 |
Wieczna powtarzalność i resetowanie wszystkiego? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-05-2017 22:07 | VonM (709 punktów) | Wieczna powtarzalność i resetowanie wszystkiego?
3 na 3 | Toczymy spór wobec tego co dzieje się po śmierci. Zasadniczo są 3 poglądy - czyli nicość, przeniesienie w inne miejsce, reinkarnacja. Jeśli chodzi o nicość, błąd myślowy tu popełniają zarówno osoby wierzące jak i ateiści, bowiem jednorazowość wymaga kontroli czegoś wyżej - porównując to do rzutu kością, gdzie wartości nieparzyste oznaczają "życie" a parzyste "brak życia", przy losowym rzucaniu kością prędzej czy później musi wypaść wartość oznaczająca życie, podczas gdy stale występująca wartość oznaczająca jego brak wymaga stałej kontroli przez kogoś. Tak więc z czysto logicznego punktu widzenia osoby wierzące w Boga powinny być bardziej sceptyczne wobec wiary w życie po śmierci niż ateiści. W poruszanym niegdyś przeze mnie wątek "reinkarnacja bez duszy" również próbowałem przekonać, że reinkarnacjonizm jest najbardziej ateistyczną wizją życia po śmierci.
Ale nie o tym. Wyobraźmy sobie czwartą drogę, moim zdaniem najbardziej materialistyczną. Mamy wielki wybuch, powstaje wszechświat, żyjemy my jako homo sapiens. Po X miliardów lat siła wybuchu maleje do tego stopnia, że wszystko staje a następnie - zgodnie z zasadami grawitacji, zaczyna się kurczyć i wraca do maksymalnego skupienia ... i znów wielki wybuch i wszystko powtarza się identycznie. Co sądzicie o takim założeniu? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
-1 na 1 | Duch Prawdy (14788 punktów) | >Ale nie o tym. Wyobraźmy sobie czwartą drogę, moim zdaniem najbardziej materialistyczną. Mamy wielki wybuch, powstaje wszechświat, żyjemy my jako homo sapiens. Po X miliardów lat siła wybuchu maleje do tego stopnia, że wszystko staje a następnie - zgodnie z zasadami grawitacji, zaczyna się kurczyć i wraca do maksymalnego skupienia ... i znów wielki wybuch i wszystko powtarza się identycznie. Co sądzicie o takim założeniu? Piąta droga: siła wybuchu jest tak duża, że wszechświat będzie zawsze się rozszerzał..., tymczasem w miejscu wybuchu ( stworzenia ) tajemnicza siła ( Bóg ) dokona nowego wybuchu i powstanie kolejny wszechświat...
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >Toczymy spór wobec tego co dzieje się po śmierci. Zasadniczo są 3 poglądy - czyli nicość, >przeniesienie w inne miejsce, reinkarnacja. Jeśli chodzi o nicość, błąd myślowy tu popełniają >zarówno osoby wierzące jak i ateiści,.....
