Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalne stanowisko między kapitalizmem a socjalizmem

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
25-09-2015 13:25VonM (709 punktów)Racjonalne stanowisko między kapitalizmem a socjalizmem
Ostatnio zainteresowałem się wypowiedzią pewnego tytana intelektu - Piotra Szumlewicza, który powiedział, że "żeby istniał wolny rynek muszą istnieć bardzo surowe regulacje". Śmiem twierdzić, że jest zgoła odwrotnie - właśnie najpierw musi istnieć kapitalizm, żeby można było sobie pozwolić na socjalizm. Bo jeśli mamy wysoką płacę minimalną, rośnie popyt konsumpcyjny, ewentualnie na dobra luksusowe. Z kolei jeśli płaca minimalna spada, popyt konsumpcyjny spada na rzecz popytu inwestycyjnego. (chyba, że inwestorzy chowają zyski w skarpetach) I właśnie taki popyt inwestycyjny przyczynia się do postępu technologicznego, dzięki czemu w pewnych branżach maszyny zastępują ludzi i zwiększają się moce produkcyjne. Wówczas "socjalizacja" jest pewnym naturalnym zjawiskiem - przy założeniu abstrakcyjności pieniądza (którą osobiście wyznaję) maszyny zabierają ludziom pracę, wówczas więc zwiększa się świadczenia socjalne, aby ludzie mogli nabyć dobra i usługi produkowane przez maszyny. Przy wysokim postępie technologicznym (skutku kapitalizmu), socjalizacja w pewnym sensie zażegnuje groźbę kryzysu gospodarczego i "abstrakcjonizacji" pieniądza. (Który leży u kapitalistów i nie pracuje).

Więc jakie powinno być racjonalne rozwiązanie tego zagadnienia i czy nie jest nim korporacjonizm, który z założenia oznacza stały mniej więcej adekwatny wzrost.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Hodża (11172 punktów)
>Ostatnio zainteresowałem się wypowiedzią pewnego tytana intelektu - Piotra Szumlewicza, który
>powiedział, że "żeby istniał wolny rynek muszą istnieć bardzo surowe regulacje". Śmiem twierdzić, że
>jest zgoła odwrotnie - właśnie najpierw musi istnieć kapitalizm, żeby można było sobie pozwolić na
>socjalizm.

Śmiem twierdzić, że Twoja wypowiedź nie ma żadnego związku z tą, do której ją odnosisz. To oczywiste, że kapitalizm, który skutecznie funkcjonuje lub funkcjonował w krajach, które dzięki niemu uzyskały ogromną akumulację kapitału działał w ramach bardzo dobrze określonych a często przy tym również bardzo drakońskich prawnych regulacji, biorąc choćby pod uwagę prawo podatkowe w USA pozwalające skazać za niepłacenie podatków na dożywotnie więzienie. Wlepianie w to socjalizmu jest za przeproszeniem chrzanieniem od rzeczy.

Dixi et salvavi animam meam
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Przecież świadczenia publiczne to socjalizm. No chyba podatnik nie zrzuca się z drugim podatnikiem na własne potrzeby, lecz na potrzeby innych, bo gdyby zrzucał się na własne potrzeby to 1. Nikt nie musiałby go do opłacenia podatków zmuszać, 2. Nikt nie groziłby i nie karalby karą dożywotniego za brak zrzutki na własne potrzeby.

Podatki to czysty socjalizm i istnieje tylko po to, żeby nakarmić biednych, ażeby głodni biedni nie zagrozili porządkowi publicznemu i przeze wszystkim władzy.
25-09-2015 19:32 
 Ocena 3 na 3
zaszetka lawendy (788 punktów)
(zablokowany)
>Podatki to czysty socjalizm i istnieje tylko po to, żeby nakarmić biednych, ażeby głodni biedni nie zagrozili porządkowi publicznemu i przeze wszystkim władzy.
Może oprócz "karmienia biednych" znasz jakieś inne przykłady wydatkowania pieniędzy z budżetu?
25-09-2015 19:37 
 Ocena-1 na 3
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>>Podatki to czysty socjalizm i istnieje tylko po to, żeby nakarmić biednych, ażeby głodni biedni nie zagrozili porządkowi publicznemu i przeze wszystkim władzy.
>Może oprócz "karmienia biednych" znasz jakieś inne przykłady wydatkowania pieniędzy z budżetu?
>

