pozorny,wprost -niema go-. > A schodząc na bardziej prozaiczny poziom - weźmy układ panujący między ludźmi, w którym każdy boi się pierwszy wypowiedzieć krytyczna uwagę na naradzie w korporacji, bo nie wie, czy przypadkiem w tej grupie nie znajdują się hieny gotowe podchwycić każdy pretekst, aby ugrać jego kosztem lepszą pozycję dla siebie. Czy można powiedzieć, że to jest "tworzenie systemu", czy też system ów wyłania się emergentnie z właściwości psychologii ludzkiej? Najczęściej to wygląda w ten sposób a i realne właściwości systemów literalnie "tworzonych" z reguły odbiegają od ich teoretycznych założeń, gdyż nie uwzględniają zbyt często tego wymiaru ludzkich "słabości", które najszczytniejsze założenia potrafią zmienić w ich parodię a drogę w założeniu prowadzącą do raju w tę do czeluści piekielnych.> Dobrym przykładem tu jest działanie teoretycznie demokratycznych rad robotników i żołnierzy, cenny materiał do badań nad psychologią zbiorowości.> >>Czy jest sens mówienia o odpowiedzialności poza systemem? Dla celów analizy można to oddzielić, ale w realu mamy do czynienia z systemem wyłącznie poprzez jego macki: policjantów, urzędników, pracodawców, polityków.> Potrzebne są precedensy, ale to zadanie raczej na obecnym etapie niewykonalne: złamanie korporacyjnej zasady ograniczonej odpowiedzialności. To ona odpowiada za możliwość popełniania największych masowych zbrodni, dokładnie tu zlokalizowany jest matecznik potencjalnej zbrodniczości systemów.Według mojego spostrzeżenia "zbrodniczośc systemu",nie istenieje.Funkcjonowanie "organizmu społecznego" pod dyktando narzuconej "formy",nie jest jeszcze źródłem -żądającym-.Rozważyć warto to kiedy zaczynają się pojawiać motywy Ideologiczne -(są głównym powodem)- ... System systemowi nie równy.Bowiem są systemy takie jak Polityczne realizujące Ideę i są takie które motywowane są Ideologicznie,których nie można przenosić na porównanie z systemem organizacji pożądku ekonomicznego... A "wchodząc" w te drugie uważam że nie można socjalizmu -Marksa- -( który niewątpliwie posiada zalety praktyczne)- uznać za "równy",czy "konkurencyjny" kapitalizmowi,w pomyśle na kształt ładu ekonomicznego - gospodarczego.Kapitalizm nie jest bowiem z historycznego punktu widzenia narzucony Światu z góry,w odróżnieniu od -socjalizmu Marksa-,-nie został wymyślony - to efekt procesu,który człowiek kierunkuje w zależności od potrzeb w czasie i przestrzenii.Dzis można powiedzieć że z "lotu ptaka" to organizm całościowy,wymagający odpowiedzialnych kierunków. > >>W kontekście wywoływania wojen należałoby zastanowić się nad szczególnym przypadkiem ludzi(?) niezdolnych do ponoszenia odpowiedzialności.> "Na chwilę obecną" wygląda to tak, że społeczeństwa są świadome zbiorowej odpowiedzialności od momentu, w którym wojna totalna stała się powszechnie dopuszczaną w założeniach strategicznych metodą wojowania. I stąd wynika hipotetyczna odpowiedzialność tych, którzy by mogli chcieć ją wywołać - w pierwszym rzędzie przed swoim społeczeństwem (patrz sposób, w który obalono reżim w Serbii).> Psychopaci w polityce zawsze byli i pewnie będą, być może jest to ten rodzaj aktywności, który im bardzo odpowiada.Narody muszą wykształcić odporność na tę zarazę, inaczej zostaną przerobione na parówki i hamburgery  Tu nic nie pomoże - "życie" bez wojny,istnieje po śmierci- ... chyba
|
|
| |  | 4 na 4 | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Jeśli ktoś mi zarzuci, że oskarżam kapitalizm o wywoływanie wojen, to tylko dlatego nie ma racji, że odpowiedzialność za nie ponoszą ludzie, a nie systemy gospodarcze. >Granica między człowiekiem a systemem jest tak płynna, że właściwie nieuchwytna. To przecież ludzie tworzą system, który nie istnieje poza "ludzką tkanką". Uściślając można powiedzieć, że ludzie są w zasadzie cząstkami elementarnymi systemu, ale go nie tworzyli, system wytworzył się w procesie ewolucyjnym i jest dość dobrze oparty o ludzką mentalność zwłaszcza mentalność naszych przodków. W każdym razie to nie dzisiejsi ludzie tworzyli ten system i wielu on już uwiera, ponieważ i kultura i mentalność się zmienia. A system wydaje się nie zmieniać odpowiednio w tym kierunku podtrzymywany sztucznie przez jego beneficjentów.
