 |
Rodzice nie akceptujący żadnych partnerów swoich dzieci Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-02-2017 14:21 | VonM (709 punktów) | Rodzice nie akceptujący żadnych partnerów swoich dzieci
2 na 2 | O tym, że problem istnieje - wie każdy. Rodzice, którzy nie akceptują wyborów swoich dorosłych dzieci, oczywiście zawsze się tego wypierają, argumentując to tym, że na początku znajomości nie stawiali oporów, a nawet udzielali pozornej pomocy (na przykład "porady" jak się ubrać, żeby dobrze wypaść na pierwszej randce). Jednak, kiedy relacja się rozwija, tacy rodzice robią wszystko, żeby ją rozbić, a na swoją obronę podają to, co opisałem zdanie wcześniej. Uprzedzenie do partnerów dzieci jest szczególnie silne w przypadku relacji rodzic - jedynak płci przeciwnej. I poruszam ten wątek właśnie z przyczyn osobistych, gdyż moja dziewczyna - ze względu na zaburzenia psychiczne w przeszłości - stała się dla mojej matki wrogiem publicznym numer jeden.
Chciałbym więc Was zapytać, czy dysponujecie wiedzą, jak często takie zachowania rodziców skutkują trwałym zerwaniem kontaktów przez takie dzieci? Po ilu odmowach akceptacji, nieszczęśnik ostatecznie przekonuje się, że problem leży po stronie rodziców, a nie jego niewdzięczności?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Jarek M. (418 punktów) | Jestem rodzicem dorosłych dzieci, z żoną zawsze powtarzaliśmy, że dzieci nie wychowuje się dla siebie - to są wolni ludzie i Ich szczęście jest naszym.
A odpowiadając na Twoje pytanie, nie często się zdarza takie całkowicie zerwanie więzi bo "tacy rodzice" w doskonały sposób umieją przywiązać dzieci do siebie i wywołują swoim zachowanie poczucie winy.
Życzę powodzenia...
|
|
 | 2 na 2 | Matix (5786 punktów) | >Jestem rodzicem dorosłych dzieci, z żoną zawsze powtarzaliśmy, że dzieci nie wychowuje się dla siebie - to są wolni ludzie i Ich szczęście jest naszym.
Co nie przeczy temu, że ludzie często robią coś, czego później żałują. Bardzo często także pod wpływem nieracjonalnych emocji - o ile oczywiście można określić jakieś emocje racjonalnymi.
"Głupi jak Niemiec"
|
|
 | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) |
>Jestem rodzicem dorosłych dzieci, z żoną zawsze powtarzaliśmy, że dzieci nie wychowuje się dla siebie - to są wolni ludzie i Ich szczęście jest naszym.
Moim zdaniem teza ta jest nie do obronienia. Nie ma czegoś takiego jak decyzja o posiadaniu dzieci dla dobra tych dzieci, które jeszcze nie istnieją. A więc mamy tutaj do czynienia z książkowym przypadkiem racjonalizacji.
.
|
|
|  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | > >Jestem rodzicem dorosłych dzieci, z żoną zawsze powtarzaliśmy, że dzieci nie wychowuje się dla siebie - to są wolni ludzie i Ich szczęście jest naszym.> Moim zdaniem teza ta jest nie do obronienia. Nie ma czegoś takiego jak decyzja o posiadaniu dzieci dla dobra tych dzieci, które jeszcze nie istnieją. A więc mamy tutaj do czynienia z książkowym przypadkiem racjonalizacji.Przecież on nie napisał o DECYZJI O POSIADANIU DZIECI, tylko o WYCHOWYWANIU DZIECI, które już istnieją. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| |  | 1 na 1 | Jan Bednarski (1879 punktów) | >>>Jestem rodzicem dorosłych dzieci, z żoną zawsze powtarzaliśmy, że dzieci nie wychowuje się dla siebie - to są wolni ludzie i Ich szczęście jest naszym. >>Moim zdaniem teza ta jest nie do obronienia. Nie ma czegoś takiego jak decyzja o posiadaniu dzieci dla dobra tych dzieci, które jeszcze nie istnieją. A więc mamy tutaj do czynienia z książkowym przypadkiem racjonalizacji. >Przecież on nie napisał o DECYZJI O POSIADANIU DZIECI, tylko o WYCHOWYWANIU DZIECI, które już istnieją.
