Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nauka wobec współczesnych problemów społecznych

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
16-01-2017 20:19Jan Bednarski (1879 punktów)Nauka wobec współczesnych problemów społecznych
Ocena 3 na 3

Wittgenstein nauczał, że znaczenie słowa nie powstaje przez jego zdefiniowanie. Może i miał racje, lecz dla zabawy załóżmy że to nieprawda ponieważ chciałbym zapytać o definicje właśnie. Czy poniższa definicja choroby spełnia choćby podstawowe kryteria współczesnej metody naukowej ?

Cytat:
Choroba jest takim stanem organizmu, kiedy to czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie można jednak powiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychologicznym lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne lub zmienioną czynność organizmu. (Wikipedia, "nowa definicja choroby")


Wyobraźmy sobie 'chorobę', która charakteryzuje się tym że osobnik na nią cierpiący czuje się źle, ale twierdzi że czuje się dobrze. W świetle powyższej definicji jest to osobnik chory, ale nie da się tego empirycznie stwierdzić. Odwrotnie, wyobraźmy sobie stan organizmu w którym dany osobnik czuje się dobrze, ale twierdzi że czuje się źle. W świetle powyższej definicji jest to osobnik zdrowy, ale nie będzie się dało tego stwierdzić. Tak naprawdę w ogóle nie da się stwierdzić empirycznie czy dany osobnik spełnia własność o której mówi ta definicja. Niektórzy twierdziliby, że ta własność nawet nie istnieje. To nie jest też definicja, która mogłaby być przydatna nauce. Dobra definicja powinna odnosić się do empirycznie mierzalnych i obiektywnych parametrów medycznych a nie prywatnych doznań.

.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jacholek (5699 punktów)
Wydaje mi się że istnieją jednak obiektywne metody naukowe by stwierdzić czy dany organizm jest zdrowy czy chory, wykorzystując mniej czy bardziej wyrafinowane metody diagnostyczne. Należałoby tylko zdefiniować jaki zakres mierzonych parametrów odpowiada stanowi zdrowia a jaki już stanowi chorobowemu www.cliffs(*)ological-perspective-on-health
17-01-2017 00:58 
 Ocena 2 na 2
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Wydaje mi się że istnieją jednak obiektywne metody naukowe by stwierdzić czy dany organizm jest zdrowy czy chory, wykorzystując mniej czy bardziej wyrafinowane metody diagnostyczne. Należałoby tylko zdefiniować jaki zakres mierzonych parametrów odpowiada stanowi zdrowia a jaki już stanowi chorobowemu www.cliffs(*)ological-perspective-on-health

"Sociological perspective on health" Jeśli medycyna ma być rzetelną nauką, to definicja choroby powinna mieć charakter opisowy i odnosić się do obiektywnie sprawdzalnych faktów biologicznych, a nie do wartości panujących w danym społeczeństwie. Jako przykład złej definicji można by jeszcze podać propozycje T. Parsona, który zdefiniował chorobę jako stan uniemożliwiający lub utrudniający wykonywanie jednostce przypisanych jej w społeczeństwie ról kulturowych. Dla mnie jest to bez sensu ponieważ zachowania społeczne i tak można zredukować do modeli biologicznych. Dzięki temu możemy podać ogólniejszą definicje, która obejmie swym zakresem nie tylko ludzi, ale też inne zwierzęta czy nawet rośliny.

.
Jan Bednarski (1879 punktów)

Cały problem w tym, że niektórzy argumentują, że homoseksualizm nie jest chorobą powołując się na powyższą trefną definicje. Należy więc inaczej argumentować, że homoseksualizm nie jest chorobą, albo w ogóle postawić tę kwestie pod znakiem zapytania.

.
Cassiopeiae (61 punktów)
>Cały problem w tym, że niektórzy argumentują, że homoseksualizm nie jest chorobą powołując się na powyższą trefną definicje.

