Racjonalista - Strona głównaDo treści
Porozmawiajmy o sporcie (z przyległościami).

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Świat
NapisanoAutorTytuł
12-09-2016 13:27Jan Rylew (3965 punktów)Porozmawiajmy o sporcie (z przyległościami).
Ocena 4 na 4
Jesteśmy w tym roku już po najważniejszych imprezach światowych, po Olimpiadzie w Rio de Janeiro, Mistrzostwach Europy w piłce nożnej i prawie po najważniejszych zawodach w tenisie ziemnym, imprezach kolarskich itd. Było tego multum i chociaż ograniczyłem się już znacznie i dalej ograniczam się jak mogę w oglądaniu sportu to jednak ogólna liczba godzin kibicowania chyba wzrosła.
W tym roku w związku z fatalnym bałaganem w odbiorze transmisji z Rio, co powodowało dodatkowy nakład czasu, miałem okazję do zastanowienia się nad fenomenem sportu, kierunkiem jego rozwoju i roli we współczesnym społeczeństwie.


Według Wikipedii
pl.wikipedia.org/wiki/Sport
można wyróżnić trzy zasadnicze grupy sportu:
a) Sport jako kultura fizyczna uprawiany powszechnie dla rekreacji i zdrowia.
b) Sport wyczynowy – forma działalności człowieka, podejmowana dobrowolnie w drodze rywalizacji dla uzyskania maksymalnych wyników sportowych.
c) Sport profesjonalny – rodzaj sportu wyczynowego uprawianego w celach zarobkowych.

Do tego można dodać dalsze rodzaje sportu, nazwijmy je parasporty:
d) Sporty dla rekordów
e) Sporty ekstremalne
f) Sporty dla niepełnosprawnych

Pierwsze frapujące pytanie powstało gdy patrzę na moich bliskich, którzy w większości niezbyt interesują się sportem:
Skąd się bierze zamiłowanie do sportu w formie czynnej lub choćby biernej ?
Wyjaśnienie genetyczne nie bardzo chyba pasuje.
Mój ojciec mógłby szybko biegać na setkę, ale zupełnie nie czuł i nie rozumiał sportu. Po co oni biegają za tą piłką - pytał nieraz (sport był jeszcze amatorski). Matka podobnie - żadnych sportowych zainteresowań. Przodkowie bliźsi i dalsi na pewno nie, syn trochę, córka nie, wnuki nie.
Ja, jak pamiętam, zawsze byłem najpierw kibicem, a później i sportowcem i kibicem.

Wyjaśnienie kulturowe też niezbyt wyraźne.
Sport był znany już w starożytności i ceniony jako widowisko. Musiało to się zacząć jako forma zabawy lub przygotowania do życia, walki i później ewoluować w kierunku dzisiejszych form. Ale w tych samych kulturach istnieje przecież podział na tych których to bierze i na tych którzy nic sobie z tego nie robią.
Nieco wiedzy na ten temat można znaleźć na portalu edukacyjnym
www.edukac(*)sportu-i-kultury-fizycznej.php

Dzisiaj sport rozwija się dalej, między innymi dzięki globalnemu postępowi technologicznemu i wzrostowi wydajności pracy i zaczął przybierać monstrualne wymiary i formy.
Jest więcej widowiskiem niż kulturą fizyczną i chyba dalej idzie w tym kierunku.
Sport rozwija się dynamicznie "jak przez pączkowanie", powstaje ciągle wiele nowych dyscyplin, konkurencji i kategorii. Nawet nie warto zacząć wymieniać jest tego bardzo dużo.
W Rio zawody rozgrywano w 31 dyscyplinach sportowych większość z nich jest podzielona na konkurencje oraz kategorie (np lekkoatletyka miała 47 konkurencji podzielonych na kategorie męskie i żeńskie.).
W 2020 dojdzie jeszcze 5 konkurencji:
Skateboarding, surfing, karate, wspinaczka oraz koszykówka/softball.

Sport wyczynowy stał się już w zasadzie sportem profesjonalnym.
Główną plagą sportu jest doping, niestety wspomagany przez medycynę i jak widać w coraz szerszym zakresie.
Celem sportu stał się sukces, medal, najlepiej złoty i dla tego celu warto uczestnikom rywalizacji poświęcić wiele.
Sukces sportowy stał się kluczem do korzyści finansowych sporego formatu. Główna nagroda za zwycięstwo w tenisowym turnieju US Open w singlu wyniosła w tym roku 3,3mln dol i stale rośnie.
Igrzyska Olimpijskie jak i wszelkiego rodzaju Mistrzostwa Świata czy Europy stały się orgią nacjonalizmu i zabiegów politycznych.

Dzisiaj po IO w Rio i znanych zjawiskach w sporcie coraz częściej zadaję sobie pytania które skłaniają do przemyśleń.

Co takiego jest w sporcie wyczynowym, że przyciąga miliony ludzi, bardziej kibiców i obserwatorów niż sportowców, ale nie wszystkich ? Duża część ludności (może połowa lub nawet i więcej) nie interesuje się sportem w ogóle lub niewiele.
Do czego zmierza ta rosnąca lawina sportowych aktywności ? Czy "w tym szaleństwie jest metoda" ?
Czy sport jest konsumentem czy wytwórcą społecznego produktu ?
Czy rzeczywiście potrzebujemy tyle widowisk ?
Jakie to ma znaczenie i jakie będzie miało skutki społeczne ?
Czy nie warto zmienić swojego stosunku do sportu ?

Co Wy o tym sądzicie ?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Curtiss Helldiver (966 punktów)
(zablokowany)
>Co takiego jest w sporcie wyczynowym, że przyciąga miliony ludzi, bardziej kibiców i obserwatorów niż sportowców, ale nie wszystkich ?
Nie ma nic dziwnego w tym, że kibiców jest więcej, wszak sportowców jest mniej.

>Duża część ludności (może połowa lub nawet i więcej) nie interesuje się sportem w ogóle lub niewiele.
No i co w tym zaskakującego? Większość nie chodzi do teatru, do filharmonii, nie czyta książek.
Być może większość grilluje w soboty, słucha disco polo i ogląda filmiki porno.
Zupełnie nie rozumiem o czym jest ten wątek.
Arminius (25555 punktów)Niedoceniana genetyka
"Skąd się bierze zamiłowanie do sportu w formie czynnej lub choćby biernej ?
Wyjaśnienie genetyczne nie bardzo chyba pasuje."

Dlaczego nie? W jakimś, nawet wcale istotnym stopniu może za to odpowiedać. Genetyka generalnie odpowiada za znacznie więcej rzeczy niż nam się wydaje.


"Dzisiaj sport rozwija się dalej, między innymi dzięki globalnemu postępowi technologicznemu i wzrostowi wydajności pracy i zaczął przybierać monstrualne wymiary i formy.
Jest więcej widowiskiem niż kulturą fizyczną i chyba dalej idzie w tym kierunku."