Potrafisz racjonalnie wyjaśnić potrzebę ukarania cię kara dożywotniego więzienia za to, ze nie zrzucasz się na drogę, której potrzebujesz?
Nie zrzucasz się, nie dokładasz, nie świadczysz to drogi nie masz i juz. Jednak istnieją tacy, którzy gotowi są cię za to
dożywotnio uwięzić.
25-09-2015 20:21 
 Ocena 4 na 4
szarley (54913 punktów)
Więc nie korzystaj z dróg, chodników, publicznej komunikacji, opieki zdrowotnej, zrezygnuj z Kindergeldu, kultury, nie posyłaj dziecka do szkół i napisz sobie na plecach że w razie pożaru nie gasić Twojego mienia, a w razie napadu nie wzywać policji

Przecież nie płacisz podatków
26-09-2015 01:12 
 Ocena 3 na 3
zaszetka lawendy (788 punktów)
(zablokowany)
>Potrafisz racjonalnie wyjaśnić potrzebę ukarania cię kara dożywotniego więzienia za to, ze nie zrzucasz się na drogę, której potrzebujesz?
A kto ma taką potrzebę karania?

>Nie zrzucasz się, nie dokładasz, nie świadczysz to drogi nie masz i juz. Jednak istnieją tacy, którzy gotowi są cię za to dożywotnio uwięzić.
Kim oni są?

PS Najwyraźniej pora zmienić leki, bo obecne nie działają. Skonsultuj się ze swoim psychiatrą.
26-09-2015 05:03 
 0 na 2
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Czyli, ze nie ma żadnych kar za nieplacenie podatków i każdy placi podatki bo to na jego potrzeby?
26-09-2015 09:15 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Czyli, ze nie ma żadnych kar za nieplacenie podatków

Nie ma. Popatrz w lustro.
26-09-2015 19:48 
 Ocena 3 na 3
zaszetka lawendy (788 punktów)
(zablokowany)
Próba dyskusji z tobą jest porażką. Nie odnosisz się do słów interlokutora tylko kontynuujesz wypisywanie swoich bredni.
26-09-2015 20:05 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>Próba dyskusji z tobą jest porażką. Nie odnosisz się do słów interlokutora tylko kontynuujesz wypisywanie swoich bredni.
>
Ale za to jak cudownych dla ucha....


Nie masz nic. Bierzesz kredyt na milion i kupujesz dom za milion a system dopisuje Ci milion do konta. Spłacasz kredyt następnego dnia i... masz dom! Po co budować, pracować, oszczędzać....
27-09-2015 00:04 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)

>Ale za to jak cudownych dla ucha....

"Ustaliliście coś" bo nie miałem za bardzo okazji do czytania? Wiadomo już ile warta cegła w tym systemie....czy dalej ten "start up" jest mglisty?
27-09-2015 01:25 
 Ocena 1 na 3
Wenancjusz (16441 punktów)
>Przecież świadczenia publiczne to socjalizm. No chyba podatnik nie zrzuca się z drugim podatnikiem na własne potrzeby, lecz na potrzeby innych, bo gdyby zrzucał się na własne potrzeby to 1. Nikt nie musiałby go do opłacenia podatków zmuszać, 2. Nikt nie groziłby i nie karalby karą dożywotniego za brak zrzutki na własne potrzeby.
>Podatki to czysty socjalizm i istnieje tylko po to, żeby nakarmić biednych, ażeby głodni biedni nie zagrozili porządkowi publicznemu i przeze wszystkim władzy.

