Racjonalista - Strona głównaDo treści
W czołówce - i to bez zadań domowych.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
27-10-2016 11:10Arminius (25555 punktów)W czołówce - i to bez zadań domowych.
Ocena 1 na 1
W Polsce toczy się ożywiona i emocjonalna debata nad kolejną reformą szkolną. Warto więc w tym kontekście sięgać wzrokiem poza horyzont narodowy i obserwować co się na edukacyjnym polu dzieje w innych krajach.
Artykuł podlinkowany stanowi swoiste porównania dwóch systemów edukacyjnych: brytyjskiego i fińskiego. System fiński to bardzo długie wakacje i ferie ( a więc mniej godzin nauki), zupełny brak lub wielce ograniczone zadania domowe, możliwość późniejszego - w porównaniu do sredniej europejskiej - rozpoczynania nauki oraz brak rynku wtórnej edukacji czyli korepetycji. I model fiński - z takimi cechami - "produkuje" uczniów, którzy w testach PISA plasują się w ścisłej czołówce. Co prawda kilka krajów azjatyckich - których model jest skrajnie różny od fińskiego - wyprzedza Finlandię - ale są one kulturowe całkiem inne, a poza tym cena za ów sukces ( patologie wśród dzieci i młodzieży) jest wcale duża, zważywszy na niewielką różnicę w osiągnięciach edukacyjnych między Finlandią a, na przykład, Japonią - krajem wzorcowym owych patologii jak wyżej.
W podlinkowanym tekście pada bardzo interesująca uwaga, iż być może nie chodzi tylko o system taki czy inny - ale także, o pewne specyficzne cechy Finów, dzięki którym ich model okazał się być wielkim sukcesem.
Narodową cechą Finów jest sisu. Jest to postawa pielęgnująca odwagę, wytrzymałość, hart ducha, siłę woli, umiejętność przetrwania w ekstremalnych warunkach, a także upór w dążeniu do wytyczonego jasno celu, wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Owa rysa fińskiego charakteru jest zdeterminowana geografią kraju, jego warunków kliamtycznych, a także fińskiej historii. Wiele wskazuje na to, iż po wojnie Finowie zdołali zaprząc "sisu" do przekształcenia swojego kraju w krainę sukcesu - także na polu edukacji.
Inną cechą fińskiego systemu jest jego stabilność, trwałosć, długofalowość. (został on "puszczony w ruch w latach 70 - tych" i nadal "chodzi" bez czynienie większych zmian wciagu już prawie półwiecza) oraz egalitaryzm. System polski czy tez większość systemów ( np. owe azjatycie) nastawione są na promowanie skrajnego indywidualizmu, rywalizacji, promowania za wszelką ceną najlepszych - bez zwracania większej uwagi na tych co zostają w tyle. Finowie z takiego wyścigu szczurów zrezygnowali. U nich promuje się bardzo solidą i wysoką przeciętność kosztem indywidualnych fajerwerów.


It's built on the foundations of reforms introduced in the 1970s and 1980s, which turned an ordinary school system into a world leader.Russell Hobby, leader of the National Association of Head Teachers, picks out this "stability" beyond the electoral cycle as the key difference."In Finland there's a long-term approach to education policy that means plans remain in place for a significant amount of time, giving them a chance to work," he says.
"In England the opposite is true. The government is constantly tinkering with policy and there's an obsession with structure - such as grammar schools and academies - rather than a focus on evidence."

