 |
Ładne kwiatki, czyli wspomnienie o Stalinie Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-07-2015 11:31 | Hodża (11172 punktów) | Ładne kwiatki, czyli wspomnienie o Stalinie
1 na 1 | Wczoraj obiegła polskie media informacja o zgonie 67-letniej kobiety poparzonej przez znaną ze swojej toksyczności roślinę, barszcz Sosnowskiego, która w r. 1947 została introdukowana w Polsce i na bezkresnych obszarach b. ZSRR jako roślina pastewna o wielkim (jak się wówczas wydawało) potencjale gospodarczym, zważywszy na niezwyczajny przyrost biomasy generowany przez to plenne zielsko: poszczególne egzemplarze osiągają wysokość sięgającą 4,5 metra. Początkowe zachwyty szybko znikły kiedy zwrócono uwagę na trudności związane z uprawą (robotnicy musieliby przystępować do zbioru wyekwipowani w kombinezony ochronne podobne do oddziałów obrony przeciwchemicznej, gdyż jej sok i opary powodują ciężkie owrzodzenia, prowadzące do martwicy i blizn, szczególnie pod działaniem światła słonecznego) i destrukcyjne dla biotopu właściwości tego organizmu. Roślina ta nie dość, że ciągnąc soki a swoimi rozłożystymi liśćmi zabierając światło ogranicza możliwości wzrostu konkurentów, to dzięki swojej niezwykle agresywnej chemii niszczy je aktywnie, ograniczając o 2/3 liczebność gatunków w miejscu swojej kolonizacji. Dodajmy do tego, że ta sama właściwość powoduje, że nie posiada żadnych naturalnych wrogów a szkodniki, które chętnie podjadają roślinki mniej lub bardziej pożyteczne dla człowieka od tej trzymają się z daleka. Marną w tej sytuacji pociechą jest to, że jest to roślina miododajna. Wydaje się raczej, że ewolucja zagrała tu w dla siebie właściwy sposób, jako że ten organizm znalazł w człowieku swojego roznosiciela, który na pewnym etapie rozsiewał go poza obszarami kontrolowanej uprawy. Działo się tak za sprawą pszczelarzy, którzy chcieli podnieść wydajność swoich pasiek. Jeśli dodać do tego, że samo ścięcie łodygi nie wystarczy, aby pozbyć się pasożyta (odrasta), że samo przebywanie w jej pobliżu podczas upalnego dnia grozi poparzeniem lub zatruciem, nawet bez kontaktu dotykowego, że nasiona obecne w glebie zachowują zdolność do aktywacji przez wiele lat (nie wszystkie wschodzą w roku następnym po wysianiu), oraz, co najważniejsze - że po ostatnim zdarzeniu okazuje się, że (nawet biorąc pod uwagę osłabienie organizmu ofiary) jej jad jest dużo groźniejszy, niż dotąd sądzono, nazwanie tego roślinnego potwora chwastem jest zdecydowanie niewystarczające i mylące. A więc - uwaga na egzotycznie wyglądające zagajniki nad brzegami ruczajów i strug płynących wciętymi parowami (ulubione siedlisko tej rośliny). Jeśli Czytelnik zauważy taki obrazek, powinien to niezwłocznie zgłosić do Straży Miejskiej, Pożarnej bądź innych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ludzi:  pl.wikipedia.org/wiki/Barszcz_Sosnowskiegowww.medone(*)naC487+barszcz+Sosnowskiego3F+P.S. Nie jest to jedyna występująca w Polsce roślina powodujące potencjalnie śmiertelne zagrożenie dla osób wykonujących prace związane z zielenią. Drugą taką jest tojad mordownik - ostatnio w prasie brytyjskiej pojawiły się informacje, wskazujące jako prawdopodobną przyczynę kilku przypadków śmierci robotników wykonujących prace ogrodowe przypadkowe zatrucie sokiem tej rośliny podczas wykaszania jej łanów. rozanski.li/?p=278 | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Nie jest to jedyna występująca w Polsce roślina powodujące potencjalnie śmiertelne zagrożenie dla osób wykonujących prace związane z zielenią. Drugą taką jest tojad mordownik...A kolejną barszcz Mantegazziego...
Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | > A kolejną barszcz Mantegazziego...Tak, ale jest zdecydowanie rzadszy, przynajmniej w Polsce. Natomiast całe zagajniki barszczu Sosnowskiego można było kilka lat temu obserwować w podkrakowskich okolicach wzdłuż strumieni. Teraz sytuacja została tu chyba trochę opanowana, ale czas kwitnienia dopiero nadchodzi, więc może się okazać, że roślina znowu odtwarza swoją populację. Zaraza co się zowie. 