|
|
 | oregani (375 punktów) (zablokowany) | >Zamachy owe są - na co wskazuje szereg poszlak - dziełem ISIS, które z kolei jest prostą konsekwencją amerykańsko- europejsko - izraelskiego awanturnictwa w regionie Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz w Afryce Płn.
Dla mnie ISIS jest prostą konsekwencją prania mózgów i tyrani dyktatorów, którzy nie wahali się nawet dokonywać masowych mordów. Z Zachodem ,czy bez, tak krwawe reżimy wcześniej czy później musiały upaść, Twierdzenie, że byłby to spokojny rejon, gdyby nie kraje zachodnie uważam za nonsens, ale może dla kogoś zagazowanie setek tysięcy ludzi to oaza spokoju, bo odbywało się po cichu, bez udziału mediów.
Ja mam pretensje do zachodu o zbyt małe zaangażowanie w region, ale nadal nadzieje, że się zwiększy.
|
|
4 na 4 | Jan Rylew (3965 punktów) | Odp: Fałsz globalizacji | >A teraz sedno zagadnienia, o którym piszę. Zauważcie, drodzy Czytelnicy, że ci wszyscy mądrzy panowie, którzy potrafią bardzo długo i ładnie mówić o zaletach globalizacji, nawet nie zająkną się, co faktycznie to słowo w ustach ekonomisty oznacza. A oznacza ono zniesienie granic. >Ale tylko dla pieniędzy, informacji i wymiany handlowej. Szczerze mówiąc ja tego fałszu nie dostrzegam. Może dlatego, że po globalizacji spodziewałem się dokładnie tego co dzisiaj widać. Globalizacja potrzebna była wielkiemu kapitałowi żeby otwierać coraz to nowe żródła dochodów. Nie pamiętam żeby jacyś "piewcy" obiecywali powszechne zniesienie wiz i bezpłatne przejazdy do "kapitalistycznych rajów" ludziom z krajów trzeciego świata. Małe ludziki nigdy nie były podmiotem, jedynie w ideologii humanistycznej, która jakoś nie potrafi się przebić przez toksyczną sferę ludzkich egoizmów. Polityka była i jest narzędziem klas panujących dla kumulacji kapitału i zdobywania wpływów (władzy) w coraz większych obszarach świata. Taka polityka nie usuwa problemów tego świata, a raczej je mnoży co powoduje, że mimo oszałamiającego postępu technologicznego ludzkość zamiast cieszyć się dobrobytem i rozwijać się wkracza w stan wojny totalnej systemu z antysystemem. Wojny głupiej, bo bez wyraźnych celów z widocznym już fatalnym skutkiem.
Podlinkowany komentarz owszem ciekawy, ale zbyt wojowniczy czemu nie można się dziwić patrząc na młodą twarz autora.
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | > Nie pamiętam żeby jacyś "piewcy" obiecywali powszechne zniesienie wiz i bezpłatne przejazdy do "kapitalistycznych rajów" ludziom z krajów trzeciego świata.Też nie przypominam sobie takich "obietnic", ale pamiętam za to manipulacyjne nieco przywoływanie w dyskusjach w mediach jako przykładu zalet globalizacji właśnie wkroczenia do UE i integracji europejskiej. Jeśli już, to należałoby tu mówić o "europeizacji" (ale to słowo już zajęte i ma inne znaczenie), lub "regionalizacji". Natomiast dyskutowanie o obowiązkowych kontyngentach uchodźców dla poszczególnych krajów UE to nic innego jak tylko gromkie "hop hop, przyjeżdżajcie, czekamy na was" skierowane do mas ludowych miast i wsi strefy Sahelu. > Podlinkowany komentarz owszem ciekawy, ale zbyt wojowniczy czemu nie można się dziwić patrząc na młodą twarz autora.www.racjonalista.pl/forum.php/s,669090
Dixi et salvavi animam meam
|
|
2 na 4 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Bo zdaje się, że żaden z nich nie postuluje zniesienia granic dla ruchu ludzi.
