"Ostatnim jest rekordzista świata w skoku o tyczce Renaud Lavillenie, który walczył w poniedziałkowym finale z reprezentantem gospodarzy Thiago Brazem da Silvą. Brazylijczyk niespodziewanie zwyciężył i zapewnił rodakom pierwszy złoty medal w lekkoatletyce.Lavillenie był cały czas prowokowany i wygwizdywany. Kocia muzyka towarzyszyła mu przy każdej próbie. Francuz był zdumiony takim podejściem miejscowej publiczności i jaskrawo je porównał do nazistowskich igrzysk w Berlinie. To nie poprawia wizerunku igrzyskom. Niczego nie zrobiłem Brazylijczykom - odpowiadał, gdy zapytano o atmosferę na stadionie olimpijskim. - W 1936 roku tłum był przeciwko Jesse Owensowi. Od tamtego czasu niczego takiego nie oglądaliśmy. Trzeba coś z tym zrobić - dodał poirytowany".
Gorycz porażki nie usprawiedliwia głupot wygadywanych przez pokonanego mistrza. Cżęściowo natomiast - z całą pewnością - usprawidliwia go spranie mózgu jakiego doświadzczył w mainstreamowych mediach i z gruntu tendencyjne prezentowania faktów o IO w Berlinie w 1936 r.
Jessie Owens był ulubieńcem berlińskiej publiczności i niemiekcich mediów, a w samym Berlinie czuł sę znacznie lepiej niż w posegregowanym rasowo USA.
Pisałem o tym szczegółowo z przywołaniem rzeczowych argumentów w wątku zatytułowanym "Jessie Owens - Ubermensch" (
www.racjonalista.pl/forum.php/s,701229). A oto jego fragment - wielce stosowny do niefortunnej wypowiedzi Francuza:
"Natomiast amerykański sportowiec był gwiazdą berlińskiej olimpiady, rozpieszczaną przez berlińską, niemiecką publiczność, która kilka razy urządziła mu "standing ovations" na stadionie, po jego świetnych występach. Owensa, amerykańscy opiekunowie ostrzegali, że można się spodziewać prowokujących i obraźliwych zachowań ze strony niemieckich kibiców - okazało się - i przyznał to sam Owens - iż nie było publiczności która traktowałaby go lepiej. Owens miał status celebryty. I mimo tego że był Czarny nie odbijało się to na jego traktowaniu ze strony organizatorów olimpiady czy niemieckiej publiki. Tymczasem po powrocie do USA, zaraz po zakończeniu Olimpiady, gdy udawał się w hotelu Astoria w Nowym Jorku na uroczystość mu poświęconą - musiał tam wejść drzwiami kuchennymi przeznaczonymi dla służby i Czarnych. Fakt ów - jak również to, iż Prezydent Roosevelt nigdy nie znalazł czasu aby spotkać się z Owensem - jest niemiłosiernie wymowny. Bo to przecież on, a nie Hitler winien się w pierwszym rzędzie ewentualnie z nim spotkać.
Jednakże to nie koniec tej szokującej historii. Otóż latem 1936 r. tuż przed inauguracją olimpady w Berlinie - prasa niemiecka/nazistowska w cyklu artykułów przedstawiła dokonania sportowe poszczególnych krajów, mających brać udział w rywalizacji. Był też tekst o Polsce, w którym zaakcentowano wyśmienity poziom polskiego jeździectwa - mogącego stanowić bardzo trudny orzech do zgryzienia dla Niemców - mających tę dyscyplinę na poziomie...olimpijskim i liczących na tym polu na szereg medali. Jednakże szczególną uwagę poświęcano sportowi amerykańskiemu - będącemu swoistym beniaminkiem niemieckiej publiczności. 21 lipca 1936 r. w czołowym nazistowskim organie prasowym "Volklischer Beobachter" ukazał się obszerny, bogato okraszony zdjęciami artykuł nazistowskiego żurnalisty Bernharda Schittkowa zatytułowany: "Lekkoatletyczna potęga Ameryki. Murzyni... Murzyni. Ten Jesse Owens!". Jeżeli ktoś nie zauważył, zwracam uwagę, iż w tytule słowo "Murzyn" pojawia się dwa razy - co już samo w sobie jest wielce wymowne. A oto fragment tego tekstu:
"Ten Jesse Owens! Niektórym atletom udało się osiągnąć sukces w dwóch konkurencjach.
Byli to Clark (dziesięciobój i trójskok), Lash (5 i 10 kilometrów) i Robinson
(200 metrów i sztafeta). Był jednak jeden sportowiec - Jesse Owens - który osiągnął
zwycięstwa aż w trzech konkurencjach! Tego młodzieńca nie można pokonać! Tym razem Owens lepiej gospodarował swoimi silami i można się spodziewać,
że w Berlinie będzie w najlepszej formie. Jego największym atutem jest jego prawie
nadludzka twardość. W sobotę przebiegł 100 m w 10,5 s., w kolejnym biegu zszedł
nawet do 10,4 sek.; w skoku w dal osiągnął wybitne 7,89 m. W drugim dniu pobiegł
200 m w 21,2 sek., a godzinę później w finałach - równe 21 sek. Oba biegi Owens" wygrał śpiewająco i mogło się wydawać, że mógłby chyba pobiec jeszcze szybciej,nawet o kilka dziesiątych sekundy".
eurosport.(*)ie-zachowywala-sie-fair/68hf9m