Skoro sądzi, że nie wychowuje się dzieci dla siebie to najprawdopodobniej także sądzi, że nie rodzi się ich dla siebie. Po prostu wykazał się nieznajomością biologii albo i filozofii (już na długo przed Dawkinsem, Schopenhauer o tym pisał). Owszem, dzieci wychowuje się dla siebie a żeby to zrobić trzeba je najpierw dla siebie wytworzyć, co wcale nie znaczy, że tak być powinno, a wręcz poprzez racjonalną analizę sytuacji dochodzę do wniosku, że tak być nie powinno.
.
|
|
| | |  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) |
> >Przecież on nie napisał o DECYZJI O POSIADANIU DZIECI, tylko o WYCHOWYWANIU DZIECI, które już istnieją.> Skoro sądzi, że nie wychowuje się dzieci dla siebie to najprawdopodobniej także sądzi, że nie rodzi się ich dla siebie.Zawsze uważam, że w przypadku żyjących ludzi lepiej jest po prostu dopytać, co kto sądzi, niż tworzyć sobie jego model osobowości i na jego podstawie się domyślać. Ale ja leniem jestem, to pewnie dlatego. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
| | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Owszem, dzieci wychowuje się dla siebie a żeby to zrobić trzeba> je najpierw dla siebie wytworzyć, co wcale nie znaczy, że tak być powinno,> a wręcz poprzez racjonalną analizę sytuacji dochodzę do wniosku, że tak być> nie powinnoZgadzam się. Wbrew pozorom dzieci rodzi się i wychowuje z początku dla siebie. Na początku dziecko jest bezosobowe, dopiero później nawiązujemy z nim relację a ono wypełnia się danym charakterem, dojrzewa itd. Przed urodzeniem pragniemy zatem dla siebie czegoś / kogoś, czego/kogo w relacji dwojga nie ma. Dopiero później widząc, że dziecko usamodzielnia się, ma różne ambicje i pomału się od nas uniezależnia szukając już bardziej świata poza nami, dochodzimy do racjonalnego wniosku że czas dawania i przyjemności płynącej z patrzenia na rozwijające dziecko nieodwołalnie minął. I lepiej mu będzie bez nas, w każdym razie nie tuż tuż 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
 | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > nie często się zdarza takie całkowicie zerwanie więzi bo "tacy rodzice"> w doskonały sposób umieją przywiązać dzieci do siebie i wywołują> swoim zachowanie poczucie winyAby tak odpowiedzialnie napisać, należałoby przedstawić jakieś badania statystyczne. To jedynie twoje przeczucie, że nieczęsto. Jednak się zdarza wcale nie tak rzadko: www.racjonalista.pl/forum.php/s,736239#w736304PS nieczęsto piszemy razem
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | Gorsi są rodzice, którzy nie akceptują tego, że dziecko ma prawo do śmierci. Jeśli tego prawa nie ma, wtedy jest zablokowana wola działania. Pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | >Gorsi są rodzice, którzy nie akceptują tego, że dziecko ma prawo do śmierci. Jeśli tego prawa nie ma, wtedy jest zablokowana wola działania.