Ja pytam o argumenty, że homoseksualizm jest chorobą i je wyśmiewam
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>Cały problem w tym, że niektórzy argumentują, że homoseksualizm nie jest chorobą powołując się na powyższą trefną definicje.
>Ja pytam o argumenty, że homoseksualizm jest chorobą i je wyśmiewam

Zakładam, że homoseksualizm jest wywoływany przez jakiś czynnik genetyczny lub epigenetyczny. Wobec tego należałoby racjonalnie wyjaśnić mechanizm transmisji tego czynnika z pokolenia na pokolenie, bo jeśli pojawia się spontanicznie w wyniku nowej mutacji to spełnia biologiczne kryteria choroby.

.
ZaKotem (8733 punktów)

>Zakładam, że homoseksualizm jest wywoływany przez jakiś czynnik genetyczny lub epigenetyczny. Wobec tego należałoby racjonalnie wyjaśnić mechanizm transmisji tego czynnika z pokolenia na pokolenie

Mógłbyś uczynić to samo z leworęcznością?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>Zakładam, że homoseksualizm jest wywoływany przez jakiś czynnik genetyczny lub epigenetyczny. Wobec tego należałoby racjonalnie wyjaśnić mechanizm transmisji tego czynnika z pokolenia na pokolenie
>Mógłbyś uczynić to samo z leworęcznością?

Czynnik wywołujący leworęczność nie wpływa przecież na funkcje rozrodczą organizmu. Jest więc co najmniej neutralny i może być transmitowany z pokolenia na pokolenie.

.
ZaKotem (8733 punktów)

>Czynnik wywołujący leworęczność nie wpływa przecież na funkcje rozrodczą organizmu. Jest więc co najmniej neutralny i może być transmitowany z pokolenia na pokolenie.
Homoseksualizm również nie wpływa na funkcje rozrodcze. Homoseksualista może się ożenić i być ojcem, albo matką, co wiecej, zazwyczaj tak właśnie robi, gdy społeczeństwo nie akceptuje homoseksualizmu i należy go ukrywać, aby nie narazić się na przykrości.
Mówiąc krótko: mechanizmem umożliwiającym transmisję homoseksualizmu jest nietolerancja wobec niego.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>Czynnik wywołujący leworęczność nie wpływa przecież na funkcje rozrodczą organizmu. Jest więc co najmniej neutralny i może być transmitowany z pokolenia na pokolenie.
>Homoseksualizm również nie wpływa na funkcje rozrodcze. Homoseksualista może się ożenić i być ojcem, albo matką, co wiecej, zazwyczaj tak właśnie robi, gdy społeczeństwo nie akceptuje homoseksualizmu i należy go ukrywać, aby nie narazić się na przykrości.

Zaraz, czy Ty próbujesz mnie przekonać, że homoseksualizm nie wpływa negatywnie na realizacje instynktu rozrodczego ? Jeśli chodzi o nietolerancje to z punktu widzenia biologii akurat ją łatwo wyjaśnić. Jest to po prostu typowy mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego.

>Mówiąc krótko: mechanizmem umożliwiającym transmisję homoseksualizmu jest nietolerancja wobec niego.

W wielu chorobach genetycznych o charakterze semiletalnym etiologia nie jest jednolita. Jeśli Twoja hipoteza byłaby prawdziwa oznaczałoby to, że homoseksualizm jest chwilową patologią, która szybko zniknie w środowisku o dużym stopniu tolerancji. Ale tak byłoby tylko wówczas gdyby jedynym źródłem patologicznego czynnika było dziedziczenie z poprzedniego pokolenia. Tak nie jest, bo pojawiają się ciągle nowe mutacje.

.
19-01-2017 18:38 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
...transmisję homoseksualizmu jest nietolerancja wobec niego.

?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Zakładam, że homoseksualizm jest wywoływany przez jakiś czynnik genetyczny lub epigenetyczny. Wobec tego należałoby racjonalnie wyjaśnić mechanizm transmisji tego czynnika z pokolenia na pokolenie, bo jeśli pojawia się spontanicznie w wyniku nowej mutacji to spełnia biologiczne kryteria choroby.

