Fenomen tzw. postprawd oraz tzw. "fake news" wyśmienicie sprzedaje się w mediach - w kontekście wpływu owych technik manipulacji na Brexit czy wynik wyborów prezydenckich w USA. Okazuje się jednakże, iż zgodnie z schopenhauerowską zasadą semper eadem sed aliter - wszystko to już było i to nie tak wcale dawno.
Wiosną 1917 r. brytyjska prasa - w tym najbardziej wpływowe i popularne tytuły - opoublikowała serię artykułów, z których jednoaznacznie wynikało, iż Niemcy uruchomiły Kadaververwertungsanstalt - czyli fabrykę utylizacji trupów do produkcji gliceryny. Był to typowy "fake news" - mający na celu propagandowe zmieszanie z błotem przeciwnika z którym toczono zapasy wojenne. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do podlinkowanego materiału - tymczasem natomiast pozowlę sobie zwrócić uwagę na pokrewny problem.
Otoż w czasie II wojny ów "fake news" w postaci jak wyżej znalazł swoje nowe wcielenie w tezie o masowej produkcji mydła z żydowskich zwłok - tezie upowszechnianej przez propagandę aliancką. W szkole byłem o tym oficjlanie edukowany, co więcej w wielu muzeach do dnia dzisiejszego można znaleźć kostki mydła z podczepioną pod nimi info, iż zostały wyprodukowane z ludzkiego tłuszczu przez hitlerowców. "Czarna Księga Rosyjskich Żydów" autorstwa Ili Ehrenburga i Wassilija Grossmana (pierwszy z nich był asem stalinowskiej propagandy, autorem apelu do Czerwonoarmistów o gwałcenie niemieckich kobiet) - stanowiąca zeznania świadków dot. Holokaustu, zawiera - między innymi - następujący passus:
"W innej części obozu w Bełżcu, znajdowała się ogromna fabryka mydła. Niemcy wybierlai najgrubszych Żydów, mordowali ich, i gotowali zwłoki w celu otrzymania z nich mydła. Artur Rozenshtraukh - bankowy urzędnik ze Lwowa, od którego pochodzi to świadectwo, trzymał owo "żydowskie mydło" w swoich rękach."
Teza jak wyżej to klasyczny "fake". W Bełżcu nie było żadnej fabryki mydła. Podobno w Gdańsku, niejaki prof. Spanner - Niemiec, szef Instytutu Anatomicznego w Gdańsku, eksperymentował w czasie wojny nad możliwościami utilizacji tluszczów ludzkich ale - nawet jeżeli przyjąć ową tezę za prawdziwą - jego prace nie wyszły poza fazę eksperymentalną.
"In the spring of 1917 some of Britain's most influential newspapers published a gruesome story that has been called "the master hoax" - and I think we finally have proof about where it came from.
Britain was at the time trying to bring China into the war on the Allied side.
In February a story appeared in the English-language North China Daily News that claimed the Kaiser's forces were "extracting glycerine out of dead soldiers".
Advertisement Rumours about processing dead bodies had been in circulation since 1915 but had not been presented as facts by any official source.
'Smell of burnt limes'
That changed in April when the Times and the Daily Mail published accounts from anonymous sources who claimed to have visited the Kadaververwertungsanstalt, or corpse-utilisation factory."
"A version of the story is included in The Complete Black Book of Russian Jewry, one of the earliest collections of firsthand accounts of the Holocaust, assembled by Soviet writers Ilya Ehrenburg and Vasily Grossman. The specific story is part of a report titled "The Extermination of the Jews of Lvov" attributed to I. Herts and Naftali Nakht:
In another section of the Belzec camp was an enormous soap factory. The Germans picked out the fattest Jews, murdered them, and boiled them down for soap. Artur [Izrailevich] Rozenshtraukh - a bank clerk from Lvov, in whose words we relate this testimony - held this "Jewish soap" in his own hands."
www.bbc.com/news/entertainment-arts-38995205en.wikipedia.org/wiki/Soap_made_from_human_corpses