Trochęś to uprościł Dziecko.. czyli? Nieszczęśliwie zakochany 14-latek?
|
|
|  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | W każdym wieku, do granicy śmierci własnych rodziców. Im wcześniej, tym gorzej. Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > W każdym wieku, do granicy śmierci własnych rodziców. Im wcześniej, tym gorzej.Gorzej jest tylko wtedy, gdy dziecko na trwałe zlewa się z wolą rodziców. Czym mi zagrozi obsesja mojego rodzica, który mówi mi "nie masz prawa umierać przede mną" skoro dla mnie-dorosłego to będą tylko słowa i ja to prawo sobie daję? A tak naprawdę całym tego typu gadaniem się nie przejmuję? Przeważnie każdy ma jakiegoś małego, lub większego hopla. Wot życie 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Gorzej jest tylko wtedy, gdy dziecko na trwałe zlewa się z wolą rodziców.Zlewanie się z wolą rodziców to jedno, drugą istotną kwestią jest treść woli, która określa wolność młodego człowieka. > Czym mi zagrozi obsesja mojego rodzica, który mówi mi "nie masz prawa umierać przede mną" skoro dla mnie-dorosłego to będą tylko słowa i ja to prawo sobie daję? A tak naprawdę całym tego typu gadaniem się nie przejmuję?To nigdy nie są tylko słowa. Raczej umowy niepisane. Kwestią główną jest to, czy ta uowa zostanie odwołana, czy nie, przez rodziców, terapeutów, samego siebie. Nieliczni się nie przejmują, nie da się być obojętnym względem tego, co ukierunkowuje życie. > Przeważnie każdy ma jakiegoś małego, lub większego hopla. Wot życie  Na tym polega wolność, że masz prawo do własnych hopli, oby wypracowanych przez siebie. Czasem tymi hoplami zrobi się krzywdę, a czasem komuś pomoże. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Raczej umowy niepisane. Kwestią główną jest to, czy ta umowa> zostanie odwołana, czy nie, przez rodziców, terapeutów, samego> siebie. Nieliczni się nie przejmują, nie da się być obojętnym> względem tego, co ukierunkowuje życie.A nie przejmują się, bo odwołują co fałszywie ukierunkowuje życie, a tak naprawdę odwołują błędne nawyki powstałe z lęków i uprzedzeń rodzicieli. Jednak nikt ot tak z dnia na dzień, bez niczyjej pomocy niczego nie odwoła. > >Przeważnie każdy ma jakiegoś małego, lub większego hopla. Wot życie  > Na tym polega wolność, że masz prawo do własnych hopli, oby wypracowanych przez siebie.Tak, ale inni też mają prawo do własnych co nie znaczy jeszcze, że trzeba je z nimi współdzielić. > Czasem tymi hoplami zrobi się krzywdę, a czasem komuś pomoże.A czasem zrobi krzywdę.. na szczęście nie na długo  > Pozdrawiam  I ja również
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| DyktaFon (9281 punktów) | > O tym, że problem istnieje - wie każdy. Rodzice, którzy nie akceptują wyborów swoich dorosłych> dzieci, oczywiście zawsze się tego wypierają, argumentując to tym, że na początku znajomości nie> stawiali oporów, a nawet udzielali pozornej pomocy (na przykład "porady" jak się ubrać, żeby dobrze> wypaść na pierwszej randce). Jednak, kiedy relacja się rozwija, tacy rodzice robią wszystko, żeby ją> rozbić, a na swoją obronę podają to, co opisałem zdanie wcześniej. Uprzedzenie do partnerów dzieci> jest szczególnie silne w przypadku relacji rodzic - jedynak płci przeciwnej. I poruszam ten wątek> właśnie z przyczyn osobistych, gdyż moja dziewczyna - ze względu na zaburzenia psychiczne w> przeszłości - stała się dla mojej matki wrogiem publicznym numer jeden.> Chciałbym więc Was zapytać, czy dysponujecie wiedzą, jak często takie zachowania rodziców skutkują> trwałym zerwaniem kontaktów przez takie dzieci? Po ilu odmowach akceptacji, nieszczęśnik ostatecznie> przekonuje się, że problem leży po stronie rodziców, a nie jego niewdzięczności?> Proponuję przyjąć do wiadomości, że rodzic jest na ogół 2x starszy (no w przybliżeniu, bo to się co roku zmienia  ), a co za tym idzie, ma ciut więcej doświadczenia i patrzy na to zagadnienie bardziej niezależnie. Co prawda też się może mylić, ale prawdopodobieństwo tego jest zdecydowanie mniejsze, niż omyłka latorośli  Dlatego ja bym nie pytał w wątku o rodziców, tylko o Ciebie. Jakie są szanse, że rodzice się mylą, a Ty masz rację? Moim zdaniem zdecydowanie niewielkie. Na tyle niewielkie, że szkoda to sprawdzać własnym życiem. Ma się tylko jedno.