Niestety. A jest to konsekwencją - przynajmniej w istotnym stopniu - przjęcia opcji sportu wyczynowego/olimpijskiego, postawionego nad koncpecją powszechnej kultury fizycznej. Był o to spór wśród działaczy i twórców idei olimpizmu w latach 20-30 tych zeszłego wieku. I niestety poszło w złym kierunku
Jan Rylew (3965 punktów)Odp: Niedoceniana genetyka
>>"Skąd się bierze zamiłowanie do sportu w formie czynnej lub choćby biernej ?
>>Wyjaśnienie genetyczne nie bardzo chyba pasuje."
>Dlaczego nie? W jakimś, nawet wcale istotnym stopniu może za to odpowiedać. Genetyka generalnie odpowiada za znacznie więcej rzeczy niż nam się wydaje.
Jeśli tak to może odpowiada za pewne cechy ludzkie, skłonności do czegoś (np do ryzyka - odwaga), skłonność do pokazywania się, swojej wyższości, wartości, piękna. Takie skłonności mogą potem znaleźć swoje zastosowanie w zainteresowaniu i praktykowaniu sportu wyczynowego.
Instynkt społeczny, skłonność do współpracy z innymi z własnej grupy, sprzyjanie współziomkom ma pewnie odzwierciedlenie w kibicostwie.
TheFoolOnTheHill (41 punktów)
>>Dlaczego nie? W jakimś, nawet wcale istotnym stopniu może za to odpowiedać. Genetyka generalnie odpowiada za znacznie więcej rzeczy niż nam się wydaje.
>Jeśli tak to może odpowiada za pewne cechy ludzkie, skłonności do czegoś (np do ryzyka - odwaga), skłonność do pokazywania się, swojej wyższości, wartości, piękna. Takie skłonności mogą potem znaleźć swoje zastosowanie w zainteresowaniu i praktykowaniu sportu wyczynowego.
>Instynkt społeczny, skłonność do współpracy z innymi z własnej grupy, sprzyjanie współziomkom ma pewnie odzwierciedlenie w kibicostwie.
>

Wydaje mi się, że oto mamy odpowiedź.
ZaKotem (8733 punktów)Odp: Porozmawiajmy o sporcie (z przyległościami).
Sport to walka, i to prowadzona bardzo prymitywnymi środkami - własnymi mięśniami. Prymitywny instynkt walki nadal jest w człowieku, u mężczyzn zazwyczaj silniejszy. Chociaż mało komu już się chce samemu prężyć muskuły, to przecież zawsze miło popatrzeć na NASZYCH wojowników, którzy są lepsi w bieganiu, skakaniu przez płot i miotaniu dzidą od tych z innego plemienia, nawet jeśli obecnie nic praktycznego z tego nie wynika. A jeśli jest popyt, to i jest podaż, a skoro kibiców liczy się na miliony, to i takie są zarobki gladiatorów, którzy zresztą często ponoszą ciężkie koszty na zdrowiu.
Jan Rylew (3965 punktów)
>Sport to walka, i to prowadzona bardzo prymitywnymi środkami - własnymi mięśniami.
Jest wiele sportów "bezmięśniowych" takich jak szachy brydż, snooker, sporty lotnicze.

>Prymitywny instynkt walki nadal jest w człowieku, u mężczyzn zazwyczaj silniejszy.
Myślisz pewnie o boksie, judo czy zapasach, ale sport rozwinął się na szczęście i w innych kierunkach.
Może to już dzisiaj nie jest instynkt walki tylko jakaś potrzeba pokazania swojej klasy, swojej wyższości.

>A jeśli jest popyt, to i jest podaż, a skoro kibiców liczy się na miliony, to i takie są zarobki gladiatorów, którzy zresztą często ponoszą ciężkie koszty na zdrowiu.
Być może w tej właśnie sferze to właśnie podaż czyni także popyt, a wydatki na sport są z pewnością większe niż dochody z oglądalności.
12-09-2016 22:35 
 Ocena 1 na 1
Jużnieborek (579 punktów)
Sporo mówi się o sporcie jako o substytucie wojny i wcale nie dotyczy to sportów walki a głównie piłki nożnej. Nie trzeba zresztą dużej wyobraźni, by zauważyć podobieństwa futbolowych mistrzostw do walk plemiennych, biorąc choćby pod uwagę same emocje jakie wyzwalają u kibiców, także tych przed telewizorami. Również w sieci można znaleźć sporo ciekawych materiałów na ten temat.

Mówi się też o piłce jako o religii i przynajmniej jedno bardzo za tym przemawia - działacze organizacji piłkarskich w goleniu swoich "owieczek" nieźle naśladują funkcjonariuszy kościoła katolickiego i są w tym równie skuteczni.
13-09-2016 03:45 
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)
>>Sport to walka, i to prowadzona bardzo prymitywnymi środkami - własnymi mięśniami.
>Jest wiele sportów "bezmięśniowych" takich jak szachy brydż, snooker, sporty lotnicze.

No zaliczono to do dziedzin sportowych, ale sam zapalony brydżysta, uważam, że to nie ma związku z rozwojem tężyzny fizycznej, a taka była idea sportu począwszy od starożytności.

>>Prymitywny instynkt walki nadal jest w człowieku, u mężczyzn zazwyczaj silniejszy.
>Myślisz pewnie o boksie, judo czy zapasach, ale sport rozwinął się na szczęście i w innych kierunkach.
>Może to już dzisiaj nie jest instynkt walki tylko jakaś potrzeba pokazania swojej klasy, swojej wyższości.

Tu miałbym dystans. Boksu i wszelkich walk siłowych nie uważam za sport i raczej chętnie bym widział powolne umieranie takich dziedzin sportowych, w których można zostać kaleką nieodwracalnym.

>>A jeśli jest popyt, to i jest podaż,....

Jest raczej odwrotnie. To popyt stały czy chwilowy czyni podaż, czyli zaspokaja potrzeby rynku na określone produkty wynikający z różnych trendów (np. moda).

>...a skoro kibiców liczy się na miliony, to i takie są zarobki gladiatorów, którzy zresztą często ponoszą ciężkie koszty na zdrowiu.
>Być może w tej właśnie sferze to właśnie podaż czyni także popyt, a wydatki na sport są z pewnością większe niż dochody z oglądalności.

No nie za bardzo się zgadzam, co napisałem powyżej.


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Wenancjusz (16441 punktów)
>>>Sport to walka, i to prowadzona bardzo prymitywnymi środkami - własnymi mięśniami.
>>Jest wiele sportów "bezmięśniowych" takich jak szachy brydż, snooker, sporty lotnicze.
>No zaliczono to do dziedzin sportowych, ale sam zapalony brydżysta, uważam, że to nie ma związku z rozwojem tężyzny fizycznej, a taka była idea sportu począwszy od starożytności.
>>>Prymitywny instynkt walki nadal jest w człowieku, u mężczyzn zazwyczaj silniejszy.
>>Myślisz pewnie o boksie, judo czy zapasach, ale sport rozwinął się na szczęście i w innych kierunkach.
>>Może to już dzisiaj nie jest instynkt walki tylko jakaś potrzeba pokazania swojej klasy, swojej wyższości.

Tu miałbym dystans. Boksu i wszelkich walk siłowych nie uważam za sport i raczej chętnie bym widział powolne umieranie takich dziedzin sportowych, w których można zostać kaleką nieodwracalnym.

>>>A jeśli jest popyt, to i jest podaż,....

To popyt stały czy chwilowy czyni podaż, czyli zaspokaja potrzeby rynku na określone produkty wynikający z różnych trendów (np. moda).

>>...a skoro kibiców liczy się na miliony, to i takie są zarobki gladiatorów, którzy zresztą często ponoszą ciężkie koszty na zdrowiu.
>>Być może w tej właśnie sferze to właśnie podaż czyni także popyt, a wydatki na sport są z pewnością większe niż dochody z oglądalności.

No nie za bardzo się zgadzam, o czym napisałem powyżej. Podaż jest czynnikiem wtórnym popytu (chęci skorzystania z nabycia dobra w nomenklaturze ekonomicznej). Potrzeba nabycia dobra na rynku wyzwala podaż. A skoro jest tak wielu chętnych, jak piszesz, to tylko świadczy o potrzebie prymitywnych doznań i niskich instyktów. Co to za radość i satysfakcja np. gdy pokonanego znoszą na noszach z ringu i w szpitalu nie mogą go docucić, a zwycięzca wygląda jak przysłowiowy rzeźnik w sklepie mięsnym?


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Jan Rylew (3965 punktów)
>>>Sport to walka, i to prowadzona bardzo prymitywnymi środkami - własnymi mięśniami.
>>Jest wiele sportów "bezmięśniowych" takich jak szachy brydż, snooker, sporty lotnicze.
>No zaliczono to do dziedzin sportowych, ale sam zapalony brydżysta, uważam, że to nie ma związku z rozwojem tężyzny fizycznej, a taka była idea sportu począwszy od starożytności.
Z pewnością nie należy, pewnie działa nawet odwrotnie, ale jeśli dobrze pamiętam, w starożytności na Olimpiadach były także popisy w sztuce, poezja, pieśni chyba i rzeźbiarstwo, czytałem to w którejś z książek w młodych latach.

