Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Zaakceptuj siebie" - czy ten dogmat ma sens?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
28-02-2017 16:32olson (9993 punktów)
(zablokowany)
"Zaakceptuj siebie" - czy ten dogmat ma sens?
Ocena 3 na 3
Uważam, że należy akceptować to co nadaje się do akceptacji, a o tym powinny decydować logicznie dobrane kryteria. Trzeba to połączyć z empatią, aby rozumieć motywy innych ludzi.

Psychopatyczne przeramowanie

To jeden z najpopularniejszych schematów w społeczeństwie. Ktoś przedstawia swoje zdanie, albo mówi o swoich odczuciach, a druga osoba (ze wzorcem psychopatycznym) przedstawia to w formie strawmana, albo uproszczonej interpretacji, z której miałaby wynikać wina tego kogoś za to co czuje i myśli. Tego kogoś, czyli ego. Psychopatyczne przeramowanie służy do obrony własnego ego tym, którzy czują potrzebę bycia dowartościowanym i jednocześnie czują się niedowartościowani.


U narcyzów przeramowanie dotyczy także ego. Dogmaty typu "jestem wartościowy" są racjonalizowane.


"Zaakceptuj siebie" to głupota podobna do "wszyscy są równi". Czyli nie trzeba pracować nad sobą, ulepszać się itd, bo już wszyscy są i tak równi i nadają się do akceptacji. Czy to nie przymykanie oka na ewidentne zło? Czy takie rady nie prowadzą aby do przemienienia się ludzi wrażliwych i niedowartościowanych w narcyzów i psychopatów?

Czy z narcyzmem i niedowartościowaniem nie powinno się walczyć poprzez panowanie nad ego i emocjami i jednocześnie większym zrozumieniem, bez tworzenia wyparć, przeramowań i racjonalizacji?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

ZaKotem (8733 punktów)

>Czy z narcyzmem i niedowartościowaniem nie powinno się walczyć poprzez panowanie nad ego i emocjami
>i jednocześnie większym zrozumieniem, bez tworzenia wyparć, przeramowań i racjonalizacji?

Powinno się, ale w jaki sposób uświadomić narcyza, że nim jest i że opanowanie przyniosłoby mu korzyść? To jest podstawowa trudność w terapii.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
28-02-2017 19:30 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Dlatego myślę, że lepiej nie uświadamiać pacjenta. Podobnie jest z innymi zaburzeniami, np w przypadku borderline pacjent ma kilka objawów, ale gdy czyta o tym, bierze sobie dodatkowe objawy i usprawiedliwia to tym, że "przecież jest chory". Schizofrenik podobnie jak narcyz, neguje wszystko co się mu powie i wierzy tylko w swoje teorie. Ktoś z niską samooceną nie zacznie o sobie dobrze myśleć, jeśli nie znajdzie sobie powodu.

Jednak można zbudować relację z pacjentem i między wierszami przekazać, że samoocena nie jest ważna i nauczyć go myślenia filozoficznego i medytacji. Wtedy nie narusza się jego mechanizmów obronnych, ale zrozumienie w końcu doprowadzi do tego, że pacjent przejdzie zmianę.

Czasem dostrzec coś pomagają ludzie, którzy potrafią słuchać i rozumieć. Wystarczy, że nie negują a priori, tylko pytają gdy czegoś nie rozumieją. Starają się empatycznie wczuć w drugą osobę. Samo zrozumienie pozwala się oswoić z pewnymi problemami i iść dalej, podczas gdy niezrozumienie ze strony otoczenia może zatrzymać czyjeś emocje na pewnym etapie.
02-03-2017 08:29 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Powinno się, ale w jaki sposób uświadomić narcyza
> że nim jest(..)?

Uważam inaczej. W nadziei na uleczenie nie powinno się, tak jak lekarz śpieszący się do pracy nie powinien zajmować się każdym przechodniem u którego widzi chorobę.

Jeśli dany człowiek zgłasza się do kogoś, komu wierzy że pomoże mu w sytuacji nie do końca dla niego jasnej (powodem jest np. narcyzm) wówczas po zawarciu obustronnej umowy można próbować mu pomóc (np. przez uświadamianie).
W innych przypadkach to strata czasu, ewent. tylko rozrywka polegająca na publicznym pokazywaniu jego cech wzbudzających często politowanie. Robiono to już tutaj z olsonem, elaspem, krystkonem, jankiem, Zbyszkiem_z_Warszawy, Duchem Prawdy niejednokrotnie, próbowano uświadamiać. Efekt każdy widzi: uruchamiają się tylko mechanizmy obronne (np. wyparcie) i biorą górę, a narcyzm dalej ma się dobrze.
Reasumując: wg moich doświadczeń próby uświadamiania narcyza że nim jest wbrew jego woli nigdy nie dają pozytywnych efektów. Mimo to motywatorem może być rozrywka, piętnowanie, upuszczanie powietrza z balona narcyza (przyjemność płynąca z chwilowego syczenia powietrza) itd.


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Uważam inaczej. W nadziei na uleczenie nie powinno się, tak jak lekarz śpieszący się do pracy nie powinien zajmować się każdym przechodniem u którego widzi chorobę.

Może nie każdym, ale można dla zabawy prowokować takich ludzi jak np ja na racjonaliście. Wiadomo, że nie da się wytłumaczyć tego tak aby trafiło do świadomości, ale o podświadomość można zahaczyć. Narcyz świadomie i tak wyprze prawdę, ale i zdenerwuje się, będzie tworzył projekcje, np jak Jacek.

>W innych przypadkach to strata czasu, ewent. tylko rozrywka polegająca na publicznym pokazywaniu jego cech wzbudzających często politowanie. Robiono to już tutaj z olsonem, elaspem, krystkonem, jankiem, Zbyszkiem_z_Warszawy, Duchem Prawdy niejednokrotnie, próbowano uświadamiać. Efekt każdy widzi: uruchamiają się tylko mechanizmy obronne (np. wyparcie) i biorą górę, a narcyzm dalej ma się dobrze.

Jak widać narcyz może nawet coś tam przez mgłę rozumieć, tylko nie wymieni tu swojej ksywy. Przy okazji wymienił mnie w tym towarzystwie, podobnie zresztą jak krystkona, który narcyzem nie jest. Kiepsko. Projekcje i brak empatii.

>Reasumując: wg moich doświadczeń próby uświadamiania narcyza że nim jest wbrew jego woli nigdy nie dają pozytywnych efektów. Mimo to motywatorem może być rozrywka, piętnowanie, upuszczanie powietrza z balona narcyza (przyjemność płynąca z chwilowego syczenia powietrza) itd.

Dosłownie zerżnięcie moich słów m.in. na swój temat, których akurat się wtedy czepiał i wtedy moje socjopatyczne cechy były złe. Teraz nagle stają się dobre, bo Jacuś próbuje wyprzeć to, że jest narcyzem i chwyta się brzytwy
02-03-2017 10:46Nie na temat 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
Как вижу, подскaски наш друг не понимал.
02-03-2017 11:02 
 Ocena 2 na 2
Drobner (19539 punktów)
Жаль, но я не понимаю по-русски.

Дробнер, неграмотный...
02-03-2017 16:05 
 Ocena 3 na 3
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Ну Дробнер, как вам сказать: вы больше чем грамотный, вы читаете и точно понимаете каждый язык внимательно (тоже олсонский ). И ето оказывается основой!


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
03-03-2017 12:32 
 Ocena 2 na 2
AdamC (94 punktów)

W temacie wiele nie dodam, ale musze przyznac, ze "олсонский" rozsmarowalo mnie po scianach Jacku dzieki za poprawe humoru!
02-03-2017 12:58 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Szarleyu, nie zgodzę się. Moja odpowiedź skierowana do ZaKotem czy powinno / nie powinno się uświadamiać narcyza nie jest podpowiedzią dla olsona, przynajmniej nie taki był jej cel.

Pozdrawia Cię czasem zbyt łatwowierny
olson do Jacka Głodzika 25.02.2017 godz. 22:45 Cytat:
Dobra, wracasz na ignor
,
z miłości pamiętający
www.racjonalista.pl/forum.php/s,737090#w737590
w ciągłej medytacji zrelaksowany, a nawet tkwiący co parę dni w głębi
Jacek

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>Uważam, że należy akceptować to co nadaje się do akceptacji, a o tym powinny decydować logicznie dobrane kryteria.

Nie zgadzam się. Dogmat jest autorytatywną wiedzą, która pochodzi ze świata duchowego. To, czy się dogmat akceptuje czy nie, zależy tylko od tego, czy posiada się do tego odpowiednie kompetencje. Są osoby, choć nie ma ich zbyt wielu, które dzięki posiadanym kompetencjom są w stanie w mgnieniu oka rozpoznawać takie dogmaty, które pochodzą z duchowego świata i akceptują je natychmiast i bezwarunkowo. Jest też spora grupa, która - wskutek różnych deficytów życia duchowego i braków w postępie duchowym - musi najpierw podjąć w tym celu odpowiednią, często bardzo wytężoną, pracę, najlepiej pod kierunkiem kwalifikowanego nauczyciela, nie mając jednak gwarancji, że osiągnie na tym polu jakąkolwiek poprawę. Są też tacy ignoranci, dla których wiedza duchowa pozostaje polem jałowej, abstrakcyjnej spekulacji, pozbawionej większego znaczenia, a nawet tacy, co zwyczajnie nią kupczą, zwodząc niewinne masy w celu osiągnięcia doraźnej korzyści materialnej.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
szarley (54913 punktów)
>>Uważam, że należy akceptować to co nadaje się do akceptacji, a o tym powinny decydować logicznie dobrane kryteria.
>Nie zgadzam się. Dogmat jest autorytatywną wiedzą, która pochodzi ze świata duchowego. To, czy się dogmat akceptuje czy nie, zależy tylko od tego, czy posiada się do tego odpowiednie kompetencje.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,737090#w737152
www.racjonalista.pl/forum.php/s,737090#w737315

Dogmat stał się ostatnio składnikiem racjonalizmu....
28-02-2017 20:54 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Dogmat stał się ostatnio składnikiem racjonalizmu....

Jeśli twierdzisz, że stał się nim "ostatnio", to nie masz - jak mniemam - zbyt wielkiej wiedzy o wielowiekowej historii racjonalizmu.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
28-02-2017 21:41 
 Ocena 5 na 5
Drobner (19539 punktów)
>Dogmat jest autorytatywną wiedzą, która pochodzi ze świata duchowego.

Chcąc zrozumieć definiendum (tu: "dogmat"), musiałbym uprzednio rozumieć cały definiens (tu: "wiedza", "świat duchowy" itd.).
O ile pojęcie "wiedza" rozumiem jako tako, to ów "świat duchowy" pozostaje dla mnie nieodgadnioną zagadką z prostego powodu: nie rozumiem pojęcia "duchowość" (ew. "duch").

Zważywszy, że w Twoim poście słowo "dogmat" występuje tylko trzy razy, a "duchowość" w większej liczbie ( pięć, w tym dwa w definiensach):
>... dogmaty, które pochodzą z duchowego świata...
>... wskutek różnych deficytów życia duchowego i braków w postępie duchowym
>Są też tacy ignoranci, dla których wiedza duchowa...