|
|
| 4poryroku (951 punktów) |
>właśnie z przyczyn osobistych, gdyż moja dziewczyna - ze względu na zaburzenia psychiczne w >przeszłości - stała się dla mojej matki wrogiem publicznym numer jeden.
Czy niechęć pojawiła się od samego początku? Czy dopiero od chwili w której Twoja matka dowiedziała się o chorobie? To jest pierwszy taki przypadek?
>Chciałbym więc Was zapytać, czy dysponujecie wiedzą, jak często takie zachowania rodziców skutkują >trwałym zerwaniem kontaktów przez takie dzieci?
To jest indywidualnie. Raczej nie uciekałbym w statystyki ale gruntownie przemyślał czego chce i jakie będą tego konsekwencję. W/g mnie dobrze wyczuwasz, iż Twój kontakt a matka może ulec całkowitemu zerwaniu. Może ale nie musi. Natomiast z tego co piszesz Twoja matka wydaje się dość apodyktyczna więc bedzie miała problem z przyjeciem do wiadomości, że nie może Cię kontrolować. Pamietaj jednak o swoim prawie do decydowaniu o sobie. Twoja matka może oceniać Twoje wybory a Ty możesz ich wysłuchać albo olać je ciepłym moczem.
>Po ilu odmowach akceptacji, nieszczęśnik ostatecznie >przekonuje się, że problem leży po stronie rodziców,
A Ty już wiesz po ilu?
>a nie jego niewdzięczności?
A jesteś niewdzięczny?
|
|
 | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Twoja matka wydaje się dość apodyktyczna więc bedzie miała problem> z przyjeciem do wiadomości, że nie może Cię kontrolować.> Twoja matka może oceniać Twoje wybory a Ty możesz ich wysłuchać> albo olać je ciepłym moczem.Czyżby? A gdzie racjonalnie poczucie winy z tym związane? Za łatwo by było 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
|  | 1 na 1 | 4poryroku (951 punktów) | > A gdzie racjonalnie poczucie winy z tym związane?> Za łatwo by było  Konsekwencje to reprezentują. Nigdzie również nie napisałem, że to będzie łatwe. Trzeba dokonać samodzielnej oceny zysków i strat ale w dłuższej perspektywie (Jak myślisz kto poniesie konsekwencje naszych porad?). Czy woli zostać w toksycznym układzie który gwarantuje poczucie bezpieczeństwa pod szyldem "tego co zna". Ma też możliwość samodzielnie sparawdzić jak to jest wykroczyć poza schemat który do tej pory obowiązywał. Przyjrzyj sie jak sformułował pytanie. Najpierw pisze o przyczynach osobistych aby w następnym zdaniu pytać o statystyki. Ja to widzę jako lęk przed konfrontacją i martwie sie trochę bo forum to nie jest miejce na takie rozmowy. Założyłem również, ze jest sam z tym problemem bo ja zwróciłbym sie do kogos mi bliskiego komu ufam. W mojej ocenie jest w dobrym momencie żeby swoje relacje z matką obejrzeć z nieco innej perspektywy i wyjść poza nie. To wcale ale to wcale nie jest łatwa decyzja a ja mam odczucie, że w takiej forumowej rozmowie może umknąc waga tej decyzji. Dlatego pytałem bo chciałem zweryfikować jak on to widzi. Osobiście uważam, ze jedynym rozsadnym wyjściem jest zerwanie takich kontaktów i rekonstruowanie ich ale juz na własnych zasadach czyli druga strona musi uwzgłednić jego punkt widzenia. To znowu ma swoje konsekwencje czyli ból wynikający z zerwania zięzi z matka które moga juz nigdy nie wrócić. Takie toksyczne relacje są uzalezniające i zrozumienie tego nie następuje tylko dlatego, ze ktoś o tym napisał.