Czytam te Twoje wypowiedzi (zwłaszcza po gorącej wymianie zdań z szarley'em) i ni cholery nie rozumiem jak Ty widzisz tą ekonomię. Socjalizm to nie jest rozdawnictwo świadczeń, jak i w kapitalizmie. Oba systemy, przynajmniej w założeniach teoretycznych, różnią się stosunkiem do prawa własności, a więc i kapitału. Tyle, że w socjalizmie było "wstydliwym" przeliczać wszystko na pieniądze, mimo że oba systemy istnieją w oparciu o te same prawa gospodarki towarowo-pieniężnej. A wiesz co to jest? Pieniądz w obiegu jest ekwiwalentem towaru! Czyli jest tak samo towarem! W socjalizmie monopol na wszystko ma państwo, co niestety niekoniecznie/niestety w kapitalizmie. W socjalizmie państwo ingeruje w strefę wolnego rynku w każdej dziedzinie. Jak? Znasz prawo podaży i popytu? Jeśli własność środków produkcji/wytwarzania ma tylko jeden monopolista jakim jest państwo, to przy działaniu w kierunku mniejszej podaży, mniejszej niż potrzeby rynku we wszystkim (nawet papieru toaletowego czy sznurka do snopowiązałek), to panujesz nad rynkiem, to nim możesz rządzić jak państwo na ten przyklad. Powstaje wtedy tzw. rynek producenta/typowy wyraz gospodarki socjalistycznej. Masz wtedy pozycję decydującą i panującą, pozwalającą bezpiecznie panować, chronić panowanie systemu i co najważniejsze sterować rynkiem, a nawet jest to pomocne propagandzie systemu. Jest to straszne narzędzie sterowania nastrojami społecznymi. W kapitalizmie już nie. Dlatego kapitalizm przeżywa okresowe kryzysy nadprodukcji, co rujnuje nieraz wielkie fortuny/kapitał będące akurat "w obiegu". Czyli tzw. "zatkania" dróg obiegu pieniądza. Nie myl pojęcia tezauryzacji kapitału, bo to nie jest wtedy żaden kapitał, bo nie jest "puszczony" w obrót i nie przynosi zysków/pomnażania stanu posiadania, jak np. sztabki złota w Twoim sejfie. Zaznaczam, że pieniądz w naszym pojęciu, nie jest wyrazem kapitału. No może jako przelicznik? To jest narzędzie, tworzące lub niszczące. To jest chwilowy stan posiadania towaru-pieniądza. Jak to rozumieć? Sumarycznie to aktywa i także pasywa. Inaczej to co masz (budynki, obszary rolne, produkcja, akcje, obligacje, i cholera co tam jeszcze). Ty dopiąłeś się do spraw wtórnych i dalekich, będących w sferze tzw. nadbudowy, a nie bazy, czyli sprawami będącymi konsekwencją działania "bazy". Bo podatki są tylko konsekwencją istnienia państwa, a więc "bazy". Jeśli jesteś mocno zainteresowany ekonomią, to polecam publikacje prof. Brusa, który niestety został zmuszony i wyemigrował za czasów Gomółki do Izraela. Jego umiejętność pokazywania istotnych różnic między ekonomią kapitalizmu i ekonomią (zauważ iż powinienem to ująć w cudzysłów) socjalizmu. Prawdopodobnie takich publikacji nie uświadczysz na polu wydawniczym w Polsce. Za takie otwarte, krytyczne, spojrzenie na gospodarkę naszego kraju, został wyproszony z naszego kraju, co i by nie pasowało także obecnym czcicielom gospodarki kapitalizmu. Stwierdzam, że był lepszy jak, nie przymierzając, Balcerowicz. Umiał niesamowicie uczyć podstaw ekonomii, jak każdy co u nas modne w ubliżającym nazewnictwie, Żyd.
Nie chcę więc opiniować waszej wymiany zdań z szarleyem, bo po co? Jeden i drugi nie macie pojęcia o czym mówicie. Kłóćcie się nawet z kijami bejsbolowymi w ręce. Mnie to nie obchodzi. Dlatego, że zjechaliście w końcu prawie do rowu w zapalczywej dyskusji, zapominając gdzie właściwa droga. Nie chcę grać roli mentora i daję słowo nie dorosłem i nawet bym nie chciał, ale rozbrykanych należy czasem upomnieć. A tak naprawdę Panie krytkon 1976, nie zauważyłeś, że poruszasz tematy w których słabo pływasz? Mimo wszystko pozdrawiam wszystkich teoretyków "nowej" ekonomii.


