Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalizm scjentystyczny a fenomenologiczny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
21-07-2016 21:16dajmonion (3663 punktów)Racjonalizm scjentystyczny a fenomenologiczny
Ocena 2 na 2
"Lacan uważał, że słowa nie mają znaczenia takiego jakie określa encyklopedia." Takie zdanie można przeczytać w podręczniku akademickim dla przyszłych terapeutów pod redakcją Lidii Grzesiuk.
Bez sensu? Dla jeża z całą pewnością. Wiadomo: jasność, precyzja, encyklopedia, twardość, bibliografia, statystyka. Ale zaraz. Kim jest właściwie jeż? Otóż jeż nie jest wiewiórką. Zobaczcie, podanie tu definicji jeża byłoby kompletnie bez sensu.
Tyle, że jedno i drugie ma Ziemię pod nogami, wie to i akceptuje. Jeż postanowił być jeżem, a wiewiórka wiewiórką i jest to wybór ich cienia (dżizas, znowu ten cień, czy on nie przestanie).
Ale czytajmy dalej: "znaczone jeszcze nie ma znaczenia". "Słowo nabiera znaczenia w powiązaniu z dalszymi wypowiedziami".
Wiewiórka powinna brać pod uwagę rady jeża, ale nie musi być jeżem. Nie musi skakać po świcie ze szkłem powiększającym. To by było nawet niewskazane. To nie jest tak, że wiewiórka jest głupia. Wie, że każda rzecz, sprawa ma milion aspektów (milion? spyta jeż, a kto to wyliczył? i skąd wiadomo, że każda ma dokładnie milion, hehe.
Czy to przypadek, że jeża nie pogłaszczesz, a wiewiórkę tak, o ile wyrazi takie życzenie?
Pytanie za 10 punktów: Czym jest kolec? Tylko, że który jeż w ogóle zrozumie to pytanie. Oczywiście nie zrozumie poczytując sobie to za przejaw inteligencji. Oczywiście, oczywiście.
Wiewiórka nie będzie tego negowała.
Jeż wie, że aby znaleźć warto szukać. A wiewiórka zastanawia się co to by znaczyło: Szukajcie a nie znajdziecie albo nie szukajcie a znajdziecie.
Wiewiórka nie powinna starać się być jeżem. Jeżeli wiewiórka posłużyła się obrazem i widzi w czymś sens i próbuje to przekazać i widzi, że pytanie jeża dotyczą punktów, kresek po czym jeż stwierdza, że czegoś nie uzna, bo to coś nie ma stempla jajogłowych jeżów. Nie uzna, bo jest jeżem.
Wiewiórka wie, że jest wiewiórką i że jest tylko wiewiórką, ale też wie, że jeż jest tylko jeżem. Liczy się dla niej twardość, nie chce przecież się poobijać, ale też swoboda interpretacji siebie, innych, kultury, w której żyje. Wiewiórka chce zrozumieć też, a może przede wszystkim sens tego, co zawarte między wierszami. Wiewiórka też dąży do jasności, ale nie kosztem zniknięcia obrazu.
Jeśli dotarłeś do tego miejsca, to winien Ci jestem respekt. Może masz w sobie coś z wiewiórki.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Belfer00 (720 punktów)
>Bez sensu? Dla jeża z całą pewnością. Wiadomo: jasność, precyzja, encyklopedia, twardość, bibliografia, statystyka.
>Ale zaraz. Kim jest właściwie jeż? Otóż jeż nie jest wiewiórką.
>Wiewiórka powinna brać pod uwagę rady jeża, ale nie musi być jeżem. Nie musi skakać po świecie ze szkłem powiększającym. To by było nawet niewskazane.
>To nie jest tak, że wiewiórka jest głupia. Wie, że każda rzecz, sprawa ma milion aspektów (milion? spyta jeż, a kto to wyliczył? i skąd wiadomo, że każda ma dokładnie milion, hehe ).