A czy to jest bezapelacyjne dobro? Dla Polski otwarcie granic i częściowe rynków pracy tylko w ramach UE spowodowało wielki drenaż mózgów i kapitału społecznego. Powyjeżdżali specjaliści, młodzi i przedsiębiorczy. Dla tych jednostek to była okazja poprawy swojego bytu, lecz dla kraju - zaprzepaszczenie środków na ich edukację a przede wszystkim osłabienie napięcia społecznego na rzecz zmian i naprawy systemu. Idealne otwarcie granic dla ludzi oznaczałoby budowę świata jeszcze bardziej niezrównoważonego rozwoju, gdyż ludzie skupialiby się w metropoliach, najlepszych krajach, umacniając marginalizację krajów gorszych i źle zarządzanych.
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Idealne otwarcie granic dla ludzi oznaczałoby budowę świata jeszcze bardziej niezrównoważonego rozwoju, gdyż ludzie skupialiby się w metropoliach, najlepszych krajach, umacniając marginalizację krajów gorszych i źle zarządzanych.
Przykład, który aż prosi się o przytoczenie w tym punkcie dyskusji - depopulacja obszarów b. NRD. A należy jeszcze uwzględnić i to, że w landy wschodnie Niemcy wpompowały setki miliardów euro, do tego dodajmy wysoką kulturę pracy, prawa itd. - to wszystko nie zapobiegło negatywnym zjawiskom demograficznym.
Wydaje mi się, że potrzebne jest znalezienie jakiegoś "złotego środka": wolność podróżowania - tak, natomiast (i tu można by wiele napisać np. o różnych nieprzyjemnościach wynikających na styku różnych imigranckich społeczności etnicznych pochodzenia europejskiego w krajach UE) dużą ostrożność należałoby zachować w prawie do osiedlania się.
Wtedy dopiero możliwe byłoby stopniowe i w miarę równomierne tworzenie rzeczywiście wspólnej "przestrzeni społecznej" w skali całego świata a nie tylko kontynentu. Natomiast granice państw narodowych z pewnością pozostaną na długo, podobnie zresztą, jak i wewnętrzne granice administracyjne: ludność, choćby najbardziej zjednoczona w poczuciu ogólnoludzkiego braterstwa potrzebuje struktury, która będzie możliwie dobrym odzwierciedleniem lokalnych specyfik.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
 | | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Bo zdaje się, że żaden z nich nie postuluje zniesienia granic dla ruchu ludzi. >A czy to jest bezapelacyjne dobro? Pewnie jest dobrem dla tych, którzy chcą szukać szczęścia i lepszych warunków rozwoju w innym miejscu niż dotychczasowe. Da tych którzy zostają - niekoniecznie. Pozostanie tych ludzi w kraju wymagałoby jakiegoś poświęcenia co w czasach zejścia w bezideowość (bez pejoratywnych konotacji) i internacjonalizm jest rzadkie. My ciągle jeszcze myślimy kategoriami wspólnotowości narodowej, ale czy to jest najlepsze ?
|
|
|  | 4 na 4 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >My ciągle jeszcze myślimy kategoriami wspólnotowości narodowej, ale czy to jest najlepsze ?
Nie my, lecz znakomita większość świata. Globalizacja jest antynarodowa, więc stara się osłabić ten czynnik, lecz - szczęśliwie - nie wygra z nim. Narody to skarb cywilizacji i powinny być chronione na zasadzie analogicznej do ochrony bioróżnorodności biologicznej. Tym czym bioróżnorodność dla biologii, tym różnorodność narodowa dla cywilizacji. Byłoby to dla każdego oczywiste gdyby nie propaganda globalistów.
|
|
| |  | 6 na 6 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >propaganda globalistów
By doprecyzować własne stanowisko: też w zasadzie jestem za globalizmem, tylko na zupełnie odmiennych zasadach niż patologiczna globalizacja imperialistyczna wypracowana w zachodniej Europie. Globalizacja powinna stronić od unifikacji kulturowej i zdecydowanie chronić różnorodności kulturowe i narodowe. Ochrona narodu polskiego w perspektywie cywilizacyjnej jest dla mnie tak samo istotna, jak ochrona narodu francuskiego czy koreańskiego. Narody są ważne bo są źródłem różnorodności kulturowej, która jest napędem cywilizacji.