Ich bin besser als mein Ruf
27-09-2015 09:47 
 Ocena 1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Wszystko fajnie i ja juz nawet przyzwyczaiłem się do wypowiedzi, ze wszyscy wszystko lepiej rozumieją ode mnie toteż powinienem siedzieć cicho i zachowywać się posłusznie.

Piszesz tu, ze baza jest isnienie państwa a podatki konsekwencją jego istnienia.
Ja ująłbym to inaczej. Źródłem państwa są podatki. Istnienie państwa jest konsekwencją istnienia podatków, choć jeszcze bardziej redukując społecznych zasad.

Wg mnie mylisz się zupełnie.
Państwo to konsekwencja istnienia zasad społecznych w tym konsekwencja istnienia podatków i w żadnym razie nie jest odwrotnie.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Wszystko fajnie i ja juz nawet przyzwyczaiłem się do wypowiedzi, ze wszyscy wszystko lepiej rozumieją ode mnie toteż powinienem siedzieć cicho i zachowywać się posłusznie.

Może i rozumujesz poprawnie, tyle że napisz więc/wyłuszcz swoje spostrzeżenia zrozumiale.

>Piszesz tu, ze baza jest isnienie państwa a podatki konsekwencją jego istnienia.

Oczywiście!

>Ja ująłbym to inaczej. Źródłem państwa są podatki. Istnienie państwa jest konsekwencją istnienia podatków, choć jeszcze bardziej redukując społecznych zasad.

Źródłem, czyli początkiem państwa. Czy nie przegiąłeś? Czy czasem nie piszesz nie na temat? Czy to ma być mowa o ekonomice, czyli polityce podatkowej państwa? Czy to znaczy wg Ciebie, że pierwej były podatki które były przyczyną powstania państwa?

>Wg mnie mylisz się zupełnie.
>Państwo to konsekwencja istnienia zasad społecznych w tym konsekwencja istnienia podatków i w żadnym razie nie jest odwrotnie.

Chłopie! Znów pomyliłeś tatę z mamą. Państwo w ostatecznym rozrachunku jest organizacją przemocy, ustalające porządek wewnętrzny i tym samym ustanawiającym swoje prawa, a więc i podatki wynikające z potrzeb jego istnienia.


Ich bin besser als mein Ruf
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
To ty mylisz ojca z synem.
Tak, państwo urodzilo się z istnienia podatków i w ogólnym ujęciu nie jest aparatem przemocy lecz konsekwencją woli większości.
Państwo istnieje dlatego, ze w swej masie tego państwa chcemy. To jest wyraz powszechnych potrzeb, powszechnych popędów i zahamowań.
27-09-2015 09:54 
 Ocena 1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Ponadto pieniądz w żadnym wypadku nie jest towarem. Pieniądz to dług. Łatwo to zresztą wyczytać z mnożników kreacji pieniądza, w których powstawanie depozytów bankowych zwiększa ilość gotówki w obiegu.

To, ze ludzie nauczyli się wyrażać rozkład liczbowy za pomocą złotych paciorków nie znaczy bynajmniej, ze zlote paciorki są pieniądzem. Znaczenie ma tu tylko rozkład złotych paciorków pomiędzy ludźmi.
28-09-2015 06:42 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>Ponadto pieniądz w żadnym wypadku nie jest towarem.

Do cholery! Czy ja rozmawiam z idiotą!? Pieniądz nie jest towarem??? A czym jest?

>Pieniądz to dług. Łatwo to zresztą wyczytać z mnożników kreacji pieniądza, w których powstawanie depozytów bankowych zwiększa ilość gotówki w obiegu.
>To, ze ludzie nauczyli się wyrażać rozkład liczbowy za pomocą złotych paciorków nie znaczy bynajmniej, ze zlote paciorki są pieniądzem. Znaczenie ma tu tylko rozkład złotych paciorków pomiędzy ludźmi.