- pojęcie "duchowości" jest tu istotne (ba!, kluczowe), dobrze byłoby rozumieć je jednoznacznie.

Chciałbym więc skorzystać z okazji i
>... podjąć w tym celu odpowiednią, często bardzo wytężoną, pracę, najlepiej pod kierunkiem kwalifikowanego nauczyciela...

- i spytać: o czym mówisz?, jak rozumiesz pojęcia opatrzone przymiotnikiem "duchowe"?

Jak ja mam to rozumieć?

Drobner, "ducha" niepojmujący
28-02-2017 22:05 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Chcąc zrozumieć definiendum (tu: "dogmat"), musiałbym uprzednio rozumieć cały definiens (tu: "wiedza", "świat duchowy" itd.).
>O ile pojęcie "wiedza" rozumiem jako tako, to ów "świat duchowy" pozostaje dla mnie nieodgadnioną zagadką z prostego powodu: nie rozumiem pojęcia "duchowość" (ew. "duch").

W jaki sposób jest to sprzeczne z twierdzeniem, że do rozpoznania i akceptacji dogmatu trzeba posiadać odpowiednie kompetencje?

>- pojęcie "duchowości" jest tu istotne (ba!, kluczowe), dobrze byłoby rozumieć je jednoznacznie.
>Chciałbym więc skorzystać z okazji i
>>... podjąć w tym celu odpowiednią, często bardzo wytężoną, pracę, najlepiej pod kierunkiem kwalifikowanego nauczyciela...
>- i spytać: o czym mówisz?, jak rozumiesz pojęcia opatrzone przymiotnikiem "duchowe"?
>Jak ja mam to rozumieć?

A jak sądzisz - jak można rozumieć pojęcia opatrzone innymi przymiotnikami?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
28-02-2017 22:36 
 Ocena 2 na 2
Drobner (19539 punktów)
>W jaki sposób jest to sprzeczne z twierdzeniem, że do rozpoznania i akceptacji dogmatu trzeba posiadać odpowiednie kompetencje?

Ba! Jak tu nawet o 'sprzeczności' mówić się nie daje....

Do zrobienia czegokolwiek z dogmatem (np. rozpoznanie, akceptacja) trzeba wiedzieć co to jest lub/i skąd pochodzi.
Żeby wiedzieć, co to jest, trzeba skorzystać z definicji.
Żeby zrozumieć definicję, trzeba wiedzieć, co to jest "świat duchowy".

O to pytam.

>A jak sądzisz - jak można rozumieć pojęcia opatrzone innymi przymiotnikami?

Toż od tych pojęć i przymiotników owych zależy...
Czy zrozumiałe...
Jak zrozumiałe...

O to pytam.

Czymże: "duchowość" u Ciebie?
Jak ja mam ją rozumieć?

Drobner, pojąć pragnący...
01-03-2017 05:46 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Żeby wiedzieć, co to jest, trzeba skorzystać z definicji.
>Żeby zrozumieć definicję, trzeba wiedzieć, co to jest "świat duchowy".
>O to pytam.

Poruszasz tutaj, niejako pośrednio, bardzo ważną kwestię, a mianowicie - czy człowiek, który dzięki swoim kompetencjom posiadł wiedzę duchową, powinien czuć się zobowiązany do pomagania w rozwoju duchowym innym, słabiej rozwiniętym pod tym względem osobnikom? Autorytatywne źródła wiedzy ze świata duchowego i kwalifikowani nauczyciele twierdzą, że nie jest to potrzebne, a nawet - jest to zwyczajną stratą czasu. Skoro więc ktoś nie ma kompetencji, by rozumieć, czym jest świat duchowy, należy go bez żalu pozostawić w tym stanie, który najbardziej - jak widać - odpowiada jego naturze. Można mu jedynie współczuć, gdy jego ignorancja, czyli ślepota duchowa, sprowadzi na niego najstraszliwsze nieszczęścia i niedole.

>Czymże: "duchowość" u Ciebie?
>Jak ja mam ją rozumieć?
>Drobner, pojąć pragnący...

To oczywiste. Jak już wspomniałem, jest to kompetencja niezbędna do zrozumienia wiedzy ze świata duchowego.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-03-2017 08:51 
 Ocena 5 na 5
Drobner (19539 punktów)
#1
>Poruszasz tutaj, niejako pośrednio, bardzo ważną kwestię, a mianowicie - czy człowiek, który dzięki swoim kompetencjom posiadł wiedzę duchową, powinien czuć się zobowiązany do pomagania w rozwoju duchowym innym, słabiej rozwiniętym pod tym względem osobnikom? Autorytatywne źródła wiedzy ze świata duchowego i kwalifikowani nauczyciele twierdzą, że nie jest to potrzebne, a nawet - jest to zwyczajną stratą czasu. Skoro więc ktoś nie ma kompetencji, by rozumieć, czym jest świat duchowy, należy go bez żalu pozostawić w tym stanie, który najbardziej - jak widać - odpowiada jego naturze. Można mu jedynie współczuć, gdy jego ignorancja, czyli ślepota duchowa, sprowadzi na niego najstraszliwsze nieszczęścia i niedole.

Czuję ów dreszcz radosnej ekscytacji przed czekająca mnie podróżą.

Frapującym nieco w tej sytuacji jest fakt umieszczania na forum dyskusyjnym - służącym rozmowie, argumentowaniu, przekazywaniu - Twoich wpisów z informacjami o "świecie duchowym", informacji tych zaniechujących i odmawiających.

#2
Poskromiwszy z niebywałym wysiłkiem miłe emocje turystyczne, wracam do intelektu, poważnie zaniepokojonego niniejszym:

>> Czymże: " duchowość" u Ciebie? Jak ja mam ją rozumieć?
>To oczywiste. Jak już wspomniałem, jest to kompetencja niezbędna do zrozumienia wiedzy ze świata duchowego.

To oznacza bowiem, iż trzeba uprzednio już mieć niezbędną "duchowość" (=kompetencję), by dopiero później móc w ogóle poznać i zrozumieć wiedzę ze "świata duchowego", mającą następnie ukształtować tę początkowo wymaganą "duchowość".

Nie jestże to circulus in definiendo, błędnym kołem zwane?

Brutalniej eksponując: "duchowość" jest to warunek do zrozumienia "duchowości"?

Zatem po Twoich wyjaśnieniach o "duchowości" wiem dokładnie tyle, co o Lemowskiej sepulce, choć szybciej.

#3
Ignorancja moja w kwestii rozumienia "duchowości" - nie zaskakuje tu nikogo.
Lecz analiza powyższa budzi uzasadnione konstatacje, iż nie jestem sam w owym błogim stanie.
Słuszna zapewne jest zatem liczba mnoga w stwierdzeniu:
>Są też tacy ignoranci, dla których wiedza duchowa pozostaje polem jałowej, abstrakcyjnej spekulacji, pozbawionej większego znaczenia...,

- jako będąca błędnokołową, samozapętloną, sepulkową wręcz...

Lecz tylko jeden z nas to przeczuwał...

Kompromitacjaż to "duchowości" samej, czy jej herolda jeno...?

Nie mi - choć logikowi, to laikowi w "duchowości" - to rozstrzygać...

Drobner, sepulek tropiciel...

PS.
Takież i o 'niejakiej' transcendencji rozmów zaczątki bywały: www.racjonalista.pl/forum.php/s,725978#w726258 i dalej...
01-03-2017 10:43 
 Ocena 1 na 3
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Frapującym nieco w tej sytuacji jest fakt umieszczania na forum dyskusyjnym - służącym rozmowie, argumentowaniu, przekazywaniu - Twoich wpisów z informacjami o "świecie duchowym", informacji tych zaniechujących i odmawiających.

Być może frapującym, a może i nie frapującym.

>#2
>(...)
>To oznacza bowiem, iż trzeba uprzednio już mieć niezbędną "duchowość" (=kompetencję), by dopiero później móc w ogóle poznać i zrozumieć wiedzę ze "świata duchowego", mającą następnie ukształtować tę początkowo wymaganą "duchowość".
>Nie jestże to circulus in definiendo, błędnym kołem zwane?
>Brutalniej eksponując: "duchowość" jest to warunek do zrozumienia "duchowości"?
>Zatem po Twoich wyjaśnieniach o "duchowości" wiem dokładnie tyle, co o Lemowskiej sepulce, choć szybciej.

Nie ma w tym nic dziwnego, że wiedza kompletna jest też całkowicie wewnętrznie spójna. Nie dowodzi to błędności tej wiedzy, ale przeciwnie - świadczy o jej prawdziwości. Nie ma również w tym nic dziwnego, że światowi naukowcy, którzy sami zajmują się jedynie niepełną, zgoła - fragmentaryczną wiedzą o tzw. świecie materialnym, mają trudności z przyjęciem faktu istnienia kompletnej i pewnej wiedzy ze świata duchowego.

>#3
(...)
>Lecz analiza powyższa budzi uzasadnione konstatacje, iż nie jestem sam w owym błogim stanie.

Czy ja mówiłem coś innego?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-03-2017 13:21 
 Ocena 3 na 3
Jużnieborek (579 punktów)
>To oznacza bowiem, iż trzeba uprzednio już mieć niezbędną "duchowość" (=kompetencję), by dopiero później móc w ogóle poznać i zrozumieć wiedzę ze "świata duchowego", mającą następnie ukształtować tę początkowo wymaganą "duchowość".
>Nie jestże to circulus in definiendo, błędnym kołem zwane?

Jest, ale i nie jest:

biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=303#W10

Albo lepiej tu (13,12-13)

biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=256#W10
kristi (13 punktów)
(zablokowany)
Wielokrotnie wypowiadałem się w kwestii duchowości czy raczej abstrakcji, bo to jedno i to samo ale jak do tej pory zawsze byłem wyśmiewany i ignorowany.

To może raz jeszcze.

Duch lub inaczej abstrakcyjna osobowość to czynność organizmu, czynność związanej w strukturę materii.

Organizm występuje w przestrzeni a osobowość w czasie.

Warto sobie zdać sprawę, że czynności kształtują podobne struktury w czasie jakie kształtują ciała w przestrzeni i że odwzorowaniem ciała w przestrzeni jest osobowość w czasie.

Wiem, że ten wniosek będzie odrzucony jako niezrozumiały ale zanim proszę zastanowić się - każda czynność jest całkowicie abstrakcyjna, czynność nie jest materialna.
01-03-2017 19:32 
 Ocena 4 na 4
Wenancjusz (16441 punktów)
>Wielokrotnie wypowiadałem się w kwestii duchowości czy raczej abstrakcji, bo to jedno i to samo ale jak do tej pory zawsze byłem wyśmiewany i ignorowany.
>To może raz jeszcze.
>Duch lub inaczej abstrakcyjna osobowość to czynność organizmu, czynność związanej w strukturę materii.
>Organizm występuje w przestrzeni a osobowość w czasie.
>Warto sobie zdać sprawę, że czynności kształtują podobne struktury w czasie jakie kształtują ciała w przestrzeni i że odwzorowaniem ciała w przestrzeni jest osobowość w czasie.
>Wiem, że ten wniosek będzie odrzucony jako niezrozumiały ale zanim proszę zastanowić się - każda czynność jest całkowicie abstrakcyjna, czynność nie jest materialna.