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jak myślisz kto poniesie konsekwencje naszych porad?Oczywiście on. Ale nie naszych porad, tylko swoich działań lub zaniechań  Zresztą nie bardzo chciałbym radzić. Mówię wg moich i autorów przeze mnie czytanych obserwacji jak bywa i do czego dane działania prowadzą. > Czy woli zostać w toksycznym układzie który gwarantuje poczucie> bezpieczeństwa pod szyldem "tego co zna"A jak woli, to co? Niech zostaje  > Ma też możliwość samodzielnie sparawdzić jak to jest wykroczyć> poza schemat który do tej pory obowiązywałWłaśnie. > Przyjrzyj sie jak sformułował pytanie. Najpierw pisze> o przyczynach osobistychWg tego co czytam wyraża żal i frustrację, że są jacy są. "oczywiście zawsze się tego wypierają" "udzielali pozornej pomocy" "rodzice robią wszystko, żeby ją rozbić" > Ja to widzę jako lęk przed konfrontacjąi ja również. > i martwie sie trochę bo forum to nie jest miejce na takie rozmowyRozmowy z nimi? Pewnie że nie  Ale pogadanie z ludźmi stojącymi z boku - jak najbardziej. To czasem pomaga. > Założyłem również, ze jest sam z tym problemem bo ja zwróciłbym> sie do kogos mi bliskiego komu ufamTego nie wiemy. Ale różnie może być. > W mojej ocenie jest w dobrym momencie żeby swoje relacje z> matką obejrzeć z nieco innej perspektywy i wyjść poza nie. To> wcale ale to wcale nie jest łatwa decyzja a ja mam odczucie, że> w takiej forumowej rozmowie może umknąc waga tej decyzjiWaga nie umknie. Najprawdopodobniej go wcześniej czy później przytłoczy. Dlatego chyba lepiej, by był wtedy z kimś z krwi i kości bardziej doświadczonym i silnym, niekoniecznie z kompem pełnym forumowiczów (nawet o dobrej woli). > Osobiście uważam, ze jedynym rozsadnym wyjściem jest> zerwanie takich kontaktów i rekonstruowanie ich ale juz> na własnych zasadach czyli druga strona musi uwzgłednić> jego punkt widzeniaJestem przeciwny raptownym cięciom niczym mieczem Musasziego. To jest proces, z racji delikatności i trudów nie można go załatwiać na chybcika. > Takie toksyczne relacje są uzalezniające i zrozumienie tego nie> następuje tylko dlatego, ze ktoś o tym napisał.Oczywiście. Należy się wziąć za to metodycznie, krok po kroku widzieć i próbować rozumieć przyczyny takiej sytuacji, co pozwoli w przyszłości adekwatnie reagować na manipulacje i nie ulegać im. Stawienie spokojnie czoła własnej matce jest wg mnie zdecydowanie lepsze i bardziej godne niż zerwanie relacji i ucieczka.
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Stawienie spokojnie czoła własnej matce jest wg mnie> zdecydowanie lepszeSpokojnie, czyli dokładnie odwrotnie niż wszystko za co zabiera się np. taki olson 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | |  | 1 na 1 | 4poryroku (951 punktów) | W zasadzie w większości się zgadzamy a te kilka drobiazgów to kwestia formy wypowiedzi.
