 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 17-07-2016 19:57 | Ramirez (247 punktów) (zablokowany) | Dekulturacja czy cóś
1 na 1 | Kolega Belfer00 twierdził na łamach tego Forum, że dzieci mające płciowe kontakty z osobami dorosłymi ulegają tzw., jak On to określał, dekulturacji lub też deprawacji, jak go zwał, tak go zwał. Polegać by to miało na tym, że takie dziecko byłoby uwikłane w nieakceptowane przez naszą kulturę związki i kontakty. Czyli występowałby konflikt między kulturowo spostrzeganą rolą i pozycją dziecka w społeczeństwie a jego faktycznym statusem. W związku z tym dziecko takie cierpiałoby , bo ogólnie mówiąc byłoby outsiderem, nie pasowałoby do zastanej kultury. Ale czy to tak do końca prawda? Przecież mamy dzisiaj wiele przykładów dzieci które powinny ulegać dekulturacji a jej nie ulegają. Myślę tutaj o ciężkim losie dzieci wychowywanych przez tzw. pary jednopłciowe. Dzieci te wedle teorii kolegi Belfra też powinny ulegać dekdulturacji żyjąc zanurzone w obcej nam kulturze gejowsko-lesbijskiej. Nie wiem co jest gorsze dla dziecka, czy mieć kontakty płciowe z dorosłym, czy być cudownym dzieckiem dwóch pedałów, albo dwóch lesb? A jednak badania dzieci wychowywanych w tzw. tfu! rodzinach jednopłciowych nie wskazują na jakąś dekulturację. Dzieci te pod względem psychicznym nie różnią się od dzieci wychowywanych w rodzinach tradycyjnych. Zdaje się, że dzieci naprawdę kochane w obu wypadkach dekulturacji nie ulegają. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | dekulturacja poprzez feminizację | "A jednak badania dzieci wychowywanych w tzw. tfu! rodzinach jednopłciowych nie wskazują na jakąś dekulturację".
Proszę przytoczyć te badania. Bo z mojego doświadczenia życiowego oraz ogólnej wiedzy wynika, że jak - na przykład - chłopak jest wychowywany przez same kobiety (dwie lesbijki, albo matka, siostra, babcia, ciotka albo inny jeszcze podobny układ) to grozi mu wyraźnie zaznaczone i zauważalne sfemenizowanie charakteru, stylu bycia i nawyków - co w moim odczuciu może uchodzić za "dekulturację".
|
|
 | 1 na 1 Ramirez (247 punktów) (zablokowany) | Odp: dekulturacja poprzez feminizację | > Proszę przytoczyć te badania. Tomalski P. (2007). Nietypowe rodziny. O parach lesbijek i gejów oraz ich dzieciach z perspektywy teorii przywiązania. Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. > Bo z mojego doświadczenia życiowego oraz ogólnej wiedzy Jakiej ogólnej wiedzy? To mit, że chłopiec wychowywany przez kobiety będzie kobiecy. Tak jak mitem jest, że chłopiec wychowywany przez dwoje rodziców odmiennej płci ZAWSZE wyrasta na heteroseksualistę.
|
|
|  | | Arminius (25555 punktów) | Syndrom Piotrusia Pana | "Jakiej ogólnej wiedzy"?
Przypadków które znam osobiście.
"To mit, że chłopiec wychowywany przez kobiety będzie kobiecy".
To żaden mit. To oczywistość zauważalna gołym okiem. Zna Pan pojęcie "syndrom Piotrusia Pana"? Otóż kobieta - kobiety wychowujące synów bez udziału ojca - partnera, znacznie częściej właśnie taki typ mężczyzny - rozpieszczony, niedojrzały emocjonalnie, niezaradny życiowo, uciekający od wyzwań i odpowiedzialności - ukształtowują. A jak jest on jedynakiem to jest tragedia. I później mamy zastępy kidaltów, które sobie "piotruśpanują", żyjąc niczym pasożyty kosztem mamuni (mamuń) - stanowiąc ze społecznego punktu widzenia ciężar dla społeczeństwa i.... wielkie ryzyko dla tych kobiet, które się z takimi osobnikami zwiążą.
