Nie jest wykluczone, iż nawet Mariusz Szczygieł nie wie o tym – ale Czesi też mają swoje „Kresy” oraz doświadczają stanu ducha i umysłu, który nazwać można „nostalgią kresową”. A wszystko to za sprawą Ivana Olbrachta, czeskiego działacza społecznego i pisarza, który upodobał sobie Kołoczawę - odległą wieś zakarpacką, wielokrotnie przebywał w niej, dokonując wypadów w okoliczne góry oraz zbierając info na temat życia jej mieszkańców. Owocem tej fascynacji była książka pt. „Mikołaj Szuhaj. Zbojnik” wydana w 1933 r., na której się wychowało kilka pokoleń Czechów i która do dnia dzisiejszego jest obowiązkową lekturą szkołach czeskich. Stąd w Kołoczawie multum samochodów na czeskich numerach rejestracyjnych i pobrzmiewający wszędzie język czeski. Kołoczawa jest trochę jak polska Zawoja. Ciągnie się kilometrami, ma mnóstwo przysiółków i jest największą wsią ukraińskiego Zakarpacia. Zamieszkuje ją ok. 7 tysięcy ludzi. Położona jest w bardzo atrakcyjnym miejscu u stóp Gorganów i Połoniny Równej. Nad wsią niczym dobry opiekuńczy duch dominuje góra Strimba (1712 m n.p.m.) bardzo w typie polskiej Babiej Góry, z lasami, halami, kosówką i gołoborzami. Wypad na Strimbę w celu podziwiania wschodu czy zachodu Słońca, przycupniętych malowniczo i jej stóp osad, czy też falującego morza wschodniokarpackich szczytów – to konieczny element każdego pobytu w Kołoczawie. Wspinając się na Strimbę warto uważnie rozglądać się wokół. Na jej stokach bowiem, zwłaszcza tych z występującymi gołoborzami występuje bowiem „karpacki żeńszeń” – różaniec górski, którego korzeń i kłącze – jak sama jego popularna nazwa wskazuje – uważany jest za panaceum na wszelakie dolegliwości i choroby. Podobno szczególnie rewelacyjnie łagodzi wszelkie bolączki natury meteopatycznej. Jednakże Kołoczawa to nie tylko góry. To także wieś jako taka. Wieś z krowami, bydłem, końmi, świniami, królikami, drobiem, przydomowymi i uprawianymi poletkami, wieś z charakterystyczną „aparycją” (zaścielone łajnem krowim i rozbebeszone drogi) oraz charakterystycznymi aromatami – dawno już nieobecnymi na polskiej wsi. Tylko wciągnąć haust głęboki powietrza w nozdrza i napawać się nimi! U jej mieszkańców – ciągle jeszcze nie ukąszonych bardzo bakcylem komercji - bez problemu kupi wszelkie potrzebne produkty żywnościowe, takie jak mleko, jaja, sery, owoce, warzywa jak również wynajmnie pokój za rozsądną cenę. W Kołoczawie jest szereg muzeów. A to muzeum ateizmu ( w dawnej cerkwi zlokalizowane i służy ukazywaniu istoty takowej instytucji w czasach sowieckich), Lini Arpada na przełęczach karpackich wybudowana miała bronić dostępu Sowietom do Węgier w 1944 /45 r.), muzeum starej szkoły, kolejki wąskotorowej służącej onegdaj do eksploatacji drewna (jak pod Cisną w Bieszczadach), muzeum Ivana Olbrachta oraz skansen w którym znajduą się zabytkowe obiekty architektury ludowej z terenu wsi i okolic. Warto także bezwzględnie zaglądnąć do drewnianych cerkwi w Kołoczawie i sąsiednim Negrowcu. Nad jezioro Sinewir w Parku Narodowym Sinewir – odległym o ok. 20 km od wsi, na przełęcz Werecką, którą onegdaj Arpad z Węgrami zszedł na Nizinę Panońską i na którą obecnie wjeżdżają zastępy narodowców węgierskich aby urządzać capstrzyki przy stosownym postumencie upamiętniającym ten akt założycielski węgierskiej państwowości – a który to postument co pewien czas bywa wandalizowany przez - z kolei – narodowców ukraińskich, dobrze pamiętających rolę Węgier w marcu 1939 r., w zdławieniu Piemontu ukraińskiej państwowości, czyli Rusi Zakarpackiej księdza Wołoszyna. Będąc na przełęczy warto również rzucić okiem na przebiegający przez nią rurociąg „Przyjaźń”. Do Kołoczawy można dojechać z Galicji odbijając w Dolinie w kierunku na Karpaty i Przełęcz Toruńską ( nie mylić z Wyszkowską, która jest trochę wcześniej), oddzielającą Bieszczady Wschodnie od Gorganów, na której znajduje się przeuroczy cmentarzyk pierwszowojenny. A następnie po zjechaniu z gór odbić w lewo na Miżgirię, skąd już o rzut kamieniem do naszej wsi. Osobiście jednakże polecałbym dojazd – najlepiej rowerem - z drugiej strony to jest od południa. Za nadcisańską miejscowością Tiacziw należy skręcić w prawo w dolinę rzeki Terebli i piąć się nią aż do samej Kołoczawy przez kilkadziesiąt kilometrów, rozkoszowując się dziewiczością karpackiej przyrody oraz mijając w pobliżu miejscowości Mereszory zabiornik wodny, z którego, podziemnym tunelem, część wód rzeki Terebli jest odprowadzana na drugą stronę biegnącego równolegle do rzeki grzbietu górskiego, do rzeki Riki gdzie jest wykorzystywana przez terebelsko – ricką elektrownię wodną. |