Racjonalista - Strona głównaDo treści
Poszukiwanie głębi = inflacja wartości

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
27-10-2016 23:18olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Poszukiwanie głębi = inflacja wartości
Ludzie, którzy wierzą w jedną ideę faktycznie mają łatwiej w życiu. Nie muszą się zastanawiać nad tym jaka jest prawda, więc czują się wyluzowani. W końcu oni wiedzą, a gdy nie wiedzą to powiedzą sobie, że lepiej nie wiedzieć, bo po co się męczyć z ciężką prawdą. Nie muszą się zastanawiać nad wartościami i sumieniem, tylko wszystko dzieje się samo. Bo wiadomo jaka jest prawda. Zauważyłem, że tacy ludzie mają też bardzo często ustalone granice, tak jakby ich życie działo się samo w trybie "default". Harmonogram jest ustawiony i program sam niezakłócony działa, dopóki nie zaburzy się im tego pozornego luzu. Najprościej jest to zrobić poprzez dyskusję, do której oni sami są chętni. Sportowiec czy selekcjoner uczy się poprzez praktykę i obserwację lepszych. Po pewnym czasie sam podświadomie czyta grę. Intuicyjnie dopasowuje rywali do różnych kategorii i stara się przewidzieć ich ruchy. Im większa celność, tym lepsze są myśli (algorytmy) które za to odpowiadają. Ludzkie reakcje i emocje to też pewne dane. Dość przypadkowe, ale jednak przepuszczone w jakimś stopniu przez sito ewolucji. Można wchodzić w interakcje, badać reakcje, wyciągać wnioski, tworzyć kategorie ludzi na podstawie cech skorelowanych z innymi cechami i dającymi taką samą reakcję.

Emocje to w dużej mierze przypadkowy bełkot. Sieczka, ciąg danych np "wjchsjkwrjtekfdjswaefiefgjuaetutaoaiw", ale ten strumień danych jest równolegle tłumaczony przez logiczne części mózgu. Ludzie mają też różne meta-przekonania na poziomie logicznych analiz, przez które poddawane jest postrzeganie własnych emocji. Wiąże się to z czynnikami biologicznymi, wychowaniem, w jakiejś części też pewnie wariancją. Do tego dochodzą używki, czy narkotyki, stres. Na przekonania i zachowania ludzi różne rzeczy mają wpływ, ale każdy z nas może posłużyć się obserwacją siebie i logiką. Do tego potrzebna jest umiejętność zdystansowania się od własnych emocji.

Gdyby potraktować je jako logiczny ciąg danych, to w większości przypadków albo dochodzi do przetłumaczenia (wadliwego) emocji na racjonalizację, która jest protezą wyjaśnienia, albo do namierzenia w danych emocjach przekonań przejętych z otoczenia i włączonych w obręb własnego postrzegania świata. Jeśli potraktujemy emocje jako coś nielogicznego i nie tłumaczymy ich sobie, to nie możemy ocenić czy są one dobre czy złe. Logika, moralność, myślenie traci wtedy sens. Im więcej wiedzy na temat przyczyn i skutków, tym lepsza wiedza na temat tego jak powinniśmy postępować i jakie emocje trzeba tłumić i zwalczać. Im więcej perspektyw, "czytania" umysłów innych ludzi, myślenia na temat faktów naukowych, dystansu od własnych emocji, tym większe superego, a tym mniej ważne przy tym staje się ego. W końcu własne "ja" przepada, a człowiek czuje się częścią całego systemu. Takim małym trybikiem w maszynie, którym sterują jakieś wgrane algorytmy. To, że czyjeś myślenie jest bardziej złożone, nie oznacza, że ma on więcej wpływu na samego siebie. Ani trochę nie dodaje to tym mechanizmom wolnej woli. Logiczne myślenie nie pozwala emocjom żebym poczuł się lepszym od reszty. Z drugiej strony gdy widzę jak myśli większość ludzi, to wiem, że mam do czynienia z bydłem. Tępym plebsem, którego myśli to "kopiuj-wklej", a moralność to zlepek przypadkowych memów przejętych ze społeczeństwa. Gdyby urodzili się w innej kulturze to ci sami ludzie z taką samą zaciętością broniliby innych poglądów. Równie absurdalnych.