>>Myślisz pewnie o boksie, judo czy zapasach, ale sport rozwinął się na szczęście i w innych kierunkach.
>>Może to już dzisiaj nie jest instynkt walki tylko jakaś potrzeba pokazania swojej klasy, swojej wyższości.
>Tu miałbym dystans. Boksu i wszelkich walk siłowych nie uważam za sport i raczej chętnie bym widział powolne umieranie takich dziedzin sportowych, w których można zostać kaleką nieodwracalnym.
Boks, zapasy, sumo, boks kobiet to w ogóle jakaś paranoja.

>>Być może w tej właśnie sferze to właśnie podaż czyni także popyt, a wydatki na sport są z pewnością większe niż dochody z oglądalności.
>No nie za bardzo się zgadzam, o czym napisałem powyżej. Podaż jest czynnikiem wtórnym popytu (chęci skorzystania z nabycia dobra w nomenklaturze ekonomicznej). Potrzeba nabycia dobra na rynku wyzwala podaż.
Zwykle mówi się, że popyt czyni podaż. Niektórzy ekonomiści mówią, że nawet odwrotnie. Myślę, że przypadek sportu jest tym przypadkiem, który potwierdza możliwość stymulacji popytu przez podaż. Znane jest także zjawisko pobudzania potrzeb społecznych, poprzez kreowanie mody, kampanie reklamowe, propagandę czy odpowiedni marketing w wyniku czego napędza się sztucznie potrzeby, które bez tego nie wystąpiłyby. Potem gdy strona podażowa liczy już swoje zyski, strona popytowa ma czas się zastanowić czy potrzeby te były rzeczywiste czy też urojone i pomyśleć o niezaspokojonych potrzebach rzeczywistych.

>A skoro jest tak wielu chętnych, jak piszesz, to tylko świadczy o potrzebie prymitywnych doznań i niskich instyktów.
Wolny rynek, którego licznych zwolenników mamy prawie na każdej kanapie przed telewizorem nie rozróżnia prymitywnych i wytwornych doznań oraz niższych i wyższych instynktów. Podobnie jest z narkotykami, środkami dopingującymi, salonami gier hazardowych i innym świństwem szkodzącym ludziom.
Pecunia non olet. I tam chyba zmierzamy.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Z pewnością nie należy, pewnie działa nawet odwrotnie, ale jeśli dobrze pamiętam, w starożytności na Olimpiadach były także popisy w sztuce, poezja, pieśni chyba i rzeźbiarstwo, czytałem to w którejś z książek w młodych latach.

No dobra, niech Tobie będzie.

>>>Myślisz pewnie o boksie, judo czy zapasach, ale sport rozwinął się na szczęście i w innych kierunkach.
>>>Może to już dzisiaj nie jest instynkt walki tylko jakaś potrzeba pokazania swojej klasy, swojej wyższości.

Polegającej na czym? Lepiej rozumie teorię STW? Czy tylko udowadnia, że ma rozum w bicepsach? Jaki rozum jest lepszy?

>>Tu miałbym dystans. Boksu i wszelkich walk siłowych nie uważam za sport i raczej chętnie bym widział powolne umieranie takich dziedzin sportowych, w których można zostać kaleką nieodwracalnym.
>Boks, zapasy, sumo, boks kobiet to w ogóle jakaś paranoja.

Dokładna paranoja.

>>>Być może w tej właśnie sferze to właśnie podaż czyni także popyt, a wydatki na sport są z pewnością większe niż dochody z oglądalności.
>>No nie za bardzo się zgadzam, o czym napisałem powyżej. Podaż jest czynnikiem wtórnym popytu (chęci skorzystania z nabycia dobra w nomenklaturze ekonomicznej). Potrzeba nabycia dobra na rynku wyzwala podaż.

>Zwykle mówi się, że popyt czyni podaż. Niektórzy ekonomiści mówią, że nawet odwrotnie. Myślę, że przypadek sportu jest tym przypadkiem, który potwierdza możliwość stymulacji popytu przez podaż. Znane jest także zjawisko pobudzania potrzeb społecznych, poprzez kreowanie mody, kampanie reklamowe, propagandę czy odpowiedni marketing w wyniku czego napędza się sztucznie potrzeby, które bez tego nie wystąpiłyby. Potem gdy strona podażowa liczy już swoje zyski, strona popytowa ma czas się zastanowić czy potrzeby te były rzeczywiste czy też urojone i pomyśleć o niezaspokojonych potrzebach rzeczywistych.

Jest to prawo podstawowe (podaży i popytu) działające w dwie strony. Niemniej uważa, że popyt (chęć zakupu) jest motorem podaży w odpowiedzi na sytuację rynkową (i tu moje "votum separatum" na Twój sposób interpretacji). Zagadnienie zresztą ma szerszy zakres wyjaśnień i nie jest tak jednoznacznie proste.

>>A skoro jest tak wielu chętnych, jak piszesz, to tylko świadczy o potrzebie prymitywnych doznań i niskich instynktów a więc poziomu wymagań intelektualnych.

Sport uprawiany amatorsko, bez gonitwy za niesamowitymi wynikami, winien być powszechny. Idea szczytna tylko...co np. ze stadionami typu "orlik" pomysłu Tuska? Dlaczego nie preferuje się zabaw ruchowych w propagandzie sukcesu rządu? Otyłość młodych ludzi i ich niezdarność ruchowa zaczyna być w Polsce problemem. Czyżby to był masowy dostęp do internetu i siedzący tryb życia?

>Wolny rynek, którego licznych zwolenników mamy prawie na każdej kanapie przed telewizorem nie rozróżnia prymitywnych i wytwornych doznań oraz niższych i wyższych instynktów. Podobnie jest z narkotykami, środkami dopingującymi, salonami gier hazardowych i innym świństwem szkodzącym ludziom.

Wychodzi, że wszyscy jesteśmy winni takiemu stanowi rzeczy. Mamy i babcie, które litują się nad wysiłkiem nastolatka i proponują odpoczynek kiedy on na tyle żywotny, że tego nie potrzebuje? Ogłupiające gry play station, nie wnoszące nic intelektualnie i fizycznie w rozwoju młodego organizmu? Widzę to "czarno".

>Pecunia non olet. I tam chyba zmierzamy.

Trend zaiste dureński na zasadzie jak jedna krowa machnie ogonem, to druga zaraz musi też. Jeśli taka moda gdzieś tam, to u nas też musi tak być. Bezmyślne i bezsensowne.

Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
Jan Rylew (3965 punktów)
>Jest to prawo podstawowe (podaży i popytu) działające w dwie strony. Niemniej uważa, że popyt (chęć zakupu) jest motorem podaży w odpowiedzi na sytuację rynkową (i tu moje "votum separatum" na Twój sposób interpretacji).
Tutaj nie mamy chyba rozbieżności, uważam prawo Saya za błędne w dzisiejszej rzeczywistości makroekonomicznej, a przykład odwrotny podałem jako sytuację niezbyt normalną.

>Sport uprawiany amatorsko, bez gonitwy za niesamowitymi wynikami, winien być powszechny. Idea szczytna tylko...co np. ze stadionami typu "orlik" pomysłu Tuska? Dlaczego nie preferuje się zabaw ruchowych w propagandzie sukcesu rządu? Otyłość młodych ludzi i ich niezdarność ruchowa zaczyna być w Polsce problemem. Czyżby to był masowy dostęp do internetu i siedzący tryb życia?
Pełna zgoda, ale na korzyść Polaków przemawia jednak szereg działań lokalnych administracji budujących ścieżki zdrowia, trasy rowerowe, ogródki do ćwiczeń fizycznych na przyrządach w miejscach publicznych. Pisałem już o tym także w tym wątku.
13-09-2016 08:05 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)
>>Sport to walka, i to prowadzona bardzo prymitywnymi środkami - własnymi mięśniami.
>Jest wiele sportów "bezmięśniowych" takich jak szachy brydż, snooker, sporty lotnicze.