Pozdrawiam.
|
|
2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) |
> Chciałbym więc Was zapytać, czy dysponujecie wiedzą, jak często takie zachowania rodziców skutkują> trwałym zerwaniem kontaktów przez takie dzieci? Po ilu odmowach akceptacji, nieszczęśnik ostatecznie> przekonuje się, że problem leży po stronie rodziców, a nie jego niewdzięczności?Znam osobiście taki przypadek. Normalny, przeciętnie inteligentny facet (oczywiście jedynak płci przeciwnej  ) dzięki nadopiekunczym rodzicom (tatuś miał też swój udział) stał się człowiekiem niepełnosprawnym społecznie. Dziś gość ma prawie czterdzieści lat i po pracy melduje się mamusi, o której wróci na obiadek. Oczywiście o żadnej dziewczynie nigdy nie było mowy. Słyszałem od bliskich znajomych opowieści o jeszcze straszniejszych jedynakach płci przeciwnej, w tym o takim, któremu mamusia główkę myła. Niestety, taki toksyczny związek kończy się dopiero wraz ze śmiercią mamusi, a podstarzały już jedynak płci przeciwnej zostaje Wujciem Wariatuńciem, zajmującym się swoją kolekcją korkociągów czy czymś w tym rodzaju i nieco śmierdzącym. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
 | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) |
>Znam osobiście taki przypadek. Normalny, przeciętnie inteligentny facet ..... Ja też znam taki przypadek... Tyle, że odwrotny: syn nie słuchał rodziców (którzy byli przeciwni) i dopiero po kilkunastu latach (unieszczęśliwił przy tym dwójkę dzieci), gdy się rozwiódł, zrozumiał swój błąd...
Decyzja jednak należy do Ciebie... i konsekwencje także.
|
|
|  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Ja też znam taki przypadek... Tyle, że odwrotny: syn nie słuchał rodziców (którzy byli przeciwni) i dopiero po kilkunastu latach (unieszczęśliwił przy tym dwójkę dzieci), gdy się rozwiódł, zrozumiał swój błąd...Takie jest właśnie życie i taką może być cena wolności. Bo jakże inaczej się nauczysz odpowiedzialności, jak nie na błędach? Pozdrawiam
|
|
| |  | | DyktaFon (9281 punktów) | > >Ja też znam taki przypadek... Tyle, że odwrotny: syn nie słuchał rodziców (którzy byli przeciwni) i dopiero po kilkunastu latach (unieszczęśliwił przy tym dwójkę dzieci), gdy się rozwiódł, zrozumiał swój błąd...> Takie jest właśnie życie i taką może być cena wolności. Bo jakże inaczej się nauczysz odpowiedzialności, jak nie na błędach?> Pozdrawiam  > Niby tak... ale jednak lepiej się uczyć na błędach czyichś. Szczególnie, jeśli chodzi o błędy ważące na całym życiu co najmniej kilku osób. Ja tam nawet wolałbym się niczego nie nauczyć, niż przeputać życie. Bo po co mi wtedy ta wiedza? Na "drugim świecie" jej nie wykorzystam niestety...
|
|
| | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Ja tam nawet wolałbym się niczego nie nauczyć, niż przeputać życie.JA bym wolał żyć ucząc się, zmieniając, korzystając z czyiś doświadczeń i wiedzy, ale i pozwalając sobie na możliwość przeputania. O przeputaniu dowiadujesz się wtedy, kiedy przeputałeś życie, do tego momentu żyjesz z myślą, że wszystko jest ok, zdarza się że coś świta w trakcie przeputywania. Nie da się leżeć jak kotek na poduszeczce, czasem trzeba upaść, aby się podnieść i aby dać doświadczenie, z którego inni mogą korzystać, bo kto księgi wielkie wiedzy czyta, ile ludzi?, znaczna część ludzi korzysta z tego, co się dzieje w najbliższym otoczeniu. Bez błędów, nie da się zdobyć wiedzy o błędach. Pozdrawiam
|
|
 | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Niestety, taki toksyczny związek kończy się dopiero wraz ze > śmiercią mamusi, a podstarzały już jedynak płci przeciwnej zostaje > Wujciem Wariatuńciem, zajmującym się swoją kolekcją korkociągów > czy czymś w tym rodzaju i nieco śmierdzącym.