>Jeż wie, że aby znaleźć warto szukać. A wiewiórka zastanawia się co to by znaczyło: Szukajcie a nie znajdziecie albo nie szukajcie a znajdziecie.
>Wiewiórka nie powinna starać się być jeżem.
>Jeżeli wiewiórka posłużyła się obrazem i widzi w czymś sens i próbuje to przekazać i widzi, że pytania jeża dotyczą punktów, kresek, po czym jeż stwierdza, że czegoś nie uzna, bo to coś nie ma stempla jajogłowych jeżów. Nie uzna, bo jest jeżem.
>Wiewiórka wie, że jest wiewiórką i że jest tylko wiewiórką, ale też wie, że jeż jest tylko jeżem.
>Liczy się dla niej twardość, nie chce przecież się poobijać, ale też swoboda interpretacji siebie, innych, kultury, w której żyje.
>Wiewiórka chce zrozumieć też, a może przede wszystkim sens tego, co zawarte między wierszami. Wiewiórka też dąży do jasności, ale nie kosztem zniknięcia obrazu.
Mam wątpliwości, co do trafności nazw przedstawionych stanowisk.
O ile dobrze zrozumiałem idzie o stanowiska, które można nazwać scjentyzmem i intuicjonizmem.
To drugie stanowisko prezentowała taka "wiewiórka", jak Mickiewicz: "Czucie i wiara silniej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko".
Ale co ono ma wspólnego z racjonalizmem?
A jako jeż, chciałbym przypomnieć wiewiórkom, że swoje rozważania o "sensie między wierszami" mogą prowadzić syte, umyte, i w ciepłym, dobrze oświetlonym pokoju, tylko dzięki cywilizacji technicznej, którą tworzyły jeże.
Bez nas siedziałyby po ciemku (bo nie byłoby nawet ogniska), a dookoła wyłyby dzikie zwierze (bo i narzędzi i broni i domu by nie było).
Mogłyby kontemplować holistycznie milion aspektów każdej sprawy (np "kamień jako całość"), zamiast znaleźć odpowiedni kamień i zauważyć gdzie i jak trzasnąć, by z kamienia wykrzesać ogień, czy zrobić nóż albo grot strzały.
Pozdrawiam.
dajmonion (3663 punktów)
To nie jest tylko intuicjonizm. Interpretacja wiersza domaga się racjonalności, bo ma to być coś, co ujmuje wszystkie kluczowe elementy w sensowną całość, a nie jakiś dowolny twór. W dodatku taka interpretacja nie może wchodzić w konflikt z nauką. Jest to zatem odmiana racjonalizmu, ale nie scjentystycznego. I dlatego nikt nie będzie kazał Ci podawać bibliografii pod interpretacją. A jeśli ewentualnie tak to tylko w takim wymiarze w jakim odwołałeś się do nauki.
Świat, ludzi i kulturę, w której żyjesz też możesz potraktować jak wiersz.
Racjonalizm scjentystyczny ma bardzo ograniczone zastosowanie w odniesieniu do tego, co idiograficzne. Próba odkrycia sensu w tym co idiograficzne to też praca rozumu w oparciu o fakty.
Weźmy pod uwagę ten wpis: www.sintho(*)odmiot-jest-nosicielem-upadku/
Snute tam rozważania to właśnie przykład racjonalizmu niescjentystycznego.
Swoją drogą to bardzo znamienne, że mój wpis spotkał się z tak nikłym zainteresowaniem. Nikt nie musi akurat ze mną dyskutować. Mogli między sobą. Widać sporo osób sądzi, że racjonalizm scjentystyczny to jedyny racjonalizm. Ot taki dogmat. Na Uniwersytecie Warszawskim istnieje zakład filozofii analitycznej i nieanalitycznej. Gdyby racjonalizm scjentystyczny był jedynym racjonalizmem to ten drugi zakład należałoby skasować jako bezproduktywna zabawa intuicją.