"This raises the question as to whether school systems, rather than shaping the next generation, simply mirror the society that's already there.And in the case of Finland, Mr Tuominen says the Finnish school system is inseparable from the culture which it serves. He says it's a "socially cohesive", equitable and efficient society, and it gets a consistently reliable school system to match. This might sound as if countries are stuck forever with the school system that they've inherited. But it's worth mentioning that there is nothing inevitable about Finland's success. It's built on the foundations of reforms introduced in the 1970s and 1980s, which turned an ordinary school system into a world leader.Russell Hobby, leader of the National Association of Head Teachers, picks out this "stability" beyond the electoral cycle as the key difference. "In Finland there's a long-term approach to education policy that means plans remain in place for a significant amount of time, giving them a chance to work," he says."

www.bbc.com/news/education-37716005
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ZaKotem (8733 punktów)
>System fiński to bardzo długie wakacje i ferie ( a więc mniej godzin nauki), zupełny brak
>lub wielce ograniczone zadania domowe, możliwość późniejszego - w porównaniu do sredniej
>europejskiej - rozpoczynania nauki oraz brak rynku wtórnej edukacji czyli korepetycji.

Zadania domowe w polskiej edukacji to horror. Kiedy ja chodziłem do szkoły, potwór ten był dopiero w zarodku, którego nikt w porę nie zdusił. Ale cóż, duszenie zarodków w Polsce ma złą prasę, nawet kiedy wiadomo, że nic zdrowego ani w ogóle ludzkiego wyrosnąć z nich nie może. Ci z moich znajomych, którym zależy na edukacji dzieci (pozostałych litościwie pominę) spędzają z nimi wiele godzin tygodniowo, powtarzając materiał i pomagając w zadaniach, albo, jeśli sami nie umieją, płacą komuś za to pomaganie. Jestem przekonany, że nic nie kosztowałoby ich przejście na realny system edukacji domowej, a dzieci tylko by na tym skorzystały. Szkoła już niczego nie uczy, a jedyną funkcją nauczycieli jest zadanie czegoś do domu, a na lekcji sprawdzenie, co uczeń sam (albo z czyjąś pomocą) w domu wykonał. Należałoby więc nazwać ich sprawdzacielami. Kolejne żałosne "reformy" polegające głównie na odwracaniu poprzednich reform, sprawy tego Potwora nie poruszają w ogóle.
4poryroku (951 punktów)
Edukacje musi dotknąc głęboka reforma. To nie jest kwestia pracy domowej ale kwestia całkowitej zmiany w podejsciu do kształtowania dziecieciej ciekawości a nie wtłaczaniem w pewien wygodny schemat. Sposób nauczania dzieci został skonstruowany przez ludzi którzy zapomnieli jak to jest być dzieckiem. Naturalna aktywnośc została zastapiona kontrolowaniem jej poprzez siedzenie w ławkach i wyznaczanie sztywnych ram. Ciekawość jest spychana na rzecz łatwych regułek i komfort nauczyciela. Być może nowoczesne technologie pozwolą to zrównoważyć. Wirtualna rzeczywitość pozwoli wyjśc poza ograniczenia wynikające z odległości i braku dostatecznych nakładów finansowych. Nie bedzie potrzeby posiadania świetnie wyposażonego laboratorium chemicznego ale program komputerowy. W końcu możemy za pomoca zaawansowanych wizualizacji wyjść poza ciastko z rodzynkami majace opisać atom.

www.youtube.com/watch?v=CFO8KyYP374

www.ted.co(*)e_biology?language=pl#t-229813

www.ted.co(*)allosphere?language=pl#t-37389
27-10-2016 13:22 
 Ocena 1 na 1
Arminius (25555 punktów)niech wepcha palucha w autentyczną dziurę!!!
"Być może nowoczesne technologie pozwolą to zrównoważyć. Wirtualna rzeczywitość pozwoli wyjśc poza ograniczenia wynikające z odległości i braku dostatecznych nakładów finansowych. Nie bedzie potrzeby posiadania świetnie wyposażonego laboratorium chemicznego ale program komputerowy. W końcu możemy za pomoca zaawansowanych wizualizacji wyjść poza ciastko z rodzynkami majace opisać atom".