|
|
| |  | 1 na 1 Ramirez (247 punktów) (zablokowany) | Odp: Syndrom Piotrusia Pana |
>To żaden mit. To oczywistość zauważalna gołym okiem. Ja tam gołemu, za przeproszeniem, oku nie wierzę. Wolę oko uzbrojone. Niby gołym okiem widać, że to Słońce krąży wokół Ziemi, ale rzeczywistość skrzeczy inaczej. Ja wierzę w badania i to z grupą kontrolną. Należałoby przebadać dwie duże grupy mężczyzn dobranych losowo tzn. na chybił trafił. Jena grupa to byli by mężczyźni wychowywani w pełnych rodzinach a druga to mężczyźni wychowywani przez mamy i babcie. I porównać te dwie grupy mężczyzn ze sobą pod względem zaradności życiowej oraz innych cech osobowości. Wtedy można by się było wypowiedzieć kompetentnie i powiedzieć, że ma się wiedzę nawet szczegółową a nie ogólną.
Wychodzisz z błędnego założenia, że WSZYSTKIE matki i babcie oraz ciotki rozpieszczają chłopca, a to wcale nie musi być prawda. Poza tym taki chłopiec może sobie znaleźć w otoczeniu mężczyznę który będzie dla niego wzorem i niejako zastąpi mu ojca. Może to być kapłan z pobliskiej parafii, nauczyciel WF, sąsiad a nawet dobry wujek. No i wreszcie nie wszyscy chłopcy mają uległy charakter. Bo to wrodzone cechy charakteru decydują o tym jaki człowiek jest, a nie wychowanie. Kiedyś panował mit, że homoseksualistą można zostać przez tzw. uwiedzenie, czyli że młody chłopiec uwiedziony przez pederastę sam na pederastę wyrośnie, co okazało się nieprawdą. Owszem niektórzy chłopcy mający takie kontakty stawali się pederastami, ale nie na skutek uwiedzenia tylko już mieli skłonności homoseksualne uprzednio. Weźmy znany przykład Marcina K.który pozwał kurię koszalińsko-kołobrzeską o odszkodowanie za molestowanie przez księdza Zbigniewa R. Otóż chłopiec łatwo wpadł w sidła zastawione przez duszpasterza albowiem już posiadał skłonności homoseksualne. Potem jeszcze pół roku przychodził do proboszcza na seks, dopóki tenże nie znalazł sobie innego chłopca.
|
|
2 na 2 | Belfer00 (720 punktów) | Odp: Dekulturacja czy cóś | >Kolega Belfer00 twierdził na łamach tego Forum, że dzieci mające płciowe kontakty z osobami dorosłymi ulegają tzw., jak on to określał, dekulturacji [...]. >Polegać by to miało na tym, że takie dziecko byłoby uwikłane w nieakceptowane przez naszą kulturę związki i kontakty. >W związku z tym dziecko takie cierpiałoby, bo ogólnie mówiąc byłoby outsiderem, nie pasowałoby do zastanej kultury. >Ale czy to tak do końca prawda? >Myślę tutaj o ciężkim losie dzieci wychowywanych przez tzw. pary jednopłciowe. >Dzieci te wedle teorii kolegi Belfra też powinny ulegać dekulturacji, żyjąc zanurzone w obcej nam kulturze gejowsko-lesbijskiej. >A jednak badania dzieci wychowywanych w [...] rodzinach jednopłciowych nie wskazują na jakąś dekulturację. >Dzieci te pod względem psychicznym nie różnią się od dzieci wychowywanych w rodzinach tradycyjnych.
Rzecz w tym, że para jednopłciowa nie jest wcale taka obca "naszej" kulturze (ujmowanej szeroko, nie tylko jako tzw. "kultura chrześcijańska").
Po pierwsze zachowane zostają w niej trzy podstawowe dla "naszej" kultury normy związku: egalitaryzm, diadyczność i monogamia. Egalitaryzm - partnerzy dysponują równą mocą społeczną. Czyli wykluczone są związki, w których jedna z osób dominuje (dorosły-dziecko, właściciel-niewolnik, sadysta-masochista, guru-wyznawca). Diadyczność - właściwym miejscem dla zachowań seksualnych jest związek dwu osób współdziałających i dążących wzajemnie do swojego dobra (dwuosobowa grupa społeczna). Czyli wykluczone są związki, w których osób nie wiąże nic poza seksem, brak jest miłości, przywiązania i współpracy. Monogamia - związek jest dwuosobowy i osoby w związku oczekują wyłączności seksualnej. Czyli wykluczone są związki, w których uczestniczy na raz wiele osób lub normą jest promiskuityzm. Po drugie związki jednopłciowe zachowujące powyższe normy są obecnie w "naszej" kulturze tolerowane, a niekiedy nawet akceptowane. Minęło wiele lat od ich dekryminalizacji i demedykalizacji. Wychowywane przez pary jednopłciowe dzieci często nie są wcale stygmatyzowane. Po trzecie wiele (większość?) dzieci wychowywanych przez takie pary, to dzieci z poprzednich związków heteroseksualnych (biologiczne dzieci jednego z partnerów). Sytuacja takich dzieci jest nieco inna niż adoptowanych dzieci "obcych". Partner (ka) rodzica może być w takim przypadku traktowany/a jako "niby" wujek (ciocia), a niekoniecznie "drugi tato" ("druga mama").