dajmonion
Belfer00 (720 punktów)
>To nie jest tylko intuicjonizm. Interpretacja wiersza domaga się racjonalności, bo ma to być coś, co ujmuje wszystkie kluczowe elementy w sensowną całość, a nie jakiś dowolny twór. W dodatku taka interpretacja nie może wchodzić w konflikt z nauką. Jest to zatem odmiana racjonalizmu, ale nie scjentystycznego.
"Ujmowanie w sensowną całość" to jeszcze nie racjonalizm.
Autor obrazu czy melodii też "ujmuje w całość", ale nie "według rozumu" tylko według poczucia piękna.
Racjonalność, w tworzeniu interpretacji dzieła literackiego czy budowaniu jakiegokolwiek wywodu filozoficznego, to też jeszcze nie racjonalizm.
Przecież filozofowie kierunków irracjonalistycznych też używają rozumu przy tworzeniu swoich dzieł (piszą sensownie).
Według Krajewskiego [Krajewski, Współczesna filozofia naukowa - metafilozofia i ontologia, 2005, s. 17.] Czeżowski zalicza fenomenologię do kierunków irracjonalistycznych, właśnie ze względu na intuicjonizm.
Natomiast (także według Krajewskiego [op. cit. s. j. w.]) Ajdukiewicz uważa ją za racjonalistyczną filozofię spekulatywną.
Ale ważniejsze jest, czy w ogóle postawy "jeża" i "wiewiórki", takie jak opisane, koniecznie są "scjentystyczną" i "fenomenologiczną".
Scjentyzm (Pearsona), to tylko pewna odmiana "filozofii naukowej", bardzo radykalna i obecnie raczej przestarzała.
Wiele innych kierunków filozoficznych to też "jeże".
A "wiewiórek" jest oprócz fenomenologii (Husserla) mnóstwo.
Ciekawa była np. dyskusja między "jeżem" Carnapem a "wiewiórką" Heideggerem.
Carnap był bardzo (zbyt?) radykalny w tępieniu wszelkiej "metafizyki", ale to co prezentował Heidegger, to była właśnie typowa poezja filozoficzna.
Jak wczytamy się w tę Heideggerowską poezję, to widzimy w niej pogardę dla "inteligencji" i "rachowania bytów", a podziw dla "ducha" i "rygoru" (die Strenge).
Wiemy do czego to Heideggera doprowadziło.

>Weźmy pod uwagę ten wpis: www.sintho(*)odmiot-jest-nosicielem-upadku/
>Snute tam rozważania to właśnie przykład racjonalizmu niescjentystycznego.
Przeczytałem.
Najciekawsze IMHO jest zagadnienie, dlaczego "mama z tatą nie może powiedzieć, że tata "ma kłopoty w pracy pewnym organem"", czyli wyjaśnić dziecku przyczyny kłótni zgodnie z prawdą.
Nie jest owo kłamstwo przecież (wbrew sugestii autora, a rozumiem, że i Lacana) czymś nieuchronnie koniecznym, lecz wynika po prostu z norm określonej kultury.
Zamiast więc abstrakcyjnych rozważań o domaganiu, okłamaniu i "koniecznym upadku", którego nosicielem jest podmiot, warto byłoby zająć się kulturowymi przyczynami tego kłamstwa (normy seksualne i tabu "naszej" kultury).
A stwierdzenie autora bloga, przyjmujące za pewnik hipotezę o jakichś "odrzuconych ewangeliach" i związku Jezusa z Marią Magdaleną, dyskredytuje go poważnie.

>Widać sporo osób sądzi, że racjonalizm scjentystyczny to jedyny racjonalizm. Ot taki dogmat. Na Uniwersytecie Warszawskim istnieje zakład filozofii analitycznej i nieanalitycznej. Gdyby racjonalizm scjentystyczny był jedynym racjonalizmem to ten drugi zakład należałoby skasować jako bezproduktywną zabawę intuicją.