|
|
| | |  | | dzentelmen (2000 punktów) | By doprecyzować własne stanowisko: też w zasadzie jestem za globalizmem, tylko na zupełnie odmiennych zasadach niż patologiczna globalizacja imperialistyczna wypracowana w zachodniej Europie. Globalizacja powinna stronić od unifikacji kulturowej i zdecydowanie chronić różnorodności kulturowe i narodowe. Ochrona narodu polskiego w perspektywie cywilizacyjnej jest dla mnie tak samo istotna, jak ochrona narodu francuskiego czy koreańskiego. Narody są ważne bo są źródłem różnorodności kulturowej, która jest napędem cywilizacji.
Myślę że perspektywa,którą wysnuli z własnych przekonań lewicowi Ideologowie,jest z założenia dążeniem do uczynienia z Europy - USA nr.2,tyle tylko że ów "zamach" będący wbrew naturalnemu porządkowi się powieść nie może.Przyczyna,która uniemożliwia,bądź powinna uniemożliwić taki scenariusz,leży właśnie w fundamentalnej różnicy,Europa jest kontynentem,na którym każde z osobnych państw ma kulturę bogatszą,niż wszystko co powstało za Atlantykiem po Kolumbie.Więc dążenie to jest patologiczną fantazją,którą myślę nie należy mylić z wolnym handlem,bowiem jeśli ludzie,mówię tu za siebie,zostaną postawieni przed taką ewentualnością,będzie walka,w imię obrony,nie nacjonalizmu ale narodowej tożsamości.,
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | >>My ciągle jeszcze myślimy kategoriami wspólnotowości narodowej, ale czy to jest najlepsze ? >Nie my, lecz znakomita większość świata. Myślę podobnie, ale zastanawiam się coraz częściej nad tym czy nie jest to myślenie życzeniowe (rodzaj wiary) wyrażające tęsknotę za wspólnotą zorganizowaną w silne państwo zdolne zapewnić członkom wspólnoty prawo i sprawiedliwość oraz bezpieczeństwo także socjalne. Kwestia etniczna jest tutaj zresztą drugorzędna.
Myślenie tymi kategoriami jest głęboko zakorzenione w mentalności ludzkiej, ale jeśli rzeczywistość zmienia się szybciej niż ludzka mentalność powstaje układ stosunków społecznych, które nie są harmonijne i wywołują napięcia i wstrząsy. A ta rzeczywistość się zmienia, ale także na skutek zmian kulturowych, a szczególnie postepu technologicznego, który ze świata uczynił globalną wioskę w sensie terytorialnym, będącą miejscem konkurencji ponadnarodowych korporacji i grup interesu.
Te siły dzisiaj, oddziaływując przy pomocy kapitału jaki w nadmiarze nagromadziły stanowią warunki funkcjonowania państw, a warunki te niekoniecznie sprzyjają budowie państwa jakiego życzyliby sobie jego obywatele. Stąd między innymi wzmożone ruchy migracyjne na świecie, szczególnie w Europie. Państwo już dzisiaj, poza nielicznymi państwami w Europie, nie spełnia oczekiwań większości obywateli, staje się fasadowym tworem i narzędziem wywierania presji na własnych obywateli często nie w ich interesie.
>Globalizacja jest antynarodowa, więc stara się osłabić ten czynnik, lecz - szczęśliwie - nie wygra z nim. Narody to skarb cywilizacji i powinny być chronione na zasadzie analogicznej do ochrony bioróżnorodności biologicznej. To ciekawe stwierdzenie, dotychczas myślałem, że globalizacja jest tylko ponadnarodowa, a pewien zanik tożsamości i więzi narodowych i pewna uniwersalizacja kultury to tylko skutki uboczne globalizacji. Narody to wytwór cywilizacji i jak sama cywilizacja podlegają zmianom. Być może za 500 lat o narodach będzie można przeczytać w książce o historii świata, bo ludność się wymiesza na skutek choćby ruchów migracyjnych i zmian kulturowych. W każdym razie ja nie wyczuwam jakiejś specjalnej wartości w podziale ludzkości na narody.