Hmmm... Coś mi tu zalatuje stylem Krystkona. Czyżby powrócił pod inną ksywką? Nie chce mi się wierzyć, ale....różnie to bywa.

Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
02-03-2017 08:17 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Hmmm... Coś mi tu zalatuje stylem Krystkona. Czyżby powrócił
> pod inną ksywką? Nie chce mi się wierzyć, ale....różnie to bywa

I moje poczucie jest podobne. Powrócił, ale jego powrót nie trwał długo.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
01-03-2017 13:02 
 Ocena 3 na 3
4poryroku (951 punktów)
>Autorytatywne źródła wiedzy ze świata duchowego i kwalifikowani nauczyciele twierdzą, że nie >jest to potrzebne, a nawet - jest to zwyczajną stratą czasu.

Mógłbyś podać te autorytatywne źródła o których wspominasz? Czy to jest zwyczajna strata czasu?
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

A dlaczego mnie o to pytasz?

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-03-2017 17:52 
 Ocena 2 na 2
4poryroku (951 punktów)
>A dlaczego mnie o to pytasz?

A dlaczego o tym piszesz?
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>A dlaczego o tym piszesz?

Co masz na myśli?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-03-2017 18:04 
 Ocena 1 na 1
4poryroku (951 punktów)

>Co masz na myśli?

A Ty co masz na myśli?
02-03-2017 05:12 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>A Ty co masz na myśli?

Ja mam na myśli przede wszystkim Twoje dobro. Jeżeli bowiem nie posiadasz ku temu odpowiednich kompetencji, zajmowanie się wiedzą duchową w najlepszym wypadku będzie dla Ciebie bezowocne, jeżeli jej nie zrozumiesz w ogóle, a w najgorszym - może sprowadzić na Ciebie i innych jakieś nieszczęście, jeżeli zrozumiesz wiedzę duchową niewłaściwe, czyli - błędnie. Jest wiele przykładów na to, że błędnie pojęta wiedza ze świata duchowego, sprowadziła wiele nieszczęść nie tylko na jednostki, ale nawet na całą ludzkość. Dlatego źródło i charakter Twojej motywacji do poznania wiedzy ze świata duchowego są dla mnie bardzo ważne. Musimy być tu bardziej ostrożni niż bezmyślni światowi naukowcy, zajmujący się tzw. wiedzą materialną, których nieodpowiedzialność przyczyniła się w wielkim stopniu do pomnożenia ludzkich cierpień, między innymi poprzez udoskonalenie najokropniejszych środków ucisku, przemocy i eksterminacji oraz zniszczenie środowiska naturalnego.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie ma żadnej wiedzy duchowej. Mądrość życiowa przecież się tak nie nazywa, a wygląda jakbyś o niej pisał.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma żadnej wiedzy duchowej. Mądrość życiowa przecież się tak nie nazywa, a wygląda jakbyś o niej pisał.

W którym miejscu?

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
W każdym, w którym o tym piszesz Ale pewnie się mylę, bo zbyt mało sprecyzowałeś czym jest wiedza duchowa.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>W każdym, w którym o tym piszesz Ale pewnie się mylę, bo zbyt mało sprecyzowałeś czym jest wiedza duchowa.

Na czym owo "sprecyzowanie" miałoby, Twoim zdaniem, polegać?

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
04-03-2017 09:52 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Wprowadzasz pojęcie "wiedza duchowa", ale nie piszesz czym ona jest. To taki koan?
4poryroku (951 punktów)
>To taki koan?
02-03-2017 12:42 
 Ocena 2 na 2
4poryroku (951 punktów)

>Ja mam na myśli przede wszystkim Twoje dobro. Jeżeli bowiem nie posiadasz ku temu odpowiednich kompetencji, zajmowanie się wiedzą duchową w najlepszym wypadku będzie dla Ciebie bezowocne, jeżeli jej nie zrozumiesz w ogóle, a w najgorszym - może sprowadzić na Ciebie i innych jakieś nieszczęście, jeżeli zrozumiesz wiedzę duchową niewłaściwe, czyli - błędnie.

Nie wiem co masz na myśli, więc kompetencje mam marne. Chyba, że jest odwrotnie?

>Jest wiele przykładów na to, że błędnie pojęta wiedza ze świata duchowego, sprowadziła wiele nieszczęść nie tylko na jednostki, ale nawet na całą ludzkość. Dlatego źródło i charakter Twojej motywacji do poznania wiedzy ze świata duchowego są dla mnie bardzo ważne. Musimy być tu bardziej ostrożni niż bezmyślni światowi naukowcy, zajmujący się tzw. wiedzą materialną, których nieodpowiedzialność przyczyniła się w wielkim stopniu do pomnożenia ludzkich cierpień, między innymi poprzez udoskonalenie najokropniejszych środków ucisku, przemocy i eksterminacji oraz zniszczenie środowiska naturalnego.

Przekonałeś mnie, nic z tego nie rozumiem.
02-03-2017 18:52 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Nie wiem co masz na myśli, więc kompetencje mam marne. Chyba, że jest odwrotnie?

Jeśli jest odwrotnie, to jakie masz podstawy, by tak twierdzić?

>Przekonałeś mnie, nic z tego nie rozumiem.

Powodów tego może być co najmniej kilka: 1/ Jest to wiedza duchowa, a Ty nie masz kompetencji by ją rozpoznać. 2/ Masz kompetencje rozpoznawania wiedzy duchowej, a to nie jest wiedza duchowa. 3/ Nie masz kompetencji do rozpoznawania wiedzy duchowej, ale też nie jest to wiedza duchowa. 4/ Masz częściowe kompetencje rozpoznawania wiedzy duchowej, ale nie w tym zakresie, w jakim jest o niej mowa, a jest to rzeczywiście wiedza duchowa. 5/ Masz częściowe kompetencje rozpoznawania wiedzy duchowej, ale nie w tym zakresie, w jakim jest o niej mowa, i też nie jest to wiedza duchowa. 6/ Masz częściowe kompetencje rozpoznawania wiedzy duchowej dokładnie w tym zakresie, w jakim jest o niej mowa, i nie jest to wiedza duchowa. Którą okoliczność miałeś na myśli?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
4poryroku (951 punktów)
>>Nie wiem co masz na myśli, więc kompetencje mam marne. Chyba, że jest odwrotnie?
>Jeśli jest odwrotnie, to jakie masz podstawy, by tak twierdzić?

To ja pytałem bo nie mam kompetencji. Natomiast Ty wydajesz się świetnie zorientowany.

>Powodów tego może być co najmniej kilka: 1/ Jest to wiedza duchowa, a Ty nie masz kompetencji by ją rozpoznać. 2/ Masz kompetencje rozpoznawania wiedzy duchowej, a to nie jest wiedza duchowa. 3/ Nie masz kompetencji do rozpoznawania wiedzy duchowej, ale też nie jest to wiedza duchowa. 4/ Masz częściowe kompetencje rozpoznawania wiedzy duchowej, ale nie w tym zakresie, w jakim jest o niej mowa, a jest to rzeczywiście wiedza duchowa. 5/ Masz częściowe kompetencje rozpoznawania wiedzy duchowej, ale nie w tym zakresie, w jakim jest o niej mowa, i też nie jest to wiedza duchowa. 6/ Masz częściowe kompetencje rozpoznawania wiedzy duchowej dokładnie w tym zakresie, w jakim jest o niej mowa, i nie jest to wiedza duchowa. Którą okoliczność miałeś na myśli?

Im dłużej to czytam, tym bardziej mi się wydaję, że wszystkie odpowiedzi są prawidłowe.
04-03-2017 07:54 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>To ja pytałem bo nie mam kompetencji. Natomiast Ty wydajesz się świetnie zorientowany.

Dobrze powiedziałeś: "wydajesz się". Bo skoro, jak twierdzisz, nie masz kompetencji, nie możesz tego wiedzieć na pewno, czy ktoś jest w tych sprawach zorientowany czy nie. Może Ci się tylko wydawać.


>Im dłużej to czytam, tym bardziej mi się wydaję, że wszystkie odpowiedzi są prawidłowe.

Dobrze powiedziałeś: "wydaje mi się". Bo skoro, jak twierdzisz, nie masz kompetencji, nie możesz wiedzieć na pewno. Natomiast, i tu się z Tobą zgodzę, są to odpowiedzi prawidłowe, bo zostały skonstruowane w zupełnej zgodzie z określonymi prawidłami. Jednak owe prawidła to jeszcze nie wiedza ze świata duchowego. Dlatego, choć mogłeś powiedzieć zgodnie z prawdą, że są to odpowiedzi prawidłowe, to w żadnym wypadku nie możesz powiedzieć, czy są prawdziwe czy nie.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-03-2017 14:32 
 Ocena 3 na 3
tarkos (10757 punktów)
>.. źródła wiedzy ze świata duchowego i kwalifikowani nauczyciele twierdzą, że nie jest to [pomaganie innym] potrzebne, a nawet - jest to zwyczajną stratą czasu.
Mógłbyś podpowiedzieć jak rozpoznać kwalifikowanych nauczycieli (jeśli chce Ci się schylać)?
>
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Mógłbyś podpowiedzieć jak rozpoznać kwalifikowanych nauczycieli (jeśli chce Ci się schylać)?

A dlaczego Cię to interesuje?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
tarkos (10757 punktów)
>>> jak rozpoznać kwalifikowanych nauczycieli
>A dlaczego Cię to interesuje?
Nauczanie wydaje się czymś ważnym, skoro "takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie".
>
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Nauczanie wydaje się czymś ważnym, skoro "takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie".

Droga do rozpoznania kwalifikowanego nauczyciela jest bardzo prosta dla kogoś, kto posiada do tego odpowiednie kompetencje. Po co więc pytać o to, jak rozpoznać kwalifikowanego nauczyciela, jeżeli nawet znając odpowiednie kryteria, nie będzie się umiało ich zastosować?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
02-03-2017 10:14 
 Ocena 1 na 1
tarkos (10757 punktów)
>>Nauczanie wydaje się czymś ważnym, skoro "takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie".
>Droga do rozpoznania kwalifikowanego nauczyciela jest bardzo prosta dla kogoś, kto posiada do tego odpowiednie kompetencje.
Skąd się biorą "odpowiednie kompetencje"? Czy to cecha wrodzona lub powstająca samoistnie?

> Po co więc pytać o to, jak rozpoznać kwalifikowanego nauczyciela, jeżeli nawet znając odpowiednie kryteria, nie będzie się umiało ich zastosować?
Gdyby jednak "odpowiednie kompetencje" były nabyte (w szczególności wynikały z edukacji), to pytanie o odpowiednich nauczycieli pozostaje chyba zasadne.
>
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Skąd się biorą "odpowiednie kompetencje"? Czy to cecha wrodzona lub powstająca samoistnie?

Dlaczego w sposób ukryty zakładasz, że pytanie o pochodzenie tej kompetencji jest sensowne?

>Gdyby jednak "odpowiednie kompetencje" były nabyte (w szczególności wynikały z edukacji), to pytanie o odpowiednich nauczycieli pozostaje chyba zasadne.

Kwalifikowanych nauczycieli się szuka, znajduje albo ma. Po co więc o nich pytać?