O czym Ty pieprzysz? Czy czasem siebie poczytasz?! Jakie paciorki między ludzi, jakie mnożniki? Jakie ziele konsumujesz?

Nie!! Jednak jesteś beznadziejny! Szkoda czasu na Twoje wywody!
Pozdrawiam. I JAK MOŻESZ, TO POCZYTAJ SOBIE, ESENCJE CHOCIAŻ, TRAKTATU O PIENIĄDZU MIKOŁAJA KOPERNIKA. TAK, TAK! NIE WIESZ, ŻE BYŁ ZNAKOMITYM EKONOMISTĄ TAKŻE?

Ich bin besser als mein Ruf
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Powtórzę, żebyś utrwalił. Złoto, banknoty, czy klucze prywatne bitcoinow nie są pieniądzem i żaden z nich towar. Pieniądzem jest rozkład liczbowy jaki budują wśród ludzi. Pieniądzem jest ułamek całości przypięty do woli indywidulanego człowieka albowiem u podstaw pieniądz to hierarchia osobników.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Powtórzę, żebyś utrwalił. Złoto, banknoty, czy klucze prywatne bitcoinow nie są pieniądzem i żaden z nich towar. Pieniądzem jest rozkład liczbowy jaki budują wśród ludzi. Pieniądzem jest ułamek całości przypięty do woli indywidulanego człowieka albowiem u podstaw pieniądz to hierarchia osobników.

Kolego szanowny ciągle bredzisz. Pieniądz jest zamiennikiem/ekwiwalentem towaru, a więc jest towarem, którym się handluje jak np. jabłkami. Powtarzam, żebyś sobie to utrwalił. A dalsze woje dywagacje są już błędne. Pieniądz to nie dług. Nie wiem w jakiej Ty rzeczywistości żyjesz i nie mąć bo to Tobie akurat nie wychodzi! Czy to ROZUMIESZ???


Ich bin besser als mein Ruf
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Popatrz masz naukowo opracowany mnożnik kreacji pieniądza. Czy istnieje analogiczny mnożnik kreacji towaru? Czy jak pożyczysz komuś krowę to zwiększa się ilość krów? Bo pech chce, ze zgodnie z naukowymi opracowaniami, stanowiącymi fundament polityki pieniężnej, jeśli wypożyczysz komuś kasę to kasy przybywa w obiegu.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
I jeszcze pytanie.
Dla przykładu overstock.com realizuje dziesiątki transakcji wartości kilkunastu tysięcy dolarów dziennie, wyrażone w bitcoinach.
bitcoin.pl(*)ow-dziennie-ze-sprzedazy-w-btc

Kiedy sobie poczytasz jak działa BTC
bitcoin.pl/o-bitcoinie/jak-dziala-bitcoin
znajdziesz tam taki opis:
Każda cyfrowa moneta powiązana jest w systemie z kluczem publicznym ECDSA (kryptografia krzywych eliptycznych) jej właściciela . Kiedy przelewa on bitcoiny na adres innego użytkownika, tworzy się transakcja, w której łączy klucz publiczny nowego właściciela z określoną ilością bitcoinów, a następnie podpisuje to swoim prywatnym kluczem. Nie ma więc możliwości, że ktoś wyśle nasze bitcoiny bez naszego pozwolenia, bez klucza prywatnego jest to niemożliwe.

Dokonując zatem przelewu bitcoina nie przekazujesz nabywcy niczego, nawet nie informujesz go o abstrakcyjnej liczbie jaką jest zapisany na twoim komputerze klucz prywatny. Związujesz jedynie pewną ilość BTC przywiązaną w blockchain do twojego publicznego adresu z adresem publicznym nowego właściciela i podpisujesz to własnym kluczem prywatnym. W ogólniejszym ujęciu wykonujesz na swoim komputerze operację matematyczną z użyciem pewnej, znanej tylko tobie liczby, i rozgłaszasz jej wynik w sieci. Inni niezależni użytkownicy sprawdzają poprawność twojego podpisu i jeśli wszystko jest jak należy w wielu niezależnych kopiach jawnej księgi transakcji określona liczba BTC zaczyna być przywiązana do innego adresu publicznego powiązanego z niedostępnym już tobie kluczem prywatnym innego użytkownika, powiązanym z nieznaną tobie lecz znaną innej osobie liczbą.

