Racjonalista - Strona głównaDo treści
Żyje się tylko miliard razy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-05-2016 01:18Bragiel (220 punktów)Żyje się tylko miliard razy
Ocena 2 na 2
Problem jaki chce poruszyć jest bardzo skomplikowany i będzie mi bardzo ciężko go wyjaśnić.

Umierasz.
Nie ma duszy.
Pozornie-koniec. Jednak zważywszy na miliardy miliardów istnień, w miliardach miliardów galatyk, na miliardach miliardów planet, jest praktycznie niemożliwe nie zaistnieć.
Nie będziesz to już ty.
I tu jest problem semantyczny jak to ująć...Nie będziesz to już ty, ale ten ktoś kto się urodzi będzie tobą. Nie ma nic wspólnego z tobą z teraz, będzie to zupełnie inna osoba, jednak tą osobą możesz być ty.
To jest praktycznie pewne i śmierć na pewno nie jest końcem bo to jest statystycznie niemożliwe nie zaistnieć.

I teraz dochodzimy do drugiego problemu.

Dlaczego ktoś kim jesteś ty ma pojawić się dopiero po twojej śmierci?
Równie dobrze ty możesz być też tym panem czy tą panią na planecie x.
To jest bardzo możliwe. To jest wręcz pewne, zważywszy na praktycznie nieskończoną liczbę istnień we wszechświecie.
I gdyby się głębiej zastanowić- nic nie jest tu oczywiste.

Co sądzicie?
Sprawa jest niesamowicie skomplikowana semantycznie ale mam nadzieję, że mniej więcej zostałem zrozumiany.

Prosze o głosy w dyskusji.
Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Curtiss Helldiver (966 punktów)
(zablokowany)
>Nie będziesz to już ty, ale ten ktoś kto się urodzi będzie tobą.
Bełkot.

>To jest praktycznie pewne i śmierć na pewno nie jest końcem bo to jest statystycznie niemożliwe nie zaistnieć.
Gdy ktoś się urodził, to ma 100% szans, że umrze, śmierć jest końcem.
Śmierć jest końcem nawet dla tych, którzy się nie urodzili, słyszałeś kiedyś o samoistnych aborcjach?

>Dlaczego ktoś kim jesteś ty ma pojawić się dopiero po twojej śmierci?
Bełkot.
A potem jeszcze więcej bełkotu.
03-05-2016 05:30 
 Ocena 1 na 1
Bragiel (220 punktów)
>>Nie będziesz to już ty, ale ten ktoś kto się urodzi będzie tobą.
>Bełkot.
>>To jest praktycznie pewne i śmierć na pewno nie jest końcem bo to jest statystycznie niemożliwe nie zaistnieć.
>Gdy ktoś się urodził, to ma 100% szans, że umrze, śmierć jest końcem.
>Śmierć jest końcem nawet dla tych, którzy się nie urodzili, słyszałeś kiedyś o samoistnych aborcjach?
>>Dlaczego ktoś kim jesteś ty ma pojawić się dopiero po twojej śmierci?
>Bełkot.
>A potem jeszcze więcej bełkotu.
>
Nie zrozumiałeś tematu.
Zatem nie nazywaj tego bełkotem.
Ja nazywam bełkotem fizykę kwantową, bo nic z niej nie rozumiem. Jednak ma ona sens i są ludzie którzy ją rozumieją.

Raczej bełkotem jest tu wmieszanie,,samoistnej aborcji".
A śmierć na pewno nie jest końcem z oczywistych względów statystycznych-ilość istnień jest praktycznie nieskończona i niemożliwe jest niezaistnieć.

www.bragiel.blox.pl Świat według Brągiela
03-05-2016 11:04 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
>Nie zrozumiałeś tematu.
>A śmierć na pewno nie jest końcem z oczywistych względów statystycznych-ilość istnień jest praktycznie nieskończona i niemożliwe jest niezaistnieć.