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| Arminius (25555 punktów) | Bestie z Sabahu!!! | "....nazwanie tego roślinnego potwora chwastem jest zdecydowanie niewystarczające i mylące". Są jednakże autentyczne potwory w królestwie roślin - rośliny mięsożerne. A najstraszniejsze bestie wśród nich porastają zbocza Mount Kinabalu (malezyjska prowincja Sabah na Borneo, 4101 m. - najwyższy szczyt Malezji i Azji Płd. - Wsch. ). W ich potężnych - mogących pomieścić kilku litrów płynu - dzbanach znajdują swój koniec tak duże zwierzęta jak szczury czy nietoperze - rozkładane następnie na czynniki pierwsze przez enzymy drapieżnika. Ale nie wszystkie!!! Bo są i nietoperze i ryjówki, które wykształciły różne formy symbiotycznej koegzystencji z bestiami i jako takie są odporne na ich śmiertelne solucje. proof.nati(*)-world-of-borneos-carnivorous-
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | Odp: Bestie z Sabahu!!! | >Są jednakże autentyczne potwory w królestwie roślin - rośliny mięsożerne.
Ciekawe stworzonka, ale nie plenią się tak no i nie podchodzą pod obejścia, jak ten Sosnowski huncwot.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| wsx666 (1067 punktów) | Odp: Ładne kwiatki, czyli wspomnienie o Stalinie | > Wczoraj obiegła polskie media informacja o zgonie 67-letniej kobiety poparzonej przez znaną ze >swojej toksyczności roślinę, barszcz Sosnowskiego, która w r. 1947 została introdukowana w Polsce
Szczerze powiem, że jako dziecko biegając u babci na wsi całymi dniami po polach, wielokrotnie zrywałem te rośliny, nie wiem po co, ot tak dla zabawy, są bardzo popularne i występują wszędzie, nigdy nie zaobserwowałem najmniejszego poparzenia, czy jakiegokolwiek zatrucia. Stąd moje zdziwienie, kiedy kilka lat temu dowiedziałem się, ze ta roślina jest niby taka trująca.
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | > Szczerze powiem, że jako dziecko biegając u babci na wsi całymi dniami po polach, wielokrotnie zrywałem te rośliny, nie wiem po co, ot tak dla zabawy, są bardzo popularne i występują wszędzie,pl.wikipedia.org/wiki/Barszcz_zwyczajny
Dixi et salvavi animam meam
|
|
|  | | wsx666 (1067 punktów) |
> pl.wikipedia.org/wiki/Barszcz_zwyczajny> Dixi et salvavi animam meamOk, ok. Nie wiedziałem, że to dwie różne rośliny. Zwyczajny i Sosnowskiego, dla nie wprawnego oka wyglądają tak samo. W takim razie z 'Sosoem' nie miałem nic wspólnego, gdybym bawił się nim tak jak kiedyś zwyczajnym, prawdopodobnie już bym tego nie pisał. Pozdrawiam.
|
|
|  | | Episode_2 (3284 punktów) | > >są bardzo popularne i występują wszędzie,> pl.wikipedia.org/wiki/Barszcz_zwyczajnyWłaśnie. Nawet miałem pisać o tym. Nie wiedziałem, jak się to nazywa, ale rośnie wszędzie, nawet miałem zrobić zdjęcie i zamieścić. Wobec tego unikanie egzotycznych zagajników może nie pomóc. Lepiej - unikać podejrzanie wyrośniętych chwastów.