Ale te jakoś tak dużych emocji milionów nie wzbudzają. Zresztą, nazwanie szachów czy brydża sportem to mocne przegięcie. Dobrze, że nikt nie nazywa grania w pokemony uprawianiem sportu, to by się dzieciaki ucieszyły.

>>Prymitywny instynkt walki nadal jest w człowieku, u mężczyzn zazwyczaj silniejszy.
>Myślisz pewnie o boksie, judo czy zapasach, ale sport rozwinął się na szczęście i w innych kierunkach.
>Może to już dzisiaj nie jest instynkt walki tylko jakaś potrzeba pokazania swojej klasy, swojej wyższości.

Bo to jest oparte na tym samym instynkcie. Samiec małpy też się pręży i demonstruje, do walki dochodzi tylko, gdy to nie wystarczy.
13-09-2016 11:02 
 Ocena 1 na 1
TheFoolOnTheHill (41 punktów)
>>Sport to walka, i to prowadzona bardzo prymitywnymi środkami - własnymi mięśniami.

Na wojnie nie tylko decyduje siła fizyczna, ale również technika i koordynacja ruchów oraz co również istotne taktyka, spryt, inteligencja tych na górze.
Skąd pojedynki na inteligencje też należą do wojny i sportu jako tej wojny substytutu.

>>Jest wiele sportów "bezmięśniowych" takich jak szachy, brydż, snooker, sporty lotnicze.
>Ale te jakoś tak dużych emocji milionów nie wzbudzają. Zresztą, nazwanie szachów czy brydża sportem to mocne przegięcie. Dobrze, że nikt nie nazywa grania w pokemony uprawianiem sportu, to by się dzieciaki ucieszyły.

Sport ma wiele definicji. Sport to również sama rywalizacja, nawet bez samego ruchu. Cóż... największe turnieje w tych sporta cieszą się też sporym zainteresowaniem.
MŚ w Snookera w Chinach oglądało 210 milionów: www.bbc.com/sport/snooker/36207912, a na świecie 300.
Zawody w grę komputerową League of Legends oglądało 36 milionów osób: esport-mar(*)zahlen-investments-preisgelder

Więc miliony są. :p

>>Może to już dzisiaj nie jest instynkt walki tylko jakaś potrzeba pokazania swojej klasy, swojej wyższości.
>Bo to jest oparte na tym samym instynkcie. Samiec małpy też się pręży i demonstruje, do walki dochodzi tylko, gdy to nie wystarczy.

Dlatego sądzę, że sport to taka zimna wojna.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Uważam, że uprawianie sportu (rekreacyjnie) jest korzystne. Oglądanie sportu (i ogólnie TV - choć czasem warto zerknąć, by wiedzieć jak propaganda działa xD) ogłupia.
TheFoolOnTheHill (41 punktów)
Ruch i aktywność fizyczna jest naturalna dla ludzi. Kiedyś była potrzebna do przeżycia: zdobywanie pożywienia, surowców czy do obrony swojego terytorium. Następnie sport przekształcił się w rozrywkę, czy to indywidualną czy masową. Wraz z rozwojem cywilizacji i "wygodnictwa" naturalna aktywność ruchowa zanikła. Coraz mniej się pracuje fizycznie, a do transportu wykorzystuje się sztuczne środki transportu.

Jednak ludzki organizm wciąż przyzwyczajony do ruchy, potrzebuje do prawidłowego działania aktywności fizycznej. Każdy lekarz to powie. Druga kwestia to kwestia rywalizacji, walki z innymi. Nie wiem czy zawody sportowe można porównać do walki w hierarchii społecznej, nie mniej, rywalizacja sportowa często przypomina ustalanie samca alfa w grupie.

Ludzkość, niemal perwersyjnie, lubowała się w rozwijaniu różnych dziedzin do mistrzostwa. Z prymitywnej muzyki polegającej na uderzaniu patykiem o patyk, powstały wielkie orkiestry i koncertowe show, architektura stawia biurowce do nieba, nauka rozwinęła nowoczesne technologie, sport rozwinął sport wyczynowy i profesjonalny, a nawet sztuka wojenna z kamieni powodujących wielkie au, rozwinęła broń masowego rażenia zdolną wybić ludzkość w sekundę. Taki postęp.

Dlaczego niektórzy interesują się sportem, a inni nie? Moim zdaniem to sprawy indywidualne. Co kto lubi. Jedna osoba lubi "biegać, skakać, latać, pływać." Inna tworzyć muzykę lub sztukę, albo liczyć atomy. Indywidualne preferencje decydują zarówno o aktywnym lub biernym zainteresowaniu. Ktoś lubi oglądać rywalizację sportową w bieganiu za piłką o puchar pucharów, a ktoś inny telenowele, jak jakiś jeden koleś kocha jedną, zdradza ją z drugą, flirtuje z trzecią, a jeszcze ktoś inny słucha muzyki, gdzie jeden członek zespołu szarpie struny, a drugi bije kijkami w naprężoną owczą skórę. Napisałeś, że Twój ojciec mógłby szybko biegać na setkę, a nie biegał - może mógłby być niezłym gitarzystą, a nie był?

Sport to rozrywka jak seriale, książki, muzyka itd. W obecnym świecie rozrywek do wyboru jest multum i ludzie sobie coś tam wybiorą. Więc optuję za wyjaśnieniem genetycznym (osobiste preferencje) i kulturowym (preferencje społeczne).

Co mnie przyciąga do oglądania sportu profesjonalnego? (Oglądam dużo z ważnych imprez. Np. Igrzyska w Rio spokojnie po 4-5h dziennie w dni powszednie, łączone z innymi obowiązkami życiowymi.) Rywalizacja i emocje z nią związane. Lubię to, podoba mi się to, uważam za fajną rozrywkę. Do tego uwielbiam flagi, tabel, wyniki, statystyki, drabinki, plany itp. To lubię, dlatego się tym interesuję. Uprawiam umiarkowaną ilość sportu. Ale nie koniecznie te sporty, które sam uprawiam, oglądam na igrzyskach i vice-versa. Jednak uwielbiam rywalizacje: gry komputerowe, gry planszowe (<- czy to też sport, to temat na inną dyskusję) . Dlatego takie igrzyska to coś dla mnie.

Ale osoby, które nie lubią rywalizacji, a po 10h pracy fizycznej nie chcą chodzić na basen, sport bierny jako rozrywka będzie nudna i niewarta czasu.
Innym aspektem jest patriotyzm/nacjonalizm/patriotyzm lokalny, bo oto gra Polska przeciwko innym krajom i może się zemścić za wojny, gospodarkę itd. Albo gra FC Moje-Miasto przeciwko FC Nie-Moje-Miasto i trzeba kibicować, żeby pokazać, że Moje-Miasto jest lepsze od innych. Aspekt społeczny: zawodnicy z naszego kraju coś wygrali, są lepsi, więc i my jesteśmy lepsi od innych. Przynajmniej na chwilę. W obecnych czasach nie ma wojen militarnych (najwyżej gospodarcze), sport zawodowy może być substytutem. Jednak nie każdego muszą obchodzić los FC-Mojego-Miasta w lidze, bo nie każdy będzie od tego uzależniał swoje osobiste szczęście.

Nie każdy musi interesować się sportem zawodowym, tak jak nie każdy musi słuchać oper, albo chodzić do kin. Nie każdy musi uprawiać sport, tak jak nie każdy musi czytać książki czy grać na gitarze.

>Do czego zmierza ta rosnąca lawina sportowych aktywności ? Czy "w tym szaleństwie jest metoda" ?

Do nieskończoności. ;D Ludzka kreatywność nie zna granic, ciągle może wymyślać coś nowego. Do tego ciągle dochodzi aspekt indywidualnych preferencji. Ktoś woli piłkę nożną, a ktoś skeatboarding. Każdy znajdzie coś dla siebie, a jak nie ma to sobie coś nowego wymyśli. Taki rozwój ma też miejsce w np. muzyce. Ilość różnych gatunków muzycznych jest imponująca! (en.wikipedia.org/wiki/List_of_popular_music_genres)

Sport wyczynowy jest producentem treści. Produkuje zawody, sportowców, dyscypliny itp. Wszystko to za pieniądze z biletów, reklam itd.
13-09-2016 10:01 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)
Najpierw dzięki za ciekawą wypowiedź.

