Apiolodzy i pszczelarze twierdzą, iż około 40 % rodzin pszczelich w Polsce nie przetrwało tej zimy i wyjątkowo paskudnego dla pszczół przedwiośnia, w niektórych częśaich kraju straty są jeszcze wqiększe jak np. w Kotlinie Kłodzkiej gdzie padło ok. 65 % pszczół. Skala strat jest więc porażająca i może odbić się na jakości i ilości zbiorów owoców, nie mówiąc już o miodzie. Masowe wymieranie pszczół to fenomen który od dobrych paru lat trapi te pożyteczne owady. Na CCD ( Colony Collapse Disorder) składa się szereg przyczyn, takich jak monolulturowa dieta, która nie służy pszczołom ( np. gigantyczne połacie zasiane rzepakiem), smog elektromagnetyczny, masowe stosowanie olbrzymich ilości insektycydów, w tym wybitnie dla szkół szkodliwych neonikotynidów, oraz epidemie warozy. Jeżeli jeszcze do tego dochodzą niekorzystne warunki klimatyczne - dochodzi do gigantycznej zapaści.
Sytuacja jest tym bardziej poważna, ponieważ zdziesiątkowane zostały nie tylko pszczoły miodne w pasiekach ale także szereg gatunków pszczół dzikich, w tym trzmieli i pszczół murarek, których znaczenie - jako czołowych pollinatorów - trudno jest przecenić. W przypadku spadku populacji murarek , których szczyt aktywności przypada na kwiecień i maj, niesprzyjające czynniki klimatyczne mogły odegrać dominującą rolę.
"Około 65 proc. rodzin pszczelich wyginęło w w kotlinie jeleniogórskiej. Nie przetrwały zimy, jednak pszczelarze nie wiążą padnięcia pszczół z pogodą czy porą roku, ale z nieustaloną dotychczas przyczyną np. pestycydami używanymi jesienią w rolnictwie.Jak powiedział w poniedziałek PAP prezes Powiatowego Koła Pszczelarzy Ziemi Jeleniogórskiej Patryk Waloszczyk, w sumie na terenie kotliny jeleniogórskiej padło ponad 5 tys. rodzin pszczelich.
Na pewno jest to zjawisko lokalne, ale o tyle niebezpieczne, że może się ono rozprzestrzenić na kolejne obszary regionu, a w kolejnych latach pojawić się w pozostałych częściach kraju - powiedział Waloszczyk.
Dodał, że są takie rejony, gdzie zginęły rodziny we wszystkich ulach np. w Piechowicach, Starej Kamienicy, ale we wschodniej części kotliny np. w Staniszowie czy Kamiennej Górze w ogóle nie ma takiego zjawiska.
Miejsca, gdzie odnotowano te masowe padnięcia wiążą się z występowaniem i uprawą gryki. Niewykluczone, że zastosowano do tych upraw, jakiś nowy środek chemiczny. Niepokoi nas też bardzo, że podobne zjawisko zauważono we wschodniej Brandenburgii. Oby przyczyna nie przyszła do nas z Niemiec - powiedział Waloszczyk."
Zainteresowanym polecam podlinkownay tekst:
www.rp.pl/(*)wyginely-rodziny-pszczele.html