Ja zrozumiałem, ale ty nie bardzo rozumiesz, że to co z Ciebie - po śmierci Twojej - zostanie, niekoniecznie w pełni posłużyć musi do budowy nowych organizmów żywych. Ale, ale, zapomniałem, parę Twoich atomów może zawisnąć na ścianie. Dopuszczasz myśl, że możesz być jakąś tam częścią krzyża?
03-05-2016 15:37 
 Ocena 5 na 5
Quetzalcoatl (2779 punktów)
(zablokowany)
>Ja nazywam bełkotem fizykę kwantową, bo nic z niej nie rozumiem. Jednak ma ona sens i są ludzie którzy ją rozumieją.

Oto słownikowe definicje "bełkotu":
Cytat:
"a) niezrozumiały tekst"
Słownik Języka Polskiego, red. nauk. Mieczysław Szymczak, PWN, Warszawa 1978.

Cytat:
"2. pot. pozbawiony sensu, niezrozumiały tekst lub zawiła wypowiedź"
Słownik Języka Polskiego PWN

Cytat:
"2. pozbawiona sensu wypowiedź"
Słownik Języka Polskiego

Cytat:
"(1.2) pot. wypowiedź nie mająca sensu, z której nic konkretnego nie wynika"
Słownik Języka Polskiego

Nietrudno zauważyć, że we wszystkich opracowaniach termin "bełkot" jest określany jako "tekst, wypowiedź", zwykle ze wskazaniem na jego lub jej niezrozumiałość czy brak sensu.

Z analizy przytoczonych definicji słownikowych widać, że Twoja wypowiedź:
a) jest niepoprawna pod względem formalnym, ponieważ używasz w niej słowa o niewłaściwym znaczeniu; bełkot, będący tekstem lub wypowiedzią, nie może się odnosić do fizyki kwantowej, będącej dziedziną nauki, ponieważ dziedzina nauki NIE JEST tekstem ani wypowiedzią (popełniłbyś taki sam błąd, gdybyś napisał, że fizyka kwantowa jest na przykład elaboratem czy dysertacją);
b) jest niepoprawna pod względem logicznym, ponieważ bełkot zwykle nie ma sensu, a Ty - po nazwaniu czegoś bełkotem (czyli przypominam: wypowiedzią pozbawioną sensu) - piszesz po chwili, że to coś ma sens.

Dodam przy tym, że Curtiss Helldiver prawidłowo posłużył się terminem "bełkot", ponieważ odniósł go do Twojej wcześniejszej wypowiedzi, a nie na przykład do pojęcia, które nie pokrywa się ze znaczeniem wypowiedzi.
Kryterium jakościowe bełkotu spełnia też ten Twój wpis, do którego właśnie się odnoszę, ponieważ jego zasadnicze przesłanie dotknięte jest wadami formalnymi i logicznymi, co jednoznacznie nasuwa myśl o niezrozumiałości i braku sensu, a więc bełkocie. Tekst inicjujący wątek też nie jest lepszy, ale nie chce mi się nurzać w tych odmętach absurdu.

Zawsze pozostaje Ci nadzieja, że w jakimś kolejnym zaistnieniu (jednym z "miliard[ów] miliardów istnień, w miliardach miliardów gala[k]tyk, na miliardach miliardów planet"), bełkot nie będzie tak upiornie przeżerać Twoich myśli, które będą się kłębiły w głowie zupełnie innej osoby, "jednak tą osobą możesz być ty".

I to by było na tyle w temacie jednego z miliardów miliardów bełkotów.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Prosze o głosy w dyskusji.