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
28-02-2017 23:02 
 Ocena 3 na 3
Jużnieborek (579 punktów)
>To, czy się dogmat akceptuje czy nie, zależy tylko od tego, czy posiada się do tego odpowiednie kompetencje.

Innymi słowy, brak akceptacji dogmatu oznacza wyłącznie brak kompetencji?
01-03-2017 05:50 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)
>Innymi słowy, brak akceptacji dogmatu oznacza wyłącznie brak kompetencji?

Czyżbyś dostrzegał tu jakieś potencjalne kontrowersje?

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
01-03-2017 09:52 
 Ocena 2 na 2
Jużnieborek (579 punktów)
>Czyżbyś dostrzegał tu jakieś potencjalne kontrowersje?

Oczywiście, że nie.

Niemniej, dla uściślenia warto byłoby "z grubsza" chociaż zdefiniować te kompetencje, tudzież podać przykłady owych nielicznych osób je posiadających.

Bardzom ciekaw.

Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Bardzom ciekaw.

Jak widać, sama ciekawość to często za mało, by posiąść arkana jakiejś wiedzy czy sztuki. Potrzebne są jeszcze: talent (uzdolnienia), powołanie (zamiłowanie) i doskonalenie się (praca) pod kierunkiem kwalifikowanego nauczyciela (mistrza).


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
02-03-2017 08:41 
 Ocena 2 na 2
Jużnieborek (579 punktów)
>Jak widać, sama ciekawość to często za mało, by posiąść arkana jakiejś wiedzy czy sztuki. Potrzebne są jeszcze: talent (uzdolnienia), powołanie (zamiłowanie) i doskonalenie się (praca) pod kierunkiem kwalifikowanego nauczyciela (mistrza).

Szybko Waść strzelasz, lecz nie powiem, by celnie, bo moja ciekawość w tym przypadku nie dotyczyła żadnej tajemnej wiedzy a czegoś o wiele bardziej przyziemnego.

Skromna rada: jeśli już decydujesz się na rzucanie pereł przed wieprze, warto byłoby uprzednio wyjąć je przynajmniej z worka.
tarkos (10757 punktów)
> Dogmat jest autorytatywną wiedzą, która pochodzi ze świata duchowego. To, czy się dogmat akceptuje czy nie, zależy tylko od tego, czy posiada się do tego odpowiednie kompetencje.
Czy istnienie dogmatów jest w ogóle konieczne?
Czy ktoś "posiadający odpowiednie kompetencje" musi być dogmatykiem?
>
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Czy istnienie dogmatów jest w ogóle konieczne?

Jeśli nie mówimy o jakimś świecie duchowym, tylko takim normalnym, to tak. Np twierdzenie Pitagorasa jest przydatnym dogmatem. Bez dogmatów nie byłoby myślenia. Naiwni są ci, którym wydaje się, że myśli odzwierciedlają jakąś prawdę obiektywną, a skoro tego nie robią, to muszą przyjmować jakieś robocze założenia, które są pewnikiem. Można oczywiście wszystko podważyć, ale wtedy trzeba użyć do tego jakiegoś systemu do rozwalania dogmatów, a ten musi być osadzony w dogmatach.

>Czy ktoś "posiadający odpowiednie kompetencje" musi być dogmatykiem?

W potocznym rozumieniu tego słowa, nie może nim być, bo ważny jest otwarty umysł i autonegacja. Z drugiej strony jakieś założenia się wyklarują i trzeba je przyjąć jako pewniki i tak jest np z ewolucją.
01-03-2017 13:37 
 Ocena 3 na 3
tarkos (10757 punktów)
>>Czy istnienie dogmatów jest w ogóle konieczne?
>.. Np twierdzenie Pitagorasa jest przydatnym dogmatem.
Trudno doszukać się w twierdzeniu Pitagorasa czegokolwiek dogmatycznego, skoro można je zwyczajnie sprawdzić przy użyciu tekturki i nożyczek. Jest ono raczej wnioskiem z obserwacji, niż dogmatycznym założeniem.
[W praktyce wystarczy spostrzeżenie, że dla trójkąta 'mniej-więcej' prostokątnego a2+b2=c2 z zadowalającą dokładnością. Może tylko żądanie dokładności absolutnej nosiłoby znamiona dogmatyzmu?]
> Bez dogmatów nie byłoby myślenia. Naiwni są ci, którym wydaje się, że myśli odzwierciedlają jakąś prawdę obiektywną
Jeśli będziemy się zajmować tylko prawdami przybliżonymi, to nie będzie nas zwalniać z myślenia. Postulat istnienia "prawdy obiektywnej" wydaje się właśnie dogmatem.

> jakieś założenia się wyklarują i trzeba je przyjąć jako pewniki i tak jest np z ewolucją.
Zdaje się, że takie czy inne założenia w większości upadają, a pozostają (klarują się?) tylko wnioski wynikłe z obserwacji. Np dostrzeżenie istnienia mutacji, zmienności gatunków i ich dopasowywania się do otoczenia pozwala stwierdzić fakt zachodzenia ewolucji.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Trudno doszukać się w twierdzeniu Pitagorasa czegokolwiek dogmatycznego, skoro można je zwyczajnie sprawdzić przy użyciu tekturki i nożyczek. Jest ono raczej wnioskiem z obserwacji, niż dogmatycznym założeniem.

dogmat

1. teza podana do wierzenia przez Kościół jako prawda;
2. nienaruszalna, podstawowa teza, pewnik

sjp.pl/dogmat

No więc w znaczeniu 1 i potocznym zrozumieniu słowa "dogmat", mowa jest o tezach ogólnie podanych z góry jako pewnik.

Znaczenie 2 nie mówi nic o tym skąd wziął się dogmat, tylko, że jest nienaruszalną tezą (tw. Pitagorasa jest), podstawową tezą (w jakimś szerszym myśleniu musisz uwzględnić je jako prawdę z pkt widzenia tego twierdzenia będącą dogmatem), pewnik.

>Jeśli będziemy się zajmować tylko prawdami przybliżonymi, to nie będzie nas zwalniać z myślenia. Postulat istnienia "prawdy obiektywnej" wydaje się właśnie dogmatem.

Gdy posługujesz się prawdą przybliżoną, to potrzebujesz dogmatów, choćby np pojęć, logiki.

>> jakieś założenia się wyklarują i trzeba je przyjąć jako pewniki i tak jest np z ewolucją.
>Zdaje się, że takie czy inne założenia w większości upadają, a pozostają (klarują się?) tylko wnioski wynikłe z obserwacji. Np dostrzeżenie istnienia mutacji, zmienności gatunków i ich dopasowywania się do otoczenia pozwala stwierdzić fakt zachodzenia ewolucji.

No więc te wnioski wynikłe z obserwacji stają się dogmatami.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie zgadzam się. Dogmat jest autorytatywną wiedzą, która pochodzi ze świata duchowego. To, czy się dogmat akceptuje czy nie, zależy tylko od tego, czy posiada się do tego odpowiednie kompetencje.

Przepraszam bardzo, jakiego świata? Jakiś guru miałby to ustalać?

Jeśli wykonujesz działanie 2+2=4, to musisz jako dogmat przyjąć choćby założenie, że można do siebie dodawać liczby.
dajmonion (3663 punktów)
W związku z tematem akceptacji chciałbym napisać Ci, że coraz częściej mam problem ze słówkiem 'powinien'. Siedzę teraz na fotelu, który uwiera mnie w tyłek. Powinien czy nie powinien? I tak i nie. Nie powinien, bo to dyskomfort. Powinien, bo za chwilę wyzwoli we mnie jakąś kreatywność. Moim zdaniem problem akceptacji czy braku akceptacji siebie jako projektu w ogóle nie istnieje. Chcesz coś konkretnego osiągnąć, podejmujesz próbę, nie wyszło? To podejmujesz inną próbę. Teraz coś o sobie myślisz, ale za chwilę pomyślisz sobie coś innego pod wpływem nowych okoliczności.


dajmonion
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>W związku z tematem akceptacji chciałbym napisać Ci, że coraz częściej mam problem ze słówkiem 'powinien'. Siedzę teraz na fotelu, który uwiera mnie w tyłek. Powinien czy nie powinien? I tak i nie. Nie powinien, bo to dyskomfort. Powinien, bo za chwilę wyzwoli we mnie jakąś kreatywność.

To wytłumaczenie jest podobne do tego jak złodziej się tłumaczy "dzięki mnie rozwija się ochrona i policja". Tylko, że kreatywność, o której piszesz i rozwój policji to właśnie ochrona przed tym co jest, a czego nie powinno być

>Moim zdaniem problem akceptacji czy braku akceptacji siebie jako projektu w ogóle nie istnieje. Chcesz coś konkretnego osiągnąć, podejmujesz próbę, nie wyszło? To podejmujesz inną próbę. Teraz coś o sobie myślisz, ale za chwilę pomyślisz sobie coś innego pod wpływem nowych okoliczności.

Opisałeś perspektywę, której przeciętni ludzie nie rozumieją. Wydaje im się, że ego jest obiektem tworzącym ciągłość i w dodatku utożsamiają się z nim. Zgadzam się z tym akapitem, ale niestety nie dla każdego to oczywiste.
dajmonion (3663 punktów)
>>W związku z tematem akceptacji chciałbym napisać Ci, że coraz częściej mam problem ze słówkiem 'powinien'. Siedzę teraz na fotelu, który uwiera mnie w tyłek. Powinien czy nie powinien? I tak i nie. Nie powinien, bo to dyskomfort. Powinien, bo za chwilę wyzwoli we mnie jakąś kreatywność.
>To wytłumaczenie jest podobne do tego jak złodziej się tłumaczy "dzięki mnie rozwija się ochrona i policja". Tylko, że kreatywność, o której piszesz i rozwój policji to właśnie ochrona przed tym co jest, a czego nie powinno być
Złodziej, który tak mówi ma rację. Teraz tylko powinien sobie uświadomić, jaką cenę płaci za tą rację i czy chcę ją nadal płacić. Gdy porzucasz schemat powinien-nie powinien to nadal robisz różne rzeczy. Nie stoisz i nie przyglądasz się jak gwałcą tylko działasz. Działając obserwujesz jak w Twojej głowie pojawiają się słowa powinien-nie powinien. Ale pozwalasz by się pojawiły, a także pozwalasz by odeszły. Działając stajesz się uczniem egzystencji, którą ciągle do Ciebie coś mówi. Ale gdy umysł zajmuje się tym co powinno i co nie powinno to wtedy chyba właśnie najtrudniej ten głos usłyszeć.
>Czy z narcyzmem i niedowartościowaniem nie powinno się walczyć poprzez panowanie nad ego i >emocjami i jednocześnie większym zrozumieniem, bez tworzenia wyparć, przeramowań i >racjonalizacji?
Wydaje mi się, że z ego nie można wygrać, bo gdy walczysz z ego, to traktujesz je jako coś realnego. A przecież realności nie można zniszczyć. Mistrz nie walczy z cieniem. Mistrz zapala światło i cień znika.
Moim zdaniem jeżeli walczysz z czymś, to walczysz z jakąś częścią Ciebie. Jeżeli spróbujesz to wyrwać, pozostanie rana. Możesz sobie tylko uświadomić, że ego nigdy nie było Tobą.

dajmonion
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Złodziej, który tak mówi ma rację.