>Ruch i aktywność fizyczna jest naturalna dla ludzi.
No właśnie, jednak dzisiejszy sport niestety nie można nazwać masowym, jako kultura fizyczna, uprawiany powszechnie dla rekreacji i zdrowia. Sport, pomimo że chyba jednak coraz więcej uczestniczy w nim czynnie, wydaje mi się dzisiaj bardziej oparty o biznes niż o sport masowy. Masowa stała się konsumpcja sportu jako widowiska.

>Jednak ludzki organizm wciąż przyzwyczajony do ruchy, potrzebuje do prawidłowego działania aktywności fizycznej. Każdy lekarz to powie.
Kiedyś doszedłem do wniosku, że do zguby ludzkości przyczynią się głównie trzy wynalazki: samochód, telewizor, a dobije nas komputer .
Dzisiaj potrzeba ruchu szczególnie na świeżym powietrzu jest już dość dobrze uświadomiona wśród ludzi, ale mimo to jeszcze za mało się ruszamy. Z wielką przyjemnością odkryłem więc w tym roku w Polsce, że buduje się ścieżki zdrowia i ogródki ćwiczeń fizycznych (Toruń i Szczawno Zdrój). Jest więc nadzieja.

>Druga kwestia to kwestia rywalizacji, walki z innymi. Nie wiem czy zawody sportowe można porównać do walki w hierarchii społecznej, nie mniej, rywalizacja sportowa często przypomina ustalanie samca alfa w grupie.
Z pewnością tak, chociaż dzisiaj w sporcie profesjonalnym chodzi bardziej o biznes, a mniej o status osoby pierwszej na liście.

>Indywidualne preferencje decydują zarówno o aktywnym lub biernym zainteresowaniu.
Być może indywidualne preferencje wywodzące się z indywidualnych uzdolnień lub przypadkowych zdarzeń wyzwalających aktywność w danym kierunku.

>Napisałeś, że Twój ojciec mógłby szybko biegać na setkę, a nie biegał - może mógłby być niezłym gitarzystą, a nie był?
No własnie, miał uzdolnienie do sprintu, ale nigdy tego nie rozwinął. Do muzyki miał 0,0 zainteresowania. Miał natomiast inne talenty. Był niezłym organizatorem pracy i sam był pracowity. Potrafił większość prac domowych sam wykonywać łącznie z hydrauliką, elektryką, pracami remontowymi. Jako długoletni warszawski taksówkarz sam wykonywał niezbędne prace naprawcze przy samochodzie (na stanie w warsztacie nie było czasu).
Miał jeszcze jeden zadziwiający talent. Nie czytał książek, chyba nie miał do tego cierpliwości, ale interesowały go losy ludzkie. Potrafił uważnie słuchać opowiadań o ludziach i ich losach i następnie opowiadać innym ze szczegółami to co usłyszał. Miał do tego niesamowitą pamięć.

>Co mnie przyciąga do oglądania sportu profesjonalnego? (Oglądam dużo z ważnych imprez. Np. Igrzyska w Rio spokojnie po 4-5h dziennie w dni powszednie, łączone z innymi obowiązkami życiowymi.) Rywalizacja i emocje z nią związane. Lubię to, podoba mi się to, uważam za fajną rozrywkę.
Mam tak podobnie. Jednak mam coraz mniej na to czasu i dlatego denerwują mnie coraz bardziej dłużyzny w przekazie telewizyjnym pokazujące nie to co chciałbym oglądać. Ostatnie transmisje z Rio z lekkoatletyki uważam za skandaliczne. Np. mignięcie tabelą wyników za to długotrwałe pokazywanie zwycięzców. Myślę że tak rozbudowany program transmisji nie pozwala właściwie niczego spokojnie obejrzeć. Będzie coraz gorzej jeśli nie znajdzie się innego rozwiązania. Ostatnio zmuszony jestem do poważnej redukcji sportu w moim życiu.

>Innym aspektem jest patriotyzm/nacjonalizm/patriotyzm lokalny, bo oto gra Polska przeciwko innym krajom i może się zemścić za wojny, gospodarkę itd. Albo gra FC Moje-Miasto przeciwko FC Nie-Moje-Miasto i trzeba kibicować, żeby pokazać, że Moje-Miasto jest lepsze od innych.
Byłem długoletnim kibicem naszej miejskiej drużyny hokeja na lodzie. Już od dziecka biegałem na lodowisko kibicować naszej drużynie, jeżdziłem też sam na łyżwach. To trwało chyba ze trzydzieści lat. Niedawno, po wielu latach skusiło nie zajrzeć na lodowisko miejskie i popatrzeć na grę. Byłem rozczarowany. Gra jak gra, ale zawodnicy to już mapa Europy się kłania. "Naszych chłopaków" jak na lekarstwo, wyszedłem po kilkunastu minutach.

>W obecnych czasach nie ma wojen militarnych (najwyżej gospodarcze), sport zawodowy może być substytutem.
Myślałem nie raz, że sport dzisiaj ze swoją orgią nacjonalizmu w czasie wielkich imprez międzynarodowych może być paradoksalnie jakimś wentylem bezpieczeństwa. Teraz gdy duchy nacjonalizmu znów zaczęły spukować po Europie mam coraz więcej wątpliwości.

>>Do czego zmierza ta rosnąca lawina sportowych aktywności ? Czy "w tym szaleństwie jest metoda" ?
>Do nieskończoności.
A ja właśnie coraz częściej myślę, że musi być granica tego rozwoju i to granica ekonomiczna, ale chciałbym się mylić.

>Sport wyczynowy jest producentem treści. Produkuje zawody, sportowców, dyscypliny itp. Wszystko to za pieniądze z biletów, reklam itd.
Niby tak właśnie jest, ale moje widzenie ekonomii, zapewne mocno nienowoczesne, powoduje pewne niepokoje odnośnie skutków ekonomicznych tego burzliwego rozwoju branży sportowej. Sport należy do działalności usługowych. Obecnie sektor usług, ekonomicznie rozpatrując, powiększa się kosztem sektora produkcji. Ja mogę sobie wyobrazić, że kiedyś produkcję będą wykonywały roboty, a ludzie będą się zajmowali przedstawianiem i oglądaniem, ale nie bardzo wiem na jakich podstawach ekonomicznych.
Kiedyś w czasie transformacji na początku lat 90 ub.w. likwidowano w Polsce przemysł i wytwórczość. Optymiści mówili wtedy: Nie ma strachu rozwiniemy bankowość i będziemy bogaci. dzisiaj w Polsce na każdej ulicy po kilka banków, a bogactwo widać, ale raczej rzadko. Dużo młodych ludzi bez stałego zajęcia, może powinni zająć się sportem, ale tu znów sprawa finansowania się kłania.
Arminius (25555 punktów)mens sana in corpore sano
"No właśnie, jednak dzisiejszy sport niestety nie można nazwać masowym, jako kultura fizyczna, uprawiany powszechnie dla rekreacji i zdrowia. Sport, pomimo że chyba jednak coraz więcej uczestniczy w nim czynnie, wydaje mi się dzisiaj bardziej oparty o biznes niż o sport masowy. Masowa stała się konsumpcja sportu jako widowiska".