Sprawa semantycznie jest właśnie bardzo prosta. Trzeba zaproponować jakąś nazwę, następnie przypisać jej jakieś znaczenie (czyli - jak to mówią - zdefiniować ją), a później szczegółowo rozważyć różne możliwe kombinacje. Nazwijmy osobniki, posiadające identyczne cechy "identykami" (pojęcie zaczerpnięte z prozy A. Huxleya). Najbardziej znanym przykładem ludzkich identyków są wieloraczki jednojajowe. Są to identyki genetyczne spokrewnione, występujące jednoplanetarnie równocześnie. W przypadku identyków pojawiających się na różnych planetach mamy więc do czynienia z identykami genetycznymi niespokrewnionymi wieloplanetranymi, pojawiającymi się równocześnie lub nierównocześnie (całkowicie lub częściowo, uprzednio bądź następczo). Ponadto, identyki mogą być zupełne i niezupełne; mogą też być identyki pozorne, czyli quasi-identyki (na przykład - wyglądają i zachowują się bardzo podobnie, ale mają inne geny i inną fizjologię), itd., itp.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
klaio (1068 punktów)
Marek Oramus, pisarz s-f i krytyk literacki napisał kiedyś w Rzeczpospolitej artykuł o tym, że słynny wzór ze ściany w NASA na ilość cywilizacji, których miało być wg. niego ok. 100 milionów, został przekształcony i wyszło, że w obserwowalnym wszechświecie cywilizacji jest tylko ... jedna sztuka.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Problem jaki chce poruszyć jest bardzo skomplikowany i będzie mi bardzo ciężko go wyjaśnić.
No to słucham.
>Umierasz.
>Nie ma duszy.
Pojęcie umieram, czyli zatrzymania funkcji życiowych. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że umierając, jesteś zlepkiem atomowych cząstek materii, które nie umierają. Wracają do Natury jak Jej własność. Materia jest w ciągłym obiegu na tym największym nam znanym statku kosmicznym jakim jest Ziemia. Samowystarczalnym. Otóż atomy w swej postaci tworzą cząsteczki, cząsteczki związki łańcuchowe, te zaś tworzą (lub są przyczyną tworzenia) organizmy komórkowe, później komórki tworzą specjalistyczne organy, a organy organizmy o znacznym stopniu skomplikowania mogące być uważane za żywe. Dotyczy to nie tylko człowieka ale i dżdżownicy czy bakterii. W telegraficznym skrócie tak by to było.
>Pozornie-koniec. Jednak zważywszy na miliardy miliardów istnień, w miliardach miliardów galatyk, na
>miliardach miliardów planet, jest praktycznie niemożliwe nie zaistnieć.
Powątpiewam bardzo. Atomy "ludzkiego" pochodzenia nie uciekają na odległości zaiste kosmiczne z Ziemi, bo jest coś takiego jak grawitacja. Im większa masa atomów cięższych, tym trudniejsza ucieczka. Najchętniej z Ziemi ucieka wodór.
>Nie będziesz to już ty.
Na pewno. Nawet atomowo. Jest to pewnik pewniejszy jak Eklidesowski.
>I tu jest problem semantyczny jak to ująć...Nie będziesz to już ty, ale ten ktoś kto się urodzi
>będzie tobą. Nie ma nic wspólnego z tobą z teraz, będzie to zupełnie inna osoba, jednak tą osobą
>możesz być ty.
Niestety nie. Będzie istota, której budowa ciała będzie oparta tylko na takich samych atomach lecz nie Twoich/tych samych (rozumiemy że dywagacje dotyczą związków białkowych opartych na węglu, bo opartych na krzemie nie rozważamy).
>To jest praktycznie pewne i śmierć na pewno nie jest końcem bo to jest statystycznie niemożliwe nie
>zaistnieć.
Cały czas jesteś zafascynowany "życiem po życiu". Umiera bezpowrotnie organizm, co po procesie rozkładu dzięki bakteriom gnilnym i robakom wszelkiej maści wracasz w postaci atomów do matki Natury na Ziemi. Atom nie ma świadomości i pamięci i nie tworzy drugiego ja, czyli Ciebie, zwłaszcza na odległych kosmicznie odległościach. Gdyby tak było, to Ziemia traciłaby na masie dość znacznie. Tu bilans masy jest zawsze taki sam jak u księgowego z PGR-u. Chyba, że w zamian, z kosmicznych odległości przybędą atomy innych istot i wtedy Ty będziesz zbudowany z atomów nie Ziemskich. Zauważyłeś to, czy tylko przyjmujesz zachowania w "jedną" stronę?
>I teraz dochodzimy do drugiego problemu.
>Dlaczego ktoś kim jesteś ty ma pojawić się dopiero po twojej śmierci?
Daję słowo, że tego nie rozumiem ni cholery. O co Tobie chodzi i po jakich meandrach myślowych się tłuczesz. Przecież to jest proste jak świński ogon. A skąd wiesz, że pijesz wodę z atomem tlenu w cząsteczce wody chorego i umarłego przed Tobą na raka lub leprę/trąd? Przecież atomy nie tylko nie mają "pamięci" i świadomości ale nie "chorują" i nie przenoszą żadnych chorób w pojęciu ludzkim.
>Równie dobrze ty możesz być też tym panem czy tą panią na planecie x.
Zdyskwalifikowałem ten absurd i proponuję nie tyle pić więcej alkoholu bo byś nie był w stanie pisać, ale nie palić ziół niewiadomego pochodzenia.
>To jest bardzo możliwe. To jest wręcz pewne, zważywszy na praktycznie nieskończoną liczbę istnień we
>wszechświecie.
Nie zaprzeczam, że takich istnień może być bardzo, niewyobrażalnie dużo, lecz wobec potwornie niewyobrażalnych odległości, jak i czasu powstawania i upadku innych cywilizacji (nie muszą powstawać równolegle z ziemską) nie dowiemy się najprawdopodobniej nigdy ile ich jest i czy w ogóle są i czy będzie możliwość porozumiewania się, by wymienić się Twoimi spostrzeżeniami z nimi.
>I gdyby się głębiej zastanowić- nic nie jest tu oczywiste.
Co prawda głębi to ja nie widzę specjalnie, a raczej płytkość niezwykłą (nawet nie do kostek parafrazując), gdzie zgłębiać się nie ma w czym, ale dla mnie jest wszystko oczywiste.
>Co sądzicie?
Sądzę że masz zły dzień dzisiaj i idź lepiej spać i odpocznij.
>Sprawa jest niesamowicie skomplikowana semantycznie ale mam nadzieję, że mniej więcej zostałem
>zrozumiany.
Zasmucę Ciebie kolego forumowiczu. Nie widzę możliwości zrozumienia Twojego wywodu, bo i semantyka kiepska, jak kilku innych forumowiczów (bez personalizacji ale wiemy o kogo chodzi).
>Prosze o głosy w dyskusji.
Do Twojej prośby, jak widzisz, odniosłem się z uprzejmym szacunkiem. Mam jedynie tylko prośbę by nie traktować tego forum, jak zbiornik upiornych fekalii intelektualnych.
>Pozdrawiam.
Ja też.