Nie ma, bo jego argumentem za byciem złodziejem, jest rozwój ochrony przed złodziejami, ale przecież ona nie byłaby potrzebna gdyby złodzieje nie istnieli.

>Teraz tylko powinien sobie uświadomić, jaką cenę płaci za tą rację i czy chcę ją nadal płacić.

To jest raczej wymówka, bo przecież jego motywy są inne, np nie znalazłby dobrze płatnej pracy przy swoich kwalifikacjach.

>Gdy porzucasz schemat powinien-nie powinien to nadal robisz różne rzeczy. Nie stoisz i nie przyglądasz się jak gwałcą tylko działasz.

Ale może właśnie wtedy będę miał to gdzieś, bo porzucę schemat?

>Działając obserwujesz jak w Twojej głowie pojawiają się słowa powinien-nie powinien. Ale pozwalasz by się pojawiły, a także pozwalasz by odeszły.

To pozwolenie sprowadza się do braku automatycznej reakcji będącej próbą kontroli, wyparcia lub zatrzymania jakichś myśli i emocji.

>Działając stajesz się uczniem egzystencji, którą ciągle do Ciebie coś mówi. Ale gdy umysł zajmuje się tym co powinno i co nie powinno to wtedy chyba właśnie najtrudniej ten głos usłyszeć.

Dlaczego tak sądzisz? Uważam, że pewne uznanie, że coś nie powinno być, prowadzi do rozwoju, bo wtedy próbujemy to zmienić i się rozwijamy, a najskuteczniejsi i mający najwięcej farta zmieniają świat (choć logicznie lepiej byłoby powiedzieć, że świat zmienia się za ich pomocą, albo że zmiany świata objawiają się poprzez nich). Jest jeszcze uznanie, że coś nie powinno być na tyle, że przestaje nam zależeć i przestajemy się rozwijać. To jest gorsze, ale wynika często z obiektywnie złej sytuacji, a nie z jej wyobrażenia.

>Wydaje mi się, że z ego nie można wygrać, bo gdy walczysz z ego, to traktujesz je jako coś realnego. A przecież realności nie można zniszczyć. Mistrz nie walczy z cieniem. Mistrz zapala światło i cień znika.

Czyli mistrz z Twojego przykładu prowadzi do zrozumienia, które wygrywa z ego. Czyli z ego można wygrać, tylko nie da się tego zrobić bezpośrednio, bo wtedy się broni. Ego istnieje realnie w głowie jako część programu. Może jednak być wyciszone - gdy znudzi się przesyceniem lub przyzwyczai się do braku. W pewnym momencie nie ma już szans żeby stary sposób myślenia wrócił.

>Moim zdaniem jeżeli walczysz z czymś, to walczysz z jakąś częścią Ciebie. Jeżeli spróbujesz to wyrwać, pozostanie rana. Możesz sobie tylko uświadomić, że ego nigdy nie było Tobą.

Ego nigdy nie było mną, ale reszty nie rozumiem.
dajmonion (3663 punktów)
>Dlaczego tak sądzisz? Uważam, że pewne uznanie, że coś nie powinno być, prowadzi do rozwoju, bo >wtedy próbujemy to zmienić i się rozwijamy
Ok. A co takiego powinno się robić lub nie powinno, by się rozwijać? Czy mógłbyś podać jakiś przykład?


dajmonion
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Np nie akceptuję tego, że jakaś czynność pochłania mi zbyt dużo czasu. Uważam, że tak nie powinno być i wymyślam sposób automatyzacji tego procesu, dzięki czemu oszczędzam czas. Albo mam pragnienie coś zrobić, ale orientuję się, że tak nie powinno być, więc rezygnuję.
02-03-2017 13:24 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
>>Np nie akceptuję tego, że jakaś czynność pochłania mi zbyt dużo czasu. Uważam, że tak nie >>powinno być i wymyślam sposób automatyzacji tego procesu, dzięki czemu oszczędzam czas.
Nie wiem czy tego oporu w Tobie nie powinno być. Być może jest to sygnał, że czynność trzeba porzucić, może nawet całkowicie i zająć się czymś zupełnie innym. Czy dziewczyna, która chce wstąpić do zakonu powinna się dużo modlić? Czy może najpierw powinna zaliczyć etap prostytutki?
Ja nie wiem. Święty Augustyn był rozpustnikiem. Czy zostałby świętym bez tego etapu? Czy budda stałby się Buddą, gdyby wcześniej nie zaliczył skrajności?

dajmonion
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie wiem czy tego oporu w Tobie nie powinno być. Być może jest to sygnał, że czynność trzeba porzucić, może nawet całkowicie i zająć się czymś zupełnie innym.

Nie, ta czynność umożliwia zajęcie się czymś innym, dzięki temu, że ogarnia podstawy. To tak jak ze zmywaniem naczyń - czynność jest bez sensu, ale musi być zrobiona, więc fajnie mieć zmywarkę.
03-03-2017 12:41 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
Co z tego wynika? Jaki wniosek?

dajmonion
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Wniosek jest taki, że nie akceptacja czegoś prowadzi do rozwoju i zmiany. No nie zawsze może, ale czasem trzeba nie ulec pewnym impulsom. Zresztą gdyby nie to, możliwe że byłbym w związku z kobietą, z którą byśmy się wzajemnie oszukiwali na temat miłości.
dajmonion (3663 punktów)
>Wniosek jest taki, że nie akceptacja czegoś prowadzi do rozwoju i zmiany. No nie zawsze może, >ale czasem trzeba nie ulec pewnym impulsom.
Mi chodzi o akceptację wynikającą z faktu, że nie rozumiemy do końca życia. To oczywiste, że jak cię coś uwiera, to będziesz próbował to poprawić. Czy dopuszczasz w ogóle opcję, że spotyka Cię coś niemiłego, działasz, ale nie mówisz sobie, że to nie powinno było mieć miejsca? Jeżeli przyjmujesz taką postawę, to znaczy, że akceptujesz życie jako takie. Brak takiej akceptacji, to albo samobójstwo albo życie w ciągłej depresji.


dajmonion
04-03-2017 09:49 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Mi chodzi o akceptację wynikającą z faktu, że nie rozumiemy do końca życia.

Fakt, nie rozumiemy do końca życia. Są jednak pewne elementy, które rozumiemy w swojej wycinkowości np twierdzenie Pitagorasa. Jedni rozumieją więcej, inni mniej. Ja uważam, że domyślnym ludzkim mechanizmem przystosowawczym jest samooszukiwanie się i emocjonalny plan świata w umyśle.

Świat jest jaki jest, a nie taki jakim go postrzegamy. Człowiek nie ma bezpośredniego dostępu do świata, który jest jaki jest. Mamy dostęp jedynie do swojego świadomego doświadczenia, które wiąże się z doświadczaniem ocenzurowanej i uproszczonej aktywności mózgu. Jest to jakby ekran monitora, na którym wyświetla się jakiś obraz dla użytkownika, podczas gdy w komputerze odbywają się procesy.

Ludzki umysł pod pojęciem "prawda" może postrzegać bardzo różne definicje.
Prawda absolutna - ta do której nikt nie ma dostępu, więc żadna teoria naukowa nie jest zweryfikowana na 100%. Prawda absolutna może być jedynie logicznym eksperymentem myślowym, który w rzeczywistości nie istnieje, tzn nie ma bytu, który by ją znał i przetwarzał.
Prawda epistemologiczna, czyli nasze przekonania o prawdzie. Te można podzielić na wiarę powiązaną z ego (niemożliwą do logicznego wyjaśnienia gdy delikwent ma ją aktywną) i przekonania logiczne, za którymi stoją argumenty, ale które mogłyby być zmienione pod wpływem nowych argumentów. Tu też powstają pewniki, te które narzuca logika.
Prawda o człowieku - czyli faktyczne procesy, którymi człowiek jest. Ludzie postrzegają siebie często jako człowieka oddzielonego jakimiś magicznymi sznurkami od otoczenia. Ja uważam, że powietrze, które wciągam nosem jest bardziej mną niż moje ego.
"Prawda" o człowieku i świecie, czyli to co człowiek myśli na temat świata - ocenzurowana wersja. Taka, na którą działają emocje - ego, wiara, wyparcie, racjonalizacje itd.

Nie możemy całkiem zrozumieć życia, co jest najgorsze, bo bez tego zrozumienia, racjonalnie nie ma po co żyć, a świat wokół dla większości nie jest zbyt optymistyczny - tak naprawdę nasze organizmy walczą tutaj o przetrwanie i przystosowanie się do bardzo niekorzystnych warunków zewnętrznych. Logika ewoluowała gdy u prymitywnych organizmów walka o przetrwanie i chęć życia były zakodowane. Logika to odkodowuje, więc musi być blokowana przez różne czynniki - najczęściej przez więzi społeczne i więź z kulturą, która jest racjonalizacją dla więzi społecznych i moralności. Zakłamane wzniosłe idee i kulturalne zwroty mają zakryć hipokryzję. Są wmawiane od dzieciństwa, więc kodują się tak głęboko, że większość tego nie neguje.

>To oczywiste, że jak cię coś uwiera, to będziesz próbował to poprawić.

O ile się da.

>Czy dopuszczasz w ogóle opcję, że spotyka Cię coś niemiłego, działasz, ale nie mówisz sobie, że to nie powinno było mieć miejsca?

Zależy jak niemiłego. Gdyby nigdy nie spotkało mnie nic niemiłego, byłbym dziś debilem i pewnie nie umiałbym wyjść poza ego. Niektóre rzeczy jednak nie są niemiłe, tylko przekreślające wszystko lub większość. Wtedy siłę czerpie się właśnie z tego, że się z tym nie godzi.

>Jeżeli przyjmujesz taką postawę, to znaczy, że akceptujesz życie jako takie.

Uważam, że jest fatalne jako takie, ale można się na tym momentami nie koncentrować, a innymi momentami czerpać z tego siłę.

>Brak takiej akceptacji, to albo samobójstwo albo życie w ciągłej depresji.

A tu mam odwrotne doświadczenie. Właśnie gdy próbowałem to zaakceptować, było najgorzej. Próbowałem sobie wtedy wmówić, że jest ok, ale wszystko temu przeczyło i nie dało się tego zrobić.
dajmonion (3663 punktów)
>>Czy dopuszczasz w ogóle opcję, że spotyka Cię coś niemiłego, działasz, ale nie mówisz sobie, że >>to nie powinno było mieć miejsca?
>Zależy jak niemiłego. Gdyby nigdy nie spotkało mnie nic niemiłego, byłbym dziś debilem i pewnie >nie umiałbym wyjść poza ego. Niektóre rzeczy jednak nie są niemiłe, tylko przekreślające >wszystko lub większość. Wtedy siłę czerpie się właśnie z tego, że się z tym nie godzi.
Brak zgody generuje wewnętrzny konflikt (pomiędzy powinno i nie powinno), który obniża energię. A energia potrzebna jest do przeciwdziałania jakiemuś stanowi rzeczy. Takie jest przesłanie Kriszny. Rzuć się w wir walki, ale niech Twoje serce pozostanie wśród kwiatu lotosu.


dajmonion
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Brak zgody generuje wewnętrzny konflikt (pomiędzy powinno i nie powinno), który obniża energię.

