>Pewnie banał, ale chciałbym zrozumieć - czy Wy racjonaliści uważacie, ze świat powstał sam z siebie? >- że tzw wielki wybuch był początkiem wszystkiego? >- że z niczego powstało wszystko? >- że z kilku pierwiastków przy odpowiednich warunkach powstał byt tworzący niezwykłe rzeczy, >Byt potrafiący myśleć, mieć sumienie i potrafiący zastanawiać się czy ktoś go stworzył czy wszystko się stworzyło samo? Ogólnie rzecz biorąc racjonalizm to stanowisko, według którego w poznaniu i działaniu powinniśmy kierować się racjonalnością czyli przyznawać wartość tylko poznaniu intersubiektywnie komunikowalnemu i sprawdzalnemu, a myśleniu jedynie logicznemu. Taki racjonalizm jest przeciwieństwem irracjonalizmu. [Ajdukiewicz 2004, s. 49, Podsiad 2000, s. 739] To nie znaczy, że racjonalista musi być (jak chyba sugerujesz) ateistą i materialistą. Jednak racjonalista odrzuca objawienie jako źródło poznania. Racjonalność z objawieniem próbował łączyć Tomasz z Akwinu (dowody istnienia Boga). Obecnie, przy bardziej zaawansowanej logice i metodologii widać, że to mu całkowicie nie wyszło (dowody są błędne). Natomiast irracjonalnej wiary "obalić" się logiczną argumentacją nie da. Obraz Wszechświata, jaki wynika ze współczesnej nauki jest całkowicie sprzeczny z obrazem znanym z religii abrahamicznych (judaizm, chrześcijaństwo, islam). Według tych religii człowiek jest "koroną stworzenia", zamieszkuje w centrum świata, jest dla Boga kimś ważnym, kimś jedynym w swoim rodzaju. Ten obraz był spójny z wiedzą przyrodniczą do średniowiecza włącznie. Teraz wiadomo, że mieszkamy na peryferiach małej galaktyki, jednej z wielu, wielu tysięcy, a galaktyki te pędzą przez przestrzeń, oddalając się od siebie. Wiadomo, że czas istnienia naszego gatunku jest nikłym ułamkiem czasu istnienia Ziemi, a mnóstwo gatunków wymarło przed pojawieniem się człowieka. Pojawia się więc problem teologiczny: dlaczego Bóg miałby umieścić ukochane, godne odkupienia, stworzenia w tak umniejszającym ich godność świecie? Jeśli jest stwórcą Wszechświata, po cóż miałby dla stworzeń rozumnych, a więc wyjątkowych, przeznaczać tak skromne miejsce. Więc może jest wiele gatunków rozumnych? Czy także wiele odkupień? Ten problem po raz pierwszy zauważył chyba Giordano Bruno, co zawiodło go na stos. Poszczególne wyznania tego problemu nie podejmują, co najwyżej religijni fantaści. Z racjonalizmem jest do pogodzenia co najwyżej deizm lub panteizm, ale nie jakaś religia objawiona. Natomiast żadna forma religii (irracjonalna lub racjonalna) nie wyjaśnia nic, czego nie mogłaby wyjaśnić nauka.
>Ludzie powstali po co? by się rozwijać w nieskończoność? po co mielibyśmy przedłużać swój gatunek skoro każdego i tak czeka śmierć i wg Was niebyt i nicość. >Jak Wy sobie to tłumaczycie? po prostu "teraz jesteśmy, zaraz nas nie będzie" i tyle? Sens człowiek nadaje sobie wyłącznie sam, gdyż w skali Wszechświata go nie ma. Ale to przecież nie znaczy, że ten sens nie istnieje. "Człowiek" to ludzkość, to ludzie połączeni wspólnym losem, jako istoty rozumne lecz przemijające. Sensem jest miłość do innych ludzi (bliźnich), a tam gdzie miłości nie ma, nie ma i sensu. A miłość, to bezinteresowne pragnienie dobra drugiego człowieka, tego który jest obok, tego który pozostanie gdy nas już nie będzie, i tego, który przyjdzie długo po nas. Tak, tam gdzie nie ma miłości, nie ma i sensu. Czy sens miałoby nadawać życiu doczesnemu życie wieczne? W wielu religiach, nawet przyjmujących "życie po śmierci" wcale tak nie jest ("pośmiertność" nie jest ważniejsza od doczesności). Według starożytnych Greków w Hadesie bytowały nędzne cienie, "prawdziwe" życie to było to doczesne, nie to wieczne. Pomysł, że naprawdę "liczy się" życie wieczne, a doczesne jest "próbą wiary", prowadzić może do zła. Zamiast kochać ludzi staramy się przypodobać Bogu, bo to On nas ma "nagrodzić za wierność", więc chcemy wiedzieć "czego On od nas oczekuje". No i dowiadujeny się kogo mamy palić na stosie, kogo kamienować, a kogo wysadzić w powietrze. I ze strachu przed nicością lub piekłem to robimy. Albo też ze strachu staramy się być "dobrzy". Czy jednak prawdziwą miłością nie jest jedynie ta przez nikogo nie nakazana i nie oczekująca na nagrodę? Pozdrawiam. |