W krajach zachodnich, mających w swojej historii rozdział ekspansji kolonialnej, ma miejsce swoista ofensywa ideologiczna - prowadzona przez środowiska liberalno - lewicowe przy istotnym udziale mniejszości etnicznych - której celem jest in nuce - dekolonizacja tożsamości kulturowej owych krajów. Podniosłem ten problem w wątku traktującym o postaci Junipero Serra(
www.racjonalista.pl/forum.php/s,671038), jednakże w ostatnich dniach nastąpił prawdziwy wysyp tego rodzaju przedsięwzięć - warto więc raz jeszcze przyjrzeć się problemowi.
Chcą bowiem usunąć statuę Cecila Rhodesa z budynku oksfordzkigo Oriel College, którego ów wielki kapitan brytyjskiego imperializmu był zarówno uczniem jak i dobroczyńcą.
W Amherst College w Massachusetts (USA) studenci domagają się podobnej rozprawy z patronem uczelni - lordem Jeffery Amherst, który będąc wojskowym komendantem miasta nazwanym jego nazwiskiem (18 wiek), zaaprobował rozdawnictwo lokalnym Indianom koców zarażonych mikrobami ospy - z wiadomym skutkiem.
Z kolei na Harwardzie, studenci wydziału prawa wszczęli ostatnio kampanię na rzecz usunięcia z wydziałowej pieczęci herbu rodzinnego Izaaka Royalla, właściciela niewolników, który uposażył pierwszą profesurę na wydziale prawa tego znamienitego uniwersytetu.
Na południu USA, w wielu stanach, miastach, hrabstwach i parafiach już od pewnego zcasu kwestionuje się prawo do eksponowania w miejscach publicznych i w urzędach publicznych flagi konfederackiej z czasów wojny secesyjnej (1861 - 1865) czy też nazw (nazwisk) związanych z Konfederacją.
Sytuacje ja te powyżej skłaniają do refleksji - a formułowane wnioski bynajmniej nie są jednoznaczne. Cokolwiek bowiem sadzić o tych postaciach - są one częścią tożsamości historycznej i kulturowej danych nacji i danych społeczności. I jakkolwiek w wielu wypadkach określone aspekty działalności owych jednostek - z dzisiejszej perspektywy - podlegają ocenie jednoznacznie negatywnej, tym niemniej jednak w większości wypadków wskazać można na jednoznacznie odmienne zachowania czy cechy charakteru. I robi się jak u Bareji z plusami i minusami. Rozumiem a nawet popieram stanowcze potraktowanie postaci, która - de facto - dopuszczała się praktyk ludobójczych wobec Indian. Ale właściciel niewolników, który - z drugiej strony - istotnie przyczynił się do rozwoju uczelni mającej obecnie charakter elitarnej, to już całkiem inna bajka. Znacznie lepszym pomysłem wydaje się - sygnalizowana w podlinkowanym tekście - metoda polegająca na zindywidualizowanym podejściu do każdego problemu oraz preferowanym pozostawieniu imienia, pieczęci czy pomnika danej postaci, z gruntownym oficjalnym wyjaśnieniem tej negatywnej strony jej działalności.
W przeciwnym bowiem wypadku takie całkowite i ostateczne zepchnięcie jakiejś postaci do historycznego niebytu kojarzyć się będzie nieodmiennie z praktykami opisanymi przez Orwella, a poza tym - co równie ważne - zaprzepaszczana będzie okazja do wyjaśnienia wielu kontrowersyjnych, czy wręcz negatywnych zjawisk jakie miały miejsce w przeszłości, do ich odbrązowienia.
Batalie o tożsamość kulturową, której przykłady podałem wyżej, przypominają trochę - przy wszystkich swoich różnicach - sytuacje z naszego rodzimego podwórka. Jak najbardziej wskazanym było usunięcie z Pieniężna pomnika gen. Czerniachowskiego (analogia do lorda Amhersta) jednakże w żadnym wypadku nie należy sięgać po ekstremalne rozwiązania w przypadku - na przykład - pałacu kultury i sztuki, który jest fantastycznym świadkiem epoki, całkowicie akulturowanym do polskiego środowiska.
www.nytime(*)entID=WhatsNext&pgtype=article