Albo właśnie podnosi i nadaje energię do zrobienia czegoś, a gdy nie ma nic do roboty, to nie ma też energii.

>A energia potrzebna jest do przeciwdziałania jakiemuś stanowi rzeczy.

No i właśnie dlatego gromadzi się gdy jest gorzej.

>Takie jest przesłanie Kriszny. Rzuć się w wir walki, ale niech Twoje serce pozostanie wśród kwiatu lotosu.

Ja interpretuję to tak, że warto mieć wyciszone emocje i działać racjonalnie, wg optymalnej strategii. Nie oznacza to chyba braku konfliktów wewnętrznych? Te są nie do uniknięcia, oraz napędzają rozwój, jeśli nie są zbyt duże.
06-03-2017 10:20 
 Ocena 1 na 1
dajmonion (3663 punktów)
Piszemy o różnych sprawach Olson i pewnie dlatego nie możemy dojść do porozumienia. Kluczowe jest tu zauważenie, że urzeczywistniony mistrz nie bierze udziału w wojnach memów. Co nie znaczy, że nic nie robi. Zatem znowu mamy paradoks tak jak w temacie medytacji. Skoro bowiem taki mistrz stał się częścią egzystencji, to nie można powiedzieć, że nie akceptuje swojego stanu. Bo mistrz jest kimś, kto się zadomowił w egzystencji. Jeśli teraz powiem, że on coś akceptuje, to Ty natychmiast wpadasz w myślenie dualistyczne. Po jednej stronie stawiasz przyjaciół po drugiej wrogów. Przy czym przyjaciół i wrogów rozumiemy tutaj najszerzej jak tylko się da (kategoria za i przeciw). W pewnym momencie po jeden stronie barykady ustawiłeś Twierdzenie Pitagorasa. W dodatku dualizm traktujesz jak czynnik napędowy rozwoju. Czyli de facto wojnę memów jako czynnik rozwoju. A czy nie sądzisz, że rozwój jest naszą naturą? Róża kwitnie jak się jej nie przeszkadza i nie zaburza tego. I rozwój najskuteczniejszy jest wtedy gdy się widzi. A wroga nie widzisz, widzisz jego wady. Tak samo jak przyjaciela, co znajduje wyraz w powiedzeniu, że miłość jest ślepa.
Stan mistrza jest stanem medytacji i niemożność wyrażenia tego poprzez słowo akceptacja jest pochodną niemożności wyrażenia stanu medytacji jako takiego, co do czego się ze mną zresztą zgodziłeś (medytacja jak stan na styku immanencji i transcendencji, do wyrażenia tylko poprzez paradoks). Zauważ, że znowu pisząc o tych sprawach możemy użyć tylko języka negatywnego, czyli negacja zarówno akceptacji jak i braku akceptacji. Innymi słowy mistrz zarówno nie akceptuje (nie będzie stał i patrzył jak gwałcą) jak i akceptuje.


dajmonion
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Piszemy o różnych sprawach Olson i pewnie dlatego nie możemy dojść do porozumienia. Kluczowe jest tu zauważenie, że urzeczywistniony mistrz nie bierze udziału w wojnach memów. Co nie znaczy, że nic nie robi. Zatem znowu mamy paradoks tak jak w temacie medytacji. Skoro bowiem taki mistrz stał się częścią egzystencji, to nie można powiedzieć, że nie akceptuje swojego stanu. Bo mistrz jest kimś, kto się zadomowił w egzystencji.

Ale też nie można powiedzieć w takim razie, że akceptuje ten stan. Po prostu nie bierze pod uwagę memu akceptacji. O to chodzi? Ja tak mam z samooceną. Pod tym względem moja droga wyglądała tak:
- niemowlę (brak samooceny)
- małe dziecko (naturalnie wysoka samoocena)
- starsze dziecko, wiek podstawówki (sztucznie zaniżona samoocena przez zewnętrzne kryteria, nie do końca zrozumiałe)
- gimbus (niska samoocena wyparta, dużo przejawów wysokiej samooceny niby bezwarunkowo istniejącej, ale trzeba ją sobie często udowadniać, uzależniając to od zewnętrznych kryteriów, wyjątkowo uproszczonych)
- wiek od 16 do 22 lat - zainteresowanie psychologią, analiza religii, duchowości, moralności, filozofii (poszukiwanie prawidłowej samooceny)
- później - (stopniowe przechodzenie do rezygnacji z samooceny)
- uwolnienie się od tego memu, choć w niektórych sytuacjach jest użyteczny, ale trzeba z tego korzystać wybiórczo

Ze światem jest nieco inaczej. Nie akceptuję świata, bo akceptacja nie jest wg mnie bezwarunkowa. Można niby zrezygnować z memu akceptacji, ale nie wierzę w to, że na stałe.

>Jeśli teraz powiem, że on coś akceptuje, to Ty natychmiast wpadasz w myślenie dualistyczne. Po jednej stronie stawiasz przyjaciół po drugiej wrogów. Przy czym przyjaciół i wrogów rozumiemy tutaj najszerzej jak tylko się da (kategoria za i przeciw). W pewnym momencie po jeden stronie barykady ustawiłeś Twierdzenie Pitagorasa. W dodatku dualizm traktujesz jak czynnik napędowy rozwoju. Czyli de facto wojnę memów jako czynnik rozwoju.

Częściowego rozwoju. Są różne obszary, w których można się rozwijać. Dualizm jest naszym naturalnym sposobem opisu rzeczywistości. Znasz jakiś lepszy?

>A czy nie sądzisz, że rozwój jest naszą naturą? Róża kwitnie jak się jej nie przeszkadza i nie zaburza tego. I rozwój najskuteczniejszy jest wtedy gdy się widzi. A wroga nie widzisz, widzisz jego wady. Tak samo jak przyjaciela, co znajduje wyraz w powiedzeniu, że miłość jest ślepa.

Uważam, że naszą naturą jest zarówno dążenie do rozwoju, jak i do destrukcji. Są w nas przecież różne mechanizmy, często wzajemnie ze sobą sprzeczne.

>Stan mistrza jest stanem medytacji i niemożność wyrażenia tego poprzez słowo akceptacja jest pochodną niemożności wyrażenia stanu medytacji jako takiego, co do czego się ze mną zresztą zgodziłeś (medytacja jak stan na styku immanencji i transcendencji, do wyrażenia tylko poprzez paradoks). Zauważ, że znowu pisząc o tych sprawach możemy użyć tylko języka negatywnego, czyli negacja zarówno akceptacji jak i braku akceptacji. Innymi słowy mistrz zarówno nie akceptuje (nie będzie stał i patrzył jak gwałcą) jak i akceptuje.

Po prostu uwalnia się od pojęć i korzysta z nich jakby z "poziomu wyżej". Utożsamienie z pojęciami generuje emocje. Uważasz, że mistrz może całkowicie wyzwolić się ze wszystkich takich pojęć i nie doświadczać żadnych emocji, z nimi związanych?
dajmonion (3663 punktów)
>Ale też nie można powiedzieć w takim razie, że akceptuje ten stan. Po prostu nie bierze pod >uwagę memu akceptacji. O to chodzi?
To jak powiedzieć? Mistrz przecież się zadomowił w egzystencji w przeciwieństwie do ludzi, którzy ciągle szukają szczęścia gdzie indziej i kiedy indziej.
>Częściowego rozwoju. Są różne obszary, w których można się rozwijać.
Uważasz, że wojna form prowadzi do rozwoju? A może raczej wypisanie się z niej?
>Dualizm jest naszym >naturalnym sposobem opisu rzeczywistości. Znasz jakiś lepszy?
Tak. Bezpośrednią kontemplację absolutu, który nas otacza i którym jesteśmy. Na taką kontemplację składa się zarówno intelekt jak i intuicja jako dwie strony tego samego medalu.
>Uważam, że naszą naturą jest zarówno dążenie do rozwoju, jak i do destrukcji. Są w nas przecież >różne mechanizmy, często wzajemnie ze sobą sprzeczne.
Skąd wiesz, że to jest Twoja natura?
>Po prostu uwalnia się od pojęć i korzysta z nich jakby z "poziomu wyżej". Utożsamienie z >pojęciami generuje emocje. Uważasz, że mistrz może całkowicie wyzwolić się ze wszystkich takich >pojęć i nie doświadczać żadnych emocji, z nimi związanych?
Nie wiem o jaki poziom wyżej chodzi, bo egzystencja nie jest podzielona. Mistrz będzie doświadczał emocji, bo jest żywy. Nie wydaje mi się, aby rozwój duchowy prowadził do tego, aby przestać czuć. Gdy jest w Tobie konflikt, gdy jesteś podzielony, to to generuje cierpienie. Gdy konflikt znika, to nadal doświadczasz trudów życia. Ale taki trud już nie jest cierpieniem. To ważne rozróżnienie, którego nauczył mnie OSHO.

dajmonion
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Ale też nie można powiedzieć w takim razie, że akceptuje ten stan. Po prostu nie bierze pod >uwagę memu akceptacji. O to chodzi?
>To jak powiedzieć? Mistrz przecież się zadomowił w egzystencji w przeciwieństwie do ludzi, którzy ciągle szukają szczęścia gdzie indziej i kiedy indziej.

Mistrz się dostosował, a to co innego niż akceptacja. Widzę to tak: przeciętny człowiek ma aktywne mechanizmy:-
- wiara
- ego (do ego potrzebna jest wiara)
- wyparcie, zaprzeczenie, racjonalizacja (do tego zazwyczaj potrzebne jest ego)
- marzenia/pragnienia

Mistrz ich nie ma, lub jeśli są, to obserwacja koryguje błąd. Czasem tego doświadczam - w głowie automatyczne powstaje emocjonalna racjonalizacja, mija chwilka i racjonalizacja obala się przez mechanizm autonegacji. Np w głowie automatycznie pojawia się wymówka przed czymś, ale gdy identyfikuję ją jako wymówkę to traci ona moc.

Wg mnie mistrz tak samo akceptuje lub nie akceptuje pewne rzeczy, tylko różni się u niego ta reakcja, która jest potem. Czyli potem ani nie akceptuje, ani nie nie akceptuje Wiele automatycznych początkowych reakcji też się przez to zmienia, np ego traci siłę gdy jego racjonalizacje tracą moc.

>>Częściowego rozwoju. Są różne obszary, w których można się rozwijać.
>Uważasz, że wojna form prowadzi do rozwoju? A może raczej wypisanie się z niej?

Myślę, że bywa różnie, w zależności od przykładu.

>>Dualizm jest naszym >naturalnym sposobem opisu rzeczywistości. Znasz jakiś lepszy?
>Tak. Bezpośrednią kontemplację absolutu, który nas otacza i którym jesteśmy.

Nie ma czegoś takiego.

>Na taką kontemplację składa się zarówno intelekt jak i intuicja jako dwie strony tego samego medalu.

Zarówno intelekt, jak i intuicja opierają się na dualizmie. Każdy pojedynczy neuron może przekazać tylko informację tak lub nie. My żyjemy w projekcjach naszych umysłów, a nie w absolucie

>>Uważam, że naszą naturą jest zarówno dążenie do rozwoju, jak i do destrukcji. Są w nas przecież >różne mechanizmy, często wzajemnie ze sobą sprzeczne.
>Skąd wiesz, że to jest Twoja natura?