Mówisz, że pieniądz to towar a ja tu widzę jedynie matematyczne zależności pomiędzy liczbami i wyrazy woli użytkowników systemu. Właściwie BTC można byłoby opisać jako rozproszone kopie jednej księgi aktów woli użytkowników systemu.

Co tu jest towarem? Wyraz woli użytkownika "zgadzam się" ażby odjąć mi pewną wartość liczbową i przypisać tę wartość innemu użytkownikowi. Zależności w namagnesowaniu wielu dysków twardych?
Czym ten towar jest, gdzie on jest, kiedy on jest i jak przechodzi z rąk do rąk?
Możesz tego dotknąć? Możesz zobaczyć? Powąchać, doznać?
Cały system w końcu opiera się na obserwacji pewnych wartości liczbowych na wielu różnych komputerach.
28-09-2015 20:47 
 Ocena 2 na 2
farmer (22440 punktów)

>Czym ten towar jest, gdzie on jest, kiedy on jest i jak przechodzi z rąk do rąk?
>Możesz tego dotknąć? Możesz zobaczyć? Powąchać, doznać?
>Cały system w końcu opiera się na obserwacji pewnych wartości liczbowych na wielu różnych komputerach.

Barter ciągle istnieje i był przed pieniądzem który to wprowadzono dla wygody kamieniarzy którym nie wygodnie było wysypać na ladę 1,5 tony kamienia.

Ty walczysz z własnością czyli z fundamentalnym odniesieniem która chroni pracę człowieka.


krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Ja walczę z własnością? Propagując jawny, rozproszony system ewidencji własności prywatnej, z którego będzie jednoznacznie wynikać co jest czyje? Propagując ograniczenie roli własności państwowej do bufora własności podczas przechodzenia jej z prywatnych rąk do prywatnych rak? Jakim cudem walczę z własnością?

Bo zaproponowałem podatek od własności? Przeciez to jest istota wszystkich podatków to po co fałszować to podatkami pośrednimi i kosmiczną biurokracją? Lepiej określić to wprost zgodnie z istotą.

Bo proponuję zniesienie przymusu egzekucyjnego? Przeciez ten przymus to urzędnicza ingerencja we własność i posiadanie. Odbierając urzędnikom możliwość ingerowania chronię świętość własności.

Fałszywy zarzut. Jestem zwolennikiem czystego kapitalizmu, odwołującego się do rzeczywistych zdolności ludzi a nie ich kombinacji opartych na tajemnicach i zakłamaniu.
28-09-2015 21:52 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
>Ja walczę z własnością?

No. Mój dom/mieszkanie chce wynająć a ty się gotujesz że jak to można dostawać za to pieniądze za wynajmem.

Dla ciebie nawet koleś który potrafiłby sobie zrobić łopatę i pożyczać innym za drobną opłatą jest krwiopijcą.

>Lepiej określić to wprost zgodnie z istotą.