No właśnie, konsumpcjonizm tez pożarł czy też pożera sport. Jakimś remedium na ową patologię w wymiarze indywidulanym jest powrót do źródeł - przy naturalnej ich modyfikacji wynikającej z upływu czasu. Hasło mens sana in corpore sano było elementem formuły kalokagatii - scalającej w sobie wartości dobra i piękna. Człowiek zdrowy ciałem miał zdrowego ducha - i jako taki był swoiście predysponowany do wcielania w życie kalokagatii.
W realiach dzisiejszych wcielanie w życie mekasymy mens sana in corpore sano moż ezachodzić poprzez uprawianie usportowionej turystyki. W formule owej element turystyki związany z rozwojem i autokreacją (krajoznawstwo, poznawanie kultur, kuchni, zwyczajów, itp.) nie jest mniej ważny od elementu sportowo - fizycznego. Efekt finalny polega na tym, iż mamy ciało w nienajgorszej kondycji oraz potężny bonus w postaci solidnej dawki wiedzy, doświadczenia i satysfakcji ze zrealizowaneych planów. A więc same plusy
W praktyce formuła jak wyżej może przybierać różne formy. W lipcu tego roku przejechałem rowerem z Wałbrzycha, przez czeskie Karkonosze i Góry Izerskie do Jablonca nad Nysą - skąd już scieżką rowerową wzdłuż Nysy i Odry do Świnoujścia - z paroma odskokami w bok. 1300 km przebiegu, zresetowany umysł, przećwiczone ciało plus ogrom wiedzy i wrażeń nabytych o naszych rubieżach zachodnich i pograniczu naszych zachodnich sąsiadów.
Zalecam więc nie być kibicem "coach potato" - bo to koszamrny wariant, nie być też graczem koncentrującym się tylko na aspekcie wysiłku fizycznego - tylko wyjść poza te ograniczenia i spróbować dokonać syntezy. A zacząć można od spacerów 6-10 km np. koronami wałów przeciwpowodziwych rzek
Jan Rylew (3965 punktów)Odp: mens sana in corpore sano
>W realiach dzisiejszych wcielanie w życie mekasymy mens sana in corpore sano moż ezachodzić poprzez uprawianie usportowionej turystyki. W formule owej element turystyki związany z rozwojem i autokreacją (krajoznawstwo, poznawanie kultur, kuchni, zwyczajów, itp.) nie jest mniej ważny od elementu sportowo - fizycznego.
Myślę, że połączenie celu zdrowotnego z poznawczym jest najlepszą opcją uprawiania sportu, ale wymaga to odpowiedniej świadomości, woli i jednak pewnej dyscypliny wewnętrznej.

>W lipcu tego roku przejechałem rowerem z Wałbrzycha, przez czeskie Karkonosze i Góry Izerskie do Jablonca nad Nysą - skąd już scieżką rowerową wzdłuż Nysy i Odry do Świnoujścia - z paroma odskokami w bok. 1300 km przebiegu, zresetowany umysł, przećwiczone ciało plus ogrom wiedzy i wrażeń nabytych o naszych rubieżach zachodnich i pograniczu naszych zachodnich sąsiadów.
Hut ab!
Tu już całkowite zaskoczenie. To wyprawa o której mogę tylko pomarzyć, ale ta idea stała mi się teraz dużo bliższa.
Nie do wiary! Podziwiam Pana, naprawdę.
Gdyby Pan jeszcze napisał, że nie zabrał Pan z sobą swojego laptopa ?

>Zalecam więc nie być kibicem "coach potato" - bo to koszamrny wariant, nie być też graczem koncentrującym się tylko na aspekcie wysiłku fizycznego - tylko wyjść poza te ograniczenia i spróbować dokonać syntezy. A zacząć można od spacerów 6-10 km np. koronami wałów przeciwpowodziwych rzek
Popieram w całej rozciągłości. Dla mnie i dla mojej małżonki na razie wdrażam spacery półgodzinne rano i pod wieczór na granicy zmęczenia w dość dużym parku nad jeziorem.
Arminius (25555 punktów)tak trzymać
"Gdyby Pan jeszcze napisał, że nie zabrał Pan z sobą swojego laptopa ?"

Oczywiście że nie - o czym świadczy - w tym okresie - także brak wątków i komentarzy mojego autorstwa w "Racjonaliście". Komórkę wziąłem - z żalem - ale chciałem raz dziennie komunikować się wieczorem z rodzicami w podeszłym wieku.

"Dla mnie i dla mojej małżonki na razie wdrażam spacery półgodzinne rano i pod wieczór na granicy zmęczenia w dość dużym parku nad jeziorem."

Wybornie, doskonała strategia. Pozostaje tylko państwu zyczyć wytrwania w tej aktywnosci i czerpania z niej jak największej przyjemności.

13-09-2016 12:01 
 Ocena 3 na 3
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Porozmawiajmy o sporcie (z przyległościami).

>Dużo młodych ludzi bez stałego zajęcia, może powinni zająć się sportem, ale tu znów sprawa finansowania się kłania.
To przypomina o jeszcze jednej właściwości sportu, mianowicie o bezcelowości wydatkowania energii. Którą to energię, wobec ekonomicznego impasu jednostki, sensowniej byłoby jakoś zagospodarować, a nie puszczać w gwizdek sportowych zmagań.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
13-09-2016 15:08 
 Ocena 1 na 1
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Dużo młodych ludzi bez stałego zajęcia, może powinni zająć się sportem, ale tu znów sprawa finansowania się kłania.
>To przypomina o jeszcze jednej właściwości sportu, mianowicie o bezcelowości wydatkowania energii.
Pozornie tak, ale nawet jeśli sportowiec, który "wydatkował energię" i nie osiągnął sukcesu o większej wartości energetycznej, osiągnął z pewnością korzyści pozaenergetyczne, które przydadzą lub przydały mu się w życiu, nie mówiąc już o korzyści jaką jest jakaś działalność w odróżnieniu od wałęsania się po ulicach i spędzania czasu w podobnym towarzystwie.

>Którą to energię, wobec ekonomicznego impasu jednostki, sensowniej byłoby jakoś zagospodarować, a nie puszczać w gwizdek sportowych zmagań.
Jeśli brak pracy, a sport bezsensowny to jako ciekawa i lubiana alternatywa przedstawiają się pielgrzymki .
13-09-2016 16:05 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>nie mówiąc już o korzyści jaką jest jakaś działalność w odróżnieniu od wałęsania się po ulicach i spędzania czasu w podobnym towarzystwie.

Wałęsanie się po ulicy i po lesie nie różnią się od siebie tak bardzo.

śp. Jaskinia Trolli team
TheFoolOnTheHill (41 punktów)
>To przypomina o jeszcze jednej właściwości sportu, mianowicie o bezcelowości wydatkowania energii. Którą to energię, wobec ekonomicznego impasu jednostki, sensowniej byłoby jakoś zagospodarować, a nie puszczać w gwizdek sportowych zmagań.

Takie stwierdzenie przypomina mi mojego ojca i jego powiedzenie: "A będą z tego pieniądze?"
Jak gdyby wszystko co ludzie w życiu robią, miało jakiś cel i przynosiło ogromne i wymierne korzyści.
Mimo wszystko startowanie w zawodach sportowych przynosi korzyści dla startującego w postaci tężyzny fizycznej, hartu ducha i wytrwałości w dążeniu do celu.

PS. A seks to tylko w celu prokreacji, inaczej to bezcelowe wydatkowanie energii.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>To przypomina o jeszcze jednej właściwości sportu, mianowicie o bezcelowości wydatkowania energii. Którą to energię, wobec ekonomicznego impasu jednostki, sensowniej byłoby jakoś zagospodarować, a nie puszczać w gwizdek sportowych zmagań.
>Takie stwierdzenie przypomina mi mojego ojca i jego powiedzenie: "A będą z tego pieniądze?" Jak gdyby wszystko co ludzie w życiu robią, miało jakiś cel i przynosiło ogromne i wymierne korzyści.
Toteż właśnie zauważam, że sport sam w sobie jest ekonomicznie jałowym zajęciem.
I że z tego powodu może być nie najlepszym wyborem w przypadku bezrobotnego.

>A seks to tylko w celu prokreacji, inaczej to bezcelowe wydatkowanie energii.
Przecież seks odczuwamy jako celowy bez względu na prokreacyjny rezultat.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
TheFoolOnTheHill (41 punktów)
>Toteż właśnie zauważam, że sport sam w sobie jest ekonomicznie jałowym zajęciem.
>I że z tego powodu może być nie najlepszym wyborem w przypadku bezrobotnego.