To był ogólnik dotyczący wszystkich.

>>Po prostu uwalnia się od pojęć i korzysta z nich jakby z "poziomu wyżej". Utożsamienie z >pojęciami generuje emocje. Uważasz, że mistrz może całkowicie wyzwolić się ze wszystkich takich >pojęć i nie doświadczać żadnych emocji, z nimi związanych?
>Nie wiem o jaki poziom wyżej chodzi, bo egzystencja nie jest podzielona.

Poziom wyżej, czyli ponad modelami mentalnymi. Np kiedyś wierzono we flogiston - to był błędny model. Nowy model wypiera stary, ale co tu jest najważniejsze to fakt, że każdy model opiera się na jakichś założeniach. Nie ma więc jednej myśli, jednego pojęcia, jednego modelu, tylko jest całość zawsze doświadczana przez nas wycinkowo i poprzez interpretację (już sam fakt, że widzimy to projekcja mózgu na temat wyglądu otoczenia). Poziom wyżej, czyli stan umysłu gdy człowiek zdaje sobie sprawę z roboczego charakteru memów. Zresztą zauważ, że ludzie, których tu besztam na forum mylą rzeczywistość z memami i włączają ego w obręb rzeczywistości.

>Mistrz będzie doświadczał emocji, bo jest żywy. Nie wydaje mi się, aby rozwój duchowy prowadził do tego, aby przestać czuć.

Raczej aby przestać podążać za emocjami i obserwować je. Rozumiane emocje stają się słabsze i zmieniają swoją treść, albo są ulotne, podczas gdy nierozumiane i wypierane emocje mogą nabierać na sile. Mistrz nie wierzy w racjonalizacje jakie powstają wokół emocji i traktuje je jak obiekt badań, a nie jak część siebie. Tzn ja to tak rozumiem.

>Gdy jest w Tobie konflikt, gdy jesteś podzielony, to to generuje cierpienie.

Ale zawsze są jakieś konflikty. Cierpienie generuje utożsamianie się z konfliktem i nadawanie mu znaczenia. To jest właśnie dla mnie ten poziom wyżej - nie zaprzeczać temu co jest, nie nazywać zła dobrem, nie wierzyć w prawdy absolutne, autorytety, wzorce z otoczenia tworzone przez ludzi mówiących innym jak należy żyć. Mistrz nie musi mieć mocy do rozwiązywania konfliktów, zwłaszcza tych nierozwiązywalnych.

>Gdy konflikt znika, to nadal doświadczasz trudów życia. Ale taki trud już nie jest cierpieniem. To ważne rozróżnienie, którego nauczył mnie OSHO.

Ja bym się z tym zgodził, ale po małej modyfikacji - nie gdy konflikt znika, tylko gdy traci na ważności. Mistrz to może się i podpalić, albo leżeć na igłach i czuć spokój.
dajmonion (3663 punktów)
>Mistrz się dostosował, a to co innego niż akceptacja.
Jeżeli bierze się udział w wojnie memów to przecież bez znaczenia czy użyjesz słów dostosowanie vs niedostosowanie lub akceptacja vs brak akceptacji.
>>>Częściowego rozwoju. Są różne obszary, w których można się rozwijać.
>>Uważasz, że wojna form prowadzi do rozwoju? A może raczej wypisanie się z niej?
>Myślę, że bywa różnie, w zależności od przykładu.
Jednak obstawałbym przy tym, że pewien rozwój jest kanwą innych rozwojów. Ego może zaburzyć nawet naukę matematyki. Pamiętam jak przyblokowałem się kiedyś przy jakimś zadaniu. Książka spotkała się gwałtownie ze ścianą ścianie. Rozpadła się na kawałki.
>>>Dualizm jest naszym >naturalnym sposobem opisu rzeczywistości. Znasz jakiś lepszy?
>>Tak. Bezpośrednią kontemplację absolutu, który nas otacza i którym jesteśmy.
>Nie ma czegoś takiego.
Możesz sobie też to nazwać światem lub bogiem. Bez znaczenia. Chodzi o bezpośrednie spotkanie z czymś co Cię przekracza. Dzięki tej bezpośredniości świadomość nie wpada automatycznie w utarte koleiny, które zresztą stworzył ktoś inny.
>My żyjemy w projekcjach naszych umysłów, a nie w absolucie
Nie wydaje mi się. Gdyby tak było, to stan głębokiej medytacji oznaczałby unicestwienie, a tak się nie dzieje.
>>Uważam, że naszą naturą jest zarówno dążenie do rozwoju, jak i do destrukcji. Są w nas >>przecież >różne mechanizmy, często wzajemnie ze sobą sprzeczne.
>>Skąd wiesz, że to jest Twoja natura?
>To był ogólnik dotyczący wszystkich.
Moim zdaniem skłonności autodestrukcyjne nie są nasze. Dlaczego mielibyśmy pod tym względem różnić się od drzew, które rosną jeśli tylko mają ku temu warunki.
Skłonności autodestrukcyjne są raczej skłonnością ego, które faktycznie może czuć, że zbliża się jego koniec. Ale to jest koniec jedynie ego.
>>Gdy jest w Tobie konflikt, gdy jesteś podzielony, to to generuje cierpienie.
>Ale zawsze są jakieś konflikty.
Ale nie zawsze jesteś stroną
>Mistrz nie musi mieć mocy do rozwiązywania konfliktów, zwłaszcza tych nierozwiązywalnych.
Konflikt nie musi być nierozwiązany. Może zostać przejrzany.


dajmonion
08-03-2017 16:26 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Mistrz się dostosował, a to co innego niż akceptacja.
>Jeżeli bierze się udział w wojnie memów to przecież bez znaczenia czy użyjesz słów dostosowanie vs niedostosowanie lub akceptacja vs brak akceptacji.

Chodzi o różnicę między uznaniem, że coś jest ok, a uznaniem, że mi to nie przeszkadza. Akceptacja to wg mnie to pierwsze - akceptując coś twierdzę, że to dobre. Jeżeli coś jest możliwe do wytrzymania, to mogę to najwyżej tolerować/dostosować się.

>Jednak obstawałbym przy tym, że pewien rozwój jest kanwą innych rozwojów. Ego może zaburzyć nawet naukę matematyki. Pamiętam jak przyblokowałem się kiedyś przy jakimś zadaniu. Książka spotkała się gwałtownie ze ścianą ścianie. Rozpadła się na kawałki.

Zgadza się Są takie zadanka, które mają kilka wyników, np:



Trolling tego obrazka polega właśnie na tym, że większość oblicza po swojemu i broni swojego wyniku mówiąc, że taka jest prawda, oburzając się, że "ci debile rozwiązali to inaczej, no jak można tak myśleć? przecież oni się mylą". To jest wg mnie świetna alegoria ludzkich poglądów. Ludzie ustawiają się po różnych stronach barykady, oślepiając się na inne argumenty niż dopuszcza ich wyznawana idea. Może nią być nawet rozwiązanie zadania matematycznego, ale także religia, idea polityczna, czy własne ego.

Wyobraź sobie, że masz takiego wewnętrznego krytyka, który po każdej skończonej czynności mówi "dobra, ale można było to zrobić lepiej", albo kończysz przemyślenia jakąś konkluzją, a on to podważa, więc każdą myśl rozbierasz na czynniki pierwsze, patrzysz z różnych perspektyw, zastanawiasz się jak sytuację widzą inni - po kolei każdy. Zauważ jak duże są z tego korzyści i jak duże straty*.

>>>>Dualizm jest naszym >naturalnym sposobem opisu rzeczywistości. Znasz jakiś lepszy?
>>>Tak. Bezpośrednią kontemplację absolutu, który nas otacza i którym jesteśmy.
>>Nie ma czegoś takiego.
>Możesz sobie też to nazwać światem lub bogiem. Bez znaczenia. Chodzi o bezpośrednie spotkanie z czymś co Cię przekracza. Dzięki tej bezpośredniości świadomość nie wpada automatycznie w utarte koleiny, które zresztą stworzył ktoś inny.

Spotkanie z czymś co mnie przekracza to nadal nie jest bezpośrednia tego kontemplacja. Perspektywa obserwatora wprowadza zniekształcenia. Wyjście z tych zniekształceń wg mnie jest właśnie dojściem do tego, że "wiem, że nic nie wiem", czyli że nie da się doświadczać absolutu - to co mnie przekracza jest niedoświadczalne, bo gdyby było możliwe do doświadczenia w pełni, to byłoby utartą koleiną.

>>My żyjemy w projekcjach naszych umysłów, a nie w absolucie
>Nie wydaje mi się. Gdyby tak było, to stan głębokiej medytacji oznaczałby unicestwienie, a tak się nie dzieje.

Nie oznaczałby unicestwienia. Projekcja jest niezależnie od nas cały czas tworzona przez mózgi. Głęboka medytacja prowadzi do tego, że ta projekcja przestaje być postrzegana jako prawda absolutna. Gdy wiem, że to projekcja to się nie utożsamiam.

>>>Skąd wiesz, że to jest Twoja natura?
>>To był ogólnik dotyczący wszystkich.
>Moim zdaniem skłonności autodestrukcyjne nie są nasze. Dlaczego mielibyśmy pod tym względem różnić się od drzew, które rosną jeśli tylko mają ku temu warunki.

Dlatego, że drzewa są proste, a człowiek to bardziej złożone zwierzę. Ewolucja nie ma zamysłu, tylko tworzy losowe wzory, które są weryfikowane przez środowisko. Te wzory są nieraz destrukcyjne, a mimo to dane geny przetrwają, bo coś lepszego przeważa. W dodatku tak jak pisałem* dobre i złe cechy to często te same - np negatywne spojrzenie na świat umożliwia dostrzeganie błędów i ich weryfikację, np autystyczne myślenie pomaga operować na szczegółach i dojść do perfekcji w jakiejś dziedzinie itd. Dobro i zło się przeplatają, a ocena czy coś jest dobre czy złe to w szerszej perspektywie ciągłe błędne koło.

>Skłonności autodestrukcyjne są raczej skłonnością ego, które faktycznie może czuć, że zbliża się jego koniec. Ale to jest koniec jedynie ego.

No niekoniecznie, ego może przecież sprzeciwiać się tym skłonnościom, ale one bywają silniejsze. Przykład: nieprawidłowe upodobania seksualne, nałogi, wyuczone zachowania, genetyczne reakcje. Czasem autodestrukcja to właśnie wynik przekroczenia ego, np gdy się kogoś ratuje swoim kosztem.

>>>Gdy jest w Tobie konflikt, gdy jesteś podzielony, to to generuje cierpienie.
>>Ale zawsze są jakieś konflikty.
>Ale nie zawsze jesteś stroną

No tak, czyli konflikt może być, ale mistrz może się nim nie przejmować

>>Mistrz nie musi mieć mocy do rozwiązywania konfliktów, zwłaszcza tych nierozwiązywalnych.
>Konflikt nie musi być nierozwiązany. Może zostać przejrzany.