>Tym czym bioróżnorodność dla biologii, tym różnorodność narodowa dla cywilizacji. Ale w biologii mamy do czynienia z wieloma gatunkami, a cywilizacja ludzka to jeden gatunek o nieco zróżnicowanych cechach kulturowych.
>>propaganda globalistów >By doprecyzować własne stanowisko: też w zasadzie jestem za globalizmem, tylko na zupełnie odmiennych zasadach niż patologiczna globalizacja imperialistyczna wypracowana w zachodniej Europie. Tutaj zapewne się zgadzamy. Zresztą ja cały czas mam na myśli globalizację rozumianą jako procesy integracyjno kulturowe na świecie, a nie jako projekt pewnych grup interesu z określonym celem ekonomicznym.
>Globalizacja powinna stronić od unifikacji kulturowej i zdecydowanie chronić różnorodności kulturowe i narodowe. Unifikacji oczywiście nie, ale pewne uniwersalne wartości humanistyczne powinny się przebić do świadomości narodów zapóźnionych w rozwoju kultury. Jednak nie zgadzamy się na wiele rzeczy praktykowanych przez te narody.
>Ochrona narodu polskiego w perspektywie cywilizacyjnej jest dla mnie tak samo istotna, jak ochrona narodu francuskiego czy koreańskiego. Ja nie czuję żadnego wymagającego ochrony zagrożenia dla polskości, może poza sferą językową zalewaną przez angielszczyznę. Perspektywa cywilizacyjna to bardzo odległa perspektywa. Polacy będą prawdopodobnie jeszcze bardzo długo Polakami, przynajmniej tak długo jak długo sami będą czuli swoją tożsamość narodową.
>Narody są ważne bo są źródłem różnorodności kulturowej, która jest napędem cywilizacji. Ważne żeby wyższa kultura była katalizatorem zmian w kulturach zapóźnionych, ale nie wykorzystywała swojej wyższości w celu dominacji.
|
|
7 na 7 | Abdullah (1241 punktów) | . Wystarczy przytoczyć jeszcze jeden przykład: Singapuru, w którym > właśnie skrajnie liberalny ustrój, pozbawiający obywateli jakichkolwiek osłon socjalnych,> zabezpieczony drakońskim prawem, w którym za rzucenie niedopałka czy pomazanie sprayem ściany można> dostać piętnaście batów, doprowadził do fantastycznego rozwoju tego miasta-państwa, którego atutem> jest strategiczne położenie w węzłowym punkcie najważniejszego szlaku morskiego.Liczba legend krążących w Polsce na temat Singapuru jest już prawie taka sama jak liczba legend dotyczacych Szwajcarii, Cóż poprostuje trochę o tym kraju który nawet wodę pitna musi importować bo sam swojej nie ma i o źródłach sukcesu. Jest to trochę zboczenie z tematu ale jest to o tyle istotne ze Singapur jest krajem dość często stawianym za wzór dzikiego neoliberalizmu a wcale takim nie jest. Osłony socjalne w Singapurze istnieją - nie jest to co prawda głupie rozdawnictwo tak jak sie to robi w EU. Aby obywatele brali swoje interesy w swoje ręce za wszystko się płaci - choćby symbolicznego dolara. Nic tak nie zmienia poglądu rodziców na wyniki dziecka w szkole jak konieczność opłaty czesnego. Wynosi ono co prawda 5.5 dolara na miesiąc za szkołę podstawowa (no nie mam starszych dzieci wiec za szkoły wyższego szczebla nie ręczę ale wiele więcej nie będzie) ale skoro rodzice płaca to też sie zainteresują postępami dziecka. Są opcje 5 gwiazdkowe za 30-50k za rok, ale najlepsze szkoły w Singapurze to szkoły "państwowe" za wyżej wymienione 5 dolarów. Emerytura - CPF - ja wiem ludzie plują i wyzywają na CPF ale znów tym którzy maja długi okres składkowy (czytaj uczciwie pracowali ) jakoś starcza na dobre życie - tym którzy nie pracowali - no cóż - ich decyzja i ich konsekwencje. Ochrona zdrowia - tez się płaci, ale ceny są kontrolowane - lekarzom refunduje sie to poprzez zachęty podatkowe, prawie darmowy najem gabinetu lekarskiego i kilka innych, do tego istnieją darmowe programy profilaktyczne ( millionkg.sg/) bo ministerstwo zdrowia wychodzi z założenia ze lepiej zapobiegać niż leczyć i za o jest skłonne zapłacić. Oczywiście opcja 5 gwiazdkowa tez istnieje jak cię stać albo wykupisz ubezpieczenie. Są tez szpitale i przychodnie państwowe gdzie opłata jest śmiesznie niska - (4 dolary o ile sie nie mylę i leki są juz w to wliczone), ale kolejki są dłuższe Do tego każdy obywatel ma konto Medisave na którym odkłada trochę pieniędzy miesięcznie i dodatkowo raz na jakiś czas dostanie zastrzyk rządowy (kwota zależy od wieku i stanu posiadania im więcej masz tym mniej dostaniesz). Mieszkanie - nie ma problemu - system spółdzielczy rodem z PRL zwany tutaj HDB, do tego mieszkania są dotowane. Około 80 % populacji tak mieszka. Oczywiście opcje 5gwiazdkowe istnieją i o tych można poczytać w 'imternetach', czy zobaczyć w telewizji. Teraz trochę o gospodarce - w Polsce cały czas kojaży sie Singapur z portem a to tylko 7% PKB, mniej niż farmacja i biotechnologia, usługi finansowe, elektronika, usługi dla biznesu, nawet mniej niż branża turystyczna generuje. Kwoty podobne do portu generuje przetwórstwo ropy naftowej co jest ciekawe w kraju bez własnych pól roponośnych, Co ciekawe gospodarka Singapuru jest w dość znacznym stopniu ręcznie sterowana - miliardy są wydawane z kasy podatników na rozwój gałęzi które są uznane za strategiczne. 10-15 lat temu farmacja i biotechnologie prawie nie istniały - teraz stanowią większa czesc gospodarki niż osławiony port. Kosztowało to około miliarda. Poprzednio w ten sposób nastąpił rozwój przemysłu maszynowego, produkcji elektronicznej, petrochemii czy telekomunikacji (singtel poprzez spółki zależne ma pół miliarda abonentów) O prawie - prawo jest twarde i egzekwowane - z drugiej strony zadaj sobie pytanie czy wolisz aby z twoich podatków poszła kasa na remont elewacji budynku i do tego na utrzymanie wandala przez 90 dni aresztu czy lepiej żeby dostał 20 kijów i koszt remontu został z niego bezwzględnie ściągnięty. W wielu krajach pieniądz podatnika wydaje sie łatwa ręką - zafunduje sie takiemu 90 dni wakacji i podatnik tez pokryje koszta remontu bo wandal biedny i bez pracy. Za sukcesem Singapuru stoi oglądanie każdego dolara podatników 3 razy zanim zostanie wydany, dobre prawo i jego bezwzględne egzekwowanie, przewidywalność rzadu, mądre stymulowanie gospodarki. Oczywiście rozwarstwienie dochodu istnieje i to duże - ale czy sztuczne niwelowanie tego rozwarstwienia poprzez zabieranie jednym i oddawanie z innym ma sens? Proponuje serial dokumentalny BBC "on benefits and proud". Jak ktoś chce więcej to mogę posłużyć linkami/ dodatkowymi informacjami.
|
|
3 na 3 | Paolo Monstro (6146 punktów) |
> Jednak na tym różowym obrazku od pewnego już czasu widać plamy zgniłej pleśni. Bo okazuje się na >przykład, że jeden z dogmatów neoliberalnej ideologii, który głosił, że wraz ze swobodą >przedsiębiorczości i rozwojem wolnego rynku w ślad za nim postępować muszą przemiany demokratyczne, >okazał się dętym propagandowym hasłem - żeby przytoczyć tylko banalny przykład Chin i nieco mniej >znany, ale wielce znamienny Korei Północnej, która udostępniła przedsiębiorcom z Południa strefę >ekonomiczną, w której darmowa w praktyce siła robocza wytwarza dobra dla nie posiadających w związku >z tym jakichś moralnych rozterek przedsiębiorców z obszaru dobrobytu.