|
|
2 na 2 | Olek Mularski (3178 punktów) | > Wczoraj obiegła polskie media informacja o zgonie 67-letniej kobiety poparzonej przez znaną ze swojej toksyczności roślinę, barszcz Sosnowskiego,Jest coraz bardzo ciepło, a toksyna barszczu bardzo łatwo paruje, poza tym wywołuje fotodermatozę (uczulenie skóry na światło), co przy obecnej pogodzie może w efekcie dawać nawet efekt podobny do poparzeń III stopnia. > która w r. 1947 została introdukowana w Polsce i na bezkresnych obszarach b. ZSRR jako roślina pastewna o wielkim (jak się wówczas wydawało) potencjale gospodarczym, zważywszy na niezwyczajny przyrost biomasy generowany przez to plenne zielsko: poszczególne egzemplarze osiągają wysokość sięgającą 4,5 metra.miłe złego początki... > Początkowe zachwyty szybko znikły kiedy zwrócono uwagę na trudności związane z uprawą (robotnicy musieliby przystępować do zbioru wyekwipowani w kombinezony ochronne podobne do oddziałów obrony przeciwchemicznej, gdyż jej sok i opary powodują ciężkie owrzodzenia, prowadzące do martwicy i blizn, szczególnie pod działaniem światła słonecznego) i destrukcyjne dla biotopu właściwości tego organizmu....lecz koniec żałosny. Tak to zwykle bywa z próbami introdukcji przez człowieka jakichś organizmów w obcym dla nich środowisku. Albo giną, albo stają się prawdziwą plagą. Rzadko taka introdukcja przynosi pożądane skutki. > Wydaje się raczej, że ewolucja zagrała tu w dla siebie właściwy sposób, jako że ten organizm znalazł w człowieku swojego roznosiciela, który na pewnym etapie rozsiewał go poza obszarami kontrolowanej uprawy. Działo się tak za sprawą pszczelarzy, którzy chcieli podnieść wydajność swoich pasiek.To ma być ewolucja? To raczej wzorowy przykład głupoty ludzkiej. Introdukowane organizmy jeśli są przystosowane do warunków w miejscu zawleczenia, to znakomicie odnajdują się w nowym środowisku i wypierają z odpowiedniej dla siebie niszy ekologicznej konkurencję. Początkowo nie mają żadnych wrogów, więc plenią się na potęgę, a jeśli są wielkie, groźne i z dużym potencjałem rozrodczym (jak nasz barszcz Sosnowskiego), no to nic ich nie powstrzyma. > Jeśli Czytelnik zauważy taki obrazek, powinien to niezwłocznie zgłosić do Straży MiejskiejChyba po to, żeby ukryła w tych krzakach fotoradar i radośnie cykała zdjęcia nadjeżdżającym samochodom.  > Pożarnej bądź innych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ludziTo już znacznie lepsza instytucja do walki z tym zagrożeniem > Nie jest to jedyna występująca w Polsce roślina powodujące potencjalnie śmiertelne zagrożenie dla osób wykonujących prace związane z zielenią. Drugą taką jest tojad mordownik - ostatnio w prasie brytyjskiej pojawiły się informacje, wskazujące jako prawdopodobną przyczynę kilku przypadków śmierci robotników wykonujących prace ogrodowe przypadkowe zatrucie sokiem tej rośliny podczas wykaszania jej łanów.W Polsce mamy bardzo dużo gatunków śmiertelnie trujących roślin. Wspomniany przez Ciebie tojad mocny jest jedną z najbardziej trujących. Zjedzenie zaledwie 2 gram miąższu może spowodować śmierć dorosłego człowieka. Tojad zawiera bowiem akonitynę- jedną z najmocniejszych trucizn roślinnych. Jej działanie jest podobne do kurary- objawia się początkowo pobudzeniem, a następnie szybko postępującym paraliżem mięśni szkieletowych (w tym oddechowych) i uduszeniem. Do zatrucia może dojść zarówno po spożyciu rośliny, skaleczeniu się nią, a nawet podczas długiego kontaktu z nieuszkodzoną skórą. Wiedzieli o tym dobrze nasi przodkowie- Prasłowianie, którzy używali wyciągu z tojadu do zatruwania strzał. Trafiony takim skażonym pociskiem wróg ginął po kilku minutach w straszliwych męczarniach dusząc się, ale pozostając do końca przytomny. Szczególnie złej sławy tojad dorobił się jednak w późniejszych czasach- w średniowieczu, kiedy to był szeroko stosowany do działań skrytobójczych i jako narzędzie zemsty. Nie na darmo dostał przydomek "mordownik". Obecnie gatunek bardzo rzadki, pod ochroną prawną. Oprócz tojadu na naszych łąkach można spotkać szczwół plamisty (zawierający koniinę, truciznę, przy pomocy której stracono Sokratesa), szalej jadowity (cykuta!), knieć błotną (popularne kaczeńce, śmiertelnie trujące), jaskry, bieluń dziędzierzawa (niegdyś ulubione ziółko małolatów eksperymentujących z halucynogenami, które z uwagi na ogromną dawkę skopolaminy zwykle miało zwyczaj oprócz zapewnienia "fajnego odlotu" wysyłać eksperymentatorów na tamten świat), ciemiężyca biała, naparstnica (jej toksyny- digitoksyna, digoksyna w małych dawkach są stosowane jako leki nasercowe), orlik pospolity, wilcza jagoda, kąkol, rdest... Długo by tu wymieniać, większość z nich jest tak trująca, że przy nich barszcz wygląda na łagodny i nieszkodliwy. W przeciwieństwie do barszczu są to jednak gatunki rodzime, a więc występujące na tych terenach pierwotnie, mające naturalnych wrogów i konkurencję, w związku z tym nie wywołujące plag.