Ale to będzie atrapa. Gadżety i technologie wirtualne mogą i powinny wspomagać, ale nie powinny zastępować.
DyktaFon (9281 punktów)Odp: W czołówce - i to bez zadań domowych.
>...finansowych. Nie bedzie potrzeby posiadania świetnie wyposażonego laboratorium chemicznego ale program komputerowy. W końcu możemy za pomoca zaawansowanych wizualizacji wyjść poza ciastko z rodzynkami majace opisać atom.

To na nieszczęście już się dzieje. Większość nauczycieli chemii nigdy nie powinna zajmować się chemią, bo się jej boi (o reszcie społeczeństwa nawet nie wspominam...). I to jest zamknięte koło: nienauczony nauczyciel nie nauczy kolejnych pokoleń... W ten sposób przedmioty doświadczalne staną się wydmuszką nikomu nie potrzebną, a raczej wzbudzającą strach.
27-10-2016 13:09 
 Ocena 3 na 3
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Nie ma czegoś takiego jak stosunek uczeń-mistrz. No, ale co się dziwić jak klasy są tak liczne. Wyobraźmy sobie sytuację na lekcji. Nauczyciel coś tłumaczy i kończąc, pyta się, czy wszyscy zrozumieli. Nikt się nie zgłasza. Choć połowa nie zrozumiała, nikt się nie zgłasza, bo każdy się wstydzi, że wyjdzie na debila. Obowiązkiem nauczyciela jest nie zapytanie się, tylko powtórzenie. I tak dalej, i tak dalej. Wiele sytuacji można wymienić. Prace domowe to rzeczywiście parodia. Ja stawiałbym na samodzielne myślenie. W szkołach jest tragedia pod tym względem. Pamiętam jak w podstawówce była rozprawka do napisania pt. "Gdzie lepiej żyć: w mieście, czy na wsi ?" Jako jedyny napisałem, że w mieście, zadając na końcu retoryczne pytanie: "To dlaczego więcej ludzi żyje w miastach?". Oczywiście, nie jest błędem napisanie, że lepiej żyć na wsi, ale reszta napisała tak, bo myślała, iż tak trzeba. A to rozprawka przecież była!
27-10-2016 13:31 
 Ocena 4 na 4
ZaKotem (8733 punktów)
>Nie ma czegoś takiego jak stosunek uczeń-mistrz. No, ale co się dziwić jak klasy są tak liczne. Wyobraźmy sobie sytuację na lekcji. Nauczyciel coś tłumaczy i kończąc, pyta się, czy wszyscy zrozumieli. Nikt się nie zgłasza. Choć połowa nie zrozumiała, nikt się nie zgłasza, bo każdy się wstydzi, że wyjdzie na debila. Obowiązkiem nauczyciela jest nie zapytanie się, tylko powtórzenie. I tak dalej, i tak dalej. Wiele sytuacji można wymienić.

Zgadzam się, to główna choroba, z której wynikają inne, także to upiorne zwalanie na pracę domową. Nie bez przyczyny Jezus miał dwunastu apostołów, zaś Ali Baba czterdziestu rozbójników, a nie na odwrót. Są rzeczy, które świetnie wychodzą w wielkiej kupie, na przykład walenie się po ryjach, albo modły, albo fikanie koziołków na cześć Przywódcy, ale nauka do nich nie należy. Stawiam lewe jajo, że minimalnie kompetentny, niesocjopatyczny nauczyciel z trzynastoma uczniami osiągnie lepsze rezultaty, niż wspaniały z trzydziestoma.

Widziałem lekcje w szkołach prywatnych - podstawówce i gimnazjum - i w zakresie kontaktu nauczyciela z uczniem nie ma co porównywać z publiczną. A daję słowo, ani uczniowie nie sprawiali wrażenia zdolniejszych, ani nauczyciele jakichś geniuszy pedagogiki (chociaż na pewno mniejsze było ryzyko, że któryś stanie się sadystycznym psychopatą - to powinno być uznane za chorobę zawodową) , natomiast różnica w wielkości klas rzucała się w oczy.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>System polski czy tez większość systemów ( np. owe azjatycie) nastawione są na
>promowanie skrajnego indywidualizmu, rywalizacji, promowania za wszelką ceną najlepszych - bez
>zwracania większej uwagi na tych co zostają w tyle.