Dlaczego? Jeśli pojawia się spontanicznie, ale nie powoduje nic złego, to nie spełnia przecież kryteriów choroby.

Wg mnie to czy mówimy o chorobie, zależy od tego czy człowiek przez to cierpi, przy czym jeśli cierpi tylko z powodu nietolerancji społecznej, to jednak to nie choroba.

Powiedziałbym, że choroba w niektórych przypadkach może być trudna do zdefiniowania, bo granica między zdrowiem, a chorobą jest dość subiektywną sprawą. Łatwo sklasyfikować tylko te oczywiste przypadki.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Dlaczego? Jeśli pojawia się spontanicznie, ale nie powoduje nic złego, to nie spełnia przecież kryteriów choroby.

To prawda, ale twierdzę także, że homoseksualizm przeszkadza lub uniemożliwia realizacje instynktu rozrodczego. Jeśli rozważalibyśmy przypadek u rośliny, która ma wadliwą budowę kielicha kwiatu tak że uniemożliwia jej zapylenie to biolog nie miałby wątpliwości, że mamy tu do czynienia z chorobą.

>Wg mnie to czy mówimy o chorobie, zależy od tego czy człowiek przez to cierpi, przy czym jeśli cierpi tylko z powodu nietolerancji społecznej, to jednak to nie choroba.

Ale ta definicja jest nieprzydatna dla naukowca. Według mnie dobrym podejściem byłoby pewne zdystansowanie się od naszego antropocentrycznego punktu widzenia i zastanowienie się co na temat homoseksualizmu pomyśleliby sobie np. naukowcy z Marsa. Jak oni by to sklasyfikowali ?

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No ale jeśli ktoś nie ma potrzeby rozmnażania, to nie ma tego problemu.

Znam też sporo osób, które uważam za bardziej wartościowe niż większość społeczeństwa i tak się składa, że oni często po prostu nie chcą mieć dzieci, bo nie chcą siłą sprowadzać na ten zły świat niewinne istoty. Z punktu widzenia ewolucji i przekazywania genów to raczej patologia, ale ja bym nie powiedział, że to choroba, tylko raczej przekroczenie wdrukowanych prymitywizmów dla wartości. Podobnie jest z prawdą, która ewolucyjnie nie jest korzystna, więc ludzie rzekomo zdrowi muszą żyć w zakłamaniu.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>No ale jeśli ktoś nie ma potrzeby rozmnażania, to nie ma tego problemu.

Ale jakie to ma znaczenie dla definicji opisowej ?

>Znam też sporo osób, które uważam za bardziej wartościowe niż większość społeczeństwa i tak się składa, że oni często po prostu nie chcą mieć dzieci, bo nie chcą siłą sprowadzać na ten zły świat niewinne istoty. Z punktu widzenia ewolucji i przekazywania genów to raczej patologia, ale ja bym nie powiedział, że to choroba, tylko raczej przekroczenie wdrukowanych prymitywizmów dla wartości. Podobnie jest z prawdą, która ewolucyjnie nie jest korzystna, więc ludzie rzekomo zdrowi muszą żyć w zakłamaniu.

Ludzie często nie umieją odróżnić faktów od wartości. Przecież ja nigdzie nie piszę, że homoseksualizm jest zły moralnie. Instynkt rodzicielski u gatunku homo sapiens jest oznaką zdrowia, podobnie jak np. pożarcie samca przez modliszkę.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>No ale jeśli ktoś nie ma potrzeby rozmnażania, to nie ma tego problemu.
>Ale jakie to ma znaczenie dla definicji opisowej ?

No właśnie kluczowe, bo jeśli nie ma cierpienia, to jak można mówić o chorobie? Czynnik cierpienia sam w sobie też nie decyduje, bo nie każde cierpienie wynika z choroby, a czasem choroba wynika na braku cierpienia, które powinno istnieć i dawać informację zwrotną.