Wcale nie popełniają błędu ateiści. Co rozumiemy przez określenie "nicość"? Operujemy przecież wspólnie jednym językiem. Semantyczne określenie językowe jest tutaj niedoskonałe. Są np. pewne znaki pisarskie w matematyce (0) określające "nic". Jest więc pewne nieporozumienie w tej kwestii. W kwestii formalnej to nicości nie ma. Czy to wierzący czy niewierzący umierają tak samo. Nie mówię tu o nieraz wielkich cierpieniach umierającego. Mówię, że materia z której jesteśmy stworzeni ulega rozkładowi przez procesy gnilne wywołane bakteriami. To jest początek rozpadu, niezależnie czy to król, papież czy żebrak, takiego samego. Jeśli posłużymy się dialektyką materialistyczną, to wracamy do NATURY. Jak? Ano bakteria, która nas konsumuje (bo nie istnieje już sprawna odporność immunologiczna organizmu) jest początkiem całego ogromnego łańcucha pokarmowego. Ale bakteria może być pokarmem dla innej większej bakterii lub umiera podobnie jak każdy żywy dotąd organizm np. ludzki. A więc dalej idąc, w postaci atomów wracamy do tego największego, samowystarczalnego statku kosmicznego jaki ludzkość zna, czyli Ziemi. Atom nie przenosi chorób dlatego, że jak powyżej stwierdziłem, bakteria nie jest atomem. Jest to organizm wieloatomowy. Co do Twoich pozostałych dwóch poglądów się nie wypowiadam, bo przede wszystkim nikt mi nie wyjaśnił pojęcia "duszy", czyli czegoś co pozostaje po śmierci każdego z nas.. Dziwne! Niematerialne (bez swojej masy) a więc nie widzialne, ogólnie niesprawdzalne ale jest. Jak to więc można z takim przekonaniem o czymś nie do sprawdzenia walić ogłupiające teorie? Skoro jest to niesprawdzalne to i w duchy trudno uwierzyć. A jeśli, ktoś widział ducha, to niech wyjaśni jak coś, co nie posiada masy nagle się materializuje? I dlaczego potrzebne są do tego koniecznie ciemności. Przecież człowiek w ciemności nie widzi, bo jest w 80% wzrokowcem. Niech wyjaśni na jakiej zasadzie dusze wysyłają światło (czyli są źródłem energii świetlnej), by w nocy stawały się widzialne? A już wydają głosy, co łamie zasadę, że nie mają strun głosowych (struny głosowe mają swoją masę, dusze są bez masy. Po śmierci ciało człowieka nie staje się lżejsze.). To jak, duchy są nieme czy też mają "swój" głos?
>...bowiem jednorazowość wymaga kontroli czegoś wyżej - porównując >to do rzutu kością, gdzie wartości nieparzyste oznaczają "życie" a parzyste "brak życia", przy >losowym rzucaniu kością prędzej czy później musi wypaść wartość oznaczająca życie, podczas >gdy stale występująca wartość oznaczająca jego brak wymaga stałej kontroli przez kogoś.
Dałeś przykład kojarzący się z szulerem.
>Tak więc z >czysto logicznego punktu widzenia osoby wierzące w Boga powinny być bardziej sceptyczne wobec >wiary w życie po śmierci niż ateiści. W poruszanym niegdyś przeze mnie wątek "reinkarnacja bez >duszy" również próbowałem przekonać, że reinkarnacjonizm jest najbardziej ateistyczną wizją życia po >śmierci.
Być może ale nie ma też żadnego uzasadnienia.
>Ale nie o tym. Wyobraźmy sobie czwartą drogę, moim zdaniem najbardziej materialistyczną. Mamy wielki >wybuch, powstaje wszechświat, żyjemy my jako homo sapiens. Po X miliardów lat siła wybuchu maleje do >tego stopnia, że wszystko staje a następnie - zgodnie z zasadami grawitacji, zaczyna się kurczyć i >wraca do maksymalnego skupienia ... i znów wielki wybuch i wszystko powtarza się identycznie. Co >sądzicie o takim założeniu?
Jak zwykle wtedy wkraczamy w sferę domniemań co by było gdyby. Zakładasz, że ludzkość będzie ileś tam miliardów lat (nie wiadomo ile) istniała? Nie ma podstaw takich założeń robić. Ekstrapolacja każda zdarzeń, bierze w łeb, choćby dlatego, iż skupiająca się materia zniszczy wszystko, tym samym ludzkie życie.. Więc nie nasze zmartwienie. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
2 na 2 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Po X miliardów lat siła wybuchu maleje do tego stopnia, że wszystko staje a następnie - zgodnie z zasadami grawitacji, zaczyna się kurczyć i wraca do maksymalnego skupienia ... i znów wielki wybuch i wszystko powtarza się identycznie. Co sądzicie o takim założeniu?<<
To jest (było) najprostszym założeniem. Inną opcją jest, że Wszechświat będzie się rozszerzał bez końca. Ale pewne pomiary wskazują, że nie tylko się rozszerza, ale że rozszerza się coraz szybciej, co z ziemskiego punktu widzenia oznacza, że w pewnym momencie z Ziemi będzie można obserwować tylko nasze najbliższe otoczenie. Reszta zniknie z "naszego" pola widzenia. No i pojawiły się nowe obserwacje, obserwacje promieniowania tła, sugerujące że "nie jesteśmy sami". Nie że są jakieś UFO-ludki, ale że oprócz naszego rozszerzającego się Wszechświata może istnieć coś więcej:https://brownspaceman.com/evidence-of-other-universes-pulling-on-our-own/ Hipoteza wcale nie nowa, ale tym razem mająca jakieś podstawy w obserwacjach. Zawędrowaliśmy raczej dość daleko od biblijnego obrazu pustej ziemi, pokrytej wodami, nad którymi unosił się duch.