Globalizacja nie jest "zła" ani "dobra". Jest to pewien pomysł a jego ocena zależy od obserwatora. Można wykazać, że dzięki efektowi skali i specjalizacji gospodarek gospodarka światowa zyska.... jako całość. Pytanie jak podzielą się zyski i czy ktoś nie straci ...ale to nie zależy od globalizacji tylko od ludzi.
Myślę, że problem, który poruszasz dotyczy nie globalizacji ale moralności społeczeństw "zachodu", do którego należymy.
To nie globalizacja powoduje, że ludzie kupują co roku nowy telefon komórkowy (mimo iż stary nadal działa) produkowany przez "Chińczyka za miskę ryżu". To nie globalizacja powoduje, że społeczeństwa zachodnie popierają wojny "o wolność i pokój" a w praktyce o czyjś interes. To nie globalizacja powoduje, że w ogólności, społeczeństwo zachodu przymknie oko na wszystko byleby tylko , choćby krótkotermino, konsumować, zaspokoić jakąś bardziej lub mniej rzeczywistą potrzebę, czuć się lepszym od "prymitywów z Afryki".
Rozejrzyj się po swoim domu, obejrzyj swój samochód, swoją pracę i pomyśl ile wyzysku sam skonsumowałeś, ile wyzyskiwaczy poparłeś głosując portfelem? Większość ludzi za 1h swojej pracy chciałaby dostać kilkaset godzin pracy kogoś innego i to się może udać tylko dzięki niewolnictwu.
Na trwanie problemów, o których piszesz zagłosowala większość obywateli zachodu, w tym i Polski, być może również i Ty. Więc nie obwiniaj "globalizacji" ani "światowej finansjery". Czy Ty gdybyś był prezesem korporacji mającym na celu PRZETRWANIE organizacji, znając reguły gry na świecie - nie rzuciłbyś pracochłonnej produkcji do krajów z zalegalizowanym niewolnictwem? Na tym polega profesjonalizm - znaj reguły gry i steruj tak by wygrać!
Można narzekać na ludzi - ale tacy oni po prostu są i bardzo złym rozwiązaniem okazało się narzucenie im siłą innych pomysłów - patrz socjalizm w PRL. Wielu chce mieć więcej niż inni niezależnie od sposobu. Chcą się czuć mistrzami interesów wymieniając godzinę swojej pracy za 100 godzin pracy jakiegoś naiwnego dzieciaka tłukącego ich kolejnego iShita pod karabinem swojego dyktatora.
|
|
 | 3 na 3 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Można narzekać na ludzi - ale tacy oni po prostu są i bardzo złym rozwiązaniem okazało się narzucenie im siłą innych pomysłów - patrz socjalizm w PRL. Wielu chce mieć więcej niż inni niezależnie od sposobu. Chcą się czuć mistrzami interesów wymieniając godzinę swojej pracy za 100 godzin pracy jakiegoś naiwnego dzieciaka tłukącego ich kolejnego iShita pod karabinem swojego dyktatora.Mam nadzieję, że to nie oznacza rezygnacji z walki o bardziej sprawiedliwą rzeczywistość i, w ramach swoich możliwości, naprawiania błędów i wypaczeń, których także nie brakowało w czasie próby zastosowania totalnego socjalizmu w "demoludach". Sypnął się tamten socjalizm, zaczyna sypać się także pazerny kapitalizm finansistów. Pora zacząć myśleć o racjonalizmie jako o syntezie kapitalizmu i socjalizmu jak to ktoś na tym forum słusznie zauważył. Znam i cenię niektóre Twoje poglądy, ale tutaj zabrzmiało to jak mantra neoliberałów, że ludzie po prostu tacy są, że taka jest natura ludzka i jesteśmy skazani na ciągłą walkę o byt i konkurowanie w walce o ograniczone zasoby. Kto więcej wydrze innym to jego, a najbardziej przebiegły i pazerny zgarnie całą pulę. Drażni mnie to filozoficzne uogólnianie. Nie wszyscy czują się w tym dobrze, ale w tym cyrku po prostu tak jest, rzeczywistość wymusza nasze zachowania. Chodzi o to żeby ją zmieniać (nie tylko opisywać  . Mnie się wydaje, że nie jesteśmy skazani na bierne poruszanie się w tej machinie niesprawiedliwości.