Jednak jestem lepszy niż moja reputacja. Cholera! A może gorszy?
Rupson (1793 punktów)
>Pozornie-koniec. Jednak zważywszy na miliardy miliardów istnień, w miliardach miliardów galatyk, na
>miliardach miliardów planet, jest praktycznie niemożliwe nie zaistnieć.
-Istnienia są jednak policzalne i zawsze można sobie wyobrazić miliardy tych, którzy nie zaistnieli. Poza tym, świadomość istnienia pojawia się u tych, co już zaistnieli i dotyczy to konkretnego gatunku, może kilku gatunków ssaków.
>Nie będziesz to już ty.
>I tu jest problem semantyczny jak to ująć...Nie będziesz to już ty, ale ten ktoś kto się urodzi
>będzie tobą. Nie ma nic wspólnego z tobą z teraz, będzie to zupełnie inna osoba, jednak tą osobą
>możesz być ty.
-To ma być niby reinkarnacja, czy coś takiego? Tak czy owak. nie pamiętam bym kiedykolwiek wcześniej istniał. A jeśli nie pamiętam, to jakbym nie istniał, przynajmniej jako JA.
rogaliczek (669 punktów)
>Tak czy owak. nie pamiętam bym kiedykolwiek wcześniej istniał. A jeśli nie pamiętam, to jakbym nie istniał, przynajmniej jako JA.