|
|
2 na 2 | VonM (709 punktów) | Właśnie odkryłem pasującą nazwę - Wielki kolaps. Wydaje mi się to całkiem logiczne. Otóż jest sobie wielki wybuch. 14 mld lat nas nie ma i z tego względu czas do naszego urodzenia upływa "nam" nieskończenie krótko. Potem się rodzimy, żyjemy kilkadziesiąt lat i potem to samo przed urodzeniem. Wówczas wszechświat po pewnym czasie zaczyna się kurczyć, wraca do stanu początkowego i wszystko zaczyna się od początku, te same oddziaływania, te same procesy biochemiczne mózgów warunkujące życie społeczne.
|
|
6 na 6 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Wyobraźmy sobie czwartą drogę, moim zdaniem najbardziej materialistyczną. Mamy wielki wybuch, powstaje wszechświat, żyjemy my jako homo sapiens. Po X miliardów lat siła wybuchu maleje do tego stopnia, że wszystko staje a następnie - zgodnie z zasadami grawitacji, zaczyna się kurczyć i wraca do maksymalnego skupienia ...
W latach 1978 i 1979 miałem przyjemność przeczytać doskonałą trylogię autorstwa Hoimara von Ditfurtha, niemieckiego naukowca i popularyzatora nauki. Kolejne książki trylogii wydane zostały przez PIW w ramach serii "Biblioteka myśli współczesnej". Składały się na nią kolejno: -- część pierwsza: Dzieci Wszechświata, wyd. 1978 (wydanie niemieckie: 1970), -- część druga: Na początku był wodór, wyd. 1978 (wydanie niemieckie: 1972), -- część trzecia: Duch nie spadł z nieba, wyd. 1979 (wydanie niemieckie: 1976).
W drugiej części tej trylogii Ditfurth przedstawił hipotezę kolejno po sobie następujących wszechświatów, powstających a następnie ginących w niekończącym się łańcuchu. Hipotezę taką Ditfurth - a może ktoś przed nim - określił mianem "pulsującego Wszechświata".
Dla tych, którzy nie znają książek Ditfurtha, zacytuję fragmenty ze stron od 67 do 74. Zwracam uwagę, że mamy do czynienia ze stanem wiedzy z końca 60-tych i początku 70-tych lat ubiegłego wieku. Pogrubienia w cytacie moje.
(...) Przypomnijmy sobie: mgławice najbliżej położone są najpowolniejsze, im większe ich oddalenie, tym większa także jest ich prędkość. Może jest tak po prostu dlatego, że najszybsze mgławice od początku miały największą prędkość i dlatego najdalej poleciały? Skoro tylko powzięto taki pomysł i dokonano odpowiednich obliczeń na podstawie odległości i prędkości poszczególnych mgławic, natychmiast okazało się, że obraz eksplozji należy istotnie rozumieć dosłownie. Przed mniej więcej trzynastoma miliardami lat wszystkie te mgławice, cała w tym Wszechświecie zawarta materia (a z nią i przestrzeń samego Wszechświata), musiały być skoncentrowane w jednym punkcie. Wraz z wychodzącą z tego punktu potężną eksplozją, której dalszy ciąg przeżywamy jeszcze dzisiaj w formie opisanej przez nas ekspansji Wszechświata, przed jakimiś trzynastoma miliardami lat świat zaczął istnieć. (...) Jak mógłby wyglądać dowód realności prawybuchu sprzed 13 miliardów lat? Jednym z fizyków zajmujących się intensywnie tym zagadnieniem był Robert H. Dicke z Princeton. (...) Dicke doszedł wreszcie do wniosku, że z błyskawicy owego wybuchu musiało do tej pory jeszcze pozostać promieniowanie termiczne, charakterystyczne dla temperatury 3 stopni Kelwina. (...) Ciąg dalszy jest nam znany. Penzias i Wilson - nie wiedząc o tym i nie zamierzając tego - odkryli poszukiwane promieniowanie. (...) Od 1965 roku wiemy więc, że świat nasz miał swój początek, od którego