Gdy człowiek nie wmawia sobie jednej wersji świata i naprawdę poszukuje prawdy, opadają mu klapki z oczu. Ma więcej wątpliwości, a mniej komfortowego poczucia, że jest dobrze. Podważa własne emocje, zna je i ma z nimi kontakt. Ludzie najczęściej mierzą innych swoją miarą, mają proste, nierozwinięte psychiki, więc ciężej pojąć im nieco większą złożoność, bardziej rozbudowaną retorykę i walkę z iluzorycznym dobrem i pięknem, które są tylko efektem aktywności mechanizmów samooszukiwania się.

Każdy bodziec jest najsilniejszy na początku. Potem opada i albo potrzebna jest większa częstotliwość dostarczania, albo większe urozmaicenie. Potrzebne są też przerwy, logiczne uporządkowanie. I to staje się niewystarczające gdy człowiek jest świadomy, że wszystkie przyjemne mechanizmy to tylko dostarczanie narkotyku do ośrodka przyjemności. W dzisiejszych czasach już wszystko stało się towarem, czyli działką narkotyku. Poczucie lepszości, akceptacja społeczna, związki miłosne, relacje międzyludzkie, altruizm, ideologie, religie, muzyka, humor, sztuka. Podaż jest ogromna, możliwości coraz większe, ale ze wszystkiego tworzy się towar oparty na algorytmach. Nasze postaci i emocje to jakieś mechanizmy, w których znaleźliśmy się nie z własnej woli. "Zaakceptuj siebie!" - krzyczą manipulatorzy, którzy chcą żeby ludzie nie zadawali sobie pytań, szli przez świat prosto, wg wyuczonych algorytmów. "Bóg cię kocha!", "Jesteś zwycięzcą!", a "ten produkt jest stworzony właśnie dla Ciebie czyli dla elity". I ludzie wierzą, choć w rzeczywistości nie istnieje nawet żaden "ja" którym ktokolwiek mógłby być. Personalizm to produkt językowy, tak jak religia.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Niestety oprócz inflacji wartości mamy też inflację językową. Puste frazesy i sztuczne uśmiechy to potoki gówna wylewające się z ust tych moralnych karłów. W dodatku dziś byle matoł może wydać książkę, a nawet podeprzeć się tytułem naukowca. Najważniejszą umiejętnością staje się więc nie logiczne myślenie, a selekcja informacji i bodźców, na co plebs całkowicie nie jest przygotowany. Większość ma jeszcze problemy z logiką, kontaktem z własnymi emocjami, interpretacją faktów. Wierzą w to co przeczytają, a czytają chaotyczną kloakę, którą interpretują wybiórczo. Wierzą też w społeczne slogany typu "umowa o pracę jest dobra, umowy śmieciowe są złe", "wszyscy jesteśmy równi", "każdy ma prawo do swojego zdania", "człowiek powiada wolną wolę" itd.

Zmiana perspektywy, która jest ważną umiejętnością i rozwiązuje wiele problemów, to także przekleństwo z wielu powodów. Atakuje własne poczucie szczęścia, które przecież opiera się zazwyczaj na kłamstwie. Na okłamywaniu samego siebie.
28-10-2016 14:58 
 Ocena 3 na 3
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Chciałbyś, żeby większość ludzi była taka jak Ty. To wypływa z każdego Twojego wątku.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Co za żałosna nieumiejętność analizy.

Taka chęć nie przyszłaby mi nawet do głowy. Gdyby wszyscy byli tacy jak ja, czy w ogóle tacy sami to byłoby okropnie. Poza tym ktoś musi być lepszy, a ktoś gorszy w czymś (także w myśleniu) i ludzie nie powinni się z tego powodu szczycić, ani wstydzić.

Ja tylko piszę o podstawach, w których większość z tego co widzę ma ogromne braki.
30-10-2016 02:54 
 Ocena 1 na 1
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Jaki jest tego cel ? Bo widzę, że Pan od jakiegoś czasu, tworzy podobne wątki.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ze wspólnym mianownikiem, ale czy podobne?