Istotą?
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Dzizus zepsuje człowiekowi wątek. Rozmawiaj ze mną w moim:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,677700#w677996
Wenancjusz (16441 punktów)
>I jeszcze pytanie.
>Dla przykładu overstock.com realizuje dziesiątki transakcji wartości kilkunastu tysięcy dolarów dziennie, wyrażone w bitcoinach.
>bitcoin.pl(*)ow-dziennie-ze-sprzedazy-w-btc
>Kiedy sobie poczytasz jak działa BTC
>bitcoin.pl/o-bitcoinie/jak-dziala-bitcoin
>znajdziesz tam taki opis:
>Każda cyfrowa moneta powiązana jest w systemie z kluczem publicznym ECDSA (kryptografia krzywych eliptycznych) jej właściciela . Kiedy przelewa on bitcoiny na adres innego użytkownika, tworzy się transakcja, w której łączy klucz publiczny nowego właściciela z określoną ilością bitcoinów, a następnie podpisuje to swoim prywatnym kluczem. Nie ma więc możliwości, że ktoś wyśle nasze bitcoiny bez naszego pozwolenia, bez klucza prywatnego jest to niemożliwe.
>Dokonując zatem przelewu bitcoina nie przekazujesz nabywcy niczego, nawet nie informujesz go o abstrakcyjnej liczbie jaką jest zapisany na twoim komputerze klucz prywatny. Związujesz jedynie pewną ilość BTC przywiązaną w blockchain do twojego publicznego adresu z adresem publicznym nowego właściciela i podpisujesz to własnym kluczem prywatnym. W ogólniejszym ujęciu wykonujesz na swoim komputerze operację matematyczną z użyciem pewnej, znanej tylko tobie liczby, i rozgłaszasz jej wynik w sieci. Inni niezależni użytkownicy sprawdzają poprawność twojego podpisu i jeśli wszystko jest jak należy w wielu niezależnych kopiach jawnej księgi transakcji określona liczba BTC zaczyna być przywiązana do innego adresu publicznego powiązanego z niedostępnym już tobie kluczem prywatnym innego użytkownika, powiązanym z nieznaną tobie lecz znaną innej osobie liczbą.
>Mówisz, że pieniądz to towar a ja tu widzę jedynie matematyczne zależności pomiędzy liczbami i wyrazy woli użytkowników systemu. Właściwie BTC można byłoby opisać jako rozproszone kopie jednej księgi aktów woli użytkowników systemu.
>Co tu jest towarem? Wyraz woli użytkownika "zgadzam się" ażby odjąć mi pewną wartość liczbową i przypisać tę wartość innemu użytkownikowi. Zależności w namagnesowaniu wielu dysków twardych?
>Czym ten towar jest, gdzie on jest, kiedy on jest i jak przechodzi z rąk do rąk?
>Możesz tego dotknąć? Możesz zobaczyć? Powąchać, doznać?
>Cały system w końcu opiera się na obserwacji pewnych wartości liczbowych na wielu różnych komputerach.

Pisz z sensem i na temat. Proszę!


Ich bin besser als mein Ruf
Abdullah (1241 punktów)
> "żeby istniał wolny rynek muszą istnieć bardzo surowe regulacje".

Celem regulacji na wolnym rynku nie jest rozdawnictwo dochodów, ale zapewnienie że wolny rynek nie zostanie zastąpiony dyktatem kilku silnych graczy.

W przypadku braku jakichkolwiek regulacji dość szybko się okaże, że mamy doczynienia z monopolami a w najlepszym razie duopolami, które zrobią wszystko za 50 centów więcej zysku.

Wystarczy popatrzeć na regulacje:
- zmowy cenowe - zakazane - pomimo że było by to optymalne rozwiązanie dla producentów
- fuzje i przejecia - muszą zostać zatwierdzone, nawet posiadanie wiecej niż pewien poziom udziałów w przedsiębiorstwach podlega rejestracji
- wielkie spółki (które być może nawet wzrosły organicznie) - są dzielone, albo sztywne reguły postępowania z konkurencją są wyznaczane. Najlepszym przykładem są wielkie telekomy - takie któe posiadają sieci międzymiastowe czy też międzynarodowe łącza - są one ustawowo zmuszane do odsprzedaży pasma na tych łączach konkurencji która nie ma takich łącz - po kosztach . A koszty te co roku są dokładnie przeswietlane przez regulatora rynku.
- skoro już zaczełem o regulatorach - popatrz ilu regulatorów rynku masz: KNF, UKE, URE,UTK - a to wszystko na rynkach gdzie konsolidacja jest czymś naturalnym w związku z kosztami budowy infrastruktury obsługi klientów.
- wręczanie łapówek za kontrakty itp. To jest to co gnębi kraje afryki a nie jakies tam głupie gadanie na temat biali ciemiężą czarnych, to czarni sami się sprzedają krajan za 30 srebrników. Oczywiście zaraz usłysze oskarżenia że jakby nie dawali to by nikt nie brał. Odbije piłeczke - jakby nie brali - nikt by nie oferował a łatwiej upilnować jednego urzednika niż 10 firm. Jest to przysłowiowy problem jajka i kury.