minęło prawdopodobnie mniej więcej trzynaście miliardów lat. Według tego, co wiemy, w czasie tym powstał Kosmos w błyskawicy tak potężnej, że naukowcy dzisiaj jeszcze mogą "usłyszeć" jej echo. Jakie były przyczyny tej błyskawicy i co było przedtem? Niektórzy uczeni liczą się z możliwością, że obecne rozprzestrzenianie się świata przebiega w sposób hamowany. Wiele przemawia za tą wersją zmniejszania się szybkości ekspansji, po prostu jako skutku wzajemnego przyciągania wszystkich mas znajdujących się w Kosmosie. (...) W przypadku hamowanej ekspansji ruch ucieczki powoli, w ciągu wielu miliardów lat, musiałby wreszcie ustać, po czym rozpocząłby się proces w kierunku przeciwnym. Od tej chwili pod wpływem samego tylko ciążenia wszystkie masy w całym Wszechświecie zaczęłyby wpadać na siebie z rosnącą prędkością. Tym samym po ekspansji nastąpiłaby kontrakcja Wszechświata. (...) W ciągu tej kontrakcji prędkość zderzających się ze sobą mas stale by się zwiększała. W końcu wszystkie niezliczone galaktyki Wszechświata, każda złożona ze stu lub więcej miliardów słońc, każda z nich zawierająca milionkrotne życie w niewyobrażalnej różnorodności form, stopiłaby się ze sobą w toku jednej olbrzymiej kolizji. Cały Wszechświat zginąłby w gigantycznej implozji. Jednakże znowu w kilka miliardów lat później, gdy z rozbitej potęgą eksplozji materii kosmicznej powstaną nowe gwiazdy na nowym niebie, a na nich z kolei życie i nowe kultury - ta sama błyskawica zostałaby odkryta przez astronomów owych kultur i zinterpretowana zupełnie inaczej: nie jako upadek dawniejszego świata, lecz jako początek własnego Kosmosu. Czy rzeczywiście tak jest? Czy przed "Big-Bangiem" istniał już kiedyś inny Wszechświat? A my zagospodarowaliśmy się na gruzach jego klęski? Czy gruzy naszego świata w jakiejś niewyobrażalnie dalekiej przyszłości służyć będą za materiał wyjściowy nowego Kosmosu, którego jeszcze nie ma? Naukowcy sądzą, że taki model "pulsującego Wszechświata" jest prawdopodobny. Trwanie jego pulsacji oceniają na mniej więcej 80 miliardów lat. Byłby to czas upływającymi między dwoma wybuchami kosmicznymi, (...) Nie widzimy żadnego powodu, dla którego nie miałoby się tak ciągnąć bez końca, dlaczego Wszechświat z Wszechświatem nie miałyby sobie na tym świecie w ten sposób podawać rąk w nie kończącym się łańcuchu aż do kresu wszelkiego czasu. Może istotnie tak jest. Tym samym jednak nasze pytanie o początek znowu zostało odsunięte bez odpowiedzi. Jeżeli przed naszym światem istniał inny świat, od którego dzieli nas nieprzekraczalna bariera prawybuchu, a przed nim jeszcze inny i tak dalej - wówczas wydaje się, że przyczynowy łańcuch biegnący ku początkowi zgubił się w nieskończoności. Może jednak jest tak, że żadnego początku nie było. (...)
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
5 na 5 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >... i znów wielki wybuch i wszystko powtarza się identycznie.
A dlaczego identycznie? Nie jestem astrofizykiem, ale takie pytanie wydaje mi się w miarę oczywiste.
>Co sądzicie o takim założeniu?
Sądzę, że jest to prawdopodobne. Ale nie potrafię ocenić, jak bardzo. Fizycy też nie potrafią.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
 | 1 na 1 | VonM (709 punktów) | >A dlaczego identycznie?
Cały empiryzm bazuje na powtarzalności.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|