W wątku zatytułowanym " Kapitanowie pornobiznesu(
www.racjonalista.pl/forum.php/s,674680) zwróciłem uwagę na całkowicie zapomnianą i pomijaną rolę Żydów w stworzeniu podwalin amerykańskiego przemysłu porno. Rola Żydów (wschodnioeuropejskich głównie) w powstaniu amerykańskiego przemysłu filmowego jest powszechnie znana - nie trzeba jej przypominać. Zresztą do tej pory są oni potęgą w Hollywood. Natomiast do niedawna nie była znana kolaboracja żydowskich ojców założycieli Hollywood z niemieckimi nazistami. A była ona długa, głęboka i wszechstronna.
Niemcy stanowiły atrakcyjny i chłonny - drugi po Wielkiej Brytanii - rynek zagraniczny dla produkcji hollywoodzkich. Stąd, także po dojściu Hitlera do władzy, hollywoodzkim mogułom zależało bardzo na jego utrzymaniu a nawet ekspansji. Dla osiągnięcia tych celów gotowi byli pójść na tak daleki kompromis, iż stał się on de facto kolaboracją. Jest wielce prawdopodobne, iż liczyli na ekspansję rynku niemieckiego, związaną z niemieckimi zdobyczami terytorialnymi. Prowadząc taką politykę przystali na daleko idąc żądania strony niemieckiej, dotyczące treści filmów oraz ich obsady, włącznie z obszernymi cięciami cenzuralnymi czy też nawet wstrzymywaniem całych produkcji - w sytuacji gdy zdaniem nazistów film niezbyt przychylnie portretował Niemcy bądź też ukazywał w sposób "niewłaściwy" obraz Żydów. W produkcjach owych nie poruszano statusu Żydów w III Rzeszy, nie krytykowano władz Niemiec za ich politykę względem Żydów, nie broniono praw niemieckich Żydów.
Kapitanowie Hollywoodu doskonale zdawali sobie sprawę z sytuacji Żydów w Niemczech, chociażby z tego względu, iż na stanowcze żądania Niemców gotowo byli odwoływać swoich przedstawicieli - Żydów w tym kraju. MGM (wszyscy znają tego lwa!) pozwoliło sobie nawet na zainwestowanie w niemiecki przemysł zbrojeniowy ( sic!!!!!!) w celu umożliwienia przeprowadzenia określonych sytuacji finansowych, a przedstawiciel Metro Goldwyn Meyer w Niemczech, w tym samym czasie udzielając wywiadu nazistowskiej prasie mówił " o satysfakcjonującej obydwie strony współpracy". Oficjalne pisma wysyłane przez MGM i inne wytwórnie do kontrahentów i władz niemieckich opatrywane były pozdrowieniami "Heil Hitler". Jednakże aktem kolaboracji, który na mnie zrobił największe wrażenie, było wyposażenie konsula niemieckiego w Los Angeles we władcze wielce kompetencje, polegające na tym, iż miał on prawo zjawiać się w hollywoodzkich studiach nagrań i niczym udzielny Pan i władca decydować o tym czy dana scena przejdzie czy nie, czy dany aktor zagra czy też ma zbyt semickie rysy twarzy, czy dany film w ogóle nadaje się do dalszego "procedowania", zważywszy na niemieckie interesy i niemiecki punkt widzenia.
Być może wschodnioeuropejscy Żydzi (Ostjuden), chcieli wziąć swoisty rewanż na swych niemieckich pobratymcach za długie lata upokorzeń i pogardy - ale chyba w pogoni za pieniądzem (pecunia non olet) zdecydowanie za bardzo przekroczyli cienką czerwoną linię.
Wszystko to i jeszcze znacznie więcej opisał w swoje książce - do której z archiwach niemieckich i amerykańskich materiały zbierał przez 10 lat - "The Collaboration: Hollywood's Pact with Hitler" historyk z Harvardu Ben Urwand. Gdy wyszła dwa lata temu w USA narobiła nienajgorszego rabanu oraz wygenerowała ostrą i - jakże często - słabą merytorycznie, a wysoce egzaltowaną reakcję określonych środowisk.
Niedawno została wydana w Polsce przez renomowane Wydawnictwo "Czarne". Jej polska edycja jest zatytułowana "Kolaboracja. Pakt Hollywoodu z Hitlerem".
Namawiając do jej lektury zachęcam równocześnie do zastanowienia się jak - w świetle przytoczonych przez Urwanda twardych i szokujących faktów - ocenić postępowania polskiego chłopa, który w czasie wojny nie chciał udzielić Żydom schronienia, w obawie o swe życie? A jak - jeszcze większa zagwozdka - ocenić tego, który jednak takiego schronienia udzielił, chociażby za pieniądze? Wszak - już wiemy - pecunia non olet? O tych co udzielali schronienia powodowani altruizmem - lepiej chyba w ogóle nie wspominać?
"Hitler's Hollywood consul, Georg Gyssling, made regular studio visits, often requesting edits to scenes that ran counter to Nazi interests, or in the instance of films like The Mad Dog of Europe (1933) asking for them to be abandoned entirely. In 1936, after being tipped off by US censors that It Can't Happen Here, a film showing the advantages of democracy over fascism, would cause problems with "certain foreign governments", MGM head Louis B Mayer called off production".
www.thegua(*)lywood-collaborated-with-naziswww.polska(*)laboracji-z-hitlerem,id,t.html