Podobna propozycja padła w rzeczywistości.
W 1999 prof. Jerzy Pelc zaproponował [op. cit. s. 40] usunięcie przedstawicieli kierunków irracjonalistycznych z uczelni wyższych.
Ostro zaprotestowała wówczas [op. cit. s. j. w.] prof. Barbara Skarga, broniąc dorobku takich filozofów jak Bergson, Husserl czy Heidegger.
Krajewski określa to jako spór między zwolennikami filozofii-nauki i filozofii-sztuki.
IMHO to bardzo trafne określenie.
Dzieła "wiewiórek" mogą być ciekawe, piękne i wzruszające, ale prawdziwej (naukowej, rzetelnej, obiektywnej) wiedzy o świecie nie dostarczają, są jedynie subiektywnymi dywagacjami.
Nie oznacza to, że nie są ważne, podobnie jak ważne są przecież wszelkie dzieła sztuki czy literatury.
Pozdrawiam.
01-09-2016 00:11 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
Wiele z tego co napisano o racjonalizmie i irracjonalizmie to zbędny balast. Proces racjonalny zachodzi już wtedy gdy dostrzegasz zależności pomiędzy różnymi elementami i wyrażasz to w języku tworząc racje.
>Zamiast więc abstrakcyjnych rozważań o domaganiu, okłamaniu i "koniecznym upadku", którego >nosicielem jest podmiot, warto byłoby zająć się kulturowymi przyczynami tego kłamstwa (normy >seksualne i tabu "naszej" kultury).
Rzecz w tym, że można zajmować się tymi kulturowymi przyczynami na dwa sposoby. Nomotetyczny lub idiograficzny. Podejście nomotetyczne to podejście statystyczne, charakterystyczne dla twardej nauki. Z kolei podejście idiograficzne jest charakterystyczne dla analizowania przypadków swoistych, a więc na przykład w procesie terapii. Podejście nomotetyczne może mieć wtedy bardzo ograniczone zastosowanie. Nie można powiedzieć, że w tej sytuacji nie zachodzi żaden proces racjonalny. Sytuacja konkretnej osoby składa się z różnych elementów. I proces terapii polega między innymi na odkryciu czasami ukrytych zależności między nimi.
Gdyby podejście nomotetyczne było jedyne, to filozofia kultury nie miałaby racji bytu. Wystarczyłaby antropologia i socjologia. A tymczasem do kultury, w której się żyje i do kultury w ogóle można mieć też podejście idiograficzne.
Piszesz, że dzieła wiewiórek nie dostarczają wiedzy o świecie. Nadal mogą być jednak źródłem poznania. Śpieszę zauważyć, że świat to nie tylko grudki ziemi i trawa. Każde wielkie dzieło literackie jest źródłem poznania. Mówi coś o kondycji ludzkiej. Uniwersalność pewnych dzieł stąd się między innymi bierze.
Twarda nauka dostarcza poznania, ale poznanie to szersze pojęcie niż nauka. W odniesieniu do poznania obowiązuje koło hermeneutyczne. Przyjmujesz założenia, które nie są żadną absolutną podstawą i testujesz. Tworzysz obraz, potem znowu patrzysz na założenia, zmieniasz ewentualnie, i tak w kółko. Z tej perspektywy wprowadzanie podziału na filozofię sztukę i naukę jest sztuczne. Po pierwsze dlatego, że jak już wyżej wspomniałem, sztuka i poznanie to nie są zbiory rozłączne. Po drugie nawet najdziwniejsze założenia mogą otworzyć Twój umysł na zależności, których do tej pory nie zauważałeś. Po prostu ich nie widziałeś, bo Twoje myślenie osadzone było w pewnych koleinach. Na pewno znasz ten rysunek, na którym raz widać schody w górę, raz w dół. Czytałem, że niektóre ludy w ogóle nie widzą tego przestrzennie, tylko co najwyżej jako zbiór kresek.

dajmonion

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365