>> Jest nadzieja iż wczesne wykrycie groźnej planetoidy pozwoli na opracowanie najskuteczniejszej metody jej "rozbrojenia".<<
Dawno, dawno temu, taka planetoida rypnęła. Dinozaury oczywiście niczego nie przewidziały, więc ich nie ma. Ale drobne ssaki szczuro- czy myszopodobne przeżyły ten kataklizm. Pewnie dlatego, że dla nich siedzenie pod ziemią i raczej niewielkie wymagania odnośnie pożywienia było czymś normalnym. Wyciągając z tego właściwą naukę, czyli że jednak można przeżyć, można poczynić odpowiednie przygotowania. Przeprowadzka na Marsa, nie mówiąc o Venus, jest nierealną mżonką, ale przygotowanie sobie schronów i zapasów żywności, a przede wszystkim energii, żeby móc produkować żywność, jest w zasięgu, ale nie dla wszystkich. Ale skoro dzisiaj zabijamy się o byle goowno, to tym bardziej będzie zrozumiała walka o przetrwanie. A ewentualna zmiana trajektorii planetoidy? Czy ktoś próbował oszacować, ile np. bomb wodorowych należało by wysłać na planetoidę o zadanej masie, żeby zmusić ją do minięcia Ziemi? Może mamy ich o dużo za mało? A czy dali byśmy radę wysłać je odpowiednio daleko. bo przecież nie można czekać, aż taka planetoida będzie bliżej niż Księżyc?
|