A pamiętasz co robiłeś lub o czym myślałeś 5 miesięcy temu o godzinie 16.45? Jeśli nie pamiętasz to tak samo jakbyś wtedy nie istniał:D
Rupson (1793 punktów)
>>Tak czy owak. nie pamiętam bym kiedykolwiek wcześniej istniał. A jeśli nie pamiętam, to jakbym nie istniał, przynajmniej jako JA.
>A pamiętasz co robiłeś lub o czym myślałeś 5 miesięcy temu o godzinie 16.45? Jeśli nie pamiętasz to tak samo jakbyś wtedy nie istniał:D
-Tym nie mniej wiem, kim wówczas byłem, w jakiej rzeczywistości istniałem. Wystarczy mi podać pewne szczegóły, konkretną sytuację, a dużo mogę sobie przypomnieć, nawet o czym wówczas myślałem. A tak na co dzień MÓJ mózg nie potrzebuje pamiętania wszystkiego, by nadal być moim mózgiem, czyli w sumie mną.
oportunista (1711 punktów)
Proponowałbym nie komplikować sobie życia i pozostać przy tezie, że jesteśmy tym co jemy.
Bragiel (220 punktów)
>Problem jaki chce poruszyć jest bardzo skomplikowany i będzie mi bardzo ciężko go wyjaśnić.
>Umierasz.
>Nie ma duszy.
>Pozornie-koniec. Jednak zważywszy na miliardy miliardów istnień, w miliardach miliardów galatyk, na
>miliardach miliardów planet, jest praktycznie niemożliwe nie zaistnieć.
>Nie będziesz to już ty.
>I tu jest problem semantyczny jak to ująć...Nie będziesz to już ty, ale ten ktoś kto się urodzi
>będzie tobą. Nie ma nic wspólnego z tobą z teraz, będzie to zupełnie inna osoba, jednak tą osobą
>możesz być ty.
>To jest praktycznie pewne i śmierć na pewno nie jest końcem bo to jest statystycznie niemożliwe nie
>zaistnieć.
>I teraz dochodzimy do drugiego problemu.
>Dlaczego ktoś kim jesteś ty ma pojawić się dopiero po twojej śmierci?
>Równie dobrze ty możesz być też tym panem czy tą panią na planecie x.
>To jest bardzo możliwe. To jest wręcz pewne, zważywszy na praktycznie nieskończoną liczbę istnień we
>wszechświecie.
>I gdyby się głębiej zastanowić- nic nie jest tu oczywiste.
>Co sądzicie?
>Sprawa jest niesamowicie skomplikowana semantycznie ale mam nadzieję, że mniej więcej zostałem
>zrozumiany.
>Prosze o głosy w dyskusji.
>Pozdrawiam.

Dzięki za udział w dyskusji.

W tym temacie napotykamy na ogromny problem z semantyką, nie da się dokładnie opisać tego o co mi chodzi.

Rodzi sie nowa osoba-to nie jesteś ty, ale ty możesz być tą osobą.
Nie umiem tego inaczej ująć.
To nie ma nic wspólnego z reinakarnacją, z komórkami twojego organizmu-ty umarłeś.
Innych, nowych istnien po twojej śmierci, narodzi się praktycznie nieskończona ilość i jest nieomal niemożliwe, że ty nie będziesz jednym z tych istnień.
I tu dochodzimy-paradoksalnie do buddyzmu-nie da się wyzwolić z koła życia, gdy już zaistniałeś.

Jestem 100 %ateistą, ale Budda miał sporo racji.
Pozdrawiam.


www.bragiel.blox.pl Świat według Brągiela
ZXfi (176 punktów)
Można inaczej spróbować to pojąć. Jeśli nauka kiedykolwiek odkryje możliwość transferu świadomości, będzie to oznaczać, że JA jest podobne do programu w maszynie. Można więc je powielać, kasować, albo też napisać zupełnie od nowa i to wiele, może nieskończenie wiele razy.

Pytanie, dlaczego się nie powiela/pisze od nowa, w czasie kiedy oryginał jeszcze istnieje?
Jest kilka możliwości:
1. Ja nie jest programem ani też maszyną
2. Istnieje prawo które to uniemożliwia, jakiś kwantowy zakaz czy coś w tym stylu
3. Istnieje naturalny system o którym nikt nie ma zielonego pojęcia
4. Ja ma wybór, być w oryginale albo w którejś z kopii lub nowym oryginale, z przywiązania wybiera stary oryginał, przynajmniej jest tak do chwili śmierci
5. Wzór na ja, jest tak absurdalnie złożony, że staje się niemożliwy do odtworzenia/powielenia.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365