Szukać subkulturacji należałoby więc raczej u dzieci wychowywanych np. w sektach z guru "posiadającym" wszystkie wyznawczynie, w komunach hipisowskich czy w środowisku osób prostytuujących się, a nie u tych wychowywanych przez "zwykłe" pary jednopłciowe.
Związki dorosły-dziecko naruszają zasadę egalitaryzmu (dorosły ma większą moc społeczną niż dziecko) i często zasadę diadyczności (dziecko nie jest traktowane jako osoba-partner, nie odwzajemnia zaangażowania, jest jedynie zabawką). Związki takie są społecznie nieakceptowane i dziecko ma (lub będzie miało gdy będzie starsze) świadomość naruszenia społecznych tabu. Jeśli jest to związek z "dobrym pedofilem" i dziecko jego zachowania zaaprobuje, to przyjmuje tym samym normy subkulturowe (doznaje subkulturacji).
Pozdrawiam.
|
|
 | Ramirez (247 punktów) (zablokowany) |
>związki jednopłciowe zachowujące powyższe normy są obecnie w "naszej" kulturze tolerowane, a niekiedy nawet akceptowane. Może przez jakieś wysoce tolerancyjne umysły. Sam wiesz, że to rzadkość. Nasze społeczeństwo w większości ma takie zdanie jak poseł Krystyna Pawłowicz. Cytować nie będę. > Wychowywane przez pary jednopłciowe dzieci często nie są wcale stygmatyzowane. Bo pewnie się z tym nie afiszują. Mówią, że ta druga to ciocia, albo koleżanka mamy, chwilowo zamieszkała. Gorzej wytłumaczyć kim jest ten drugi pan co mieszka z dzieckiem. Dzieci związane z pedofilem, też mówią, że to wujek, albo w przypadku niezbyt dużej różnicy wieku - starszy kolega. Owszem media tzw. głównego nurtu są nastawione na szerzenie tolerancji i od czasu do czasu prezentują nawet dwie kobiety lesbijki wychowujące dziecko. Ale i społeczeństwu łatwiej jest przełknąć dwie lesbijki, bo to ostatecznie kobiety, niż dwóch pedałów. Lecz media prawicowe , Fronda, Rydzyk itepe są już nastawione dużo mniej tolerancyjnie. Z kolei kobiety-pedofilki, jeśli wiążą się z chłopcami, praktycznie są tolerowane. Owa nauczycielka z okolic Kalisza, oskarżona o seks z nieletnim, została skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Ma też zakaz wykonywania zawodu przez trzy lata. Nauczyciel który by zrobił to samo z uczennicą dostałby minimum 2 lata bezwzględnej odsiadki i to tylko po znajomości. Tak więc podsumowując, być może mniej są stygmatyzowane pary lesbijek wychowujących dzieci, ale już nie gejów, co też widać z wypowiedzi nawet użytkowników tego szacownego Forum.
> Po trzecie wiele (większość?) dzieci wychowywanych przez takie pary, to dzieci z poprzednich związków heteroseksualnych Ale ja mam na myśli dzieci adoptowane tak jak przez Sir Eltona Johna. Przecież tutaj jest właśnie największy opór. A opór bierze się stąd, że większość ludzi uważa nadal ( tak jak poseł* Pawłowicz) homoseksualistów za chorych zboczeńców, a jak tutaj takim powierzyć dzieci? No i takie dzieci mogą ulec dekulturacji, bo muszą ukrywać, że mieszkają z parą chorych zboczeńców. Tak samo jak inne dzieci muszą ukrywać, że związane są z pedofilem.