System polski nastawiony jest na urabianie jednolitej masy, czyli wręcz przeciwnie do tego co napisałeś (jest to niejako kontynuator systemu pruskiego, który miał kształcić urzędników; a u nas - jak wiadomo - jest mrowie urzędników) Azjatycki system - rzeczywiście - nastawiony jest na indywidualizm. Bodajże w systemie singapurskim, dzieci kształci się stosownie do ich poszczególnych talentów. Ale nie pomyliłby się ten, kto powiedziałby, że polski system nauczania jest wadliwy. Ja widzę tylko jedno rozwiązanie - całkowita prywatyzacja. Jako kompromis, można zaproponować bony edukacyjne. Jednak bez stosownych reform, dobra edukacja na nic się nam nie zda, bo dobrze wyedukowani wyjadą na Zachód. Co trzeba zrobić - bo nie chce mi się pisać - opisane jest w wywiadzie-rzece z Leszkiem Balcerowiczem pt. "Trzeba się bić", albo www.youtube.com/watch?v=ebi0RZbM4x0
27-10-2016 13:18 
 Ocena 3 na 3
Arminius (25555 punktów)miraże prywatyzacji
"System polski nastawiony jest na urabianie jednolitej masy, czyli wręcz przeciwnie do tego co napisałeś (jest to niejako kontynuator systemu pruskiego, który miał kształcić urzędników; a u nas - jak wiadomo - jest mrowie urzędników).

System pruski wykształcił też - może przy okazji ale jednak - cala masę profesorów, którzy "ruszyli z posad bryłę świata". Co do urzędników - to nawet nie chodzi o to, że jest ich "mrowie". Rzecz w tym żeby byli wykształceni i kompetentni.


"Ja widzę tylko jedno rozwiązanie - całkowita prywatyzacja. Jako kompromis, można zaproponować bony edukacyjne. Jednak bez stosownych reform, dobra edukacja na nic się nam nie zda, bo dobrze wyedukowani wyjadą na Zachód. Co trzeba zrobić - bo nie chce mi się pisać - opisane jest w wywiadzie-rzece z Leszkiem Balcerowiczem pt. "Trzeba się bić".

Całkowita prywatyzacja nie jest remedium - bo wady nawet nie całkowitej, jednakże już wcale zaawansowanej prywatyzacji - widać na przykładzie szkolnictwa wyższego. Na uczelniach prywatnych kupuje się dyplomy - na uczelniach państwowych, ciągle jeszcze ne, a w każdym razie patologia jak wyżej nie jest tak rozpowszechniona. Poza tym jest kwestia kontroli państwa nad dukacją - bo jak się odda wszystko w prywatne ręce - to może zacząć dochodzić do groteskowo - patologicznych sytuacji, gdyż sektor prywatny kieruje się jednym, jedynym kryterium. Chyba że - to taka opcja "korwinowska' w swym duchu - odbieramy państwu imperium nad obowiązkiem edukacyjnym i wówczas od rodzica zależy czy pośle dzieci do szkoły czy nie. Ale czyż wówczas nie doszłoby do licznych nadużyć i działaniu wbrew dobru dziecka?
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Odp: miraże prywatyzacji
>Całkowita prywatyzacja nie jest remedium - bo wady nawet nie całkowitej, jednakże już wcale zaawansowanej prywatyzacji - widać na przykładzie szkolnictwa wyższego. Na uczelniach prywatnych kupuje się dyplomy - na uczelniach państwowych, ciągle jeszcze ne, a w każdym razie patologia jak wyżej nie jest tak rozpowszechniona. Poza tym jest kwestia kontroli państwa nad dukacją - bo jak się odda wszystko w prywatne ręce - to może zacząć dochodzić do groteskowo - patologicznych sytuacji, gdyż sektor prywatny kieruje się jednym, jedynym kryterium. Chyba że - to taka opcja "korwinowska' w swym duchu - odbieramy państwu imperium nad obowiązkiem edukacyjnym i wówczas od rodzica zależy czy pośle dzieci do szkoły czy nie.