W sporcie zawodowym da się zarobić pieniądze na życie, jednak dopiero po latach treningu, w które trzeba najpierw zainwestować. W przypadku, gdy ktoś po dłuższym czasie zatrudnienia stracił prace zmiana branży na sport zawodowy, nie uda się ze względu na wiek i braki w treningu.

>>A seks to tylko w celu prokreacji, inaczej to bezcelowe wydatkowanie energii.
>Przecież seks odczuwamy jako celowy bez względu na prokreacyjny rezultat.
Sportowcy swoje występy na zawodach i trening, który do nich prowadzi, również odczuwają jako celowe.
16-09-2016 15:43 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>W sporcie zawodowym da się zarobić pieniądze
Dzięki kibicom. Pytanie co to za dziwna potrzeba oglądać kto szybciej np. biega, zamiast oglądać kto szybciej brukuje drogę, z czego przynajmniej droga powstanie.

>>>A seks to tylko w celu prokreacji, inaczej to bezcelowe wydatkowanie energii.
>>Przecież seks odczuwamy jako celowy bez względu na prokreacyjny rezultat.
>Sportowcy swoje występy na zawodach i trening, który do nich prowadzi, również odczuwają jako celowe.
To w końcu o co Ci z tym seksem chodziło?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
13-09-2016 12:12 
 Ocena 1 na 1
TheFoolOnTheHill (41 punktów)
>Najpierw dzięki za ciekawą wypowiedź.

Dziękuję za wątek, który mnie zainteresował, aż stał się pretekstem do założenia konta, w końcu.

>No właśnie, jednak dzisiejszy sport niestety nie można nazwać masowym, jako kultura fizyczna, uprawiany powszechnie dla rekreacji i zdrowia.

Należy rozróżniać sport zawodowy - taki jak igrzyska i MŚ, a sport codzienny, jako ruch i aktywność fizyczna zwykłych ludzi. Sport zawodowy to biznes, ale też z przyczyn praktyczno-ekonomicznych na igrzyskach startuje 11 000 osób, a nie 11 milionów. Nie wiem czy da się połączyć igrzyska ze sportem dla mas (bo jakby to miało wyglądać?)

>Kiedyś doszedłem do wniosku, że do zguby ludzkości przyczynią się głównie trzy wynalazki: samochód, telewizor, a dobije nas komputer .

"Święte" słowa.

>Z pewnością tak, chociaż dzisiaj w sporcie profesjonalnym chodzi bardziej o biznes, a mniej o status osoby pierwszej na liście.

Biznes liczy się przede wszystkim dla związków, federacji, sponsorów. Dla zawodników indywidualnie liczy się sukces i zwycięstwo.

>Mam tak podobnie. Jednak mam coraz mniej na to czasu i dlatego denerwują mnie coraz bardziej dłużyzny w przekazie telewizyjnym pokazujące nie to co chciałbym oglądać. Ostatnie transmisje z Rio z lekkoatletyki uważam za skandaliczne. Np. mignięcie tabelą wyników za to długotrwałe pokazywanie zwycięzców. Myślę że tak rozbudowany program transmisji nie pozwala właściwie niczego spokojnie obejrzeć. Będzie coraz gorzej jeśli nie znajdzie się innego rozwiązania. Ostatnio zmuszony jestem do poważnej redukcji sportu w moim życiu.

Dlatego bardzo ciepło przyjąłem relacje w internecie i możliwość wyboru różnych kanałów i przełączania kiedy się tylko chce. Przy dobrych wiatrach można było nawet oglądać pojedyncze konkurencje lekkoatletyczne np. sam rzut oszczepem, a nie oglądać ciągłej sieczki. W relacjach z lekkiej atletyki najbardziej irytuje mnie to, że każdy byle-jaki bieg eliminacyjny pokazywany jest w całości od początku do końca wraz z indywidualnym przedstawianiem zawodników tor po torze, a konkurencje techniczne: skoki i rzuty tylko wybiórczo. Po dwie-trzy próby i tak, że nie ma żadnego napięcia.

>Niedawno, po wielu latach skusiło nie zajrzeć na lodowisko miejskie i popatrzeć na grę. Byłem rozczarowany. Gra jak gra, ale zawodnicy to już mapa Europy się kłania. "Naszych chłopaków" jak na lekarstwo, wyszedłem po kilkunastu minutach.

Takie skutki globalizacji i kapitalizmu. Każdy klub chce mieć jak najlepszych zawodników, najmniejszym kosztem. W największych klubach piłkarskich w Europie połowa składu jest z innego kraju, a jednak każdy fan Realu czy Beyernu będzie się cieszyć, gdy jego drużyna wygra ligę/puchar.

>Myślałem nie raz, że sport dzisiaj ze swoją orgią nacjonalizmu w czasie wielkich imprez międzynarodowych może być paradoksalnie jakimś wentylem bezpieczeństwa. Teraz gdy duchy nacjonalizmu znów zaczęły spukować po Europie mam coraz więcej wątpliwości.

Nadal jest wentylem i wentylem pozostanie. Jednak to tylko wentyl. Na zbyt duży napór nacjonalizmu nic nie poradzi. Na igrzyskach olimpijskich nacjonalistyczną walkę USA kontra ZSSR/Rosja kontra Chiny kontra reszta świata widać jak na dłoni. Każdy kraj jest gotowy wydawać miliony by tylko zdobywać medale.

>A ja właśnie coraz częściej myślę, że musi być granica tego rozwoju i to granica ekonomiczna, ale chciałbym się mylić.

Jak długo jak ludzie będą mieli czas i środki, tak długo będą wymyślać nowe formy rozrywki, w tym sportu. Zwróć uwagę, że dyscypliny dodane do programu igrzysk w Tokio nie są wcale nowe: wspinaczka jest stara jak ludzkość; karate, baseball istnieją od dawna. Wszystko tylko kwestia odpowiednich struktur sportowych i globalnego zasięgu.

>Niby tak właśnie jest, ale moje widzenie ekonomii, zapewne mocno nienowoczesne, powoduje pewne niepokoje odnośnie skutków ekonomicznych tego burzliwego rozwoju branży sportowej. Sport należy do działalności usługowych. Obecnie sektor usług, ekonomicznie rozpatrując, powiększa się kosztem sektora produkcji.

Wysokorozwinięte gospodarki opierają się głównie na usługach, przynajmniej tak uczyli mnie w szkole. Nie wydaje mi się, aby branża sportu zawodowego miała się rozwinąć na tyle, by nagle istotny procent społeczeństwa pracował w branży sportowej. Raczej są to mało istotne wielkości.
W przypadku kryzysu sport zawodowy jest pierwszą rzeczą, która zostaje odcięta od finansowania. (Wyjątki mogą stanowić kraje, gdzie sport pełni ważną funkcję propagandową.)

>Kiedyś w czasie transformacji na początku lat 90 ub.w. likwidowano w Polsce przemysł i wytwórczość. Dużo młodych ludzi bez stałego zajęcia, może powinni zająć się sportem, ale tu znów sprawa finansowania się kłania.

Tu już schodzimy na gospodarkę. Likwidowanie kopalni w nadziei, że bezrobotni górnicy zostaną piłkarzami - wszakże umieją kopać - i zarobią sobie na węgiel z Rosji, jest makroekonomiczną głupotą.
Arminius (25555 punktów)Ale kanał
"Dlatego bardzo ciepło przyjąłem relacje w internecie i możliwość wyboru różnych kanałów i przełączania kiedy się tylko chce. Przy dobrych wiatrach można było nawet oglądać pojedyncze konkurencje lekkoatletyczne np. sam rzut oszczepem, a nie oglądać ciągłej sieczki. W relacjach z lekkiej atletyki najbardziej irytuje mnie to, że każdy byle-jaki bieg eliminacyjny pokazywany jest w całości od początku do końca wraz z indywidualnym przedstawianiem zawodników tor po torze, a konkurencje techniczne: skoki i rzuty tylko wybiórczo. Po dwie-trzy próby i tak, że nie ma żadnego napięcia".