I oswojony na zasadzie habituacji
tarkos (10757 punktów)
> "Zaakceptuj siebie" to głupota podobna do "wszyscy są równi". Czyli nie trzeba pracować nad sobą, ulepszać się itd, bo już wszyscy są i tak równi i nadają się do akceptacji.
A jak do akceptacji siebie dojdzie przeświadczenie o byciu boskim dziełem, to już całkiem nic się nie poprawi, bo byłoby to świętokradztwem.
> Czy to nie przymykanie oka na ewidentne zło?
Oj tam zaraz zło - zwykła bylejakość.
> Czy takie rady nie prowadzą aby do przemienienia się ludzi wrażliwych i niedowartościowanych w narcyzów i psychopatów?
Może trzeba doradzać pochwałę złego o sobie mniemania?
>
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> "Zaakceptuj siebie" to głupota podobna do "wszyscy są równi". Czyli nie trzeba pracować nad sobą, ulepszać się itd, bo już wszyscy są i tak równi i nadają się do akceptacji.
>A jak do akceptacji siebie dojdzie przeświadczenie o byciu boskim dziełem, to już całkiem nic się nie poprawi, bo byłoby to świętokradztwem.

Tak wychodzi, a z drugiej strony wierzący zazwyczaj czują, że przy Bogu są nikim, więc jest ich wina itd - zaniżanie samooceny i nacisk na personalizm i to jakie kto ma grzechy i jak mocno wierzy

>> Czy to nie przymykanie oka na ewidentne zło?
>Oj tam zaraz zło - zwykła bylejakość.

Uważam, że z tego wynika najwięcej zła, bo to chodzi o wykolejenie wartości i społeczne zakłamanie, a także ślepe parcie na społecznie zaprogramowane cele i powtarzanie zaprogramowanych haseł. Wrażliwi ludzie stają się przez to samotniejsi i smutniejsi, mimo rosnącej liczby rozrywek, przedmiotów i zajęć. Coraz więcej rzeczy, coraz więcej wiedzy, a coraz mniej wyboru. Myślę, że aspołeczne cechy też mają tu źródło.

>> Czy takie rady nie prowadzą aby do przemienienia się ludzi wrażliwych i niedowartościowanych w narcyzów i psychopatów?
>Może trzeba doradzać pochwałę złego o sobie mniemania?

Najlepiej by było mieć adekwatne mniemanie i nie powinno to mieć aż takiego wpływu na nastrój. Myślę, że narcyz powinien najpierw zrozumieć, że nie odnosi realnego zysku z presji na bycie lepszym. Dokładnie to samo powinien zrozumieć ktoś kto cierpi przez niską samoocenę. Próba udowodnienia narcyzowi, że nie ma racji jest niemal niemożliwa, nawet gdy trafia się w punkt i wywołuje się mocne nerwy. Podobnie jest z kimś kto ma niską samoocenę i nagle ma mieć wyższą. Nie da się tak, gdy obiektywnie nie ma powodów.

Z jednej strony ideały dołują ludzi i wpędzają ich w kompleksy, które wzmacniają rolę ego, a z drugiej strony ich brak doprowadziłby do upadku wartości.
kristi (13 punktów)
(zablokowany)
Przychodzi mi myśl, skoro jeszcze nie zostałem zablokowany to wyrażę, że wątek odnosi się do rywalizacji memow, do wojny kultur, do walki różnych, sprzecznych osobowości.
Wg mnie określone typy osobowości próbują zapanować nad wszystkimi umysłami tak jak określone typy organizmów próbują zapanować nad materią.
To co Olson opisuje jako złe nieuleganie zmianie osobowości jest po prostu wyparciem sprzecznej, wrogiej osobowości z umysłu.
Zło oznacza tu nieprzyjęcie osobowości Olsona i zachowanie własnej tożsamości.
To jest złe dla osobowości Olsona ale dobre dla tej, która się zachowuje w umyśle delikwenta wypierając Olsona.

Przyjęcie Olsona i zapanowanie Olsona w umyśle delikwenta oznaczałoby wparcie wcześniejszej osobowości i być może wymarcie tej tożsamości.
Ćma w Kapcihucach (9 punktów)

>"Zaakceptuj siebie" to głupota podobna do "wszyscy są równi". Czyli nie trzeba pracować nad sobą,
>oka na ewidentne zło? Czy takie rady nie prowadzą aby do przemienienia się ludzi wrażliwych i
>niedowartościowanych w narcyzów i psychopatów?

Według mnie nikt z powodu tych rad nie zamieni się w psychopatę lub narcyza. Obie choroby psychiczne są bardzo poważne. (jeśli autor użył obu tych pojęć dosłownie) Mózg psychopaty w ogromnym stopniu od mózgu przeciętnego człowieka. Psychopata cechuje się np. deficytem lęku. Uwidacznia się to między innymi w dylemacie wagonika. Polecam zapoznać się z wypowiedzą Kevina Buttona "Are you psychopath" w Big Think (dostępna na youtube również z polskimi napisami.) Co do narcyzów, silny wpływ na powstanie tej choroby ma właśnie wychowanie. Jednym z powodów powstania narcyzmu są zbyt silne wymagania rodziny, rodzaj pewnego perfekcjonizmu. Jeśli chodzi o słowa "zaakceptuj siebie" niemądre? Być może, ale z pewnością nie rodzi to tak skrajnej choroby jaką jest narcyzm.

Od siebie dodam, że dużo zależy od subiektywnego zrozumienia "zaakceptuj siebie" Jeśli chodzi o pełną aprobatę wad,nad którymi można pracować, to przyznam nie jest to najlepsza rada. Natomiast jeśli chodzi o jedną z definicji akceptacji PWN "Pogodzenie się z czymś czego nie można zmienić" to wówczas nie ma to pejoratywnego wydźwięku. Można to wtedy zrozumieć jako "poszukaj dla siebie innej drogi, nie brnij ślepo w jednym kierunku" Na ten przykład jeśli nie jestem kompetentny, aby pracować z ludźmi, nie mam cech kompatybilnych z zawodem psychoterapeuty lub wykładowcy znaczy, że muszę mieć pewnie potencjał w czymś innym.

Jakiekolwiek mogą być różnice zdań, to podejrzewam, że można być pewnym co jednego wniosku. Rady trzeba dobierać ostrożnie, aby nikt nas opatrzenie nie zrozumiał.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Według mnie nikt z powodu tych rad nie zamieni się w psychopatę lub narcyza. Obie choroby psychiczne są bardzo poważne. (jeśli autor użył obu tych pojęć dosłownie) Mózg psychopaty w ogromnym stopniu od mózgu przeciętnego człowieka.

Ale mózg zmienia się w ciągu życia, także pod wpływem zmiany myślenia i utrwalenia się nowych wzorców. Narcyzm i jego pozorne przeciwieństwo, czyli niska samoocena połączona z przejmowaniem się co inni pomyślą, dotyczą wg mnie większości społeczeństwa. To bardzo poważne choroby w swojej pełnej formie, ale w łagodniejszej to normalne cechy w społeczeństwie. Zastanawiam się czy takie rady wcielone w życie nie likwidują konfliktów wewnętrznych, które są akurat ludziom potrzebne.

>Psychopata cechuje się np. deficytem lęku. Uwidacznia się to między innymi w dylemacie wagonika.

W jaki sposób się uwidacznia? W tym dylemacie nie ma przecież teoretycznie dobrej odpowiedzi, choć wg mnie moralne i spójne jest nie robienie niczego.

>Jednym z powodów powstania narcyzmu są zbyt silne wymagania rodziny, rodzaj pewnego perfekcjonizmu.

Silne wymagania tworzy medialne społeczeństwo i problemy z ego większości społeczeństwa. Do tego dodajmy "zaakceptuj siebie, nie myśl źle na swój temat, pozbądź się konfliktów wewnętrznych i wątpliwości" i wychodzi wybuchowa niebezpieczna mieszanka.

>Od siebie dodam, że dużo zależy od subiektywnego zrozumienia "zaakceptuj siebie" Jeśli chodzi o pełną aprobatę wad,nad którymi można pracować, to przyznam nie jest to najlepsza rada.

A tak to jest odbierane przez społeczeństwo.

>Natomiast jeśli chodzi o jedną z definicji akceptacji PWN "Pogodzenie się z czymś czego nie można zmienić" to wówczas nie ma to pejoratywnego wydźwięku.

Niby tak, ale gdzie jest granica między tym czego nie można zmienić, a tym co można?

Pozdrawiam.
13-03-2017 21:19 
 Ocena 1 na 1
Ćma w Kapcihucach (9 punktów)

>Ale mózg zmienia się w ciągu życia, także pod wpływem zmiany myślenia i utrwalenia się nowych wzorców. Narcyzm i jego pozorne przeciwieństwo, czyli niska samoocena połączona z przejmowaniem się co inni pomyślą, dotyczą wg mnie większości społeczeństwa. To bardzo poważne choroby w swojej pełnej formie, ale w łagodniejszej to normalne cechy w społeczeństwie. Zastanawiam się czy takie rady wcielone w życie nie likwidują konfliktów wewnętrznych, które są akurat ludziom potrzebne.

Zaznaczyłem, że mówię tu wyłącznie o chorobie. Moim zdaniem egoizm (unikam narcyzmu, aby uniknąć nieporozumień)może być bardziej złożony niż nam się wydaję. Mam wątpliwości, czy aby na pewno "Zaakceptuj siebie" ma tu decydujące znaczenie. Egocentryzm może być być wynikiem tej populistycznej "filozofii" dopiero w zestawieniu z pewnymi już wcześniej zaistniałymi tendencjami. (których nawiasem mówiąc w sposób dokładny nie znam, ale uznaje to całkiem zdrowe założenie)

>>Psychopata cechuje się np. deficytem lęku. Uwidacznia się to między innymi w dylemacie wagonika.

W odniesieniu do filmu chciałem przekazać jak bardzo różni się mózg przeciętnego człowieka od psychopaty. U psychopaty w przeciwieństwie do zdrowego człowieka uwidacznia się znikoma aktywność mózgu w poszczególnych rejonach (u zdrowego "neurony świeciły się jak nocne miasto")

>Silne wymagania tworzy medialne społeczeństwo i problemy z ego większości społeczeństwa. Do tego dodajmy "zaakceptuj siebie, nie myśl źle na swój temat, pozbądź się konfliktów wewnętrznych i wątpliwości" i wychodzi wybuchowa niebezpieczna mieszanka.

Tu się zgadzam

>A tak to jest odbierane przez społeczeństwo.
>>Natomiast jeśli chodzi o jedną z definicji akceptacji PWN "Pogodzenie się z czymś czego nie można zmienić" to wówczas nie ma to pejoratywnego wydźwięku.
>Niby tak, ale gdzie jest granica między tym czego nie można zmienić, a tym co można?
>Pozdrawiam.

To subiektywne,inteligentny i świadomy siebie człowiek może nie sugerować się społeczeństwem. Granicę wyznacza sobie człowiek sobie samemu. Np."Jestem chaotyczny i zapominalski, nie będę na siłę kształtował się w kierunku księgowego, mogę prowadzić jedynie notes z ważnymi rzeczami. Spróbuję pójść w innym kierunku." W ostatecznym przyjęcie dobór pewnych strategii rozwoju jest zadaniem jednostki

Na tej wypowiedzi być może skończę temat. Kształtowanie się osobowości to bardzo złożony temat, zbyt silne przykładanie uwagi (przyznam czasem do niemądrych rad)wydają mi się zbytnim uproszczeniem.

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365