Wiele rzeczy, które z punktu widzenia czystego zysku korporacyjnego są jak najbardziej wskazane jest po prostu zabronione

Ja wiem że nawet na tym portalu mamy wyznawców spiskowej teorii dziejów, którzy zaraz zaczną mi wytykać spisek GMO "MonSatan", którzy wg nich proukują żywność wywołującą raka do spółki z przemysłem farmaceutycznym, który zamiast uznać wyższość leczenia pestkami, terapią gersona czy kozimi bobkami pompują truzizny zarabiając krocie.
A każde pytanie o dowody zbywają stwierdzeniem o oczywistej oczywistości i o mafijnych układach powodujących, że dowodów nie ma.


czerwonameduza (1 punktów)
>Ostatnio zainteresowałem się wypowiedzią pewnego tytana intelektu - Piotra Szumlewicza, który
>powiedział, że "żeby istniał wolny rynek muszą istnieć bardzo surowe regulacje". Śmiem twierdzić, że
>jest zgoła odwrotnie - właśnie najpierw musi istnieć kapitalizm, żeby można było sobie pozwolić na
>socjalizm.

Jaki jest związek między przytoczonym twierdzeniem, że regulacje są konieczne dla istnienia rynku, a propozycją, że kapitalizm pozwala na większe świadczenia socjalne?

Twierdzenie "żeby istniał rynek muszą istnieć regulacje" należy rozumieć tak, że potrzebne są ramy w których zawierane będą transakcje, tj. prawa własności oraz egzekucja wykonania umów. Jeśli chodzi o "wolny rynek" i "bardzo surowe regulacje" to prawdopodobnie oznacza, że po uczestnikach rynku należy się spodziewać, że jedną z ich strategii maksymalizacji zysku będzie zawsze obchodzenie reguł. W szczególności dotyczy to budowania karteli oraz uzyskiwania pozycji monpolistycznej - po to są urzędy ochrony konkurencji. Bez UOKiK rynek szybko przestałby być "wolny".

Natomiast pozostaje odwieczna kwestia asymetrii kapitału i pracy, mianowicie podaż pracy jest na pewnym poziomie całkowicie nieelsatyczna, bo ludzie muszą zarabiać, żeby jeść. W tym kontekście rynek pracy nie jest całkiem "wolny", tj. bez zabezpieczenia socjalnego wolność pracowników w wyborze pracodawcy jest ograniczona.

>Bo jeśli mamy wysoką płacę minimalną, rośnie popyt konsumpcyjny, ewentualnie na dobra
>luksusowe.

A co ze skłonnością do oszczędzania pracowników? Przecież wszystkie zaoszczędzone przez nich pieniądze trafiają do banków, więc powinny zwiększyć podaż pieniądza na inwestycje. Przy tym trzeba ograniczyć bankom i parabankom możliwość udzielania kredytów konsumpcyjnych, szkodliwych społecznie i odwracających banki od właściwej roli.

Poza tym większy popyt konsumpcyjny stanowi przecież zachętę do inwestycji i zwiększenia produkcji przez przedsiębiorców.

>Wówczas "socjalizacja" jest pewnym naturalnym zjawiskiem - przy
>założeniu abstrakcyjności pieniądza (którą osobiście wyznaję) maszyny zabierają ludziom pracę,
>wówczas więc zwiększa się świadczenia socjalne, aby ludzie mogli nabyć dobra i usługi produkowane
>przez maszyny
.

Niestety ale to rozumowanie musi upaść w kontekście bardzo kapryśnego mechanizmu transmisyjnego między wzrostem zysków (automatyzacja produkcji powoduje wzrost zysków z kapitału i spadek dochodów z płac) a wzrostem świadczeń socjalnych. Kto przekona kapitalistów, żeby się podzielili? W jakim procesie politycznym?

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365