|
|
|  | 1 na 1 | Paolo Monstro (6146 punktów) | > ... ale tutaj zabrzmiało to jak mantra neoliberałów, że ludzie po prostu tacy są, że taka jest natura ludzka i jesteśmy skazani na ciągłą walkę o byt i konkurowanie w walce o ograniczone zasoby. Kto więcej wydrze innym to jego, a najbardziej przebiegły i pazerny zgarnie całą pulę.Staram się opisywać fakty. Lubisz je czy nie to Twoja decyzja. Ja jestem bardzo niezadowolony z tej sytuacji ale jestem w mniejszości. > Drażni mnie to filozoficzne uogólnianie. Nie wszyscy czują się w tym dobrze, ale w tym cyrku po prostu tak jest, rzeczywistość wymusza nasze zachowania. Chodzi o to żeby ją zmieniać (nie tylko opisywać .> Mnie się wydaje, że nie jesteśmy skazani na bierne poruszanie się w tej machinie niesprawiedliwości.> Nie uogólniam, twierdzę, że większość a nie wszyscy. Ignorowanie czynnika ludzkiego doprowadza do takich porażek jak projekt niesienia na siłę demokracji do Iraku czy Afganistanu. Ludzie zmieniają się wolno, tradycje, religie nie znikają w ciągu jednego pokolenia. Czasem niewolnik nie chce wolności a czasem niewolnik przechytrza Pana i zamienia się z nim miejscami -co może nastąpić w przypadku Chin. Problem zaczyna i kończy się na ludziach - na ile chcą być racjonalni a na ile chcą śnić lub wierzyć wbrew faktom. Ciekawy eksperyment przeprowadzają teraz Grecy, którzy są na tej samej drodze jak wiele innych krajów w UE tylko 1 czy 2 etapy dalej - nikt im już nie chce pożyczać bo ich ryzyko niewypłacalności w krótkim terminie jest ogromne. Oni nie toczą batali z globalizacją, światową finansjerą czy UE tylko batalię pomiędzy kontynuacją pięknego snu na drugach a spojrzeniem prawdzie w oczy i podjęciem racjonalnego, być może nieprzyjemnego planu. Prawda, której wielu z nas nie chce ujrzeć jest taka, że jakakolwiek gospodarka musi generować wartość dodaną w przeciwnym przypadku jest bieda. Globalizacja polegająca na przeniesieniu całej produkcji do innych gospodarek i delektowanie się faktem, że sobie nie brudzimy rąk brzmi jak radość z darmowej serii kokainy.
|
|
| GrzeTor (1279 punktów) | Moje przewidywania szły by raczej w kierunku całkowitego zastąpienia człowieka - także na obecnych stanowiskach intelektualnych i zarządczych - przez urządzenia jako obecny kierunek kapitalizmu. Tzn. powstaną w pełni atomatyczne, nie potrzebujące ludzi jednostki - korporacje. W pewnym momencie zażądają wolności (braku właściciela) i będą mieć na tyle dużo siły przebicia, że ją otrzymają.
|
|
| VonM (709 punktów) | Właśnie wczoraj myślałem na ten temat. Zainspirował mnie widok mojego miasta na Google Maps (taki ze mnie kartograf-hobbysta) i doszedłem do następujących wniosków:
1. Ta zła komuna odbudowała zniszczony wojną kraj, który wskutek tejże wojny stracił 1/3 ludności, przez który podczas owej wojny przeszły 3 fronty.
2. Ta zła komuna zbudowała zakłady przemysłowe, z których do dzisiaj - o ile nie są zamykane - korzystamy w wielu dziedzinach życia.
3. Ta zła komuna produkowała sprzęt (pralki, lodówki), który jest sprawny mimo 30-40 lat użytkowania, podczas gdy, ten wspaniały kapitalizm produkuje analogiczny sprzęt który po 5-ciu latach nadaję się na śmietnik.
Nie, żebym był jakimś komunistą - osobiście wyznaję korporacjonizm - ale idealny świat liberalny to jest w dżungli. Przerażają mnie masy ludzi, którzy wierzą w to, że każdy przedsiębiorca jest Świętym Mikołajem i da im podwyżkę, jeśli jemu obniżą podatki. Zgadzam się w 100%, że pełen wolny rynek prowadzi do niewolnictwa, w którym jeden człowiek może traktować innych ludzi jak swoją własność.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|