>Instynkt rodzicielski u gatunku homo sapiens jest oznaką zdrowia, podobnie jak np. pożarcie samca przez modliszkę.

Nie mogę się z tym zgodzić. To jest oznaką typowych zachowań, a nie zdrowia. Typowe zachowania przecież mogą być zazwyczaj chore, co właśnie wg mnie się właśnie dzieje i dotyczy każdego gatunku. Rozmnażanie można równie porównać do narkomanii i choroby przekazywanej genetycznie.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>>No ale jeśli ktoś nie ma potrzeby rozmnażania, to nie ma tego problemu.
>>Ale jakie to ma znaczenie dla definicji opisowej ?
>No właśnie kluczowe, bo jeśli nie ma cierpienia, to jak można mówić o chorobie? Czynnik cierpienia sam w sobie też nie decyduje, bo nie każde cierpienie wynika z choroby, a czasem choroba wynika na braku cierpienia, które powinno istnieć i dawać informację zwrotną.

Analgezja wrodzona to choroba polegająca na braku możliwości odczuwania bólu fizycznego. Mnóstwo chorób psychicznych może występować i nie powodować cierpienia u jej posiadacza. Ponadto w pewnych odmianach zespołu Antona występuje ślepota korowa przy której jednak pacjent twierdzi, że cały czas widzi i jest w pełni sprawny. W każdym z tych przypadków z biologicznego punktu widzenia jest całkowicie jasne dlaczego mówimy chorobie.

>>Instynkt rodzicielski u gatunku homo sapiens jest oznaką zdrowia, podobnie jak np. pożarcie samca przez modliszkę.
>Nie mogę się z tym zgodzić. To jest oznaką typowych zachowań, a nie zdrowia. Typowe zachowania przecież mogą być zazwyczaj chore, co właśnie wg mnie się właśnie dzieje i dotyczy każdego gatunku. Rozmnażanie można równie porównać do narkomanii i choroby przekazywanej genetycznie.

Używasz pojęcia choroby w podbudowanym emocjonalnie sensie. Tymczasem mnie interesuje czysto opisowa definicja, która może być wykorzystana w nauce. To nie jest wątek z dziedziny etyki tylko filozofii nauki.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Analgezja wrodzona to choroba polegająca na braku możliwości odczuwania bólu fizycznego. Mnóstwo chorób psychicznych może występować i nie powodować cierpienia u jej posiadacza. Ponadto w pewnych odmianach zespołu Antona występuje ślepota korowa przy której jednak pacjent twierdzi, że cały czas widzi i jest w pełni sprawny. W każdym z tych przypadków z biologicznego punktu widzenia jest całkowicie jasne dlaczego mówimy chorobie.

No to przecież napisałem:

\"olson\":
No właśnie kluczowe, bo jeśli nie ma cierpienia, to jak można mówić o chorobie? Czynnik cierpienia sam w sobie też nie decyduje, bo nie każde cierpienie wynika z choroby, a czasem choroba wynika na braku cierpienia, które powinno istnieć i dawać informację zwrotną.


>Używasz pojęcia choroby w podbudowanym emocjonalnie sensie. Tymczasem mnie interesuje czysto opisowa definicja, która może być wykorzystana w nauce. To nie jest wątek z dziedziny etyki tylko filozofii nauki.

No właśnie w pozaemocjonalnym. Podawałeś kiedyś "prawą" definicję i "lewą". No to teraz połącz je obie i wychodzi dobra definicja.
Jan Bednarski (1879 punktów)
>>Analgezja wrodzona to choroba polegająca na braku możliwości odczuwania bólu fizycznego. Mnóstwo chorób psychicznych może występować i nie powodować cierpienia u jej posiadacza. Ponadto w pewnych odmianach zespołu Antona występuje ślepota korowa przy której jednak pacjent twierdzi, że cały czas widzi i jest w pełni sprawny. W każdym z tych przypadków z biologicznego punktu widzenia jest całkowicie jasne dlaczego mówimy chorobie.
>No to przecież napisałem:

No właśnie napisałeś coś takiego:

\"olson\":
jeśli nie ma cierpienia, to jak można mówić o chorobie?