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Tak to zwykle bywa z próbami introdukcji przez człowieka jakichś organizmów w obcym dla nich środowisku. Albo giną, albo stają się prawdziwą plagą. Rzadko taka introdukcja przynosi pożądane skutki.Tak, przykłady można mnożyć - króliki w Australii, ostatnio jakaś chińska ryba w USA, nie pomnę gatunku, ba, nawet pytony tygrysie siejące postrach na Florydzie, szerszeń azjatycki we Francji (zawleczony z ładunkiem statkiem z Chin)... > >Wydaje się raczej, że ewolucja zagrała tu w dla siebie właściwy sposób, jako że ten organizm znalazł w człowieku swojego roznosiciela, który na pewnym etapie rozsiewał go poza obszarami kontrolowanej uprawy. Działo się tak za sprawą pszczelarzy, którzy chcieli podnieść wydajność swoich pasiek.> To ma być ewolucja? To raczej wzorowy przykład głupoty ludzkiej. Introdukowane organizmy jeśli są przystosowane do warunków w miejscu zawleczenia, to znakomicie odnajdują się w nowym środowisku i wypierają z odpowiedniej dla siebie niszy ekologicznej konkurencję. Początkowo nie mają żadnych wrogów, więc plenią się na potęgę, a jeśli są wielkie, groźne i z dużym potencjałem rozrodczym (jak nasz barszcz Sosnowskiego), no to nic ich nie powstrzyma.Racja, ale ewolucja działa chaotycznie, "wykorzystując" pozorne korzyści, które organizm ekspandujący początkowo zapewnia swoim nosicielom. Tu mamy ciekawy przykład przejścia od fazy komensalnej do pasożytniczej, jeśli za "organizm" uznamy cały biotop. Oczywiście zastrzegam, że nie piszę tu językiem botaniki, w tym ujęciu byłoby to niepoprawne, chcę jedynie zwrócić uwagę, że koewolucja zachodzi szczególnie intensywnie w obszarze interakcji człowieka z gatunkami o znaczeniu gospodarczym tudzież poddanym presji środowiskowej ze strony gospodarki ludzkiej (interesującym pytaniem jest to, czy przypadkiem nie doprowadzi to do katastrofalnego zagrożenia gatunku ludzkiego, niszczycielski potencjał możliwych form życia jest porównywalny chyba tylko z największymi katastrofami naturalnymi o skali planetarnej). > W Polsce mamy bardzo dużo gatunków śmiertelnie trujących roślin. Wspomniany przez Ciebie tojad mocny jest jedną z najbardziej trujących.Do tej ciekawej, rzetelnie przedstawionej listy dopiszę jeszcze często obecną w naszych domach i ogródkach (przynajmniej w Świętokrzyskiem) konwalię majową, przepięknie pachnący kwiatek, w lasach zrywany obecnie nielegalnie (jest pod ochroną), którego piękna aparycja i aromat kryją śmiertelne niebezpieczeństwo (powoduje zgon z powodu zatrzymania akcji serca). Cytat: Wszystkie części rośliny są trujące, przy czym szczególnie wrażliwe na zatrucia są dzieci. Opisano zatrucia śmiertelne u dzieci po zjedzeniu kilku jagód czy wypiciu wody z wazonu, w którym stał bukiet konwalii. Trujące są także perfumy z konwalii (m.in. do zatrucia śmiertelnego doszło po zastosowaniu lewatywy z użyciem gliceryny perfumowanej wyciągiem z konwalii)[22]. Konwalia powoduje także zatrucia wśród zwierząt, zwłaszcza gęsi i kaczek, rzadziej i tylko po spożyciu dużej ilości - koni i bydła[23]. Udokumentowano także padnięcie psa po zjedzeniu liści konwalii[24].
Zatrucie objawia się u ludzi i zwierząt zaburzeniami w czynnościach przewodu pokarmowego (nudności, wymioty i biegunka)[23], bólami i zawrotami głowy, ogólnym osłabieniem, zaburzeniem postrzegania barw (wszystko zdaje się żółte) oraz pracy serca[23][25]. Dochodzi do zaburzeń rytmu serca, spadku ciśnienia tętniczego, częste są zaburzenia gospodarki potasem (hipokaliemia lub hiperkaliemia)[25], w ciężkich przypadkach śmierć następuje w wyniku zapaści przez migotanie komór[22]. Kontakt skóry z liśćmi może wywołać u osób wrażliwych słabe podrażnienia[26]. Także proszek z wysuszonego ziela działa drażniąco na błony śluzowe nosa, powodując kichanie i dlatego praca z surowcem zielarskim wymaga stosowania masek z wilgotnej gazy[15]. pl.wikiped(*)ia_majowa#Ro.C5.9Blina_jadalna
Dixi et salvavi animam meam
|
|
 | | Grzegorz (5685 punktów) | >Długo by tu wymieniać, większość z nich jest tak trująca, że przy nich barszcz wygląda na łagodny i nieszkodliwy. Owszem, są bardziej toksyczne przy spożyciu, natomiast bez tego są generalnie nieszkodliwe... w przeciwieństwie do barszczu Sosnowskiego.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|