Oczywiście, że każdy ma głowie jakiś utopijny system. Ja też, i nawet nie jest oparty na własności prywatnej. Bądźmy jednak realistami. Jeżeli mówimy o systemie edukacyjnym, to o co nam chodzi ? O wydajność. A co jest bardziej wydajne: ułomny kapitalizm a'la Poland, czy ułomny kapitalizm a'la USA z XIX wieku. Jakie uniwersytety wytworzyły elitę USA ? Prywatne, czy państwowe ? Państwo musi być silne, ale naprawdę, nie trzeba, żeby mieszało się w edukację. Mogę pana pocieszyć, zostawiłbym jeden - najstarszy uniwersytet państwowy i stworzyłbym szkołę wojskową, taki polski West Point.

>Ale czyż wówczas nie doszłoby do licznych nadużyć i działaniu wbrew dobru dziecka?

Rodzice, w większości, dbają o swoje dzieci. Świat nie jest idealny i nigdy nie będzie. Zawsze się znajdzie jakaś wyrodna matka, jakiś ojciec-alkoholik etc. Pan pewnie boi się tego, że jeżeli będzie tylko prywatne szkolnictwo, to upadnie kształcenie obywatelskie, patriotyzm i inne wartość. Otóż, nie ma na to dowodów.
27-10-2016 14:07 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)
> A co jest bardziej wydajne: ułomny kapitalizm a'la Poland, czy ułomny kapitalizm a'la USA z XIX wieku.

Jeśli wziąć pod uwagę PKB per capita, dostęp do usług, edukację, zdrowie, w zasadzie JAKIKOLWIEK wskaźnik - poza czystością środowiska naturalnego - to Polska w XXI wieku wygląda znacznie lepiej niż USA w XIX wieku.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli wziąć pod uwagę PKB per capita, dostęp do usług, edukację, zdrowie, w zasadzie JAKIKOLWIEK wskaźnik - poza czystością środowiska naturalnego - to Polska w XXI wieku wygląda znacznie lepiej niż USA w XIX wieku.

Postęp cywilizacyjny, zwiększenie wydajności maszyn. Chodzi o model ekonomiczny. Jednak dwa wieki minęły. Musimy brać przykład z państw, które są na dorobku. USA w XIX były na dorobku. Chodzi o model - powtarzam! Żeby mógł zaistnieć przez jakiś czas socjalizm, to musi się przez dłuższy czas rozwijać wydajny kapitalizm. Ale czy o to nam chodzi ? Kapitalizm ->socjalizm -> kapitalizm -> socjalizm, i tak dalej ? To głupie xD Polecam książkę, wywiad-rzeka z Leszkiem Balcerowiczem pt. "Trzeba się bić". Tam, w drugiej części, jest wszystko opisane.
ZaKotem (8733 punktów)
>>Jeśli wziacć pod uwagę PKB per capita, dostęp do usług, edukację, zdrowie, w zasadzie JAKIKOLWIEK wskaźnik - poza czystością środowiska naturalnego - to Polska w XXI wieku wygląda znacznie lepiej niż USA w XIX wieku.
>Postęp cywilizacyjny, zwiększenie wydajności maszyn. Chodzi o model ekonomiczny. Jednak dwa wieki minęły. Musimy brać przykład z państw, które są na dorobku. USA w XIX były na dorobku.

Dzisiaj wiec lepszym przykładem są Chiny, które bez wątpienia rozwijają się szybciej, a w latach 80 startowały przecież od znacznie niższego poziomu. Dziwne więc, że tak niewielu neoliberałów Chiny chwali.

>Chodzi o model - powtarzam!