Tylko, że chorzy na zespół Atona są niewidomi i nawet o tym nie wiedzą, więc tym bardziej nie cierpią z tego powodu, bo aby odczuwać żal z powodu starty czegoś to trzeba być świadomym tej straty. Twierdzenie jednak że są to osoby zdrowe byłoby skrajnie niekonwencjonalnym stanowiskiem medycznym.

>>Używasz pojęcia choroby w podbudowanym emocjonalnie sensie. Tymczasem mnie interesuje czysto opisowa definicja, która może być wykorzystana w nauce. To nie jest wątek z dziedziny etyki tylko filozofii nauki.
>No właśnie w pozaemocjonalnym. Podawałeś kiedyś "prawą" definicję i "lewą". No to teraz połącz je obie i wychodzi dobra definicja.

Ponieważ definicja lewa odnosi się do czynnika nieweryfikowalnego to w wyniku ich połączenia także powstanie definicja nieweryfikowalna zawierająca wszystkie te wady. Nie wiem co miałbym uzyskać łącząc je ze sobą.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Robisz to samo co w dyskusji o umyśle i algorytmiczności. Bierzesz wycinek, a drugą część zupełnie pomijasz, potem bierzesz drugą część, to pomijasz tę pierwszą. Celowo jeszcze raz zacytowałem całą potrzebną wypowiedź, więc wzięcie z tego tylko jednego zdania wypacza sens całości.

>Ponieważ definicja lewa odnosi się do czynnika nieweryfikowalnego to w wyniku ich połączenia także powstanie definicja nieweryfikowalna zawierająca wszystkie te wady. Nie wiem co miałbym uzyskać łącząc je ze sobą.

Ale jak niby nieweryfikowalnego? Zarówno cierpienie, jak i fizyczna struktura organizmu i jej normy są weryfikowalne.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Robisz to samo co w dyskusji o umyśle i algorytmiczności. Bierzesz wycinek, a drugą część zupełnie pomijasz, potem bierzesz drugą część, to pomijasz tę pierwszą. Celowo jeszcze raz zacytowałem całą potrzebną wypowiedź, więc wzięcie z tego tylko jednego zdania wypacza sens całości.

A więc jaki jest sens całości ? W kolejnej części sam przyznajesz, że Twój argument jest niepoprawny, więc nie wiem czego ma to dowodzić.

>>Ponieważ definicja lewa odnosi się do czynnika nieweryfikowalnego to w wyniku ich połączenia także powstanie definicja nieweryfikowalna zawierająca wszystkie te wady. Nie wiem co miałbym uzyskać łącząc je ze sobą.
>Ale jak niby nieweryfikowalnego? Zarówno cierpienie, jak i fizyczna struktura organizmu i jej normy są weryfikowalne.

Nie możesz zweryfikować prywatnych doznań pacjenta, nie możesz też polegać na informacjach uzyskanych z ich introspekcji, bo jak pokazują różne przypadki anozognozji można być poważnie chorym nie zdając sobie z tego sprawy i tym samym nie cierpiąc z tego powodu. W zeszłym roku podawałem przykład śpiączki, są też ciekawsze przypadki jak zespół Atona, kiedy chory w wyniku uszkodzenia mózgu traci wzrok, ale jest przekonany, że nadal widzi.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>A więc jaki jest sens całości ?

\"olson\":
No właśnie kluczowe, bo jeśli nie ma cierpienia, to jak można mówić o chorobie? Czynnik cierpienia sam w sobie też nie decyduje, bo nie każde cierpienie wynika z choroby, a czasem choroba wynika na braku cierpienia, które powinno istnieć i dawać informację zwrotną.