Nie tędy, nie tędy droga. Nie chodzi o to żeby mieć lepszą możliwość wyboru kanałów. Chodzi o to żeby chodzić i wogóle ruszać się. Przy takim stylu życia jak wyżej człowiek tyje, nabawia się cukrzycy a mentalnie....no cóż nie rozwija się.
TheFoolOnTheHill (41 punktów)Odp: Ale kanał
>Nie tędy, nie tędy droga. Nie chodzi o to żeby mieć lepszą możliwość wyboru kanałów. Chodzi o to żeby chodzić i w ogóle ruszać się. Przy takim stylu życia jak wyżej człowiek tyje, nabawia się cukrzycy a mentalnie....no cóż nie rozwija się.

Dyskusja dotyczyła akurat poziomu transmisji z igrzysk, nie na temat zdrowego stylu życia.
Na swoją obronę mogę dodać, że igrzyska często oglądałem razem z dziewczyną, do której mam 15-20 min. drogi rowerem.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)Odp: Porozmawiajmy o sporcie (z przyległościami).

>Co Wy o tym sądzicie ?
Z dwóch potrzeb "chleba" i "igrzysk" tylko potrzeba chleba jest oczywista. Igrzyska sportowe na pewno zaspokajają potrzebę samopoznania, bo pozwalają ustalić aktualną granicę możliwości naszego organizmu. Tyle, że w igrzyskach pod "naszym" kryje się organizm ludzki, a w sporcie uprawianym indywidualnie dla tzw. rekreacji własny.

Bliskie igrzyskom rekordy Księgi Rekordów Guinnessa mają odpowiedzieć na to samo pytanie, tyle, że nie wszystkie wymyślone tam dyscypliny służą zdrowiu.

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Co Wy o tym sądzicie ?
>>Z dwóch potrzeb "chleba" i "igrzysk" tylko potrzeba chleba jest oczywista. <<

Igrzyska też są potrzebne. Są również wrodzoną potrzebą. Czym zawsze były zabawy dziecięce? Czy to w szkole na przerwach, czy po szkole? Tyle że obecnie zamiast dzieci ganiających w berka mamy zgarbione nad swoimi komórkami i wysyłające SMS-a do kolegi stojącego 10 m dalej.
No i ta potrzeba konkurowania z innymi. Już nie w tym, kto szybszy czy silniejszy, ale kto ma bardziej bajerancką komórę.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Igrzyska też są potrzebne.
Nie napisałam, że nie są.

>No i ta potrzeba konkurowania z innymi.
Raczej górowania nad innymi, kto stale przegrywa, przestaje konkurować.


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
-jad- (18783 punktów)
>Co Wy o tym sądzicie ?

Sądzę, że poruszyłeś ciekawy temat, na który nie mam nic sensownego do powiedzenia.
Powiem więc, zupełnie bez sensu, że u mnie jest dokładnie odwrotnie niż u Ciebie. Mama, tata, siostra od zawsze interesowali się różnymi sportami a ja nie bardzo.

Miewam sąsiadów, znanych siatkarzy, których profesję rozpoznaję po wzroście i czasem po oklejonym samochodzie, bo przecież nie po twarzy czy nazwisku. Znajomi nie mogą się nadziwić, że taki sąsiad to dla mnie zwykły "Zdzichu z góry" a nie jakaś, przymierzając, Beyonce.

śp. Jaskinia Trolli team
Jan Rylew (3965 punktów)
>>Co Wy o tym sądzicie ?
>Sądzę, że poruszyłeś ciekawy temat, na który nie mam nic sensownego do powiedzenia.
>Powiem więc, zupełnie bez sensu, że u mnie jest dokładnie odwrotnie niż u Ciebie. Mama, tata, siostra od zawsze interesowali się różnymi sportami a ja nie bardzo.
A czym się sam interesujesz ? W swojej charakterystyce podałeś zainteresowanie technologiami, ale to właściwie nic nie mówi. Ja w swojej także skąpo się określiłem.
-jad- (18783 punktów)
>A czym się sam interesujesz ? W swojej charakterystyce podałeś zainteresowanie technologiami, ale to właściwie nic nie mówi.

No i pasuje jak ulał. Stwierdzenie, że się czymś interesuję, to chyba byłaby przesada, bo sugeruje konkretną wiedzę na dany temat czy przynajmniej upór w bezinteresownym jej pogłębianiu. A u mnie trudno tego szukać.
Można tylko znaleźć kilka rzeczy, którymi lubię się zajmować i tematy z którymi oswajam się szybciej niż z innymi albo szybciej niż inni.

Żeby powiedzieć cokolwiek konkretnego wymienię muzykę, języki obce, no i technologie. Komputery, smartbadziew itp, automatykę przemysłową.

Ps: Powiem na marginesie, że siatkówka, to mój ulubiony sport. Dużo czasu mu poświęcałem gdy dało się jeszcze zwołać drużyny. Ale za oglądaniem jakoś nie przepadam.


śp. Jaskinia Trolli team
14-09-2016 08:18 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)
>Powiem na marginesie, że siatkówka, to mój ulubiony sport. Dużo czasu mu poświęcałem gdy dało się jeszcze zwołać drużyny. Ale za oglądaniem jakoś nie przepadam.
No to mamy jednak coś wspólnego. Uwielbiam siatkówkę, mój syn chciał być siatkarzem, zaczął trenować,
ale los pokręcił inaczej, a wnuk chociaż jest już prawie 2-metrowcem nie ma żadnych inklinacji do sportu.

Zauważyłem, że ludzie którzy nie uprawiają sportu ani nie kibicują, zwykle są takimi, którzy zajmują się bardziej praktycznymi zajęciami np. doskonaleniem swoich kwalifikacji zawodowych, poprawianiem standardu mieszkania, pielęgnacją samochodu, doskonaleniem umiejętności jazdy samochodem, nawiązywaniem znajomości itp. Taki był właśnie mój tata.

Wydaje się jednak, wiele na to wskazuje, że warto utrzymywać kontakt ze sportem przynajmniej jako rekreacją czy po prostu utrzymywaniem swojej kondycji fizycznej na przyzwoitym poziomie, bo jak przypomina Arminius: "mens sana in corpore sano". I tak warto trzymać.
Pozdrawiam.
16-09-2016 01:43 
 Ocena 1 na 1
TheFoolOnTheHill (41 punktów)
>Zauważyłem, że ludzie którzy nie uprawiają sportu ani nie kibicują, zwykle są takimi, którzy zajmują się bardziej praktycznymi zajęciami np. doskonaleniem swoich kwalifikacji zawodowych, poprawianiem standardu mieszkania, pielęgnacją samochodu, doskonaleniem umiejętności jazdy samochodem, nawiązywaniem znajomości itp. Taki był właśnie mój tata.

Wygląda na to, że mają po prostu więcej czasu.

Znam ludzi, którzy pomimo poświęcania czasu na uprawianie sportu, są również aktywni w innych dziedzinach. Znam też takich, którzy nie zajmują się sportem i w innych dziedzinach są też mało aktywni.

>Wydaje się jednak, wiele na to wskazuje, że warto utrzymywać kontakt ze sportem przynajmniej jako rekreacją czy po prostu utrzymywaniem swojej kondycji fizycznej na przyzwoitym poziomie, bo jak przypomina Arminius: "mens sana in corpore sano". I tak warto trzymać.
>Pozdrawiam.

Jak najbardziej! Sport na co dzień jest ważny dla zdrowia. Warto jeszcze dodać, że np. sporty drużynowe rozwijają dodatkowe cechy: pracę zespołową, szybkie podejmowanie decyzji, w pewnym stopniu również empatię.
I jeszcze jeden dobry czynnik. Mianowicie zaangażowanie w różne kluby i organizacje sportowe jest pozytywne z punktu widzenia społeczeństwa.

Kibicowanie, oglądanie sportu jest rozrywką, jak inne rozrywki.

Wróć do listy wątków działu Świat
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365