Tak sądzę, ale modrl czego? W rzeczonym XIX wieku na skutek amerykańskich zaborów wielkie rzesze Meksykanów znalazło się w obrębie Stanów Zjednoczonych. Nie krzywdowali sobie wcale, bo nikt ich nie prześladował, mieli więcej praw niż w starym kraju i co najważniejsze, we wszystkim byli równi z gringos. Jak więc wytłumaczyć, że w tym samym miejscu, w tym samym "modelu" owi gringos się bogacili, gdy w najlepszym razie Meksykanie stawali się trochę mniej biedni, a ci, którzy byli bogaci - biednieli? Odpowiedź jest prosta, żaden model nic nie da bez odpowiedniej do niego mentalności. Meksykanie reprezentiwali kulturę chłopsko-szlachecką, w której bogactwo jest rzadko osiągalne i wymaga wielkiego szczęścia, a jeśli już się zdarzy, jest po to, żeby rządzić biedniejszymi i pogardzac nimi. Amerykanie tworzyli kulturę mieszczanska, w której bogactwo jest dostępne każdemu dzięki pracy i pomysłowości, ale nie czyni nikogo lepszym, natomiast powinno czynić odpowiedzialniejszym.

>Żeby mógł zaistnieć przez jakiś czas socjalizm, to musi się przez dłuższy czas rozwijać wydajny kapitalizm. Ale czy o to nam chodzi ? Kapitalizm ->socjalizm -> kapitalizm -> socjalizm, i tak dalej ? To głupie xD

A żeby zahamować, trzeba najpierw się rozpędzić. Jak będziemy wciąż cisnac hamulec, to nie ruszymy w ogóle albo będziemy jechać powoli i zupełnie nieekonomicznie. Jak ktoś z takim kierowcą jeździł czterdzieści lat, może dojść do wniosku, że najlepiej byłoby wymontować hamulec. Ale czy to mądre?

>Polecam książkę, wywiad-rzeka z Leszkiem Balcerowiczem pt. "Trzeba się bić". Tam, w drugiej części, jest wszystko opisane.

Nie uważam Balcerowicza za Szatana wcielonego, ale za Mesjasza też nie, a on siebie chyba tak. Inne koncepcje ekonomiczne też nie przez matołów z niepełnym podstawowym sa tworzone.
28-10-2016 13:55 
 Ocena 1 na 1
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>Dzisiaj wiec lepszym przykładem są Chiny, które bez wątpienia rozwijają się szybciej, a w latach 80 startowały przecież od znacznie niższego poziomu. Dziwne więc, że tak niewielu neoliberałów Chiny chwali.

Chiny to temat rzeka. Ale zastanówmy się, co jest ważniejsze: wolność słowa, czy wolność gospodarcza ? Najlepiej nie wybierać, wiem. Ale jeśli miałbyś wybierać, to co byś wybrał ?
W Chinach, jeszcze 40 lat temu nie było - ani wolności słowa, ani wolności gospodarczej. Reformy Deng Xiaopinga sprawiły, że Chińczykom zaczęło się opłacać pracować ciężko i dużo. Nie mogę już słuchać o biednych chińczykach pracujących za miskę ryżu! Tak było kiedyś, cała historia powstań chłopskich, wiek upokorzenia, potem okrucieństwa Mao. Teraz, pierwszy raz w historii, szersze masy mają okazję się bogacić. Oczywiście, są rejony biedne, ale w porównaniu do tego co było za panowania Mao - jest dobrze. Co do szkolnictwa, to bodajże 400 tyś Chińczyków kształci się za granicami Kraju (przyszła warstwa kierownicza Chin).