W ogólności się zgadzam, tylko słowo 'kończy' mi nie pasuje. Toksyczny związek zazwyczaj trwa pomimo śmierci mamusi czy tatusia. Dalej już tylko w głowie dziecka.
Stąd późniejszy efekt o jakim piszesz.
Gdyby coś się naprawdę skończyło, facet by znormalniał. A tak się przecież nie dzieje. Pozdrawiam
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Chciałbym więc Was zapytać, czy dysponujecie wiedzą, jak często takie > zachowania rodziców skutkują trwałym zerwaniem kontaktów przez takie > dzieci? Po ilu odmowach akceptacji, nieszczęśnik ostatecznie przekonuje się, > że problem leży po stronie rodziców, a nie jego niewdzięczności?
Wydaje mi się, że problem przeważnie zawsze leży po stronie rodziców i to dużo wcześniej, zanim w ogóle dziecko się narodzi. Przychodzący z zewnątrz partner dorosłego dziecka grozi matce dziecka lub ojcu samotnością (z reguły dziecko ostatecznie od rodziców odchodzi i zakłada własną rodzinę). Groźba jest tym większa, im dziecko do tej pory więcej wypełniało rodzicowi życie, a drugi rodzic nie jest specjalnie szanowany przez pierwszego, albo go po prostu nie ma. Stąd i obopólnie destrukcyjne działania, które wymieniłeś.
Tak w krótkiej perspektywie pod wpływem strachu zdarza im się myśleć: jeszcze nie czas. I próbują dziecko do siebie przywiązać na stałe z lęku.
Nie jestem psychologiem ani socjologiem i nie wiem jak często takie zachowania rodziców skutkują trwałym zerwaniem kontaktów przez takie dzieci. Ale znam podobny przypadek w rodzinie kuzynki. Jej ciotka ma syna jedynaka który obecnie jest ze swoją obecną partnerką na drugiej półkuli. Uciekli od niej. Nie kontaktują się praktycznie wcale. Efekt ten jest typowy - jak powiedziała pewna psycholog - w przypadku wcześniej nadmiernie bliskiej relacji matki i syna w wieku kilku-kilkunastu lat (oczywiście równolegle była nieustanna krytyka partnerki jedynaka) Brak odpowiedniego dystansu i brak akceptacji matki dla wyborów syna spowodowało kompletne zerwanie relacji. Ona przeżywa ogromny już kilkunastomiesięczny ból, który zapowiada się na lata, ale sama sobie niejako na to zapracowała w przeszłości zaniedbaniami wychowawczymi.
> Po ilu odmowach akceptacji, nieszczęśnik ostatecznie > przekonuje się, że problem leży po stronie rodziców, a nie jego niewdzięczności?
Po tylu, po ilu jeszcze ma się nadzieję. Jeśli nieustannie ma się nadzieję że odmowy cudownie znikną a matka lub ojciec partnera z dnia na dzień zaakceptują, to korowód może trwać do śmierci. W powyższym przypadku było to kilkanaście lat. Mimo wszystko nie wydaje mi się, żeby "przekonanie się, że problem leży po stronie rodziców" było rozwiązaniem. To dopiero początek. Samo zerwanie z rodzicem, ucieczka też nie jest rozwiązaniem.
Później trzeba jeszcze umieć stanąć na własnych nogach i stać się niezależnym przede wszystkim w myśleniu. Znaleźć sposób, by bronić się przed manipulacją rodzica / rodziców i żyć swoim życiem a nie ich, a to jest trudne. Serdecznie pozdrawiam!
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|