>Jeśli jest to związek z "dobrym pedofilem" i dziecko jego zachowania zaaprobuje, to przyjmuje tym samym normy subkulturowe (doznaje subkulturacji). A czym niby ten "dobry pedofil" tak się odróżnia od przeciętnego obywatela? Jakież to straszne zachowania i normy dziecku wsącza i wszczepia? Jedyne co, to wiążą ich mniej lub bardziej nasilone zachowania erotyczne. A ludzie znowu błędnie spostrzegają, że związek pedofilski ("dobropedofilski") oparty jest wyłącznie na seksie. Tymczasem tego "seksu" jest tam tyle co kot napłakał. Głównie taki związek polega na wzajemnym cieszeniu się swoją obecnością. Jednym słowem cytując słowa pieśni: "gdzie miłość wzajemna i dobroć" tam subkulturacja nie grozi. Tak w kochającej się rodzinie jednopłciowej jak i w związku z "dobrym pedofilem". *piszę "poseł" Pawłowicz bo poseł sam zakazał używania w stosunku do siebie słowa - posłanka.
|
|
| diogenes (42753 punktów) | > Dekulturacja czy cóśRaczej to drugie ... Cytat:Dekulturacja - proces społeczny, który zachodzi w trakcie kontaktów międzykulturowych doprowadzających do ubożenia danej kultury poprzez zanikanie jej określonych elementów w danym czasie. Dekulturacja prowadzi do ujednolicania się wszystkich kultur, które pozostają ze sobą we względnie stałym kontakcie. (wiki)
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | Ramirez (247 punktów) (zablokowany) | >> Dekulturacja czy cóś > Raczej to drugie ... Kolega Belfer mówi o subkulturacji, chociaż takiego słowa chyba nie ma. Jest za to słowo demoralizacja - odrzucanie oraz negowanie przyjętych wartości, norm, zasad etyki, praw życia zbiorowego i indywidualnego. Ale chyba nie o to koledze Belfrowi chodzi. Raczej chodzi mu o życie w sytuacji, okolicznościach, związkach obcych danej kulturze albo nie akceptowanych przez tę kulturę. Np. dziecko, a do tego jeszcze chłopiec, żyjący i wychowywany przez dwóch gejów a jeszcze niebędący naturalnym synem żadnego z nich żyje w sytuacji co najmniej obcej naszej kulturze. A to może wywoływać ową subkulturację czyli przejmowanie wzorców niewłaściwych w tej kulturze, czyli np. uznania za normalne pożycia dwóch mężczyzn i wychowywania przez nich chłopca. Tak samo dziecko będące w związku z "dobrym pedofilem" może uznać, że erotyczne kontakty z dorosłym nie są niczym złym, a nawet że są OK i na tym będzie polegała , jak rozumiem, jego subkulturacja. Może też takie dziecko cierpieć w pewien sposób, że przekracza przyjęte w danej kulturze normy zakazujące seksu tam gdzie jest duża różnica wieku. Ale wtedy z kolei nie ulega subkulturacji bo nie przejmuje normy "dobrego pedofila" który już subkulturacji uległ i sądzi, że uprawianie seksu nie wymaga granic wiekowych. Czyli parafrazując znane powiedzenie: nie ważny jest wiek ale liczy się miłość (wzajemna). Pozostaje jeszcze pytanie czy ulegnięcie tak rozumianej subkulturacji, czyli uznanie jakiejś nieakceptowanej społecznie normy za właściwą i dobrą jest złe?
|
|
 | | Belfer00 (720 punktów) | > >Dekulturacja czy cóś> Raczej to drugie ...> Cytat:Dekulturacja - proces społeczny, który zachodzi w trakcie kontaktów międzykulturowych doprowadzających do ubożenia danej kultury poprzez zanikanie jej określonych elementów w danym czasie. Dekulturacja prowadzi do ujednolicania się wszystkich kultur, które pozostają ze sobą we względnie stałym kontakcie. (wiki) Zjawiska, o którym tu mówimy, na pewno na pewno nie można nazwać dekulturacją, bo nie jest to zanik jakiejś kultury czy kultury w ogóle (zezwierzęcenie?). To przejście do nowego zestawu norm, innego niż powszechnie obowiązujący. Zestaw norm odbiegający od powszechnego to subkultura, więc dla takiego zjawiska "pasuje" nazwa "subkulturacja". Pozdrawiam.
|
|
|  | Ramirez (247 punktów) (zablokowany) | > Zestaw norm odbiegający od powszechnego to subkultura Ale czy subkultura ma zawsze wydźwięk negatywny?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|