>Tak sądzę, ale modrl czego? W rzeczonym XIX wieku na skutek amerykańskich zaborów wielkie rzesze Meksykanów znalazło się w obrębie Stanów Zjednoczonych. Nie krzywdowali sobie wcale, bo nikt ich nie prześladował, mieli więcej praw niż w starym kraju i co najważniejsze, we wszystkim byli równi z gringos. Jak więc wytłumaczyć, że w tym samym miejscu, w tym samym "modelu" owi gringos się bogacili, gdy w najlepszym razie Meksykanie stawali się trochę mniej biedni, a ci, którzy byli bogaci - biednieli? Odpowiedź jest prosta, żaden model nic nie da bez odpowiedniej do niego mentalności. Meksykanie reprezentiwali kulturę chłopsko-szlachecką, w której bogactwo jest rzadko osiągalne i wymaga wielkiego szczęścia, a jeśli już się zdarzy, jest po to, żeby rządzić biedniejszymi i pogardzac nimi. Amerykanie tworzyli kulturę mieszczanska, w której bogactwo jest dostępne każdemu dzięki pracy i pomysłowości, ale nie czyni nikogo lepszym, natomiast powinno czynić odpowiedzialniejszym.

Najważniejsze są dobre obyczaje. Wiem, że to jest trywialne... Model nie zadziała, gdy panują złe obyczaje. Można napisać dobrą konstytucję, stworzyć dobre przepisy, ale gdy w społeczeństwie są złe obyczaje, gdy ludzie są zdemoralizowani - to guzik z tego wyjdzie. Dlatego to tak ciężkie. U nas nie ma czegoś takiego jak "etos pracy". Ktoś by powiedział, że najpierw musi być "etos pracy", a później należy wprowadzić liberalne reformy - przesunąć część odpowiedzialności z państwa na obywateli (społeczeństwo obywatelskie). Fajnie by było, ale to pobożne życzenia. Pytanie brzmi: zastosować terapię szokową, czy stopniowo wprowadzać zmiany ? Można o tym pomyśleć, jak o wchodzeniu do zimnego morza. Możesz się od razu zanurzyć, ale to może spowodować szok, zawał i śmierć. Jednak to małe prawdopodobieństwo, ale tym większe, im jesteś starszy. Można stopniowo, ale jest ryzyko, że jednak zrezygnujesz z zanurzenia się. Patrząc na scenę polityczną i obserwując zachowania obywateli, to sądzę, że trzeba wprowadzać reformy stopniowo. Druga opcja - czyli szok, jest mniej realna politycznie, bo politycy nie zachcą wziąć na siebie za to odpowiedzialności. Ale zeszliśmy z tematu

>A żeby zahamować, trzeba najpierw się rozpędzić. Jak będziemy wciąż cisnac hamulec, to nie ruszymy w ogóle albo będziemy jechać powoli i zupełnie nieekonomicznie. Jak ktoś z takim kierowcą jeździł czterdzieści lat, może dojść do wniosku, że najlepiej byłoby wymontować hamulec. Ale czy to mądre?

No właśnie. Dlaczego jednak wszyscy hamują ? W miarę bogacenia się, zanikają bodźce, coraz więcej potrzeb jest zaspokajanych. Dlatego, gdy państwa obrastają w piórka w czasach kapitalizmu, stopniowo wprowadzają więcej socjalizmu. To nieuchronne. Chiny mają jeszcze duży "motor napędowy' w postaci biedy. Tak, dokładnie - BIEDA jest "motorem napędowym" w gospodarce kapitalistycznej.

>Nie uważam Balcerowicza za Szatana wcielonego, ale za Mesjasza też nie, a on siebie chyba tak. Inne koncepcje ekonomiczne też nie przez matołów z niepełnym podstawowym sa tworzone.