W każdym powtarza się przekaz, że ludzie to plebs. Tak jest i to przeraża. Ciekawe są reakcje na takie stwierdzenia. Traktuję to więc jako początek klucza do rozmów z plebsem, bo zapewnia mi to:
- szczerość, co jest ważnym argumentem później, gdy wytykam rozmówcy zakłamanie
- wzbudzenie emocji w tym kto odpisuje, a wtedy taka osoba robi to zazwyczaj bezmyślnie (ta obserwacja niezmiennie mnie dziwi, mimo że się powtarza i jest dobrze znana nauce). Takie wstawki są prowokacją dla ludzi, którzy czują się słabi, ale próbują się okłamać, że niby tak nie jest. Moje słowa wywołują w nich wtedy dysonans poznawczy. Wypycham wypierane rzeczy na wierzch, jakby wybijało im szambo. Kierują się wtedy personalizmem skupionym na własnym oraz moim ego. Uciekają z ringu jak Gołota jeśli chodzi o ich argumentację. Wiedzą, że mam rację (przynajmniej tak myślą, bo może po prostu trafiam w ludzi z takim przekonaniem), ale to wypierają. Nie potrafią wtedy odpowiadać wprost na argumenty. Wynika to głównie z tego, że w emocjach nie analizują moich słów, tylko naprędce w głowie powstaje kontra do wypowiedzi, która jest oparta jedynie na sztuczkach językowych. Ich retoryka nie obejmuje dokładnych analogii obalających przykład i wymuszających wymyślenie innego argumentu, ale za to czepiają się słówek, nadinterpretują wypowiedzi, nieudolnie dopasowują swoje wycinki zrozumienia na wycinkowe modele, które traktują jako jedyną prawdę.
- zmuszenie czytelnika do spojrzenia na ludzkość jak na prymitywne zwierzęta, które dorobiły sobie kulturowe racjonalizacje, które miałyby uszlachetnić to gówno, tak jakby posypanie go lukrem zrobiło z niego pączka.

Powtarza się też ważna prawda, której o dziwo nawet inteligentni ludzie czasem nie mogą zrozumieć - ja to nie postać na ekranie, tylko świadomość odbierająca bodźce. Właściwie bodźce wraz z interpretacjami i reakcjami to coś wobec czego świadomość zawsze jest bierna. Aktywność dotyczy człowieka, ale nie jego świadomości. Raczej treści świadomości, której elementem jest konstrukcja "ja", która jest jedynie perspektywą, logicznie błędną. Jest to zła miara wynikająca z wiary, że ego jest w centrum świadomości i świata. W rzeczywistości "generator świata" jest poza człowiekiem, więc i jego autonomiczne działania to tylko część systemu gdzie przeszłe przyczyny i losowość oddziałują na obecne skutki.

Powtarza się też perspektywizm i zakłamanie ludzi wierzących w różne prawdy absolutne. Nie dotyczy to jednak poziomu gdzie rozbiera się wszystko na czynniki pierwsze, porządkuje w ciągi przyczynowo skutkowe i ocenia korzystność/niekorzystność różnych rzeczy i błędność myślenia różnych ludzi. To w co wierzą ludzie, ich bełkotliwe idee i wartości, z łatwością nadają się do obalenia. Nie stawiam gotowych absolutnych tez, tylko rozbieram na czynniki pierwsze i podsumowuję to co wiadomo.

Powtarza się rola języka, który nie jest dosłownym przekazem memów, ani tym bardziej prawdy. Język (wiążący się też z emocjami) to zupełnie inna kategoria niż logika. Części zdania nie występują w realnym świecie, tak samo jak żaden "ja". Czasowniki, rzeczowniki i przymiotniki opisują w rzeczywistości to samo, tylko z innej perspektywy. Biorą pod uwagę wyabstrahowany czynnik, ale żaden z nich w rzeczywistości nie występuje w świecie realnym jako fakt.

Każdy tekst jest jednak o czym innym, choć są to spójne elementy pewnej idei. Zaczyna się ona od zasiania wątpliwości i podważenia swojej wiedzy, emocji i ego. To pierwszy krok do rozwoju. Następnie rozbiera się swoje przekonania i wiedzę na czynniki pierwsze, a świat na algorytmy, mechanizmy. Wiedzę na pewną (przebadaną), mniej pewną i hipotezy. To zmienia perspektywę, patrzenie na świat. Powstaje własne zhierarchizowane myślenie, które wypiera płaskie przekonania emocjonalne oparte na niewiedzy i głupkowatych memach. Bywa, że poglądy na dobro i zło, moralność, emocje i świat zmieniają się całkowicie, ale to już indywidualna kwestia w którą stronę to pójdzie. Świetnie gdy umierają robo-zwierzęta, a w świadomościach tworzy się indywidualizm.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365