Teraz już pojąłeś, czy nadal dostrzegasz tu jakąś wyimaginowaną sprzeczność?
Jan Bednarski (1879 punktów)

>>A więc jaki jest sens całości ?
> \"olson\":
No właśnie kluczowe, bo jeśli nie ma cierpienia, to jak można mówić o chorobie? Czynnik cierpienia sam w sobie też nie decyduje, bo nie każde cierpienie wynika z choroby, a czasem choroba wynika na braku cierpienia, które powinno istnieć i dawać informację zwrotną.

>Teraz już pojąłeś, czy nadal dostrzegasz tu jakąś wyimaginowaną sprzeczność?

W tym momencie równie dobrze ja mógłbym Cię oskarżyć o próbę manipulacji. Nie zgadzam się z tym co sugerujesz w pierwszym zdaniu, ale zgadzam się z drugim i jest to w pełni dozwolone pod względem logicznym stanowisko, skoro te stwierdzenia są niesprzeczne.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie jest. To jest język ludzki, a nie zero-jedynkowa matematyka. Przekaz tu jest jasny, a Twoje przykłady chorób, z którymi nie wiąże się cierpienie, to wyjątki. Dlatego z reguły chorobom towarzyszy cierpienie, więc jest to jeden ze składników definicji. Drugi składnik to zmiany strukturalne w organizmie przekraczające jego możliwości adaptacyjne.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Nie jest. To jest język ludzki, a nie zero-jedynkowa matematyka. Przekaz tu jest jasny, a Twoje przykłady chorób, z którymi nie wiąże się cierpienie, to wyjątki. Dlatego z reguły chorobom towarzyszy cierpienie, więc jest to jeden ze składników definicji.

Ten składnik nie może być zawarty w biologicznej definicji, bo nie spełnia wymogów metody naukowej.

.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No wiec sam sobie odpowiedziałeś, że definicja choroby nie spełnia metody naukowej. Może być jedynie robocza.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>No wiec sam sobie odpowiedziałeś, że definicja choroby nie spełnia metody naukowej. Może być jedynie robocza.

Powiedziałem tylko, że ta którą podałem w pierwszym poście nie spełnia. Definicja biologiczna, która odwołuje się np. do adaptatywnego znaczenia funkcji organizmu spełnia wymogi metody naukowej.

.
19-01-2017 22:50 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ale ból jest w wielu chorobach kluczowym znaczeniem, które kwalifikują go do definicji choroby. Dlatego całkowitej ścisłej definicji choroby nie da się sformułować, ale to nie szkodzi, bo ona nie jest nam do niczego potrzebna.
Jan Bednarski (1879 punktów)

>Ale ból jest w wielu chorobach kluczowym znaczeniem, które kwalifikują go do definicji choroby.

To co nazywasz bólem to również mechanizm, który wyewoluował w wyniku doboru naturalnego. Te proste naukowe twierdzenia trzeba wytłumaczyć także psychologom i psychiatrom pracującym np. w WHO i tworzącym takie pseudonaukowe definicje jak powyższa.

>Dlatego całkowitej ścisłej definicji choroby nie da się sformułować, ale to nie szkodzi, bo ona nie jest nam do niczego potrzebna.

Jak podaje Wikipedia choroba to jedno z podstawowych pojęć medycznych. Lekarze muszą mieć definicje choroby chociażby po to, aby wiedzieć co wyznacza przyszłe cele dla medycyny.

.
19-01-2017 23:44 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No tak, ale cele medycyny raczej powstają na podstawie bieżących problemów, a rozwiązania bardzo często na podstawie przypadku.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Dobra definicja [choroby] powinna odnosić się do empirycznie mierzalnych i obiektywnych parametrów medycznych a nie prywatnych doznań.
A czego brakuje PWN-owskiej definicji, wg której choroba to «nieprawidłowe funkcjonowanie organizmu lub jego części»?

Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365