Zastanówmy się jaki jest cel gospodarki. Produkowanie jak największej ilości dóbr; chcemy być bogatsi, a nie biedniejsi. A czy cel gospodarki (czyli wszystkich ludzi, którzy wytwarzają dobra materialne i niematerialne (usługi)) pokrywa się z celem państwa ? Jeżeli tak, jeżeli jest ten sam cel, to wszystko co obecnie mówi Balcerowicz jest słuszne. Warto posłuchać takiego człowieka jak Balcerowicz, bo takich jest mało w naszym kraju. Podejście Balcerowicza, to podejście od strony rozumu, a nie emocji.
27-10-2016 13:38 
 Ocena 2 na 2
ZaKotem (8733 punktów)Odp: W czołówce - i to bez zadań domowych.
>Ja widzę tylko jedno rozwiązanie - całkowita prywatyzacja. Jl

Nie sądzę, żeby to było rozwiązanie czegokolwiek. Obecnie szkoły prywatne nie mogą konkurować ceną z "darmowymi" (na które i tak niezłą kasę się wydaje) więc z konieczności muszą stawiać na jakość. Wolny rynek oznacza jednak podział na towar wysokiej jakości dla bogatych (albo bardzo zdeterminowanych) i masowe byle co dla biednych. Prywatny moloch na 2000 uczniów za promocyjne 1000 zł rocznie nie byłby ani trochę lepszy od państwowego, a jestem raczej przekonany, że gorszy.
27-10-2016 14:06 
 Ocena 1 na 1
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
>Nie sądzę, żeby to było rozwiązanie czegokolwiek. Obecnie szkoły prywatne nie mogą konkurować ceną z "darmowymi" (na które i tak niezłą kasę się wydaje) więc z konieczności muszą stawiać na jakość. Wolny rynek oznacza jednak podział na towar wysokiej jakości dla bogatych (albo bardzo zdeterminowanych) i masowe byle co dla biednych. Prywatny moloch na 2000 uczniów za promocyjne 1000 zł rocznie nie byłby ani trochę lepszy od państwowego, a jestem raczej przekonany, że gorszy.
>
Może jakiś kompromis ? Zostawiłbym jedną uczelnię państwową. Zobacz, jakim molochem jest państwowe szkolnictwo. Państwowe szkolnictwo działa w realiach - jednak- gospodarki rynkowej. A kształci nie według zapotrzebowania rynku, tylko jakichś prowincjonalnych kompleksów (również intelektualnych). Nie ma co porównywać do kształcenia za komuny, bo to jeszcze jechało na myśli przedwojennej; przedwojennych uczniach, którzy zostali nauczycielami. Tak naprawdę, nie trzeba szkoły by nauczyć się niezbędnych umiejętności, jak czytanie i pisanie. Trzeba też zaznaczyć, że w tym temacie tzn. szkolnictwa, nie ma idealnych rozwiązań (jak zresztą we wszystkich dziedzinach życia społeczeństwa). Dla mnie, jest po prostu ciekawszym, rozmowa z kimś kto nie zna "Potopu" Sienkiewicza, a zna np. "Agaj-chana" Krasińskiego. Stawiałbym na różnorodność, bo to daje inspirację. Rynek zareagowałby na to ożywieniem. Zastanawiamy się wciąż - i to dumania daremne - w jakim kierunku kształcić młodzież. Trwa rywalizacja między krajami i trzeba robić to lepiej (kształcić) aby inne kraje prześcignąć. A nie zrobi się tego kształcąc następny rocznik europeistyki, czy stosunków międzynarodowych. Choć to - zapewne - bardzo ciekawe kierunki, jednak na rynku, obecnie, prawie bezużyteczne. Jedni wybieraliby drogi kształcenia bardziej praktyczne - obsługa nowych technologii etc, a inni ogólnie, idąc na uniwersytet. Moim ideałem jest uniwersytet, gdzie nie zapisujesz się z góra na jakiś kierunek, tylko chodzisz na różne wykłady i wybierasz z czego będziesz zdawać. Ale to moja mała utopia. Co do prywatnego nauczania - obecnie - to nie ma znaczenia jakie są efekty, to klient-uczeń decyduje. Chce papierek, a nie umiejętności, będzie go miał. Chce umiejętności, to się postara. Tylko państwowa firma przyjmuje ludzi z papierkami, prywatna, jednak - patrzy na umiejętności, bo to wiąże się z tym - jakie będzie miała zyski.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365